sobota, 31 sierpnia 2013

Geopark

Od ulicy Helskiej w Kielcach, na skrajnie położonym osiedlu domków jednorodzinnych, do kieleckiego Geoparku nie ma nawet kilometra:
















Przychodzą więc tutaj ludzie na spacer z pieskiem i przybiegają narkomani joggingu:


Ścieżki są wręcz zaprojektowane dla porannych spacerów:


Powyższe wyrobisko na granicy ścieżki spacerowej miało kiedyś swój odpowiednik na jej początku, ale dzisiaj w takiej właśnie wydrążonej górze wybudowano muzeum geologiczne:

















Z poziomu wejścia do tego muzeum widać górę Telegraf (nazwa od telegrafu napoleońskiego):
















położony w dole parking:
















i puste pole do zagospodarowania:

















Wnętrze muzeum jest supernowoczesne:

Wielka Potrzeba Sztuki

Dlaczego ksiądz Bernard Preibisz malował?


















Bardzo duży obraz Męki Pańskiej umieszczono w nowo wybudowanym kościele tarnowskim przed ołtarzem (dzisiaj byłby za ołtarzem, ale zastąpiła go rzeźba Chrystusa).














Niewielkich rozmiarów obraz z postacią św. Filipa wisiał zapewne przy jego ołtarzyku - od lat sześćdziesiątych w tarnowskim kościele jest osobna kaplica św. Filipa.














Dużych rozmiarów, trzeci, znajdujący się w Tarnowie obraz jest owocem wielkiej pasji księdza Bernarda - tworzenia cyklu przedstawień świętych polskich. Tu w adoracji Dzieciątka uczestniczą: św. Kazimierz (w płaszczu królewskim) i św. Stanisław. Freski z tego cyklu znajdują się w Gostyniu wraz z jeszcze innymi obrazami, o których nie wiem. Ale wracając do postawionego pytania, odpowiem na nie trzema słowami, których użył Jarosław Wojciechowski, mój znajomy ze Szkoły Jańskiego choreograf, dla nazwania prowadzonego przez niego studenckiego teatru tańca: Wielka Potrzeba Sztuki.
http://wkramost.blogspot.com/search/label/*Wielka%20Potrzeba%20Sztuki%20-%20Galeria

Górskie tradycje tarnowskich Filipinów



Ksiądz Bernard Preibisz wygnany ze swoimi Filipinami z Wielkopolski, znajdując nową siedzibę w Tarnowie zbliżył się do gór. Wspólnie z księdzem Królikowskim uczestniczył w zakładaniu Towarzystwa Tatrzańskiego. Raz zainicjowane wędrówki i magnetyczna siła gór przekształciły się w trwająca do dziś tradycję:

















Na drzwiach kościoła Filipinów w Tarnowie czytamy:
"Msze Święte miłośników gór w każdą trzecią niedzielę miesiąca o 17.00"
Wznoszenie myśli miłośników gór ma przecież szczytny cel:

















Wielu było piewców gór - do najbliższych nam czasowo należy poeta Jerzy Harasymowicz. Do jego to wiersza Elżbieta Adamiak napisała muzykę i pięknie zaśpiewała o tym, że "W górach jest wszystko, co kocham":
W górach jest wszystko co kocham
Wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą mnie klony za wnuka
Zawsze kiedy tam wracam
Siedzę na ławce z księżycem
I szumią brzóz kropidła
Dalekie miasta są niczem
Ja się tam urodziłem w piśmie
Ja wszystko górom zapisałem czarnym
Ja jeden znam tylko Synaj
na lasce jałowca wsparty
I czerwień kalin jak cyrylica pisze
I na trombitach jesieni głosi bór
Że jedna jest tylko mądrość
Dzieło zdjęte z gór

Pożegnania...

Krugman kolejny już raz żegna się z zespołem Civil Wars, tym razem przypominając ich przebój "Same Old Same Old":

Jeszcze więcej takich pożegnań, a zespół powróci!



"Same Old Same Old"

I wanna leave you
I wanna lose us
I wanna give up
But I won’t

I wanna miss this
I want a heartache
I wanna run away
But I won’t

‘Cause do I love you
Oh, I do
And I’m going to ‘til I’m gone
But if you think that I can stay in this
same old, same old
Well, I don’t
I don’t

I’m gonna break things
I’m gonna cross the line
And make you wake up
‘cause you won’t

I’m gonna name names
I’m gonna call us out
I’m gonna say it
If you won’t

Do I love you
Oh, I do
And I’m going to ‘til I’m gone
But if you think that I can stay in this
Same old, same old
Well, I don’t

Oh I don’t wanna fight
But I’ll fight with you
If I have to, if I have to

‘Cause do I love you
Oh, I do
And I’m going to ‘til I’m gone
But if you think that I can stay in this
Same old, same old
Same old, same old
Well, I don’t
I don’t

Nie znalazłem jeszcze polskiego tłumaczenia tekstu.


















A my żegnamy się z wakacjami (zdjęcie zrobiłem z pociągu TLK "Smok Wawelski" wracając wczoraj z Krakowa do Warszawy).

niedziela, 25 sierpnia 2013

Go home




I’m your dolly,
Stuffed with extra baggage
Lay me down to shut my eyes
Beaded gazes
Lead you nowhere anyways
Press on my heart, I will say
Press on my heart I will say
I am lonely
With a static smile
I think my stitching’s coming loose
I’m hard headed,
But completely soft inside
I’m all wound up and still
The only thing that I can say is
I don’t need you anyway
I don’t need you, go home
Go home
I don't need you anyway
I don't need you, go home
Go home
I’m your dolly,
Stuffed with extra baggage
Lay me down to shut my eyes
Beaded gazes
Lead you nowhere anyways
Press on my heart, I will say
Press on my heart I will say
I don't need you anyway
I don't need you, go home
Go home
I don't need you anyway
I don't need you, go home
Go home
Go home
Go home
Go home
Go home
Go home
W Internecie jest też wcześniejsza wersja, nie aż tak wykrzyczana, ale za to z odpowiednim do tekstu filmikiem:



W niedzielę nad Wisłą


  Odkąd pamiętam, bardzo lubiłem tę piosenkę Wasowskiego ze słowami Broka za jej pogodny nastrój i świetny tekst. Ale poniższe zdjęcia zrobiłem w piątek (nucąc sobie "niedzielną" piosenkę).


















Piątkowa kawalkada obłoków świetnie zastąpiła "obłoczek gołębi" z sympatycznej piosenki.

Po Wiśle można statkiem...

















daleko, daleko, w górę rzeki lub w dół.


Można też wpaść na rybkę.


















Posiedzieć przy piwku, ale...


















...niespodzianka! Obowiązkowo trzeba poćwiczyć!


















A przyrządy są wymagające - kto wyciśnie ciężar ciała na rękach? Ile razy?

Uciekając na drugą stronę rzeki natrafimy na wyczerpującą siatkówkę plażową,


a dzieciaki na podstępny tor przeszkód!


Odpoczynek przynosi dopiero sport balonowy,

albo zwiedzanie Stadionu Narodowego,


który raczej jest obiektem rozrywkowym niż sportowym.

Ale Wisła jest i tak najważniejsza.


I Barka z tańcami nocną porą - co? dziwne, że tak mało tańczących?


















O tak wczesnej porze (godzina 23) młodzież kłębi się na schodach nabrzeża, racząc się przyniesionymi dobrami. Bo prawdziwa zabawa rozkręca się tu po północy...

A JAK BYŁO W NIEDZIELĘ? ZDJĘCIA PONIŻEJ:









piątek, 23 sierpnia 2013

Kartka z kalendarza

TIME Magazine Cover: Konstantin Rokossovsky -- Aug. 23, 1943

Rokossowski po lipcowej bitwie pod Kurskiem i skutecznej ofensywie w sierpniu 1943 roku, stał się najbardziej uznanym dowódcą alianckim (poznano go w momencie przyjmowania kapitulacji Paulusa pod Stalingradem). Tygodnik Time, dokładnie 70 lat temu - 23 sierpnia 1943 - umieścił go na okładce.
W Polsce dopiero go poznajemy:

Największy wojownik po Sobieskim




Bronisław Łagowski

Największy wojownik po Sobieskim

Po raz pierwszy pisałem o marszałku Konstantym Rokossowskim ("Przegląd", 8 listopada 2007 r.) pod wrażeniem dużej ilości książek publikowanych w Polsce o generałach Wehrmachtu, admirałach Kriegsmarine, asach niemieckiego lotnictwa i wywiadu, a także wyższych dowódcach Waffen SS. Te książki nie są pisane w manierze propagandowej, przeciwnie, są rzeczowe, przeważnie obiektywne, a bywa, że z wyczuwalną intencją apologetyczną. Przeważnie są tłumaczone z angielskiego i niemieckiego. Nie zalegają półek księgarskich. Przygodne rozmowy na ten temat nasuwają mi przypuszczenie, że gra wyobraźni polskiego czytelnika przesuwa go coraz bliżej utożsamiania się z niemieckimi bohaterami tych książek. To przypuszczenie jest wzmacniane od czasu do czasu doniesieniami prasowymi z Pomorza, gdzie działacze samorządowi z Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej wyskakują z potępieniami Armii Radzieckiej za to, że zburzyła im ich pomorskie miasta. W przyszłości można się spodziewać uchwał żądających od Rosji odszkodowań za poniesione straty. Nie jest to więc dobry sezon dla polskich historyków na dorobku, aby pisać o Rokossowskim, ale dla osób takich jak ja, którym jest wszystko jedno, sezon jest bardzo dobry. Niestety, nic mi po tym dobrym sezonie, nie mam czasu, aby się zająć tym tematem. Poniżej przytoczę kilka fragmentów z książek innych autorów. Najpierw postawię pytanie: proszę wymienić Polaka, który odegrał największą rolę w historii wojen w okresie po królu Janie Sobieskim do dziś. Po krótkiej lub długiej chwili myślowego mozołu jako tako wykształceni ludzie mogą dać tylko taką odpowiedź, że tym Polakiem był Konstanty Rokossowski. Zaraz pojawią się uściślenia, że był Polakiem tylko w połowie, po ojcu. Otóż to uściślenie jest nieprawdziwe. Zaraz po ukazaniu się pierwszego tekstu o Rokossowskim czytelnik z Warszawy (nazwiska niestety nie zapamiętałem) wskazał nam dowody na to, że matką marszałka była Konstancja z domu Cholewińska, tak samo jak ojciec katoliczka i szlachcianka. Konstantynowicz przed nazwiskiem to nie był patronimik jak u Rosjan, lecz matronimik. Przypisywanie Konstantemu Rokossowskiemu rosyjskiego pochodzenia ze strony matki jest błędem popełnianym przez wszystkich autorów, którzy się w tej sprawie wypowiadają.
Mianowanie Rokossowskiego marszałkiem Polski i ministrem obrony narodowej zostało odebrane przez Polaków jako upokarzająca degradacja państwa polskiego i było tym w istocie, z drugiej zaś strony było degradacją samego marszałka Związku Radzieckiego. Angielski autor Sir Rodric Braithwaite pisze, że po zakończeniu wojny Stalin obawiał się, że będący w apogeum sławy marszałkowie Żukow i Rokossowski mogą zagrozić jego wszechwładzy, w skrajnym przypadku dokonać przewrotu bonapartystowskiego, czego bolszewicy ciągle się obawiali. Dlatego Żukowa posyłał do coraz dalszych okręgów wojskowych, a Rokossowskiego wyznaczył na szefa polskich sił zbrojnych. "Zaszczytne wygnanie" - pisze Braithwaite - zarazem "zatruty kielich". "Rokossowski wiele zrobił, żeby zreorganizować armię oraz poprawić los oficerów i samych żołnierzy... Nie miał jednak wielkiego wyboru i musiał przystać - choć niechętnie - na egzekucję polskich oficerów podejrzewanych o powiązania z Zachodem". Znany z antysowietyzmu polski historyk, niedawno zmarły Paweł Wieczorkiewicz, również przyznaje, że represji w wojsku Rokossowski "nie inicjował". Charakteryzuje on marszałka w sposób następujący: "Dzięki równemu charakterowi i inteligencji najwybitniejszy sowiecki dowódca (...) liczył się z czynnikiem ludzkim i umiał minimalizować straty; ubóstwiany przez podkomendnych" (w: James Lucas, "Niemiecka Armia Wschodnia 1941-1945" s. 301). Wieczorkiewicz szczegółowo zajmował się radzieckimi generałami i jego opinia jest wystarczająca, żeby odrzucić twierdzenie autora komentarza do wywiadu z Ariadną Rokossowską w "Polityce", gdzie czytamy, że wraz z nastaniem Rokossowskiego w wojsku polskim wprowadzono m.in. "zasadę nieliczenia się ze stratami ludzkimi w walce". Akurat Rokossowski był tym, który się liczył, a nieliczenie się nawet pod władzą Stalina nie było zasadą, lecz barbarzyńską praktyką. Nieliczenie się ze stratami ludzkimi jest dobrze znane także z działań polskich generałów, którzy urządzili sobie powstanie warszawskie w skupisku ludności cywilnej, co pociągnęło za sobą śmierć dwustu tysięcy cywilów. Z jednej strony mamy ponure barbarzyństwo stalinowskie, z drugiej weselsze barbarzyństwo na rauszu patriotycznym i alkoholowym a'la generał Okulicki.
Rokossowski jako dowódca armii i frontów zadał siłom niemieckim więcej strat niż wszystkie wojska brytyjskie i amerykańskie razem wzięte. Nie wiem, co piszą o nim historycy niemieccy, opinie autorów angielskich i amerykańskich są w książkach, które miałem w rękach - jednoznacznie pozytywne, a nieraz pełne zachwytu. Cytowany już Rodric Braithwaite pisze: Rokossowski "Jako dowódca frontu w latach 1942 -1945 odnosił same sukcesy. (...) Jeden z wieloletnich współpracowników podsumował go tak: "Był sympatyczny, elegancki, hojny, poprawny w stosunkach z innymi, jako żołnierz świetnie się znał na swoim fachu i miał doskonały, analityczny umysł". Powszechnie była znana jego uprzejmość wobec wszystkich, niezależnie od rangi, zarówno wobec żołnierzy, jak i cywilów. Pisarz Ilia Erenburg uważał go za najlepiej wychowanego ze znanych mu generałów. "W przeciwieństwie do innych oficerów nigdy nie podnosił głosu na kolegów i podwładnych (...). Był wysoki, wyprostowany, sprawny fizycznie, dobrze tańczył... Kiedy spotkał matkę swojego kierowcy z czasów wojny, pocałował ją w rękę - z galanterią, która zdradzała jego polskie korzenie, a której kobieta ta nigdy nie zapomniała. Nic dziwnego, że lubił kobiety, a one lubiły jego". (Cytaty z książki: "Moskwa 1941. Największa bitwa II wojny światowej"). Konstanty Rokossowski wychował się i dorastał w środowisku ziemiańskim (m.in. w majątku stryja Aleksandra) i postszlacheckiej inteligencji. (Jego oficjalny życiorys został przystosowany do radzieckich wymagań. Ariadna, jego prawnuczka, niektóre przeinaczenia sprostowała w wywiadzie dla "Polityki").
Inny historyk brytyjski Antony Beevor, którego książki cieszą się powodzeniem także w Polsce, pisze: "Rokossowski, wysoki, przystojny i elegancki kawalerzysta, różnił się od większości radzieckich dowódców o krępych, przysadzistych sylwetkach, szerokich plecach, tęgich karkach i ogolonych głowach. Różnił się od nich także pod innym względem, jako że był w połowie [wiemy już, że całkowicie - B.Ł.] Polakiem. Już samo to czyniło go wielce podejrzanym i potencjalnie niebezpiecznym w oczach Stalina". Przesunięcie z dowództwa I Frontu Białoruskiego na stanowisko dowódcy II Frontu bardzo Rokossowskiego wzburzyło i niesłusznie początkowo podejrzewał intrygę Żukowa, swego starego przyjaciela. "W rzeczywistości to Stalin nie chciał dopuścić do tego, aby Polaka okryła sława zdobywcy Berlina". Rokossowski "Wiedział, że Ławrientij Beria kierujący NKWD i Wiktor Abakumow, szef Smiersza, kontrwywiadu wojskowego, przez cały czas go obserwowali. Stalin nigdy nie pozostawił Rokossowskiemu najmniejszej wątpliwości, że oskarżenia wysunięte w 1937 roku wciąż nad nim wiszą i że został zwolniony warunkowo. Jakikolwiek błąd i klęska oznaczałyby ni mniej ni więcej, tylko powrót Rokossowskiego pod "opiekę" NKWD. "Wiem doskonale, do czego zdolny jest Beria - powiedział Rokossowski Żukowowi w czasie zdawania obowiązków. - Miałem okazję zwiedzić jego więzienia". "Rosyjscy generałowie musieli jednak czekać osiem lat, by wziąć odwet na Berii". (Cytaty z książki A. Beevora "Berlin 1945. Upadek").
Przedstawione wizerunki marszałka zostały narysowane w kontekście opisów bardzo ponurych stosunków radzieckich w czasach Stalina.
Polacy wyobrażają sobie, że są w posiadaniu jedynie słusznej miary wielkości i wszystko sprowadzają do nadwiślańskiej niziny. Według uniwersalnych kryteriów wielkości Konstanty Rokossowski był jednym z paru największych dowódców w drugiej wojnie światowej. Co z tego, skoro nie należał do Armii Krajowej.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Program Wkramostu (dopełniony).

Głównym motorem Wkramostu jest konstrukcjonizm, który na poziomie przedszkola, podstawówki i gimnazjum najlepiej się prezentuje w formule Lifelong Kindergarten - tematy dostępne dla dzieci prowadzone są w pokrewnej formie aż do wieku mocno dojrzałego. Nie powinny więc budzić zdziwienia następujące sekwencje tematów:

Klocki Lego dla wszystkich
1. Lego-przedszkole
1a. Rekonstrukcja Nowolipek
1b. Wydarzenia 1 sierpnia 1944 w Elektrowni Warszawskiej
1c. Cztery klockowe opowieści
1d. Obliczenia w systemie dwójkowym

Technologia informatyczna dla dzieci (w Scratchu)
2. Scratch elementarny - kursy dla dzieci i nauczycieli szkół podstawowych
2a. Marsz Mokotowa dla japońskiego programu scratchowego World Music Project
2b. Stare zdjęcia i nowe wykonania piosenek partyzanckich w Scratchu (na mapie Polski)
2c. Proste gry w Scratchu
2d. Bajki interaktywne (Złota Kaczka i inne)

Informatyka w ochronie środowiska (realizowana w Scratchu)
3. Habitat dla Hobbita (Habitat4Hobbit) na mapie Świata
3a. Ochrona wielorybów w strefach bezpołowowych (szkic programu)
3b. Przyrodnicze wędrówki po Google-mapach
3c. Ratujmy Arktykę
3d. Ekologiczny spacer miejski

4. Szkółka kryptologii (konkurencyjna dla strony CryptoKids prowadzonej przez NSA)
4a. Kodowanie obrazków przy użyciu klocków Lego i Scratcha (p. strony 39-54 mojej książeczki Zanim...)
4b. Kody użytkowe - sklepowy kod kreskowy i alfabet Morse'a - w Scratchu
4c. Szyfry podstawieniowe - w Scratchu i Logo
4d. Historia Polskiej Szkoły Kryptologii 1919-1939 (konkurencyjność wobec CryptoKids NSA), którą przedstawiałem w postach z etykietą Łamacze Kodów (przykładowe: 1, 2, 3, 4, 5, 6) a którą odczytać można poruszając się wzdłuż drogi z lotniska Chopina na lotnisko Modlin (a dokładniej - do Borkowa).

Wyjście w Kosmos
5. Astrobazy - konstrukcjonistycznie
5a. NASA i ESA - źródła wiedzy i inspracji
5b. Heller i Mathematica

  W tematach powyższych łatwo rozpoznać problematykę mojej książeczki o Logo, dobre praktyki scratchystów przedstawione na konferencji w Barcelonie, echa warszawskich, mazowieckich i polskich tradycji historycznych, a także nasze, pokoleniowe fascynacje książkami Lema.

Kółka olimpijskie

Kółka symbolizują 5 kontynentów:
Flaga olimpijska















Oceania (Australia + wyspy)     38304000
Europa                                   742452000
Ameryki                                972005000
Afryka                                 1110635000
Azja                                     4298723000
Cały Świat                            7162119000
Wykorzystując przeglądarkę Wolframa możemy otrzymać zapis binarny powyższych liczb (należy skopiować napisane wyrażenie i wstawić je do WolframAlpha:
Oceania
convert 38304000 to base 2 wstawione do WolframAlpha daje
10010010000111100100000000_2


Europa
convert 742452000 to base 2 wstawione do WolframAlpha daje                           101100010000001110101100100000_2

Ameryki
convert 972005000 to base 2 wstawione do WolframAlpha daje
111001111011111001111010001000_2

Afryka
convert 1110635000 to base 2 wstawione do WolframAlpha daje
1000010001100101111000111111000_2

Azja
convert 42987230000 to base 2 wstawione do WolframAlpha daje
100000000001110010100111010111000_2

Cały Świat                        
convert 7162119000 to base 2 wstawione do WolframAlpha daje
110101010111001010100001101011000_2

Pobawmy się tymi liczbami z użyciem klocków Lego (dzieci mile widziane).
Wpisujemy dwójkowe reprezentacje trzech, najbardziej powiązanych z Europą populacji - Oceanii, Europy i Ameryk:

















Dodawanie polega na zsunięciu (czasem nałożeniu) niebieskich klocków (zera są nieistotne)


















Można obrócić planszę z klockami:

















Teraz pozostaje przekształcić zapis wyniku poczynając od prawej strony, zamieniając każde dwa klocki na jeden położony na lewo (poniżej pierwsze kroki):


Następny krok daje nam wynik w postaci dwójkowej:
Klocki obrócone:
Okazuje się że zapisie dwójkowy jest to 1101000011110010000001010101000_2, co wstawione jako 1101000011110010000001010101000, do polecenia convert 1101000011110010000001010101000 to base 10 daje właściwy w układzie dziesiętnym zapis 1752761000 - liczbę mieszkańców trzech kontynentów, dla większości których rodzinnym językiem jest któryś z języków europejskich.

Dopiszmy teraz populację Afryki i Azji:



Coś nie tak z 32 miejscem na naszej tablicy - wpisując Azję musimy ustawić klocek podwójny. Oznacza on tylko tyle, że w razie konieczności zrobi z niego zero klocków na pozycji 32 i jeden klocek na zewnątrz tarczy (lub dostawionym klocku). Trochę to mówi o ludnościowym potencjale Azji!

Zsuwamy klocki:
Przeprowadzamy zamianę - z dwóch klocków jeden na sąsiadującym z prawej strony polem:




Znowu na czele trzy klocki - należy je zamienić na jeden poza tablicą, pozostawiając trzeci na zajętej dotychczas pozycji:

W innym ustawieniu tablicy wynik można łatwiej odczytać: