Piotr Wojciechowski jest chyba najwybitniejszym pisarzem realizmu magicznego w Polsce. To on jest autorem apostrofy (cytuję z pamięci):
Ku Herton! na przekór krzyknęli wichurze,
skłaniając ku wiosłom szyszaki jaszczurze.
Ku Herton żeglować nam trzeba!
Wielokroć na różnych akwenach powtarzaliśmy sobie to wezwanie dawnych, mitycznych przodków wodniackich z mitycznych miejsc na globie.
O takim magiczno-realnym rejsie na Maltę myślę wgłębiając się we wspomnienia mojego kuzyna (strony 304, 305 i 306 "Torpedy w celu"):
"W pierwszych dniach po powrocie z morza mało kto z nas korzystał z wygód nowej bazy. Mieliśmy sporo znajomych w mieście i najbliższej okolicy. Nawiązały się zerwane przez nasz wyjazd stosunki. Było i sporo tragedii spowodowanych niwiernością miejscowych dziewcząt w stosunku do marynarzy z byłej załogi Wilka. Miejsce Polaków w ich sercach zajęli Holendrzy, Norwedzy i Francuzi, ich to bowiem okręty głównie bazowały w Dundee. Była to tak zwana Międzynarodowa Flotylla Okrętów Podwodnych.
Podczas gdy wypoczywaliśmy po patrolu, w Admiralicji ważyły się nasze losy. Admirał /S/ zamierzał wysłać Dzika i Sokoła na Morze Śródziemne, a kierownictwo Marynarki Wojennej nie chciało się na to zgodzić. Dowództwo Flotylli starało się wybadać nastroje na okrętach. Holendrzy zdecydowanie wypowiadali się przeciw opuszczeniu Dundee, okręty francuskie w ogóle nie nadawały się do działań na Morzu Śródziemnym. Norwedzy byli raczej potrzebni na Morzu Północnym ze względu na znajomość swych wybrzeży. Ja i George Hunt wypowiadaliśmy się za skierowaniem nas na Morze Śródziemne. Zdanie to popierała również część załogi Sokoła.
Prawdopodobnie nasza chęć pójścia na Morze Śródziemne przeważyła. Zdecydowano, że Ultor, Dzik, Sokół i Dolphin udadzą się na Maltę.
Okręty zostały poddane szczegółowym próbom mechanizmów, gdyż musiały być przygotowane na roczny pobyt w warunkach, gdzie remonty będą bardzo utrudnione.
Załogi otrzymały odpowiednio dopasowane stroje tropikalne. Oficerom i podoficerom zawodowym wypłacono kwotę na zakup lub uszycie niezbędnych w ciepłych krajach części umundurowania. Nie mieliśmy z tym zresztą kłopotu. Wysłaliśmy po prostu do firmy Gives zamówienia. Gives jest firmą, która zaopatruje marynarkę i wojsko we wszystko, czego marynarze i wojskowi potrzebują. Ma katalogi strojów chyba z całego świata i na zamówienie może, w bardzo krótkim czasie, dostarczyć mundury, odznaki, galony, guziki, gwiazdki i odznaczenia. Słowem cały niezbędny ekwipunek dla każdego przedstawiciela sił zbrojnych każdego państwa.
Przed naszym wyjściem z Dundee rozkazem szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej utworzyliśmy grupę okrętów podwodnych stanowiącą samodzielną jednostkę gospodarczą. Dowódcą grupy został dowódca ORP Sokół, kapitan Koziołkowski. Na stanowisko komisarza przydzielono porucznika Maciejewskiego z Garlanda. Oficerem mechanikiem mianowano chorążego Rybickiego.
Każdy z okrętów przyjął w skład swojej załogi dodatkowych ludzi. Była to tak zwana wahta zapasowa, która miała uzupełniać braki spowodowne chorobami, bądź ewentualnymi stratami w boju.
Do Dundee przybył wiceadmirał Świrski, który dekorował odznaczeniami kilku ludzi z obu załóg. Za "dawne grzechy" otrzymałem Krzyż Walecznych. Było to moje drugie odznaczenie - po raz pierwszy byłem dekorowany w 1940 roku na Wilku.
Wiceadmirał serdecznie pożegnał załogi, życząc im dużych sukcesów i powrotu z kampanii w dobrym zdrowiu.
Na okręty załadowaliśmy mnóstwo skrzyń z częściami zapasowymi. Zajęły one bardzo dużo miejsca i przez cały czas podróży uprzykrzały nam życie. Na okręcie podwodnym jest w ogóle mało wolnej przestrzeni, toteż gdy przybyły części zapasowe i kompletne wyposażenie załogi, zapanowała tak niesamowita ciasnota, że trudno było się swobodnie poruszać.
Nasz komisarz, zwany przez nas po prostu Dankiem, oraz mechanik i załogi zapasowe zostali wysłani koleją do Glasgow, skąd statkiem mieli być przewiezieni na Maltę.
Sokół z powodu uszkodzenia baterii pozostał w Dundee. Dzik, Ultor i Dolphin (pod holenderską banderą) zostały skierowane do Potsmouth, dokąd dotarły 7 marca 1943 roku.
W Potsmouth ku memu przerażeniu załadowano na Dzika jeszcze parę skrzyń oraz dwanaście bębnów z filmami, które miały być dostarczone na Maltę.
Podczas gdy mój zastępca kłopotał się z załadunkiem rzeczy, które mieliśmy zabrać, jak też z wyposażeniem okrętu w konieczne zapasy paliwa, prowiantu i wody słodkiej oraz destylowanej, ja spędzałem czas w biurze operacyjnym.
Musiałem przestudiować naszą marszrutę, zapoznać się z raportami patroli na wodach, którymi miał iść mój okręt, oraz otrzymać dane o nieprzyjacielu. Choć głównym moim zadaniem było przejście z Portsmouth do Gibraltaru, miałem po drodze spenetrować Zatokę Biskajską.
Dziesiątego marca w towarzystwie Ultora i Dolphina wyszedłem z Portsmouth. W oznaczonym punkcie rozeszliśmy się i każdy z nas podążył wytyczoną mu drogą. W czasie całej podróży musiałem ściśle utrzymywać dobową szybkość okrętu. Wolno mi było mieć najwyżej 5 Mm odchylenia od pozycji wyznaczonej na godzinę 12.00 i 24.00. Prowadziłem więc bardzo szczegółową nawigację, wynurzając się nawet w dzień, jeśli tylko zaistniała potrzeba określenia pozycji okrętu ze słońca.
Poza samolotami nic na drodze do Gibraltaru nie spotkałem. Wody, tak uczęszczane w czasie pokoju, były teraz zupełnie martwe. Nic w tym dziwnego..."
http://wkramost.blogspot.com/2016/05/pyn-w-ten-rejs.html
wtorek, 31 maja 2016
poniedziałek, 30 maja 2016
Płyń do Jabłonnej
Poniżej płytka odnoga Wisły płynąca przy Jabłonnej doskonale nadająca się na zakończenie spływu:
Widoczna wyspa, na której kiedyś była plaża dla mieszkańców Jabłonnej, jest obecnie rezerwatem ptaków, ale do niej przecież nie przybijamy.
Na brzegu jest grupa drzew nadająca się do wsparcia osłony od deszczu, a także do zacumowania pływającego pomostu lub łodzi.
Na brzegu jest grupa drzew nadająca się do wsparcia osłony od deszczu, a także do zacumowania pływającego pomostu lub łodzi.
Wyraźna droga zaczyna się przy brzegu:
i doprowadza nas do wału:
Pamiętajmy, że tereny nadwiślańskie są rezerwatem!
Odpowiednie tablice rozmieszczone są bardzo gęsto.
Posuwając się wałem na północ po pięciu minutach dochodzimy do bramy:
Tutaj rozciąga się park:
otaczający pałac:
Właściwym miejscem postoju rowerów powinny być okolice Urzędu Gminy, skąd do wału można dojechać Modlńską i Parkową w niecałe dziesięć minut.
Jadąc w stronę Warszawy po dwóch kilometrach natykamy się na nowiutki drogowskaz:
który jest ni mniej nie więcej znacznikiem polskiego Camino!
A więc moja "Droga od Jakuba do Jakuba" świetnie się wpasowuje w to nowe Camino:
Nadwiślańskim wałem można dojść/dojechać aż do Modlina, zaliczając w ten sposób odcinek mazowieckiego Camino: Modlin-Tarchomin-Warszawa(pl. Narutowicza) - 8, 7, 6 na poniższej mapie:
niedziela, 29 maja 2016
Styl ulicy Dobrej
Czyż architekt projektujący kamienicę na rogu Dobrej i Lipowej nie inspirował się starymi zamkami - uznanymi cudami europejskiej architektury?
Szkoła przy Drewnianej też ma podobne akcenty architektoniczne.

A teraz nasza kamienica Dobra 31 zestawiona z ulubionym przez dzieciaki obrazkiem początkującym filmy Disney'a:
Na rogu Dobrej i Lipowej stoi obecnie BUW. Ale przecież warto zachować coś z przedwojennego "stylu ulicy Dobrej"!
czwartek, 26 maja 2016
Zamach na miasto
Z Wikipedii o budowie MDM (fragment):
"Zdecydowano się poszerzyć ulicę Marszałkowską przez wyburzenie zabudowy po stronie zachodniej na odcinku od ulicy Królewskiej do Koszykowej. Dalszego poszerzania na odcinku między placami Konstytucji i Unii Lubelskiej zaniechano, zachowując przedwojenną szerokość ulicy ze względu na wartość ukształtowania placu Zbawiciela oraz stosunkowo licznie zachowanych kamienic[3]. Twórcy MDM utrzymali tym samym niekorzystną sytuację przestrzenną kościoła Najświętszego Zbawiciela, odsuniętego na prawo od osi ulicy Marszałkowskiej, a w jednym z projektów Jan Knothe postulował nawet rozebranie wież świątyni[4]."

Projekt Knothego został przez Warszawiaków potraktowany jako zamach na miasto z niecnym celem pomniejszenia znaczenia kościoła w miejscu, gdzie miały się kończyć pochody pierwszomajowe.

Zresztą porównajmy ten projekt z powyższym zdjęciem z przedwojennej pocztówki.
Po latach, latach znowu szykuje się zamach!
Tym razem na pamięć o Powstaniu Warszawskim, którą w pewnych kręgach próbuje się wycierać (wydzierać?) dla korzyści politycznych.

Stołeczny Konserwator Zabytków preferuje taki projekt:

zamiast odbudowy kamienicy przy Dobrej 31!
"Zdecydowano się poszerzyć ulicę Marszałkowską przez wyburzenie zabudowy po stronie zachodniej na odcinku od ulicy Królewskiej do Koszykowej. Dalszego poszerzania na odcinku między placami Konstytucji i Unii Lubelskiej zaniechano, zachowując przedwojenną szerokość ulicy ze względu na wartość ukształtowania placu Zbawiciela oraz stosunkowo licznie zachowanych kamienic[3]. Twórcy MDM utrzymali tym samym niekorzystną sytuację przestrzenną kościoła Najświętszego Zbawiciela, odsuniętego na prawo od osi ulicy Marszałkowskiej, a w jednym z projektów Jan Knothe postulował nawet rozebranie wież świątyni[4]."

Projekt Knothego został przez Warszawiaków potraktowany jako zamach na miasto z niecnym celem pomniejszenia znaczenia kościoła w miejscu, gdzie miały się kończyć pochody pierwszomajowe.
Zresztą porównajmy ten projekt z powyższym zdjęciem z przedwojennej pocztówki.
Po latach, latach znowu szykuje się zamach!
Tym razem na pamięć o Powstaniu Warszawskim, którą w pewnych kręgach próbuje się wycierać (wydzierać?) dla korzyści politycznych.

Stołeczny Konserwator Zabytków preferuje taki projekt:

zamiast odbudowy kamienicy przy Dobrej 31!
środa, 25 maja 2016
Płyń od Syrenki i pedałuj z Jabłonnej
Od paru lat można z okolicy Portu Czerniakowskiego wypożyczyć kajak z gwarancją wypożyczenia roweru z okolic Cytadeli (po zdaniu przy pomoście pożyczonego kajaka). Hasłem tej wycieczki jest: "Płyń i pedałuj". Świetne ćwiczenie na górne i dolne partie ciała.
Lepszym miejscem do startu dla takiej wycieczki jest okolica pomnika Syrenki, bo do tego miejsca świetnie się dojeżdża metrem. Ale płnąć trzeba by dalej - najlepiej do Jabłonnej.
Powrót rowerem z Jabłonnej stanie się od przyszłego roku łatwy i przyjemny, bo powstaje właśnie most dla rowerów nad kanałem Żerańskim.

Dwa dni temu zawędrowałem w pobliże budowanego mostu. Oto zdjęcie:
Z tego samego miejsca zrobiłem zdjęcia w stronę Jabłonnej:
Widać dochodzącą nieszeroką, asfaltową drogę. Dalej jest utwardzona droga na wale. Można będzie więc wygodnie przejechać po praskiej stronie Wisły od Jabłonnej do Centrum Nauki Kopernik i pomnika Syrenki.
Powyżej zdjęcie zjazdu z drogi pieszo-rowerowej biegnącej wałem za mostem Północnym.
Jak głosi tablica, powstaje tam obszar chronionego krajobrazu.
Już teraz jest czym się zachwycać!

Powyżej przedstawiony jest projekt bulwaru pomiędzy mostem Świętokrzyskim i Śląsko-Dąbrowskim. Gdy zostanie wkrótce ukończony, to możliwy będzie dogodny przejazd rowerem również po lewej stronie Wisły (dziś też można przejechać, ale niezbyt komfortowo, bo ulicami). Najdogodniej na bulwary ze strony praskiej jest przejeżdżać przez most Gdański.
Warto spojrzeć na przedwojenną mapkę Jabłonnej, bo widać na niej nie istniejący dzisiaj port nadrzeczny (w lewym górnym rogu mapki, za wałem):

Na widoczną na starej mapce wyspę przechodziło się brodząc po kolana i była na niej plaża dla mieszkańców Jabłonnej. Dzisiaj plaży nie ma, ale nadal odnoga jest bardzo płytka, więc po ustawieniu prowizorycznego pomostu, nadaje się na przystań dla kajaków:
http://www.fajnewczasy.pl/mapa/jablonna
Uroda praskiej drogi jest niezwykła:
http://wkramost.blogspot.com/2015/09/jabonna-tarchomin.html
Lepszym miejscem do startu dla takiej wycieczki jest okolica pomnika Syrenki, bo do tego miejsca świetnie się dojeżdża metrem. Ale płnąć trzeba by dalej - najlepiej do Jabłonnej.
Powrót rowerem z Jabłonnej stanie się od przyszłego roku łatwy i przyjemny, bo powstaje właśnie most dla rowerów nad kanałem Żerańskim.
Dwa dni temu zawędrowałem w pobliże budowanego mostu. Oto zdjęcie:
Z tego samego miejsca zrobiłem zdjęcia w stronę Jabłonnej:
Powyżej zdjęcie zjazdu z drogi pieszo-rowerowej biegnącej wałem za mostem Północnym.
Jak głosi tablica, powstaje tam obszar chronionego krajobrazu.
Już teraz jest czym się zachwycać!
Powyżej przedstawiony jest projekt bulwaru pomiędzy mostem Świętokrzyskim i Śląsko-Dąbrowskim. Gdy zostanie wkrótce ukończony, to możliwy będzie dogodny przejazd rowerem również po lewej stronie Wisły (dziś też można przejechać, ale niezbyt komfortowo, bo ulicami). Najdogodniej na bulwary ze strony praskiej jest przejeżdżać przez most Gdański.
Warto spojrzeć na przedwojenną mapkę Jabłonnej, bo widać na niej nie istniejący dzisiaj port nadrzeczny (w lewym górnym rogu mapki, za wałem):
Na widoczną na starej mapce wyspę przechodziło się brodząc po kolana i była na niej plaża dla mieszkańców Jabłonnej. Dzisiaj plaży nie ma, ale nadal odnoga jest bardzo płytka, więc po ustawieniu prowizorycznego pomostu, nadaje się na przystań dla kajaków:
http://www.fajnewczasy.pl/mapa/jablonna
Uroda praskiej drogi jest niezwykła:
http://wkramost.blogspot.com/2015/09/jabonna-tarchomin.html
niedziela, 22 maja 2016
Płyń w ten rejs
- Rejs z Portsmouth do Valletty na Malcie. Współcześnie, na bezpiecznym statku trwa on 11 dni. Na jachcie zapewne 2-3 tygodnie - w zależności od wiatrów. Historyczny rejs okrętu podwodnego "Dzik" zaczął się 10 marca 1943 roku w Portsmouth i zakończył 5 maja w porcie Valletta. Po drodze tylko raz angielski wywiad "wystawił" wrogi okręt do storpedowania, ale bliżej była angielska łódź podwodna i to ona wykonała skuteczny atak.
Jak pisze komandor Romanowski w swojej książce "Torpeda w celu"(rozdz. 45), w czasie rejsu przypominano sobie i oceniano fakty historyczne związane z tą trasą:
"Znajdowaliśmy się właśnie na wodach, które ongiś były teatrem ciekawych wydarzeń morskich i królestwem piratów. Tędy szły rzymskie galery ciągnące na podbój Brytanii. Tędy płyneły zwinne statki Wikingów, Danów i Gotów. Na tych wodach korsarze napadali statki ze złotem idące do Portugalii i Holandii. Szła tu Wielka Armada, by znaleźć zagładę u wybrzeży angielskich i szkockich. W tej okolicy walczył wielki admirał St. Vincent, a potem jego godny następca Nelson. Widziały te wody statki krzyżowców, które zebrane w Holy Loch szły tędy na walkę z islamem. Krzyżowały się tu szlaki okrętów, które w różnych epokach dziejów ludzkich pod wzniosłymi lub przyziemnymi hasłami ciągnęły w różnych kierunkach. Teraz los wojenny rzucił tu nas - Polaków. Nasze okręty mącą swoimi śrubami spokojne wody i niepokoją śpiące na dnie morza resztki zatopionych okrętów.
Załoga pilnie słuchała opowieści o stoczonych tu walkach. O czasach piratów, złotych okrętach, zatopionych skarbach i próbach ich wydobycia...
Na okręcie podwodnym z powodu niesamowitej ciasnoty, braku kabin, życia pod każdym względem zbiorowego, zanikają z wolna różnice charakterów. Załoga staje sie jednolita, zwarta, zarówno pod względem poglądów, jak i zainteresowań. Zagadnienie poruszone przez jednego z członków załogi staje się wnet przedmiotem rozważań na całym okręcie.
Na morzu szczególnine latem, w zanurzeniu, każdy ma dużo wolnego czasu, jest więc kiedy dyskutować. Korzystając z tego zaznajamialiśmy załogę z historią miejsc, na których okręt operował, koło których przechodził i ku którym się kierował.
Ja sam bardzo lubiłem przebywać z marynarzami w kubryku dziobowym, gdzie siedząc na bakiście i popijając kawę zagryzaną sucharami brałem udział w rozmowach, uczestniczyłem w grach lub turniejach. To samo czynili inni oficerowie i podoficerowie. Nie obniżało to dyscypliny na okręcie, a powodowało wzajemne poznanie się i zżycie."
Historiozofia w czasie rejsu? Jak najbardziej, gdy wszstko wokół nie ma trwałych podstaw i trzeba się odwoływać do znanych przypadków ludzkości.
Startując z tego pojedynczego, morskiego przykładu, warto rozwinąć tą fascynującą tematykę w duży program pod roboczym tytułem "Róża Wiatrów Historii".
http://wkramost.blogspot.com/2016/04/rejs-sladami-komandora-romanowskiego.html
Jak pisze komandor Romanowski w swojej książce "Torpeda w celu"(rozdz. 45), w czasie rejsu przypominano sobie i oceniano fakty historyczne związane z tą trasą:
"Znajdowaliśmy się właśnie na wodach, które ongiś były teatrem ciekawych wydarzeń morskich i królestwem piratów. Tędy szły rzymskie galery ciągnące na podbój Brytanii. Tędy płyneły zwinne statki Wikingów, Danów i Gotów. Na tych wodach korsarze napadali statki ze złotem idące do Portugalii i Holandii. Szła tu Wielka Armada, by znaleźć zagładę u wybrzeży angielskich i szkockich. W tej okolicy walczył wielki admirał St. Vincent, a potem jego godny następca Nelson. Widziały te wody statki krzyżowców, które zebrane w Holy Loch szły tędy na walkę z islamem. Krzyżowały się tu szlaki okrętów, które w różnych epokach dziejów ludzkich pod wzniosłymi lub przyziemnymi hasłami ciągnęły w różnych kierunkach. Teraz los wojenny rzucił tu nas - Polaków. Nasze okręty mącą swoimi śrubami spokojne wody i niepokoją śpiące na dnie morza resztki zatopionych okrętów.
Załoga pilnie słuchała opowieści o stoczonych tu walkach. O czasach piratów, złotych okrętach, zatopionych skarbach i próbach ich wydobycia...
Na okręcie podwodnym z powodu niesamowitej ciasnoty, braku kabin, życia pod każdym względem zbiorowego, zanikają z wolna różnice charakterów. Załoga staje sie jednolita, zwarta, zarówno pod względem poglądów, jak i zainteresowań. Zagadnienie poruszone przez jednego z członków załogi staje się wnet przedmiotem rozważań na całym okręcie.
Na morzu szczególnine latem, w zanurzeniu, każdy ma dużo wolnego czasu, jest więc kiedy dyskutować. Korzystając z tego zaznajamialiśmy załogę z historią miejsc, na których okręt operował, koło których przechodził i ku którym się kierował.
Ja sam bardzo lubiłem przebywać z marynarzami w kubryku dziobowym, gdzie siedząc na bakiście i popijając kawę zagryzaną sucharami brałem udział w rozmowach, uczestniczyłem w grach lub turniejach. To samo czynili inni oficerowie i podoficerowie. Nie obniżało to dyscypliny na okręcie, a powodowało wzajemne poznanie się i zżycie."
Historiozofia w czasie rejsu? Jak najbardziej, gdy wszstko wokół nie ma trwałych podstaw i trzeba się odwoływać do znanych przypadków ludzkości.
Startując z tego pojedynczego, morskiego przykładu, warto rozwinąć tą fascynującą tematykę w duży program pod roboczym tytułem "Róża Wiatrów Historii".
http://wkramost.blogspot.com/2016/04/rejs-sladami-komandora-romanowskiego.html
piątek, 20 maja 2016
Obrazki do gry miejskiej
Do gry miejskiej, takiej jak proponowana "Do Pasty", potrzebna jest mapka i obrazki naprowadzające na właściwą trasę. Mapkę zamieściłem w poście http://wkramost.blogspot.com/2016/04/obszar-na-jeden-spacer.html, obrazki zdjęciowe zamieszczam poniżej, pilnując aby ujęcia miały swoje odpowiedniki w powstańczych kronikach (patrz film "Powstanie Warszawskie):
Powyżej fragment ulicy Zajęczej od Parku Odkrywców w Centrum Nauki Kopernik do kamienicy na ulicy Dobrej z numerem 31(niestety nie została odbudowana).
Ulica Dobra z istniejącymi w czasie powstania dwiema kamienicami po jej lewej stronie. Widoczny jest fragment mostu średnicowego, z którego Niemcy prowadzili ostrzał ulicy.
Ulica Tamka z przedwojenną zabudową (za światłami).
Na rogu Tamki i Cichej łatwy do rozpoznania na powstańczych kronikach.
Wzdłuż ulicy Kopernika przy dojściu do niej Tamki, szedł ostry ostrzał z widocznego w oddaleniu budynku uniwersyteckiego.
Bezpieczniej było się cofnąć do przejścia między domami na ulicę Ordynacką zasłoniętą przed bezpośrednim ostrzałem i podążać nią dalej.
Nowy Świat też od czasu do czasu znajdował się pod niemieckim ostrzałem z domów na Krakowskim Przedmieściu i wieży kościoła Świętego Krzyża (przed jego zdobyciem).
Bezpieczne było przejście ulicą Warecką do placu Napoleona.
Przedłużeniem Wareckiem po drugiej stronie placu Napoleona (dziś Powstańców Warszawy) była ulica Sienkiewicza.
Na placu Napoleona stał niszczony od pierwszych dni powstania gmach Prudentialu (operatorzy kronik zarejestrowali uderzenie bombą i wielki pożar budynku).
Na kronikach kilka razy znalazł się też gmach Filharmoni Narodowej.
Powyżej fragment ulicy Zajęczej od Parku Odkrywców w Centrum Nauki Kopernik do kamienicy na ulicy Dobrej z numerem 31(niestety nie została odbudowana).
Ulica Dobra z istniejącymi w czasie powstania dwiema kamienicami po jej lewej stronie. Widoczny jest fragment mostu średnicowego, z którego Niemcy prowadzili ostrzał ulicy.
Ulica Tamka z przedwojenną zabudową (za światłami).
Na rogu Tamki i Cichej łatwy do rozpoznania na powstańczych kronikach.
Wzdłuż ulicy Kopernika przy dojściu do niej Tamki, szedł ostry ostrzał z widocznego w oddaleniu budynku uniwersyteckiego.
Bezpieczniej było się cofnąć do przejścia między domami na ulicę Ordynacką zasłoniętą przed bezpośrednim ostrzałem i podążać nią dalej.
Nowy Świat też od czasu do czasu znajdował się pod niemieckim ostrzałem z domów na Krakowskim Przedmieściu i wieży kościoła Świętego Krzyża (przed jego zdobyciem).
Bezpieczne było przejście ulicą Warecką do placu Napoleona.
Przedłużeniem Wareckiem po drugiej stronie placu Napoleona (dziś Powstańców Warszawy) była ulica Sienkiewicza.
Na placu Napoleona stał niszczony od pierwszych dni powstania gmach Prudentialu (operatorzy kronik zarejestrowali uderzenie bombą i wielki pożar budynku).
Na kronikach kilka razy znalazł się też gmach Filharmoni Narodowej.
Po dojściu ulicą Sienkiewicza do Marszałkowskiej widać już było wysoki budynek Pasty.
wtorek, 17 maja 2016
Do Pasty - gra miejska
Start z Parku Odkrywców - czyli z pierwszego składnika Centrum Nauki Kopernik. Poniżej widok na początek trasy z tego miejsca:

Zadanie dla łączniczki: dostarczyć wiadomość o sytuacji nad Wisłą do budynku Pasty znajdującego się w pobliżu skrzyżowania Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej.
Wszelkie drogi przebiegające w pobliżu Uniwersytetu Warszawskiego są pod silnym ostrzałem. Jedną z możliwych tras jest ta wiądąca Zajęczą do Dobrej, Dobrą da Tamki, Tamką do Kopernika (tam ostrzał jest maksymalny!), po zawróceniu na Tamkę pomiędzy domami do Ordynackiej, Ordynacką do Wareckiej, Warecką do Placu Napoleona (dziś Powstańców Warszawy), dalej ulicą Sienkiewicza do Marszałkowkiej i Marszałkowską do Świętokrzyskiej.
Kliknięcie na napisany w Scratchu program pokaże trudności tej drogi ("ostrzał" markowany jest dźwiękiem bębna):
https://scratch.mit.edu/projects/110006357/
Uczestnicy gry miejskiej otrzymują zazwyczaj mapki wraz z opisem historycznej sytuacji. W przypadku tej akurat gry miejskiej dostępny jest cały filmowy dokument "Powstanie Warszawskie" - bardzo dobrej jakości.
Poza grą miejską można rozwijać towarzyszącą jej grę komputerową, która w naturalny sposób wiązałaby się ze wspomnianym filmem. Nie ma innego obszaru w Warszawie, dla ktorego to jest możliwe!
http://wkramost.blogspot.com/2016/04/obszar-na-jeden-spacer.html

Zadanie dla łączniczki: dostarczyć wiadomość o sytuacji nad Wisłą do budynku Pasty znajdującego się w pobliżu skrzyżowania Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej.
Wszelkie drogi przebiegające w pobliżu Uniwersytetu Warszawskiego są pod silnym ostrzałem. Jedną z możliwych tras jest ta wiądąca Zajęczą do Dobrej, Dobrą da Tamki, Tamką do Kopernika (tam ostrzał jest maksymalny!), po zawróceniu na Tamkę pomiędzy domami do Ordynackiej, Ordynacką do Wareckiej, Warecką do Placu Napoleona (dziś Powstańców Warszawy), dalej ulicą Sienkiewicza do Marszałkowkiej i Marszałkowską do Świętokrzyskiej.
Kliknięcie na napisany w Scratchu program pokaże trudności tej drogi ("ostrzał" markowany jest dźwiękiem bębna):
https://scratch.mit.edu/projects/110006357/
Uczestnicy gry miejskiej otrzymują zazwyczaj mapki wraz z opisem historycznej sytuacji. W przypadku tej akurat gry miejskiej dostępny jest cały filmowy dokument "Powstanie Warszawskie" - bardzo dobrej jakości.
Poza grą miejską można rozwijać towarzyszącą jej grę komputerową, która w naturalny sposób wiązałaby się ze wspomnianym filmem. Nie ma innego obszaru w Warszawie, dla ktorego to jest możliwe!
http://wkramost.blogspot.com/2016/04/obszar-na-jeden-spacer.html
poniedziałek, 16 maja 2016
O wyobraźni liczbowej
Nareszcie policzyli!
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,20068207,30-tys-240-tys-policzylismy-glowa-po-glowie-ile-osob-wzielo.html#MT_Z9
Czyli policja miała rację, mówiąc o ok. 50 tysiącach, a ratusz kłamał w żywe oczy ogłaszając, że uczestników KOD-owskiej demonstracji było ćwierć miliona. Ten przypadek bezczelnego zakłamania liczby mógłby wogóle nie mieć miejsca, gdyby liczenie powierzono odpowiedniemu progamowi komputerowemu z algorytmami rozpoznawania obrazów! Pytanie: dlaczego się tego nie czyni, jest jednym z dowodów na impotencję społeczeństwa obywatelskiego. Problemy z liczeniem, to może mieć Jasio w szkole, ale nie blisko 40 milionowa społeczność!
http://wkramost.blogspot.com/2016/05/licze-i-mysle.html
Cofamy się w rozwoju?
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,20068207,30-tys-240-tys-policzylismy-glowa-po-glowie-ile-osob-wzielo.html#MT_Z9
Czyli policja miała rację, mówiąc o ok. 50 tysiącach, a ratusz kłamał w żywe oczy ogłaszając, że uczestników KOD-owskiej demonstracji było ćwierć miliona. Ten przypadek bezczelnego zakłamania liczby mógłby wogóle nie mieć miejsca, gdyby liczenie powierzono odpowiedniemu progamowi komputerowemu z algorytmami rozpoznawania obrazów! Pytanie: dlaczego się tego nie czyni, jest jednym z dowodów na impotencję społeczeństwa obywatelskiego. Problemy z liczeniem, to może mieć Jasio w szkole, ale nie blisko 40 milionowa społeczność!
http://wkramost.blogspot.com/2016/05/licze-i-mysle.html
Cofamy się w rozwoju?
niedziela, 15 maja 2016
Międzynarodowy Dzień Rodzin
Jako kronikarz historii rodzinnej nie mogę nie uczcić takiego dnia:
Etykiety:
Doświadczyńskich Przypadki,
Rodzina Piaśnicka
sobota, 14 maja 2016
Rok kultury węgierskiej w Polsce
Rozpoczyna się 19 maja i z tej okazji przypominam mój post sprzed czterech lat:
Węgierski ślad w "Matysiakach"
W odcinku rozpoczynającym spotkania z rodziną Matysiaków, wyemitowanym 15 grudnia 1956 roku, którego pierwsze cztery minuty przypomniano w audycji rocznicowej (słuchaj: odcinek 2860), Józef Matysiak przekazując swoją miesięczną pensję żonie i przedstawiając kolejne sumy opłat, mówi: "na Węgrów pięćdziesiąt". Nie była to mała suma przy pensjach tysiączłotowych, a dla pani Heleny była składką oczywistą - współczucie i chęć pomocy naszym węgierskim bratankom były wtedy powszechne. Wyraziście pamiętam listopadowe, dramatyczne apele o krew dla Węgrów w polskim radio oraz zdjęcia zamieszczone w czterostronicowym dodatku do niedzielnego Życia Warszawy. Szczególnie utkwił mi w pamięci uzbrojony w karabin mężczyzna z długimi jasnymi włosami - teraz myślę, że mogła to być kobieta, co ówczesnemu siedmiolatkowi nie mieściło się w głowie. Tu więc się zaczyna moja pamięć historyczna i całkiem sensowne jest snucie warszawskich wspomnień z radiową rodziną Matysików w tle, bo scenarzyści tej audycji naprawdę wiedzieli co się dzieje w Warszawie i tydzień po tygodniu tworzyli jej kronikę.
piątek, 13 maja 2016
Tańczą słowa, rytmy i rymy
Konstanty Ildefons Gałczyński
Noc tańczy
Nawet ćmy zadrzemały przy lampie
i świerszcz zamilkł, i ogród zamilkł -
bo tańczyla noc wokół klombu,
potrząsając bransoletami;
kurz muzyczny spod stóp jej wypryskał
i z bolesnym blaskiem frunął do nas;
szmaragdowe toczyły koliska
raz w raz w górę rzucane ramiona.
Nagle irys pod płotem zakwitł
i zapatrzył się w nocy źrenice,
z domkow swoich wyszły senne szpaki,
by spojrzeć na tanecznicę;
zasię ta, wokół klombu, z brzękadłem,
jeszcze raz, jeszcze raz i na powrót,
aż się stał brząkającym szmaragdem
stopą nocy trącony ogród,
a nasz klomb powierzchnią zwierciadła,
gdzie spoczęły wszystkie konstelacje…
i krzyknęła noc, i upadła
do twych stop jak raniony gacek.
http://wkramost.blogspot.com/2016/05/taniec-jest-esencja-zycia.html
Noc tańczy
Nawet ćmy zadrzemały przy lampie
i świerszcz zamilkł, i ogród zamilkł -
bo tańczyla noc wokół klombu,
potrząsając bransoletami;
kurz muzyczny spod stóp jej wypryskał
i z bolesnym blaskiem frunął do nas;
szmaragdowe toczyły koliska
raz w raz w górę rzucane ramiona.
Nagle irys pod płotem zakwitł
i zapatrzył się w nocy źrenice,
z domkow swoich wyszły senne szpaki,
by spojrzeć na tanecznicę;
zasię ta, wokół klombu, z brzękadłem,
jeszcze raz, jeszcze raz i na powrót,
aż się stał brząkającym szmaragdem
stopą nocy trącony ogród,
a nasz klomb powierzchnią zwierciadła,
gdzie spoczęły wszystkie konstelacje…
i krzyknęła noc, i upadła
do twych stop jak raniony gacek.
http://wkramost.blogspot.com/2016/05/taniec-jest-esencja-zycia.html
czwartek, 12 maja 2016
Szkic ulotki
Bardzo niewiele kosztuje wydrukowanie kolorowych ulotek formatu A6 (150 złotych z 5 tysięcy egzemplarzy). Proponuję akcję ulotkową w sprawie odbudowy naszej kamienicy. Poniżej propozycja 1-szej i 2-giej strony takiej ulotki:
uwaga: ponieważ tekst jest obcinany, zamieszczam go pod linkiem:
https://docs.google.com/document/d/1N3KfvZZuEUyVddcHohYLF7KPdUwHWc_jPKEzzXHUVyM/edit?usp=sharing
Dom-symbol Powstania
- do odbudowania!
W kamienicy Dobra 31 mieszkał Stanisław Cendrowski, bohaterski dowódca plutonu szturmowego, który dokładnie o 17.00 w dniu 1 sierpnia rozpoczął skuteczną akcję zdobywania Elektrowni Warszawskiej.
W czasie Powstania bomba przebiła do parteru klatkę schodową kamienicy, ale na szczęście nie wybuchła.
Planowe niszczenie domów warszawskich przez Niemców przyniosło spalenie dwóch pięter kamienicy, ale na trzecim piętrze ogień się zatrzymał.
Kamienica nie została odbudowana. Pięć lat temu był przygotowany i zatwierdzony plan odbudowy, ale później Stołeczny Konserwator Zabytków zmienił swoje zdanie.
|
https://docs.google.com/document/d/1N3KfvZZuEUyVddcHohYLF7KPdUwHWc_jPKEzzXHUVyM/edit?usp=sharing
środa, 11 maja 2016
wtorek, 10 maja 2016
Dobra31-PW
Dobra 31 i okolice w dniach Powstania Warszawskiego i stan dzisiejszy:
Dom-symbol Powstania

- do odbudowania!
Dom-symbol Powstania
- do odbudowania!
Dobra 31 w ogniu walki (kadr z filmu “Powstanie Warszawskie”):


Powyżej zdjęcie kamienicy sprzed wojny, a poniżej jej dzisiejszy wygląd:
Ratujmy zabytki Powiśla!
Stanisław Cendrowski z Dobrej 31 walczy o Elektrownię
Zygmunt Zonik w książce “Elektrownia. Reduta Powstania Warszawskiego” (rok wydania 1995) podaje, że 1 sierpnia siły niemieckie w liczbie ok. 300 żołnierzy i żandarmów zatakowało 72 powstańców zorganizowanych w 6 grup uderzeniowych. Prawie wszyscy AK-owcy byli pracownikami Elektrowni i dzięki temu atak nastąpił od razu na jej terenie z użyciem wcześniej przemyconej broni.
Dowódcą jednej z grup był Stanisław Cendrowski, znany przedwojenny bokser (po wojnie współpracował ze Stammem, a później był prezesem Polskiego Związku Bokserskiego), pracownik Elektrowni, od kilku lat zajmujący się w podziemiu gromadzeniem broni. W momencie wybuchu powstania miał stopnień podporucznika. Mieszkał w tamtym czasie w kamienicy Dobra 31, pod numerem 40 (mieszkanie znajdowało się w nieodbudowanej części naszej kamienicy). W AK miał ksywę “Sulimczyk”. Jego relacja z walk o Elektrownię, spisana przez Zonika, jest chyba najcenniejszą częścią tej książki.
Na stronie 70 czytamy:
“27 lipca 1944 roku kierowca Wiśniewski przywiózł 20 pistoletów z warsztatu na Solcu do piwnicy domu, w którym mieszkał Cendrowski przy ulicy Dobrej 31, róg Zajęczej. W nocy koledzy Styś, Parol i Ptasznik przenieśli tę broń do mieszkania “Sulimczyka” pod numerem 40.”
Tuż przed powstaniem do grupy Cendrowskiego dołączyli świeżo zaprzysiężeni młodzi bokserzy i zapaśnicy, których trenował na nieformalnych spotkaniach m.in. w fabryce czekolady Fuchsa (późniejsza fabryka słodyczy Syrena przy ulicy Zajęczej). Wystawiono im podrobione dokumenty, dzięki którym mogli przeniknąć 1 sierpnia na teren Elektrowni, a nawet zaopatrzono w odpowiednie czapki.
Trzeba było jeszcze przed godziną “W” wybrać odpowiedni moment do przejścia przez mocno strzeżoną bramę:
„wjazd i wejście dla pieszych było od ulicy Elektrycznej numer 2; w tamtych czasach mieściło się ono na wprost wylotu ul. Zajęczej. Tuż przy szerokiej furcie znajdowała się portiernia z silnie uzbrojonym, dyżurującym na trzy zmiany posterunkiem niemieckim - obsadzonym przez Ukraińców z formacji Werkschutz (policji przemysłowej). Miał on do dyspozycji karabiny maszynowe i mnóstwo innej broni oraz silne umocnienia na przedpolu.” (str. 13 wymienionej książki)
Najlepszym miejscem do obserwacji tego wejścia była z pewnością kamienica Dobra 31, co zapewne wykorzystał jej mieszkaniec Cendrowski organizując tam punkt obserwacyjny sygnalizujący “właściwą” (łatwą do wykołowania) obsadę posterunku. Tego też dnia przemycono przez bramę pistolety przechowywane od 27 lipca w mieszkaniu Cendrowskiego na Dobrej 31.
Po pomyślnym przejściu bramy grupa uderzeniowa “Sulimczyka”, od godziny 16 czekała gotowa do szturmu, na najwyższym piętrze budynku, który służył Niemcom za koszary. Dokładnie o godzinie 17, dwaj minerzy zdetonowali, zamontowany pół godziny wcześniej ładunek wybuchowy w pomieszczeniu na parterze, sąsiadującym z pokojami i zbrojownią niemiecką. Grupa Cendrowskiego uderzyła z góry na zdezorientowanych Niemców. Zaskoczenie dało im przewagę, ale i tak nie obyło się bez strat - Cendrowski oberwał odłamkami granatu w rękę i w brzuch.
……
Dwa zdania o dalszych losach Powiśla i samego Cendrowskiego:
Od 2 sierpnia Cendrowski leczy rany w swoim mieszkaniu na Dobrej 31. Po dziesięciu dniach wraca do oddziału “Cubryny” i broni Elektrowni aż do dnia 5 sierpnia, kiedy to w czasie silnego bombardowania zostaje wraz z innymi przysypany w trafionym bombą budynku. Nieprzytomnego “Sulimczyka” wyciągnięto ze zwalonego domu przez piwniczne okienko, ratując mu życie.
Na stronie 213 książki Zonika czytamy:
“5 września “cybrynowcy” bronili się na linii Leszczyńskiej oraz na skrzyżowaniu Zajęczej i Dobrej i dopiero ostateczne zbombardowanie Elektrowni zmusiło ich do wycofania się. Walczący razem z żołnierzami “Krybara” i “Konrada” również otrzymali rozkaz wycofania się ku Tamce.
Niemcy zaczęli zajmować Powiśle wczesnym rankiem 6 września.”
Oto przedwojenna kamienica z adresem Dobra 20:

Dzisiaj łatwo rozpoznamy tamtą lokalizację, bo znajduje się tam Urząd Pocztowy w budynku wybudowanym po wojnie - kilkadziesiąt metrów od skrzyżowania Dobrej z Tamką.
W biogramie urodzonej w 1927 roku, Lucyny Buraczewskiej-Stadnickiej zamieszczonym w albumowej książce "Krybar" autorstwa Roberta Gawkowskiego, czytamy:
Mieszkała z rodzicami przy ul. Dobrej 20. Była niewysoką, wesołą, pełną optymizmu dziewczyną. Uczyła się w szkole przy ulicy Drewnianej, a potem w Szkole Handlowej. Nosiła wówczas panieńskie nazwisko Borkowska. Została zaprzysiężona w 1942 r. jako łączniczka o pseudonimie "Żaba". Uczestniczyła w szturmach na UW, za bohaterską postawę w dniu 6 września została odznaczona Krzyżem Walecznych. Po kapitulacji powstania znalazła się kolejno w obozach jenieckich w Fallingbostel, Bergen-Belsen i Oberlagen, a po wyzwoleniu w Dywizji Pancernej gen. Maczka.
Po powrocie do Polski, z powodu przynależności do AK i służby w PSZ na Zachodzie, miała kłopoty z otrzymaniem pracy. Z powstańczej gehenny, oprócz krwawych walk, zapamiętała... permanentny brak snu. Wtedy zrozumiała, że można zasnąć nawet na stojąco.
Tablica z pomnika w Lichfield o polskich kobietach w II WŚ
W POWSTANIU WARSZAWSKIM BYŁY ŁĄCZNICZKAMI I SANITARIUSZKAMI. STANOWIŁY WTEDY 17% STANU OSOBOWEGO BOJOWNIKÓW WARSZAWSKIEGO RUCHU OPORU. PONAD 3000 Z NICH STRACIŁO ŻYCIE W TEJ WALCE.
Były przede wszystkim sanitariuszkami:
https://www.youtube.com/watch?v=lJNXYLgo-nA
ważną wojskowo rolę odegrały jako łączniczki:
ale również przywracały ciepły, kobiecy wymiar tamtym okropnym dniom:
https://www.youtube.com/watch?v=IcjkKZZTlcI
O "wystrzałowym" numerze kukiełkowego teatrzyku, jego założycielki powiadają przez ponad minutę (:5.02-6.31)
Dobra 31 w ogniu walki (kadr z filmu “Powstanie Warszawskie”):


Powyżej zdjęcie kamienicy sprzed wojny, a poniżej wizja "nowej architektury":
Ratujmy zabytki Powiśla!
Powyżej zdjęcie kamienicy sprzed wojny, a poniżej jej dzisiejszy wygląd:
Stanisław Cendrowski z Dobrej 31 walczy o Elektrownię
Zygmunt Zonik w książce “Elektrownia. Reduta Powstania Warszawskiego” (rok wydania 1995) podaje, że 1 sierpnia siły niemieckie w liczbie ok. 300 żołnierzy i żandarmów zatakowało 72 powstańców zorganizowanych w 6 grup uderzeniowych. Prawie wszyscy AK-owcy byli pracownikami Elektrowni i dzięki temu atak nastąpił od razu na jej terenie z użyciem wcześniej przemyconej broni.
Dowódcą jednej z grup był Stanisław Cendrowski, znany przedwojenny bokser (po wojnie współpracował ze Stammem, a później był prezesem Polskiego Związku Bokserskiego), pracownik Elektrowni, od kilku lat zajmujący się w podziemiu gromadzeniem broni. W momencie wybuchu powstania miał stopnień podporucznika. Mieszkał w tamtym czasie w kamienicy Dobra 31, pod numerem 40 (mieszkanie znajdowało się w nieodbudowanej części naszej kamienicy). W AK miał ksywę “Sulimczyk”. Jego relacja z walk o Elektrownię, spisana przez Zonika, jest chyba najcenniejszą częścią tej książki.
Na stronie 70 czytamy:
“27 lipca 1944 roku kierowca Wiśniewski przywiózł 20 pistoletów z warsztatu na Solcu do piwnicy domu, w którym mieszkał Cendrowski przy ulicy Dobrej 31, róg Zajęczej. W nocy koledzy Styś, Parol i Ptasznik przenieśli tę broń do mieszkania “Sulimczyka” pod numerem 40.”
Tuż przed powstaniem do grupy Cendrowskiego dołączyli świeżo zaprzysiężeni młodzi bokserzy i zapaśnicy, których trenował na nieformalnych spotkaniach m.in. w fabryce czekolady Fuchsa (późniejsza fabryka słodyczy Syrena przy ulicy Zajęczej). Wystawiono im podrobione dokumenty, dzięki którym mogli przeniknąć 1 sierpnia na teren Elektrowni, a nawet zaopatrzono w odpowiednie czapki.
Trzeba było jeszcze przed godziną “W” wybrać odpowiedni moment do przejścia przez mocno strzeżoną bramę:
„wjazd i wejście dla pieszych było od ulicy Elektrycznej numer 2; w tamtych czasach mieściło się ono na wprost wylotu ul. Zajęczej. Tuż przy szerokiej furcie znajdowała się portiernia z silnie uzbrojonym, dyżurującym na trzy zmiany posterunkiem niemieckim - obsadzonym przez Ukraińców z formacji Werkschutz (policji przemysłowej). Miał on do dyspozycji karabiny maszynowe i mnóstwo innej broni oraz silne umocnienia na przedpolu.” (str. 13 wymienionej książki)
Najlepszym miejscem do obserwacji tego wejścia była z pewnością kamienica Dobra 31, co zapewne wykorzystał jej mieszkaniec Cendrowski organizując tam punkt obserwacyjny sygnalizujący “właściwą” (łatwą do wykołowania) obsadę posterunku. Tego też dnia przemycono przez bramę pistolety przechowywane od 27 lipca w mieszkaniu Cendrowskiego na Dobrej 31.
Po pomyślnym przejściu bramy grupa uderzeniowa “Sulimczyka”, od godziny 16 czekała gotowa do szturmu, na najwyższym piętrze budynku, który służył Niemcom za koszary. Dokładnie o godzinie 17, dwaj minerzy zdetonowali, zamontowany pół godziny wcześniej ładunek wybuchowy w pomieszczeniu na parterze, sąsiadującym z pokojami i zbrojownią niemiecką. Grupa Cendrowskiego uderzyła z góry na zdezorientowanych Niemców. Zaskoczenie dało im przewagę, ale i tak nie obyło się bez strat - Cendrowski oberwał odłamkami granatu w rękę i w brzuch.
……
Dwa zdania o dalszych losach Powiśla i samego Cendrowskiego:
Od 2 sierpnia Cendrowski leczy rany w swoim mieszkaniu na Dobrej 31. Po dziesięciu dniach wraca do oddziału “Cubryny” i broni Elektrowni aż do dnia 5 sierpnia, kiedy to w czasie silnego bombardowania zostaje wraz z innymi przysypany w trafionym bombą budynku. Nieprzytomnego “Sulimczyka” wyciągnięto ze zwalonego domu przez piwniczne okienko, ratując mu życie.
Na stronie 213 książki Zonika czytamy:
“5 września “cybrynowcy” bronili się na linii Leszczyńskiej oraz na skrzyżowaniu Zajęczej i Dobrej i dopiero ostateczne zbombardowanie Elektrowni zmusiło ich do wycofania się. Walczący razem z żołnierzami “Krybara” i “Konrada” również otrzymali rozkaz wycofania się ku Tamce.
Niemcy zaczęli zajmować Powiśle wczesnym rankiem 6 września.”
Oto przedwojenna kamienica z adresem Dobra 20:
Dzisiaj łatwo rozpoznamy tamtą lokalizację, bo znajduje się tam Urząd Pocztowy w budynku wybudowanym po wojnie - kilkadziesiąt metrów od skrzyżowania Dobrej z Tamką.
W biogramie urodzonej w 1927 roku, Lucyny Buraczewskiej-Stadnickiej zamieszczonym w albumowej książce "Krybar" autorstwa Roberta Gawkowskiego, czytamy:
Mieszkała z rodzicami przy ul. Dobrej 20. Była niewysoką, wesołą, pełną optymizmu dziewczyną. Uczyła się w szkole przy ulicy Drewnianej, a potem w Szkole Handlowej. Nosiła wówczas panieńskie nazwisko Borkowska. Została zaprzysiężona w 1942 r. jako łączniczka o pseudonimie "Żaba". Uczestniczyła w szturmach na UW, za bohaterską postawę w dniu 6 września została odznaczona Krzyżem Walecznych. Po kapitulacji powstania znalazła się kolejno w obozach jenieckich w Fallingbostel, Bergen-Belsen i Oberlagen, a po wyzwoleniu w Dywizji Pancernej gen. Maczka.
Po powrocie do Polski, z powodu przynależności do AK i służby w PSZ na Zachodzie, miała kłopoty z otrzymaniem pracy. Z powstańczej gehenny, oprócz krwawych walk, zapamiętała... permanentny brak snu. Wtedy zrozumiała, że można zasnąć nawet na stojąco.
opracował Piotr Prejbisz
Tablica z pomnika w Lichfield o polskich kobietach w II WŚ
W POWSTANIU WARSZAWSKIM BYŁY ŁĄCZNICZKAMI I SANITARIUSZKAMI. STANOWIŁY WTEDY 17% STANU OSOBOWEGO BOJOWNIKÓW WARSZAWSKIEGO RUCHU OPORU. PONAD 3000 Z NICH STRACIŁO ŻYCIE W TEJ WALCE.
Były przede wszystkim sanitariuszkami:
https://www.youtube.com/watch?v=lJNXYLgo-nA
ważną wojskowo rolę odegrały jako łączniczki:
ale również przywracały ciepły, kobiecy wymiar tamtym okropnym dniom:
https://www.youtube.com/watch?v=IcjkKZZTlcI
O "wystrzałowym" numerze kukiełkowego teatrzyku, jego założycielki powiadają przez ponad minutę (:5.02-6.31)
Dobra 31 w ogniu walki (kadr z filmu “Powstanie Warszawskie”):
Powyżej zdjęcie kamienicy sprzed wojny, a poniżej wizja "nowej architektury":
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























