czwartek, 31 października 2013
2001: Odyseja Kosmiczna
środa, 30 października 2013
Arcade Fire dostrzeżony w Polsce
Oburzające Arcade Fire
Bartek Chaciński
Wielu internautów dostrzega, że piosenki w wykonaniu Arcade Fire mogą dać nowy wymiar znanym fragmentom filmów. Przykładowo, do fragmentu filmu Sergia Leone wykorzystano "My Body Is a Cage", którą napisał Peter Gabriel:
Drugim przykładem jest słynna scena z Pancernika Potiomkina, a podkładem Intervention, o której pisałem już w poście Grupa wsparcia Baracka Obamy.
Bartek Chaciński
Mało jest nudniejszych zjawisk niż zespół, który wciąż nagrywa dobre płyty. Moje oburzenie związane z Arcade Fire rośnie więc z każdym albumem. Ten rozkład talentu w dzisiejszym świecie, te okropne nierówności. No i jak to się dzieje, że w ogóle jeszcze istnieją, że małżeństwo Regine Chassagne i Wina Butlera się nie rozpadło i że jeszcze mają czelność śpiewać o swoim związku w tekstach. Oraz poetyzować na temat ogólnej specyfiki związków i kontaktów międzyludzkich w epoce elektronicznej, posługując się przy tym jeszcze całkiem zręcznie – ta potworna inteligencja ery cyfrowej – mitem o Orfeuszu i Eurydyce. Co za potworna stagnacja. Aż się chce strawestować jeden z tekstów z nowej płyty: First they love you, then they love you, then they love you again.
Znacznie bardziej oburzające (i to już nie ironia) jest jednak kwitowanie „Reflektora” powtarzaną już od paru tygodni opinią o skojarzeniach sytuacji AF z „Achtung Baby” grupy U2. Łatwizna intelektualna tego porównania jest dla mnie świadectwem tego, że dowolna głupota powtórzona kilka razy w Internecie będzie się odbijać w postaci refleksji dalej, od strony do strony, i trafi w końcu do encyklopedii. Dla U2 „Achtung…” nie było (oceniając to z dzisiejszej perspektywy) ryzykiem, tylko raczej wycofaniem się na bezpieczne od strony produkcji pozycje po prawdziwie ryzykownym amerykańskim „Rattle and Hum”, które pokazało, że zespół – choć świetny w obrębie wypracowanej konwencji – nie może sobie do końca poradzić w kontekstach, które wymagają świetnego i szerokiego muzycznego przygotowania (później The Edge wręcz to demonstrował w dokumencie „Będzie głośniej”). Owszem, zespół odświeżył lekko paletę brzmieniową, ale zachowajmy zdrowy rozsądek: z całą pewnością mocniejsza zmiana dotyczyła ich garderoby.
Tymczasem w wypadku Arcade Fire od początku mamy do czynienia z grupą znakomicie przygotowanych muzyków, którzy są w stanie funkcjonować w różnych konwencjach. Nie próbują tu w żadnym razie swojego brzmienia „unowocześniać”, szukają co najwyżej związku z New Order, chcą nawiązać – w dość nawet nostalgiczny sposób – do starego brzmienia, które lubią, dzięki umiejętnościom Jamesa Murphy’ego (LCD Soundsystem). „Reflektor” to dla nich moment flirtu z brzmieniami rodem z dyskoteki. Wielu wykonawców przeżyło romans z muzyką taneczną – dlaczego nie pisać więc o Rolling Stonesach, o The Cure czy David Bowie. Nie chcę już na dłużej wracać do mojej tezy na temat powinowactwa z Pulp, którzy swój taneczny moment też mieli, w połowie lat 90., ale to wciąż jak dla mnie mocniejszy punkt odniesienia niż U2. U2 w istocie nigdy takiego momentu nie przeżyli, może dlatego, że traktują się zbyt poważnie. Są oczywiście na „Reflektorze” sygnały reklamowanej szeroko inspiracji Karaibami – we „Flashbulb Eyes”, które, lekko wpadając w dub, zatrąca w pewnym momencie nawet o Gorillaz. Są nawiązania do punk rocka, do nietanecznej elektroniki (końcówka), w sumie najszersza wśród dotychczasowych albumów AF paleta punktów odniesienia, spory rozstrzał, a już na pewno różnorodność.
Uniwersalne prawo recenzji muzycznych brzmi: „Poprzednia płyta lepsza”. Krótka historia Arcade Fire w świetle tego prawa zdaniem wielu komentatorów wygląda tak: „Funeral” było płytą znakomitą, „Neon Bible” troszkę może gorszą, ale wciąż udaną, „The Suburbs” może o włos słabszą, ale wciąż znakomitą i nie inaczej jest z „Reflektorem”. Zazwyczaj taka logika się sprawdza – pod warunkiem, że zbyt często nie sięgamy po ten album numer jeden, stopniowo coraz mocniej mitologizowany. Idę o zakład, że gdyby płytę „Reflektor” poddać gruntownej edycji, usunąć kilka utworów (spośród ostatnich trzech płyt AF każda kolejna jest dłuższa) i poprawić kilka elementów, które James Murphy jako producent zepsuł (a są takie – zbyt mocno podkręcony bas zamienia się w magmę w paru utworach, czekam jednak na nośnik fizyczny, żeby to zjawisko sprawdzić), to spokojnie można by ją było zacząć zestawiać i z tym pierwszym albumem. Bo też praca Murphy’ego z AF nie ma dużo wspólnego z działaniami Eno z U2. Ten drugi dość skutecznie odziera utwory z naddatków, Murphy moim zdaniem mógłby – przy tak dobrych piosenkach – iść dalej, odważniej. I to produkcyjna strona „Reflektora” – jeśli cokolwiek – ciągnie ten album do dołu. Na miejscu Butlera wybrałbym Eno, a na miejscu Eno czekałbym w kolejce, bo nic tak nie pasuje do jego artystycznego emploi jak produkcja najbardziej oczekiwanej płyty roku, która potem okazuje się rzeczywiście najgoręcej dyskutowaną płytą roku – pod tym względem te skojarzenia z U2 jeszcze się jakoś kupy trzymają. No ale Arcade Fire są zespołem swojej epoki, po osiągnięciu niebezpiecznie gwiazdorskiego pułapu układającym karierę tak, jakby nic się nie stało, nie popełniającym jakichś kardynalnych błędów, pełnym energii i wciąż godnym najwyższego podziwu.
Powyżej zacytowłem fragment blogu Bartka Chacińskiego z Poltyki (na co pozwala etykieta "share" pod tytułem), aby zaiteresowani mogli ocenić poziom polskich krytyków (i fanów) muzyki rozrywkowej. Przy okazji prezentuję (za Chacińskim) okładkę "Reflektora" odwołującą się do mitu Orfeusza i Eurydyki:
Znacznie bardziej oburzające (i to już nie ironia) jest jednak kwitowanie „Reflektora” powtarzaną już od paru tygodni opinią o skojarzeniach sytuacji AF z „Achtung Baby” grupy U2. Łatwizna intelektualna tego porównania jest dla mnie świadectwem tego, że dowolna głupota powtórzona kilka razy w Internecie będzie się odbijać w postaci refleksji dalej, od strony do strony, i trafi w końcu do encyklopedii. Dla U2 „Achtung…” nie było (oceniając to z dzisiejszej perspektywy) ryzykiem, tylko raczej wycofaniem się na bezpieczne od strony produkcji pozycje po prawdziwie ryzykownym amerykańskim „Rattle and Hum”, które pokazało, że zespół – choć świetny w obrębie wypracowanej konwencji – nie może sobie do końca poradzić w kontekstach, które wymagają świetnego i szerokiego muzycznego przygotowania (później The Edge wręcz to demonstrował w dokumencie „Będzie głośniej”). Owszem, zespół odświeżył lekko paletę brzmieniową, ale zachowajmy zdrowy rozsądek: z całą pewnością mocniejsza zmiana dotyczyła ich garderoby.
Tymczasem w wypadku Arcade Fire od początku mamy do czynienia z grupą znakomicie przygotowanych muzyków, którzy są w stanie funkcjonować w różnych konwencjach. Nie próbują tu w żadnym razie swojego brzmienia „unowocześniać”, szukają co najwyżej związku z New Order, chcą nawiązać – w dość nawet nostalgiczny sposób – do starego brzmienia, które lubią, dzięki umiejętnościom Jamesa Murphy’ego (LCD Soundsystem). „Reflektor” to dla nich moment flirtu z brzmieniami rodem z dyskoteki. Wielu wykonawców przeżyło romans z muzyką taneczną – dlaczego nie pisać więc o Rolling Stonesach, o The Cure czy David Bowie. Nie chcę już na dłużej wracać do mojej tezy na temat powinowactwa z Pulp, którzy swój taneczny moment też mieli, w połowie lat 90., ale to wciąż jak dla mnie mocniejszy punkt odniesienia niż U2. U2 w istocie nigdy takiego momentu nie przeżyli, może dlatego, że traktują się zbyt poważnie. Są oczywiście na „Reflektorze” sygnały reklamowanej szeroko inspiracji Karaibami – we „Flashbulb Eyes”, które, lekko wpadając w dub, zatrąca w pewnym momencie nawet o Gorillaz. Są nawiązania do punk rocka, do nietanecznej elektroniki (końcówka), w sumie najszersza wśród dotychczasowych albumów AF paleta punktów odniesienia, spory rozstrzał, a już na pewno różnorodność.
Uniwersalne prawo recenzji muzycznych brzmi: „Poprzednia płyta lepsza”. Krótka historia Arcade Fire w świetle tego prawa zdaniem wielu komentatorów wygląda tak: „Funeral” było płytą znakomitą, „Neon Bible” troszkę może gorszą, ale wciąż udaną, „The Suburbs” może o włos słabszą, ale wciąż znakomitą i nie inaczej jest z „Reflektorem”. Zazwyczaj taka logika się sprawdza – pod warunkiem, że zbyt często nie sięgamy po ten album numer jeden, stopniowo coraz mocniej mitologizowany. Idę o zakład, że gdyby płytę „Reflektor” poddać gruntownej edycji, usunąć kilka utworów (spośród ostatnich trzech płyt AF każda kolejna jest dłuższa) i poprawić kilka elementów, które James Murphy jako producent zepsuł (a są takie – zbyt mocno podkręcony bas zamienia się w magmę w paru utworach, czekam jednak na nośnik fizyczny, żeby to zjawisko sprawdzić), to spokojnie można by ją było zacząć zestawiać i z tym pierwszym albumem. Bo też praca Murphy’ego z AF nie ma dużo wspólnego z działaniami Eno z U2. Ten drugi dość skutecznie odziera utwory z naddatków, Murphy moim zdaniem mógłby – przy tak dobrych piosenkach – iść dalej, odważniej. I to produkcyjna strona „Reflektora” – jeśli cokolwiek – ciągnie ten album do dołu. Na miejscu Butlera wybrałbym Eno, a na miejscu Eno czekałbym w kolejce, bo nic tak nie pasuje do jego artystycznego emploi jak produkcja najbardziej oczekiwanej płyty roku, która potem okazuje się rzeczywiście najgoręcej dyskutowaną płytą roku – pod tym względem te skojarzenia z U2 jeszcze się jakoś kupy trzymają. No ale Arcade Fire są zespołem swojej epoki, po osiągnięciu niebezpiecznie gwiazdorskiego pułapu układającym karierę tak, jakby nic się nie stało, nie popełniającym jakichś kardynalnych błędów, pełnym energii i wciąż godnym najwyższego podziwu.
Powyżej zacytowłem fragment blogu Bartka Chacińskiego z Poltyki (na co pozwala etykieta "share" pod tytułem), aby zaiteresowani mogli ocenić poziom polskich krytyków (i fanów) muzyki rozrywkowej. Przy okazji prezentuję (za Chacińskim) okładkę "Reflektora" odwołującą się do mitu Orfeusza i Eurydyki:
Chaciński tak zachęca do słuchania płyty:
Trzeba posłuchać: 75 minut rozpoczynające się od trzęsienia ziemi, czyli najprawdopodobniej najlepszego jak dotąd singla roku.
Ten singiel, o którym mowa, zaprezentował już DJ Krugman, a ja za nim w poście Poezja popu. Arcade Fire osiągnął tak wysoką pozycję jednak dzięki koncertom (poniżej jeden z nich) hipntyzującym młodzieżową publiczność - posłuchajcie koniecznie piosenki Wake Up (p.tekst angielski i tłumaczenie) wybuchającej o 1.08:
wtorek, 29 października 2013
Podróż na kraniec wszechświata
Poniższy półtoragodzinny film może służyć za elementarz wszystkim Dzieciom Wszechświata (pamiętacie książkę Hoimara von Ditfurtha pod takim tytułem?):
Kosmos - kosmosem, ale Ziemi też nic nie brakuje:
a z Kosmosu wygląda jeszcze piękniej:
a z Kosmosu wygląda jeszcze piękniej:
poniedziałek, 28 października 2013
Antoni Padewski, patron od zgub wszelkich - Jan Lechoń
Ty masz wysoko oczy
Tam, gdzie śpiewa skowronek,
Więc widzisz, gdzie się toczy
Zagubiony pierścionek
A że trzymasz na ręku
Małego Chrystusa,
Dojrzysz, kto kona w lęku
I skąd czyha pokusa.
Twój brunatny samodział
Widzę: idziesz po niebie.
Popatrz, gdziem się zapodział,
Bo zgubiłem sam siebie.
"Niech się świeci chwała Twoja,
Niech się znajdzie zguba moja"
Amen!
poniedziałek, 21 października 2013
Astrobazy
Astrobaza (Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta)
W województwie kujawsko-pomorskim co parę miesięcy otwierano w ostatnich dwóch latach astrobazy. Poniżej informacja o takiej uroczystości z czerwca 2013 roku:
Dzieci i młodzież zdobywają na nich wiedzę, korzystając z nowoczesnych teleskopów, stacji pogodowych i fachowej literatury.
Szkolne kółka zainteresowań to część samorządowego programu zachęcania uczniów do nauki przedmiotów ścisłych: matematyki, fizyki i informatyki. Młodzi biorą udział w pokazach, eksperymentach i zajęciach prowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. W tym roku do trzech dziedzin dołączyła czwarta - astronomia. Zajęcia w kołach astronomicznych ruszyły w maju, uczestniczy w nich blisko 300 uczniów z podstawówek, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych z naszego regionu. Nauka odbywa się w astrobazach - przyszkolnych obserwatoriach astronomicznych, których w województwie powstało 14. Stanęły w różnych miejscowościach w pobliżu szkół.
Zajęcia prowadzą w nich przeszkoleni nauczycie, a młodzież korzysta z wyposażenia zakupionego specjalnie na potrzeby tych lekcji - teleskopów, cyfrowych stacji pogodowych i literatury z astronomii.
W I LO w Inowrocławiu astrobaza jest do dyspozycji uczniów od poniedziałku do piątku. - Jeśli pozawala na to pogoda, prowadzimy np. obserwacje słońca, gwiazdozbiorów, planet i mgławic - mówi Andrzej Podbielski, który opiekuje się tamtejszym kołem. - Gdy nie ma warunków, licealiści poznają budowę sprzętu w astrobazie. W sumie mamy 15 teleskopów, od tego największego 14-calowego, po te bardzo proste.
Młodzież uczy się też, jak działa stacja pogodowa. - Niedługo na stronie internetowej naszego koła znajdą się zapisy bieżącej temperatury, ciśnienia, wilgotności powietrza, opadów i wiatru - wylicza Podbielski. - Staramy się także o czytnik promieniowania ultrafioletowego.
Zajęcia w astrobazie w Inowrocławiu odbywają się według ustalonego programu, w sumie to 42 godziny do końca roku szkolnego. Z obiektu korzystają również uczniowie innych szkół. - Ostatnio były u nas nawet przedszkolaki - chwali się Podbielski.
Budowa astrobaz to inicjatywa samorządu województwa. Obserwatoria są rozmieszczone w małych miastach i wsiach (Brodnicy, Gniewkowie, Golubiu-Dobrzyniu, Jabłonowie Pomorskim, Dobrzyniu nad Wisłą, Radziejowie, Żninie, Złejwsi Wielkiej, Gostycynie, Inowrocławiu, Kruszwicy, Rypinie, Świeciu i Unisławiu). Mają popularyzować astronomię nie tylko wśród uczniów, ale również lokalnych mieszkańców. Korzystanie z nich jest bezpłatne. Zaczęto je wznosić w 2010 r. i miały być gotowe rok później. Ten plan udało się wykonać tylko częściowo, bo w wielu miejscowościach prace opóźniały się z różnych powodów, czasami po oddaniu obiektu okazywało się, że ma usterki (pisaliśmy o tym na przykładzie Gniewkowa i Żnina).
Każda astrobaza wygląda tak samo, to budynek na planie koła o średnicy 10 m i wysoki na 8 m. Ma trzy kondygnacje, w środku jest sterownia ze stanowiskami komputerowymi, platforma teleskopu z ruchomą kopułą i taras obserwacyjny. Główny teleskop to liczący 14 cali średnicy automatyczny Meade LX 200. Inne sprzęty to m.in. teleskop słoneczny Coronado PST 40/400, lornetka z 15-krotnym powiększeniem i astronomiczna kamera CCD.
Budowa i wyposażenie jednej astrobazy to koszt prawie 300 tys. zł. Na wszystkie 14 potrzeba było 4,2 mln zł. 65 proc. tej kwoty pochodzi z unijnego Regionalnego Programu Operacyjnego, resztę wyłożyły samorządy.
Szkolne kółka zainteresowań to część samorządowego programu zachęcania uczniów do nauki przedmiotów ścisłych: matematyki, fizyki i informatyki. Młodzi biorą udział w pokazach, eksperymentach i zajęciach prowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. W tym roku do trzech dziedzin dołączyła czwarta - astronomia. Zajęcia w kołach astronomicznych ruszyły w maju, uczestniczy w nich blisko 300 uczniów z podstawówek, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych z naszego regionu. Nauka odbywa się w astrobazach - przyszkolnych obserwatoriach astronomicznych, których w województwie powstało 14. Stanęły w różnych miejscowościach w pobliżu szkół.
Zajęcia prowadzą w nich przeszkoleni nauczycie, a młodzież korzysta z wyposażenia zakupionego specjalnie na potrzeby tych lekcji - teleskopów, cyfrowych stacji pogodowych i literatury z astronomii.
W I LO w Inowrocławiu astrobaza jest do dyspozycji uczniów od poniedziałku do piątku. - Jeśli pozawala na to pogoda, prowadzimy np. obserwacje słońca, gwiazdozbiorów, planet i mgławic - mówi Andrzej Podbielski, który opiekuje się tamtejszym kołem. - Gdy nie ma warunków, licealiści poznają budowę sprzętu w astrobazie. W sumie mamy 15 teleskopów, od tego największego 14-calowego, po te bardzo proste.
Młodzież uczy się też, jak działa stacja pogodowa. - Niedługo na stronie internetowej naszego koła znajdą się zapisy bieżącej temperatury, ciśnienia, wilgotności powietrza, opadów i wiatru - wylicza Podbielski. - Staramy się także o czytnik promieniowania ultrafioletowego.
Zajęcia w astrobazie w Inowrocławiu odbywają się według ustalonego programu, w sumie to 42 godziny do końca roku szkolnego. Z obiektu korzystają również uczniowie innych szkół. - Ostatnio były u nas nawet przedszkolaki - chwali się Podbielski.
Budowa astrobaz to inicjatywa samorządu województwa. Obserwatoria są rozmieszczone w małych miastach i wsiach (Brodnicy, Gniewkowie, Golubiu-Dobrzyniu, Jabłonowie Pomorskim, Dobrzyniu nad Wisłą, Radziejowie, Żninie, Złejwsi Wielkiej, Gostycynie, Inowrocławiu, Kruszwicy, Rypinie, Świeciu i Unisławiu). Mają popularyzować astronomię nie tylko wśród uczniów, ale również lokalnych mieszkańców. Korzystanie z nich jest bezpłatne. Zaczęto je wznosić w 2010 r. i miały być gotowe rok później. Ten plan udało się wykonać tylko częściowo, bo w wielu miejscowościach prace opóźniały się z różnych powodów, czasami po oddaniu obiektu okazywało się, że ma usterki (pisaliśmy o tym na przykładzie Gniewkowa i Żnina).
Każda astrobaza wygląda tak samo, to budynek na planie koła o średnicy 10 m i wysoki na 8 m. Ma trzy kondygnacje, w środku jest sterownia ze stanowiskami komputerowymi, platforma teleskopu z ruchomą kopułą i taras obserwacyjny. Główny teleskop to liczący 14 cali średnicy automatyczny Meade LX 200. Inne sprzęty to m.in. teleskop słoneczny Coronado PST 40/400, lornetka z 15-krotnym powiększeniem i astronomiczna kamera CCD.
Budowa i wyposażenie jednej astrobazy to koszt prawie 300 tys. zł. Na wszystkie 14 potrzeba było 4,2 mln zł. 65 proc. tej kwoty pochodzi z unijnego Regionalnego Programu Operacyjnego, resztę wyłożyły samorządy.
Chrystus Frasobliwy - figurka twórcy ludowego, Bolesław Leśmian
Wiersz "Żołnierz" z cyklu "Pieśni kalekujące", jednego z kilku cykli utworów składających się na tomik poetycki "Łąka" (rok wydania: 1920).Ale bardzo niemrawy i bardzo koślawy.Wrócił żołnierz na wiosnę z wojennej wyprawy,
Kula go tak schłostała po nogach i bokach,
Że nie mógł iść inaczej, jak tylko w poskokach.
Stał się smutku wesołkiem, skoczkiem swej niedoli,Śmieszył ludzi tym bólem, co tak skacząc, boli.I żmudnego cierpienia nagłym wywijasem.Śmieszył skargi hołubcem i żalu wyrwasem
Niepotrzebny nam skoczek w polu do roboty!"Zwlókł się do swej chałupy : "Idź precz popod płoty,
Lecz ten nie chciał go poznać i kijem postronił.Pobiegł do swego kuma, co w kościele dzwonił,
Ramionami, biodrami, wszystką mocą ciała !Podreptał do kochanki, a ta się zaśmiała
Ciała ledwo ćwierć miary, a skoków - trzy ćwierci!"Z takim w łożu drygałą mam tańczyć do śmierci?
Ani myślę wargami sypiać na twym wąsie!Ani myślę ci dotrwać w takim niedopląsie!
Idźże sobie gdziekolwiek i nie klnij i nie łaj !"Zanadtoś mi wyskoczny do nieba na przełaj !
"Chryste, na wskroś sosnowy, a zamyśl się srodze!Więc poszedł do figury, co stała przy drodze:
Lecz to wiem, że skąpiła urody i drewna.Nie wiem, czyja cię ręka ciosała wyśmiewna,
Masz kalekie kolana i kalekie nogi,
Pewno skaczesz, miast chodzić, unikając drogi?
Taki z ciebie chudzina, takie nic z obłoków,
Że mi będziesz dobranym towarzyszem skoków."
Ów, co Boga wyciosał, bity bywał w ciemię!Chrystus, słysząc te słowa, zsunął się na ziemię,
Sosnowymi stopami podziurawił trawę.Obie ręce miał lewe, obie nogi - prawe,
Przejdę wieczność piechtami, chociażem niezdarny."Marna ze mnie sośnina, lecz piechur nie marny,
Będzie nieco człowieka, będzie nieco Boga.Pójdziemy nierozłącznie, bo wspólna nam droga,
Wszak ta sama nas ludzka skoślawiła ręka.Podzielimy się męką - podzielnać jest męka! -
Kto się pierwszy - zaśmieje - ten pierwszy pokocha.Tobie trocha śmieszności, mnie śmieszności trocha,
A co ma się nam zdarzyć, niech się zdarzy ino!"Ty podeprzesz mię ciałem, ja ciebie sośniną;
Wadząc nogą o nogę śmiesznie i poskocznie.I wzięli się za ręce i poszli niezwłocznie,
I szli godzin wieczystych nie wiadomo ile,
Gdzież bo owe zegary, co wybrzmią te chwile?I mijało bezpole, bezkrzewie, bezlesie.Mijały dnie i noce, którym mijać chce się,
I straszna nieobecność wszelakiego słońca.I nastała wichura i ciemność bez końca
Tak bardzo człowieczeje i tak bożyścieje?Kto tam z nocy na północ w burzę i zawieję
Kuleją byle jako w świat nie byle jaki!To dwa boże kulawce, dwa rzewne cudaki
A obydwaj nawzajem zakochani w sobie.Jeden idzie w weselu, drugi w bezżałobie,
Nikt się nigdy nie dowie, co w nich tak kulało?Kulał Bóg, kulał człowiek, a żaden - za mało,
Skakali jako trzeba i jako nie trzeba,
Aż wreszcie doskoczyli do samego nieba!
czwartek, 17 października 2013
poniedziałek, 14 października 2013
Ochrona danych i środowiska - sojusz pokoleń 5+ i 50+
Kodowanie obrazków z użyciem klocków Lego dostępne jest już dla dzieci pięcioletnich. Dla ich pokolenia ochrona danych (ochrona prywatności) bedzie równie istotnym problemem jak dla wrażliwości pokolenia 50+ staje się ochrona środowiska z podstawowym pytaniem: czy wypada po sobie posprzątać? Bo to, że niebezpiecznie nabrudziliśmy, jest już udowodnione. Czy mają po nas sprzątać dzisiejsze przedszkolaki? Trzeba je do tego co najmniej przygotować, gdyż odkręcić wszystkiego już się nie da.
Oblicze Boga - Guercino, Kasprowicz
Przestałem się wadzić z Bogiem -
Serdeczne to były zwady:
Zrodziła je ludzka niedola,
Na którą nie ma już rady.
Tliło w mej piersi zarzewie,
Materiał skier tak bogaty,Że jeno dąć w palenisko,
A płomień ogarnie światy.
Wiedziały o tym potęgi,
Co gdzieś po norach drzemią
Albo z bezczelną jawnością
Jak mgły się włóczą nad ziemią.
Wiedziały ci o tym moce,
Które złośliwość popędza,
By szły powiększać nędzę
Tam, gdzie największa jest nędza.
Wiedziały ci o tym zastępy,
Które czyhają zza węgła
Lub z okna patrzą z szyderstwem,
Czy zbrodnia się nie wylęgła?
Ku popiołowi mej kuźni,
A serce od razu wybuchnie,Zuchwale zaklnie, zabluźni.
Że swym bluźnierstwom i klątwom
Czynu wyciśnie znamię,
Płonące żądzą odmiany,
Przewrotu, co berło Mu złamie.
I dzisiaj nie żal mi tego,
Najmniejszej nie czuję skruchy,
Bom-ci nie żaden służalec,
Na własne serce głuchy.
Bo w sporze o szczęście świata
Swawolność mi była daleka,
A tylkom korzystał z prawa
Wojującego człowieka.
Jeno że dzisiaj to widzę,
W patrzeniu dosyć już biegły,
Czego w zamęcie walki
Źrenice me nie dostrzegły:
Nie ruszał-ci On naprzeciw
W rynsztunku wspaniałym dziwie,
A tylko na tronie Swym siedząc,
Uśmiechał się pobłażliwie...
I dziś ja sam uśmiechnięty,
Gdy krzyczą: "w żelazo się okuj!",
Jak ongi miecz niosłem walczącym,
Tak dzisiaj niosę im spokój.
Lecz już nie wadząc się z Bogiem,
Mam jeszcze cichą nadzieję,Że na dnie mojego spokoju
Żar świętej wojny tleje.
Jan Kasprowicz: wiersz XI z Księgi ubogich
piątek, 11 października 2013
Walcowanie wyobraźni
Było sobie Cesarstwo podobnie nadmuchane jak nasze Królestwo Obojga Narodów. Okres wielkości my kończyliśmy polonezem, a oni walcem:
Dobrze jest sobie odśpiewać, choćby wewnętrznie, ten walc:
Leonard Coehen mocno zmienił słowa oryginalnego wiersza Federico Garcia Lorci, ale nastrój nostalgii za dawno minioną dynastią Habsburgów, którzy rządzili także w Hiszpanii (1516-1700), pozostał:
Mało typowego dla walca spokoju jest w muzyce Zygmunta Koniecznego napisanej do fragmentu "Kwiatów polskich" Tuwima:
A zakochanym w ...tańcu polecam uwodzicielski walc skomponowany przez Jerzego Wassowskiego:
No, może jeszcze Walc Kwiatów Czajkowskiego i Nad pięknym modrym Dunajem Straussa.
czwartek, 10 października 2013
Lotnisko Modlin ma przyszłość
To, że nadmierny hałas jest szkodliwy, wiemy wszyscy. Mało było do tej pory badań nad długotrwałym przebywaniem w strefie hałasu, a konkretnie nad stanem zdrowotnym ludzi mieszkających przy lotniskach. Jedynie Wielka Brytania i Stany Zjednoczone, jako pierwsze w rozwoju lotnictwa, mają dane z dostatecznie długiego okresu - kilkudziesięciu lat. Właśnie opublikowane wyniki badań pokazują znaczącą zależność pomiędzy samolotowym hałasem a zawałami serca. W tym kontekście, jedno spojrzenie na mapkę otoczenia lotniska Modlin przekona każdego o konieczności stopniowego przenoszenia ruchu samolotowego z lotniska Okęcie na lotnisko Modlin (mapka jest pierwszym krokiem w realizacji mojego, dużego programu scratchowego).
poniedziałek, 7 października 2013
Vanitas vanitatum - Guercino, Gałczyński
Ziemia i niebo przemijają,
chwieją się fundamenty światów,
ostatni slogan snuje pająk.
Vanitas vanitatum -
i od balkonu do balkonu,
w wąskiej uliczce, w głębi, na dnie,
pod grozą złego nieboskłonu
pająk i slogan są ostatnie.
Ach, ukryć się tu w ciemnej sieni
z dala od rynku, gdzie tak nudno,
kędy przechodnie przerażeni
pytają się, co będzie jutro;
z trwogą spogląda w niebo karzeł,
co nuty sprzedaje nad rzeką.
I w tłumach ciągle te dwie twarze.
oszusta i potępionego.
II
Po niebie płynie moje serce
i rozpryskuje się na dachach,
ostatni slogan snuje pająk,
amorki na portalach grają
utwory z "Orgelbüchlein" Bacha.
amorkom żal polskiego serca,
uliczka nad Sekwaną skręca,
skręci za parę chwil -
serce na niebie, księżyc - tutaj,
pomyłka, fikcja, złudna nuta:
rue Saint-Louis-en-l'Ile.
III
Ach, co za noc! Co za bezdroża
wśród chmur, a miasta ciężar chmurny
jak na dnie zielonego morza
odnalezienie partytury.
Na noszach mnie uliczką niosą,
bełkocę: - Księżyc! Tam! Znad domu!
. . . . . . . . . . . . . . .
Jesienin kiedyś taką nocą
zawołał, zawył: - Mamo, pomóż!
IV
Niebo i ziemia przemijają,
chwieją się fundamenty światów,
ostatni slogan snuje pająk:
vanitas vanitatum.
Nasz każdy wiersz zaorzą pługiem,
będą kartofle, potem wódka,
bo nasze życie - za długie,
a sztuka - za krótka.
Co pozostanie? Noc,
mitologia niedorzeczna,
sowiooka noc, zielonooka noc.
Noc jest wieczna.
(Z gitarą w ręku. Za uszami z kwiatem.
W świetle księżyca.
Chciałbym być choćby najmniejszym szmaragdem
w jej zausznicach.)
V
Paryż. I noc. I Notre-Dame.
I wiatr. Na pustym placu sam
odprawiam modły do Madonny.
Trzy gwiazdki nad wieżami brzęczą
i drżą. Modlitwa kręci mną
jak wiatr natchniony, wir szalony.
VI
Tak modliłem się:
żeby - w razie ostatecznej katastrofy - Matka Boska przemieniła mnie w małą płaskorzeźbę z XII wieku, która przedstawia "Daniela w jaskini lwów";
żebym w każdej chwili umiał się rozstać z pewnym abażurem, na którym jest wyobrażona bezsensowna ryba;
żebym natychmiast ofiarował moją kanapę, moją po-złacaną kanapę, właściciele bankrutującego baru, która skarżyła mi się, że po prostu nie ma na czym siedzieć;
żeby mój ponury kolega zrozumiał, że "średniowieczny" to znaczy wesoły, a czterej Ewangeliści (Anioł, Wół, Lew i Orzeł) to wesołe chłopy, jak pielgrzymi kanterburyjscy, jak czterech kumów na chrzcinach; żeby urzędnicy z firmy "Trwoga & Żołądek", zamiast opowiadać głupie kawały, lepiej śpiewali podczas przerwy psalmy;
chwieją się fundamenty światów,
ostatni slogan snuje pająk.
Vanitas vanitatum -
i od balkonu do balkonu,
w wąskiej uliczce, w głębi, na dnie,
pod grozą złego nieboskłonu
pająk i slogan są ostatnie.
Ach, ukryć się tu w ciemnej sieni
z dala od rynku, gdzie tak nudno,
kędy przechodnie przerażeni
pytają się, co będzie jutro;
z trwogą spogląda w niebo karzeł,
co nuty sprzedaje nad rzeką.
I w tłumach ciągle te dwie twarze.
oszusta i potępionego.
II
Po niebie płynie moje serce
i rozpryskuje się na dachach,
ostatni slogan snuje pająk,
amorki na portalach grają
utwory z "Orgelbüchlein" Bacha.
amorkom żal polskiego serca,
uliczka nad Sekwaną skręca,
skręci za parę chwil -
serce na niebie, księżyc - tutaj,
pomyłka, fikcja, złudna nuta:
rue Saint-Louis-en-l'Ile.
III
Ach, co za noc! Co za bezdroża
wśród chmur, a miasta ciężar chmurny
jak na dnie zielonego morza
odnalezienie partytury.
Na noszach mnie uliczką niosą,
bełkocę: - Księżyc! Tam! Znad domu!
. . . . . . . . . . . . . . .
Jesienin kiedyś taką nocą
zawołał, zawył: - Mamo, pomóż!
IV
Niebo i ziemia przemijają,
chwieją się fundamenty światów,
ostatni slogan snuje pająk:
vanitas vanitatum.
Nasz każdy wiersz zaorzą pługiem,
będą kartofle, potem wódka,
bo nasze życie - za długie,
a sztuka - za krótka.
Co pozostanie? Noc,
mitologia niedorzeczna,
sowiooka noc, zielonooka noc.
Noc jest wieczna.
(Z gitarą w ręku. Za uszami z kwiatem.
W świetle księżyca.
Chciałbym być choćby najmniejszym szmaragdem
w jej zausznicach.)
V
Paryż. I noc. I Notre-Dame.
I wiatr. Na pustym placu sam
odprawiam modły do Madonny.
Trzy gwiazdki nad wieżami brzęczą
i drżą. Modlitwa kręci mną
jak wiatr natchniony, wir szalony.
VI
Tak modliłem się:
żeby - w razie ostatecznej katastrofy - Matka Boska przemieniła mnie w małą płaskorzeźbę z XII wieku, która przedstawia "Daniela w jaskini lwów";
żebym w każdej chwili umiał się rozstać z pewnym abażurem, na którym jest wyobrażona bezsensowna ryba;
żebym natychmiast ofiarował moją kanapę, moją po-złacaną kanapę, właściciele bankrutującego baru, która skarżyła mi się, że po prostu nie ma na czym siedzieć;
żeby mój ponury kolega zrozumiał, że "średniowieczny" to znaczy wesoły, a czterej Ewangeliści (Anioł, Wół, Lew i Orzeł) to wesołe chłopy, jak pielgrzymi kanterburyjscy, jak czterech kumów na chrzcinach; żeby urzędnicy z firmy "Trwoga & Żołądek", zamiast opowiadać głupie kawały, lepiej śpiewali podczas przerwy psalmy;
żebym - jeśli za oknem moim którejś nocy mocniej zagra galilejska fletnia - umiał natychmiast odejść i porzucić majątek, żonę i dziecko;
żebym - oczywiście stosownie do wymiarów mego serca - również zasłużył na swoją noc mediolańską, podobnie jak św, Augustyn.
I żebym unikał jak ognia: alkoholu, głupich kobiet i lenistwa:
żebym tam, gdzie dyplomacja prowadzi do hańby, umiał przyjąć walkę albo męczeństwo.
żebym - oczywiście stosownie do wymiarów mego serca - również zasłużył na swoją noc mediolańską, podobnie jak św, Augustyn.
I żebym unikał jak ognia: alkoholu, głupich kobiet i lenistwa:
żebym tam, gdzie dyplomacja prowadzi do hańby, umiał przyjąć walkę albo męczeństwo.
"Ziemia i niebo przemijają,
lecz słowo Moje nie przeminie",
kto to powiedział? kto powiedział?
Zapomniałem.
Zapomnieć snadniej. Przebacz, Panie:
za duży wiatr na moją wełnę;
ach, odsuń swoją straszną pełnię,
powstrzymaj flukty w oceanie;
toć widzisz: jestem słaby, chory,
jeden z Sodomy i Gomory;
toć widzisz: trędowaty, chromy,
jeden z Gomory i Sodomy;
pełna "problemów", niepokoju,
z zegarkiem wielka kupa gnoju.
Nie mogę. Zrozum. Jestem mały
urzędnik w wielkim biurze świata,
a Ty byś chciał, żebym ja latał
i wiarą mą przenosił skały.
Nie mogę. Popatrz: to me dzieci,
śliczna kanapa i dywanik,
i lampa z abażurem świeci,
i gwiazdka malowana na nim,
gwiazdka normalna, świeci ziemsko -
a Ty byś zaraz - betlejemską!
Posadę przecież mam w tej firmie
kłamstwa, żelaza i papieru.
Kiedy ją stracę, kto mnie przyjmie?
Kto mi da jeść? Serafin? Cherub?
A tu do wyższych pnę się grządek
w mej firmie "Trwoga & Żołądek".
Lecz wiem, że jednak on się stanie,
ten wielki wichr: na noc szatańską
odpowie nocą mediolańską
święty Augustyn w Mediolanie!
A kiedy minie Twoja burza,
czy przyjmiesz do Twych rajów tchórza?
O nocy słodka, nocy letnia...
Za oknem galilejska fletnia.
VII
Świt. Sekwana ziewa. Trzy
koty miauczą. Deszczyk mży
i w śmiesznych rynnach woda płacze.
Gdy wróci noc, znów pójdę sam
na pusty plac przed Notre-Dame
i cień mój pomknie za mną tam
z wielką walizką rozpaczy.
Konstanty Ildefons Gałczyński: Notatki z nieudanych rekolekcji paryskich
Paryż, styczeń 1946
niedziela, 6 października 2013
Powiśle w Powstaniu Warszawskim
Kamienicę Dobra 31 od bramy Elektowni dzieliło zaledwie sto metrów, a w niewiele większej odległości był powstańczy szpital na Tamce, w którym pełnił duchową i praktyczną posługę bł. ksiądz Michał Czartoryski. Dramatyczne okoliczności śmierci personelu tego szpitala też zasługują na rocznicowe przypomnienie.
sobota, 5 października 2013
Powiślański legendy warszawskie
W księgarniach pojawiło się komiksowe wydanie dwóch legend warszawskich Artura Oppmana. Obie dotyczą Powiśla i mają świetną grafikę.
Rysunek kaczki w fontannie był zapewne robiony na podstawie zdjęcia, takiego jakie zamieściłem w moim poście o Złotej Kaczce. Dokładnie rok temu dostrzegłem wielki potencjał tej legendy, a pół roku później miałem już szkic bajki interaktywnej. Obrazki komiksowego wydania będą wielkim wsparciem w dopracowaniu scratchowego programu, którego istotą jest aktywny udział (współtworzenie) młodych odbiorców.
Istniała tradycja umieszczania na elewacji budynku jego "herbu" - mozaiki lub płaskorzeźby (np.znana kamienica pod Murzynkiem na Starym Mieście) i mniej znany "dom pod jeleniem" na Tamce:
Kamienica Tamka 5 stoi na skrzyżowaniu i od ulicy Smulikowskiego przylega do niej jeden z najciekawszych architektonicznie budynków międzywojnia, okrutnie oszpecony nadbudową:
Wizualizacja poprzedzająca postawienie tej "szklarni" wyglądała zapewne zupełnie ładnie, bo przedstawiała widok na poziomie dachu. Zapomniano, że to co stoi na dachu widziane z dołu wygląda zupełnie inaczej:
Kamienica Dobra 31 jest świetnie widoczna z mostu dla jadących w stronę Tamki i wyróżnienie jej mozaiką Złotej Kaczki byłoby jakby zapowiedzią zbliżania się do słynnej fontanny przy Zamku Ostrogskich.
Druga z powiślańskich legend opowiada o symbolu miasta - Syrence. Akcja jest dramatyczna, a jej zakończenie dość nieoczekiwane. No i jest dużo dłuższa, trudniejsza do interaktywnego opracowania. Razem z bajką warto będzie przedstawić historię powiślańskiego pomnika.
Etykiety:
*Wkramost łączy pokolenia,
Dobra Sprawa Matysiaków,
Scratch
Subskrybuj:
Posty (Atom)