Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klub 25 grudnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klub 25 grudnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 grudnia 2013

Opowieść Wigilijna

  170 lat temu, w dniu 17 grudnia 1843 ukazała się Opowieść Wigilijna Dickensa. Może 175-lecie jej publikacji (rok 2018) będzie lepszą okazją do obchodów rocznicowych pierwszej edycji, bo w ubiegłym roku, w Wielkiej Brytanii przypomniano całą twórczość Dickensa w 200-lecie jego urodzin. Jesze raz linkuję na blogu oskarową animację tego najsłynniejszego w literaturze światowej opowiadania.
  Nie było, i chyba długo nie będzie takiego roku, aby nie pojawiła się gdzieś na świecie nowa wersja Opowieści Wigilijnej. Naszego tatę z pewnością zainteresowałaby wersja dla uczących się języka angielskiego:
  No i z dużą przyjemnością obejrzałby pokolorowaną, znaną mu kiedyś wersję filmową z roku 1951:

wtorek, 24 grudnia 2013

Wigilia 2013 i 1806

  Wczesnym popołudniem 24 grudnia 1806 roku generał Lassale przegnał Rosjan broniących mostu w Borkowie, a generał Sikorski powtórzył ten wyczyn 114 lat później (15 sierpnia):
Inline image 1
Wkramost łączy pokolenia! - dawniej żołnierzy, dzisiaj edukatorów:


Ale Wkramost to również polskie tradycje kolędowania.

środa, 18 grudnia 2013

Zaśpiewajmy kolędę

  Wczoraj, 17-tego grudnia na gwiazdkowej uroczystości w przedszkolu Tadzio nie czekając na prowadzące przedstawienie panie przedszkolanki, sam "wybiegł przed orkiestrę" i głośno powiedział - zaśpiewajmy kolędę i zaczął: "przybieżeli do Betlejem pasterze", a dzieci za nim: "przybieżeli..." Nieskładnie, ale ładnie:

niedziela, 15 grudnia 2013

W samopomocy nadzieja

  W ciągu ostatniego roku otarliśmy się o wojnę i poznaliśmy gorzką prawdę o podsłuchiwaniu każdego z nas. Kolejne plagi spadają na ludzkość, ale przecież jest ona zdolna do samopomocy:
  Pamiętam tamten dzień w 1985 roku spędzony przed telewizorem wspólnie z siostrą i szwagrem w ich domu w Cambridge - z ekranu emanowało poczucie jedności i kruchości świata. Dwadzieścia pięć lat później ta sama samopomoc wspomogła zniszczone trzęsieniem ziemi Haiti:
Oby duch samopomocy odradzał się w każdym spojrzeniu na dzieci:
We are the world, we are the children - Dzieci Wszechświata to my!

piątek, 11 października 2013

Walcowanie wyobraźni

  Było sobie Cesarstwo podobnie nadmuchane jak nasze Królestwo Obojga Narodów. Okres wielkości my kończyliśmy polonezem, a oni walcem:
Dobrze jest sobie odśpiewać, choćby wewnętrznie, ten walc:
  Leonard Coehen mocno zmienił słowa oryginalnego wiersza Federico Garcia Lorci, ale nastrój nostalgii za dawno minioną dynastią Habsburgów, którzy rządzili także w Hiszpanii (1516-1700), pozostał:
  Mało typowego dla walca spokoju jest w muzyce Zygmunta Koniecznego napisanej do fragmentu "Kwiatów polskich" Tuwima:
  A zakochanym w ...tańcu polecam uwodzicielski walc skomponowany przez Jerzego Wassowskiego:

niedziela, 9 grudnia 2012

Klub 25 grudnia po roku

  Staram się nastrój Bożego Narodzenia rozciągnąć, wzorem Dickensa, na cały rok. Bo Dickens akcje swoich kilku Opowieści Wigilijnych (zebranych w The Christmas Books z roku 1848) umieścił w zupełnie innych, niezimowych porach roku. Przepis jest prosty - ktoś odbierający świat w sposób ponury, za sprawą bliskich mu osób dostraja się do nastroju kolędowania - wyjątkowego poczucia chrześcijańskiego braterstwa wszystkich ludzi. Dzięki takiemu przesłaniu 25 grudnia stał się uniwersalnym świętem ludzkości - obchodzony jest w wielu krajach na całej kuli ziemskiej. Ktoś, nieracjonalnie racjonalny, powiedziałby: ot, pierwszy dzień zauważalnego powrotu Słońca, skutkującego wydłużeniem dnia na północnej półkuli - ale gdzie w takim sądzie miejsce na zwyczajną, ludzką radość? Przecież to ona jest jak najbardziej racjonalna! To co najlepsze w czerwonych datach z kalendarza, to ich coroczna powtarzalność nadająca rytm (a może i sens) naszemu życiu. Mogę więc dziś, zacytować siebie sprzed roku:
Opowieści wigilijne
Nawrócony według Prusa
Przed zapaleniem choinki
Rodzinne kolędowanie
Pragniesz bardziej niż my...
Kolędnicy
Rad bym był śmierci ponownej...
Dziady wigilijne
Klubowicze Beatelsi
Nastrój radości i wesela
  Postów było więcej niż dziesięć, ale dwa z nich zawierały linki do Opowieści Wigilijnej Myszki Miki, która od połowy roku 2012 została wycofana z zasobów YouTube. Odnalazłem na tym samym, prywatno-powszechnym YouTube pod każdym względem doskonałą (oskarową!) animację Opowieści Wigilijnej. I dzisiaj w dwa tygodnie do wigilii zgłaszam apel: nagrajmy w Scratchu polskie dialogi do Christmas Carol! Kolędujmy wszyscy wraz!

środa, 2 maja 2012

Lista osobista - finalna

  Od czasu zamieszczenia Listy osobistej minęły dwa tygodnie, a rozrosła się ona niewidzialnie z dziesięciu do dwudziestu utworów - dopisywałem wstecznie kolejne piosenki. Dziś ją stanowczo zamykam, aby nie przekraczała symbolicznych Top Twenty. Nie potrzeba zakładać własnego bloga, aby utworzyć własną Listę osobistą. Wystarczy się posłużyć Dokumentami Google, które są dostępne wraz z pocztą Gmail. Jest tam opcja tworzenia linków, a powstały Dokument można udostępnić w sieci (wszystkim bądź wybranym odbiorcom).
  Jeszcze każdej pomyślanej piosenki na Youtube nie odnajdziemy, ale te najważniejsze tam już są! Można z zasobów Youtube tworzyć listy osobiście lubianych piosenek - nie zawsze jednak są one połączone z bliskimi naszej wrażliwości obrazami czy filmami. Ułożyłem moją, chronologiczną listę osobistą z dostępnych w Youtube materiałów, przewidując, do pewnego stopnia, następny etap - osobiste dopełnianie piosenek obrazami (filmikami). Dodałem więc do jednych piosenek propozycje oprawy plastycznej, a w przypadku innych - skojarzenia i refleksje, do takich ilustracji prowadzące.

Rolska w piosence Na Francuskiej oddała wspaniale nastrój tej uliczki i całej Saskiej Kępy, która swoją przedwojenną zabudową i kawiarenkami przenosiła nas w zupełnie inny świat. Tu przydałyby się bardzo zdjęcia tej starej (z lat sześćdziesiątych) Francuskiej. Najbardziej znana jest Saska Kępa "pachnąca szalonym bzem" z piosenki Małgośka, ale na tej liście celowo nie zamieszczam piosenek ironicznych (Małgośka - głupia ty), mimo że je bardzo lubię, bo mają to być piosenki pokoleniowo i ponad pokoleniowo łączące.
Santor w latach sześćdziesiątych śpiewała o Zwodzonym moście - symbolu uczucia łączącego, ale zagrożonego zerwaniem. Takie mosty w Polsce, materialnie, właściwie nie istnieją (może są na Odrze? - nie znam tej rzeki), ale można sięgnąć po zdjęcia mostowych konstrukcji z innych krajów.
Jędrusik w piosence S.O.S. Przybory i Wasowskiego osiągnęła poziom artyzmu porównywalny jedynie z Edith Piaf.
Niemen śpiewający o kawiarni Pod papugami tak wspaniale artykułuje każde słowo, każdą nutkę w tej jazzowo i zarazem punktowo skomponowanej muzyce, że zawsze kojarzył mi się z obrazami Paula Klee - ostatnio maszynka do ćwierkania tego artysty stała się tytułem przeboju Czesława Mozila.
Metz  i Jej portret to oczywista sesja zdjęciowa ładnej twarzy z "komputerowym" przechodzeniem w inne wyrazy tej twarzy(zdziwienie, smutek, radość)  i jedną, obramowaną wersją "jej portretu".
Skaldowie  śpiewający Cała jesteś w skowronkach to wdzięczny temat "wiosna i dziewczyna" - poniekąd pojęcia tożsame. Wspaniałych zdjęć w Internecie jest niewyczerpalna obfitość.
Woźniak poraził nas eschatologicznym wymiarem piosenki Zegarmistrz światła purpurowy - do tej pory najbardziej poruszającej odpowiedzi na pytanie o moment przejścia na drugą stronę światła: "będę jasny i gotowy". Dobrze pasuje użycie zegara jako metafory przemijania, tyle że powinna być bardziej rozbudowana - widziałbym tu i klepsydry, i intrygujące mechanizmy zegarków, a także zegary popsute, zniszczone.
Rodowicz i Krajewski w połowie lat siedemdziesiątych wiele czerpali z kultury hippisów. Pogoda na szczęście oddaje nastrój panujący w wielu komunach hippisowskich i archiwalny filmik z tamtych czasów bardzo pasowałby do tej melodii.
Ewwa Bem - z celowo przekręconym imieniem, podkreślającym  jej bliskie pokrewieństwo z Ellą Fitzgerald, królową swingu, tak radośnie swingowała zdanie Miłość jest jak niedziela, że jeszcze przez długie lata nikt nie odważy się na cover tej piosenki. Jej autorskie nagranie wystarczy za wszystko.
Demarczyk w piosence Skrzypek Skercowicz daje wykład o wartości brylantów muzyki dla naszych uczuć (na samym końcu nas egzaminuje - czy potrafimy uzupełnić jej tezy). Brylant jest brylant - trudno czymś przy nim zalśnić.
Nalepa pierwszy udanie przenosił bluesa do Polski i dość długi utwór Modlitwa warto poprzetykać fragmentami archiwalnych filmów z amerykańskimi twórcami bluesa - Murzynami z południa USA (oczywiście bez dźwięku, ale ze zbliżeniami ich twarzy).
Banaszak  śpiewa znowu o "rozstań moście", ale w rytmie samby. Przesłanie Nie zabijaj tej miłości  przedstawione słowami Jonasza Kofty zasługuje na etiudę filmową - można podłożyć tu jakiś taniec klasyczny lub w stylu fado.
Cugowski ma głos duży, ale trochę płaczliwy, a przez to idealnie pasujący do szlagwortu "znowu w życiu mi nie wyszło". Sen o dolinie można śnić w wielu oszałamiających górskich dolinach i ich artystyczne fotografie z różnych krajów powinny być dobrym podkładem pod tę piosenkę, której muzyka nie powstała przecież w Polsce.
Prońko bardzo dobrze swinguje, ale czyni to w latach osiemdziesiątych, gdy wartością była już nie tyle otwartość na świat, a raczej pewność oparcia w najbliższych osobach, którym można było powiedzieć: Jesteś lekiem na całe zło. Podkład zdjęciowy mógłby być trochę polityczny - może strajk, może demonstracja, ale również zdjęcia prywatne, sentymentalne.
MrZooB wyprzedzał postmodernizm - gdy w latach osiemdziesiątych "wentylem bezpieczeństwa" dla młodzieży stał się Jarocin, my starsi (odrobinę) czekaliśmy na inną sztukę - zdolną unieść te wszystkie samoograniczenia, które sobie narzuciliśmy (nam narzucono). I ten opis ostatniego punktu oporu, minimalnej naprawdę własnej przestrzeni określonej zdaniem Mój jest ten  kawałek podłogi, świetnie oddaje nastrój tamtych lat (czy nie jest to gotowa piosenka dla dzisiejszych oburzonych?).
Ciechowski w końcówce lat osiemdziesiątych, które w całości były prawdziwą czarną dziurą (na szczęście nie w twórczości piosenkarskiej), stworzył świetny utwór Nie pytaj o Polskę, prośbę i pytanie: co dalej? Dołączone archiwalne filmiki z Sikorskim pracowicie odtwarzającym polskie wojsko na zachodzie są świetną odpowiedzią i zachętą do działania (może da się odnaleźć jeszcze inne filmy z Sikorskim?).
Biłgorajska nuta (Piejo kury, piejo...) jest najlepiej zrobionym producenckim nagraniem lat dziewięćdziesiątych - niejakiego Grzegorza z Ciechowa, którego głos jest tu całkowicie nieobecny (gra tylko na fujarce) - przebijającym wszelkie poprzednie nawiązania do folkloru. Możliwości samplingu (genialne ko-ko-ko) otworzyły nam uszy na nowy wspaniały świat muzyki, a clip do tej piosenki jest niepowtarzalny.
Kayah ze swoją piosenką Prawy do lewego idealnie wpasowała się w panujący na przełomie stuleci nastrój wiecznej zabawy - odbywały się przecież wtedy festiwale Piosenki biesiadnej! W roku 2000 największy ostatni rocznik (urodzeni w 1982) skończył osiemnaście lat, a rodzice z poprzedniego wyżu mieli około pięćdziesiątki i oba wyże upajały się świeżo odkrytym konsumeryzmem. Filmik nawiązujący do kultowego Rejsu skrzy się jowialnym humorem i trudno przy tym biesiadnym stole o coś lepszego.
Zakopower w 2005 roku podbija Opole folkowym Kiebyś ty tak za mną, jako ja za tobą , cudowną melodią góralską, którą się zachwycał już Karol Szymanowski. Taka ciągłość w twórczym przetwarzaniu najlepszych góralskich pomysłów melodycznych jest jak najbardziej pożądana i oby trwała dalej ilustrowana urokliwymi obrazami Tatr i Podhala.
Kiljański  jakimś zrządzeniem losu kilka lat temu stworzył bardzo udaną piosenkę, do której zrobiono świetny clip, z plejadą polskich gwiazd filmowych - wszystkie chciały usłyszeć słowa: Prócz ciebie nie ma nic...

wtorek, 24 kwietnia 2012

DJ Krugman

Tańcz mnie po miłości kres (Dance me to the end of love)
/tłumaczenie Macieja Zembatego/

Wtańcz mnie w swoje piękno
i niech skrzypce w ogniu drżą
przez paniczny strach aż znajdę
swój bezpieczny port
chcę oliwną być gałązką
podnieś mnie i leć
tańcz mnie po miłości kres
ach pokaż mi swe piękno
póki nikt nie widzi nas
w twoich ruchach odżył chyba
Babilonu czas
pokaż wolno to co wolno
tańcz mnie po miłości kres
odtańcz mnie do ślubu aż
tańcz mnie tańcz mnie tańcz
tańcz mnie bardzo delikatnie
długo, jak się da
bądźmy ponad tą miłością
pod nią bądźmy też
tańcz mnie po miłości kres
tańcz mnie do tych dzieci
które proszą się na świat
przez zasłony które noszą
pocałunków ślad
choć są zdarte lecz w ich cieniu
można schronić się
tańcz mnie po miłości kres
wtańcz mnie w swoje piękno
i niech skrzypce w ogniu drżą
przez paniczny strach aż znajdę
swój bezpieczny port
pieść mnie nagą dłonią
albo w rękawiczce pieść
tańcz mnie po miłości kres

  Ten wspaniały folkowy cover jest istotną muzyczną nowością w poście Krugmana z 20 kwietnia (A bit of beauty to end the week - pisze). Zamieszcza też, jak prawdziwy DJ-ej, również klasyczną wersję Cohena (co prawda, z inną niż poniższa, bo koncertową wersją clipu do tej piosenki):
  Ale mnie właśnie ta, dostępna od paru lat na Youtube, filmowa opowieść o przemijaniu w aurze miłości najbardziej się podoba i myślę, że to ona stała się inspiracją dla niezawodnego Poniedzielskiego (od kilku lat razem z nim i resztą zespołu witamy Nowy Rok w teatrze Ateneum na muzycznych przedstawieniach sylwestrowych):
  Niby żartobliwa "Wesoła dumka o starości" zawiera najwłaściwsze słowa, które chciałbym powiedzieć kobiecie mojego życia: Nie wiem, nie rozumiem, ani nawet pragnę/ Tęsknię, bo tak pięknie tęsknić aż po kres/ Może dla tej jednej głupoty daremnej/ Może tylko po to cała młodość jest...

niedziela, 8 kwietnia 2012

Alleluja


Pan króluje nad Światem i rządzi żywiołami - Alleluja!
Cieszmy się więc każdym powiewem szczęścia:

Alleluja
/Hallelujah Leonarda Cohena w przekładzie Macieja Zembatego/
Tajemny akord kiedyś brzmiał
Pan cieszył się, gdy Dawid grał
Ale muzyki dziś tak nikt nie czuje
Kwarta i kwinta, tak to szło
Raz wyżej w dur, raz niżej w moll
Nieszczęsny król ułożył Alleluja

Na wiarę nic nie chciałeś brać
Lecz sprawił to księżyca blask
Że piękność jej na zawsze cię podbiła
Kuchenne krzesło tronem twym
Ostrzygła cię, już nie masz sił
I z gardła ci wydarła Alleluja

Dlaczego mi zarzucasz wciąż
Że nadaremno wzywam Go
Ja przecież nawet nie znam Go z imienia
Jest w każdym słowie światła błysk
Nieważne, czy usłyszysz dziś
Najświętsze, czy nieczyste Alleluja

Tak się starałem, ale cóż
Dotykam tylko, zamiast czuć
Lecz mówię prawdę, nie chcę was oszukać
I chociaż wszystko poszło źle
Przed Panem Pieśni stawię się
Na ustach mając tylko Alleluja

niedziela, 1 kwietnia 2012

Chwalcie Pana

Chwalcie Pana wszystkie narody!
Chwalcie go wszyscy ludzie!
Albowiem rozszerzone jest nad nami miłosierdzie jego,
A prawda Pańska trwa na wieki. Halleluja.

  Jeszcze dziś bez trudu odnalazłem Psalm 117 w czarnej książce Biblii Świętej, zakupionej czterdzieści lat temu, bo był przy nim obrazek Czarnej Madonny jako zakładka (nie wypadł, bo dziesięć lat później korzystaliśmy już z innego wydania). Ale trzydzieści lat temu czytałem ten Psalm synowi Alkowi i po kilku powtórkach Aluś znał go na pamięć. Otwierał Biblię i udawał, że czyta (nie miał wtedy jeszcze sześciu lat). Chciał wtedy być księdzem i jednocześnie... dentystą (bardzo przeżywał borowanie mleczaków). Żartowałem, że spowiedź przed rwaniem zęba jest jak najbardziej na miejscu.
  Zespół śpiewający ten psalm - "Sons of Korah", zrobił z niego prawdziwe cudeńko mając do dyspozycji dźwięczne słowo "praise" (Praise The Lord) w miejscu naszego bezdźwięcznego "chwalcie". Psalm 119, który tak pięknie przetłumaczył Kochanowski, dobrze brzmi w języku polskim i ma wiele podkładów muzycznych, od klasycznej wersji Mikołaja Gomółki poczynając.
  Dopiero w ostatnich dziesięcioleciach w polskich kościołach katolickich wrócono do tradycji śpiewania Psalmów, tradycji cały czas obecnej w kościołach protestanckich. Odkrywamy więc psalmy na nowo, a śpiewają je również znani piosenkarze. Psalm 23 - "Pan mym pasterzem" - w wykonaniu Krzysztofa Krawczyka ma w sobie coś z mądrości starego blusa śpiewanego przez osiwiałego Murzyna pod koniec krętej drogi jego życia (myślę o nagraniach archiwalnych).
  Psalm jest modlitwą i każdy powinien mieć "swój Psalm" - swoją modlitwę. Dopuszczalne jest nawet mieszanie fragmentów z różnych psalmów i wyszukiwanie odpowiednich melodii. Gdy robią to prawdziwi artyści - Agnieszka Osiecka i Zygmunt Konieczny - możemy liczyć na prawdziwe dzieło "piwnicznej" sztuki:

sobota, 31 marca 2012

Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha

Rodzina wyjechała do Hagen.
Sam zostałem w tym ogromnym domu.
Po galeriach krokami dudnię.

Bardzo śmieszą mnie te złocenia
i te pelikany rzeźbione jak od niechcenia,
i te chmury mknące na południe.

Ja bardzo lubię chmury. I światło pochmurne.
Jak fortece. Jak moje fugi poczwórne.

Cóż to za rozkosz błądzić przez pokoje
z Panią Muzyką we dwoje!
Jak las jesienny świece w lichtarzach czerwone.

A dzisiaj jest Wielkanoc. Dzwon rozmawia z dzwonem.
O, wesołe jest serce moje!

W starych szufladach są stare listy,
a w książkach zasuszone kwiaty,
jak to miło plądrować wśród starych papierów...
O, świąteczne godziny pełne złotych szmerów!
o, natchnienia jak kolumny złote! 0, kantaty!

Ubrany w zielony aksamit
brodzę, błądzę tymi pokojami,
i po galeriach, i po schodach;

o, jeszcze tyle, tyle do wieczora godzin,
żeby mruczeć, żeby nucić, żeby chodzić,
żeby płynąć jak zaczarowana woda!

Ciemne jak noc portrety witają mnie w salach,
jeszcze bardziej ciemniejąc, kiedy się oddalam.

To śmieszne, że niektórzy nazwali mnie mistrzem,
mówią, że w mych kantatach zamknąłem niebiosa.
Szkoda, że tu nie wszyscy znacie mego kosa,
ach, jakże ten kos śpiewa, jakże ten ptak gwiżdże,
jemu wiele zawdzięczam. No i wielkim chmurom.
I wielkim rzekom. I piersiom twoim, Naturo.

Spójrzcie na te niebieskie hiacynty,
na te krzesła z czarnego drzewa,
na te wszystkie złocone sprzęty,
na tę klatkę z papugami, która śpiewa,
na te obłoki jak srebrne okręty,
które wiatr południowy podwiewa.
Tak. Spójrzcie. To jest moje mieszkanie.
Też wspomnienie po Janie Sebastianie.

Mówią, że jestem stary. Jak rzeka.
Że czas coraz bardziej z rąk mi ucieka.
To prawda, że mi wiele godzin przepadło.
Ale to nic. Do diabła! Ja gram na mocnych strunach
i są jeszcze kantaty moje, do pioruna!
Nie czas mnie, ale ja go wziałem na kowadło.

Zaraz przyjdzie rodzina i zacznie się uczta.
Córy moje, nim siądą, przejrzą się do lustra.
I chmara gości ściągnie. I nastąpi taniec.
Podjedzą sobie setnie i podpiją dobrze.
I pasterz z gobelinu też huknie na kobzie.
A potem wieczór przyjdzie. I zniknę w altanie.

Bo lepsza od mych skrzypiec, gdym grywał w Weimarze,
niźli perły, o których. dla mej żony marzę,

niż sonaty mych synów, niż wszystkie marzenia,
taka chwila wielkiego, wielkiego wytchnienia,

właśnie teraz, gdy widzę przez altany szparę
rzecz niezwykłą, zawrotną, szaloną nadmiarem:
WIOSENNE GWIAŹDZISTE NIEBO.

Konstanty Ildefons Gałczyński
1950

piątek, 23 marca 2012

Babuszki

  Rosjanom możemy zazdrościć pogodnych starszych kobiet - babuszek - cieszących się życiem i obdzielających innych swoim ciepłem (relacje wielu osób podróżujących po Rosji od dawna wyróżniają właśnie ten przedział wiekowy kobiet jako odmienny od średniej światowej). Grupa udmurckich babuszek szukała funduszy na budowę nowego kościoła, a że były to zarazem kościelne chórzystki, śpiewające wspólnie od kilkudziesięciu lat, pomyślały babuszki o zarabianiu śpiewaniam. Od czterech lat jeżdżą więc po kraju i jako zespół Buranowskie Babuszki śpiewają głównie covery najbardziej znanych piosenek światowych. Nie stronią oczywiście od czastuszek i innych słowiańskich melodii, śpiewnych, tak jak covery, po rosyjsku, a czasem po udmurcku. Odbiorcom udziela się ich radość, ale stać je również na poważny ton. Zakasowały całą konkurencję i mają reprezentować Rosję na konkursie Eurowizji (22 maja) z piosenką Party For Everybody śpiewaną częściowo po angielsku.
  W Warszawie i innych polskich miastach też pojawiły się Babuszki - niedrogie jadłodajnie, bardzo popularne w całej Rosji, z tradycyjnymi potrawami - polecam pierogi jakuckie z rybnym nadzieniem.

wtorek, 21 lutego 2012

Ostatki w kinie Paradiso

Ostatki czego? - Karnawału, czy może już chęci?
Ona jednak powraca - niech taśma się kręci!
Ten pan o sercu młodym, oszronionych skroniach
W myślach wiersz nowy składa - o złączonych dłoniach...

Co w tańcu się tak często jako flirt zaczyna:
A napotka pieśń w duszy o miłości i śmierci:
I gdy słowa uniosą ciężary uczucia (z małą pomocą poety):
Wówczas - przeznaczenie połączy śmiertelnych kochanków:

Projekcja skończona, archetyp wciąż żyje - na tafli lodowej (aż nazbyt prawdziwie), w nowym filmie, w dokonaniach niebanalnej sztuki ...

sobota, 18 lutego 2012

Ta ostania sobota

  Ostatnia sobota karnawału to dobry czas na sentymentalne spotkanie z Andrzejem Boguckim - najcieplejszym polskim głosem dwudziestego stulecia. W jego ciepło-gorzkim wyrzekaniu: "Czy ty wiesz, moja mała, że to smutny był żart, żeś mnie tak zapomniała, jakbym nie był nic wart", dźwięczy przecież nadzieja na przyszły happy end. No, a jeśli zerwanie jest już nieodwracalne, to: "Nie będziesz ty, to będzie inna" (w tle słychać znajomy szum starej płyty). Żart, żartem, ale "Jest jedna jedyna, którą kocham najwięcej, dla niej wszystko poświęcę, wszystkie noce i dni". Z nią i tylko z nią pragnę spędzić najbliższe Sto lat - "sto lat, to program maksymalny" (a lat pewnie pięć- minimalny), nawet gdyby każdego roku jesienna chandra kazała mi oświadczać: "A mnie jest szkoda lata" (lato zasługuje na bis! - posłuchajcie).

sobota, 24 grudnia 2011

Nastrój radości i wesela

  Ciemną noc okupacji próbował rozjaśniać Władysław Tatarkiewicz pisaniem kolejnych rozdziałów swojej książki O szczęściu i dyskutowaniem o niej w gronie bliskich osób. Przeczytałem tę książkę jako nastolatek i zapamiętałem wyróżnioną przez Tatarkiewicza znaczeniową odmianę pojęcia szczęścia: "nastrój radości i wesela". Najlepiej go egzemplifikują powszechnie doświadczane odczucia wigilijne, a prezenty od Mikołaja są jego desygnatami. Obyśmy w takim nastroju bywali nie tylko w tym dniu!

czwartek, 22 grudnia 2011

Klubowicze Beatelsi

  Poczesne miejsce w Klubie 25 grudnia należy się zespołowi The Beatles. To oni w celach zupełnie niekomercyjnych, ot tak, z potrzeby serca, nagrywali w latach 1964, 1965, 1966, 1967, 1968 i 1969 życzenia bożonarodzeniowe dla swoich fanów.

  Tą samą atmosferę bożonarodzeniowej empatii odnajdujemy na najsłynniejszej płycie XX-wieku: Sgt Peppers Lonely Heart Club Band. Uznano ją za manifest ruchu hippisów i myślę, że gdyby żyjący w komunach, łagodni hippisi nazwali siebie Bożonarodzeniowcami mogliby stać się Kościołem podobnym do Zielonoświątkowców. Bożonarodzeniowa jest też deklaracja All You Need is Love, a przede wszystkim powszechnie znana kolęda Lennona Happy Christmas (War Is Over):

So this is Christmas
And what have you done
Another year over
And a new one just begun
And so this is Christmas
I hope you have fun
The near and the dear one
The old and the young

A very Merry Christmas
And a happy New Year
Let's hope it's a good one
Without any fear

And so this is  Christmas  (war is over)
For weak and for strong (if you want it)
For rich and the poor ones (war is over)
The world is so wrong (if you want it)
And so happy  Christmas  (war is over)
For black and for white (if you want it)
For yellow and red ones (war is over)
Let's stop all the fight (now)

A very Merry Christmas
And a happy New Year
Let's hope it's a good one
Without any fear

And so this is  Christmas  (war is over)
And what have we done (if you want it)
Another year over (war is over)
A new one just begun (if you want it)
And so happy  Christmas  (war is over)
We hope you have fun (if you want it)
The near and the dear one (war is over)
The old and the young (now)

A very Merry Christmas
And a happy New Year
Let's hope it's a good one
Without any fear

War is over, if you want it
War is over now

  John Lennon dla pokoju zrobił więcej niż niejeden laureat pokojowej nagrody Nobla. Pokazał, że pokój (podobnie jak wojna) jest stanem ducha, a nie wynikiem ścierania się potęg - war is over, if you want it.

niedziela, 18 grudnia 2011

Dziady wigilijne

  Wszystko się wzięło z zapędów pedagogicznych naszej siostry, starszej cztery lata ode mnie i sześć lat od bliźniaków. Mając taką trójkę, dziesięcioletnia Tereska założyła szkołę, gdzie, a jakże, siedzieliśmy z rękami do tyłu i odpowiadali na pytania podnosząc dwa palce do góry. Czytanie, pisanie, rachunki, ale co to za szkoła bez uroczystych akademii i artystycznych występów?  - Przecież są Święta rodzinne, jeszcze fajniejsze niż Święto1 Maja. I oto w tajemnicy przed rodzicami, Tereska reżyseruje Dziady w rewelacyjnej obsadzie czterech braci i swojej. Najstarszy brat (półtora roku starszy od Tereski) nie bardzo się palił do roli Widma Pana, faktycznie - głównego szwarccharakteru, ale po uwypukleniu jego udziału pirotechnicznego (użycie olśniewającej dla dzieci i oślepiającej dla dorosłych, magnezji fotograficznej) dał się przekonać do wzięcia w nim udziału. Najdłuższe partie Guślarza wzięła na siebie Tereska: 


GUŚLARZ:
Już straszna północ przybywa,
Zamykajcie drzwi na kłódki;
Weźcie smolny pęk łuczywa,
Stawcie w środku kocioł wódki.
A gdy laską skinę z dala,
Niechaj się wódka zapala.
Tylko żwawo, tylko śmiało.


STARZEC (ja "grubym" głosem):
Jużem gotów


GUŚLARZ:
Daję hasło
(brat, ogniomistrz odpala magnezję w kotle do prania bielizny)


STARZEC (po wybuchu magnezji):
Buchnęło, zawrzało,
I zgasło.


CHÓR (cała uczniowska trójka przy palącym się tylko jednym zniczu we wspomnianym kotle):
-Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie.


WIDMO (zmarły niedawno Pan wioski cierpiący katusze):
Wiecznych głodów jestem pastwą;
A któż mię nakarmić raczy?
Szarpie mię żarłoczne ptastwo;
A któż będzie mój obrońca?
Nie masz, nie masz mękom końca!
Ach, jak mnie pragnienie pali;
Gdyby mała wody miarka!
Ach! gdybyście mnie podali
Choćby dwa pszenicy ziarka!


CHÓR:
Ach, jak go pragnienie pali!
Gdyby mała wody miarka!
Ach, gdybyśmy mu podali
Choćby dwa pszenicy ziarka!


WIDMO:
Nie ma, nie ma dla mnie rady!
Darmo podajesz talerze,
Co dasz, to ptastwo zabierze.
Nie dla mnie, nie dla mnie Dziady!
Tak, muszę dręczyć się wiek wiekiem,
Sprawiedliwe zrządzenia Boże!
Bo kto nie był ni razu człowiekiem,
Temu człowiek nic nie pomoże.


CHÓR:
Tak, musisz dręczyć się wiek wiekiem,
Sprawiedliwe zrządzenia Boże!
Bo kto nie był ni razu człowiekiem,
Temu człowiek nic nie pomoże.

GUŚLARZ:
Gdy nic tobie nie pomoże,
Idźże sobie precz, nieboże.
A kto prośby nie posłucha,
W Imię Ojca, Syna, Ducha.
Czy widzisz Pański krzyż?
Nie bierzesz jadła, napoju?
Zostawże nas w pokoju!
A kysz, a kysz!


CHÓR:
A kto prośby nie posłucha,
W imię Ojca, Syna, Ducha.
Czy widzisz Pański krzyż?
Nie bierzesz jadła, napoju?
Zostawże nas w pokoju!
A kysz, a kysz!


KONIEC. Brawa i oklaski widowni, której najważniejszą, w tym dniu, dla nas część stanowił Mikołaj z workiem prezentów na dodatkowym krześle, ale najukochańszą, oczywiście Rodzice.

środa, 14 grudnia 2011

Rad bym był śmierci ponownej...

  Znam ten wiersz prawie na pamięć w wersji angielskiej, tyle razy go słuchałem w genialnej recytacji samego autora. Przekład Czechowicza jest kongenialny, oddaje cudownie doniosłość Objawienia, gdy po wędrówce królowie poczuli, że człowiek bez Boga jest tak z u b o ż o n y, iż "rad by był śmierci ponownej..."

Thomas Stearns Eliot

Wędrówka Trzechkrólowa 

Mroźną mieliśmy podróż.
Toż to najgorsza w roku pora
Na wędrowanie, na tak daleką wędrówkę!
Ta trudna droga, surowa pogoda,
Sam środek zimy...
Te wielbłądy kulejące, krnąbrne, rozproszone,
Pokładające się w wilgotnym śniegu...
Żal nam było niekiedy
Letnich pałaców na stokach wzgórz, tarasów,
Jedwabistych dziewcząt, co częstowały sorbetem...
Ci poganiacze wielbłądów z klątwami i narzekaniem
Uciekający, bo zachciało im się trunku i kobiet...
Ogniska nocne gasnące, bezdomność,
Te miasta wrogie, grody nieprzyjazne,
Te wioski brudne, a drożące się...
Trudny był dla nas ów czas...

Pod koniec milej nam było wędrować całą noc
A sypiać byle jak,
Podczas gdy głosy śpiewały nam w twarz:
-- To wszystko było szaleństwem...
Wreszcie o brzasku zstąpiliśmy w łagodną dolinę
Niżej granicy śniegów. Pachniało zielenią i wodą.
Tam bystra struga i młyn biły w ciemność,
Tam trzy drzewa na niebie nisko,
Tam stary siwosz gnał po łące.
Dotarliśmy potem do gospody, co miała ganek w
winorośli:
Sześć rąk w otwartych drzwiach rzucało kości o srebro,
A nogi kopały puste miechy po winie.
Nie dowiedzieliśmy się tam niczego. Przeto zdążaliśmy
dalej.
Kres wędrówki wypadł o zmierzchu, nie wcześniej.
Znaleźliśmy owo miejsce. Można rzec -- dobrze się stało.

Wszystko to, co pamiętam, działo się bardzo dawno.
Wędrowałbym raz jeszcze, ale zapiszcie w księgach,
Zapiszcie to:
"Czyli nas wiodła ta daleka droga
Po Narodziny czy po Śmierć? Bo tak, bo były Narodziny
Świadczymy, były. Bez wątpienia... Widziałem narodziny
i śmierć,
Lecz myślałem, że różnią się czymś. Te Narodziny były
dla nas
Jak ciężka i gorzka agonia, jak śmierć, nasza śmierć..."

Wróciliśmy do naszych krain, tych Królestw.
Ale nie było nam tak dobrze w nich jak ongi
Z obcym ludem, co w swe szpony chwyta bogów...
Rad bym był śmierci ponownej...

sobota, 10 grudnia 2011

Kolędnicy

  Kolędnicy - przebierańce. Chodzili po wsiach, małych miasteczkach, rzadko w metropoliach. Pamiętam takich z Zęba, wsi góralskiej, gdzie jeździliśmy chyba dziesięć lat z rzędu. Gdy weszli, buchnęło zimnem i zapachem owcy - bo Diabeł miał kożuch czarnym włosiem na wierzch. Piknie zycenia złozyli: "co by Wam się Gazdowie ze wsicikiem dazyło - w kazdym kątku po dzieciątku, a na piecu troje", odegrali potępienie Heroda: "a za twoje wsytkie zbytki idź do piekła, boś ty bzydki", Śmierć w białym prześcieradle go kosą przecięła, Diabeł porwał do piekła i wszystkie postacie wzięły się za postawione przez gospodarzy jadło i napitki.

A w Lesznie Wielkopolskim, Grochowiak tak przeżywał wizytę Kolędników:

Śniła się zima..." A był to -- pamiętasz,
Matko? -- nasz salon
Z kanapą ze skóry,
Z biczami mrozu na świątecznych szybach,
Z kaflowym ciepłem.

Ojciec od rana już pachniał koniakiem,
Podłogi pastą,
Rodzeństwo komunią.

Pies gdzieś się zaszył i ćwiczył kolędy,
Wszak o północy miał do nas zagadać.
(Potem go Niemcy
Nauczyli wycia.)

"Śniła się zima..." Więc pierwszy wszedł Anioł:
0 jakże pięknie łączył w swej postaci
Ideę śniegu z wąsami stolarza --

Herod od progu roztaczał swą władzę
Ponad kieliszkiem, piernikiem, kapustą,
Plebejusz z rzeźni --

I wreszcie Diabeł. W kożuchu baranim,
W pasie związany stajennym łańcuchem,
Otwierał Piekło z wyziewami mąki --
Ten był ci piekarz z najbliższej piekarni.
-- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- --
-- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- --

Stół.
Wokół stołu
Toczyła się straszna
Gonitwa Ojca ze Śmiercią i Diabłem;
Za nimi Herod,
Przed Herodem Dziadek,
A wszyscy w gniewie, popłochu i śmiechu.

Na twych kolanach -- jak na szklanym, wzgórzu --
Okrutnie Mały uczyłem się lęku.

"Śniła się zima..." Zbiegłem z twoich kolan,
By cały w płaczu dopaść wprost do Diabła,
Zatopić płacz swój w przepoconych kudłach.

Uniósł mnie w łapach piekarskich. -- nad rogi --
Ja, podniesiony, ujrzałem świat inny,
I Was inaczej -- i lęk swój inaczej.

Anioł jest w niebie, Diabeł zszedł do piekieł,
A Herod -- pijak -- nie da się wyprosić.