niedziela, 31 maja 2015

Obronna linia Dunajca2

http://wkramost.blogspot.com.es/2015/05/obronna-linia-dunajca1.html
Waznym w historii Polski jest drugi odcinek linii obronnej zamkow nad Dunajcem.

Zamek Rożnów-Łaziska





Historia tego zamku jest malo znana, bo zostal opuszczony w końcu XVI wieku.
W Roznowie znajduje sie jedna z wiekszych zapor wodnych w Polsce.


Zamek w Nowym Saczu





http://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_Kr%C3%B3lewski_w_Nowym_S%C4%85czu


Zamek Pieniński (ruiny w poblizu Kroscienka)





Święta Kinga jest patronka tego miejsca:


http://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_Pieni%C5%84ski


Zamki w Niedzicy i Czorsztynie




http://www.zamekwniedzicy.pl/page2.php

Widoczny na powyzszym zdjeciu w oddali jest zamek czorsztynski:



http://zamekwczorsztynie.pl/historia/


Zamek w Szaflarach (wyobrazony na tle Tatr i dzisiejsze resztki fundamentow)


Obronna linia Dunajca1

W roku 1964, wraz z rodzicami spedzilem dwa tygodnie wakacji w Czchowie. Mielismy ze soba nasz niezawodny, nadmuchiwany ponton. I tym wlasnie pontonem splynelismy z Czchowa do Tarnowa. Zapamietalem doskonale "optyczne" oplywnie (Dunajec mocno tam kreci) melsztynskiego zamku. Ponizej zamieszczam wszystkie zamki obronne z tamtego odcinka Dunajca (zamek Tropszyn byl wowczas niewidoczna ruina).

Zamek w Tarnowie




Ruiny zamku w Tarnowie

http://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_w_Tarnowie

Zamek Melsztyn








sobota, 30 maja 2015

Sensowna analiza sytuacji w Polsce (nareszcie!)

Dlaczego przegral Komorowski

Prof. Andrzej Rychard socjolog, Instytut Filozofii i Socjologii PAN
System powoli się zamyka, aspiracje nie zawsze mają szanse realizacji. Część sfrustrowanych wychodzi "poza system" - przez emigrację czy poparcie ruchów poza- lub antysystemowych. Ta frustracja odegrała rolę w porażce Komorowskiego.


Prezydent cieszący się jeszcze niedawno tak wysokim poparciem przegrał z kandydatem, który też jeszcze niedawno praktycznie nie istniał na scenie politycznej. Pojawiają się pierwsze próby wyjaśnień.

Teoria masochizmu i niedoinformowania

Niektóre z nich są moim zdaniem chybione. Nawet więcej: diagnozy w nich zawarte są obarczone właśnie tymi błędami, które przyczyniły się do porażki prezydenta. Jedną z nich formułuje Adam Michnik: "Te wybory pokazały, że większości wyborców nie wystarcza Polska stabilizacji; wzrostu gospodarczego; demokracji i praw obywatelskich; tolerancji; mediów pluralistycznych i wolnych od cenzury; Polska niepodległa; zabezpieczona przynależnością do UE i NATO; wolna od konfliktów religijnych i etnicznych; szanowana w stolicach innych krajów. Ten model Polski został zakwestionowany w imię zmiany" ("Wyborcza", 25 maja). Krótko mówiąc: większości Polaków nie wystarcza raj, i został zakwestionowany.

Czyli większość Polaków nie chce, żeby było dobrze. To teoria społecznego masochizmu.

Inną koncepcję formułuje prof. Radosław Markowski: „Duda rzucił też hasło powrotu Polski na drogę szybkiego wzrostu, bo słusznie uważa, że jego elektorat nie wie, iż żyje w kraju o najszybszym rozwoju gospodarczym w Europie, deflacji, malejącym bezrobociu i deficycie bud-żetowym. A także w kraju o malejących nierównościach, świetnych międzynarodowych ocenach naszej oświaty i znaczącej roli kobiet w życiu publicznym (patrz raport w » The Economist «, 7 marca br.)” („Wyborcza”, 16 maja). Czyli elektorat późniejszego zwycięzcy nie wie, że jest dobrze, a on to niedoinformowanie cynicznie wykorzystał. To więc z kolei teoria społecznego niedoinformowania: ludzie nie wiedzą, że jest im dobrze. Trzeba było po prostu poinformować niedoinformowanych o tym, że jest im dobrze, i rozpowszechnić raport „The Economist”. Dlaczego nikt w sztabie na to nie wpadł?

Teoria masochistyczna i koncepcja niedoinformowania coś przypominają. Czy wizja społeczeństwa, które nie wie, co dla niego dobre, nie jest podobna do pewnych nietrafnych swego czasu koncepcji Unii Wolności?

Nie uważam, że społeczeństwu trzeba populistycznie schlebiać, że nie ma społecznych irracjonalizmów, że wszyscy są doskonali i trzeba ich w tym utwierdzać. To byłaby druga skrajność. Jednak w swej większości społeczeństwa są jakoś racjonalne, próbują się skutecznie dostosowywać do sytuacji, czasami starają się ją zmieniać. I polskie społeczeństwo przez 25 lat (i nie tylko) w większości takie było. Dokonało tych wszystkich rzeczy, które skądinąd słusznie przypominają Michnik i Markowski. Czy więc ludzie nagle zgłupieli? Tylko przy takim założeniu można by uznać trafność obu przytoczonych tu sądów. To jednak założenie absurdalne.

Teoria: Komorowski - dobry prezydent, zły kandydat

Są też koncepcje szukające przyczyn w samej kampanii: Komorowski - dobry prezydent, zły kandydat; dobra prezydentura, zła kampania. Tak, kampania była zła (początkowa bierność, potem popłoch, nagłe wolty, pewne lekceważenie oponentów). Ale Komorowski - mimo błędów - wcale nie był najsłabszym jej elementem: najlepsze momenty kampanii to dwie debaty, w których nie wypadł źle, a pierwszą zdecydowanie wygrał. A to właśnie ta pierwsza miała być najtrudniejsza, bo dziennikarze, jak przed debatą twierdzili niektórzy, mieli być stronniczy. Wcale nie byli.

Ale przede wszystkim tak ostre przeciwstawianie złej kampanii wspaniałej prezydenturze jest uproszczeniem. Nawet mocniej: słabość kampanii w części odzwierciedlała słabe aspekty samej prezydentury. Chodzi mi o niezbyt dużą aktywność, pewną pustkę programową, raczej reaktywność niż kreatywność. To w jakimś stopniu była prezydentura taka, jakby świat i to, co wokół nas, wciąż tkwiły - powiedzmy - w roku 2010. Jakbyśmy byli po wejściu do UE, a przyszłość była jasna. Mocno to wyostrzam.

To nie jest pełna ocena: doceniam to, co robił prezydent w kwestiach Ukrainy - to były silne elementy kadencji. Dostrzegam też, że konstytucyjna rola prezydenta jest ograniczona. Jednak trochę zabrakło wizji, której oczekuje się od politycznego lidera. Szczególnie w sytuacji pewnego ideowego zamieszania i wyczerpywania się dotychczasowej drogi rozwoju. I tak dochodzimy moim zdaniem do najistotniejszych przyczyn porażki Bronisława Komorowskiego i wygranej Andrzeja Dudy.

Koniec pewnej obietnicy rozwoju?

Przez ostatnie 25 lat dynamikę Polski napędzały trzy główne cele: rynek, demokracja i Europa. Organizowały zbiorowe wysiłki i indywidualne strategie. Jednak od pewnego czasu ta wizja już nie jest tak jasna. Jak pisałem w innych miejscach, przez 25 lat kwestią otwartą była w zasadzie tylko (aż?) prędkość, z jaką osiągniemy cele związane z tymi hasłami, z jaką będziemy zmierzać do z grubsza znanego modelu.

Teraz jest inne wyzwanie: sam model staje się nieco zamglony. To oznacza pewne wyczerpywanie się dotychczasowej drogi rozwoju. Ale w żadnym wypadku to nie jest zakwestionowanie samego rynku, demokracji i Europy w tym sensie, w jakim ujmuje to przywoływany na początku Adam Michnik. To raczej potrzeba nowego sposobu zdefiniowania tych celów. Obecnie bowiem Europa z oczywistych względów przestaje być kotwicą pewności, powiewa z niej niepewnością i dezintegracją. Nawiasem mówiąc, osłabia to główny nurt w Unii, co powoduje, że w pewnym sensie wychodzenie poza ten nurt będzie mniej dostrzegane, mniej widoczne. Wcale nie wiem, czy to dobra wiadomość.

Także społeczne obietnice związane z rynkiem i demokracją tracą moc motywującą. Polityczne uczestnictwo jest słabe. Kryzys ekonomiczny wciąż jest pewnym zagrożeniem. A przede wszystkim osłabia się dynamika budowy ładu merytokratycznego, gdzie za bardziej wartościową pracę jest wyższa płaca. Dokumentuje to prof. Henryk Domański, pokazując, jak od roku 2005 przestaje rosnąć siła związku między wykształceniem a zarobkami - wykształcenie przestaje się opłacać tak jak kiedyś.

Inni socjologowie (badania POLPAN zespołu K.M. Słomczyńskiego) ukazują, że ludzie są często wycofani z rynku i jak rośnie znaczenie podziałów klasowych, jak silnie dostrzegają Polacy konflikty polityczne i ekonomiczne, jak oczekują zaangażowania państwa w redukcję nierówności społecznych.

To źródła społecznej frustracji, która odegrała swą rolę w porażce Komorowskiego. Wyczerpywanie się systemu, który gdzie indziej nazwałem systemem "obietnicy transformacyjnej", w którym jest jasna droga awansu (wyższe wykształcenie), a aspiracje są zaspokajane. Ten system powoli zamyka się, aspiracje nie zawsze mają szanse realizacji. Część sfrustrowanych wychodzi "poza system" - przez emigrację, nieuczestnictwo w życiu publicznym czy poparcie ruchów poza- lub antysystemowych.

Ta przyczyna porażki ma charakter strukturalny. Nie zależy od jakości kampanii. Nie wynika ze społecznej niewiedzy czy z niechęci do tego, aby Polska się rozwijała. Przeciwnie, wynika z tego, że dla wielu grup nie rozwija się tak, jak tego oczekują. Można w ogromnym uproszczeniu powiedzieć, że w Polsce są dwie grupy sfrustrowanych: grupa "starych niezadowolonych", których rozgoryczenie wynika z tego, że transformacji było za dużo, że im zagraża. To zwykle starsi, słabiej wykształceni.

Ale jest i grupa druga: to "nowi niezadowoleni". Oni, odmiennie od pierwszej grupy, są niezadowoleni z tego, że transformacja nie spełniła swej obietnicy, że - w pewnym sensie - było jej za mało. Ci są zwykle młodsi od osób z grupy pierwszej. W jakiejś części głosowali na Kukiza. A Andrzejowi Dudzie udało się pozyskać poparcie obu grup. Jak długo uda mu się je utrzymywać, mimo różnic interesów obu grup, to kwestia otwarta.

Mimo, że procesy te zachodzą już od pewnego okresu, sam też sądziłem, że Bronisław Komorowski wygra wybory. I niewiele brakowało - różnica jest tak niewielka, że istotnie lepsza kampania sama mogłaby wystarczyć do wygranej. Ale i tak warto spojrzeć na głębsze przyczyny niezadowolenia i porażki.

Rozpoznawanie obrazów i AI

Jak szybko sciga nas AI? Kiedy nas przegoni? Jak na razie zwieksza nasze mozliwosci - obejrzyjcie to na trzech filmikach:

1. Rozpoznawanie obrazów w diagnostyce medycznej:
https://www.youtube.com/watch?v=TanvOmII2IQ


2. Rozpoznawanie obrazów - wyklad PDF z wieloma wzorami matematycznymi
http://www.eletel.p.lodz.pl/pstrumil/po/rozpoznawanie.pdf

3. Jeden ze slynnych wykladow TED:
http://www.ted.com/talks/matt_mills_image_recognition_that_triggers_augmented_reality?language=pl#


piątek, 29 maja 2015

Czego nie widac...

Czego nie widac..., to nie istnieje, albo przynajmniej nie jest istotne. Tak uwazali nawet wyksztalceni medycy, kilka wiekow temu, nie myjac rak przed nastepna operacja. Po cichu tak myslimy do dzis, bazujac na poczuciu sily wzroku i zdolnosci postrzegawczych. Bo jak trzeba, to mamy przeciez wzmocnienie dla oka - mikroskop, czy teleskop. A samo postrzeganie - toz to nasza inteligencja. I rzeczywiscie - dla danych wchodzacych przez oczy, nasz mozg rezerwuje solidna czesc swoich komorek, czyniac z nich sprawnie dzialajacy komputer. Zupelnie prywatni "lowcy asteroidow" wciaz sa ceniona straza naszej planety.
Ale od wczoraj:
http://googlepolska.blogspot.com.es/2015/05/spojrz-na-zdjecia-w-zupenie-nowy-sposob.html

Upowszechnie nawet znanej technologii (rozpoznawania obrazow) zawsze jest cywilizacyjnym przelomem. Od dzis nasze postrzeganie swiata moze ulec totalnej zmianie! Mowimy: widzialem to, pamietam. Czy na pewno? Moze nalozyly nam sie jakies obrazy? Moze dostrzeglismy tylko jakis fragment wiekszej calosci? Teraz bedziemy mogli cwiczyc i doskonalic nasza zdolnosc postrzegania. Az do momentu, gdy oddamy ta cala "naocznosc" calkowicie we wladanie AI.

środa, 27 maja 2015

Pokolenie JP2

Juz sie mowilo, ze nie ma czegos takiego jak pokolenie JP2, ze taki wyroznik w dzisiejszym swiecie ulega po prostu zatarciu. Dla niewierzacych to oczywistosc - kto z nich odczul ubiegloroczna kanonizacje Jana Pawla II? Ale dla wierzacych to posmiertne zycie jest nawet wazniejsze od doczesnego, a modlitewny kontakt z Janem Pawlem moze skutkowac doczesnym pozytkami.
Spojrzmy w koncu na nasze wlasne dzieci - te urodzone w latach siedemdziesiatych i osiemdziesiatych. Rozwijaly sie i dojrzewaly w czasach pontyfikatu polskiego papieza (1978-2005). Widzialy uznanie calego swiata dla jego dzialalnosci. Byl dla nich AUTORYTETEM. Czy takie oddzialywanie ma po prostu przeminac? Ma byc zastapione wyscigiem szczurow?
Nasz nowy prezydent urodzil sie w 1972 roku (moj syn w 1977). Rozne rzeczy mozna mowic o ich rowiesnikach, ale co do jednego jestem pewien: sa to ludzie odpowiedzialni, bioracy zycie na serio (bardziej niz my - ich troche hipisowscy rodzice). Z tej maki bedzie chleb!!!

http://wpolityce.pl/polityka/246058-prof-milewska-duda-andrzej-zawsze-mial-szacunek-do-kazdego-czlowieka
Pamiętam, jak w wieku 18 lat syn, widząc na ulicy pijanego człowieka, nie wzgardził nim, ale wziął na barki i zaniósł do domu. Andrzej zawsze miał szacunek do każdego człowieka
— podkreśla matka prezydenta elekta prof. Janina Milewska-Duda, profesor nauk chemicznych na krakowskiej AGH, w rozmowie z „Super Expressem”.
Po wyborze na najwyższy urzad w państwie Andrzej Duda podziękował swoim rodzicom za wsparcie i za wychowanie.
Czuć było w jego głosie, że wziął na siebie ogromną odpowiedzialność za los Polski i rodaków i że chce jak najlepiej wypełnić swoją misję. Życzę mu realizacji planów, jakie postawił sobie w kampanii
— mówi prof. Milewska-Duda.
Nie przejmuje się, gdy słyszy opinie krytyków, że za Andrzejem Dudą stoi Jarosław Kaczyński. Po wieczorze wyborczym niektórzy wytykali prezydentowi elektowi, że nie podziękował oficjalnie prezesowi Prawa i Sprawiedliwości. Prof. Milewską-Dudę takie zachowanie syna nie dziwi.
To tak, jakby Andrzej mnie albo mojemu mężowi dziękował za coś. Oni się rozumieją tak jak my z synem, bez słów. Pan Jarosław Kaczyński jest politycznym ojcem mojego syna. Wyznają te same idee, wartości i program. I dlatego Andrzej nie musiał dziękować panu Kaczyńskiemu. Oni są jednością
— wyjaśnia.
Jest przeświadczona, że jej syn nie zawiedzie Polaków i nie ma zamiaru udzielać mu rad.
Andrzej jest dorosłym człowiekiem i nie potrzebuje moich rad. Nigdy mu nie nadskakiwałam, nigdy nie byłam mamusią ciućkającą
— śmieje się.
Jedno wiem na pewno: Andrzej musi być zawsze blisko ludzi, słuchać ich i być wrażliwy na krzywdę innych
— dodaje prof. Janina Milewska-Duda, zaznaczając, że zawsze tak było.

http://wpolityce.pl/polityka/245992-ojciec-andrzeja-dudy-syn-wypelnil-pierwsza-misje-obudzil-ducha-w-polakach

Jestem szczęśliwy, że syn wypełnił pierwszą misję. Ważną misję. Obudził po prostu ducha w Polakach
— mówi w rozmowie z RMF FM Jan Tadeusz Duda, ojciec prezydenta elekta dr. Andrzeja Dudy.
Jak podkreśla, modli się, żeby jego syn miał siłę i mądrość do wypełniania tej misji.
Jan Tadeusz Duda cały czas wierzył w wygraną syna, dlatego wynik wyborów go nie zaskoczył. Nie spodziewa się też większych zmian w życiu swoim i żony.
w końcu rola nasza jest już właściwie schyłkowa. Jesteśmy rodzicami dorosłego człowieka
— dodaje.
Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że będzie rzadziej widywać syna.
I to jest cena, jaką się płaci za to, że syn jest potrzebny ludziom
— zauważa.
Wspomina moment, gdy wiadomo już było, że Andrzej Duda zostanie nowym prezydentem Polski.
Syn dzwonił do mnie, bo syn zawsze dzwoni w takiej sytuacji. Po prostu pomilczeliśmy chwile. Tyle. Na pewno nie jest to takie wie pan: gratuluję ci. Nie ,nie, nie. To jest inny język. Rozumiemy się bez słów
— opowiada.
Marzeniem rodziców Andrzeja Dudy było wychować dzieci na odpowiedzialnych i uczciwych obywateli.
Uczciwość, odpowiedzialność i religijność to są rzeczy, które są dla nas najważniejsze
— zaznacza ojciec prezydenta elekta.
Przesłanie, jakie wpajał swoim dzieciom, dotyczyło wolności.
Mówiłem zawsze dzieciom, że człowiek wolny musi mieć stróża w sobie, bo wtedy dopiero jest wolny. Niewolnik ma stróża obok, jak stróż nie patrzy, to może robić co chce. Człowiek wolny nie może robić, co chce. Nigdy. Bo ma stróża w sobie
— tłumaczy Jan Tadeusz Duda.

poniedziałek, 25 maja 2015

Wybory

Michnik usypiał, aż Komorowski usnął:
:


niedziela, 24 maja 2015

O Krasińskim i AI

Zgodnie z zasadami Szkoly Drogi zacznijmy od MIEJSCA:

Magiczna Opinogóra i Zielone Święta

Jest takie miejsce na Mazowszu:
z rozpoznawalnym od dwóch stuleci zamkiem, położone na wyniesieniu i stąd biorące imię Opinogóry, którego gospodarz: 
Zygmunt Krasiński chętnie by gościł pielgrzymujących przez życie Chrześcijan. Pałac i zadbany, opadający w dół ogród:
przemierzany niespiesznym krokiem, mogą być tym wyróżnionym na świecie miejscem, gdzie pytania same znajdują odpowiedzi. Od kilku lat cieszy oko i zaprasza do wnętrza zbudowany według planu z 1909 roku dwór mazowiecki, planowany na siedzibę rodu Krasińskich (budowy nie rozpoczęto z powodu wybuchu I wojny światowej):
W zamku lub w parku błysnął Zygmuntowi czterowiersz:
Wszystkim ciało dał Jehowa,
Duszę wszystkim Chrystus dał,
A Duch Święty żywot chowa,
By wraz ciało z duszą zlał.
Czterowiersz podsumowujący wspólne z Cieszkowskim rozmowy o jego postheglowskiej filozofii opierającej istotę świata na trzech pojęciach: bytu, myśli i czynu.
Zielone Święta - upamiętniające zesłanie Ducha Świętego w pięćdziesiątnicę Zmartwychwstania, miały być dla Chrześcijan znakiem ustanawiającym Kościół - wspólnotę wierzącą i działającą w realnym świecie. Stały się nie wiedzieć czemu, Zielonymi Świątkami, kojarzonymi z urokami wiosny i ludowymi zabawami.
Co może byt oderwany od myśli? Co potrafi myśl oderwana od bytu? - Nie są sobą samymi, jakżeżby z siebie stworzyć co zdołały? Pełni żywota nie urodzi ni przebiegłość dyplomatyczna, ni najdzielniejsze bohaterstwo wojenne, ni żaden przypadek, okoliczność, wydarzenie na polu praktycznym, słowem, żadna polityka, bo jej zbywa na świadomości ostatecznych powodów i celów i sama się przecież trafu ślepego wieczną igra uznaje. Nie wyda też owej pełni z siebie żadna wiedza li idealna, żaden pomysł li teoretyczny, żadna filozofia; bo choć świadoma powodów i celów, pozbawiona władzy ich wcielania, bo pojmuje wszystko, ale w żadnym zdarzennym ruchu nie bytuje, bo nareszcie wieczną jest niewolnicą nie ślepego trafu wprawdzie, ale nieubłaganej konieczności - konieczności własnego rozumowania - i im wnikliwiej, począwszy od wyłącznej zasady, ją przeprowadza, tym srożej się obłąkiwa. - Tym dwóm rozkładnicom życia, temu, że tak powiem, ciału przedmiotowemu i duszy przedmiotowej historii czegoś nie dostawa, czegoś trzeciego, na to, by mogły przyjść do siebie i przepoić się nawzajem w jedną całość żywą. Przecież i w osobniku najwyższą potęgą ni ciało, ni dusza, ale on trzeci duch, co sprzęga je razem, z którego one są, a w których on żyje - w nim dopiero osobistość, wolność, wola i z niej płynący, stworzenny czyn. Otóż w przedmiotowym świecie takim duchem - taką jaźnią - taką osobistością twórczą ni polityka, ni filozofia, ale religia - inaczej być nie może. Cóż dziwnego, że ta tylko potęga ostatecznie stwarza, której istotą jest związek i obcowanie duchów stworzonych z Duchem Stworzycielem? - Bez niej tamte obie wyrzec skutecznie słowa „stań się” do żadnego okresu historycznego nie mogą. Ich właściwym trudem gromadzić przez wieki przybory do chwili stworzennej potrzebne lub na gruz dawnych epok rozkładać zwaliska. Jako ciału i duszy każdego z nas za długie prace najwyższą nagrodą zdarzona w duchu chwila natchnienia, chwila nieobalalnych postanowień, możność do wielkiego czynu, tak samo polityce i filozofii w świecie historii za długie zasługi na polu czy zdarzeń, czy myśli najwyższą nagrodą objawienie religijne. Można by powiedzieć, że religia jest genialnością planety - w tej tylko chwili, w tej jedynej, do serc skończennych jako grom zstępuje nieskończona miłość i wszelką moc polityki z wszelkim filozofii umem przetapia w jeden płomień razem. Co bez miłości stać się może? Co bez miłości czy duchowi ludzkiemu, czy archanielskiemu jakiemu się uda? - Ona ciału użycza lekkości myśli, myśli nadaje bytową dotykalność ciała. Wtedy dopiero coś wykonać, czegoś dopełnić, coś zbudować można.

Teraz zamienmy cialo na hardware, a mysl na software i w tym jezyku zestawmy wezwanie Krasinskiego:
 Cóż dziwnego, że ta tylko potęga ostatecznie stwarza, której istotą jest związek i obcowanie duchów stworzonych z Duchem Stworzycielem?
z apelami o dobre uzycie AI:


P.s.
Wracajac do "starego" jezyka - zalaczam popularne i krotkie ujecie koncepcji Boga wg. Krasinskiego:
Koncepcja Boga wyrasta z chrześcijaństwa – Bóg jest stwórcą i celem wszelkiego stworzenia, jest Trójjedyny, nie jest bezosobową siłą ani nie utożsamia się ze światem. Pierwsza Osoba Boska to łaska (Bóg-Ojciec, Który jest), druga – rozum (Chrystus, wszechświadomość i wszechmyśl Boża), trzecia
– miłość (Duch Święty, wszechbycie).

sobota, 23 maja 2015

AI - na dobre czy na zle?

Bardzo niedawna wiadomsc:
"Wybitny astrofizyk, Stephen Hawking ostrzegł w Londynie,
że w ciągu stu najbliższych lat człowiek przestanie być
najbardziej inteligentną istotą na Ziemi.
Ma się nią stać sztuczna inteligencja komputerów.
Stephen Hawking był jednym z gości londyńskiej konferencji
naukowej Zeitgeist 2015.

Dziś sztuczną inteligencję znajdziemy w grach wideo,
programach antywirusowych czy samochodach.
Ale są już próby wykorzystania jej np. w medycynie.
Ostatnio naukowcy z Hong Kongu stworzyli system komputerowy,
który rozpoznaje (i wyklucza) udary tak samo dokładnie jak człowiek,
tyle że kilkakrotnie szybciej."
Kto by nie chcial miec swojego "personal-AI-doctor"?



Albo pomocnego, myslacego robota:

robot robotics

http://www.techworld.com/news/operating-systems/stephen-hawking-warns-computers-will-overtake-humans-within-100-years-3611397/

piątek, 22 maja 2015

Piesze pielgrzymki SURSUM CORDA

Ilez razy przemierzalem (glownie na nartach) droge biegnaca grzbietem Gubalowki przez Furmanowa do Zeba? Kilkadziesiat razy na pewno. Gdy przeczytalem ponizsze zaproszenie:
"Zapraszamy wszystkich chętnych na XVIII Pieszą Pielgrzymkę SURSUM CORDA z Zakopanego do Ludźmierza; dnia 6 czerwca 2015 r. (w pierwszą sobotę) szlakiem papieskim.
Program pielgrzymki:
7.00 - nabożeństwo rozpoczynające pielgrzymkę w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej Zakopane - Krzeptówki
7.30 - wyruszenie w trasę: Kościelisko Salamandra, Gubałówka, Furmanowa, Ząb, Bustryk, Sierockie, Bańska Wyżna, Bańska Niżna, Szaflary, Maruszyna
18.00 - Msza św. koncelebrowana w Sanktuarium Matki Bożej Królowej Podhala w Ludźmierzu
Dotarcie do Sanktuarium na Krzeptówki we własnym zakresie."
- od razu zobaczylem siebie idacego w grupie podobnej do tej z fotografii z ubieglorocznej pielgrzymki:

Miejscem startu jest Sanktuarim na Krzeptówkach:
Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Zakopanem

a na pielgrzymów czeka obszerne Sanktuarium Matki Bożej Królowej Podhala w Ludźmierzu, najastarszej katolickiej parafii na Podhalu: 
Sanktuarium maryjne w Ludźmierzu

Ojciec Święty Jan Paweł II dwukrotnie pielgrzymował do Matki Boskiej Ludźmierskiej, w 1979 r. i w 1997 r.
Pomnik Papieża w Ludźmierzu


W innych terminach pielgrzymi odwiedzają sanktuarium w Ludźmierzu przede wszystkim 15 sierpnia (w święto Wniebowzięcia NMP) oraz w drugą niedzielę września, czyli święto Matki Boskiej Siewnej.

czwartek, 21 maja 2015

Zrodlo

Mialem 11 lub 12 lat, gdy ujrzalem to przedziwne Zrodlo:
Jaskinia Wodna

Czym jest sucha informacja:
-"Jaskinia Wodna pod Pisaną Skałą, nazywana także Jaskinią Pisaną w Dolinie Kościeliskiej znajduje się w odległości 4.3 km od Kir, powyżej Polany Pisanej, pod wapienną skałą. W miejscu tym wypływa z jaskini woda, która podziemnymi korytami przesącza się z Kościeliskiego Potoku, a także z Wąwozu Kraków. Jaskinia ma 3 otwory wylotowe,a łączna jej długość wynosi 450 m. Jaskinia była znana miejscowym od dawna, a swą tajemniczością przyciągała wielu ciekawskich. Penetrowali ją poszukiwacze skarbów, górnicy i turyści. Jaskinia zbadana i opisana została w roku 1932 przez Stefana i Tadeusza Zwolińskich. Z jaskinią tą wiąże się legenda o śpiących rycerzach króla Bolesława Śmiałego. Na Pisanej Skale, obok jaskini, pierwsi turyści ryli swe podpisy i stąd wzięła się nazwa zarówno skały,jak i Polany."-
wobec dzieciecego przezycia Prawdziwej Tajemnicy?

Moze rowniez Jan Pawel II przywoluje to, jedno z wielu widzianych przez Niego zrodel, piszac w "Tryptyku Rzymskim":


Źródło
 
Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków...
Jeśli chcesz znaleźć źródło,
musisz iść do góry, pod prąd.
Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj,
wiesz, że ono musi tu gdzieś być —
Gdzie jesteś, źródło?...  Gdzie jesteś, źródło?!
Cisza...
Strumieniu, leśny strumieniu,
odsłoń mi tajemnicę
swego początku!
(Cisza —  dlaczego milczysz?
Jakże starannie ukryłeś tajemnicę twego początku.)
Pozwól mi wargi umoczyć
w źródlanej wodzie
odczuć świeżość,
ożywczą świeżość.

środa, 20 maja 2015

Od Montserrat do Santiago

Symbolem drogi do Santiago jest stylizowana muszelka:


Ponisza mapka pokazuje droge: Montserrat-Lleida-Zaragoza-Logrono-Burgos-Leon-Astorga-Santiago


Ponizej droga rozwija sie sama:


Tradycyjne nazwy moga byc mylace (zielona droga do Logorno to Ruta del Ebro)


A tutaj nazywa sie ja Camino del Ebro


Przejdzmy "wirtualnie" trzy pielgrzymie odcinki:






A moze przejsc sama koncowke?


Najwazniejsze - to poczuc sie pielgrzymem.

czwartek, 14 maja 2015

Magia Wielkiej Drogi

Taka Wielka Droga znajduje sie w Hiszpanii. To droga do Santiago de Compostella – zwana Camino de Santiago. Sklada sie z setek poddrog – jak na przyklad biegnaca przez cala Katalonie, od brzegu morza droga Cami de Sant Jaume:
Widoczny po prawej stronie strzaki symbol zbiegajacych sie drog przybiera często postać stylizowanej muszelki.


Ponizej fotoreportaz z malego fragmentu (od Montserrat do Santa Cecilia), jednego z pielgrzymich odcinkow: Montserrat – Igualada (odcinek ma 25,7 km, przewidywany czas przejscia 7 godzin, droga schodzi z 720 do 313 metrow):