piątek, 30 września 2011

Ostatni dzień pokoju

  Próbuję sobie wyobrazić ten ostatni dzień - 31 sierpnia 1939 roku - na podstawie opowiadań moich rodziców:
  Rodzina mamy, z rodzicami (moimi dziadkami), trzema siostrami i piątką małych dzieci, zebrała się w Cieksynie, czekając na rozwój wydarzeń i ciesząc się pogodnym latem. Wszyscy dorośli, poza mamą, która urodziła się w 1915 roku, pamiętali dobrze dramatyczne dni I wojny światowej, kiedy to na wozach uciekali przed Niemcami z Krasińca. W Cieksynie była więc przygotowana duża bryczka, którą miała powozić mama, studentka SGGW. O wojnie się nie rozmawiało, mówiło się raczej o rodzinnym spotkaniu z okazji przypadających 1 września urodzin mojej mamy - dzieciaki czekały na tort.
  W Warszawie 31 sierpnia odczuwało się wielkie napięcie. Tata tego dnia był na zebraniu nauczycieli Liceum Batorego - następnego dnia miały rozpocząć się lekcje. Tata uczył w Batorym polskiego, angielskiego i przysposobienia wojskowego - miał stopień podporucznika rezerwy. Tydzień wcześniej, 22 sierpnia, obchodził trzydzieste urodziny, jak opowiadał, w bardzo podłym nastroju ("nigdy później nie czułem się tak stary"), bo jeszcze nie zdążył założyć rodziny, a tu już nadchodzi wojna i ...co dalej?, czy będzie jakieś "dalej"?. Jego ojciec, a mój dziadek, Wojciech Prejbisz (1876-1918), wraz z wybuchem wojny internowany przez Rosjan jako obywatel niemiecki (do Warszawy przybył z Wielkopolski w roku 1904), miał już dwóch synów, urodzonych w 1909 i 1913 roku. Pięcioletni Antoś widział go przed wyjazdem do Heringsdorfu nad Bałtykiem na początku wakacji 1914 roku, a potem już tylko słyszał, że jest gdzieś w Orenburgu, aż do tragicznej wiadomości o jego śmierci w 1918 roku gdzieś pod Semipałatyńskiem, gdy próbował wracać do rodziny przez Azję jako żołnierz Polskiej Brygady Syberyjskiej (tej samej, która po powrocie, 14 sierpnia roku 1920 walczyła w Cieksynie, a 15 sierpnia zdobyła Nowe Miasto). Wiek mojego taty, a także zawód nauczyciela sprawiały, że podlegał mobilizacji dopiero w dalszym rzucie. Ale w razie wybuchu wojny, już od września był przewidziany na opiekuna pomocniczego oddziału chłopców z II klasy liceum, których szkolił w ramach PW, z lokalizacją na ulicy Ratuszowej na warszawskiej Pradze.
  Od dnia publikacji w dniu 9 kwietnia 1939 roku, bardzo popularny stał się wiersz Broniewskiego "Bagnet na broń", określany mianem poetyckiej karty mobilizacyjnej. Wielu uczniów taty znało go na pamięć. Tata miał dobrą pamięć do wierszy, wyćwiczoną studiami polonistycznymi i anglistycznymi, więc pamiętał go również:

Kiedy przyjdą podpalić dom,
ten, w którym mieszkasz - Polskę,
kiedy rzucą przed siebie grom
kiedy runą żelaznym wojskiem
i pod drzwiami staną, i nocą
kolbami w drzwi załomocą -
ty, ze snu podnosząc skroń,
stań u drzwi.
Bagnet na broń!
Trzeba krwi!

Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
obca dłoń ich też nie przekreśli,
ale krwi nie odmówi nikt:
wysączymy ją z piersi i z pieśni.
Cóż, że nieraz smakował gorzko
na tej ziemi więzienny chleb?
Za tę dłoń podniesioną nad Polską-
kula w łeb!

Ogniomistrzu i serc, i słów,
poeto, nie w pieśni troska.
Dzisiaj wiersz-to strzelecki rów,
okrzyk i rozkaz:
Bagnet na broń!

Bagnet na broń!
A gdyby umierać przyszło,
przypomnimy, co rzekł Cambronne,
i powiemy to samo nad Wisłą.

Błyskawica wychodzi w morze

Sojusz zawarty z Wielką Brytanią 25 sierpnia 1939 roku zaczął się konkretyzować już w dniu 30 sierpnia, kiedy to na podstawie angielsko-polskiej tajnej dyrektywy "Pekin" około południa wypłynęły z Gdyni polskie trzy niszczyciele z zamiarem jak najszybszego przejścia przez cieśniny bałtyckie i dołączenia do sił morskich Wielkiej Brytanii. Jednym z tych niszczycieli była "Błyskawica", która od roku 1976 cumuje w Gdyni jako statek-muzeum. Poniżej przedstawiam w skrócie odyseję wojenną "Błyskawicy":

Rok 1939:
30VIII wykonuje tajny rozkaz opuszczenia Bałtyku
7XI pierwszy w tej wojnie lotniczy atak torpedowy nie trafia w Błyskawicę
30XI eskortuje konwój, ratuje załogę angielskiego statku, który zatonął na minie

Rok 1940:
2I-4I wypad na wody niemieckie
16I zatrzymuje statek łotewski
22III osłania „przeprowadzkę” okrętu bazy i flotylli francuskich okrętów podwodnych do Harwich
19IV-10V bierze udział w bitwie o Narvik
27V na kanale La Manche w czasie nocnego patrolu zestrzeliwuje niemiecki samolot
29V-31V walki na kanale
12 VIII zestrzeliwuje niemiecki samolot w czasie nalotu na Portsmouth

Rok 1941:
13 III udział w odpieraniu nalotu na Glasgow
30XII po długim remoncie zawija do Reykjaviku

Rok 1942:
1II eskortuje Queen Elisabeth
1VIII po drugiej przerwie remontowej wraca do eskortowania konwojów i atakuje U-Boota
10 VIII atakuje U-Boota osłaniając konwój wracający z Londonderry
12 XI bitwa z nieprzyjacielskim lotnictwem w pobliżu Bougie (Morze Śródziemne)
16III-7IV w składzie sił Q u brzegów Tunezji

Rok 1944:
6V w eskorcie brytyjskich lotniskowców w rejonie Kristiansandu
8-9 VI zwycięska bitwa niszczycieli pod Ushant z  udziałem „Błyskawicy”
15 VII w grupie z dwoma niszczycielami niszczy niemiecki konwój koło Ile de Croix
6XI eskortuje konwój płynący przez kanał La Manche

Piętnastym z kolei dowódcą "Błyskawicy", w roku 1947, był komandor Bolesław Romanowski, który w czasie wojny dowodził okrętami podwodnymi, co opisał w książce "Torpeda w celu". Sprowadził on "Błyskawicę" do Polski, w latach pięćdziesiątych został wydalony ze służby, po 1956 był aktywny w szkoleniu marynarzy - prze trzy lata (1961-1964) dowodził "Zawiszą Czarnym", na którym odbył 12 rejsów. Jego pradziadek - Stefan Preibisz (1834-1891) i mój pradziadek - Józef Preibisz (1835-1902) byli rodzonymi braćmi i spędzili cudowne dzieciństwo w dzierżawionym przez ich ojca, Andrzeja Preibisza (1797-1881), majątku Gembice, w wielkopolskim powiecie Śrem.
Przypadająca na wrzesień 2009 roku 70 rocznica wybuchu II wojny światowej stała się dla władz Wielkiej Brytanii dobra okazją do odsłonięcia pomnika upamiętniającego formacje polskie walczące w sojuszu z Anglikami i podległe rządowi polskiemu w Londynie. Pomnik ma stanowić częściowe chociaż zadośćuczynienie za brak polskich oddziałów na paradzie zwycięstwa w Londynie w 1946 roku. Brało w niej udział 130 sojuszniczych państw, ale ze strachu przed Stalinem Polaków nie zaproszono. Na pomniku znajdują się: lotnik z Dywizjonu 303, marynarz z niszczyciela Błyskawica, żołnierz spod Monte Cassino, łączniczka z Powstania Warszawskiego.

czwartek, 29 września 2011

Przyszła wojna

Raz po raz, wracam do tekstu Jak walczyć bez karabinu (poprzedzonego uwagami o braterstwie ludzi - uwagi były odpowiedzią na wydarzenia bieżące, połączenie jest więc do pewnego stopnia przypadkowe, ale dla mnie bardzo znaczące). Łamacze kodów dostarczają informacji (nie tylko na tematy wojskowe, w obecnym świecie ważniejszy jest nawet wywiad gospodarczy - to gospodarka produkuje uzbrojenie), na tej podstawie Autorzy scenariuszy tworzą scenariusze przyszłych wydarzeń - w tym przyszłej wojny. Informacje powinny być pozyskiwane w sposób ciągły i scenariusze powinny powstawać w niedużych odstępach czasowych - wszak sytuacja świata jest bardzo dynamiczna. Tak działają think tanki w stanach Zjednoczonych i w wielu innych krajach o mniejszym potencjale gospodarczym. Do szerokiego grona odbiorców dociera niewiele i raczej w formie sensacyjnej. Jak skierować uwagę na te naprawdę zasadnicze problemy? Edukacja dla pokoju musi sięgać do przykładów historycznych, najlepiej polskich, angażujących również emocjonalnie. W przypadku Łamaczy kodów mamy kapitalną historię łamania kodów w wojnie 1920 roku z Rosją i złamanie niemieckiej Enigmy w 1932 roku. Ale mamy również przykład doskonałego scenariusza przedstawionego Polakom w 1934 roku przez generała Władysława Sikorskiego, o adekwatnym do treści tytule: "Przyszła wojna".
Książka Sikorskiego wyszła w roku 1935 po francusku, w 1936 po rosyjsku, a w 1942 po angielsku. Niewątpliwie głównie za tę pracę Władysławowi Sikorskiemu nadano tytuł doktora honoris causa najstarszego szkockiego uniwersytetu St Andrews.
Oto krótkie cytaty z pierwszego rozdziału tej książki:
Str. 10 „Nic przeto dziwnego, że książka kanclerza Hitlera „Mein Kampf” stała się w Niemczech prawdziwą Ewangelią. Siła jest tam przedstawiona, jako jedyne źródło prawa, i jako czynnik główny w stosunkach międzynarodowych, który rozstrzygnie o gruntownej rewizji Traktatu Wersalskiego."
Str. 12 powołując się na analogie z rewolucją 1789 r. Sikorski pisze: „Podobnie sowiecka armia miałaby przerzucić sztandary zwycięskiego komunizmu poza obszar sowieckiego imperium. Faktowi temu nie należy się dziwić, lecz należy go stwierdzić, licząc się z tym, że może on doprowadzić do podjęcia próby przekonania opornych siłą.”
Str.19 „W tych warunkach pokój jest niczym innym, jak tylko zawieszeniem broni, które trwać będzie tak długo, jak długo jego rzetelni zwolennicy będą w stanie bronić go w razie potrzeby siłą.”

Po błyskotliwych wstępnych spostrzeżeniach, które potwierdził późniejszy przebieg wydarzeń, Sikorski demaskuje Hitlera (pamiętajmy czyni to w roku 1934!) cytując jego deklaracje z Mein Kampf : „Gdyby naród niemiecki posiadał w ciągu swej historycznej ewolucji jedność o tak wielkiej mocy rozsadzającej, z jakiej korzystały inne ludy, cesarstwo germańskie byłoby dzisiaj bez wątpienia panem sfery ziemskiej. Historia nie może rozstrzygnąć, czy tą drogą nie osiągniętoby celu, który usiłuje wyżebrać tak wielu ślepych pacyfistów, jęcząc i popłakując, a mianowicie pokój zrealizowany nie przy pomocy palm, którymi się posługują, lamentujący płaczliwi pacyfiści, lecz ufundowany zwycięskim mieczem narodu władców, który zdobyłby świat celem oddania go w służbę wyższej kultury.”
Komentuje postawę rządu Trzeciej Rzeszy: "porzucił [on] częściowo głoszone dotychczas w Niemczech z konieczności zasady i przeszedł zdecydowanie do realizowania formuły Wilhelma I, według której: „armia pruska będzie i w przyszłości narodem pruskim pod bronią”.
Bez ogródek przestrzega: „Jeżeli bowiem program, ogłoszony przez kanclerza Hitlera, w jego dziele „Mein Kampf”, nie jest programem wyborczym, i jeżeli Trzecia Rzesza przygotowuje się istotnie do „zdruzgotania i zniszczenia Francji”, a następnie do „rozszerzenia Trzeciego Imperium na Wschód” […], jeżeli pierwszym etapem tego planu ma być przeprowadzenie „Anschlussu”, po którym miałoby nastąpić utworzenie „Zwischeneuropy” i odebranie niemieckich kolonii, a następnie nawrót do starogermańskich tradycji i odbudowa Pierwszego Imperium – to zamiary te wystarczyłyby same przez się całkowicie, ażeby nie tylko utrzymać Europę w stanie stałego oblężenia, ale i doprowadzić z czasem nieuchronnie do nowej wojny powszechnej, podobnie, jak to miało miejsce w 1914 roku.”

I znowu zasadne jest pytanie: czy teraz, mądrzejsi o doświadczenie ostatniej wojny, mamy scenariusze adekwatne do sytuacji? Edukacja dla pokoju musi mieć na nie przybliżoną choćby odpowiedź.

środa, 28 września 2011

Kabaret

  Dobry film może być wspaniałą lekcją historii. I nie musi z wojny robić kina akcji. Osiem Oskarów zebrał film Kabaret z 1972 roku. Przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych był najlepszym okresem dla kina pacyfistycznego - wszyscy mieli dość brudnej wojny w Wietnamie. Obawiano się powrotu faszyzmu. Po obejrzeniu jednej, kilkuminutowej sceny z tego filmu, każdy widz musiał poczuć trującą wizję nazistowskiego jutra.
  W dzisiejszej Polsce też straszą demony faszyzmu. W dnu 11 listopada, w Święto Niepodległości, zjeżdżają do Warszawy grupy "narodowców". W roku 2010 Seweryn Blumsztajn z Gazety Wyborczej wezwał do zablokowania i "wygwizdania" ich planowanego przemarszu Traktem Królewskim. Gazeta zakupiła wielką ilość gwizdków (GWgwizdki). Ale służby porządkowe w ostatniej chwili skierowały przybyłe grupy Nowym Zjazdem i dalej trasą pod skarpą wiślaną, do ulicy Browarnej. Zgromadzony tysiąc ludzi na Krakowskim czekał więc na próżno. Doszło do scen wręcz kabaretowych. Jedną z nich opisałem na gorąco na zaprzyjaźnionym blogu:
"Byłem dzisiaj u zbiegu Miodowej i Krakowskiego. Masa ludzi, w pewnej chwili widać narodowe sztandary, antyfaszyści skandują: "nie przejdziecie, nie przejdziecie", frontem ruszają w kierunku sztandarów, ja też w tym kierunku, dmuchając z całej mocy w GWgwizdek, policjanci wkraczają i rozdzielają, okazuje się, że chorążymi sztandarów są przestraszeni staruszkowie, którzy chcieli przejść do kościoła św. Anny."
No cóż, takie wpadki zdarzają się w każdej działalności, również pacyfistycznej.
  Wybitne dzieła sztuki, a do takich należy film "Kabaret", nigdy nie są jednowymiarowe. Już kilka lat trwa kryzys finansowy, boimy się o przyszłość, a niektórzy nawet o byt codzienny. Pieniądz rządzi światem - ostrzegał "Kabret".

wtorek, 27 września 2011

Dyktator

  Czy kapitalny film Chaplina Dyktator mógłby coś zmienić w historii Europy, gdyby wszedł na ekrany w roku 1938, a nie dopiero w roku 1940? Czy Polacy po jego obejrzeniu równie ochotnie pomaszerowaliby odzyskiwać Zaolzie? W hitlerowskich Niemczech na pewno nie zostałby dopuszczony do kin, a jakby było w Polsce utrzymującej wówczas dobre stosunki z Niemcami? Niestety to tylko gdybanie, ale dotyka istotnej kwestii: co można zrobić dla pokoju? Jaka forma artystyczna najlepiej służy temu celowi: Film? Książka? Wiersz? Piosenka? I najważniejsze - kiedy trzeba działać, aby nie było za późno.
  Program "42 dni repetycji dla pokoju" ma się powtarzać corocznie w okresie 22 lipiec-1 wrzesień. Jest odpowiedzią na ostatni dzwonek - bestialski mord na wyspie Utoya. Slavoj Zizek dostrzega w jego czarnym tle zasadnicze problemy, którym nadaj tytuł Czego chce Europa?, ale wielu polityków najchętniej zamiotłoby sprawę pod dywan nazywając Breivika "zwykłym szaleńcem". Edukacja dla pokoju zawsze będzie korzystać z wybitnych dzieł artystycznych tworzonych dla pokoju, ale to daleko za mało. Wszelką działalność edukacyjną powinna cechować ciągłość i wszechstronność. W Norwegii, po tragicznych wydarzeniach wiele firm zaprzestało sprzedaży wojennych gier komputerowych. Czy to początek wielkiej zmiany? Czy nie jest znowu za późno?

poniedziałek, 26 września 2011

Na zachodzie bez zmian

  "Na zachodzie bez zmian" - takie króciutkie komunikaty zamieszczał biuletyn niemieckiej armii w ostatnich dniach I wojny światowej, gdy już toczyły się rozmowy pokojowe, ale wojna jeszcze się nie skończyła. Bohater powieści Remarque'a ginie od przypadkowej kuli wystrzelonej na froncie w październikowy dzień 1918 roku. Bezsensowność tej śmierci, a przede wszystkim bezsensowność całej wojny, z której żołnierze nie mają do czego wracać, bo okopy stały się domem, a towarzysze broni rodziną, podkreśla właśnie ten szyderczy tytuł "Na zachodzie bez zmian". W roku publikacji (1929) książka sprzedała się w Niemczech w milionowym nakładzie. W następnych latach nakłady były też olbrzymie, aż do roku 1933, kiedy to naziści zaczęli publicznie ją palić. Minęła zaledwie dekada od jej wydania i Niemcy rozpoczęli nową wojnę. Czy należy to uznać za całkowitą porażkę literatury pacyfistycznej? A może raczej zawinił brak powszechnej edukacji dla pokoju po zakończeniu wojny? Książka Remarque'a jest smutna i pacyfistyczna - w popularnej literaturze wojennej jest akcja, a nawet zabawne wydarzenia przyciągające czytelnika. Jarosław Hasek udanie obśmiał wojnę - skuteczniejszy to rodzaj pacyfizmu, ale on pisał "Przygody dzielnego wojaka Szwejka" z pozycji Czecha, dla którego bycie patriotą austro-węgierskim było od zawsze niedorzeczne.
  W Polsce międzywojennej bardzo mało było utworów pacyfistycznych. Słynna tuwimowska fraza "rżnij karabinem w bruk ulicy" spotkała się z ostrą reakcją endeków ("autor wzywa do niszczenia broni!, polskiej broni"). Ale dzięki temu wiersz Do prostego człowieka stał się powszechnie znany:

Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy "do ludności", "do żołnierzy"
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić "historyczną racją",
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę - bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab - kwiatami
Obrzucać zacznie "żołnierzyków". -
- O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z pannami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: "Broń na ramię!",
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
"Bujać - to my, panowie szlachta!"

  Julian Tuwim opublikował wiersz "Do prostego człowieka" w 1929 roku, a w "Balu u Salomona" napisanym w 1933 roku Gałczyński zamieścił takie pacyfistyczne przesłanie:

Jeśli znów zaczerwieni się firmament
od tych kilku telefonów szach-mach,
znowu będą grać panowie w Amsterdamie
na Verdun, Tannenberg, Skagerrak.
Pan Strawinskij coś nowego skomponuje -
tradycyjnie - "Histoire d'un soldat".
Śmierć jest okultyzm. Człowiek się akomoduje.
Więc Strawinskij do Genewy. Nie ja.
Wojna zresztą to jest taki rodzaj organów,
kto piszczałką jest, ten piszczy "Mamo".
Jakże słodko być nawozem pod tulipany
dla dla tych mądrych panów z Amsterdamu.

niedziela, 25 września 2011

Sojusz polsko-angielski

  Sojusz angielsko-polski zawarty został w dniu 25 sierpnia 1939 roku, a równo miesiąc wcześniej, w dniu 25 lipca w utajnionym ośrodku wywiadu w pobliżu Pyr, zdumionym oczom kryptologów angielskich i francuskich ukazała się Antyenigma, polski zestaw środków (dziś powiedzielibyśmy  hardwarowych i softwarowych) do łamania kodu Enigmy, którego nie mogli ugryźć Anglicy i Francuzi. Jan Nowak-Jeziorański postulował by 25 lipca stał się dniem świątecznym (może nawet jest, ale jako święto wywiadu jest obchodzony w sposób całkowicie utajniony dla nas, osób postronnych). Ważne jest, że wchodząc w związek z Królestwem Brytyjskim, Polska nie była panną bez posagu.
  Sojusz stał się zalążkiem całego układu porozumień międzynarodowych, tworzących przeciwwagę dla porozumień Państw Osi, a państwa do niego przystępujące mówiły o sobie: Alianci. Architekci porozumień w mojej koncepcji edukacji dla pokoju są trzecią (po Łamaczach kodów i Autorach Scenariuszy) grupą ludzi walczących bez karabinu, a przecież jakże ważną dla utrzymania pokoju (lub zakończenia wojny!). W tym miejscu, warto wspomnieć, ze względu na ciągłość narracji, o mało znanej akcji Trójnóg, w której pierwsze skrzypce grali Jan Kowalewski i Władysław Sikorski, zaprzyjaźnieni i współdziałający od czasu wojny 1920 roku. Kowalewski po wojnie z Rosją uczył kryptologii ... Japończyków, pracował w służbie dyplomatycznej i wyrobił sobie masę cennych kontaktów. W czasie II Wojny Światowej, przebywając w Lizbonie, na polecenie Naczelnego Wodza, czyli generała Sikorskiego, prowadził utajnione rozmowy z przebywającymi w neutralnej Portugalii dyplomatami, których celem było przeciągnięcie na stronę aliancką Włoch, Węgier i Rumunii.

sobota, 24 września 2011

Dwie ideologie

    Ofiary Katynia i Piaśnicy, których losy naszkicowałem w dwóch poprzednich postach, powinny być przypominane nie tylko na kartach polskich podręczników historii. Są bowiem dowodem na bezwzględne okrucieństwo dwóch ideologii, których istotę coraz lepiej rozumiemy i rozróżniamy na tyle, że nie powinniśmy już poprzestawać na określaniu ich jednakową nazwą totalitaryzmu. Jak rak toczyły ludzkość, ale - trzymając się medycznych porównań - chorób nowotworowych jest kilkaset rodzajów. Rozpad Związku Radzieckiego i praktyczna likwidacja bloku państw socjalistycznych (datą przełomu jest rok 1989) dają podstawy nie na ogłoszenie Końca Historii, jak zrobił to Fukuyama, lecz na stwierdzenie wygaśnięcia Światowej Wojny Domowej, która rozpoczęła się wybuchem Rewolucji Październikowej i była konfliktem dwóch oświeceniowych wartości: wolności i równości (równości bezwzględnej - nie tylko wobec prawa). Świat w latach 1917-1989 rozpadł się na dwie zwalczające się części - jednej przewodziła rewolucyjna Rosja (ZSRR), drugiej Stany Zjednoczone (wcześniej Wielka Brytania). Zwyciężył świat Wolności, ale za bardzo zapomniano o idei Równości, a tym bardziej o Braterstwie, o którym zapomina się najłatwiej - co zostało z pokrewnej mu idei Solidarności, tak ochoczo głoszonej w naszym kraju?
  W ten podstawowy konflikt stulecia (przytaczam tu rozumowanie i nazewnictwo Dana Dinera z jego książki "Zrozumieć stulecie" - polskie wydanie 2009 r., niemieckie 1999 r.) wplatały się jeszcze konflikty etniczne (narodowościowe), a próbował go przebić niemiecki nazizm swoim biologizmem (rasizmem). Diner używa określenia biologizm, aby odróżnić nazistowski rasizm od całej gamy odwiecznie pojawiających się nienawiści rasowych, gdyż niemiecka metodyczność dodała mu wymiar pseudonaukowego darwinizmu. To uczeni tworzyli teorię doskonalenia rasy, uzasadniali potrzebę eutanazji niepełnosprawnych Niemców ("życie niewarte życia") i konieczność usunięcia domieszek rasowych (ustawy norymberskie). Zabijanie pensjonariuszy niemieckich zakładów psychiatrycznych rozpoczęło się jesienią 1939 roku i trwało do sierpnia roku 1941 (ok. 2 tysiące ofiar rozstrzelanych w Piaśnicy stanowili niemieccy chorzy psychicznie z Pomorza - wielki transport dowieziono tam z niemieckiego wówczas Lęborka). Zwycięstwo w niemieckim rozumieniu, oznaczało unicestwienie obcych ras ograniczających niemiecki Lebensraum i temu celowi Niemcy podporządkowywali cały wysiłek wojenny. Endlosung (rozwiązanie ostateczne) zdążyli zrealizować na Żydach - następni mieli być Słowianie.

piątek, 23 września 2011

Pakt Ribentrop-Mołotow

  Zaraz po wejściu na pierwszą salę Wystawy Katyńskiej (czynną od 17 września) widzimy dużą, podświetloną mapę przedwojennej Polski z bardzo grubo zaznaczoną linią podziału, uzgodnionego w tajnym protokóle rosyjsko-niemieckiej umowy rozbiorowej nazywanej Paktem Ribentrop-Mołotow (podpisano go 23 sierpnia 1939 roku). Bardzo trafnie podkreślono, że sprawa katyńska ma w tym pakcie swoje źródło. Bo niespodziewanie dla samych siebie, Rosjanie poczuli, że wkrótce zajmą dobrze im znany kawałek Polski i będą mogli tam robić, co tylko zechcą. Niemcy od kilku już lat przygotowywali się do podboju Polski, sporządzili listy osób do likwidacji. A jak Rosjanie mają pokazać swoją władzę, spacyfikować Polaków natychmiastowym terrorem? Aresztują oficerów i policjantów, tę podporę burżuazyjnej władzy białej Polski, by oddać władzę ludowi (oczywiście nie wypuszczając jej z rąk). Według tego kryterium brali więc do niewoli nie będących z nimi w stanie wojny Polaków, a nawet wymieniali pojmanych przez siebie szeregowców na oficerów pojmanych przez Niemców.
  Wincenty Narewski, dziadek mojej żony, sierżant dowodzący posterunkiem w Różanie, usiłował wraz z rodziną przedostać się za linię Bugu, która mogła się stać druga linią obrony niezajętej przez Niemców części polskiego terytorium. Już był za Brześciem, w drodze na Kobryń, gdy pojawiło się wojsko rosyjskie. Aresztowano go, bo był w policyjnym mundurze.
  Wspomniana wystawa znajduje się w "starym" Muzeum Wojska Polskiego, ale niedługo ma zostać przeniesiona do Kaponiery Cytadeli Warszawskiej, przewidzianej na stałe Muzeum Katyńskie. Duże wrażenie robią przedmioty codziennego użytku z obozów jenieckich, bo są świadectwem nieznanego rodzinom, a jednak trwającego pół roku, życia w niewoli. Dużo jest samodzielnie wytworzonych z drewna papierośnic, pudełek, postaci. Wincenty Narewski przed wstąpieniem do nowo powstałej, nareszcie polskiej policji kształcił się na cieślę, pracował jako stolarz - znał się więc na drewnie. Czy da się zidentyfikować jakieś drewniane wytwory z Ostaszkowa, jako wystrugane jego ręką (widziałem zdjęcie figur szachowych z Ostaszkowa, Wincenty przed wojną też dla rozrywki wystrugał kiedyś szachy).

czwartek, 22 września 2011

Wejherowo w M2WS

  Przyszłe Muzeum II Wojny Światowej (M2WS) ma w pierwszej części, zatytułowanej Wojna jako konsekwencja ideologii i polityki państw totalitarnych przedstawić niemieckie i sowieckie pomysły na urządzenie świata. Jakie dokładnie będą tam ekspozycje, jeszcze nie wiadomo. Warto powalczyć, aby przynajmniej w dużo szerszej wersji wirtualnej tego muzeum, znalazło się przedwojenne Wejherowo. Od ponad trzystu lat to, zbudowane w stylu polskiego baroku miasteczko było prawdziwą twierdzą polskości, a znajdująca się przy nim Kalwaria Wejherowska (p. strona 22  Programu Integracyjnego) była duchową stolicą Kaszubów. Niemiecka ideologia próbowała "naukowymi" metodami wytłumaczyć Kaszubom, że są oni spolonizowanymi Niemcami (dla górali miała bajkę, że tworzą odrębny Goralenvolk). Kaszubi mieli Wejherowo i nie zamierzali dać się omamić wizją życia w tysiącletniej III Rzeszy. Nie przypadkiem więc, ale dla zastraszenia niepokornych, największe miejsce rozstrzelań na Pomorzu utworzyli Niemcy w Lesie Piaśnickim, odległym tylko10 kilometrów od Wejherowa. Dowódcą grupy Selbstschutzu, złożonej z miejscowych ochotników niemieckich, bardzo gorliwej w rozstrzeliwaniu swoich polskich sąsiadów, był okupacyjny burmistrz Wejherowa, Bamberger. Na przygotowanych jeszcze przed wojną listach znaleźli się księża, nauczyciele, urzędnicy, wszyscy najaktywniejsi polscy obywatele z rejonu Gdańska i Gdyni.
  Błogosławiona siostra Alicja Kotowska (dla mojej mamy zawsze Marylka) przybyła do Wejherowa w roku 1935, aby podnieść do rangi liceum zaniedbaną z powodu szczupłości kadry, szkołę dla dziewcząt. Była dyrektorką szkoły i siostrą przełożoną wejherowskich Zmartwychwstanek. Była też honorowym członkiem Związku Zachodniego. Musiała więc trafić na niemiecką listę. Aresztowano ją w październiku i rozstrzelano w dniu 11 listopada 1939 roku. Uchwała Sejmu z września 2010 roku mówi o niej, jako orędowniczce 30 tysięcy rozstrzelanych na Pomorzu w latach 1939-1940. Wejherowo jest siedzibą zarządu Rodziny Piaśnickiej, a w Lesie Piaśnickim od zeszłego roku znajduje się Kaplica pod wezwaniem Błogosławionej Alicji Kotowskiej i Męczenników Piaśnicy.

środa, 21 września 2011

Cytadela Warszawska

  Muzeum Wojska Polskiego w Cytadeli Warszawskiej jest na etapie projektowania. Przyszłe budowle wydają się dość monumentalne i wypada żałować, że nie uwzględniono rekonstrukcji (nawet fragmentarycznej) masztu radiostacji z lat 1918-20. Uniósłby on te budowle trochę do góry i dodał im lekkości. Ale cóż nadal dominuje kolekcjonersko-rekonstrukcyjny punkt widzenia na historię wojska. Zarówno serial "Wojna i miłość", jak też najnowszy film "1920 Bitwa Warszawska" zrealizowany w technice 3D, pokazują naszych kryptologów, ale w sposób zupełnie nieciekawy, bez uwypuklenia ich wkładu w zwycięstwo. Utrzymuje się więc niebezpieczny prowojenny ton, zakłamujący naszą historię. Już raz Polacy sami się oszukali, wmawiając sobie, że Rosja to kolos na glinianych nogach (przecież ją pokonaliśmy!), bo nie analizowano naszych słabości - np. blamażu wojska pod Radzyminem (pierwsza linia uciekła przed Rosjanami nie powiadamiając nawet o ich nadejściu drugiej linii obrony), lecz wszystko przedstawiano jako wspaniałe zwycięstwo. Jeszcze raz powtórzę (i będę to czynił przez najbliższe lata): zwyciężyliśmy bo mieliśmy zdecydowaną przewagę informacyjną. W pierwszej wojnie światowej też w dwóch decydujących momentach przewaga informacyjna zadecydowała o zwycięstwie. Na samym początku wojny Niemcy przechwytywali rosyjskie radiodepesze (nie były nawet szyfrowane!) co pozwoliło im wygrać w takiej skali, że swoje zwycięstwo nazwali drugim, niemieckim Tannenbergiem (pierwszym Tannenbergiem była ich przegrana pod Grunwaldem - Tannenberg jest położony nieopodal). W końcówce wojny sytuacja się odwróciła, bo wybitni francuscy łamacze kodów rozszyfrowali radiodepesze przygotowujące decydujące uderzenie na Paryż. I znowu teoretycznie słabsze siły były górą. Cóż osiągnięciami wywiadu nikt się nie chwali, tym bardziej przed wrogiem (Niemcy byli przekonani, że zaraz zwyciężą, a po kapitulacji szukali winnych tej decyzji). Ale nikt też nie powinien przypisywać sobie zbyt wielkich zasług, wiedząc o roli wywiadu, a tak zrobił Piłsudski i jego sztabowcy.
  Edukacja dla pokoju musi dowodnie pokazywać, że wojna nie jest scenariuszem dla kina akcji, że wiedząc (łamiąc kody) można jej zapobiegać, albo - gdy już trwa - skracać czas jej trwania (Anglicy mówią o rocznym skróceniu II wojny dzięki łamaniu Enigmy), a przynajmniej oszczędzać życie ludzkie.

wtorek, 20 września 2011

Modlin

  Do Modlina oczywiście wojska rosyjskie nie doszły, ale tam znajdował się sztab 5 armii Sikorskiego i duża, stacjonarna radiostacja. Koniecznie więc trzeba tam pojechać (z Cieksyna ok. 20 km). Osiągnięcia bojowe 5 armii Sikorskiego - pokonanie 2,5-krotnie liczniejszego przeciwnika - są wręcz niebywałe. Niestety stały się solą w oku zwolenników teorii "decydującego uderzenia znad Wieprza" i nie są częścią obowiązkowej wiedzy historycznej Polaków. Nie istnieje jeszcze nowa, pełna historia wojny z Rosją, bo dopiero w zeszłym roku Grzegorz Nowik przedstawił drugi tom "Zanim złamano Enigmę", dopełniający nieznaną dotąd historię działań radiowywiadu. Historycy będą się spierać, ale najistotniejsze fakty o łamaczach kodów z tamtego czasu są już ustalone i wystarczają do realizacji jednego z celów tych 42 dni repetycji - do skierowania uwagi edukatorów na  kryptologię. Łamacze kodów są absolutnie niezbędni każdemu społeczeństwu do obrony pokoju. Edukacja dla pokoju musi zachęcać młodych ludzi do podejmowania tej trudnej służby. W Modlinie muszą być zachowane ślady (nawet wirtualne) istniejącej tam radiostacji i uwidocznione osiągnięcia łamaczy kodów z sierpnia 1920 roku. W dniu 15 sierpnia (późniejszym dniu Wojska Polskiego) radiostacja w Modlinie odebrała radiodepeszę rosyjską przechwyconą i przesłaną do niej przez 17 polową radiostację. Radiostacja polowa znajdowała się niedaleko Borkowa, a radiodepeszę rozszyfrowały niezwłocznie służby wywiadowcze 5 armii, skracając maksymalnie czas dekryptażu. W rezultacie, rankiem 16 sierpnia stał się wiadomym dla dowództwa 5 armii, aktualny stan bojowy rosyjskiego przeciwnika operującego na Mazowszu - następna przewaga informacyjna.
  W przyszłym roku ma być, po latach przepychanek, uruchomione lotnisko w Modlinie. Przylatujący tam turyści powinni napotkać ciekawą ofertę wycieczek. Wielu z nich mogą zainteresować przedstawiane tu trasy wędrówek, obejrzenie głazów upamiętniających 15 sierpnia w Borkowie i miejsca najważniejszych potyczek.
  Cała tematyka zmagań polsko-rosyjskich rozwijana od siedmiu dni na tym blogu metodami Szkoły Drogi jest z natury rzeczy wirtualno-rzeczywista. Wirtualnie, w postaci przeniesionych do języka polskiego szyfrów - bariera języka rosyjskiego dla ówczesnego polskiego wywiadu była całkowicie nieistotna, a dzisiaj byłaby przeszkodą nie do pokonania - należy prowadzić "grę kryptologiczną" unaoczniającą osiągnięcia naszych łamaczy kodów, a rzeczywiście przebyte rowerem kilometry przybliżą fizyczne trudy piechurów z tamtych lat. Można też wędrówki przenieść do wirtualu, ale póki jeszcze istnieją tak niewiele zmienione od stu lat miejsca, byłoby to głęboko niewłaściwe. Cieksyn jest idealnym miejscem na bazę wypadową - pociąg z Warszawy Gdańskiej (przyspieszony do Nasielska) jedzie tam tylko godzinę!
  Cieksyn wciąż żyje w naszej pamięci rodzinnej. Moja mam ćwiczyła tam jazdę konną (wymagano tej umiejętności od studentów SGGW, wymiennie z prowadzeniem samochodu), jeżdżąc po dość dużym majątku ojca (220 ha) i okolicznych drogach. Tam po raz ostatni bł. siostra Alicja widziała się z rodziną w sierpniu 1939 roku. W rozmowach ze swoim ojcem z pewnością omawiała przypadającą na rok przyszły (1940), dwudziestą rocznicę Bitwy nad Wkrą - była w tej wojnie przecież sanitariuszką a jej ojciec, a mój dziadek, Jan Kotowski był kapelmistrzem orkiestry Policji Warszawskiej, która wraz z innymi artystami żegnała, a potem witała żołnierzy.

poniedziałek, 19 września 2011

Ciechanów

  Przez cały dzień 19 sierpnia trwa zagłuszanie radiostacji rosyjskich, potęgujące i tak niewiarygodną wręcz dezorganizację wojsk rosyjskich. Jest to praktycznie dzień wypędzenia Rosjan za Bug, ale na północy Mazowsza wojska rosyjskie nadal walczą, bo mają uzgodnione z Niemcami, że bez rozbrajania przejdą niemiecką granicę (potem, pod ochroną tej granicy, oddziały wracały do Rosji).
  Po niepowodzeniach w bitwie z 18 Dywizją Piechoty pod Sarnową Górą i Ojrzeniem, w południe 19 sierpnia dwie dywizje rosyjskie rozpoczęły odwrót na Ciechanów. Tego też dnia rano dowództwo polskie skierowało do natarcia na Ciechanów Dywizję Ochotniczą płk. Adama Koca. I Brygada tej dywizji pod Nowym Dziurawcem i wsią Pomorze pokonuje Rosjan, wieczorem zajmuje Ciechanów i ogniem karabinów rozprasza szarżę trzech szwadronów jazdy, które próbowały odbić miasto. Bierze kilkuset jeńców.
  W przestrzeni i czasie tej wojny dawna stolica Mazowsza, Ciechanów odegrała niebagatelną rolę. "Cud na Łydynią" wskazywałby na 15 sierpnia jako najlepszy termin dla wycieczki rowerowej do Ciechanowa, ale tego dnia odbywają się uroczystości przy pomniku w Borkowie, więc może lepiej wybrać się tam 19-ego, by zapoznać się z kolejnym sukcesem Dywizji Ochotniczej.

niedziela, 18 września 2011

Sarnowa Góra

  Zażarta bitwa pod Sarnową Górą trwała pięć dni (od 16 do 20 sierpnia). Jej przełomowym dniem był 18 sierpnia, kiedy to polskie linie obrony, osłaniające oddziały polskie posuwające się na północny wschód w walkach z XV armią, zaczęły pękać. Dużą daniną krwi zdołano je odtworzyć. Gdyby Rosjanie się przedarli i uderzyli w niebroniony bok oddziałów 5 armii, to mogłoby się zakończyć wypychanie wojsk rosyjskich z Mazowsza. Wywiad IV armii rosyjskiej nie miał pojęcia o całości sytuacji, a sztab Sikorskiego miał pełną informację o toczących się walkach.
  Bardzo relaksowa jest wycieczka rowerowa z Cieksyna do pomnika w Sarnowej Górze, gdyż jedzie się tam prawie pustymi drogami.
  Przestrzeń objęta wytężoną obserwacją radiowywiadu jest w tych dniach największa. Rosjanie atakują Płock - 17 sierpnia dociera tam 17 Dywizja Strzelców z IV armii, a 18 - większa część III Korpusu Konnego Gaj-Chana. Zagrożenie Płocka jest olbrzymie, ulic i mostu bronią cywile. W tej sytuacji bezcenne są wręcz wiadomości pozyskiwane przez radiowywiad z nasłuchu radiostacji III Korpusu Konnego.
  Aby zapobiec próbie odtworzenia frontu przez nieustannie spychanych Rosjan, po trwających przez cały dzień 17 sierpnia analizach, rankiem 18 sierpnia wydano utajniony Rozkaz Szefostwa Łączności Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego: "(...) Należy, zaczynając od godziny 16.00 dnia 18 VIII, w przeciągu 24 godzin przeszkadzać wszelkim rozmowom radiotelegraficznym nieprzyjacielskim (...)" Przeszkadzanie polegało na "wcinaniu się" w zapoczątkowane nadawanie radiodepeszy, tak że sumaryczny sygnał był dla odbierającego kompletnie nieczytelny. Trwało to do końca dnia 19 sierpnia, a więc 36 godzin. Nie zagłuszano radiostacji III Korpusu Konnego, którego położenie i działania musiały podlegać stałej obserwacji ze względu na jego szybkość przemieszczania się i siłę ognia karabinów maszynowych ciągniętych przez konie.

sobota, 17 września 2011

Płońsk

  Oddziały IV armii rosyjskiej podążały za III Korpusem Konnym w kierunku zachodnim wykonując dyrektywę przejścia dolnej Wisły i zaatakowania Warszawy od strony Pragi (droga Paskiewicza). Gdyby 15 sierpnia wypad 203 pułku szwoleżerów nie doprowadził do zerwania łączności ze sztabem Tuchaczewskiego, IV armia odebrałyby rozkaz zmiany kierunku marszu i uderzenia na znajdujące się na południe od niej i prące na wschód oddziały 5 armii Sikorskiego. Dowództwo IV armii bez takiego rozkazu nadal kierowało swoje oddziały na zachód, do Wisły. Nie mniej niektóre dywizje lewego skrzydła IV armii weszły w styczność z oddziałami 5 armii. Już 16 sierpnia rozpoczął się wielodniowy bój przy drodze Ciechanów-Ojrzeń, nazywany bitwą pod Sarnową Górą. W podobny sposób doszło do starć pod Płońskiem. Nie było tam prawie wojska polskiego - dopiero 16 sierpnia dotarła tam jazda wyładowana w Zakroczymiu z barek, które dopłynęły z Warszawy. Z marszu udało się odeprzeć rosyjski atak rosyjski. Ale większe siły rosyjskie zaatakowały w dniu następnym. Załamała się szarża 201 ochotniczego pułku szwoleżerów pod Arcelinem na cztery pułki sowieckie z 18 Dywizji Strzelców idące na Płońsk. Dowódca Brygady Jazdy (w jej skład wchodził jeszcze 1 pułk szwoleżerów) nakazał zaatakowanie lewego skrzydła 18 Dywizji Strzelców. Doszło do brawurowej szarży 1 Pułku Szwoleżerów pod Baboszewem. „Szarżowali wszyscy, nie tylko sam dowódca pułku na czele swego sztabu, ale i pluton trębaczy i każdy kto tylko był pod ręką (…) Z powodu długotrwałej suszy powstał (…) niesamowity kurz, osłaniający nieprzeniknioną tajemnicą słabe siły nacierającego oddziału (…) Szarża ukoronowana była pełnym sukcesem”.
  W trzy godziny po bitwie na pole walki przybył generał Sikorski, który udekorował wyróżniających się szwoleżerów Krzyżami Virtuti Militari. Generał przemawiał przy huku dział i trzaskaniu karabinów maszynowych - odgłosach niedaleko toczonej potyczki.
  Polski radiowywiad śledził w dniach 16 i 17 reakcje sztabu Tuchaczewskiego na rozpoczęte w dniu 16 sierpnia uderzenie znad Wieprza. Dopiero pod koniec drugiego dnia polskiej ofensywy Rosjanie uświadomili sobie rozmiary zagrożenia i rozpoczęli odwrót. Ale z IV armią nadal nie było łączności i podążała ona nadal ku Wiśle.
  Nowe Miasto, Nasielsk i Płońsk będą tworzyły Wirtualny Uniwersytet Trzech Miast. W informacjach na stronie Urzędu Miasta czytamy:
RYNEK. XIX-wieczne dzieje miasta przypominają kamieniczki zachowane w rynku i jego najbliższym otoczeniu. W bardzo dobrym stanie znajduje się kamienica, w której wychowywał się twórca państwa Izrael, Dawid Ben Gurion. Obecnie funkcjonuje tu restauracja 'Kaprys', serwująca doskonałe dania tradycyjnej kuchni mazowieckiej.

piątek, 16 września 2011

Nasielsk

  Z Cieksyna do Nasielska jest tylko 10 kilometrów, ale jakże historycznie istotnych. Tą drogą szedł stępa może najsłynniejszy w historii (dowodził nim legendarny Lasalle) dwutysięczny oddział francuskich dragonów (od mostu w Borkowie, który przekroczyli przed zmierzchem w dniu wigilijnym, 24 grudnia 1806 roku, do obozowiska, gdzie nocowali - zlokalizowanego przez historyków - jest kilka kilometrów). Następnego dnia, kilku najwyższych rangą kawalerzystów zapewne brało udział w naradzie z Napoleonem, który noc spędził w chacie pod Nasielskiem. Tą samą drogą, ponad sto lat później (p. Program Integracyjny, str. 36), posuwała się Dywizja Ochotnicza,  która do południa oczyściła z Rosjan Cieksyn i w niewielkich już bojach z oddziałami opóźniającymi atak Polaków dotarła około godziny 17 do Nasielska. Nasielsk już był opanowany po trwających od rana ciężkich walkach grupy generała Osińskiego. Główne uderzenie wojsk polskich, posiadających dwa pociągi pancerne, poszło wzdłuż linii kolejowej Modlin - Nasielsk. Po południu doszły też do Nasielska oddziały, które zdobyły Nowe Miasto - była w tym prawie całkowita analogia z koncentracją wojsk napoleońskich napływających do Nasielska z tych samych trzech kierunków. Jeszcze jednym, przypadkowym, powiązaniem z Napoleonem jest to, że 15 sierpnia (dzień przełomu w wojnie polsko-rosyjskiej) pokrywa się z dniem urodzin Napoleona, obchodzonym uroczyście w czasach jego Cesarstwa, również w wojsku polskim (np.w oddziałach dowodzonych przez generała Dąbrowskiego w dniu 15 VIII 1812).
  Poczynając od 16 sierpnia radiowywiad przechwytywał i rozszyfrowywał radiodepesze III Korpusu Konnego o jego działaniach nad Wisłą, do której ów Korpus dotarł już 15 sierpnia. Tylko pełna i pewna wiedza o zamiarach III Korpusu (że nie zamierza on zawrócić i zaatakować tyły 5 armii, bo ma rozkaz przejścia przez Wisłę) uzyskiwana z danych radiowywiadu, umożliwiała Sikorskiemu atakowanie Rosjan w kierunku wschodnim - najpierw na Nasielsk, potem na Pułtusk.

czwartek, 15 września 2011

Borkowo - Nowe Miasto

  Przełomowy dzień 15 sierpnia - Ten Dzień (p. Program Integracyjny s.5) - stał się Świętem Wojska  Polskiego. Rozkaz Sikorskiego został wykonany - wyparto Rosjan za Wkrę, w godzinach popołudniowych zdobyto most w Borkowie. Do walki wchodzi Dywizja Ochotnicza - pod nieprzyjacielskim ogniem przechodzi Wkrę pod Zawadami i w ciężkich walkach zdobywa do wieczora część Cieksyna. Dwa pułki Brygady Syberyjskiej po całodziennej walce, wieczorem zdobywają Nowe Miasto.
  Szkoła Drogi powinna więc w tym dniu zrealizować trasę rowerową Borkowo - Nowe Miasto. Ambitnym, ale wykonalnym zadaniem dla sprawnych rowerzystów byłby "rajd na Ciechanów" odtwarzający wypad 203 pułku szwoleżerów na Ciechanów (można do powrotu wykorzystać pociąg). Również tego dnia (nad ranem) zdobyto Sochocin, a po południu Fort Toruń i kilka miejscowości na południe od niego.
  Wypad kawalerii na Ciechanów, gdzie znajdował się sztab IV armii rosyjskiej, okazał się najważniejszym w tej wojnie działaniem "kontrwywiadowczym", bo niszcząc radiostację, zerwał łączność tej armii ze sztabem Tuchaczewskiego. On sam, tak opisał  konsekwencje tego wydarzenia:
" Takie położenie, wprost potworne i nie do pomyślenia, pomogło Polakom nie tylko zatrzymać ofensywę armii 3-ej i 15-tej, ale jeszcze krok za krokiem wypierać je w kierunku wschodnim."
  Czy zdarzył się "cud nad Łydynią" (Łydynia przepływa przez Ciechanów), czy był to wypad zaplanowany po zebraniu danych wywiadu? Radiowywiad posiadał stacje goniometryczne umożliwiające lokalizację nieprzyjacielskich nadajników. Masztu stacji nadawczej nie da się ukryć, w Ciechanowie znajdował się on na terenie cukrowni, więc ktoś z polskiej siatki wywiadowczej (zawsze istniejącej w terenie) mógł podać o nim informację wojsku polskiemu. Jest to bardzo istotna kwestia, godna wnikliwego "śledztwa historycznego".
  W dniu 15 sierpnia przejęty został przez radiostację polową Nr 17 (stacjonującą gdzieś w okolicach Borkowa) ważny dla działań 5 armii Sikorskiego meldunek o stanie liczbowym IV i XV armii rosyjskiej. Meldunek ten przekazano do referatu radiowywiadu 5 armii, znajdującego się w Modlinie i na tym szczeblu, bez przesyłania go do radiostacji centralnej w Cytadeli Warszawskiej, nazajutrz odczytano. Tak więc rozszyfrowana "Rewolucja" była przesłana z centrali do niższych szczebli wywiadu, co zwiększało szybkość jego działania.

środa, 14 września 2011

Cieksyn - Fort Toruń

  Wirtualność dziecinna, to gry z całkowicie bajkowymi (wymyślonymi) scenariuszami. Wirtualność dorosła powinna być na poziomie polityki i sztuki. Staram się iść w tym kierunku. Rozpoczynający się dzisiaj tydzień (14-20) będzie tygodniem Szkoły Drogi (p. Program Integracyjny, str. 14-20). Nie ma tam jeszcze bezpośredniego odwołania się do komputerów - w momencie pisania Programu Integracyjnego nie istniał jeszcze iTablet. Obecnie, po uwzględnieniu możliwości iTableta, metoda Szkoły Drogi staje się całkowicie zgodna z metodologią  konstrukcjonizmu, gdy plonem wycieczek mogą być na gorąco komentowane i tematycznie linkowane zdjęcia.
  Zakładam, że grupa osób zainteresowanych odkryciem nowych, ciekawych faktów wiążących Bitwę nad Wkrą z osiągnięciami naszych łamaczy kodów, znajduje się w Cieksynie i dysponuje rowerami. Zgodnie z przebiegiem (czas) działań bojowych w tym rejonie będziemy w kolejne dni odwiedzać miejsca, których położenie (przestrzeń) pozwoli nam zrozumieć co miał na myśli generał Władysław Sikorski wypowiadając zdanie: "Jeżeli mam się bić przy pomocy żołnierzy, to proszę wziąć pod uwagę czas i przestrzeń".
  Zgodnie z ustaleniami przyjętymi w dniu 13 sierpnia, 5 armia Sikorskiego miała w dniu 14 sierpnia, ok godz. 12 zaatakować wojska rosyjskie. Rano w Cieksynie, na wschodnim brzegu Wkry nastrój był bojowy: Chcemy się bić! krzyczeli młodzi chłopcy, jeszcze uczniowie, a już żołnierze, stanowiący uzupełnienie I batalionu Brygady Syberyjskiej. O godzinie dziesiątej zaatakowali Rosjanie. Trzy razy Polacy tracili i odzyskiwali pozycje na wschodnim, cieksyńskim brzegu Wkry. Około godziny 14 poległ prowadzący kontratak dowódca I batalionu mjr.Czapla (może uda się zlokalizować miejsce jego śmierci w Cieksynie?). Rosjanie przeszli przez Wkrę i zaatakowali Borkowo. Na zachodnim brzegu wdarli się na kilometr w głąb polskich linii obrony Wkry. Generał Sikorski stał na czele naprędce pozbieranych oddziałów i pełne zaufanie mógł pokładać jedynie w znanej sobie, "poleskiej" XVIII brygadzie, którą dowodził już od roku. O godzinie 20.00 wydał rozkaz:
/Dowództwo 5 armii oddział III, poczta polowa 5, dn. 14 VIII 1920 r. godz. 20.00/
ROZKAZ DO DOWÓDZTWA XVIII BRYG. PIECH. NAKAZUJĄCY ODEBRANIE BORKOWA
XVIII bryg ma niezwłocznie przejść do kontrataku celem odebrania Borkowa i wyrzucenia npla w tym rejonie na wschodni brzeg Wkry. Akcję należy możliwie uzgodnić z pułkiem syberyjskim. O ile by ten ostatni nie był zdolny do akcji, kontratak przeprowadzić samodzielnie, rozpoczynając go natychmiast.
(…) gen. Sikorski
Tak minął dzień nad Wkrą w okolicach mostu w Borkowie.
  Po rowerowym zapoznaniu się z miejscami walk w Cieksynie i Borkowie, należy udać się do wiszącego mostu w Goławicach (6 km), aby obejrzeć dolinę Wkry w tym miejscu. Brzegi są tam wysokie, a po stronie wschodniej znajdują się dwa forty. Jeden z nich odległy od Wkry ok. kilometr, to Fort Toruń, zdobyty przez Rosjan 14 sierpnia. Do tego fortu doszedł rosyjski atak prowadzony od rana w kierunku południowym. Na kierunku północno-zachodnim Rosjanie zdobyli Nowe Miasto i Sochocin. Wkra była więc opanowana przez wojska rosyjskie od Goławic do Sochocina (ok. 30 kilometrów).
  Nowych danych wywiadowczych istotnych dla 5 armii w dniu 14 sierpnia nie było, a obserwacje ruchów rosyjskich wojsk (Polacy mieli samoloty!) potwierdzały realizowanie rozkazu Tuchaczewskiego poznanego12 sierpnia dzięki złamaniu "Rewolucji".

wtorek, 13 września 2011

Sikorski do wszystkiego

  Plan Tuchaczewskiego, odczytany przez radiowywiad wieczorem 12 sierpnia i przedstawiony w odpowiedniej Informacji Wywiadowczej (bez sugerowania nawet źródła) w dniu następnym, można opisać  historycznymi nazwami i zestawić z rosyjską koncepcją likwidacji Powstania Listopadowego. Wojsko naciera dwoma szlakami - jedna część drogą Paszkiewcza  przeprawiając się przez dolną Wisłę gdzieś w rejonie Nieszawa- Płock i atakuje Warszawę od strony Woli (pamiętamy wszyscy wiersz „Sowiński na okopach Woli”). W roku 1920 do ataku drogą Paszkiewicza wyznaczono XV i IV Armię z III Korpusem Konnym Gaj-Chana. Druga część wojsk (III i XVIII Armia) atakuje Warszawę od strony Pragi, tak jak robił to Dybicz w czasach Powstania Listopadowego.
  Plan Tuchaczewskiego nie wspominał o ataku na forty modlińskie - Rosjanie sami budowali ich zewnętrzny krąg (w sumie fortów jest osiemnaście!) i zaledwie pięć lat wcześniej bronili przed atakiem niemieckim. Na zdobywanie całego rejonu Modlina nie mieli czasu, ale musieli przewidzieć zablokowanie polskich wojsk tam się znajdujących, aby nie uderzyły niespodziewanie na ich lewe skrzydło. Generał Władysław Sikorski, dowódca 5 armii ze sztabem w Modlinie, wiedział o tym doskonale i obmyślał sposoby obrony przed dwukrotnie (XV i IV armia) silniejszym przeciwnikiem. Ale generał Haller, dowódca całego frontu zachodniego bał się przede wszystkim o Warszawę. Spojrzał na mapę i dojrzał, że najbliżej atakującej Warszawę na kierunku zegrzyńskim III armii rosyjskiej znajdą się oddziały Sikorskiego. W przeddzień rosyjskiego generalnego ataku, w dniu 13 sierpnia ok. godziny 18,  miała miejsce kuriozalna rozmowa generała Hallera i jego szefa sztabu pułkownika Zagórskiego z Sikorskim. Oto jej końcowe zdania:
Pułkownik Zagórski:
 "(...) O nieprzyjacielu nadal wiadomo, że: 21. Dywizja nieprzyjacielska będzie atakować jutro przez Serock na Zegrze, tym bardziej więc uważam, że opóźnienie akcji 5. Armii może doprowadzić do katastrofy. Ja ze swej strony, jako szef sztabu frontu, muszę kategorycznie stwierdzić, że uważam opóźnienie tej akcji za fakt, którego nam historia nie przebaczy i że muszę to tu na tym miejscu właśnie dla historii stwierdzić."
Generał Sikorski:
"Panie pułkowniku, dajmy spokój z historią, bo mnie pan pułkownik zmusi do zupełnie innej odpowiedzi. Rozkaz Dowództwa Frontu jest wydany absolutnie na podstawie nieznajomości sytuacji własnej. Gdybyśmy mieli zwyciężać papierami, w takim razie gotów jestem w tej chwili zaczynać ofensywę! Jeżeli mam się bić przy pomocy żołnierzy, to proszę wziąć pod uwagę czas i przestrzeń. Nie wiedziałem, że panowie nie liczą na utrzymanie frontu  Zegrze choćby w ciągu kilkunastu godzin.(...)"
  Czas i przestrzeń - Sikorski doskonale, po dwóch latach nieprzerwanego wojowania, rozumiał wagę tych czynników. Spróbuję w następnych postach stosują metodę Szkoły Drogi zaproponować ich rozważenie, bo samą przewagą wywiadu nie wygrywa się bitwy.

poniedziałek, 12 września 2011

Rewolucja

  Rewolucją w edukacji dla pokoju powinna być "Rewolucja" - szyfr rosyjski złamany 12 sierpnia 1920 roku. Powyższe zdjęcie (warto, klikając je powiększyć) powinno znajdować się w każdym szkolnym podręczniku historii! Poniżej wyjaśniam dlaczego:
  Pisze Jan Kowalewski: "12 sierpnia 1920 r. nasz radiowywiad przejął wielostronicowy szyfrowy telegram XVI Armii Sowieckiej. Był to rozkaz operacyjny, przy czym musiał być ważny, skoro użyto do niego nowego szyfru. Możecie sobie wyobrazić, z jakim napięciem zabraliśmy się do roboty. Szczęśliwie w niespełna godzinę szyfr zaczął się rozwiązywać. Jeszcze depesza ta nie była w pełni odczytana, gdy już wiedzieliśmy z fragmentów, że jest to wielki rozkaz o decydującym natarciu na samą Warszawę. (…) Jeszcze gorączkowo kończyliśmy „rozwiązywanie” szyfru, lecz już podaliśmy jego zasadniczą część do Belwederu, zapytując, czy mamy go przetłumaczyć. Marszałek Piłsudski zadowolił się jednak tekstem rosyjskim i wyraził zadowolenie z zamiarów przeciwnika, gdyż chodziło właśnie o to, by jak najbardziej związać bolszewików na froncie warszawskim."
  W przeddzień bitwy o Warszawę Polacy poznali plany przeciwnika! Nigdy przedtem i potem w historii nie było tak znaczącego dla polskiego wojska sukcesu wywiadowczego. Ten sukces był impulsem do późniejszego rozwoju kryptologii w międzywojennej Polsce (jako pierwsi na świecie nasi łamacze kodów stworzyli podstawy kryptologii matematycznej) i najsłynniejszego osiągnięcia obronnej myśli polskiej - złamania Enigmy. Niestety w 1939 roku nie starczyło czasu, aby łamanie kodu Enigmy mogło skutkować na polach wrześniowych bitew, ale nasz angielski sojusznik, wykorzystując polskie osiągnięcia, był w stanie wygrywać bitwy na Atlantyku.
  Złamania Rewolucji dokonali członkowie opisywanego wcześniej zespołu łamaczy kodów: Jan Kowalewski i Stefan Mazurkiewicz. W czasie II Wojny Światowej profesor Mazurkiewicz cały czas prowadził na wysokim poziomie zajęcia na tajnym Uniwersytecie Warszawskim - na podstawie swoich notatek z jego wykładów Jerzy Łoś, późniejszy wybitny matematyk, mógł po wojnie wydać bardzo nowoczesny podręcznik Podstawy rachunku prawdopodobieństwa (Stefan Mazurkiewicz niestety zmarł przed końcem wojny, w 1945 roku). Jan Kowalewski w czasie II Wojny Światowej prowadził tajne negocjacje dyplomatyczne przybliżające porozumienie w ramach operacji Trójnóg. Obaj więc są polskimi kombatantami II wojny światowej i nasze Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej ma obowiązek upowszechniać wiedzę o ich czynach. Mazurkiewicz, Sikorski i Kowalewski stali się dla mnie inspiracją do podjęcia tematu Jak walczyć bez karabinu, moim zdaniem kluczowego w edukacji dla pokoju, bo przedstawiającego całe spektrum działań, szczególnie na poziomie uniwersyteckim, a w uniwersytetach cała nadzieja (obecny podtytuł mojego blogu brzmi: Trzy rodziny edukują dla pokoju, ale gdy tematyka blogu była trochę węższa podtytułem było hasło Uniwersytet idzie na wojnę - oczywiście taką bez karabinów, o pokój).

niedziela, 11 września 2011

Zespół łamaczy kodów

  W lipcu 1920 roku do powstającej Armii Ochotniczej licznie zgłaszali się studenci Uniwersytetu Warszawskiego. Wielu nauczycieli akademickich zgłosiło swoje osoby do dyspozycji Dowództwa Wojska Polskiego. Byli wśród nich bardzo młodzi profesorowie matematyki: 38-letni Wacław Sierpiński, 34-letni Stanisław Leśniewski i 32-letni Stefan Mazurkiewicz. Prosili o przydział na front, ale skierowano ich do prac wywiadowczych - do rozszyfrowywania przechwytywanych radiodepesz rosyjskich pod kierunkiem Jana Kowalewskiego. Powstał w ten sposób najbardziej akademicki w dziejach zespół łamaczy kodów. Rosjanie zmieniali szyfry w odstępach kilkudniowych, co powodowało konieczność łamania kodów radiodepesz w ciągu kilku godzin, a nie kilku dni. Praca musiała trwać całą dobę na okrągło, potrzebni byli ludzie nawykli do wielogodzinnego, intensywnego wysiłku umysłowego, takiego jaki wkładają matematycy w dowodzenie twierdzeń. No i oczywiście musieli świetnie znać język rosyjski. Tutaj przydały się osiągnięcia w rusyfikacji, bo w zaborze rosyjskim szkoły musiały prowadzić zajęcia po rosyjsku, a w przypadku Leśniewskiego tak wówczas częste dla Polaków, zatrudnienie jego ojca w samej Rosji.

sobota, 10 września 2011

Trzy przyjazdy Piłsudskiego do Warszawy

  Już 15 sierpnia, w jedenastym dniu po wyjściu Rosjan z Warszawy, przyjechał do niej Piłsudski. Dla Niemców, którzy oczywiście znali jego bluff z roku 1914, kiedy to samozwańczo mianował się Naczelnikiem powstania antyrosyjskiego w Kongresówce, był osobą co najmniej podejrzaną. Gdy w tym samym dniu odbyła się wielka demonstracja na jego cześć przed Hotelem Francuskim, w którym zamieszkał, Niemcy polecili mu opuścić Warszawę.
  Po Proklamacji dwóch cesarzy (niemieckiego i austriackiego) z 5 listopada proponującej Polakom odrodzenie państwowości, pozycja Piłsudskiego bardzo się umocniła. Negocjowano jego przyjazd do Warszawy. Niemcy postawili warunek - żadnych zorganizowanych demonstracji. Ale nie mogli zabronić wszelkich "spontanicznych" wystąpień. I w tej formule zmieściło się jakże pamiętne powitanie Piłsudskiego przez młodzież warszawską. Gdy we wtorek, 12 grudnia 1916 roku o godzinie 10.40 Piłsudski przybył na Dworzec Wiedeński owacjom nie było końca, wyprzęgnięto konie i młodzi ludzie pociągnęli powóz aż do hotelu.
  Wśród młodych byli też uczniowie i uczennice szkół warszawskich. Niemieckie władze zwierzchnie wysłały do szkół poufne rozporządzenie stanowczo zabraniające udziału szkół w powitaniu Piłsudskiego. Ale od czego jest warszawski spryt w omijaniu rozporządzeń? Masowe stały się "ucieczki z lekcji" z cichym przyzwoleniem dyrekcji. Rolę inicjatorki jednej z takich ucieczek dobrowolnie zgodziła się pełnić 17-letnia wówczas Marylka Kotowska (późniejsza bł. siostra  Alicja Kotowska). Nie była bynajmniej przywódczynią klasy, ale miała najbardziej wiarygodną opowiastkę dla władz niemieckich: "Mój ojciec, dyrygent Orkiestry Milicji Warszawskiej miał brać udział w powitaniu wraz ze swoją orkiestrą, więc myślałam, że władze wyraziły zgodę...". Nie było w tym nawet ziarenka prawdy (miał brać - nie znaczy, że to zatwierdzono), ale było jakieś, prawdopodobne wytłumaczenie, chroniące  przed ewentualnymi represjami szkołę Pauliny Hewelke.
  Trzeci przyjazd Piłsudskiego - wczesnym rankiem, w dniu 10 listopada 1918 roku - jest właściwym początkiem II Rzeczypospolitej.

piątek, 9 września 2011

Straż Obywatelska

  Wydarzeniami roku 1920 interesowałem się przed wielu laty nie z powodu historii zwycięskiej wojny z Rosją, ale z powodu Polskiej Szkoły Matematycznej, która właśnie w tamtym roku objawiła się Europie publikując pierwszy tom Fundamenta Mathematicae. Profesor Kazimierz Kuratowski podjął się roli historyka tej szkoły publikując w moich czasach studenckich książkę "Pół wieku matematyki polskiej 1920 - 1970". Gdy w latach osiemdziesiątych ukazały się jego „Notatki do autobiografii” oczywiście też do nich zajrzałem. Znalazłem tam fascynujący opis wydarzeń sierpnia roku 1915 w Warszawie i listopadowego odrodzenia polskiego Uniwersytetu Warszawskiego, którego profesorowie po pięciu latach zainicjowali Polską Szkołę Matematyczną. Wtedy właśnie warszawiacy przeszli, w skróconym terminie, pierwszą "Szkołę Obywatelskości". Cytuję fragmenty:
„Huk wysadzanych mostów na Wiśle, o świcie 5 sierpnia 1915 r., obwieścił mieszkańcom Warszawy nową erę w dziejach Polski: wojska carskie opuściły Warszawę. […]  Straż Obywatelska była to bardzo popularna organizacja złożona w dużej mierze z młodszych i starszych przedstawicieli inteligencji warszawskiej. Na jej czele stał adwokat Leon Supiński. Inny bardzo znany adwokat, obrońca więźniów politycznych za czasów carskich, Stanisław Płatek (późniejszy minister spraw zagranicznych w Polsce Niepodległej), utkwił mi w pamięci, jak kierował ruchem ulicznym na rogu Nowego Światu i Chmielnej. Również mój starszy Roman, wówczas aplikant adwokacki, należał do Straży Obywatelskiej. Po jakimś czasie Straż Obywatelska (która pełniła swe funkcje honorowo) została przekształcona w normalną, płatną milicję miejską. Komendantem jej został ks. Franciszek Radziwiłł.”
  Warto pamiętać, że wprowadzając etatową milicję miejską władze niemieckie chciały same ustalać obsadę milicyjnych etatów, ale samorządowa strona polska stała twardo na stanowisku, że tylko Polacy sprawdzeni w Straży Obywatelskiej mogą zostać miejskimi policjantami - i tak też się stało. Mój dziadek zatrudniony jako kapelmistrz milicji miejskiej zawsze mówił, że dyrygował orkiestrą Straży Obywatelskiej:
„W Warszawie, po ewakuacji wojska rosyjskiego i wejściu Niemców, utworzyła się Straż Obywatelska na czele której staną Naczelnik, książe Franciszek Radziwiłł. Zapisałem się na członka Straży Obywatelskiej i otrzymałem stanowisko skarbnika. Po zapoznaniu się z moimi kwalifikacjami Ks. Naczelnik wzywa mnie do siebie i proponuje mi, abym zorganizował orkiestrę; otrzymałem lokal na naukę i próby. Pierwszy występ orkiestry wypadł w okresie, gdy zwrócono nam samorząd w Warszawie i obiecywano przywrócenie państwa polskiego. Straż Obywatelska i władze miasta w dniu 3 maja 1916 roku zorganizowały manifestację i cała ludność gremialnie wyległa, tworząc wspaniały pochód, którego entuzjazmu nie da się opisać. Na czele tego entuzjastycznego pochodu kroczyła orkiestra Straży Obywatelskiej pod moją dyrekcją, gdzie oklaski  i kwiaty sypały się jak z rogu obfitości. Entuzjazm jaki wzbudziły pieśni narodowe, przygotowane na tę uroczystość - Jeszcze Polska nie zginęła - odnosiły serca i wywoływały szalony, nie do opisania zapał. Naczelnik Straży Obywatelskiej od tej chwili polecił mi, aby orkiestra w każdą niedzielę i święto dawała koncerty w Łazienkach, w Pomarańczarni, w teatrze na wyspie, w rozmaitych punktach miasta: na placach, przed teatrem opery. Zespół mój był czynny także w operze.” (cały Życiorys Jana Kotowskiego znajduje się na stronie 41 Programu Integracyjnego).
  Co grała orkiestra w dniu 3 maja 1916 roku? Może uda się odnaleźć jej repertuar w jakiejś relacji z tamtego dnia, ale można z całą pewnością przyjąć, że znalazł się tam nagrodzony w 1898 roku, na konkursie w Londynie Marsz pod sztandarem pokoju Feliksa Nowowiejskiego.
  Wydarzenia opisane powyżej kształtowały postawy pokolenia urodzonego na przełomie XIX i XX wieku, którego liczni przedstawiciele zginęli wiele lat później w Katyniu i Piaśnicy. Gdy Polska znalazła się w roku 1920 w śmiertelnym zagrożeniu, młodzi gremialnie zgłaszali się do Armii Ochotniczej, a także do odtworzonej w lipcu 1920 roku Straży Obywatelskiej (w lipcu do Straży Obywatelskiej w Warszawie wstąpiło ok. 300 kobiet i 16 tys. mężczyzn, wstępowano na całym Mazowszu, np. w powiecie przasnyskim - 130 osób).

czwartek, 8 września 2011

Cztery Muzea Wirtualne

  O dwóch wirtualnym muzeach: Historii Żydów Polskich i Powstania Warszawskiego już pisałem. Następne dwa muzea, ważne dla Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej (SSPK2WS), to przenoszone do Cytadeli warszawskiej Muzeum Wojska Polskiego i właśnie tworzone Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Oba te muzea będą istnieć również w formie wirtualnej - jeszcze bardziej rozbudowanej niż Wirtualne Muzeum Powstania Warszawskiego.
  Nasze Stowarzyszenie, do którego przecież należą osoby znające ostatnią wojnę z wiarygodnych relacji kombatantów, chce być odbiorcą, krytykiem, a może i współtwórcą wirtualnych części muzeów. Wskazywałem na oczywiste dla nas poprawki w Kalendarzu Wydarzeń z MPW. W przypadku Muzeum Katyńskiego (przenoszonego do Kaponiery Cytadeli) będziemy walczyć o dołączenie do wirtualnych zbiorów obszernych materiałów z Ostaszkowa, gdzie więziono polskich policjantów. Z kolei w wirtualnych zbiorach Muzeum 2WS ważną częścią powinna być historia zbrodni w Piaśnicy, wraz z przedstawieniem tras dojazdu do nieodległych przecież od Gdańska miejsc kaźni (Piaśnica, Mniszek, Las Szpręgawski).
  W Muzeum Wojska Polskiego prezentowane będą wszystkie ważne wydarzenia w dziejach naszego wojska. Jego lokalizacja w Cytadeli Warszawskiej stwarza wyjątkową okazję do przedstawienia sukcesów polskich łamaczy kodów. W Cytadeli znajdowała się największa radiostacja nadawczo-odbiorcza, poniemiecka, Warszawska Radiostacja (WAR). Czy zostanie zrekonstruowany maszt radiostacji? Jeśli nie znajdzie się dość miejsca (była to bardzo duża konstrukcja), to mniejszy maszt, bo mniejszej radiostacji, można zrekonstruować w Modlinie, albo już zupełnie niewielką ruchomą radiostację polową, jeśli taka jeszcze się zachowała, ustawić w Borkowie. Dlaczego w Borkowie? Bo jest symbolem zwycięstwa w dniu 15 sierpnia 1920 roku, które obchodzimy jako Dzień Wojska Polskiego - Borkowo uwieczniono na tablicy zawieszonej w roku 1925 przy Grobie Nieznanego Żołnierza. A ponadto, świetne zwycięstwo V armii Sikorskiego pod Borkowem nie byłoby możliwe bez sukcesów wywiadu.
  Najważniejsze szyfrogramy rosyjskie, przejęte i rozszyfrowane przez polski wywiad, dotyczyły IV armii i Korpusu Gaja (teoretycznie tylko podległego dowódcy IV armii). Była to ta część rosyjskich wojsk, która miała powtórzyć manewr Paskiewicza z roku 1831: przejść Narew pod Ostrołęką, drogami północnego Mazowsza dojść do dolnej Wisły, przekroczyć ją w pobliżu Płocka i zaatakować Warszawę od strony Woli. Atak szlakiem Paskiewicza rozpoczął się od bitwy o Ostrołękę (3 sierpnia). Już wtedy polski wywiad miał dzięki złamaniu kodów rosyjskich dokładne dane o składzie atakujących wojsk i o ich słabościach (braki w amunicji, brak uzupełnień). Jednak siła tych oddziałów była tak przeważająca (miały przecież zdobywać Warszawę), że siły naprędce tworzonej V armii były daleko niewystarczające do utworzenia jakieś linii obrony. Ale 15 sierpnia zdarzył się cud, nie nad Wisłą w Warszawie, ale nad Łydynią w Ciechanowie. Wypad (na ile świadomie zaplanowany, na ile rutynowy - tego jeszcze nie udało się ustalić)  natrafił na zdezorientowanego przeciwnika. Brawurowy atak jednego oddziału kawalerii polskiej doprowadził do panicznej ucieczki całego sztabu IV armii z Ciechanowa, a zniszczenie armijnej radiostacji do całkowitej utraty łączności dowództwa wojsk rosyjskich (sztab Tuchaczewski był zlokalizowany w Mińsku białoruskim) z dowództwem IV armii.
  W tym samym dniu radiostacja polowa działająca w składzie V armii Sikorskiego przejęła zaszyfrowany meldunek o aktualnym stanie bojowym IV armii rosyjskiej. Po przesłaniu go o szczebel wyżej, do radiostacji w Modlinie, gdzie znajdował się sztab i wszystkie niezbędne służby, szyfrogram rozszyfrowano. Warto ten przebieg wydarzeń zapamiętać, bo rzadko zdarzało się, że już na szczeblu armii łamano rosyjskie kody - zazwyczaj następowało to dopiero po przesłaniu szyfrogramu do radiostacji w Cytadeli  warszawskiej i zajęciu się nim w Dziale Wywiadowczy Dowództwa Wojsk Polskich, który znajdował się w Pałacu Saskim. Gdzie mogła się znajdować owa polowa radiostacja pułkowa? Oddziały V armii Sikorskiego w dniu 15 sierpnia walczyły wzdłuż linii Wkry, ale z zasady radiostacji nie umieszcza się na linii frontu, więc nie było jej na pewno nad samą Wkrą, ale była zapewne niedaleko, 5-10 kilometrów od rzeki.
  Historię działania tych radiostacji i sukcesy w łamaniu szyfrów rosyjskich w wojnie 1920 roku przedstawię w dalszych postach.
  O ile rekonstrukcje historycznych urządzeń leżą poza możliwościami naszego Stowarzyszenia, to wirtualna prezentacja historii radiowywiadu - od wojny z Rosją do złamanie Enigmy - ma być istotnym składnikiem odpowiedzi na pytanie: Jak walczyć bez karabinu?, tak istotnej w edukacji dla pokoju.
  Wirtualne części czterech muzeów chcielibyśmy prezentować na prelekcjach szkolnych, tworzyć z nich interaktywne „kostki”, które dałoby się ustawiać w lokalnych izbach pamięci, oraz ośrodkach informacji turystycznej (np. na przyszłym lotnisku w Modlinie). Dni repetycji dla pokoju 22 lipiec - 1 wrzesień (42 dni) pisane teraz przeze mnie, a w przyszłym roku (i następnych latach) rozwijane przez większą grupę Spadkobierców (z czasem również ekspertów) miałyby takie prezentacje przygotować.

środa, 7 września 2011

Ani tryumf ani zgon

  Łatwiej było Stanisławowi Szenicowi  pisać o Powstaniu Listopadowym, że był to "ani tryumf ani zgon", niż Tomaszowi Łubieńskiemu tę samą zaprzeczoną frazę z Warszawianki ("dziś Twój tryumf albo zgon") przyjąć za tytuł swojej niedawnej książki (2004 r.) o Powstaniu Warszawskim. Powstały dwie książki o tym samym tytule, próbujące ocenić dwa warszawskie powstania. Ale Powstanie Warszawskie, chociaż miejskie, bliższe było prowadzonemu w terenie Powstaniu Styczniowemu. W "Wiernej rzece" Stefana Żeromskiego, obowiązkowej przecież lekturze międzywojennych patriotów polskich, znajduje się słynny dialog, który, po zamianie paru słów, mógł mieć miejsce również w czasie Powstania Warszawskiego:
— Panie! — krzyknęła.
— Słucham!
— Co wy robicie?
— A co?
— To powstanie!
— Powstanie.
— Niech mi pan wytłumaczy ze swego rozumu i z głębokiego sumienia. Ja jestem prosta i głupia… Nic nie mogę pojąć!
— Wszystko powiem, wszystko, co tylko wiem.
— Z sumienia swego?
— Z sumienia.
Spojrzała mu w oczy i zrozumiała, że prawdę usłyszy. Rzuciła mu w oczy z krzykiem: 
—Któż z was ośmieli się mówić, że pobije tych, co tu nocami przychodzą szarpać nas, ludzi bezbronnych? A jeżeli ich nie możecie pobić, to kto z was ośmielił się rozpętać w nich dzicz, co ją ze sobą z okrutnych śniegów w duszach przynieśli? Czy macie w sobie siłę, równą ich dziczy i taką, żeby tamto złe zgniotła?
Olbromski milczał. Łkając oskarżała:
— Sołdactwo pali dwory — rannych dobija na placu bitwy. Chłopi wiążą powstańców…
Przerwał jej głosem innym, twardym:
— Wolicie ich dzicz niż rany i śmierć? Będziecie mieli dzicz za wiecznego pana!
— I tak go mamy, choć tyle ran…
— Polskie plemię popadło między dwa młyńskie koła zagłady - między Niemców i Moskwę. Musi się stać samo młyńskim kamieniem, albo będzie zmielone na pokarm Niemcom i Moskwie. Nie ma wyboru. Zbyteczne jest wszelkie o tym słowo.
— Jaką mieć wiarę? Czym żyć?
— Serce mężne uzbrój w sobie.
— I cóż z serca mężnego! — jęknęła z rozpaczą.
— Nie czas już pytać i odpowiadać.


  Od siódmego sierpnia nie było żadnych przesłanek do kontynuowania powstania - Rosjanie przegrali bitwę o Warszawę, powstanie na Pradze upadło, ludność cywilna Woli poniosła niewyobrażalne straty, nie zdobyto uzbrojenia. Rozpoczęły się wprawdzie zrzuty poprawiające sytuację powstańców, ale to była jedynie ratunkowa kroplówka. A jednak walczono. Walczono przez następnych pięćdziesiąt kilka dni. Te dni walczącej Warszawy miały swoją historyczną wagę: pokazywały twardość Polaków. Ową twardość kamienia młyńskiego, której od dwustu lat wymagała od nas historia. Smutna historia.

wtorek, 6 września 2011

Przerwać tę rzeź

  W wielokrotnie wspominanej tu książce Kulisy katastrofy Powstania Warszawskiego przedrukowano artykuł Dariusza Baliszewskiego, autora programu "Rewizja nadzwyczajna", zamieszczony pierwotnie w tygodniku "Wprost", w sierpniu 2004 roku. Artykuł ma tytuł "Przerwać tę rzeź!" i w najistotniejszej części tak przedstawia sytuację w powstańczej Warszawie:
  "Czy nie można było przerwać rzezi? W odpowiedzi na to pytanie historia prowadzi na prawy brzeg Wisły. Na Pradze bowiem także 1 sierpnia 1944 r. wybuchło powstanie. Dowodził nim płk Antoni Władysław Żurowski, doświadczony oficer liniowy. Żołnierz gen. Dowbora-Muśnickiego, POW, przed wojną dowódca 32. Pułku Piechoty. Od września 1939 r. do 5 października walczył w Samodzielnej Grupie Operacyjnej Polesie gen. Franciszka Kleeberga jako dowódca batalionu. W latach okupacji jako komendant 6/26 Obwodu Warszawskiego Okręgu AK miał - poza innymi - pseudonim Papież. Dla swych żołnierzy - żartowano - był pierwszym polskim papieżem. Na Pradze skupionych było 9,5 tys. żołnierzy AK. 1 sierpnia do walki przystąpiło prawie 7 tys. żołnierzy. Cechował ich ten sam entuzjazm, ta sama bezgraniczna ofiarność i ta sama wola zwycięstwa co w lewobrzeżnej Warszawie. Na ostatniej odprawie w KG AK dowcipkowano, by Żurowski nie niszczył wszystkich Niemców, a choćby część kierował na mosty, tak by Mokotów i Żoliborz też miały udział w zwycięstwie. 1 sierpnia, kilkadziesiąt minut przed godziną W, Niemcy, jakby znając powstańcze plany, ustawili wzdłuż Targowej i Grochowskiej ogromną, liczącą kilkadziesiąt maszyn kolumnę czołgów. Mimo to Żurowski rozpoczął powstanie. Zaatakowali we wszystkich rejonach. Zajęli wiele niemieckich obiektów z wielkim gmachem Dyrekcji Kolei, placówkami policji, szkołami na Bródnie, w Golędzinowie. Zdobyli i obsadzili obiekty kolejowe, wiadukty. Uderzyli na niemieckie koszary przy ulicy 11 Listopada. W pierwszych dniach walk na Pradze poległo ponad 500 powstańców. W odróżnieniu od lewobrzeżnej Warszawy płk Żurowski miał do czynienia nie z jednostkami policyjnymi, lecz frontowym, znakomicie uzbrojonym wojskiem niemieckim. Po pięciu dniach walki, widząc nieskuteczność działań, obawiając się ogromnych strat wśród ludności cywilnej, za zgodą dowódcy powstania warszawskiego gen. Montera, płk Żurowski postanowił przerwać powstanie. 6 sierpnia walki na Pradze ustały. Bez niemieckich represji. Jak tego dokonano, nie sposób powiedzieć. Podobno - co po wojnie relacjonował płk Antoni Żurowski - w rozmowach z niemieckim dowództwem pośredniczyli księża z kościoła przy placu Szembeka. Do dziś ta historia otoczona jest tajemnicą. Jak się okazuje, można było przerwać powstanie, ocalić tysiące ludzi i uratować przed zniszczeniem miasto. Czy podobne rozwiązanie było możliwe na lewym brzegu Wisły? Najpewniej tak. Jak wynika z zeznań gen. Ericha von dem Bacha-Zelewskiego, składanych w 1946 r. przed polskim prokuratorem w Norymberdze, już od połowy sierpnia podejmował on próby dotarcia do dowództwa powstania z propozycjami kapitulacyjnymi. Bez odpowiedzi z polskiej strony."

poniedziałek, 5 września 2011

Czarna sobota na Woli

  Dużo za późno, bo dopiero w zeszłym roku (15 lipca 2010) Rada Miasta Warszawy ustanowiła dzień 5 sierpnia Ogólnowarszawskim Dniem Pamięci Mieszkańców Woli wymordowanych przez Niemców w czasie Powstania Warszawskiego. Za mało w poprzednich latach było przypominania o stratach, a za dużo mówiło się o "moralnym zwycięstwie". Stało się to przyczyną tegorocznej dyskusji wywołanej krótką opinią o powstaniu : "warto wyciągnąć lekcje także z tej narodowej katastrofy", zamieszczoną na twitterze ministra Sikorskiego wraz linkiem do strony internetowej www.powstanie.pl., której merytoryczne przesłanie stanowi wspominana już przeze mnie książka Kulisy katastrofy Powstania Warszawskiego.
  W sobotę, 5 sierpnia dogasała już bitwa pancerna pod Wołominem, w wyniku której Rosjanie cofnęli się aż pod Siedlce. Może powrót niemieckiej pewności siebie spowodował wydanie na porannej odprawie w tym dniu rozkazu mordowania ludności cywilnej. Wola spłynęła krwią. Adam Borkiewicz w książce "Powstanie Warszawskie 1944" pisze: „Już od południa na Woli, w terenie opanowanym przez Niemców rozpoczęła się masowa rzeź ludności bez różnicy wieku i płci. Ofiarą jej padło ponad 38 000 ludzi, tylko nielicznym udało się zbiec ku Śródmieściu i ku Okopowej. Całe przedmieście stanęło w płomieniach pożogi.” 
  Jakże podobne to wydarzenie do Rzezi Pragi z czasów Insurekcji Kościuszkowskiej, kiedy to w dniu 4 listopada 1794 roku, wojska rosyjskie pod dowództwem Aleksandra Suworowa zdobyły warszawską Pragę i wymordowały kilkanaście tysięcy osób, wśród nich kobiety i dzieci. Wtedy, przerażona stolica skapitulowała. Po Rzezi Woli walczyła nadal.

niedziela, 4 września 2011

Wielka bitwa pancerna

  Największa bitwa pancerna na terenie Polski (obecnej) miała miejsce ... pod Wołominem! Wielokrotnie wznawiana książka Jana M. Ciechanowskiego "Powstanie Warszawskie" na stronie 342 wydania pułtusko-warszawskiego, przynosi takie wiadomości o tej bitwie:
  Już w październiku 1944 roku sztab nowego D-cy AK gen. Leopolda Okulickiego ("Niedźwiadka") oceniał że:
  "Przyczyna klęski bitwy o Warszawę leży ... w ogólnym załamaniu się ofensywy sowieckiej nad Wisłą na skutek rzuconych tu na przełomie lipca i sierpnia nowych dywizji niemieckich, głównie z Rumunii. Wojska niemieckie wsparte tymi posiłkami unieruchomiły przyczółek sowiecki w rejonie Warki, zatrzymały próbę sowieckiego przedarcia się na północ od Warszawy, a nade wszystko - w wielkiej bitwie wojsk pancernych pod Wołominem w dniach 4 i 5 sierpnia zadały decydujący cios idącym na Warszawę wojskom sowieckim (przedmoście warszawskie zostało zasilone przez Niemców 4-ma świeżymi dywizjami, które zdecydowały o zwycięstwie pod Wołominem).
  Tak więc losy bitwy o Warszawę zostały przesądzone w bitwie sowiecko-niemieckiej 4 i 5 sierpnia (...).
  Nie jest słusznym przypuszczenie, że wojska sowieckie nie zajęły Warszawy dlatego, że pragnęły zniszczenia polskiego centrum niepodległościowego. Prawdą natomiast jest, iż w dniach 4 i 5 sierpnia Sowiety przegrały własną bitwę o Warszawę".
  W naszym Stowarzyszeniu Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej są osoby, które jako dzieci widziały epizody wielkiej bitwy pancernej pod Wołominem. Dlaczego pominięto ją w Kalendarzu Wydarzeń?

sobota, 3 września 2011

Pamiętnik z powstania

  W roku 1970 sensacją literacką i prawdziwym kijem w mrowisko stał się "Pamiętnik z powstania warszawskiego" Mirona Białoszewskiego. Po raz pierwszy przeczytałem o nastrojach cywilnych warszawiaków w dniach powstania, o ich stałej trosce o coś do jedzenia, walce z pożarami, opiece nad rannymi. "Chciałem, żeby wszyscy się dowiedzieli, że nie wszyscy strzelali, chciałem napisać o powszechności powstania." - komentował swoją książkę Białoszewski. Takich relacji z powstania pojawiło się potem więcej.
  Kolokwialnym językiem oddaje Białoszewski zaskoczenie pierwszym dniem powstania: "W ogóle powstańcy. Się pokazali. W poniemieckim - co popadło: hełmie, butach, z byle czym w ręku - dobrze, jak strzelało."
  W drugim i trzecim dniu budowano barykady, co opisuje Białoszewski, a również Anna Świrszczyńska, autorka też innego wiersza o powstaniu Umiera piękno, który dał tytuł wspaniałej płycie Agi Zaryan.


Budując Barykadę


Baliśmy się budując pod ostrzałem
barykadę


Knajpiarz, kochanka jubilera, fryzjer,
wszystko tchórze.
Upadła na ziemię służąca
dźwigając kamień z bruku, baliśmy się bardzo,
wszystko tchórze -
dozorca, straganiarka, emeryt.


Upadł na ziemię aptekarz
wlokąc drzwi od ubikacji,
baliśmy się jeszcze bardziej, szmuglerka,
krawcowa, tramwajarz,
wszystko tchórze.


Upadł chłopak z poprawczaka
wlokąc worek z piaskiem,
więc baliśmy się
naprawdę.


Choć nikt nas nie zmuszał,
zbudowaliśmy barykadę
pod ostrzałem.


  Przybywało grobów. Ludzie żyli w schronach. W jednym z nich ułożono litanię, którą szybko zaczęły modlić się i inne schrony: Od bomb i samolotów - wybaw nas, Panie, Od czołgów i goliatów - wybaw nas, Panie, Od pocisków i granatów - wybaw nas, Panie, Od miotaczy min - wybaw nas, Panie, Od pożarów i spalenia żywcem – wybaw nas, Panie....
  W pewnym momencie narrator stwierdza: Chciałem powiedzieć, że na Starówce nie miało się już co pogarszać. Ale nieprawda. To pogarszanie się właśńie nie miało dna. Okazywało się zawsze, że może być jeszcze gorzej. I jeszcze gorzej...