Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Doświadczyńskich Przypadki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Doświadczyńskich Przypadki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 maja 2016

Międzynarodowy Dzień Rodzin

Jako kronikarz historii rodzinnej nie mogę nie uczcić takiego dnia:




czwartek, 26 grudnia 2013

Żyj na huśtawce, żyj

  Przechodzenie z jednego systemu gospodarczego do drugiego było jak chodzenie po linie w cyrku (przed rozpoczęciem swojej najlepszej w karierze piosenki właśnie to odgrywa Jacek Kleyff). Polaków chodzenie po linie rozpoczęło się z wybuchem wojny:

a po wojnie było jeszcze śmieszniej ("i smieszno i straszno", jak się mówiło w tamtych czasach):
A CZY PRZYRODA KOLEBKA
MYŚLAŁA KIEDYŚ DOKŁADNIE
PO CO JEJ WIELKIE MAMUTY,
ANI WYGLĄDA TO ŁADNIE,
ANI Z NICH SKÓRA NA BUTY

NIE MA CO PYTAĆ KOLEDZY, ROBIŁA I TAK JEJ WYSZŁO
NIKT NIE WYMYŚLAŁ SPECJALNIE
TEGO W CZYM ŻYĆ NAM PRZYSZŁO
UPRZEDZAM O TYM LOJALNIE

JEDEN JEST RYTM, JEDEN RYTM
JEDEN JEST WĘGIEL I TLEN, 
ZWYKŁĄ LOSU KOLEJĄ
PRACA POSIŁEK I SEN, 
PRACA POSIŁEK I SEN
JEDEN PRZYPADA NA DZIEŃ
ŚWIT JEDEN I JEDEN ZMROK
PIERWSI SIĘ ŁUDZĄ NADZIEJĄ
A DRUDZY RÓWNAJĄ KROK, A DRUDZY RÓWNAJĄ KROK

NIE SKACZ TAK ZARAZ NA SZYNY
JESZCZE NIE O TĘ GRASZ STAWKĘ
W WESOŁYM MIASTECZKU DZIEWCZYNY
CHCĄ Z TOBĄ IŚĆ NA HUŚTAWKĘ....
LEPIEJ CI BĘDZIE Z NIMI
PACHNIE TAK MOCNO SIANO
KWIATY SIĘ GNĄ OD MOTYLI, JEŹDZI SŁONKO PO NIEBIE
ŚWIATŁO UCIEKA, ŚLAD MYLI
MIASTECZKO CZEKA NA CIEBIE

JEDEN JEST RYTM, JEDEN RYTM
JEDEN JEST WYDECH I WDECH
NASYĆ SIĘ RÓWNYM ODDECHEM
NASYĆ SIĘ DZISIAJ ZA TRZECH
NASYĆ SIĘ DZISIAJ ZA TRZECH
RAZ TYLKO DANY CI CZAS, ANI ON TWÓJ ANI CZYJ
Z CZASEM SIĘ WSZYSTKO USTOI
ŻYJ NA HUŚTAWCE ŻYJ, ŻYJ NA HUŚTAWCE ŻYJ

JEDEN JEST RYTM, JEDEN RYTM
JEDEN JEST WĘGIEL I TLEN,
ZWYKŁĄ LOSU KOLEJĄ,
PRACA POSIŁEK I SEN
PRACA POSIŁEK I SEN
RAZ TYLKO DANY TEN CZAS, ANI ON TWÓJ ANI CZYJ
Z CZASEM SIĘ WSZYSTKO USTOI
ŻYJ NA HUŚTAWCE ŻYJ!!!

niedziela, 24 lutego 2013

Józef Zeidler, Franciszek Preibis i szwoleżerowie z Wielkopolski

  Twórczość Józef Zeidlera przywrócono do obiegu w kulturze muzycznej bardzo niedawno, bo dopiero od 2006 roku, na który przypadała dwusetna rocznica jego śmierci. Ale są już dwie płyty z nagraniami jego kompozycji i sporo materiału na Youtube, który postaram się zaprezentować na blogu. Urodził się w roku 1744, około roku 1775 przybył do Gostnia, gdzie został członkiem kapeli przy klasztorze filipinów na Świętej Górze. Kapela uświetniała muzyką uroczystości kościelne, co oddaje w jakieś mierze amatorski filmik z Youtube. Zeidler skomponował kilkadziesiąt utworów religijnych, z czasem stając się kapelmistrzem niemałego zespołu muzycznego. Pochowany został na cmentarzu przyklasztornym.
 Franciszek Preibisz przybył do Kobylina prawdopodobnie z okolic Wrocławia, gdzie się urodził około 1762 roku. Poniżej cytuję początkowy fragment jego krótkiej biografii zestawionej z faktów i domysłów przez Leona Preibisza:
 „O młodości Franciszka nic nie wiemy. Pierwsza notatka pewna, to zapisek w księdze majsterskiej bractwa krawieckiego w Kobylinie z 20.6.1787 r. o przyjęciu go do cechu, w następującym brzmieniu:
 „1787 dnia Junii za urzędu panów starszych Pawła Pernaczyńskiego, Bogusława Helimka y wszystkich zgromadzonych Braci obecni stanowszy Franciszek Preibis przed stół nasz bracki dopraszał się, aby był przyjęty do Społeczeństwa Naszego co y otrzymał y oddał wszystkie powinności jako to są napisane: Na znak bracki 4 szostaki, wstępne zł.16, do skarbu zło.8 : kolacya zło.8 : wosku fątów 5 ; piwa beczek 4, które to zapisano do Xięg jest przyjęty jako wyży.”
Kobylin dzieli od Gostynia ok. 30 kilometrów - trzygodzinna jazda bryczką. W dni szczególnie uroczyste dla Filipinów gostyńskich (odpust, dzień patrona, Wielkanoc, itp.) Święta Góra stawała się miejscem zjazdów okolicznych mieszkańców. Zapewne był wśród nich również mistrz krawiecki z Kobylina, Franciszek Preibis i miał wtedy możliwość słuchania utworów Zeidlera granych w gostyńskim kościele.
Franciszek mieszkał w Kobylinie do końca życia (zmarł w 1830 roku). Myślę, że stał się zamożnym mieszczaninem dzięki stałemu zapotrzebowaniu na mundury w okresie Wojen Napoleońskich - stać go było na kształcenie synów, z których Antoni był już przed rokiem 1830 burmistrzem Kobylina, a Andrzej mógł dzierżawić folwark. Koszt uszycia munduru na miarę dla szwoleżera był bardzo wysoki, a zapewne nie obniżono go w okresie największego zapotrzebowania (1806 - 1812), kiedy to szyto mundury "hurtowo" w trzech rozmiarach: małym, średnim i dużym.
Rokosowo, wieś w gostyńskim powiecie, rodzinne gniazdo Rokossowskich (co najmniej od XVI wieku) dzieli od Kobylina jedynie dwadzieścia kilometrów. Niewykluczone więc jest, że szwoleżer Rokossowski wkraczał do Moskwy z V Korpusem księcia Józefa w mundurze uszytym przez zakład krawiecki Franciszka Preibisa (Napoleon specjalnie na czele swoich zwycięskich wojsk ustawił oddziały polskie). Gdy z generałem Konstantym Rokosowskim dowodzącym frontową armią jesienią 1940 roku połączył się telefonicznie Żukow z rozkazem wzywającym go do objęcia dowództwa jednej z armii przygotowanych do bezpośredniej obrony Moskwy, niezbyt z tego zadowolony Rokossowski (opuszczenie "swoich" żołnierzy jest zawsze bolesnym przeżyciem dla dowódcy), zażartował:
- "Ładno", mój przodek zdobywał Moskwę, a ja teraz mam jej bronić.

czwartek, 13 grudnia 2012

Odkrywanie osoby

  O dziadku, Wojciechu Prejbiszu, nie zachowały się prawie żadne przekazy rodzinne. Nasza Babcia, a jego żona wyjechała na początku lata 1914 roku na wakacje nad morze z dwojgiem synków - pięcioletnim Antosiem i rocznym Andrzejkiem, i tamtego lata wojna rozdzieliła ją z mężem na zawsze. Dziadek w momencie internowania go przez Rosjan jako poddanego niemieckiego, dopiero od dziesięciu lat przebywał w Warszawie, był głównie zajęty uruchamianiem fabryki pasów transmisyjnych i nie zdążył nawet poznać szerszego kręgu nowych znajomych, z wyjątkiem rodziny kuzyna Kadzidłowskiego. Ale jego brat Bronisław był fotografem - w końcu XIX wieku był to zawód prawie artystyczny, i dopiero ostatnio udało nam się zobaczyć fotograficzny portret Wojciecha zrobiony w zakładzie fotograficznym brata w Poznaniu:
























Jaka osoba spogląda na nas z tego zdjęcia?

niedziela, 9 grudnia 2012

Klub 25 grudnia po roku

  Staram się nastrój Bożego Narodzenia rozciągnąć, wzorem Dickensa, na cały rok. Bo Dickens akcje swoich kilku Opowieści Wigilijnych (zebranych w The Christmas Books z roku 1848) umieścił w zupełnie innych, niezimowych porach roku. Przepis jest prosty - ktoś odbierający świat w sposób ponury, za sprawą bliskich mu osób dostraja się do nastroju kolędowania - wyjątkowego poczucia chrześcijańskiego braterstwa wszystkich ludzi. Dzięki takiemu przesłaniu 25 grudnia stał się uniwersalnym świętem ludzkości - obchodzony jest w wielu krajach na całej kuli ziemskiej. Ktoś, nieracjonalnie racjonalny, powiedziałby: ot, pierwszy dzień zauważalnego powrotu Słońca, skutkującego wydłużeniem dnia na północnej półkuli - ale gdzie w takim sądzie miejsce na zwyczajną, ludzką radość? Przecież to ona jest jak najbardziej racjonalna! To co najlepsze w czerwonych datach z kalendarza, to ich coroczna powtarzalność nadająca rytm (a może i sens) naszemu życiu. Mogę więc dziś, zacytować siebie sprzed roku:
Opowieści wigilijne
Nawrócony według Prusa
Przed zapaleniem choinki
Rodzinne kolędowanie
Pragniesz bardziej niż my...
Kolędnicy
Rad bym był śmierci ponownej...
Dziady wigilijne
Klubowicze Beatelsi
Nastrój radości i wesela
  Postów było więcej niż dziesięć, ale dwa z nich zawierały linki do Opowieści Wigilijnej Myszki Miki, która od połowy roku 2012 została wycofana z zasobów YouTube. Odnalazłem na tym samym, prywatno-powszechnym YouTube pod każdym względem doskonałą (oskarową!) animację Opowieści Wigilijnej. I dzisiaj w dwa tygodnie do wigilii zgłaszam apel: nagrajmy w Scratchu polskie dialogi do Christmas Carol! Kolędujmy wszyscy wraz!

piątek, 23 listopada 2012

Ksiądz Bernard zdążył...

  Katastrofą na miarę zburzenia Świątyni Jerozolimskiej były dla dla Filipinów z Gostynia ustawy Bismarcka pozbawiające zgromadzenie właściwie wszystkiego. Dlatego, tak jak w roku 1918 mówiono o Zmartwychwstaniu Ojczyzny, tak należałoby również określać rozpoczętą w 1877 rezurekcję Filipinów w Tarnowie, przedstawioną w sprawozdaniu "Czasu" z okazji jubileuszu pięćdziesięciolecia kapłaństwa księdza Bernarda Preibisza przypadającego na rok 1902:

"Jubileusz zasłużonego kapłana.
  W Tarnowie, w Galicji obchodzono 16 bm. uroczyście jubileusz 50-letniego kapłaństwa ks. Bernarda Preibisza, proboszcza zgromadzenia OO. Filipinów w Tarnowie. Jubilat urodził się w Kobylinie w W. Ks. Poznańskim w roku 1828; studia teologiczne i malarskie odbywał we Francji, Anglii, Monachium, Florencji i Rzymie, ukończywszy je wstąpił do zgromadzenia OO. Filipinów w Gostyniu w Poznańskiem. Jako proboszcz zgromadzenia stał dzielnie na stanowisku podczas walki o kulturę, podjętej przez Bismarcka, a gdy zagroziły ustawy wyjątkowe antykościelne, ratując część dobytku zgromadzenia, przeniósł się do Galicji i w Tarnowie otworzył nową siedzibę OO. Filipinów. Za staraniem jego zbudowano kościół i budynek dla zgromadzenia, a OO. Filipini pod jego wodzą zaczęli nieść pociechę duchową i fizyczną mieszkańcom Tarnowa. Cicha i skromna działalność proboszcza zyskała mu cześć i uznanie nie tylko w diecezji, ale także ogółu wiernych i obywatelstwa. Toteż wiadomość o jubileuszu przyjęto z uradowaniem.
  Jak piszą do “Czasu”, jubileusz rozpoczął się uroczystym nabożeństwem w kościele OO. Filipinów w obecności biskupa Wałęgi, ks.ks. infułatów Kolora, Walczyńskiego i licznego grona duchowieństwa. Ks. biskup Wałęga przemówił serdecznymi słowy do jubilata, podnosząc jego cnoty i zalety. Po nabożeństwie poszczególne deputacje i prywatni z całymi rodzinami składali życzenia i wyrazy hołdu i wdzięczności. W południe odbyła się skromna uczta w zgromadzeniu OO. Filipinów przy bardzo licznym współudziale duchowieństwa i świeckich. W poważnym nastroju wygłoszono kilka pięknych toastów, rozpoczętych przez ks. Biskupa Wałęgę. Odczytano liczne telegramy: z błogosławieństwem Ojca św., dalej z życzeniami i hołdem od ks. Eust. Sanguszków z Davos, ks. Teresy Sapieżyny, ks. kanonika Dziedzińskiego z Gniezna i wielu innych."
  Zważywszy, że praktycznie rzecz biorąc, jubileusz dotyczy głównie tarnowskiej działalności księdza Bernarda, którą rozpoczął jako mężczyzna już pięćdziesięcioletni, musimy przyznać, że zdążył sporo zdziałać w tym ćwierćwieczu po zmartwychwstaniu zgromadzenia.

czwartek, 22 listopada 2012

Gostyń i Tatry

  Jak to się stało, że w kronice rodzinnej nic nie napisano o fascynacji księdza Bernarda Prejbisza górami. Po przeniesieniu się Filipinów do Tarnowa (1877 r.) wyjeżdżał na odpoczynek w Tatry, a także do Tyrolu. Podobno był jednym z pomysłodawców założenia Tatrzańskiego Parku Narodowego i Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego.
  Ale do 1875, i to chyba od samego dzieciństwa, zafascynowany był Bazyliką Świętogórską w Gostyniu. W latach 1861-1865 wykonał w Nawie Głównej 14 fresków postaci Świętych Polskich, a tym samym opisał skrótowo historię Polski. Gdy został Prepozytorem Kongregacji w roku 1869, po kilku latach zgromadził środki i zakupił w Paryżu stacje Drogi Krzyżowej do kościoła. W tym roku obchodzony jest jubileusz 500-lecia Świętej Góry i wyposażenie kościoła zostało gruntownie odnowione. W kronice obchodów na stronie internetowej gostyńskich Filipinów czytamy:
  "Dnia 24 czerwca 2012 r. przy cudownym obrazie Świętogórskiej Róży Duchownej została umieszczona złota róża papieska, dar Benedykta XVI dla naszego sanktuarium obchodzącego Rok Jubileuszowy 500. rocznicy potwierdzenia cudowności miejsca. Uroczystej Mszy św. dziękczynnej za wszystkie cuda i łaski, jakich Bóg udziela na Świętej Górze przez Maryję, przewodniczył Ksiądz Arcybiskup Stanisław Gądecki.
Złota róża została odsłonięta po odczytaniu dokumentu papieskiego, w obecności Metropolity Poznańskiego, kilkudziesięciu kapłanów, Wojewody Poznańskiego, Marszałka Sejmiku Wielkopolskiego, Starosty Gostyńskiego oraz przedstawicieli lokalnych władz samorządowych i rzeszy wiernych.
W tym samym czasie podczas modlitwy Anioł Pański Benedykt XVI pozdrowił z Watykanu uczestników świętogórskiej uroczystości:
  Pozdrawiam Polaków. Jednoczę się duchowo z arcybiskupem poznańskim, ojcami filipinami i wszystkimi pielgrzymami, którzy w Sanktuarium Matki Bożej w Gostyniu obchodzą 500-lecie jego istnienia. Dziękujemy Bogu za łaski, jakimi w tym miejscu darzył kolejne pokolenia przez przyczynę Maryi. Jej opieka niech stale Wam towarzyszy! Niech Bóg wam błogosławi!
  W wygłoszonej homilii Ksiądz Arcybiskup podkreślił, że wierzymy w to, że papieska złota róża pomnoży chwałę tego miejsca i że zwróci uwagę na Maryję, która jest pośredniczką wszelkich łask i która stojąc bliżej człowieka, jest dla niego bardziej zrozumiała, aniżeli Bóg, którego opisać nie możemy. (...)Ona z pokolenia na pokolenie świeci także ludowi Bożemu w sanktuarium na Świętej Górze wskazując mu drogę.
Abp Gądecki zwrócił też uwagę, że złota róża poświęcana przez papieża w okresie Wielkiego Postu, symbolizuje radość i wesele na myśl o zbliżającej się Wielkanocy oraz wskazuje na nasze zmartwychwstanie. Podobne zadanie będzie odtąd spoczywać na tutejszym sanktuarium. Także ono ma nas przybliżać do zmartwychwstałego Pana.
  Sanktuarium na Świętej Górze jest trzecim w Polsce, w którym znajduje się złota róża papieska. Wraz z przekazaniem złotej róży, abp Stanisław Gądecki dokonał również aktu zawierzenia Matce Najświętszej całej archidiecezji poznańskiej. Jej biskupów, kapłanów, osób życia konsekrowanego, świeckich. Będę równocześnie prosił Matkę Bożą Różę Duchowną czczoną w Jej świętogórskim sanktuarium, aby wszystkim wiernym wypraszała łaski niesienia światu Chrystusa przez niezachwianą wiarę, silną nadzieję i gorącą miłość podobnie jak niosła Go światu Maryja."
  Otoczone malowniczymi wzniesieniami miasto Gostyń położone jest w odległości 70 km od Poznania, 100 km od Wrocławia, 37 km od Jarocina, 34 km od Leszna i ok. 30 km od Kobylina, w którym urodził się i przeżył młode lata Bernard Preibisz.

wtorek, 20 listopada 2012

Dwaj stryjeczni i Kajsiewicz

  Siedem lat dzieliło daty urodzin dwóch braci Preibiszów: Antoni przyszedł na świat w roku 1790, Andrzej - w 1797. W tym samym odstępie czasowym ujrzeli światło dzienne dwaj ich synowie: Bernard w 1828 roku, Józef  w 1835 - kolejni wśród bardzo licznego rodzeństwa z obu rodzin.
  Hieronim Kajsiewicz urodził się w roku 1812. Będąc na drugim roku prawa Uniwersytetu Warszawskiego bierze udział w Powstaniu Listopadowym, poważnie ranny dołącza do emigrujących żołnierzy. Jako trzydziestolatek jest założycielem Zakonu Zmartwychwstańców i niezwłocznie podejmuje misyjną działalność w paryskim środowisku Wielkiej Emigracji, z pasją wygłaszając wspaniale przygotowane kazania. Już w 1845 roku wychodzi w Paryżu pierwszy zbiór jego kazań (następne wydania ukazały się w 1848 roku w Paryżu i Wrocławiu).
  Z początkiem 1848 rozpoczyna się wielkopolska Wiosna Ludów. Oto co pisze ks. Artur Kardaś w świetnie udokumentowanej książce "Droga Charyzmatyczna Hieronima Kajsiewicza":
  "Kajsiewicz zgodnie z zamysłem Bogdana Jańskiego, nieustannie myślał o pracy w ojczyźnie. Pierwszą nieudaną próbę osiedlenia się w zaborze pruskim podjął Piotr Semenenko w roku 1842. Kolejna okazja nadarzył się w burzliwym okresie Wiosny Ludów. Jan Koźmian słał do przebywającego wówczas w Paryżu Kajsiewicza błagalne listy, w których wzywał go do przyjazdu w Poznańskie: Wczoraj Cię, Ojcze Drogi, wzywałem - pisze - dziś zaklinam, przyjeżdżaj. Lud jest dobry, poczciwy, religijny, nie trza go dać na złe nauki. Kajsiewicz wybrał się w podróż ochoczo, gdyż od dwóch lat w Górze koło Śremu, w majątku Cezarego Platera przebywali jego rodzice. Zatrzymał się w Turwii u przyjaciela-generała Dezyderego Chłapowskiego. W całej okolicy przez kwiecień i maj 1848 roku odprawiał nabożeństwa i wygłaszał kazania. Pobożność i oddanie Wielkopolan Kościołowi i ojczyźnie zrobiły na nim wielkie wrażenie. Niestety, 30 maja 1848 roku rząd pruski nakazał mu opuścić Wielkie Księstwo Poznańskie, skąd udał się na trzy miesiące do Wrocławia i Drezna."
  W roku 1848 Bernard Preibisz był już studentem teologii w Poznaniu (później ukończył seminarium w Gnieźnie). Jego ojciec, początkowo tylko urzędowy mierniczy (geodeta), był już od wielu lat burmistrzem Kobylina. Nasuwa się oczywiste przypuszczenie, że zaprosił do Kobylina tak sławnego kaznodzieję. Andrzej, gospodarujący w dzierżawionym w pobliżu majątku, zapewne z chęcią przybył z żoną i dziećmi do swojego rodzinnego miasteczka. Młody student teologii, Bernard Preibisz z pewnością nie przegapił okazji by kilkakrotnie wysłuchać kazań księdza, o którego przybycie walczył Kraków z Lwowem. Może udało mu się wysłuchać go w Gostyniu, gdzie potem sam wygłaszał kazania będąc tam proboszczem zgromadzenia Filipinów w latach 1857-1875 (w roku 1875 Prusacy wypędzili stamtąd zgromadzenie i dopiero po kilku latach starań udało się wznowić jego działalność w Tarnowie).






















W Tarnowie i Gostyniu znajdują się do dziś obrazy religijne malowane przez niego po amatorsku, ale podobno z talentem. Namalował też portret swojego ojca, Antoniego z cyrklem geodezyjnym w ręku. Trudne czasy i szczera wiara skłoniły wielu Wielkopolan do pójścia drogą Żołnierstwa duchowego, o którym tak pięknie pisał Kajsiewicz.
  Józef Preibisz, mój pradziadek, poszedł inną drogą. Skończył medycynę i przez blisko pół wieku leczył ludzi - ponad trzydzieści lat w Pleszewie i okolicach, a później w Dreźnie i Poznaniu. Z czasem stał się znanym specjalistą od chorób gardła (dziś: laryngologiem).
  Z Kajsiewiczem łączył go udział w kolejnym polskim powstaniu - Powstaniu Styczniowym (po prawdzie kilkutygodniowy, bo Wielkopolanie wspomogli braci z zaboru rosyjskiego jedynie krótkotrwałym rajdem generała Taczanowskiego). Poniżej zdjęcie Józefa z czasów bliższych wypadkom powstańczym:

czwartek, 31 maja 2012

Magical Mystery Tour

  Gdy zastanawiam się, dlaczego tak bardzo stawiam na Szkołę Drogi i skąd taki pomysł, zawsze przywołuję moje zasłuchanie w pięć piosenek Beatlesów nagranych na dwóch płytkach zestawionych w książeczkowy album ze zdjęciami i testami z filmu Magical Mystery Tour:
Każdy ze śpiewających solo Beatlesów (Ringo śpiewał wtedy tylko w chórku) przedstawiał w nim niesamowitą piosenkę. Paul wykreował "Głupca na wzgórzu" - przypowieść o niezależności, która daje prawdziwe poznanie:
Lennon jako prekursor wielu gatunków śpiewa zwariowaną piosenkę o "Morsie", w stylu Alicji w Krainie Czarów (oj, zazdroszczą mu jej współcześni postmoderniści):
Nostalgiczny George prosi przyjaciół, aby nie byli "zbyt daleko":
Szalona wycieczka (a pojechać na taką po Mazowszu!) kończy się przywołaniem bardzo starej melodii, którą powinny znać nasze mamy:
Ringo nie ma tu swojej piosenki, ale w zamian ma ze sobą ciocię Jessy, która zakochuje się w facecie widocznym po prawej stronie stolika:
Tak, wyruszając na szlak nigdy nie wiemy co nas spotka - i to się właśnie nazywa Szkoła Drogi.

środa, 23 maja 2012

Magiczna Opinogóra i Zielone Święta

Jest takie miejsce na Mazowszu:
z rozpoznawalnym od dwóch stuleci zamkiem, położone na wyniesieniu i stąd biorące imię Opinogóry, którego gospodarz: 
Zygmunt Krasiński chętnie by gościł pielgrzymujących przez życie Chrześcijan. Pałac i zadbany, opadający w dół ogród:
przemierzany niespiesznym krokiem, mogą być tym wyróżnionym na świecie miejscem, gdzie pytania same znajdują odpowiedzi. Od kilku lat cieszy oko i zaprasza do wnętrza zbudowany według planu z 1909 roku dwór mazowiecki, planowany na siedzibę rodu Krasińskich (budowy nie rozpoczęto z powodu wybuchu I wojny światowej):
W zamku lub w parku błysnął Zygmuntowi czterowiersz:
Wszystkim ciało dał Jehowa,
Duszę wszystkim Chrystus dał,
A Duch Święty żywot chowa,
By wraz ciało z duszą zlał.
Czterowiersz podsumowujący wspólne z Cieszkowskim rozmowy o jego postheglowskiej filozofii opierającej istotę świata na trzech pojęciach: bytu, myśli i czynu.
Zielone Święta - upamiętniające zesłanie Ducha Świętego w pięćdziesiątnicę Zmartwychwstania, miały być dla Chrześcijan znakiem ustanawiającym Kościół - wspólnotę wierzącą i działającą w realnym świecie. Stały się nie wiedzieć czemu, Zielonymi Świątkami, kojarzonymi z urokami wiosny i ludowymi zabawami.

środa, 2 maja 2012

Lista osobista - finalna

  Od czasu zamieszczenia Listy osobistej minęły dwa tygodnie, a rozrosła się ona niewidzialnie z dziesięciu do dwudziestu utworów - dopisywałem wstecznie kolejne piosenki. Dziś ją stanowczo zamykam, aby nie przekraczała symbolicznych Top Twenty. Nie potrzeba zakładać własnego bloga, aby utworzyć własną Listę osobistą. Wystarczy się posłużyć Dokumentami Google, które są dostępne wraz z pocztą Gmail. Jest tam opcja tworzenia linków, a powstały Dokument można udostępnić w sieci (wszystkim bądź wybranym odbiorcom).
  Jeszcze każdej pomyślanej piosenki na Youtube nie odnajdziemy, ale te najważniejsze tam już są! Można z zasobów Youtube tworzyć listy osobiście lubianych piosenek - nie zawsze jednak są one połączone z bliskimi naszej wrażliwości obrazami czy filmami. Ułożyłem moją, chronologiczną listę osobistą z dostępnych w Youtube materiałów, przewidując, do pewnego stopnia, następny etap - osobiste dopełnianie piosenek obrazami (filmikami). Dodałem więc do jednych piosenek propozycje oprawy plastycznej, a w przypadku innych - skojarzenia i refleksje, do takich ilustracji prowadzące.

Rolska w piosence Na Francuskiej oddała wspaniale nastrój tej uliczki i całej Saskiej Kępy, która swoją przedwojenną zabudową i kawiarenkami przenosiła nas w zupełnie inny świat. Tu przydałyby się bardzo zdjęcia tej starej (z lat sześćdziesiątych) Francuskiej. Najbardziej znana jest Saska Kępa "pachnąca szalonym bzem" z piosenki Małgośka, ale na tej liście celowo nie zamieszczam piosenek ironicznych (Małgośka - głupia ty), mimo że je bardzo lubię, bo mają to być piosenki pokoleniowo i ponad pokoleniowo łączące.
Santor w latach sześćdziesiątych śpiewała o Zwodzonym moście - symbolu uczucia łączącego, ale zagrożonego zerwaniem. Takie mosty w Polsce, materialnie, właściwie nie istnieją (może są na Odrze? - nie znam tej rzeki), ale można sięgnąć po zdjęcia mostowych konstrukcji z innych krajów.
Jędrusik w piosence S.O.S. Przybory i Wasowskiego osiągnęła poziom artyzmu porównywalny jedynie z Edith Piaf.
Niemen śpiewający o kawiarni Pod papugami tak wspaniale artykułuje każde słowo, każdą nutkę w tej jazzowo i zarazem punktowo skomponowanej muzyce, że zawsze kojarzył mi się z obrazami Paula Klee - ostatnio maszynka do ćwierkania tego artysty stała się tytułem przeboju Czesława Mozila.
Metz  i Jej portret to oczywista sesja zdjęciowa ładnej twarzy z "komputerowym" przechodzeniem w inne wyrazy tej twarzy(zdziwienie, smutek, radość)  i jedną, obramowaną wersją "jej portretu".
Skaldowie  śpiewający Cała jesteś w skowronkach to wdzięczny temat "wiosna i dziewczyna" - poniekąd pojęcia tożsame. Wspaniałych zdjęć w Internecie jest niewyczerpalna obfitość.
Woźniak poraził nas eschatologicznym wymiarem piosenki Zegarmistrz światła purpurowy - do tej pory najbardziej poruszającej odpowiedzi na pytanie o moment przejścia na drugą stronę światła: "będę jasny i gotowy". Dobrze pasuje użycie zegara jako metafory przemijania, tyle że powinna być bardziej rozbudowana - widziałbym tu i klepsydry, i intrygujące mechanizmy zegarków, a także zegary popsute, zniszczone.
Rodowicz i Krajewski w połowie lat siedemdziesiątych wiele czerpali z kultury hippisów. Pogoda na szczęście oddaje nastrój panujący w wielu komunach hippisowskich i archiwalny filmik z tamtych czasów bardzo pasowałby do tej melodii.
Ewwa Bem - z celowo przekręconym imieniem, podkreślającym  jej bliskie pokrewieństwo z Ellą Fitzgerald, królową swingu, tak radośnie swingowała zdanie Miłość jest jak niedziela, że jeszcze przez długie lata nikt nie odważy się na cover tej piosenki. Jej autorskie nagranie wystarczy za wszystko.
Demarczyk w piosence Skrzypek Skercowicz daje wykład o wartości brylantów muzyki dla naszych uczuć (na samym końcu nas egzaminuje - czy potrafimy uzupełnić jej tezy). Brylant jest brylant - trudno czymś przy nim zalśnić.
Nalepa pierwszy udanie przenosił bluesa do Polski i dość długi utwór Modlitwa warto poprzetykać fragmentami archiwalnych filmów z amerykańskimi twórcami bluesa - Murzynami z południa USA (oczywiście bez dźwięku, ale ze zbliżeniami ich twarzy).
Banaszak  śpiewa znowu o "rozstań moście", ale w rytmie samby. Przesłanie Nie zabijaj tej miłości  przedstawione słowami Jonasza Kofty zasługuje na etiudę filmową - można podłożyć tu jakiś taniec klasyczny lub w stylu fado.
Cugowski ma głos duży, ale trochę płaczliwy, a przez to idealnie pasujący do szlagwortu "znowu w życiu mi nie wyszło". Sen o dolinie można śnić w wielu oszałamiających górskich dolinach i ich artystyczne fotografie z różnych krajów powinny być dobrym podkładem pod tę piosenkę, której muzyka nie powstała przecież w Polsce.
Prońko bardzo dobrze swinguje, ale czyni to w latach osiemdziesiątych, gdy wartością była już nie tyle otwartość na świat, a raczej pewność oparcia w najbliższych osobach, którym można było powiedzieć: Jesteś lekiem na całe zło. Podkład zdjęciowy mógłby być trochę polityczny - może strajk, może demonstracja, ale również zdjęcia prywatne, sentymentalne.
MrZooB wyprzedzał postmodernizm - gdy w latach osiemdziesiątych "wentylem bezpieczeństwa" dla młodzieży stał się Jarocin, my starsi (odrobinę) czekaliśmy na inną sztukę - zdolną unieść te wszystkie samoograniczenia, które sobie narzuciliśmy (nam narzucono). I ten opis ostatniego punktu oporu, minimalnej naprawdę własnej przestrzeni określonej zdaniem Mój jest ten  kawałek podłogi, świetnie oddaje nastrój tamtych lat (czy nie jest to gotowa piosenka dla dzisiejszych oburzonych?).
Ciechowski w końcówce lat osiemdziesiątych, które w całości były prawdziwą czarną dziurą (na szczęście nie w twórczości piosenkarskiej), stworzył świetny utwór Nie pytaj o Polskę, prośbę i pytanie: co dalej? Dołączone archiwalne filmiki z Sikorskim pracowicie odtwarzającym polskie wojsko na zachodzie są świetną odpowiedzią i zachętą do działania (może da się odnaleźć jeszcze inne filmy z Sikorskim?).
Biłgorajska nuta (Piejo kury, piejo...) jest najlepiej zrobionym producenckim nagraniem lat dziewięćdziesiątych - niejakiego Grzegorza z Ciechowa, którego głos jest tu całkowicie nieobecny (gra tylko na fujarce) - przebijającym wszelkie poprzednie nawiązania do folkloru. Możliwości samplingu (genialne ko-ko-ko) otworzyły nam uszy na nowy wspaniały świat muzyki, a clip do tej piosenki jest niepowtarzalny.
Kayah ze swoją piosenką Prawy do lewego idealnie wpasowała się w panujący na przełomie stuleci nastrój wiecznej zabawy - odbywały się przecież wtedy festiwale Piosenki biesiadnej! W roku 2000 największy ostatni rocznik (urodzeni w 1982) skończył osiemnaście lat, a rodzice z poprzedniego wyżu mieli około pięćdziesiątki i oba wyże upajały się świeżo odkrytym konsumeryzmem. Filmik nawiązujący do kultowego Rejsu skrzy się jowialnym humorem i trudno przy tym biesiadnym stole o coś lepszego.
Zakopower w 2005 roku podbija Opole folkowym Kiebyś ty tak za mną, jako ja za tobą , cudowną melodią góralską, którą się zachwycał już Karol Szymanowski. Taka ciągłość w twórczym przetwarzaniu najlepszych góralskich pomysłów melodycznych jest jak najbardziej pożądana i oby trwała dalej ilustrowana urokliwymi obrazami Tatr i Podhala.
Kiljański  jakimś zrządzeniem losu kilka lat temu stworzył bardzo udaną piosenkę, do której zrobiono świetny clip, z plejadą polskich gwiazd filmowych - wszystkie chciały usłyszeć słowa: Prócz ciebie nie ma nic...

sobota, 31 marca 2012

Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha

Rodzina wyjechała do Hagen.
Sam zostałem w tym ogromnym domu.
Po galeriach krokami dudnię.

Bardzo śmieszą mnie te złocenia
i te pelikany rzeźbione jak od niechcenia,
i te chmury mknące na południe.

Ja bardzo lubię chmury. I światło pochmurne.
Jak fortece. Jak moje fugi poczwórne.

Cóż to za rozkosz błądzić przez pokoje
z Panią Muzyką we dwoje!
Jak las jesienny świece w lichtarzach czerwone.

A dzisiaj jest Wielkanoc. Dzwon rozmawia z dzwonem.
O, wesołe jest serce moje!

W starych szufladach są stare listy,
a w książkach zasuszone kwiaty,
jak to miło plądrować wśród starych papierów...
O, świąteczne godziny pełne złotych szmerów!
o, natchnienia jak kolumny złote! 0, kantaty!

Ubrany w zielony aksamit
brodzę, błądzę tymi pokojami,
i po galeriach, i po schodach;

o, jeszcze tyle, tyle do wieczora godzin,
żeby mruczeć, żeby nucić, żeby chodzić,
żeby płynąć jak zaczarowana woda!

Ciemne jak noc portrety witają mnie w salach,
jeszcze bardziej ciemniejąc, kiedy się oddalam.

To śmieszne, że niektórzy nazwali mnie mistrzem,
mówią, że w mych kantatach zamknąłem niebiosa.
Szkoda, że tu nie wszyscy znacie mego kosa,
ach, jakże ten kos śpiewa, jakże ten ptak gwiżdże,
jemu wiele zawdzięczam. No i wielkim chmurom.
I wielkim rzekom. I piersiom twoim, Naturo.

Spójrzcie na te niebieskie hiacynty,
na te krzesła z czarnego drzewa,
na te wszystkie złocone sprzęty,
na tę klatkę z papugami, która śpiewa,
na te obłoki jak srebrne okręty,
które wiatr południowy podwiewa.
Tak. Spójrzcie. To jest moje mieszkanie.
Też wspomnienie po Janie Sebastianie.

Mówią, że jestem stary. Jak rzeka.
Że czas coraz bardziej z rąk mi ucieka.
To prawda, że mi wiele godzin przepadło.
Ale to nic. Do diabła! Ja gram na mocnych strunach
i są jeszcze kantaty moje, do pioruna!
Nie czas mnie, ale ja go wziałem na kowadło.

Zaraz przyjdzie rodzina i zacznie się uczta.
Córy moje, nim siądą, przejrzą się do lustra.
I chmara gości ściągnie. I nastąpi taniec.
Podjedzą sobie setnie i podpiją dobrze.
I pasterz z gobelinu też huknie na kobzie.
A potem wieczór przyjdzie. I zniknę w altanie.

Bo lepsza od mych skrzypiec, gdym grywał w Weimarze,
niźli perły, o których. dla mej żony marzę,

niż sonaty mych synów, niż wszystkie marzenia,
taka chwila wielkiego, wielkiego wytchnienia,

właśnie teraz, gdy widzę przez altany szparę
rzecz niezwykłą, zawrotną, szaloną nadmiarem:
WIOSENNE GWIAŹDZISTE NIEBO.

Konstanty Ildefons Gałczyński
1950

poniedziałek, 26 marca 2012

Pociecho moja, książeczko...

  Nie minął miesiąc od moich dziesiątych urodzin, a zapadłem na reumatyzm (przerodził się chyba potem w chroniczny romantyzm...). No i, mimo płaczów i protestów znalazłem się w dziecięcym szpitalu na Litewskiej. Zabrałem ze sobą książeczkę do nabożeństwa dla dzieci ""Jezus malusieńki", pamiątkę pierwszej Komunii świętej, do której przystąpiłem w maju poprzedniego roku (o rok później, bo razem z młodszymi braćmi). Mazgaiłem się okropnie i na okrągło czytałem książeczkę, pociechę moją. Mam ją do tej pory i podróżuję z nią do wiecznie zielonej przeszłości (jaki kolor ma przyszłość? - szary?, jasno szary?, ciemno szary?). Najbardziej zapadł mi w pamięć (i w serce) Psalm 91 (z "Psałterza dawidowego" Kochanowskiego):
PSALM 91
Qut habitat in adiutorio Altissimi

Kto się w opiekę odda Panu swemu
A całym sercem szczerze ufa Jemu,
Śmiele rzec może: "Mam obrońcę Boga,
Nie przyjdzie na mnie żadna straszna trwoga."

Ciebie On z łowczych obierzy wyzuje
I w zaraźliwym powietrzu ratuje;
W cieniu swych skrzydeł zachowa cię wiecznie,
Pod Jego pióry ulężesz biezpiecznie.

Stateczność Jego tarcz i puklerz mocny,
Za którym stojąc na żaden strach nocny,
Na żadną trwogę, ani dbaj na strzały,
Którymi sieje przygoda w dzień biały.

Stąd wedle ciebie tysiąc głów polęże,
Miecz nieuchronny ciebie nie dosięże.
A ty zdumiały oczyma swoimi
Niechybną pomstę ujrzysz nad grzesznymi.

Iżeś rzekł Panu: "Tyś nadzieja moja",
Iż Bóg najwyższy jest ucieczka twoja,
Nie padnie na cię żadna zła przygoda
Ani się znajdzie w domu twoim szkoda.

Aniołom swoim każe cię pilnować,
Gdziekolwiek stąpisz, będą cię piastować,
Na ręku nosić, abyś idąc drogą
Na ostry kamień nie ugodził nogą.

Będziesz bezpiecznie po żmijach gniewliwych
I po padalcach deptał niecierpliwych,
Na lwa srogiego bez obrazy wsiędziesz
I na ogromnym smoku jeździć będziesz.

Słuchaj, co mówi Pan: "Ten, kto mnie miłuje,
I ze mną sobie szczerze postępuje,
I ja go także w jego każdą trwogę
I nie zapomnę, i owszem, wspomogę.

Głos jego u mnie nie będzie wzgardzony,
Ja mu w przygodzie udzielę obrony;
Niech pewien będzie szczęścia i zacności,
I lat sędziwych, i mej życzliwości!"

Uroda tego wiersza jest tak wielka, że nie mogą się z nią równać żadne - być może dokładniejsze znaczeniowo - przekłady (poniższy pochodzi z Biblii Tysiąclecia):

PSALM 91
O Bożej opiece

Kto przebywa w pieczy Najwyższego
i w cieniu Wszechmocnego mieszka,
mówi do Pana: «Ucieczko moja i Twierdzo,
mój Boże, któremu ufam».
Bo On sam cię wyzwoli
z sideł myśliwego
i od zgubnego słowa.

Okryje cię swymi piórami
i schronisz się pod Jego skrzydła:
Jego wierność to puklerz i tarcza.
W nocy nie ulękniesz się strachu
ani za dnia - lecącej strzały,
ani zarazy, co idzie w mroku,
ni moru, co niszczy w południe.

Choć tysiąc padnie u twego boku,
a dziesięć tysięcy po twojej prawicy:
ciebie to nie spotka.
Ty ujrzysz na własne oczy:
będziesz widział odpłatę daną grzesznikom.
Albowiem Pan jest twoją ucieczką,
jako obrońcę wziąłeś sobie Najwyższego.

Niedola nie przystąpi do ciebie,
a cios nie spotka twojego namiotu,
bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie,
aby cię strzegli na wszystkich twych drogach.
Na rękach będą cię nosili,
abyś nie uraził swej stopy o kamień.
Będziesz stąpał po wężach i żmijach,
a lwa i smoka będziesz mógł podeptać.

Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie;
osłonię go, bo uznał moje imię.
Będzie Mnie wzywał, a Ja go wysłucham
i będę z nim w utrapieniu,
wyzwolę go i sławą obdarzę.
Nasycę go długim życiem
i ukażę mu moje zbawienie.

czwartek, 1 marca 2012

Najlepsza tradycja edukacji dla pokoju

Tylko "miękki" patriotyzm pasuje do edukacji dla pokoju (twardy - to wojna!). Krasińskiego wizja miejsca Polski i jej przyszłości z "Przedświtu" może być kamieniem węgielnym edukacji dla pokoju:

Na twych ustach słów już nie ma, 
Tylko jedno drżące tchnienie 
Całość duszy na nich trzyma! 
Módl się siostro, módl westchnieniem — 
Bóg wie dobrze, że westchnienie 
Dziś Ojczyzny twej imieniem!
.................................
[Hetman Czarniecki:]
Za dni moich źle już było;
Jak się mogło, tak służyło
Szczerą chęcią, w krwawym trudzie
Braci szlachcie. — Łaska boża
Nas wygnała w te bezdroża;
Niechaj będzie pochwalona
Bo ojczyźnie mojej dała
Z piekieł ziemskich wynijść łona,
Nie żyć w innych ludów modle,
Raczej umrzeć jak żyć podle —
Za to Bogu wieczna chwała!
.....................................
Gdyby niegdyś ojce twoi 
Cudzoziemców świeckich chodem 
Weszli byli do podwoi 
Tego gmachu — który stoi 
W koło Polski, a dziś pada! 
Bylibyście dziś jak oni 
Kramem tylko — nie narodem; 
Sklepem śpiącej pełnym broni — 
Wyście duchem co nią włada! 
..........................................
I ujrzałem — wszechświat cały 
Jak myśl jedną, która płonie 
Skier miljonem, w jednem łonie! 
Ach! widziałem — bożej chwały 
Wszechprzytomny kształt — bez końca! 
Komet, planet, wiry, kręgi,
Nad wstęgami gwiazd — gwiazd wstęgi —
Nad słońcami jeszcze słońca!
Wszędzie światów, tak jak kwiatów
W lazurowym tym ogrojcu;
I przez światła oceany
Jeden życia dźwięk rozlany,
Pieśń wszech-grzmiąca, wszech-jedyna,
Niebieskiego świata Syna,
O niebieskim Bogu Ojcu!
I przez wszechświat ten do Boga 
Szła narodów ziemskich droga;
I wciąż Polska moja przodem
W nieskończoność z ludzkim rodem
Tam leciała —! Czyje oko 
Ją dosięgnie tak wysoko? 
Kto uderzy ziemskiem czołem 
Aż o stopy stworzyciela? 
Kto poleci z archaniołem 
Tam, gdzie ludzkość się odwciela? 
Już mi w piersiach serce mdleje — 
Obraz znika, myśl się chwieje. 
Siostro moja! czym w mogile?  
Mnie tak słabo, konająco — 
O, jam prosił tak- gorąco,
Jam się modlił Bogu tyle
O tę jedną, jedną chwilę —
I ujrzałem!
........................................
Gdzie nam dotąd śni się mnóstwo 
Cząstek, rozdział lub rozbicie, 
Tam już dla nich jedno bóstwo, 
Jedna miłość i wszechżycie!

Krwią się brzydzą, choćby winną ! 
Duch już przez nich tylko stwarza, 
I gdy stworzy ziemię inną, 
Nie ma na niej już zbrodniarza !

Nie ma także podrzędnicy! 
Bo niewieście w końcu serce 
Po lat długich poniewierce, 
Błysło z pączka tajemnicy!

Dawne pany biorą sami 
Swe, za dłonie, niewolnice, 
By jak duchy iść z duchami, 
I wstępować na stolicę! 
Przemieniony ten planeta 
Już zapomniał co kobieta — 
Wie, co bracia i siostrzyce!

I świat nowy ten radośnie 
Jak świątynia Panu rośnie; 
W polskim kraju, w polskim raju — 
Na wiekowych nieszczęść niwie
Już nie pusto, ni żałośnie;
Nigdzie nigdzie, już nie ciemno,
Ani za mną, ni przede mną!
Wszędzie jasno, sprawiedliwie!
Zrozumiana przeszłość święta,
Zrozumiane czyszca męki,
I ten kielich z kata ręki,
I te krzywdy, i te pęta,
I Duch złego, który kusi
Do podłości serce dzielne —
I to serce, które musi
Wstać z tej śmierci — nieśmiertelne!

Duch twój nigdy już nie skona, 
Polsko moja przemieniona! 
Ponad ziemskich szum zawiei, 
Tyś się wzbiła w kraj idei! 
Inni pomrą bez nadziei, 
Śród otchłani lub w dolinie, 
Lecz ty stoisz na wyżynie! 
U stóp twoich czasu fala 
Niech się pieni i przewala: 
Wszystko przejdzie na potoku, 
Wszystko zniknie na głębinie, 
Co widome tylko oku — 
Lecz idea nie przeminie:

Ty nie jesteś mi już krajem,

Miejscem, domem, obyczajem,
Państwa skonem, albo zjawem:
Ale wiarą — ale prawem!
Ten już odtąd Bogu kłamie,
Kto cię zdradzi, kto cię złamie;
Bo myśl Boga w twojem łonie
I los świata, w twym zakonie!

Dodajmy jeszcze do tego fragment z odpowiedzi Słowackiemu na jego krytykę "Psalmów przyszłości":
Prawdę mówisz - pewnym męstwem
Ja się nigdy nie pochlubię -
Ja przed bliźnich drżę męczeństwem -
W otchłań spychać - ja nie lubię -
Gdzie brud ujrzę - wnet mi serce
Jakaś bojaźń chwyta Boża -
Braćmi nie są mi morderce -
Szablę kocham - wstyd mi noża!

Każdy przyzna, że w cytowanych fragmentach jest zawarta idea "wojen sprawiedliwych" (edukacja dla pokoju nie może pomijać tego ekstremalnie trudnego - i wciąż aktualnego - problemu), jak również idea "moralnego zwycięstwa". Obie te idee wypływają wprost z wiary chrześcijańskiej, a także z przemyśleń wielu systemów etycznych.

środa, 22 lutego 2012

Popielec T.S. Eliota

  Pamiętam nasze zdziwienie, gdy w 1967 roku po raz pierwszy odsłuchaliśmy longplay "Ash Wednesday and other poems" podarowany nam przez zaprzyjaźnioną amerykańską rodzinę Morlandów wracającą do Stanów po rocznym pobycie w Hong Kongu. Mniej dziwne już były nawoływania kulisów z chińskiej ulicy na turystycznym, tłoczonym folderze "Sounds of Hong Kong". Miałem już wtedy niedawno kupione, dwujęzyczne, paxowskie wydanie Eliota, ale czytałem głównie jego polskojęzyczne strony - była więc bariera języka. Oceniałem więc samą recytację, o której wszyscy mówiliśmy, że T.S. Eliot czyta swoje utwory w dziwnie nieatrakcyjny sposób, bez aktorskich modulacji - wydawało się, że "kładzie" je od początku do końca. Ale niedługo potem zrozumiałem, że właśnie w ten sposób wydobywa ich sens:
Popielec
I
Albowiem nie mam nadziei na zwrot i zmianę
Albowiem nie mam nadziei zmian
Wstecz do pragnień czyichś talentów lub czyichś szans
Już nie robię wysiłków by dążyć do tych spraw
(Bo cóż miałby postarzały orzeł rozpinać skrzydła?)
Po cóż miałbym żałować
Zanikłej mocy zwykłego panowania?

Albowiem nie mam nadziei zaznać znów
Chwały kruchej pomyślnej godziny
Albowiem nie przypuszczam
Albowiem wiem naprawdę że nie zaznam
Owej prawdziwej władzy co przemija
Nie umiejący pić
Gdzie drzewo puszcza kwiat i biją źródła, bo tam
znów nie ma nic

Albowiem wiem, że czas to zawsze czas
A miejsce miejscem jest, niczym więcej
I co się dzieje, dzieje się tylko raz
W jednym miejscu
Z radością biorę rzeczy tak jak są i
Wyrzekam się uwielbionej twarzy
Wypieram się głosu
Albowiem nie mam nadziei na zwrot i zmianę
Więc raduję się, gdy mam zbudować coś
Z czego mógłbym się cieszyć

I modlić się do Boga aby miał litość nad nami
I modlę się bym mógł zapomnieć
Spraw o które sam z sobą biję się zbyt z myślami
Nadto je sobie wyjaśniam

Albowiem nie mam nadziei zwrotu i zmian
Zwól, by starczyło tych słów
I że co stało się, nie może być powtarzane
Niechże nie będzie nadto ciężkim sąd nad nami

Albowiem skrzydła te nie są już skrzydła do latań
A tylko jak wachlarze biją powietrze
Które już teraz jest na wskroś rozrzedzone i suche
Rzadsze i suchsze od woli
Naucz nas dbać i nie dbać
Naucz nas milczeć.

Módl się za nas grzeszników teraz i w godzinę śmierci
Módl się za nas teraz i w godzinę śmierci.

II
Pani, pod drzewem jałowca siedziały trzy białe lamparty
W chłodzie dnia, do sytości się nażarłszy
Na nogach mam serce wątrobę i to co się mieści
W pustej jamie czaszki. I Bóg rzekł
Czy mają kości te żyć? czy mają
Żyć te kości? I to co się mieści
W kościach (już suchych) rzekło grzechocące:
Gwoli dobroci tej Pani
I łaskawości jej temu, że
Oddaję cześć Dziewicy w rozmyślaniach,
Jasnością lśnimy. A ja, tutaj ukryty
Oddaję czyny zapomnieniu, miłość mą
Potomstwu pustyń i owocom dyni.
I to właśnie ocuca
Wnętrzności moje, włókna oczu, niestrawne ochłapy
Którymi gardzą lamparty. Odeszła Pani
W białej szacie, by rozmyślać, w białej szacie.
Niech biel kości pokutuje aż do niepamięci.
Życia w nich nie znajdziesz. Jak mnie przebaczono
Bo pragnę przebaczenia, tak i ja nie pomnę
W to wdałym, celu tego chciwym. I Bóg rzekł
Prorokuj w stronę wiatru, do wiatru tylko, bo jeden
Wiatr posłucha. I kości śpiewały grzechocące
Na modłę pasikonika tak mówiące

O Pani milczeń
W strapieniu cicha
Nienaruszona w rozdarciu
Różo pamięci
Różo przebaczeń
Wyczerpana a życie dająca
W udręczeniu spokój
Ta jedna Róża
Ogrodem stała się
Gdzie kres wszelkiej miłości
Gaśnie tortura
Miłości bez nasyceń
Tortura głębsza
Miłosnych zaspokojeń
Kresie bezkresnej
Wędrówki w próżnię
Rozwiązanie wszystkiego
Czemu brak rozwiązania
Mowo bezsłowna i
Słowo bezmowne
Chwała Macierzy
Za Ogród-kres
Wszelkiej miłości.

Pod drzewem jałowcowym śpiewały kości rozproszone a lśniące
Dobrze nam tak, żeśmy rozproszone, mało sobie czyniłyśmy dobrego
Pod byle drzewem w wystudły dzień na ławce piasku
Zapominamy siebie same i siebie nawzajem, pojednane
W ciszy pustyni. Oto jest kraj o który
Będziecie los miotali. Ale ni cząstka  ni całość
Nie znaczą. Oto jest kraj. Oto jest nasze dziedzictwo.

  Powyżej zamieściłem dwie pierwsze części Popielca (całość ma ich sześć). Proroctwo Ezechiela o dolinie wyschłych kości (Ezechiel 37) w poetyckim przetworzeniu Eliota odczytuję od tamtego czasu w każdy Popielec, dzień pamięci o tym, że "z prochu powstaliśmy i w proch się obrócimy"...

niedziela, 19 lutego 2012

Krasińskiego rocznica urodzin

  Na dzień dzisiejszy (19 lutego) przypada dwusetna rocznica urodzin Zygmunta Krasińskiego. Uroczyste obchody mają miejsce w Opinogórze - rodowej posiadłości Krasińskich. Ale sam rok Krasińskiego zainagurowano 18 lutego w kościele Św. Krzyża w Warszawie.


 Pod znajdująca się tam rzeźbą, popiersiem Krasińskiego złożono kwiaty - była też "część artystyczna".
Ale najważniejsza była Msza Święta za duszę Zygmunta, na której ksiądz dwukrotnie przytoczył fragment z Irydiona:
"Idź i czyń! Choć serce twoje wyschnie w piersiach twoich, choć zwątpisz o braci twojej - choćbyś miał o mnie samym rozpaczać - czyń ciągle i bez wytchnienia, a przeżyjesz marnych, szczęśliwych i świetnych, a zmartwychwstaniesz nie ze snu, jako wprzódy było - ale z pracy wieków - staniesz się wolnym synem niebios!",
przypomnienie jego życiorysu przez dyrektora Muzeum Romantyzmu w Opinogórze, oraz odczytanie przez senatora Jana Marię Jackowskiego zainicjowanej przez niego, jednogłośnie przyjętej uchwały Senatu:

UCHWAŁA
SENATU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
z dnia 16 lutego 2012
w 200. rocznicę urodzin Zygmunta Krasińskiego

19 lutego 2012 roku przypada 200. rocznica urodzin Zygmunta Krasińskiego
(1812 - 1859), jednego z trzech, obok Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego, wielkich
wieszczów polskiego romantyzmu. Ten znamienity syn ziemi ciechanowskiej jest jednym
z największych twórców polskiej literatury, jest także zaliczany do grona wybitnych
myślicieli i prekursorów konserwatyzmu. W swoich dziełach wnikliwie zgłębiał przyczyny
upadku Rzeczypospolitej, ale również przewidywał jej odrodzenie. W maju 1857 roku pisał:
„Jedno wiem tylko: sprawiedliwość będzie, / Jedno wiem tylko: Polska zmartwychwstanie”.
W swoich wizjonerskich utworach – zaliczanych do arcydzieł literatury romantycznej
– takich jak „Nie-Boska komedia”, „Irydion” czy „Przedświt”, utożsamiał się z losami
zniewolonego przez zaborców narodu i odwoływał się do uniwersalnych chrześcijańskich
wartości czerpiąc z nich inspirację do swojej twórczości.
Zygmunt Krasiński to także wybitny epistolograf, autor licznej korespondencji
z przedstawicielami elit kulturalnych, społecznych, politycznych. Był również autorem
kierowanych do ważnych postaci europejskiego świata polityki memoriałów, w których
prezentował polską rację stanu.
Autor „Irydiona”, choć urodził się w Paryżu, ziemię ciechanowską i Mazowsze uważał
za „kraj lat dziecinnych” i źródło inspiracji. Kochał tę część Polski i sugestywnie utrwalił ją
w warstwie uczuciowo-wspomnieniowej swojej twórczości, zwłaszcza młodzieńczej. Bywał
w Złotym Potoku na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej pozostawiając tam po sobie trwałe
pamiątki, które stały się kamieniem węgielnym do utworzenia Muzeum im. Zygmunta Krasińskiego.
Zmarł w Paryżu, został pochowany w zbudowanej przez ojca rodowej siedzibie Krasińskich w Opinogórze, gdzie od 1961 roku istnieje zasłużone dla kultury polskiej Muzeum Romantyzmu przypominające postać tego wielkiego wieszcza.
Senat Rzeczypospolitej Polskiej – oddając hołd wielkiemu polskiemu poecie w roku
jego 200. rocznicy urodzin – zwraca się z apelem do szkół oraz zainteresowanych instytucji
i środowisk o organizowanie wydarzeń przypominających, stanowiącą kanon kultury polskiej,
twórczość Zygmunta Krasińskiego i utrwalających jej znajomość.