piątek, 30 października 2015

Artur Górski o relacjach polsko-litewskich

Swój głos w wyborach do sejmu oddałem na Artura Górskiego (rocznik 1970), którego poznałem w czasach mojej niedawnej pracy w Wyższej Szkole im. Bogdana Jańskiego. 

/Artur Górski - polski polityk, nauczyciel akademicki, publicysta, dziennikarz, politolog, poseł na Sejm RP. W Sejmie VII kadencji członek Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Członek polskiej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu RP i Sejmu Republiki Litewskiej, w 2008 r. wybrany w skład Komisji dwustronnej do spraw oceny realizacji Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy, 26.01.2012 r. wybrany wiceprzewodniczącym Zgromadzenia./

Przeczytajcie, co mówi Artur Górski, poseł PiS wybrany na kolejną kadencję w ostatnich wyborach, w wywiadzie dla polskiego portalu na Litwie Wilnoteka.
Relacje polsko-litewskie są ważnym elementem polityki PiS. Jak według Pana, po ostatnich wyborach, mogą się one zmienić? Czy obawy niektórych litewskich komentatorów są uzasadnione?

Niektórzy litewscy komentatorzy twierdzą, że za rządów PiS relacje polsko-litewskie jeszcze się pogorszą. To nie jest możliwe, gdyż gorszych relacji niż teraz być już nie może. Za rządów PO-PSL praktycznie nie było żadnych relacji. Pamiętajmy, że MSZ spowodował m.in. "zamrożenie" prac Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu RP i Sejmu Republiki Litewskiej.

PO nawet nie chciało z Litwinami rozmawiać. My rozmawiać chcemy i w tych rozmowach będziemy brali pod uwagę transakcyjne podejście Litwinów. Są praktyczni, pragmatyczni i bronią własnych interesów, a zarazem nie szanują tych, którzy coś dają im za darmo. Chcemy współpracować na równych prawach, w ramach unijnego prawa.

Mam też nadzieję, że strona litewska zrozumie, że w interesie Litwy są dobre relacje z Polską i nie zbuduje się tych relacji, jeśli Litwini będą postrzegali polską mniejszość jako obywateli "drugiej kategorii" i nie szanowali ich praw. Litwini powinni bowiem dostrzegać także swoje przewiny w naszych trudnych relacjach bilateralnych, a nie tylko po stronie Polski dopatrywać się braku woli porozumienia.

Jakie są najważniejsze kierunki polsko-litewskiej współpracy?

Nie ma wątpliwości, że najważniejsze w naszych relacjach są kwestie gospodarcze, w tym handel artykułami rolno-spożywczymi, a także wyrobami przemysłu elektromaszynowego, chemicznego i metalurgicznego. Musimy inwestować w rozbudowę mostu energetycznego, handel produktami mineralnymi i rozwój transportu, w tym wspólnie budować lepsze połączenia drogowe i kolejowe.

Oczywiście niezwykle ważne są kontakty polityczne w ramach Unii Europejskiej, w tym dotyczące bezpieczeństwa i uzgadniania wspólnej polityki, głównie wobec problemów pojawiających się w relacjach naszych państw z Rosją. Jest to kwestia nawet bardziej istotna, bardziej żywotna dla Litwy niż dla Polski. Litwini powinni pamiętać, że jesteśmy ich sojusznikami a nie wrogami, że stoimy po tej samej stronie nie tylko ze względu na tradycje historyczne, naszą wspólną wielowiekową państwowość, ale też na nasze położenie geopolityczne.

Jaki wpływ na kształtowanie relacji sąsiedzkich ma sytuacja polskiej mniejszości na Litwie i litewskiej w Polsce? 

Duży. Jest to wieloletnia, boląca, niezagojona rana. Litwini powinni zrozumieć, że polski rząd nie może słuchać obojętnie skarg polskiej mniejszości na Litwie i udawać, że nie widzi zmian legislacyjnych Sejmu litewskiego i polityki tamtejszego rządu, które w ostatnich latach pogorszyły prawną i faktyczną sytuację Polaków, szkół mniejszości i języka polskiego na Litwie.

Z naszego punktu widzenia Polacy mieszkający w tym kraju są dyskryminowani, podlegają procesom planowej lituanizacji, a europejskie prawo dotyczące ochrony mniejszości narodowych nie jest przez Litwę przestrzegane. Jeśli budzi to nasz zawód i niepokój, to nie znaczy, że mamy zamiar odpowiadać podobnymi działaniami wobec mniejszości litewskiej w Polsce. Uważamy, że obie mniejszości powinny mieć takie same prawa i przywileje, powinny być tak samo dobrze traktowane przez rządy. A jeśli rząd litewski chce dodatkowo wspierać mniejszość litewską w Polsce, niech czyni to, ale niech się nie dziwi, że rząd polski będzie wspierał polską mniejszość na Litwie. Bo jest obowiązkiem każdego rządu wspierać osoby o wspólnych więzach narodowych na całym świecie.

Jakie według Pana są najważniejsze braki litewskich rozwiązań i czy nowy rząd będzie mógł realnie wpłynąć na poprawę sytuacji Polaków na Litwie?

Przede wszystkim od dobrych kilku lat nie ma na Litwie ustawy o mniejszościach narodowych, prawo oświatowe prowadzi do powolnej degradacji i niszczenia oświaty mniejszości, sprawy reprywatyzacji zostały prawnie uregulowane powierzchownie, przez symboliczne rekompensaty, przy czym dopiero po zwrocie wielu dawnych, polskich nieruchomości Litwinom, czego beneficjentem jest m.in. rodzina Vytautasa Lansbergisa. Nie zwrócono też Polakom "dóbr narodowych", jak choćby Teatru na Pohulance czy budynku przedwojennej Stanicy Harcerskiej w Wilnie, który przekazano na potrzeby ambasady USA. Polacy z Wilna nazywają to "demokratyczną kradzieżą".

Oczywiście dochodzą kwestie polskiej pisowni w dokumentach tożsamości czy podwójnej pisowni - litewskiej i polskiej - nazw topograficznych w obszarach, gdzie mniejszość stanowi zwartą, liczną, historycznie zakorzenioną społeczność. Problem polega na tym, że na Litwie są ustawy ważniejsze i mniej ważne w sensie prawnym. Taką ważniejszą ustawą jest ustawa o języku państwowym, która de facto uniemożliwia posługiwanie się językiem polskim w przestrzeni publicznej. Będziemy chcieli na te wszystkie sprawy zwracać uwagę naszemu litewskiemu partnerowi i stanowczo domagać się zmiany tej polityki począwszy od kwestii oświatowych.

Czego, według Pana, Polacy na Litwie potrzebują najbardziej od Macierzy? Czy są jakieś konkretne rozwiązania, które PiS zamierza realizować, by pomóc w zachowaniu polskiej kultury na Litwie? 

Polska może i powinna wspierać Polaków mieszkających na Litwie na kilku płaszczyznach. Przede wszystkim należy polską mniejszość otoczyć skutecznym parasolem ochronnym, politycznym w relacjach bilateralnych - międzyrządowych i międzyparlamentarnych. Działania polityczne strony polskiej powinny być uzgadniane z liderami litewskich Polaków, którzy najlepiej znają bolączki mniejszości i stosunki panujące w kraju.

Wsparcie dla litewskich Polaków powinno mieć także wymiar gospodarczy, tym bardziej, że istotnymi partnerami w rejonie wileńskim czy solecznickim mogą być tamtejsze samorządy, kierowane przez polityków Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Polski rząd powinien przygotować i wdrożyć programy wspierające u naszych sąsiadów - polskich rolników, hodowców czy producentów w drobnym przemyśle przetwórczym rolno-spożywczym. Można także ułatwić relacje handlowe między rolnikami polskimi na Litwie a Polską.

Trzeba także budować i wspierać polską elitę na Litwie przez dbałość o polską oświatę i Wydział Ekonomiczno-Informatyczny Uniwersytetu Białostockiego w Wilnie, a także o jakość nauczania, nowoczesność jej bazy materialnej, w tym lokalowej. Trzeba wspierać nie tylko nauczycieli, również przez kształcenie w Polsce, w tym języka polskiego, ale także ludzi kultury i tych litewskich Polaków, którzy chcą inwestować w biznes i tworzyć kolejne miejsca pracy. Trzeba ich zapraszać do Polski na studia, szkolenia zawodowe, do pracy, w tym w administracji rządowej i na spotkania środowiskowe, również biznesowe, ale jednocześnie stwarzać im, we współpracy z państwem litewskim, takie warunki do pracy i życia na Litwie, aby tam wracali, aby ubogacali gospodarczo i intelektualnie polskie środowisko na Wileńszczyźnie, a przez to całą Litwę.

Szeroka, wykształcona, świadoma swojej roli społecznej i narodowej polska elita intelektualna i gospodarcza zadba o trwałość i rozwój polskiej kultury i ugruntowanie polskiej świadomości narodowej, przy jednoczesnej pełnej lojalności wobec państwa litewskiego.

Dziękuję za rozmowę.

czwartek, 29 października 2015

Anders nie składa broni

fot. YouTube
Pani Anna Maria Anders - Marszałek Konfederacji Obywateli Kresów Rzeczypospolitej oraz Prezes Fundacji im. Generała Władysława Andersa - na swoim oficjalnym Facebooku: Anna Maria Anders Polityk - opublikowała oświadczenie podsumowujące Jej udział w wyborach 2015. Mimo, że pod względem liczby oddanych na nią głosów, zdobyła 3. miejsce kraju, nie zdołała dostać się do Senatu
Szanowni Państwo, Drodzy Przyjaciele,
minęły wybory, opadają emocje. Trwa czas podsumowań. Jak wiadomo nie weszłam w skład Senatu. Tym niemniej jestem pod wielkim wrażeniem uzyskanego wyniku.
Blisko 155.000 Polaków wybrało moją osobę jako swoją kandydatkę.
To ogromny zaszczyt, ale i wielka odpowiedzialność. Trzeci najwyższy uzyskany wynik w wyborach do Senatu 2015, to dla mnie wielkie zobowiązanie wobec wszystkich Rodaków, którzy mi zaufali, ale także ogromna zachęta do dalszej pracy w Ojczyźnie oraz na rzecz Polonii i wszystkich Polaków poza granicami kraju.
Uzyskany ogromny mandat zaufania społecznego umocnił we mnie przekonanie, że wielu Polaków prawdziwie pragnie pomóc mi w dokończeniu dzieła mego Ojca. Choć nie zostałam senatorem, poświęcę jeszcze więcej czasu i sił, aby pomóc w powrocie do Polski potomkom Polaków, przemocą wywiezionym z ziem dawnej Rzeczypospolitej, którzy do dziś żyją w byłych republikach sowieckich, a chcieliby wrócić do ojczyzny swych przodków.
Będę prowadziła w Polsce różnorodne działania edukacyjne, ze szczególnym naciskiem na wychowanie patriotyczne i obywatelskie oraz umacnianie współpracy kraju z Polonią Świata i Polakami rozsianymi poza jego granicami.
Zapraszam do współpracy w tym dziele wszystkie zainteresowane środowiska w kraju i zagranicą. Każda osoba się przyda we wspólnej pracy dla naszego kraju.
Po krótkim odpoczynku należnym po trudach kampanii, w niedługim czasie, na mojej stronie internetowej www.annamariaanders.pl oraz na Facebooku opublikuje plan działań, które będę prowadziła w ramach:
  1. kampanii społecznej „Mam Polskę we krwi”,
  2. Konfederacji Obywateli Kresów Rzeczypospolitej, Fundacji im. Generała Władysława Andersa,
  3. oraz współpracującego ze mną Instytutu Tradycji Rzeczypospolitej i Samorządu Terytorialnego oraz innych organizacji i instytucji, z którymi nawiązałam kontakt i współpracę w kampanii wyborczej.
Jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim, którzy oddali na mnie głos w wyborach do Senatu w 2015 roku. Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie w kampanii wyborczej swą ciężką pracą, codziennym zaangażowaniem i ofiarną pomocą. Wierzę, że razem zrobimy wiele dobrego. A wiarę moją umacnia okazane mi przez Państwa zaufanie i poparcie tak ogromnej rzeszy moich wyborców.
Anna Maria Anders

środa, 28 października 2015

Od kiedy 500 zł na dziecko?

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,19103173,500-zl-na-dziecko-co-kryje-sie-w-kluczowym-projekcie-pis.html#MT

Program "Rodzina 500 plus" jest finansowym comiesięcznym wsparciem dla rodziców na "pokrycie wydatków związanych z zaspokojeniem potrzeb życiowych i wychowaniem dziecka". Będą oni mogli pobierać takie świadczenia do osiągnięcia przez ich dzieci pełnoletności. PiS stawia warunki, poniżej przedstawiamy te najważniejsze:

1. Aby otrzymywać 500 zł na pierwsze dziecko, dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie może przekroczyć kwoty 800 zł. W przypadku rodziców niepełnosprawnego dziecka taki limit zwiększony został do 1200 zł.

2. Na drugie i każde kolejne dziecko nie ma żadnych limitów w zarobkach. A to - zgodnie z zapowiedziami - oznacza, że rodzicom każdego drugiego i kolejnego, dziecka przysługiwać będzie dodatek.

3. Dziecko nie może być czyimś małżonkiem (to ważne, bo polskie prawo w uzasadnionych przypadkach dopuszcza małżeństwa nieletnich).

4. Dodatek składany jest na wniosek, który musi zostać złożony, nim dziecko skończy 17 lat.

Co ważne, dodatek finansowy będzie wypłacany również tym rodzicom, których dzieci kształcą się poza granicami Polski.

Świadczenie zaś będzie wstrzymywane - całe lub tylko jego część - gdy rodzice będą "marnotrawić lub wydatkować je niezgodnie z przeznaczeniem". Projekt ustawy nie precyzuje, czego nie wolno z tymi pieniędzmi robić, wskazuje tylko na główny cel przeznaczenia, jakimi są "potrzeby życiowe" dziecka i jego "wychowanie". W jaki sposób państwo dowie się, na co przeznaczany jest dodatek pięciusetzłotowy? Projekt ustawy mówi, że takie informacje będzie przekazywać "ośrodek pomocy społecznej lub inny organ publiczny". Czy to oznacza, że osoby pobierające świadczenia mogą spodziewać się kontroli np. w domu?

W projekcie ustawy znalazł się jeszcze zapis, że finansowa pomoc może zostać zastąpiona przez "świadczenia w formie rzeczowej".

Dwa wnioski w 2016 roku

Świadczenie przyznawane jest na okres od 1 listopada do ostatniego dnia października w kolejnym roku. Dodatek wychowawczy przyznawany jest tylko na ten okres i co roku trzeba wnosić o jego kontynuowanie. Od kiedy będzie można wnosić o jego przedłużenie? Corocznie wnioski mają być przyjmowane od 1 września.

Pierwszy rok obowiązywania ustawy - czyli rok 2016 - ma rządzić się innym kalendarium. Wyjątkowo świadczenia będą przysługiwać od 1 stycznia do 31 października. Czyli - aby otrzymywać 500 zł na dziecko w 2016 roku - będzie trzeba dwukrotnie udać się z wnioskiem do urzędu gminy lub miasta.

Limity, które uprawniają do świadczeń na pierwsze dziecko, mogą zostać zwiększone lub zmniejszone. Taką decyzję może podejmować Rada Ministrów nie częściej niż raz na dwa lata.

Co z ustawą "złotówka za złotówkę"?

Nasze wątpliwości budzi pominięcie w projekcie Prawa i Sprawiedliwości rządowej ustawy "złotówka za złotówkę". Przypomnijmy: uchwalona w tym roku ustawa pozwala rodzinom utrzymać finansową pomoc państwa nawet po przekroczeniu progu dochodowego. Każda przekroczona w dochodach złotówka to świadczenie pomniejszone o jeden złoty.

Czy program "Rodzina 500 plus" będzie współpracować z tą uchwaloną zasadą? Jeśli tak, to rodzina, która przekracza maksymalny próg 800 zł dochodu w przeliczeniu na osobę, będzie miała szansę ubiegać się o pięciusetzłotowy dodatek już na pierwsze dziecko. Dla przykładu: jeśli dochód w tej rodzinie na jedną osobę wynosi 1000 zł, to - zgodnie z zasadą, że każda dodatkowa złotówka potrąca jedną złotówkę w świadczeniu - otrzyma ona na pierwsze dziecko dodatek 300 zł. Skąd 300 zł? Rodzina o 200 zł przekroczyła próg dochodu, więc państwo o tę właśnie kwotę pomniejsza świadczenie. Oczywiście przy założeniu, że ustawa PiS-u będzie współpracować z zasadą "złotówka za złotówkę".

To nie jest jednak przesądzone. Wszystko zależy od tego, jak do tego podejdzie Prawo i Sprawiedliwość. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej - autor ustawy "złotówka za złotówkę" - na pytanie, czy projekt PiS-u i rządowa ustawa mogą ze sobą współpracować, nie chce zabierać stanowiska i odsyła nas do Prawa i Sprawiedliwości. Do tej pory nie otrzymaliśmy w tej sprawie odpowiedzi od rzecznik PiS-u Elżbiety Witek.

wtorek, 27 października 2015

Wyniki wyborów

Prognoza podziału miejsc w sejmie

Posłowie z Warszawy (okręg 19) i okolic (okręg 20):

Okręg 19 - Warszawa
Prawo i Sprawiedliwość:
Jarosław Kaczyński
Mariusz Kamiński
Małgorzata Gosiewska
Małgorzata Wypych
Paweł Lisiecki
Artur Górski
Ewa Tomaszewska
Jarosław Krajewski
Platforma Obywatelska:
Ewa Kopacz
Andrzej Halicki
Joanna Kluzik-Rostkowska
Marcin Święcicki
Michał Szczerba
Joanna Fabisiak
Roman Kosecki
Kukiz'15:
Paweł Kukiz
Jacek Wilk
Nowoczesna:
Ryszard Petru
Zbigniew Gryglas
Kornelia Wróblewska
Okręg 20 - Warszawa
Prawo i Sprawiedliwość:
Mariusz Błaszczak
Jacek Sasin
Andrzej Smirnow
Anita Czerwińska
Jan Szyszko
Piotr Uściński
Platforma Obywatelska:
Małgorzata Kidawa-Błońska
Michał Kamiński
Jan Grabiec
Kinga Gajewska
Kukiz'15:
Stanisław Tyszka
Nowoczesna:
Kamila Gasiuk-Pihowicz

poniedziałek, 26 października 2015

Obosieczny miecz sankcji

http://project-syndicate.pl/artykul/czy-sankcje-ocal%C4%85-rosj%C4%99,4012.html

MOSKWA – Sankcje gospodarcze nałożone przez Zachód na Rosję w marcu 2014 r. są bez wątpienia bolesne. Ale na razie nie osiągnęły celu, jakim jest osłabienie pozycji Władimira Putina. Mogą odnieść skutek przeciwny – umocnić Rosję i pozycję jej prezydenta.

Owszem, rosyjski PKB, który rósł skromnie w 2014 r., w drugim kwartale tego roku zmniejszył się o 4,6 proc. w ujęciu rok do roku. Rubel w drugiej połowie 2014 r. stracił ponad połowę wartości wobec dolara, co napędza inflację, która w lipcu skoczyła o 15,6 proc. rok do roku. Na dodatek Rosja straciła około 100 mld dolarów w handlu z krajami Unii Europejskiej.

Ale inflacja chyba już osiągnęła szczyt, a skutki spadku cen ropy i gazu zostały ograniczone przez aprecjację dolara amerykańskiego, więc wartość rosyjskich rezerw walutowych wręcz wzrosła, do 362 mld dolarów w czerwcu (13 proc. z tych rezerw jest w złocie). Straty w handlu z UE odczuli najboleśniej bawarscy hodowcy bydła mlecznego czy niemieccy eksporterzy. Za to Putin jest popularniejszy niż kiedykolwiek, mimo zaciskania pasa przez Rosjan.

Argumentacja za sankcjami gospodarczymi jest prosta: wolny handel i wolne rynki dają wzrost (a co za tym idzie, polityczne wsparcie dla rządu), podczas gdy restrykcje wzrost duszą (i w ten sposób niwelują poparcie dla władz). Ten nacisk na wolny handel i wolne rynki był fundamentem XIX-wiecznej klasycznej brytyjskiej ekonomii. Do dziś jest to główne przesłanie zwolenników dominującej szkoły neoklasycznej – której ucieleśnieniem jest tzw. konsensus waszyngtoński, przyjęty przez cały świat za radą Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Zakłada on, że kluczem do rozwoju gospodarczego są otwarcie, deregulacja, liberalizacja i prywatyzacja.

Ale ta teoria zawiera fundamentalny błąd. Żadna ekonomiczna potęga nie powstała wyłącznie dzięki polityce niewtrącania się do gospodarki. Gospodarczy wzrost Wielkiej Brytanii na przykład był mocno uzależniony od strategicznego protekcjonizmu, polityki przemysłowej, ceł i innych barier handlowych.

Brytyjska potęga przemysłowa powstała dzięki branży tekstylnej. Krajowi przywódcy uświadomili sobie, że eksport surowców, głównie wełny, nie wystarczy, by przyspieszyć rozwój ekonomiczny. Aby to osiągnąć, Anglia musiała wspiąć się wyżej na drabinie wartości dodanej, importując surowce i eksportując gotowe towary.

Przywódcy Anglii opracowali więc politykę przemysłową, której częścią było sprowadzenie flamandzkich tkaczy, by udostępnili know-how brytyjskim firmom. Co więcej, ustawili bariery handlowe: dzięki zakazowi eksportu wełny i importu gotowych produktów z wełny indyjskie tkaniny, często lepsze i tańsze, nie mogły konkurować z krajową produkcją. Wielka Brytania przyjęła prawo morskie, które ograniczało dostęp obcych statków do brytyjskich portów, a nawet przepisy zwiększające popyt: wymóg, by zmarłych grzebać w całunach z tkaniny wełnianej. W końcu mechanizacja branży tekstylnej doprowadziła do rewolucji przemysłowej, a masowa produkcja i eksport stały się podstawą rozwoju największej floty morskiej na świecie.

W połowie XIX wieku amerykański ekonomista niemieckiego pochodzenia Friedrich List podkreślił rolę, jaką odegrała ta polityka w rozwoju Wielkiej Brytanii. Za jego radą Stany Zjednoczone, Niemcy i Japonia również wprowadziły roztropną ochronę handlu i politykę przemysłową, aktywnie wspierając rodzące się sektory przemysłowe. Dzięki tej strategii kraje te rozwijały się szybko i nawet zdołały wyprzedzić Wielką Brytanię.

Restrykcje okazały się skutecznym środkiem przyspieszania rozwoju ekonomicznego również w 1812 r., kiedy Wielka Brytania wypowiedziała wojnę i nałożyła embargo handlowe na USA, amerykański przemysł zaczął kwitnąć, bo trzeba było czymś zastąpić import. Kiedy zakaz ten zniesiono i zmniejszono cła, amerykański przemysł podupadł – do 1828 r., kiedy nowe brytyjskie cła znów wzmocniły produkcję w USA. Także podczas I wojny światowej brytyjskie embargo handlowe przyczyniło się do powstania nowoczesnych branż przemysłu w Niemczech, po to by zastąpić importowane produkty.

Oczywiście tego typu restrykcje mogą mieć zgubny wpływ, jeśli kraj nie ma środków, by stworzyć substytut importu. To dlatego sankcje gospodarcze tak bardzo zaszkodziły Iranowi.

Ale w przypadku kraju takiego jak Rosja, który ma pod dostatkiem surowców naturalnych, technologicznego doświadczenia i wykwalifikowanych pracowników, sankcje mogą odnieść skutek wręcz przeciwny. Związek Radziecki nie był w stanie wykorzystać tych czynników z powodu słabego systemu motywacyjnego w komunizmie. Dziś Rosja ma system kapitalistyczny, który przynosi znaczne korzyści tym, którzy najlepiej przystosują się do obecnych ograniczeń.

Mówiąc krótko, Rosja ma wszystko, czego potrzeba, by się rozwijać, mimo – a raczej z powodu – sankcji. Ale by wykorzystać tę szansę, musi pójść drogą ekonomicznej transformacji.

Neoklasyczna teoria handlu opiera się na pojęciu przewagi komparatywnej: kraje powinny wykorzystywać swoje mocne strony, od przewagi technologicznej po zasoby naturalne. Ale już angielscy przywódcy zdawali sobie sprawę, że aby się rozwijać, nie wystarczy jedynie eksportować surowce (potem przekonało się o tym wiele państw z Afryki i Ameryki Łacińskiej). Historia dowodzi, że najskuteczniejsza polityka rozwoju zawsze budowana była wokół rządowych interwencji, by stworzyć krajowy przemysł o wyższej wartości dodanej. W ostatnich dekadach tę ścieżkę obrały Japonia, Tajwan, Korea Południowa i Chiny.

Rosja nie powinna mieć problemu ze wspięciem się po drabinie wartości dodanej; ma wszystko, czego jej trzeba, by produkować gotowe towary, które wcześniej importowała. Substytucja importu już sprawia, że w Rosji rośnie wydajność w kilku kluczowych sektorach: inżynieryjnym, petrochemicznym, przemyśle lekkim, farmaceutycznym i rolnictwie. Roczny eksport towarów o wysokiej wartości dodanej wzrósł w pierwszym kwartale tego roku o 6 proc.

Co więcej, kraj ten zacieśnia współpracę z innymi gospodarkami BRICS (Brazylia, Indie, Chiny i Republika Południowej Afryki), a Putin ogłosił niedawno ambitne plany zwiększenia popytu wewnętrznego.

Może się okazać, że zachodnie sankcje wobec Rosji nie zmienią położenia Ukrainy, ale przyspieszą oczekiwaną od dawna transformację strukturalną samej Rosji. Jeśli Rosja skutecznie skopiuje reżim kredytowy gospodarek wschodnioazjatyckich i zwiększy skuteczność zarządzania, możliwy jest kolejny cud gospodarczy.

I po wyborach...






niedziela, 25 października 2015

sobota, 24 października 2015

Hobbit

Poniżej trzy części Hobbita w wersji Lego (ostatnia stworzona kilka miesięcy temu):


środa, 21 października 2015

Rozmowy i komentarze

  • Jeszcze nie wszystko udostępniono, ale już jest ciekawie:

  • OTO TREŚĆ ROZMÓW (aktualizowana na bieżąco):

    W pierwszej nagranej rozmowie uczestniczą Jan Kulczyk oraz Piotr Wawrzynowicz - młody biznesmen powiązany ze środowiskiem PO, pracujący u Kulczyka. Nagranie zostało zarejestrowane w Pałacyku Sobańskich.

    Z nagrania wynika, że zakulisowo próbowano pozbyć się innych oferentów chcących przejąć Ciech.

    Piotr Wawrzynowicz 
    mówi:
     
    "Dwie niezależne forpoczty badały Włodka, czy on nie spęka przy podejmowaniu decyzji. Posłałem Stasiu Gawłowskiego, to jest sekretarz w Ministerstwie Ochrony Środowiska i Kaziu Plocke, sekretarz w Ministerstwie Rolnictwa, to jest jego kumpel. No i tam przy wódeczce gdzieś, chodzili go pytali, ale czy ten Włodek, który jest jebany w Platformie, nie spęka, żeby Jankowi sprzedać Ciech. I powiedział, że absolutnie nie spęka, że to jest w ogóle transakcja taka jak powinna być. Nic takiego się nie dzieje". [...]

    "Włodek" to prawdopodobnie Włodzimierz Karpiński, minister skarbu. "Janek" to oczywiście Kulczyk. Panowie mówią też o roli Sławomira Nowaka w "dogadywaniu" przetargu.

    Kulczyk: Sławek Nowak?
    Wawrzynowicz: Tak, Pytał go czy on nie widzi zagrożeń i tak dalej. I on dwóm niezależnym źródłom powiedział, że on nie widzi żadnego zagrożenia. Powiedział, że on się z tobą widział, że macie wszystko dogadane, że tutaj nie ma problemu. Widziałem się dzisiaj z Arturem Osuchowskim, chyba... On jest wiceprezesem Ciechu. Chyba nic złego się nie dzieje, bo on o niczym nie ma pocięcia. Znaczy...

    Jest także mowa o innych ewentualnych oferentach.

    Kulczyk: 
     
    Widziałeś? Ja się widziałem z Bakalą? [Zdenek Bakala, jeden z najbogatszych Czechów, który był zainteresowany kupnem Ciechu]. Nic nie będzie z tamtej strony. Zna jego interesy i w ogóle tego. Widziałem się z tym, tym... Sołowowem. Powiedział: "Janek, ja przeciwko tobie nigdy w życiu nie wystąpię". Może się spotkać. No, Jakubas nie ma tutaj nic do tego.
    Podejmowany jest również temat ceny...

    Kulczyk: Czy oni coś, czy mają pomysł, ile by chcieli?
    Wawrzynowicz: Znaczy, oni by chcieli 31. To moim zdaniem zależy od tego, czy oni wypłacą dywidendę, czy nie, czy ktoś odpowie na to wezwanie, czy nie odpowie. Bo czym więcej nie odpowie, bo globalnie zapłacisz tyle samo przy wyższej cenie, jak przy niższej, by więcej powiedziało. Oni mają takie myślenie u siebie.

    Panowie mówią też o "kierowniku", czyli o Donaldzie Tusku.

    Kulczyk: 
    A ty myślisz, że on tam o mojej relacji z kierownikiem coś wie?
    Wawrzynowicz: Myślę, że nie. Kompletnie. Znaczy on bardzo dba o to, żeby to było hermetyczne i umówmy - niech dalej żyje w przeświadczeniu, że ci załatwi to tutaj, znaczy i tak myślę, że to dużo. Wiesz, ja mam kontakt z kierownikiem, on bardzo często w poniedziałęk w samolocie z Gdańska, nie. To są najróżniejsze kontakty. Bo kiedyś rozbawił mnie bardzo, bo mówi mi, że... Ja mówię "bardzo miło mi, że pan ze mną rozmawia, bo z całą resztą młodych kolegów pan nie rozmawia", nie. A on mówi: "wiesz co, jak się zastanowić nad tym wszystkim, to twoi koledzy to bandyci albo mafia". Bandyci albo mafia. 

     
     Dla mnie najbardziej szokujące jest to, że teoretycznie w procesie prywatyzacyjnym, w którym powinna być wolność gospodarcza, z której powinna wynikać dobra cena, tak naprawdę była układanka. Z tych nagrań wynika, że próbowano spacyfikować innych oferentów, którzy daliby np. lepszą cenę
    – skwitował tę rozmowę w TV Republika Wojciech Dudziński, audytor śledczy.
    Szokująca jest rozmowa Kulczyka z Krzysztofem Kwiatkowskim, szefem NIK. Oligarcha mówi do Kwiatkowskiego:
     

    "Ale tutaj trochę niepotrzebnie Donald chciał być ponad tym wszystkim i nie wyciął Kamińskiego. Przecież nie byłoby tych następnych afer."
     
    Chodzi oczywiście o Mariusza Kamińskiego z PiS. W tym samym dniu odbywało się glosowanie nad odebraniem immunitetu byłemu szefowi CBA. Oto inny fragment rozmowy:

    Kwiatkowski: Ale ja dlatego mówię... Ja się już przyzwyczaiłem do wszystkich szaleństw. Jak pamiętam, teraz to trzy lata temu mieliśmy ten durny przepis, gdzie cię prokurator mógł ciągać za działanie na szkodę własnej spółki chociaż poszkodowanego nie było. Przecież mało mnie opozycja nie rozjechała.
    Kulczyk: Ale tam jest podobno jeszcze taki zapis, że... tam gdzie wyście to wzięli wyeliminowali z kodeksu, ale skądś nie wzięliście. Gdzieś tam coś...
    Kwiatkowski: Intencjonalnie chcieliśmy to wyeliminować, a spieprzyliśmy to przez niedopatrzenie. Bo intencja była taka, żeby ten durny przepis usunąć. Ale nie wiem, czy pamiętasz, jak ja się wtedy... dla mnie to jest takie... "Rzeczpospolita", poważny tytuł, pierwsza strona, atak taki, stary po prostu czasami to..., ale dlatego dobrą puentą zakończył. Świat się zmienia, zobacz, transakcja zamknięta, albo oklaski albo milczenie. A to jest jednak zmiana wartościowa.
     
     
    Tu chodzi o opisaną przeze mnie sprawę usunięcia z kodeksu spółek handlowych artykułu 585 o działaniu na szkodę spółek i za tym usunięcie bezpośrednio stał Krzysztof Kwiatkowski. Jak słucham, że ta zmiana była intencjonalna, to we mnie się po prostu krew gotuje. To przepis, który istniał także w przedwojennym prawie handlowym. Tutaj słyszymy, jak prawo jest pisane w interesie oligarchii. Usunięcie tego przepisu było ochroną wielu oligarchów przed postawieniem im zarzutów
    – tłumaczył w studiu TV Republika ten wątek Cezary Gmyz.

    Kulczyk i Kwiatkowski są na "ty". Rozmowa zaczyna się bowiem tak:

    Kulczyk: Miło, że Cię widzę.
    Kwiatkowski: A ja się bardzo cieszę, bo byłem ciekaw, jakie będą głosy po tej transakcji Ciechu. 

    Ciekawa jest też rozmowa Kulczyka z Radosławem Sikorskim. Były szef MSZ jak grzeczny uczniak słucha o planach biznesowych oligarchy:

    Kulczyk: Naprawdę, weźmy przejmujmy energetykę ukraińską. Ja ci to zrobię. Radek - ja ci to zrobię. I nagle się staniemy... zamieszamy. Ja bym chciał, tak jak powiedziałeś, kupić Kohlera. Następną rzeczą, którą chciałbym kupić, to chciałbym kupić EON. Ma stare rozwiązania, stare. Dmuchnę nimi.

    Pojawia się też wątek polskiego górnictwa:

    Kulczyk: Słuchaj, z tego powodu, że tak jest w historii, że kiedy my walczymy o węgiel, a Rosjanie... i to jest fakt i to ci ktoś wyciągnie, po co my walczymy? Po drugie...
    Sikorski: Jesteśmy mistrzami w walczeniu o nieswoje interesy.
    Kulczyk: Tak, to jest druga sprawa, posłuchaj, Koszt energii wynikający z tego faktu, że ten węgiel produkujemy, tak drogo... No przecież my musimy dbać o polską gospodarkę. Z całym szacunkiem - nie wiem, ile tam jest w tej chwili tych górników - sto tysięcy?
    Sikorski: Yhm.
    Kulczyk: Może nawet już nie. Ja rozumiem, że dzisiaj przedwyborczo trzeba. Rozumiem. Nie dyskutuję. Jak ktoś mówi "Donald - po co?" Są wybory, zostawcie. Natomiast potem trzeba to zupełnie zmienić.

  • kapitan.kirk
    Oceniono 95 razy 71
    <<>>
    <<>>
    <<>>

    Ano jasne - biznesmen który zrobił miliardy na tanim kupowaniu od państwa i natychmiastowym drogim sprzedawaniu dalej, spotyka się z członkami rządu i NIK, z którymi przy winku omawia cenę i inne warunki nabycia jednej z wielkich państwowych spółek (jak wiadomo skądinąd, wkrótce rzeczywiście nabytej przez niego za 15% wartości jej rocznego przychodu), tudzież skutecznego odsunięcia ewentualnych konkurentów. I nie ma w tym żadnego przestępstwa, nic podejrzanego ani kompromitującego i w ogóle żadnej "mocy politycznej" - na kilka dni przed wyborami...

    Ludzie z gazet(y); na litość wszystkich bogów, za kogo wy uważacie swoich czytelników??? :-(
  • otoidzieon
    Oceniono 32 razy 20
    Eeeee tam ... Przecież to towarzyskie spotkania ;) Nic z nich nie wynika ...
    Może tylko to, albo właśnie to, że państwo istnieje teoretycznie, a reszta to ..uj, du_pa i kamieni kupa.
    Jak szef NIK-u, Sikorski i inni mogli toczyć takie rozmowy ? Ręce opadają ...
    Kulczyk ich pięknie na sznureczkach trzymał.
  • langston
    Oceniono 33 razy 19
    Nie ma watpliowsci ze Kulczyk byl wizjonerem i dlagego zostal zamordowany. "...kupimy Khoelera(prezydenta Niemiec)...", "...przejmiemy cala energetyke Ukrainy. Radek! zrobić ci to?...", "...namieszamy..." jesli ktos uwaza ze Kulczyk "umarl podczas drobnego zabiegu" to jest po prostu durniem!
  • eses2
    Oceniono 34 razy 18
    Niezależnie od opcji politycznych, popierania PO albo PISu czy Korwina - są rzeczy zasadnicze i niezaprzeczalne, zarówno dla "lewaków" jak i "prawaków": uczciwość i honor. Sikorski, Kwiatkowski, Bieńkowska, Nowak - oni wszyscy powinni stanąć przed takim czy innym rodzaje wymiaru sprawiedliwości i gnić w pierdlu - i stamtąd sobie "twitować".
  • banan125
    Oceniono 13 razy 7
    pan Kulczyk znany był z tego że wiedział z kim i kiedy "rozmawiać"...
    - przez swoje spółki przepuszczał na początku lat 90-tych przed wyborami finansowanie takich partii jak: SLD, AWS, ZSL...
    - w wyniku czego bez względu na to kto wygrał - zawsze miał dobre dojścia
  • alojzy_macher
    Oceniono 5 razy 5
    Ważniejsza jest PILNA informacja o zdjęciu lisa. :)

    "Nie ma kompromitujących rozmówców treści" - sam zestaw rozmówców powinien zainteresować prokuraturę. Na prywatnym spotkaniu biznesmen i przedstawiciele rządu ustalają wysokość dywidendy nowo prywatyzowanej spółki.

    Praktyka czysta jak łza. :)
  • xouveyer11
    Oceniono 7 razy 5
    Kto próbuje rządzić tym krajem? Naprawdę tylko 2 kelnerów i facet handlujący tanim węglem z Rosją???
  • Oceniono 4 razy 4
    Długie ma PiS te ręce, że nagrywał to w restauracji, to w rezydencji premiera, to w amber-roomie, to w jakichś kulczykowych pałacykach.

    No chyba ze jednak ta wymówka i fałszywe oskarżenia o zamiesznie PiS w aferę POwców i michnikowych są kłamstwem.
  • cli-ff
    Oceniono 4 razy 4
    Gazeto, a gdzie rozmowy z Sikorskim i Kwiatkowskim? Zbyt niewygodne dla rządzących?
  • xouveyer11
    Oceniono 20 razy12
    Kto próbuje rządzić tym krajem? Naprawdę tylko 2 kelnerów i facet handlujący tanim węglem z Rosją???
  • mr_gm
    Oceniono 10 razy10
    Kulczyk ten "biznesmen" miał jeden typ biznesu, czyli kupić coś od Państwa i od razu sprzedać komuś innemu z przebiciem kilkuset procent. Sam niczego nie stworzył, gardzę takimi ludźmi.
  • cierniooczek
    Oceniono 13 razy9
    zaczeło się...teraz czas na drugą stronę by przykryć aferę tak jak informatyczną. UDA SIĘ ?
  • prelude93
    Oceniono 8 razy8
    Nie na czerwono?, heheheee...
  • Oceniono 26 razy8
    Długie ma PiS te ręce, że nagrywał to w restauracji, to w rezydencji premiera, to w amber-roomie, to w jakichś kulczykowych pałacykach.

    No chyba ze jednak ta wymówka i fałszywe oskarżenia o zamiesznie PiS w aferę POwców i michnikowych są kłamstwem.
  • cierniooczek
    Oceniono 9 razy7
    TEMATEM NR 1 DLA POLSKI po taśmach Kulczyka wg. Michnika to jak jeden Lis z...bał drugiego Lisa....wymowne
  • morgenroth
    Oceniono 7 razy7
    Tekst sponsorowany by Dr John Investment prosto z raju (podatkowego)
  • mietekkowalski
    Oceniono 19 razy7
    Żal mi Kopacz, bo nie wiedziała w jaki syf wchodzi, a Tusk.... no cóż PiS owcy mieli rację.
  • Oceniono 22 razy6
    Absolutny skandal. Kulczyk ma PO jako chłopców na posyłki. I takim ludziom chcecie dać rządzić?


Read more: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,19061628,kulczyk-i-wawrzynowicz-podsluchana-rozmowa-o-kupowaniu-ciechu.html#ixzz3pEyHodK6

  • Oceniono 1 raz 1
    Niech ujawnią, że teraz poważne firmy zachodnie rekrutują na stanowiska do pracy zdalnej konsultantów z wielu krajów, w tym z Polski. Wystarczy wpisać w google frazę 'online jobs info' i znaleźć propozycję odpowiednią dla siebie. Mało osób o tym wie, ja korzystalem ponad rok, spokojna praca w domku i bez szefa nad głową, a zarobki na poziomie średniej krajowej za pół etatu, bez żadnych opłat ani inwestycji.
  • prelude93
    Oceniono 3 razy 1
    Polacy, nic sie nie stalo!!!
  • otoidzieon
    0
    Kul_czyk to trafił do nieba, piekła, czy na przysłowiowe Seszele ?
  • cyklista_
    Oceniono 2 razy 0
    Taśmy kelnerów to nic. Siostra stewardessy powiedziała, że pojutrze pokaże ostatnie nagranie Kaczyńskich z tupolewa. Kaczyńscy umawiają się na panienki, jeden chciał wyrwać Krychę Pawłowicz a drugi Marzenkę Wróbel
  • kammienikuppa
    Oceniono 2 razy 0
    Nieee... bohaterami tej afery jest PO. Ona wtedy rządziła i rządzi (do 25.10.2015)
  • Oceniono 8 razy 0
    Skandal - oligarcha i jego chłopcy na POsyłki.

    Niegodni zajmowania stanowiska sprzątaczki w MDK, a oni chcą na 3 kadencję.
  • Oceniono 3 razy -1
    Panowie mówią też o "kierowniku", czyli o Donaldzie Tusku.

    Kulczyk: A ty myślisz, że on tam o mojej relacji z kierownikiem coś wie?
    Wawrzynowicz: Myślę, że nie. Kompletnie. Znaczy on bardzo dba o to, żeby to było hermetyczne i umówmy - niech dalej żyje w przeświadczeniu, że ci załatwi to tutaj, znaczy i tak myślę, że to dużo. Wiesz, ja mam kontakt z kierownikiem, on bardzo często w poniedziałęk w samolocie z Gdańska, nie. To są najróżniejsze kontakty. Bo kiedyś rozbawił mnie bardzo, bo mówi mi, że... Ja mówię "bardzo miło mi, że pan ze mną rozmawia, bo z całą resztą młodych kolegów pan nie rozmawia", nie. A on mówi: "wiesz co, jak się zastanowić nad tym wszystkim, to twoi koledzy to bandyci albo mafia". Bandyci albo mafia.


  • Read more: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,19061628,kulczyk-i-wawrzynowicz-podsluchana-rozmowa-o-kupowaniu-ciechu.html#ixzz3pExXD2Vr