środa, 31 sierpnia 2011

Ostateczna decyzja

  W poście Decyzja o powstaniu pisałem, że podjęta 25 lipca decyzja miała wymiar przekraczający, jak w greckiej tragedii, rozpoznanie śmiertelnych. Ostateczna decyzja - z 31 lipca - stanowiła drugi akt tego dramatu. Za Janem M. Ciechanowskim przytaczam chyba najbardziej dramatyczną w XX wieku odprawę sztabową (w relacji uzyskanej od gen. Bora-Komorowskiego):
Dowódca AK (Bór-Komorowski) poprosił Delegata Rządu (Jankowskiego) o ostateczną decyzje motywując ją tak:
"Wykonane w tym momencie działanie Armii Krajowej w Warszawie, może przemienić niemiecka porażkę w całkowitą klęskę. Trzeba zapobiec wzmocnieniu sił 73 dywizji na przedpolu Pragi i przeciąć linie zaopatrzenia całego frontu niemieckiego przed Warszawą, zapewniając w ten sposób Rosjanom łatwe powodzenie ich ruchu okrążającego, który właśnie rozpoczynał się na wschodzie, północnym wschodzie i północy."
  Wszystkie te rozważania wskazywały, że powinniśmy działać już teraz. Chociaż z propagandy sowieckiej wynikało ponad wszelką wątpliwość, że Moskwa chce natychmiastowej akcji w Warszawie, to jednak nie byliśmy w stanie uzgodnić działania z dowództwem Armii Czerwonej, ani nie znaliśmy wyników misji Mikołajczyka.
  Zakładając, że nasze pierwsze uderzenie wydrze Niemcom kontrolę nad miastem, posiadaliśmy broni i żywności na cztery lub pięć dni, w ostateczności na siedem dni. Bez wątpienia nasi sprzymierzeńcy nadeślą nam zaopatrzenie drogą powietrzną, lecz nie mogliśmy przewidzieć w jakiej ilości. O ile mogliśmy przewidzieć, nasze powodzenie zależało od tego, aby nie uderzyć za wcześnie. Armia Czerwona musi wejść do Warszawy w ciągu tygodnia licząc od naszego pierwszego uderzenia.
  Pan Jankowski wysłuchał mnie, a następnie zadawał pytania niektórym oficerom sztabu: "Co będzie gdy Rosjanie staną?" Generał Pełczyński odpowiedział, że wtedy Niemcy nas wyrżną, ale raczej nikt z nas nie wierzył, aby Rosjanie stanęli, bo było w ich interesie zajęcie Warszawy. Delegat pytał "Montera" o broń, amunicję i zwrócił się do mnie ze słowami: "Niech pan zaczyna".
  Dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Bór Komorowski zwrócił się wtedy do płk. Montera ze słowami:
Jutro punktualnie o godzinie 17.00 rozpocznie Pan operację "Burza" w Warszawie.

wtorek, 30 sierpnia 2011

Powstanie dzisiaj - Lao Cze

  O mojej fascynacji (od pierwszego wysłuchania) piosenkami z późniejszej płyty "Powstanie warszawskie" zespołu Lao Che już pisałem. W tamtym poście wskazałem na dwie najlepsze chyba piosenki, ale pozostałe niewiele im ustępują. A Barykada jest wprost fantastycznie zaśpiewaną scenką rodzajową:
[Samoloty
ratata - ratata...
Panowie uwaga! Goliat!
Wolny naród musi być
Wolny naród...]

Trzeci dzień jak palę ogniem w Wilczura pysk,
Setny "świński blondyn" z "trupią główką"
polazł ziemię gryźć, zeimię gryźć, zeimię gryźć
Gard gówna tym gównoryjom i prztyczek w nos,
Rykoszet rozpieprzył zbożówki termos, palę papieros, papieros, papieros,
papieros, papieros / los, los, los,

Barykado nasza Polsko mała idź pod prąd!
Na barykadzie "na Rejtana" jeden, drugi będzie w portki rżnąć,
Żaden to wstyd, wszak wszyscyśmy tutaj wiarą dusz,
Polka na RKem i granaty - orkiestra tusz!

Pałacyk Michla, Żytnia wola,
Bronią jej chłopcy spod Parasola... x2

Słychać krok, miarowy krok,
Szkopy w bok, GSy [to grupy szturmowe] idą ławą. x2

Tu zęby mamy wilcze, a czapki na bakier,
Tu się Prusakom siada na karku okrakiem.

[- "by nie wpuścić hytlerowców do nieba..."]
[- "cofają się! wstrzymać ogień!"]

Tygrys!
Do budy Tygrys...

Kolejny dzień jak palę ogniem w Wilczura pysk,
Kolejny "świński blondyn" z "trupią główką"
polazł ziemię gryźć, ziemię gryźć, ziemię gryźć
Gard gówna-gównoryjom i prztyczek w nos,
Rykoszet rozpieprzył zbożówki termos, palę papieros, papieros, papieros, papieros, papieros

Barykado nasza Polsko mała idź pod prąd!
Na barykadzie "na Rejtana" jeden, drugi będzie w portki rżnąć,
Żaden to wstyd, wszak wszyscyśmy tutaj wiarą dusz,
Jęczmień w oku, lać się chce, dziś ogolic gęby nie dam rady już.

  Skąd ten wisielczy humor i nieodparty realizm? Autor wnikliwie czytał wiele powstańczych wspomnień i potrafił je plastycznie oddać w piosence o barykadzie. Młodzi ludzie z Lao Che nie budują ołtarzyka powstańcom, widzą ich na wskroś współcześnie. Ich piosenka Koniec, udanie łącząca dwie pieśni - Dumę Rycerską z Idzie Żołnierz - jest tak ironiczna, że podziała jak kubeł zimnej wody na każdego z marzących o rycerskich bojach.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Matysiakowie i Warszawskie Panoptikum

  Obecnym podtytułem mojego blogu jest imperatywne zdanie: Trzy rodziny edukują dla pokoju.Trzy rodziny to Rodzina Piaśnicka, Rodzina Katyńska i Rodzina Matysiaków. Rodzina Matysiaków jest najstarszą polską rodziną wirtualną - jedyną rodziną radiową w czasach, gdy masową wyobraźnię zamieszkują rodziny telewizyjne (Mostowiaków, Złotopolskich, ...). Chronić i bronić należy takiego skarbu, bo na całym świecie nie ma tak długo istniejącej wirtualnej rodzinki. Rodziny: Piaśnicka i Katyńska są rodzinami ofiar II Wojny Światowej, a co mają Matysiakowie do edukacji dla pokoju? Bardzo wiele. Scenarzyści Matysiaków przywołują sceny z okupacji i powstania, które tak naprawdę opowiadają historię prawdziwych warszawiaków. Sam pomysł umieszczenia kamienicy Matysiaków na ulicy Dobrej miał wybić na pierwszy plan dobrosąsiedzkie rozwiązania pojawiających się konfliktów (w pierwszej wersji mieli to być bodajże Dobrońscy mieszkający w kamienicy na Śródmieściu). A przecież dobrosąsiedzkie stosunki między narodami muszą mieć korzenie w małych, łączących ludzi wspólnotach, bo inaczej będzie ludzi łączył jedynie wspólny wróg. Edukacja dla pokoju to nieustanne szukanie porozumienia na wszystkich szczeblach. Muzeum Powstania Warszawskiego chce łączyć warszawiaków nie tylko poprzez historię powstania, ale również przez projekty bliskie współczesności:  
"Celem projektu, zatytułowanego Warszawskie Panoptikum, jest prezentacja najciekawszych elementów tradycji warszawskiej oraz inspirowanie działań służących rozwojowi i integracji mieszkańców Warszawy, a także grup młodzieżowych przybywających do Muzeum Powstania Warszawskiego. Tytułowe „Panoptikum” odnosi się do różnorodności, niezwykłości, a czasem dziwactwa zjawisk związanych z obrazem kulturowo-społecznym historycznej i współczesnej Warszawy."
W roku 2011 odbywały się, lub będą się odbywać następujące warsztaty:
1. Zaczarowana różdżka - warsztaty z zakresu retuszu fotografii archiwalnej
2. Wars wita Was – warsztaty kulinarne
3. KSP – Jeżeli śpiewać, to nie indywidualnie- warsztaty muzyczne
4. Strefa Warszawa - warsztaty plakatu i szablonu warszawskiego
5. Gajcy 2.0 – poetyckie warsztaty slamowe
6. SAWA Strefa Aktywności Warszawskich Animatorów – warsztaty warszawskich projektów kulturalnych
7. Warszawska Ferajna – warsztaty gwary warszawskiej
Już rozpoczęty projekt Dobra na co dzień i od święta mógłby, poprzez podobne warsztaty dojść do finału w postaci Święta Ulicy Dobrej w dniu 19 maja 2012 roku, połączonego z obchodami 100-lecia śmierci Bolesława Prusa.

niedziela, 28 sierpnia 2011

Wirtualne MPW

  Na Wirtualne Muzeum Powstania Warszawskiego składają się wszystkie multimedialne materiały przygotowane przez Muzeum, rozmieszczone pod kilkoma zakładkami. Jest więc właściwe Wirtualne Muzeum (pierwsza zakładka), po którego salach wędrujemy przesuwając kursor. Takie wirtualne zwiedzanie może zająć kilka godzin! Na szczególną uwagę zasługuje zakładka Pierwsze Dni (nazwa nieadekwatna do zawartości). Znajdujący się tam Kalendarz Wydarzeń można, od pierwszej do ostatniej kartki pozbierać zwiedzając kolejne sale realnego MPW. Robi tak wielu zwiedzających o zainteresowaniach historycznych. Ważne jest więc jaką wersję historii otrzymują. Niestety nie jest ona obiektywna. Czyż nie można było zamieść informacji podanej przez Bora-Komorowskiego w jego książce "Armia Podziemna"? Tak przedstawia on starcie niemiecko-rosyjskie na przedpolu Warszawy:
  "W dniu 30 lipca, zgrupowanie pancerne Modla ruszyło do przeciwnatarcia. Główne ich uderzenie wyszło na wysunięty pod Radzyminem 3 korpus pancerny. Na przedpolu Warszawy rozgorzała zacięta bitwa pancerna. 31 lipca, Niemcy odcięli 3 korpus pancerny od pozostałych dwóch korpusów. Nad ranem w dniu 1 sierpnia, dowódca 2 Armii Pancernej Gwardii nakazał podległym mu jednostkom pancernym wstrzymać dalsze natarcie i przejść do obrony. Niemieckie jednostki pancerne wdarły się do Radzymina i 3 sierpnia zajęły Wołomin. Dnia 5 sierpnia bitwa pancerna dobiegała już końca. Obie strony poniosły ciężkie straty, których Niemcy nie mieli czym uzupełnić, podczas gdy Rosjanie posiadali potężne rezerwy. Niemniej, Niemcy osiągnęli cel zamierzony, Uderzenie Rosjan na stolicę zostało powstrzymane."
  Jedynym śladem tych wydarzeń w Kronice Wydarzeń MPW jest takie oto zdanie na kartce z 31 lipca:
...Dociera też meldunek płk. dypl. Kazimierza Iranek-Osmeckiego o przerzuceniu na Pragę niemieckiej Dywizji Pancernej "Herman Goering"...
Na defiladę tam przyjechali?

sobota, 27 sierpnia 2011

Brylanty warszawskie

  Krakowski profesor literatury, Stanisław Pigoń oceniając rozmiar strat, które kulturze przyniosła wojna, powiedział: cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga z brylantów.
Czyż nie brylantem była Krystyna Krahelska - już pierwszego dnia powstania śmiertelnie ranna?
A Krzysztof Kamil Baczyński poległy w czwartym dniu powstania?
A wielokaratowy brylant, Tadeusz Gajcy przysypany wybuchem niemieckich min na wysuniętej placówce powstańczej w dniu 16 sierpnia?
  Twórczość Gajcego fascynuje młode pokolenie - dowodem piosenki powstałe w projekcie "Gajcy" zainicjowanym przez  Muzeum Powstania Warszawskiego trzy lata temu. Najbardziej udane utwory omawiam w postach lipcowych z dni 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, wypełniając zobowiązanie przygotowania konkursu recytacji jego poezji (może już w tym roku?).
  Post Zakochać się w warszawiance poświęciłem Krystynie Krahelskiej, a niedocenianą wartość twórczości kobiet w edukacji dla pokoju omawiam w poście Kobiecość i pacyfizm .

piątek, 26 sierpnia 2011

Warszawska młodzież

  W siedmiu, jak dotąd postach zgrupowanych pod zakładką Tajna oświata i kultura starałem się przedstawić, z konieczności fragmentaryczny, obraz życia młodych ludzi, przyszłych żołnierzy powstania. Uczniowie mojego taty akurat w roku 1944 zdawali maturę (oczywiście tajną!). O nich wiem najwięcej, ale maturzyści (i maturzystki) z innych tajnych kompletów byli podobni. Z relacji rodziców wiem, że młodzi bardzo dużo czytali. Książki krążyły z rąk do rąk, dochodząc do stanu "całkowicie zaczytanych" (luźne kartki w tekturkach wiązanych wstążeczką). Podziemne wydania książek to było kilkaset egzemplarzy, a poznawało je kilkadziesiąt tysięcy czytelników. Trzymali fason - to był ich patriotyczny obowiązek, byli przecież "przyszłością narodu". Z tego trzymania fasonu brały się zachowania wręcz niebezpieczne - np. moda na chodzenie w oficerkach. No cóż, gotowi byli ponosić ryzyko aresztowania za "coś", bo tysiąc razy to lepsze od niewiele mniej prawdopodobnego aresztowania za "nic" - po prostu w przypadkowej łapance. Przez pięć lat okupacji przywykli do codziennego zagrożenia i niewiele żądali od losu.
  Młodzież warszawską zahartowała pięć lat wcześniejsza, krwawa obrona Warszawy, ale w marzeniach powstańcze wystąpienie było wymarszem pierwszej kadrowej Piłsudskiego z 6 sierpnia 1914 roku - początkiem odzyskania niepodległości. I tak jak wtedy, gdy przyszli kawalerzyści z braku koni nieśli tylko siodła, niektóre oddziały miały w nazwie określenia wojsk zmotoryzowanych. Młodzież warszawska, szczególnie ta akademicka, szkoliła się w tajnych podchorążówkach - to miały być kadry dowódców dla przyszłego wojska polskiego. Walczyli o wszystko.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Decyzja o powstaniu

  Mimo dobrych efektów bojowego współdziałania z wojskiem rosyjskim przy zdobywaniu Wilna (7-13 lipca), w dniu 17 lipca Rosjanie podstępnie aresztowali polski oficerów. Dalsze wojowanie Polaków dopuszczali tylko w armii Berlinga, do której mieli wstępować dawni AK-owcy. Dowództwo AK widziało już tylko jedno rozwiązanie - samodzielne opanowanie Warszawy i wystąpienie wobec Rosjan w roli gospodarzy. Po porannej odprawie w dniu 25 lipca generał Bór-Komorowski wysłał do Londynu następującą depeszę:
"Jesteśmy gotowi w każdej chwili do walki o Warszawę. Przybycie do tej walki Brygady Spadochronowej będzie miało olbrzymie znaczenie polityczne i taktyczne.
Przygotujcie możliwość bombardowania na nasze żądanie lotnisk pod Warszawą. Moment rozpoczęcia walki zamelduję."
Pozostawało więc już tylko ustalenie właściwego momentu rozpoczęcia powstania.


  Powyższe zdania mogłyby się znaleźć w wielu podręcznikach do historii, a moim celem nie jest przedstawianie historycznych wydarzeń, ale edukacja dla pokoju. Co z tego punktu widzenia jest istotne w powyższym zapisie? - Ludzie postawieni w sytuacji podobnej tragedii greckiej, kiedy właściwie brak wyboru, bo życie stało się igraszką losu (w Grecji personifikowanego przez zmowę, czy walkę bogów). Moja "przyszywana" ciocia Bronka, łączniczka w powstaniu, widząc jak z zapałem czytam Leśmiana, odtworzyła scenę, gdy ze skręconą stopą siedzi na krawężniku ostrzeliwanej ulicy, nie wie co dalej, a w głowie słyszy wiersz:


Za młodych lat szeptałem żarliwie i skrycie
Modlitwę o wydarzeń tragicznych przeżycie, —
O łzę, która się w oczach rosiście przechowa
Na pokarm dla mgieł nocnych i na treść — dla słowa.


I nastał dzień, co zgrozą poraził mi duszę, —
I musiałem go przeżyć… On wiedział, że muszę…
A już stało za drzwiami to Złe, co niweczy
Szumy mego ogrodu nad gęstwą wszechrzeczy.


Zasłuchany boleśnie w lada szmer na dworze, —
Nie wiem kto w drzwi zapuka? Kto jeszcze przyjść może?
I ze trwogą wspominam, sny tłumiąc bezsterne,
Nieoględnej modlitwy słowa łatwowierne.


Każdy z dowódców warszawskiego AK już 25 sierpnia musiał słyszeć w głowie słowa podobne do tego złowróżbnego dwuwiersza: "I nastał dzień, co zgrozą poraził mi duszę, — I musiałem go przeżyć… On wiedział, że muszę…"

środa, 24 sierpnia 2011

Wkramost - uniwersytet wirtualny

  Pisząc post przedstawiający koncepcję wirtualnego uniwersytetu miałem odczucie nieprzystawalności wszelkich form ekspresji do wydarzeń Holocaustu. Miesiąc temu natrafiłem na wydaną w 2003 roku książkę, będącą wiernym przeniesieniem do druku kilku zeszytów zapisków Stefana Ernesta z adnotacją miejsca ich powstania: Warszawa, dzielnica niemiecka, loch, w maju 1943 r.  Nie mając szans w tym lochu na dłuższe zachowanie własnego życia, starał się on zachować pamięć o Gettcie. Na ostatnich stronach pisze:
"Ta istotna, cała, prawdziwa Prawda nie da się przedstawić najtęższym choćby piórem. Bo jest ona tak nieprawdopodobnie okrutna, fantastyczna, że wymyka się ona w całości i szczegółach postrzeżeniu normalnej wyobraźni ludzkiej. Normalny mózg, choćby w ciągu długich tych miesięcy i lat zaprawiony do notowania wszelkich dostrzeżonych i zasłyszanych okropności, nie mógł być w stanie wchłonąć i spamiętać owego bezdennego zła. Oczy patrzały, uszy słyszały, ale świadomość nie mogła pojąć, ogarnąć, a serce dawno nie czuło. Bo to nie było dla ludzi..."
  Muzeum Historii Żydów Polskich proponuje wirtualną ulicę z lat międzywojennych, a mnie się marzy wirtualny uniwersytet z lat siedemdziesiątych... Powrócę do tematu w październiku.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Muzeum Historii Żydów Polskich

  Już niedługo (spodziewany dzień  - 19 kwietnia 2013, 70-ta rocznica Powstania w Gettcie) będziemy mogli oglądać wirtualną rekonstrukcję pewnej Ulicy II Rzeczypospolitej. Będzie to jedna z galerii  Muzeum Historii Żydów Polskich, w której "zwiedzający znajdą się w samym środku gwarnej, przedwojennej di yidishe gas czyli Ulicy Żydowskiej – metafory świata Żydów. Na fasadach kamienic wyświetlane będą zdjęcia przedstawiające życie codzienne oraz ważne wydarzenia: start żydowskich kandydatów w wyborach, tłumny pogrzeb przywódcy Bundu w Łodzi, przybycie tysięcy chasydów na wesele córki rebego Bobowera, pierwszomajowy pochód Żydowskiej Partii Socjalistycznej Bund, kolejki po bilety do teatru jidysz. Goście usłyszą płynące z gramofonu dźwięki tanga i odkryją bogate życie kulturalne takich miejsc jak Tłomackie 13 i Café Ziemiańska."
  Na razie, na stronie Muzeum Historii Żydów Polskich wśród kilkunastu kilkuminutowych filmów znajdziemy jeden o czasach II Rzeczypospolitej , a także film o czasach powojennych, o których opowiada mój kolega ze studiów, dzisiaj profesor - Stanisław Krajewski.
  W obszarze działalności Muzeum są wirtualne i materialne rekonstrukcje - ostania akcja "Zbuduj gmach synagogi". Synagogę mają też wznosić dzieciaki i dorośli z klocków Lego na najbliższym festiwalu "Warszawa  Singera". Ja podtrzymuję swoją inicjatywę rekonstrukcji przedwojennej ulicy Nowolipki. Nie z klocków Lego, ale z papieru, na którym można coś namalować lub napisać, dając ujście emocjom i refleksjom. Ulica Nowolipki była przed wojną najbardziej polsko-żydowską ulicą Warszawy, a wojna uczyniła ją ulicą historyczną - tutaj pod numerem 68 gromadzono i ukryto Archiwum Ringelbluma, które stanie się, kto wie czy nie najważniejszą częścią Muzeum Historii Żydów Polskich. Pod numerem 53 (kilkadziesiąt metrów od numeru  68) przez kilka lat, na przełomie lat 20-tych mieszkali moi dziadkowie z siedmiorgiem dzieci.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

John Lennon dla pokoju

Cudownie łatwo wpadającym w ucho utworem jest Imagine Johna Lennona:

Imagine there's no Heaven
It's easy if you try
No hell below us
Above us only sky
Imagine all the people
Living for today

Imagine there's no countries
It isn't hard to do
Nothing to kill or die for
And no religion too
Imagine all the people
Living life in peace

You may say I'm a dreamer
But I'm not the only one
I hope someday you'll join us
And the world will be as one

Imagine no possessions
I wonder if you can
No need for greed or hunger
A brotherhood of man
Imagine all the people
Sharing all the world

You may say I'm a dreamer
But I'm not the only one
I hope someday you'll join us
And the world will live as one

  "Imagine" Johna Lennona jest najbardziej znaną i od kilku dziesięcioleci najwybitniejszą pieśnią-przesłaniem ruchów pokojowych. Zawiera kompletny program świata bez podziałów - a więc bez wojen. Refren to odezwa:
Powiesz o mnie marzyciel
Ale nie jestem nim sam
Wierzę, że do nas dołączysz
I świat będzie wspólny nam

  Równie znana jest piosenka Give Peace A Chance - łatwiejsza muzycznie, taka do wspólnego śpiewania - napisana w końcówce lat sześćdziesiątych i śpiewana przez Lennona i zgromadzonych na spotkaniach młodych ludzi protestujących przeciwko wojnie wietnamskiej. Niestety wojna w Iraku znów uczyniła ją aktualną.
  John Lennon został zamordowany ponad trzydzieści lat temu przez półszaleńca Chapmana. Miesiąc temu podobny półszaleniec Breivik zamordował 77 osób, a stało się to dokładnie w tym samym dniu (22 lipca), w którym nowo powstałe Stowarzyszenie Drugie Pokolenie - Potomkowie Ocalałych z Holocaustu, o godzinie 18 w miejscu dawnego Umschlagplatzu, zebrało się wraz z zaproszonymi osobami, aby uczcić 69 rocznicę rozpoczęcia wywózek z Getta do Treblinki - największej zbrodni ludobójstwa w dziejach ludzkości dokonanej w jednym mieście (łącznie unicestwiono 1/3 ludności Warszawy, ok. 400 tysięcy jej żydowskich mieszkańców). Zbrodni dokonali obłąkańcy zainfekowani jadem antysemickiej książki "Mein Kampf" szaleńca Hitlera, za którego przykładem Breivik napisał swój antyislamski manifest. Wirus szaleństwa przemocy i mordu jest wciąż zaraźliwy i jedynie szczepionka edukacji dla pokoju może powstrzymać wybuch epidemii podobnej do tej z lat II wojny Światowej.
  Sean Lennon, syn Johna i Yoko Ono, pierwsze i drugie pokolenie działaczy pokojowych, kontynuują dzieło Johna Lennona... Może chcesz się dołączyć?

sobota, 6 sierpnia 2011

Kaplica Leśna - 17 lipca

Kilkanaście kilometrów na północ od Wejherowa, w lesie Piaśnickim  znajduje się Kaplica Leśna.

Nasze uczestnictwo w comiesięcznym spotkaniu Rodziny Piaśnickiej rozpoczęliśmy przy tak bliskim nam grobie Marylki (tak o niej zawsze mówiła mama) - błogosławionej siostry Alicji Kotowskiej.

Grupa dwunastu męczenników z siostrą Alicją towarzyszyła nam w czasie Mszy Świętej. Do heroicznej postawy Męczenników Piaśnicy odwoływał się ksiądz Nowak w swoim mądrym kazaniu.

Szczególnie podniosłym momentem w tym miejscu jest przekazywanie znaku pokoju, gdy patrząc na umęczonego Chrystusa wspominamy jego słowa o miłości nieprzyjaciół:
43 Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. 44 A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; 45 tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. 46 Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? 47 I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? 48 Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. (Biblia Tysiąclecia).

Po skończonej mszy ksiądz Nowak, poprzedzany "anielskimi skrzydłami" z zestawem głośnikowym, udał się z wiernymi do grobu błogosławionej siostry Alicji Kotowskiej.

My jeszcze długo krążyliśmy wokół Kaplicy Leśnej próbując w ciszy lasu usłyszeć Słowo.

środa, 3 sierpnia 2011

Trzy rodziny

  Rodzinność dotyczy każdego - mamy swoją rodzoną rodzinę, wchodzimy w rodzinę współmałżonka i mamy swoje rodzinne strony. Tak jest i w moim przypadku, tyle że rodzinność bardzo mi się poszerzyła: przez siostrę mojej mamy jestem w Rodzinie Piaśnickiej, przez dziadka żony - w Rodzinie Katyńskiej, a przez aktualne miejsce zamieszkania na ulicy Dobrej doszlusowałem do rodziny Matysiaków.
  Najbardziej znana jest Rodzina Katyńska - a ponieważ do tego roku aktywnie w jej warszawskim oddziale działał mój szwagier, ja sam nie odczuwałem potrzeby pisania o niej już teraz na tym blogu. Ale konieczność przypomnienia historii Błogosławionej Siostry Alicji z czasów I wojny i wojny 1920 roku (ostatni poświęcony jej wpis na blogu dotyczył lat 1900-1914), jest właściwym momentem do łącznego przedstawienia obu rodzin. Podobne były bowiem losy ofiar obu zbrodni, zbliżone roczniki urodzeń. Większość rozstrzelanych w Katyniu i Piaśnicy uczestniczyła w odbudowie porozbiorowej Polski - z bronią w ręku, lub na wysuniętych placówkach polskości. Siostra Alicja Kotowska była sanitariuszką w wojnie z Rosją, a na listach niemieckich znalazła się jako dyrektorka szkoły w Wejherowie. Wincenty Narewski, dziadek mojej żony, był polskim policjantem w Różanie, na linii obronnej Narwi, a jako młody człowiek wspomagał wojsko polskie walczące w okolicach rodzinnego Krasnosielca. Losy tych dwojga są przykładowe, a ich ziemią rodzinną było Mazowsze.
  W połowie lipca byłem z żoną i siostrą w Wejherowie. Mieliśmy okazję odbycia godzinnej rozmowy z księdzem Nowakiem, przewodniczącym zarządu Rodziny Piaśnickiej, a zarazem proboszczem parafii pod wezwaniem Chrystusa Króla i Błogosławionej siostry Alicji Kotowskiej. W ostatnim roku wiele wydarzeń sprzyjało rozwojowi tej rodziny i dobrze zapowiadają się lata następne - w Gdańsku powstaje Muzeum II Wojny Światowej. Obiecałem księdzu Nowakowi aktywne wsparcie naszego Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej, w którym jestem odpowiedzialny za edukację.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Godzina "W" - pierwsza godzina powstania

  Generał PEŁCZYŃSKI, szef sztabu KG AK pytany po wojnie dlaczego powstańcy, tak słabo uzbrojeni, atakowali ufortyfikowane obiekty, nie zdobywając żadnego, a tracąc w pierwszej godzinie powstania dwa tysiące zabitych – odpowiedział, „że obiekty te były atakowane przez niedopatrzenie”…
  Powyższy akapit pochodzi z wydanej dwa lata temu książki: Kulisy katastrofy powstania warszawskiego. Powstańcze losy mojego wujka - Bogusława Preibisza, gdzieś w tych "niedopatrzeniach" są osadzone:
  Z wybiciem godziny "W" strzelec "Róg" (Bogusław Preibisz) wybiegł wraz z dwustoma powstańcami ze szkoły powszechnej przy Wiktorskiej 55. Owa dwusetka, głównie młodych chłopców, stanowiła większość kompanii B 3, wchodzącej w skład mokotowskiego pułku Baszta. Tylko I pluton tej kompanii zebrał się w innym miejscu - w willi prezydenta Starzyńskiego na Szustra 72. Z uzbrojeniem na Wiktorskiej było kuso:  II plutonowi przypadły dwa pistolety maszynowe, dla III i IV - po jednym. Każdy z plutonów otrzymał po 8 karabinów i po 20 pistoletów automatycznych, wszyscy żołnierze po granacie albo po dwa. Zadaniem kompanii było zdobycie "Basów", czyli zajmowanego przez batalion SS w sile 300-400 żołnierzy, dużego budynku Szkoły Rękodzielniczej u zbiegu Kazimierzowskiej i Narbutta.
  Po godzinie nacierania na Basy w domu na Narbutta 27 znalazła się większość żołnierzy I plutonu, odcięta od reszty kompanii. O ciężkich walkach w tym rejonie pisze Lesław Bartelski ("Mokotów 1944", str. 158):
"O jakieś niespełna trzysta metrów na południe zajęły stanowiska wzdłuż ulicy Madalińskiego dwa plutony kompanii B 3. O dotarciu do odciętej grupy na Narbutta nie było mowy. Niemcy z domów Wedla, doskonale już wstrzelani, otworzyli tak silny ogień z cekaemu na ul. Melsztyńską i pola, że próba sforsowania odsłoniętego terenu równałaby się samobójstwu. Również i z Basów ostrzeliwano nadal pozycje polskie, serie broni maszynowej mieszały się z kanonadą działka. Kompania miała dalszych zabitych i rannych. Zginął strz. Czesław Kupryn “Pola” z III plutonu i strz. “Mikrut” z IV, odnieśli rany - strz. Jan Adamczyk “Szeroki”, Jerzy Wojciechowski “Emil”, oraz st. strz. Jan Stolarski “Dolar”, idący brawurowo na czele swojej drużyny. Dwaj inni strzelcy - Janusz Piotrowski “Bums” i Bogusław Preibisz “Róg”, ranni w walce zgubili się podczas wycofywania się kompanii."
  Atak nie powiódł się, a rana głowy strzelca "Roga" okazała się bardzo poważna - właściwie wyłączyła go z dalszych walk. Mokotów poddał się Niemcom 28 września, ale część oddziałów parę dni wcześniej próbowała przejść kanałami do Śródmieścia. W oddziałach był Jerzy Stefan Stawiński - późniejszy scenarzysta filmu Kanał. Po zdobyciu na festiwalu w Cannes (1957 r.) Nagrody Specjalnej Jury filmowcy pytali Wajdę, kto wymyślił taki świetny scenariusz. Niestety wszystkie sceny były aż nadto prawdziwe: 120 partyzantów z Baszty wyszło na Dworkowej, na obszarze niemieckim i zostali zamordowani. Wśród nich było wielu towarzyszy broni mojego wujka - on sam w grupie rannych znalazł się w obozie przejściowym w Pruszkowie, a potem w obozie jenieckim.
  W książce Bartelskiego opisane są też inne miejsca walk o Mokotów:
"W dniu 1 sierpnia 7 Pułk Ułanów Lubelskich “Jeleń” miał nacierać na “dzielnicę policyjną” przy al. Szucha, zwaną przez Niemców “Strasse der Polizei”, oraz na Dom Prasy przy placu Unii Lubelskiej.
Na koncentrację stawiła się większość ułanów - 231 na 253. Gorzej było z bronią, która miała być przygotowana na ulicy Flory - po otworzeniu skrzyń okazało się, że są puste."
"Straty były ogromne. Chyba żaden oddział w walczącej Warszawie nie poniósł tak wielkich jak “Jeleń” w godzinie “W”. Ze 100 nacierających na tym odcinku poległo 62 ułanów, a 11 było ciężko rannych, prawie nikt nie wyszedł bez ran."
"1108 pluton nacierał od Pola Mokotowskiego na Dom Prasy, celu nie osiągnął, stracił 2 zabitych, a "Danuta" (Krystyna Krahelska) w czasie opatrywania rannego dostała śmiertelny postrzał".
"Około godziny 18.00 dla rtm. “Jeżyckiego” stało się jasne, że jego szwadrony poniosły klęskę mimo bohaterskiej postawy ułanów."
  Redaktor i autor większości materiałów zamieszczonych we wspomnianej powyżej książce - dr Jan Sidorowicz, mieszkał w roku 1944 na ulicy Flory i przerażonymi oczami dziesięciolatka oglądał klęskę polskich powstańców. Nie dziwi więc przesłanie ze strony tytułowej: "Wydane z okazji 65 rocznicy Powstania Warszawskiego – dedykowane młodemu pokoleniu Polaków – ku rozwadze".

Bogusław Preibisz, stryjeczny brat mojego taty, zmarł  28 września 2010 roku - w czasie powstania miał 21 lat.