Najlepszą obroną jest atak. Tak jednym zdaniem można podsumować konferencję pt. "Katharsis? Mord na Żydach z Jedwabnego w polskiej debacie tożsamościowej”.
Dyskusja ta odbyła się10 maja br. odbyła się w sali senackiej Uniwersytetu Wileńskiego.W dyskusji uczestniczyli prof. Andrzej Żbikowski, znawca tematyki, profesor Uniwersytetu Warszawskiego (UW), jednocześnie badacz Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie oraz badacz Żydowskiego Instytutu Historycznego w Wilnie, prof. Šarūnas Liekis, znany historyk i politolog z Uniwersytetu Witolda Wielkiego Kownie, który zajmował się intensywnie tematyką żydowską, dr Andrij Portnow z Kijowa, wydawca czasopisma historycznego „Ukraina moderna” oraz dr Felix Ackermann z Berlina, wykładowca Europejskiego Uniwersytetu Humanistycznego w Mińsku, specjalizujący się w dziedzinie historii Białorusi XX wieku. Wszystko zatem przebiegało według klasycznych założeń. Akcja miała miejsce, czas, uczestników. moglaby mieć też swoją dramturgię, zwlaszcza w tym miejscu, gdyby nie dobór dyskutantów i ukierunkowanie dyskusji.
Dyskusja nie dotyczyła tylko Jedwabnego czy Polski, mówiono również o mordach na Żydach w czasie wojny w krajach sąsiednich: Litwie, Białorusi i Ukrainie. I właściwie mogłaby pozostać w mediach niezauważona, no może poza wąskim kręgiem zainteresowanych specjalistów. Gdyby nie miejsce i uczestnicy spotkania. Pierwsze pytanie, które narzuca się, dlaczego w Wilnie? No cóż, to takie samo dobre miejsce do dyskusji, jak Tokio, Waszyngton, Warszawa. Wątpliwości wyboru miejsca wynikają jednak z czego innego. Czy w Wilnie możliwe byłoby przeprowadzenie konferencji nt. "Katharsis? Mord na Polakach i Żydach z Wilna w litewskiej debacie tożsamościowej”. Odpowiedzial na to pytanie sam organizator konferencji Sarunas Leikis - badacz Żydowskiego Instytutu Historycznego w Wilnie.
Główną różnicą między Litwą a Polską, jak mówił dr Šarūnas Liekis, jest samo natężenie dyskusji. O ile w Polsce książka Grossa wywołała duże zainteresowanie, o tyle na Litwie obiektywne badanie tematu udziału miejscowej ludności w zbrodniach nazistowskich pozostaje kwestią zainteresowania kilkudziesięciu osób, co sprawia, że dyskusji brakuje dynamiki. Niewątpliwym problemem są trudności natury emocjonalnej w mówieniu o zbrodniach litewskich, samo mówienie sprawia ból, a częsta pozycja, że nie należy „kalać własnego gniazda” nie ułatwia dyskusji. Częstą sytuacją jest spychanie winy, kwestionuje się udział Litwinów w zbrodniach. Zatem problem, jak mówi dr Liekis, nie tkwi w braku dyskusji akademickiej, gdyż ta istnieje, lecz w stosunku dzisiejszego społeczeństwa do tego tematu. Zgodził się z nim również obecny na spotkaniu prof. Alfredas Bumblauskas.
I w zasadzie to zdanie wyjaśnia powód zorganizowania tej konferencji w Wilnie. Łatwiej przecież dyskutować o prawdziwych, czy rzekomych zbrodniach innych, niż o rzeczywistych zbrodniach swojego narodu. To podejście jest charakterystyczne dla naukowców litewskich. Równie ważny wydaje się głos profesora Bumblauskasa, który odsłania powody tego stanu rzeczy. Społeczeństwo litewskie nie chce ani słyszeć, ani mówić o zbrodniach litewskich podczas II wojnie światowej. Niestety ta postawa jest charakterystyczna nie tylko dla „ulicy”, nie tylko dla szowinistycznie nastawionych polityków litewskich, ale dla większej części litewskiego świata nauki. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy miała miejsce jakakolwiek konferencja na temat zbrodni litewskich, która by została przeprowadzona w Wilnie. Szczerze mówiąc, bardzo w to wątpię.
Kolejną kwestią wymagającą skomentowania jest skład uczestników. Z pozoru też nosi on znamiona obiektywizmu. Wielonarodowy skład dyskutantów mógłby być owszem gwarancją odpowiedniego poziomu naukowego, gdyby nie fakt, iż w tym gronie brak co najmniej jednej osoby, której wiedza nt. mordu w Jedwabnem przewyższa, być może sumę wiedzy wszystkich pozostałych uczestników. Mam na myśli profesora Jerzego Roberta Nowaka. To, że pominięto hochsztaplera naukowego Grossa specjalnie mnie nie dziwi. Jego obecność na jakiejkolwiek konferencji jest kamieniem obrazy dla każdego uczciwego naukowca.
W trakcie dyskusji, jaka się wywiązała pod koniec spotkania, litewscy uczestnicy zapytali prof. Żbikowskiego, czy po dyskusjach o Jedwabnem w Polsce, nastąpiło owe „katharsis”? Czy te dyskusje spotęgowały nacjonalizm u Polaków, wywołując u nich reakcje obronne? Czy udało się wyzbyć kompleksu ofiary?  To ważne pytania i należy je stawiać. Warto je jednak postawić również litewskim naukowcom. Czy po dyskusjach o Ponarach na Litwie, nastąpiło owe „katharsis”? Czy te dyskusje spotęgowały nacjonalizm u Litwinów, wywołując u nich reakcje obronne? Czy udało się wyzbyć kompleksu ofiary?  Łatwo na te pytania odpowiedzieć. Łatwo, ponieważ nikt na Litwie takich pytań albo nie stawia, albo też nie chce na nie uczciwie odpowiadać. Dowodzi tego dyskusja, jaka się wywiązała na temat pogromu w Kownie pod koniec czerwca 1941 r. Dyskusja toczyła się wokół kwestii, czy masakra, w której niechlubną rolę odegrała również miejscowa ludność litewska. Dla Litwinów istotniejsze tak w tym przypadku, jak i w przypadku Ponar są sprawy trzeciorzędnie. W przypadku Kowna, czy pogrom rozpoczęł się już po, czy jeszcze przed wkroczeniem Niemców. W przypadku Ponar, w jakich mundurach występowali mordercy litewscy, w niemieckich, czy w litewskich. Nawiązał w tym kontekście również do relacji polsko-litewskich: „owszem, może się komuś nie podobać, że starsze panie modlą się po polsku przy Ostrej Bramie. Ale to wynika z historii. Dziś Wilno to wasza stolica i tak pozostanie"
Paradoksalnie dobrze się stało, że ta konferencja odbyła się właśnie w Wilnie i właśnie na ten temat. Dzięki temu widać wyraźnie dwulicowość litewskich naukowców, którzy nie dostrzegają belki w swoim oku, a dostrzegają igłę w oku bliźniego. Można też ten syndrom określić dosadniej. Łapaj złodzieja! Zwykle najgłośniej krzyczy w ten sposób sam złodziej.
I jeszcze jedna kwestia. Udział polskich naukowców w konferencjach na ten temat poza granicami Polski. Wartością nauki samą w sobie jest wolność i prawo do uprawiania badań naukowych. I jako tako nie odmawiam tego prawa naukowcom z Wilna, Kowna, Minska itd.
Pan Żbikowski może sobie jeździć gdzie chce i wypowiadać co chce. Ostatecznie wystawia świadectwo samemu sobie i nikt poważny nie będzie uważał, ze jest to głos całej nauki polskiej. Udział profesora Żbikowskiego w konferencji wileńskiej to problem szerszy sam w sobie. Czy branie udziału w podobnych do tej, tendencyjnych i w gruncie rzeczy jednostronnych, z uwagi na wybór tematu i miejsca i uczestników, imprezach, jest właściwy? Czemu to, i komu to służy? Nauce? Polsce? Czy w ogóle jest możliwa dyskusja z drugą stroną (litewską) na ten temat, która nie wykazuje generalnie jakiejkolwiek skłonności do poważnego rozprawienia się z ciemnymi stronami własnej historii – poważne rozprawy naukowe na temat Ponar to prace polskich historyków. A wszelkie próby dojścia do prawdy wywołują ze strony litewskiej histerię. Tak właśnie traktuję tę konferencję. To typowa ucieczka do przodu zamiast podejmowania uczciwej dyskusji. Po co rozprawiać o zbrodniarzach "miejscowych” (tak określani są zbrodniarze litewscy na ponarskim memoriale). Lepiej zajmować się przecież polskim antysemityzmem, polskimi zbrodniami.
 Moim zdaniem, dopóki naukowcy litewscy i generalnie Litwini nie przejdą sami swego rodzaju katharsis, nie mają moralnego prawa do sądzenia innych. Udział w podobnych propagandowych imprezach traktuję jako przejaw albo bezgranicznej głupoty graniczącej z naiwnością, albo też wyrafinowanej perfidii.
Post scriptum. W podsumowaniu profesor Żbikowski powiedział, że:
musimy sobie wyjaśnić, jaka była jego przeszłość, musimy znaleźć rozwiązanie dla problemu potomków jego dawnych mieszkańców, którzy mówią po polsku. Zarówno Litwini, jak i Polacy mają sporo na swoim sumieniu i musimy dążyć do prawdy, uczyć się demokracji cały czas. Ale to budzi na świecie szacunek, co my robimy"
I jeszcze jedno z wiekopomnych odkryć pana profesora:
 owszem, może się komuś nie podobać, że starsze panie modlą się po polsku przy Ostrej Bramie. Ale to wynika z historii. Dziś Wilno to wasza stolica i tak pozostanie
Zapewne pan profesor był pierwszy raz w Wilnie i nigdy nie był w Ostrej Bramie. Gdyby było inaczej zobaczyłby, że w Ostrej Bramie modlą się nie tylko babcie.
To zdanie mówi o nim więcej niż wszystkie jego artykuły i książki razem wzięte. Polacy, to dla tego pana, osoby mówiące po polsku. Sumienie polskie i litewskie jest dla tego pana jednakowej wagi. Czy można się zatem dziwić, że znalazł się w Wilnie 10 maja br. na tej konferencji, w tym gronie? Czy można oczekiwać, że byłby gotów wziąć udział w konferencji w Wilnie na temat zbrodni w Ponarach, albo zbrodni w Koniuchach?