Śladami Walecznych i Niezłomnych
Do Walecznych zaliczyć trzeba żołnierzy oddziału "Cubryny":

Do Niezłomnych - ochotniczą załogę szpitala trwającą przy rannych po wkroczeniu Niemców, a wśród niej kapelana, błogosławionego od 1999 roku, Ojca Michała Czartoryskiego:
Idąc od stacji metra Tamką dochodzimy do skrzyżowania Dobrej z Tamką - w domu po prawej stronie Tamki działał szpital powstańczy:
Kamienica przy Dobrej 31 wciąż nie wróciła do dawnej postaci;
tak dobrze widocznej na stopklatce powstańczej kroniki:
Zygmunt Zonik w książce “Elektrownia. Reduta Powstania Warszawskiego” (rok wydania 1995) podaje, że 1 sierpnia siły niemieckie w liczbie ok. 300 żołnierzy i żandarmów zatakowało 72 powstańców zorganizowanych w 6 grup uderzeniowych. Prawie wszyscy AK-owcy byli pracownikami Elektrowni i dzięki temu atak nastąpił od razu na jej terenie z użyciem wcześniej przemyconej broni.
Dowódcą jednej z grup był Stanisław Cendrowski, znany przedwojenny bokser (po wojnie współpracował ze Stammem, a później był prezesem Polskiego Związku Bokserskiego), pracownik Elektrowni, od kilku lat zajmujący się w podziemiu gromadzeniem broni. W momencie wybuchu powstania miał stopnień podporucznika. Mieszkał w tamtym czasie w kamienicy Dobra 31, pod numerem 40 (mieszkanie znajdowało się w nieodbudowanej części kamienicy). W AK miał ksywę “Sulimczyk”. Jego relacja z walk o Elektrownię, spisana przez Zonika, jest chyba najcenniejszą częścią tej książki:
W szkole na Drewnianej (widoczną dziurę w elewacji pozostawiono na pamiątkę Powstania):
działał szpital bestialsko potraktowany przez Niemców:
Na dzisiejszym rogu Dobrej i Leszczyńskiej:
nie odbudowano przedwojennej wytwórni filmowej Atelier Falanga:
Stąd właśnie wychodzili operatorzy powstańczych kamer i tu montowane były nakręcone filmy:
Powyższe zdjęcie (stopklatka) zrobiono sprzed samej wytwórni - przedstawia operatora na barykadzie wzniesionej na rogu zabudowań Elektrowni (widoczne kominy), czyli na rogu tego samego skrzyżowania Dobrej z Leszczyńską. Ulicą Leszczyńską biegła linia obrony tamtego rejonu, którą Niemcy złamali frontalnym atakiem 7 września.
W osi ulicy Leszczyńskiej widzimy ulicę Ordynacką:
i przyjemną drogę na skraju parku.
A tu już spojrzenie w bramę Uniwersytetu Warszawskiego z widocznym budynkiem:
w którym w latach 1817-1827 mieszkał młody Fryderyk Chopin.
Patrząc w stronę przeciwną widzimy ulicę Sewerynów,
z której powstańcy prowadzili atak na bramę UW.
Dalej, po prawej stronie znajduje się miejsce, gdzie była "gospodarcza" brama UW,
którą staranował nacierający wzdłuż ulicy Karasia pojazd pancerny, Kubuś - duma Powiśla. Mapka przedstawia trasę jego rajdu i inne działania popołudniowego ataku na Uniwersytet w dniu 2 września 1944. Była to trzecia, nieudana próba zdobycia tej prawie twierdzy niemieckiej, jaką był w czasie Powstania teren Uniwersytetu. (p. R. Gawkowski: "Krybar - Uniwersytet w cieniu powstańczych walk")

Walki o kościół Św. Krzyża były bardzo zacięte. Pokolorowane kroniki, składające się na film "Powstanie Warszawskie" zwierają krótką inscenizację tej akcji odtwarzaną na prośbę operatora przez samych powstańców:

Z tego kościoła wyszli z wieńcem w dniu 24 maja 1943 roku studenci tajnego Uniwersytetu Warszawskiego, a zarazem wybitni poeci: Tadeusz Gajcy, Zdzisław Stroiński i Wacław Bojarski. Składali pod pomnikiem Kopernika wieniec od Narodu w 400 rocznicę śmierci polskiego astronoma. Była to najwyższej miary ofiara - Bojarski został śmiertelnie ranny, Stroiński uwięziony na Pawiaku - patriotycznej młodzieży warszawskiej w walce o polskość Kopernika. Gajcy i Stroiński od 1 sierpnia 1944 roku walczyli w tym samym powstańczym oddziale na Starówce i polegli tam 16 sierpnia w ruinach budynku wysadzonego ładunkiem umieszczonym przez Niemców.

Po tej akcji zakończonej tragiczną śmiercią poety Bojarskiego i uwięzieniem Stroińskiego, Gajcy intensywnie pisał, jakby przeczuwając swoją śmierć w Powstaniu Warszawskim:
/fragment poematu "Do potomnego"/
Jedna jest ziemia, która niesie
ciebie i mnie, i jedna młodość;
w niej nauczony lęku - pięści
wzniosłem krnąbrne ponad głową
i w szczęk żelaza zasłuchany
mijałem dzień po dniu jak krzyże
jak ty - podniesiesz na mnie kamień
lub rzucisz z wzgardą ziemi grudę.
Kochałem tak jak ty zapewne,
ale mi serca dano skąpo
na miłość moją niepotrzebną,
bowiem stawały nad epoką,
której imiona dajesz teraz
olbrzymia śmierć i przerażenie.
Nie żebym uląkł się lub płakał,
nie żebym czekał już skazany
na trwałość kruchą - szukam w gwiazdach
zarysu twego. Między nami
jak dłonie dwie złączone są
pamięci nasze i miłości,
a jeden tylko wspólny dom,
który nade mną w tobie rośnie.
Piszę -jak grabarz dół wybiera
na ciała bezruch, dłoni rozpacz
i słowo małe staje nieraz
jak krzyż lub wieniec. Jeśli zostać
dane mu będzie - ręka twoja
otworzy je i sercem spełni,
a czas, co młodość ku jesieni
przechyla twardo - twarz wywoła
kamienną już i nocną wiecznie.
Kilkaset metrów od pomnika znajdowało się podwórko domu przy ulicy Konopczyńskiego. Tam odbyło się w czasie Powstania słynne kukiełkowe przedstawienie dla dzieci i dorosłych, uwiecznione przez operatorów Kronik Powstańczych:

Idąc Nowym Światem dochodzimy do tablicy:
i słynnego wyjścia z kanałów - ostatniej deski ratunku dla powtańców Starówki:
Właz znajduje się prawie na rogu Wareckiej:
którą dochodzimy do dawnego Placu Napoleona:
Zapewne zbieg okoliczności spowodował, że powstańczy operator był w stanie uchwycić sam moment uderzenia bomby w gmach Prudentialu:
Od początku drugiej minuty filmu "Powstanie Warszawskie" obserwujemy akcję gaszenia pożaru i ratowania ludzi, a po minucie filmowych obrazów (pewnie godzinie rzeczywistej akcji) - zasnuty dymem Prudential z wybitymi oknami:
W końcówce filmu (1.14.10) - i Powstania - widać filmowane z wysokości ulicy Wareckiej ruiny Prudentialu:
Kruczą dochodzimy do Alei Jerozolimskich;
a tam na końcu widocznego białego budynku widzimy tablicę pamięci Antka Rozpylacza:
"Antek Rozpylacz" poległ niedaleko wykopu-przejścia, podczas ataku na niemiecką placówkę ulokowaną w Al. Jerozolimskich 25. Pozycja ta, z okopanym na wysokości domu nr 25 stanowiskiem ckm, ostrzeliwała przebiegające przez Aleje łączniczki, uniemożliwiając komunikację pomiędzy północną i południową częścią Śródmieścia. "Antek" dostał serią z karabinu maszynowego, gdy wychylił się z bramy domu w Al. Jerozolimskich 23. Nie był studentem tajnej medycyny, ale tajnej politechniki.

Poniżej Jerozolimskie 25 przed wojną:

Most Poniatowskiego pozostawał w rękach niemieckich:
Z przejścia pod mostem widać taki "mozaikowy" obraz (napis: tu leży trup nieznanego mieszkańca warszawy -"a.słonimski"):
Prościutka droga od powyższej mozaiki prowadzi do zabytkowej budowli nad stawem:
Dochodzimy do ulicy Karowej i kierujemy się na budynek nawiązujący architektonicznie do statku:
Widoczne przejście przez jezdnię prowadzi nas, poprzez ulicę Czerniakowską, do Skweru Janickiego (głównego kreatora warszawskich Matysiaków):
Idąc kolejnymi uliczkami ku Wiśle dojdziemy do ulicy Wilanowskiej i muralu znajdującego się na ścianie ostatniej, po prawej stronie, kamienicy:
Dosłownie 20 metrów od muralu znajduje się pomnik czerniakowskich oddziałów AK i Błogosławionego księdza Józefa Stanka, patrona (wraz ze 107 błogosławionymi męczennikami) kaplicy w Muzeum Powstania Warszawskiego:
Aleja parkowa doprowadza nas do Pomnika Sapera:
W podziemnym przejściu zobaczymy płaskorzeźbę przedstawiającą natarcie oddziałów desantowych:
W nurcie Wisły umieszczono pomnik upamiętniający miejsce lądowania przeprawiających się pod niemieckim ostrzałem żołnierzy:
Wzdłuż Wisły dochodzimy do mostu Łazienkowskiego i przechodzimy kładkami nad Wisłostradą i kanałkiem Czerniakowskim na Solec:
Gdzieś tutaj (na prawo, czy w lewo?) stał w roku 1830 browar Weissa, którego częściowe podpalenie miało być sygnałem do Powstania Listopadowego:
Idąc na zachód wzdłuż Trasy Łazienkowskiej dochodzimy do Liceum Batorego, gdzie w roku 1939 złożył egzamin maturalny poeta, Krzysztof Kamil Baczyński:
Dalsza nasza droga będzie się pokrywała z drogą powrotu Baczyńskiego ze szkoły do domu, w którym zaczął mieszkać w 1936 roku:
A więc szedł przez Agrykolę, mijają Zamek Ujazdowski:
Przypatrzymy się miejscom, które zaistniały w historii Polski do jego czasów, ale również wspomnimy nowsze dzieje tej niezwykłej drogi:

Tutaj w dniu 9 czerwca 1991 roku papież Jan Paweł II wygłosił homilię, której część była opowieścią o duchu Warszawy:
[...]
Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie ginie. Toteż nic dziwnego, że właśnie w Warszawie - kilkaset metrów stąd, pod Belwederem - rozpoczął się następny akt tego heroicznego dramatu Polaków, do którego ich popychała miłość ojczyzny, mianowicie powstanie listopadowe. Tutaj się ono zaczęło, objęło wprawdzie cały kraj, ale tutaj też się skończyło. Symbolem pozostanie postać generała Sowińskiego - tego weterana walk za Polskę, inwalidy pozbawionego jednej nogi, który na niedalekiej Woli usiłował zagrodzić wrogowi wejście do stolicy i tam oddał życie. "Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje" (J 15,13) - powiedział Chrystus. Chrystus sam jest pierwszym wśród tych, którzy dawali życie: za bliźnich, za sprawę, za ojczyznę. Nie brak w naszych dziejach Jego naśladowców.
Jeśli pamiętamy o tej wielkiej daninie krwi, jaką Warszawa tyle razy składała na ołtarzu miłości Ojczyzny, jawi się nam nasza stolica - zwłaszcza w chwilach podniosłych - jako męczeńskie sanktuarium narodu. Męczeńskie sanktuarium narodu - tak nazwał Warszawę Prymas Tysiąclecia. Zauważmy w tym określeniu cały ciężar gatunkowy ewangelicznego świadectwa. Męczennik - martyr - świadek. Świadek miłości, która jest większa od nienawiści.
Bo przecież w naszym już stuleciu, podczas Powstania Warszawskiego, a potem po jego zakończeniu, stolica stała się widownią śmiertelnego zwarcia pomiędzy heroizmem a bestialstwem - tak zatytułował swą powojenną książkę wielki filozof, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, ks. Konstanty Michalski, więzień Sachsenhausen.
To, co wtedy działo się w Warszawie, było jakby ostatnim spiętrzeniem nienawiści, która przez kilka pokoleń starała się zniszczyć, dosłownie zniszczyć nasz naród. I oto ta Warszawa - Warszawa elekcji królów polskich, stała się w naszym już stuleciu miejscem innych jeszcze wyborów i rozstrzygnięć: między życiem a śmiercią, między miłością a nienawiścią. Przedziwny ciąg wydarzeń. Zapis dawny i zapis współczesny - jeden i drugi ważny dla dziejów narodu.
Dziś gromadzimy się tutaj, aby uczestniczyć w Chrystusowej Eucharystii. Moment dziejowy jest inny. Poprzez ostatnie lata i dziesięciolecia społeczeństwo zmagało się o swą suwerenną podmiotowość. Od niedawna walka ta zdaje się być zakończona. I oto wszyscy czujemy, po długim okresie podmiotowości ograniczonej poprzez system totalitarny, że ta suwerenna podmiotowość jest nie tylko osiągnięciem, ale jest także nowym wyzwaniem. Wyzwaniem do określenia siebie, do urzeczywistniania siebie, do bycia sobą. Jako człowiek - osoba i jako naród - wspólnota.
To wyzwanie na różne sposoby jest zaadresowane do ludzkiej woli: do woli każdego i wszystkich. Zdajemy egzamin z naszego człowieczeństwa i z naszego chrześcijaństwa, z naszej polskości i z naszej europejskości.
Egzamin w przeszłości był trudny. Zdawaliśmy go, a wynik ogólny niósł nam uznanie. Potwierdziliśmy się. Jednakże w tym miejscu nie można się zatrzymać. Egzamin z naszej wolności jest przed nami. Wolności nie można tylko posiadać. Trzeba ją stale, stale, stale zdobywać. Zdobywa się ją, czyniąc z niej dobry użytek - czyniąc użytek w prawdzie, bo tylko "prawda czyni wolnymi" (por.J 8,32 ) ludzi i ludzkie wspólnoty, społeczeństwa i narody. Tak uczy Chrystus.
Nasza Ojczyzna znalazła się znowu w szczególnym momencie historycznym, momencie pod wieloma względami jedynym i może decydującym, którego nie można zmarnować dla jakichkolwiek racji. Jest to ogromny dar Boży, jakiś kairos naszej historii, który został nam dany i równocześnie zadany.
W dzisiejszej Eucharystii modlę się razem z wami, moi umiłowani bracia i siostry, moi rodacy; modlę się razem z wami o ten egzamin z wolności, który jest przed wami. Przeżywam wspólnie z wami trudności, które są nowe i często nieoczekiwane. Trudności, które są w nas, w każdym z nas i we wszystkich. Drodzy bracia i siostry, ja jestem jednym z was. Byłem stale, na różnych etapach, i jestem teraz. Ja kocham mój naród, nie były mi obojętne jego cierpienia, ograniczenia suwerenności i ucisk - a teraz nie jest mi obojętna ta nowa próba wolności, przed którą wszyscy stoimy.
Co jest odpowiedzią? Odpowiedzi musi być wiele, każda dostosowana do osoby, środowiska, sytuacji. Równocześnie odpowiedź jest jedna: jest nią przykazanie miłości. Ewangeliczne wielkie przykazanie, poprzez które człowiek odnajduje siebie jako osoba i jako uczestnik wspólnoty, jako syn czy córka narodu. Jeden i wszyscy.
Uczy Sobór: "Człowiek [jest] jedynym na świecie stworzeniem, którego Bóg [stwarzając] chciał dla niego samego". A równocześnie ten człowiek - obraz Boga i Jego podobieństwo - nie urzeczywistni siebie "inaczej jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie samego" (Gaudium et spes, 24).
A więc - nie egoizm, nie szybki sukces ekonomiczny (za każdą cenę), nie praktyczny materializm (można by tę listę pomnożyć)... Ale gotowość dawania siebie, postęp moralny, odpowiedzialność. Jednym słowem: przykazanie miłości.
[...]
Agrykolą dochodzimy do podwójnie historycznego pomnika Jana Sobieskiego:
(fragment "Nocy Listopadowej" Wyspiańskiego)
WYSOCKI
W ogrodzie, koło mostu-posągu,
jest młodych, umówionych szesnastu;
wszystko z uniwersytetu studenty
i literaci.
Tym trza dać broń
i drogę do pałacu pokazać;
dwóch przydzielę i sam ich wyznaczę;
oni mają pochwycić Książęcia,
gdyby zechciał ogrodem uciekać.
Naprzeciw pomnika łagodnie odpoczywa Pałac Łazienkowski:
a tuż obok wznosi się Podchorążówka:
WYSOCKI
Hej, bracia, dzieci, żołnierze,
za broń, za broń, za broń!
Niech każdy za giwer bierze
i ustawia się w szeregu, w podwórze.
Hej, bracia, oto budzą się burze:
za broń, za broń, za broń;
przyszedł czas, gdy zrywamy obrożę,
co gardła i ręce orze,
i święcim noże!!!
Śmierć przywłaszczycielom,
tyranom,
co nasze kalają trony,
co brudem ołtarze ścielą!
Bóg wziął nasze obrony:
śle wolność ludom i stanom!
Czas pomsty za bezprawie,
czas pomsty, lećcie, żurawie,
roznieście po polach skry
z płonących chat!
Za łzy, za urąganie męce,
hej, bracia, rycerze, dzieci,
młodzieńcze sprzęgajcie ręce.
Oto godzina wybija,
gnana tęsknotą lat:
do broni, Jezus, Maryja!
Do broni za Polskę, za krew,
za lata niewoli i nędz,
za widma, upiory jędz,
co nasz obsiadły dom,
niosąc srom;
niech krzyż upiory wyżenie,
spełniajcie przeznaczenie:
Czas przyszedł, zwyciężym dziś.
Hej, dzieci, rycerskie łupy
dla was, czas iść!
Drogę zaścielą wam trupy;
to wam ratować się z toni,
wasz los od waszych dłoni,
wam serca! - Mężowie dzieła!
Walecznych sprzed lat już prawie dwustu wspomina tablica , a obok znajduje się popiersie Piotra Wysockiego:
Miejscem Prologu sztuki Wyspiańskiego jest scena Teatru na Wyspie:
więc obok umieszczono popiersie samego autora:
Prosta droga przez południową część Łazienek doprowadza nas do ulicy Podchorążych, a dalej dochodzimy do skrzyżowania z ulicą Hołówki:
Z tej bramy przy ulicy Hołówki wyszedł do Powstania mieszkający tu od roku 1936, poeta Krzysztof Kamil Baczyński:
Fragmenty jego trzech wierszy złożono w tekst piosenki, porywająco śpiewanej przez Ewę Demarczyk:
Niebo złote ci otworzę,
w którym ciszy biała nić
jak ogromny dźwięków orzech,
który pęknie, aby żyć
zielonymi listeczkami,
śpiewem jezior,
zmierzchu graniem,
aż ukaże jądro mleczne ptasi świt.
Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne - obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.
Kto mi odda moje zapatrzenie
i mój cień, co za tobą odszedł?
Ach, te dni jak zwierzęta mrucząc,
jak rośliny są - coraz młodsze.
I niedługo już - tacy maleńcy,
na łupinie z orzecha stojąc,
popłyniemy porom na opak
jak na przekór wodnym słojom.
i tak w wodę się chyląc na przemian
popłyniemy nieostrożnie w zapomnienie,
tylko płakać będą na ziemi
zostawione przez nas nasze cienie
Ziemię twardą ci przemienię
w mleczów miękkich płynny lot,
Wyprowadzę z rzeczy cienie,
które prężą się jak kot,
Futrem iskrząc zwiną wszystko
W barwy burz,
w serduszka listków,
w deszczu siwy splot.
Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne - obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.
Długa wijącą się wstęgą głos ciepły w powietrzu stygnie,
aż jego dosięgnie w zmroku i szept przy ustach usłyszy.
"Kochany" - szumi piosenka i głowę owija mu, dzwoni
jak włosów miękkich smugą, lilie z niej pachną tak mocno,
że on, pochylony nad śmiercią, zaciska palce na broni,
i wstaje i jeszcze czarny od pyłu bitwy - czuję,
że skrzypce grają w nim cicho, więc idzie ostrożnie powoli,
jakby po nici światła, przez morze szumiące zmroku
i coraz bliższa jest miękkość podobna do białych obłoków,
aż się dopełnia przestrzeń i czuje jej głos miękki
stojący w ciszy olbrzymiej na wyciągniecie ręki.
"Kochany" - szumi piosenka, więc wtedy obejmą ramiona
Las nocą rośnie. Otchłań otwiera
usta ogromne, chłonie i ssie.
Przeszli, przepadli; dym tylko dusi
i krzyk wysoki we mgle, we mgle.
Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne - obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
Przez pobliskie przejście wychodzimy na Czerniakowską, dochodzimy do ulicy Bartyckiej, a tam znajduje się Park Akcji Burza:
i wiele, wiele schodów:
do pokonania w drodze na Kopiec Powstania Warszawskiego z olbrzymią AK-owską Kotwicą:
Nagrodą za trud wejścia jest również wspaniały widok:
Dworkowa - epizod z Powstania
Na zdjęciu zrobionym z Kopca Powstania Warszawskiego widać prześwit pomiędzy domami zamknięty bardzo wysokim budynkiem:
Budynek znajduje się przy ulicy Dworkowej, a tuż przed nim widzimy pomnik:
To tu właśnie rozgrywała się tragedia oddziału z pułku Baszta, który po wędrówce warszawskimi kanałami, przedstawionej w filmie "Kanał" Andrzeja Wajdy, wychodził na powierzchnię wprost w ręce niemieckiego posterunku:

Mój wujek, Bogusław Preibisz ps. "Róg", był w składzie tego oddziału w momencie wybuchu Powstania, ale już 1 sierpnia został poważnie raniony w głowę i nie mógł dalej walczyć. Ci, których wtedy rozstrzelali Niemcy, byli jego przyjaciółmi z konspiracji.