środa, 31 lipca 2013

Ostateczna decyzja (10/42RdP)

  W poście Decyzja o powstaniu pisałem, że podjęta 25 lipca decyzja miała wymiar przekraczający, jak w greckiej tragedii, rozpoznanie śmiertelnych. Ostateczna decyzja - z 31 lipca - stanowiła drugi akt tego dramatu. Za Janem M. Ciechanowskim przytaczam chyba najbardziej dramatyczną w XX wieku odprawę sztabową (w relacji uzyskanej od gen. Bora-Komorowskiego):

Dowódca AK (Bór-Komorowski) poprosił Delegata Rządu (Jankowskiego) o ostateczną decyzje motywując ją tak:
"Wykonane w tym momencie działanie Armii Krajowej w Warszawie, może przemienić niemiecka porażkę w całkowitą klęskę. Trzeba zapobiec wzmocnieniu sił 73 dywizji na przedpolu Pragi i przeciąć linie zaopatrzenia całego frontu niemieckiego przed Warszawą, zapewniając w ten sposób Rosjanom łatwe powodzenie ich ruchu okrążającego, który właśnie rozpoczynał się na wschodzie, północnym wschodzie i północy."
  Wszystkie te rozważania wskazywały, że powinniśmy działać już teraz. Chociaż z propagandy sowieckiej wynikało ponad wszelką wątpliwość, że Moskwa chce natychmiastowej akcji w Warszawie, to jednak nie byliśmy w stanie uzgodnić działania z dowództwem Armii Czerwonej, ani nie znaliśmy wyników misji Mikołajczyka.
  Zakładając, że nasze pierwsze uderzenie wydrze Niemcom kontrolę nad miastem, posiadaliśmy broni i żywności na cztery lub pięć dni, w ostateczności na siedem dni. Bez wątpienia nasi sprzymierzeńcy nadeślą nam zaopatrzenie drogą powietrzną, lecz nie mogliśmy przewidzieć w jakiej ilości. O ile mogliśmy przewidzieć, nasze powodzenie zależało od tego, aby nie uderzyć za wcześnie. Armia Czerwona musi wejść do Warszawy w ciągu tygodnia licząc od naszego pierwszego uderzenia.
  Pan Jankowski wysłuchał mnie, a następnie zadawał pytania niektórym oficerom sztabu: "Co będzie gdy Rosjanie staną?" Generał Pełczyński odpowiedział, że wtedy Niemcy nas wyrżną, ale raczej nikt z nas nie wierzył, aby Rosjanie stanęli, bo było w ich interesie zajęcie Warszawy. Delegat pytał "Montera" o broń, amunicję i zwrócił się do mnie ze słowami: "Niech pan zaczyna".
  Dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Bór Komorowski zwrócił się wtedy do płk. Montera ze słowami:
Jutro punktualnie o godzinie 17.00 rozpocznie Pan operację "Burza" w Warszawie.

wtorek, 30 lipca 2013

Powstanie dzisiaj - Lao Cze (9/42RdP)

  O mojej fascynacji (od pierwszego wysłuchania) piosenkami z późniejszej płyty "Powstanie warszawskie" zespołu Lao Che już pisałem. W tamtym poście wskazałem na dwie najlepsze chyba piosenki, ale pozostałe niewiele im ustępują. A Barykada jest wprost fantastycznie zaśpiewaną scenką rodzajową:

[Samoloty
ratata - ratata...
Panowie uwaga! Goliat!
Wolny naród musi być
Wolny naród...]

Trzeci dzień jak palę ogniem w Wilczura pysk,
Setny "świński blondyn" z "trupią główką"
polazł ziemię gryźć, zeimię gryźć, zeimię gryźć
Gard gówna tym gównoryjom i prztyczek w nos,
Rykoszet rozpieprzył zbożówki termos, palę papieros, papieros, papieros,
papieros, papieros / los, los, los,

Barykado nasza Polsko mała idź pod prąd!
Na barykadzie "na Rejtana" jeden, drugi będzie w portki rżnąć,
Żaden to wstyd, wszak wszyscyśmy tutaj wiarą dusz,
Polka na RKem i granaty - orkiestra tusz!

Pałacyk Michla, Żytnia wola,
Bronią jej chłopcy spod Parasola... x2

Słychać krok, miarowy krok,
Szkopy w bok, GSy [to grupy szturmowe] idą ławą. x2

Tu zęby mamy wilcze, a czapki na bakier,
Tu się Prusakom siada na karku okrakiem.

[- "by nie wpuścić hytlerowców do nieba..."]
[- "cofają się! wstrzymać ogień!"]

Tygrys!
Do budy Tygrys...

Kolejny dzień jak palę ogniem w Wilczura pysk,
Kolejny "świński blondyn" z "trupią główką"
polazł ziemię gryźć, ziemię gryźć, ziemię gryźć
Gard gówna-gównoryjom i prztyczek w nos,
Rykoszet rozpieprzył zbożówki termos, palę papieros, papieros, papieros, papieros, papieros

Barykado nasza Polsko mała idź pod prąd!
Na barykadzie "na Rejtana" jeden, drugi będzie w portki rżnąć,
Żaden to wstyd, wszak wszyscyśmy tutaj wiarą dusz,
Jęczmień w oku, lać się chce, dziś ogolic gęby nie dam rady już.

  Skąd ten wisielczy humor i nieodparty realizm? Autor wnikliwie czytał wiele powstańczych wspomnień i potrafił je plastycznie oddać w piosence o barykadzie. Młodzi ludzie z Lao Che nie budują ołtarzyka powstańcom, widzą ich na wskroś współcześnie. Ich piosenka Koniec, udanie łącząca dwie pieśni - Dumę Rycerską z Idzie Żołnierz - jest tak ironiczna, że podziała jak kubeł zimnej wody na każdego z marzących o rycerskich bojach.

niedziela, 21 lipca 2013

Czyżykiewicz i ...pewien komentarz

Wyszła nowa, poetycka płyta Czyżykiewicza:
Można tędy lub owędy, 
Co tu kryć: 
Wszystko brednie, sherry-brandy, 
Ma cherie! 

Pośród fal Helena naga, 
Wiosła błysk - 
Słona piana mnie wysmaga, 
Splunie w pysk! 

Czoło, wargi mi pomaże 
Nędza dni, 
Figę z makiem mi pokaże 
Wielkie nic. 

Tak się wyśpię, jak pościelę, 
Albo nie - 
Żłop cocktaile mój aniele,
Smak na dnie. 

Można tędy lub owędy, 
Co tu kryć: 
Wszystko brednie, sherry brandy, 
Ma cherie! 

Pojawienie się nowej płyty Mistrza Czyżykiewicza odnotował pewien młody poeta (na jego blog natrafiłem przypadkiem szukając tekstu wiersza "Ma cherie", jak się okazało napisanego w 1931 przez Osipa Mandelsztama i przetłumaczonego przez Wiktora Woroszylskiego w latach siedemdziesiątych). I jak to czasem bywa, nieoczekiwanie znalazłem ciekawą, bo poetycką, refleksję o dzisiejszym stanie większościowej świadomości posłów polskiego Sejmu:

Rzeź

Powtarzać jak mantrę: nie zaogniać.
Niepotrzebny nam wróg, oni chcą do Unii.
Pani Gospodarka nie lubi, gdy jej kazać,
zdejmować buty przy drzwiach. A śmierć,

śmierć i tak nas czeka, śmierć jak sen.
Prawda - prababka jest stara, pomarszczona,
należy skłonić głowę, dotknąć zimnej ręki,
wybaczyć siedemdziesiąt siedem razy.

Nie grajmy ofiarami, nie nazywajmy ich ludźmi,
znajdźmy inne słowo. Nie zaogniać.
SMS, piątek, ładna pogoda, dyscyplina,
limuzyna, rutyna. Znamiona.

piątek, 19 lipca 2013

Barcelona

Zabawną piosenkę "Barcelona" wplótł w muzyczny podkład filmu "Vicky, Cristina, Barcelona" Woody Allen. Film jest bardzo pogodny - czy mógłby być inny w Barcelonie?

Tutaj ludzie potrafią się cieszyć życiem:

czwartek, 18 lipca 2013

Las, rzeka, stary kościół i...

Kilka zdjęć z niedawnej naszej wycieczki zestawiłem jako wizytówkę Cieksyna w postaci programu w Scratchu. Warto obejrzeć całe otoczenie lotniska Modlin.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Nie bądź wrogiem samego siebie

Co pomyśli naczelny rabin Polski, Michael Schudrich czytając taki komentarz:
  Przypięcie łatki antysemityzmu wszystkim myślącym w kategoriach franciszkańskiej troski o "braci mniejszych" da się porównać tylko ze strzałem we własną stopę, dla którego trafną metaforą jest częstokroć przywoływane tzw. "11" przykazanie: Nie bądź wrogiem samego siebie.
No, widzi pan, widzi pan, jak to jest, gdy się jest antysemitą, choć się myśli, że się nie jest?

SobieRadek

  W tym samym dniu, kiedy nasz minister spraw zagranicznych kulawą logiką (wbrew oczywistościom) uzasadniał, że na Wołyniu w dniu 11 lipca 1943 roku doszło do "czystek etnicznych o znamionach ludobójstwa", Snowden, jego chyba "rodzinny" nieprzyjaciel (Radek się cieszył, że może odmówić mu azylu, a jego żona określała postępowanie Snowdena jako świadome kreowanie się na celebrytę i męczennika), opublikował oświadczenie:

Oświadczenie Edwarda Snowdena.
Cześć. Nazywam się Ed Snowden. Trochę ponad miesiąc temu miałem rodzinę, dom w raju i żyłem w naprawdę dobrych warunkach. Miałem również możliwość przeszukiwania, czytania i zbierania waszych wiadomości bez żadnych ograniczeń – wiadomości kogokolwiek, cały czas. Daje to władzę, która może zmienić losy ludzkości. To również poważne naruszenie prawa.

Czwarta i piąta poprawka do konstytucji mojego kraju, artykuł 12. Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i niezliczone statuty i traktaty zabraniają tworzenia systemów wszechobecnego nadzoru. Tego typu programy są niezgodne z amerykańską konstytucją. Mimo to mój rząd stara się zalegitymizować ten skandal, utajniając sądowe orzeczenia – tak żeby świat nie mógł ich zobaczyć. Te orzeczenia niszczą najbardziej podstawowe pojęcie sprawiedliwości: zanim coś zostanie wprowadzone, powinno być podane do publicznej wiadomości. Niemoralne nie może stać się moralne za sprawą tajnego prawa.

Wierzę w zasadę ustanowioną w Norymberdze w roku 1945: „Jednostki mają międzynarodowe obowiązki, które przekraczają narodowe zobowiązania do posłuszeństwa. Dlatego obywatele mają obowiązek działać wbrew prawu krajowemu, jeżeli ma to prowadzić do zapobiegania zbrodniom przeciwko ludzkości i pokojowi”.

Zgodnie z powyższym zrobiłem to, co uznałem za słuszne, i podjąłem działania, których celem jest naprawa błędów. Nie starałem się wzbogacić. Nie zamierzałem sprzedawać tajemnic Stanów Zjednoczonych. Nie współpracowałem z żadnym zagranicznym rządem, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo. Zamiast tego wziąłem to, co wiedziałem i przekazałem do publicznej wiadomości – żeby dyskusja o tym, co ma wpływ na nas wszystkich, mogła być prowadzona jawnie przez nas wszystkich – i poprosiłem świat o sprawiedliwość.

Moralna decyzja, żeby powiedzieć publicznie o szpiegowaniu, które ma wpływ na nas wszystkich, była kosztowna, ale słuszna i jej nie żałuję. Od tego czasu rząd i służby wywiadowcze Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej próbowały ukarać mnie dla przykładu, wysyłając ostrzeżenie do wszystkich, którzy przemówiliby tak jak ja.

Jestem bezpaństwowcem. Pozostaję ścigany za akt politycznej ekspresji. Rząd Stanów Zjednoczonych umieścił mnie na liście z zakazem lotów. Zmusił Hongkong do wydalenia mnie. W bezpośredni sposób zostało naruszone międzynarodowe prawo. Groził sankcjami krajom, które wstawiłyby się za chroniącymi mnie prawami człowieka i systemem azylowym ONZ. Doprowadził nawet do uziemienia samolotu z latynoamerykańskim prezydentem na pokładzie. Po to, żeby sprawdzić, czy nie ma tam politycznego uchodźcy.

Ta niebezpieczna eskalacja jest zagrożeniem nie tylko dla godności Ameryki Południowej, ale przede wszystkim dla podstawowych, wspólnych praw przysługujących każdej z osób, każdemu narodowi – do korzystania z azylu i życia wolnego od prześladowań. Jednak w obliczu tej historycznie nieproporcjonalnej agresji kraje z całego świata zaproponowały wsparcie i zapowiedziały udzielenie azylu. Jestem wdzięczny tym krajom – Rosji, Wenezueli, Boliwii, Nikaragui i Ekwadorowi. Zdobyły mój szacunek za to, że były pierwszymi, które stanęły przeciwko łamaniu praw człowieka przez potężnych i silnych kosztem bezsilnych. Nawet zastraszane nie złamały swoich zasad, zdobyły w ten sposób szacunek świata.

Chciałbym odwiedzić każdy z tych krajów, żeby osobiście podziękować ich obywatelom i przywódcom. Ogłaszam dzisiaj moją formalną akceptację wszystkich propozycji azylu i wsparcia, które otrzymałem dotychczas, oraz tych wszystkich, które zostaną zaoferowane w przyszłości. Azyl udzielony przez prezydenta Wenezueli Maduro jest już oficjalny – posiadam formalny status azylanta i żadne państwo nie ma prawa do ograniczania i naruszania mojego prawa do korzystania z tego azylu.

Tym niemniej niektóre rządy krajów Europy Zachodniej i Ameryki Północnej zgłosiły gotowość do działania poza prawem; efekty tych działań widoczne są już dzisiaj. Bezprawne groźby uniemożliwiają mi podróż do Ameryki Południowej i korzystanie z azylu zapewnionego tam na podstawie naszych wspólnych praw. Gotowość potężnych państw do działań ponad prawem jest zagrożeniem dla nas wszystkich i nie możemy pozwolić, żeby się rozwinęła. Proszę was o pomoc w zdobyciu wymaganych gwarancji potrzebnych do zapewnienia bezpiecznej podróży do Ameryki Południowej. A także w przypadku składania prośby o azyl w Rosji do czasu, aż moja podróż będzie możliwa. Dzisiaj złożę wniosek w tej sprawie i mam nadzieję, że zostanie przychylnie rozpatrzony.

Jeżeli macie pytania, odpowiem na tyle, ile mogę.

Dziękuję.

12 lipca 2013

Snowden przejmująco nawiązał do trudnej historii Europy:
Wierzę w zasadę ustanowioną w Norymberdze w roku 1945: „Jednostki mają międzynarodowe obowiązki, które przekraczają narodowe zobowiązania do posłuszeństwa. Dlatego obywatele mają obowiązek działać wbrew prawu krajowemu, jeżeli ma to prowadzić do zapobiegania zbrodniom przeciwko ludzkości i pokojowi”.
Przecież niemieccy zbrodniarze za linię obrony przyjęli opowiastkę o prawie państwowym i wykonywaniu rozkazów demokratycznie wybranej władzy - tak samo postępują wszyscy mieszkańcy innych krajów! - mówili. Jest chyba najwyższy czas, żeby zrewidować nasze poglądy.

niedziela, 14 lipca 2013

Było sobie miasteczko

  W roku 2009 rodzina Dębskich dokonała prawdziwej reprywatyzacji Historii, takiej o której zawsze myślę, że jest najbardziej wartościową formą tradycji i którą próbuję sam pisać:
Co są warte "ustalenia" historyków, "słuszne" poglądy polityków, wobec takiej rodzinnej prawdy ludzi otwartych i wrażliwych...

sobota, 13 lipca 2013

piątek, 12 lipca 2013

Zapytanie do Sejmu - projekt

Zapytanie w imieniu Rodziny Piaśnickiej (projekt)

Dzisiejsza (z 12 lipca) uchwała Sejmu posługująca się pojęciem "czystka etniczna o znamionach ludobójstwa" budzi wątpliwości całej Rodziny Piaśnickiej, co do interpretacji sejmowych prawników w odniesieniu do podobnej uchwały z dnia 24 września 2010 roku. Wprawdzie w pierwszych dwóch zdaniach:
 "W 71. rocznicę wybuchu II wojny światowej Sejm Rzeczypospolitej Polskiej czci pamięć bohaterów i męczenników – ofiar masowej zbrodni niemieckiej, dokonanej na ludności cywilnej w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku.
   Miejsca te, w których dokonano pierwszych i największych na Pomorzu zbrodni ludobójstwa, pozostają szczególnym symbolem męczeństwa i martyrologii mieszkańców tego regionu.",
używa się terminu "zbrodnia ludobójstwa" , ale w  końcowym zdaniu:
" Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd bohaterom i męczennikom – ofiarom zbrodni w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku.",
nie napisano już "ofiarom zbrodni ludobójstwa", ale jedynie "ofiarom zbrodni", co może oznaczać przeniesienie na rodziny ofiar ciężaru dowodu, że na ich krewnych Niemcy dokonali zbrodni ludobójstwa.

Poniżej pełny tekst uchwały:

UCHWAŁA
Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej
z dnia 24 września 2010 r.
 w sprawie uczczenia pamięci ofiar masowej zbrodni na Pomorzu Gdańskim 
– w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku

                 W 71. rocznicę wybuchu II wojny światowej Sejm Rzeczypospolitej Polskiej czci pamięć bohaterów i męczenników – ofiar masowej zbrodni niemieckiej, dokonanej na ludności cywilnej w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku.
                Miejsca te, w których dokonano pierwszych i największych na Pomorzu zbrodni ludobójstwa, pozostają szczególnym symbolem męczeństwa i martyrologii mieszkańców tego regionu.
                W Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku w okresie od jesieni 1939 r. do wiosny 1940 r., hitlerowcy ze szczególnym okrucieństwem zamordowali około 30.000 osób, w tym przedstawicieli miejscowej inteligencji, zwłaszcza duchowieństwa oraz działaczy polskiego ruchu narodowego.
                Szczególną orędowniczką ofiar jest zamordowana w Lasach Piaśnickich siostra Alicja Kotowska, przełożona Domu Zakonnego Sióstr Zmartwychwstanek w Wejherowie ogłoszona błogosławioną w gronie 108 męczenników z okresu II wojny światowej przez Ojca Świętego Jana Pawła II w dniu 13 czerwca 1999 r. w Warszawie.
                Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd bohaterom i męczennikom – ofiarom zbrodni w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku.                                                                                                                                      
MARSZAŁEK SEJMU


    Grzegorz Schetyna


W odniesieniu do dyskusji o "sprawie Wołynia" wypada zauważyć, że zawsze jest jakieś "przed" i "po" (zazwyczaj ahistoryczne, a dzisiaj nawet polityczne), ale przecież gdy wspomnimy Noc św. Bartłomieja (czy 11 lipca 1943 roku), to nie mamy wątpliwości, że każdy wrażliwy człowiek powinien stanąć po stronie mordowanych.

czwartek, 11 lipca 2013

Napoleon zła (Napoleon of crime)

Zupełnie niedawno pojawił się na Youtube słynny kot Makiawel wspaniale zilustrowany przez rosyjskiego (chyba) artystę:

Makiawel to przebiegły kot, 
kto znajdzie jego ślad?
To szalbierz, powiadają, co 
prawo łamać rad.
I policja jest bezsilna, 
co robić, nie wie nikt.
Gdy patrol tu przybywa, to 
Makiawel dawno znikł!

Makiawel tu, Makiawel tam.
To kot, co ciągle mąci nam.
On łamie każde z ludzkich praw
I za nic grawitację ma.
Zna sztukę lewitacji - fakira godny trik!
Gdy zbrodnia wyjdzie na jaw, to 
Makiawel dawno znikł!

Możesz szukać go w piwnicy,
Możesz szukać go po strych.
Lecz powiadam Ci raz jeszcze, że
Makiawel dawno znikł!

Ten bury przystojniaczek to 
wysoki, szczupły kot.
Poznacie w nim natychmiast ten
chłodny, ostry wzrok.
Choć sierść ma potarganą, 
unosi dumnie brew
I w myślach się zatapia, bo 
weszło mu to w krew.

Rozgląda się dyskretnie, 
porusza się jak cień.
Gdy myślisz, że już zasnął, 
on spod rzęs podgląda Cię!

Makiawel tu, Makiawel tam.
To kot, co ciągle mąci nam.
Łotr, co chętnie czyni zło
I sięgnął deprawacji dna.
Ulicą spaceruje, jak gdyby nigdy nic.
Gdy zbrodnia wyjdzie na jaw, to 
Makiawel dawno znikł!

Obnosi się, jak Bóg wie kto, 
lecz słabość ma do kart
Odcisków palców jego łap 
nie mają w FBI.
Drzwi schowka wyłamane 
i sejf splądrowany.
Tu kwiaty rozdeptane, 
a tam koty podrapane
I szkło porozbijane - 
kto winien, nie wie nikt.
Jedno tylko dziwi, że 
Makiawel dawno znikł.

Makiawel tu, Makiawel tam,
To kot, co zawsze mąci nam.
Jest mistrzem podejrzanych gier
I z każdej matni wyjście zna.
On zawsze ma alibi, 
a nawet dwa i trzy.
Nieważne czas i miejsce, bo 
Makiawel dawno znikł!

Są inne sławne koty, 
których imię każdy zna,
Jak nieznośny Mungojerrie, 
Pumpernikiel, nawet ja!
Lecz my to druga liga, 
co mistrza swego ma,
Bo zwą go nie bez racji 
Napoleonem zła.

Makiawel tu, Makiawel tam.
To kot, co ciągle mąci nam.
Łotr, co chętnie czyni zło
I sięgnął deprawacji dna
Ulicą spaceruje, jak gdyby nigdy nic.
Gdy zbrodnia wyjdzie na jaw, to
Makiawel dawno znikł!


Jak tańczyć Makiawela? Najlepiej tak:
  Koty są wielkimi indywidualistami, ale gdy tańczą wspólnie - tu od minuty 3.20 (trzy ostatnie zwrotki), to przydałyby się jakieś wskazówki, jak zgrywać ruchy. Pomocny mógłby być w tym Scratch, schematycznie pokazujący "kiedy ręka, kiedy noga, kiedy skłon", oczywiście z przypisaniem czasowym. 

  A jak przedstawić w Scratchu najładniejszy muzycznie fragment musicalu? Na razie nie mam pomysłu.


Może wystarczy uatrakcyjnić dobrze znaną formę karaoke?



środa, 10 lipca 2013

Rokossowski bez cenzury

  Dopiero w latach dziewięćdziesiątych mogło wyjść pełne wydanie wspomnień marszałka Rokossowskiego - dobrze, że jego rodzina przechowała całość rękopisu. Szkoda, że żadne polskie wydawnictwo nie wydało przekładu tej pełnej wersji. Rokossowski w każdym rozdziale opisywał swoje współdziałanie z naczelnym dowództwem (tzw. Stawką) i głównie te fragmenty zostały usunięte przez cenzurę. Bardzo ważne jest uzupełnienie do znajdującego się w starej, ocenzurowanej wersji fragmentu:
"[Po zajęciu Pragi i nieudanym desancie] działania bojowe w samej Warszawie przerwano. Jedynie na kierunku modlińskim toczyliśmy niełatwe i bezskuteczne walki. Przeciwnik utrzymywał się na wschodnim brzegu Wisły i Narwi na niedużym skrawku ziemi o kształcie trójkąta z wierzchołkiem w zejściu tych dwóch rzek. Ten kawałek, leżący w nizinie atakować można było tylko frontalnie.[...]
  Wojska 70-tej i 47-ej armii przypuszczały atak za atakiem na ten trójkąt nie dając rady przegnać Niemców [...]. Postanowiłem osobiście sprawdzić aktualną sytuację na tym odcinku. Zapoznawszy się wieczorem z planem ofensywy, która miała nastąpić o świcie, udałem się z dwoma oficerami sztabowymi do batalionu 47 armii, który znajdował się w pierwszej linii. Zajęliśmy miejsce w okopie. Miałem ze sobą telefon i rakietnicę. Umówiliśmy się: na zielone rakiety reakcją ma być przejście do ataku, na czerwone - rezygnacja z ataku.
  O ustalonej godzinie nasze działa, miotacze min i katiusze rozpoczęły ogień. Waliły mocno. Ale odpowiedź ogniowa przeciwnika była bez porównania silniejsza. Tysiące pocisków i min spadały na nasze wojska zza Narwi, zza Wisły i z fortów modlińskiej twierdzy. Ogień prowadziły działa różnych kalibrów, aż do tych najcięższych, fortecznych. Przeciwnik nie żałował amunicji chcąc pokazać, do czego jeszcze jest zdolny. Dopóki ten kompleks broni artyleryjskiej nie zostanie zlikwidowany, nie ma co mówić o likwidacji tego malutkiego międzyrzecznego trójkąta. Nie dysponowaliśmy odpowiednimi do tego celu środkami, a sam trójkącik nie miał takiego znaczenia, by tracić siły na jego zdobycie.
  Wydałem rozkaz o wystrzeleniu czerwonych rakiet, a przez telefon rozkazałem generałowi Gusiewowi i Popowowi odwołać atak."

  Opis wydaje się pełny, ale za zdaniem "trójkącik nie miał takiego znaczenia, by tracić siły na jego zdobycie", kryje się cały wielki konflikt Rokossowskiego z marszałkiem Żukowem, który uparcie chciał skierować wojska na  zdobywanie tego trójkącika. Właśnie on w miesiącach jesiennych jako przedstawiciel Stawki, znalazł się na froncie w rejonie Warszawy i próbował wpłynąć na strategiczne koncepcje Rokossowskiego. Przedstawiona wyżej próba ogniowa wcale nie przekonała Żukowa. Skrajnie wzburzony perspektywą wielkich strat żołnierskich, zupełnie niepotrzebnych wobec zdobycia już dwóch przyczółków oskrzydlających Warszawę (magnuszewskiego i pułtuskiego), marszałek Rokossowski zatelefonował bezpośrednio do Stalina i dopiero od niego uzyskał zgodę na odwołanie natarcia. Dokładne przedstawienie całej sytuacji można znaleźć na stronach 352 i 353 nieokrojonego, rosyjskiego wydania wspomnień Rokossowskiego ("Sołdatskij dołg", Wojennoje izdatielstwo, Moskwa 1997).
  

Mieszkańcy Nowego Dworu powinni uświadomić sobie, że w przypadku realizacji planu Żukowa, z ich miasta, mocno zniszczonego już w 1939 roku, ostałby się tylko kamień na kamieniu, nie mówiąc o stratach ludzkich.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Chrzest Polski czy Wielkopolski?

  Jedno jest pewne - Chrzest Polski w roku 966 miał miejsce gdzieś pomiędzy Poznaniem i  Gnieznem. Dużo odkryć archeologicznych wskazuje na jedną z wysepek na Jeziorze Lednickim, na linii łączącej oba grody.
  W okolicach  roku 2016 (1050 rocznica Chrztu) warto zajrzeć do historycznych źródeł. Wynika z nich jasno, że w roku 966 nastąpił tak naprawdę chrzest Wielkopolski, a nie całej Polski. Na południu i południowym wschodzie dzisiejszej Polski były malutkie przyczółki chrześcijaństwa - z Państwa Wielkomorawskiego i Rusi Kijowskiej, ale na zdecydowanej większości terenów naszego kraju przez jeszcze długie lata żyło się "starobaśniowo".

niedziela, 7 lipca 2013

Wielkopolanie

Poniżej niedawno sfotografowany dokument z roku 1787:

























Tego samego roku dotyczy poniższy wypis z "Kroniki rodziny Preibiszów" opracowanej przed rokiem 1951 przez Dr. Leona Preibisza z Rydzyny, historyka sztuki:
 „O młodości Franciszka nic nie wiemy. Pierwsza notatka pewna, to zapisek w księdze majsterskiej bractwa krawieckiego w Kobylinie z 20.6.1787 r. o przyjęciu go do cechu, w następującym brzmieniu:
 „1787 dnia 20 Junii za urzędu panów starszych Pawła Pernaczyńskiego, Bogusława Helimka y wszystkich zgromadzonych Braci obecni stanowszy Franciszek Preibis przed stół nasz bracki dopraszał się, aby był przyjęty do Społeczeństwa Naszego co y otrzymał y oddał wszystkie powinności jako to są napisane: Na znak bracki 4 szostaki, wstępne zł.16, do skarbu zło.8 : kolacya zło.8 : wosku fątów 5 ; piwa beczek 4, które to zapisano do Xięg jest przyjęty jako wyży.”
 Mając więc lat 25 był już ustalonym mistrzem bractwa. Starszy bractwa, Paweł Pernaczyński, który przyjmował go do cechu, stał się wkrótce jego teściem. W 1788 r., 6 maja ożenił się bowiem z Agnieszką Pernaczyńską, córką Pawła. Ślub dawał w kościele parafialnym proboszcz Maciej Tyzlerski, a świadkami byli: burmistrz Łukasz Filipowicz, Wawrzyn Nowacki, pisarz bractwa, Józef Andrzejewski i inni."

Kobylin dzieli od Rokossowa ok. 20 kilometrów.
Załączam też link do rycerza z Wielkopolski i do księdza z Wielkopolski.

sobota, 6 lipca 2013

Oddział specjalny z tekstem


Kabaret Pod Wyrwigroszem - ODDZIAŁ SPECJALNY 

Śpiewa Maurycy Polaski 

Na melodię z piosienki Włodzimierza Wysockiego z “Moskwa-Odessa” 

Эх, жизнь! 

Ну, заяц, погоди! 

Siedziałem sobie z Wanią в два героя, 
A z nami czas spędzały litry dwa, 
Bo Wania to mój dobry i jedyny kumpel z woja, 
Co obie swoje nogi jeszcze ma. 

Ja mówię mu: Wanieczko! Вот, говно! 
Zabiorą nam onuce i медали! 
A on mi na to, napełniając szkło: 
Tak to w specjalnym naszym jest oddziali! 

Oj, dziwne się zaczęły interesy, 
Gdy przyszedł raz w cywilu smutny pan, 
I, wykrzywiając twarz uśmiechem 
Chytrej stewardesy, 
Zasadzić wielką brzozę kazał nam. 

Один вопрос задали мы ему: 
Czy всё равно gdzie сволочь posadzimy? 
A on na mapie palcem wskazał : Tu, 
Po lewo, для ПутИна и РодИны! 

A potem zamknął nas do pewnej szopy 
Pamiętasz, Wania, как był wtedy zły. 
Сказал, nie wolno wam pod karą z szopy ruszyć жопы. 
Dopóki nie zdziełacie sztucznej mgły. 

Więc Wania, popuszczając sprytnie gaz, 
Wyglądał wręcz światowo, jak ten z Kombi, 
Dopóki pan nie uświadomił nas: 
Że  użyć надо magnetycznej bombi! 

Trotylem kazał faszerować kury, 
Dostarczył więc Waniuszy wielki spicz 
I zlecił tym trotylem strzelać z każdej kurzej dziury 
На случай, gdyby nam zabrakło mgły. 

I nagle wszystko pękło niby wrzód, 
A finał naszych prac pozostał przykry, 
I premii nie ma, i jest wielki smród, 
Bo pan Antoni chytrze spisek wykrył. 

Ja powiem Ci, Ванюша, это zuch. 
Co moc specjalistów ściągnął aż ze Stanów. 
Jak wielki jest w Rzeczpospolitej duch, 
Co zrodził tak zajebistego męża stanu 

Oj , robi się gorąco pod beretem, 
Bo marny niedowiarków czeka los. 
Do dupy nam się może dobrać mały wódz z tabletem 
I wyśle bezpośrednio nas na stos. 

Najgorsze, że zabawki wzięli nam 
I cały oddział śmiechem się upaja. 
Elvisów sześciu śpiewa “ram-pam-pam”, 
A Napoleon strzelił sobie w jaja. 

piątek, 5 lipca 2013

Krugmanizm w natarciu

Prawicowa (!) gazeta amerykańska dostrzegła to, co na moim blogu podkreślałem wielokrotnie: chcecie coś wiedzieć o współczesnej gospodarce? - czytajcie Krugmana. Z punktu widzenia logiki jest to o tyle śmieszne, że właśnie ta gazeta uznawała Krugmana za niewiarygodnego lewaka. Ale internetowa statystyka nie kłamie - biznesmeni czytają blog Krugmana. O zjawisku ignorowania jego wypowiedzi (jak również kilku innych niegłupich facetów) pisałem już kiedyś. Teraz pisze o tym sam laureat pierwszego miejsca w rankingu:
Nobody Pays Any Attention To What I Say Or that’s what people keep telling me. 
Actually, one of the odd but revealing things about modern conservatives is the way they alternate between paranoia about the vast left-wing conspiracy and insistence that people who disagree with them are part of a tiny fringe with no real following. Joe Scarborough thinks (or thought — has he updated?) that I was all alone in questioning deficit panic; the fairly large anti-me industry has been insisting for around a decade that I’ve lost all credibility except among credulous New York liberals.
So, on the general principle that if I am not for myself, who will be for me: that left-wing rag the Wall Street Journal has a new assessment, based on some supposedly objective criteria (but not including Twitter followers) of the most influential business thinkers. They see a big change since the last time they did this, five years ago. Back then, business strategy gurus — authors of books on reengineering the search for excellence in the total quality six-sigma chaos, and all that — dominated the list. This time, the top thinkers are:
1.Paul Krugman
2. Joseph Stiglitz
3. Bill Gates
4. Michael Porter
5. Thomas Friedman
6. Eric Schmidt
7. Richard Branson
8. Malcolm Gladwell
9. Robert Reich
10. Jack Welch
11. Muhammad Yunus
12. Niall Ferguson
13. Michael Dell
14. Howard Gardner
15. Jimmy Wales
Let me say, the fact that Joe Stiglitz is up there makes me more optimistic about the world; as I’ve written in the past, he’s an insanely great economist, in ways that you really can’t comprehend unless you do economic modeling, but until now I would never have envisioned him having the kind of reach he now does.
Something else, which the WSJ doesn’t emphasize, is that the list isn’t just heavy on economists; it’s heavy on liberal economists. I don’t think that’s an accident, and I don’t think it’s purely political. The fact is that in an era of markets gone massively bad, conservative economists don’t have much to offer except excuses.
Obviously it’s not completely one-sided; going down the list a bit further I see proof that PT Barnum was right. But still, interesting.

wtorek, 2 lipca 2013

Google pamiętał


Kot w pustym mieszkaniu

                                       Wisława Szymborska (2VII1923-1II2012)

Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.