poniedziałek, 26 lutego 2018

Profesor Zielonka o liberałach

Za co wyborcy tak nie znoszą liberałów?

Wszystkie filary, na których opiera się liberalny porządek, są dziś pod ostrzałem: demokracja i wolny handel, migracja i społeczeństwo wielokulturowe, historyczne „prawdy” i poprawność polityczna.
Zbliżające się wybory parlamentarne we Włoszech wygra Ruch Pięciu Gwiazd pod wodzą Beppe Grillo. To polityk znacznie zabawniejszy od Donalda Trumpa, Viktora Orbána i Marie Le Pen – przynajmniej dla tych, którzy rozumieją język włoski. To w końcu zawodowy komik. Wymienieni politycy mają jedną wspólną cechę: są absolutnie zdecydowani, by podkopać liberalny porządek i klasę polityczną, która rządziła Europą i Ameryką od zakończenia zimniej wojny.

Liberałowie uprawiają miękki populizm

Po upadku muru berlińskiego liberalizm był jedyną melodią graną od Nowego Jorku po Tallin i Ateny. Koncert już się jednak skończył. Antyliberalni rebelianci dobrze sobie radzą przy urnach wyborczych nie tylko w postkomunistycznych demokracjach Europy Wschodniej i zadłużonych demokracjach Europy Południowej, lecz także w najbogatszych krajach europejskich, takich jak Austria, Finlandia, Niemcy i Holandia. Nawet gdy nie udaje im się wygrać wyborów, jak w przypadku Nigela Farage’a, to kształtują publiczną narrację i dominują w agendzie politycznej. Większość liberałów, którzy pozostali u władzy, przyjęła miękką wersję populizmu. Mark Rutte w Holandii i Sebastian Kurz w Austrii krytykowali migrantów, Emanuel Macron we Francji równał z ziemią tradycyjne partie, a Theresa May przypieczętowała brexit.

Czy liberalizm może przetrwać z tak wieloma nieliberalnymi ornamentami? Czy liberałowie powinni się cieszyć, bo miękcy populiści przeważają nad twardymi? Nawet w dobrze prosperujących i stabilnych Niemczech prawicowo-nacjonalistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD) weszła do Bundestagu z prawie setką miejsc.

Liberałowie oderwani od rzeczywistości

Wszystkie filary, na których opiera się liberalny porządek, są dziś pod ostrzałem: demokracja parlamentarna i wolny handel, migracja i społeczeństwo wielokulturowe, historyczne „prawdy” i poprawność polityczna, umiarkowane partie polityczne i media głównego nurtu, tolerancja kulturowa i religijna. Unia Europejska, flagowy okręt tego liberalnego projektu, jest brutalnie atakowana zwłaszcza za „dziurawe” granice, opresyjny system walutowy, kulturę kosmopolityczną i politykę przepełnioną biurokracją, a oderwaną od zwykłych obywateli.

Liberałowie nie mogą zrozumieć, dlaczego ich współobywatele mogli głosować za tak destrukcyjnym programem. Jak to możliwe, skoro istnieje tak ogromna liczba dowodów naukowych, wskazujących na korzyści wynikające z wolnego handlu, integracji, a nawet z migracji? Dlaczego politycy spod ciemnej gwiazdy zwyciężają światłych i doświadczonych?

Beppe Grillo wyjaśnił to ze swą wrodzoną elokwencją: „Nie jesteście w stanie zrozumieć ani narodzin, ani sukcesu mojego ruchu, ponieważ próbujecie tłumaczyć wszystko na swój własny język. Jesteście przez to po prostu odcięci od rzeczywistości”. Liberałowie i ich populistyczni rywale należą więc do zupełnie różnych światów.

Czas politycznych rebeliantów

W ostatnich dziesięcioleciach liberalizm wytworzył specyficzny wszechświat, z własnymi regułami i z własną racjonalnością. Jednocześnie stał się domeną władzy i upodmiotowionych. Nie jest to już ideologia uciśnionych przez system; to ideologia systemu – zarządzanego przez wielkie partie centrolewicowe i centroprawicowe. Liberalizm nie broni mniejszości przed większością; to mniejszości – profesjonalni politycy, dziennikarze, bankierzy i śmietanka towarzyska – mówią większości, co jest dla nich najlepsze. Oddając coraz więcej uprawnień instytucjom, na które większość nie ma wpływu – sądom konstytucyjnym, bankom centralnym i Komisji Europejskiej – liberałowie skutecznie pozbawili swój elektorat głosu w polityce. Prywatyzując i deregulując sektor gospodarczy, skutecznie uniemożliwiali wyborcom zmiany kierunku polityki gospodarczej.

Liberałowie rozpropagowali, a niektórzy powiedzieliby, że „narzucili” reszcie swój atomistyczny model społeczeństwa, sposób interpretowania historii, ulubione filmy, a nawet nawyki żywieniowe. Od 1989 roku liberalizm odgrywał rolę „biblii”, wyznaczającej, co jest dobre i złe w społeczeństwie, zamiast być po prostu podręcznikiem do zarabiania pieniędzy.
Liberalizm definiuje pojęcie tego, co sensowne i właściwe. Jak wszystkie potężne ideologie liberalizm definiuje też pojęcie normalności. Doszło więc do tego, że polityczni rebelianci nie sprzeciwiają się już konkretnym liberalnym posunięciom, ale całej liberalnej logice. Próbują zaprowadzić nową normalność. Próbują odrzucić liberalne prawdy. Próbują przetransportować Europę i Amerykę do innego wszechświata.

Liberaliści przekształcili akwarium w zupę rybną

Ciężko znaleźć wśród rebeliantów jakiegokolwiek charyzmatycznego przywódcę czy atrakcyjny program polityczny. Wygrywają, bo liberalny establishment prezentuje się ekstremalnie słabo. Liberałowie zamiast spojrzeć na siebie, wolą wytykać resztę palcami. Spędzają więcej czasu, wyjaśniając wzrost populizmu niż upadek liberalizmu. Nie chcą spojrzeć w lustro i zauważyć własnych niedociągnięć, które doprowadziły do​​ wzmocnienia populistów na Zachodzie. To nie populiści byli u władzy, kiedy załamały się rynki finansowe. To nie populiści najeżdżali na inne kraje na podstawie wyprodukowanych dowodów, zostawiając je następnie, by gniły w rękach lokalnych watażków. To liberałowie, a nie populiści, tolerowali uchylanie się od podatków i rosnące nierówności, prześladowali demaskatorów obnażających niewygodne prawdy, a nawet torturowali więźniów.

Wszystko to stało w sprzeczności z wartościami liberalnymi. W ten sposób z pięknego liberalnego akwarium zrobili zupę rybną. Nic dziwnego, że wyborcy szukają alternatyw.

Jak liberałowie mogą odzyskać wiarygodność?

Aby się odbić, liberałowie musieliby przemyśleć swoją wizję demokracji, kapitalizmu, integracji europejskiej. Głoszenie abstrakcyjnych liberalnych haseł i rąbanie antyliberalnych przeciwników nie przyniosą efektu. Nowa wizja społeczeństwa opartego na otwartości powinna uwzględniać różnorodność, heterogeniczność i hybrydyczność Europy ukształtowanej przez globalizację i cyfryzację.

Liberałowie powinni zrobić to, czego populiści nie są w stanie: przedstawić wizję realistycznych – przenikających krajowe prawa i granice – rządów nad współczesną, poprzeplataną wieloma sieciami Europą. Chodzi o coś więcej niż o próbę wskrzeszenia ideałów Karla Poppera i Johna Maynarda Keynesa. Aby się odbić, liberałowie muszą wymienić także swoich przywódców, ponieważ ci, którzy złamali, a nawet zdradzili liberalny projekt, nie zasługują na odnowienie zaufania.

Co najważniejsze, liberałowie powinni przyznać się do błędów. Zamiast obwiniać wyborców za wspieranie populistycznych powstańców, powinni spróbować odzyskać wiarygodność.

Jan Zielonka jest Profesorem Studiów Europejskich na Oksfordzie i autorem książki „Kontrrewolucja. Liberalna Europa w odwrocie” (Oxford University Press 2018), która ukaże się w Polsce na początku kwietnia nakładem Wydawnictwa PWN.

niedziela, 25 lutego 2018

Bergman story

View image on Twitter

czwartek, 22 lutego 2018

Edukacyjna instrukcja

Niestety, od ponad dwudziestu lat przyjeżdżają do nas grupy młodzieży z Izraela, a celem dla ich "edukatorów" nie jest poznanie lubianego przez Żydów Polinu, ale swoiste zajęcia "poligonowe" mające ich utwardzić w przewidywaniu spodziewanych konfliktów z Arabami:
http://www.yadvashem.org/download/education/conf/Feldman1B.pdf
Rezultatem takich edukacyjnych zabiegów, raczej niezamierzonym, jest kompletne wypaczanie przebiegu II wojny światowej i losu Polaków. Nieszczęściem jest skala tej swoistej edukacji, bo przez dwadzieścia lat objęła już 200-300 tys. młodych ludzi.

Poseł Mularczyk (ten od reparacji) w dniu 26.02:
Widać, że historię po II wojnie światowej już napisano. Napisano ją w Stanach Zjednoczonych, w Izraelu, w Niemczech i my dzisiaj burzymy pewien ład, który został już „zaklepany”. Musimy się dokładnie przyjrzeć, gdzie Polska popełniła błąd i jakie działania podjąć, by odwrócić ten trend, który jest na świecie - poczynając od tego, co mówią przewodnicy żydowskim wycieczkom w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Tam też jest element fałszowania historii

Z Internetu:
DNA 176.105.133.*

Ci co znali Niemców zostali zabici, a ci co znali Polaków, ocaleli i dlatego takie rzeczy gadają. A ci zabici przez Niemców nic nie mówią... Zostali tylko źli Polacy i jacyś naziści...
Magda Ogórek
Nadrobiłam wywiad z p. Bergmanem.(Wczoraj ). Dowiedzieliśmy się, że TVN umówił się na rozmowę zbyt wcześnie, życiorys mamy jeszcze się pisze. Jak p. Bergman go otrzyma, to nam przeczyta.

Waldemar Kuczyński
Ocena rozmowy z R.Bergmanem nie ma znaczenia dla tego co wydarzyło się parę dni wcześniej na konferencji z premierem Morawieckim. Dla mnie ten dziennikarz zabrzmiał niewiarygodnie. Mam prawo, choć wiadomo jaki jest mój pogląd na sprawę, wątpić w opowieść o jego mamie.



Jonny Daniels,
 szef fundacji „From The Depths” opowiedział historię z wizyty w Muzeum Powstania Warszawskiego wraz z Kongresmenami USA.

Zapytano mnie: „Jonny, dlaczego nie ma tutaj zdjęć Żydów”? Odpowiedziałem, że to nie jest muzeum Powstania w Getcie Warszawskim, ale Muzeum Powstania Warszawskiego. Oni mówili, że było tylko powstanie w getcie. To są członkowie Kongresu USA i nie wiedzieli, że były dwa powstania w Warszawie
— opowiedział, zaznaczając jednocześnie, że „nie możemy na siłę karmić się naszą historią”.

Gość „Rozmów niedokończonych” podkreślił jednak, że patrząc na pojedyncze osoby” można stwierdzić, że „zaczynamy budować porozumienie”.

Teraz w Polsce przebywa jeden z bardziej znanych żydowskich dziennikarzy, który mówił mi, że będąc w Auschwitz, widział grupy polskich i żydowskich uczniów, którzy nie mieli ze sobą żadnego kontaktu. Tak można zmieniać naszą przyszłość i musi pojawiać się dialog
— powiedział.

Łatwo prowadzić dialog pośród elit warszawskich. (…) Ale rozmowy z prawdziwymi ludźmi budują lepszą przyszłość, nie tylko dla Polaków czy Żydów, ale po prostu dla nas wszystkich, dla ludzi— zaznaczył.

Daniels zwrócił uwagę na wycieczki młodych Izraelczyków, którzy odwiedzają w Polsce miejsca związane z historią.
Celem tych wycieczek jest poznanie historii związanej z Holokaustem. Jeśli chcemy, by odwiedzili inne miejsca, musimy je dla nich stworzyć. Muzeum Ulmów jest świetnym przykładem, ale problemem jest jego daleka odległość. Ale są też inne miejsca, jak np. warszawskie Zoo, gdzie rodzina Żabińskich ocaliła ponad 300 Żydów
— stwierdził.

Ci uczniowie przez cały tydzień jeżdżą ze spuszczoną głową, odwiedzając takie miejsca jak Majdanek, Treblinka i Sobibór i Majdanek. To bardzo ciężkie doświadczenie. Ale widzę też, jak zmieniają się, gdy odwiedzają takie miejsca jak warszawskie zoo. I nagle do tych uczniów wraca życie i pojawia się wielkie uznanie, już nie bohaterów, ale superbohaterów
— dodał.

środa, 21 lutego 2018

Byłem na Placu Krasińskich...

aby uczestniczyć w naprawdę ważnym wydarzeniu:
https://www.youtube.com/watch?time_continue=1&v=Kd9bHGf80GQ
a parę dni później zestawić swoje dawne i nowe materiały w długim poście Wisła wielu powstań:
http://wkramost.blogspot.com/2017/07/wisa-wielu-powstan.html

wtorek, 20 lutego 2018

Wojna o pamięć

niedziela, 7 kwietnia 2013

Wygrajmy wojnę o pamięć

Co oznacza wojna o pamięć?
Po pierwsze, oznacza ustalenie bezdyskusyjnych faktów o II wojnie światowej:
1) Niemcy chcieli się bić. I podbijać sąsiadów, a inkorporować do III Rzeszy przede wszystkim kraje słowiańskie, wyludnione dzięki planowanej eksterminacji połowy mieszkańców. W planach było przesiedlenie europejskich Żydów na Madagaskar (zupełnie nierealne), potem "gdzieś" na Wschód, ale wobec trudności z pokonaniem ZSRR, z niemiecką metodycznością zrealizowano rozwiązanie ostateczne - eksterminację całej ludności żydowskiej zamieszkującej kraje podbite przez Wermacht.
Pomyślmy: 10 milionów (licząc cały okres wojny) mężczyzn z euforią wystawia się na ryzyko śmierci, zamiast zarabiać i konsumować, czyli być takimi jak dzisiejsi Europejczycy. A wszystko w imię Tysiącletniej Rzeszy, przyszłego raju dla niemieckiej rasy.
Dlatego wszystkie państwa słowiańskie poczuły się śmiertelnie zagrożone, a ich obywatele zdolni do noszenia broni, poczynając od żołnierzy Września, wiedzieli, że tylko i jedynie eliminując połowę z tych 10 milionów ogarniętych szałem wojowników można będzie wyrwać się z ich śmiertelnego uścisku.

2) Niemieckie porządki zaprowadzane od 1 września 1939 roku na terenach okupowanych na Wschodzie były szczytowym okrucieństwem w dziejach ludzkości. Przykładem Piaśnica - pierwsze w tej wojnie ludobójstwo, poprzedzające obozy koncentracyjne. Pamięć o II wojnie w Polsce, to przede wszystkim historia cierpień ludności cywilnej. Ochrona i wyżywienie najbliższych pochłaniały 90% czasu i energii każdego mieszkańca okupowanej Polski. Tylko nieliczni mieli przedwojenne zasoby, lub bieżące dochody pozwalające na zakup żywności na czarnym rynku, reszta pozostawała chronicznie niedożywiona, a przez to nieodporna na choroby. W gettach było znacznie gorzej - ludzie masowo umierali z głodu.

3) Wszystko co wykraczało poza codzienną walkę o przetrwanie - dla milionów obywateli dawnej Polski przegraną, bo zakończoną ich śmiercią - należy określić jako bohaterstwo. Partyzantka nie mająca szans na współdziałanie z polskimi siłami zbrojnym, rozrzuconymi po całej Europie, a nawet Afryce, była mało skuteczna (w porównaniu np. z partyzantką rosyjską na Białorusi), ale była niezbędna dla podtrzymania ducha gnębionych ludzi. Mianem wielkiej wojny o edukację i kulturę, czyli przyszłość narodu, można określić tajne nauczanie i podziemną działalność wydawniczą.

  Poprzestaję dziś na tych trzech zasadniczych ustaleniach zarysowujących kierunki ofensywy w wojnie o pamięć. Ofensywa składa się z wielu bitew o pamięć, takich jak moje wpisy o Rokossowskim (ktoś musiał wojnę wygrać, nie wystarczało czekać na jej koniec), Piaśnicy i tajnym nauczaniu. Liczę, że w oparciu o tradycje rodzinne ktoś opisze wojnę wrześniową, a wielkim sukcesem ofensywy Stowarzyszenia Spadkobierców byłoby powstanie opracowania o losach Polaków i Żydów na Zamojszczyźnie i Wołyniu (na spotkaniu na UW Szewach Weiss mówił o wynikach niedawnych ekshumacji na Wołyniu - prawie w każdej z wymordowanych polskich wsi zginęła również ukrywająca się rodzina żydowska!). Chciałbym również dotrzymać złożonej na tym blogu obietnicy, że Stowarzyszenie będzie upowszechniać książeczkę "Totentanz in Polen" Stanisława Grochowiaka - dla jej walorów artystycznych i dokumentalnych.

sobota, 1 października 2011

Totentanz in Polen

Wszelkie próby przedstawienia, czym był "polski wrzesień" w jednym poście, są całkowicie bezsensowne. Mogę się jedynie zobowiązać, wraz ze StowarzyszeniemSpadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej (rozmawiałem już z kilkoma członkami naszego stowarzyszenia) do upowszechniania poruszającej książki Stanisława Grochowiaka "Totentanz in Polen". W precyzyjnie skomponowanej i artystycznie kompletnej całości umieścił Grochowiak czternaście specjalnie napisanych przez siebie wierszy, komentujących szkicowane węglem obrazki sporządzone w czasie kampanii wrześniowej przez Wilhelma Petersena, prawdopodobnie niemieckiego korespondenta wojennego. Do obrazków, w oryginalnym niemieckim wydaniu z 1940 roku dodany jest tekst, będący rodzajem na gorąco pisanego pamiętnika - całość nosiła złowrogi tytuł "Totentanz in Polen". Poniżej zamieszczam pierwszy i ostatni wiersz napisany przez Grochowiaka (jest głosem "alter ego" Petersena, czy nawet wszystkich Niemców), a pomiędzy nimi dwa fragmenty tekstu Petersena (układ graficzny tekstu taki, jak w oryginale).

I
"Polnische Wirtschaft" - polskie gospodarstwo
Tak ono z wieku na wiek się piętrzyło
Zwiędłym żelastwem Pokruszoną kością
Strzępem chorągwi na przydrożnym krzyżu
A w kraj ten wchodzić - to wchodzić w niechlujstwo
Grobów na polach Przestrzelonych pługów
Tutaj z lenistwa pasterz sam nastawia
Owczarnię swoją na rzeź kulomiotu

O wy Słowianie Wy leniwi chłopi
Którzy swe kwoki sadowicie w hełmach
Dzieci niańczycie w kołysankach trumienek
A ciała zmarłych rozrzucacie w polu

Petersen:
(W polskim miasteczku - Wieruszów?)...

Ze smrodliwych nor, ciemnych jak noc, wypełzają Żydzi. Babsztyl o nozdrzach węszących jak u szczura, o podstępnych oczach bada położenie.
Robactwo wyłazi ze szczelin i dziur.
Odziani w kaftany i małe czarne mycki, pod którymi kryją się skołtunione pejsy, stoją jak niewinne baranki, podstępni mordercy, przy rozwalonej bramie zniszczonego cmentarza.
Odprowadza ich żandarmeria polowa. (...)
-----------------------------------------------------

List do C.
Drogi C.!
Czym jest ta wojna? Mordem i pożogą. Nie z naszego powodu. Jeszcze zanim przyszliśmy, Polacy zachowywali się tu w sposób budzący zgrozę.
Urządzali rzezie mordując tutejszych Niemców, męczyli ich i bestialsko kaleczyli.

Palili zagrody, aby powstrzymać wkroczenie naszych wojsk. Plądrowali domy. Skazywali na wygnanie własnych ziomków. Podburzani i okłamywani, uciekali oni setki kilometrów na swoich żałosnych rozklekotanych wozach.
Ale opisać można zaledwie cząstkę tych okropności. Coraz to nowe haniebne czyny wychodzą na jaw. Niesamowicie silne są nasze przeżycia podczas tych kilku dni zaledwie spędzonych w tym kraju, który poznałem dwadzieścia lat temu, podczas służby w korpusie ochotniczym. Wtedy mieliśmy do czynienia z powstańcami ---

Tymczasem wielu zdążyliśmy już zapomnieć. W ostatnich latach myśleliśmy przecież: Polska jest takim krajem, takim państwem jak wiele innych. Wówczas padł obok mnie kolega - strzał z ukrycia! - teraz zarzynają żołnierzy z oddziału zaopatrzenia. Na zapleczu, na postoju, w każdym ciemnym kącie czai się śmierć, czai się podstępny morderca....(...)

XIV
"Polnische Wirtschaft" Jeszcze grób nie zasechł
A już nas korci by zajrzeć mu w trzewia
Wywlec ten nieład rozprzęgniętych kości
Owijacz Polskę Kapustę i Sztandar

Bić go po żebrach Po Chopinach Orłach
Jak len go czesać z wilgotnych pacierzy
Z grobu polskiego wyczesać koszulę
Dla drżącej z chłodu naszej nagiej hańby

I pójdzie hańba w koszulinie lnianej
Siądzie za płotem - zagra na badylu
A po nas tylko garść próchna zostanie
Po tylu latach i po latach tylu...

Tegoroczny cykl "42 dni repetycji dla pokoju" zamykam przesłaniem do wszystkich obecnych i przyszłych sympatyków Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej:

Edukujmy dla pokoju przez wyobrażenie lepszego świata (Lennon: Imagine ), podtrzymując współczującą pamięć tragicznego XX wieku (Grupa Jachont : Cziornyj woron), i starając się z całą empatią oswoić ten dzisiejszy, bardzo dziwny świat (Niemen: Dziwny jest ten świat).




piątek, 16 lutego 2018

Zawód reporter

W końcówce (jednak niepowtarzalnych lat siedemdziesiątych) wyświetlano u nas film genialnego Antonioniego Zawód reporter. Ostatnie minuty filmu, uchwycone z jednego punktu, są szczytem kunsztu reżyserskiego, bo wszystko wyświetla się wówczas w naszych głowach. Tematem filmu jest otwarte dokumentowanie rzeczywistości, dostępne dzięki np. współczesnym smartfonom wszystkim żyjącym dziś osobnikom, a przecież właśnie takie podejście jest jedyną drogą do prawdy. Patrzeć i widzieć - to jest właśnie to ewangeliczne przesłanie "Niech mowa wasza będzie: Tak, tak; nie nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi." Ślepcom zostawmy manowce...
Znaleziony obraz
Poniżej link do filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=0tsNE53HEMg

czwartek, 15 lutego 2018

Naród zawiódł, trzeba go zmienić

Biedne Miastko – naród zawiódł, trzeba go zmienić


Teksty prof. Radosława Markowskiego powinny nastrajać optymizmem – wynika z nich bowiem nieodmiennie, że podczas wyborów w 2015 roku nic szczególnego się nie stało, a poparcie dla PiS liczone w sposób bezwzględny wcale nie rośnie. Znaczy to, że po chwilowej zawierusze znowu będzie dobrze.

Tym razem okazją do wypowiedzi prof. Markowskiego stał się szeroko dyskutowany raport Macieja Gduli et al. „Dobra zmiana w Miastku” (teraz dodatkowo mamy książkę Gduli zatytułowaną „Nowy autorytaryzm”, poszerzającą wywód oparty na badaniach w Miastku i nad klasami społecznymi w Polsce). Radosław Markowski pisze w „Wyborczej”, jak jest i dlaczego badania z Miastka niewiele wnoszą do zrozumienia politycznej rzeczywistości.
Wywód kończy refleksja nad kondycją pani Alicji, jednej z badanych z Miastka. Uosabia najciemniejsze siły elektoratu (w tym przypadku pisowskiego): myśli irracjonalnie, spiskowo, nie potrafi analizować faktów i łączyć przyczyn ze skutkami. Taka to obywatelka, karmiona propagandą, ma takie samo prawo do uczestniczenia w demokracji co racjonalny prof. Markowski lub niemniej racjonalny, ewentualnie mniej metodologicznie staranny dr hab. Maciej Gdula. Co robić z Alicjami tego świata? Póki się da – resocjalizować, a gdy już na to zbyt późno – minimalizować koszty podejmowanych przez nie decyzji.
Hm, kusząca propozycja – na jej realizację racjonalni liberałowie mieli ćwierć wieku, nigdy w historii Polski nie było tak wiele czasu w jednym kawałku, by poddać naród procesowi wielkiej, liberalnie pozytywnej resocjalizacji. Dziś, biorąc pod uwagę, że to politycy wybrani głosami Alicji sprawują władzę (o czym jakby autor tekstu w „Wyborczej” zapominał), bardziej prawdopodobny wydaje się proces reedukacji liberalnych mędrców. Wszak rewolucja kulturalna w toku.
Niestety, rewolucji tej nie pomagają zrozumieć teksty Radosława Markowskiego, więcej już wnosi Jan Zielonka, także zdeklarowany liberał w najnowszej swej książce „Counter-rewolution. Liberal Europe in reatreat”. Niewielkie dziełko napisane w formie listów do mistrza lat młodości, Ralfa Dahrendorfa. Zielonka nie ma wątpliwości, że antyliberalna fala nie jest wynikiem błędów wyborczych oraz nie żywi złudzeń, że szybko wygaśnie. I choć oczywiście dostrzega, że antyliberalne polityki oparte są na mobilizowaniu irracjonalnych energii i posługują się zużytymi, choć skutecznymi narracjami tożsamościowymi, to jednak za skuteczność ich oddziaływania na elektorat nie należy winić tegoż elektoratu. Kogo więc? Ano liberałów właśnie.
Jan Zielonka nie pisze „byliśmy głupi”, tylko pokazuje na konkretnych przykładach, że liberałowie zdradzili po prostu wartości kluczowe dla liberalnego projektu. O ile jeszcze w 1989 roku liberalizm oznaczał emancypację spod kurateli arbitralnego, despotycznego często państwa i dlatego spotkał się uznaniem w krajach postkomunistycznych, o tyle w ciągu kolejnych dekad stał się ideologią uzasadniającą system władzy opartej na rządach ciał niedemokratycznych: agencji regulacyjnych, bankach centralnych, sądach, kolegiach eksperckich etc. Taka ewolucja systemu reprezentacyjnego była nieunikniona przy rosnącej złożoności współczesnych społeczeństw. Problem w tym, że zamiast dbać o społeczną legitymizację tej ewolucji, uznawano ją za samooczywisty wyraz liberalnej racjonalności.
W efekcie doszło do moralnej delegitymizacji systemu społeczno-politycznego, której wyrazem były „kontrolne” referenda w sprawie konstytucji Unii Europejskiej we We Francji i Holandii w 2005 roku, kiedy głos społeczeństwa, które zagłosowało „nieodpowiedzialnie”, został zlekceważony. To niejedyne przykłady systemu skonstruowanego przez liberalne elity, który zaczął tracić w oczach rosnącej liczby ludzi moralną legitymację i zaczął być oceniany jako niesprawiedliwy. Również w Polsce, niezależnie od makroekonomicznych statystyk.
Jan Zielonka pokazuje złożone mechanizmy, jakie kryją się za ową erozją gmachu liberalnej racjonalności. I nie ma wątpliwości, że trzeba szykować się na dłuższy czas rządów antyliberalnej kontrrewolucji. Czas ten należy wykorzystać na odnowienie liberalnego projektu w duchu demokratycznym, a nie wyniośle eksperckim. Tyle tylko, że odnowę tę trzeba odnieść do strukturalnych przemian współczesnego społeczeństwa, których główną osią był dotychczas neoliberalizm. Mimo fiaska tej ideologii gospodarczej ciągle ma się ona dobrze jako praktyka.
Jeśli  Jan Zielonka się nie myli, a nie jest on samotny w ocenach, jakie przedstawił w swej książce, to wówczas bardziej niepokojący od irracjonalności pani Alicji z Miastka jest chłodny racjonalizm Radosława Markowskiego z Miasta. Oparta na nim analiza rzeczywistości potwierdza tezę profesora z Oksfordu – liberałowie szybko do władzy nie wrócą. Nawet jeśli mają obiektywną, w sposób metodologicznie poprawny dowiedzioną rację.

środa, 14 lutego 2018

Sztuka reportażu i szkoła reportażu

Zrozumienie pojęciowej relacji pomiędzy sztuką i szkołą najlepiej zilustrować przykładem:
Kroniki Powstania Warszawskiego stały się okularami przez które oglądamy dzisiaj Powstanie Warszawskie, a ich pokolorowane i zmontowane fragmenty w postaci pierwszego w historii kinematografii fabularyzowanego dokumentu, o tytule Powstanie Warszawskie, jest niewątpliwie prawdziwą sztuką.

Szkołą reportażu może być początkowo krótka wycieczka po ulicach Tamka, Dobra i Leszczyńska:
http://wkramost.blogspot.com/2018/02/wizja-lokalna.html
a następnie rozszerzenie reportażu do tematu Wisła wielu powstań:
https://docs.google.com/document/d/1jOwsMwyxo12il3cywjlx32j78Hgs-kJzGiOunf4cLLw/edit?usp=sharing
gdzie własne zdjęcia można połączyć z historycznymi obrazkami z Internetu.

Wielki potencjał reporterski do rozwinięcia pod wieloma kątami wiąże się z Piaśnicą i Wejherowem, co próbowałem rozpocząć moim opracowaniem Ecce Patria:
https://indd.adobe.com/view/a661f285-a0db-49a5-9b95-28de68d351e5

Ważne wydarzenia warto dokumentować i zestawiać w jakąś formę reportażu:
http://wkramost.blogspot.com/2018/02/lager-in-konstantinow.html

Nie mam własnych zdjęć z Rydzyny i Leszna (jeszcze tam nie byłem), ale mam pomysły co i dlaczego przedstawiać z tego Pomnika Historii Polski:
http://wkramost.blogspot.com/2017/11/rydzyna-leszno.html
Inspiracje do reportaży należy czerpać ze wszelkich źródeł:
http://wkramost.blogspot.com/2018/01/haiku-leszczynskie.html
Przeczytajcie wiersz Grochowiak i pomyślcie jaki reportaż powinien jemu towarzyszyć:

Nowela (II)
Kiosk jest w kolorze miodu. Widać to zwłaszcza w upał.
Bierzesz kufel jak krater, dymiący osami.
Wokół tylko mężczyźni. Pot ich pachnie bitwą.
Z dalekiego kościoła dzwon roznosi Boga.
Tu, po latach, znów, stoję
Przybity do ziemi
Ciepłym piwem, zapachem
Uliczek dzieciństwa.
I rzeźnią -- z pruskich cegieł
Wzniesioną świątynią,
Gdzie kiedyś
Bzu gałązkę
Przez mur przerzuciłem.

A teraz jakże miłe są mi te fartuchy,
Ten syty spokój rzeźni obok budki z piwem,
Chłop, który pianę zdmuchuje tak lekko
Jak chłopiec zamyślony
Nad chmurką dmuchawca.

A teraz jakże słodko skarżą się cielęta,
Z jakim namaszczeniem ucisza je krowa,
Ileż dobroci niesie w twarzy rzeźnik,
Co właśnie
Oparł
O me stopy
Topór.

dedykacja: Leszczyńskim rzeźnikom

wtorek, 13 lutego 2018

Lager in Konstantinow

Poniżej przyczynek do dyskusji o niemieckich obozach koncentracyjnych:

poniedziałek, 21 maja 2012


Konstantynów Łódzki (*)

Na cmentarzu w Konstantynowie Łódzkim bez poszukiwań trafimy na pomnik: 
Podchodząc bliżej dostrzeżemy komu jest poświęcony:
Jakichże więźniów, groźnych dla istnienia III Rzeszy tutaj trzymano? Spójrzmy:
Tak, teraz rozumiemy grozę i rozpacz tego pomnika:
Taką twarz matki zapamiętała trzynastoletnia Marianna Grynia w strasznej chwili śmierci Adasia, a potem Kazia, jej dwóch młodszych braciszków. Po wojnie obiecała matce, że doprowadzi do uczczenia zmarłych w obozie Polaków wypędzonych z Wielkopolski. Będąc już na emeryturze powołała Społeczny Komitet ds. Upamiętnienia Polskich Ofiar Niemieckiego Obozu - Lager in Konstatinow. Współdziałając z naszym Stowarzyszeniem i pukając do wszelkich możliwych drzwi z prośbą o finansowe wsparcie, zgromadziła odpowiednie fundusze umożliwiające budowę tego pomnika. Napisała też książkę "Wypędzeni - Lager in Konstantinow", w której przedstawia zadziwiające przeszkody w przywracaniu narodowej pamięci (np. ze strony IPN-u) i stanowczo przeciwstawia się używaniu określenia "wypędzenie" dla przesiedlenia ludności niemieckiej po zakończeniu wojny, analogicznego przecież do przesiedlenia zabużańskiej ludności polskiej.
  Szczęśliwe zakończenie jej starań nastąpiło w dniu 22 maja 2010 roku, co dokumentują poniższe zdjęcia:
Poczty sztandarowe oczekują na wejście do kościoła.
Wejście pocztów to sygnał do rozpoczęcia Mszy Świętej.
Kościół jest zapełniony ludźmi.
Ale miejsca dla najważniejszych uczestników uroczystości,
niestety są częściowo puste, bo stan zdrowia wielu zaproszonych nie pozwolił na przyjazd.
Imponująca jest liczba sztandarów - większa niż w czasie uroczystości przy Grobie Nieznanego Żołnierza.
Marianna Grynia (z prawej) i burmistrz Konstantynowa uzgadniają kolejność wystąpień.
Przemówienie poprzedzające odsłonięcie pomnika.
Modlitwa za ofiary obozu po odsłonięciu Pomnika.
Zielony transparent i sztandar Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej towarzyszą uroczystości od samego początku.
Stowarzyszenie i jego Honorowy Vice-prezes, Marianna Grynia są przecież inicjatorami pomnika.
Na tablicy umieszczonej przy figurze pomnika czytamy:
Pomnik wybudowano ze środków Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie, Wojewody Łódzkiego, Gminy Konstantynów, Samorządu Województwa Łódzkiego, Samorządu Województwa Mazowieckiego, Samorządu Województwa Wielkopolskiego, Banku Zachodniego WBK S.A., Gminy Środa Wielkopolska, Gminy Wieluń, Miasta Łodzi, Gminy Gostyń oraz Marianny Gryni, Prezes Społecznego Komitetu ds. Budowy Pomnika Polskich Ofiar Niemieckiego Obozu w Konstantynowie Łódzkim i indywidualnych darczyńców - byłych więźniów i ich rodzin.
Odsłonięcie Pomnika nastąpiło 22 maja 2010 roku. 

Marianna Grynia ma już 90 lat, ale wciąż żywy umysł. Niedawno pani Magdalena Ogórek zrobiła z nią wywiad, którego fragmenty zamieściła w swoim programie telewizyjnym O co chodzi :

niedziela, 11 lutego 2018

Antypolonizm


Prof. Zybertowicz: "Gołym okiem widzimy skalę antypolonizmu. Czas na polityczne decyzje, by o reputację Polski zadbać systemowo"
W tej trudnej sytuacji Andrzej Duda wybrał najlepsze chyba rozwiązanie. Podkreślał, że mamy prawo tworzyć ustawy broniące dobrego imienia Polski, ale jednocześnie, że należy pisać ustawy, które będą miały lepszą jakość, budziły mniej wątpliwości — powiedział w wywiadzie dla „Polska The Times” prof. Andrzej Zybertowicz, doradca prezydenta Andrzeja Dudy.

Podkreślił, że wystąpienie ambasador Izraela Anny Azari ze swoim oświadczeniem było bardzo niedogodnym momentem. Dodał jednak, że nie wie, czy tempo procedowania ustawy o IPN to splot przypadków, czy celowe działanie.

Gwałtowność reakcji może wskazywać, że mamy do czynienia z grą polityczną, a nawet, że działania Izraela nie są prowadzone tylko w dobrej wierze — zwrócił uwagę prof. Zybertowicz.

Wyjaśnił, że ze strony Polski gra toczy się o podmiotowość w polityce wewnętrznej i międzynarodowej, z kolei po stronie izraelskiej toczą się walki wewnętrzne, również te, które są skrywane przed opinią publiczną. A pewne znaczenie może mieć nawet fakt, że izraelska klasa polityczna ma opinię jednej z najbardziej skorumpowanych na świecie.

Dodał, że obecny konflikt może być sygnałem, że dobre relacje polsko-izraelskie nie były tak głębokie, jak myśleliśmy.

Prof. Zybertowicz zwrócił także uwagę na to, jak niewiele społeczeństwo - zarówno polskie, jak i izraelskie - wie o historii polsko-żydowskiej. Powiedział, że widać, że w wielu środowiskach propaganda komunistyczna skutecznie wymazała ze świadomości historyczne, w tym przedwojenne związki z Żydami.

Prowadzący rozmowę zauważył, że pamieć o żołnierzach wyklętych także próbowano wymazać, ale się nie udało, czego nie można powiedzieć o kwestii Żydów. Prof. Zybertowicz przyznał, że nie wyklucza, że wytłumaczeniem takiego stanu rzeczy jest poczucie winy Polaków wobec Żydów, choćby w sprawie wydarzeń z marca 1968 roku.

Podkreślił jednak, że trzeba tez zwrócić uwagę na to, że antypolonizm w Izraelu wziął się z poczucia wstydu - za bierność w czasie Holokaustu.

Niektórzy tłumaczą, że brutalne rozprawianie się z Palestyńczykami, czy Hezbollahem to także forma odreagowywania. Powtarzanie samym sobie: już nigdy nie pójdziemy jak owce na rzeź. Holokaust poza wszystkim to również potworne upokorzenie - że nie walczyli, nie stawili oporu — wyjaśnił doradca prezydenta.

Zauważył, że wielu Żydów nie przepracowało jeszcze tego, że wśród nich również byli kolaboranci i szmalcownicy. Na przykład w Łodzi Żyd Chaim Rumkowski był przywódcą getta.

Dodał, że w tym sporze Izrael walczy o to, by zachować monopol na Holokaust, bowiem ta swoista „religia” stała się dla tego kraju symboliczną tarczą, za pomocą której Izrael stara się budować szczególną pozycję w wielu miejscach świata.

Na pewno Izrael widzi, że Polska postrzegana w światowej opinii publicznej jako kraj, który poniósł w efekcie II wojny światowej największe, w proporcji do zasobów, straty, mogłaby coś uszczknąć z tej symbolicznej potęgi Holokaustu. Izrael przecież nie chciałby, aby nasz kraj był traktowany w roli porównywalnej ofiary wojny — mówił.

Przypomniał również swoje słowa z początków stycznia, kiedy powiedział, że „dobra zmiana się wykolei”. Przyznał, że powiedział to w złą godzinę, ale słowa były celne.

Teraz gołym okiem widzimy skalę antypolonizmu. Czas na polityczne decyzje, by o reputację Polski zadbać systemowo — podkreślił prof. Zybertowicz.