Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akademicy1830. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akademicy1830. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 września 2011

Ani tryumf ani zgon

  Łatwiej było Stanisławowi Szenicowi  pisać o Powstaniu Listopadowym, że był to "ani tryumf ani zgon", niż Tomaszowi Łubieńskiemu tę samą zaprzeczoną frazę z Warszawianki ("dziś Twój tryumf albo zgon") przyjąć za tytuł swojej niedawnej książki (2004 r.) o Powstaniu Warszawskim. Powstały dwie książki o tym samym tytule, próbujące ocenić dwa warszawskie powstania. Ale Powstanie Warszawskie, chociaż miejskie, bliższe było prowadzonemu w terenie Powstaniu Styczniowemu. W "Wiernej rzece" Stefana Żeromskiego, obowiązkowej przecież lekturze międzywojennych patriotów polskich, znajduje się słynny dialog, który, po zamianie paru słów, mógł mieć miejsce również w czasie Powstania Warszawskiego:
— Panie! — krzyknęła.
— Słucham!
— Co wy robicie?
— A co?
— To powstanie!
— Powstanie.
— Niech mi pan wytłumaczy ze swego rozumu i z głębokiego sumienia. Ja jestem prosta i głupia… Nic nie mogę pojąć!
— Wszystko powiem, wszystko, co tylko wiem.
— Z sumienia swego?
— Z sumienia.
Spojrzała mu w oczy i zrozumiała, że prawdę usłyszy. Rzuciła mu w oczy z krzykiem: 
—Któż z was ośmieli się mówić, że pobije tych, co tu nocami przychodzą szarpać nas, ludzi bezbronnych? A jeżeli ich nie możecie pobić, to kto z was ośmielił się rozpętać w nich dzicz, co ją ze sobą z okrutnych śniegów w duszach przynieśli? Czy macie w sobie siłę, równą ich dziczy i taką, żeby tamto złe zgniotła?
Olbromski milczał. Łkając oskarżała:
— Sołdactwo pali dwory — rannych dobija na placu bitwy. Chłopi wiążą powstańców…
Przerwał jej głosem innym, twardym:
— Wolicie ich dzicz niż rany i śmierć? Będziecie mieli dzicz za wiecznego pana!
— I tak go mamy, choć tyle ran…
— Polskie plemię popadło między dwa młyńskie koła zagłady - między Niemców i Moskwę. Musi się stać samo młyńskim kamieniem, albo będzie zmielone na pokarm Niemcom i Moskwie. Nie ma wyboru. Zbyteczne jest wszelkie o tym słowo.
— Jaką mieć wiarę? Czym żyć?
— Serce mężne uzbrój w sobie.
— I cóż z serca mężnego! — jęknęła z rozpaczą.
— Nie czas już pytać i odpowiadać.


  Od siódmego sierpnia nie było żadnych przesłanek do kontynuowania powstania - Rosjanie przegrali bitwę o Warszawę, powstanie na Pradze upadło, ludność cywilna Woli poniosła niewyobrażalne straty, nie zdobyto uzbrojenia. Rozpoczęły się wprawdzie zrzuty poprawiające sytuację powstańców, ale to była jedynie ratunkowa kroplówka. A jednak walczono. Walczono przez następnych pięćdziesiąt kilka dni. Te dni walczącej Warszawy miały swoją historyczną wagę: pokazywały twardość Polaków. Ową twardość kamienia młyńskiego, której od dwustu lat wymagała od nas historia. Smutna historia.

piątek, 11 marca 2011

Aleksander Jełowiecki

  Do absolwentów Uniwersytetu Warszawskiego, walczących w Powstaniu Listopadowym, zaliczał się późniejszy ksiądz Zmartwychwstaniec, Aleksander Jełowiecki. W pierwszym fragmencie z jego Wspomnień znajdujemy żywy i ciekawy opis Uniwersytetu Warszawskiego z lat 20-tych XIX wieku, a w drugim fragmencie Jełowiecki zwierza się z przeżyć, które wprowadziły go na drogę służby Bogu: 

 "Taki był ówczesny stan Warszawy; niewolnictwo jawne , a zmowy tajemne i w wojsku i w szkołach, i pod czamarą i pod habitem : duszno było w Warszawie jak przed wielką burzą; każdy się jej spodziewał, a nikt nie wiedział zkąd przyjdzie; a tymczasem wszystko strojnie, świetnie i huczno, jak gdyby w dnie wesela i szczęścia. W Krakowie ulice puste jak w czasie morowej zarazy, a jak powóz zaturkocze, to wszyscy idą do okien zobaczyć to cudo; w Warszawie nieustanny turkot powozów i bębnów, pełno ludzi po ulicach, po ogrodach, po przedmieściach; niby wesoło , a strach; każdy się ogląda , czy kto nie podsłuchuje, czy kto nie łapie za kołnierz. A jak zawsze i wszędzie , tak i tu najmniej strachu między uczniami, najwięcej pomiędzy nimi ochoczego gwaru. W Krakowie wszyscy prawie znają się jakby jedna rodzina; w Warszawie towarzystwo już bardziej podzielone: są grona gdzie noga moskiewska nigdy nie postała; są inne gdzie muszą ich przyjmować choć po trochę; są grona bogaczów, szlachty, kupców, wojskowych, cudzoziemców, mieszczan: a Moskale nigdzie dobrze widziani, chyba u moskiewskich duchów, Moskale wszędzie do towarzystwa polskiego wpraszają się uważając je sobie za cześć najwyższą , a nie mogąc się wprosić, trzymają się w osobnem gronie, gdzie jak do rynsztoków, wszystko to ścieka co brudne. I Uniwersytet też inny jak w Krakowie: tam nauczyciela i ucznia po tem tylko poznać, że ten siedzi na krześle a ci w ławkach; w Warszawie co to wszystko naciągane na kopyt wojskowy, nauczyciel i uczniowie w mundurach, a przy drzwiach draby. Wielki Xiąże, co prawie nie miał nosa a wszędzie go wścibiał, mieszał się i do Uniwersytetu, łapał uczniów, pakował do kozy, groził im okrutnie; a uczniowie zawsze hardo stawali i drabom swoim i tym nauczycielom których nie lubili, i nie przestawali chodzić po mieście po obywatelsku. Pośrednikiem między okrucieństwem a swawolą, był niewychwalony Zwierzchnik Uniwersytetu, xiadz Szwejkowski; on czuwaniem swojem uprzedzał wszelkie grożące niebespieczeństwo uczniom i samemuż Uniwersytetowi; on jednem słowem przyprowadzał do posłuszeństwa zbuntowaną młodzież, bo każde jego słowo oddychało miłością ojcowską, bo w każdem słowie przebijała się ostrzegająca trwoga o istnienie Uniwersytetu, co tyle obiecywał Ojczyźnie, co już się był wzmógł do niepospolitej świetności. W owej epoce, (1824-1825) Uniwersytet Warszawski miał przeszło 1200 uczniów, miał liczny xięgozbiór, bogate zakłady, obszerne gmachy, i wielu dobrych nauczycieli. Wykład Literatury Polskiej był najświetniejszy, a było do niego dwóch nauczycieli, szumny Osiński i serdeczny Brodziński; pierwszy był dobitnym wyrazem zapleśniałej starzyzny, drugi wyobrazicielem wzrastającego postępu. Brodziński dopiero nabywał sławy, cichy, spokojny, czuły, żołnierz i poeta: Osiński, zarozumiały, nadęty, dowcipniś i wierszopis, a tak roztrąbił swoją sławę przesadnem czytaniem na tępa, że pierwszy raz przychodziło się na jego wykład , jak do wyroczni, jak na posłuchanie do mocarza wszystkich rozumów. Na wykład Brodzińskiego, szło się jak do poufałego przyjaciela, a wychodziło się zawsze z sercem rozczulonem i ze łzą w oku. Wychodząc pierwszy raz z wykładu Osińskiego, wspomniałem sobie na sławne, partariwnt montes, nast itur ridiculus mus. Pomimo to wykład Osińskiego był uprzywilejowańszy, przychodzili nań paniczowie i kobiety wielkiego świata; Pan Osiński spieszy tam z jakiegoś objadu gdzie bawił ostrym dowcipem, wpada do domu, porywa co mu się nawinie ze starych szpargałów i parę xiążek na zapas; leci, już jest, już się wysapał i wśród oklasków poważnie zasiada: dopiero patrzy co tam za papier złapał; jeśli trafił szczęśliwie na dalszy ciąg przeszłego wykładu, to zaczynał od słów, w dalszym ciągu, itd. jeśli co innego porwał, cedzi przez zęby; że dla odmiany przedmiotu będziemy dzisiaj rozbierać co następuje: i dopiero czyta, bo nigdy nie mówił; czyta gładkim i posuwistym językiem, a głosem donośnym i miłym; szumu wiele, ale rzeczy mało; a jak wpadnie na wiersze, to te które chce pochwalić czyta wspaniale, które chce zganić czyta ślamazarnie, i wady wiersza naciska głosem złośliwym. Nowością wtedy byl Mickiewicz , co utworami swojemi jak raca wymknął się z pomiędzy tłumu do góry, i sypnął niegasnącemi gwiazdami: jedni ten dziw pojęli, drudzy nie jeszcze, ale wszyscy patrzą na niego. Zazdrosny Osiński spotkawszy się kiedyś z Dziadami Mickiewicza, przeczytał: — « Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. » — « Co to będzie, co to będzie? » — « Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. » — « Głupio było, głupio będzie. »
A nie czytając dalej, rzucił xiążkę dogadując. Taki był dowcip Osińskiego."


"Płynął mi rok po roku, jak Boh nasz płynie, strojnie, szumno, wesoło i szybko, jak Boh płynie na wiosnę, kiedy zapomniał o tej zimie co przeszła, a mnie myśli o tej co przyjdzie. I po cóżbym miał się troszczyć o przyszłość, kiedy miałem spokojność i zdrowie, kiedy zmysły moje żyły pięknością i dostatkiem wszech rzeczy, kiedy serce moje żyło miłością rodzeństwa i przyjaciół, kiedy duszę moją karmiła myśl święta, co panowała nade mną słodko, rozkosznie; co jak morze swe krople, tak ona pochłaniała wszystkie uciechy i radości moje, i życie moje wynosiła nad życie; co jak powietrze, niewidzialna, lekka i lotna, wciskała się pomiędzy mnie a wszystko co mnie otaczało, co mnie bawiło, co mnie smuciło, co mnie poprawiać albo psuć mogło; ona mię obwiewała swoją wonnością i mocą, a duszy mojej była za skrzydła; porywała ją nie raz zachwytem Niebieskich roskoszy, i unosiła z sobą aż do stóp tronu Pańskiego. Ta to myśl cudowna i czysta, stworzyła i wypieściła we mnie zamiar wielki i święty. O! gdyby człowiek nie miał zmysłów, co duszę jakby ołowiem ciągną do ziemi, jak szponami wiążą, dawnoby już ten zamiar ustalił me szczęście; ale nim się dusza wywinie ze wszystkich mamideł i sideł, nim pokona zmysły, nim zapanuje nad człowiekiem, ubiegają dnie, miesiące, lata, czasem i śmierć zaskoczy; a wtedy biada ci nędzniku coś się ociągał!
W całym biegu młodości mojej przemieszkiwała we mnie myśl oddania się Bogu, służenia Bogu i ludziom przez stan kapłański. Łaska Boska co strzegła młodość moją, natchneła mię tą myślą, którą rozwijało coraz bardziej, i wewnętrzne a nie zbadane uczucie, i wspomnienie na znikomość rzeczy ludzkich, na wieczność — i cudza bezbożność, i brak dobrych kapłanów, i ucisk jakiego religja doznaje w Polsce pod obcą przemocą, i widok szczęścia wewnętrznego jakiego używa tu na ziemi jeszcze, kapłan świętobliwy, i nakoniec ta myśl, że to podobno najpewniejsza droga służenia Ojczyźnie, mianowicie w czasach utrapienia i niewoli.
Nie raz, modląc się westchnąłem i zawołałem — Boże! jeśli wola Twoja, przyjm mnie za sługę Twego; może pozwolisz mi odprowadzić do Twojej trzody, choć jedną zbłąkaną owcę; może gdy ja się poświęcę służbie Twojej, Ty wejrzysz na rodzeństwo i na przyjacioły moje; może mnie użyjesz do usługi biednej Ojczyznie mojej ! Boże, zabierz sobie młodość moję; niech ja do Ciebie należę! — Tę proźbę wymawiała ciągle dusza moja, te myśli ścigały mię wszędzie i były obecne wszystkim zabawom i uciechom, wszystkim troskom moim — a jednak, jak się ubrałem raz w suknię xiędza Markiewicza, spojrzawszy się w zwierciadło, zapłakałem; taka to ciężka walka ze światem — Markiewicz śmiał się, i powiedział — « i mnie tak było markotno,
jakem pierwszy raz włożył sukienkę, i moja matka zaklinała mnie abym nie był xiędzem; a dziś, widzisz jakem szczęśliwy, i moja matka szczęśliwa. »
Markiewicz utwierdzał mię w zamiarach moich, przywodził mi przykład Kazimierza, Stanisława Kostki, Franciszka Salezego i wielu mnych Świętych, co dla chwały Bożej rzucili, większe jak moje, bogactwa i uciechy świata — Matka domyślała się chęci mojej — nie raz zapłakała — Markiewicz odwodził ją od płaczu mówiąc święte słowa — ona mówiła, że można w każdym stanie dosługiwać się Nieba dla siebie i dla drugich — a ja nie miałem innego sposobu utulenia jej, jak mówiąc, że tak będzie jak Pan Bóg zechce, i że sam nie wiem co uczynię — i w rzeczy samej nie wiedziałem, biedząc się z myślami mojemi jak z sierotami.

Nie raz zanęcił mię powab małżeństwa, nie raz szukałem chciwie, czy jest w tem dla mnie wola Boża, nie raz zachciałem żeby była; szukałem, nie jedna twarzyczka wpadła mi w oko na chwilę, nie jedno serce wydało mi się jak łza, i czyste, i czułe — ale Pan Bóg spojrzeniem żadnej dziewicy, nie napisał w sercu mojem — to twoja — I znowu wracała myśl pierwsza — i tak walczyłem sam z soba, dopóki i mnie i myśli moich nie porwała burza wielka; walczyłem sam z soba, dopóki Pan Bóg nie powołał nas wszystkich, do walki za OJCZYZNĘ."

czwartek, 24 lutego 2011

Cz 24-02: Połączeni

Połączeni -
wiarą w Zmartwychwstanie i dorastaniem w dolinie trzech rzek złączonych w jedną drogę wodną - Bogdan Jański, Alicja Kotowska, Piotr Semenenko, Celina i Jadwiga Borzęckie, Hieronim Kajsiewicz.


  Rok 2012 to dwóchsetlecie urodzin Hieronima Kajsiewicza, 2013 - stulecie śmierci bł. Celiny Borzęckiej, a 2014 - dwóchsetlecie urodzin Piotra Semenenki. W roku 2012 ma zostać w pełni udrożniona droga wodna Warszawa-Kowno. Otwiera się możliwość przygotowania atrakcyjnych wycieczek-pielgrzymek do miejsc tak ważnych dla Zmartwychwstanek i Zmartwychwstańców.


  Poniżej, kontynuując działania integracyjne (p. Program Integracyjny, lub na stronie www. Janski.edu.pl, zakładka: Stowarzyszenie Absolwentów), zamieszczam szkicowy opis wycieczek najłatwiejszym dla danego odcinka środkiem transportu (jeśli kajakiem, to zawsze z prądem):
  Ruszając stateczkiem spod stóp Zamku Królewskiego dopływamy po kwadransie do śluzy Tillingera. Wodowanie na jednej z największych śluz w Europie trwa krótko, bo niewielka jest różnica poziomów wody. Za wiaduktem z ulicą Modlińską znajduje się port, którego skrajny basen odległy jest od Wyższej Szkoły Jańskiego nie więcej niż 500 metrów.  Dwudziestokilometrowy Kanał Żerański przypomina rzekę, a w granicach Białołęki dochodzą do niego jeszcze dwa pomniejsze kanały. Zalew Zegrzyński to następne kilkanaście kilometrów ciekawych widoków i rozległej wody, a do Pułtuska od mostu w Serocku pozostaje jeszcze trzydzieści kilometrów po z początku powolnej, a dalej coraz żywszej Narwi. Rejsy do Pułtuska zapowiada Żegluga Warszawskiej od przyszłego roku, po wyremontowaniu zabytkowego statku - bocznokołowca.
  Do Pułtuska - tak bardzo związanego z Jańskim, ale także z dzieciństwem błogosławionej siostry Alicji Kotowskiej spędzonym w pobliskim Krasińcu (27 kilometrów na północ od Pułtuska) - można dopłynąć kajakiem z Łomży, gdzie znajduje się cały zespół szkół Jańskiego (gimnazjum, liceum i szkoła wyższa). Jest to kolejny odcinek opisywanej drogi wodnej.
  Najbardziej pożytecznym sposobem przebycia odcinka Augustów - Łomża jest spływ kajakowy w trakcie którego przepływamy Biebrzą przez unikalny w skali Europy Biebrzański Park Narodowy. Lekcja ekologii najwyższej próby. Mniej więcej w połowie trasy, zaraz po wpłynięciu na Biebrzę, w odległości mniejszej niż 10 kilometrów od rzeki znajduje się Dzięciołowo, gdzie urodził się Piotr Semeneko.
  Być może już w 2012 roku na trasie Augustów-Grodno będą kursować stateczki podobne do tego, którym przez Wigry i Kanał Augustowski płynął Jan Paweł II w 1999 roku. W odległości 30 kilometrów na południe od Grodna, w majątku Obrębszczyzna, mieszkała z rodziną błogosławiona Celina Borzęcka.
  Z Augustowa do Kowna można dopłynąć kajakiem. Jest to długi (250 kilometrów), ale bardzo ciekawy spływ. Można go rozbić na dwa etapy: w pierwszym dopłynąć tylko do Druskiennik. Warto wówczas ten pierwszy etap wydłużyć o trasę biegnącą przez jezioro Wigry i Czarną Hańczę. Ze wszystkich miejsc nad Wigrami i z samego Augustowa bardzo blisko mamy do Sejn, gdzie uczył się Kajsiewicz aż do złożenia egzaminów maturalnych.
“Biegłem żegnając lasy, góry i rozłogi,
I Niemen - świadka mego cichego dumania”
- pisał Kajsiewicz w sonecie “Odjeżdżając na wojnę”.
Folwark Freda, gdzie spędzał wakacje i ważne święta Kajsiewicz, jest obecnie już częścią Kowna.

czwartek, 17 lutego 2011

Cz 17-02: Kanał Augustowski




  Hieronim Kajsiewicz wiedział o Kanale Augustowskim prawie wszystko - w okolicach Augustowa, bo pod Sejnami się wychowywał, w Sejnach ukończył szkołę, a jeżdżąc z Warszawy do dzierżawionej później przez rodziców Frydy pod Kownem przemierzał pobliskie kanałowi drogi. Kanał Augustowski zaprojektował w latach 1822-24 Ignacy Prądzyński. Uczestniczył tylko przez dwa pierwsze lata w jego budowie, bo od roku 1826 był więziony za udział w Towarzystwie Patriotycznym. Potem był Prądzyński być może najwybitniejszym generałem Powstania Listopadowego, które opisał w "Pamiętniku historycznym i wojskowym o wojnie polsko-rosyjskiej w roku 1831". Przy budowie Kanału pracowało do siedmiu tysięcy robotników jednocześnie - była to wspaniale przygotowana i realizowana, największa inwestycja w Królestwie Polskim, do 1830 roku została prawie ukończona. Dla akademickich powstańców stanowiła dowód sprawności organizacyjnej Polaków na miarę wymagań powstańczej gospodarki wojennej.
  A współcześnie Kanał Augustowski i cała droga wodna z Warszawy (przez śluzę Tillingera, Kanał Żerański, Narew, Biebrzę, Kanał Augustowski, Hańczę i Niemen) do Kowna (a nawet Wilna) może stać się europejskim przebojem turystycznym, a ponadto sensownym odtworzeniem dawnych powiązań Polaków, Litwinów i Białorusinów. Remontowane są ostatnie zaniedbane odcinki Kanału, do 2013 roku ma wszystko być wszystko gotowe. Drogi wodne w całej Europie przeżywają renesans, a ta nasza jest naprawdę wyjątkowa.

czwartek, 10 lutego 2011

Cz 10-02: Druga wojna o konstytucję

  Przełom wieku XVIII i XIX był przełomowy również w świadomości prawnej ówczesnych Polaków - w ciągu ćwierćwiecza otrzymali aż trzy konstytucje! Ten niezwykły splot wydarzeń opisywał potem na emigracji Lelewel w pracy: "Trzy konstytucje polskie 1791, 1807, 1815; porównał i różnice ich rozważył Joachim Lelewel w roku 1831". Opierając się na najnowszej książce Andrzeja Ajnenkiela "Konstytucje polskie" przedstawię tu kilka stwierdzeń bardzo istotnych dla zrozumienia Akademików z 1830 roku. 
  Wszystkie trzy konstytucje szły w dobrym kierunku - ta nadana przez Aleksandra I zyskała opinię najbardziej liberalnej w całej ponapoleońskiej Europie! Problemem było jej przestrzeganie - jak pisał Lelewel: "za Księstwa Warszawskiego nie było gwarancji wolności osobistej i wolności słowa, ale nikt jakoś nie odczuwał ich braku; za Królestwa były gwarancje, ale nikt jakoś nie odczuwał ich istnienia". Pozycja księcia Konstantego, naczelnego dowódcy wojskowego Królestwa Polskiego nie miała żadnego umocowania konstytucyjnego, a przecież to on faktycznie był pierwszą osobą w państwie. Sytuacja pogarszała się w kolejnych latach, co skłoniło jednego z ministrów do ukucia powiedzenia, że na początku konstytucja była na stole a bat pod stołem, a po kilku latach już bat był na stole, a konstytucja pod stołem. Przekraczanie kolejnych granic, określonych przecież najwyższym prawem - konstytucją, stało się przyczyną zawiązania Sprzysiężenia Wysockiego w 1828 roku i w konsekwencji doprowadziło do wybuchu powstania listopadowego. 
  Powstanie listopadowe uważa się za drugą wojnę o konstytucję (pierwszą były działania wojenne przeciwko wojskom rosyjskim podjęte pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego w 1792 roku w obronie Konstytucji 3 Maja). W czasie powstania najwyższą władzą był Sejm, a najbardziej znaną jego uchwałą (z 20 stycznia) było przyjęcie manifestu, rozesłanego potem do dworów europejskich, o łamaniu konstytucji przez carów rosyjskich i niewykonaniu obietnicy przyłączenia ziem zabranych. 

czwartek, 3 lutego 2011

Cz 03-02: Noc Listopadowa

  W recenzji zamieszczonej w Pielgrzymie Polskim z 16 V 1833 roku Adam Mickiewicz tak pisał o właśnie wydanych "Sonetach" Hieronima Kajsiewicza:
"Wszystkie te sonety - osobiste, własne, oryginalne. W stylu obozowym raczej niż szkolnym, pełno niepoprawności, pełno dysharmonii, błędów gramatycznych, ale wszędzie rodzimy kruszec błyszczy, choć jeszcze nie wyrobiony i nie wypolerowany.  Styl Kajsiewicza jest to pęd zrywającego się ptaka, który zrazu świstrze skrzydłami i skrzy w oczach, nim dosięże właściwej sobie sfery, rozwinie lot bystrzejszy jeszcze, ale zrazem spokojniejszy i łagodniejszy dla oczu. Już w niektórych sonetach, poeta sfery tej dosięgnął."
  Sonet "29 listopada 1830" z pewnością należy do tych "z rodzimego kruszca". Pisany według zasad romantycznych, a sięgający sfery oryginalnej poezji wysokiego lotu. Podobnie jak Kordian w pierwszej scenie dramatu Słowackiego rozpoczynającej się słowami: "Zabił się - młody...", bohater liryczny musi hamletyzować. Styl romantyczny nie pozwalał na żartobliwe, fredrowskie przedstawianie bohaterów literackich. Nie mógł Kajsiewicz napisać jak z imprezowania trafił do powstania, zresztą chciał sportretować doznania swojego pokolenia, a nie tylko własne. Zaczyna więc dramatycznie: "Trupa ziemi okryły chmur puchy łabędzie" i trzeba przyznać, że metaforyczny opis listopadowej pogody jest bardzo udany. W tej scenerii wrażliwy młodzian przeżywa duchowe rozterki, aż "Grom zagrzmiał - łuna błyska - młodzian się ocucił" i ze słowami Pieśni Akademickiej: "Bracia, za broń" - w stronę, gdzie bój wrzał się zwrócił.


29 listopada 1830
Trupa ziemi przykryły chmur puchy łabędzie,
Jasno, rzeźwo w Warszawie: w domu na ustroni
Siedział młodzian w komnacie, dobył skrytej broni,
Karmił sadzą ołowiem krwi chciwe narzędzie.


I złożył – wzrok zatoczył aż w ulic krawędzie,
A sprzeczne myśli wschodzą, nikną z jego skroni,
Wspomni lubą, rodziców i gorzkie łzy roni,
Wspomni wolność, ojczyznę smutku się zbędzie – 


Pierś wciąż rośnie mu w górę – usta zaciśnięte –
Snadź westchnienia, nie mogąc przełamać tej tamy,
Rozsadzały na dwoje serce żalem wzdęte...


Grom zagrzmiał – łuna błyska – młodzian się ocucił,
Broń porwał – dał znak krzyża – wnet stanął u bramy –
„Bracia, za broń!” i w stronę, gdzie bój wrzał się zwrócił.

czwartek, 27 stycznia 2011

Cz 27-01: Pielgrzym Polski


  Akademiccy powstańcy-emigranci w roku 1832 mający niewiele ponad dwadzieścia lat, mogli złapać grunt pod nogami na francuskiej ziemi dzięki dużym sumom przeznaczanym corocznie przez rząd francuski na wypłaty żołdu, a równowagę duchową dzięki polskim wydawnictwom. W listopadzie 1832 roku Eustachy Januszkiewicz, współzałożyciel Księgarni i Drukarni Polskiej, rozpoczął wydawanie czasopisma Pielgrzym Polski. W tym samym mniej więcej czasie Mickiewicz opublikował  Księgi Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego. Warto przypomnieć pierwszy akapit określający cel i sens pielgrzymowania:

Duszą narodu polskiego jest pielgrzymstwo polskie.
A każdy Polak w pielgrzymstwie nie nazywa się tułaczem, bo tułacz jest człowiek błądzący bez celu.
Ani wygnańcem, bo wygnańcem jest człowiek wygnany wyrokiem urzędu, a Polaka nie wygnał urząd jego.
Polak w pielgrzymstwie nie ma jeszcze imienia swego, ale będzie mu to imię potem nadane, jako i wyznawcom CHRYSTUSA imię ich potem nadane było.
A tymczasem Polak nazywa się pielgrzymem, iż uczynił ślub wędrówki do ziemi świętej, Ojczyzny wolnej, ślubował wędrować póty, aż ją znajdzie.
Ale naród polski nie jest bóstwem jak CHRYSTUS, więc dusza jego, pielgrzymując po otchłani, zbłądzić może, i byłby odwleczony powrót jej do ciała i zmartwychwstanie.
Odczytujmy więc Ewangelią CHRYSTUSA. 
I te nauki i przypowieści, które zebrał Chrześcijanin pielgrzym z ust i pism Chrześcijan Polaków, męczenników i pielgrzymów.

Zwróćmy uwagę na zdanie: "Ale naród polski nie jest bóstwem jak CHRYSTUS", bo przez zwykłe pojęć pomieszanie stało się ono podstawą do oskarżeń o "mesjanizm". Sto trzydzieści lat później pisząc w "Dialektyce negatywnej" o kulturze po Oświęcimiu, Theodor Adorno sformułował taki pogląd: "Wciąż trwające cierpienie ma takież prawo do ekspresji, jak maltretowany do krzyku; dlatego raczej mylny byłby sąd, że po Oświęcimiu nie można już napisać żadnego wiersza". Przerobiono to zdanie na słynny, jakoby Adorna, sąd o "niemożności pisania poezji po Oświęcimiu". No cóż nie wymagajmy za dużo od ...niektórych. 
  Januszkiewicz oczywiście zaprosił Mickiewicza do współpracy przy wydawaniu Pielgrzyma Polskiego, jak również Bogdana Jańskiego (p. s. 23 Programu Integracyjnego) znanego w Paryżu z wszechstronnego wykształcenia i świetnej znajomości języka francuskiego (w połowie 1830 roku wspólnie z Jeanem Burgaud des Martes dokonał przekładu Konrada Wallenroda). Z dniem 5 kwietnia 1833  roku Jański przejął redakcję "Pielgrzyma Polskiego". Ukazujące się w nim artykuły (często autorstwa Mickiewicza lub Jańskiego) stanowiły niezbędną "strawę duchową" dla pogubionych w europejskiej mnogości idei emigrantów.   

czwartek, 20 stycznia 2011

Cz 20-01: Wielka Emigracja

  Wielka Emigracja, która tak się zaznaczyła w kulturze polskiej, na co dzień walczyła z niezliczonymi, małymi przykrościami tułaczego życia i wielką tęsknotą za utraconą Ojczyzną. Kajsiewicz i jemu podobni wygnańcy nie tracili ducha, ale czasem musieli dać upust swojej żałości:

SEN WYGNAŃCA

Wracam w rodzinną strzechę – u progu mię wita,
Ojciec stary i matka, siostry urodziwe;
Brat mały, mi nieznany: kto to, mamo? - pyta;
Luba spłaca dług serca przez uściski tkliwe.
  
I czeladka łzy roni, i pytań nie syta,
Dawna wiara mię ciągnie w koło gadatliwe;
W stajni piastun młodości pana rżeniem wita,
Budźce kniei litewskich skomlą psy myśliwe.
  
Lutnia wiatrem trącona dawną notę dzwoni,
Łąki, lasy balsamów dech zieją obficie
I jak w latach młodzieńczych czarna myśl mię stroni.
  
Ktoś woła? Oko rzuca powieki pokrycie.
Koło mnie nędza, rozpacz, co tułaczów goni –
Czemuż sny nie są życiem? Snem - to nędzne życie?

Sonet XV Kajsiewicza powstał jak perła z ziarnka cierpienia...

czwartek, 13 stycznia 2011

Cz13-01: Wiosna Ludów

Akademicy warszawscy z roku 1830 byli już w średnim wieku, gdy nadszedł rok 1848, rok Wiosny Ludów. Przyniósł plon obfity nie tylko w postaci zrywów wolnościowych, ale również obfitą ofertę idei. W tym jednym roku powstały publikacje:
1)dwugłos poetów - Słowackiego i Krasińskiego. Obszerne i przeciwstawne sobie fragmenty Psalmów i Odpowiedzi na psalmy zamieściłem w Programie Integracyjnym (strony 8-12). Pełny tekst (również Słowackiego) znajduje się pod adresem Zygmunt Krasiński Psalmy Przyszłości.
2) Ojcze nasz Augusta Cieszkowskiego - ambitna próba przedstawienia nowej filozofii chrześcijańskiej powstała przy stałym kontakcie autora z Zygmuntem Krasińskim, pierwszym czytelnikiem i krytykiem tego dzieła.
3) Skład zasad dla Legionu Mickiewicza - tekst bardzo krótki ale bardzo ważny.
4) Kazania księdza Kajsiewicza - fragment jednego z kazań zamieściłem w poście z 30 XII 2010.
5) Manifest Partii Komunistycznej (przetłumaczony na język polski jeszcze w 1848 rok). Zarówno Marks jak i Cieszkowski bazowali na filozofii Hegla, ale jakże różne kontynuacje stworzyli!
6) Christmas Books Dickensa, książka zawierająca pięć Opowiadań Wigilijnych inicjujących cały gatunek literacki. Niewątpliwie opowieści postulują nową wizję chrześcijańskiego społeczeństwa, ale głównie od strony rodziny. Ta książka nie była w owym czasie dostępna w języku polskim i wspominam o niej, aby przywołać wspólny kontekst nastroju poszukiwań nowej filozofii w Europie.
Krasiński przestudiował parę lat na Uniwersytecie Warszawskim, zanim skłócony z powodu obrony dobrego imienia swojego Ojca, wyjechał do Szwajcarii i do Francji. W Szwajcarii odbył prawie miesięczną wycieczkę wspólnie z Adamem Mickiewiczem, który stał się dla niego wzorem i wyzwaniem na najbliższe lata. Podobnie stało się parę lat później z Kajsiewiczem - Mickiewicz oceniał jego próby poetyckie, ale również zachęcał do ożywienia religijnego. W sonecie "Do A. M." Kajsiewicz pisze: "Tyś mi! Ty zawsze jeden, w oczach, w myśli, w duszy! [...] Milcyjadzie snów moich! Objaw, co cię wzruszy".
Dużo tych powiązań, bo Wiosna Ludów była chyba ostatnim poruszeniem obejmującym prawie całą Europę. Warto dodać, że Krasiński, Kajsiewicz i Dickens urodzili się w tym samym 1812 roku.

czwartek, 6 stycznia 2011

Cz06I2011: Hieronim Kajsiewicz

Kajsiewicz, jak głosi anegdota, wracał z przyjęcia w białych rękawiczkach, gdy ujrzał w nocy 29 listopada tłum podążający na Arsenał. Natychmiast przyłączył się do powstania. Po konia i wyposażenie pojechał do rodzinnego domu, do Frydy pod Kownem. W pierwszych dniach powstania napisał wiersz, opublikowany w „Bardzie Oswobodzonej Polski” w grudniu 1830 roku:

PIEŚŃ AKADEMICKA

Do broni! Bracia do broni!
Kto ceni wolności dary.
Pod znakiem Orła, Pogoni,
Kościuszki wzniósłszy sztandary,
Do broni! Bracia do broni!

Ojczyzna o pomoc woła,
Niech spoczną na chwilę muzy.
Ktokolwiek miecz dźwigać zdoła,
Niech wstrząsa tarczą Meduzy,
Ojczyzna o pomoc woła.

Chciano wrzące serca bicia
Syberyjskim studzić lodem,
Wprzęgnąć w jarzmo wraz z powicia,
By wolnym nie być narodem
I pradziadów nie znać życia.

Lecz Tyś wejrzał, ojców Boże,
I za cięciem drżącej dłoni
Rzucił tyran kajdan łoże
I cień własny trwożny goni,
Boś Ty wejrzał, ojców Boże!

Ledwośmy szablą błysnęli,
Ojczyzna przez dobre chęci
Z grobowej wstaje pościeli,
Młodzieńcze imiona święci
I wdzięcznej je śle pamięci.

Za lat kilka poniżenia,
Wzgardę od podłych doznaną,
Za tułactwa i więzienia,
I za kroplę krwi przelaną
Jakże hojne zawdzięczenia.

Oddychamy piersią całą,
Możem chlubne ponieść blizny,
Ojczystą pysznić się chwałą,
Umrzeć dla drogiej ojczyzny
Lub oddychać piersią całą.

Niech wróg liczbą nas zaleje,
Znamy wolność – dość my żyli –
Świetna zorza zajaśnieje
Lub umrzemy w każdej chwili,
Bo nikt karku nie uchyli.

Za jedno chlubne skonanie,
Za krew przelaną w potrzebie,
Tysiące mścicieli wstanie,
Wszakże Bóg rządzi na niebie,
Chłopicki na polskiej ziemi.

Do broni zatem, do broni!
Kto ceni wolności dary,
Pod znakiem Orła, Pogoni,
Kościuszki wzniósłszy sztandary,
Do broni! Braci, do broni!

Czy Wyspiański inspirował się "Pieśnią akademicką" pisząc początkowe sceny Nocy Listopadowej? Podobieństwo z pierwszymi słowami Wysockiego jest uderzające, co tylko potwierdza solidne przygotowanie Wyspiańskiego do napisania tej sztuki - przecież pojechał nawet do Warszawy na wizję lokalną.

czwartek, 30 grudnia 2010

Cz30XII2010:Hieronim Kajsiewicz

  Rok zerowy (0 z 2010) przyniósł internetową publikację:  Kazania
księdza Kajsiewicza. To o tych kazaniach, a także kazaniach drugiego Zmartwychwstańca - Kalinki, pisał Stanisław Brzozowski krytykując letnią wiarę współczesnych mu Katolików: "a macie wy żarliwość Kajsiewiczów i Kalinków?". Początkiem historii Zakonu Zmartwychwstańców było powstanie Listopadowe. Ponad połowa ojców założycieli Zakonu wywodziła się z Uniwersytetu Warszawskiego, a co trzeci z nich brał udział w powstaniu. Kajsiewicz wygłosił wiele kazań rocznicowych. Przytoczę tu fragment kazania z 29 listopada 1843 roku:


O walce i żołnierstwie duchowym - Na dzień 29 listopada 1843 roku.


Żołnierstwem jest życie ludzkie 
Hiob 7,1


  Wielka prawdę powiedział mąż Boży, której zaczerpnął z własnego krwawego doświadczenia: walką jest życie na ziemi. Dzieje duszy każdej i dzieje ludzkości aż nadto o tym świadczą. Walka wewnątrz i na zewnątrz, walka w ludziach i w ludach, między ludy i ludźmi; walka moralna i walka fizyczna, - z których pierwsza wszystko przysposabia, druga skutki tylko na zewnątrz odsłania; - w całej tej walce człowiek zawsze żołnierzem.
  Gdzie walka, tam muszą stać naprzeciwko siebie dwa wojska, dwie siły, dwie zasady; musi być dwóch panów, jak Chrystus nazywa. Nieczynnym być się nie godzi; kłamstwo, by można być obojętnym, bo jedno lub drugie kochać lub nienawidzić musisz. Nieczynnym być i obojętnym śród walczących, najniebezpieczniejsza; walczyć trzeba. Mądrość w dobrym wyborze sprawy a chorągwi, w zajęciu lub zatrzymaniu korzystnego stanowiska, i w uczciwej a niezłomnej jego obronie.
  Zwykła jest wodzom w tych wojnach ziemskich, jak to braterstwu waszemu, ludowi żołnierskiemu wiadomo, zwykła jest hetmanom po potrzebie, dopieroż po przegranej, a najbardziej przed spotkaniem się nowem, opatrywać stanowisko, ustawiać szyki, zagrzewać żołnierza; a przecież wodzowie ci są tylko wyrobnikami planów wyższych strategii i taktyki duchowej, wykonawcy ręcznemi sił i zasad walczących z sobą.
  Jednemu z najlichszych poruczników duchowych, zdało mi się użyteczną w dniu tym i stosowną, czego się już tędy i owędy przy pogodzie dotknęło, to zebrać i przedstawić w jednym obrazie, ba szkicu (z takim bowiem pośpiechem, tak niecierpliwie żyjem, że na obrazy nie stać), a obejrzeć się i po tym Bożym świecie i po tej Bożej i niebożej Słowiańszczyznie, by się nam samym znaleźć i obaczyć jaka sprawa najlepsza, czy wygra której bronimy; jaki wódz nasz przyrodzony, jaka chorągiew, jakie hasło a krzyk wojenny, jak tej myśli bronić wypada, jakiej zbroi a oręża zażywać, by i strawne mieć dobre w tej służbie doczesnej, i wiecznej też nie chybić.
  O Jezu! Najwyższy Wodzu a Hetmanie nasz! naucz mię w tej chwili mówić do ludu a żołnierstwa twego, do posłusznych i kornych, i do miłych Ci zawsze rokoszan twoich; niech mną nic ludzkiego nie włada, ale też nic mię ludzkiego nie hamuje; umorz w sercu mem a pamięci i nie puść na usta wszelkiego słowa które nie jest od Ciebie, któreć się nie podoba, a zastąp innem Twojem i wdzięcznem Tobie. O Maryo! która się niegdyś unosiłaś nad szykami praojców naszych, spojrzyj litościwem okiem na mnie i tych braci moich, wstaw się za nami, i pobłogosław.
(Pełny tekst:  Kazania strona 47)
W czwartki na blogu gościć będą: akademiccy powstańcy i późniejsi przywódcy Wielkiej Emigracji z lat 1831-1848.