Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autorzy scenariuszy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autorzy scenariuszy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 września 2014

Ciosek - autor scenariusza

Stanisław Ciosek nie napisał książki przedstawiającej całościowy scenariusz (takiej jak ta, w której Władysław Sikorski przedstawił scenariusz przyszłej wojny), ale w poniższym wywiadzie zarysował chociaż prawdopodobny scenariusz przyszłych wydarzeń. Muszę więc go dołączyć do elitarnej (z natury rzeczy) grupy Autorów Scenariuszy, grupy niezbędnej w społeczności wszystkich ludzi dobrej woli, realizującej hasło "Jak walczyć bez karabinu".

Cezary Michalski: Setną rocznicę wybuchu I Wojny Światowej obchodzimy fajerwerkami na wschodzie Ukrainy. W tej sytuacji do optymizmu historiozoficznego trzeba się trochę zmuszać. W 1914 roku europejskimi mocarstwami też nie rządzili wariaci, też nie było Hitlera, a pewnie się zgodzimy, że Putin nim nie jest. Byli „rozsądni” cesarze Niemiec, Austro-Węgier i Rosji, „rozsądni” premierzy i prezydenci Wielkiej Brytanii i Francji. Wszyscy chcieli rozegrać krótkie, najlepiej lokalne wojny, żeby zrealizować „realistycznie” definiowane cele. Tyle że nie rozumieli, że zamiast ułanów z piórami przy hełmach dysponują machinami nowoczesnych państw. W konsekwencji mieliśmy cztery lata rzezi, zniszczenie całego kontynentu i „dogrywkę” II Wojny Światowej. Czy „rozsądni” i „realistyczni” politycy także dzisiaj mogą popełnić podobny błąd?

Stanisław Ciosek: Tu także żadna ze stron nie ma intencji wywołania Wielkiej Wojny, ale proces destrukcji postępuje. Ja także zakładam, że Putin nie jest wariatem, że nie jest psychicznie chory, że mu o coś chodzi, kieruje się racjonalnymi przesłankami. On i jego otoczenie.

Co niczego nie gwarantuje.

Nie gwarantuje, ale daje przynajmniej szanse, żeby się wycofać z tego procesu, którego narastanie obserwujemy. Znam wielu ludzi z obecnego otoczenia Putina. To są zazwyczaj ludzie racjonalnie myślący, ale nawet tacy popełniają strategiczne błędy. Choćby jeden z czołowych politologów rosyjskich, Siergiej Karaganow. On cały czas namawiał Rosję, żeby zwróciła się w stronę Europy, żeby stamtąd czerpała siłę, oczywiście bez porzucania specyfiki rosyjskiej itd. A teraz mówi, że Europa jest wstrętna, że trzeba się kierować w przeciwną stronę i tworzyć w świecie antyeuropejskie alianse. I widzę, że takie głosy są na Kremlu słuchane.

Albo to on wyraża polityczne zamówienie, wynikające z sytuacji.

I je uzasadnia post factum. To całkiem możliwe.

Ale ja, próbując używać kategorii racjonalnych, uważam, że Rosji wciąż chodzi w całej tej sytuacji o znalezienie pomysłu na swój własny rozwój, na zdefiniowanie samej siebie, także na znalezienie własnego miejsca w porządku globalnym.
Takiego miejsca, w którym byłaby „szanowana”, „akceptowana”, miałaby poczucie partnerstwa. Dziś Zachód nie ma dla Rosji takiej propozycji. Także Rosja nie ma „na siebie” tego pomysłu i tego sposobu. Najlepiej to widać, jak przeanalizujemy dane ekonomiczne. Sam prezydent Putin, w lutym tego roku, całkiem otwarcie mówił do swojego rządu, że model, w którym dziś funkcjonuje Rosja jest do niczego. Oni doszli do muru, dalej na tej drodze niczego już nie osiągną, nawet nie zagwarantują sobie bezpiecznej kontynuacji stanu obecnego. Putin ma przed sobą kilkanaście lat rządzenia. Będzie poszukiwał jakiegoś pomysłu na rozwój, inaczej skończy jak Kaddafi czy Mubarak i sam o tym wie. A nie może wydobyć z obecnie funkcjonującego w Rosji modelu społeczno-gospodarczego tej energii, która by mu zapewniła gwarancję stabilnego sprawowania władzy. Tylko dzięki rozwojowi i wzrostowi gospodarczemu Putin może liczyć, że będzie prezydentem, który zakończy swoją kadencję przydomkiem „Wielki” albo możliwością dopisania do swego imienia rzymskiej jedynki. Inaczej go przepędzą.

Kryzys ukraiński kosztuje go coraz więcej, a nie rozwiązuje żadnego z problemów, o których pan mówi. Niektórzy obserwatorzy sugerują, że godząc się na przecięcie więzów z Zachodem, Putin próbuje wymusić „suwerenny” rozwój gospodarki rosyjskiej.

Ekipa kierująca Rosją wie dobrze, że międzynarodowa wymiana handlowa przynosi korzyści wszystkim jej uczestnikom. Ludzkość wpadła na to zanim wymyśliła pieniądz. Chińczycy też kiedyś mieli pomysł, że będą stal wytapiali na każdym podwórku. Dziś wpasowali się w globalizację i czerpią z tego zarówno nieporównanie większe zyski, jak też większe poczucie potęgi. Rosja swojej „suwerenności”, czy raczej autarkii, nie ma szansy odbudować w dzisiejszym globalnym systemie.

Także odwrócenie się od Europy nie jest rozwiązaniem. Do gazu eksportowanego do Chin będą prawdopodobnie dopłacać. Natomiast w dłuższej perspektywie Rosjanie mogą głębiej wyspecjalizować się w niektórych dziedzinach i sprzedawać światu nie tylko nieprzetworzone surowce. Powinni tu już zrobić dawno temu. Jeśli sankcje ich do tego zmuszą, a nie własny rozum, to dla dobra Rosji trzeba ich batożyć tymi sankcjami. Ale to oczywiście ponury żart.

Większość zachodnich ekspertów i mediów, ze szczególnym uwzględnieniem wpływowego globalnego lobby „sierot po zimnej wojnie”, uważa dziś, że aby mobilizować Zachód trzeba przedstawiać Rosję Putina jako mocarstwo potężniejsze od ZRSS i całego bloku wschodniego, potężniejsze od „miękkiej Ameryki Obamy” i „zdemoralizowanej Unii Europejskiej”. Czy pan chce demobilizować Zachód przedstawiając Rosję jako pogrążone w marazmie państwo surowcowe? 

Wolę realizm, niż mobilizowanie do walki fałszywymi argumentami, a fałsz szybko wylezie. Wystarczy rzucić okiem na statystyki.

Ale co ma przyspieszać rozwój Rosji, żeby nie musiała przed swoimi własnymi obywatelami i przed całym światem środkami militarnymi odgrywać imperium? Dziś na Ukrainie, jutro może gdzie indziej. Jak wyjść z tej spirali?

Gdybym był „carem”, na miejscu Putina, bo on prawie carem jest...

Bardziej carem, niż pierwszym sekretarzem.

Oczywiście. Ja w takiej sytuacji bym chciał, żeby mnie dołączyli do tej dwójki USA-UE, żebym był tym trzecim. To rozwiązałoby, w ten czy inny sposób, problem Białorusi, Ukrainy, Gruzji, które też do tej wspólnej przestrzeni by wówczas należały, nie będąc rozrywanymi przez „Zachód” i „Wschód”, a także przez realne napięcia wewnątrz tych społeczeństw i państw.

To idealistyczna wizja, poza tym rozwiązanie problemu Białorusi, Ukrainy, Gruzji „w ten czy inny sposób” to także temat negocjacji pomiędzy Zachodem i Rosją dotyczących ostatecznego kształtu i kalendarza wprowadzania umowy stowarzyszeniowej Ukraina-UE. W Polsce sposób negocjowania tej kwestii przez Niemcy czy Francję uważa się za „zdradę Ukrainy”.

To się jednak już dzieje w warunkach konfliktu, który całą sytuację zmienia. Ale po kolei. Bądźmy na chwilę carami. Rozmawiajmy jak dwóch carów Rosji. Ja rozmawiałem z Gorbaczowem, Falinem, Jakowlewem, Szewardnadze, z ludźmi, którzy współtworzyli politykę rosyjską przełomu 1991 roku i tworzyli ją po przełomie. Niektórzy z nich do dzisiaj są czynni. Ich marzeniem było to, żeby Rosja znalazła się w rodzinie euroatlantyckiej, sięgającej od Władywostoku po Lizbonę, „wspólny dom Europa” i tak dalej... 

To marzenia pomogło w bezkrwawym wyjściu Rosji z Europy Środkowej. Później jednak wygrało na Zachodzie myślenie, skoro Europę Środkową już mamy, po co nam Rosja? Można ją jeszcze głębiej zepchnąć do Azji, przycisnąć do chińskiego muru. W dodatku, niestety, ze standardami w Rosji wciąż było kiepsko. A później jeszcze pojawiła się Czeczenia, która to wszystko zbrutalizowała.

Mówi pan o standardach, ale dla Rosjan było ważne, czy będą to standardy narzucone, czy standardy jednak różne, ale które się między sobą negocjuje. Tak na marginesie, Rosja, przynajmniej w duszy, w marzeniach, chce być Europą. Oni chcą uciec z tej Azji. Ale te marzenia dominują głównie w kręgach elit intelektualnych, dawnej inteligencji. Zresztą, spór o europejskość czy azjatyckość Rosji toczy się od setek lat.

Od początku kryzysu ukraińskiego wzrosło tempo ucieczki na Zachód rosyjskich pieniędzy, wywożenia dzieci, zabezpieczania się. Nawet ze strony tych oligarchów, którzy deklarują lojalność wobec Putina. Oni też wolą dla swoich dzieci Eton i Oxford od MGIMO.

To ciążenie jest i Zachód go nie wykorzystał. Albo chciał wykorzystać w taki sposób, który tylko przyczynił się do dzisiejszego zerwania. Sam byłem świadkiem, jak do Moskwy przyjechała ta sama ekipa Sachsa, która wcześniej była w Warszawie. Z tymi samymi doradcami, z tą samą wizją transformacji, autorstwa MFW i Banku Światowego.

Znam Polaków, sensownych, odpowiedzialnych, pracujących w instytucjach europejskich, którzy panu odpowiedzą: „jak to Zachód nie wykorzystał szansy przyciągnięcia Rosji? Wysłaliśmy im Sachsa, gdyby mieli własnego Balcerowicza teraz już by byli tacy sami jak my”. Oni to mówią z pasją i przekonaniem, bez cienia refleksji. Ale z drugiej strony, globalizacja to przemoc, a Rosja zimną wojnę przegrała.

Tyle że scenariusz Sachsa i Balcerowicza w Rosji nie mógł się udać. Polska tę dawkę trucizny przyjęła, na nogi to nas ostatecznie postawiło, ale Rosję to zniszczyło.
Inna historia, inne warunki społeczne. Wszystko inne.

Także w Polsce koszty społeczne transformacji ciągle nam się odbijają czkawką. W każdej chwili może wygrać populizm, którego źródła są oczywiste, choć elity transformacyjne udają, że nie wiedzą, skąd to się wzięło.

W Rosji to w ogóle padło. Próba realizowania tam przez Zachód neoliberalnego scenariusza to była głupota, za którą, nota bene, Jeffrey Sachs się kaja do dzisiaj.

Bardziej nawet, niż za „błędy” popełnione w Polsce. 

To było nie do przyjęcia w Rosji, to się wynaturzyło za czasów Jelcyna czy Gajdara, głównie w postaci oligarchizacji. Tam wówczas w głupi, krótkowzroczny sposób rozdano cały majątek. Stworzono oligarchów, a potem oligarchowie skoczyli Kremlowi do gardła. Bieriezowski i inni byli kingmakerami, zresztą oni wykreowali także Putina. Jeśli ktoś startując z dwoma procentami poparcia, a tyle miał Jelcyn przed drugą turą, wygrywa wybory, wiadomo, jakie pieniądze muszą na to pracować. Ale Putin postanowił złapać oligarchów za pysk. I zrobił to. 

Większości z nich nie odebrał jednak majątku, a tylko odsunął od wpływu na władzę. Żadnej „sprawiedliwości społecznej” wobec transformacji nie było.

To prawda, sprawiedliwości tu nie było, ale konsolidacja władzy i kilka widowiskowych likwidacji oligarchów, co znaczna część Rosjan uznała za sprawiedliwość. Putin zrobił to w brutalny sposób i teraz ma u siebie oligarchów posłusznych. Wysyłają pieniądze za granicę, chcą się zabezpieczyć, ale są posłuszni, swoich wielkich pieniędzy nie wykorzystają do obalania Putina czy do kreowania jego konkurentów. Na Ukrainie transformacja wyglądała zresztą tak samo. Wykreowała oligarchów, tylko nie było tamtejszego Putina, żeby ich zdyscyplinował, wciągnął w służbę władzy. Na Ukrainie, za czasów Janukowycza i dzisiaj, oligarchowie mają gigantyczny wpływ na państwo.

Jeden z nich stał się nawet prezydentem, inni pozwalają Kijowowi kontrolować część wschodniej Ukrainy.

Tego nie ma w Rosji. Tam wystarczy trzymać szafę pełną kwitów. I pozwalać na więcej w biznesie tym, na których ma się kwity mocniejsze. Myślę, że władza w Rosji gromadzi dokładną dokumentację całego okresu, w którym zaczęły się tworzyć w Rosji obecne majątki. To jest narzędzie kontroli. Jako dygresję, opowiem panu realną scenę, której byłem świadkiem, kiedy Putin startował na kolejną kadencję prezydentury. Rosyjski Związek Przedsiębiorców zorganizował kongres, na który mnie zaproszono. Na czele tego związku stoi Aleksander Szochin, były wicepremier u Jelcyna, ze stajni Gajdara, były demokrata. Ja z nim jeszcze jako ambasador RP załatwiałem formalne rozwiązanie problemu naszych wzajemnych rozliczeń w rublach transferowych. Nikt tego nie potrafił rozwikłać, bo rubel transferowy to był zupełny kosmos, nie do zrozumienia. Zatem razem z Szochinem machnęliśmy opcję zero. Miałem zresztą do tego decyzję naszego rządu. No więc przyjechałem tam na jego zaproszenie. Właściwie dopiero na miejscu zrozumiałem, że ten kongres jest robiony po to, by wesprzeć kandydaturę Putina na prezydenta. To się odbywało w moskiewskim hotelu Ritz. Najbogatszym, najbardziej luksusowym z całej tej globalnej sieci. W jego miejscu stał wcześniej hotel Intouristu, szkło, beton, jak paskudne stare pawilony typu Berlin czy Lipsk. Patrzę, nie ma tego pawilonu. W tym miejscu stoi niezwykły budynek, odtworzony według przedrewolucyjnych planów, w przepięknym stylu. Wchodzę, to zgromadzenie jest na pierwszym piętrze, półtora tysiąca ludzi. Ale przed wejściem na salę zszokowany studiowałem przez parę minut drzwi do toalety. Nie wiem, ile one mogły być warte, ale na pewno majątek. Mozaika z najbardziej luksusowych rodzajów drewna, niebywałe bogactwo. Różnica między amerykańskim Ritzem i rosyjskim jest tego rodzaju, że wszędzie tam, gdzie w amerykańskim jest coś pozłacane, to w rosyjskim jest szczerozłote.

W Moskwie było parę lat temu zameldowanych więcej miliarderów niż w Londynie czy Nowym Jorku. 

Na sali z żyrandolem dwadzieścia razy większym niż te, pod którymi urzęduje Komorowski, podium, na nim dwa fotele, dla Putina i Szochina właśnie. Potem pierwszy rząd krzeseł – prawitielstwo, czyli przedstawiciele władz. Drugi rząd - zagraniczne delegacje, czyli także ja. Dalej pozostali. Za mną np. siedział Michaił Prochorow, siedemnaście miliardów euro majątku. Na sali wszyscy oligarchowie. Po długim oczekiwaniu wchodzi Putin – on się lubi spóźniać na takie spotkania – wraz z Aleksandrem Szochinem, do którego mówi per „Sasza”. Nie pozwala się witać, sam bierze mikrofon, rozgląda się po sali i mówi – przy otwartym mikrofonie, tak że cała sala słyszy – „no Sasza, powiedziałeś, że tu jest osiemdziesiąt procent całego majątku Rosji. Ale tak się przyglądam, przyglądam – patrzy po sali, kiedy to mówi, cały czas niby do Saszy, ale przy pełnym nagłośnieniu – więcej będzie, niż osiemdziesiąt procent”. „Popatrz – pokazuje na miejsca sali, gdzie największe tuzy siedzą – skoro takie towarzystwo dziś mamy, to trzeba by jednak rozpocząć od tej podstawowej sprawy, od początku lat dziewięćdziesiątych”. Ja się najpierw nie zorientowałem, o co chodzi, ale zaraz zrozumiałem, bo sala wokół mnie po prostu stężała. „No, kiedy te majątki powstały...” – ciągnie Putin.

Oczywiście do Saszy.

Do Saszy, jak najbardziej. „Właściwie trzeba by tam zajrzeć głębiej, przyjrzeć się, skąd to się wszystko wzięło”. I tak się pastwi, jak kot, który cukrzy mysz przed pożarciem, igra z nią, żeby była słodsza. A na sali strach, zamroziło wszystkich, sople widać. I tak męczy ich przez parę minut, a w końcu mówi, cały czas w formie tej rozmowy z Saszą: „wiesz, ale chyba damy sobie spokój. To by było niemożliwe, żeby to wszystko odtworzyć i sprawdzić. Żeby tak sprawiedliwie... Dużo czasu minęło, tyle się zmieniło, chyba trzeba będzie darować”. Oddech ulgi na sali, ja to na plecach czułem. On z nimi igrał jak car, który batożył bojarów i brody im golił. Tę ulgę też wyczuł i wtedy po raz pierwszy się zwrócił otwarcie do sali. Mówi: „no, no, nie cieszcie się tak za wcześnie, nawet jak tak zrobimy, że to puścimy w niepamięć, to będziecie się musieli z państwem rosyjskim podzielić”. I wie pan, jaka była reakcja?Burnyje apłodismienty. Owacja na stojąco.

Sami ochotnicy do dzielenia się z rosyjskim państwem?

Wie pan, jak ten siedzący za mną policzył, ile mu zostanie z siedemnastu miliardów, to odetchnął z ulgą. Nawet jak mu połowę zabiorą, to ma drugą połowę legalnie.

Przynajmniej na jakiś czas.

I może żyć.

W jaki sposób Putin, którego pan konsekwentnie przedstawia jako tego nowego cara, chce wykorzystać do „negocjacji z Zachodem” kryzys ukraiński? Na razie Rosja za to płaci, zysk jest tylko propagandowy.

Putin i jego otoczenie to nie są przecież głupi ludzie, wierzę też, że nie są to ludzie szaleni, oni prowadzą grę. I nawet wówczas, gdy wydarzenia rozwijają się w sposób dla nich nieoczekiwany - bo oni nie przewidzieli skali Majdanu i jego konsekwencji - będą próbowali wyciągnąć z tego kryzysu jakieś korzyści. A korzyści mogą być fundamentalne: wymusić na Zachodzie realizację dawnej obietnicy włączenia Rosji do rodziny euroatlantyckiej, do obszaru rozwoju i wzrostu. Na podmiotowych i partnerskich warunkach.

Ale od tego celu kryzys ukraiński chyba ich na razie oddala, bardziej niż kiedykolwiek od czasów Gorbaczowa?

To musi trwać, to nie będzie za pięć minut.

Ale proszę bardzo, jestem tym carem rosyjskim. I trzymam Ukrainę, ona jest mi potrzebna po to, żeby się gotowała, żeby pozostawała niestabilna, żeby groziła rozpadem albo wybuchem wewnętrznym.

Żeby nie weszła do NATO i do Unii Europejskiej. Wydzielam sobie Krym, także wschód Ukrainy będzie mój. Albo jako „niepodległy” skrawek ziemi, albo jako mój protektorat.

Jeśli to jest tyle wygryzionego, ile na dzisiaj, to jeszcze nie musi w sposób konieczny destabilizować całej Ukrainy.

Oj, będzie destabilizować, zobaczy pan to już w czasie ukraińskiej kampanii wyborczej. To jest dziesięć procent ludności Ukrainy, a potencjału gospodarczego jeszcze więcej. To jest potrzebne jako destabilizator.

Ale Zachód się mobilizuje, NATO zmienia doktrynę.

Wiadomo, że Zachód rakiet jądrowych w obronie Ukrainy na Rosję nie wyśle. Powiedział to wyraźnie. Podobnie jak Putin powiedział, że nie przestanie dawać Zachodowi ropy i gazu. To jest rosyjska broń jądrowa.

Nawet w latach osiemdziesiątych, w czasie ostatniego paroksyzmu zimnej wojny, ZSRR był głównym dostawcą ropy i gazu dla Europy Zachodniej.

Oni z tego żyją i to będzie broń, której nie będą chcieli „odpalić”. Ale Ukraina będzie cierniem w tej części świata, cierniem w Europie, to będzie ropieć. Biedna Ukraina będzie za to płacić krwią, stratami gospodarczymi.

A jeszcze zobaczy pan, że mogą być nowe Majdany. Zachód nie utrzyma Ukrainy na takim poziomie, żeby miała szybki wzrost gospodarczy, żeby były wyższe płace, emerytury. Będzie na czym budować niezadowolenie społeczne i destabilizować ukraińskie państwo.

Płyną tam miliardy z MFW i UE.

I w większości wracają do darczyńców, bo tymi pieniędzmi Ukraina spłaca długi. Te miliardy będą jeszcze w dodatku opłacać wyższe rachunki za rosyjski gaz. 

Nadal nie zbliżamy się do sytuacji, w której Rosja staje się „częścią obszaru euroatlantyckiego”.

Ten ropiejący wrzód będzie bolał nas na Zachodzie, a Putin będzie to trzymał jako narzędzie nacisku i szantażu.

Rosjanie zaproponowali renegocjacje układu stowarzyszeniowego Ukraina-UE, a Francja i Niemcy to zaakceptowali, czego konsekwencje widzieliśmy w ostatnich dniach. Opóźnienie otwarcia ukraińskiego rynku, żeby nie wypychać stamtąd towarów rosyjskich. Być może także opóźnienie implantacji prawa unijnego, żeby rosyjscy i ukraińscy oligarchowie mogli dalej żerować.

Mało – ja to oczywiście mówię z pozycji tego cara Rosji. Mało! To nie o Ukrainę tu chodzi, ale o mnie. O mój kraj. O realne działania Zachodu wobec Rosji. Nie wpuszczę wam tej Ukrainy do Unii, sprawię, że tam się będzie gotować. Wy musicie wreszcie zrozumieć, że problemem kluczowym kontynentu europejskiego w XXI wieku jest Rosja. Wasz stosunek do Rosji. Jeśli nie zaakceptujecie mojej roli jako partnera, ja wam będę gotował Ukrainę i nie tylko Ukrainę.

Konserwatywny „Trzeci Rzym” dla antyunijnych nacjonalistów i tradycjonalistów religijnych? Nostalgia za ZSRR dla niemieckiej Die Linke i greckiej Syrizy?

Będę szukał dla siebie sojuszników po zachodniej stronie, w Europie. Na skrajnej prawicy, na skrajnej lewicy. I będę ich znajdował destabilizując Unię Europejską. A ze strony Zachodu na razie jest tylko koncepcja zapędzania niedźwiedzia do gawry. On stamtąd wylezie i będzie robił szkody. Trzeba to inaczej rozwiązać, a przecież ze strony Zachodu nie było przez te ostatnie 20 lat poważnej propozycji dla Rosji.

A jaka by ona miała być, skoro nie uważa pan za „poważne” wysłanie tam kolejnego Sachsa i czekanie na kolejnego Balcerowicza? Oczywiście ze skutkami ubocznymi w postaci upodmiotowienia się kolejnego pokolenia oligarchów.

Jak już sobie powiedzieliśmy, Rosja po dobroci na coś takiego nie pójdzie, bo wie, że to by ją zniszczyło. A dziś Putin ustabilizował ją na takim poziomie, że ona na to iść nie musi.

Zachód będzie czekał, tak jak czekał przez kilka dekad zimnej wojny. Wydobycie ropy i gazu w Rosji spadnie, Ameryka zacznie eksportować gaz i ropę z łupków. Spadną ceny na rynku światowym. Rosja przegra.

Przetrwa, wbije zęby w ścianę, ale przetrwa. A jej możliwości destabilizowania Europy będą cały ten czas znaczne. W dodatku ryzyko konfliktu będzie narastało, także militarnego.

ZSRR nigdy nie użyło armii we frontalnym konflikcie z Zachodem. A tylko tu mogło zremisować, bo jak się ma możliwości zagłady globalnej, to przynajmniej remis jest w zasięgu. Gospodarczo i społecznie Rosja ani ZSRR z Zachodem zremisować nigdy nie potrafiły.

Rosja radziecka nie użyła armii w obronie martwej ideologii, ale ta Rosja może jej użyć w obronie żywego nacjonalizmu. ZSRR nie składał się z Rosjan, więc łatwiej mógł się rozpaść. Rosja składa się z Rosjan, konsolidacja jest większa i większe jest ryzyko militarnego konfliktu. W każdym razie Zachód musi się z tym liczyć. Amerykanie, Niemcy, Francuzi biorą to pod uwagę w swoich kalkulacjach. To wszystko oczywiście przy założeniu, że przy stole, po wszystkich stronach, siedzą ludzie normalni, a nie szaleńcy. Że to jest kalkulacja i rachunek, choćby najbardziej nawet nieprzyjemny. Bo oprócz tego wisi jeszcze nad nami głupota, idiotyzm, nieprzewidywalność, przypadek, zbieg zdarzeń, emocje.

Zatem chęć rzucenia Rosji na kolana metodami gospodarczymi, tak jak u schyłku zimnej wojny, jest pana zdaniem nieracjonalna?

To tylko zwiększy napięcie, doprowadzając je do granic bezpieczeństwa całego świata. To niebezpieczna gra. Zresztą, nawet jak Putin by upadł, powstaje pytanie, kto będzie po nim. Moim zdaniem, ktoś gorszy. Sądząc po nastrojach w tej dzisiejszej, już nieco „przyciśniętej” Rosji.

Jaki scenariusz pozytywny?

Ja, jako ten car, życzyłbym sobie włączenia nas, Rosji, w struktury Zachodu. Ale Rosjanie mają to wszystko policzone. Nasze przystąpienie do WTO strasznie dużo kosztuje. Na tym wolnym rynku, w tej wolnej konkurencji, zwycięża ten, kto ma lepszą technologię, jest na wyższym poziomie cywilizacyjnym, ma silniejszy biznes, klasę średnią, mieszczaństwo. On spija śmietankę tej całej konkurencji. A mnie pozostają ochłapy, bo moje państwo jest bardziej zacofane. To trzeba zmienić!

Zatem pan jako car wie, że oszukuje swoich obywateli mówiąc, że po zerwaniu z Zachodem może mieć lepsze statki desantowe, tańsze warzywa i mięso, lepsze samoloty i atomowe łodzie podwodne, wystarczy się tylko wysilić przez jedną dekadę? Car wie, że Rosja nie ma takich rezerw, stąd szantaż militarny wobec Zachodu, testowany na tej próbie ukraińskiej?

Jako car mam świadomość, że bez technologii i czynników wzrostu zachodniego świata nie dam rady, skończę jak Kadafi. Używam jedynego argumentu jaki posiadam, czyli faktu, że dysponuję środkami globalnego zniszczenia. Ale cały czas zakładam inny scenariusz, racjonalny.

Powtórzenie obietnic z Reykjaviku, ale tym razem dotrzymanych przez Zachód?

Dokładnie, bo tym razem na Kremlu nie ma późnego Gorbaczowa czy Jelcyna. Nie będzie Sachsa w Moskwie. Jeśli dopuszczą mnie do tego globalnego podziału wpływów – a myślę, że Putin by na to poszedł – moglibyśmy razem zmieniać Rosję, bo ją trzeba zmieniać od fundamentów. Dlaczego Rosja jest taka dzika i nieporównywalna z Zachodem? Otóż w zachodniej części kontynentu mamy klasę średnią. Jej losy też były różne, ale ona dała demokrację, dzięki niej może przetrwać państwo prawa, to ona odegrała decydującą rolę w rozwoju Zachodu.

W Rosji państwo stworzyło inteligencję, jako własne narzędzie modernizacji.

I wie pan, ile osób żyje dziś w Rosji z państwa? Sto milionów. Ludzi zależnych, posłusznych.

Uwłaszczenie oligarchów utrudnia uwłaszczenie 100 milionów pracowników państwowych. W Polsce też to przerabialiśmy: albo się spłaca elitę dawnego ustroju i ustroju nowego, albo się buduje „ludowy kapitalizm”.

Chwileczkę, po pierwsze, Rosja może odebrać jakąś część tych pieniędzy, zgodnie z tą obietnicą Putina przyjętą z ulgą przez oligarchów. Mogę odebrać im 50-procent albo i więcej. Powsadzam was, jako car, jeśli nie będziecie się chcieli podzielić. Spróbujcie się tylko zbuntować i nie dać, to będziecie rękawice szyć jak Chodorkowski. Albo skończycie jak Borys Bieriezowski, który się uważał zakingmakera. To jest opcja realna i naród mnie poprze. Sam naród będzie te pałace zajmował. Ale to nie rozwiąże naszego problemu. Carowi Rosji potrzebna jest współpraca z Zachodem. Gdybym ja był z kolei monarchą Zachodu, a nie szefem NATO czy Unii, który musi wszystko uzgadniać z 28 państwami...

Gdzieś ten monarcha jest, między Waszyngtonem, Londynem, Berlinem i Paryżem, nawet Brukselą...

Ale to utrudnia, opóźnia. Jednak gdybym miał carowi Rosji odpowiedzieć jako monarcha Zachodu, - wiem, że na krótką metę to jest nierealne, co ja teraz mówię – zaproponowałbym plan wart może jedną trzecią, co najwyżej połowę tego, cośmy dali na ratowanie systemu bankowego, licząc w bilionach euro. Plan sfinansowania przebudowy struktury wytarzania w Rosji.

Bez wchodzenia zbyt głęboko w standardy rosyjskiej polityki, praw człowieka?

Wie pan, jaki jest koszt kredytu w Rosji? 28-30 procent. To zabija wszelką przedsiębiorczość. A do tego dochodzi jeszcze bałagan, niewydolność systemu, korupcja. Tymczasem monarcha Zachodu ma sieć banków, która może finansować przedsiębiorczość w Rosji. Ona jest tam zdławiona, ale Rosjanin to nie jest żaden Homo Sovieticus, to są tacy sami ludzie jak my. Ja widziałem Moskwę w dniach, kiedy zdjęto tam radziecką pokrywę. Energia, przedsiębiorczość tych ludzi po prostu wybuchła, ale siłami wręcz zbrojnymi, milicją i prokuraturą, więc szybko nałożono tę pokrywkę z powrotem. Rosjanie boją się dziś własnego państwa, ale załóżmy, że idą do nich te zachodnie pieniądze, a ja, car Rosji, gwarantuję – oczywiście, przebudowując także struktury zarządzania gospodarką – że wam tego nie zabiorą. Razem przebudowujemy Rosję, ale nie tak jak po roku 1991, w zasadzie przyczyniając się do rozbicia tego państwa. Przeciwnie, współpracując z carem, pamiętając, że w Rosji każda reforma idzie od tronu.

I dopiero powodzenie reformy, która z tych 100 milionów poddanych państwa uczyni rosyjską klasę średnią czy rosyjskie mieszczaństwo, a nie wyłącznie wykreuje kilkudziesięciu nowych oligarchów, może doprowadzić do sytuacji, w której w Rosji, poza tronem, pojawi się po stronie społecznej jakiś inny podmiot polityczny. W tej chwili Zachód nie ma dla Rosji takiej propozycji, choć najrozsądniejsi politycy zachodni, głównie niemieccy, wiedzą, że bez takiej propozycji Europa będzie destabilizowana. Ukraina będzie krwawić, a na horyzoncie wciąż będziemy widzieć konflikt jeszcze bardziej dla nas wszystkich ryzykowny, globalny konflikt militarny.

Zatem Putin staje się Piotrem I, Zachód mu w tym pomaga. Ale dziś jesteśmy dalej od tego scenariusza, niż kilka lat temu. Między innymi w konsekwencji kryzysu ukraińskiego.

Ale kryzys ukraiński wybuchł na tym poziomie nie z winy samej tylko Rosji, ale z winy Rosji i Zachodu, które pospołu nie potrafiły się w kwestii Ukrainy dogadać. A także w konsekwencji błędów samych Ukraińców. Dziś z punktu widzenia cara Rosji destabilizowanie Ukrainy to jest szantaż wobec Zachodu. Szantaż przy użyciu jedynego argumentu, który carowi pozostał, argumentu militarnego. Sam pan powiedział, że na tym polu Putin może przynajmniej zremisować, bo zagłada jest remisem. A ten scenariusz pozytywny, o którym mówię, a który można by realizować po wyjściu z kryzysu ukraińskiego, pokazuje przynajmniej kierunek. Ten kierunek widzi i akceptuje wielu polityków na Zachodzie.

Polska opinia publiczna jest od takich refleksji skutecznie izolowana, co najwyżej przedstawia się jej podobne scenariusze, jako scenariusze zdrady. Ale z drugiej strony, pan sam wątpi w realizm tego rozwiązania.

Dzisiaj mówienie o szybkim wygaszeniu konfliktu na Ukrainie to mrzonki. Przy najlepszym możliwym scenariuszu musi wcześniej nastąpić zmęczenie materiału, po stronie ukraińskiej, rosyjskiej, także po stronie Zachodu, żeby z czymś konstruktywnym wyjść. Program, o którym mówię, to jest program na 10-15 lat.

Ale jeśli nie potrafimy tego zrobić, to na pewno powrócimy do zimnej wojny, na całego, zaczniemy się zbroić. A Polska przez cały ten czas będzie państwem frontowym, co tylko głupcom może się podobać.

Co do jednego jestem przekonany: bez przebudowy swych fundamentów Rosja nie da nam żyć spokojnie.

Stanisław Ciosek - ur. 1939, polityk i dyplomata. W okresie PRL działacz ZSP i PZPR. Członek Biura Politycznego KC PZPR. Od 1980 do 1985 roku minister d.s. związków zawodowych. W 1989 roku uczestniczył w rozmowach okrągłego stołu. Od 1989 do 1996 roku polski ambasador w ZSRR, a następnie Federacji Rosyjskiej. Obecnie członek Rady Fundacji „Amicus Europae” Aleksandra Kwaśniewskieego.

Do powyższego scenariusza warto dodać najnowszy felieton Cezarego Michalskiego:
http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20140930/o-szkodliwosci-pamieci-dla-zycia

niedziela, 15 kwietnia 2012

Blog Krugmana

  I co ja zrobię, że Krugman jest moim intelektualnym idolem? Podobnie, jak dawniej Mann, Proust, a potem Woody Allen? Tylko Krugman w tym całym bezhołowiu poglądów trzyma klasę i potrafi zaproponować czytelnikom swojego blogu (blogu numer 1 na świecie) piosenkę artystycznie oburzonej grupy Katzenjammer (Kac):

a jednocześnie błyskotliwie zestawione naukowe wykresy dokumentujące pięć lat zastoju ekonomicznego.

środa, 14 marca 2012

List otwarty

  Co sprawiło, że "żaden z tekstów wydanych przez polskie partie socjalistyczne do roku 1918 nie miał tak wysokich i licznych nakładów" ("Sacrum i rewolucja" Andrzeja Chwalby s.170), jakie miał anonimowo napisany przez Stanisław Przybyszewskiego "List otwarty do polskiego ludu roboczego" - z fikcyjnym podpisem: ksiądz Piotr Ściegienny. List rozpoczyna się trzema oświadczeniami samego (fikcyjnego) księdza Ściegiennego:
„Bracia kochani! Po raz pierwszy odzywam się do Was, nie jako do posłusznych mi owieczek, które trzymałem, by ułatwić Panom strzyżenie Was, ale jako do braci. Wasze i dzieci Waszych łzy gorzkie doszły do serca mojego i duszy mojej i cierpię razem z wami, widząc Waszą nędzę, ciemnotę i poniżenie. Teraz dopiero pojąłem przyczyny cierpień Waszych i widzę jasno, że księża zamiast pójść śladami Chrystusa i bronić wszystkich uciśnionych, z religii zrobili sobie zyskowny kram, a z wiary środek do ogłupiania Was i dlatego postanowiłem zdjąć łuskę z oczu Waszych i jak Chrystus biczem słów moich wypędzić tych handlarzy z kościoła.”
„Dotychczas byłem posłusznym sługą panów i rządu i żądania ich objawiałem Wam z ambony, jako żądania od Boga pochodzące.”
„Żądałem od Was pokory i uległości względem panów, wstrzymywałem Was wszelkiemi siłami od wystąpień przeciwko wyzyskowi, dowodząc Wam, że im więcej cierpieć będziecie na ziemi, tem większą nagrodę otrzymacie w niebie. Kłamałem Wam, mówiąc, iż w imieniu Boga żądam od Was pracy na panów, podatków na rząd, pokory względem tyranów, gdyż wszystko to opiera się na fałszu i obłudzie. Bóg stworzył Was nie dla tego, żebyście żyli w nędzy i niedoli, znosili chłód i głód, ale dlatego, żebyście byli swobodni, korzystali ze wszystkich wygód, pracowali nie na panów, ale na siebie.”

  Potem zadaje odbiorcom listu pytania:
„Czyż Wy nie widzicie, że obcy ludzie żyją pracą Waszą opływając w dostatkach, podczas kiedy Wam nieraz brak chleba czarnego?"
 „Czyż Wy nie czujecie, jaką pogardę mają do Was wszyscy ci, których Wy pracą swoją utrzymujecie ?”
"Jeżeli to wszystko widzicie i czujecie, to czemu nie zapłoniecie świętym, bo słusznym gniewem i nie wystąpicie do walki z całą tą ohydą ?”
„ Z pracy Waszej powstaje wszystko , co służy do zaspokojenia ludzkich potrzeb; bez Was ludzie byliby pozbawieni wszelkich wygód, a w końcu kto korzysta z owoców pracy Waszej ?”

  Odpowiedzi wskazujące przyczyny nędzy i poniżenia są jednoznacznie:
„Panowie, którzy przywłaszczyli sobie ziemię, która zarówno jak powietrze i woda przeznaczoną była dla wszystkich ludzi, a także i fabryki, które przecież nikt inny jak robotnicy swojemi rękami wystawili.”
„Panowie doszli do władzy, rząd zrobili narzędziem w rękach swoich, postawili go na straży swoich interesów i na domiar złego każą się Wam wybierać na posłów, chcąc w ten sposób zepchnąć na Was wszystkie podatki i powiększać wojsko naturalnie przeciwko Wam”
 „Wszyscy ludzie powinni być równi, zdrowy człowiek na zdrowego człowieka, robotnik na pana, wszyscy na jednego nie powinni pracować. Pan taki sam człowiek, jak i Wy : ma ręce, nogi, zdrowie i powinien sam zarabiać na swoje utrzymanie.”
 „Nie ma teraz sprawiedliwości na świecie i teraz z pewnością, gdyby Chrystus się zjawił, wyrzekł by się wszystkich obłudników podszywających się pod słowa Jego, przeklął by waszych ciemięzców : panów i księży i stanął by po stronie tych, co bronią spraw Waszych, bo po waszej stronie prawda i słuszność!”
„Słuchajcie mnie i przyjmijcie do serca, to iż pokorę winniście tylko prawdzie i sprawiedliwości, nie zaś gwałtom i krzywdzie, a wszystkie porządki dzisiejsze są dziećmi niesprawiedliwości i same niesprawiedliwością się stały.”
 „Przeciwko sile zła, które wszechwładnie zapanowało na świecie, postawcie Wy nie modły, nie prośby, ale siłę dobrego. Pamiętajcie, że pokorą nie zdobędziecie sobie nic, groźbami mało, a wszystko siłą. Siłą tą u Was jest jedność robotnicza, przeciwko której nic się ostać nie potrafi!”
 „Siłą tą u Was są organizacye socyalistyczne , walczące ze wszystkiem, co Was gnębi i uciska w celu uwolnienia ludzkości od trapiących ją nieszczęść. Kiedy wszyscy zrozumiecie nareszcie jasno całą podłość obecnego porządku i połączycie się w jedną potężną partyę, zło zginąć musi.”
 „Sztandar nasz powiewać będzie nad światem całym, który wyzwoli się z pazurów gwałtu i fałszu. Obecny padoł pracy i łez zmieni się w dolinę pracy, szczęścia i dobrobytu, a wtedy już nie będzie żadnej polityki hańbiącej, która z religii robi tylko narzędzie ucisku.”
„Jak rzeki w biegu żadna siła nie jest w stanie wstrzymać, tak i próżne będą wysiłki wszystkich wrogów prawdy i sprawiedliwości w celu stłumienia Waszego ruchu.”
„Przejrzyjcie nareszcie, nie słuchajcie panów i ich płatnych pochlebców, gdyż oni czyhają tylko na zgubę Waszą, ale idźcie za głosem rzeczywistych obrońców szczęścia Waszego. Porzućcie wszyscy Wasze poniżanie się przed gwałtem, albowiem tylko dla dzikich pogan możebnem jest całować tę ręką, która ich smaga, a przecież nawet i robak żądłem się broni. W organizacjach socyalistycznych w walce z panami i fabrykantami możecie znaleźć tylko drogę wyjścia ze swojego strasznego położenia! Tak mówię Wam ja, com prawdę umiłował nade wszystko; jako sługa sprawiedliwości zwracam się do Was: walczcie do ostatniej kropli krwi z wyzyskiem i niesprawiedliwością, a zwycięstwo będzie po Waszej stronie.”

Mocną wymowę ma ten "Manifest socjalizmu chrześcijańskiego"! Trafiał do wierzącego w ogromnej większości, polskiego ludu roboczego, a napisany współczesnym językiem (pierwowzór ukazał się w 1892 roku), też odniósłby podobny sukces.

wtorek, 28 lutego 2012

Konkurujesz albo obumierasz

  Trzy dni temu (25 lutego) Krugman przedstawił dobrze udokumentowaną krytykę europejskich dróg wyjścia z obecnego kryzysu, którym dotknięte są w strefie Euro: Grecja, Irlandia, Portugalia, Hiszpania i Włochy (na poniższych wykresach zaznaczone czerwonymi słupkami).
A więc teoria pierwsza głosząca, że przyczyną kłopotów są zbyt wysokie wydatki publiczne i wystarczy je obciąć, a kryzys sam się zlikwiduje, nie daje się obronić w świetle danych z OECD Factbook za rok 2007 (ostatni przedkryzysowy rok):
Pogląd niemiecki, że wszystko wzięło się z niefrasobliwego podejścia do deficytu budżetowego w latach poprzedzających kryzys (1999-2007), też nie znajduje potwierdzenia w danych o średnim deficycie krajów strefy Euro z IMF WEO database (pamiętajmy, że wspólną walutę wprowadzono w 1999 roku):
Poza Grecją i Włochami wszystkie kraje zachowywały się wręcz wzorowo pilnując swoje deficyty. Gdzie więc tkwi źródło kłopotów? Spójrzmy na średni, bieżący bilans handlowy z lata 1999-2007. Widać, że to co wyeksportowała gospodarka niemiecka (cały czas na sporym plusie) zostało zaimportowane przez pięć obecnie "dołujących" gospodarek i stało się z upływem czasu prawdziwym źródłem ich kłopotów (dane z IMF j.w.):

Teraz moje podsumowanie (Krugman używa nieznanego jeszcze u nas pojęcia reflacji, więc nie bardzo wiedziałem jak zreferować jego wywód):
Bez wyrównania konkurencyjności wymiany handlowej nie uda się utrzymać jedności strefy Euro! Jak kiedyś Anglia podbijała świat swoim eksportem wymuszając siłą militarną otwarcie granic handlowych w Indiach, czy Chinach (słynne wojny opiumowe), to samo robią dziś Niemcy przy pomocy wspólnej waluty w Europie (granice sami otworzyliśmy). Przed podobnym problemem stanie niedługo Polska (nawet bez przyjmowania Euro), gdy wypłaty ze wspólnego unijnego budżetu zmaleją, a procedura akcesyjna zabroni zdewaluować złotego.
  Trawestując słynne "Maszerujesz albo umierasz" z czasów Legii Cudzoziemskiej przemierzającej pustynne obszary północnej Afryki, przyswoimy wreszcie sobie, że w obecnym świecie obowiązuje zasada: "Konkurujesz albo obumierasz". A najlepiej konkurować kreatywnością.

piątek, 6 stycznia 2012

Państwa na cenzurowanym

  Paradny to koncept - bankructwo państwa! Szczególnie, gdy to państwo ma bezcenne zabytki, warte miliardy, w tym łatwe do sprzedania: wazy, obrazy, precjoza (można je oddać w komis, dawniej po prostu je zabierano, jako np. wykopaliska, czyli kto znalazł, to jego). Ma też najważniejszy współcześnie składnik zasobów kapitału - dobrze wykształcone społeczeństwo (ale jak upłynnić taki zasób?). Obłędne podporządkowanie wszystkiego mitycznemu poziomowi GDP (Dochodu Narodowego) ogłupiło całą ludzkość. W takim patrzeniu na świat kraje które wydają 20-30% dochodu na ogrzewanie mają dokładnie o tyle większy GDP, a kraje, gdzie przez cały rok jest ciepło nie mogą doliczyć do GDP renty ze słońca! Jeżeli jeszcze na drzewach chlebowych rosną w wielkiej ilości jadalne owoce, to taka Rajska Wyspa (np. w Polinezji), która swoim mieszkańcom zapewnia wszystko, jest po prostu nędzarzem, bo ma zerowe GDP!
  Gdzie są granice tego szaleństwa? Wszystko się nasiliło wraz z ideologią neoliberalną. Państwu nie wolno zarabiać - ma utrzymywać się z podatków. Jest jeden genialny podatek - VAT. Stanowi on zdecydowaną większość dochodów państwa. Ale gdy zaczniemy wszyscy oszczędzać, to zmaleją zakupy konsumpcyjne, a wraz z nimi dochody z VAT. Wpływy od podatników (PIT, a szczególnie CIT) są bardzo wrażliwe na pogorszenie koniunktury - biznes umiejętnie je obchodzi, a pracownicy idą mu na rękę.
  No i mamy prognozę na lata 2012- 2025 mitycznego wskaźnika zadłużenia (dług Państwa do GDP, bez zadłużenia innych podmiotów gospodarczych):



Rozdwojenie linii to efekt przyjęcia dwóch wariantów scenariusza przyszłych wydarzeń: optymistycznego (linia czerwona) i pesymistycznego (linia zielona).

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Nie jest wesoło

  Zawsze mnie pociągała w ekonomii jej wielowymiarowość - raz ważne są bilanse, raz zachowania ludzkie. Paul Krugman prowadzi swój blog w tym właśnie stylu - "nic co ludzkie nie jest mi obce". A to wstawi piosenkę Suzanne Vega, bo mu się podoba, a to skomentuje zamieszczony przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju wykres upadku demokracji:

  Przoduje Łotwa (LAT) gdzie z prawie 20% spadkiem Dochodu Narodowego nastąpił również dwudziestoprocentowy spadek zaufania do demokracji. Dla Węgier (HUN) mamy podobnie - jakieś -8 na -10, a co ciekawe Polska zielona wyspa (wzrost 3%), też wycofuje się z uwielbienia dla demokracji w tempie 10 procent (czarna linia to wykres zależności dochód-demokracja uzyskany metodą najmniejszych kwadratów).
  Odkryta empirycznie zależność ekonomiczno-społeczna ma niestety fatalne przełożenie na politykę dotkniętych kryzysem krajów (na razie wewnętrzną). Na Węgrzech trzecią siłą polityczną staje się partia Jobbik, nie ukrywająca niechęci do Żydów, Cyganów i innych nie-Węgrów, która z lubością prezentuje swoją Gwardię Węgierską (to jest właśnie komentarz Krugmana, jak pisze "mrożący krew w żyłach"):



Polak, Węgier - dwa bratanki?

czwartek, 8 grudnia 2011

Ciekawy szereg czasowy

Spójrzmy na przytoczony przez Krugmana wykres bardzo długiego szeregu czasowego (z reguły takie długie szeregi możliwe są do odtworzenia jedynie dla Wielkiej Brytanii):




Krugman zauważa, że wołanie Keynessa o finansową stymulację miało miejsce przy zadłużeniu znacznie większym niż obecne (rok 1935). Zdaniem Krugmana obecne wymuszone oszczędności pogłębią tylko kryzys.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Nieszczęsne peryferie

  Facecjonista Krugman w odpowiedzi na twardą wypowiedź kanclerzycy Merkel: "Kraje, które nie będą przestrzegać ustaleń paktu stabilizacyjnego powinny być za to karane" (24 listopada, Strasbourg), zamieszcza w dniu następnym video przedstawiające przywracanie dyscypliny finansowej w europejskich peryferiach:



Krugman na wszelkie sposoby próbuje otrzeźwić Niemców, podobno panicznie obawiających się inflacji i narzucających strefie euro politykę oszczędności. W niedawnym poście ironicznie zapytywał: jak to jest, że społeczeństwo niemieckie podobno drży przed powtórką inflacji z lat 20-tych, a nie pamięta, kto doszedł do władzy w wyniku kryzysu lat 30-tych, kiedy ceny, a jakże, nie rosły lecz spadały?

środa, 9 listopada 2011

Żarty z pogrzebu (euro)

Każdy uczeń w Wielkiej Brytanii czy w USA zna zakończenie The Hollow Men (Wydrążeni Ludzie) T.S Eliota:
This the way the world ends
This the way the world ends
This the way the world ends
Not with a bang but a whimper.
(W przekładzie Miłosza:
I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat
Nie hukiem ale skomleniem.)

W poście z 9 listopada Krugman parafrazuje Eliota:
This is the way the euro ends
This is the way the euro ends
This is the way the euro ends
Not with a bang but with bunga-bunga.
(Przekład chyba zbędny.)
A dalej, już na poważnie pisze, że przekroczenie 7 procent żądanego zwrotu z 10-letnich włoskich obligacji rządowych oznacza dla tej gospodarki wejście w błędne koło zadłużenia, kiedy to dłużnik nie jest w stanie rozpocząć spłacania długu, bo wszelkie przychody musi wydać na oprocentowanie. W przypadku małej Grecji można jeszcze niespłacalny dług pokryć z rezerw bankowych lub międzynarodowych pożyczek (np. z Chin). Włochy są trzecią co do wielkości gospodarką Eurolandu i takie operacje są już niemożliwe. Naciskanie na samouleczenie gospodarki włoskiej przez deflację (obniżenie pensji w tym kraju) jest o tyle nieskuteczne, że historia praktycznie nie zna w ten sposób wyleczonych pacjentów.
  W poście wczorajszym (Boom for Whom) Krugman, noblista i specjalista od kryzysów finansowych, dziwi się jak długo "poważni" ekonomiści widzieli w deregulacji rynków finansowych konieczny warunek wzrostu gospodarczego, mimo powtarzających się kryzysów (Argentyna, Daleki Wschód). W przypadku Stanów Zjednoczonych wzrost dochodów był rzeczywiście imponujący, ale dla 1 procenta gospodarstw domowych:


Po trzydziestu latach reganomiki protesty "oburzonych 99 procent" są więc całkowicie uzasadnione.

środa, 2 listopada 2011

Stiglitz i Krugman o kryzysach

  Na początku tego roku omawiałem pesymistyczną odpowiedź Krugmana na pytanie: Czy uda się uratować Europę? Niestety po dziesięciu miesiącach nie widać wskazywanych wtedy przez Krugmana sanacyjnych działań. Europejski Bank Centralny nie ma zamiaru pójść na całość i oświadczyć: tak, w sytuacjach trudnych będziemy potrzebującym z UE udzielać ratunkowych kredytów wedle ich zapotrzebowania. Trudno taką zasadę wpisać w zasady konstytuujące działalność Europejskiego Banku Centralnego, ale w świecie finansowym musi zapanować przekonanie, że w praktyce tak właśnie będzie (Krugman odsyła do najnowszego artykułu wybitnego analityka finansowego DeLonga, który powołuje się na bardzo odpowiedzialne postępowanie centralnego Bank of England w okresie kryzysu finansowego z lat 1825-1826, gdy nastąpiła gwałtowna recesja po wyciszeniu się słynnej, angielskiej "kanłomanii").
  W europejskich i globalnych finansach kryzys się więc raczej nasila niż kończy, a w tym kontekście każdy scenariusz, odwołujący się do głębszych mechanizmów gospodarczych niż same przepływy finansowe, jest niezwykle cenny. Takim scenariuszem, w sensie wskazania na długotrwałość procesów, z którymi przychodzi nam się borykać, jest artykuł Stiglitza z początku października tego roku. Stiglitz odwołuje się z kolei do Wielkiego Kryzysu z lat trzydziestych wskazując jako przyczynę nadproduktywność przemysłu, która uwidoczniła się w końcówce lat dwudziestych gwałtownym wzrostem zapasów. Wciąż jeszcze półrolnicze kraje nie były w stanie wchłonąć tej produkcji, bo popyt na produkcję rolną jest zawsze dość ograniczony. Potrzebny był czas na przemieszczenie się ludności do miast, zatrudnienia jej w przemyśle i rozbudzenia jej potrzeb konsumpcyjnych (pralki, lodówki, samochody, itp.). W ostatnich latach niebywały wzrost produktywności nastąpił w przemyśle Hi-Tec (przykładem Aplle Jobsa), dającym zatrudnienie niewielu pracownikom o bardzo wysokich kwalifikacjach. Pracochłonne gałęzie przemysłu przejęła Azja. Stiglitz widzi konieczność tworzenia miejsc pracy w usługach - tych klasycznych (medycznych i edukacyjnych). Tu ograniczenia na popyt nie istnieją, bo każdy chce być zdrowy i kumaty. Wyszkolenie pracowników dla tych usług wymaga jednak długiego czasu. A ponadto impuls do tych niezbędnych przemian musi dać państwo, jako aktywny gracz gospodarczy, co kłóci się z dominującą dzisiaj filozofią rynkową.

czwartek, 29 września 2011

Przyszła wojna

Raz po raz, wracam do tekstu Jak walczyć bez karabinu (poprzedzonego uwagami o braterstwie ludzi - uwagi były odpowiedzią na wydarzenia bieżące, połączenie jest więc do pewnego stopnia przypadkowe, ale dla mnie bardzo znaczące). Łamacze kodów dostarczają informacji (nie tylko na tematy wojskowe, w obecnym świecie ważniejszy jest nawet wywiad gospodarczy - to gospodarka produkuje uzbrojenie), na tej podstawie Autorzy scenariuszy tworzą scenariusze przyszłych wydarzeń - w tym przyszłej wojny. Informacje powinny być pozyskiwane w sposób ciągły i scenariusze powinny powstawać w niedużych odstępach czasowych - wszak sytuacja świata jest bardzo dynamiczna. Tak działają think tanki w stanach Zjednoczonych i w wielu innych krajach o mniejszym potencjale gospodarczym. Do szerokiego grona odbiorców dociera niewiele i raczej w formie sensacyjnej. Jak skierować uwagę na te naprawdę zasadnicze problemy? Edukacja dla pokoju musi sięgać do przykładów historycznych, najlepiej polskich, angażujących również emocjonalnie. W przypadku Łamaczy kodów mamy kapitalną historię łamania kodów w wojnie 1920 roku z Rosją i złamanie niemieckiej Enigmy w 1932 roku. Ale mamy również przykład doskonałego scenariusza przedstawionego Polakom w 1934 roku przez generała Władysława Sikorskiego, o adekwatnym do treści tytule: "Przyszła wojna".
Książka Sikorskiego wyszła w roku 1935 po francusku, w 1936 po rosyjsku, a w 1942 po angielsku. Niewątpliwie głównie za tę pracę Władysławowi Sikorskiemu nadano tytuł doktora honoris causa najstarszego szkockiego uniwersytetu St Andrews.
Oto krótkie cytaty z pierwszego rozdziału tej książki:
Str. 10 „Nic przeto dziwnego, że książka kanclerza Hitlera „Mein Kampf” stała się w Niemczech prawdziwą Ewangelią. Siła jest tam przedstawiona, jako jedyne źródło prawa, i jako czynnik główny w stosunkach międzynarodowych, który rozstrzygnie o gruntownej rewizji Traktatu Wersalskiego."
Str. 12 powołując się na analogie z rewolucją 1789 r. Sikorski pisze: „Podobnie sowiecka armia miałaby przerzucić sztandary zwycięskiego komunizmu poza obszar sowieckiego imperium. Faktowi temu nie należy się dziwić, lecz należy go stwierdzić, licząc się z tym, że może on doprowadzić do podjęcia próby przekonania opornych siłą.”
Str.19 „W tych warunkach pokój jest niczym innym, jak tylko zawieszeniem broni, które trwać będzie tak długo, jak długo jego rzetelni zwolennicy będą w stanie bronić go w razie potrzeby siłą.”

Po błyskotliwych wstępnych spostrzeżeniach, które potwierdził późniejszy przebieg wydarzeń, Sikorski demaskuje Hitlera (pamiętajmy czyni to w roku 1934!) cytując jego deklaracje z Mein Kampf : „Gdyby naród niemiecki posiadał w ciągu swej historycznej ewolucji jedność o tak wielkiej mocy rozsadzającej, z jakiej korzystały inne ludy, cesarstwo germańskie byłoby dzisiaj bez wątpienia panem sfery ziemskiej. Historia nie może rozstrzygnąć, czy tą drogą nie osiągniętoby celu, który usiłuje wyżebrać tak wielu ślepych pacyfistów, jęcząc i popłakując, a mianowicie pokój zrealizowany nie przy pomocy palm, którymi się posługują, lamentujący płaczliwi pacyfiści, lecz ufundowany zwycięskim mieczem narodu władców, który zdobyłby świat celem oddania go w służbę wyższej kultury.”
Komentuje postawę rządu Trzeciej Rzeszy: "porzucił [on] częściowo głoszone dotychczas w Niemczech z konieczności zasady i przeszedł zdecydowanie do realizowania formuły Wilhelma I, według której: „armia pruska będzie i w przyszłości narodem pruskim pod bronią”.
Bez ogródek przestrzega: „Jeżeli bowiem program, ogłoszony przez kanclerza Hitlera, w jego dziele „Mein Kampf”, nie jest programem wyborczym, i jeżeli Trzecia Rzesza przygotowuje się istotnie do „zdruzgotania i zniszczenia Francji”, a następnie do „rozszerzenia Trzeciego Imperium na Wschód” […], jeżeli pierwszym etapem tego planu ma być przeprowadzenie „Anschlussu”, po którym miałoby nastąpić utworzenie „Zwischeneuropy” i odebranie niemieckich kolonii, a następnie nawrót do starogermańskich tradycji i odbudowa Pierwszego Imperium – to zamiary te wystarczyłyby same przez się całkowicie, ażeby nie tylko utrzymać Europę w stanie stałego oblężenia, ale i doprowadzić z czasem nieuchronnie do nowej wojny powszechnej, podobnie, jak to miało miejsce w 1914 roku.”

I znowu zasadne jest pytanie: czy teraz, mądrzejsi o doświadczenie ostatniej wojny, mamy scenariusze adekwatne do sytuacji? Edukacja dla pokoju musi mieć na nie przybliżoną choćby odpowiedź.

wtorek, 14 czerwca 2011

Horyzont 2045

Są szanse na pobicie rekordu naszych przodków - 99 lat bez wielkich wojen (od roku 1815 do 1914). Przy każdym biciu rekordu trzeba jednak solidnie się napracować. Będąc w zarządzie Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej osobą odpowiedzialną za edukację, widzę konieczność uruchomienia programu Horyzont 2045 - Sto lat bez Wielkiej Wojny (tytuł roboczy). W jakiej sytuacji znajdujemy się bowiem dzisiaj?
W Gazecie Wyborczej z dnia 13 czerwca ukazał się artykuł “Świetny festiwal w Gdyni. Ale fatalny werdykt” pana Sobolewskiego - artykuł nieświetny, wręcz obrzydliwy. Zamieściłem (jako pp-p21) do niego komentarz - poniżej przytaczam wszystkie (na dzień 14 czerwca) komentarze:

saint_just 13.06.11, 05:06 Odpowiedz
  • W sprawie oceny polskich filmów do inż. Mamonia proszę. Wciąż aktualne. Sam polskie filmy omijam starannie i sobie chwal

    • iwano19 13.06.11, 07:04 Odpowiedz

    • Bądźmy poważni:festiwale w Polsce nie organizuje się dla promocji nowego,młodego kina,tylko aby nagradzać stare i już uznane.Trochę szkoda bo jeśli my sami nie będziemy dbać o młodych twórców to kto?

    • serwolatka5 13.06.11, 08:51 Odpowiedz

    • Garbatym nosom nigdy film Skolimowskiego nie będzie się podobał z wiadomych powodów.

    • mpruchni 13.06.11, 10:02 Odpowiedz

    • Hmmm... Ale z tego tekstu wyskakuje pytanie o to dla kogo polscy filmowcy powinni robić filmy. Może rzeczywiście dla samych siebie - nie wiem, ale to chyba nie takie oczywiste.

    • Artykuł jest napastliwy wobec jury (że głupkowate, więc nic nie rozumie), Skolimowskiego (że goni za tanim efektem i żąda poklasku) i samego filmu (że efekciarski właśnie i płytki)). Napastliwość sama z siebie jest nie ok, a tu do tego chyba trochę niesłusznie, skoro film dostał w tym roku nagrodę Polskiej Akademii Filmowej (m.in najlepszy film i reżyseria), której członkowie na pewno świetnie władają polskim, a także nagrodę specjalną jury w Wenecji? Zaznaczam, że żądnego z tych filmów jeszcze nie widziałem.

    • pp-p21 13.06.11, 20:14 Odpowiedz

    • Pan Sobolewski pisze o człowieku ściganym jak niebezpieczny, wściekły wilk: "jako widz nie odczuwam z nim żadnej więzi" i dalej w podobnym stylu. Jednym słowem: Arabowie? Ani ich znam, ani ich lubię. O refleksjach, które budzi ten film piszę na swoim blogu w poście Essential feeling z dnia 12 czerwca: "Śledząc dzisiejsze wypowiedzi po bezapelacyjnym zwycięstwie Essential Killing na gdyńskim festiwalu, odnoszę wrażenie, że niektórym krytykom filmowym, forumowiczom i innym komentatorom brakuje czegoś, co określiłbym jako Essential Feeling - poczucie braterstwa. Nie zobaczyć w arabskim uciekinierze siebie samego, to zupełna ślepota na jeden z kolorów we flagach wielu krajów europejskich opierających swoje konstytucje na fundamencie: Wolność-Równość-Braterstwo. Film Skolimowskiego obejrzałem zaraz po jego polskiej premierze i polecałem go wszystkim znajomym. Dużo w nim scen wojennych, ale jest to najlepszy film pacyfistyczny od pojawienia się w kinach, opartego na książce Conrada "Czasu apokalipsy" Coppoli."

    • Powodem Nocy Kryształowej - pierwszego w historii XX wieku pogromu zainicjowanego przez Państwo - był akt terroru w paryskiej ambasadzie Niemiec. Wtedy też wielu ludzi widząc niemieckie bestialstwo mówiło: Żydzi? Ani ich znam, ani ich lubię.

    • indris 13.06.11, 20:26 Odpowiedz

    • Dla lobby probuszowskiego ten werdykt istotnie może być nieprzyjemny.

    • --

    • Amicus Plato sed magis amica veritas

    • (Arystoteles)


Myślę, że najbliższe lata  (na rok 2014 przypadają aż dwie tragiczne rocznice: 100-lecie wybuchu I Wojny Światowej i 75-lecie wybuchu II Wojny Światowej) powinny przynieść otrzeźwienie zwolennikom “polityki realnej”, bo inaczej, z rekordu nici.