Dzisiaj (Wielki Piątek) jestem myślami w Tarnowie i w Wejherowie.
Dużych wymiarów obraz Męki Pańskiej, do umieszczenia na głównym ołtarzu, namalował ksiądz Bernard Preibisz, zapewne w latach osiemdziesiątych XIX wieku:

Ile czasu go malował? Czy wzorował się na jakimś znanym obrazie? Dla mnie ważne jest jedno - jego intencja umacniania wiary chrześcijańskiej:
http://wkramost.blogspot.com/2013/08/wielka-potrzeba-sztuki.html
Mamy zdjęcie naszej mamy zrobione w Wejherowie. Idzie chodnikiem z Siostrą Alicją i ciocią Jadzią. Czy mama i ciocia przyjechały do swojej starszej siostry tylko w odwiedziny, czy też może by wziąć udział w Drodze Krzyżowej?
http://www.wejherowo360.pl/kalwaria/
Błogosławiona Alicja Kotowska brała udział w wejherowskim misterium Męki Pańskiej wielokrotnie przed 1939 rokiem. Kalwaria Kaszubska była wtedy miejscem tradycyjnych pielgrzymek Kaszubów, a mieszkańcy nowo zbudowanej Gdyni szukali tam duchowych korzeni Polaków. Modlono się żarliwie, szczególnie o pokój. Dzisiejsi Misternicy Kaszubscy dodają modlitwom wymiar sztuki performatywnej:
http://wejherowo.naszemiasto.pl/artykul/misterium-meki-panskiej-2015-na-kalwarii-wejherowskiej,3331347,artgal,14829631,t,id,tm,zid.html
Patrząc inaczej na istotę przesłania Wielkiego Piątku, pomyślmy czy cierpiąca Ziemia nie potrzebuje dzisiaj nowej Dobrej Nowiny?
http://www.theguardian.com/global-development-professionals-network/gallery/2015/apr/01/over-population-over-consumption-in-pictures
Rozmowa:
Anna Dobiegała: Grzechy, za które Jezus Chrystus umierał 2 tys. lat temu na krzyżu, różnią się od tych, z których się dzisiaj spowiadamy?
Ks. dr Krzysztof Niedałtowski: Myślę, że natura ludzka się nie zmienia. Zarówno chęć dominacji, jak i pokusa władzy, konsumpcji, lenistwa czy wygodnictwa jest i była taka sama. Być może teraz mamy łatwiejszy dostęp do pokus. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga i w sobie samych musimy wykonać pracę, by przezwyciężyć swoje słabości i odrodzić w sobie to, co dobre i szlachetne.
Historia nie zmienia natury ludzkiej, może zmienia okoliczności i zakres pokus, natomiast niezależnie od czasów grzechy są te same i te same są szanse. Chciałbym zwrócić uwagę, że ten czas jest czasem wielkiej szansy, którą możemy duchowo dobrze wykorzystać.
Podoba się księdzu zdjęcie na okładce? Uczestnik Ekstremalnej Drogi Krzyżowej przeszedł z Gdańska Matemblewa do Kalwarii Wejherowskiej z drewnianym krzyżem na plecach...
Na pewno jest to zapis jakiegoś autentycznego przeżycia młodych, jak widzimy, ludzi. Tego typu wydarzenia odzwierciedlają jakiś rodzaj zapotrzebowania duchowego, potrzebę wyrażenia duchowych emocji, które siedzą w ludziach. Na EDK czy misteria Męki Pańskiej patrzę bardzo pozytywnie jako na ożywienie kultywowania bardzo starej tradycji drogi krzyżowej, jest to przecież nabożeństwo z głębokiego średniowiecza. Dla młodych ludzi dodatkową zachętą jest to, że jest ekstremalnie, że trzeba się ze sobą zmierzyć, że trzeba coś pokonać. Młodzi ludzie bardzo lubią wyzwania, lubią przekraczać siebie samych, a EDK nosi w sobie ten rodzaj zaproszenia czy wyzwania.
Mnie cieszy zwłaszcza to, że odnawiają się misteria Męki Pańskiej. Dramat Chrystusa jest nie tylko czytany w zaciszu domowym, ale wychodzi na zewnątrz. Jest to przeżycie czegoś, doświadczenie, jest w tym bardzo silna ekspresja. W Poznaniu w Misterium Męki Pańskiej bierze udział 20 tys. osób, 300 aktorów. Wychodzenie na ulicę z tego typu wydarzeniami jest zjawiskiem stosunkowo nowym, pokazuje ogromne zaangażowanie ludzi świeckich w przeżywanie Wielkiego Postu i Wielkiej Nocy.
Trochę mi się to kojarzy z tradycją hiszpańską. Podróżując po Hiszpanii, widuję, jak młodzi ludzie z wielką dumą noszą na ramionach platformy z rzeźbami ukrzyżowania czy ostatniej wieczerzy. Funkcję "nosiciela" dziedziczy się po ojcu czy dziadku. Ci młodzi ludzie są wykolczykowani, wytatuowani, gdybym ich zobaczył w ciemnym kącie, tobym się ich przestraszył, byłem bardzo zaskoczony, z jaką dumą i gorliwością dźwigali na sobie też żywe obrazy Męki Pańskiej. To świadczy o tym, że ludzie mają jednak potrzeby duchowe, mają oczekiwania na poziomie ducha, a nie tylko zakupów świątecznych.
Skąd w ludziach potrzeba takich ekstremalnych doznań?
Z tego samego bierze się pielgrzymowanie. Swego czasu niesamowicie modna zrobiła się pielgrzymka do Santiago de Compostela. Idąc tam przed paru laty, spotykałem ludzi z całego świata: Francuzów, wydawałoby się bardzo laickich Niemców, Szwajcarów, Polaków. Szlakiem św. Jakuba prowadzą bardzo indywidualne pielgrzymki, to nie to, co wielkie, grupowe wyjścia do Częstochowy.
Pielgrzymka oznacza wyjście z domu, z tego, co oswojone, bezpieczne i własne, i zmierzanie do celu, który nas przekracza. Santiago de Compostela to była i ciągle jest pokusa dojścia do końca świata. Jeden dzień drogi dalej jest przylądek Cabo Fisterra, czyli koniec świata, jak rozumiano to w czasach przed Kolumbem. Pielgrzymka to wyzwanie, żeby dojść do kresu swoich możliwości, a jednocześnie tam, u kresu, czeka nas spotkanie z kimś bardzo ważnym.
Potrzeba brania udziału w tego typu wydarzeniach niewątpliwie w człowieku istnieje. Ten rodzaj wyzwania fizycznego wiąże się również z próbą ducha. Wydaje mi się to bardzo uzasadnione, normalne, ludzkie i dobrze, że się odnawia.
Dlaczego co roku chcemy oglądać ukrzyżowanie Chrystusa? Patrzeć na jego krew i cierpienie?
Ludzie chcą przeżywać Misterium Męki Pańskiej również na zasadzie zmysłowej. Z zewnątrz może się to wydawać okrutne. Gdyby np. ktoś przyleciał z Marsa i zobaczył nas uczestniczących w takim wydarzeniu, mógłby się zdziwić, że celebrujemy jakiś rodzaj morderstwa, wieszania kogoś na drzewie, by posłużyć się innym językiem niż ten, do którego przywykliśmy. Jest w tym na pewno pewnego rodzaju solidarność z tym, którego krzyżują.
Kiedy Mel Gibson zrobił "Pasję", podniosło się wiele głosów, że film jest zbyt krwawy, zbyt okrutny. Mnie też wydawał się w paru miejscach za bardzo hollywoodzki, ale miał jeden duży walor - środkami współczesnej techniki filmowej rozbił bezpieczną szybę, za którą siedzimy i oglądamy mękę Jezusa, zapakowaną w tradycję. Gotyckie figury przedstawiające mękę Pańską są wprawdzie przejmujące, ale jednak wykonane z drewna. To nas znieczula. Tymczasem uczestniczenie w ulicznych misteriach męki Pańskiej jest niebywałym doświadczeniem.
Mogę się tu podzielić własną obserwacją z rozmów z aktorami, którzy odgrywali postać Jezusa Chrystusa. W Pasji, którą zrobiliśmy wspólnie z Wojciechem Misiuro w kościele św. Bartłomieja, Chrystusa grał młody człowiek. Nie spodziewałem się, że tak mocno to na niego zadziała. Najpierw miał wielki opór, żeby wcielić się w Jezusa, a potem mówił o przemianie duchowej, jakiej dzięki temu doświadczył.
Każdy z nas wielokrotnie czytał tekst Ewangelii o męce Pańskiej, mniej lub bardziej już to po nas spływa. A tu człowiek, która gra Jezusa, przybiera na siebie jego tożsamość, nagle umiera za innych ludzi, może to przeżyć i doświadczyć. Aktorzy amatorzy grający w misteriach mają przed sobą z pewnością wielkie zadanie, podobnie tłum, który stoi i krzyczy. Jeśli uczestnik misterium wczuwa się w swoją rolę, to jest to coś, co go odmienia, co sprawia, że jest o wiele mniej obojętny.
Gdańsk też dźwiga swój krzyż?
Nie chciałbym tutaj mówić o doświadczeniach związanych z trudem codziennego życia. Doświadczamy go w każdym mieście. Krzyż można tu rozumieć symbolicznie jak coś, co wynika z historii tego miasta, ale nie obciąża, a paradoksalnie wzmacnia. Taka jest trochę logika krzyża.
W Gdańsku zaczęła się druga wojna światowa, stąd papież Jan Paweł mówił, że każdy powinien mieć swoje Westerplatte rozumiane jako rodzaj doświadczenia pasyjnego. To tutaj dokonała się bezkrwawa rewolucja Solidarności i to jest to dla nas rodzaj zadania, które powinniśmy kontynuować i przekazywać następnym pokoleniom - filozofię zmieniania czegoś nie przemocą, nie agresją, nie siłą, tylko trwaniem przy wartościach.
Jan Paweł II mówił, że solidarność znaczy: jedni drugich brzemiona noście. Na tym polega właśnie krzyż Solidarności, żeby nie myśleć tylko o sobie, ale żeby zrezygnować z własnej wygody i własnych przywilejów, wziąć ciężar innego człowieka i solidarnie się nim podzielić. Tak w kategoriach symbolicznych można zdefiniować ten gdański krzyż czy gdańską pasję.
Za co współczesny Kościół powinien posypać sobie głowę popiołem?
Myślę, że też jest podobnie jak przed wiekami. Jeśli Kościół przestaje być podobny do Mistrza z Nazaretu, to powinien wykonywać dużą, ciężką pracę nad przywróceniem tego zatraconego podobieństwa. A przestaje być podobny wtedy, kiedy szuka władzy zamiast służby, kiedy obrasta w przywileje zamiast dzielić się solidarnie z tymi, którzy są ubodzy czy też dotknięci przez los. Kościół traci z horyzontu swojego Mistrza, jeśli tylko napomina i grozi palcem, a nie pociesza i podnosi. Zdarzało się to i w czasach średniowiecza, i w czasach renesansu, i na szczęście zawsze przychodzili jacyś prorocy, którzy wysyłali nowe impulsy do tego, żeby wracać do źródeł.
Myślę, że w naszych czasach niewątpliwie papież Franciszek jest taką postacią, która używa tego najprostszego języka, która nie tylko mówi, ale daje takie właśnie znaki całemu Kościołowi, nie tylko duchowieństwu. Jeśli ktoś mu zarzuca, że tylko na pokaz, to powinien się przyjrzeć jego wcześniejszym latom kapłańskim i biskupim w Argentynie. Tego się nie da udawać, on tak po prostu żył i tak żyje dalej, takie ma dla nas orędzie i myślę, że warto z tego skorzystać. Jego wybór można czytać w kategoriach socjologicznych, ale ja chciałbym go czytać również w kategoriach duchowych jako znak, który ma być znakiem odnowienia i oczyszczenia Kościoła.