Od pierwszego zapisu o siostrze Alicji przybyło na tym blogu tak wiele dotyczących jej postów, że postanowiłem je zestawić w formie życiorysu:
Maria (Alicja) Kotowska urodziła się w Warszawie w 1899 roku. Co sprawiło, że dzieciństwo i wczesną młodość spędziła w Krasińcu? Bez powstania w tamtejszej cukrowni zakładowej orkiestry, Kotowscy tam by się nie znaleźli - ojciec rodziny, Jan Kotowski musiał przecież wykonywać zawód muzyka. O taką orkiestrę apelował Bolesław Prus w "Emancypantkach".
Aby móc studiować, Polki z zaboru rosyjskiego wyjeżdżały do Paryża, a wiele z nich musiało jeszcze zarobić na te studia. Cierniową drogę do światowej nauki przeszła Maria Skłodowska. W Krasińcu, na początku XX wieku żywe były jeszcze wspomnienia o niej, jako guwernantce dzieci rodziny Żórawskich, jak również o jej darmowych lekcjach czytania i pisania dla miejscowych dzieci.
Wybuch I Wojny Światowej przerywa spokojne życie Kotowskich. W Warszawie po odejściu Rosjan mają miejsce wydarzenia o wyjątkowym znaczeniu dla wszystkich Polaków. Powstaje Straż Obywatelska, a 3 maja 1916 roku polskie władze samorządowe organizują największy w historii 3-cio Majowy pochód. Jest oczywiście na nim, w grupie młodzieży szkolnej, szesnastoletnia Maria, a na jego czele maszeruje Jan Kotowski - dyrygent orkiestry Straży Obywatelskiej.
W tym czasie Maria Kotowska jest już zdecydowana podjąć studia medyczne na przywróconym do życia w listopadzie 1915 roku Uniwersytecie Warszawskim. Ale jeszcze jako uczennica szkoły pani Hewelke bierze 12 grudnia 1916 bardzo czynny udział w spontanicznym powitaniu Piłsudskiego przez młodzież warszawską.
Studia medyczne na UW rozpoczyna w roku 1918. Gdy w roku 1920 rozpoczyna się wojna z Rosją, Maria wstępuje ochotniczo do służby medycznej. Wielu jej kolegów z Uniwersytetu znajdzie się w Dywizji Ochotniczej, której szlak bojowy poznaje później z opowieści uczestników tamtych zmagań. Gdy jej ojciec w roku 1921 kupuje dużą działkę z domem w Jabłonnej, od początku współuczestniczy we wznoszeniu kościoła, tak potrzebnego w szybko rozwijającej się miejscowości.
Przeżycia wojenne i głęboka religijność kierują ją na ścieżkę służby bożej w Zakonie Zmartwychwstanek. Po dwóch latach nowicjatu w Kętach, powraca do Warszawy, by tam mieszkając w domu zakonnym na Sewerynowie kontynuować studia na Uniwersytecie Warszawskim. Jest teraz siostrą Alicją, mającą się jak najlepiej przygotować do roli nauczycielki w znanym w Warszawie, Gimnazjum Sióstr Zmartwychwstanek. Funkcję nauczycielki pełni już od dnia przyjazdu w Seminarium Nauczycielskim prowadzonym przez siostry. W roku 1929 uzyskuje tytuł magistra Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego UW.
W Gimnazjum Zmartwychwstanek szybko zyskuje renomę świetnego nauczyciela fizyki i chemii - już w 1934 jest rozważana jej kandydatura na dyrektorkę tego liceum. Ale niespodziewanie, wiosną 1934 roku pojawia się możliwość założenia szkoły średniej w Wejherowie i tam udaje się siostra Alicja z sześcioma Zmartwychwstankami. W ciągu kilku lat dyrektorce szkoły i zarazem przełożonej domu zakonnego udaje się doprowadzić do matury pierwsze dwa roczniki dziewcząt, a również dobudować dwa piętra w budynku szkolnym. W planach były pracownie przyrodnicze.
W roku 1934 rozpoczyna się również gospodarowanie w majątku rolnym w Cieksynie nabytym przez Jana Kotowskiego. W czasie krótkich pobytów w Warszawie siostra Alicja nie omieszkała zajrzeć tam choćby na parę godzin. Była tam też w sierpniu 1939 roku, kiedy wszystko zmierzało ku wojnie.
Po wkroczeniu Niemców zaczęły się aresztowania osób umieszczonych na wcześniej przygotowanych listach w ramach Akcji AB (likwidacji potencjalnych polskich liderów ruchu oporu). Siostra Alicja została aresztowana 24 października i uwięziona w wejherowskim więzieniu. Miejscem jej rozstrzelania stał się w dniu 11 listopada 1939 roku, Las Piaśnicki - największe miejsce rozstrzelań niemieckich w całej II Wojnie Światowej (na terenie obecnej Polski).
Las Piaśnicki, podobnie jak Las Katyński, dał nazwę Rodzinie Piaśnickiej. Jej siedzibą na północy Polski jest Wejherowo, a mam nadzieję, że w Cieksynie uda się utworzyć mazowiecką siedzibę. Budowane jest muzeum na siedemdziesiątą piątą rocznicę wybuchu II Wojny i trzeba zadbać by Wejherowo w muzeum II Wojny Światowej było obecne wraz z pamiątkami z Lasu Piaśnickiego, bo brakuje w społeczeństwie elementarnej wiedzy o Piaśnicy i istniejących tam miejscach pamięci. W kwietniu tego roku ukończona zostanie Brama Piaśnicka przy głównej drodze w Wejherowie, widoczna także z pociągu.
Warto na zakończenie wspomnieć o ciekawym związku przestrzennym łączącym błogosławioną siostrę Alicję, błogosławioną Celinę Borzęcką i jej córkę Jadwigę, Bogdana Jańskiego, Piotra Semenenkę oraz Hieronima Kajsiewicza. Wszyscy oni spędzili wiele kształtujących lat w dolinie trzech rzek połączonych Kanałem Augustowskim w jedną drogę wodną z Warszawy do Kowna. W porządku czasowym, te najważniejsze dla tradycji zmartwychwstańczej osoby, należy wymienić w następującej kolejności: Jański, Kajsiewicz, Semenenko, Celina i Jadwiga Borzęckie, siostra Alicja Kotowska.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Studentki1920. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Studentki1920. Pokaż wszystkie posty
środa, 7 marca 2012
środa, 23 listopada 2011
Kotowscy w Cieksynie
Pozazdrościłem Adamowi Zamoyskiemu magicznego Zamościa opowiadającego historię Zamoyskich w Zamościu i uświadomiłem sobie, że mogę napisać ciekawą historię Kotowskich w Cieksynie, równie magicznej miejscowości z kościołem z XVI wieku. Nie mieszkali tam długo - od 1934 roku, a w 1939 roku wygnali ich Niemcy, ale czasy były przełomowe. Mój dziadek, Jan Kotowski w latach 1916-1922 był dyrygentem orkiestry dętej, którą można by nazywać "Orkiestrą Niepodległości" - zmieniały się jej nazwy: Orkiestra Straży Obywatelskiej w chwili powstania, Orkiestra Milicji Warszawskiej w czasach późniejszych, Orkiestra Policji Warszawskiej po odzyskaniu niepodległości - ale to ona jako pierwsza zaczęła grać Mazurka Dąbrowskiego i wiele innych patriotycznych melodii. Wielkim przeżyciem dla całej Warszawy i niezapomnianym wspomnieniem dziadka, był jej pierwszy występ w dniu 3 maja 1916 roku. Dziadek, jako dyrygent, szedł na jej czele, a sama orkiestra (w ciemnych mundurach z warszawską syrenką) szła na czele wielkiego pochodu (szkoły, studenci, wszystkie grupy zawodowe, rabinat warszawski, mieszkańcy - w sumie 200 tysięcy maszerujących). Już nigdy potem tak wielu warszawiaków nie brało udziału w świętowaniu 3 Maja.
Miał więc 3 Maja wyjątkowe miejsce w tradycji rodzinnej i były te tradycje przenoszone do Cieksyna - już bez orkiestry, ale poprzez odtwarzanie płyt na gramofonie dla rodziny i mieszkańców.
Podobnie ważnym historycznym wydarzeniem był 15 sierpnia 1920 roku. Orkiestra dziadka żegnała odchodzących na front żołnierzy. Na froncie, w oddziałach medycznych służyła Maria Kotowska (bł. siostra Alicja), od dwóch lat studiująca medycynę na Uniwersytecie Warszawskim. Studenci UW, oraz uczniowie - przyszli studenci, gremialnie wstępowali do Armii Ochotniczej. Największa bojowa jednostka tej armii - Dywizja Ochotnicza - właśnie w dniu 15 sierpnia przekroczyła od strony Borkowa, na wysokości Zawad płytką Wkrę i już w tym dniu zdobyła częściowo Cieksyn, a w następnym wyparła całkowicie Rosjan z Cieksyna i doszła w walkach do Nasielska.
Bitwę nad Wkrą opisał generał Władysław Sikorski dowodzący zwycięską V Armią, w wydanej w 1928 roku książce "Nad Wisłą i Wkrą" przedstawiającej przebieg całej Bitwy Warszawskiej. Wcześniejszy opis Bitwy Warszawskiej (z 1925 roku), który wyszedł spod pióra Mariana Kukiela, wybitnego historyka wojskowości i uczestnika wojny 1920 roku, został utajniony! Właśnie tak, przeleżał jako "pułkownik" w archiwach Centralnej Biblioteki Wojskowej aż do roku 2008, bo podobno "pomniejszał udział Marszałka Piłsudskiego w zwycięstwie". Nie dziwiło więc mojej rodziny, że na Grobie Nieznanego Żołnierza jest tablica z datą 15 sierpnia wpisaną pod nazwą Borkowo, a w samym Borkowie nie ma śladu po tej bitwie. Jej upamiętnienie - w postaci głazu postawionego w dwudziestolecie bitwy (rok 1940) - było niestety niemożliwe z powodu wkroczenia Niemców. Głaz taki postawiono dopiero w 2000 roku.
Łatwiejsze było uczczenie dwudziestej rocznicy odzyskania niepodległości. W listopadzie 1938 roku nad Wkrą ustawiono głaz upamiętniający ośmiu mieszkańców gminy Błędówko poległych za Ojczyznę w latach 1918-1920. W roku 1918 orkiestra dziadka przeżywała drugie narodziny - koncertowała po całej Warszawie, towarzysząc w radości wszystkim Polakom. Święto Niepodległości było świętem "Orkiestry Niepodległości" jeszcze w latach następnych, do czasu powstania zupełnie profesjonalnych orkiestr dętych z narodowym repertuarem i rozpowszechnienia się gramofonów.
Animacja orkiestry dętej nie jest już wielkim problemem - ruch maszerujących muzyków jest z założenia sterowany samą muzyką, więc odpada najtrudniejsza do przedstawienia "naturalność" animowanego ruchu. Można więc na podobieństwo ostatniej sceny z Historii Polski (sceny na scenie) przywołać do życia "Orkiestrę Niepodległości", w jednorodnych mundurach maszerującą w rytm muzyki. Utwory w jej wykonaniu stanowiłyby tło opisanych powyżej wydarzeń, łącząc obchody trzech świąt państwowych w jedną całość. Kolejne święta byłyby różnicowane samym repertuarem - np. w 1916 roku "Pierwszej Brygady" jeszcze nie było, bo powstała w roku 1917.
Przygrywająca orkiestra, historyczna sceneria Borkowa, Cieksyna i łączącego je mostu, poruszą inteligencję emocjonalna każdego Polaka i zdopingują do zajęcia się trudniejszą, ale wciąż świąteczną tematyką, opisaną już częściowo na tym blogu:
dla 3 Maja: Majowy spacer z Konstytucją,
dla 15 Sierpnia: Matematyka wygrywa wojnę - zmagania wokół Borkowa,
dla 11 Listopada: Pokój warunkiem niepodległości.
Miał więc 3 Maja wyjątkowe miejsce w tradycji rodzinnej i były te tradycje przenoszone do Cieksyna - już bez orkiestry, ale poprzez odtwarzanie płyt na gramofonie dla rodziny i mieszkańców.
Podobnie ważnym historycznym wydarzeniem był 15 sierpnia 1920 roku. Orkiestra dziadka żegnała odchodzących na front żołnierzy. Na froncie, w oddziałach medycznych służyła Maria Kotowska (bł. siostra Alicja), od dwóch lat studiująca medycynę na Uniwersytecie Warszawskim. Studenci UW, oraz uczniowie - przyszli studenci, gremialnie wstępowali do Armii Ochotniczej. Największa bojowa jednostka tej armii - Dywizja Ochotnicza - właśnie w dniu 15 sierpnia przekroczyła od strony Borkowa, na wysokości Zawad płytką Wkrę i już w tym dniu zdobyła częściowo Cieksyn, a w następnym wyparła całkowicie Rosjan z Cieksyna i doszła w walkach do Nasielska.
Bitwę nad Wkrą opisał generał Władysław Sikorski dowodzący zwycięską V Armią, w wydanej w 1928 roku książce "Nad Wisłą i Wkrą" przedstawiającej przebieg całej Bitwy Warszawskiej. Wcześniejszy opis Bitwy Warszawskiej (z 1925 roku), który wyszedł spod pióra Mariana Kukiela, wybitnego historyka wojskowości i uczestnika wojny 1920 roku, został utajniony! Właśnie tak, przeleżał jako "pułkownik" w archiwach Centralnej Biblioteki Wojskowej aż do roku 2008, bo podobno "pomniejszał udział Marszałka Piłsudskiego w zwycięstwie". Nie dziwiło więc mojej rodziny, że na Grobie Nieznanego Żołnierza jest tablica z datą 15 sierpnia wpisaną pod nazwą Borkowo, a w samym Borkowie nie ma śladu po tej bitwie. Jej upamiętnienie - w postaci głazu postawionego w dwudziestolecie bitwy (rok 1940) - było niestety niemożliwe z powodu wkroczenia Niemców. Głaz taki postawiono dopiero w 2000 roku.
Łatwiejsze było uczczenie dwudziestej rocznicy odzyskania niepodległości. W listopadzie 1938 roku nad Wkrą ustawiono głaz upamiętniający ośmiu mieszkańców gminy Błędówko poległych za Ojczyznę w latach 1918-1920. W roku 1918 orkiestra dziadka przeżywała drugie narodziny - koncertowała po całej Warszawie, towarzysząc w radości wszystkim Polakom. Święto Niepodległości było świętem "Orkiestry Niepodległości" jeszcze w latach następnych, do czasu powstania zupełnie profesjonalnych orkiestr dętych z narodowym repertuarem i rozpowszechnienia się gramofonów.
Animacja orkiestry dętej nie jest już wielkim problemem - ruch maszerujących muzyków jest z założenia sterowany samą muzyką, więc odpada najtrudniejsza do przedstawienia "naturalność" animowanego ruchu. Można więc na podobieństwo ostatniej sceny z Historii Polski (sceny na scenie) przywołać do życia "Orkiestrę Niepodległości", w jednorodnych mundurach maszerującą w rytm muzyki. Utwory w jej wykonaniu stanowiłyby tło opisanych powyżej wydarzeń, łącząc obchody trzech świąt państwowych w jedną całość. Kolejne święta byłyby różnicowane samym repertuarem - np. w 1916 roku "Pierwszej Brygady" jeszcze nie było, bo powstała w roku 1917.
Przygrywająca orkiestra, historyczna sceneria Borkowa, Cieksyna i łączącego je mostu, poruszą inteligencję emocjonalna każdego Polaka i zdopingują do zajęcia się trudniejszą, ale wciąż świąteczną tematyką, opisaną już częściowo na tym blogu:
dla 3 Maja: Majowy spacer z Konstytucją,
dla 15 Sierpnia: Matematyka wygrywa wojnę - zmagania wokół Borkowa,
dla 11 Listopada: Pokój warunkiem niepodległości.
czwartek, 22 września 2011
Wejherowo w M2WS
Przyszłe Muzeum II Wojny Światowej (M2WS) ma w pierwszej części, zatytułowanej Wojna jako konsekwencja ideologii i polityki państw totalitarnych przedstawić niemieckie i sowieckie pomysły na urządzenie świata. Jakie dokładnie będą tam ekspozycje, jeszcze nie wiadomo. Warto powalczyć, aby przynajmniej w dużo szerszej wersji wirtualnej tego muzeum, znalazło się przedwojenne Wejherowo. Od ponad trzystu lat to, zbudowane w stylu polskiego baroku miasteczko było prawdziwą twierdzą polskości, a znajdująca się przy nim Kalwaria Wejherowska (p. strona 22 Programu Integracyjnego) była duchową stolicą Kaszubów. Niemiecka ideologia próbowała "naukowymi" metodami wytłumaczyć Kaszubom, że są oni spolonizowanymi Niemcami (dla górali miała bajkę, że tworzą odrębny Goralenvolk). Kaszubi mieli Wejherowo i nie zamierzali dać się omamić wizją życia w tysiącletniej III Rzeszy. Nie przypadkiem więc, ale dla zastraszenia niepokornych, największe miejsce rozstrzelań na Pomorzu utworzyli Niemcy w Lesie Piaśnickim, odległym tylko10 kilometrów od Wejherowa. Dowódcą grupy Selbstschutzu, złożonej z miejscowych ochotników niemieckich, bardzo gorliwej w rozstrzeliwaniu swoich polskich sąsiadów, był okupacyjny burmistrz Wejherowa, Bamberger. Na przygotowanych jeszcze przed wojną listach znaleźli się księża, nauczyciele, urzędnicy, wszyscy najaktywniejsi polscy obywatele z rejonu Gdańska i Gdyni.
Błogosławiona siostra Alicja Kotowska (dla mojej mamy zawsze Marylka) przybyła do Wejherowa w roku 1935, aby podnieść do rangi liceum zaniedbaną z powodu szczupłości kadry, szkołę dla dziewcząt. Była dyrektorką szkoły i siostrą przełożoną wejherowskich Zmartwychwstanek. Była też honorowym członkiem Związku Zachodniego. Musiała więc trafić na niemiecką listę. Aresztowano ją w październiku i rozstrzelano w dniu 11 listopada 1939 roku. Uchwała Sejmu z września 2010 roku mówi o niej, jako orędowniczce 30 tysięcy rozstrzelanych na Pomorzu w latach 1939-1940. Wejherowo jest siedzibą zarządu Rodziny Piaśnickiej, a w Lesie Piaśnickim od zeszłego roku znajduje się Kaplica pod wezwaniem Błogosławionej Alicji Kotowskiej i Męczenników Piaśnicy.
Błogosławiona siostra Alicja Kotowska (dla mojej mamy zawsze Marylka) przybyła do Wejherowa w roku 1935, aby podnieść do rangi liceum zaniedbaną z powodu szczupłości kadry, szkołę dla dziewcząt. Była dyrektorką szkoły i siostrą przełożoną wejherowskich Zmartwychwstanek. Była też honorowym członkiem Związku Zachodniego. Musiała więc trafić na niemiecką listę. Aresztowano ją w październiku i rozstrzelano w dniu 11 listopada 1939 roku. Uchwała Sejmu z września 2010 roku mówi o niej, jako orędowniczce 30 tysięcy rozstrzelanych na Pomorzu w latach 1939-1940. Wejherowo jest siedzibą zarządu Rodziny Piaśnickiej, a w Lesie Piaśnickim od zeszłego roku znajduje się Kaplica pod wezwaniem Błogosławionej Alicji Kotowskiej i Męczenników Piaśnicy.
sobota, 10 września 2011
Trzy przyjazdy Piłsudskiego do Warszawy
Już 15 sierpnia, w jedenastym dniu po wyjściu Rosjan z Warszawy, przyjechał do niej Piłsudski. Dla Niemców, którzy oczywiście znali jego bluff z roku 1914, kiedy to samozwańczo mianował się Naczelnikiem powstania antyrosyjskiego w Kongresówce, był osobą co najmniej podejrzaną. Gdy w tym samym dniu odbyła się wielka demonstracja na jego cześć przed Hotelem Francuskim, w którym zamieszkał, Niemcy polecili mu opuścić Warszawę.
Po Proklamacji dwóch cesarzy (niemieckiego i austriackiego) z 5 listopada proponującej Polakom odrodzenie państwowości, pozycja Piłsudskiego bardzo się umocniła. Negocjowano jego przyjazd do Warszawy. Niemcy postawili warunek - żadnych zorganizowanych demonstracji. Ale nie mogli zabronić wszelkich "spontanicznych" wystąpień. I w tej formule zmieściło się jakże pamiętne powitanie Piłsudskiego przez młodzież warszawską. Gdy we wtorek, 12 grudnia 1916 roku o godzinie 10.40 Piłsudski przybył na Dworzec Wiedeński owacjom nie było końca, wyprzęgnięto konie i młodzi ludzie pociągnęli powóz aż do hotelu.
Wśród młodych byli też uczniowie i uczennice szkół warszawskich. Niemieckie władze zwierzchnie wysłały do szkół poufne rozporządzenie stanowczo zabraniające udziału szkół w powitaniu Piłsudskiego. Ale od czego jest warszawski spryt w omijaniu rozporządzeń? Masowe stały się "ucieczki z lekcji" z cichym przyzwoleniem dyrekcji. Rolę inicjatorki jednej z takich ucieczek dobrowolnie zgodziła się pełnić 17-letnia wówczas Marylka Kotowska (późniejsza bł. siostra Alicja Kotowska). Nie była bynajmniej przywódczynią klasy, ale miała najbardziej wiarygodną opowiastkę dla władz niemieckich: "Mój ojciec, dyrygent Orkiestry Milicji Warszawskiej miał brać udział w powitaniu wraz ze swoją orkiestrą, więc myślałam, że władze wyraziły zgodę...". Nie było w tym nawet ziarenka prawdy (miał brać - nie znaczy, że to zatwierdzono), ale było jakieś, prawdopodobne wytłumaczenie, chroniące przed ewentualnymi represjami szkołę Pauliny Hewelke.
Trzeci przyjazd Piłsudskiego - wczesnym rankiem, w dniu 10 listopada 1918 roku - jest właściwym początkiem II Rzeczypospolitej.
Po Proklamacji dwóch cesarzy (niemieckiego i austriackiego) z 5 listopada proponującej Polakom odrodzenie państwowości, pozycja Piłsudskiego bardzo się umocniła. Negocjowano jego przyjazd do Warszawy. Niemcy postawili warunek - żadnych zorganizowanych demonstracji. Ale nie mogli zabronić wszelkich "spontanicznych" wystąpień. I w tej formule zmieściło się jakże pamiętne powitanie Piłsudskiego przez młodzież warszawską. Gdy we wtorek, 12 grudnia 1916 roku o godzinie 10.40 Piłsudski przybył na Dworzec Wiedeński owacjom nie było końca, wyprzęgnięto konie i młodzi ludzie pociągnęli powóz aż do hotelu.
Wśród młodych byli też uczniowie i uczennice szkół warszawskich. Niemieckie władze zwierzchnie wysłały do szkół poufne rozporządzenie stanowczo zabraniające udziału szkół w powitaniu Piłsudskiego. Ale od czego jest warszawski spryt w omijaniu rozporządzeń? Masowe stały się "ucieczki z lekcji" z cichym przyzwoleniem dyrekcji. Rolę inicjatorki jednej z takich ucieczek dobrowolnie zgodziła się pełnić 17-letnia wówczas Marylka Kotowska (późniejsza bł. siostra Alicja Kotowska). Nie była bynajmniej przywódczynią klasy, ale miała najbardziej wiarygodną opowiastkę dla władz niemieckich: "Mój ojciec, dyrygent Orkiestry Milicji Warszawskiej miał brać udział w powitaniu wraz ze swoją orkiestrą, więc myślałam, że władze wyraziły zgodę...". Nie było w tym nawet ziarenka prawdy (miał brać - nie znaczy, że to zatwierdzono), ale było jakieś, prawdopodobne wytłumaczenie, chroniące przed ewentualnymi represjami szkołę Pauliny Hewelke.
Trzeci przyjazd Piłsudskiego - wczesnym rankiem, w dniu 10 listopada 1918 roku - jest właściwym początkiem II Rzeczypospolitej.
Etykiety:
Rodzina Katyńska,
Rodzina Piaśnicka,
Studentki1920
piątek, 9 września 2011
Straż Obywatelska
Wydarzeniami roku 1920 interesowałem się przed wielu laty nie z powodu historii zwycięskiej wojny z Rosją, ale z powodu Polskiej Szkoły Matematycznej, która właśnie w tamtym roku objawiła się Europie publikując pierwszy tom Fundamenta Mathematicae. Profesor Kazimierz Kuratowski podjął się roli historyka tej szkoły publikując w moich czasach studenckich książkę "Pół wieku matematyki polskiej 1920 - 1970". Gdy w latach osiemdziesiątych ukazały się jego „Notatki do autobiografii” oczywiście też do nich zajrzałem. Znalazłem tam fascynujący opis wydarzeń sierpnia roku 1915 w Warszawie i listopadowego odrodzenia polskiego Uniwersytetu Warszawskiego, którego profesorowie po pięciu latach zainicjowali Polską Szkołę Matematyczną. Wtedy właśnie warszawiacy przeszli, w skróconym terminie, pierwszą "Szkołę Obywatelskości". Cytuję fragmenty:
„Huk wysadzanych mostów na Wiśle, o świcie 5 sierpnia 1915 r., obwieścił mieszkańcom Warszawy nową erę w dziejach Polski: wojska carskie opuściły Warszawę. […] Straż Obywatelska była to bardzo popularna organizacja złożona w dużej mierze z młodszych i starszych przedstawicieli inteligencji warszawskiej. Na jej czele stał adwokat Leon Supiński. Inny bardzo znany adwokat, obrońca więźniów politycznych za czasów carskich, Stanisław Płatek (późniejszy minister spraw zagranicznych w Polsce Niepodległej), utkwił mi w pamięci, jak kierował ruchem ulicznym na rogu Nowego Światu i Chmielnej. Również mój starszy Roman, wówczas aplikant adwokacki, należał do Straży Obywatelskiej. Po jakimś czasie Straż Obywatelska (która pełniła swe funkcje honorowo) została przekształcona w normalną, płatną milicję miejską. Komendantem jej został ks. Franciszek Radziwiłł.”
Warto pamiętać, że wprowadzając etatową milicję miejską władze niemieckie chciały same ustalać obsadę milicyjnych etatów, ale samorządowa strona polska stała twardo na stanowisku, że tylko Polacy sprawdzeni w Straży Obywatelskiej mogą zostać miejskimi policjantami - i tak też się stało. Mój dziadek zatrudniony jako kapelmistrz milicji miejskiej zawsze mówił, że dyrygował orkiestrą Straży Obywatelskiej:
„W Warszawie, po ewakuacji wojska rosyjskiego i wejściu Niemców, utworzyła się Straż Obywatelska na czele której staną Naczelnik, książe Franciszek Radziwiłł. Zapisałem się na członka Straży Obywatelskiej i otrzymałem stanowisko skarbnika. Po zapoznaniu się z moimi kwalifikacjami Ks. Naczelnik wzywa mnie do siebie i proponuje mi, abym zorganizował orkiestrę; otrzymałem lokal na naukę i próby. Pierwszy występ orkiestry wypadł w okresie, gdy zwrócono nam samorząd w Warszawie i obiecywano przywrócenie państwa polskiego. Straż Obywatelska i władze miasta w dniu 3 maja 1916 roku zorganizowały manifestację i cała ludność gremialnie wyległa, tworząc wspaniały pochód, którego entuzjazmu nie da się opisać. Na czele tego entuzjastycznego pochodu kroczyła orkiestra Straży Obywatelskiej pod moją dyrekcją, gdzie oklaski i kwiaty sypały się jak z rogu obfitości. Entuzjazm jaki wzbudziły pieśni narodowe, przygotowane na tę uroczystość - Jeszcze Polska nie zginęła - odnosiły serca i wywoływały szalony, nie do opisania zapał. Naczelnik Straży Obywatelskiej od tej chwili polecił mi, aby orkiestra w każdą niedzielę i święto dawała koncerty w Łazienkach, w Pomarańczarni, w teatrze na wyspie, w rozmaitych punktach miasta: na placach, przed teatrem opery. Zespół mój był czynny także w operze.” (cały Życiorys Jana Kotowskiego znajduje się na stronie 41 Programu Integracyjnego).
Co grała orkiestra w dniu 3 maja 1916 roku? Może uda się odnaleźć jej repertuar w jakiejś relacji z tamtego dnia, ale można z całą pewnością przyjąć, że znalazł się tam nagrodzony w 1898 roku, na konkursie w Londynie Marsz pod sztandarem pokoju Feliksa Nowowiejskiego.
Wydarzenia opisane powyżej kształtowały postawy pokolenia urodzonego na przełomie XIX i XX wieku, którego liczni przedstawiciele zginęli wiele lat później w Katyniu i Piaśnicy. Gdy Polska znalazła się w roku 1920 w śmiertelnym zagrożeniu, młodzi gremialnie zgłaszali się do Armii Ochotniczej, a także do odtworzonej w lipcu 1920 roku Straży Obywatelskiej (w lipcu do Straży Obywatelskiej w Warszawie wstąpiło ok. 300 kobiet i 16 tys. mężczyzn, wstępowano na całym Mazowszu, np. w powiecie przasnyskim - 130 osób).
„Huk wysadzanych mostów na Wiśle, o świcie 5 sierpnia 1915 r., obwieścił mieszkańcom Warszawy nową erę w dziejach Polski: wojska carskie opuściły Warszawę. […] Straż Obywatelska była to bardzo popularna organizacja złożona w dużej mierze z młodszych i starszych przedstawicieli inteligencji warszawskiej. Na jej czele stał adwokat Leon Supiński. Inny bardzo znany adwokat, obrońca więźniów politycznych za czasów carskich, Stanisław Płatek (późniejszy minister spraw zagranicznych w Polsce Niepodległej), utkwił mi w pamięci, jak kierował ruchem ulicznym na rogu Nowego Światu i Chmielnej. Również mój starszy Roman, wówczas aplikant adwokacki, należał do Straży Obywatelskiej. Po jakimś czasie Straż Obywatelska (która pełniła swe funkcje honorowo) została przekształcona w normalną, płatną milicję miejską. Komendantem jej został ks. Franciszek Radziwiłł.”
Warto pamiętać, że wprowadzając etatową milicję miejską władze niemieckie chciały same ustalać obsadę milicyjnych etatów, ale samorządowa strona polska stała twardo na stanowisku, że tylko Polacy sprawdzeni w Straży Obywatelskiej mogą zostać miejskimi policjantami - i tak też się stało. Mój dziadek zatrudniony jako kapelmistrz milicji miejskiej zawsze mówił, że dyrygował orkiestrą Straży Obywatelskiej:
„W Warszawie, po ewakuacji wojska rosyjskiego i wejściu Niemców, utworzyła się Straż Obywatelska na czele której staną Naczelnik, książe Franciszek Radziwiłł. Zapisałem się na członka Straży Obywatelskiej i otrzymałem stanowisko skarbnika. Po zapoznaniu się z moimi kwalifikacjami Ks. Naczelnik wzywa mnie do siebie i proponuje mi, abym zorganizował orkiestrę; otrzymałem lokal na naukę i próby. Pierwszy występ orkiestry wypadł w okresie, gdy zwrócono nam samorząd w Warszawie i obiecywano przywrócenie państwa polskiego. Straż Obywatelska i władze miasta w dniu 3 maja 1916 roku zorganizowały manifestację i cała ludność gremialnie wyległa, tworząc wspaniały pochód, którego entuzjazmu nie da się opisać. Na czele tego entuzjastycznego pochodu kroczyła orkiestra Straży Obywatelskiej pod moją dyrekcją, gdzie oklaski i kwiaty sypały się jak z rogu obfitości. Entuzjazm jaki wzbudziły pieśni narodowe, przygotowane na tę uroczystość - Jeszcze Polska nie zginęła - odnosiły serca i wywoływały szalony, nie do opisania zapał. Naczelnik Straży Obywatelskiej od tej chwili polecił mi, aby orkiestra w każdą niedzielę i święto dawała koncerty w Łazienkach, w Pomarańczarni, w teatrze na wyspie, w rozmaitych punktach miasta: na placach, przed teatrem opery. Zespół mój był czynny także w operze.” (cały Życiorys Jana Kotowskiego znajduje się na stronie 41 Programu Integracyjnego).
Co grała orkiestra w dniu 3 maja 1916 roku? Może uda się odnaleźć jej repertuar w jakiejś relacji z tamtego dnia, ale można z całą pewnością przyjąć, że znalazł się tam nagrodzony w 1898 roku, na konkursie w Londynie Marsz pod sztandarem pokoju Feliksa Nowowiejskiego.
Wydarzenia opisane powyżej kształtowały postawy pokolenia urodzonego na przełomie XIX i XX wieku, którego liczni przedstawiciele zginęli wiele lat później w Katyniu i Piaśnicy. Gdy Polska znalazła się w roku 1920 w śmiertelnym zagrożeniu, młodzi gremialnie zgłaszali się do Armii Ochotniczej, a także do odtworzonej w lipcu 1920 roku Straży Obywatelskiej (w lipcu do Straży Obywatelskiej w Warszawie wstąpiło ok. 300 kobiet i 16 tys. mężczyzn, wstępowano na całym Mazowszu, np. w powiecie przasnyskim - 130 osób).
Etykiety:
Maj Obywatelski,
Rodzina Katyńska,
Rodzina Piaśnicka,
Studentki1920
niedziela, 5 czerwca 2011
Marie mazowieckie
Ile studentek biorących udział w zmaganiach wojennych 1920 roku miało na imię Maria? Jedna była na pewno - Maria Kotowska, której drogę życiową opisuję na tym blogu, aby przybliżyć myśli i uczucia ich wszystkich. Dla niej i wszystkich innych Marii mazowieckich wzorem w nauce i służbie frontowej była o ćwierć wieku starsza, najsłynniejsza polska Maria - „Córka mazowieckich równin czyli Maria Skłodowska-Curie z Mazowsza”. Cudzysłów pochodzi stąd, że ten wywód rodu jest zarazem tytułem książki Teresy Kaczorowskiej. Ta pisarka i pracownik naukowy Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku opublikowała niedawno książkę o Marii Skłodowskiej, gdzie bardzo wyczerpująco (i zajmująco) przedstawia jej powiązania z Mazowszem. Marię, w domu nazywaną Marylką, a dzisiaj błogosławioną Alicją, i Marię - dla bliskich Manię - Skłodowską, łączyło nie tylko imię, ale również pewne miejsce na Mazowszu. Marylka do piętnastego roku życia mieszkała z rodziną w budynkach należących do Cukrowni Krasiniec, a młodziutka Maria Skłodowska przez trzy i pół roku, w innym czasie, zajmowała pokoik z widokiem na budynki tej cukrowni, w dworku Żórawskich, współwłaścicieli i zarządców słodkiego przedsiębiorstwa.
Niełatwe to były lata dla Mani. Zubożała po powstaniach rodzina mogła zapewnić pieniądze na opłacanie studiów jedynie młodemu Skłodowskiemu. Córki, Bronisława i Maria, też żądne wiedzy, musiały radzić sobie same i to przy dodatkowym utrudnieniu - w tamtych czasach dla kobiet studia były dostępne tylko za granicą. Gdy Mania natrafiła na ofertę państwa Żórawskich - dobrze płatna posada guwernantki w ich dworku w Szczukach - wiedziała, że może zacząć realizować wspólny z siostrą plan: ona przez najbliższe trzy lata będzie pomagać finansowo siostrze w studiach medycznych na Sorbonie, a w rewanżu siostra zaprosi ją na studia do Francji. Niemałe było guwernanckie wynagrodzenie, a i mocną walutą był rosyjski rubel, skoro ten plan udało się siostrom zrealizować.
W czasie swojego pobytu Maria wraz z najstarszą córką Żórawskich uczyły pisać i czytać po polsku miejscowe dzieci, czym zasłużyły sobie na wdzięczną pamięć. Dlatego pierwszy nobel Skłodowskiej, otrzymany wspólnie z jej mężem Piotrem Curie w roku 1903, nie przeszedł bez echa w Krasińcu, a drugi, już samodzielny z 1911 roku, był powodem do kilku uroczystości w Krasnem i okolicach (Krasne, to rodowa posiadłość Krasińskich - do cukrowni Krasiniec jest stamtąd 3 km). Dla dwunastoletniej, w 1911 roku Marylki, uczącej się już wówczas na pensji w Warszawie, było to wielkie przeżycie. Pięć lat później powzięła stanowczy zamiar studiowania medycyny na przywróconym w 1915 roku do działania Uniwersytecie Warszawskim i urzeczywistniła go bezpośrednio po maturze, zapisując się na wydział medyczny UW w roku 1918. Wraz z innymi studentkami medycyny służyła w oddziale sanitariuszek w czasie wojny 1920 roku.
Obie Marie mazowieckie korzystały z tej samej biblioteki funkcjonującej w cukrowni Krasiniec, a była to bardzo obszerna biblioteka - wszak w tamtych latach Krasińscy tworzyli ogromny księgozbiór w ich fundacji w Warszawie, a przy zakupach książek nie zapominali o bibliotece w Krasińcu. Obie z pewnością czytały znajdujące się tam dzieła poetyckie Krasińskiego. Marylka była zafascynowana jego poezją religijną.
W 1922 Marylka wstąpiła do Zakonu Zmartwychwstanek co spowodowało, że zmieniła wydział na matematyczno-przyrodniczy, już całkowicie zbieżny z kierunkiem studiów kiedyś odbytych przez Marię Skłodowską na Sorbonie. Po jego ukończeniu przekazywała swoją wiedzę o fizyce i chemii polskim dziewczętom, widząc w niejednej z nich zadatki na przyszłą badaczkę praw przyrody, a może następczynię Marii Skłodowskiej-Curie.
Niełatwe to były lata dla Mani. Zubożała po powstaniach rodzina mogła zapewnić pieniądze na opłacanie studiów jedynie młodemu Skłodowskiemu. Córki, Bronisława i Maria, też żądne wiedzy, musiały radzić sobie same i to przy dodatkowym utrudnieniu - w tamtych czasach dla kobiet studia były dostępne tylko za granicą. Gdy Mania natrafiła na ofertę państwa Żórawskich - dobrze płatna posada guwernantki w ich dworku w Szczukach - wiedziała, że może zacząć realizować wspólny z siostrą plan: ona przez najbliższe trzy lata będzie pomagać finansowo siostrze w studiach medycznych na Sorbonie, a w rewanżu siostra zaprosi ją na studia do Francji. Niemałe było guwernanckie wynagrodzenie, a i mocną walutą był rosyjski rubel, skoro ten plan udało się siostrom zrealizować.
W czasie swojego pobytu Maria wraz z najstarszą córką Żórawskich uczyły pisać i czytać po polsku miejscowe dzieci, czym zasłużyły sobie na wdzięczną pamięć. Dlatego pierwszy nobel Skłodowskiej, otrzymany wspólnie z jej mężem Piotrem Curie w roku 1903, nie przeszedł bez echa w Krasińcu, a drugi, już samodzielny z 1911 roku, był powodem do kilku uroczystości w Krasnem i okolicach (Krasne, to rodowa posiadłość Krasińskich - do cukrowni Krasiniec jest stamtąd 3 km). Dla dwunastoletniej, w 1911 roku Marylki, uczącej się już wówczas na pensji w Warszawie, było to wielkie przeżycie. Pięć lat później powzięła stanowczy zamiar studiowania medycyny na przywróconym w 1915 roku do działania Uniwersytecie Warszawskim i urzeczywistniła go bezpośrednio po maturze, zapisując się na wydział medyczny UW w roku 1918. Wraz z innymi studentkami medycyny służyła w oddziale sanitariuszek w czasie wojny 1920 roku.
Obie Marie mazowieckie korzystały z tej samej biblioteki funkcjonującej w cukrowni Krasiniec, a była to bardzo obszerna biblioteka - wszak w tamtych latach Krasińscy tworzyli ogromny księgozbiór w ich fundacji w Warszawie, a przy zakupach książek nie zapominali o bibliotece w Krasińcu. Obie z pewnością czytały znajdujące się tam dzieła poetyckie Krasińskiego. Marylka była zafascynowana jego poezją religijną.
W 1922 Marylka wstąpiła do Zakonu Zmartwychwstanek co spowodowało, że zmieniła wydział na matematyczno-przyrodniczy, już całkowicie zbieżny z kierunkiem studiów kiedyś odbytych przez Marię Skłodowską na Sorbonie. Po jego ukończeniu przekazywała swoją wiedzę o fizyce i chemii polskim dziewczętom, widząc w niejednej z nich zadatki na przyszłą badaczkę praw przyrody, a może następczynię Marii Skłodowskiej-Curie.
Etykiety:
eUniwersytet Trzech Miast,
Rodzina Piaśnicka,
Studentki1920
sobota, 28 maja 2011
Prus doradza Krasińskim i Żórawskim
Bolesław Prus w Kronikach Tygodniowych opisywał nie tylko Warszawę, ale również ciekawe miejscowości na Mazowszu. Około roku 1880 odwiedził Krasiniec, w którym od lat już kilkunastu działała Cukrownia Krasiniec. Plonem wycieczki był bardzo ciekawy felieton o rodzeniu się przemysłu na Mazowszu. W wydanych w roku 1891 roku "Emancypantkach" pojawia się również cukrownia - znany już Prusowi obiekt przemysłowy. Ale tu Prus idzie dalej i słowami idealisty Dębickiego przedstawia wizję cukrowni przyjaznej ludziom:
Cukrownia widziana z góry
Dębicki:
[…] A nareszcie ideę panującą, która ogarnia całe życie fabryki, jej rozwój i wahania - może reprezentowałbyś ty sam, gdybyś w swojej cukrowni widział nie prasę do wyciskania dywidend, ale organizm, który ma spełniać jakieś cele na świecie.
Dodaj, że każda z istniejących fabryk ma swoją indywidualność. Są fabryki logiczne i głupie, rzetelne i szachrajskie, wolne i spętane przez wierzycieli, moralne i niemoralne. Pomyśl o tym wszystkim i powiedz: czy poza burakami, wytłoczynami, melasą i dywidendą nie dostrzegasz konturów - ducha, który tym tylko różni się od ludzkiego, że zamiast jednej świadomości ma ich kilkaset?…
- Stefku, profesor ma słuszność - rzekła Ada. - W fabryce istnieje duch zbiorowy…
- Ale nie ma w niej miejsca na współczucie i litość panny Magdaleny - odparł Solski.
- Mylisz się - wtrącił Dębicki. - Teraźniejsze fabryki są jeszcze bardzo niskimi organizacjami. Czy jednak nie sądzisz, że dzisiejsze zamęty w świecie pracy może nie istniałyby, gdyby w fabrykach tętniło żywe uczucie? Gdyby smutek spotykający jednego pracownika udzielał się innym; gdyby kierownicy troszczyli się o usuwanie przykrości, a nasuwanie przyjemności wykonawcom?
Żyjemy zresztą w epoce, kiedy w fabrykach zaczyna kiełkować ów uczuciowy element. Bo czymże innym wytłomaczysz: szpitale, szkółki i ochrony dla dzieci, doroczne i tygodniowe zabawy, kasy zapomóg, nawet orkiestry?…
Idąc za myślą Prusa właściciele cukrowni (Krasińscy i Żórawscy) w roku 1899 ogłosili konkurs na dyrygenta orkiestry zakładowej. I tak oto, mój dziadek - Jan Kotowski, po przyjęciu jego oferty, stał się dyrygentem orkiestry cukrowni Krasiniec, a jednocześnie dla podniesienia dochodów objął tam posadę buchaltera. Pracował w Krasińcu do wybuchu I wojny światowej i mieszkał w jej zabudowaniach z żoną i sześciorgiem dzieci.
Cukrownia widziana z góry
Dębicki:
[…] A nareszcie ideę panującą, która ogarnia całe życie fabryki, jej rozwój i wahania - może reprezentowałbyś ty sam, gdybyś w swojej cukrowni widział nie prasę do wyciskania dywidend, ale organizm, który ma spełniać jakieś cele na świecie.
Dodaj, że każda z istniejących fabryk ma swoją indywidualność. Są fabryki logiczne i głupie, rzetelne i szachrajskie, wolne i spętane przez wierzycieli, moralne i niemoralne. Pomyśl o tym wszystkim i powiedz: czy poza burakami, wytłoczynami, melasą i dywidendą nie dostrzegasz konturów - ducha, który tym tylko różni się od ludzkiego, że zamiast jednej świadomości ma ich kilkaset?…
- Stefku, profesor ma słuszność - rzekła Ada. - W fabryce istnieje duch zbiorowy…
- Ale nie ma w niej miejsca na współczucie i litość panny Magdaleny - odparł Solski.
- Mylisz się - wtrącił Dębicki. - Teraźniejsze fabryki są jeszcze bardzo niskimi organizacjami. Czy jednak nie sądzisz, że dzisiejsze zamęty w świecie pracy może nie istniałyby, gdyby w fabrykach tętniło żywe uczucie? Gdyby smutek spotykający jednego pracownika udzielał się innym; gdyby kierownicy troszczyli się o usuwanie przykrości, a nasuwanie przyjemności wykonawcom?
Żyjemy zresztą w epoce, kiedy w fabrykach zaczyna kiełkować ów uczuciowy element. Bo czymże innym wytłomaczysz: szpitale, szkółki i ochrony dla dzieci, doroczne i tygodniowe zabawy, kasy zapomóg, nawet orkiestry?…
Idąc za myślą Prusa właściciele cukrowni (Krasińscy i Żórawscy) w roku 1899 ogłosili konkurs na dyrygenta orkiestry zakładowej. I tak oto, mój dziadek - Jan Kotowski, po przyjęciu jego oferty, stał się dyrygentem orkiestry cukrowni Krasiniec, a jednocześnie dla podniesienia dochodów objął tam posadę buchaltera. Pracował w Krasińcu do wybuchu I wojny światowej i mieszkał w jej zabudowaniach z żoną i sześciorgiem dzieci.
Etykiety:
Dobra Sprawa Matysiaków,
Rodzina Piaśnicka,
Studentki1920
wtorek, 24 maja 2011
Steinbach w kaplicy
Czy dziennikarze nie powinni korzystać z bazy danych Sejmu, aby przy okazji wizyty Eriki Steinbach w Piaśnicy napisać o pierwszej niemieckiej zbrodni ludobójstwa?
UCHWAŁA
Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej
z dnia 24 września 2010 r.
w sprawie uczczenia pamięci ofiar masowej zbrodni na Pomorzu Gdańskim
– w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku
W 71. rocznicę wybuchu II wojny światowej Sejm Rzeczypospolitej Polskiej czci pamięć bohaterów i męczenników – ofiar masowej zbrodni niemieckiej, dokonanej na ludności cywilnej w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku.
Miejsca te, w których dokonano pierwszych i największych na Pomorzu zbrodni ludobójstwa, pozostają szczególnym symbolem męczeństwa i martyrologii mieszkańców tego regionu.
W Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku w okresie od jesieni 1939 r. do wiosny 1940 r., hitlerowcy ze szczególnym okrucieństwem zamordowali około 30.000 osób, w tym przedstawicieli miejscowej inteligencji, zwłaszcza duchowieństwa oraz działaczy polskiego ruchu narodowego.
Szczególną orędowniczką ofiar jest zamordowana w Lasach Piaśnickich siostra Alicja Kotowska, przełożona Domu Zakonnego Sióstr Zmartwychwstanek w Wejherowie ogłoszona błogosławioną w gronie 108 męczenników z okresu II wojny światowej przez Ojca Świętego Jana Pawła II w dniu 13 czerwca 1999 r. w Warszawie.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd bohaterom i męczennikom – ofiarom zbrodni w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku.
MARSZAŁEK SEJMU
Orędowniczką ofiar w uchwale nazwana została siostra Alicja Kotowska. Tymczasem podpisy pod zdjęciami Eriki Steinbach składającej kwiaty w Piaśnicy mówią, że złożyła kwiaty pod pomnikiem pomordowanych, albo że pod pomnikiem-mauzoleum pomordowanych. Żaden nie podaje informacji, że miało to miejsce przed ołtarzem w leśnej Kaplicy Błogosławionej Alicji i Męczenników Piaśnicy, w której od kwietnia do października odbywają się comiesięczne msze polowe (leśne?). Całkowicie rozbieżne są też informacje o ofiarach Lasu Piaśnickiego. Ta straszna zbrodnia nie została do dnia dzisiejszego wyczerpująco opisana przez historyków. Może, paradoksalnie, wizyta Steinbach do tego się przyczyni - jeśli nasz IPN pociągnie sprawę i uzyska pełny dostęp do niemieckich archiwów (ostatnie prace historyków podają, że być może 80% ofiar stanowiły polskie rodziny zamieszkałe w Niemczech).
czwartek, 10 marca 2011
Wznoszenie kościoła w Jabłonnej
Początki budowy kościoła w Jabłonnej tak opisuje mój dziadek, Jan Kotowski:
"W roku 1921 nabyłem w Jabłonnie osadę pod lasem, 3 morgową z pięknym widokiem na Wisłę. W Jabłonnie nie było kościoła, najbliższy znajdował się w odległym o 3 kilometry Chotomowie. Powziąłem myśl założenia komitetu w celu budowy kościoła. Starania te zakończyły się pomyślnie. Powstał komitet budowy kościoła w Jabłonnie i zostałem wybrany jego prezesem. Wystąpiliśmy do Kurii Biskupiej o pozwolenie budowy kościoła i otrzymaliśmy od Ks. Kardynała Kakowskiego pozwolenie, a od Ks. Kanclerza Choromańskiego pomoc przy budowie. Wówczas z pomocą ludności miejscowej została zbudowana tymczasowa kaplica, pierwszym proboszczem został ks. Zygmunt Siedlecki. Potem z proboszczem przystąpiono do budowy murowanego koscioła. Hr. C. Potocki ofiarował plac pod budowę i pozwolił korzystać z parku Buchnika na zabawy, organizowane w celu zebrania funduszów. Odbywały się tam koncerty i loterie fantowe. W roku 1925 założono fundamenty, a w parę lat potem stanął kościół ku chwale Bożej a na pożytek społeczeństwa, za co Bogu gorąco dziękuję."
W organizacji zabaw i loterii fantowych pomagały dziadkowi wszystkie jego dzieci, a postępy w budowie były częstym tematem rodzinnych rozmów. Jedną z sił napędowych tych działań było wstąpienie do zakonu Marylki (siostry Alicji Kotowskiej) - wszyscy w licznej rodzinie chcieli na jakimś odcinku ją naśladować. Sama siostra Alicja też uczestniczyła w zbieraniu funduszy na budowę kościoła.
piątek, 25 lutego 2011
Pt 25-02: Studentka z Nowolipek
Nowolipki to zarówno tradycyjna nazwa jednej z północno-zachodnich części Warszawy (granice dzisiejszego osiedla Nowolipki wyznaczają: al. Jana Pawła II od wschodu, al. Solidarności od południa i ul. Okopowa od zachodu i północy), jak też nazwa ulicy od której ta mała dzielnica wzięła swoją nazwę. Pola Gojawczyńska dając swej, napisanej w połowie lat trzydziestych książce tytuł "Dziewczęta z Nowolipek" miała na myśli raczej tę dynamicznie rozwijającą się polsko-żydowską dzielnicę, a nie ulicę - chociaż w czołówce filmu Dziewczęta z Nowolipek umieszczono właśnie lampion z adresem Nowolipki 90. Na poniższej mapce, odnajdziemy historycznie ważne numery z ulicy Nowolipki: nr 90 (ten filmowy), nr 68 (tam ukryto okupacyjne archiwum Ringelbluma) i nr 53 na skrzyżowaniu z ulicą Smoczą (mieścił się tam Komisariat Policji Warszawskiej). W odległości nie większej niż 100 metrów na wschód od Smoczej znajduje się przy ulicy Nowolipki wszystkim znany, choćby z widoku, kościół św. Augustyna (nie zmieścił się na tym fragmencie mapki).
Mój dziadek, Jan Kotowski w latach 1916-1923 był dyrygentem Orkiestry Policji Warszawskiej i przydzielony mu został lokal mieszkalny w budynku komisariatu na ulicy Nowolipki. W roku 1922, studentka Uniwersytetu Warszawskiego, Maria Kotowska (błogosławiona siostra Alicja) przedstawia taką prośbę o przyjęcie do Zakonu Zmartwychwstanek:
Droga Matko,
Zaznajomiwszy się z duchem i regułą, proszę bardzo o przyjęcie do Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstanek.
Pragnę żyć i umierać dla Chrystusa, miłując Go ponad wszystko, gdyż jest Miłością Najwyższą, Panem, Bogiem i wszystkiem moim. Skończyłam 22 lata, jestem na 3-cim kursie medycyny. Los dalszych moich studiów składam w ręce Przewielebnej Matki, decyzji Jej poddam się bezwzględnie, widząc w niej wolę Boga.
Ręce Drogiej Matki całuję, prosząc o odpowiedź.
Marja Kotowska
Warszawa d. 19/IV 22 r.
Nowolipki 53 m 4
piątek, 11 lutego 2011
Pt 11-01: Las Piaśnicki
Chciałem przez jakiś czas nie poruszać zbyt wielu spraw historycznych, a za to uwspółcześnić tematykę blogu. Ale to właśnie współczesność dopomniała się o przeszłość - wczoraj Bundestag przyjął uchwałę chwalącą wypędzonych za wkład w pojednanie! Erika Steinbach, posłanka CDU i przewodnicząca Związku Wypędzonych, mówiła: Jestem wstrząśnięta tym, że nie wszyscy posłowie rozumieją, że część niemieckiego społeczeństwa poddano zbiorowej karze. To była zbrodnia przeciw ludzkości - dodała drżącym głosem. Doprawdy nie mogę pozostawić tego bez komentarzy.
Moją rodzinę Niemcy wypędzili z majątku Cieksyn w 1939 roku - Trzecia Rzesza musiała mieć granice oparte o rzeką Narew. Być może w tym majątku, nad piękną Wkrą i w okolicznych lasach spędziła cudowne dzieciństwo jakaś jasnowłosa Erika, którą wraz z rodziną wypędzono w 1945 roku i była to zbrodnia przeciw ludzkości. Rodzinie z Wielkopolski (ze strony ojca) kazano się wynosić z mieszkania w ciągu kilku godzin - moja ciotka czekająca na męża, który z kolei znalazł się w Katyniu, wobec zbliżającej się zimy poszła do Niemki (czy raczej Niemry), żeby wydostać chociaż zimowe ubrania dla dzieci. Weg, weg - to była jedyna reakcja.
Zbrodnią przeciw ludzkości było więc co? Nie wymordowanie 6 milionów Żydów (w wychwalanej deklaracji z 1950 roku nie ma o tym mowy), nie całkowite pozbawienie 3 milionów jeńców rosyjskich najprostszej strawy, ale to, że narody słowiańskie nie chciały mieć ani chwili dłużej współlokatorów, którzy na razie obolali i słabi, ale jak tylko wrócą do zdrowia zaraz przypomną, że WSZYSTKO do nich należy, i to na tysiąc lat. Współlokatorów, którzy nawet nie uznają prawa do życia swoich gospodarzy i są gotowi każdy naród kwestionujący ich prawo do Lebensraumu przyciąć do rozmiarów nieliczącej się mniejszości, niezbędnej do wykonywania najcięższej pracy, z gwarancjami bytowymi na poziomie niewolników rzymskich.
Niemcy wkraczali do Polski z gotowymi listami osób do zlikwidowania. Na jednej z nich była siostra mojej mamy - błogosławiona Siostra Alicja Kotowska. Sanitariuszka z wojny 1920 roku, nauczycielka chemii i fizyki, dyrektorka szkoły i przełożona Zmartwychwstanek w Wejherowie. Wcale nie wojsko, czy SS, ale ochotnicze oddziały miejscowych Niemców rozstrzeliwały swoich polskich sąsiadów. W lasach piaśnickich od jesieni 1939 roku do wiosny 1940 rozstrzelali 12 tysięcy. Ślady starali się dokładnie zacierać. Poruszające są nieliczne zdjęcia dokumentalne. Wielkie wrażenie robi ostry kontrast pomiędzy spokojem i urodą lasu, a ogromem popełnionej tu zbrodni. Niestety niewiele się czyni, aby o Piaśnicy wiedzieli nie tylko Kaszubi. Film dokumentalny: W lasach Piaśnicy - zapomniane ludobójstwo (cz. 1 , 2 , 3 , 4 , 5 ), kręcony w 1998 roku został upubliczniony dopiero w roku ...2008! Piaśnica, ten Pomorski Katyń, wciąż jest pozostaje nieznaną kartą historii.
Moją rodzinę Niemcy wypędzili z majątku Cieksyn w 1939 roku - Trzecia Rzesza musiała mieć granice oparte o rzeką Narew. Być może w tym majątku, nad piękną Wkrą i w okolicznych lasach spędziła cudowne dzieciństwo jakaś jasnowłosa Erika, którą wraz z rodziną wypędzono w 1945 roku i była to zbrodnia przeciw ludzkości. Rodzinie z Wielkopolski (ze strony ojca) kazano się wynosić z mieszkania w ciągu kilku godzin - moja ciotka czekająca na męża, który z kolei znalazł się w Katyniu, wobec zbliżającej się zimy poszła do Niemki (czy raczej Niemry), żeby wydostać chociaż zimowe ubrania dla dzieci. Weg, weg - to była jedyna reakcja.
Zbrodnią przeciw ludzkości było więc co? Nie wymordowanie 6 milionów Żydów (w wychwalanej deklaracji z 1950 roku nie ma o tym mowy), nie całkowite pozbawienie 3 milionów jeńców rosyjskich najprostszej strawy, ale to, że narody słowiańskie nie chciały mieć ani chwili dłużej współlokatorów, którzy na razie obolali i słabi, ale jak tylko wrócą do zdrowia zaraz przypomną, że WSZYSTKO do nich należy, i to na tysiąc lat. Współlokatorów, którzy nawet nie uznają prawa do życia swoich gospodarzy i są gotowi każdy naród kwestionujący ich prawo do Lebensraumu przyciąć do rozmiarów nieliczącej się mniejszości, niezbędnej do wykonywania najcięższej pracy, z gwarancjami bytowymi na poziomie niewolników rzymskich.
Niemcy wkraczali do Polski z gotowymi listami osób do zlikwidowania. Na jednej z nich była siostra mojej mamy - błogosławiona Siostra Alicja Kotowska. Sanitariuszka z wojny 1920 roku, nauczycielka chemii i fizyki, dyrektorka szkoły i przełożona Zmartwychwstanek w Wejherowie. Wcale nie wojsko, czy SS, ale ochotnicze oddziały miejscowych Niemców rozstrzeliwały swoich polskich sąsiadów. W lasach piaśnickich od jesieni 1939 roku do wiosny 1940 rozstrzelali 12 tysięcy. Ślady starali się dokładnie zacierać. Poruszające są nieliczne zdjęcia dokumentalne. Wielkie wrażenie robi ostry kontrast pomiędzy spokojem i urodą lasu, a ogromem popełnionej tu zbrodni. Niestety niewiele się czyni, aby o Piaśnicy wiedzieli nie tylko Kaszubi. Film dokumentalny: W lasach Piaśnicy - zapomniane ludobójstwo (cz. 1 , 2 , 3 , 4 , 5 ), kręcony w 1998 roku został upubliczniony dopiero w roku ...2008! Piaśnica, ten Pomorski Katyń, wciąż jest pozostaje nieznaną kartą historii.
piątek, 28 stycznia 2011
Pt 28-01: Trzy tablice
Przedwojenny Grób Nieznanego Żołnierza znajdował się w kolumnadzie Pałacu Saskiego. Kolumny były na tyle wysokie, że można było umieścić dwie tablice jedna pod drugą. Wystarczyły więc dwie kolumny sąsiadujące z płytą grobu, aby na lewej umieścić dwie tablice z I wojny światowej, a na prawej bitwy Wojska Polskiego z lat 1918-1920. Łatwo zauważyć, że tablice z lat 1918-1920 opowiadają przede wszystkim historię wojny z Rosją:
1918-1920
Lwów listopad 1918-marzec 1919
Lida 16 IV 1919-28 IX 1920
Wilno 19 IV 1919-9 X 1920
Dyneburg 3 I 1920
Kijów 7 V-11 VI 1920
Borodzianka 11-13 VI 1920
Chorupań pod Dubnem 19 VII 1920
Nastasów pod Tarnopolem 31 VII-6 VIII 1920
Radzymin-Ossów 13-15 VIII 1920
1918-1920
Borkowo pod Nasielskiem 14-15 VIII 1920
Sarnowa Góra pod Ciechanowem 16-20 VIII 1920
Przasnysz 21-22 VIII 1920
Komarów-Hrubieszów 30 VIII-1 IX 1920
Kobryń 14-15 IX 1920
Dytiatyń 16 IX 1920
Brzostowica Murowana 20 IX 1920
Grodno-Obuchowo 20-25 IX 19 20
Krwawy Bór Papiernia 27-28 IX 1920
Po wojennym zniszczeniu Pałacu Saskiego, odbudowano jedynie część kolumnady (dla zachowania sensownych proporcji obniżono kolumny). Grób Nieznanego Żołnierza powrócił na swoje dawne miejsce, ale tablic z wojny polsko-rosyjskiej nie umieszczono - dodano za to wiele innych tablic. Po roku 1989 można było już przywrócić pierwotnie istniejące tablice z lat 1918-1920. Wydawałoby się, że skoro dwie nie mieszczą się pod sobą, to należy umieścić jedną obok drugiej - przecież opowiadają chronologicznie historię jednej wojny. Ale nie, bo ktoś(?) wymyślił jeszcze jedną tablicę, która zajęła miejsce tej zaczynającej się od Borkowa:
1863-1921
Cieszyn-Skoczów 23-26 I 1919
Ostrołęka 5 VIII 1920
Zadwórze 17 VIII 1920
Dęblin-Mińsk Mazowiecki 16-18 VIII 1920
Cyców 16 VIII 1920
Białystok 22 i 30 VIII 1920
Sejny 2-10 i 22 IX 1920
Mińsk Litewski 15 X 1920
Bytom 16 VIII 1919
Katowice 19 VIII 1920
Góra Świętej Anny 21-27 V 1921
Druga tablica-sierotka wisi na tyle przedniej (lewej) kolumny. Ideą Grobu Nieznanego Żołnierza jest podawanie miejsca i daty tragicznego wydarzenia - żołnierskiej bezimiennej śmierci. Tutaj odstąpiono od tej zasady - pod Dęblinem żadnych walk nie było! Ale był tam Piłsudski...
1918-1920
Lwów listopad 1918-marzec 1919
Lida 16 IV 1919-28 IX 1920
Wilno 19 IV 1919-9 X 1920
Dyneburg 3 I 1920
Kijów 7 V-11 VI 1920
Borodzianka 11-13 VI 1920
Chorupań pod Dubnem 19 VII 1920
Nastasów pod Tarnopolem 31 VII-6 VIII 1920
Radzymin-Ossów 13-15 VIII 1920
1918-1920
Borkowo pod Nasielskiem 14-15 VIII 1920
Sarnowa Góra pod Ciechanowem 16-20 VIII 1920
Przasnysz 21-22 VIII 1920
Komarów-Hrubieszów 30 VIII-1 IX 1920
Kobryń 14-15 IX 1920
Dytiatyń 16 IX 1920
Brzostowica Murowana 20 IX 1920
Grodno-Obuchowo 20-25 IX 19 20
Krwawy Bór Papiernia 27-28 IX 1920
Po wojennym zniszczeniu Pałacu Saskiego, odbudowano jedynie część kolumnady (dla zachowania sensownych proporcji obniżono kolumny). Grób Nieznanego Żołnierza powrócił na swoje dawne miejsce, ale tablic z wojny polsko-rosyjskiej nie umieszczono - dodano za to wiele innych tablic. Po roku 1989 można było już przywrócić pierwotnie istniejące tablice z lat 1918-1920. Wydawałoby się, że skoro dwie nie mieszczą się pod sobą, to należy umieścić jedną obok drugiej - przecież opowiadają chronologicznie historię jednej wojny. Ale nie, bo ktoś(?) wymyślił jeszcze jedną tablicę, która zajęła miejsce tej zaczynającej się od Borkowa:
1863-1921
Cieszyn-Skoczów 23-26 I 1919
Ostrołęka 5 VIII 1920
Zadwórze 17 VIII 1920
Dęblin-Mińsk Mazowiecki 16-18 VIII 1920
Cyców 16 VIII 1920
Białystok 22 i 30 VIII 1920
Sejny 2-10 i 22 IX 1920
Mińsk Litewski 15 X 1920
Bytom 16 VIII 1919
Katowice 19 VIII 1920
Góra Świętej Anny 21-27 V 1921
Druga tablica-sierotka wisi na tyle przedniej (lewej) kolumny. Ideą Grobu Nieznanego Żołnierza jest podawanie miejsca i daty tragicznego wydarzenia - żołnierskiej bezimiennej śmierci. Tutaj odstąpiono od tej zasady - pod Dęblinem żadnych walk nie było! Ale był tam Piłsudski...
piątek, 21 stycznia 2011
Pt 21-01: Dywizja Ochotnicza
Uniwersytet Warszawski przygotowuje się do obchodów dwóchsetlecia (2016 rok). Ma powstać 8-10 tomów jego historii. Jest szansa na jakiś fragment poświęcony studentkom medycyny, które w 1920 roku ochotniczo wstąpiły do służb medycznych polskiego wojska (temat - Studentki1920). Póki co, mogę podzielić się wiadomościami o Dywizji Ochotniczej (sformowanej 22 lipca 1920 roku na rozkaz gen. broni Józefa Hallera, Generalnego Inspektora Armii Ochotniczej, mianowanego na to stanowisko rozkazem gen. por. Kazimierza Sosnkowskiego z 7 lipca 1920), a przy okazji wyjaśnić (częściowo) dlaczego blog ma w tytule Wkramost.
W dniu 15 sierpnia Dywizja Ochotnicza, składająca się wówczas z trzech pułków (około tysiąca żołnierzy każdy), wymieniła na linii frontu nad Wkrą Dywizję Syberyjską, gdyż ta dostała rozkaz zdobycia Nowego Miasta. Dowódcą dywizji był ppłk Adam Koc, a w jej skład wchodziło wielu aktualnych i przyszłych studentów Uniwesytetu Warszawskiego. Wkramost (tytuł blogu) to most przez Wkrę łączący Borkowo z Cieksynem. Drugi pobliski most na Wkrze, odległy o 2 km w górę rzeki, to most kolejowy z miejscowości Zawady do stacji Cieksyn. Rankiem 15 sierpnia (była to niedziela), po kolei trzy pułki wyruszają z odzyskanych niedawno (14 sierpnia przez Brygadę Syberyjską) pozycji w Zawadach. Pułk 205 ok. godziny 9 toczy ciężkie walki o Borkowo, pułk 201 powstrzymuje Rosjan atakujących Zawady, a pułk 202 ok. godziny 15 przekracza wpław Wkrę i walczy o Cieksyn. Most w Borkowie zostaje zdobyty około godziny 16 “w pięknym ataku na bagnety” (jak pisze Sikorski w swojej książce “Nad Wisłą i Wkrą”) przez oddział 9 Dywizji Piechoty, który przeszedł Wkrę poniżej Borkowa. Następnego dnia wszystkie trzy pułki Dywizji Ochotniczej, do południa zdobywają Cieksyn i dalej tocząc walki posuwają się do odległego o 10 kilometrów Nasielska. Nasielsk zostaje zdobyty ok. godziny 16 zażartym bojem 17 Dywizji Piechoty posuwającej się od dnia poprzedniego wzdłuż linii kolejowej Modlin-Nasielsk. Do godziny 18 docierają do Nasielska również oddziały z Nowego Miasta.
Na pamiątkowej tablicy umieszczonej w 1925 roku na Grobie Nieznanego Żołnierza wyryto napis: Borkowo /pod Nasielskiem/ 14-15 sierpień 1920 rok.
W dniu 15 sierpnia Dywizja Ochotnicza, składająca się wówczas z trzech pułków (około tysiąca żołnierzy każdy), wymieniła na linii frontu nad Wkrą Dywizję Syberyjską, gdyż ta dostała rozkaz zdobycia Nowego Miasta. Dowódcą dywizji był ppłk Adam Koc, a w jej skład wchodziło wielu aktualnych i przyszłych studentów Uniwesytetu Warszawskiego. Wkramost (tytuł blogu) to most przez Wkrę łączący Borkowo z Cieksynem. Drugi pobliski most na Wkrze, odległy o 2 km w górę rzeki, to most kolejowy z miejscowości Zawady do stacji Cieksyn. Rankiem 15 sierpnia (była to niedziela), po kolei trzy pułki wyruszają z odzyskanych niedawno (14 sierpnia przez Brygadę Syberyjską) pozycji w Zawadach. Pułk 205 ok. godziny 9 toczy ciężkie walki o Borkowo, pułk 201 powstrzymuje Rosjan atakujących Zawady, a pułk 202 ok. godziny 15 przekracza wpław Wkrę i walczy o Cieksyn. Most w Borkowie zostaje zdobyty około godziny 16 “w pięknym ataku na bagnety” (jak pisze Sikorski w swojej książce “Nad Wisłą i Wkrą”) przez oddział 9 Dywizji Piechoty, który przeszedł Wkrę poniżej Borkowa. Następnego dnia wszystkie trzy pułki Dywizji Ochotniczej, do południa zdobywają Cieksyn i dalej tocząc walki posuwają się do odległego o 10 kilometrów Nasielska. Nasielsk zostaje zdobyty ok. godziny 16 zażartym bojem 17 Dywizji Piechoty posuwającej się od dnia poprzedniego wzdłuż linii kolejowej Modlin-Nasielsk. Do godziny 18 docierają do Nasielska również oddziały z Nowego Miasta.
Na pamiątkowej tablicy umieszczonej w 1925 roku na Grobie Nieznanego Żołnierza wyryto napis: Borkowo /pod Nasielskiem/ 14-15 sierpień 1920 rok.
piątek, 14 stycznia 2011
Pt14-01: Przedwiośnie
"Przedwiośnie" ukończył Stefan Żeromski w 1924 roku. Główny bohater książki, Cezary Baryka wstępuje wraz z innymi studentami Uniwersytetu Warszawskiego do Armii Ochotniczej. Zapewne na podstawie relacji studentów walczących w wojnie 1920 roku, Żeromski napisał poniższy fragment opowieści o losach Baryki:
"Cezary Baryka niemało się nachodził w tej narodowej wojnie. Wykonywał wraz z kolegami z oddziału wściekłe marsze i wypady, obroty i zasadzki, to znowu wiał przed siłą przemożną. Zdarzało mu się iść w sam środek nieprzyjaciół, uczestniczyć w brawurowym przedsięwzięciu generała Sikorskiego, jak pchnięcie bagnetu rozpruwającym front bolszewicki."
Żeromski poprzez inną postać z "Przedwiośnia", barwnie i prześmiewczo opisanego księdza Anastazego - Nastka przedstawia wersję wydarzeń, jaką słyszało się zapewne w niejednym szlacheckim domu:
“Zanim przeszła kolejka starki, p o m i d o r e k uderzył Barykę po kolanie i wykrzyknął:
- Aleście też spuścili lanie tym Żydom! - Cha-cha-cha! Cóż za lanie! Takie lanie nad laniami, że to z okularami na nosie po historiach szukać! Tu ten Piłsudski - szach-mach! Rozpruł jak nożem! Tu nasz bogobojny Haller goni a bije! Tu Sikorski łomoce jak w cymbał! Zdarzenie boże…”
Już w roku 1925 rozpętała się burza po opublikowaniu w sierpniowej Bellonie rocznicowych artykułów generałów Kukiela i Zająca. Piłsudski był oburzony "pomniejszaniem jego roli w zwycięstwie", chociaż specjalnie powołana komisja niczego takiego nie stwierdziła. Przewrót majowy dał Piłsudskiemu władzę nie tylko nad narodem, ale również nad historią wojny 1920 roku. Haller i Sikorski zostali poddani procesowi pomniejszania, co nie mogło nie boleć dawnych studentów i studentki Uniwersytetu Warszawskiego walczących kiedyś w oddziałach Armii Ochotniczej pod dowództwem Hallera lub Sikorskiego.
"Cezary Baryka niemało się nachodził w tej narodowej wojnie. Wykonywał wraz z kolegami z oddziału wściekłe marsze i wypady, obroty i zasadzki, to znowu wiał przed siłą przemożną. Zdarzało mu się iść w sam środek nieprzyjaciół, uczestniczyć w brawurowym przedsięwzięciu generała Sikorskiego, jak pchnięcie bagnetu rozpruwającym front bolszewicki."
Żeromski poprzez inną postać z "Przedwiośnia", barwnie i prześmiewczo opisanego księdza Anastazego - Nastka przedstawia wersję wydarzeń, jaką słyszało się zapewne w niejednym szlacheckim domu:
“Zanim przeszła kolejka starki, p o m i d o r e k uderzył Barykę po kolanie i wykrzyknął:
- Aleście też spuścili lanie tym Żydom! - Cha-cha-cha! Cóż za lanie! Takie lanie nad laniami, że to z okularami na nosie po historiach szukać! Tu ten Piłsudski - szach-mach! Rozpruł jak nożem! Tu nasz bogobojny Haller goni a bije! Tu Sikorski łomoce jak w cymbał! Zdarzenie boże…”
Już w roku 1925 rozpętała się burza po opublikowaniu w sierpniowej Bellonie rocznicowych artykułów generałów Kukiela i Zająca. Piłsudski był oburzony "pomniejszaniem jego roli w zwycięstwie", chociaż specjalnie powołana komisja niczego takiego nie stwierdziła. Przewrót majowy dał Piłsudskiemu władzę nie tylko nad narodem, ale również nad historią wojny 1920 roku. Haller i Sikorski zostali poddani procesowi pomniejszania, co nie mogło nie boleć dawnych studentów i studentki Uniwersytetu Warszawskiego walczących kiedyś w oddziałach Armii Ochotniczej pod dowództwem Hallera lub Sikorskiego.
piątek, 7 stycznia 2011
Pt07I2011: Maria (s. Alicja) Kotowska
Fragment z życiorysu mojego dziadka, Jana Kotowskiego poświęcony Marylce:
"Trzecia z rodzeństwa, córka Maria urodzona w 1899 roku była na medycynie i podczas wojny 1920 roku była na froncie jako sanitariuszka. Po powrocie z wojny oświadczyła, że wojna wywarła na niej b. ujemne wrażenie, i że poznała nędzę ludzką, i wobec tego rezygnuje z dalszych studiów na medycynie a postanawia wstąpić do Zakonu Sióstr Zmartwychwstanek w Warszawie. Po odbyciu nowicjatu i złożeniu ślubów, kończy wydział fizyki na Uniwersytecie Warszawskim i pracuje w zakonie ucząc młodzież fizyki i chemii. W parę lat potem organizuje gimnazjum w Wejherowie, jest tam przełożoną i dyrektorką gimnazjum. Należy do organizacji Wielkiej Polski. Po wkroczeniu wojsk hitlerowskich na Pomorze, szkołę i zakład Sióstr zlikwidowano a siostrę przełożoną, Ks. Dziekana i wiele znanych osób uwięziono i w lesie Piaśnica rozstrzelano. Pisałem do sztabu niemieckiego co się stało z moją córką, Siostrą przełożoną z Wejherowa – odpowiedzieli mi, że zginęła w zawierusze wojennej."
Już po wojnie ustalono, że s. Alicja Kotowska została rozstrzelana w lesie Piaśnica w dniu 11 listopada 1939 roku. Niewiele mówiła rodzeństwu o wojnie 1920 roku - może z tego powodu, że oficjalna, piłsudczykowska wersja przebiegu działań różniła się w sposób zasadniczy, od wersji doświadczonej i opowiadanej przez uczestników tej wojny, szczególnie zaś przez studentów Uniwersytetu Warszawskiego.
"Trzecia z rodzeństwa, córka Maria urodzona w 1899 roku była na medycynie i podczas wojny 1920 roku była na froncie jako sanitariuszka. Po powrocie z wojny oświadczyła, że wojna wywarła na niej b. ujemne wrażenie, i że poznała nędzę ludzką, i wobec tego rezygnuje z dalszych studiów na medycynie a postanawia wstąpić do Zakonu Sióstr Zmartwychwstanek w Warszawie. Po odbyciu nowicjatu i złożeniu ślubów, kończy wydział fizyki na Uniwersytecie Warszawskim i pracuje w zakonie ucząc młodzież fizyki i chemii. W parę lat potem organizuje gimnazjum w Wejherowie, jest tam przełożoną i dyrektorką gimnazjum. Należy do organizacji Wielkiej Polski. Po wkroczeniu wojsk hitlerowskich na Pomorze, szkołę i zakład Sióstr zlikwidowano a siostrę przełożoną, Ks. Dziekana i wiele znanych osób uwięziono i w lesie Piaśnica rozstrzelano. Pisałem do sztabu niemieckiego co się stało z moją córką, Siostrą przełożoną z Wejherowa – odpowiedzieli mi, że zginęła w zawierusze wojennej."
Już po wojnie ustalono, że s. Alicja Kotowska została rozstrzelana w lesie Piaśnica w dniu 11 listopada 1939 roku. Niewiele mówiła rodzeństwu o wojnie 1920 roku - może z tego powodu, że oficjalna, piłsudczykowska wersja przebiegu działań różniła się w sposób zasadniczy, od wersji doświadczonej i opowiadanej przez uczestników tej wojny, szczególnie zaś przez studentów Uniwersytetu Warszawskiego.
piątek, 31 grudnia 2010
Pt31XII2010: Maria (s. Alicja) Kotowska
Rok zerowy (0 z 2010) przyniósł uchwałę sejmową, która wręcz zobowiązuje mnie i moją rodzinę do poszukiwań historycznych w zupełnie nieporuszanym temacie udziału studentek Uniwersytetu Warszawskiego w wojnie 1920 roku.
Jeśli ktoś będzie poszukiwał informacji o bł. s. Alicji Kotowskiej w Wikipedii, to trafi na taką informację: "... będąc już studentką medycyny na Uniwersytecie Warszawskim, wzięła udział, jako sanitariuszka Czerwonego Krzyża, w I wojnie światowej."
UCHWAŁA
Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej
z dnia 24 września 2010 r.
w sprawie uczczenia pamięci ofiar masowej zbrodni na Pomorzu Gdańskim
– w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku
W 71. rocznicę wybuchu II wojny światowej Sejm Rzeczypospolitej Polskiej czci pamięć bohaterów i męczenników – ofiar masowej zbrodni niemieckiej, dokonanej na ludności cywilnej w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku.
Miejsca te, w których dokonano pierwszych i największych na Pomorzu zbrodni ludobójstwa, pozostają szczególnym symbolem męczeństwa i martyrologii mieszkańców tego regionu.
W Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku w okresie od jesieni 1939 r. do wiosny 1940 r., hitlerowcy ze szczególnym okrucieństwem zamordowali około 30.000 osób, w tym przedstawicieli miejscowej inteligencji, zwłaszcza duchowieństwa oraz działaczy polskiego ruchu narodowego.
Szczególną orędowniczką ofiar jest zamordowana w Lasach Piaśnickich siostra Alicja Kotowska, przełożona Domu Zakonnego Sióstr Zmartwychwstanek w Wejherowie ogłoszona błogosławioną w gronie 108 męczenników z okresu II wojny światowej przez Ojca Świętego Jana Pawła II w dniu 13 czerwca 1999 r. w Warszawie.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd bohaterom i męczennikom – ofiarom zbrodni w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku.
MARSZAŁEK SEJMU
Grzegorz Schetyna
Jeśli ktoś będzie poszukiwał informacji o bł. s. Alicji Kotowskiej w Wikipedii, to trafi na taką informację: "... będąc już studentką medycyny na Uniwersytecie Warszawskim, wzięła udział, jako sanitariuszka Czerwonego Krzyża, w I wojnie światowej."
Może ta całkowicie mylna informacja była powodem pominięcia w powyższej uchwale jakże istotnych słów: "sanitariuszka na wojnie 1920 roku". Istotnych, bo tworzących klamrę dla całego pokolenia dojrzewającego wraz z II Rzeczpospolitą do szczytnych marzeń przodków, pokolenia pełnego entuzjazmu i zdolnego do niezwykłych poświęceń.
Z okruchów wspomnień rodzinnych o siostrze mojej mamy - Marylce (takie było domowe imię późniejszej s. Alicji) zestawiłem trzy lata temu, taką impresję o jej życiu:
Zarys drogi życia Bł. Alicji Kotowskiej
Warszawa, poznawana od czasów nauki na pensji pani Hewelke. Czyimi jesteśmy uczniami, czego chcemy nauczyć innych? Pytania na całe życie. Po maturze studia na Uniwersytecie rozpoczęte w tym roku, gdy mężczyźni zrzucali płaszcze Konradów, a kobiety czarne suknie żałoby po Ojczyźnie. Świeżo wchłonięta wiedza medyczna staje się wkrótce dobroczynnym wyposażeniem szeregowej sanitariuszki podążającej w te i z powrotem przez nizinny krajobraz wraz z młodym wojskiem polskim.
Jabłonna po powrocie z wojny jest jak rajski ogród, o który modlili się umierający żołnierze. Może przygarnie ich wznoszony właśnie tu kościół?
Cieksyn od wieków ma kościół na wzniesieniu, do niego pielgrzymują liczne świeże groby. Po co taka wiedza o wynikach bitwy? Lepiej patrzeć na las i wierną w końcu rzekę.
Krasiniec, ten raczkujący początek jest już odległy o wieczność. A kres – nie ma kresu wieczności. Gdziekolwiek by się było.
Wejherowo, owe gdziekolwiek losem przypisane, a przecież wyróżnione wśród miejsc tej ziemi przepiękną, lasogórzastą drogą krzyżową.
Piaśnica lasem jeszcze piękniejszym kusi, aby tu zostać, gdy ucichną salwy... Miejsce nasze ostatnie - oto prawdziwy początek.
Po siedemdziesięciu latach w lesie piaśnickim wybudowano kaplicę...
Warszawa, poznawana od czasów nauki na pensji pani Hewelke. Czyimi jesteśmy uczniami, czego chcemy nauczyć innych? Pytania na całe życie. Po maturze studia na Uniwersytecie rozpoczęte w tym roku, gdy mężczyźni zrzucali płaszcze Konradów, a kobiety czarne suknie żałoby po Ojczyźnie. Świeżo wchłonięta wiedza medyczna staje się wkrótce dobroczynnym wyposażeniem szeregowej sanitariuszki podążającej w te i z powrotem przez nizinny krajobraz wraz z młodym wojskiem polskim.
Jabłonna po powrocie z wojny jest jak rajski ogród, o który modlili się umierający żołnierze. Może przygarnie ich wznoszony właśnie tu kościół?
Cieksyn od wieków ma kościół na wzniesieniu, do niego pielgrzymują liczne świeże groby. Po co taka wiedza o wynikach bitwy? Lepiej patrzeć na las i wierną w końcu rzekę.
Krasiniec, ten raczkujący początek jest już odległy o wieczność. A kres – nie ma kresu wieczności. Gdziekolwiek by się było.
Wejherowo, owe gdziekolwiek losem przypisane, a przecież wyróżnione wśród miejsc tej ziemi przepiękną, lasogórzastą drogą krzyżową.
Piaśnica lasem jeszcze piękniejszym kusi, aby tu zostać, gdy ucichną salwy... Miejsce nasze ostatnie - oto prawdziwy początek.
Po siedemdziesięciu latach w lesie piaśnickim wybudowano kaplicę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)