Tata kilkakrotnie, przy różnych okazjach, wspominał pierwszą rozmowę o zatrudnieniu z dyrektorem Batorego, Mieczysławem Radwańskim, w której zgłosił ofertę prowadzenia zajęć z trzech przedmiotów: języka polskiego, języka angielskiego i przysposobienia wojskowego. I takie lekcje prowadził - w roku szkolnym 1938/1939 uczył w swojej gimnazjalnej Ia zarówno polskiego jak też angielskiego, a z którąś ze starszych klas Batorego miał ówczesne przysposobienie wojskowe (we wrześniu 1939 roku był opiekunem całej grupy ochotników z Batorego zakwaterowanych w koszarach na Pradze).
Na tajnych kompletach uczył już tylko angielskiego, gdyż nauczycieli polskiego (bez środków do życia) było bardzo wielu, a anglistów w całej Warszawie ledwie kilkunastu (przed wojną powszechnie nauczanym językiem był język francuski). Uwolniony od kursowego nauczania polskiego tata mógł swobodnie w rozmowach z uczniami skakać po tematach literackich. Uczniowie oczywiście wiedzieli, że tematem pracy magisterskiej taty na polonistyce były podhalańskie lata w twórczości Kasprowicza. Kasprowicz napisał wówczas dwa pogodne, franciszkańskie w przesłaniu zbiory wierszy: Księgę Ubogich i Na Szkle Malowane. Czas wojenny stawiał przed młodymi jednak inne pytania: skąd tyle zła na świecie? jaką jest sprawiedliwość boża? Pisane czterdzieści lat wcześniej Hymny Kasprowicza dawały pesymistyczną odpowiedź:
[…]
a dom się nasz pali,
a siostra utonęła w rozplenionej fali,
a ojciec gdzieś daleko w strasznej zginął bitwie,
a Złe urąga modlitwie...
Cóż z nami się stanie!?
O Ty, łaskami hojny,
Ty, od powietrza, głodu, ognia i wojny,
od nagłej i niespodziewanej śmierci
i od Szatana, który w dom przychodzi
i dusze zwodzi,
zachowaj nas, Panie!...
Nie skłonił się jeszcze dzień,
a Szatan z moczarów łożyska,
gdzie nocą ognikami błyska,
z czeluści błota wstał
i gdy najkrótszy słońce rzuca cień
na te manowce, na te ścierniska,
pod ramię chwycił Kościotrupa
i wzrósł nad jego niebosięgłą stal -
nad Ciebie, Boże, wzrósł!...
Maszli Ty grom -
Maszli Ty chmurę w ten południa skwar,
aby z niej piorun padł
i od Szatana uwolnił ten świat?...
Wal błyskawicą, wal!
Niechaj się łamie,
niech się rozkruszy ta zdrada,
która nad życiem i nad śmiercią włada!...
. . . . . . . . . . . .
Szatanie!
Ty Kościotrupa chwyciłeś pod ramię
i nad wysokość jego ostrej kosy
wzrosłeś w niebiosy -
a grom nie pada!
Z nieukojoną żałobą
klękam przed Tobą!
Zlituj się, zlituj nad ziemią,
gdzie ból i rozpacz drzemią,
gdzie ból i rozpacz dzwonem się rozlega
i w strasznej pieśni brzmi...
Szatanie!
Kop mi samotny grób
na opuszczonym łanie,
u krzyża czarnego stóp,
pod gliny powłoką rdzawą!
A iżby nie porósł trawą,
tańcz na nim taniec piekielny
po wszystkie dni!...
A Ty, o Święty!
A Ty, o Mocny!
Ty Nieśmiertelny,
proch gwiazd przesypuj w Swej klepsydrze złotej
i płodź żywoty,
aby tak klęły jak ja;
aby płakały jak ja;
aby w szarpiącej modlitwie,
co jako dzwon ten łka,
o zmiłowanie prosiły;
aby się wlokły z gromnicami w dłoni
ku tej nieznanej ustroni,
do tej - ostatniej mogiły;
aby tak wyschły jak łza,
którą już oko me płakać nie może;
aby tak marły jak ja -
o Święty, Nieśmiertelny! Święty, Mocny Boże!
Szatan tańczący na grobie, szatan mocniejszy od Boga - czyż ta właśnie wizja z najbardziej znanego (i najbardziej bluźnierczego) Hymnu „Święty Boże, Święty Mocny” nie znajdowała prawie codziennie przerażającego potwierdzenia w okupowanej Warszawie?