czwartek, 29 listopada 2012

Newman - Nowy Człowiek

  Kto pierwszy dostrzegł Nowego Człowieka katolicyzmu, kogoś z kim można wiązać nadzieję na wyrwanie się z fałszywego świata postępowości, nie dającego żadnego wsparcia duszy, bo po prostu ją negującego? Był to, na polskiej ziemi, Stanisław Brzozowski, dzisiejszy patron lewicującej Krytyki Politycznej.
  Oratoria św. Filipa Nerii kontynuują religijność pierwszych Chrześcijan, a ta historyczna formacja społeczna zawsze była bliska Lewicy. Niestety w Warszawie i jej okolicach nie ma żadnego Oratorium, ale wiele informacji o tym zgromadzeniu znajdziemy na stronach Filipinów z Gostynia i Tarnowa. Filipinii, poza św. Filipem z Nerii i innymi zasłużonymi dla wiary członkami zgromadzenia, doczekali się w 2010 roku wyniesienia na ołtarze wybitnego intelektualisty, kardynała Jana Henryka Newmana, już dziś nazywanego doktorem kościoła posoborowego:

Arcybiskup Birmingham
i Konferencja Episkopatu Anglii i Walii
pokornie proszą aby Czcigodny Sługa Boży,
Kardynał John Henry Newman,
kapłan Kongregacji Oratorium,
został ogłoszony błogosławionym.

  John Henry Newman urodził się w Londynie w 1801 roku. Przez ponad 20 lat był anglikańskim duchownym i wykładowcą Oriel College w Oxfordzie. Jako kaznodzieja, teolog i lider Ruchu Oxfordzkiego był sztandarową postacią Kościoła Anglikańskiego. Studia nad wczesnym chrześcijaństwem doprowadziły go stopniowo do pełnej komunii z Kościołem Katolickim. Wraz ze swoimi przyjaciółmi oddał się studiowaniu i modlitwie w Littelmore w pobliżu Oxfordu, gdzie w 1845 roku, błogosławiony Dominik Barberi kapłan ze zgromadzenia Pasjonistów przyjął Go do Kościoła Katolickiego. W 1847 roku został w Rzymie wyświęcony na kapłana i dzięki namowom  błogosławionego Piusa IX, wrócił aby założyć Oratorium Świętego Filipa Neri w Anglii. Był uznanym i wpływowym pisarzem w wielu rożnych dziedzinach, takich jak rozwój doktryny chrześcijańskiej, relacje wiary i rozumu, prawdziwej natury sumienia oraz edukacji uniwerysteckiej. W roku 1879 papież Leon XIII kreował go Kardynałem, chwaląc jego pokorę, życie modlitwy, nieodłączną troskę o dusze, i wkład w intelektualne życie Kościoła.
Zmarł w założonym przez siebie Oratorium w Birmingham, 11 sierpnia 1890 roku.

Słowa Ojca Świętego, Benedykta XVI, kończące proces beatyfikacyjny:

Odpowiadając na prośbę naszego Brata Bernarda Longley – Arcybiskupa Birmingham
oraz wiele próśb naszych braci biskupów i wielu wiernych,
po konsulatacji z Kongregacją do spraw Świętych, całym naszym Apostolskim Autorytetem orzekamy, że Czcigodny Sługa Boży Kardynał John Henry Newman, kapłan Kongregacji Oratorium powinien odtąd być nazywany Błogosławionym, a Jego wspomnienie będzie obchodzone każdego roku, w dniu 9 października, zgodnie z normami ustalonymi przez prawo kościoła.
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

wtorek, 27 listopada 2012

Inventing the Future of Learning

Konstrukcjonizm i Scratch to dwa kluczowe, konkretne terminy z tego filmiku. Wszyscy, którzy planują strategie edukacyjne na najbliższe dziesięciolecie powinni je wreszcie usłyszeć i włączyć do swojego planowania. Inaczej przegramy kolejną wojnę o wszystko!

piątek, 23 listopada 2012

Ksiądz Bernard zdążył...

  Katastrofą na miarę zburzenia Świątyni Jerozolimskiej były dla dla Filipinów z Gostynia ustawy Bismarcka pozbawiające zgromadzenie właściwie wszystkiego. Dlatego, tak jak w roku 1918 mówiono o Zmartwychwstaniu Ojczyzny, tak należałoby również określać rozpoczętą w 1877 rezurekcję Filipinów w Tarnowie, przedstawioną w sprawozdaniu "Czasu" z okazji jubileuszu pięćdziesięciolecia kapłaństwa księdza Bernarda Preibisza przypadającego na rok 1902:

"Jubileusz zasłużonego kapłana.
  W Tarnowie, w Galicji obchodzono 16 bm. uroczyście jubileusz 50-letniego kapłaństwa ks. Bernarda Preibisza, proboszcza zgromadzenia OO. Filipinów w Tarnowie. Jubilat urodził się w Kobylinie w W. Ks. Poznańskim w roku 1828; studia teologiczne i malarskie odbywał we Francji, Anglii, Monachium, Florencji i Rzymie, ukończywszy je wstąpił do zgromadzenia OO. Filipinów w Gostyniu w Poznańskiem. Jako proboszcz zgromadzenia stał dzielnie na stanowisku podczas walki o kulturę, podjętej przez Bismarcka, a gdy zagroziły ustawy wyjątkowe antykościelne, ratując część dobytku zgromadzenia, przeniósł się do Galicji i w Tarnowie otworzył nową siedzibę OO. Filipinów. Za staraniem jego zbudowano kościół i budynek dla zgromadzenia, a OO. Filipini pod jego wodzą zaczęli nieść pociechę duchową i fizyczną mieszkańcom Tarnowa. Cicha i skromna działalność proboszcza zyskała mu cześć i uznanie nie tylko w diecezji, ale także ogółu wiernych i obywatelstwa. Toteż wiadomość o jubileuszu przyjęto z uradowaniem.
  Jak piszą do “Czasu”, jubileusz rozpoczął się uroczystym nabożeństwem w kościele OO. Filipinów w obecności biskupa Wałęgi, ks.ks. infułatów Kolora, Walczyńskiego i licznego grona duchowieństwa. Ks. biskup Wałęga przemówił serdecznymi słowy do jubilata, podnosząc jego cnoty i zalety. Po nabożeństwie poszczególne deputacje i prywatni z całymi rodzinami składali życzenia i wyrazy hołdu i wdzięczności. W południe odbyła się skromna uczta w zgromadzeniu OO. Filipinów przy bardzo licznym współudziale duchowieństwa i świeckich. W poważnym nastroju wygłoszono kilka pięknych toastów, rozpoczętych przez ks. Biskupa Wałęgę. Odczytano liczne telegramy: z błogosławieństwem Ojca św., dalej z życzeniami i hołdem od ks. Eust. Sanguszków z Davos, ks. Teresy Sapieżyny, ks. kanonika Dziedzińskiego z Gniezna i wielu innych."
  Zważywszy, że praktycznie rzecz biorąc, jubileusz dotyczy głównie tarnowskiej działalności księdza Bernarda, którą rozpoczął jako mężczyzna już pięćdziesięcioletni, musimy przyznać, że zdążył sporo zdziałać w tym ćwierćwieczu po zmartwychwstaniu zgromadzenia.

czwartek, 22 listopada 2012

Jest za co dziękować...

Niezawodny Krugman uczcił dzisiejszy, amerykański Dzień Dziękczynienia przezabawnym filmikiem:


Gostyń i Tatry

  Jak to się stało, że w kronice rodzinnej nic nie napisano o fascynacji księdza Bernarda Prejbisza górami. Po przeniesieniu się Filipinów do Tarnowa (1877 r.) wyjeżdżał na odpoczynek w Tatry, a także do Tyrolu. Podobno był jednym z pomysłodawców założenia Tatrzańskiego Parku Narodowego i Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego.
  Ale do 1875, i to chyba od samego dzieciństwa, zafascynowany był Bazyliką Świętogórską w Gostyniu. W latach 1861-1865 wykonał w Nawie Głównej 14 fresków postaci Świętych Polskich, a tym samym opisał skrótowo historię Polski. Gdy został Prepozytorem Kongregacji w roku 1869, po kilku latach zgromadził środki i zakupił w Paryżu stacje Drogi Krzyżowej do kościoła. W tym roku obchodzony jest jubileusz 500-lecia Świętej Góry i wyposażenie kościoła zostało gruntownie odnowione. W kronice obchodów na stronie internetowej gostyńskich Filipinów czytamy:
  "Dnia 24 czerwca 2012 r. przy cudownym obrazie Świętogórskiej Róży Duchownej została umieszczona złota róża papieska, dar Benedykta XVI dla naszego sanktuarium obchodzącego Rok Jubileuszowy 500. rocznicy potwierdzenia cudowności miejsca. Uroczystej Mszy św. dziękczynnej za wszystkie cuda i łaski, jakich Bóg udziela na Świętej Górze przez Maryję, przewodniczył Ksiądz Arcybiskup Stanisław Gądecki.
Złota róża została odsłonięta po odczytaniu dokumentu papieskiego, w obecności Metropolity Poznańskiego, kilkudziesięciu kapłanów, Wojewody Poznańskiego, Marszałka Sejmiku Wielkopolskiego, Starosty Gostyńskiego oraz przedstawicieli lokalnych władz samorządowych i rzeszy wiernych.
W tym samym czasie podczas modlitwy Anioł Pański Benedykt XVI pozdrowił z Watykanu uczestników świętogórskiej uroczystości:
  Pozdrawiam Polaków. Jednoczę się duchowo z arcybiskupem poznańskim, ojcami filipinami i wszystkimi pielgrzymami, którzy w Sanktuarium Matki Bożej w Gostyniu obchodzą 500-lecie jego istnienia. Dziękujemy Bogu za łaski, jakimi w tym miejscu darzył kolejne pokolenia przez przyczynę Maryi. Jej opieka niech stale Wam towarzyszy! Niech Bóg wam błogosławi!
  W wygłoszonej homilii Ksiądz Arcybiskup podkreślił, że wierzymy w to, że papieska złota róża pomnoży chwałę tego miejsca i że zwróci uwagę na Maryję, która jest pośredniczką wszelkich łask i która stojąc bliżej człowieka, jest dla niego bardziej zrozumiała, aniżeli Bóg, którego opisać nie możemy. (...)Ona z pokolenia na pokolenie świeci także ludowi Bożemu w sanktuarium na Świętej Górze wskazując mu drogę.
Abp Gądecki zwrócił też uwagę, że złota róża poświęcana przez papieża w okresie Wielkiego Postu, symbolizuje radość i wesele na myśl o zbliżającej się Wielkanocy oraz wskazuje na nasze zmartwychwstanie. Podobne zadanie będzie odtąd spoczywać na tutejszym sanktuarium. Także ono ma nas przybliżać do zmartwychwstałego Pana.
  Sanktuarium na Świętej Górze jest trzecim w Polsce, w którym znajduje się złota róża papieska. Wraz z przekazaniem złotej róży, abp Stanisław Gądecki dokonał również aktu zawierzenia Matce Najświętszej całej archidiecezji poznańskiej. Jej biskupów, kapłanów, osób życia konsekrowanego, świeckich. Będę równocześnie prosił Matkę Bożą Różę Duchowną czczoną w Jej świętogórskim sanktuarium, aby wszystkim wiernym wypraszała łaski niesienia światu Chrystusa przez niezachwianą wiarę, silną nadzieję i gorącą miłość podobnie jak niosła Go światu Maryja."
  Otoczone malowniczymi wzniesieniami miasto Gostyń położone jest w odległości 70 km od Poznania, 100 km od Wrocławia, 37 km od Jarocina, 34 km od Leszna i ok. 30 km od Kobylina, w którym urodził się i przeżył młode lata Bernard Preibisz.

wtorek, 20 listopada 2012

Dwaj stryjeczni i Kajsiewicz

  Siedem lat dzieliło daty urodzin dwóch braci Preibiszów: Antoni przyszedł na świat w roku 1790, Andrzej - w 1797. W tym samym odstępie czasowym ujrzeli światło dzienne dwaj ich synowie: Bernard w 1828 roku, Józef  w 1835 - kolejni wśród bardzo licznego rodzeństwa z obu rodzin.
  Hieronim Kajsiewicz urodził się w roku 1812. Będąc na drugim roku prawa Uniwersytetu Warszawskiego bierze udział w Powstaniu Listopadowym, poważnie ranny dołącza do emigrujących żołnierzy. Jako trzydziestolatek jest założycielem Zakonu Zmartwychwstańców i niezwłocznie podejmuje misyjną działalność w paryskim środowisku Wielkiej Emigracji, z pasją wygłaszając wspaniale przygotowane kazania. Już w 1845 roku wychodzi w Paryżu pierwszy zbiór jego kazań (następne wydania ukazały się w 1848 roku w Paryżu i Wrocławiu).
  Z początkiem 1848 rozpoczyna się wielkopolska Wiosna Ludów. Oto co pisze ks. Artur Kardaś w świetnie udokumentowanej książce "Droga Charyzmatyczna Hieronima Kajsiewicza":
  "Kajsiewicz zgodnie z zamysłem Bogdana Jańskiego, nieustannie myślał o pracy w ojczyźnie. Pierwszą nieudaną próbę osiedlenia się w zaborze pruskim podjął Piotr Semenenko w roku 1842. Kolejna okazja nadarzył się w burzliwym okresie Wiosny Ludów. Jan Koźmian słał do przebywającego wówczas w Paryżu Kajsiewicza błagalne listy, w których wzywał go do przyjazdu w Poznańskie: Wczoraj Cię, Ojcze Drogi, wzywałem - pisze - dziś zaklinam, przyjeżdżaj. Lud jest dobry, poczciwy, religijny, nie trza go dać na złe nauki. Kajsiewicz wybrał się w podróż ochoczo, gdyż od dwóch lat w Górze koło Śremu, w majątku Cezarego Platera przebywali jego rodzice. Zatrzymał się w Turwii u przyjaciela-generała Dezyderego Chłapowskiego. W całej okolicy przez kwiecień i maj 1848 roku odprawiał nabożeństwa i wygłaszał kazania. Pobożność i oddanie Wielkopolan Kościołowi i ojczyźnie zrobiły na nim wielkie wrażenie. Niestety, 30 maja 1848 roku rząd pruski nakazał mu opuścić Wielkie Księstwo Poznańskie, skąd udał się na trzy miesiące do Wrocławia i Drezna."
  W roku 1848 Bernard Preibisz był już studentem teologii w Poznaniu (później ukończył seminarium w Gnieźnie). Jego ojciec, początkowo tylko urzędowy mierniczy (geodeta), był już od wielu lat burmistrzem Kobylina. Nasuwa się oczywiste przypuszczenie, że zaprosił do Kobylina tak sławnego kaznodzieję. Andrzej, gospodarujący w dzierżawionym w pobliżu majątku, zapewne z chęcią przybył z żoną i dziećmi do swojego rodzinnego miasteczka. Młody student teologii, Bernard Preibisz z pewnością nie przegapił okazji by kilkakrotnie wysłuchać kazań księdza, o którego przybycie walczył Kraków z Lwowem. Może udało mu się wysłuchać go w Gostyniu, gdzie potem sam wygłaszał kazania będąc tam proboszczem zgromadzenia Filipinów w latach 1857-1875 (w roku 1875 Prusacy wypędzili stamtąd zgromadzenie i dopiero po kilku latach starań udało się wznowić jego działalność w Tarnowie).






















W Tarnowie i Gostyniu znajdują się do dziś obrazy religijne malowane przez niego po amatorsku, ale podobno z talentem. Namalował też portret swojego ojca, Antoniego z cyrklem geodezyjnym w ręku. Trudne czasy i szczera wiara skłoniły wielu Wielkopolan do pójścia drogą Żołnierstwa duchowego, o którym tak pięknie pisał Kajsiewicz.
  Józef Preibisz, mój pradziadek, poszedł inną drogą. Skończył medycynę i przez blisko pół wieku leczył ludzi - ponad trzydzieści lat w Pleszewie i okolicach, a później w Dreźnie i Poznaniu. Z czasem stał się znanym specjalistą od chorób gardła (dziś: laryngologiem).
  Z Kajsiewiczem łączył go udział w kolejnym polskim powstaniu - Powstaniu Styczniowym (po prawdzie kilkutygodniowy, bo Wielkopolanie wspomogli braci z zaboru rosyjskiego jedynie krótkotrwałym rajdem generała Taczanowskiego). Poniżej zdjęcie Józefa z czasów bliższych wypadkom powstańczym:

sobota, 17 listopada 2012

Forum Rozwoju Warszawy

Forum Rozwoju Warszawy jest przykładem naturalnego przeradzania się grupy dyskusyjnej w organizację zdolną do generowania zysków. Czyż nie jest to remedium na europejskie bezrobocie?
Oto co piszą o sobie:


Kim jesteśmy?
Jesteśmy grupą około 30 osób wywodzących się z różnych środowisk, w różnym wieku i o rozmaitym wykształceniu, których połączyła wspólna pasja – Warszawa. Nie brak wśród nas architektów, ale też planistów, prawników, humanistów, historyków i przedstawicieli innych zawodów. Motywacją naszego działania jest wizja rozwoju stolicy opartego na perspektywicznym i zrównoważonym planowaniu. Większość z nas poznała się na forum internetowym o tematyce architektonicznej – skyscrapercity.com. Kilka lat temu dyskusja w rzeczywistości wirtualnej przestała nam wystarczać. Jako mieszkańcy Warszawy poczuliśmy potrzebę i obowiązek wzięcia aktywnego udziału w procesie zmian zachodzących w naszym mieście. W lutym 2007 roku stowarzyszenie Forum Rozwoju Warszawy zostało zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym. Przez lata wiele się zmieniło – z 15-osobowej grupy dyskusyjnej przekształciliśmy się w dwa razy większe stowarzyszenie mające realny wpływ na życie miasta.
Władze Stowarzyszenia
Zarząd
Arkadiusz Jerzak - prezes
Mikołaj Pieńkos - sekretarz
Patryk Zaremba - skarbnik
Komisja Rewizyjna
Michał Harasimowicz
Piotr Jutkiewicz
Paweł Łukaszewicz


Jakie mamy cele?
Jednym z naszych celów jest wspieranie przemyślanych koncepcji urbanistycznych oraz opowiadanie się za projektami architektonicznymi na światowym poziomie. Nie jest to jednak wyłączny obszar naszych zainteresowań. Chcemy, aby nasze miasto było konkurencyjne dla największych europejskich stolic. Sporządzane przez nas projekty przedstawiamy mieszkańcom oraz władzom miasta. Głównym ich celem jest wzbudzenie dyskusji na temat, któremu, według nas, powinno poświęcić się więcej uwagi. Nie przywiązujemy wagi do szczegółów, chcemy przede wszystkim zaszczepiać świeże idee, tchnąć nową energię w miasto, które zbyt często nie wykorzystuje swojego wielkiego potencjału. Planując przyszłość Warszawy nie zapominamy o jej wspaniałej historii, odwołując się w naszej pracy do dorobku miasta z czasów największej świetności.
Jak do nas przystąpić?
Jeśli jesteś zainteresowany włączeniem się w prace stowarzyszenia „Forum Rozwoju Warszawy”, wypełnij formularz zgłoszeniowy (.doc/.odt ) i wyślij go na adres: info@forumrozwoju.waw.pl Skontaktujemy się z Tobą i zaprosimy na najbliższe spotkanie naszego stowarzyszenia.
Wpływy Stowarzyszenia w ramach Organizacji Pożytku Publicznego
Wpływy w 2011 r. z tytułu jednego procenta podatku dochodowego przekazanego na rzecz Stowarzyszenia wyniosły 5944,70 zł.
Wpływy w 2012 r. z tytułu jednego procenta podatku dochodowego przekazanego ma rzecz Stowarzyszenia wyniosły 4397,00 zł.

Zaglądając do sprawozdań finansowych Forum wypatrzymy tam również darowizny na konkretne, eksperckie działania, a ich symulację zagospodarowania Placu Defilad właśnie zaprezentowała Gazeta Stołeczna. Dobry to start do pełnego przejścia z wirtualu do realu.

piątek, 16 listopada 2012

Na krawędzi

  W Grecji i na Węgrzech już maszerują falangiści, w Hiszpanii, Portugalii i we Włoszech, zbyt dobrze pamiętających swoje faszyzmy, narasta cisza przed burzą. Co się stanie - nikt nie wie, ale prawdopodobieństwo nieprawdopodobnie bolesnych wydarzeń narasta. Nawet w Stanach Zjednoczonych mówi się o "próżniowej bombie oszczędności" (epitet "próżniowa" to mój pomysł na oddanie sensu angielskiego określenia "austerity  bomb"), kiedy połączenie cięcia wydatków rządowych ze zwiększeniem podatków musi (Keyness) doprowadzić do głębokiej recesji. Europa już jest w recesji - łagodne określenie na złowrogie słowo kryzys. Patrząc na wznoszącą się linię danych o bezrobociu w Europie:
myślimy o jednym: kiedy (i czym) to się skończy.

czwartek, 15 listopada 2012

Co wybierasz?

  W filmie Wajdy, w drodze na cmentarz rozmawiają dwie siostry zamordowanego w Katyniu brata (1.35 minuta filmu):
- Wybierasz martwych i to jest chore.
- Nie, wybieram zamordowanych, a nie morderstwo.
Dziwne, ale mnie przychodzi rozmawiać dzisiaj ze znajomymi dokładnie w podobny sposób. Próbuję tłumaczyć: w przypadku Piaśnicy, która była pierwsza w planowych działaniach hitleryzmu, ważne jest pokazanie faszystowskiego (totalitarnego) mechanizmu. Szczególnie teraz, gdy kryzys gospodarczy i strach przed niewiadomym wśród młodych prowadzą ich na podobną ścieżkę. Mówię dalej: obejrzyjcie film - moralitet, bardzo wyważony, szczególnie w wypowiedziach księdza Nowaka, który przyjął na siebie rolę Agnieszki-Antygony (1.15 minuta filmu Wajdy). Sofokles napisał Antygonę ponad cztery wieki przed naszą erą, a wciąż jest aktualna podnosząc prawdę martwych i nasze zobowiązania wobec niej.
Uwaga: Obie części filmu "Pamięć. Tajemnica lasów Piaśnicy" (1-pod linkiem "film" i 2-pod linkiem "moralitet") poprzedzone są reklamami, a niejednokrotnie musiałem długo czekać na start filmu. Gdyby ktoś zupełnie nie mógł go odtworzyć, proszę o wpis w Komentarzach.

niedziela, 11 listopada 2012

Davies odznaczony w Dniu Niepodległości

  Zawsze mówiłem (od 30 lat chyba), że Norman Davies jest najlepszym polskim historykiem. Dzisiaj, w Święto Niepodległości potwierdzone to zostało odznaczeniem najwyższej rangi - Orderem Orła Białego. Tym samym książki Davies stały się punktami odniesienia dla wszystkich historyków, a dla nie-historyków prezentowane przez niego dane powinny nabrać wagi faktów przecinających dyskusje w stylu "ty wiesz swoje, a ja swoje wiem". Nie oznacza to całkowitego zawierzenia - sam dyskutowałbym z jego "Powstaniem Warszawskim". Ale w wielu przypadkach warto go cytować, bo opiera się zawsze na najlepszych, dostępnych źródłach i przedstawia je w profesjonalny, krytyczny sposób.
  W przypadku książki "Europa walczy 1939-1945", napisanej na 70-rocznicę wybuchu wojny, Davies korzysta z najlepszego i najnowszego opracowania materiałów źródłowych, wydanego pod tytułem The Oxford Companion to the Second World War.
Na stronie 356, w tabeli 4.4 podaje za tym opracowaniem dane o stratach żołnierskich:
Przybliżona całkowita liczba ofiar wśród żołnierzy krajów Europy w latach 1939-1945
ZSRR                            8 868 000
Trzecia Rzesza              4 212 000
Włochy                            400 000
Rumunia                          300 000
Polska                             300 000
Jugosławia                       300 000
Francja                            250 000
Czechosłowacja               250 000
Zjednoczone Królestwo     200 000
Węgry                            160 000
Stany Zjednoczone          150 000
Inne kraje                       103 000
….........................................................
Razem                       15 577 000


Ale na stronie 470 jako wiarygodne zestawienie liczby “ofiar śmiertelnych związanych z wojną w Europie” podaje takie wielkości:
Wojskowi                     9 326 000
Ludność cywilna         16 625 000
…...............................................
Łącznie                      25 951 000

Już na następnej stronie podaje następujące oszacowanie dla strat ludności cywilnej:
Straty odnotowane w rejestrach                     2 961 000
(Niemcy, Włochy, Austria, Finlandia,
Zjednoczone Królestwo, Francja,
kraje Beneluksu, Norwegia)

Straty oszacowane na podstawie prognoz    25 327 000
(ZSRR, Rumunia, Węgry, Polska,
Czechosłowacja, Jugosławia, Grecja,
Bułgaria, Albania)
…....................................................................................
Łącznie                                                     28 288 000
 
I jako profesjonalny historyk komentuje:
"Żadnych z tych obliczeń nie można uznać za ostateczne, również dlatego, że wiele z ich elementów składowych jest wciąż kwestionowanych i poddawanych rewizji. Mimo to stanowią najlepsze praktyczne źródło informacji, gdy konstruuje się ogólny obraz."

Jaki stąd praktyczny wniosek dla nas? W rozmowach o II Wojnie Światowej nie podawajmy strat przewyższających 50 milionów, szczególnie gdy mówimy o jakiejś składowej tej liczby, np. o stratach ludności słowiańskiej.

sobota, 10 listopada 2012

Gdyby kolibry śpiewały

  Czy duet The Civil Wars w zachowaniu scenicznym inspirował się lotem kolibrów, które stoją w powietrzu dzięki niezwykłej technice latania? A jak w tym locie-bezlocie brzmiałby ich śpiew? DJ Krugman niepokoi się o trwałość kolibrzego śpiewania, bo w polityce jest wspaniale - na drugą kadencję wybrano Obamę, ale ulubiony duet Krugmana zaczyna się rozmijać, rozpadać. Czy to jest nieodwołalne? W każdym razie, zasłużyli na wdzięczność za piękno, którym nas obdarowali...

wtorek, 6 listopada 2012

Web Site Story

  Chmurkowy Konstrukcjonizm potrzebuje chmurki trochę większej od tej dzisiejszej, takiej na której dostępny będzie Scratch, CDF-y i dobre narzędzia edytorskie. Ale już mogłem na niej umieścić Web Site Story - używam nazwy nawiązującej do słynnej West Side Story, bo podobnie staram się ożywiać dawne tradycje i przedstawiać poruszające uczuciowo tematy. A najlepiej wyszedł mi kiedyś post o dziejach Romea i Julii, więc do jego czaru się odwołuję. Posłuchajcie najbardziej znanej, a dla mnie osobiście najbardziej znaczącej, arii dla Marii z West Side Story. 
  W moim przekonaniu inspiracje uczuciowe muszą być u początków działań konstrukcjonistycznych. Nawet jeżeli cel jest poznawczy, wręcz naukowy, to startować trzeba z zachwytu nad realnym, jedynym dla nas światem. Bo gdy pojawią się nieuniknione przecież trudności, to właśnie inteligencja emocjonalna będzie najskuteczniejsza w ich pokonywaniu.
  Jak pisze Daniel J. Siegel, neurobiolog i psycholog rozwoju: "Emocje i ich modulacja stanowią zatem podstawową część przetwarzania informacji i przepływu energii, które są zasadniczymi elementami organizacji Ja" i "Tworzenie sztucznych i dydaktycznych podziałów na myślenie i emocje przesłania doświadczeniowe i neurobiologiczne podłoże ich nierozdzielności". (Rozwój umysłu. Jak stajemy się tym, kim jesteśmy. - Wydawnictwo Uniwersytetu Jagielońskiego 2009 r.)
  McLuhan w erze podboju umysłów przez telewizję odkrył, że “medium jest przekazem (przesłaniem)”. Dobrze już poznaliśmy przekaz medium telewizyjnego - nie jest to niestety Kabaret Starszych Panów, ale raczej Taniec z Gwiazdami, czyli niewiele wymagający ludyzm. Homo ludens nie jest złym pomysłem na wspólnotowość, ale gdy pojawia się następne medium, warto odczytać następne przesłanie. Chmurka (informatyzacja powszechna) już zawojowała umysły łączące się w fora społecznościowe (Facebook przekroczył miliard zapisanych uczestników!), ale dopiero website zdolny do przetwarzania informacji, a nie tylko jej udostępniania, stanie się tym nowym nowym przekazem - oby takim był w pełni mój, kiełkujący Chmurkowy Konstrukcjonizm.

niedziela, 4 listopada 2012

Warszawa bez Powiśla


Urzekającą panoramę nadwiślańskiej Warszawy uwiecznił ok.1770 roku Canaletto:

Próbowałem odnaleźć tamto miejsce portretowania:

Na praskiej stronie nie ma zabudowań, a kościół Św. Krzyża oddalił się tak bardzo od rzeki, że już nie widać jego wież! Dawną wiślaną skarpę, wznoszącą się nad Powiślem można sfotografować dopiero za Zamkiem Królewskim (z mostu Śląsko-Dąbrowskiego):

Całe Dolne Miasto, nazywane Powiślem powstawało dopiero w połowie XIX wieku! Może to był efekt wejścia w rzekę wielką ostrogą podobną do tej z pierwszego zdjęcia - wówczas nazywano ją tamą, a stąd i nazwa ulicy Tamka. W XVIII wieku, przy tej ulicy, ostatnimi zabudowaniami wzniesionymi na zboczu skarpy były domy zespołu klasztornego Szarytek:
bo niżej szalała wiślana topiel:
Przypomnienie tych zaszłości powinno nastawić nas na obserwację wszelkich wstrząsów i tąpnięć przy budowie metra, bo teren nie jest łatwy i jak dowiodły niedawne wydarzenia (zalanie tunelu Wisłostrady!) nikt nie ma pojęcia jak przebiegają dawne cieki wodne (każdym z widocznych na obrazie Canaletta wąwozów płynęły okresowo potoki wody). Na poniższej litografii widać nawet Zamek Ujazdowski jak również wspomniane wąwozy: