wtorek, 29 listopada 2011

Borkowo i Cieksyn obchodzą Bitwę nad Wkrą

  Prezydent Komorowski wywołał temat obchodów świąt narodowych - po prezydenckim projekcie pochodu w święto 11 Listopada, naturalne są pytania: a co z 3 Maja i 15 Sierpnia? W kilku następnych postach postaram się przedstawić moją wizję borkowsko-cieksyńskich obchodów Świąt Państwowych.
  W tytule postu nie mogłem napisać o obchodach Święta Wojska Polskiego w dniu 15 sierpnia, bo z przyczyn "technicznych" obchody są przekładane na kilka dni później (rekonstruktorzy w dniu 15 sierpnia są obecni w innym miejscu - w Radzyminie). Istotne wydarzenia bitewne w tym rejonie rozciągnięte były na cały tydzień, więc takie opóźnienie w obchodach jest całkiem uzasadnione (np. Korpus Konny Gaja "wracając" z Płocka stacjonował w Borkowie w dniu 21 sierpnia!).
  Obchody rozpoczynają się od złożenia kwiatów na zbiorowym grobie żołnierzy poległych w Bitwie nad Wkrą znajdującym się na cmentarzu w Cieksynie (p. pierwsze zdjęcie fotorelacji z tegorocznych obchodów - następne zdjęcia będą moją fotorelacją z bardzo uroczystych obchodów w 90 rocznicę bitwy, w 2010 roku). Droga z cmentarza przechodzi obok Kościoła św. Rocha, gdzie na przykościelnym cmentarzyku polegli żołnierze znaleźli pierwszy przystanek w ich drodze w Zaświaty:


 Drugim punktem programu jest msza polowa przy moście nad Wkrą:

Po mszy składanie kwiatów i defilada:





Ostatni, wyczekiwany punkt programu stanowi szalona, postmodernistyczna rekonstrukcja całej wojny 1920 roku z "dodatkiem" scen rozgrywających się nad Wkrą:



Przed bitwą: Polacy, Rosjanie i "trojka".


Można zostać rannym, kiedy czeka taki ratunek...


Dla Rewolucji Rosjanie i rzekę pokonają!


Oj, czy ci Rosjanie nie za daleko się posunęli? Wiadomo, kto wygrał, ale to właśnie jest nudne! W rekonstrukcji bitwy o pewien kanadyjski fort toczonej pomiędzy Wolnymi Obywatelami a znienawidzonymi Czerwonymi Kubrakami, obserwatorzy nie są informowani czy wypadł orzeł czy reszka (head or tail), a od tego zależy kto będzie górą w dzisiejszym starciu (bez oglądania się na historię). Może by taką zasadę przyjąć i przy tej rekonstrukcji?

poniedziałek, 28 listopada 2011

Nieszczęsne peryferie

  Facecjonista Krugman w odpowiedzi na twardą wypowiedź kanclerzycy Merkel: "Kraje, które nie będą przestrzegać ustaleń paktu stabilizacyjnego powinny być za to karane" (24 listopada, Strasbourg), zamieszcza w dniu następnym video przedstawiające przywracanie dyscypliny finansowej w europejskich peryferiach:



Krugman na wszelkie sposoby próbuje otrzeźwić Niemców, podobno panicznie obawiających się inflacji i narzucających strefie euro politykę oszczędności. W niedawnym poście ironicznie zapytywał: jak to jest, że społeczeństwo niemieckie podobno drży przed powtórką inflacji z lat 20-tych, a nie pamięta, kto doszedł do władzy w wyniku kryzysu lat 30-tych, kiedy ceny, a jakże, nie rosły lecz spadały?

piątek, 25 listopada 2011

Prezydencja nas zniechęca

  Do Unii nas zniechęca, dzisiejsza w tej Unii prezydencja!!! W styczniu tego roku opisałem nasze dokonania w Unii (poniżej cytuję cały post, zamiast tylko podać do niego link, bo koniecznym jest widzieć ten dawny tekst równocześnie z jego dzisiejszym komentarzem): 
  Dopłaty do rolnictwa i transfery do Polski funduszy europejskich całkowicie zmieniły stosunek Polaków do Unii Europejskiej. Eurosceptycy zniknęli w obliczu tak wielkich korzyści - kto dziś pamięta Jasia z Krakowa, gotowego umierać z Niceę. Większość ludzi w Polsce nie pamięta też, lub nie wie, że nasi „architekci porozumień” z Lizbony pozbawili Polaków Karty Praw Podstawowych, co na szczęście nie skutkuje nieszczęściem, bo liberalizacja postępuje sama przez się, a właściwie na skutek przemian w mentalności, nie w prawach. Co będzie, gdy projekt europejski utraci rozpęd? Już nie udało się uchwalić przyszłorocznego budżetu, na lata po roku 2013 szykuje się obniżenie pomocy unijnej. Europa czasu próby - próby kryzysu i koniecznych oszczędności - będzie potrzebowała całej armii prawdziwych architektów porozumień, od szczebla gminnego do parlamentu europejskiego. Ujmowanie spraw wedle zasady „moja chata z kraja”, co pokazaliśmy przewodnicząc konferencji klimatycznej w Poznaniu (premiera Tuska uznano za głównego hamulcowego dla nowego Kyoto), może naprawdę spowodować, że znajdziemy się nie tylko „z kraja”, ale nawet na marginesie.
  Trzy lata temu w Jańskim, w ramach warsztatów edukacyjnych dla studentów pierwszego roku zarządzania, robiliśmy przegląd Karty Praw Podstawowych wypisując po jednej stronie tablicy gwarancje dla przedsiębiorczości indywidualnej mieszkańców Unii, a po drugiej zabezpieczenia socjalne gwarantowane kartą (pewnie była to lewa strona tablicy). Powstał dość wyważony obraz kapitalizmu z ludzką twarzą. Dziwne, że separując się wraz z Wielką Brytanią od Karty, szczególnie uwzięliśmy się na jej Tytuł IV - Solidarność („W szczególności i w celu uniknięcia wszelkich wątpliwości nic, co zawarte jest w tytule IV Karty nie tworzy praw …”). Czyżby nazwa była nie do przełknięcia?

  Tak nasz udział w integracji Unii Europejskiej widziałem wiele miesięcy temu. Wraz z narastającym kryzysem sytuacja się tylko pogorszyła. Nie zagrożona niczym Platforma, nawet po wygranych wyborach i w pozornie mobilizującym do podejmowania inicjatyw integracyjnych okresie naszej prezydencji w Unii, nie zrobiła nic, aby Traktat Lizboński wszedł do polskiego prawa, nie wspominając o zgłoszeniu własnych pomysłów na ochronę środowiska. Nie chcemy? Nie umiemy? Nie dorastamy do wyzwań? 

czwartek, 24 listopada 2011

Przed zapaleniem choinki

  Już ustalone - 3 grudnia na Placu Zamkowym zapłonie led-diodami świąteczna, warszawska choinka. Będą zdjęcia, filmy na Youtube i zapłoną też serca:
Powrót
A podobno jest gdzieś ulica
(lecz jak tam dojść? którędy?)
ulica zdradzonego dzieciństwa,
ulica Wielkiej Kolędy.
Na ulicy tej taki znajomy,
w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
stoi dom jak inne domy,
dom, w którymżeś się urodził.
Ten sam stróż stoi przy bramie.
Przed bramą ten sam kamień.
Pyta stróż: "Gdzieś pan był tyle lat?"
"Wędrowałem przez głupi świat."
Więc na górę szybko po schodach.
Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
I brat, co miał okarynę.
Potem umarł na szkarlatynę.
Właśnie ojciec kiwa na matkę,
że już wzeszła Gwiazdka na niebie,
że czas się dzielić opłatkiem,
więc wszyscy podchodzą do siebie
i serca drżą uroczyście,
jak na drzewie przy liściach liście.
Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie
blask swieczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata płynnie
kolęda na okarynie:
LULAJŻE, JEZUNIU
MOJA PEREŁKO,
LULAJŻE, JEZUNIU,
ME PIEŚCIDEŁKO.

To Gałczyński w finale cudownego wiersza Przed zapaleniem choinki. A ja już kiedyś, lata temu, dopisałem:
Choinka, gwiazdka, wigilia
i z workiem Mikołaj.
Czy było coś potem tak naj...

środa, 23 listopada 2011

Kotowscy w Cieksynie

  Pozazdrościłem Adamowi Zamoyskiemu magicznego Zamościa opowiadającego historię Zamoyskich w Zamościu i uświadomiłem sobie, że mogę napisać ciekawą historię Kotowskich w Cieksynie, równie magicznej miejscowości z kościołem z XVI wieku. Nie mieszkali tam długo - od 1934 roku, a w 1939 roku wygnali ich Niemcy, ale czasy były przełomowe. Mój dziadek, Jan Kotowski w latach 1916-1922 był dyrygentem orkiestry dętej, którą można by nazywać "Orkiestrą Niepodległości" - zmieniały się jej nazwy: Orkiestra Straży Obywatelskiej w chwili powstania, Orkiestra Milicji Warszawskiej w czasach późniejszych, Orkiestra Policji Warszawskiej po odzyskaniu niepodległości - ale to ona jako pierwsza zaczęła grać Mazurka Dąbrowskiego i wiele innych patriotycznych melodii. Wielkim przeżyciem dla całej Warszawy i niezapomnianym wspomnieniem dziadka, był jej pierwszy występ w dniu 3 maja 1916 roku. Dziadek, jako dyrygent, szedł na jej czele, a sama orkiestra (w ciemnych mundurach z warszawską syrenką) szła na czele wielkiego pochodu (szkoły, studenci, wszystkie grupy zawodowe, rabinat warszawski, mieszkańcy - w sumie 200 tysięcy maszerujących). Już nigdy potem tak wielu warszawiaków nie brało udziału w świętowaniu 3 Maja.
  Miał więc 3 Maja wyjątkowe miejsce w tradycji rodzinnej i były te tradycje przenoszone do Cieksyna - już bez orkiestry, ale poprzez odtwarzanie płyt na gramofonie dla rodziny i mieszkańców.
  Podobnie ważnym historycznym wydarzeniem był 15 sierpnia 1920 roku. Orkiestra dziadka żegnała odchodzących na front żołnierzy. Na froncie, w oddziałach medycznych służyła Maria Kotowska (bł. siostra Alicja), od dwóch lat studiująca medycynę na Uniwersytecie Warszawskim. Studenci UW, oraz uczniowie - przyszli studenci, gremialnie wstępowali do Armii Ochotniczej. Największa bojowa jednostka tej armii - Dywizja Ochotnicza - właśnie w dniu 15 sierpnia przekroczyła od strony Borkowa, na wysokości Zawad płytką Wkrę i już w tym dniu zdobyła częściowo Cieksyn, a w następnym wyparła całkowicie Rosjan z Cieksyna i doszła w walkach do Nasielska.
  Bitwę nad Wkrą opisał generał Władysław Sikorski dowodzący zwycięską V Armią, w wydanej w 1928 roku książce "Nad Wisłą i Wkrą" przedstawiającej przebieg całej Bitwy Warszawskiej. Wcześniejszy opis Bitwy Warszawskiej (z 1925 roku), który wyszedł spod pióra Mariana Kukiela, wybitnego historyka wojskowości i uczestnika wojny 1920 roku, został utajniony! Właśnie tak, przeleżał jako "pułkownik" w archiwach Centralnej Biblioteki Wojskowej aż do roku 2008, bo podobno "pomniejszał udział Marszałka Piłsudskiego w zwycięstwie". Nie dziwiło więc mojej rodziny, że na Grobie Nieznanego Żołnierza jest tablica z datą 15 sierpnia wpisaną pod nazwą Borkowo, a w samym Borkowie nie ma śladu po tej bitwie. Jej upamiętnienie - w postaci głazu postawionego w dwudziestolecie bitwy (rok 1940) - było niestety niemożliwe z powodu wkroczenia Niemców. Głaz taki postawiono dopiero w 2000 roku.
  Łatwiejsze było uczczenie dwudziestej rocznicy odzyskania niepodległości. W listopadzie 1938 roku nad Wkrą ustawiono głaz upamiętniający ośmiu mieszkańców gminy Błędówko poległych za Ojczyznę w latach 1918-1920. W roku 1918 orkiestra dziadka przeżywała drugie narodziny - koncertowała po całej Warszawie, towarzysząc w radości wszystkim Polakom. Święto Niepodległości było świętem "Orkiestry Niepodległości" jeszcze w latach następnych, do czasu powstania zupełnie profesjonalnych orkiestr dętych z narodowym repertuarem i rozpowszechnienia się gramofonów.
  Animacja orkiestry dętej nie jest już wielkim problemem - ruch maszerujących muzyków jest z założenia sterowany samą muzyką, więc odpada najtrudniejsza do przedstawienia "naturalność" animowanego ruchu. Można więc na podobieństwo ostatniej sceny z Historii Polski (sceny na scenie) przywołać do życia "Orkiestrę Niepodległości", w jednorodnych mundurach maszerującą w rytm muzyki. Utwory w jej wykonaniu stanowiłyby tło opisanych powyżej wydarzeń, łącząc obchody trzech świąt państwowych w jedną całość. Kolejne święta byłyby różnicowane samym repertuarem - np. w 1916 roku "Pierwszej Brygady" jeszcze nie było, bo powstała w roku 1917.
  Przygrywająca orkiestra, historyczna sceneria Borkowa, Cieksyna i łączącego je mostu, poruszą inteligencję emocjonalna każdego Polaka i zdopingują do zajęcia się trudniejszą, ale wciąż świąteczną tematyką, opisaną już częściowo na tym blogu:  
dla 3 Maja: Majowy spacer z Konstytucją,
dla 15 Sierpnia: Matematyka wygrywa wojnę - zmagania wokół Borkowa,
dla 11 Listopada: Pokój warunkiem niepodległości.

wtorek, 22 listopada 2011

Opowieść o dziejach niezwykłego narodu

  W dniu tegorocznych imienin dostałem od mojej żony "zamówiony" prezent: książkę Adama Zamoyskiego "Polska - opowieść o dziejach niezwykłego narodu 966-2008". Długo czekałem na tak dobrze napisaną historię. Urodzony i mieszkający w Wielkiej Brytanii Adam Zamoyski (rocznik 1949, mój rówieśnik) opowiada niezwykle ciepło o kraju swoich przodków, a najciekawszy rozdział VI, "Panowanie Erazma" jest niemalże jego opowieścią rodzinną - idealne miasto, Zamość jest wszakże dziełem (nie jedynym) jego przodka, Jana Zamoyskiego. Polecam tę książkę znajomym i wszyscy ją chwalą. Pierwowzór angielski - Poland. A History - może być naszą wizytówką w świecie, podobnie jak bardzo udana animacja Historia Polski przygotowana na EXPO 2010 w Szanghaju.
  W Muzeum Powstania Warszawskiego obejrzeliśmy z siostrzenicą w sierpniu trójwymiarową animację przelotu samolotem nad zniszczoną Warszawą. Wstrząsające obrazy Miasta Ruin powinny być wyświetlane w kinach niemieckich! Szczególnie obszar dawnego getta oddaje w pełni pojęcie "zrównania z ziemią", gdy prześladowcy mszczą się na kamieniach domostw pogardzanego narodu. Rekonstrukcja fragmentu Nowolipek, którą opisywałem na tym blogu, byłaby działaniem wręcz spontanicznym po obejrzeniu tego filmu, najlepiej przy użyciu łatwych w składaniu klocków Lego, taniejących z każdym dniem po niedawnym wygaśnięciu patentu na ich wytwarzanie. Ulica Nowolipki była najbardziej znaną polsko-żydowską ulicą, miejscem akcji wybitnego filmu przedwojennego Dziewczęta z Nowolipek, a również uliczką dzieciństwa mojej mamy.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Nawrócony według Prusa

  Nawróconym (na wzór Scrooge'a z "Kolędy" Dickensa) miał się stać mieszkaniec Warszawy, pan Łukasz. Za przyczyną działań ducha tragicznie zmarłego adwokata, pomocnego we wszelkich przekrętach, pan Łukasz trafił do piekła. Sąd piekielny nie wiedział co z nim począć, więc oddał go diabłu, a ten:
"- Diabeł: - Wyrzucę go z piekła, ażeby nas nie kompromitował!…
[…]
Wyszli z gmachu sądowego na ulicę i biegli prędko, zgraja bowiem uliczników piekielnych, zobaczywszy ich, poczęła wrzeszczeć:
-Patrzcie! patrzcie!…tego kutwę Łukasza wyprowadzają ciupasem z piekła…"


  Bolesław Prus opisując wyrzucanie z piekła, nie odmówił sobie kpiny z zarządu miejskiego Warszawy:
"Ponieważ szli bardzo prędko, pan Łukasz zatem widział niewiele. Zdawało mu się jednak, że piekło jest dość podobne do Warszawy i że kary, trapiące grzeszników, są raczej dalszym ciągiem ich żywota aniżeli jakimiś wymyślnymi mękami.
W przelocie zauważył, że zarząd miejski po całych dniach jeździ drabiniastymi wozami po piekielnych brukach, nie lepszych od warszawskich.
[…]
W ratuszu kilkanaście komitetów naradzało się nad kanalizacją, oczyszczeniem miasta, drożyzną mięsa i tym podobnymi kwestiami. Ponieważ co dzień gadano o jednym i tym samym bez dalszych skutków, więc członkowie szanownych zebrań z nudów i rozpaczy wyskakiwali oknami na bruk i rozbijali się na miazgę jak dojrzałe kawony. Na nieszczęście, za każdym razem zbierano ich pogruchotane szczątki, jako tako sklejano i znowu posyłano do sali obrad."


  Nie oczekujmy więc niczego dobrego po mieszkańcu takiego miasta. Nawrócenie okazuje się jednodniowym zawróceniem z drogi oszustw i zagarnięć, tym bardziej, że jego kompan w tej drodze nie zginął tragicznie i zjawił się we własnej osobie z następnym pomysłem na wygranie pokrętnej sprawy sądowej i zagarnięcie domu należącego do własnej córki pana Łukasza. Spodziewana opowieść wigilijna stała się ciętą satyrą, skutecznym prusowskim orężem w bojach z powszechną znieczulicą.

niedziela, 20 listopada 2011

Opowieści wigilijne

Rok Dickensa zobowiązuje mnie do przypomnienia naszych rodzinnych tradycji dickensowskich - wszak tata był anglistą i wielbicielem tego pisarza. Będę to robił na specjalnie wydzielonej części blogu, zatytułowanej: Klub 25 grudnia. Tytuł ma łączyć dwa gatunki literackie, których twórcą był Dickens: humoreski w stylu Klubu Pickwicka i opowieści wigilijne, przypisane w Anglii do dnia 25 grudnia, Dnia Bożego Narodzenia (w wydanym w 1848 roku zbiorze The Christmas Books przedstawił Dickens pięć opowiadań dających początek temu gatunkowi).
  Cały świat obchodzi dzień 25 grudnia - również niechrześcijanie. Każdego roku powstają nowe filmy, nowe opowiadania, które można ustawić na wydzielonej półce opowieści wigilijnych. W tym roku godne polecenia są Listy do M.

poniedziałek, 14 listopada 2011

Majowy spacer cz.II

  W skrótowym opisie majowego spaceru obywatelskiego doszliśmy do Placu Zamkowego. Po zejściu z placu do dołu, ku Wiśle, dochodzimy do ulicy Dobrej i niedużego parku niedawno nazwanego Skwerem im. Radiowej Rodziny Matysiaków (niebieski prostokąt na mapce). Jesteśmy więc w innych, już nie tak bardzo historycznych czasach, bo wirtualna Rodzina Matysiaków istnieje od 1956 roku do dnia dzisiejszego. W dolnej części Drogi spacerowej najważniejsza jest obywatelska teraźniejszość, którą chciałbym określać słowami Dawne i Nowe Inicjatywy Matysiaków (DINIM). Do Matysiaków zaliczam zarówno wirtualną, Radiową Rodzinę, jak też osoby związane z ulica Dobrą i jej okolicami, czyli warszawiaków mieszkających lub pracujących na Powiślu. Dzieje się tu coś ciekawego niemal codziennie, a to za sprawą najaktywniejszych kulturalnie miejsc w Warszawie - Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego (BUW) i Centrum Nauki Kopernik (CNK).
  Zacznijmy jednak od Skweru. Na zaślepionej ulicy Bednarskiej już się odbywają imprezy propagujące recykling, a w przyszłości może we wszystkie weekendy maja (dokładniej: między 22 kwietnia - Dniem Ziemi, a 5 czerwca - Światowym Dniem Środowiska) królować tu będzie ekologia (wirtualni Matysiakowie są zawołanymi obrońcami środowiska i zwierząt). Inicjatywą na dziś jest zebranie postulatów na planowany na czerwiec Szczyt Ziemi w Rio de Janeiro i zapisanie ich na stronie Rio+20 jako przesłania naszego świata (Messages of the World).
  BUW od wielu już lat, w przechodnim i dostępnym dla wszystkich holu prezentuje wystawy fotograficzne poświęcone globalnej ekologii. W majowy weekend, w rozstawionych namiotach proponowano warszawiakom spotkania z multi-kulti, a majowy ogród na dachu BUW-u zachwyci każdego spacerowicza (ok. 20 maja kwitną tam unikalne w Warszawie krzewy(!) bzów).
  Tradycyjnie w drugi weekend maja odbywa się festyn szkoły podstawowej na Drewnianej (chodzili do niej i przedwojenni i powojenni Matysiakowie). Wzdłuż biegnącego Dobrą, ogrodzenia boiska szkolnego rozstawiane są stoliki z atrakcjami dla dzieciaków, a na boisku odbywają się konkursy sprawnościowe.
  W czasach Internetu trudno byłoby powrócić do tradycji warszawskich kiermaszy książek, ale akurat nasza majowa trasa spacerowa może być jakąś ich namiastką - największy w Warszawie kiermasz książki pod gołym niebem ma miejsce na rynku Mariensztackim (p. mapka). Na Dobrej - od BUW-u do Tamki - znajduje się kilka księgarni, w tym kultowy Czuły Barbarzyńca. Najciekawsze spotkania literackie odbywają się tam właśnie w maju. Matysiakowie z Dobrej 31, kamienicy w której mieści się Czuły Barbarzyńca, przygotowali program Dobra na co dzień i od święta, który miałby szansę na realizację, gdyby Warszawa wygrała konkurs na Europejską Stolicę Kultury. Nie mniej, inicjatywy tam przedstawione mogą stanowić punkt wyjścia do aktywizacji starych i nowych Matysiaków (DINIM). Inicjatywą na dziś jest opisywanie bolączek warszawskich z perspektywy stulecia - Warszawa sto lat po Prusie.
  Końcowym punktem spaceru (p. mapka) jest pomnik Syrenki - obok niego ma się znajdować stacja Metra Powiśle. Najciekawszym do niego dojściem jest spacer przez Park Odkrywców z intrygującymi dźwiękami uwięzionymi w błyszczących, metalowych rurach, no i oczywiście przejście przez choćby kawałek nadwiślańskiego bulwaru. Pobliskie Centrum Nauki Kopernik zasługuje na całkiem odrębną wycieczkę.

niedziela, 13 listopada 2011

Majowy spacer cz.I

  Marzyło mi się, że kiedyś nastąpi przywrócenie tradycji obchodów 3 Maja z czasów Straży Obywatelskiej, o których opowiadał mój dziadek, gdy miałem dziesięć lat (mam nagranie tej rodzinnej rozmowy). Niestety, po tegorocznych obchodach 11 Listopada widać, że wszystkim nam brakuje edukacji obywatelskiej (choćby wystarczającej do przekonania innych) i niemożliwe jest obecnie świętowanie na ulicach, szczególnie w formie pochodu. Dlatego proponuję majowy spacer obywatelski, do którego zamierzam zbudować wsparcie internetowe na tym blogu.
  Udoskonalona mapka (przy tej, pierwszej wersji pomagał mi mój zaoceaniczny brat Krzysztof) będzie prowadziła wszystkich chętnych najważniejszą dla polskiej pamięci historycznej Drogą, opisywaną według mojej koncepcji eSzkoły Drogi. Odrobinę wybiegam w przyszłość i piszę o jeszcze nieistniejących stacjach Metra, ale każdy to sobie przetłumaczy na obecne możliwości dojazdu. A więc...wysiadamy z Metra na skrzyżowaniu Świętokrzyskiej z Nowym Światem (stacja "Świętokrzyska") i dochodzimy do pomnika Kopernika (p. mapka).
  Sam pomnik Kopernika odsłonięto 11 maja 1830 roku, co niewątpliwie wzbiło w dumę ówczesnych Polaków, a przede wszystkim studentów Uniwersytetu Warszawskiego (p. Akademicy1830). Wsłuchajmy się w odłogos marszowych kroków Podchorążych idących tędy przez Nowy Świat z Łazienek w dniu 29 listopada 1830 roku. W bliższych nam czasach - w dniu 24 maja 1944 roku, inni studenci tajnego Uniwersytetu Warszawskiego, a zarazem wybitni poeci: Tadeusz Gajcy, Zdzisław Stroiński i Wacław Bojarski, składali pod pomnikiem Kopernika wieniec od Narodu w 400 rocznicę śmierci polskiego astronoma. Była to najwyższej miary ofiara - Bojarski został śmiertelnie ranny, Stroiński uwięziony na Pawiaku - patriotycznej młodzieży warszawskiej w walce o polskość Kopernika.
  Maj na Krakowskim Przedmieściu kieruje nasze myśli ku dniom uznawanym za kończące II Wojnę Światową (8 i 9 maja obchodzone są oddzielnie, ale przecież dla USA wojna się wtedy jeszcze nie skończyła!). Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej, w którego Zarządzie jestem odpowiedzialny za edukację, przyjmuje jak najszerszą optykę w widzeniu spraw wojny i pokoju (p. eHistoria). Zbiegiem okoliczności na maj przypada również rocznica śmierci Bolesława Prusa (19 maja 2012 roku setna!), a pomnik Prusa (p. mapka) stoi na historycznej Osi Saskiej, w którą wpisany jest również Grób Nieznanego Żołnierza. Krótką informację o pomniku Prusa i innych miejscach z mapki zamieściłem w fotoreportarzu o Dobrach Matysiaków.
  Za najważniejszego obrońcę i propagatora Konstytucji 3 Maja należy uznać księcia Józefa Poniatowskiego. To on był przy jej uchwalaniu, on dowodził w wojnie z Rosją 1792 roku o jej zachowanie, on również świętował 10-lecie jej uchwalenia w okresie Księstwa Warszawskiego. Bardzo niewiele osób mijając jego pomnik (p. mapka - w maksymalnym zbliżeniu widać pomnik Poniatowskiego na podwórcu Pałacu Prezydenckiego, za hotelem Bristol) o tym wie i pamięta.
  Plac Zamkowy był tradycyjnym początkiem manifestacji 3 Majowych w okresie międzywojennym. Wtedy właśnie kształtowała się tradycja obchodów tego święta zapoczątkowana w 1916 roku. Istnieje bardzo obszerna dokumentacja fotograficzna tych obchodów, od czasu do czasu fragmentarycznie upubliczniana. Potrzebna jest zdecydowana akcja obywatelska (!), aby te zdjęcia znalazły się w końcu na ogólnodostępnej stronie internetowej. Zdjęcia historyczne są własnością wszystkich obywateli!!! Nie do przyjęcia jest polska praktyka (sprzeczna z praktyką UE!) udostępnia ich jedynie za odpłatnością różnym firmom wydawniczym, bo potem mamy to, co mamy - rozróby chuliganów, którzy nigdy nic o historii obchodów świąt państwowych nie mogli się dowiedzieć (nie będą przecież czytać grubych książek historycznych).
(Opis drugiej, dolnej części spaceru naszkicuję w następnym poście, a następnie będę poszerzał obie skrótowe części.)

piątek, 11 listopada 2011

Muzyka łagodzi obyczaje

A gdyby tak...
zwolenników Piłsudskiego i czcicieli Dmowskiego
(...Polską rządzą dwie trumny...)
połączyło uznanie dla Paderewskiego,


Polska Kolorowa



grała Marsz pod sztandarem pokoju (Feliksa Nowowiejskiego),

a Polska Bohaterów


śpiewała czysto Rotę (też Nowowiejskiego),

wówczas moglibyśmy spokojnie popatrzeć...


jak w żółtych płomieniach liści jesień dopala się ślicznie i ...


poszukać remedium na wszechogarniającą nostalgię, gdy jesień zaczęła rządzić światem.

Polscy kombatanci II Wojny Światowej

Piaśnica - Gdynia - Warszawa

Polscy kombatanci II Wojny Światowej - Męczennicy i Wojownicy

http://wkramost.blogspot.com/2017/09/zadoscuczynienie-piasnickie.html

Lichfield
https://docs.google.com/document/d/19u0gHcc77ZnD4DXLEaLgGk7ROhlGvTZ4pG5tU54Fp24/edit

Komandor z Gdyni (prawnuk brata mojego pradziadka)


środa, 9 listopada 2011

Żarty z pogrzebu (euro)

Każdy uczeń w Wielkiej Brytanii czy w USA zna zakończenie The Hollow Men (Wydrążeni Ludzie) T.S Eliota:
This the way the world ends
This the way the world ends
This the way the world ends
Not with a bang but a whimper.
(W przekładzie Miłosza:
I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat
Nie hukiem ale skomleniem.)

W poście z 9 listopada Krugman parafrazuje Eliota:
This is the way the euro ends
This is the way the euro ends
This is the way the euro ends
Not with a bang but with bunga-bunga.
(Przekład chyba zbędny.)
A dalej, już na poważnie pisze, że przekroczenie 7 procent żądanego zwrotu z 10-letnich włoskich obligacji rządowych oznacza dla tej gospodarki wejście w błędne koło zadłużenia, kiedy to dłużnik nie jest w stanie rozpocząć spłacania długu, bo wszelkie przychody musi wydać na oprocentowanie. W przypadku małej Grecji można jeszcze niespłacalny dług pokryć z rezerw bankowych lub międzynarodowych pożyczek (np. z Chin). Włochy są trzecią co do wielkości gospodarką Eurolandu i takie operacje są już niemożliwe. Naciskanie na samouleczenie gospodarki włoskiej przez deflację (obniżenie pensji w tym kraju) jest o tyle nieskuteczne, że historia praktycznie nie zna w ten sposób wyleczonych pacjentów.
  W poście wczorajszym (Boom for Whom) Krugman, noblista i specjalista od kryzysów finansowych, dziwi się jak długo "poważni" ekonomiści widzieli w deregulacji rynków finansowych konieczny warunek wzrostu gospodarczego, mimo powtarzających się kryzysów (Argentyna, Daleki Wschód). W przypadku Stanów Zjednoczonych wzrost dochodów był rzeczywiście imponujący, ale dla 1 procenta gospodarstw domowych:


Po trzydziestu latach reganomiki protesty "oburzonych 99 procent" są więc całkowicie uzasadnione.

środa, 2 listopada 2011

Stiglitz i Krugman o kryzysach

  Na początku tego roku omawiałem pesymistyczną odpowiedź Krugmana na pytanie: Czy uda się uratować Europę? Niestety po dziesięciu miesiącach nie widać wskazywanych wtedy przez Krugmana sanacyjnych działań. Europejski Bank Centralny nie ma zamiaru pójść na całość i oświadczyć: tak, w sytuacjach trudnych będziemy potrzebującym z UE udzielać ratunkowych kredytów wedle ich zapotrzebowania. Trudno taką zasadę wpisać w zasady konstytuujące działalność Europejskiego Banku Centralnego, ale w świecie finansowym musi zapanować przekonanie, że w praktyce tak właśnie będzie (Krugman odsyła do najnowszego artykułu wybitnego analityka finansowego DeLonga, który powołuje się na bardzo odpowiedzialne postępowanie centralnego Bank of England w okresie kryzysu finansowego z lat 1825-1826, gdy nastąpiła gwałtowna recesja po wyciszeniu się słynnej, angielskiej "kanłomanii").
  W europejskich i globalnych finansach kryzys się więc raczej nasila niż kończy, a w tym kontekście każdy scenariusz, odwołujący się do głębszych mechanizmów gospodarczych niż same przepływy finansowe, jest niezwykle cenny. Takim scenariuszem, w sensie wskazania na długotrwałość procesów, z którymi przychodzi nam się borykać, jest artykuł Stiglitza z początku października tego roku. Stiglitz odwołuje się z kolei do Wielkiego Kryzysu z lat trzydziestych wskazując jako przyczynę nadproduktywność przemysłu, która uwidoczniła się w końcówce lat dwudziestych gwałtownym wzrostem zapasów. Wciąż jeszcze półrolnicze kraje nie były w stanie wchłonąć tej produkcji, bo popyt na produkcję rolną jest zawsze dość ograniczony. Potrzebny był czas na przemieszczenie się ludności do miast, zatrudnienia jej w przemyśle i rozbudzenia jej potrzeb konsumpcyjnych (pralki, lodówki, samochody, itp.). W ostatnich latach niebywały wzrost produktywności nastąpił w przemyśle Hi-Tec (przykładem Aplle Jobsa), dającym zatrudnienie niewielu pracownikom o bardzo wysokich kwalifikacjach. Pracochłonne gałęzie przemysłu przejęła Azja. Stiglitz widzi konieczność tworzenia miejsc pracy w usługach - tych klasycznych (medycznych i edukacyjnych). Tu ograniczenia na popyt nie istnieją, bo każdy chce być zdrowy i kumaty. Wyszkolenie pracowników dla tych usług wymaga jednak długiego czasu. A ponadto impuls do tych niezbędnych przemian musi dać państwo, jako aktywny gracz gospodarczy, co kłóci się z dominującą dzisiaj filozofią rynkową.