niedziela, 30 stycznia 2011
Nd 30-01: Śluza Tillingera
Centrum Nauki Kopernik może być twierdzą konstrukcjonistów w ich wojnie z instrukcjonizmem, jeżeli zostanie dopełnione kilkoma elementami. Rozpatrzmy to na przykładzie zestawu modeli wodnych z CNK. Jedna strona zbudowanego w centrum basenu wodnego znajduje się w części przeznaczonej dla maluchów (2-6 letnich) i tam spełnia wszelkie kryteria konstrukcjonizmu. Natomiast modele wodne po drugiej stronie basenu wodnego nie budzą entuzjazmu młodzieży. Są najzwyczajniej za małe! A gdyby tak zagadnienia hydrotechniczne dopełnić wycieczką po Wiśle? I dopłynąć do śluzy żerańskiej. Śluza jest wybitnym osiągnięciem polskiej myśli technicznej (projektował ją inżynier Tadeusz Tillinger). Dużym powodzeniem wśród warszawiaków cieszyły się niedawno jednogodzinne wycieczki po basenie portowym przylegającym do śluzy, połączone z podwójnym śluzowaniem oraz opowieścią o historii i sposobie działania śluzy. Śluzowanie to prawdziwa ostra zabawa (hard fun), a połączenie jej z zagadkami - którędy wpływa (wypływa) woda, i późniejszymi próbami modelowania tych obserwacji na komputerze zbliży nas do prawdziwego konstrukcjonizmu.
sobota, 29 stycznia 2011
Sob 29-01: 11 listopada
Tydzień przed wybuchem drugiej wojny światowej tata ukończył 30 rok życia. Ze względu na wiek i zawód nauczyciela (języka polskiego i angielskiego) nie został powołany pod broń. Szybko znalazł się w strukturach państwa podziemnego - tajnym nauczaniu i zaczątkach Armii Krajowej. Do czasu wydzielenia oddzielnych służb wywiadu, powierzano mu okazjonalnie nasłuch radia angielskiego. W późniejszym okresie wojny uczestniczył w siatce ludzi opiekujących się angielskimi lotnikami, którzy ratując się skokiem na spadochronie po zestrzeleniu nad Polską, uniknęli niemieckiej niewoli. Jeden z nich zakochał się w Polce, no i była z tym niezła polka… Tata jeździł z nim przez miasto na spotkania z tą dziewczyną, oczywiście nie jako tłumacz - w tych sprawach wystarcza “body language” - ale jako przewodnik. Anglikowi, w razie złapania, groził pobyt w obozie jenieckim, a tacie w najlepszym razie - w Oświęcimiu. Ale czego się nie robi dla miłości - nawet cudzej. Poza tym musiał brać pod uwagę również to, że wpadka nauczyciela tajnych kompletów mogła mieć tragiczne skutki dla jego uczniów - z tego powodu państwo podziemne rygorystycznie wyłączało nauczycieli tajnego nauczania z wszelkich akcji bojowych.
Przez całą wojnę tata uczył na tajnych kompletach chłopców z Batorego. Był ich wychowawcą i nauczycielem jeszcze w czasach pokoju, w ostatnim roku szkolnym przed wojną. Cała prowadzona przez niego klasa Ia wzięła udział w koloniach we Fronołowie nad Bugiem w lipcu 1939 roku. Uczniowie byli na tyle młodzi - bo trzynastoletni, że pierwszy wojenny rok mogli się jeszcze uczyć w normalnym szkolnym budynku. Potem nauczanie mogło się odbywać już tylko na kompletach, czyli w domach prywatnych. Musieli do wyznaczonego mieszkania przychodzić pojedynczo, w sporych odstępach czasowych. Czekając na lekcje grali w karty - niektórzy stali się wręcz doskonałymi pokerzystami. Karty były stałym rekwizytem tajnego nauczania - nie zdejmowano ich ze stołu, aby w razie niespodziewanego najścia Niemców, natychmiast “wrócić“ do gry. Dużym problemem dydaktycznym był “bez-podręcznikowy” i “bez-zeszytowy” tryb nauczania. Jedną z książek używanych przez tatę do nauki języka angielskiego na tajnych kompletach było opracowane przez Kardaszewskiego wydanie opowiadania Dickensa “A Christmas Carol” mające w momencie wydania (1922 rok) wręcz zastępować podręcznik do języka angielskiego.
Oczywiście w warunkach okupacyjnych niemożliwe było obchodzenie dawnych świąt państwowych - każde zgromadzenie ludzi zostałoby natychmiast otoczone i popędzone do bud ciężarówek. Na tajnych kompletach starano się podtrzymywać tradycję świąt państwowych, a szczególnie wprowadzonego do kalendarza tuż przed wojną (w 1937 roku) Święta Niepodległości. Było to również nieoficjalne święto tajnego nauczania.
Przez całą wojnę tata uczył na tajnych kompletach chłopców z Batorego. Był ich wychowawcą i nauczycielem jeszcze w czasach pokoju, w ostatnim roku szkolnym przed wojną. Cała prowadzona przez niego klasa Ia wzięła udział w koloniach we Fronołowie nad Bugiem w lipcu 1939 roku. Uczniowie byli na tyle młodzi - bo trzynastoletni, że pierwszy wojenny rok mogli się jeszcze uczyć w normalnym szkolnym budynku. Potem nauczanie mogło się odbywać już tylko na kompletach, czyli w domach prywatnych. Musieli do wyznaczonego mieszkania przychodzić pojedynczo, w sporych odstępach czasowych. Czekając na lekcje grali w karty - niektórzy stali się wręcz doskonałymi pokerzystami. Karty były stałym rekwizytem tajnego nauczania - nie zdejmowano ich ze stołu, aby w razie niespodziewanego najścia Niemców, natychmiast “wrócić“ do gry. Dużym problemem dydaktycznym był “bez-podręcznikowy” i “bez-zeszytowy” tryb nauczania. Jedną z książek używanych przez tatę do nauki języka angielskiego na tajnych kompletach było opracowane przez Kardaszewskiego wydanie opowiadania Dickensa “A Christmas Carol” mające w momencie wydania (1922 rok) wręcz zastępować podręcznik do języka angielskiego.
Oczywiście w warunkach okupacyjnych niemożliwe było obchodzenie dawnych świąt państwowych - każde zgromadzenie ludzi zostałoby natychmiast otoczone i popędzone do bud ciężarówek. Na tajnych kompletach starano się podtrzymywać tradycję świąt państwowych, a szczególnie wprowadzonego do kalendarza tuż przed wojną (w 1937 roku) Święta Niepodległości. Było to również nieoficjalne święto tajnego nauczania.
piątek, 28 stycznia 2011
Pt 28-01: Trzy tablice
Przedwojenny Grób Nieznanego Żołnierza znajdował się w kolumnadzie Pałacu Saskiego. Kolumny były na tyle wysokie, że można było umieścić dwie tablice jedna pod drugą. Wystarczyły więc dwie kolumny sąsiadujące z płytą grobu, aby na lewej umieścić dwie tablice z I wojny światowej, a na prawej bitwy Wojska Polskiego z lat 1918-1920. Łatwo zauważyć, że tablice z lat 1918-1920 opowiadają przede wszystkim historię wojny z Rosją:
1918-1920
Lwów listopad 1918-marzec 1919
Lida 16 IV 1919-28 IX 1920
Wilno 19 IV 1919-9 X 1920
Dyneburg 3 I 1920
Kijów 7 V-11 VI 1920
Borodzianka 11-13 VI 1920
Chorupań pod Dubnem 19 VII 1920
Nastasów pod Tarnopolem 31 VII-6 VIII 1920
Radzymin-Ossów 13-15 VIII 1920
1918-1920
Borkowo pod Nasielskiem 14-15 VIII 1920
Sarnowa Góra pod Ciechanowem 16-20 VIII 1920
Przasnysz 21-22 VIII 1920
Komarów-Hrubieszów 30 VIII-1 IX 1920
Kobryń 14-15 IX 1920
Dytiatyń 16 IX 1920
Brzostowica Murowana 20 IX 1920
Grodno-Obuchowo 20-25 IX 19 20
Krwawy Bór Papiernia 27-28 IX 1920
Po wojennym zniszczeniu Pałacu Saskiego, odbudowano jedynie część kolumnady (dla zachowania sensownych proporcji obniżono kolumny). Grób Nieznanego Żołnierza powrócił na swoje dawne miejsce, ale tablic z wojny polsko-rosyjskiej nie umieszczono - dodano za to wiele innych tablic. Po roku 1989 można było już przywrócić pierwotnie istniejące tablice z lat 1918-1920. Wydawałoby się, że skoro dwie nie mieszczą się pod sobą, to należy umieścić jedną obok drugiej - przecież opowiadają chronologicznie historię jednej wojny. Ale nie, bo ktoś(?) wymyślił jeszcze jedną tablicę, która zajęła miejsce tej zaczynającej się od Borkowa:
1863-1921
Cieszyn-Skoczów 23-26 I 1919
Ostrołęka 5 VIII 1920
Zadwórze 17 VIII 1920
Dęblin-Mińsk Mazowiecki 16-18 VIII 1920
Cyców 16 VIII 1920
Białystok 22 i 30 VIII 1920
Sejny 2-10 i 22 IX 1920
Mińsk Litewski 15 X 1920
Bytom 16 VIII 1919
Katowice 19 VIII 1920
Góra Świętej Anny 21-27 V 1921
Druga tablica-sierotka wisi na tyle przedniej (lewej) kolumny. Ideą Grobu Nieznanego Żołnierza jest podawanie miejsca i daty tragicznego wydarzenia - żołnierskiej bezimiennej śmierci. Tutaj odstąpiono od tej zasady - pod Dęblinem żadnych walk nie było! Ale był tam Piłsudski...
1918-1920
Lwów listopad 1918-marzec 1919
Lida 16 IV 1919-28 IX 1920
Wilno 19 IV 1919-9 X 1920
Dyneburg 3 I 1920
Kijów 7 V-11 VI 1920
Borodzianka 11-13 VI 1920
Chorupań pod Dubnem 19 VII 1920
Nastasów pod Tarnopolem 31 VII-6 VIII 1920
Radzymin-Ossów 13-15 VIII 1920
1918-1920
Borkowo pod Nasielskiem 14-15 VIII 1920
Sarnowa Góra pod Ciechanowem 16-20 VIII 1920
Przasnysz 21-22 VIII 1920
Komarów-Hrubieszów 30 VIII-1 IX 1920
Kobryń 14-15 IX 1920
Dytiatyń 16 IX 1920
Brzostowica Murowana 20 IX 1920
Grodno-Obuchowo 20-25 IX 19 20
Krwawy Bór Papiernia 27-28 IX 1920
Po wojennym zniszczeniu Pałacu Saskiego, odbudowano jedynie część kolumnady (dla zachowania sensownych proporcji obniżono kolumny). Grób Nieznanego Żołnierza powrócił na swoje dawne miejsce, ale tablic z wojny polsko-rosyjskiej nie umieszczono - dodano za to wiele innych tablic. Po roku 1989 można było już przywrócić pierwotnie istniejące tablice z lat 1918-1920. Wydawałoby się, że skoro dwie nie mieszczą się pod sobą, to należy umieścić jedną obok drugiej - przecież opowiadają chronologicznie historię jednej wojny. Ale nie, bo ktoś(?) wymyślił jeszcze jedną tablicę, która zajęła miejsce tej zaczynającej się od Borkowa:
1863-1921
Cieszyn-Skoczów 23-26 I 1919
Ostrołęka 5 VIII 1920
Zadwórze 17 VIII 1920
Dęblin-Mińsk Mazowiecki 16-18 VIII 1920
Cyców 16 VIII 1920
Białystok 22 i 30 VIII 1920
Sejny 2-10 i 22 IX 1920
Mińsk Litewski 15 X 1920
Bytom 16 VIII 1919
Katowice 19 VIII 1920
Góra Świętej Anny 21-27 V 1921
Druga tablica-sierotka wisi na tyle przedniej (lewej) kolumny. Ideą Grobu Nieznanego Żołnierza jest podawanie miejsca i daty tragicznego wydarzenia - żołnierskiej bezimiennej śmierci. Tutaj odstąpiono od tej zasady - pod Dęblinem żadnych walk nie było! Ale był tam Piłsudski...
czwartek, 27 stycznia 2011
Cz 27-01: Pielgrzym Polski
Akademiccy powstańcy-emigranci w roku 1832 mający niewiele ponad dwadzieścia lat, mogli złapać grunt pod nogami na francuskiej ziemi dzięki dużym sumom przeznaczanym corocznie przez rząd francuski na wypłaty żołdu, a równowagę duchową dzięki polskim wydawnictwom. W listopadzie 1832 roku Eustachy Januszkiewicz, współzałożyciel Księgarni i Drukarni Polskiej, rozpoczął wydawanie czasopisma Pielgrzym Polski. W tym samym mniej więcej czasie Mickiewicz opublikował Księgi Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego. Warto przypomnieć pierwszy akapit określający cel i sens pielgrzymowania:
Duszą narodu polskiego jest pielgrzymstwo polskie.
A każdy Polak w pielgrzymstwie nie nazywa się tułaczem, bo tułacz jest człowiek błądzący bez celu.
Ani wygnańcem, bo wygnańcem jest człowiek wygnany wyrokiem urzędu, a Polaka nie wygnał urząd jego.
Polak w pielgrzymstwie nie ma jeszcze imienia swego, ale będzie mu to imię potem nadane, jako i wyznawcom CHRYSTUSA imię ich potem nadane było.
A tymczasem Polak nazywa się pielgrzymem, iż uczynił ślub wędrówki do ziemi świętej, Ojczyzny wolnej, ślubował wędrować póty, aż ją znajdzie.
Ale naród polski nie jest bóstwem jak CHRYSTUS, więc dusza jego, pielgrzymując po otchłani, zbłądzić może, i byłby odwleczony powrót jej do ciała i zmartwychwstanie.
Odczytujmy więc Ewangelią CHRYSTUSA.
I te nauki i przypowieści, które zebrał Chrześcijanin pielgrzym z ust i pism Chrześcijan Polaków, męczenników i pielgrzymów.
A każdy Polak w pielgrzymstwie nie nazywa się tułaczem, bo tułacz jest człowiek błądzący bez celu.
Ani wygnańcem, bo wygnańcem jest człowiek wygnany wyrokiem urzędu, a Polaka nie wygnał urząd jego.
Polak w pielgrzymstwie nie ma jeszcze imienia swego, ale będzie mu to imię potem nadane, jako i wyznawcom CHRYSTUSA imię ich potem nadane było.
A tymczasem Polak nazywa się pielgrzymem, iż uczynił ślub wędrówki do ziemi świętej, Ojczyzny wolnej, ślubował wędrować póty, aż ją znajdzie.
Ale naród polski nie jest bóstwem jak CHRYSTUS, więc dusza jego, pielgrzymując po otchłani, zbłądzić może, i byłby odwleczony powrót jej do ciała i zmartwychwstanie.
Odczytujmy więc Ewangelią CHRYSTUSA.
I te nauki i przypowieści, które zebrał Chrześcijanin pielgrzym z ust i pism Chrześcijan Polaków, męczenników i pielgrzymów.
Zwróćmy uwagę na zdanie: "Ale naród polski nie jest bóstwem jak CHRYSTUS", bo przez zwykłe pojęć pomieszanie stało się ono podstawą do oskarżeń o "mesjanizm". Sto trzydzieści lat później pisząc w "Dialektyce negatywnej" o kulturze po Oświęcimiu, Theodor Adorno sformułował taki pogląd: "Wciąż trwające cierpienie ma takież prawo do ekspresji, jak maltretowany do krzyku; dlatego raczej mylny byłby sąd, że po Oświęcimiu nie można już napisać żadnego wiersza". Przerobiono to zdanie na słynny, jakoby Adorna, sąd o "niemożności pisania poezji po Oświęcimiu". No cóż nie wymagajmy za dużo od ...niektórych.
Januszkiewicz oczywiście zaprosił Mickiewicza do współpracy przy wydawaniu Pielgrzyma Polskiego, jak również Bogdana Jańskiego (p. s. 23 Programu Integracyjnego) znanego w Paryżu z wszechstronnego wykształcenia i świetnej znajomości języka francuskiego (w połowie 1830 roku wspólnie z Jeanem Burgaud des Martes dokonał przekładu Konrada Wallenroda). Z dniem 5 kwietnia 1833 roku Jański przejął redakcję "Pielgrzyma Polskiego". Ukazujące się w nim artykuły (często autorstwa Mickiewicza lub Jańskiego) stanowiły niezbędną "strawę duchową" dla pogubionych w europejskiej mnogości idei emigrantów.
środa, 26 stycznia 2011
Sr 26-01: Traktat Lizboński
Dopłaty do rolnictwa i transfery do Polski funduszy europejskich całkowicie zmieniły stosunek Polaków do Unii Europejskiej. Eurosceptycy zniknęli w obliczu tak wielkich korzyści - kto dziś pamięta Jasia z Krakowa, gotowego umierać z Niceę. Większość ludzi w Polsce nie pamięta też, lub nie wie, że nasi „architekci porozumień” z Lizbony pozbawili Polaków Karty Praw Podstawowych, co na szczęście nie skutkuje nieszczęściem, bo liberalizacja postępuje sama przez się, a właściwie na skutek przemian w mentalności, nie w prawach. Co będzie, gdy projekt europejski utraci rozpęd? Już nie udało się uchwalić przyszłorocznego budżetu, na lata po roku 2013 szykuje się obniżenie pomocy unijnej. Europa czasu próby - próby kryzysu i koniecznych oszczędności - będzie potrzebowała całej armii prawdziwych architektów porozumień, od szczebla gminnego do parlamentu europejskiego. Ujmowanie spraw wedle zasady „moja chata z kraja”, co pokazaliśmy przewodnicząc konferencji klimatycznej w Poznaniu (premiera Tuska uznano za głównego hamulcowego dla nowego Kyoto), może naprawdę spowodować, że znajdziemy się nie tylko „z kraja”, ale nawet na marginesie.
Trzy lata temu w Jańskim, w ramach warsztatów edukacyjnych dla studentów pierwszego roku zarządzania, robiliśmy przegląd Karty Praw Podstawowych wypisując po jednej stronie tablicy gwarancje dla przedsiębiorczości indywidualnej mieszkańców Unii, a po drugiej zabezpieczenia socjalne gwarantowane kartą (pewnie była to lewa strona tablicy). Powstał dość wyważony obraz kapitalizmu z ludzką twarzą. Dziwne, że separując się wraz z Wielką Brytanią od Karty, szczególnie uwzięliśmy się na jej Tytuł IV - Solidarność („W szczególności i w celu uniknięcia wszelkich wątpliwości nic, co zawarte jest w tytule IV Karty nie tworzy praw …”). Czyżby nazwa była nie do przełknięcia?
Trzy lata temu w Jańskim, w ramach warsztatów edukacyjnych dla studentów pierwszego roku zarządzania, robiliśmy przegląd Karty Praw Podstawowych wypisując po jednej stronie tablicy gwarancje dla przedsiębiorczości indywidualnej mieszkańców Unii, a po drugiej zabezpieczenia socjalne gwarantowane kartą (pewnie była to lewa strona tablicy). Powstał dość wyważony obraz kapitalizmu z ludzką twarzą. Dziwne, że separując się wraz z Wielką Brytanią od Karty, szczególnie uwzięliśmy się na jej Tytuł IV - Solidarność („W szczególności i w celu uniknięcia wszelkich wątpliwości nic, co zawarte jest w tytule IV Karty nie tworzy praw …”). Czyżby nazwa była nie do przełknięcia?
wtorek, 25 stycznia 2011
Wt 25-01: Scenariusze Krugmana
W New York Times na powitanie nowego roku (12 stycznia) zamiast życzeń wszystkiego najlepszego dla Europy (byłyby niestosowne) wydrukowano artykuł Paula Krugmana Czy Europę uda się uratować?. Donośne SOS dla Europy zaczyna się od analizy ubiegłorocznej sytuacji:
W Hiszpanii nastąpił nadzwyczajny wzrost płac i cen spowodowany boomem budowlanym. Po wybuchu kryzysu w 2008 roku budownictwo zamarło, więc płace i ceny powinny spaść. Obniżenie płac jest jednak trudne (na jesieni 2010 odbył się jednodniowy strajk generalny), skutecznym narzędziem była do tej pory dewaluacja waluty. Ale przecież Hiszpania nie ma własnej waluty. Jedyną drogą jest świadoma polityka deflacyjna, obniżająca płace i ceny, a przez to zwiększająca konkurencyjność gospodarki. Hiszpania zaledwie ją podjęła. Podobnie w Irlandii, gdzie też był boom budowlany, po dwóch latach zwiększonego bezrobocia udało się obniżyć płace o 5 procent, a jednorazowa dewaluacja w 1993 przyniosła 10 procentowy spadek ceny pracy, mierzonej w ówczesnych markach niemieckich. Grecja jest specjalnym przypadkiem, bo olbrzymie zadłużenie spowodowały nierozsądne wydatki rządowe, do tego jeszcze ukrywane poprzez kreatywną księgowość. Zadłużenie zwiększa ryzyko niewypłacalności, co się przekłada na podrożenie następnych pożyczek - 10 letnie obligacje rządowe Grecji muszą być oprocentowane na 12,5 procent, aby znaleźć nabywców, Irlandii na 9, a obligacje niemieckie tylko na 3 procent. Hiszpania i Irlandia utraciły dużą część wpływów budżetowych, bo zmalał ich dochód narodowy i na załatanie dziury budżetowej też potrzebują pożyczek (w przypadku Irlandii doszły jeszcze nadzwyczajne wydatki rządu na ratowanie banków).
Taki jest stan pacjentów - a jaka kuracja? Krugman omawia cztery możliwe podejścia (trzy tworzą samoistną ścieżkę upadku gospodarczego, dla której egzemplifikacją jest przypadek Argentyny z lat 90-tych):
1. Twarde oszczędności budżetowe i podniesienie podatków osłodzone tańszym kredytem z zasobów Unii (to już uzgodniono na ostatnim szczycie UE)
2. Restrukturyzacja długów
3. Odłączenie się od Euro i dewaluacja walut
4. Ucieczka do przodu - pełniejsza integracja Unii Europejskiej
Całość scenariusza Krugmana będę omawiał w kolejnych odcinkach wtorkowego cyklu “Autorzy scenariuszy”. Dalszy rozwój sytuacji w Europie zapowiada niestety przysłowiowe “życie w ciekawych czasach”, a to przełoży się na scenariuszowy urodzaj…
W Hiszpanii nastąpił nadzwyczajny wzrost płac i cen spowodowany boomem budowlanym. Po wybuchu kryzysu w 2008 roku budownictwo zamarło, więc płace i ceny powinny spaść. Obniżenie płac jest jednak trudne (na jesieni 2010 odbył się jednodniowy strajk generalny), skutecznym narzędziem była do tej pory dewaluacja waluty. Ale przecież Hiszpania nie ma własnej waluty. Jedyną drogą jest świadoma polityka deflacyjna, obniżająca płace i ceny, a przez to zwiększająca konkurencyjność gospodarki. Hiszpania zaledwie ją podjęła. Podobnie w Irlandii, gdzie też był boom budowlany, po dwóch latach zwiększonego bezrobocia udało się obniżyć płace o 5 procent, a jednorazowa dewaluacja w 1993 przyniosła 10 procentowy spadek ceny pracy, mierzonej w ówczesnych markach niemieckich. Grecja jest specjalnym przypadkiem, bo olbrzymie zadłużenie spowodowały nierozsądne wydatki rządowe, do tego jeszcze ukrywane poprzez kreatywną księgowość. Zadłużenie zwiększa ryzyko niewypłacalności, co się przekłada na podrożenie następnych pożyczek - 10 letnie obligacje rządowe Grecji muszą być oprocentowane na 12,5 procent, aby znaleźć nabywców, Irlandii na 9, a obligacje niemieckie tylko na 3 procent. Hiszpania i Irlandia utraciły dużą część wpływów budżetowych, bo zmalał ich dochód narodowy i na załatanie dziury budżetowej też potrzebują pożyczek (w przypadku Irlandii doszły jeszcze nadzwyczajne wydatki rządu na ratowanie banków).
Taki jest stan pacjentów - a jaka kuracja? Krugman omawia cztery możliwe podejścia (trzy tworzą samoistną ścieżkę upadku gospodarczego, dla której egzemplifikacją jest przypadek Argentyny z lat 90-tych):
1. Twarde oszczędności budżetowe i podniesienie podatków osłodzone tańszym kredytem z zasobów Unii (to już uzgodniono na ostatnim szczycie UE)
2. Restrukturyzacja długów
3. Odłączenie się od Euro i dewaluacja walut
4. Ucieczka do przodu - pełniejsza integracja Unii Europejskiej
Całość scenariusza Krugmana będę omawiał w kolejnych odcinkach wtorkowego cyklu “Autorzy scenariuszy”. Dalszy rozwój sytuacji w Europie zapowiada niestety przysłowiowe “życie w ciekawych czasach”, a to przełoży się na scenariuszowy urodzaj…
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Pn 24-01: Stanisław Leśniewski
Z profesorskiej trójki łamaczy kodów (Sierpiński, Mazurkiewicz, Leśniewski) perfekcyjnie władał językiem rosyjskim Stanisław Leśniewski. Wychował się w Rosji, mówiono o nim, że wręcz myśli po rosyjsku - może za dogłębnie rozumiał idee Lenina z pierwszych lat rewolucji? (nie on jeden - macież wy odwagę Lenina?, pytał Żeromski w "Przedwiośniu"). Ale nie tylko znajomość języka stanowiła kryptologiczny potencjał Leśniewskiego. Przebywając w czasie I wojny światowej w Moskwie opublikował w 1916 Podstawy Ogólnej Teorii Zbiorów (po polsku, w wydawnictwie Polskiego Koła Naukowego). Wyróżniała go niezwykła precyzja w zapisach - matematycy lubią się odwoływać do wspólnych intuicji, Leśniewski, jakby wyprzedzając swoją epokę, tworzył zapisy w stylu komputerowym - bezwzględnie jednoznacznym. Wystarczy spojrzeć na ilość zapisów w jego "Podstawach Matematyki" z roku 1929 (Fundamenta Mathematicae 1929, tom XIV, ss. 1-81) - dzisiejszy matematyk dla ułatwienia ich analizy wprowadzi je zapewne do jednego z komputerowych programów analizy logicznej. Ale czyż taka niezwykła pamięć do zapisów i umiejętność ich przekształcania nie jest bezcenna dla łamacza kodów? W przeddzień wojny polsko-rosyjskiej, w roku akademickim 1919/1920 Leśniewski miał wykłady zatytułowane “Podstawy Teorii Zbiorów”, oraz prowadził seminarium “O teorii zbiorów Cantora”.
Dla dopełnienia obrazu polskiej matematyki lat dwudziestych warto wspomnieć o wykładach Leśniewskiego z lat 1921-24 określonych tytułem: Podstawy Trójwymiarowej Geometrii Euklidesowej w świetle Nowej Teorii Zbiorów i publikacji z roku 1924 o paradoksalnym rozkładzie kuli (Fundamenta Mathematicae 6, str. 244-277). Autorami tej publikacji byli: Stefan Banach (twórca Analizy Funkcjonalnej) i Alfred Tarski najwybitniejszy z polskich matematyków w dziedzinie Podstaw Matematyki. Tarski i Leśniewski byli bliskimi współpracownikami - w roku 1924 Tarski obronił pracę doktorską, której promotorem był Leśniewski i niewątpliwie problem paradoksalnego rozkładu kuli (możliwy w trzech wymiarach) był poruszany na wykładach lub seminariach Leśniewskiego.
Dla dopełnienia obrazu polskiej matematyki lat dwudziestych warto wspomnieć o wykładach Leśniewskiego z lat 1921-24 określonych tytułem: Podstawy Trójwymiarowej Geometrii Euklidesowej w świetle Nowej Teorii Zbiorów i publikacji z roku 1924 o paradoksalnym rozkładzie kuli (Fundamenta Mathematicae 6, str. 244-277). Autorami tej publikacji byli: Stefan Banach (twórca Analizy Funkcjonalnej) i Alfred Tarski najwybitniejszy z polskich matematyków w dziedzinie Podstaw Matematyki. Tarski i Leśniewski byli bliskimi współpracownikami - w roku 1924 Tarski obronił pracę doktorską, której promotorem był Leśniewski i niewątpliwie problem paradoksalnego rozkładu kuli (możliwy w trzech wymiarach) był poruszany na wykładach lub seminariach Leśniewskiego.
niedziela, 23 stycznia 2011
Nd 23-01: klocuszki-paluszki
Zainspirowany m.in. projektem Drawdio opisywanej już wcześniej grupy Lifelong Kindergarten edukatorów z MIT, opracowałem dla przedszkolaków, a przede wszystkim dla moich wnucząt, scenariusz zabawy edukacyjnej "klocuszki-paluszki":
Scenariusz zajęć przedszkolnych:
Dysponujemy pięcioma?(w zależności od wielkości grupy) kompletami 10 klocków.
1. Zaczynamy od zabawy klocuszki-paluszki: przykładania palców do klocków i pokazywaniu ile palców miało pod sobą klocki (nie używamy nazw pięć, siedem itp.)
2. Prosimy dzieci, aby bez dotykania klocków pokazały ilość odpowiadających im paluszków - klocki leżą poziomo (niektóre dzieci będą “prawie“ dotykać klocków, bo trzymać nad nimi palce). Z rozłożenia “pod paluszki" przechodzimy do zbliżania klocków tak, aby utworzyły zwarty “kawałek podłogi".
3. Ustawiamy klocki w różne pojedyncze ścianki (odpowiadające kawałkom podłogi). Pytamy ilu paluszkom odpowiada ilość klocków w tej ściance. Na początku możemy dla ułatwienia przewracać ściankę, a nawet rozsuwać “pod paluszki".
4. Kończymy zajęcia najtrudniejszą wersją - ścianki dwuwarstwowej. Metodą ułatwiającą pokazanie właściwej ilości paluszków jest rozsunięcie dwóch warstw - jest to podpowiedź do zadania nr 15 “Budowle z klocków" z płyty ucznia dołączanej do podręcznika "Matematyka 2001 klasa 4" (p.str. 8 mojego poradnika metodycznego do tej płyty).
Czy będzie to "hard fun" (ostra zabawa) z pożyteczną edukacją w tle? Zobaczymy.
Scenariusz zajęć przedszkolnych:
Dysponujemy pięcioma?(w zależności od wielkości grupy) kompletami 10 klocków.
1. Zaczynamy od zabawy klocuszki-paluszki: przykładania palców do klocków i pokazywaniu ile palców miało pod sobą klocki (nie używamy nazw pięć, siedem itp.)
2. Prosimy dzieci, aby bez dotykania klocków pokazały ilość odpowiadających im paluszków - klocki leżą poziomo (niektóre dzieci będą “prawie“ dotykać klocków, bo trzymać nad nimi palce). Z rozłożenia “pod paluszki" przechodzimy do zbliżania klocków tak, aby utworzyły zwarty “kawałek podłogi".
3. Ustawiamy klocki w różne pojedyncze ścianki (odpowiadające kawałkom podłogi). Pytamy ilu paluszkom odpowiada ilość klocków w tej ściance. Na początku możemy dla ułatwienia przewracać ściankę, a nawet rozsuwać “pod paluszki".
4. Kończymy zajęcia najtrudniejszą wersją - ścianki dwuwarstwowej. Metodą ułatwiającą pokazanie właściwej ilości paluszków jest rozsunięcie dwóch warstw - jest to podpowiedź do zadania nr 15 “Budowle z klocków" z płyty ucznia dołączanej do podręcznika "Matematyka 2001 klasa 4" (p.str. 8 mojego poradnika metodycznego do tej płyty).
Czy będzie to "hard fun" (ostra zabawa) z pożyteczną edukacją w tle? Zobaczymy.
sobota, 22 stycznia 2011
So 22-01: Tadeusz Gajcy
Po eksplozji czołgu-pułapki na Podwalu, gdzie w jednym, straszliwym wybuchu zginęło kilkaset osób, a drugie tyle było rannych, Tadeusz Gajcy napisał taki wiersz:
Święty kucharz od Hipciego
Wszyscy święci, hej do stołu!
W niebie uczta: polskie flaczki
Wprost z rynsztoków Kilińskiego!
Salcesonów misa pełna.
Świeże, chrupkie. Pachną trupkiem:
To z Przedmurza!
Do godów. Święci do godów,
Przegryźcie Chrystusem Narodów!
I znowu, jak bardzo należy żałować, że wiersza tego nie umieszczano w podręcznikach. Może immunizował by nas przed tą najgorszą formą patriotyzmu - bezkrytycznym uwielbieniem ofiary i moralnego(?) zwycięstwa. Artyści tworzący dwie płyty w projekcie Gajcy bardzo ten wiersz eksponują - szczególnie ekspresyjne jest wykonanie Lecha Janerki.
piątek, 21 stycznia 2011
Pt 21-01: Dywizja Ochotnicza
Uniwersytet Warszawski przygotowuje się do obchodów dwóchsetlecia (2016 rok). Ma powstać 8-10 tomów jego historii. Jest szansa na jakiś fragment poświęcony studentkom medycyny, które w 1920 roku ochotniczo wstąpiły do służb medycznych polskiego wojska (temat - Studentki1920). Póki co, mogę podzielić się wiadomościami o Dywizji Ochotniczej (sformowanej 22 lipca 1920 roku na rozkaz gen. broni Józefa Hallera, Generalnego Inspektora Armii Ochotniczej, mianowanego na to stanowisko rozkazem gen. por. Kazimierza Sosnkowskiego z 7 lipca 1920), a przy okazji wyjaśnić (częściowo) dlaczego blog ma w tytule Wkramost.
W dniu 15 sierpnia Dywizja Ochotnicza, składająca się wówczas z trzech pułków (około tysiąca żołnierzy każdy), wymieniła na linii frontu nad Wkrą Dywizję Syberyjską, gdyż ta dostała rozkaz zdobycia Nowego Miasta. Dowódcą dywizji był ppłk Adam Koc, a w jej skład wchodziło wielu aktualnych i przyszłych studentów Uniwesytetu Warszawskiego. Wkramost (tytuł blogu) to most przez Wkrę łączący Borkowo z Cieksynem. Drugi pobliski most na Wkrze, odległy o 2 km w górę rzeki, to most kolejowy z miejscowości Zawady do stacji Cieksyn. Rankiem 15 sierpnia (była to niedziela), po kolei trzy pułki wyruszają z odzyskanych niedawno (14 sierpnia przez Brygadę Syberyjską) pozycji w Zawadach. Pułk 205 ok. godziny 9 toczy ciężkie walki o Borkowo, pułk 201 powstrzymuje Rosjan atakujących Zawady, a pułk 202 ok. godziny 15 przekracza wpław Wkrę i walczy o Cieksyn. Most w Borkowie zostaje zdobyty około godziny 16 “w pięknym ataku na bagnety” (jak pisze Sikorski w swojej książce “Nad Wisłą i Wkrą”) przez oddział 9 Dywizji Piechoty, który przeszedł Wkrę poniżej Borkowa. Następnego dnia wszystkie trzy pułki Dywizji Ochotniczej, do południa zdobywają Cieksyn i dalej tocząc walki posuwają się do odległego o 10 kilometrów Nasielska. Nasielsk zostaje zdobyty ok. godziny 16 zażartym bojem 17 Dywizji Piechoty posuwającej się od dnia poprzedniego wzdłuż linii kolejowej Modlin-Nasielsk. Do godziny 18 docierają do Nasielska również oddziały z Nowego Miasta.
Na pamiątkowej tablicy umieszczonej w 1925 roku na Grobie Nieznanego Żołnierza wyryto napis: Borkowo /pod Nasielskiem/ 14-15 sierpień 1920 rok.
W dniu 15 sierpnia Dywizja Ochotnicza, składająca się wówczas z trzech pułków (około tysiąca żołnierzy każdy), wymieniła na linii frontu nad Wkrą Dywizję Syberyjską, gdyż ta dostała rozkaz zdobycia Nowego Miasta. Dowódcą dywizji był ppłk Adam Koc, a w jej skład wchodziło wielu aktualnych i przyszłych studentów Uniwesytetu Warszawskiego. Wkramost (tytuł blogu) to most przez Wkrę łączący Borkowo z Cieksynem. Drugi pobliski most na Wkrze, odległy o 2 km w górę rzeki, to most kolejowy z miejscowości Zawady do stacji Cieksyn. Rankiem 15 sierpnia (była to niedziela), po kolei trzy pułki wyruszają z odzyskanych niedawno (14 sierpnia przez Brygadę Syberyjską) pozycji w Zawadach. Pułk 205 ok. godziny 9 toczy ciężkie walki o Borkowo, pułk 201 powstrzymuje Rosjan atakujących Zawady, a pułk 202 ok. godziny 15 przekracza wpław Wkrę i walczy o Cieksyn. Most w Borkowie zostaje zdobyty około godziny 16 “w pięknym ataku na bagnety” (jak pisze Sikorski w swojej książce “Nad Wisłą i Wkrą”) przez oddział 9 Dywizji Piechoty, który przeszedł Wkrę poniżej Borkowa. Następnego dnia wszystkie trzy pułki Dywizji Ochotniczej, do południa zdobywają Cieksyn i dalej tocząc walki posuwają się do odległego o 10 kilometrów Nasielska. Nasielsk zostaje zdobyty ok. godziny 16 zażartym bojem 17 Dywizji Piechoty posuwającej się od dnia poprzedniego wzdłuż linii kolejowej Modlin-Nasielsk. Do godziny 18 docierają do Nasielska również oddziały z Nowego Miasta.
Na pamiątkowej tablicy umieszczonej w 1925 roku na Grobie Nieznanego Żołnierza wyryto napis: Borkowo /pod Nasielskiem/ 14-15 sierpień 1920 rok.
czwartek, 20 stycznia 2011
Cz 20-01: Wielka Emigracja
Wielka Emigracja, która tak się zaznaczyła w kulturze polskiej, na co dzień walczyła z niezliczonymi, małymi przykrościami tułaczego życia i wielką tęsknotą za utraconą Ojczyzną. Kajsiewicz i jemu podobni wygnańcy nie tracili ducha, ale czasem musieli dać upust swojej żałości:
SEN WYGNAŃCA
Wracam w rodzinną strzechę – u progu mię wita,
Ojciec stary i matka, siostry urodziwe;
Brat mały, mi nieznany: kto to, mamo? - pyta;
Luba spłaca dług serca przez uściski tkliwe.
I czeladka łzy roni, i pytań nie syta,
Dawna wiara mię ciągnie w koło gadatliwe;
W stajni piastun młodości pana rżeniem wita,
Budźce kniei litewskich skomlą psy myśliwe.
Lutnia wiatrem trącona dawną notę dzwoni,
Łąki, lasy balsamów dech zieją obficie
I jak w latach młodzieńczych czarna myśl mię stroni.
Ktoś woła? Oko rzuca powieki pokrycie.
Koło mnie nędza, rozpacz, co tułaczów goni –
Czemuż sny nie są życiem? Snem - to nędzne życie?
Sonet XV Kajsiewicza powstał jak perła z ziarnka cierpienia...
środa, 19 stycznia 2011
Sr19-01: Winston Churchill
Winston Churchill w roku 1953 otrzymał literacką Nagrodę Nobla za wysoki poziom jego pamiętników pisanych jako dokumenty epoki, czyli w stylu non-fiction. Ale talent Churchilla sięgał znacznie dalej, bo czyż nie do stylu fiction należy jego propozycja "zaludnienie wielkich pustynnych obszarów" przedstawiona m.in. polskim koneserom tego gatunku w 1938 na łamach "Kuriera Warszawskiego" :
"Obecnie istnieje jeden kierunek, w którym zdrowa polityka nakazuje popierać imigrację z krajów nie należących do Imperium. Osadnicy żydowscy w Palestynie wykazali duże zdolności zajmowania ziemi prawie pustynnej pod uprawę. Są całe połacie Australii, obecnie całkiem opustoszałe, gdzie osadnicy żydowscy, przy otrzymaniu odpowiedniego kapitału dla nawodnienia i rozwoju, mogliby stworzyć sobie ojczyznę. Nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach Palestyna nie jest w możności pomieścić wszystkich uciekinierów żydowskich."
/powyższy cytat jest fragmentem artykułu, który został poprzedzony następującą uwaga redaktora: "Znakomity polityk angielski p. Winston Churchill, oświetla to piekące dziś zagadnienie. Wskazuje, dlaczego Imperium Brytyjskie nie może przyjmować osadnictwa bez ograniczeń. Ale widzi zarazem możliwości osadnictwa żydowskiego w Australii."/
W książce przedstawiającej ustalenia Polsko-Brytyjskiej Komisji Historycznej na stronie 93 znajdujemy kilka stwierdzeń, dla których przedstawione powyżej wizjonerstwo Churchilla dotyczące Żydów, jest dobrym kontekstem:
"…Churchill był nie tylko jednym z trzech głównych architektów zwycięstwa nad Niemcami, bez którego istnienie Polski jako państwa, a Polaków jako narodu było wręcz niewyobrażalne, ale też architektem jej powojennych granic i etnicznego składu, o czym nie wolno nam w żaden sposób zapominać.
W rzeczywistości Churchill był pierwszym z przywódców Wielkiej Trójki, który oficjalnie zaproponował w czasie konferencji w Teheranie w 1943 r. przesunięcie granic powojennej Polski kosztem Niemiec o 150 mil na zachód, zrzeczenie się przez Rzeczpospolitą Kresów Wschodnich na rzecz Związku Radzieckiego oraz wysiedlenie wszystkich Niemców z terenów nowo utworzonego państwa polskiego.”
No cóż architekt porozumień może być równocześnie architektem (nie)porozumień, szczególnie jeżeli reprezentuje myśl imperialną, która z myśleniem akademickim ma zazwyczaj luźny związek.
"Obecnie istnieje jeden kierunek, w którym zdrowa polityka nakazuje popierać imigrację z krajów nie należących do Imperium. Osadnicy żydowscy w Palestynie wykazali duże zdolności zajmowania ziemi prawie pustynnej pod uprawę. Są całe połacie Australii, obecnie całkiem opustoszałe, gdzie osadnicy żydowscy, przy otrzymaniu odpowiedniego kapitału dla nawodnienia i rozwoju, mogliby stworzyć sobie ojczyznę. Nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach Palestyna nie jest w możności pomieścić wszystkich uciekinierów żydowskich."
/powyższy cytat jest fragmentem artykułu, który został poprzedzony następującą uwaga redaktora: "Znakomity polityk angielski p. Winston Churchill, oświetla to piekące dziś zagadnienie. Wskazuje, dlaczego Imperium Brytyjskie nie może przyjmować osadnictwa bez ograniczeń. Ale widzi zarazem możliwości osadnictwa żydowskiego w Australii."/
W książce przedstawiającej ustalenia Polsko-Brytyjskiej Komisji Historycznej na stronie 93 znajdujemy kilka stwierdzeń, dla których przedstawione powyżej wizjonerstwo Churchilla dotyczące Żydów, jest dobrym kontekstem:
"…Churchill był nie tylko jednym z trzech głównych architektów zwycięstwa nad Niemcami, bez którego istnienie Polski jako państwa, a Polaków jako narodu było wręcz niewyobrażalne, ale też architektem jej powojennych granic i etnicznego składu, o czym nie wolno nam w żaden sposób zapominać.
W rzeczywistości Churchill był pierwszym z przywódców Wielkiej Trójki, który oficjalnie zaproponował w czasie konferencji w Teheranie w 1943 r. przesunięcie granic powojennej Polski kosztem Niemiec o 150 mil na zachód, zrzeczenie się przez Rzeczpospolitą Kresów Wschodnich na rzecz Związku Radzieckiego oraz wysiedlenie wszystkich Niemców z terenów nowo utworzonego państwa polskiego.”
No cóż architekt porozumień może być równocześnie architektem (nie)porozumień, szczególnie jeżeli reprezentuje myśl imperialną, która z myśleniem akademickim ma zazwyczaj luźny związek.
wtorek, 18 stycznia 2011
Wt 18-01: Naomi Klein
Noami Klein pisząc “Doktrynę szoku” jeszcze przed wybuchem kryzysu bankowego, nie mogła wiedzieć jak proroczo przedstawia przyszły bieg wydarzeń w czołówce kapitalistycznego świata, pisząc o małym Chile: “stało się [ono] krajem, w którym dość wąskiej elicie udało się w bardzo krótkim czasie dokonać skoku z poziomu umiarkowanej zamożności do statusu superbogaczy, korzystając z niesłychanie zyskownej formuły: finansowych spekulacji finansowanych z zaciągniętych długów, subsydiowanych, a następnie spłacanych (w postaci bailoutu) z publicznej kasy.” Banksterów chilijskich nazywano piranhas.
Oby nigdy i nigdzie nie powróciły elementy chilijskiego scenariusza przewrotu z roku 1973: “Kiedy na ulicach świszczały jeszcze kule, chilijscy chłopcy z Chicago starali się wydrukować na czas dokumenty, aby mogły one trafić na biurka generałów już pierwszego dnia rządów nowego reżimu.” […] “Propozycje reform zawarte w ostatecznej wersji dokumentu były zadziwiająco podobne do recept, które można znaleźć w książce Miltona Friedmana “Kapitalizm i wolność”, czyli: prywatyzacja, deregulacja oraz cięcia wydatków socjalnych - święta trójca wolnego rynku.” Czyż nie znamy tych recept z autopsji?
Po dziewięciu latach, “w 1982 roku, mimo ścisłego przestrzegania doktryny szkoły chicagowskiej, gospodarka chilijska przeżyła załamanie: zadłużenie osiągnęło kolosalne rozmiary, w kraju ponownie pojawiła się hiperinflacja, a bezrobocie wynosiło 30 procent i było dziesięciokrotnie wyższe niż za rządów prezydenta Allende.”
A co najśmieszniejsze: “Pinochet zmuszony był zrobić to samo, co uczynił Allende: znacjonalizował wiele z tych zadłużonych przedsiębiorstw. W obliczu gospodarczej katastrofy generał usunął z rządu prawie wszystkich chłopców z Chicago, z Sergiem de Castro na czele.”
Czyżby Jan Krzysztof Bielecki jednak czegoś nauczył się z książki Klein? Bo na spotkaniu z nią w Warszawie z okazji polskiego wydania “Doktryny szoku” zdobył się jedynie na kąśliwą uwagę, że “przecież pani też postępuje według zasad rynkowych i przyjechała do Polski, aby więcej egzemplarzy jej książki tutaj sprzedano”.
A kto w Polsce jest Sergiem de Castro, odpowiedzcie sobie sami.
Oby nigdy i nigdzie nie powróciły elementy chilijskiego scenariusza przewrotu z roku 1973: “Kiedy na ulicach świszczały jeszcze kule, chilijscy chłopcy z Chicago starali się wydrukować na czas dokumenty, aby mogły one trafić na biurka generałów już pierwszego dnia rządów nowego reżimu.” […] “Propozycje reform zawarte w ostatecznej wersji dokumentu były zadziwiająco podobne do recept, które można znaleźć w książce Miltona Friedmana “Kapitalizm i wolność”, czyli: prywatyzacja, deregulacja oraz cięcia wydatków socjalnych - święta trójca wolnego rynku.” Czyż nie znamy tych recept z autopsji?
Po dziewięciu latach, “w 1982 roku, mimo ścisłego przestrzegania doktryny szkoły chicagowskiej, gospodarka chilijska przeżyła załamanie: zadłużenie osiągnęło kolosalne rozmiary, w kraju ponownie pojawiła się hiperinflacja, a bezrobocie wynosiło 30 procent i było dziesięciokrotnie wyższe niż za rządów prezydenta Allende.”
A co najśmieszniejsze: “Pinochet zmuszony był zrobić to samo, co uczynił Allende: znacjonalizował wiele z tych zadłużonych przedsiębiorstw. W obliczu gospodarczej katastrofy generał usunął z rządu prawie wszystkich chłopców z Chicago, z Sergiem de Castro na czele.”
Czyżby Jan Krzysztof Bielecki jednak czegoś nauczył się z książki Klein? Bo na spotkaniu z nią w Warszawie z okazji polskiego wydania “Doktryny szoku” zdobył się jedynie na kąśliwą uwagę, że “przecież pani też postępuje według zasad rynkowych i przyjechała do Polski, aby więcej egzemplarzy jej książki tutaj sprzedano”.
A kto w Polsce jest Sergiem de Castro, odpowiedzcie sobie sami.
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Pn 17-01: Stefan Mazurkiewicz
Kowalewski łamał szyfry rosyjskie bez posługiwania się matematyką. Najważniejsza w tym deszyfranckim śledztwie była doskonała znajomość języka rosyjskiego. Trzej dokooptowani profesorowie matematyki też od dzieciństwa znali język rosyjski - Sierpiński i Mazurkiewicz kończyli szkoły rosyjskie (innych w Warszawie przed 1905 rokiem nie było), a Leśniewski urodził się w Rosji. Najskuteczniejszy w łamaniu szyfrów okazał się Stefan Mazurkiewicz. Znał rosyjski ze szkoły, ale studiował już na zachodzie Europy (Sierpiński ukończył w roku 1904 rosyjski uniwersytet warszawski, który w czasach Mazurkiewicza był przez Polaków bojkotowany). Sukcesy Mazurkiewicza w dekryptażu mogły brać się z tego, że był obdarzony autentycznym talentem językowym, a nawet poetyckim, o czym świadczy opinia Tuwima (p. "Pegaz dęba", str. 29-30):
"…wiersz "Do Filona ze Skrzynna" jest superarcydziełem weryfikacji: klasyczny sonet z jednobrzmiącymi rymami końcowymi, przepleciony najmisterniej z wewnętrznymi rymami do homorymów, przy czym homorymy obu tercyn mają jeszcze rymy w środku wersetów. Przeczytajmy uważnie ten w swoim rodzaju szedewr sztuki rymotwórczej:
Rwąc lewkonie różowe w dzień świętego Wita,
Filon de Magna Skrzynno pyta: Zali to nie
Sen?… iścież Laura skryta w moim sercu tonie?
O, Filonie! amorem extra - non est Vita!…
Na jej skronie włożona girlanda z róż wita,
Zakwita - cień rzucając na ócz modre tonie -
I szczęsne ucho czyta w jej słów dźwięcznym tonie -
Harmonię słodkich uczuć, gdy mnie rankiem wita.
O, rzuć czar kwietnych błoni i spójrz - to ma rada -
Gdzie z mchu i traw posłanie ściele się w ustroni
I srebrna łka kaskada w mroku czarnej tui.
Tam w sprośny Fauna uścisk kłoni się - i rada
Ruinie tego szczęścia, całunki z ust roni
Blada od żądzy Laura - ardor cordis tui!…
Twierdzę, że równego majstersztyku nie posiada żadna inna poezja na świecie. W zbiorku Dunina i Mazurkiewicza jest ich kilka."
"…wiersz "Do Filona ze Skrzynna" jest superarcydziełem weryfikacji: klasyczny sonet z jednobrzmiącymi rymami końcowymi, przepleciony najmisterniej z wewnętrznymi rymami do homorymów, przy czym homorymy obu tercyn mają jeszcze rymy w środku wersetów. Przeczytajmy uważnie ten w swoim rodzaju szedewr sztuki rymotwórczej:
Rwąc lewkonie różowe w dzień świętego Wita,
Filon de Magna Skrzynno pyta: Zali to nie
Sen?… iścież Laura skryta w moim sercu tonie?
O, Filonie! amorem extra - non est Vita!…
Na jej skronie włożona girlanda z róż wita,
Zakwita - cień rzucając na ócz modre tonie -
I szczęsne ucho czyta w jej słów dźwięcznym tonie -
Harmonię słodkich uczuć, gdy mnie rankiem wita.
O, rzuć czar kwietnych błoni i spójrz - to ma rada -
Gdzie z mchu i traw posłanie ściele się w ustroni
I srebrna łka kaskada w mroku czarnej tui.
Tam w sprośny Fauna uścisk kłoni się - i rada
Ruinie tego szczęścia, całunki z ust roni
Blada od żądzy Laura - ardor cordis tui!…
Twierdzę, że równego majstersztyku nie posiada żadna inna poezja na świecie. W zbiorku Dunina i Mazurkiewicza jest ich kilka."
Mieczysław Dunin i Stefan Mazurkiewicz w wydanym łącznie tomiku sonetów "Descensus Averni" (Warszawa 1927) podzielili się stronami (widocznie nie mieli za dużo materiału poetyckiego do opublikowania), a powyższy wiersz jest zamieszczony w części przynależnej Mazurkiewiczowi.
niedziela, 16 stycznia 2011
Nd16-01: Papert, Stager
Seymour Papert i Gary Stager w latach 1999-2002 prowadzili - wraz z grupą wolontariuszy - zajęcia edukacyjne dla nastoletniej trudnej młodzieży przebywającej w Maine Youth Center - oczywiście według zasad konstrukcjonistycznych. Papert specjalnie dla tego przedsięwzięcia sformułował osiem zasad konstrukcjonizmu:
1) uczenie się przez tworzenie (learning by doing);
2) technologia jako tworzywo (technology as building material);
3) ostra zabawa (hard fun);
4) uczenie się jak się uczyć (learning to learn);
5) daj sobie czas odpowiedni do zadania (taking time – the proper time for the job);
6) nie ma sukcesu bez niepowodzeń (you can’t get it right without getting it wrong);
7) praktykuj sam, co zalecasz uczniom (do unto ourselves what we do unto our students);
8) używanie technik komputerowych TERAZ do uczenia się innych przedmiotów (using digital technology NOW to learn about everything else).
Stager wygłosił znajdujący się pod pierwszym linkiem referat na konferencji EuroLogo 2005 w Warszawie. Jednym z dwóch współprzewodniczących tej konferencji był Andrzej Walat prezentujący we własnym polskim przekładzie, moim zdaniem, bardzo dobrym, zasadniczą część referatu Stagera (drugi link), wraz ze swoimi komentarzami o różnicy pomiędzy konstruktywizmem i konstrukcjonizmem.
1) uczenie się przez tworzenie (learning by doing);
2) technologia jako tworzywo (technology as building material);
3) ostra zabawa (hard fun);
4) uczenie się jak się uczyć (learning to learn);
5) daj sobie czas odpowiedni do zadania (taking time – the proper time for the job);
6) nie ma sukcesu bez niepowodzeń (you can’t get it right without getting it wrong);
7) praktykuj sam, co zalecasz uczniom (do unto ourselves what we do unto our students);
8) używanie technik komputerowych TERAZ do uczenia się innych przedmiotów (using digital technology NOW to learn about everything else).
Stager wygłosił znajdujący się pod pierwszym linkiem referat na konferencji EuroLogo 2005 w Warszawie. Jednym z dwóch współprzewodniczących tej konferencji był Andrzej Walat prezentujący we własnym polskim przekładzie, moim zdaniem, bardzo dobrym, zasadniczą część referatu Stagera (drugi link), wraz ze swoimi komentarzami o różnicy pomiędzy konstruktywizmem i konstrukcjonizmem.
sobota, 15 stycznia 2011
So15-01:ksiądz Stanek
Na wydziale socjologii tajnego Uniwersytetu Warszawskiego od 1941 roku do wybuchu powstania studiował ksiądz Józef Stanek - pallotyn z Ołtarzewa. Jako pierwszy przybył na prośbę „Kryski”, dowódcy V Zgrupowania Armii Krajowej 15 sierpnia, aby w kaplicy przy ulicy Wilczej prowadzić duszpasterstwo dla powstańców. Pomagał rannym, spowiadał i głosił Słowo Boże w najtrudniejszych warunkach aż do dnia 23 września, kiedy został pobity i powieszony przez Niemców. Każdego roku w niedzielę najbliższą 23 września spod pomnika męczeńskiej śmierci księdza Józefa Stanka, u zbiegu ulic Wilanowskiej i Solec, wyrusza rajd do pamiętnych miejsc Czerniakowa. W 1999 roku ksiądz Stanek został wyniesiony na ołtarze przez papieża Jana Pawła II wraz z grupą 107 innych męczenników.
Od 2004 roku w Muzeum Powstania Warszawskiego istnieje kaplica pod wezwaniem błogosławionego księdza Józefa Stanka i 107 błogosławionych męczenników II wojny światowej. Wszyscy błogosławieni męczennicy są przedstawieni na kończonym właśnie fresku u góry ścian kaplicy. W rogu kaplicy widzimy błogosławioną siostrę Alicję Kotowską z dwojgiem żydowskich dzieci trzymających się jej rąk, tak jak ją zapamiętano na podwórcu więziennym w dniu 11 listopada 1939 roku (podbiegła wtedy do grupki przestraszonych sierot żydowskich i razem z nimi wsiadała do budy ciężarówki niemieckiej).
piątek, 14 stycznia 2011
Pt14-01: Przedwiośnie
"Przedwiośnie" ukończył Stefan Żeromski w 1924 roku. Główny bohater książki, Cezary Baryka wstępuje wraz z innymi studentami Uniwersytetu Warszawskiego do Armii Ochotniczej. Zapewne na podstawie relacji studentów walczących w wojnie 1920 roku, Żeromski napisał poniższy fragment opowieści o losach Baryki:
"Cezary Baryka niemało się nachodził w tej narodowej wojnie. Wykonywał wraz z kolegami z oddziału wściekłe marsze i wypady, obroty i zasadzki, to znowu wiał przed siłą przemożną. Zdarzało mu się iść w sam środek nieprzyjaciół, uczestniczyć w brawurowym przedsięwzięciu generała Sikorskiego, jak pchnięcie bagnetu rozpruwającym front bolszewicki."
Żeromski poprzez inną postać z "Przedwiośnia", barwnie i prześmiewczo opisanego księdza Anastazego - Nastka przedstawia wersję wydarzeń, jaką słyszało się zapewne w niejednym szlacheckim domu:
“Zanim przeszła kolejka starki, p o m i d o r e k uderzył Barykę po kolanie i wykrzyknął:
- Aleście też spuścili lanie tym Żydom! - Cha-cha-cha! Cóż za lanie! Takie lanie nad laniami, że to z okularami na nosie po historiach szukać! Tu ten Piłsudski - szach-mach! Rozpruł jak nożem! Tu nasz bogobojny Haller goni a bije! Tu Sikorski łomoce jak w cymbał! Zdarzenie boże…”
Już w roku 1925 rozpętała się burza po opublikowaniu w sierpniowej Bellonie rocznicowych artykułów generałów Kukiela i Zająca. Piłsudski był oburzony "pomniejszaniem jego roli w zwycięstwie", chociaż specjalnie powołana komisja niczego takiego nie stwierdziła. Przewrót majowy dał Piłsudskiemu władzę nie tylko nad narodem, ale również nad historią wojny 1920 roku. Haller i Sikorski zostali poddani procesowi pomniejszania, co nie mogło nie boleć dawnych studentów i studentki Uniwersytetu Warszawskiego walczących kiedyś w oddziałach Armii Ochotniczej pod dowództwem Hallera lub Sikorskiego.
"Cezary Baryka niemało się nachodził w tej narodowej wojnie. Wykonywał wraz z kolegami z oddziału wściekłe marsze i wypady, obroty i zasadzki, to znowu wiał przed siłą przemożną. Zdarzało mu się iść w sam środek nieprzyjaciół, uczestniczyć w brawurowym przedsięwzięciu generała Sikorskiego, jak pchnięcie bagnetu rozpruwającym front bolszewicki."
Żeromski poprzez inną postać z "Przedwiośnia", barwnie i prześmiewczo opisanego księdza Anastazego - Nastka przedstawia wersję wydarzeń, jaką słyszało się zapewne w niejednym szlacheckim domu:
“Zanim przeszła kolejka starki, p o m i d o r e k uderzył Barykę po kolanie i wykrzyknął:
- Aleście też spuścili lanie tym Żydom! - Cha-cha-cha! Cóż za lanie! Takie lanie nad laniami, że to z okularami na nosie po historiach szukać! Tu ten Piłsudski - szach-mach! Rozpruł jak nożem! Tu nasz bogobojny Haller goni a bije! Tu Sikorski łomoce jak w cymbał! Zdarzenie boże…”
Już w roku 1925 rozpętała się burza po opublikowaniu w sierpniowej Bellonie rocznicowych artykułów generałów Kukiela i Zająca. Piłsudski był oburzony "pomniejszaniem jego roli w zwycięstwie", chociaż specjalnie powołana komisja niczego takiego nie stwierdziła. Przewrót majowy dał Piłsudskiemu władzę nie tylko nad narodem, ale również nad historią wojny 1920 roku. Haller i Sikorski zostali poddani procesowi pomniejszania, co nie mogło nie boleć dawnych studentów i studentki Uniwersytetu Warszawskiego walczących kiedyś w oddziałach Armii Ochotniczej pod dowództwem Hallera lub Sikorskiego.
czwartek, 13 stycznia 2011
Cz13-01: Wiosna Ludów
Akademicy warszawscy z roku 1830 byli już w średnim wieku, gdy nadszedł rok 1848, rok Wiosny Ludów. Przyniósł plon obfity nie tylko w postaci zrywów wolnościowych, ale również obfitą ofertę idei. W tym jednym roku powstały publikacje:
1)dwugłos poetów - Słowackiego i Krasińskiego. Obszerne i przeciwstawne sobie fragmenty Psalmów i Odpowiedzi na psalmy zamieściłem w Programie Integracyjnym (strony 8-12). Pełny tekst (również Słowackiego) znajduje się pod adresem Zygmunt Krasiński Psalmy Przyszłości.
2) Ojcze nasz Augusta Cieszkowskiego - ambitna próba przedstawienia nowej filozofii chrześcijańskiej powstała przy stałym kontakcie autora z Zygmuntem Krasińskim, pierwszym czytelnikiem i krytykiem tego dzieła.
3) Skład zasad dla Legionu Mickiewicza - tekst bardzo krótki ale bardzo ważny.
4) Kazania księdza Kajsiewicza - fragment jednego z kazań zamieściłem w poście z 30 XII 2010.
5) Manifest Partii Komunistycznej (przetłumaczony na język polski jeszcze w 1848 rok). Zarówno Marks jak i Cieszkowski bazowali na filozofii Hegla, ale jakże różne kontynuacje stworzyli!
6) Christmas Books Dickensa, książka zawierająca pięć Opowiadań Wigilijnych inicjujących cały gatunek literacki. Niewątpliwie opowieści postulują nową wizję chrześcijańskiego społeczeństwa, ale głównie od strony rodziny. Ta książka nie była w owym czasie dostępna w języku polskim i wspominam o niej, aby przywołać wspólny kontekst nastroju poszukiwań nowej filozofii w Europie.
Krasiński przestudiował parę lat na Uniwersytecie Warszawskim, zanim skłócony z powodu obrony dobrego imienia swojego Ojca, wyjechał do Szwajcarii i do Francji. W Szwajcarii odbył prawie miesięczną wycieczkę wspólnie z Adamem Mickiewiczem, który stał się dla niego wzorem i wyzwaniem na najbliższe lata. Podobnie stało się parę lat później z Kajsiewiczem - Mickiewicz oceniał jego próby poetyckie, ale również zachęcał do ożywienia religijnego. W sonecie "Do A. M." Kajsiewicz pisze: "Tyś mi! Ty zawsze jeden, w oczach, w myśli, w duszy! [...] Milcyjadzie snów moich! Objaw, co cię wzruszy".
Dużo tych powiązań, bo Wiosna Ludów była chyba ostatnim poruszeniem obejmującym prawie całą Europę. Warto dodać, że Krasiński, Kajsiewicz i Dickens urodzili się w tym samym 1812 roku.
1)dwugłos poetów - Słowackiego i Krasińskiego. Obszerne i przeciwstawne sobie fragmenty Psalmów i Odpowiedzi na psalmy zamieściłem w Programie Integracyjnym (strony 8-12). Pełny tekst (również Słowackiego) znajduje się pod adresem Zygmunt Krasiński Psalmy Przyszłości.
2) Ojcze nasz Augusta Cieszkowskiego - ambitna próba przedstawienia nowej filozofii chrześcijańskiej powstała przy stałym kontakcie autora z Zygmuntem Krasińskim, pierwszym czytelnikiem i krytykiem tego dzieła.
3) Skład zasad dla Legionu Mickiewicza - tekst bardzo krótki ale bardzo ważny.
4) Kazania księdza Kajsiewicza - fragment jednego z kazań zamieściłem w poście z 30 XII 2010.
5) Manifest Partii Komunistycznej (przetłumaczony na język polski jeszcze w 1848 rok). Zarówno Marks jak i Cieszkowski bazowali na filozofii Hegla, ale jakże różne kontynuacje stworzyli!
6) Christmas Books Dickensa, książka zawierająca pięć Opowiadań Wigilijnych inicjujących cały gatunek literacki. Niewątpliwie opowieści postulują nową wizję chrześcijańskiego społeczeństwa, ale głównie od strony rodziny. Ta książka nie była w owym czasie dostępna w języku polskim i wspominam o niej, aby przywołać wspólny kontekst nastroju poszukiwań nowej filozofii w Europie.
Krasiński przestudiował parę lat na Uniwersytecie Warszawskim, zanim skłócony z powodu obrony dobrego imienia swojego Ojca, wyjechał do Szwajcarii i do Francji. W Szwajcarii odbył prawie miesięczną wycieczkę wspólnie z Adamem Mickiewiczem, który stał się dla niego wzorem i wyzwaniem na najbliższe lata. Podobnie stało się parę lat później z Kajsiewiczem - Mickiewicz oceniał jego próby poetyckie, ale również zachęcał do ożywienia religijnego. W sonecie "Do A. M." Kajsiewicz pisze: "Tyś mi! Ty zawsze jeden, w oczach, w myśli, w duszy! [...] Milcyjadzie snów moich! Objaw, co cię wzruszy".
Dużo tych powiązań, bo Wiosna Ludów była chyba ostatnim poruszeniem obejmującym prawie całą Europę. Warto dodać, że Krasiński, Kajsiewicz i Dickens urodzili się w tym samym 1812 roku.
środa, 12 stycznia 2011
Sr12-01:Okrągły stół
Uniwersyteccy architekci porozumień mieli swoje wielkie dni w okresie obrad polskiego Okrągłego Stołu w roku 1989. Telewizja dzień po dniu pokazywała pogrążonych w rozmowach ludzi, gorzej było z przedstawianiem problematyki rozmów. Ale ważne były końcowe ustalenia, a nie to co działo się po drodze. Ustalenia były przełomowe - zapoczątkowały zmiany ustrojowe w Polsce.
Przy wielkim okrągłym stole w Pałacu Namiestnikowskim zajęto miejsca tylko dwa razy - na rozpoczęcie i zakończenie obrad. Proces negocjacyjny toczył się przy "stolikach", jak nazywano małe, eksperckie grupy tematyczne. Grupy wchodziły do trzech głównych zespołów:
1. do spraw gospodarki i polityki społecznej. Przewodniczyli: po stronie rządowej Władysław Baka z PZPR, po stronie opozycji - Witold Trzeciakowski z "Solidarności".
2. do spraw reform politycznych. Przewodniczyli: po stronie rządowej Janusz Reykowski z PZPR, po stronie opozycji - Bronisław Geremek z "Solidarności".
3. do spraw pluralizmu związkowego. Przewodniczyli: po stronie rządowej Aleksander Kwaśniewski z PZPR, po stronie opozycji - Tadeusz Mazowiecki z "Solidarności" .
Warto odnotować, że z tej szóstki przewodniczących, aż czterech było kiedyś studentami Uniwersytetu Warszawskiego (Baka, Reykowski, Geremek i Mazowiecki).
Przy wielkim okrągłym stole w Pałacu Namiestnikowskim zajęto miejsca tylko dwa razy - na rozpoczęcie i zakończenie obrad. Proces negocjacyjny toczył się przy "stolikach", jak nazywano małe, eksperckie grupy tematyczne. Grupy wchodziły do trzech głównych zespołów:
1. do spraw gospodarki i polityki społecznej. Przewodniczyli: po stronie rządowej Władysław Baka z PZPR, po stronie opozycji - Witold Trzeciakowski z "Solidarności".
2. do spraw reform politycznych. Przewodniczyli: po stronie rządowej Janusz Reykowski z PZPR, po stronie opozycji - Bronisław Geremek z "Solidarności".
3. do spraw pluralizmu związkowego. Przewodniczyli: po stronie rządowej Aleksander Kwaśniewski z PZPR, po stronie opozycji - Tadeusz Mazowiecki z "Solidarności" .
Warto odnotować, że z tej szóstki przewodniczących, aż czterech było kiedyś studentami Uniwersytetu Warszawskiego (Baka, Reykowski, Geremek i Mazowiecki).
wtorek, 11 stycznia 2011
Wt11-01: Kapuściński, Grochowiak
Naomi Klein w "Doktrynie szoku" dowodzi, że zamach stanu w Chile i następujące po nim reformy pod dyktando "chłopców z Chicago" ustaliły wzór postępowania dla szoków w innych krajach. Dzięki reportażom Ryszarda Kapuścińskiego ("cesarza reportażu") w latach siedemdziesiątych mieliśmy dostatecznie dużo wiadomości o sytuacji w Ameryce Południowej. Kapuściński pisze:
„W pewnym momencie swojego życia Guevara porzuca gabinet ministra, porzuca biuro i wyjeżdża do Boliwii, gdzie organizuje oddział partyzancki. Ginie jako dowódca tego oddziału. Allende – odwrotnie: Allende ginie broniąc swego biurka, swojego gabinetu prezydenta, z którego – jak zawsze zapowiadał – "wyniosą mnie tylko w drewnianej piżamie", to znaczy – w trumnie. Pozornie są to śmierci bardzo różne, w rzeczywistości różnica dotyczy tylko miejsca, czasu i okoliczności zewnętrznych. Allende i Guevara oddają życie za władzę ludu. Pierwszy – broniąc jej, drugi – walcząc o nią. Biurko Allendego jest tylko symbolem, podobnie jak symbolem są chłopskie buty Guevary”.
Z Allende Kapuściński się przyjaźnił, pamiętniki Guevary sam przetłumaczył - wiarygodność jego ocen była dla nas bezsporna. Czyż jego "Chrystus z karabinem" (opublikowany w 1975 roku) nie okazał się najdoskonalszym scenariuszem przebiegu dalszej historii tego regionu? Przemiany w Brazylii są przecież kontynuacją drogi Allende.
Stanisław Grochowiak znał dobrze Kapuścińskiego. W roku 1974 opublikował poemat (sam wolał nazywać te swoje dłuższe utwory "próbami epiki") zatytułowany "ALLENDE (cztery wizje)", z którego przytaczam najbardziej "wizyjne" fragmenty:
ALLENDE (cztery wizje)
- Czy zło jest aktywne, wujku Allende? - zapytało znienacka Dziecko
Zamyślone nad drewnianą łopatką, którą cierpliwie
Drążyło wądołek w plaży, tuż przy leniwych ślinach morza. Morze zaś było
Nie stąd;
Od wieków naśladowało ptaka biegnącego przez sumienia i żuławy,
Spadało kapryśnie jak gwiazda,
Rozsiadało się przestronnie i bez pośpiechu sposobem marabuta.
Bachorzątko - nagiego chłopca ze złocistym klejnotem pępka -
Znali jeszcze wczesnośredniowieczni, a co rychlej Herod
Rozwłóczył włóczniami po kałużach Holandii krwawe trzewia Młodzianków,
Najsampierw jednak posępny Hippi w skórze, w brudzie i w rzemykach pod kolana
Wciągał przechodniów w muliste rzeki, i chrzcił przezroczystą krwią gołębicy,
Ale na samym początku
W tundrach i alaskach Kosmosu
Sieroca Transcendencja zatęskniła za słodkim słowem: Ojcze.
Więc to nie była dobra sprawa - to pytanie - dla doktora Allende.
On człowiek już nie pierwszej młodości, polityk
Z natury flegmatyczny, z temperamentu niekiedy zawzięty,
Z przekonań i stalowej woli przeznaczeń - komunista.
Mający to i owo do zarzucenia nawet Amerykanom,
Choć owszem - zadbał o żonę fascynującą, osmaganą płomieniem Macchu Picchu,
Rewolucyjny realista
Raczej z niesmakiem powinien przyjąć przejrzystą jak monstrancja natrętność tej afery.
Każdy, lecz nie Allende.
Najpierw ważne było, że pytało dziecko. Choćby nawet Boskie,
Uwierzytelniało swą dziecięcość drewnianą łopatką, przytkniętą bezwiednie do policzka,
Po wtóre: pytanie
Postawione było zasadniczo, pryncypialnie, bez ogródek.
Po trzecie: nie należy
Lekceważyć nawet drobnej prowokacji przy obecnym kryzysie w Chile.
Po czwarte: nie wiadomo, kiedy
Drobna muszelka chłopięcej dłoni wtargnęła w ogorzałą grotę ręki mężczyzny.
Kroki wtedy same niosą,
A cel wędrówki staje się karygodnie nieograniczony.
Figlarny dzwonek chłopięcej moszny
Komicznie wtórował rytmowi ich rozmowy.
Wnoszę z twego pytania, mój Mały - mówił doktor Allende -
Że w pewnej mierze jesteśmy imiennikami. Zbawienie
Włożono nam nawet do kolebki ust. Zatem obaj
Lubimy biegać boso po krzemionkowych trawach Nowoczesności;
Coś bardzo niestosownego wyprawiać z ostatnią koszulą na grzbiecie,
Rozmnażać chleby i ryby,
Pozwalać przystępować Maluczkim do Królestwa,
A bogaczom czynić przeszkody z ucha w igle starej, spracowanej kobiety.
- Na przykład Indianki w męskim kapeluszu - roześmiało się beztrosko Dziecko -
Podobnej do sępa, kiedy z kwaśną fajką w dziobie
Ceruje bawełną sparciały od deszczu banknot.
- Przystaję na twoją Indiankę - zgodził się Allende i przystanął na chwilę z przyczyny serca,
Długo ocierał kark miniaturową, prezydencką chusteczką, Dziecko
Przyglądało mu się chciwie, z odcieniem tej kruchej troski, którą obdarza nas Wszechświat
Przelotnym spojrzeniem Wieczności w muzykowanie Świerszcza.
- Nie ma więc zła. Jest tylko brak dobra. I to chciałeś usłyszeć, nagi kuzynku,
Twoi filozofowie, choć tak bardzo nie moi,
Wzięli w tej kwestii byka za rogi i odstawili za płot.
Ten gospodarski, zootechniczny zabieg, choć przedsięwzięty w zakonniczych sandałach,
Musi - mimo wszelkich zastrzeżeń - budzić aprobatę
Małego rolniczego narodu
Wchodzącego na drogę rozwoju i socjalistycznej rewolucji.
Skończywszy tyradę Allende nagle obnażył zęby tak białe i po jakobińsku
Przybrane w czerwone czapki dziąseł, że Chłopczyk
Wzniósł w górę zaciśniętą piąstkę i powiedział z mocą: Kyrie Elejson.
[…..]
IV
(EPITAFIUM)
Tu spoczywa Allende. Jego mały naród
Przeprasza tą ofiarą, że żyje. Są w nim
Mężczyźni, Kobiety, Starcy i Dzieci
Wliczeni. Ostrza potężnych szermierzy
Skrzyżowano w ciele chłopca na piaszczystej plaży.
Żagiel
Rozwieszony na upartych krzewach wydm,
Misterny szkielet ptaka.
Obrączka ślubna wypełniona śliną małżów.
Potwór morski z albumu Gesnera
O wielkiej łysej głowie Mnicha.
Odpływ.
Z rozwartym głosem ssania. Niemowlę
Planety.
Kobieta wyrzucająca płód jak żółwica jajo.
Pędzel Rembrandta zanurzony
W zastygłym oleju. Tęsknota
Do wizji podeszew Syna Marnotrawnego i palców Ojca.
Szczęka poszukująca rozpaczliwie klęcznika.
Gwiżdżący w szczerby toporów.
Ukamienowani.
Biczownik w gronostajowym płaszczu krwi.
Śmiech.
1974, styczeń
„W pewnym momencie swojego życia Guevara porzuca gabinet ministra, porzuca biuro i wyjeżdża do Boliwii, gdzie organizuje oddział partyzancki. Ginie jako dowódca tego oddziału. Allende – odwrotnie: Allende ginie broniąc swego biurka, swojego gabinetu prezydenta, z którego – jak zawsze zapowiadał – "wyniosą mnie tylko w drewnianej piżamie", to znaczy – w trumnie. Pozornie są to śmierci bardzo różne, w rzeczywistości różnica dotyczy tylko miejsca, czasu i okoliczności zewnętrznych. Allende i Guevara oddają życie za władzę ludu. Pierwszy – broniąc jej, drugi – walcząc o nią. Biurko Allendego jest tylko symbolem, podobnie jak symbolem są chłopskie buty Guevary”.
Z Allende Kapuściński się przyjaźnił, pamiętniki Guevary sam przetłumaczył - wiarygodność jego ocen była dla nas bezsporna. Czyż jego "Chrystus z karabinem" (opublikowany w 1975 roku) nie okazał się najdoskonalszym scenariuszem przebiegu dalszej historii tego regionu? Przemiany w Brazylii są przecież kontynuacją drogi Allende.
Stanisław Grochowiak znał dobrze Kapuścińskiego. W roku 1974 opublikował poemat (sam wolał nazywać te swoje dłuższe utwory "próbami epiki") zatytułowany "ALLENDE (cztery wizje)", z którego przytaczam najbardziej "wizyjne" fragmenty:
ALLENDE (cztery wizje)
- Czy zło jest aktywne, wujku Allende? - zapytało znienacka Dziecko
Zamyślone nad drewnianą łopatką, którą cierpliwie
Drążyło wądołek w plaży, tuż przy leniwych ślinach morza. Morze zaś było
Nie stąd;
Od wieków naśladowało ptaka biegnącego przez sumienia i żuławy,
Spadało kapryśnie jak gwiazda,
Rozsiadało się przestronnie i bez pośpiechu sposobem marabuta.
Bachorzątko - nagiego chłopca ze złocistym klejnotem pępka -
Znali jeszcze wczesnośredniowieczni, a co rychlej Herod
Rozwłóczył włóczniami po kałużach Holandii krwawe trzewia Młodzianków,
Najsampierw jednak posępny Hippi w skórze, w brudzie i w rzemykach pod kolana
Wciągał przechodniów w muliste rzeki, i chrzcił przezroczystą krwią gołębicy,
Ale na samym początku
W tundrach i alaskach Kosmosu
Sieroca Transcendencja zatęskniła za słodkim słowem: Ojcze.
Więc to nie była dobra sprawa - to pytanie - dla doktora Allende.
On człowiek już nie pierwszej młodości, polityk
Z natury flegmatyczny, z temperamentu niekiedy zawzięty,
Z przekonań i stalowej woli przeznaczeń - komunista.
Mający to i owo do zarzucenia nawet Amerykanom,
Choć owszem - zadbał o żonę fascynującą, osmaganą płomieniem Macchu Picchu,
Rewolucyjny realista
Raczej z niesmakiem powinien przyjąć przejrzystą jak monstrancja natrętność tej afery.
Każdy, lecz nie Allende.
Najpierw ważne było, że pytało dziecko. Choćby nawet Boskie,
Uwierzytelniało swą dziecięcość drewnianą łopatką, przytkniętą bezwiednie do policzka,
Po wtóre: pytanie
Postawione było zasadniczo, pryncypialnie, bez ogródek.
Po trzecie: nie należy
Lekceważyć nawet drobnej prowokacji przy obecnym kryzysie w Chile.
Po czwarte: nie wiadomo, kiedy
Drobna muszelka chłopięcej dłoni wtargnęła w ogorzałą grotę ręki mężczyzny.
Kroki wtedy same niosą,
A cel wędrówki staje się karygodnie nieograniczony.
Figlarny dzwonek chłopięcej moszny
Komicznie wtórował rytmowi ich rozmowy.
Wnoszę z twego pytania, mój Mały - mówił doktor Allende -
Że w pewnej mierze jesteśmy imiennikami. Zbawienie
Włożono nam nawet do kolebki ust. Zatem obaj
Lubimy biegać boso po krzemionkowych trawach Nowoczesności;
Coś bardzo niestosownego wyprawiać z ostatnią koszulą na grzbiecie,
Rozmnażać chleby i ryby,
Pozwalać przystępować Maluczkim do Królestwa,
A bogaczom czynić przeszkody z ucha w igle starej, spracowanej kobiety.
- Na przykład Indianki w męskim kapeluszu - roześmiało się beztrosko Dziecko -
Podobnej do sępa, kiedy z kwaśną fajką w dziobie
Ceruje bawełną sparciały od deszczu banknot.
- Przystaję na twoją Indiankę - zgodził się Allende i przystanął na chwilę z przyczyny serca,
Długo ocierał kark miniaturową, prezydencką chusteczką, Dziecko
Przyglądało mu się chciwie, z odcieniem tej kruchej troski, którą obdarza nas Wszechświat
Przelotnym spojrzeniem Wieczności w muzykowanie Świerszcza.
- Nie ma więc zła. Jest tylko brak dobra. I to chciałeś usłyszeć, nagi kuzynku,
Twoi filozofowie, choć tak bardzo nie moi,
Wzięli w tej kwestii byka za rogi i odstawili za płot.
Ten gospodarski, zootechniczny zabieg, choć przedsięwzięty w zakonniczych sandałach,
Musi - mimo wszelkich zastrzeżeń - budzić aprobatę
Małego rolniczego narodu
Wchodzącego na drogę rozwoju i socjalistycznej rewolucji.
Skończywszy tyradę Allende nagle obnażył zęby tak białe i po jakobińsku
Przybrane w czerwone czapki dziąseł, że Chłopczyk
Wzniósł w górę zaciśniętą piąstkę i powiedział z mocą: Kyrie Elejson.
[…..]
IV
(EPITAFIUM)
Tu spoczywa Allende. Jego mały naród
Przeprasza tą ofiarą, że żyje. Są w nim
Mężczyźni, Kobiety, Starcy i Dzieci
Wliczeni. Ostrza potężnych szermierzy
Skrzyżowano w ciele chłopca na piaszczystej plaży.
Żagiel
Rozwieszony na upartych krzewach wydm,
Misterny szkielet ptaka.
Obrączka ślubna wypełniona śliną małżów.
Potwór morski z albumu Gesnera
O wielkiej łysej głowie Mnicha.
Odpływ.
Z rozwartym głosem ssania. Niemowlę
Planety.
Kobieta wyrzucająca płód jak żółwica jajo.
Pędzel Rembrandta zanurzony
W zastygłym oleju. Tęsknota
Do wizji podeszew Syna Marnotrawnego i palców Ojca.
Szczęka poszukująca rozpaczliwie klęcznika.
Gwiżdżący w szczerby toporów.
Ukamienowani.
Biczownik w gronostajowym płaszczu krwi.
Śmiech.
1974, styczeń
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Pn10-01: Wacław Sierpiński
Najbardziej utajnionym, w tajnym przecież zespole łamaczy kodów Kowalewskiego, był profesor Wacław Sierpiński. W lipcu 1920 roku zgłosił się do dyspozycji Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego, uczestniczył w łamaniu rosyjskich szyfrów (wiadomo o tym z pamiętników, m.in. córki profesora), ale pisemnego dokumentu pochodzącego z Biura Szyfrów jak dotąd nie znaleziono. Wydaje się, że w przypadku Sierpińskiego, ta "tajność do kwadratu" była całkowicie uzasadniona. Z całej trójki profesorów był najbardziej znany, studiował matematykę na rosyjskim uniwersytecie warszawskim, w czasie I wojny światowej przebywał w Moskwie. Było więc całkiem możliwe, że jakiś szpieg rosyjski przebywający w Warszawie zna go doskonale z widzenia i podążając za nim, oraz kojarząc rozmaite fakty, dojdzie do prawdy o wyjątkowym wzmocnieniu grupy Kowalewskiego, a tym samym Rosjanie zaczną podejrzewać, że ich szyfry są łamane. Mogliby wtedy użyć podwójnego szyfrowania - np. do tabelki szyfru, którą się posługiwali dołączać tajny wzór permutacyjny w grupach np. po 10 znaków, a to już bardzo by utrudniło łamanie takiego kodu. Po to właśnie potrzebni byli matematycy - dysponowali wiedzą o permutacjach i mogli skutecznie rozszyfrowywać podstawienia. Te umiejętności okazały się przydatne (wraz z teorią grup) dopiero łamaczom Enigmy, ale musiały być już na podorędziu w roku 1920.
Leśniewski, Mazurkiewicz i Sierpiński w latach poprzedzających wojnę 1920 roku aktywnie tworzyli nowy dział matematyki - podstawy teorii mnogości. Bezpośrednio związany z algebrą zbiorów jest rachunek zdań i może właśnie ta część wspólnej wiedzy profesorów była najistotniejsza przy łamaniu szyfrów rosyjskich. Biegłe operowanie rachunkiem zdań wymaga dogłębnego wczytywania się w bardzo długie ciągi literowych i nieliterowych oznaczeń i dochodzenia ich sensu. Dość duże jest w tym podobieństwo do łamania szyfru.
Leśniewski, Mazurkiewicz i Sierpiński w latach poprzedzających wojnę 1920 roku aktywnie tworzyli nowy dział matematyki - podstawy teorii mnogości. Bezpośrednio związany z algebrą zbiorów jest rachunek zdań i może właśnie ta część wspólnej wiedzy profesorów była najistotniejsza przy łamaniu szyfrów rosyjskich. Biegłe operowanie rachunkiem zdań wymaga dogłębnego wczytywania się w bardzo długie ciągi literowych i nieliterowych oznaczeń i dochodzenia ich sensu. Dość duże jest w tym podobieństwo do łamania szyfru.
niedziela, 9 stycznia 2011
Nd09I2011: Papert, Resnick
Mitchel Resnick na swojej stronie internetowej wymienia pełnione przez siebie (zapewne nie wszystkie) funkcje:
LEGO Papert Professor of Learning Research Academic Head,
Program in Media Arts and Sciences Co-Director,
Center for Future Civic Media Group: Lifelong Kindergarten.
LEGO Papert Professor of Learning Research Academic Head,
Program in Media Arts and Sciences Co-Director,
Center for Future Civic Media Group: Lifelong Kindergarten.
Na pierwszym miejscu jest LEGO Papert Professor of Learning, co świadczy o stałej obecności Paperta w edukacji najmłodszych, a także o bliskich związkach obu panów. Rzeczywiście, Michel Resnick jest uczniem i współpracownikiem Paperta (głównie w projekcie LEGO-Mindstorms), wybitnym marszałkiem w armii konstrukcjonistów, dowodzonej przez ćwierć wieku przez Paperta. Być może, będzie jego następcą.W chwili obecnej najważniejsze dla konstrukcjonizmu są działania podejmowne przez gupę Lifelong Kindergarten. Trudno jest oddać sens tej nazwy w języku polskim (moja propozycja: "Wszystko co służy i małym i dużym"), na szczęście flagowy produkt Scracht stworzono od razu w wersji multi-kulti, jest więc również polska wersja językowa. Pisałem już, że jest to język programowania dla dziatek i dziadków, ale na stronie grupy Lifelong Kidergarten znajdziemy jeszcze kilka propozycji rozwijania tego języka. Bardzo ciekawie zapowiadają się prace przygotowujące kurs komputerowy dla studentów z użyciem Scratcha. Bardzo sensowny pomysł, by środowisko programistyczne poznawane w dzieciństwie mogło nam towarzyszyć w latach dorosłych. Kiedyś podobną rzecz zrobił Brian Harvey z językiem Logo - napisał trzytomową książkę: "Computer science Logo style", ale problemem był nadmiar wersji tego języka.
sobota, 8 stycznia 2011
So08I2011: Antoni Prejbisz
Pierwszego września 1938 roku mój tata, Antoni Prejbisz poznał klasę Ia - pierwszą w sześcioletnim gimnazjum im. Stefana Batorego. Nie przypuszczał nawet, że te jedenastoletnie dzieciaki, młodsze od niego o osiemnaście lat będą kiedyś jego najlepszymi przyjaciółmi. Muszę przyznać, że zazdrościliśmy mu takich przyjaciół i ciepła, które biło z każdego z nimi spotkania. Taka przyjaźń musi się rodzić latami, latami pełnymi wzajemnej o siebie troski, nieustającej pomocy i życia autentycznymi wartościami. Tata doprowadził tę klasę do matury w warunkach tajnego nauczania, wiecznego zagrożenia i braku normalnych warunków szkolnych. Zdawali maturę w 1944 roku, w warunkach pełnej konspiracji, ale działała ona tak sprawnie, że jak wspomina Janusz Ostrowski:
"Pisemny egzamin dojrzałości odbywał się w wielkiej sali "wypożyczonej" od prowadzącej oficjalne zajęcia szkoły zawodowej, natomiast egzaminy ustne nasz komplet zdawał w mieszkaniu pana dyrektora Radwańskiego." (p. str. 83 książki "Na kompletach i barykadach" Krystyny i Janusza Ostrowskich). Po ostatnich egzaminach swoich wychowanków, tata zrobił coś, co dzisiejszym nauczycielom w żadnym (!) wypadku nie wolno: W odpowiedzi na pytanie "Zdaliśmy?" poczęstował ich papierosami.
Po obronieniu w 1942 roku na tajnym UW pracy doktorskiej prowadził tata prace magisterskie dwóch studentów anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego, ale nie pamiętam, czy zostały ukończone.
Tydzień przed wybuchem drugiej wojny światowej tata ukończył 30 rok życia. Ze względu na wiek i zawód nauczyciela (języka polskiego i angielskiego) nie został powołany pod broń. Szybko znalazł się w strukturach państwa podziemnego - tajnym nauczaniu i zaczątkach Armii Krajowej. Do czasu wydzielenia oddzielnych służb wywiadu, powierzano mu okazjonalnie nasłuch radia angielskiego. W późniejszym okresie wojny uczestniczył w siatce ludzi opiekujących się angielskimi lotnikami, którzy ratując się skokiem na spadochronie po zestrzeleniu nad Polską, uniknęli niemieckiej niewoli. Jeden z nich zakochał się w Polce, no i była z tym niezła polka… Tata jeździł z nim przez miasto na spotkania z tą dziewczyną, oczywiście nie jako tłumacz - w tych sprawach wystarcza “body language” - ale jako przewodnik. Anglikowi, w razie złapania, groził pobyt w obozie jenieckim, a tacie w najlepszym razie - w Oświęcimiu. Ale czego się nie robi dla miłości - nawet cudzej. Poza tym musiał brać pod uwagę również to, że wpadka nauczyciela tajnych kompletów mogła mieć tragiczne skutki dla jego uczniów - z tego powodu państwo podziemne rygorystycznie wyłączało nauczycieli tajnego nauczania z wszelkich akcji bojowych.
Przez całą wojnę tata uczył na tajnych kompletach chłopców z Batorego. Był ich wychowawcą i nauczycielem jeszcze w czasach pokoju, w ostatnim roku szkolnym przed wojną. Cała prowadzona przez niego klasa Ia wzięła udział w koloniach we Fronołowie nad Bugiem w lipcu 1939 roku. Uczniowie byli na tyle młodzi - bo trzynastoletni, że pierwszy wojenny rok mogli się jeszcze uczyć w normalnym szkolnym budynku. Potem nauczanie mogło się odbywać już tylko na kompletach, czyli w domach prywatnych. Musieli do wyznaczonego mieszkania przychodzić pojedynczo, w sporych odstępach czasowych. Czekając na lekcje grali w karty - niektórzy stali się wręcz doskonałymi pokerzystami. Karty były stałym rekwizytem tajnego nauczania - nie zdejmowano ich ze stołu, aby w razie niespodziewanego najścia Niemców, natychmiast “wrócić“ do gry. Dużym problemem dydaktycznym był “bez-podręcznikowy” i “bez-zeszytowy” tryb nauczania. Jedną z książek używanych przez tatę do nauki języka angielskiego na tajnych kompletach było opracowane przez Kardaszewskiego wydanie opowiadania Dickensa “A Christmas Carol” mające w momencie wydania (1922 rok) wręcz zastępować podręcznik do języka angielskiego.
Oczywiście w warunkach okupacyjnych niemożliwe było obchodzenie dawnych świąt państwowych - każde zgromadzenie ludzi zostałoby natychmiast otoczone i popędzone do bud ciężarówek. Na tajnych kompletach starano się podtrzymywać tradycję świąt państwowych, a szczególnie wprowadzonego do kalendarza tuż przed wojną (w 1937 roku) Święta Niepodległości. Było to również nieoficjalne święto tajnego nauczania.
Tata kilkakrotnie, przy różnych okazjach, wspominał pierwszą rozmowę o zatrudnieniu z dyrektorem Batorego, Mieczysławem Radwańskim, w której zgłosił ofertę prowadzenia zajęć z trzech przedmiotów: języka polskiego, języka angielskiego i przysposobienia wojskowego. I takie lekcje prowadził - w roku szkolnym 1938/1939 uczył w swojej gimnazjalnej Ia zarówno polskiego jak też angielskiego, a z którąś ze starszych klas Batorego miał ówczesne przysposobienie wojskowe (we wrześniu 1939 roku był opiekunem całej grupy ochotników z Batorego zakwaterowanych w koszarach na Pradze).
Na tajnych kompletach uczył już tylko angielskiego, gdyż nauczycieli polskiego (bez środków do życia) było bardzo wielu, a anglistów w całej Warszawie ledwie kilkunastu (przed wojną powszechnie nauczanym językiem był język francuski). Uwolniony od kursowego nauczania polskiego tata mógł swobodnie w rozmowach z uczniami skakać po tematach literackich. Uczniowie oczywiście wiedzieli, że tematem pracy magisterskiej taty na polonistyce były podhalańskie lata w twórczości Kasprowicza. Kasprowicz napisał wówczas dwa pogodne, franciszkańskie w przesłaniu zbiory wierszy: Księgę Ubogich i Na Szkle Malowane. Czas wojenny stawiał przed młodymi jednak inne pytania: skąd tyle zła na świecie? jaką jest sprawiedliwość boża? Pisane czterdzieści lat wcześniej Hymny Kasprowicza dawały pesymistyczną odpowiedź:
[…]
a dom się nasz pali,
a siostra utonęła w rozplenionej fali,
a ojciec gdzieś daleko w strasznej zginął bitwie,
a Złe urąga modlitwie...
Cóż z nami się stanie!?
O Ty, łaskami hojny,
Ty, od powietrza, głodu, ognia i wojny,
od nagłej i niespodziewanej śmierci
i od Szatana, który w dom przychodzi
i dusze zwodzi,
zachowaj nas, Panie!...
Nie skłonił się jeszcze dzień,
a Szatan z moczarów łożyska,
gdzie nocą ognikami błyska,
z czeluści błota wstał
i gdy najkrótszy słońce rzuca cień
na te manowce, na te ścierniska,
pod ramię chwycił Kościotrupa
i wzrósł nad jego niebosięgłą stal -
nad Ciebie, Boże, wzrósł!...
Maszli Ty grom -
Maszli Ty chmurę w ten południa skwar,
aby z niej piorun padł
i od Szatana uwolnił ten świat?...
Wal błyskawicą, wal!
Niechaj się łamie,
niech się rozkruszy ta zdrada,
która nad życiem i nad śmiercią włada!...
. . . . . . . . . . . .
Szatanie!
Ty Kościotrupa chwyciłeś pod ramię
i nad wysokość jego ostrej kosy
wzrosłeś w niebiosy -
a grom nie pada!
Z nieukojoną żałobą
klękam przed Tobą!
Zlituj się, zlituj nad ziemią,
gdzie ból i rozpacz drzemią,
gdzie ból i rozpacz dzwonem się rozlega
i w strasznej pieśni brzmi...
Szatanie!
Kop mi samotny grób
na opuszczonym łanie,
u krzyża czarnego stóp,
pod gliny powłoką rdzawą!
A iżby nie porósł trawą,
tańcz na nim taniec piekielny
po wszystkie dni!...
A Ty, o Święty!
A Ty, o Mocny!
Ty Nieśmiertelny,
proch gwiazd przesypuj w Swej klepsydrze złotej
i płodź żywoty,
aby tak klęły jak ja;
aby płakały jak ja;
aby w szarpiącej modlitwie,
co jako dzwon ten łka,
o zmiłowanie prosiły;
aby się wlokły z gromnicami w dłoni
ku tej nieznanej ustroni,
do tej - ostatniej mogiły;
aby tak wyschły jak łza,
którą już oko me płakać nie może;
aby tak marły jak ja -
o Święty, Nieśmiertelny! Święty, Mocny Boże!
Szatan tańczący na grobie, szatan mocniejszy od Boga - czyż ta właśnie wizja z najbardziej znanego (i najbardziej bluźnierczego) Hymnu „Święty Boże, Święty Mocny” nie znajdowała prawie codziennie przerażającego potwierdzenia w okupowanej Warszawie?
Ponieważ nasz tata jako nauczyciel w Batorym, w czasie ferii zimowych 1938/1939 był na obozie narciarskim właśnie z maturalną wówczas klasą "Zośki" i "Rudego", poczułem się zobowiązany do zamieszczenia na blogu ostatnio dyskutowanych tekstów (wklejony - z Frondy, w linku - z Dzieje.pl, żaden z nich nie wyraża moich poglądów, bo chodzi tu o zwykłą "prasówkę"):

Dr Elżbieta Janicka z Instytutu Slawistyki PAN zasugerowała, że "Rudego" i "Zośkę" łączyła homoseksualna miłość. - To prymitywne próby kradzieży bohaterów narodowej wyobraźni - ocenia w rozmowie z Fronda.pl Artur Zawisza.
Po obronieniu w 1942 roku na tajnym UW pracy doktorskiej prowadził tata prace magisterskie dwóch studentów anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego, ale nie pamiętam, czy zostały ukończone.
Tydzień przed wybuchem drugiej wojny światowej tata ukończył 30 rok życia. Ze względu na wiek i zawód nauczyciela (języka polskiego i angielskiego) nie został powołany pod broń. Szybko znalazł się w strukturach państwa podziemnego - tajnym nauczaniu i zaczątkach Armii Krajowej. Do czasu wydzielenia oddzielnych służb wywiadu, powierzano mu okazjonalnie nasłuch radia angielskiego. W późniejszym okresie wojny uczestniczył w siatce ludzi opiekujących się angielskimi lotnikami, którzy ratując się skokiem na spadochronie po zestrzeleniu nad Polską, uniknęli niemieckiej niewoli. Jeden z nich zakochał się w Polce, no i była z tym niezła polka… Tata jeździł z nim przez miasto na spotkania z tą dziewczyną, oczywiście nie jako tłumacz - w tych sprawach wystarcza “body language” - ale jako przewodnik. Anglikowi, w razie złapania, groził pobyt w obozie jenieckim, a tacie w najlepszym razie - w Oświęcimiu. Ale czego się nie robi dla miłości - nawet cudzej. Poza tym musiał brać pod uwagę również to, że wpadka nauczyciela tajnych kompletów mogła mieć tragiczne skutki dla jego uczniów - z tego powodu państwo podziemne rygorystycznie wyłączało nauczycieli tajnego nauczania z wszelkich akcji bojowych.
Przez całą wojnę tata uczył na tajnych kompletach chłopców z Batorego. Był ich wychowawcą i nauczycielem jeszcze w czasach pokoju, w ostatnim roku szkolnym przed wojną. Cała prowadzona przez niego klasa Ia wzięła udział w koloniach we Fronołowie nad Bugiem w lipcu 1939 roku. Uczniowie byli na tyle młodzi - bo trzynastoletni, że pierwszy wojenny rok mogli się jeszcze uczyć w normalnym szkolnym budynku. Potem nauczanie mogło się odbywać już tylko na kompletach, czyli w domach prywatnych. Musieli do wyznaczonego mieszkania przychodzić pojedynczo, w sporych odstępach czasowych. Czekając na lekcje grali w karty - niektórzy stali się wręcz doskonałymi pokerzystami. Karty były stałym rekwizytem tajnego nauczania - nie zdejmowano ich ze stołu, aby w razie niespodziewanego najścia Niemców, natychmiast “wrócić“ do gry. Dużym problemem dydaktycznym był “bez-podręcznikowy” i “bez-zeszytowy” tryb nauczania. Jedną z książek używanych przez tatę do nauki języka angielskiego na tajnych kompletach było opracowane przez Kardaszewskiego wydanie opowiadania Dickensa “A Christmas Carol” mające w momencie wydania (1922 rok) wręcz zastępować podręcznik do języka angielskiego.
Oczywiście w warunkach okupacyjnych niemożliwe było obchodzenie dawnych świąt państwowych - każde zgromadzenie ludzi zostałoby natychmiast otoczone i popędzone do bud ciężarówek. Na tajnych kompletach starano się podtrzymywać tradycję świąt państwowych, a szczególnie wprowadzonego do kalendarza tuż przed wojną (w 1937 roku) Święta Niepodległości. Było to również nieoficjalne święto tajnego nauczania.
Tata kilkakrotnie, przy różnych okazjach, wspominał pierwszą rozmowę o zatrudnieniu z dyrektorem Batorego, Mieczysławem Radwańskim, w której zgłosił ofertę prowadzenia zajęć z trzech przedmiotów: języka polskiego, języka angielskiego i przysposobienia wojskowego. I takie lekcje prowadził - w roku szkolnym 1938/1939 uczył w swojej gimnazjalnej Ia zarówno polskiego jak też angielskiego, a z którąś ze starszych klas Batorego miał ówczesne przysposobienie wojskowe (we wrześniu 1939 roku był opiekunem całej grupy ochotników z Batorego zakwaterowanych w koszarach na Pradze).
Na tajnych kompletach uczył już tylko angielskiego, gdyż nauczycieli polskiego (bez środków do życia) było bardzo wielu, a anglistów w całej Warszawie ledwie kilkunastu (przed wojną powszechnie nauczanym językiem był język francuski). Uwolniony od kursowego nauczania polskiego tata mógł swobodnie w rozmowach z uczniami skakać po tematach literackich. Uczniowie oczywiście wiedzieli, że tematem pracy magisterskiej taty na polonistyce były podhalańskie lata w twórczości Kasprowicza. Kasprowicz napisał wówczas dwa pogodne, franciszkańskie w przesłaniu zbiory wierszy: Księgę Ubogich i Na Szkle Malowane. Czas wojenny stawiał przed młodymi jednak inne pytania: skąd tyle zła na świecie? jaką jest sprawiedliwość boża? Pisane czterdzieści lat wcześniej Hymny Kasprowicza dawały pesymistyczną odpowiedź:
[…]
a dom się nasz pali,
a siostra utonęła w rozplenionej fali,
a ojciec gdzieś daleko w strasznej zginął bitwie,
a Złe urąga modlitwie...
Cóż z nami się stanie!?
O Ty, łaskami hojny,
Ty, od powietrza, głodu, ognia i wojny,
od nagłej i niespodziewanej śmierci
i od Szatana, który w dom przychodzi
i dusze zwodzi,
zachowaj nas, Panie!...
Nie skłonił się jeszcze dzień,
a Szatan z moczarów łożyska,
gdzie nocą ognikami błyska,
z czeluści błota wstał
i gdy najkrótszy słońce rzuca cień
na te manowce, na te ścierniska,
pod ramię chwycił Kościotrupa
i wzrósł nad jego niebosięgłą stal -
nad Ciebie, Boże, wzrósł!...
Maszli Ty grom -
Maszli Ty chmurę w ten południa skwar,
aby z niej piorun padł
i od Szatana uwolnił ten świat?...
Wal błyskawicą, wal!
Niechaj się łamie,
niech się rozkruszy ta zdrada,
która nad życiem i nad śmiercią włada!...
. . . . . . . . . . . .
Szatanie!
Ty Kościotrupa chwyciłeś pod ramię
i nad wysokość jego ostrej kosy
wzrosłeś w niebiosy -
a grom nie pada!
Z nieukojoną żałobą
klękam przed Tobą!
Zlituj się, zlituj nad ziemią,
gdzie ból i rozpacz drzemią,
gdzie ból i rozpacz dzwonem się rozlega
i w strasznej pieśni brzmi...
Szatanie!
Kop mi samotny grób
na opuszczonym łanie,
u krzyża czarnego stóp,
pod gliny powłoką rdzawą!
A iżby nie porósł trawą,
tańcz na nim taniec piekielny
po wszystkie dni!...
A Ty, o Święty!
A Ty, o Mocny!
Ty Nieśmiertelny,
proch gwiazd przesypuj w Swej klepsydrze złotej
i płodź żywoty,
aby tak klęły jak ja;
aby płakały jak ja;
aby w szarpiącej modlitwie,
co jako dzwon ten łka,
o zmiłowanie prosiły;
aby się wlokły z gromnicami w dłoni
ku tej nieznanej ustroni,
do tej - ostatniej mogiły;
aby tak wyschły jak łza,
którą już oko me płakać nie może;
aby tak marły jak ja -
o Święty, Nieśmiertelny! Święty, Mocny Boże!
Szatan tańczący na grobie, szatan mocniejszy od Boga - czyż ta właśnie wizja z najbardziej znanego (i najbardziej bluźnierczego) Hymnu „Święty Boże, Święty Mocny” nie znajdowała prawie codziennie przerażającego potwierdzenia w okupowanej Warszawie?
Ponieważ nasz tata jako nauczyciel w Batorym, w czasie ferii zimowych 1938/1939 był na obozie narciarskim właśnie z maturalną wówczas klasą "Zośki" i "Rudego", poczułem się zobowiązany do zamieszczenia na blogu ostatnio dyskutowanych tekstów (wklejony - z Frondy, w linku - z Dzieje.pl, żaden z nich nie wyraża moich poglądów, bo chodzi tu o zwykłą "prasówkę"):
Badaczka PAN: "Zośka" i "Rudy" mogli być gejami. "Prymitywne próby kradzieży bohaterów narodowych, infekowanie społeczeństwa dewiacjami"
Dodane przez: Redakcja Fronda.pl | 3.04.2013, 21:06 | komentarzy: 75 | odsłon: 8798
fot. Wikipedia
Dr Elżbieta Janicka z Instytutu Slawistyki PAN zasugerowała, że "Rudego" i "Zośkę", bohaterów książki "Kamienie na szaniec" Aleksandra Kamińskiego łączyła homoseksualna miłość. Naukowiec powołuje się na cytat z książki, w którym "Zośka" tak wspomina uwolnienie "Rudego": "Wziął moją rękę w swoją dłoń i trzymał mocno. Mówił: +Tadeusz, ach Tadeusz, gdybyś wiedział...+. Skarżył się na ból i mówił: +Tadeusz, jak rozkosznie, jak przyjemnie...+. (...) Jęczał z bólu, jednocześnie mówiąc, jak jest szczęśliwy i jak jest rozkosznie. Na chwilę zasnął. Koło 12 Janek obudził się, zawołał mnie, kazał usiąść obok siebie i uścisnąć serdecznie. Te chwile wynagradzały nam wszystko. Potem opowiadaliśmy sobie nawzajem jeden przez drugiego, a bliskość nasza była dla nas prawdziwą rozkoszą. Wreszcie kazał mi się położyć obok siebie, objął mocno głowę i zasnął (...). Mówił, że już będziemy szczęśliwi, że będziemy wreszcie mieszkać razem, że pojedziemy na wieś, gdzie w lecie spędzaliśmy dwa niezapomniane, szczęśliwe dni. (...) Gdy byliśmy razem przyjemność mu sprawiało, gdy trzymałem go za ręce lub gładziłem ręką po głowie. Rozmowa była wtedy była otwarta, szczera i żaden z nas nie krył wtedy swojej niewysłowionej radości i przyjaźni".
Jej zdaniem to jeden z najpiękniejszych tekstów o miłości (całość wypowiedzi dr Janickiej na Dzieje.pl).
O komentarz w tej sprawie poprosiłam Artura Zawiszę, który bronił ostatnio Marii Konopnickiej przed nieuzasadnionym posądzaniem jej o homoseksualizm.
"Prymitywne próby kradzieży bohaterów narodowej wyobraźni będą się powtarzać raz za razem, bo taka jest światowa strategia środowisk przeciwnych prawu naturalnemu i ludzkiej godności. Oczywiście nie chodzi tu o żadne literaturoznawstwo ani badania historyczne, ale o infekowanie społecznej świadomości domniemaniami oswajającymi z dewiacjami.
"Rudy" i "Zośka" to postaci emblematyczne dla pokoleń młodzieży patriotycznej. Ich przyjaźń to wzór postaw męskich tyleż patetycznych, co sentymentalnych. Ta przyjaźń jest twarda, przypadając na czas krwi i żelaza, a jednocześnie czuła, bo łzy i wzruszenia też bywają męskie. Już w starożytności Arystoteles i potem w szczególności Doktor Anielski w osobie św. Tomasza traktowali przyjaźń jako rodzaj miłości - duchowej, a nie cielesnej. To jednak nie ma nic wspólnego z obecnym konceptem homoseksualizmu jako rzekomego przywiązania opartego na pożądaniu, a w istocie afektu contra naturam. "Kamienie na szaniec" nawiązują do tradycji klasycznej, zaś relacja bohaterów słusznie opisana jest przez autora książki jako "braterstwo", czyli głęboka męska przyjaźń.
Przedstawiając "Rudego" i "Zośkę" jako homoparę pani doktor o nazwisku nie wartym wspominania opluwa tradycję "braterstwa i służby". Próbuje także wpisać się w modną narrację przynoszącą uznanie salonu i granty od wywrotowców zagnieżdżonych w instytucjach publicznych. Najsmutniejsze jest to, że harcerze czasów wojny światowej nie mogą się bronić przed wpychaniem ich do worka obrzydliwości przez tę ohydną kłamczynię, idącą po ich grobach do pseudoliteraturoznawczej kariery.
Środowiska pederastyczno-lesbijskie nie chcą dobrej woli, współczucia i tolerancji. Chcą zniszczyć uniwersalną kulturę wywodzącą się z europejskiego antyku i przepojoną chrześcijaństwem. Ich celem jest światowa rewolucja przeciwko małżeństwu i rodzinie w celu odwrócenia świata na opak i uczynienia go antyświatem niszczącym człowieka i grożącym Bogu" - ocenia Zawisza.
Ostatni dzień pokoju
Próbuję sobie wyobrazić ten ostatni dzień - 31 sierpnia 1939 roku - na podstawie opowiadań moich rodziców:
Rodzina mamy, z rodzicami (moimi dziadkami), trzema siostrami i piątką małych dzieci, zebrała się w Cieksynie, czekając na rozwój wydarzeń i ciesząc się pogodnym latem. Wszyscy dorośli, poza mamą, która urodziła się w 1915 roku, pamiętali dobrze dramatyczne dni I wojny światowej, kiedy to na wozach uciekali przed Niemcami z Krasińca. W Cieksynie była więc przygotowana duża bryczka, którą miała powozić mama, studentka SGGW. O wojnie się nie rozmawiało, mówiło się raczej o rodzinnym spotkaniu z okazji przypadających 1 września urodzin mojej mamy - dzieciaki czekały na tort.
W Warszawie 31 sierpnia odczuwało się wielkie napięcie. Tata tego dnia był na zebraniu nauczycieli Liceum Batorego - następnego dnia miały rozpocząć się lekcje. Tata uczył w Batorym polskiego, angielskiego i przysposobienia wojskowego - miał stopień podporucznika rezerwy. Tydzień wcześniej, 22 sierpnia, obchodził trzydzieste urodziny, jak opowiadał, w bardzo podłym nastroju ("nigdy później nie czułem się tak stary"), bo jeszcze nie zdążył założyć rodziny, a tu już nadchodzi wojna i ...co dalej?, czy będzie jakieś "dalej"?. Jego ojciec, a mój dziadek, Wojciech Prejbisz (1876-1918), wraz z wybuchem wojny internowany przez Rosjan jako obywatel niemiecki (do Warszawy przybył z Wielkopolski w roku 1904), miał już dwóch synów, urodzonych w 1909 i 1913 roku. Pięcioletni Antoś widział go przed wyjazdem do Heringsdorfu nad Bałtykiem na początku wakacji 1914 roku, a potem już tylko słyszał, że jest gdzieś w Orenburgu, aż do tragicznej wiadomości o jego śmierci w 1918 roku gdzieś pod Semipałatyńskiem, gdy próbował wracać do rodziny przez Azję jako żołnierz Polskiej Brygady Syberyjskiej (tej samej, która po powrocie, 14 sierpnia roku 1920 walczyła w Cieksynie, a 15 sierpnia zdobyła Nowe Miasto). Wiek mojego taty, a także zawód nauczyciela sprawiały, że podlegał mobilizacji dopiero w dalszym rzucie. Ale w razie wybuchu wojny, już od września był przewidziany na opiekuna pomocniczego oddziału chłopców z II klasy liceum, których szkolił w ramach PW, z lokalizacją na ulicy Ratuszowej na warszawskiej Pradze.
Od dnia publikacji w dniu 9 kwietnia 1939 roku, bardzo popularny stał się wiersz Broniewskiego "Bagnet na broń", określany mianem poetyckiej karty mobilizacyjnej. Wielu uczniów taty znało go na pamięć. Tata miał dobrą pamięć do wierszy, wyćwiczoną studiami polonistycznymi i anglistycznymi, więc pamiętał go również:
Kiedy przyjdą podpalić dom,
ten, w którym mieszkasz - Polskę,
kiedy rzucą przed siebie grom
kiedy runą żelaznym wojskiem
i pod drzwiami staną, i nocą
kolbami w drzwi załomocą -
ty, ze snu podnosząc skroń,
stań u drzwi.
Bagnet na broń!
Trzeba krwi!
Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
obca dłoń ich też nie przekreśli,
ale krwi nie odmówi nikt:
wysączymy ją z piersi i z pieśni.
Cóż, że nieraz smakował gorzko
na tej ziemi więzienny chleb?
Za tę dłoń podniesioną nad Polską-
kula w łeb!
Ogniomistrzu i serc, i słów,
poeto, nie w pieśni troska.
Dzisiaj wiersz-to strzelecki rów,
okrzyk i rozkaz:
Bagnet na broń!
Bagnet na broń!
A gdyby umierać przyszło,
przypomnimy, co rzekł Cambronne,
i powiemy to samo nad Wisłą.
Rodzina mamy, z rodzicami (moimi dziadkami), trzema siostrami i piątką małych dzieci, zebrała się w Cieksynie, czekając na rozwój wydarzeń i ciesząc się pogodnym latem. Wszyscy dorośli, poza mamą, która urodziła się w 1915 roku, pamiętali dobrze dramatyczne dni I wojny światowej, kiedy to na wozach uciekali przed Niemcami z Krasińca. W Cieksynie była więc przygotowana duża bryczka, którą miała powozić mama, studentka SGGW. O wojnie się nie rozmawiało, mówiło się raczej o rodzinnym spotkaniu z okazji przypadających 1 września urodzin mojej mamy - dzieciaki czekały na tort.
W Warszawie 31 sierpnia odczuwało się wielkie napięcie. Tata tego dnia był na zebraniu nauczycieli Liceum Batorego - następnego dnia miały rozpocząć się lekcje. Tata uczył w Batorym polskiego, angielskiego i przysposobienia wojskowego - miał stopień podporucznika rezerwy. Tydzień wcześniej, 22 sierpnia, obchodził trzydzieste urodziny, jak opowiadał, w bardzo podłym nastroju ("nigdy później nie czułem się tak stary"), bo jeszcze nie zdążył założyć rodziny, a tu już nadchodzi wojna i ...co dalej?, czy będzie jakieś "dalej"?. Jego ojciec, a mój dziadek, Wojciech Prejbisz (1876-1918), wraz z wybuchem wojny internowany przez Rosjan jako obywatel niemiecki (do Warszawy przybył z Wielkopolski w roku 1904), miał już dwóch synów, urodzonych w 1909 i 1913 roku. Pięcioletni Antoś widział go przed wyjazdem do Heringsdorfu nad Bałtykiem na początku wakacji 1914 roku, a potem już tylko słyszał, że jest gdzieś w Orenburgu, aż do tragicznej wiadomości o jego śmierci w 1918 roku gdzieś pod Semipałatyńskiem, gdy próbował wracać do rodziny przez Azję jako żołnierz Polskiej Brygady Syberyjskiej (tej samej, która po powrocie, 14 sierpnia roku 1920 walczyła w Cieksynie, a 15 sierpnia zdobyła Nowe Miasto). Wiek mojego taty, a także zawód nauczyciela sprawiały, że podlegał mobilizacji dopiero w dalszym rzucie. Ale w razie wybuchu wojny, już od września był przewidziany na opiekuna pomocniczego oddziału chłopców z II klasy liceum, których szkolił w ramach PW, z lokalizacją na ulicy Ratuszowej na warszawskiej Pradze.
Od dnia publikacji w dniu 9 kwietnia 1939 roku, bardzo popularny stał się wiersz Broniewskiego "Bagnet na broń", określany mianem poetyckiej karty mobilizacyjnej. Wielu uczniów taty znało go na pamięć. Tata miał dobrą pamięć do wierszy, wyćwiczoną studiami polonistycznymi i anglistycznymi, więc pamiętał go również:
Kiedy przyjdą podpalić dom,
ten, w którym mieszkasz - Polskę,
kiedy rzucą przed siebie grom
kiedy runą żelaznym wojskiem
i pod drzwiami staną, i nocą
kolbami w drzwi załomocą -
ty, ze snu podnosząc skroń,
stań u drzwi.
Bagnet na broń!
Trzeba krwi!
Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
obca dłoń ich też nie przekreśli,
ale krwi nie odmówi nikt:
wysączymy ją z piersi i z pieśni.
Cóż, że nieraz smakował gorzko
na tej ziemi więzienny chleb?
Za tę dłoń podniesioną nad Polską-
kula w łeb!
Ogniomistrzu i serc, i słów,
poeto, nie w pieśni troska.
Dzisiaj wiersz-to strzelecki rów,
okrzyk i rozkaz:
Bagnet na broń!
Bagnet na broń!
A gdyby umierać przyszło,
przypomnimy, co rzekł Cambronne,
i powiemy to samo nad Wisłą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)