Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scratch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scratch. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 października 2013

Powiślański legendy warszawskie


  W księgarniach pojawiło się komiksowe wydanie dwóch legend warszawskich Artura Oppmana. Obie dotyczą Powiśla i mają świetną grafikę.
  Rysunek kaczki w fontannie był zapewne robiony na podstawie zdjęcia, takiego jakie zamieściłem w moim poście o Złotej Kaczce. Dokładnie rok temu dostrzegłem wielki potencjał tej legendy, a pół roku później miałem już szkic bajki interaktywnej. Obrazki komiksowego wydania będą wielkim wsparciem w dopracowaniu scratchowego programu, którego istotą jest aktywny udział (współtworzenie) młodych odbiorców.
  Istniała tradycja umieszczania na elewacji budynku jego "herbu" - mozaiki lub płaskorzeźby (np.znana kamienica pod Murzynkiem na Starym Mieście) i mniej znany "dom pod jeleniem" na Tamce:
  Kamienica Tamka 5 stoi na skrzyżowaniu i od ulicy Smulikowskiego przylega do niej jeden z najciekawszych architektonicznie budynków międzywojnia, okrutnie oszpecony nadbudową:
  Wizualizacja poprzedzająca postawienie tej "szklarni" wyglądała zapewne zupełnie ładnie, bo przedstawiała widok na poziomie dachu. Zapomniano, że to co stoi na dachu widziane z dołu wygląda zupełnie inaczej:
  Kamienica Dobra 31 jest świetnie widoczna z mostu dla jadących w stronę Tamki i wyróżnienie jej mozaiką Złotej Kaczki byłoby jakby zapowiedzią zbliżania się do słynnej fontanny przy Zamku Ostrogskich.
  Druga z powiślańskich legend opowiada o symbolu miasta - Syrence. Akcja jest dramatyczna, a jej zakończenie dość nieoczekiwane. No i jest dużo dłuższa, trudniejsza do interaktywnego opracowania. Razem z bajką warto będzie przedstawić historię powiślańskiego pomnika.

niedziela, 29 września 2013

Scratch-Lego-Logo w ochronie środowiska i ochronie danych


Powstaje strona Wkramostu.

Znajdą się na niej wszystkie elementy programu Wkramostu.

Możliwości Scratcha, Lego i Logo będą przedstawiane na bazie tych elementów w kolejnych e-książeczkach, z których pierwsza będzie miała tytuł: "Scratch-Lego-Logo w ochronie środowiska i ochronie danych", a druga: "Jak walczyć bez karabinu?".

środa, 18 września 2013

Aurora - niedźwiedzica polarna

Przyjmując, że wiwatowana 15 września w Londynie Aurora:
jest uwiecznioną przez świadectwo znanego biologa, George'a Craiga, właśnie tą matką niedźwiedzicą, która po przepłynięciu nie wiedzieć ilu kilometrów arktycznego morza z dwójką maluchów na grzbiecie, przez dwa dni nie mogła poruszyć żadnym mięśniem, zróbmy coś dla ocalenia Arktyki i polarnych niedźwiedzi:
  Greenpeace walczy z Shellem, ale na podstawowym pozimie może wystarczy nam gra z użyciem kostek lodu p.t. "Aurora płynie do brzegu".

sobota, 7 września 2013

Nareszcie!

   Języki programistyczne nie są już domeną informatyków, a narzędziem, które pozwala uczniom rozwijać myślenie kreatywne, doskonalić umiejętności analityczne, nadążać za postępem techniki i z owoców tego postępu świadomie korzystać. Programowanie stało się – obok języka ojczystego i jednego języka obcego – trzecim językiem, który każdy człowiek powinien znać choć na podstawowym poziomie, by rozumieć otaczający go świat i zachodzące w nim zmiany. Samsung Electronics Polska wraz z partnerami: Centrum Edukacji Obywatelskiej, Ośrodkiem Edukacji Informatycznej i Zastosowań Komputerów w Warszawie oraz Stowarzyszeniem "Rodzice w Edukacji", zainicjował projekt "Mistrzowie Kodowania" polegający na popularyzacji nauki programowania w polskich szkołach. Swoją pierwszą odsłonę akcja będzie miała już we wrześniu 2013 roku. Czytaj więcej ...

Dlaczego programowanie? 

   Lista korzyści jest długa. Umiejętność programowania pozwala lepiej zrozumieć i wykorzystać nowoczesne rozwiązania techniczne. Sprawia przez to, że uczeń nie jest biernym odbiorcą szeroko rozumianej technologii informacyjno-komunikacyjnej, ale potrafi ze zrozumieniem realizować z jej użyciem własne projekty i wykorzystywać dla własnych potrzeb. W nowoczesnym społeczeństwie brak podstawowego zrozumienia zasad działania komputerów jest odpowiednikiem analfabetyzmu i utrudnia odnalezienie się w dzisiejszych realiach. Programowanie sprzyja rozwojowi intelektualnemu i kreatywności dzieci, a także w dalszej perspektywie może ułatwić im znalezienie dobrej pracy, w różnych, niekoniecznie związanych z informatyką dziedzinach. Należy też dodać, że tworzenie oprogramowania jest jednym z filarów innowacyjnej gospodarki, przez co niesie korzyści nie tylko dla jednostek, ale całego społeczeństwa.

Programowanie w polskich szkołach podstawowych

   Przykłady z całego świata pokazują, że nauka podstaw programowania jest możliwa już od wczesnych etapów nauczania i to właśnie wówczas przynosi najlepsze efekty. Choć polska podstawa programowa dla zajęć komputerowych w szkole podstawowej przewiduje lekcje dotyczące rozwiązywania problemów i podejmowania decyzji z wykorzystaniem komputera, to dość rzadko sprowadzają się one do nauki programowania nawet w najprostszych językach.
   Z badania Głównego Urzędu Statystycznego w 2012 roku wynika, że komputery znajdują się w 94,6 % polskich gospodarstw domowych z dziećmi w wieku szkolnym, a 91,5% posiada także dostęp do Internetu. Natomiast umiejętność programowania deklaruje zaledwie 8,8% obywateli polskich i odsetek ten nie zmienia się w czasie (jeszcze w 2007 roku wynosił 8,7%). Co więcej, rankingi dotyczące kompetencji komputerowych stawiają Polskę na końcowych pozycjach, co jest niepokojące i sprawia, że edukacja informatyczna wymaga niezwłocznego działania.
   Wszystkie te przesłanki wskazują wyraźnie, że dla dokonania realnego postępu w systemie edukacji konieczne jest wsparcie rozwoju umiejętności dzieci, a nie tylko wyposażanie szkół w nowoczesny sprzęt IT. Taki właśnie cel stawiają przed sobą inicjatorzy projektu.

Zaczynamy od Scratcha

   Pierwszym językiem, którego dzieci będą się uczyć w ramach programu, jest Scratch. To jedno
z łatwiejszych narzędzi programistycznych, opracowane w Massachusetts Institute of Technology (MIT).
    Scratch to  intuicyjny język pozwalający dziecku w sposób wizualny tworzyć gry, pokazy multimedialne, historyjki i inne program. Jego niewątpliwą zaletą jest błyskawiczny efekt, jaki widzi uczeń tworząc swój program i go uruchamiając. Ma to niebagatelne znaczenie zwłaszcza przy nauce najmłodszych dzieci, które oczekują szybkich rezultatów swojej pracy. Ten sposób nauki pozwala też utrzymać ich uwagę i motywację do dalszego zgłębiania tajników programowania.
   W kolejnych, bardziej zaawansowanych edycjach projektu wprowadzone zostaną kolejne języki programowania, dostosowane do potrzeb i zainteresowań starszych uczestników, takie jak Python
i C++.

Uczestnicy i beneficjenci programu

   Na wstępnym etapie projekt kierowany jest do dzieci z klas 4 – 6 ze szkół  podstawowych. Jako, że projekt jest z założenia skierowany do szerokiej grupy odbiorców, zostaną do niego zaproszeni nauczyciele wszystkich przedmiotów i specjalności, nie tylko informatycy. Wszyscy otrzymają kompleksowe wsparcie, by w każdym semestrze samodzielnie poprowadzić serię 8 90-minutowych zajęć z programowania w ramach projektu. Przed rozpoczęciem każdej edycji nauczyciele odbędą specjalistyczne szkolenie z programowania w języku Scratch, które poprowadzą dydaktycy z zakresu informatyki.

Edycja pilotażowa

   Start edycji pilotażowej programu zaplanowany jest na drugą połowę września 2013 roku. Poza realizacją celów edukacyjnych, będzie ona również ukierunkowana na weryfikację efektywności przygotowanych materiałów oraz systemu wsparcia uczestników. W dalszej kolejności pozwoli ocenić poziom dopasowania kursu do potrzeb większego grona nauczycieli i uczniów, dzięki wskazówkom i informacjom zwrotnym od uczestników.
   Do udziału w pilotażu zaproszone zostaną w sumie 34 szkoły, po dwie z każdego województwa
i dodatkowo dwie placówki warszawskie. Głównym kryterium wyboru uczestników będzie dotychczasowa aktywność nauczycieli danej szkoły, przejawiająca się zaangażowaniem w projekty edukacyjne i wywiązywaniem się z zadań, których się podjęli. W drugiej kolejności pod uwagę zostanie wzięte otoczenie społeczne szkoły – pierwszeństwo będą miały placówki z regionów i środowisk o niższym kapitale społecznym, zamieszkałych przez osoby o niższym statusie ekonomicznym i zagrożone wykluczeniem.

Partnerzy programu:

          Centrum Edukacji Obywatelskiej
Fundacja Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO) jest niezależną instytucją edukacyjną. Powstała z myślą o poprawie jakości systemu oświaty, upowszechnianiu wiedzy obywatelskiej, promowaniu praktycznych umiejętności i postaw niezbędnych do budowania demokratycznego państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego.
  • Ośrodek Edukacji Informatycznej i Zastosowań Komputerów
Ośrodek Edukacji Informatycznej i Zastosowań Komputerów w Warszawie jest publiczną placówką doskonalenia nauczycieli prowadzoną przez Samorząd Województwa Mazowieckiego. Nadzór pedagogiczny sprawuje Mazowiecki Kurator Oświaty. Zadaniem Ośrodka jest doskonalenie i wspomaganie nauczycieli wszystkich typów szkół w zakresie kształcenia informatycznego i edukacyjnych zastosowań technologii informacyjnej.
  • Stowarzyszenie „Rodzice w Edukacji”
Stowarzyszenie „Rodzice w Edukacji" zostało założone przez zespół Liderów Rodzicielskich przygotowanych i przeszkolonych przez Warszawskie Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń w ramach programu „Rodzice we wspólnocie szkolnej - Warszawskie Forum Rodziców i Rad Rodziców". Celem Stowarzyszenia jest wspieranie nauczycieli
i uczniów w procesie nauczania i uczenia się, by wspólnie tworzyć szkołę potrafiącą sprostać wyzwaniom XXI wieku.
Projekt został objęty patronatami:
  • Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji – patron główny
  • Ministerstwo Edukacji Narodowej – patron główny
  • Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji – patron wspierający
Pokaż mniej

czwartek, 22 sierpnia 2013

Scratch w Barcelonie

Scratch Cat wkradł się do CitiLab:

















Inaugurując konferencję, osiągnięcia i niedociągnięcia Scratcha przedstawili jego twórcy - Michel Resnick i Karen Brennan:

















W największym audytorium CityLab słuchało ich ponad dwieście osób:

















Pisaliśmy pytania na karteczkach, ale można było też bezpośrednio spytać Mitcha o sensowność pisania klasycznego (papierowego w dobie Internetu) podręcznika Scratcha, na wzór książeczek o Logo - odpowiedź widać na zdjęciu:

















I porozmawiać z Karen o Scratchu dla pięciolatków:

















Najbardziej przypadł mi do gustu japoński World Museum - projekt prawdziwie konstrukcjonistyczny:























I to tym bardziej, że Japończycy pokazali jak się bawić Scratchem, wykorzystując jego interaktywność (w dźwiękach i obrazie):

















Bardzo młodzi Anglicy (w kontraście do mojej, "zaawansowanej" młodości) przedstawili swoje osiągnięcia w nauczaniu powszechnym Scratcha bez komputera:
Uniwersalność Scratcha pozwala używać go w ... resocjalizacji więźniów:

















Bardzo popularne jest łączenia Scratcha z klockami Lego:

















Dzisiejsza technologia pozwala używać go w Smartphonach:

















Ale nadzieją na jego rozwój są przede wszystkim zupełnie młodzi, tacy jak czternastolatek Jacob (zaśpiewaliśmy mu wszyscy Happy Birthday), który już od trzech lat prowadzi Scratch Club:

















Wiele pomysłów tylko sygnalizowano na posterach:






















Omawiano sukcesy ogólnoświatowego dnia Scratcha:

















Bardzo aktywne były grupy prezentujące zalety Scratcha w nauczaniu nieformalnym (pozaszkolnym):

















zgodnie z hasłem konferencji "Scratch connecting worlds":

Informatyka szkolna też nie była pomijana::

















Ale najistotniejsze były ogólnospołeczne pożytki z programowania w Scratchu:

















Przedstawiano dotychczasowe osiągnięcia:

















w tym polski kurs Scratcha dla dziesięciolatków realizowany na UMK w Toruniu:

















Brian Harvey, autor słynnego podręcznika (trzy tomy!) "Computer science Logo style" omawiał swoje rozszerzenie Scratcha do języka programowania dla studentów (wydziałów nieinformatycznych):
























Bardzo sympatyczne było zakończenie konferencji, kiedy ujawniono jej organizatorów:

















a o jej podsumowanie poproszono Michela Resnicka:

sobota, 17 sierpnia 2013

Scratch elementarny

1. Zacznijmy od rysowania kwadratu - żółw pokaże, jak to się robi.
2. Wykorzystując możliwość definiowania nowych bloków (szyldzików) możemy stworzyć cały zasobnik z figurami geometrycznymi.
3. Z figur można tworzyć obrazki, niektóre zdecydowanie nietypowe jak w programie Rybar, który wykorzystuje rekurencyjne możliwości Scratcha.

sobota, 10 sierpnia 2013

Scratch, Lego i dziecięca kreatywność

  Czy są to milowe kroki w edukacji dzieci, czy raczej sprężyste kroki Długiego Marszu, zapoczątkowanego kilkadziesiąt lat temu? - oceńcie sami. Nie można jednak ich nie odnotować.
  Japoński World Musem Project wystartował trzy lata temu, a jego najnowsze przedsięwzięcie - World Music Project, z czerwca tego roku - wspaniale wykorzystuje możliwości środowiska Scratch.
  Wielokrotnie omawiane na tym blogu klocki Lego, doczekały się w kraju ich narodzin, w Danii, pierwszej szkoły, gdzie będą ważniejsze od podręczników i tzw. "programów nauczania", bo powstająca w tym roku szkoła ma się odwoływać głównie do dziecięcej kreatywności.

środa, 26 czerwca 2013

Miejsca pamięci w Jabłonnej

Najsłynniejszym monumentem w Jabłonnej jest Łuk Triumfalny wystawiony Poniatowskiemu w połowie XIX wieku:
  Zupełnie natomiast nieznanym miejscem pamięci jest odległy o mniej niż 2 km od Łuku bunkier (betonowe umocnienie) wbudowany w wał wiślany (przedstawiam trzy jego ujęcia ukazujące się spacerującym wałem w miarę zbliżania się do tego obiektu):



















  Ten właśnie bunkier wraz z trzema podobnymi, tworzącymi razem jedną linię obrony prostopadłą do Wisły, stanowił kluczową pozycję Niemców - ostatnią ich linię obrony - w czasie natarcia kościuszkowców w dniu 28 października 1944 roku.
  Cenną inicjatywą Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej będzie zorganizowanie "jabłonowskich spacerów" od Łuku Triumfalnego do bunkrów, aby taką Szkołą Drogi wykazywać ciągłość polskiej tradycji wojskowej.  

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Polar bears and climat change


At least in comparison to their bear brethren, polar bears are renowned as accomplished swimmers. Their massive front paws, ideal for swatting seals, also make powerful paddles. Their elongated necks allow them to keep their heads above water. And their blubber adds buoyancy and warmth.

BLOG: Arctic Warming: ‘One Way Trip’

But they are designed for brief dips, not aquatic marathons. In an ideal world, a polar bear would enter the water to travel a short distance between ice floes, or to sneak up on an unsuspecting resting seal. Although they can swim longer distances, they generally do so at a cost. In the bookThe Last Polar Bear, journalist Charles Wohlforth quotes biologist Craig George, who recounted an incident when a polar bear mother and two cubs, having swum ashore near Barrow, Alaska, had no energy remaining to move another inch:
“So there she lay with her cubs for two days, barely moving a muscle. Hundreds of vehicles surrounded her day and night; the little family was quite the spectacle … Finally, after two days of comatose rest, she slowly got up and ambled up the coast with her cubs to spend the rest of the fall on the tundra.”
Empirical evidence of the toll of long range swimming on polar bears has been harder to come by, although a study published earlier this year detailed a polar bear mother that swam for 232 consecutive hours in search of pack ice, as a result of which she lost 22 percent of her body mass and her cub lost its life.

BLOG: Polar Bear Swims for Nine Days, Pays Heavy Price

As polar bears’ Arctic sea ice habitat shrinks, could such scenarios become more common? In 2006, two researchers concluded that an apparent increase in the number of polar bears found drowned could be attributed to bears being forced to swim ever-greater distances, and a new study adds support to the notion that less ice means more bears are spending more time in the water, to the particular detriment of their cubs.
The study, being presented today at the International Bear Association Conference in Ottawa, is, in the words of co-author Geoff York of WWF’s Arctic Program, “the first analysis to identify a significant multi-year trend of increased long-distance swimming by polar bears.” York and his three co-authors – Anthony Pagano, Kristin Simac and George Durner of the U.S. Geological Survey’s Alaska Science Center – analyzed data from 68 GPS collars fitted on adult female polar bears between 2004 and 2009 and overlaid it with satellite images of sea ice coverage. They found that, over the course of the study, 20 different bears swam distances longer than 50 km (31 miles) during 50 separate occasions. The shortest such journey was 53.7 km (33.3 miles), and the longest, lasting just shy of an almost unfathomable 13 days, was 687.1 km, or 426 miles.
Twelve of the 20 bears had yearling cubs with them at the time they were collared, 11 of which were recaptured or identified at a later date. Five of these 11 had lost their cubs by the time they were re-sighted; that’s a 45 percent mortality rate, compared to 18 percent among cubs of bears that did not make long-distance swims.

NEWS: Polar Bears Have Irish Lineage

In most cases, the bears that swam long distances did so from scattered, or unconsolidated sea ice toward either land or the main pack ice. This implies, the authors write, “that bears are becoming stranded while using unconsolidated sea ice and are forced to swim to reach more stable habitats.” Furthermore, they may be doing so more frequently: 25 of the 50 swimming events took place in 2009 alone. The authors caution that the number of GPS collars, and the quality and quantity of data each collar could generate, also increased over that time, but the proportion of collared bears that underwent lengthy swims showed “an increasing and significant linear trend” from 25 percent in 2003 to 62 percent in 2009.
Polar bears are being forced “to swim longer distances to find food and habitat,” says York. “Climate change is pulling the sea ice out from under polar bears’ feet.”



More about this game, and WWF problem with rescue missions:

Jackie

While we feel deeply for these animals, unfortunately, there is no practical way to rescue them. 

Simply finding them again following the original sighting would be nearly impossible as the arctic waters are very wide, the currents are strong, and adult bears can move quite quickly through the water. 

We must also take into account that polar bears have been documented swimming up to 320kms (about 200 miles). A polar bear in the water, even one far from land or ice, is not always a polar bear that needs saving. 

Some people have suggested that artificial platforms placed in the water could act as a home for the bears. 

In reality, however, one must recognise the vast scale of the Arctic and the area normally covered by ice. It would not be practical to replace that with artificial platforms.

Such platforms are also no substitute for the role of sea ice in food production. Sea ice is part of a vital arctic food web, sustaining plants and animals from single-celled creatures all the way up to seals. Without this food web, polar bears cannot survive. 

What we can do, right now, is to take actions that will help polar bear populations. The most important threat is climate change. The Arctic is feeling the effects of that change first and worst. 

The science is clear but some governments are not moving quickly enough to address it. They fail to see that the polar bears are the early victims of a global crisis that warrants immediate attention and bold action. Polar bears and people share the same planet—and the same fate. 

We can also take action to deal with some immediate threats to the bears, such as increasing industrialisation of the Arctic, and unsustainable levels of hunting. By making the right choices, we can save polar bears as a wild species, and save ourselves in the process.

czwartek, 13 czerwca 2013

Jak walczyć bez karabinu? - zestawienie ważnych wpisów

  Emocje czasem prowadzą w boczną uliczkę, ale nierzadko są dobrym tropem w naszej aktywności. Zapytanie: Jak walczyć bez karabinu?, jest tyleż emocjonalne, co racjonalne. W znanym od tysiącleci (na początku buddyjskim) podziałem ludzkiej egzystencji na losy wojowników, wytwórców i kapłanów każdy człowiek powinien poszukać esencjonalnego dookreślenia swojej osobowości. Rodzinne tradycje kierują moje egzystencjalno-esencjonalne wektory raczej do kapłanów niż wojowników. Wydarzenia historyczne mogą takie abstrakcyjne kategoryzacje pomieszać. Czy inżynier Sikorski projektujący około roku 1910 połączenie wodne dorzecza Wisły z dorzeczem Dniestru, a w roku 1920 dowodzący Bitwą nad Wkrą był wytwórcą, czy wojownikiem? A kim był starając się uświadomić Polakom i Europejczykom najbardziej prawdopodobny przebieg przyszłej wojny? Moje rozważania o wartości walki bez karabinu dawniej i dziś startowały od podobnych pytań.
  Ujawnienie faktów o skuteczności polskiego wywiadu w wojnie 1920 roku z Rosją przeniosło moją uwagę na łamaczy kodów - obecne perypetie Snowdena są zaczepione również (poprzez Enigmę i późniejszych łamaczy kodów z NSA) w tamtym historycznym epizodzie. Tworzenie sprawnego wywiadu jest obowiązkiem każdej siły zbrojnej i każdego państwa, ale ciekawe - mimo całej ich różnorodności - są predyspozycje ludzi angażujących się w taką działalność, które przedstawiłem na przykładzie wybitego matematyka, Stefana Mazurkiewicza.
  Niepodważalne pierwszeństwo w łamaniu szyfrów rosyjskich należy się Janowi Kowalewskiemu. To on, po indywidualnych sukcesach, zaczął organizować zespoły łamaczy kodów. Wysłany - zapewne przez Sikorskiego - do Japonii w celu szkolenia tamtejszych łamaczy kodów, zyskał międzynarodową renomę w tajnym świecie międzynarodowych szpiegów, co w późniejszym okresie umożliwiło mu prowadzenie politycznej gry na najważniejszych dla Polski scenach.
  Wśród ludzi walczących bez karabinu były również kobiety. Jako sanitariuszki w wojskowych służbach medyczny niosły pomoc swoim i wrogom w wojnie 1920 roku. W roku 1939 starały się przygotować do zadań medycznych, ale działania wojenne trwały zbyt krótko. Bardzo powikłane i dramatyczne losy sióstr medycznych w 1920, a potem zakonnych w 1939 roku odnajdziemy w dawnych i najnowszych wpisach o błogosławionej siostrze Alicji.
  Polskimi latami sławy i chwały był okres 1920-1932. Marian Rejewski złamał kod Enigmy w grudniu roku 1932, początkując w ten sposób nowa dziedzinę wiedzy - kryptologię matematyczną.
  Dobrze znaną Polakom formą walki bez karabinu z odwiecznymi okupantami Polski (Niemcami i Rosjanami) było tajne nauczanie. Mój tata, Antoni Prejbisz, zaangażował się w nie już na samym progu wojny.
  Irena Sendlerowa żyła dostatecznie długo (98 lat), aby zdołano o niej zapomnieć i jeszcze za jej życia ponownie odkryć jej istnienie. Ile podobnie pięknych postaci zostało trwale zapomnianych? Ratowanie innych od zawsze było, kto wie czy nie najważniejszą, formą walki bez karabinu.
  Powyżej zasygnalizowane losy cywilnych wojowników koncentrują się na pierwszej połowie XX wieku. Nie powinniśmy jednak zapominać o dokonaniach naszych przodków z XIX wieku. Z prawdziwie bezkrwawej i skutecznej wojny (pamiętacie serial "Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy"?) zasłynęli wówczas Wielkopolanie. Potrafili potem, już w XX wieku, przeprowadzić jedyne, udane polskie powstanie - Powstanie Wielkopolskie. Może zadecydował o tym XIX-wieczny optymizm i żywotność Wielkopolan, które cechowały również działającego w XIX wieku w Gostyniu i Tarnowie księdza Bernarda Preibisza.

niedziela, 9 czerwca 2013

Ocalenie Ireny Sendler

  W maju ukazało się tłumaczenie książki Jacka Mayera "Życie w słoiku: Ocalenie Ireny Sendler". Poniżej fragment rozmowy z jej autorem:
 "W listopadzie 2004 roku pojechałem do Kansas – jak sądzę, ostatniego miejsca na ziemi, które mogłoby stać się kolebką takiej sztuki jak „Życie w słoiku”. Uniontown to bardzo małe miasto, a szkoła średnia, w której wszystko się zaczęło, ma mniej więcej stu dwudziestu uczniów. Wśród nich nigdy nie było żadnego Żyda, nigdy nie było nawet żadnego katolika. Uczęszczają tam biali protestanci, którzy stanowią także większość populacji tej części Kansas, bardzo prawicowej i konserwatywnej.
Pojechałem więc do tej szkoły i poznałem Elisabeth, Megan i Jessicę, które przygotowały przedstawienie o Sendlerowej. Rozmawiałem z nimi, z ich rodzinami, kolegami i koleżankami ze szkoły. Ta historia po prostu chwyciła mnie za serce – wiedziałem, że muszę ją opisać. Było w tym coś pięknego – dwie czternastolatki i szesnastolatka, młode dziewczyny, jeszcze bardzo naiwne, a jednak niezwykle wrażliwe i silne, przygotowują niezwykły projekt dotyczący Holokaustu gdzieś pośrodku białej, protestanckiej, konserwatywnej Ameryki. I w ten sposób ratują kogoś, kto sam ratował, przed zapomnieniem. Od razu zabrałem się do pracy, starałem się dotrzeć do jak największej liczby źródeł, razem z żoną pojechaliśmy w 2005 roku z dziewczynami do Polski, gdzie pokazywały swoją sztukę.

I spotykały się z Ireną Sendler...

– Kiedy po raz pierwszy o niej usłyszały i postanowiły zająć się tym projektem – były przekonane, że ona od dawna nie żyje, że została pojmana i zamordowana przez gestapo. Próbowały nawet zlokalizować gdzie jest pochowana. I dopiero w marcu 2000 roku dowiedziały się, że Sendlerowa żyje i mieszka w Warszawie. Przez osiem lat spotykały się z nią i korespondowały. Były dla niej prawie jak wnuki. W trakcie tej znajomości, dowiadywały się coraz więcej i więcej o jej życiu. 23 września 1999 roku, kiedy ten projekt w Kansas się narodził – wówczas to Elizabeth znalazła małą wzmiankę o Sendlerowej w jednej z książek poświęconych bohaterom Holokaustu – zmarł na serce 49-letni syn Ireny Sendlerowej, Adam. To był dla niej ogromny cios, jej stan zdrowia bardzo się pogorszył, wpadła w depresję. Jej bliscy byli przekonani, że wkrótce umrze. Kilka miesięcy później dziewczyny nawiązały z nią kontakt. Sendlerowa jakby odżyła. A kiedy się po raz pierwszy spotkały – narodziła się pomiędzy nimi naprawdę niezwykła przyjaźń. "

Warto przeczytać całość tej rozmowy, a także warto się zastanowić, dlaczego takie dziewczęta nie znalazły się u nas, w Polsce? Dlaczego dopiero po nagłośnieniu historii Sendlerowej w USA pojawia się film o jej życiu: 
Dobrze, że długowieczność Ireny Sendler (żyła 98 lat) pozwoliła jej na udział w dokumentalnym filmie  W imię ich matek - Historia Ireny Sendler , który powinien powstać co najmniej dziesięć lat wcześniej.  Inscenizacja "Life In a Jar: The Irena Sendler Story" przygotowana przez trójkę dziewcząt w roku 1999 rozwinęła się w międzynarodowy projekt artystyczny (Life in a jar - The Irena Sendler project) - w chętnie grywane i rozbudowywane przez amatorskie grupy przedstawienie:
Spodziewam się, że całkowicie wykonalna będzie jego kolejna wersja - tym razem w Scratchu - podobnie opracowana jak mój szkic do bajki Or-ota  Kaczka na Tamce. 

czwartek, 30 maja 2013

Kolekcja1 programów dla dzieciaków

Uwaga: Scratch działa w oparciu o Adobe Flash Player. Ten nieduży, darmowy program (w wielu komputerach jest już wgrany w momencie zakupu) można pobrać ze strony http://get.adobe.com/pl/flashplayer/ , jeżeli klikanie na poniższe linki nie daje efektu.

Rysowanie:

Rysowanie dinozaura

Rysowanie konika

Rysowanie koteczka

Rysowanie kotka

Rysowanie orki

Rysowanie pieseczka

Rysowanie pieska

Rysowanie pterodaktyla copy

Rysowanie słonia

Rysowanie tyranosaurusa

Rysowanie nosorożca

Rysowanie wieloryba pp

Rysowanie wielorybka

Rysowanie żółwika

Bajka interaktywna:

Kaczka na Tamce



wtorek, 28 maja 2013

Do zobaczenia jeden klik

Są takie momenty w rozwoju technologii, gdy niemożliwe staje się możliwe! Wystarczy kliknąć na link, aby dojść do programu komputerowego w Scratchu:
Kaczka na Tamce 
Można obejrzeć jego działanie, a można też bezzwłocznie przystąpić do jego przerabiania - świat zyskał nowy , programistyczny wymiar! 

czwartek, 23 maja 2013

Krasnolud Bofur

Jeszcze bez szaleństw animacyjnych zapraszam do obejrzenia krótkiego wstępu do Hobbita:
1) Proszę skopiować napis (ten po dwukropku): Krasnolud Bofur .
2) Kliknąć na adres http://scratch.mit.edu/ .
3) Otworzyć Przeglądaj (lub Explore w wersji angielskiej).
4) Wkleić w okienko Szukaj (Search) skopiowany napis i nacisnąć Enter.
5) Na prawo od obrazka znajduje się zaznaczony kolorem link z tymi samymi słowami (Krasnolud Bofur). Należy na niego kliknąć i program zostanie wczytany w normalny display Scratcha.
5) Teraz należy przejść do trybu pełnego wyświetlania klikając niebieski prostokąt w lewej, górnej części ekranu.
6) Widząc cały ekran, wystarczy kliknąć zieloną flagę, by oglądać cudowne zdjęcia z Nowej Zelandii z komentarzami Bofura...
Uwaga wpisana parę dni później:
Testując możliwości Sratcha odkryłem, że internetowe łączenie się z programem "udostępnionym" jest zupełnie proste - wystaczy kliknąć poniższy link:
Krasnolud Bofur
a potem wykonać zalecenia z punktów 5 i 6.

środa, 22 maja 2013

wtorek, 14 maja 2013

5-10-15

  5-10-15 to tytuł dawnego programu w TVP dla dzieciaków i młodzieży. Starano się w nim podkreślać wciąż istniejącą zbieżność emocji wśród pięciolatków, dziesięciolatków i piętnastolatków. Intelektualnie pięciolatków i piętnastolatków dzieli przepaść, ale przecież piętnastolatkowie lubią poczuć się dziećmi, bo więź z rodzicami jest ich podstawową emocją i odniesieniem dla wszystkich dotychczasowych osiągnięć.
  Właśnie Scratch próbuje zagospodarować ten okres życia. W ciągu roku lub dwóch lat ma się pojawić "obrazkowa" wersja Scratcha, w której programowanie nie będzie wymagało znajomości liter i słów. Obecny Scratch 2.0 nadaje się na początkowe zetknięcie z mulitimediami dla 10-latków, jak też na dość zaawansowany język programowania dla 15-latków. Autorzy Scratcha 2.0 sytuują go jako  środowisko programistyczne w przedziale wiekowym 8-16 lat, gdyż "poważne" programowanie jest teraz też w nim możliwe. Używają go również studenci.
  Poniżej, podaję trzy przykłady, z mojego blogu, użycia Scratcha na tych wyróżnionych poziomach:
W oczekiwaniu na wersję dla pięciolatków można już wykorzystywać multimedialne możliwości Scratcha w edukacji przedszkolnej i domowej.
Konferencja klimatyczna na Stadionie Narodowym, w listopadzie 2003, jest znakomitą motywacją dla wszelkich działań chroniących nasz Glob, które z pomocą Scratcha mogą realizować już dziesięciolatkowie.
Do piętnastolatków adresowany jest program Lego-Scratchowy Zakolegować się.

niedziela, 12 maja 2013

Fotki z globwioski

Renewable energy doesn\'t continually use capital to generate its source, thus is much more effective
Kiedy Słońce będzie Bogiem? - jedynym dawcą energii?

Green leaf ,green your thought green your Environment
Wierzmy w liście - oczywiście

rural sustainability & silvopastoriles
Poczciwa krowa w zieleni się chowa.


Królu Nilu, krokodylu.

aldeia maracanã\r\nThe indigenous culture \r\nThe indigenous culture is present in the Brazilian
Ludzie, ludzie, świata cudzie.

Rio+ Niterói

  Powyższa zabawa, w podpisywanie wybranych zdjęć przysłanych na ubiegłoroczny Szczyt Ziemi w Rio, może być pierwszym zadaniem dla dzieci poznających programowanie w Scratchu.

Na diagnozę Hartmana - tylko Scratch

Jan Hartman rozpoczyna dyskusję o stanie szkolnictwa:
"Szkoła umarła. Nie da się zreformować, trzeba ją zamknąć"
Moją odpowiedzią jest Scratch, który łączy uczniów bez potrzeby przebywania w jednym pomieszczeniu. Adekwatną teorią nauczania w takim kontekście jest konstrukcjonizm.

Rys. Jacek Gawłowski
Pojęcia, z jakimi wypuszcza się naszą młodzież w świat, mają się tak do współczesnego stanu ducha jak siedemnastowieczne postscholastyczne gimnazja jezuickie do życia umysłowego w kręgach Galileusza i Kartezjusza. Tego się nie da zreformować. To trzeba po prostu zamknąć
Fot. Adam Golec / Agencja GazetaMówi się, że szkoły i uczelnie uczą nieważnych i niepraktycznych rzeczy, a w dodatku robią to źle. Z tego powodu absolwenci nie mogą znaleźć pracy lub znajdują pracę marną, bo pracodawca młodych nie szanuje. Wolałby zamiast lewych magistrów prawych majstrów. Inni mówią, że te tłumy magistrów mają mimo wszystko dużą przewagę nad niemagistrami, odbierając im wszelkie szanse.

Wszystko to są półprawdy. Relacje między jakością kształcenia i rynkiem pracy są bardzo złożone. I bynajmniej nie jest tak, że im lepiej wykształcona jest młodzież, tym większe są jej szanse na zatrudnienie. To działa wyłącznie indywidualnie, natomiast w skali społecznej, czyli statystycznie, zależność taka, jeśli w ogóle istnieje, to tylko w długim horyzoncie czasowym. Generalnie jak nie ma roboty, to nie ma, choćby wokół byli sami wielcy specjaliści. A jak robota jest, to pracodawca sam zadba, żeby ludzi jej nauczyć. Szkoły i uczelnie nie są winne bezrobociu.

Ich winą jest co innego - to, że są tym, czym są. Kiedyś będą musiały zniknąć, jak każdy anachronizm.

***

Szkolnictwo powszechne w obecnym kształcie jest dziewiętnastowiecznym przeżytkiem. Kulturowym i politycznym. Jeśli działa do dziś, to tylko mocą biurokratycznej inercji i obezwładniającej hipokryzji. Machina szkolna produkuje bowiem nie tylko zastępy nauczycieli, urzędników oraz, rzecz jasna, absolwentów szkół, lecz również narkotyzującą propagandę własnych sukcesów i ''chwałę resortową''.

Zupełnie jak ongiś w Prusach czy innej carskiej Rosji. Machina szkolna, kontrolująca programy, proces nauczania i weryfikacji wiedzy uczniów, nastawiona jest na dowodzenie, że wszystko jest pod kontrolą, a edukacja daje zadowalające wyniki.

Rojenia o efektach kształcenia mają tyle wspólnego z rzeczywistością co sen pijanego szaleńca. Przeciętny absolwent liceum nie wie ani połowy tego, co zakładają sobie ''programiści'' w odniesieniu do absolwenta szkoły podstawowej. Po pięciu latach studiów osiąga w zakresie wiedzy ogólnej standard być może odpowiadający ''profilowi absolwenta gimnazjum'', choć i w to wątpię.

Zresztą nie ma czego żałować, bo program naszych szkół to breja ulepiona z przypadkowych i mało pożywnych składników.

Czy młodzi są do kitu, czy ci, co ich kształtują?: ''Y-Meni czekają na szkołę''; ''Dziecko ma robić zadania i nie dyskutować''

Amerykańscy kontestatorzy powszechnego kształcenia w amatorskim dokumencie ''System edukacji''

***

No dobrze, ale czy to wszystko da się zmienić? Nie bardzo. Dawniej szkoły działały po prostu dlatego, że w dyscyplinarnym społeczeństwie można było biciem i innymi karami wymusić na dzieciach nauczenie się na pamięć sporej liczby tekstów i formułek. Ta sama karność pozwalała na łatwe manipulacje psychiką dziecka i wywoływanie egzaltacji - a to poetyckiej, a to patriotycznej.

Dziś to wszystko przepadło. Z nastaniem demokracji zniknął przymus, a wraz z nim ''efekty kształcenia'' i owa mityczna ''cudowność'' wierszy i nauczycieli, którzy je dzieciom czytali. Do tego doszedł internet, który w każdej sprawie uwiadomi obywatela szybciej, skuteczniej i znacznie kompetentniej niż szkoła. Tym samym zaś szkoła przestała być potrzebna, tak jak przestało być potrzebne przechowywanie informacji na tym dysku, co to go mamy pod czaszką.

Funkcja szkoły jest dziś prawie wyłącznie społeczna. Jej zadaniem jest organizowanie czasu młodzieży w postaci bardziej czy mniej infantylnych zabaw. Wiele z nich to zabawy w uczenie się do egzaminów (testów) i ich zdawanie. Wiadomo, że ostatecznie wszyscy zdadzą, bo nawet matura przykrojona jest do możliwości osób o inteligencji i zdolnościach daleko niższych od przeciętnych (skoro w założeniu ma ją zdać 80 proc. młodzieży). Do tego są jeszcze zabawy w teatrzyk, w wycieczki i inne ''wyjścia''. Jakość tych szkolnych igraszek zależy od poziomu nauczycieli i dzieci, a ten zwykle jest niski. Wszystko to razem nieźle ogłupia i glajszachtuje. Tak mniej więcej na miarę okolicznych bloków.

Kadr z filmu ''Galerianki''

***

Naiwne jest więc przekonanie, że dobry minister razem z dobrym dyrektorem i dobrym nauczycielem naprawią szkolnictwo. Wiem doskonale, że jest wielu dobrych nauczycieli i dobrych dyrektorów. Wiem też, że niewiele z tego wynika. Bo tak jak nie da się nic sensownego zrobić w epoce odrzutowców ze starym dyliżansem, tak i nie da się nic sensownego zrobić z dziećmi zapędzonymi do klasy na kilka godzin dziennie. Ta formuła już się wyczerpała. Musimy się z tego wycofać.

Mam nadzieję, że w ciągu tego stulecia obowiązkowe szkoły powszechne znikną. Szkoły staną się dobrowolne i zmienią się w instytucje samouczenia się pod kierunkiem nauczycieli pomagających dobierać odpowiednie środki i materiały tym, którzy uczyć się pragną i mają po temu jakieś predyspozycje (a z pewnością nie jest to większość ludzi). Teraz czeka nas jednak długi okres przejściowy. I tylko proszę bez złudzeń.

Upadek szkolnictwa jest zjawiskiem powszechnym i nieodwracalnym. Nigdy już przeciętny Europejczyk nie będzie wiedział kilkuset tych samych rzeczy co inny przeciętny Europejczyk. Nigdy nic już nie będzie oczywiste. Ktoś się dowie, że był niegdyś zły Hitler, a ktoś inny, że pole kwadratu zbudowanego na przeciwprostokątnej równe jest sumie pól kwadratów przyprostokątnych. Będą się cieszyć tymi odkryciami, lecz nigdy już nie będą się wstydzić, że czegoś nie wiedzą. Dawne ''szerokie horyzonty'' staną się staroświeckimi przesądami i dysfunkcjami w zakresie korzystania z zasobów sieci. Ale to jeszcze trochę. Tymczasem trzeba to jakoś ładnie dokończyć. Jak powinna wyglądać starość szkoły?

Naszym obowiązkiem jest dać szansę na naukę każdemu dziecku, które chce się uczyć i ma po temu zdolności. Wyrównywanie szans edukacyjnych to sprawa honoru. Bez tego nie ma sprawiedliwego społeczeństwa. Ale zmuszanie dzieci leniwych i niezdolnych (a w dodatku jeszcze źle wychowanych) do siedzenia latami w szkole to absurd i udręka dla wszystkich.

sobota, 11 maja 2013

Jak uratować 100 milionów

Z dyskusją w Sejmowej Komisji Finansów (wkleiłem cały artykuł z GW jej poświęcony, bo niestety linki do Gazety otwierają się fatalnie) zbiegła się wieść zaiste hiobowa - w globalnej atmosferze stężenie dwutlenku węgla po raz pierwszy w historii ludzkości przekroczyło 400 ppmv (przed początkiem epoki industrialnej było to 280 ppmv):
Zmiany koncentracji CO2
  U nas - pytanie: a czy konferencja powinna nam się opłacać?, u alterglobalistów - stwierdzenie: tak dalej być nie może. Zanim nasze przekaziory zaczną ubolewać nad niskim stanem edukacji ekologicznej i koniecznością przeznaczenia na nią sporych pieniędzy (wymogi unijne!) spróbujmy pomyśleć nad uratowaniem tych 100 milionów na konferencję. Przecież one mogą nam się zwrócić, a nawet zaprocentować, jeżeli konferencja zostanie odpowiednio nagłośniona w szkołach i całym społeczeństwie. Listopadowy termin konferencji świetnie wpasowuje się w tok roku szkolnego. Kibicowanie jej przebiegowi na Stadionie Narodowym może być ciekawsze, a w każdym razie bardziej pouczające, niż kibicowanie rozgrywkom Euro.
  Multimedialne środowisko Scratcha, w pełni dostępne już dla 8-latków, umożliwia uruchomienie akcji "Dzieci pytają" (o swoją i naszą przyszłość). Ostatni Szczyt Ziemi - Rio+20, przyniósł obfity plon w postaci osobistych przesłań jej mieszkańców. Wiele z nich powinno trafić do tych programów scratchowych.

ARTYKUŁ O SZCZYCIE KLIMATYCZNYM (GAZETA WYBORCZA - 11 V 2013)
  Sejmowa komisja finansów publicznych zgodziła się w piątek, aby przesunąć prawie 100 mln zł w planie finansowym Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na wydatki związane ze szczytem klimatycznym, który ma się odbyć w tym roku w Warszawie.
W przyjętej opinii komisja zwróciła uwagę "na konieczność szczególnie oszczędnego gospodarowania środkami przeznaczonymi na organizację konferencji klimatycznej w Polsce".

O zmianę w planie finansowym NFOŚiGW wystąpiło Ministerstwo Środowiska. Wiceminister w tym resorcie Beata Jaczewska powiedziała podczas posiedzenia komisji, że kwota prawie 100 mln zł na organizację szczytu nie została uwzględniona w planie finansowym Funduszu, bowiem powstał on, zanim podjęto decyzję o organizacji szczytu.

"Decyzja rządu o organizacji (...) tzw. szczytu klimatycznego w Warszawie w tym roku została podjęta jesienią ubiegłego roku, już po przygotowaniu planu finansowego Funduszu na rok bieżący" - wyjaśniła. Dodała, że rada nadzorcza Funduszu zgodziła się na zmianę w planie, także resort finansów nie wniósł zastrzeżeń.

Wiceminister finansów Hanna Majszczyk poinformowała, że zgoda MF nie oznacza akceptacji samych kwot. "My je traktujemy jako szacunkowe (...). Po to, aby dalej procedować nad konferencją, zmiany w planie muszą być dokonane. Ponieważ te wydatki będą przechodziły przez budżet państwa, muszą być wykreowane jak najoszczędniej. Rozumiemy, (...) że negocjacje muszą być tak kształtowane i umowy tak zawierane, by były one (koszty - PAP) najniższe, jak się da" - podkreśliła Majszczyk.

Beata Szydło z PiS pytała o korzyści, które Polska będzie mieć z organizacji imprezy. "Czy nie ma refleksji w rządzie, żeby jednak zastanowić się, czy nam jest koniecznie potrzebna organizacja tej imprezy akurat w tej chwili". Dodała, że jej klub jest przeciw zmianie w planie finansowym Funduszu. "Uważamy, że Polski nie stać w tej chwili na organizowanie takich imprez" - dodała. Zaznaczyła, że Stadion Narodowy (gdzie ma być konferencja) nie ma szczęścia do organizacji drogich imprez, w związku z tym może się okazać, że koszty te będą jeszcze wyższe.

Przewodniczący komisji Dariusz Rosati z PO pytał, czy rząd, podejmując decyzję o organizacji szczytu, miał świadomość skali kosztów z tym związanych, a Krystyna Skowrońska (PO) chciała wiedzieć, czy w związku z organizacją imprezy ministerstwa planują wzajemne uzgodnienia, które pozwoliłyby ograniczać wydatki na każdym etapie.

Jaczewska wyjaśniła, że wnioskowana kwota została podana na podstawie szacunku i rozpoznania rynku. "Tak naprawdę wydatkowanie ostateczne będzie wynikało z podjętych decyzji w oparciu o prawo zamówień publicznych, w oparciu o umowy podpisane z kontrahentami. Nie przewiduję możliwości niepilnowania gospodarności i oszczędności na każdej z tych pozycji" - mówiła.

Zapewniła komisję, że ma świadomość, iż oszacowana kwota nie jest mała, ale porównała ją z kosztami organizacji analogicznych konferencji w innych krajach. "Około 100 mln dolarów kosztowała organizacja konferencji klimatycznej w Meksyku i Republice Południowej Afryki, nie mamy informacji, ile kosztowała w ubiegłym roku w Katarze, ale przewiduję, że jeszcze więcej" - poinformowała. Dodała, że obecnie Francuzi planują wydać na szczyt, który ma się odbyć w 2015 r. ok. 150 mln euro, wobec oszacowanych przez Polskę ok. 25 mln euro.

Wiceminister zaznaczyła, że w Warszawie można się spodziewać ok. 10 tys. osób. Potrzebę organizacji konferencji w Warszawie tłumaczyła możliwością wpływu Polski na kształt globalnego porozumienia klimatycznego.

Jaczewska dodała, że rząd podejmując uchwałę o organizacji konferencji, przyjął, iż koszt będzie porównywalny, ale nie większy niż koszt podobnego szczytu, który odbył się w 2008 r. w Poznaniu. Wydano wtedy 70 mln zł. Jaczewska wyjaśniła, że na konferencję przyjeżdża coraz więcej delegatów, rosną także koszty tzw. sekretariatu konferencji i zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom oraz koszty związane z infrastrukturą. Wiceminister zapewniła, że przesunięcie wydatków w planie Funduszu nie spowoduje, że zabraknie pieniędzy na inne inwestycje. Według niej przesuwane kwoty i tak nie zostałyby wydane w tym roku.

Natomiast Majszczyk poinformowała, że poszczególne pozycje wydatków będą weryfikowane, tak aby je ograniczać. "Powołaliśmy specjalny zespół międzyresortowy. (...) Ta współpraca między resortem finansów i resortem środowiska jak najbardziej będzie, i będzie nadzorowana przez Kancelarię Premiera. W to zostaną włączone też inne resorty, np. MSW" - dodała. Zapewniła, że konieczność poniesienia poszczególnych wydatków będzie musiała być uzasadniona przez wnioskodawców.

Szczyt klimatyczny ONZ ma odbyć się w Warszawie na przełomie listopada i grudnia 2013 r. Konferencje klimatyczne ONZ (tzw. COP-y - Conference of the Parties) to doroczne globalne szczyty, podczas których negocjuje się zakres działań na rzecz polityki klimatycznej.