Viktor Orbán:
Oczekujemy na wielkie święta chrześcijańskiego świata, na narodziny naszego Pana Chrystusa. W ciszy oczekiwania wznosimy wzrok, odkładamy na bok myśli o codzienności, poszerza się nasz duchowy horyzont. W tym szczególnym stanie możemy dokonać obrachunku mijającego roku i na nowo przemyśleć nasze zadania, które czekają nas w świecie w nadchodzącym roku.
My, Europejczycy ¬– przyznając się do tego lub nie, świadomie czy nieświadomie – żyjemy w kulturze ukształtowanej na fundamencie nauki Chrystusa. Przywołam tu znane powiedzenie naszego pierwszego po komunizmie premiera, Józsefa Antalla: „W Europie nawet ateista jest chrześcijaninem”.
My, Węgrzy, w sposób uprawniony uważamy siebie za naród chrześcijański. Nasz ojczysty język, poprzez który zrozumieliśmy i tworzyliśmy rzeczywistość, nie jest spokrewniony z żadnym europejskim narodem. Ma to też swoje wartościowe konsekwencje.
Od naszego poety Mihálya Babitsa wiemy, że duch węgierski narodził się ze spotkania naszego przyniesionego ze Wschodu charakteru oraz chrześcijańskiej kultury Zachodu. Stąd zaś, możemy dodać, pochodzi węgierski sposób patrzenia na świat oraz nasz sposób myślenia. To spotkanie jest też przyczyną wielu trudności, niezrozumienia, osamotnienia, jak też – od czasu do czasu – poczucia wyobcowania.
Pomimo to nasza chrześcijańska tożsamość i żywa wiara zachowały nas przez tysiąc lat w sercu Europy. Dlatego aż po dziś dzień możemy żyć w kulturze naszego języka ojczystego i jesteśmy dumni z tego, że naród nasz swoimi tysiącletnimi osiągnięciami wniósł swój wkład w rozwój Europy.
Zgodnie z Ewangelią według Marka, drugie przykazanie Chrystusa brzmi następująco: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Obecnie w Europie ten Chrystusowy nakaz jest często przytaczany. W ten sposób chce się zrobić nam zarzut, że choć uważamy się za chrześcijan, nie chcemy, co więcej, nie pozwalamy, by w Europie zamieszkały miliony ludzi przybywających z innych kontynentów.
Zapomina się jednak o drugiej części tego przykazania. Wszak lekcja składa się z dwóch części: mamy kochać naszych bliźnich, ale mamy też kochać samych siebie. Kochać samych siebie oznacza i to, by podejmować odpowiedzialność oraz bronić tego wszystkiego, czym i kim jesteśmy.
Kochać samych siebie oznacza, że kochamy naszą Ojczyznę, nasz naród, naszą rodzinę, węgierską kulturę i europejską cywilizację. W tych ramach rozkwitła i wciąż na nowo może rozkwitać nasza wolność, węgierska wolność.
Poprzez wieki żyliśmy tak, jak mogliśmy: węgierska wolność była jednocześnie rękojmią wolności Europy. Z tą świadomością misji stawialiśmy czoło w czasie podbojów prowadzonych przez Imperium Osmańskie, to wkładało miecz w ręce naśladowców Petőfiego i to też dawało odwagę pesztańskim chłopakom w 1956 roku.
Nasza Konstytucja opisuje to tak: „Jesteśmy dumni z tego, że nasz król święty Stefan przed tysiącem lat zbudował państwo węgierskie na twardych fundamentach i uczynił naszą Ojczyznę częścią chrześcijańskiej Europy. Uznajemy rolę chrześcijaństwa jako siły utrzymującej naród”.
Wyznaczając granice naszej tożsamości, określamy chrześcijańską kulturę jako źródło naszej dumy i siły przetrwania. Chrześcijaństwo stanowi kulturę i cywilizację. W nim żyjemy. Nie chodzi tu o to, ilu ludzi uczęszcza do kościoła lub ilu szczerze się modli.
Kultura jest rzeczywistością codzienności. Tego, jak mówimy, jak się zachowujemy wobec siebie, jaki dystans zachowujemy w stosunku do innych, jak się do nich zbliżamy, jak przychodzimy na ten świat i jak z niego odchodzimy. Dla ludzi cywilizacji europejskiej chrześcijańska kultura określa zasady codziennej moralności. W sytuacjach granicznych to ona wyznacza miarę i kierunek.
Chrześcijańska kultura wyznacza nam drogę pośród sprzeczności życia. Określa nasze pojmowanie sprawiedliwości i niesprawiedliwości, pojmowanie relacji mężczyzna-kobieta, pojmowanie rodziny, sukcesu, pracy i honoru.
Nasza kultura jest kulturą życia. Punktem wyjścia, alfą i omegą naszej filozofii życiowej jest wartość życia, otrzymana od Boga godność każdej osoby – bez tego nie bylibyśmy nawet w stanie docenić „praw człowieka” i im podobnych współczesnych pojęć. Dlatego wydaje się nam wątpliwe, czy można je eksportować do życia cywilizacji zbudowanych na innych fundamentach.
Obecnie atakowane są podstawy europejskiej cywilizacji. Zagrożona została cała oczywistość europejskiego życia; chodzi o rzeczy, nad którymi nie trzeba się zastanawiać, tylko je czynić. Istota kultury tkwi właśnie w tym, że jeśli nie jest zrozumiała sama przez się, wtedy my, ludzie, tracimy punkty zaczepienia.
Nie będzie czego się uchwycić, nie będzie wzorca dla naszych zegarów ani punktu odniesienia dla naszych kompasów. Niezależnie od tego, czy chodzimy do kościoła czy nie, a jeśli tak, to do jakiego, nie chcemy obchodzić świętego wieczoru Wigilii za zasuniętymi zasłonami, aby tylko nie zranić wrażliwości innych.
Nie chcemy, by zmieniano nazwy naszych Bożonarodzeniowych kiermaszy. I w żadnym wypadku nie chcemy chować się za betonowymi barierami. Nie chcemy, by nasze dzieci pozbawiono radości oczekiwania na św. Mikołaja czy aniołka. Nie chcemy, by odebrano nam Święto Zmartwychwstania.
Nie chcemy, by nasze nabożeństwa odbywały się w atmosferze niepokoju i lęku. Nie chcemy, by w tłumach witających Nowy Rok napastowano nasze żony i córki.
My, Europejczycy, jesteśmy chrześcijanami. To jest nasze dziedzictwo, tak żyjemy. Dotąd było dla nas czymś naturalnym, że Jezus się rodzi i umiera za nas, by zmartwychwstać. Nasze święta są dla nas zrozumiałe same przez się i oczekujemy od nich, by nadawały sens naszej codzienności. Kultura podobna jest do systemu odpornościowego ludzkiego ciała: dopóki działa, nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. Zauważamy go – i wtedy staje się dla nas czymś ważnym – gdy słabnie.
Gdy retuszują krzyże, gdy z pomnika Jana Pawła II chcą zdjąć krzyż, gdy pragną, byśmy zmienili porządek naszych świąt, wtedy każdy obywatel Europy, który ma sumienie, głośno zaprotestuje. Również ci, dla których – jak bardzo trafnie określił to Gyula Juhász – chrześcijaństwo to „tylko pogaństwo święconej wody”. Również i ten, kto jak Oriana Fallaci, będąc „chrześcijaninem-ateistą”, boi się o Europę.
Dziś pod ostrzałem znalazły się fundamenty naszego życia, porządku naszego świata. System immunologiczny Europy jest świadomie osłabiany. Są tacy, którzy pragną, byśmy przestali być tymi, którymi jesteśmy. Chcą, byśmy stali się takimi, jakimi nie chcemy być. Chcą, byśmy wymieszali się z ludami przybywającymi z innych części świata i stali się kimś innym, aby to wymieszanie odbywało się bezproblemowo.
W blasku Bożonarodzeniowych świateł jasno widać, że ci, którzy atakują chrześcijańską kulturę, grają na zniszczenie Europy. Chcą odebrać nam nasze życie i podmienić na coś, co nim nie jest. W zamian za nasze dotychczasowe, obiecują nowe, bardziej „oświecone”.
To jednak jest utopią, destylatem nie rzeczywistego życia, ale oderwanych od niego, abstrakcyjnych, filozoficznych myślowych kreacji. Utopie są jak sny, które mogą być cudowne, dlatego pociągające, ale i jak sny zagmatwane, niezrozumiałe, mroczne i pozbawione sensu. Nie można w nich ani żyć, ani zrozumieć, o co w nich chodzi.
Nie twierdzimy, że kultura chrześcijańska jest najdoskonalsza. Właśnie to jest kluczem do chrześcijańskiej kultury, iż zdajemy sobie sprawę z niedoskonałości, również z naszej własnej niedoskonałości. Nauczyliśmy się jednak z tym żyć, czerpać z tego natchnienie i siłę napędową. Właśnie dlatego od wieków my, Europejczycy, staramy się czynić świat lepszym.
Dar niedoskonałości polega wszak na tym, że mamy możliwość poprawy. Nawet i tę możność chcą nam odebrać ci, którzy poprzez obietnicę pięknego, nowego, wymieszanego świata chcą teraz zburzyć wszystko to, za co nasi przodkowie oddawali – jeśli trzeba było – swoją krew, a co my mamy w obowiązku przekazać jako dziedzictwo potomnym.
Przez pewien czas o tym zapomniano, ale dziś coraz częściej słyszę na nowo, że ojcowie założyciele Unii Europejskiej przed sześćdziesięciu laty wyznaczyli kierunek. Europa będzie chrześcijańska albo jej nie będzie, powiedział Robert Schuman. Rok 2017 postawił kraje Europy przed historycznym zadaniem.
Oto nowe zadanie dla wolnych narodów Europy, dla narodowych rządów wybranych przez wolnych obywateli: musimy obronić chrześcijańską kulturę! Nie na zgubę innym, ale dla obrony nas samych, naszych rodzin, narodów, krajów i „ojczyzny ojczyzn”, Europy.
W roku 2017 mogliśmy zobaczyć, że przywódcy europejskich krajów różnie podchodzą do tego zadania. Według niektórych, taki problem w ogóle nie istnieje. Inni uważają, że na tym właśnie polega postęp. Jeszcze inni poszli drogą poddania się. Są i tacy, którzy czekają z założonymi rękami na to, że ktoś inny za nich rozwiąże ten problem.
Tysiącletnia historia Węgier jest dowodem na to, że my tacy nie jesteśmy. My chodzimy innymi drogami. Naszym punktem wyjścia zawsze było to, iż mamy prawo do naszego własnego życia. Gdy mieliśmy ku temu dość siły, udawało nam się to prawo obronić. Dlatego od lat trudzimy się, by Węgry się umocniły i w końcu stanęły znów na własnych nogach.
Spoglądając w rok 2018, możemy stwierdzić tylko tyle, że dopóki na czele kraju stoi rząd narodowy, dopóty roztropnie, z pokorą, ale bezkompromisowo będziemy pracować na rzecz tego, by nasza Ojczyzna pozostała krajem węgierskim o chrześcijańskiej kulturze. Uczynimy też wszystko, by także Europa pozostała europejska.
Szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia wszystkim!
niedziela, 31 grudnia 2017
sobota, 30 grudnia 2017
Opowieść o naszym Michale
Łukasz Nicpan
Podwójne widzenie (fragmenty)
Staram się patrzeć podwójnie
za siebie i przyjaciela
to mu obiecałem kilka dni przed śmiercią
w dramatycznym braku innych słów pociechy
[...]
pięć lat minęło odkąd za dwóch patrzę
[...]
i wciąż do niego szepcę jak w teatrze
do towarzysza szepce się ślepego
[...]
kto wszedł kto wyszedł i co tak stuknęło
że aż się wzdrygnęło zbratane ramię
spokojnie stary to jedynie laska
z kościaną gałką upadła na scenę
a on mnie słucha i we wszystko wierzy
i wszystko widzi
nawet kiedy kłamię
Podwójne widzenie (fragmenty)
Staram się patrzeć podwójnie
za siebie i przyjaciela
to mu obiecałem kilka dni przed śmiercią
w dramatycznym braku innych słów pociechy
[...]
pięć lat minęło odkąd za dwóch patrzę
[...]
i wciąż do niego szepcę jak w teatrze
do towarzysza szepce się ślepego
[...]
kto wszedł kto wyszedł i co tak stuknęło
że aż się wzdrygnęło zbratane ramię
spokojnie stary to jedynie laska
z kościaną gałką upadła na scenę
a on mnie słucha i we wszystko wierzy
i wszystko widzi
nawet kiedy kłamię
piątek, 29 grudnia 2017
Powstanie widziane z Dobrej
Napisałem dwa programy w Scratchu, na których rozmieściłem stopklatki z filmu Powstanie Warszawskie, z obiektami widzianymi z ulicy Dobrej:
Północna część Dobrej
https://scratch.mit.edu/projects/195594941/#editor
Południowa część Dobrej
https://scratch.mit.edu/projects/195597692/#editor
Opis połączeń miejsc "stopklatkowych" z fragmentami filmu Powstanie Warszawskie zamieściłem w poście:
http://wkramost.blogspot.com/2017/12/stopklatki.html
Oczywistym celem tych i innych postów jest wspieranie postulatu uznania Kwartału-Reduty za Pomnik Historii Polski:
https://docs.google.com/document/d/1B896BY0L-A-2OX-R33w9K0Zv_uigCUrvyn_M5Z5xN_k/edit#heading=h.plha42t5vyfc
Scratch umożliwia ożywienie (powiększanie i zmniejszanie) obrazków:
Północna część Dobrej
https://scratch.mit.edu/projects/195594941/#editor
Południowa część Dobrej
https://scratch.mit.edu/projects/195597692/#editor
Opis połączeń miejsc "stopklatkowych" z fragmentami filmu Powstanie Warszawskie zamieściłem w poście:
http://wkramost.blogspot.com/2017/12/stopklatki.html
Oczywistym celem tych i innych postów jest wspieranie postulatu uznania Kwartału-Reduty za Pomnik Historii Polski:
https://docs.google.com/document/d/1B896BY0L-A-2OX-R33w9K0Zv_uigCUrvyn_M5Z5xN_k/edit#heading=h.plha42t5vyfc
czwartek, 28 grudnia 2017
Bankructwo elit
Ludzie skąd tyle kompromitującej nienawiści w Krytyce Politycznej - kiedyś wyważonej i zmierzającej do współpracy z katolicyzmem.
Cytuję:
"9. NASI
Duża część społeczeństwa widzi właśnie w PiS reprezentację woli narodu. Nie oznacza to większej partycypacji, tylko to, że wreszcie do władzy doszli ludzie „tacy jak my”. Można ich lubić albo podziwiać bez kompleksów. Symboliczna Beata Szydło, ulubienica nie tylko pisowskiego elektoratu, to w końcu pani, którą możemy spotkać w warzywniaku, z synem księdzem pod pachę. Tu pojawia się na marginesie kwestia trudna do wyartykułowania – estetyczna. My się im nie podobamy, podobnie jak oni nam. Naprawdę nigdy nie słyszeliście komentarza: popatrz, jak oni wyglądają!"
Cytuję:
"9. NASI
Duża część społeczeństwa widzi właśnie w PiS reprezentację woli narodu. Nie oznacza to większej partycypacji, tylko to, że wreszcie do władzy doszli ludzie „tacy jak my”. Można ich lubić albo podziwiać bez kompleksów. Symboliczna Beata Szydło, ulubienica nie tylko pisowskiego elektoratu, to w końcu pani, którą możemy spotkać w warzywniaku, z synem księdzem pod pachę. Tu pojawia się na marginesie kwestia trudna do wyartykułowania – estetyczna. My się im nie podobamy, podobnie jak oni nam. Naprawdę nigdy nie słyszeliście komentarza: popatrz, jak oni wyglądają!"
Czy naprawdę w warzywniaku spotyka się matki z synami wykształconymi na księży? Co pani Dunin chodzi po głowie - utopienie religijności w podwórkowej gnojówce? Na rzecz jakich wartości?
Znam nieźle trzy języki obce: angielski, rosyjski i niemiecki - prawdopodobnie jak 50% inteligencji. Czy pani Dunin nie jest w stanie posługiwać się angielskim (nie zna, nie lubi?) Bardzo mało ludzi zna język francuski (już bardziej hiszpański), więc po co używać słów ośmieszających nawet "wykształciuchów"? Takich jak:
"jouissance" (w przybliżeniu polska "radocha", bo to przyjemność z domieszką orgazmu). Co kogo kręci:
https://www.pudelek.pl/artykul/71633/dunin_odpowiada_ostro_karpowicz_zyje_w_konkubinacie_z_sekretarzem_nagrody_nike/
"jouissance" (w przybliżeniu polska "radocha", bo to przyjemność z domieszką orgazmu). Co kogo kręci:
https://www.pudelek.pl/artykul/71633/dunin_odpowiada_ostro_karpowicz_zyje_w_konkubinacie_z_sekretarzem_nagrody_nike/
Jakie to podobne do "mezonów" Łozińskiego, obecnego "szefa" KOD-u. Mezony to coś pomiędzy elektronami i protonami, ale nawet fizycy nie są przekonani do ich natury: cząsteczkowej czy falowej. Czekam na Nobla dla kodulca, gdy to ustali!
I na koniec statystyczna bzdura pani Dunin:
"Wypadłoby na koniec napisać coś optymistycznego. Przynajmniej 50 procent społeczeństwa nie popiera PiS-u itepe."
Nikt przy zdrowych zmysłach nie zalicza ludzi obojętnych do kategorii przeciwników!!
środa, 27 grudnia 2017
Są jakieś granice
Od blisko miesiąca Zarząd Wspólnoty Mieszkaniowej nie reaguje na moje maile!! Nie chcemy spodziewanych reparacji, bo parę osób ma wizję zamiany zabytku na hotel.
http://wkramost.blogspot.com/2017/12/stopklatki.html
http://wkramost.blogspot.com/2017/12/podpis-kepskiego.html
Czy niektórzy nie wiedzą, że za niszczenie zabytku grozi odpowiedzialność karna?!
http://wkramost.blogspot.com/2017/12/zajecza-i-dobra-w-powstaniu-warszawskim.html
Historia zobowiązuje!!!
http://wkramost.blogspot.com/2017/12/stopklatki.html
http://wkramost.blogspot.com/2017/12/podpis-kepskiego.html
Czy niektórzy nie wiedzą, że za niszczenie zabytku grozi odpowiedzialność karna?!
http://wkramost.blogspot.com/2017/12/zajecza-i-dobra-w-powstaniu-warszawskim.html
Historia zobowiązuje!!!
poniedziałek, 25 grudnia 2017
Objawienie istotą religii
Wędrówka Trzechkrólowa
Wędrówka Trzechkrólowa
(T.S. Eliot w tłumaczeniu Czechowicza)
Mroźną mieliśmy podróż.
Toż to najgorsza w roku pora
Na wędrowanie, na tak daleką wędrówkę!
Ta trudna droga, surowa pogoda,
Sam środek zimy...
Te wielbłądy kulejące, krnąbrne, rozproszone,
Pokładające się w wilgotnym śniegu...
Żal nam było niekiedy
Letnich pałaców na stokach wzgórz, tarasów,
Jedwabistych dziewcząt, co częstowały sorbetem...
Ci poganiacze wielbłądów z klątwami i narzekaniem
Uciekający, bo zachciało im się trunku i kobiet...
Ogniska nocne gasnące, bezdomność,
Te miasta wrogie, grody nieprzyjazne,
Te wioski brudne, a drożące się...
Trudny był dla nas ów czas...
Pod koniec milej nam było wędrować całą noc
A sypiać byle jak,
Podczas gdy głosy śpiewały nam w twarz:
-- To wszystko było szaleństwem...
Toż to najgorsza w roku pora
Na wędrowanie, na tak daleką wędrówkę!
Ta trudna droga, surowa pogoda,
Sam środek zimy...
Te wielbłądy kulejące, krnąbrne, rozproszone,
Pokładające się w wilgotnym śniegu...
Żal nam było niekiedy
Letnich pałaców na stokach wzgórz, tarasów,
Jedwabistych dziewcząt, co częstowały sorbetem...
Ci poganiacze wielbłądów z klątwami i narzekaniem
Uciekający, bo zachciało im się trunku i kobiet...
Ogniska nocne gasnące, bezdomność,
Te miasta wrogie, grody nieprzyjazne,
Te wioski brudne, a drożące się...
Trudny był dla nas ów czas...
Pod koniec milej nam było wędrować całą noc
A sypiać byle jak,
Podczas gdy głosy śpiewały nam w twarz:
-- To wszystko było szaleństwem...
Wreszcie o brzasku zstąpiliśmy w łagodną dolinę
Niżej granicy śniegów. Pachniało zielenią i wodą.
Tam bystra struga i młyn biły w ciemność,
Tam trzy drzewa na niebie nisko,
Tam stary siwosz gnał po łące.
Dotarliśmy potem do gospody, co miała ganek w
winorośli:
Sześć rąk w otwartych drzwiach rzucało kości o srebro,
A nogi kopały puste miechy po winie.
Nie dowiedzieliśmy się tam niczego. Przeto zdążaliśmy
dalej.
Kres wędrówki wypadł o zmierzchu, nie wcześniej.
Znaleźliśmy owo miejsce. Można rzec -- dobrze się stało.
Wszystko to, co pamiętam, działo się bardzo dawno.
Wędrowałbym raz jeszcze, ale zapiszcie w księgach,
Zapiszcie to:
"Czyli nas wiodła ta daleka droga
Po Narodziny czy po Śmierć? Bo tak, bo były Narodziny
Świadczymy, były. Bez wątpienia... Widziałem narodziny
i śmierć,
Lecz myślałem, że różnią się czymś. Te Narodziny były
dla nas
Jak ciężka i gorzka agonia, jak śmierć, nasza śmierć..."
Wróciliśmy do naszych krain, tych Królestw.
Ale nie było nam tak dobrze w nich jak ongi
Z obcym ludem, co w swe szpony chwyta bogów...
Rad bym był śmierci ponownej...
Rad bym był śmierci ponownej...
Znam ten wiersz prawie na pamięć w wersji angielskiej, tyle razy go słuchałem w genialnej recytacji samego autora. Przekład Czechowicza jest kongenialny, oddaje cudownie doniosłość Objawienia, gdy po wędrówce królowie poczuli, że człowiek bez Boga jest tak z u b o ż o n y, iż "rad by był śmierci ponownej..."
Žižek: Ostateczna prawda o Świętym Mikołaju
Jak to u Žižka - błyskotliwe!
Znacie tę formułę używaną przez rodziców? „Jesteśmy ateistami, ale żeby nie rozczarować dzieci udajemy, że wierzymy w Boga”? Podobnie jest z historią Świętego Mikołaja.
https://www.youtube.com/watch?time_continue=1&v=Ga0VmvRyC0k
Znacie tę formułę używaną przez rodziców? „Jesteśmy ateistami, ale żeby nie rozczarować dzieci udajemy, że wierzymy w Boga”? Podobnie jest z historią Świętego Mikołaja.
https://www.youtube.com/watch?time_continue=1&v=Ga0VmvRyC0k
Transkrypcja:
Wynaleźliśmy coś absolutnie niesamowitego
Wiara może funkcjonować
Nawet jeśli nie wierzy się pierwszoosobowo
Można dosłownie wierzyć poprzez innych
Znacie tę formułę używaną przez rodziców:
„Jesteśmy ateistami, ale żeby nie rozczarować dzieci”
„udajemy, że wierzymy”
W historię o świętym Mikołaju
Pytasz rodzica: wierzysz w Mikołaja?
„Zwariowałeś? Nie, kupuję prezenty”
„Ale udaję dla dzieci”.
Potem pytasz dzieci: wierzycie w Mikołaja?
„Nie! Udajemy, żeby nie rozczarować rodziców i dostać prezenty”
Mamy więc tu pewne wierzenie, które jest niczyje
Nikt nie wierzy w nie w pierwszej osobie
Funkcjonuje ono całkowicie jako wierzenie społeczne
Wy macie gigantyczne zasługi na tym polu
Wy, czyli USA, a zwłaszcza Hollywood
Waszym największym wkładem w światową kulturę XX wieku
Jest śmiech z puszki
Macie świadomość jakie to dziwne zjawisko?
Wracacie wieczorem do domu
Włączacie jakiś głupi serial, np. Przyjaciół albo Cheers
Ale jesteście zbyt zmęczeni, żeby się śmiać
Tylko patrzycie
A telewizor śmieje się za was
I to działa! Przynajmniej dla mnie
Po obejrzeniu programu czuję taką ulgę, jakbym to ja się śmiał
Tak więc nie chodzi tylko o ludy pierwotne
Bo mamy pewne tradycyjne przykłady takiego zjawiska
Weźmy buddyjskie młynki modlitewne
Pisze się modlitwę, wkłada do młynka, kręci
I można myśleć o pornografii, a w rzeczywistości człowiek się modli
Z nami jest tak samo! To śmiech z puszki
Twierdzę, że wierzenia funkcjonują dokładnie homologicznie
Nie musimy wierzyć w pierwszej osobie
Musimy wierzyć, że jest ktoś, kto wierzy
Nawet jeśli ten ktoś jest czysto hipotetyczny
Tak więc dla mnie prawdziwie chrześcijański gest
I już zaczynam zmierzać do konkluzji
Polega na porzuceniu tej zobiektywizowanej wiary
Dam wam przykład i mam nadzieję, że się zgodzicie
Że film o którym zaraz powiem byłby znacznie lepszy
Znamy chyba wszyscy film Roberto Benigniego „Życie jest piękne”
(ja go nie lubię)
Ojciec i syn trafiają do Auschwitz
Żeby chronić syna przed traumą, ojciec wciska mu kit
Że to nie jest tak naprawdę więzienie, tylko taki konkurs
Możemy wyjść, kiedy tylko chcemy, ale jeśli zostaniemy do końca
To czeka nas wielka nagroda
Wiecie jak ten film mógłby być lepszy? Bardziej drastyczny?
Gdyby ojciec odkrył na samym końcu
Kiedy już ma zostać rozstrzelany
Że syn wiedział o wszystkim przez cały czas
Tylko udawał przed ojcem, żeby go chronić
To byłoby prawdziwie chrześcijański zwrot akcji
Dlatego ja tego filmu nie lubię
Nie jest dla mnie wystarczająco mocny
Może już czas, żebym przestał gadać.
Wynaleźliśmy coś absolutnie niesamowitego
Wiara może funkcjonować
Nawet jeśli nie wierzy się pierwszoosobowo
Można dosłownie wierzyć poprzez innych
Znacie tę formułę używaną przez rodziców:
„Jesteśmy ateistami, ale żeby nie rozczarować dzieci”
„udajemy, że wierzymy”
W historię o świętym Mikołaju
Pytasz rodzica: wierzysz w Mikołaja?
„Zwariowałeś? Nie, kupuję prezenty”
„Ale udaję dla dzieci”.
Potem pytasz dzieci: wierzycie w Mikołaja?
„Nie! Udajemy, żeby nie rozczarować rodziców i dostać prezenty”
Mamy więc tu pewne wierzenie, które jest niczyje
Nikt nie wierzy w nie w pierwszej osobie
Funkcjonuje ono całkowicie jako wierzenie społeczne
Wy macie gigantyczne zasługi na tym polu
Wy, czyli USA, a zwłaszcza Hollywood
Waszym największym wkładem w światową kulturę XX wieku
Jest śmiech z puszki
Macie świadomość jakie to dziwne zjawisko?
Wracacie wieczorem do domu
Włączacie jakiś głupi serial, np. Przyjaciół albo Cheers
Ale jesteście zbyt zmęczeni, żeby się śmiać
Tylko patrzycie
A telewizor śmieje się za was
I to działa! Przynajmniej dla mnie
Po obejrzeniu programu czuję taką ulgę, jakbym to ja się śmiał
Tak więc nie chodzi tylko o ludy pierwotne
Bo mamy pewne tradycyjne przykłady takiego zjawiska
Weźmy buddyjskie młynki modlitewne
Pisze się modlitwę, wkłada do młynka, kręci
I można myśleć o pornografii, a w rzeczywistości człowiek się modli
Z nami jest tak samo! To śmiech z puszki
Twierdzę, że wierzenia funkcjonują dokładnie homologicznie
Nie musimy wierzyć w pierwszej osobie
Musimy wierzyć, że jest ktoś, kto wierzy
Nawet jeśli ten ktoś jest czysto hipotetyczny
Tak więc dla mnie prawdziwie chrześcijański gest
I już zaczynam zmierzać do konkluzji
Polega na porzuceniu tej zobiektywizowanej wiary
Dam wam przykład i mam nadzieję, że się zgodzicie
Że film o którym zaraz powiem byłby znacznie lepszy
Znamy chyba wszyscy film Roberto Benigniego „Życie jest piękne”
(ja go nie lubię)
Ojciec i syn trafiają do Auschwitz
Żeby chronić syna przed traumą, ojciec wciska mu kit
Że to nie jest tak naprawdę więzienie, tylko taki konkurs
Możemy wyjść, kiedy tylko chcemy, ale jeśli zostaniemy do końca
To czeka nas wielka nagroda
Wiecie jak ten film mógłby być lepszy? Bardziej drastyczny?
Gdyby ojciec odkrył na samym końcu
Kiedy już ma zostać rozstrzelany
Że syn wiedział o wszystkim przez cały czas
Tylko udawał przed ojcem, żeby go chronić
To byłoby prawdziwie chrześcijański zwrot akcji
Dlatego ja tego filmu nie lubię
Nie jest dla mnie wystarczająco mocny
Może już czas, żebym przestał gadać.
sobota, 23 grudnia 2017
Stopklatki
Film Powstanie Warszawskie (dostępny na You Tube: https://www.youtube.com/watch?v=wJbt638ZdwM&t=1828s) - ujęcia zgodne z obchodzeniem Kwartału-Reduty (warto klikać na zdjęcia).
https://docs.google.com/document/d/1B896BY0L-A-2OX-R33w9K0Zv_uigCUrvyn_M5Z5xN_k/edit?usp=sharing
Dom Kolejarza przy Wybrzeżu Kościuszkowskim (1.06.54)
Pole ostrzału z bunkra (55.25)
Operatorzy przy Atelier Falanga (12.10)
Powstaniec z granatem na barykadzie (18.25)

Dobra 31 (58.20)
Konie na ulicy Zajęczej filmowane ze Skarpy w kierunku ulicy Dobrej (1.17.15)
Zbombardowana Dobra: po prawej kamienica z numerem 27, po lewej z umerem 28, a widoczna najdalej w głębi kamienica (istniejąca do dzisiaj) z balkonami ma numer 22/24 (4.38)
Ulica Tamka z pałacem Ostrogskich filmowana w kierunku ulicy Dobrej (13.11)
Płonący Dom Nauczyciela - ujęcie od strony ulicy Smulikowskiego (36.10)
https://docs.google.com/document/d/1B896BY0L-A-2OX-R33w9K0Zv_uigCUrvyn_M5Z5xN_k/edit?usp=sharing
Dom Kolejarza przy Wybrzeżu Kościuszkowskim (1.06.54)
Pole ostrzału z bunkra (55.25)
Operatorzy przy Atelier Falanga (12.10)
Montażystka z Atelier Falanga (30.23)
Atelier Falanga trafione pociskiem (56.00)
Dobra 56 (róg Lipowej - obecnie BUW) filmowana z okolic Atelier Falanga (24.30)
Operator na "barykadzie" (36.21)Powstaniec z granatem na barykadzie (18.25)

Konie na ulicy Dobrej (1.17.20)

Dobra 31 (58.20)
Konie na ulicy Zajęczej filmowane ze Skarpy w kierunku ulicy Dobrej (1.17.15)
Zbombardowana Dobra: po prawej kamienica z numerem 27, po lewej z umerem 28, a widoczna najdalej w głębi kamienica (istniejąca do dzisiaj) z balkonami ma numer 22/24 (4.38)
Ulica Tamka z pałacem Ostrogskich filmowana w kierunku ulicy Dobrej (13.11)
Płonący Dom Nauczyciela - ujęcie od strony ulicy Smulikowskiego (36.10)
czwartek, 21 grudnia 2017
Skąd fundusze?
Z UE dostajemy rocznie ok. 10 mld dolarów (netto). Niewykluczone, że w obecnej sytuacji politycznej fundusze te zostaną obcięte (niewiele, ale zawsze). Niestety, zapewne zabraknie pieniędzy na zabytki, bo przecież nie na drogi. I oto nagle, jedynym perspektywicznym źródłem funduszy na rewitalizację zabytków stanie się fundusz reparacyjny. Ten, o który starają się Grecy, ale również Włosi, a w kolejce ustawia się państwo polskie. Polskie żądania to kilkaset (800-900) miliardów dolarów. Jest o co się starać, szczególnie w przypadku ulicy Dobrej i wszystkich obiektów uwiecznionych na filmie Powstanie Warszawskie, a zniszczonych bestialsko przez Niemców.
http://wkramost.blogspot.com/2017/12/dobra-architektura.html
http://wkramost.blogspot.com/2017/12/dobra-architektura.html
poniedziałek, 18 grudnia 2017
Szczypta logiki
W ostatniej klasie liceum, w roku 1966/67 mieliśmy podstawy logiki i filozofii. I mieliśmy najlepszy w całym XX wieku podręcznik napisany przez profesora Ajdukiewicza, czołowego przedstawiciela słynnej na całym świecie szkoły lwowsko-warszawskiej:

Z prawdziwą rozkoszą (i zrozumieniem) czytam dzisiaj zapewne zbudowane przez adepta tych samych szkół zdanie o biskupie Pieronku:
"na tym biskupie pozostającym na służbie diabła sprawdza się antynomia kłamcy sformułowana przez Zenona: gdy kłamca kłamie mówi prawdę, a gdy mówi prawdę - kłamie."
Z prawdziwą rozkoszą (i zrozumieniem) czytam dzisiaj zapewne zbudowane przez adepta tych samych szkół zdanie o biskupie Pieronku:
"na tym biskupie pozostającym na służbie diabła sprawdza się antynomia kłamcy sformułowana przez Zenona: gdy kłamca kłamie mówi prawdę, a gdy mówi prawdę - kłamie."
Nowe przepisy
Na moje rozumienie obecnie obowiązujących przepisów, jedynie słuszna (bo jedyna) propozycja bardzo młodych deweloperów jest zwyczajnie niewykonalna:
https://www.morizon.pl/blog/nowe-przepisy-budowlane-2017/
Bardzo proszę o podważenie mojej opinii.
https://www.morizon.pl/blog/nowe-przepisy-budowlane-2017/
Bardzo proszę o podważenie mojej opinii.
niedziela, 17 grudnia 2017
Niestety
Niestety, ten facet był kiedyś moim przyjacielem, a stał się (politycznym) wrogiem. Popieranie stanowiska Niemiec w sprawie reparacji to zdrada narodowa nieporównanie większa niż zdrada Targowiczan. To obraza inteligencji każdego Polaka i przyjęcie sowieckiego stanowiska, że tylko rosyjskie wojska były gwarantem granicy na Odrze i Nysie, a przesunięcie granic na Wschodzie było..?- no właśnie czym? Mój wujek, anglo-Polak, był na konferencji poczdamskiej w grupie adiutantów-tłumaczy w otoczeniu Churchilla i opisał (niestety tylko po angielsku) atmosferę wtedy panującą, atmosferę wspólnego działania Aliantów, która trwała niestety tylko jeden rok. Pisał: przed wojną Polska istniała na obszarze 370 tys. km kwadratowych, a po "zwycięskiej" wojnie jej obszar został zredukowany do 312 tys. I my mamy się przejmować żądaniami ziomkostw? Niech starają się o mienie "zaodrzańskie", jak nasi kresowiacy o mienie zabużańskie:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mienie_zabu%C5%BCa%C5%84skie
Niemieckie zadośćuczynienie za II wojnę
BY KAZIMIERZ WÓYCICKI on 07/12/2017 • ( 2 )
Rząd niemiecki stoi zdecydowanie na stanowisku nie przyjmowania w stosunkach międzypaństwowych prawno-finansowej odpowiedzialności za straty wyrządzone przez III Rzeszę. Dotyczy to zarówno roszczeń państwowych jak i roszczeń indywidualnych. Takie stanowisko przyjmuje Republika Federalna wobec wszystkich państw w tym nie tylko wobec Polski ale również wobec Izraela. Poczuwając się jednak do moralnej odpowiedzialności za ten tragiczny czas Republika Federalna wypłacała środki o charakterze humanitarnym, nigdy jednak w innej formie.
Nie widać możliwości aby Berlin zrezygnował z takiej postawy. Mogłoby to dokonać się jedynie na mocy obustronnej umowy, a strona niemiecka z wielu względów i całą pewnością na to się nie zgodzi. Ustępstwo wobec jednego kraju musiałoby wywołać lawinę dalszych wniosków. Cel więc, jakim jest uzyskanie pieniędzy, z pewnością nie zostanie osiągnięty. Tym politykom po stronie polskiej, którzy takie żądania będą chcieli kontynuować pozostaje intensywna i długotrwała kampania propagandowa. Miałaby ona wykazywać, że Niemcy nie rozliczyły się z okresem wojny, wciąż pozostają w cieniu III Rzeszy, że wciąż zobowiązane są do zadośćuczynienia itd Dążeniem takiej kampanii było psucie Berlinowi opinii na arenie międzynarodowej tak, aby przymuszać Niemców do ustępstw.
Trzeba stwierdzić z całą stanowczością, że takie postępowanie nie ma szans wywarcia oczekiwanego wpływu, natomiast w istotnych sposób uderzy w polskie interesy. Takiej taktyki negocjacyjnej próbowała już Grecja, podczas swego kryzysu finansowego, co nie przyniosło żadnych efektów. Wyobrażenie, że pozyska się jakiekolwiek istotnego koalicjanta do takiego działania jest też czystą fantazją. Taka kampania w Europie będzie Polskę izolowało, ponieważ Berlin jest ważnym i cenionym partnerem wszystkich krajów Unii Europejskiej. Wszystko to prowadzić może do stałego psucia i prowokowania ciągłych zadrażnień w stosunków polsko-niemieckich. Z takiej prowadzonej przez Warszawę kampanii antyniemieckiej pociechę mogłaby mieć jedynie Moskwa.[1]
W traktacie polsko-niemieckim o dobrym sąsiedztwie z roku 1991 świadomie pominięto sprawy odszkodowawcze. Pretensje były zresztą obustronne. Po stronie polskiej były to roszczenia o odszkodowania indywidualne z Niemiec dla ofiar III Rzeszy, po stronie niemieckiej zaś roszczenia Niemców wobec państwa polskiego w związku z przymusowymi wysiedleniami po roku 1945. Jakiekolwiek uzgodnienia były w tej sprawie niemożliwie, bowiem stanowiska rządu RP i RFN były nie do pogodzenia. [2] Jakakolwiek próba negocjowania tych kwestii mogła opóźnić a nawet uniemożliwić zawarcie traktatu, co osłabiało by w owym czasie bardziej pozycję Polski niż Niemiec.
Nie znajdując metod prawnych, obie strony rozumiały jednak wymiar polityczno-moralny uporania się z tragicznym spadkiem po okresie 1939-45. Odwołano się do rozwiązań pozatraktowych, nie regulowanych prawem na szczeblu międzynarodowym. Strona niemiecka przyjmując odpowiedzialność moralną wobec ofiar III Rzeszy przekazała w różnej formie ok. 5mld PLN, przy czym wszystkie te wypłaty miały charakter humanitarny i były po stronie niemieckiej dobrowolne, choć były to sumy poniżej oczekiwań ofiar a także poniżej sum, jakie zwykle otrzymuje się w procesach odszkodowawczych.
Pytanie o podstawy prawne domagania się reparacji od Niemiec jest o tyle bezzasadne, że w oczywisty sposób można stworzyć wiele konstrukcji prawnych, które takie reparacje by uzasadniały. Jakąkolwiek uzasadnienie prawne się znajdzie, będzie to jednak przede wszystkim akt polityczny a nie konstatacja prawna, jaką w skuteczny sposób można by bronić na arenie międzynarodowej. Można natomiast z takich prawnych konstrukcji uczynić narzędzie propagandowe zarówno na użytek wewnętrzny jak i polityki zagranicznej.
Łatwo jest o przykłady użycia prawa w służbie nacisków politycznych. Przez długi czas w Niemczech zachodnich obowiązywała doktryna prawna pozwalająca na utrzymywanie pretensji do ziem utraconych przez Niemcy po II wojnie światowej. Opierała się ona na stwierdzeniu, że kwestie graniczne mają być rozstrzygnięte ostatecznie w traktacie pokojowym, o czym mówiły postanowienia konferencji poczdamskiej. Już jednak w latach 60-tych stało się dla większości bońskich polityków oczywiste, że taki traktat nigdy nie dojdzie do skutku, a granica na Odrze jest czymś trwałym. To m.in. popchnęło Willy Brandta do zawarcia traktatów z Polską w grudniu 1970 roku. Ponieważ również drugie państwo niemieckie, jakim było NRD, uznało już wcześniej polsko-niemiecką granicę, wydawało się, że sprawa jest załatwiona. Dla chcących jednak dotrzymywać pretensje części niemieckich przesiedleńców to nie wystarczyło. Stwierdzano, że po pierwsze traktat pokojowy jest niezbędny, aby ustalić granicę, po drugie zaś, że dopiero podmiot prawny, jakim będą zjednoczone Niemcy będzie mógł uznać jakąkolwiek granicę między Polską a Niemcami. Najbardziej głośnym reprezentantem tej doktryny był prof.Dieter Blumenwitz, służący swoją wiedzą środowiskom BdV, nie będąc sam przesiedleńcem. Konstrukcje Blumenwitza nazywano często „prawniczeniem” (Jurisrerei), Dla większości opinii publicznej było jasne, że jakiekolwiek konstrukcje prawne, nawet najbardziej wymyślne, nie są w stanie podważyć stanu zastanego. Tym mniejszej „prawniczenie” Blumenwitza było przyczyną stałych zadrażnień w stosunkach polsko-niemieckich.
Metoda „prawniczenia” można posługiwać się w każdej sytuacji a także i dzisiaj, tym również po stronie polskiej. Nie należy wątpić, że znajdą się prawnicy, którzy tego dokonają i publicyści, którzy przekonają część opinii publicznej w Polsce, że istnieją konstrukcje prawne uzasadniające domaganie się odszkodowań. Należy jednak zdać sobie sprawę z konsekwencji takiego postępowania.
Po pierwsze poza spisanymi zasadami prawa międzynarodowego istnieją ogólne zasady kultury prawnej. Długotrwałość jakiejś sytuacji nadaje jej niesformalizowaną sankcję prawną. Wszczęcie w ponad siedemdziesiąt po wojnie i w ponad ćwierćwieczu po zawarciu polsko-niemieckich traktatów kwestii odszkodowań narusza taką niepisaną regułę. Traktat polsko-niemiecki o dobrym sąsiedztwie stanowi podstawę wzajemnych stosunków i wykluczenie z niego kwestii odszkodowawczych było również swoistym zobowiązaniem obu stron. W gruncie rzeczy przywrócenie kwestii odszkodowań aktualnej agendzie stosunków polsko-niemieckich osłabia wymowę traktatu, który ma fundamentalne znaczenie dla Polski.
Wydaje się, że przyczyny dla których część polityków PiS wszczyna taką kampanię leżą przede wszystkim w polityce wewnętrznej. Przywódcy PiS dążą do nieustannej mobilizacji swego elektoratu, który skąd inąd jest dość bierny. Niewykluczone, że na widoku jest kampania wyborcza 2019 roku, kiedy to niemal równolegle przypada okrągła 80-ta rocznica II wojny światowej. Polityka PiS, wbrew zapowiedziom wstawania z kolan, właśnie rzucić może kraj na kolana, kiedy działać zaczną rozliczne sankcje, jakie spotkać muszą PiS-owską Warszawę za łamanie wielu zasad przynależności do Unii Europejskiej. W momencie kiedy taki mechanizm zostanie uruchomiony będzie on działał z coraz większą siłą. Wbrew przekonaniu o nieskuteczności Brukseli, choć działa ona powoli, a nawet zdawałoby się ślamazarnie, okazuje się w dłuższych jednostkach czasu konsekwentna i skuteczna. Być może celem owej kampanii ma być też w przyszłości zrzucanie winy za niepowodzenia PiS właśnie na „złe” Niemcy.
Te doraźne cele zagrażają samym podstawom polskiego interesu narodowego. Działając w Unii Europejskiej przeciw Niemcom i wyznaczając Berlinowi rolę oponenta Warszawy PiS-owski rząd kolosalnie osłabia pozycję Polski w EU.
Poruszając w taki sposób kwestie odszkodowań naruszyć też można całą skomplikowaną konstrukcję międzynarodowoprawną, jaka mozolnie i nie bez wielkich trudności, zapewnia od konferencji poczdamskiej stałość granic w Europie.
Politycy PiS stoją na stanowisku, że Rzeczpospolita Polska, jakim była PRL nie był suwerennym podmiotem prawnym, a jedynie „kolonią Stalina”. O ile na gruncie czysto historycznym można zgodzić się z nawet najbardziej surowymi ocenami władzy narzuconej przez Kreml Polsce, to w ocenach prawnych należy zachować konieczną roztropność. Dotyczy to szerszej perspektywy, której nie należy tracić z oczu. Polska zasiadała przy stole konferencji w Poczdamie na mocy tego, że komunistyczny (lubelski) rząd uznały państwa uczestnicy tej konferencji. Dzięki temu Polska była pełnoprawnym uczestnikiem tej konferencji, na której ustalono z udziałem Polski europejskie granice. Jeśli Polska w roku 1945 miałaby być uznana za kraj pozbawiony takiej prawnej podmiotowości, dającej pełne uprawnienia do uczestnictwa w konferencji poczdamskiej, to również kwestia polskich granic mogłaby w pewnym momencie być uznana za otwartą. Dzisiaj takie rozważania uznać można za księżycowe, skoro jednak w Warszawie w nieopatrzny sposób podważać się będzie tak istotną cegiełkę powojennego ładu międzynarodowego, tworzonego z takim trudem i najeżonego dla Polski tyloma trudnościami, to otworzyć można nieświadomie skrzynkę Pandory. Nigdy nie należy zapominać o wrażliwym polskim położeniu geopolitycznym i zmienności historii. Niezbędne zdać sobie trzeba sprawę, że trwały konflikt z Niemcami zamyka Polsce drogę na za Zachód i oznaczać musi dryf w kierunku Moskwy.
Dodać trzeba, że świat powojenny znakomicie rozumiał jak złożoną sprawą są reparacje wojenne. Wysokie reparacje narzucone Niemcom po I wojnie ani nie zostały zrealizowane, a próba ich pobierania była jedną z przyczyn fatalnego rozwoju politycznego Niemiec, co doprowadziło do powstania III Rzeszy. Po II wojnie zdawano sobie z tego sprawę. Dlatego mimo orzeczenia reparacji na konferencji poczdamskiej już w latach pięćdziesiątych wraz z Republiki Federalnej Niemiec zachodni alianci w ramach porozumień londyńskich zrzekli się reparacji, aby umożliwić Niemcom normalny rozwój gospodarczy. Rozumiano że dalsze reparacje mogą jedynie Niemcy zrujnować. W innych kontekście podobnie postąpiła sowiecka Moskwa. Dodać trzeba, że traktowała ona przyznanie Polsce ziem zachodnich i północnych, nie tylko jako rekompensatę za utracone dawne ziemie wschodnie II RP ale także jako rodzaj reparacji wojennej. Zakładano, że materialna wartość uzyskanych ziem zachodnich znacznie przekracza materialną wartość utraconych terenów na wschodzie, choć oczywiste jest, że takiego rachunku nie można przeprowadzić jedynie porównując wąsko rozumianą wartość materialną.
Polska chce jednocześnie doganiać Zachód, w czym zawarte jest przyznanie się do pewnego zapóźnienia, a zarazem część polskich polityków chciałoby dla Polski całkowitej samodzielności i niezależności od Zachodu (rzekomi zdradliwego i obojętnego na los Polski a nawet podstępnie spiskującego z Rosją). Dążenie do zdobycia przez Polskę jak największej samodzielności jest jak najbardziej uzasadnione i jest to dążenie każdego państwa. Pozorem samodzielności jest jednak lekceważenie istniejących i realnych uwarunkowań. Zaprzeczanie im i ignorowanie ich może mieć katastrofalne skutki. Nikt we współczesnym świecie nie może być absolutnie samodzielny. Samodzielność polityczna jest dzisiaj w dużym stopniu, tym bardziej dla mniejszych i średnich państw, owocem międzynarodowej współpracy. Raz jeszcze trzeba powtórzyć, że dobra polityka jest sztuką możliwości, a nie chciejstwa.
Roli Niemiec w Europie nie można zaprzeczyć z uwagi na ich demograficzny i gospodarczy potencjał. Bardziej niż jakiekolwiek inne państwo Niemcy wspierały polskie członkostwo w Unii Europejskiej. Również centralne położenie w Europie predysponuje Niemcy na najważniejszego polskiego partnera na kontynencie. Należy przy tym domagać się od Niemiec moralnej świadomości, jaką tragedią była rozpętana przez III Rzeszę wojna. Bieg czasu zmienia jednak charakter odpowiedzialności, jaką ponosić mogą Niemcy w ponad siedemdziesiąt lat później. Prostackie domaganie się sprawiedliwości dziejowej po niewczasie bywa często w relacjach między państwami i narodami jedynie przyczyną niekończących się ostrych zatargów i niebezpiecznych emocji, nie prowadzi zaś do jakiejkolwiek realizacji zasady sprawiedliwości czy zadośćuczynienia.
Przyjazne i otwarte na Polskę Niemcy to dzisiaj najlepsze zadośćuczynienie dla wyrządzone niegdyś krzywdy. Można od Niemców oczekiwać, że w okrągłą 80-tą rocznicę wybuchu wojny właśnie w poczuciu odpowiedzialności dokonają znaczącego humanitarnego gestu wobec bardzo nielicznych już żyjących jeszcze ofiar II wojny. Służyłoby to z pewnością pogłębieniu polsko-niemieckiego pojednania. Domaganie się natomiast dzisiaj od Niemiec jakiś gigantycznych reparacji, co jest wymysłem niektórych polityków PiS, jest wyrazem polityki, groźnej dla polskiej racji stanu.
[1] Należy zwrócić uwagę, że równolegle co ponowionych żądań odszkodowań pojawia się nader intensywna propaganda antyniemiecka w Internecie, która w istotnej części zdaje się być inspirowana z Moskwy w ramach tego co już powszechnie nazywa się wojną deziformacyjną Kremla.
[2] Warto odnotować w tym kontekście komentarz prof.Jerzego Sułka: Ponadto rozwiązanie musiałoby zostać oparte na zasadzie wzajemności: roszczenia jednej strony musiałyby zostać zaspokojone jedynie pod warunkiem uwzględnienia roszczeń również drugiej strony. Ale wtedy groziło ryzyko, że trzeba będzie podjąć wieloletnie negocjacje, a w ich toku przedstawić, zweryfikować i zbilansować konkretne roszczenia obu stron, pod względem prawnym i finansowym. http://www.instytutobywatelski.pl/wp-content/uploads/2016/06/25-lat-traktat-web1.pdf
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mienie_zabu%C5%BCa%C5%84skie
Niemieckie zadośćuczynienie za II wojnę
BY KAZIMIERZ WÓYCICKI on 07/12/2017 • ( 2 )
Rząd niemiecki stoi zdecydowanie na stanowisku nie przyjmowania w stosunkach międzypaństwowych prawno-finansowej odpowiedzialności za straty wyrządzone przez III Rzeszę. Dotyczy to zarówno roszczeń państwowych jak i roszczeń indywidualnych. Takie stanowisko przyjmuje Republika Federalna wobec wszystkich państw w tym nie tylko wobec Polski ale również wobec Izraela. Poczuwając się jednak do moralnej odpowiedzialności za ten tragiczny czas Republika Federalna wypłacała środki o charakterze humanitarnym, nigdy jednak w innej formie.
Nie widać możliwości aby Berlin zrezygnował z takiej postawy. Mogłoby to dokonać się jedynie na mocy obustronnej umowy, a strona niemiecka z wielu względów i całą pewnością na to się nie zgodzi. Ustępstwo wobec jednego kraju musiałoby wywołać lawinę dalszych wniosków. Cel więc, jakim jest uzyskanie pieniędzy, z pewnością nie zostanie osiągnięty. Tym politykom po stronie polskiej, którzy takie żądania będą chcieli kontynuować pozostaje intensywna i długotrwała kampania propagandowa. Miałaby ona wykazywać, że Niemcy nie rozliczyły się z okresem wojny, wciąż pozostają w cieniu III Rzeszy, że wciąż zobowiązane są do zadośćuczynienia itd Dążeniem takiej kampanii było psucie Berlinowi opinii na arenie międzynarodowej tak, aby przymuszać Niemców do ustępstw.
Trzeba stwierdzić z całą stanowczością, że takie postępowanie nie ma szans wywarcia oczekiwanego wpływu, natomiast w istotnych sposób uderzy w polskie interesy. Takiej taktyki negocjacyjnej próbowała już Grecja, podczas swego kryzysu finansowego, co nie przyniosło żadnych efektów. Wyobrażenie, że pozyska się jakiekolwiek istotnego koalicjanta do takiego działania jest też czystą fantazją. Taka kampania w Europie będzie Polskę izolowało, ponieważ Berlin jest ważnym i cenionym partnerem wszystkich krajów Unii Europejskiej. Wszystko to prowadzić może do stałego psucia i prowokowania ciągłych zadrażnień w stosunków polsko-niemieckich. Z takiej prowadzonej przez Warszawę kampanii antyniemieckiej pociechę mogłaby mieć jedynie Moskwa.[1]
W traktacie polsko-niemieckim o dobrym sąsiedztwie z roku 1991 świadomie pominięto sprawy odszkodowawcze. Pretensje były zresztą obustronne. Po stronie polskiej były to roszczenia o odszkodowania indywidualne z Niemiec dla ofiar III Rzeszy, po stronie niemieckiej zaś roszczenia Niemców wobec państwa polskiego w związku z przymusowymi wysiedleniami po roku 1945. Jakiekolwiek uzgodnienia były w tej sprawie niemożliwie, bowiem stanowiska rządu RP i RFN były nie do pogodzenia. [2] Jakakolwiek próba negocjowania tych kwestii mogła opóźnić a nawet uniemożliwić zawarcie traktatu, co osłabiało by w owym czasie bardziej pozycję Polski niż Niemiec.
Nie znajdując metod prawnych, obie strony rozumiały jednak wymiar polityczno-moralny uporania się z tragicznym spadkiem po okresie 1939-45. Odwołano się do rozwiązań pozatraktowych, nie regulowanych prawem na szczeblu międzynarodowym. Strona niemiecka przyjmując odpowiedzialność moralną wobec ofiar III Rzeszy przekazała w różnej formie ok. 5mld PLN, przy czym wszystkie te wypłaty miały charakter humanitarny i były po stronie niemieckiej dobrowolne, choć były to sumy poniżej oczekiwań ofiar a także poniżej sum, jakie zwykle otrzymuje się w procesach odszkodowawczych.
Pytanie o podstawy prawne domagania się reparacji od Niemiec jest o tyle bezzasadne, że w oczywisty sposób można stworzyć wiele konstrukcji prawnych, które takie reparacje by uzasadniały. Jakąkolwiek uzasadnienie prawne się znajdzie, będzie to jednak przede wszystkim akt polityczny a nie konstatacja prawna, jaką w skuteczny sposób można by bronić na arenie międzynarodowej. Można natomiast z takich prawnych konstrukcji uczynić narzędzie propagandowe zarówno na użytek wewnętrzny jak i polityki zagranicznej.
Łatwo jest o przykłady użycia prawa w służbie nacisków politycznych. Przez długi czas w Niemczech zachodnich obowiązywała doktryna prawna pozwalająca na utrzymywanie pretensji do ziem utraconych przez Niemcy po II wojnie światowej. Opierała się ona na stwierdzeniu, że kwestie graniczne mają być rozstrzygnięte ostatecznie w traktacie pokojowym, o czym mówiły postanowienia konferencji poczdamskiej. Już jednak w latach 60-tych stało się dla większości bońskich polityków oczywiste, że taki traktat nigdy nie dojdzie do skutku, a granica na Odrze jest czymś trwałym. To m.in. popchnęło Willy Brandta do zawarcia traktatów z Polską w grudniu 1970 roku. Ponieważ również drugie państwo niemieckie, jakim było NRD, uznało już wcześniej polsko-niemiecką granicę, wydawało się, że sprawa jest załatwiona. Dla chcących jednak dotrzymywać pretensje części niemieckich przesiedleńców to nie wystarczyło. Stwierdzano, że po pierwsze traktat pokojowy jest niezbędny, aby ustalić granicę, po drugie zaś, że dopiero podmiot prawny, jakim będą zjednoczone Niemcy będzie mógł uznać jakąkolwiek granicę między Polską a Niemcami. Najbardziej głośnym reprezentantem tej doktryny był prof.Dieter Blumenwitz, służący swoją wiedzą środowiskom BdV, nie będąc sam przesiedleńcem. Konstrukcje Blumenwitza nazywano często „prawniczeniem” (Jurisrerei), Dla większości opinii publicznej było jasne, że jakiekolwiek konstrukcje prawne, nawet najbardziej wymyślne, nie są w stanie podważyć stanu zastanego. Tym mniejszej „prawniczenie” Blumenwitza było przyczyną stałych zadrażnień w stosunkach polsko-niemieckich.
Metoda „prawniczenia” można posługiwać się w każdej sytuacji a także i dzisiaj, tym również po stronie polskiej. Nie należy wątpić, że znajdą się prawnicy, którzy tego dokonają i publicyści, którzy przekonają część opinii publicznej w Polsce, że istnieją konstrukcje prawne uzasadniające domaganie się odszkodowań. Należy jednak zdać sobie sprawę z konsekwencji takiego postępowania.
Po pierwsze poza spisanymi zasadami prawa międzynarodowego istnieją ogólne zasady kultury prawnej. Długotrwałość jakiejś sytuacji nadaje jej niesformalizowaną sankcję prawną. Wszczęcie w ponad siedemdziesiąt po wojnie i w ponad ćwierćwieczu po zawarciu polsko-niemieckich traktatów kwestii odszkodowań narusza taką niepisaną regułę. Traktat polsko-niemiecki o dobrym sąsiedztwie stanowi podstawę wzajemnych stosunków i wykluczenie z niego kwestii odszkodowawczych było również swoistym zobowiązaniem obu stron. W gruncie rzeczy przywrócenie kwestii odszkodowań aktualnej agendzie stosunków polsko-niemieckich osłabia wymowę traktatu, który ma fundamentalne znaczenie dla Polski.
Wydaje się, że przyczyny dla których część polityków PiS wszczyna taką kampanię leżą przede wszystkim w polityce wewnętrznej. Przywódcy PiS dążą do nieustannej mobilizacji swego elektoratu, który skąd inąd jest dość bierny. Niewykluczone, że na widoku jest kampania wyborcza 2019 roku, kiedy to niemal równolegle przypada okrągła 80-ta rocznica II wojny światowej. Polityka PiS, wbrew zapowiedziom wstawania z kolan, właśnie rzucić może kraj na kolana, kiedy działać zaczną rozliczne sankcje, jakie spotkać muszą PiS-owską Warszawę za łamanie wielu zasad przynależności do Unii Europejskiej. W momencie kiedy taki mechanizm zostanie uruchomiony będzie on działał z coraz większą siłą. Wbrew przekonaniu o nieskuteczności Brukseli, choć działa ona powoli, a nawet zdawałoby się ślamazarnie, okazuje się w dłuższych jednostkach czasu konsekwentna i skuteczna. Być może celem owej kampanii ma być też w przyszłości zrzucanie winy za niepowodzenia PiS właśnie na „złe” Niemcy.
Te doraźne cele zagrażają samym podstawom polskiego interesu narodowego. Działając w Unii Europejskiej przeciw Niemcom i wyznaczając Berlinowi rolę oponenta Warszawy PiS-owski rząd kolosalnie osłabia pozycję Polski w EU.
Poruszając w taki sposób kwestie odszkodowań naruszyć też można całą skomplikowaną konstrukcję międzynarodowoprawną, jaka mozolnie i nie bez wielkich trudności, zapewnia od konferencji poczdamskiej stałość granic w Europie.
Politycy PiS stoją na stanowisku, że Rzeczpospolita Polska, jakim była PRL nie był suwerennym podmiotem prawnym, a jedynie „kolonią Stalina”. O ile na gruncie czysto historycznym można zgodzić się z nawet najbardziej surowymi ocenami władzy narzuconej przez Kreml Polsce, to w ocenach prawnych należy zachować konieczną roztropność. Dotyczy to szerszej perspektywy, której nie należy tracić z oczu. Polska zasiadała przy stole konferencji w Poczdamie na mocy tego, że komunistyczny (lubelski) rząd uznały państwa uczestnicy tej konferencji. Dzięki temu Polska była pełnoprawnym uczestnikiem tej konferencji, na której ustalono z udziałem Polski europejskie granice. Jeśli Polska w roku 1945 miałaby być uznana za kraj pozbawiony takiej prawnej podmiotowości, dającej pełne uprawnienia do uczestnictwa w konferencji poczdamskiej, to również kwestia polskich granic mogłaby w pewnym momencie być uznana za otwartą. Dzisiaj takie rozważania uznać można za księżycowe, skoro jednak w Warszawie w nieopatrzny sposób podważać się będzie tak istotną cegiełkę powojennego ładu międzynarodowego, tworzonego z takim trudem i najeżonego dla Polski tyloma trudnościami, to otworzyć można nieświadomie skrzynkę Pandory. Nigdy nie należy zapominać o wrażliwym polskim położeniu geopolitycznym i zmienności historii. Niezbędne zdać sobie trzeba sprawę, że trwały konflikt z Niemcami zamyka Polsce drogę na za Zachód i oznaczać musi dryf w kierunku Moskwy.
Dodać trzeba, że świat powojenny znakomicie rozumiał jak złożoną sprawą są reparacje wojenne. Wysokie reparacje narzucone Niemcom po I wojnie ani nie zostały zrealizowane, a próba ich pobierania była jedną z przyczyn fatalnego rozwoju politycznego Niemiec, co doprowadziło do powstania III Rzeszy. Po II wojnie zdawano sobie z tego sprawę. Dlatego mimo orzeczenia reparacji na konferencji poczdamskiej już w latach pięćdziesiątych wraz z Republiki Federalnej Niemiec zachodni alianci w ramach porozumień londyńskich zrzekli się reparacji, aby umożliwić Niemcom normalny rozwój gospodarczy. Rozumiano że dalsze reparacje mogą jedynie Niemcy zrujnować. W innych kontekście podobnie postąpiła sowiecka Moskwa. Dodać trzeba, że traktowała ona przyznanie Polsce ziem zachodnich i północnych, nie tylko jako rekompensatę za utracone dawne ziemie wschodnie II RP ale także jako rodzaj reparacji wojennej. Zakładano, że materialna wartość uzyskanych ziem zachodnich znacznie przekracza materialną wartość utraconych terenów na wschodzie, choć oczywiste jest, że takiego rachunku nie można przeprowadzić jedynie porównując wąsko rozumianą wartość materialną.
Polska chce jednocześnie doganiać Zachód, w czym zawarte jest przyznanie się do pewnego zapóźnienia, a zarazem część polskich polityków chciałoby dla Polski całkowitej samodzielności i niezależności od Zachodu (rzekomi zdradliwego i obojętnego na los Polski a nawet podstępnie spiskującego z Rosją). Dążenie do zdobycia przez Polskę jak największej samodzielności jest jak najbardziej uzasadnione i jest to dążenie każdego państwa. Pozorem samodzielności jest jednak lekceważenie istniejących i realnych uwarunkowań. Zaprzeczanie im i ignorowanie ich może mieć katastrofalne skutki. Nikt we współczesnym świecie nie może być absolutnie samodzielny. Samodzielność polityczna jest dzisiaj w dużym stopniu, tym bardziej dla mniejszych i średnich państw, owocem międzynarodowej współpracy. Raz jeszcze trzeba powtórzyć, że dobra polityka jest sztuką możliwości, a nie chciejstwa.
Roli Niemiec w Europie nie można zaprzeczyć z uwagi na ich demograficzny i gospodarczy potencjał. Bardziej niż jakiekolwiek inne państwo Niemcy wspierały polskie członkostwo w Unii Europejskiej. Również centralne położenie w Europie predysponuje Niemcy na najważniejszego polskiego partnera na kontynencie. Należy przy tym domagać się od Niemiec moralnej świadomości, jaką tragedią była rozpętana przez III Rzeszę wojna. Bieg czasu zmienia jednak charakter odpowiedzialności, jaką ponosić mogą Niemcy w ponad siedemdziesiąt lat później. Prostackie domaganie się sprawiedliwości dziejowej po niewczasie bywa często w relacjach między państwami i narodami jedynie przyczyną niekończących się ostrych zatargów i niebezpiecznych emocji, nie prowadzi zaś do jakiejkolwiek realizacji zasady sprawiedliwości czy zadośćuczynienia.
Przyjazne i otwarte na Polskę Niemcy to dzisiaj najlepsze zadośćuczynienie dla wyrządzone niegdyś krzywdy. Można od Niemców oczekiwać, że w okrągłą 80-tą rocznicę wybuchu wojny właśnie w poczuciu odpowiedzialności dokonają znaczącego humanitarnego gestu wobec bardzo nielicznych już żyjących jeszcze ofiar II wojny. Służyłoby to z pewnością pogłębieniu polsko-niemieckiego pojednania. Domaganie się natomiast dzisiaj od Niemiec jakiś gigantycznych reparacji, co jest wymysłem niektórych polityków PiS, jest wyrazem polityki, groźnej dla polskiej racji stanu.
[1] Należy zwrócić uwagę, że równolegle co ponowionych żądań odszkodowań pojawia się nader intensywna propaganda antyniemiecka w Internecie, która w istotnej części zdaje się być inspirowana z Moskwy w ramach tego co już powszechnie nazywa się wojną deziformacyjną Kremla.
[2] Warto odnotować w tym kontekście komentarz prof.Jerzego Sułka: Ponadto rozwiązanie musiałoby zostać oparte na zasadzie wzajemności: roszczenia jednej strony musiałyby zostać zaspokojone jedynie pod warunkiem uwzględnienia roszczeń również drugiej strony. Ale wtedy groziło ryzyko, że trzeba będzie podjąć wieloletnie negocjacje, a w ich toku przedstawić, zweryfikować i zbilansować konkretne roszczenia obu stron, pod względem prawnym i finansowym. http://www.instytutobywatelski.pl/wp-content/uploads/2016/06/25-lat-traktat-web1.pdf
Kanada pachnąca pieniędzmi
Rząd Quebecu chce wprowadzić dochód gwarantowany dla biedniejszych mieszkańców. Zamierza w ten sposób wyciągnąć z ubóstwa nawet 100 tys. osób. To następna po Ontario prowincja Kanady, która sięga po takie rozwiązanie.
W październiku rząd Ontario rozpoczął wysyłanie 4 tys. osób czeków z tytułu dochodu gwarantowanego w ramach pilotażowego, trzyletniego projektu. Plan władz Quebecu jest bardziej ambitny – przekazać dodatkowe środki 84 tysiącom osób. Według szacunków liberalnego rządu Philippe'a Couillarda ma to umożliwić wyjście z ubóstwa nawet 100 tys. osób. Wartość całego programu to prawie 3 mld dolarów kanadyjskich.
Plan rządu jest pięcioletni, wypłata pierwszych środków ma się zacząć w przyszłym roku i rosnąć stopniowo do 2023 r. Program ma objąć osoby „z poważnymi trudnościami na rynku pracy”, jak to określono w rządowym komunikacie. W połączeniu z innymi źródłami uzupełniania istniejących dochodów przez różne formy pomocy społecznej dochód gwarantowany pozwoli samotnym osobom zwiększyć dochód do ich dyspozycji o 41,4 proc., a bezdzietnym parom – o 39,6 proc.
W programie zawarto propozycje wsparcia dla szukających pracy, a także dla młodych ludzi z niezamożnych rodzin, którzy chcieliby skończyć studia. Przewidziano też dotacje dla przedszkoli, by osoby niezamożne mogły korzystać z tej formy opieki nad dziećmi. W sumie wprowadzonych zostanie ponad 40 dodatkowych rozwiązań ułatwiających zatrudnienie i jednocześnie kary dla osób, które odrzucą oferowaną im w ramach programu pomoc, np. szkolenia.
W Quebecu dodatkowe wypłaty dochodu gwarantowanego dla osób korzystających już z różnych form pomocy społecznej i mających znaczne problemy ze znalezieniem pracy mają wynieść od przyszłego roku 876 dolarów rocznie dla osoby samotnej, a w 2023 – już ok. 18,2 tys. dolarów rocznie.
Program był już testowany
Program pilotażowy prowadzony w Ontario docelowo dla 4 tys. osób jest skonstruowany odmiennie. Przyjęto w nim, że osoba samotna może otrzymać bez żadnych wstępnych warunków, takich jak np. korzystanie z pomocy społecznej, do 17 tys. dolarów kanadyjskich rocznie minus połowa osiąganego dochodu, jeśli cokolwiek zarabia. Para dorosłych ludzi będzie mogła otrzymać do 24 tys. dolarów rocznie minus połowa dochodu. Dla osób z niepełnosprawnością przeznaczono dodatkowo po 6 tys. dolarów rocznie. Roczny koszt programu wyniesie 50 mln dolarów kanadyjskich.
Program gwarantowanego dochodu był już testowany w Kanadzie, w prowincji Manitoba w latach 1974-1979. Program „Mincome” był współfinansowany przez władze prowincji i rząd federalny, którego premierem był Pierre Trudeau, ojciec obecnego premiera Kanady, Justina.
Zauważono m.in., że po otrzymaniu dochodu gwarantowanego mniej pracowały tylko nastolatki i młode matki. Jednocześnie więcej nastolatków kończyło szkołę średnią. W czasie trwania „Mincome” szpitale odnotowały mniej pacjentów, spadła też liczba osób cierpiących na problemy psychiatryczne.
W październiku rząd Ontario rozpoczął wysyłanie 4 tys. osób czeków z tytułu dochodu gwarantowanego w ramach pilotażowego, trzyletniego projektu. Plan władz Quebecu jest bardziej ambitny – przekazać dodatkowe środki 84 tysiącom osób. Według szacunków liberalnego rządu Philippe'a Couillarda ma to umożliwić wyjście z ubóstwa nawet 100 tys. osób. Wartość całego programu to prawie 3 mld dolarów kanadyjskich.
Plan rządu jest pięcioletni, wypłata pierwszych środków ma się zacząć w przyszłym roku i rosnąć stopniowo do 2023 r. Program ma objąć osoby „z poważnymi trudnościami na rynku pracy”, jak to określono w rządowym komunikacie. W połączeniu z innymi źródłami uzupełniania istniejących dochodów przez różne formy pomocy społecznej dochód gwarantowany pozwoli samotnym osobom zwiększyć dochód do ich dyspozycji o 41,4 proc., a bezdzietnym parom – o 39,6 proc.
W programie zawarto propozycje wsparcia dla szukających pracy, a także dla młodych ludzi z niezamożnych rodzin, którzy chcieliby skończyć studia. Przewidziano też dotacje dla przedszkoli, by osoby niezamożne mogły korzystać z tej formy opieki nad dziećmi. W sumie wprowadzonych zostanie ponad 40 dodatkowych rozwiązań ułatwiających zatrudnienie i jednocześnie kary dla osób, które odrzucą oferowaną im w ramach programu pomoc, np. szkolenia.
W Quebecu dodatkowe wypłaty dochodu gwarantowanego dla osób korzystających już z różnych form pomocy społecznej i mających znaczne problemy ze znalezieniem pracy mają wynieść od przyszłego roku 876 dolarów rocznie dla osoby samotnej, a w 2023 – już ok. 18,2 tys. dolarów rocznie.
Program był już testowany
Program pilotażowy prowadzony w Ontario docelowo dla 4 tys. osób jest skonstruowany odmiennie. Przyjęto w nim, że osoba samotna może otrzymać bez żadnych wstępnych warunków, takich jak np. korzystanie z pomocy społecznej, do 17 tys. dolarów kanadyjskich rocznie minus połowa osiąganego dochodu, jeśli cokolwiek zarabia. Para dorosłych ludzi będzie mogła otrzymać do 24 tys. dolarów rocznie minus połowa dochodu. Dla osób z niepełnosprawnością przeznaczono dodatkowo po 6 tys. dolarów rocznie. Roczny koszt programu wyniesie 50 mln dolarów kanadyjskich.
Program gwarantowanego dochodu był już testowany w Kanadzie, w prowincji Manitoba w latach 1974-1979. Program „Mincome” był współfinansowany przez władze prowincji i rząd federalny, którego premierem był Pierre Trudeau, ojciec obecnego premiera Kanady, Justina.
Zauważono m.in., że po otrzymaniu dochodu gwarantowanego mniej pracowały tylko nastolatki i młode matki. Jednocześnie więcej nastolatków kończyło szkołę średnią. W czasie trwania „Mincome” szpitale odnotowały mniej pacjentów, spadła też liczba osób cierpiących na problemy psychiatryczne.
Dobra architektura
Bez naszego udziału odbywało się dotychczas projektowanie i zabudowa okolic Dobrej. Wszystko szło ścieżkę deweloperską, czyli zero wpływu mieszkańców, decyduje Ratusz, który już tyle nabroił w zabudowie Warszawy. Ale jest w końcu organ państwowy - Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki, którego zadaniem będzie jakaś forma kontroli nad radosną deweloperką. Może zaistnieje odpowiedni klimat dla odbudowy ciekawej architektonicznie kamienicy z ulicy Dobrej:
Nie jest to forma nieznana w świecie filmu i plastyki:

Nie jest to forma nieznana w świecie filmu i plastyki:
Oczywiście nie można jej przywrócić w miejscu, w którym stała, bo wybudowano tam Bibliotekę UW. Ale czemu nie zrobić tego na wolnym rogu skrzyżowania Dobrej z Zajęczą?https://scratch.mit.edu/projects/194083048/
Bardzo dobrze będzie pasować do odbudowanej kamienicy Dobra 31:

Co ważne: obie kamienice są na filmie Powstanie Warszawskie! (24.30 i 58.20)

Pisałem o stylu ulicy Dobrej już ponad rok temu:
http://wkramost.blogspot.com/2016/05/styl-ulicy-dobrej.html
Już trzeba występować o przydział środków finansowych ze spodziewanego funduszu reparacyjnego.
Bardzo dobrze będzie pasować do odbudowanej kamienicy Dobra 31:

Co ważne: obie kamienice są na filmie Powstanie Warszawskie! (24.30 i 58.20)

Pisałem o stylu ulicy Dobrej już ponad rok temu:
http://wkramost.blogspot.com/2016/05/styl-ulicy-dobrej.html
Już trzeba występować o przydział środków finansowych ze spodziewanego funduszu reparacyjnego.
sobota, 16 grudnia 2017
czwartek, 14 grudnia 2017
Radość budowania
Fascynacja budowaniem w Minecrafcie wśród dzieciaków jest powszechna. I nie dziwota - każdy (i mały i duży) ma ochotę w to wejść, bo jest to najprostsza droga do wirtualnego świata 3D:


https://www.google.pl/search?tbm=isch&q=minecraft+budowle+plany&sa=X&ved=0ahUKEwiDsOTJ-ojYAhWDJ5oKHfvUA5cQhyYILQ

https://www.google.pl/search?tbm=isch&q=minecraft+budowle+plany&sa=X&ved=0ahUKEwiDsOTJ-ojYAhWDJ5oKHfvUA5cQhyYILQ
środa, 13 grudnia 2017
Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki
Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki powołany do życia
Minister kultury Piotr Gliński powołał do życia Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki. Na czele państwowej instytucji, która ma przyczynić się do poprawy ładu przestrzennego w Polsce, stanął wybitny architekt Bolesław Stelmach.
Powstanie nowej instytucji argumentowane jest koniecznością zadbania o jakość
przestrzeni w Polsce. Chodzi również o systemowe działania na rzecz edukacji i kształtowania kultury architektonicznej. Zadania podejmowane przez instytut mają być odpowiedzią na ogromny kryzys polskiej przestrzeni, mający wpływ na jakość życia obywateli — czytamy na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Naukowego.
Głównymi zadaniami nowej instytucji będzie:
Prowadzenie badań nad historyczną i współczesną architekturą, urbanistyką oraz planowaniem przestrzennym, upowszechnianie wiedzy z zakresu tych dyscyplin i wiedzy o dobrach kultury z nimi związanych, w tym prowadzenie działań edukacyjnych, promocyjnych i wydawniczych.
Instytut będzie pełnił rolę badawczą i edukacyjną. List intencyjny w sprawie powołania Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki podpisał na początku listopada resort infrastruktury i budownictwa. W dokumencie podkreślano, że nowa instytucja ma wspierać realizację programu Mieszkanie Plus. Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki rozpocznie działalność na początku 2018 roku.
Bolesław Stelmach powołany na stanowisko pełniącego obowiązki dyrektora instytutu jest laureatem Honorowej Nagrody SARP z 2010 roku. Był nominowany kilkakrotnie do europejskiej nagrody im. Miesa van der Rohe, odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski w 2015 roku i brązowym medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2012 roku. W tym roku został laureatem Dorocznej Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w kategorii: architektura.
Obecnie tworzą się struktury nowej instytucji. Bolesław Stelmach zaprasza osoby zajmujące się architekturą do współpracy.
Minister kultury Piotr Gliński powołał do życia Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki. Na czele państwowej instytucji, która ma przyczynić się do poprawy ładu przestrzennego w Polsce, stanął wybitny architekt Bolesław Stelmach.
Powstanie nowej instytucji argumentowane jest koniecznością zadbania o jakość
przestrzeni w Polsce. Chodzi również o systemowe działania na rzecz edukacji i kształtowania kultury architektonicznej. Zadania podejmowane przez instytut mają być odpowiedzią na ogromny kryzys polskiej przestrzeni, mający wpływ na jakość życia obywateli — czytamy na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Naukowego.
Głównymi zadaniami nowej instytucji będzie:
Prowadzenie badań nad historyczną i współczesną architekturą, urbanistyką oraz planowaniem przestrzennym, upowszechnianie wiedzy z zakresu tych dyscyplin i wiedzy o dobrach kultury z nimi związanych, w tym prowadzenie działań edukacyjnych, promocyjnych i wydawniczych.
Instytut będzie pełnił rolę badawczą i edukacyjną. List intencyjny w sprawie powołania Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki podpisał na początku listopada resort infrastruktury i budownictwa. W dokumencie podkreślano, że nowa instytucja ma wspierać realizację programu Mieszkanie Plus. Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki rozpocznie działalność na początku 2018 roku.
Bolesław Stelmach powołany na stanowisko pełniącego obowiązki dyrektora instytutu jest laureatem Honorowej Nagrody SARP z 2010 roku. Był nominowany kilkakrotnie do europejskiej nagrody im. Miesa van der Rohe, odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski w 2015 roku i brązowym medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2012 roku. W tym roku został laureatem Dorocznej Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w kategorii: architektura.
Obecnie tworzą się struktury nowej instytucji. Bolesław Stelmach zaprasza osoby zajmujące się architekturą do współpracy.
wtorek, 12 grudnia 2017
Nowa geopolityka
Ciekawa analiza Romualda Kaławy (12.12)
„Postawienie na gospodarkę, polepszenie stosunków dyplomatycznych z Brukselą i Kijowem. Stanowcze działania wobec reparacji od Niemiec. To główne cele, które będą stały przed rządem Mateusza Morawieckiego. (...).Przede wszystkim w rządzie zostanie powołany pełnomocnik ds. reparacji, który będzie koordynował całość działań wobec Niemiec”.
Źródło: https://www.tvp.info/35135790/ukladanka-gabinetu-morawieckiego
Nowo desygnowany Premier, z całym szacunkiem dla Beaty Szydło, jest postacią bardziej kontaktową i jak twierdzi Igor Janke - szef portalu Salon24, bardziej konsekwentną (zawziętą) i bezlitosną niż może się wydawać. Mam nadzieję, że już nie dojdzie do sytuacji, że polski premier będzie musiał się tłumaczyć przez zdominowaną przez Niemców Unią Europejską i jej urzędnikami, którzy przecież nie pochodzą z demokratycznego wyboru.
Unia ingeruje w wewnętrzne sprawy Polski. Reforma sądownictwa i konstytucji jest konieczna. Słabe polskie państwo jest korzystne dla naszych nieprzyjaciół z Europy. Słabe polskie państwo, nigdy nie uzyska reparacji od Niemiec.
Przechodząc do sedna tematu:
Bliskie relacja z Izraelem i ściągniecie JP Morgan do Polski może być kluczowe w tej kwestii. Taki bank posiada własne służby specjalne, koneksje rządowe, czy kancelarie prawne i układy międzynarodowe. To swego rodzaju państwo w państwie. Oni wiedzą, że Polska nie ma pieniędzy, aby zaspokoić wydumane roszczenia żydów amerykańskich na sumę 60 mld dolarów. Zresztą, takie roszczenia wepchną Polskę w łapy Chin i przyspieszą budowę jedwabnego szlaku, co już zrozumiał amerykański rząd. Polska ma strategiczne położenie geograficzne, co w znacznie bardziej cywilizowanych czasach niż jeszcze 100 lat temu, będzie raczej błogosławieństwem niż przekleństwem. Jak twierdzi geopolityk dr Rafał Bartosiak, nizina środkowoeuropejska, na której Polska jest kluczowym „łącznikiem” pomiędzy Europą a Azją, jest jednym z najważniejszych miejsc na świecie, co zrozumiano nie tylko w Pekinie, ale i Waszyngtonie.
W kwestii roszczeń od Niemiec przyda się Polsce bliski sojusz z Izraelem. Wielu ubolewa, że szef MSZ Waszczykowski uznał Tel Awiw za stolice Izraela, podczas, gdy USA uznały Jerozolimę. Powinni się uspokoić. Wystarczy uzyskać jakieś zapewnienia od Izraela w jakiejś sprawie i zmienić zdanie.
Przy tym nieważne, że Palestyńczycy są potomkami Żydów z czasów Jezusa, a izraelscy Żydzi w większości azjatyckimi Chazarami. Przestańmy zbawiać świat i zajmijmy się zaprowadzeniem porządku prawnego i politycznego w Polsce. Myślmy tylko o sobie, bo tylko to się opłaca.
– Polska w czasie negocjacji traktatu „2+4” w 1990 roku, co najmniej milcząco zrezygnowała z dochodzenia roszczeń wobec Niemiec – twierdzą bezczelnie niemieccy eksperci. Z drugiej strony takie reakcje to dobra wiadomość. Zachodni sąsiedzi nie mają żadnych argumentów, a wbrew temu co się mówi, Żydzi nigdy nie wybaczą Niemcom ich zbrodni.
TVN24 3 listopada doniósł, że „Sąd w Sulmonie we włoskim regionie Abruzja nakazał rządowi Niemiec wypłatę odszkodowań tamtejszej gminie Roccaraso i rodzinom 128 ofiar hitlerowskiej masakry w listopadzie 1943 roku”
„Postawienie na gospodarkę, polepszenie stosunków dyplomatycznych z Brukselą i Kijowem. Stanowcze działania wobec reparacji od Niemiec. To główne cele, które będą stały przed rządem Mateusza Morawieckiego. (...).Przede wszystkim w rządzie zostanie powołany pełnomocnik ds. reparacji, który będzie koordynował całość działań wobec Niemiec”.
Źródło: https://www.tvp.info/35135790/ukladanka-gabinetu-morawieckiego
Nowo desygnowany Premier, z całym szacunkiem dla Beaty Szydło, jest postacią bardziej kontaktową i jak twierdzi Igor Janke - szef portalu Salon24, bardziej konsekwentną (zawziętą) i bezlitosną niż może się wydawać. Mam nadzieję, że już nie dojdzie do sytuacji, że polski premier będzie musiał się tłumaczyć przez zdominowaną przez Niemców Unią Europejską i jej urzędnikami, którzy przecież nie pochodzą z demokratycznego wyboru.
Unia ingeruje w wewnętrzne sprawy Polski. Reforma sądownictwa i konstytucji jest konieczna. Słabe polskie państwo jest korzystne dla naszych nieprzyjaciół z Europy. Słabe polskie państwo, nigdy nie uzyska reparacji od Niemiec.
Przechodząc do sedna tematu:
Bliskie relacja z Izraelem i ściągniecie JP Morgan do Polski może być kluczowe w tej kwestii. Taki bank posiada własne służby specjalne, koneksje rządowe, czy kancelarie prawne i układy międzynarodowe. To swego rodzaju państwo w państwie. Oni wiedzą, że Polska nie ma pieniędzy, aby zaspokoić wydumane roszczenia żydów amerykańskich na sumę 60 mld dolarów. Zresztą, takie roszczenia wepchną Polskę w łapy Chin i przyspieszą budowę jedwabnego szlaku, co już zrozumiał amerykański rząd. Polska ma strategiczne położenie geograficzne, co w znacznie bardziej cywilizowanych czasach niż jeszcze 100 lat temu, będzie raczej błogosławieństwem niż przekleństwem. Jak twierdzi geopolityk dr Rafał Bartosiak, nizina środkowoeuropejska, na której Polska jest kluczowym „łącznikiem” pomiędzy Europą a Azją, jest jednym z najważniejszych miejsc na świecie, co zrozumiano nie tylko w Pekinie, ale i Waszyngtonie.
W kwestii roszczeń od Niemiec przyda się Polsce bliski sojusz z Izraelem. Wielu ubolewa, że szef MSZ Waszczykowski uznał Tel Awiw za stolice Izraela, podczas, gdy USA uznały Jerozolimę. Powinni się uspokoić. Wystarczy uzyskać jakieś zapewnienia od Izraela w jakiejś sprawie i zmienić zdanie.
Przy tym nieważne, że Palestyńczycy są potomkami Żydów z czasów Jezusa, a izraelscy Żydzi w większości azjatyckimi Chazarami. Przestańmy zbawiać świat i zajmijmy się zaprowadzeniem porządku prawnego i politycznego w Polsce. Myślmy tylko o sobie, bo tylko to się opłaca.
– Polska w czasie negocjacji traktatu „2+4” w 1990 roku, co najmniej milcząco zrezygnowała z dochodzenia roszczeń wobec Niemiec – twierdzą bezczelnie niemieccy eksperci. Z drugiej strony takie reakcje to dobra wiadomość. Zachodni sąsiedzi nie mają żadnych argumentów, a wbrew temu co się mówi, Żydzi nigdy nie wybaczą Niemcom ich zbrodni.
TVN24 3 listopada doniósł, że „Sąd w Sulmonie we włoskim regionie Abruzja nakazał rządowi Niemiec wypłatę odszkodowań tamtejszej gminie Roccaraso i rodzinom 128 ofiar hitlerowskiej masakry w listopadzie 1943 roku”
poniedziałek, 11 grudnia 2017
Podpis Kępskiego
Pod przesłuchaniem jest podpis Romana Kępskiego!
Z dokumentów, które przedstawił Jaki, wynika jak sam wskazuje przewodniczący komisji, że Roman Kępski, wujek Andrzeja Waltza, próbował odzyskać kamienicę przy Noakowskiego 16 w złej wierze.
W świetle tych dokumentów, które nie były wcześniej publikowane, wynika że Roman Kępski starał się o kamienicę w złej wierze. Cała linia i transakcja powinna być nieważna. (…) W aktach znaleźliśmy wyrok skazujący Leona Kalinowskiego (szmalcownika, od którego Kępski uzyskał prawa do kamienicy - przy. red.) i znaleźliśmy dowód, że rodzina Waltzów miała świadomość, że próbuje odzyskać kamienicę w złej wierze
—mówił Jaki.
Wiceminister sprawiedliwości poinformował, że dokumenty odnaleziono w archiwum w Sądzie Okręgowym w Olsztynie i Mławie.
Wszystkie dokumenty są wyczyszczone z archiwów. (…) Prowadzimy osobne postępowanie wyjaśniające, jak to się stało, że te dokumenty znikły z archiwów
—dodał.
Patryk Jaki przytoczył odpowiedź Kępskiego:
Nie uważam za wykluczone, że popełniono fałszerstwo, mogłem bezwiednie paść jego ofiarą, gdyby tak było, to oczywiście byłaby to moja strata.
Z dokumentów, które przedstawił Jaki, wynika jak sam wskazuje przewodniczący komisji, że Roman Kępski, wujek Andrzeja Waltza, próbował odzyskać kamienicę przy Noakowskiego 16 w złej wierze.
W świetle tych dokumentów, które nie były wcześniej publikowane, wynika że Roman Kępski starał się o kamienicę w złej wierze. Cała linia i transakcja powinna być nieważna. (…) W aktach znaleźliśmy wyrok skazujący Leona Kalinowskiego (szmalcownika, od którego Kępski uzyskał prawa do kamienicy - przy. red.) i znaleźliśmy dowód, że rodzina Waltzów miała świadomość, że próbuje odzyskać kamienicę w złej wierze
—mówił Jaki.
Wiceminister sprawiedliwości poinformował, że dokumenty odnaleziono w archiwum w Sądzie Okręgowym w Olsztynie i Mławie.
Wszystkie dokumenty są wyczyszczone z archiwów. (…) Prowadzimy osobne postępowanie wyjaśniające, jak to się stało, że te dokumenty znikły z archiwów
—dodał.
Patryk Jaki przytoczył odpowiedź Kępskiego:
Nie uważam za wykluczone, że popełniono fałszerstwo, mogłem bezwiednie paść jego ofiarą, gdyby tak było, to oczywiście byłaby to moja strata.
Jaki podkreślił, że pod przesłuchaniem jest podpis Romana Kępskiego.
Po przedstawieniu dokumentów przez Patryka Jakiego, głos zabrali inni członkowie komisji weryfikacyjnej.
Podejmujemy akty mające na celu rozwikłanie wszelkich wątpliwości i wyjaśnienie postępowań toczących się przed Komisja. Dokumenty przesądzają, że na skutek transakcji między panem Kalinowskim a panem Kępskim nie mogło dojść do nabycia praw i roszczeń dekretowych przez pana Kępskiego, a w konsekwencji prawa te nie mogły one wejść w spadek po panu Kępskim, więc nie można było się stać spadkobiercą co do praw i roszczeń, które nie były przedmiotem spadku i komisja będzie musiała rozstrzygnąć jakie skutki pociąga za sobą te ustalenie
—mówił z kolei prof. Kamil Zaradkiewicz.
Po przedstawieniu dokumentów przez Patryka Jakiego, głos zabrali inni członkowie komisji weryfikacyjnej.
Podejmujemy akty mające na celu rozwikłanie wszelkich wątpliwości i wyjaśnienie postępowań toczących się przed Komisja. Dokumenty przesądzają, że na skutek transakcji między panem Kalinowskim a panem Kępskim nie mogło dojść do nabycia praw i roszczeń dekretowych przez pana Kępskiego, a w konsekwencji prawa te nie mogły one wejść w spadek po panu Kępskim, więc nie można było się stać spadkobiercą co do praw i roszczeń, które nie były przedmiotem spadku i komisja będzie musiała rozstrzygnąć jakie skutki pociąga za sobą te ustalenie
—mówił z kolei prof. Kamil Zaradkiewicz.
Komisja weryfikacyjna badała sprawę Noakowskiego 16 w ub. tygodniu; do części tej nieruchomości w 2003 r. prawo nabył m.in. mąż prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz.
Andrzej Waltz zeznał przed komisją, że nie rozmawiał z żoną o sprawie Noakowskiego 16.
To była moja sprawa spadkowa, ustaliliśmy, że ona się tym nie interesuje
—zeznał przed komisją.
Andrzej Waltz zeznał przed komisją, że nie rozmawiał z żoną o sprawie Noakowskiego 16.
To była moja sprawa spadkowa, ustaliliśmy, że ona się tym nie interesuje
—zeznał przed komisją.
Dodał, że nie otrzymał żadnych dokumentów nt. nieprawidłowości. Gronkiewicz-Waltz w poniedziałek nie stawiła się jako świadek - oświadczyła, że odmawia zeznań jako świadek, bo sprawa dotyczy jej męża.
Przed wojną właścicielami Noakowskiego 16 były osoby pochodzenia żydowskiego, które zginęły w czasie II wojny światowej. W 1945 r. Leon Kalinowski, wraz z Leszkiem Wiśniewskim i Janem Wierzbickim, zaczął posługiwać się w warszawskich urzędach antydatowanym na czas sprzed wojny pełnomocnictwem właścicieli do dysponowania przez niego ich nieruchomością; miał on sfałszować akt notarialny i wypisy z niego. Dzięki temu Kalinowski sprzedał kamienicę Romanowi Kępskiemu (wujowi Andrzeja Waltza) i Zygmuntowi Szczechowiczowi. Potem okazało się, że wojnę przeżyła Maria Oppenheim, żona jednego z dawnych właścicieli, która wykazała oszustwo. Pod koniec lat 40. Kalinowski został skazany na więzienie. Sąd unieważnił też wtedy pełnomocnictwa, którymi się posługiwał.
Po wydaniu „dekretu Bieruta”, Kępski i Szczechowicz wszczęli - jako pokrzywdzeni przez dekret - postępowanie o ustanowienie prawa własności czasowej gruntu pod kamienicą, czego odmówiono im w 1952 r. W 2001 r. Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło orzeczenie z 1952 r. W 2003 r. prezydent m.st. Warszawy ustanowił prawo użytkowania wieczystego nieruchomości na rzecz kilkunastu spadkobierców Kępskiego i Szczechowicza, w tym - Andrzeja Waltza i jego córki. W 2007 r. 91 proc. udziału kamienicy nabyła od nich Fenix Group. Według mediów, rodzina Gronkiewicz-Waltz miała na tym zarobić 5 mln zł. (PAP)
Po wydaniu „dekretu Bieruta”, Kępski i Szczechowicz wszczęli - jako pokrzywdzeni przez dekret - postępowanie o ustanowienie prawa własności czasowej gruntu pod kamienicą, czego odmówiono im w 1952 r. W 2001 r. Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło orzeczenie z 1952 r. W 2003 r. prezydent m.st. Warszawy ustanowił prawo użytkowania wieczystego nieruchomości na rzecz kilkunastu spadkobierców Kępskiego i Szczechowicza, w tym - Andrzeja Waltza i jego córki. W 2007 r. 91 proc. udziału kamienicy nabyła od nich Fenix Group. Według mediów, rodzina Gronkiewicz-Waltz miała na tym zarobić 5 mln zł. (PAP)
sobota, 9 grudnia 2017
Tylko spokój...
Tylko spokój może nas uratować
Paweł Kasprzak na swoim Facebooku:
Jeszcze raz. Bardzo przepraszam wszystkich zainteresowanych, zwłaszcza odważnych uczestników wczorajszych wydarzeń pod Pałacem Prezydenckim. Tych, którzy obrzucili jajami rządową kolumnę samochodów. Oraz wszystkich lajkujących i chwalących niewątpliwą odwagę tych, którzy tam byli. Jeśli jednak Obywatele RP mają dopuszczać rzucanie jajami w kogokolwiek, to ja przestaję być Obywatelem RP.
Mam również wątpliwości co do oceny brutalności policji w tym przypadku. Coś poleciało w stronę rządowych limuzyn. Ocena, czy to żart, czy zagrożenie, nie jest czymś, co powinno zajmować w akcji, w której nie ma czasu na studiowanie nagrań z monitoringu.
Same jaja wystarczą mnie samemu do oceny. Ale dodam kolejny banał: najpierw lecą jaja, potem race, a potem bruk — i to wcale nie na końcu.
Dla mnie to jest śmiertelnie poważna sprawa. Nie żart. Nie wolno robić takich rzeczy. W obronie konstytucji również. Proszę o opamiętanie. Także w komentarzach o chwale naszych bohaterów.
Gazeta Wyborcza:
Na wpis Kasprzaka powołuje się policja, która odpiera zarzuty dotyczące przebiegu interwencji. "Policjanci postąpili wzorowo, natychmiast reagując na obrzucenie pojazdów, które wyjeżdżały z Pałacu Prezydenckiego" - czytamy na Twitterze policji.
"Osoby, które nie znają procedur i mają wątpliwości, niech przekona wpis pana Pawła Kasprzaka, który również chwali działania policjantów i apeluje o opamiętanie" - dodano.
Paweł Kasprzak na swoim Facebooku:
Jeszcze raz. Bardzo przepraszam wszystkich zainteresowanych, zwłaszcza odważnych uczestników wczorajszych wydarzeń pod Pałacem Prezydenckim. Tych, którzy obrzucili jajami rządową kolumnę samochodów. Oraz wszystkich lajkujących i chwalących niewątpliwą odwagę tych, którzy tam byli. Jeśli jednak Obywatele RP mają dopuszczać rzucanie jajami w kogokolwiek, to ja przestaję być Obywatelem RP.
Mam również wątpliwości co do oceny brutalności policji w tym przypadku. Coś poleciało w stronę rządowych limuzyn. Ocena, czy to żart, czy zagrożenie, nie jest czymś, co powinno zajmować w akcji, w której nie ma czasu na studiowanie nagrań z monitoringu.
Same jaja wystarczą mnie samemu do oceny. Ale dodam kolejny banał: najpierw lecą jaja, potem race, a potem bruk — i to wcale nie na końcu.
Dla mnie to jest śmiertelnie poważna sprawa. Nie żart. Nie wolno robić takich rzeczy. W obronie konstytucji również. Proszę o opamiętanie. Także w komentarzach o chwale naszych bohaterów.
Gazeta Wyborcza:
Na wpis Kasprzaka powołuje się policja, która odpiera zarzuty dotyczące przebiegu interwencji. "Policjanci postąpili wzorowo, natychmiast reagując na obrzucenie pojazdów, które wyjeżdżały z Pałacu Prezydenckiego" - czytamy na Twitterze policji.
"Osoby, które nie znają procedur i mają wątpliwości, niech przekona wpis pana Pawła Kasprzaka, który również chwali działania policjantów i apeluje o opamiętanie" - dodano.
piątek, 8 grudnia 2017
Zajęcza i Dobra w Powstaniu Warszawskim
Czy wolno niszczyć zabytki?
Do sierpnia 2013 roku istniał w Warszawie historyczny budynek, gdzie o godzinie 17.00 w dniu 1 sierpnia 1944 roku zapoczątkowano brawurową (i udaną!) akcję opanowania Elektrowni Warszawskiej (youtube-Kronika.Powstania.Warszawskiego.Dzien.01 /2.02 - 8.07/):
W blasku słońca, czekając na remont, prezentował się zupełnie ładnie:

Przyszedł jeden "długi" weekend i zmienił się w kupę gruzów:

Wybuchła afera (2014 rok):
Rozbiórka willi przy Zajęczej: będzie proces w sprawie zniszczenia zabytku
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia - zaznaczając, że na obecnym etapie sprawy nie dostrzega przesłanek do umorzenia - wyznaczył termin rozpoczęcia procesu na 29 maja.
O sprawie pisały w połowie lutego stołeczne media. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście Północ wystąpiła wówczas do sądu o warunkowe umorzenie bez procesu sprawy kobiety, która wydała decyzję o rozbiórce. Wybudowana sto lat temu przy ul. Zajęczej kamienica powstała jako dom dla pracowników elektrowni Powiśle i - jak informowano - od ponad 10 lat nie była zamieszkana.
Prokuratura, która badała sprawę, oskarżyła kobietę o nieumyślne zniszczenie zabytku - zagrożone karą do dwóch lat więzienia. - Ze względu na taką kwalifikację czynu prokuratura wniosła o warunkowe umorzenie - powiedział prok. Przemysław Nowak z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Warunkowego umorzenia nie stosuje się do sprawców czynów zagrożonych karą przekraczającą trzy lata pozbawienia wolności, natomiast umyślne zniszczenie zabytku zagrożone jest kara do pięciu lat więzienia.
Tak było na samej ulicy Zajęczej, a na rogu Dobrej i Zajęczej w późniejszych dniach działy się rzeczy przerażające, co uwiecznił jeden z operatorów Kroniki Powstania Warszawskiego (do obejrzenia w 58.20 minucie filmu Powstanie Warszawskie):

W widocznej tu kamienicy mieszkał Stanisław Cendrowski "Sulimczyk", dowódca bojowego plutonu, który rozpoczął bój o Elektrownię. Kamienica przetrwała Powstanie, ale po wypędzeniu mieszkańców Warszawy podzieliła los wielu budynków warszawskich zniszczonych przez niemieckich, obłąkanych mścicieli na mieście i straciła wieżyczkę oraz dwa najwyższe piętra:

Jeśli nie wpłyniemy na władze Warszawy, to na 75 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego w miejsce ciekawego architektonicznie i niezbędnego dla historii Warszawy zabytku będziemy (z powodu braku środków finansowych Wspólnoty Mieszkaniowej na remont i odbudowę) mieli taki, powielany ze sztancy (patrz obecny Hotel Europejski) w tysiącach egzemplarzy w Polsce, budynek:

Ponadto przebudowana kamienica miałaby linię architektoniczną (gzyms) równający do kamienicy sąsiadującej wzdłuż ulicy Zajęczej, która obecnie jest trzypiętrowa. Ale przed wojną była to kamienica czteropiętrowa i taką może (powinna!) zostać odbudowana. Ten fragment starej Warszawy musi być uratowany, aby godnie reprezentować dawną architekturę w otoczeniu niedawno wzniesionych budynków.

Czyż to nie jest temat dla Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki, zapowiadanego przez premiera Morawieckiego w jego expose?
Do sierpnia 2013 roku istniał w Warszawie historyczny budynek, gdzie o godzinie 17.00 w dniu 1 sierpnia 1944 roku zapoczątkowano brawurową (i udaną!) akcję opanowania Elektrowni Warszawskiej (youtube-Kronika.Powstania.Warszawskiego.Dzien.01 /2.02 - 8.07/):
W blasku słońca, czekając na remont, prezentował się zupełnie ładnie:
Przyszedł jeden "długi" weekend i zmienił się w kupę gruzów:
Wybuchła afera (2014 rok):
Rozbiórka willi przy Zajęczej: będzie proces w sprawie zniszczenia zabytku
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia - zaznaczając, że na obecnym etapie sprawy nie dostrzega przesłanek do umorzenia - wyznaczył termin rozpoczęcia procesu na 29 maja.
O sprawie pisały w połowie lutego stołeczne media. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście Północ wystąpiła wówczas do sądu o warunkowe umorzenie bez procesu sprawy kobiety, która wydała decyzję o rozbiórce. Wybudowana sto lat temu przy ul. Zajęczej kamienica powstała jako dom dla pracowników elektrowni Powiśle i - jak informowano - od ponad 10 lat nie była zamieszkana.
Prokuratura, która badała sprawę, oskarżyła kobietę o nieumyślne zniszczenie zabytku - zagrożone karą do dwóch lat więzienia. - Ze względu na taką kwalifikację czynu prokuratura wniosła o warunkowe umorzenie - powiedział prok. Przemysław Nowak z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Warunkowego umorzenia nie stosuje się do sprawców czynów zagrożonych karą przekraczającą trzy lata pozbawienia wolności, natomiast umyślne zniszczenie zabytku zagrożone jest kara do pięciu lat więzienia.
Tak było na samej ulicy Zajęczej, a na rogu Dobrej i Zajęczej w późniejszych dniach działy się rzeczy przerażające, co uwiecznił jeden z operatorów Kroniki Powstania Warszawskiego (do obejrzenia w 58.20 minucie filmu Powstanie Warszawskie):

W widocznej tu kamienicy mieszkał Stanisław Cendrowski "Sulimczyk", dowódca bojowego plutonu, który rozpoczął bój o Elektrownię. Kamienica przetrwała Powstanie, ale po wypędzeniu mieszkańców Warszawy podzieliła los wielu budynków warszawskich zniszczonych przez niemieckich, obłąkanych mścicieli na mieście i straciła wieżyczkę oraz dwa najwyższe piętra:
Jeśli nie wpłyniemy na władze Warszawy, to na 75 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego w miejsce ciekawego architektonicznie i niezbędnego dla historii Warszawy zabytku będziemy (z powodu braku środków finansowych Wspólnoty Mieszkaniowej na remont i odbudowę) mieli taki, powielany ze sztancy (patrz obecny Hotel Europejski) w tysiącach egzemplarzy w Polsce, budynek:

Ponadto przebudowana kamienica miałaby linię architektoniczną (gzyms) równający do kamienicy sąsiadującej wzdłuż ulicy Zajęczej, która obecnie jest trzypiętrowa. Ale przed wojną była to kamienica czteropiętrowa i taką może (powinna!) zostać odbudowana. Ten fragment starej Warszawy musi być uratowany, aby godnie reprezentować dawną architekturę w otoczeniu niedawno wzniesionych budynków.
Czyż to nie jest temat dla Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki, zapowiadanego przez premiera Morawieckiego w jego expose?
czwartek, 7 grudnia 2017
środa, 6 grudnia 2017
Czy to już początek końca Europy?
Nigdy nie uda nam się nawrócić 30 proc. muzułmanów, którzy domagają się wprowadzenia prawa szariatu we Francji, na drogę demokracji i laickości. I tak już zezwalamy na segregację, choć tego tak nie nazywamy. Zamiast dalej się oszukiwać lub stosować środki niedopuszczalne w demokracji (re-emigracja, przymusowe wydalenie najbardziej radykalnych jednostek), ustanówmy podwójny system prawa we Francji – domaga się francuski ekspert ds. islamu i nauczyciel akademicki Christian de Moliner na łamach francuskiego portalu „causeur.fr”.
Według niego odseparowanie terytorialne dwóch grup etnicznych, które nie są wstanie ze sobą żyć, nierzadko w przeszłości pozwoliło zakończyć poważne konflikty.
Według niego odseparowanie terytorialne dwóch grup etnicznych, które nie są wstanie ze sobą żyć, nierzadko w przeszłości pozwoliło zakończyć poważne konflikty.
Grecja i Turcja wymieniając swoja ludność w 1922 roku zakończyły konflikt, który trwał ponad 100 lat. Cypr odzyskał pokój. Sudan także zakończył swoje wojny domowe godząc się na niepodległość południa kraju
—wylicza de Moliner. Według niego we Francji już dawno powstało drugie społeczeństwo, odłam, który chce wieść życie oparte na wartościach religijnych i jest „zasadniczo przeciwny liberalnemu konsensusowi, na którym opiera się nasz kraj”.
Mamy terytoria znajdujące się de facto poza kontrolą Republiki. Policja nie chce tam przyjeżdżać, a jeśli już, to tylko na krótko. Czy zobaczymy niebawem armię okupującą przedmieścia, aby przywrócić w nich porządek? W szczytowym momencie „francuska wojna domowa” będzie składała się z zamachów, na które nikt nie zwróci już uwagi, z niekończących się prześladowań policji, z walk o wyzwolenie całych stref z rąk islamistów
—twierdzi de Moliner. Jak zaznacza „nigdy nie będziemy w stanie wykorzenić radykalnego islamizmu”.
Choć nie jesteśmy jeszcze w otwartej wojnie, wierni Proroka już się przegrupowują w strefach, gdzie od dawna panują zasady niezgodne z zasadami Republiki (przymus noszenia burki, agresja wobec żydów, małżeństwa zawierane według zasad koranicznych, mięso halal w szkolnych stołówkach). Odwrócenie głowy, udawanie, że nic się nie dzieje i czekanie na to, aż problem się sam rozwiąże to kusząca perspektywa dla władzy
—wylicza de Moliner. Według niego we Francji już dawno powstało drugie społeczeństwo, odłam, który chce wieść życie oparte na wartościach religijnych i jest „zasadniczo przeciwny liberalnemu konsensusowi, na którym opiera się nasz kraj”.
Mamy terytoria znajdujące się de facto poza kontrolą Republiki. Policja nie chce tam przyjeżdżać, a jeśli już, to tylko na krótko. Czy zobaczymy niebawem armię okupującą przedmieścia, aby przywrócić w nich porządek? W szczytowym momencie „francuska wojna domowa” będzie składała się z zamachów, na które nikt nie zwróci już uwagi, z niekończących się prześladowań policji, z walk o wyzwolenie całych stref z rąk islamistów
—twierdzi de Moliner. Jak zaznacza „nigdy nie będziemy w stanie wykorzenić radykalnego islamizmu”.
Choć nie jesteśmy jeszcze w otwartej wojnie, wierni Proroka już się przegrupowują w strefach, gdzie od dawna panują zasady niezgodne z zasadami Republiki (przymus noszenia burki, agresja wobec żydów, małżeństwa zawierane według zasad koranicznych, mięso halal w szkolnych stołówkach). Odwrócenie głowy, udawanie, że nic się nie dzieje i czekanie na to, aż problem się sam rozwiąże to kusząca perspektywa dla władzy
—podkreśla ekspert ds. islamu. Jego zdaniem prezydentura Emmanuela Macrona „niczego nie zmieni”.
Problem pozostanie. Polityka udobruchania muzułmanów zostanie wcześniej lub później zastąpiona przez zjadliwą reakcję nacjonalistyczną. Byłem zaskoczony słowami, które padły we Francji po zamachach. Radykalne opinie zostały wypowiedziane bez wstydu, rzecz niewyobrażalna jeszcze pięć lat temu
—pisze de Moliner. Według niego to początek zapowiadającego się wewnętrznego konfliktu.
Żaden naród, który chce przetrwać, nie może składać się z licznych muzułmańskich gett, które nie są ze sobą połączone terytorialnie. Gospodarka takiego podmiotu byłaby prawie zerowa. Byłaby pasożytem, który żyłby na koszt i niekorzyść reszty Francji
—przekonuje akademik. Dlatego jego zdaniem „należy utworzyć dla tej grupy państwo alternatywne wewnątrz Francji”.
Rozwiązaniem byłoby stworzenie państwa inspirowanego Algierią i Majottą z XX wieku, czyli zakładające jedno terytorium, jeden rząd, ale dwa narody: Francuzów o zwykłych prawach i muzułmanów ze statusem zawartym w Koranie. Ci ostatni będą mieli jednak prawo do głosowania w wyborach, inaczej niż tubylcy kolonialnej Algierii, ale będą stosowali szariat w życiu codziennym. Nie będą się już zwracać do francuskich sądów w przypadku sporów, ale do kadi, sędziów muzułmańskich. Konflikty między chrześcijanami a muzułmanami pozostaną za to w gestii zwykłych sądów. Aby te ustępstwa wobec islamistów były do zaakceptowania dla społeczeństwa, ich prawa będą bardziej ograniczone niż prawa pozostałych mieszkańców Francji, i żadna ingerencja islamu w zwykłe prawodawstwo nie będzie tolerowana
—pisze de Moliner. Według niego „zagwarantuje to pokój we Francji i zachowanie demokratycznych ram dla 95 proc. społeczeństwa.
—pisze de Moliner. Według niego to początek zapowiadającego się wewnętrznego konfliktu.
Żaden naród, który chce przetrwać, nie może składać się z licznych muzułmańskich gett, które nie są ze sobą połączone terytorialnie. Gospodarka takiego podmiotu byłaby prawie zerowa. Byłaby pasożytem, który żyłby na koszt i niekorzyść reszty Francji
—przekonuje akademik. Dlatego jego zdaniem „należy utworzyć dla tej grupy państwo alternatywne wewnątrz Francji”.
Rozwiązaniem byłoby stworzenie państwa inspirowanego Algierią i Majottą z XX wieku, czyli zakładające jedno terytorium, jeden rząd, ale dwa narody: Francuzów o zwykłych prawach i muzułmanów ze statusem zawartym w Koranie. Ci ostatni będą mieli jednak prawo do głosowania w wyborach, inaczej niż tubylcy kolonialnej Algierii, ale będą stosowali szariat w życiu codziennym. Nie będą się już zwracać do francuskich sądów w przypadku sporów, ale do kadi, sędziów muzułmańskich. Konflikty między chrześcijanami a muzułmanami pozostaną za to w gestii zwykłych sądów. Aby te ustępstwa wobec islamistów były do zaakceptowania dla społeczeństwa, ich prawa będą bardziej ograniczone niż prawa pozostałych mieszkańców Francji, i żadna ingerencja islamu w zwykłe prawodawstwo nie będzie tolerowana
—pisze de Moliner. Według niego „zagwarantuje to pokój we Francji i zachowanie demokratycznych ram dla 95 proc. społeczeństwa.
poniedziałek, 4 grudnia 2017
Coś takiego (!) w GW?
Gronkiewicz-Waltz musi oddać dwa miliony za Noakowskiego 16. Zwłaszcza, że ją stać
Grzegorz Sroczyński
04.12.2017 14:13
Prezydent Warszawy znów włączyła zdartą płytę i oświadczyła na konferencji, że sprawa kamienicy przy Noakowskiego 16 to polityczna nagonka. Po czym wyszła, nie odpowiadając na ŻADNE pytanie dziennikarzy. Po co nazywać coś takiego "konferencją prasową", naprawdę nie wiem. Już raczej był to stand-up. W dodatku kompletnie nieśmieszny.
Sprawa kamienicy przy Noakowskiego 16 będzie testem przyzwoitości dla liberalnych publicystów i polityków opozycji. Potępiamy antysemityzm? Uważamy, że kwestionowanie holokaustu to świństwo? Że szmalcownictwo to świństwo? Więc nie powinniśmy w tej sprawie Waltzów bronić.
Rodzinie Waltzów kamienica przy Noakowskiego 16 się nie należy. Andrzej Waltz brzydko skłamał, mówiąc w wywiadzie dla "Wyborczej" "była to przedwojenna kamienica męża cioci". Po prostu sielanka, w której dawni właściciele odzyskują zagrabione przez komunistów rodowe nieruchomości. Tymczasem kamienica została przejęta w wyniku kradzieży żydowskiego mienia po holokauście. W 1945 roku oszust - niejaki Kalinowski - sfałszował dokumenty i wpisał się do księgi wieczystej kamienicy. Następnie przekazał dom Romanowi Kępskiemu, czyli "mężowi cioci".
W 1950 roku odbył się proces w tej sprawie, Kalinowski został skazany, ale nie wyprostowano zapisów w księdze wieczystej i nie wpisano na powrót prawowitych właścicieli (komuniści przejęli całą własność w Warszawie, a porządek w księgach wieczystych mieli w nosie, bo uważali, że będą już rządzić zawsze).
Hanna Gronkiewicz-Waltz tłumaczy, że o tym nie wiedziała, gdy po śmierci "męża cioci" odziedziczyła prawa do kamienicy. Być może. Ale co najmniej od dziesięciu lat już wie! Sprawa została opisana zarówno przez prawicowe media, jak i "Gazetę Wyborczą". Po ujawnieniu, że jest to kamienica ukradziona Żydom Waltzowie nie zrobili nic. Absolutnie nic. Nadal przedstawiają się jako "prawowici spadkobiercy", choć ich rodzina nie miała z tą kamienicą nigdy nic wspólnego.
Waltzowie - po uwłaszczeniu się na ukradzionej Żydom kamienicy - sprzedali ją razem z lokatorami spółce Feniks, znanej z bezwzględnego "czyszczenia". Lokatorzy podjęli wiele prób skontaktowania się z panią prezydent, ale nie miała dla nich czasu. Jej opowieści, że "dobro lokatorów leży mi na sercu", że "miasto wiele razy pomagało lokatorom z prywatyzowanych kamienic" są funta kłaków warte. Pani prezydent miała gdzieś los lokatorów z własnej kamienicy, mimo że protestowali, robili pikiety i wołali o pomoc.
Takie zachowanie okazało się dla Waltzów opłacalne. Na transakcji zarobili - licząc ich udziały w kamienicy - dwa miliony złotych (małżeństwo Waltzów - milion, ich córka - też milion). Niemoralność tej sytuacji wzmacnia fakt, że w między czasie odnalazł się rzeczywisty spadkobierca przedwojennych właścicieli, dawny oficer AK Stanisław Likiernik. Ta sprawa również została opisana przez media. Mimo to Waltzowie nie zaproponowali Likiernikowi żadnego zadośćuczynienia. Po prostu schowali głowę w piasek.
Jest honorowe wyjście z tej nieciekawej sytuacji. Po pierwsze Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna natychmiast odejść z polityki oraz zrezygnować z członkostwa w Platformie. Opozycja nigdy nie odzyska wiarygodności, jeśli będzie tolerować w swoich szeregach osoby tak bardzo pozbawione moralności. Po drugie Waltzowie powinni oddać pieniądze. Rozliczyć się z Likiernikiem albo przekazać tę kwotę do miejskiego funduszu, który by wspierał ofiary reprywatyzacji. Waltzowie są zamożnymi ludźmi, ten gest nie byłby dla nich bolesny. Z oświadczenie majątkowego pani prezydent wynika, że ma na koncie 3 miliony 235 tysięcy złotych wolnych środków (nie wiem, ile ma mąż). Jeśli odda pieniądze zarobione na ukradzionej Żydom kamienicy, zostanie jej 1 milion 235 tys złotych, czyli też ogromna kwota.
Środowiska liberalne i lewicowe walczą z molestowaniem seksualnym i wtedy reagują szybko (czasem zbyt szybko) na oskarżenia, nawet jeśli dowody nie są podane na tacy. Tymczasem tutaj wszystko jest jasne i wiele razy opisane. Owszem, PiS sprawę wykorzystuje propagandowo, a Patryk Jaki wygłasza argumenty podobne do moich. I właśnie dlatego nasza strona musi tę broń wytrącić PiS-owi z ręki, zmusić Hannę Gronkiewicz-Waltz do oddania pieniędzy, przeprosin, a następnie do zniknięcia z życia publicznego
Grzegorz Sroczyński
04.12.2017 14:13
Prezydent Warszawy znów włączyła zdartą płytę i oświadczyła na konferencji, że sprawa kamienicy przy Noakowskiego 16 to polityczna nagonka. Po czym wyszła, nie odpowiadając na ŻADNE pytanie dziennikarzy. Po co nazywać coś takiego "konferencją prasową", naprawdę nie wiem. Już raczej był to stand-up. W dodatku kompletnie nieśmieszny.
Sprawa kamienicy przy Noakowskiego 16 będzie testem przyzwoitości dla liberalnych publicystów i polityków opozycji. Potępiamy antysemityzm? Uważamy, że kwestionowanie holokaustu to świństwo? Że szmalcownictwo to świństwo? Więc nie powinniśmy w tej sprawie Waltzów bronić.
Rodzinie Waltzów kamienica przy Noakowskiego 16 się nie należy. Andrzej Waltz brzydko skłamał, mówiąc w wywiadzie dla "Wyborczej" "była to przedwojenna kamienica męża cioci". Po prostu sielanka, w której dawni właściciele odzyskują zagrabione przez komunistów rodowe nieruchomości. Tymczasem kamienica została przejęta w wyniku kradzieży żydowskiego mienia po holokauście. W 1945 roku oszust - niejaki Kalinowski - sfałszował dokumenty i wpisał się do księgi wieczystej kamienicy. Następnie przekazał dom Romanowi Kępskiemu, czyli "mężowi cioci".
W 1950 roku odbył się proces w tej sprawie, Kalinowski został skazany, ale nie wyprostowano zapisów w księdze wieczystej i nie wpisano na powrót prawowitych właścicieli (komuniści przejęli całą własność w Warszawie, a porządek w księgach wieczystych mieli w nosie, bo uważali, że będą już rządzić zawsze).
Hanna Gronkiewicz-Waltz tłumaczy, że o tym nie wiedziała, gdy po śmierci "męża cioci" odziedziczyła prawa do kamienicy. Być może. Ale co najmniej od dziesięciu lat już wie! Sprawa została opisana zarówno przez prawicowe media, jak i "Gazetę Wyborczą". Po ujawnieniu, że jest to kamienica ukradziona Żydom Waltzowie nie zrobili nic. Absolutnie nic. Nadal przedstawiają się jako "prawowici spadkobiercy", choć ich rodzina nie miała z tą kamienicą nigdy nic wspólnego.
Waltzowie - po uwłaszczeniu się na ukradzionej Żydom kamienicy - sprzedali ją razem z lokatorami spółce Feniks, znanej z bezwzględnego "czyszczenia". Lokatorzy podjęli wiele prób skontaktowania się z panią prezydent, ale nie miała dla nich czasu. Jej opowieści, że "dobro lokatorów leży mi na sercu", że "miasto wiele razy pomagało lokatorom z prywatyzowanych kamienic" są funta kłaków warte. Pani prezydent miała gdzieś los lokatorów z własnej kamienicy, mimo że protestowali, robili pikiety i wołali o pomoc.
Takie zachowanie okazało się dla Waltzów opłacalne. Na transakcji zarobili - licząc ich udziały w kamienicy - dwa miliony złotych (małżeństwo Waltzów - milion, ich córka - też milion). Niemoralność tej sytuacji wzmacnia fakt, że w między czasie odnalazł się rzeczywisty spadkobierca przedwojennych właścicieli, dawny oficer AK Stanisław Likiernik. Ta sprawa również została opisana przez media. Mimo to Waltzowie nie zaproponowali Likiernikowi żadnego zadośćuczynienia. Po prostu schowali głowę w piasek.
Jest honorowe wyjście z tej nieciekawej sytuacji. Po pierwsze Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna natychmiast odejść z polityki oraz zrezygnować z członkostwa w Platformie. Opozycja nigdy nie odzyska wiarygodności, jeśli będzie tolerować w swoich szeregach osoby tak bardzo pozbawione moralności. Po drugie Waltzowie powinni oddać pieniądze. Rozliczyć się z Likiernikiem albo przekazać tę kwotę do miejskiego funduszu, który by wspierał ofiary reprywatyzacji. Waltzowie są zamożnymi ludźmi, ten gest nie byłby dla nich bolesny. Z oświadczenie majątkowego pani prezydent wynika, że ma na koncie 3 miliony 235 tysięcy złotych wolnych środków (nie wiem, ile ma mąż). Jeśli odda pieniądze zarobione na ukradzionej Żydom kamienicy, zostanie jej 1 milion 235 tys złotych, czyli też ogromna kwota.
Środowiska liberalne i lewicowe walczą z molestowaniem seksualnym i wtedy reagują szybko (czasem zbyt szybko) na oskarżenia, nawet jeśli dowody nie są podane na tacy. Tymczasem tutaj wszystko jest jasne i wiele razy opisane. Owszem, PiS sprawę wykorzystuje propagandowo, a Patryk Jaki wygłasza argumenty podobne do moich. I właśnie dlatego nasza strona musi tę broń wytrącić PiS-owi z ręki, zmusić Hannę Gronkiewicz-Waltz do oddania pieniędzy, przeprosin, a następnie do zniknięcia z życia publicznego
piątek, 1 grudnia 2017
Kwartał-Reduta kandydatem na Pomnik Historii Polski
Warto przeczytać:
http://wkramost.blogspot.com/2017/11/sto-pomnikow-historii.html
Opis Kwartału-Reduty
1) Ulica Wybrzeże Kościuszkowskie od przedwojennego Domu Nauczycielskiego do niemieckiego bunkra na skrzyżowaniu z ulicą Leszczyńską (ok. 600 m).
2)Jakieś 150 metrów ulicy Leszczyńskiej do jej skrzyżowania z ulicą Dobrą, gdzie w czasie Powstania znajdowało się Atelier Falanga, miejsce montowania kronik i pobierania taśm filmowych przez powstańczych operatorów.
3)Ulica Dobra od skrzyżowania z Leszczyńską do ulicy Smulikowskiego odchodzącej prostopadle w kierunku Wybrzeża Kościuszkowskiego.
4)Odcinek ulicy Smulikowskiego i jego przedłużenie kończące się przejściem na Wybrzeże Kościuszkowskie przy Domu Nauczyciela.
Na powyższej mapce bez trudu (kliknij mapkę) odnajdziemy proponowany kwartał (kamienica Dobra 31 jest oznaczona niebieskim kółkiem).
Poniższe zdjęcie to Dom Nauczyciela wspomniany w punkcie 1):

Od Domu Nauczyciela Wybrzeżem Kościuszkowskim dochodzimy do bunkra przy ulicy Leszczyńskiej (początek drugiego boku kwartału):

Na skrzyżowaniu ulicy Leszczyńskiej z ulicą Dobrą przed wojną i w czasie Powstania Warszawskiego działało Atelier filmowe:

a obecnie stoi tam nowy budynek:

Wystarczy wstawić tutaj wiecznotrwałą wyświetlarkę filmów (taką jaki działają w Muzeum Powstania Warszawskiego) z wyświetlanym na okrągło pół minutowym fragmentem "Powstania Warszawskiego" (56.00-56.33), a Atelier Falanga wróci do żywej historii Warszawy.
Teraz (trzeci odcinek) idziemy wzdłuż ulicy Dobrej.
Wybudowana w 1907 roku szkoła przy Drewnianej w czasie Powstania była tymczasowym szpitalem.

W ostatnim czasie budynek szkoły został fantastycznie odremontowany, bez pomijania takich jak wyżej smaczków architektonicznych.

Z okien przy wieżyczce kamienicy Dobra 31 (ukończonej w 1912 roku) dobrze widoczny był most Kierbedzia, kolejowy most średnicowy (po ukończeniu w latach dwudziestych) i most Poniatowskiego. Mostami poruszały się wojska, dwukrotnie je wysadzano (w 1915 Rosjanie i w 1944 Niemcy). Można by zestawić "film" z historycznych fotografii wspartych techniką zbliżeń i animacji, dokumentujący wydarzanie historyczne z trzydziestolecia 1914-1944, film - z perspektywy Dobrej 31!
Sama kamienica Dobra 31 znalazła się w kadrze filmu Powstanie Warszawskie (58.20)

Ale niestety wciąż czeka na odbudowę...
Trzeci odcinek kończy się na rogu Dobrej i Smulikowskiego.
W narożnej kamienicy stacjonował w czasie Powstania oddział AK pod dowództwem kapitana Jerzyny, który cały okres walk na Powiślu opisał w niedawno wydanym przez jego rodzinę pamiętniku:

Obecny wygląd Kamienicy mało się różni od przedwojennego.
Czwarty, zamykający kwartał odcinek przebiega ulicą Smulikowskiego i krótkim przejściem między domami, dochodzącym do Domu Nauczyciela, który był mocno zniszczony i nadpalony w czasie Powstania Warszawskiego, co dokumentuje poniższa stop-klatka z filmu Powstanie Warszawskie:

Poniższe dwie mapki pochodzą ze strony z mapą przedwojennej Warszawy:
http://www.warszawa1939.pl/index_arch_main.php?r1=caly_plan.php
Na powyższej kopii ekranu widzimy ulicę Dobrą, która blisko lewego dolnego rogu mapki dochodzi do Tamki. Przedwojennym budynkiem z ulicy Dobrej najbliższym temu rogowi jest kamienica Dobra 31 (zielony prostokąt). Na kolejnym planie Dobra 31 znalazła się w lewym górnym rogu:
Na obu mapkach kolorami: zielonym i niebieskim oznaczono budynki, które przetrwały wojnę. Niemałą ich część stanowią zabudowania Elektrowni Warszawskiej. Na terenie dawnej Elektrowni trwa intensywna przebudowa - jednak zachowująca najważniejsze jej zewnętrzne konstrukcje. Zakończy się w 2018 roku, więc dopiero wtedy warto uzupełnić fotograficzną dokumentację omawianego kwartału.
Zygmunt Zonik o powstańczych walkach na terenie Elektrowni Warszawskiej napisał źródłową książkę, bo opartą na wywiadach z uczestnikami walk, w tym ze Stanisławem Cendrowskim, dowódcą kluczowego plutonu uderzeniowego, a zarazem mieszkańcem kamienicy Dobra 31 w tamtym czasie:

Dzięki już wieloletnim akcjom "Pamiętajmy o Powstaniu" prowadzonym na Powiślu przez pana Korczaka my, mieszkańcy Powiśla coraz lepiej odtwarzamy sobie przebieg walk powstańczych w naszej dzielnicy. W roku 2014 (siedemdziesiąta rocznica Powstania) mieliśmy okazję obejrzeć plansze lokalizujące wzniesione kiedyś barykady - najbliższa mojemu miejsca zamieszkania - na rogu Dobrej i Zajęczej:

http://wkramost.blogspot.com/2017/11/sto-pomnikow-historii.html
Opis Kwartału-Reduty
1) Ulica Wybrzeże Kościuszkowskie od przedwojennego Domu Nauczycielskiego do niemieckiego bunkra na skrzyżowaniu z ulicą Leszczyńską (ok. 600 m).
2)Jakieś 150 metrów ulicy Leszczyńskiej do jej skrzyżowania z ulicą Dobrą, gdzie w czasie Powstania znajdowało się Atelier Falanga, miejsce montowania kronik i pobierania taśm filmowych przez powstańczych operatorów.
3)Ulica Dobra od skrzyżowania z Leszczyńską do ulicy Smulikowskiego odchodzącej prostopadle w kierunku Wybrzeża Kościuszkowskiego.
4)Odcinek ulicy Smulikowskiego i jego przedłużenie kończące się przejściem na Wybrzeże Kościuszkowskie przy Domu Nauczyciela.
Na powyższej mapce bez trudu (kliknij mapkę) odnajdziemy proponowany kwartał (kamienica Dobra 31 jest oznaczona niebieskim kółkiem).
Poniższe zdjęcie to Dom Nauczyciela wspomniany w punkcie 1):
Od Domu Nauczyciela Wybrzeżem Kościuszkowskim dochodzimy do bunkra przy ulicy Leszczyńskiej (początek drugiego boku kwartału):
Na skrzyżowaniu ulicy Leszczyńskiej z ulicą Dobrą przed wojną i w czasie Powstania Warszawskiego działało Atelier filmowe:

a obecnie stoi tam nowy budynek:
Wystarczy wstawić tutaj wiecznotrwałą wyświetlarkę filmów (taką jaki działają w Muzeum Powstania Warszawskiego) z wyświetlanym na okrągło pół minutowym fragmentem "Powstania Warszawskiego" (56.00-56.33), a Atelier Falanga wróci do żywej historii Warszawy.
Teraz (trzeci odcinek) idziemy wzdłuż ulicy Dobrej.
Wybudowana w 1907 roku szkoła przy Drewnianej w czasie Powstania była tymczasowym szpitalem.
W ostatnim czasie budynek szkoły został fantastycznie odremontowany, bez pomijania takich jak wyżej smaczków architektonicznych.

Z okien przy wieżyczce kamienicy Dobra 31 (ukończonej w 1912 roku) dobrze widoczny był most Kierbedzia, kolejowy most średnicowy (po ukończeniu w latach dwudziestych) i most Poniatowskiego. Mostami poruszały się wojska, dwukrotnie je wysadzano (w 1915 Rosjanie i w 1944 Niemcy). Można by zestawić "film" z historycznych fotografii wspartych techniką zbliżeń i animacji, dokumentujący wydarzanie historyczne z trzydziestolecia 1914-1944, film - z perspektywy Dobrej 31!
Sama kamienica Dobra 31 znalazła się w kadrze filmu Powstanie Warszawskie (58.20)

Ale niestety wciąż czeka na odbudowę...
Trzeci odcinek kończy się na rogu Dobrej i Smulikowskiego.
W narożnej kamienicy stacjonował w czasie Powstania oddział AK pod dowództwem kapitana Jerzyny, który cały okres walk na Powiślu opisał w niedawno wydanym przez jego rodzinę pamiętniku:
Obecny wygląd Kamienicy mało się różni od przedwojennego.
Czwarty, zamykający kwartał odcinek przebiega ulicą Smulikowskiego i krótkim przejściem między domami, dochodzącym do Domu Nauczyciela, który był mocno zniszczony i nadpalony w czasie Powstania Warszawskiego, co dokumentuje poniższa stop-klatka z filmu Powstanie Warszawskie:

Poniższe dwie mapki pochodzą ze strony z mapą przedwojennej Warszawy:
http://www.warszawa1939.pl/index_arch_main.php?r1=caly_plan.php
Na powyższej kopii ekranu widzimy ulicę Dobrą, która blisko lewego dolnego rogu mapki dochodzi do Tamki. Przedwojennym budynkiem z ulicy Dobrej najbliższym temu rogowi jest kamienica Dobra 31 (zielony prostokąt). Na kolejnym planie Dobra 31 znalazła się w lewym górnym rogu:
Na obu mapkach kolorami: zielonym i niebieskim oznaczono budynki, które przetrwały wojnę. Niemałą ich część stanowią zabudowania Elektrowni Warszawskiej. Na terenie dawnej Elektrowni trwa intensywna przebudowa - jednak zachowująca najważniejsze jej zewnętrzne konstrukcje. Zakończy się w 2018 roku, więc dopiero wtedy warto uzupełnić fotograficzną dokumentację omawianego kwartału.
Zygmunt Zonik o powstańczych walkach na terenie Elektrowni Warszawskiej napisał źródłową książkę, bo opartą na wywiadach z uczestnikami walk, w tym ze Stanisławem Cendrowskim, dowódcą kluczowego plutonu uderzeniowego, a zarazem mieszkańcem kamienicy Dobra 31 w tamtym czasie:
Dzięki już wieloletnim akcjom "Pamiętajmy o Powstaniu" prowadzonym na Powiślu przez pana Korczaka my, mieszkańcy Powiśla coraz lepiej odtwarzamy sobie przebieg walk powstańczych w naszej dzielnicy. W roku 2014 (siedemdziesiąta rocznica Powstania) mieliśmy okazję obejrzeć plansze lokalizujące wzniesione kiedyś barykady - najbliższa mojemu miejsca zamieszkania - na rogu Dobrej i Zajęczej:
W 1999 roku papież Jan Paweł II beatyfikował księdza Michała Czartoryskiego, który na tablicy znajdującej się na rogu ulicy Smulikowskiego i Tamki uwieczniony jest jako bohaterski kapelan powstańczego szpitala:

W pochodzie wyniesionych na ołtarze na tej samej mszy w 1999 roku Męczenników, przedstawionym jako fresk w kaplicy Muzeum Powstania Warszawskiego błogosławiony Michał Czartoryski widoczny jest na prawej ścianie najbliżej ołtarza:

W pochodzie wyniesionych na ołtarze na tej samej mszy w 1999 roku Męczenników, przedstawionym jako fresk w kaplicy Muzeum Powstania Warszawskiego błogosławiony Michał Czartoryski widoczny jest na prawej ścianie najbliżej ołtarza:
poniedziałek, 27 listopada 2017
Sto Pomników Historii
Prezydent Andrzej Duda wpisał dziesięć zabytków na listę Pomników Historii. Dzięki temu powiększyła się ona do 70 obiektów. Wicepremier Piotr Gliński zapowiedział, że na stulecie niepodległości Polski liczba ta jeszcze wzrośnie: - Chcemy dobić do setki.
Uroczystość odbyła się w środę w Pałacu Prezydenckim. Andrzej Duda wręczył zaproszony na nią gospodarzom dziesięciu zabytków podpisane przez siebie rozporządzenia o uznaniu za Pomnik Historii.
- Po raz pierwszy jako prezydent Rzeczpospolitej mam przyjemność i zaszczyt ustanowić tak ważne dla dziedzictwa obiekty Pomnikami Historii. Każdy z tych obiektów jest elementem bezcennym, każdy niesie w sobie wielką historię, każdy jest w jakimś sensie perłą myśli technicznej i architektury, dziełem inżynierskim, a także przejawem twórczości artystycznej. W każdym jest artyzm - mówił prezydent. - Są wśród nich obiekty starsze, które widziały całe dzieje Rzeczpospolitej, 1150 lat naszej historii poczynając od chrztu Polski, poprzez te, które są znacznie młodsze, a niemniej są świadectwem dziejów, ważnej dla naszej historii wydarzeń, nie tylko dla społeczności lokalnych, ale dla całej Polski symbolem tego, co w naszych dziejach istotne - zaznaczył Andrzej Duda.
Wzorzec artystyczny i kulturowy
Rangę Pomników Historii uzyskały:
radiostacja w Gliwicach,
ewangelicko-augsburskie kościoły pokoju pw. Ducha Świętego w Jaworze i pw. Świętej Trójcy w Świdnicy,
katedra pw. św. Stanisława i św. Wacława w Świdnicy,
kościół pw. Nawiedzenia NMP w Klępsku,
żelazny łańcuchowy most wiszący w Ozimku,
założenie rezydencjonalno-urbanistyczne w Rydzynie,
zespół klasztorny na Świętym Krzyżu,
opactwa benedyktynów w Tyńcu i cystersów w Wąchocku.
Prezydent stwierdził, że zabytki te są swoistym wzorcem artystycznym i kulturowym również dla współczesnych twórców, a obecność na liście kościołów ewangelickich jest dowodem uznania dla bogactwa polskiego dziedzictwa.
Pomnik Historii to jedna z kilku form ochrony zabytków w Polsce. Status ten otrzymują - w drodze rozporządzenia prezydenta RP - obiekty i zespoły obiektów o szczególnej wartości historycznej, naukowej i artystycznej oraz o dużym znaczeniu dla dziedzictwa kulturowego naszego kraju. Wcześniej muszą być jednak wpisane do rejestru zabytków lub objęte statusem parku kulturowego. Status Pomnika Historii przyznawany jest od 1994 r., gdy prezydentem był Lech Wałęsa. Ma przede wszystkim znaczenie prestiżowe i nie wiąże się z nałożeniem dodatkowej ochrony. Przez 23 lata na liście pomników znalazło się 60 obiektów (od środy jest ich 70). Są to m.in.: rezerwat archeologiczny w Biskupinie, Ostrów Lednicki, katedry w Gnieźnie, Fromborku i Kamieniu Pomorskim, Jasna Góra, pola bitwy pod Grunwaldem i Racławicami, zamek w Malborku, kopalnie soli w Bochni i Wieliczce, kanały Augustowski i Elbląski, stare miasta w Gdańsku, Krakowie, Lublinie, Poznaniu, Toruniu, Wrocławiu i Zamościu. W samej Warszawie rangę tę mają: historyczny zespół miasta z Traktem Królewskim i Wilanowem, Stacja Filtrów oraz zespół cmentarzy na Powązkach.
Chcemy dobić setki
Niebawem lista Pomników Historii ma się znacznie powiększyć.
Uroczystość odbyła się w środę w Pałacu Prezydenckim. Andrzej Duda wręczył zaproszony na nią gospodarzom dziesięciu zabytków podpisane przez siebie rozporządzenia o uznaniu za Pomnik Historii.
- Po raz pierwszy jako prezydent Rzeczpospolitej mam przyjemność i zaszczyt ustanowić tak ważne dla dziedzictwa obiekty Pomnikami Historii. Każdy z tych obiektów jest elementem bezcennym, każdy niesie w sobie wielką historię, każdy jest w jakimś sensie perłą myśli technicznej i architektury, dziełem inżynierskim, a także przejawem twórczości artystycznej. W każdym jest artyzm - mówił prezydent. - Są wśród nich obiekty starsze, które widziały całe dzieje Rzeczpospolitej, 1150 lat naszej historii poczynając od chrztu Polski, poprzez te, które są znacznie młodsze, a niemniej są świadectwem dziejów, ważnej dla naszej historii wydarzeń, nie tylko dla społeczności lokalnych, ale dla całej Polski symbolem tego, co w naszych dziejach istotne - zaznaczył Andrzej Duda.
Wzorzec artystyczny i kulturowy
Rangę Pomników Historii uzyskały:
radiostacja w Gliwicach,
ewangelicko-augsburskie kościoły pokoju pw. Ducha Świętego w Jaworze i pw. Świętej Trójcy w Świdnicy,
katedra pw. św. Stanisława i św. Wacława w Świdnicy,
kościół pw. Nawiedzenia NMP w Klępsku,
żelazny łańcuchowy most wiszący w Ozimku,
założenie rezydencjonalno-urbanistyczne w Rydzynie,
zespół klasztorny na Świętym Krzyżu,
opactwa benedyktynów w Tyńcu i cystersów w Wąchocku.
Prezydent stwierdził, że zabytki te są swoistym wzorcem artystycznym i kulturowym również dla współczesnych twórców, a obecność na liście kościołów ewangelickich jest dowodem uznania dla bogactwa polskiego dziedzictwa.
Pomnik Historii to jedna z kilku form ochrony zabytków w Polsce. Status ten otrzymują - w drodze rozporządzenia prezydenta RP - obiekty i zespoły obiektów o szczególnej wartości historycznej, naukowej i artystycznej oraz o dużym znaczeniu dla dziedzictwa kulturowego naszego kraju. Wcześniej muszą być jednak wpisane do rejestru zabytków lub objęte statusem parku kulturowego. Status Pomnika Historii przyznawany jest od 1994 r., gdy prezydentem był Lech Wałęsa. Ma przede wszystkim znaczenie prestiżowe i nie wiąże się z nałożeniem dodatkowej ochrony. Przez 23 lata na liście pomników znalazło się 60 obiektów (od środy jest ich 70). Są to m.in.: rezerwat archeologiczny w Biskupinie, Ostrów Lednicki, katedry w Gnieźnie, Fromborku i Kamieniu Pomorskim, Jasna Góra, pola bitwy pod Grunwaldem i Racławicami, zamek w Malborku, kopalnie soli w Bochni i Wieliczce, kanały Augustowski i Elbląski, stare miasta w Gdańsku, Krakowie, Lublinie, Poznaniu, Toruniu, Wrocławiu i Zamościu. W samej Warszawie rangę tę mają: historyczny zespół miasta z Traktem Królewskim i Wilanowem, Stacja Filtrów oraz zespół cmentarzy na Powązkach.
Chcemy dobić setki
Niebawem lista Pomników Historii ma się znacznie powiększyć.
Na uroczystości w Pałacu Prezydenckim zapowiedział to wicepremier i minister kultury Piotr Gliński.
- Chcemy przyspieszyć nadawanie tytułów Pomników Historii. Przed obchodami stulecia niepodległości jeszcze raz się tu spotkamy - oznajmił wicepremier. - Chcemy dobić do setki.
Oznacza to, że w ciągu 20 miesięcy na listę Pomników Historii prezydent wpisze kolejnych 30 zabytków.
- To trochę megalomański pomysł rodem z PRL-u, kiedy na jakąś rocznicę trzeba było wykonać plan, bijąc przy tym rekordy wydajności pracy. Kojarzy mi się z hasłem z czasów Gomułki: „Tysiąc szkół na tysiąclecie Polski” - skomentował pracownik Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Przypomniał, że uznanie zabytku za Pomnik Historii jest poprzedzone procedurą trwającą niekiedy kilka lat.
Wniosek o objęcie tą formą ochrony kierowany jest przez właściciela obiektu do Departamentu Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury. Pośredniczy w tym wojewódzki konserwator zabytków, który załącza swoją opinię. Departament przesyła dokumentację do Narodowego Instytutu Dziedzictwa. NID ją weryfikuje i opiniuje zasadność uznania zabytku za Pomnik Historii. Następnie swoją opinię wyraża Rada Ochrony Zabytków. Jeśli jest pozytywna, departament ponownie przekazuje dokumenty NID, który tym razem przygotowuje projekt rozporządzenia prezydenta RP. Po ostatecznej akceptacji przez ministra kultury projekt trafia na biurko głowy państwa.
Takie podanie złożyłem w dniu dzisiejszym, ale już ponad rok temu opisałem wycieczkę po granicach takiego kwartału:
Oczywistym kandydatem na Pomnik Historii jest Zamek Książąt Mazowieckich w Ciechanowie:

- Chcemy przyspieszyć nadawanie tytułów Pomników Historii. Przed obchodami stulecia niepodległości jeszcze raz się tu spotkamy - oznajmił wicepremier. - Chcemy dobić do setki.
Oznacza to, że w ciągu 20 miesięcy na listę Pomników Historii prezydent wpisze kolejnych 30 zabytków.
- To trochę megalomański pomysł rodem z PRL-u, kiedy na jakąś rocznicę trzeba było wykonać plan, bijąc przy tym rekordy wydajności pracy. Kojarzy mi się z hasłem z czasów Gomułki: „Tysiąc szkół na tysiąclecie Polski” - skomentował pracownik Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Przypomniał, że uznanie zabytku za Pomnik Historii jest poprzedzone procedurą trwającą niekiedy kilka lat.
Wniosek o objęcie tą formą ochrony kierowany jest przez właściciela obiektu do Departamentu Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury. Pośredniczy w tym wojewódzki konserwator zabytków, który załącza swoją opinię. Departament przesyła dokumentację do Narodowego Instytutu Dziedzictwa. NID ją weryfikuje i opiniuje zasadność uznania zabytku za Pomnik Historii. Następnie swoją opinię wyraża Rada Ochrony Zabytków. Jeśli jest pozytywna, departament ponownie przekazuje dokumenty NID, który tym razem przygotowuje projekt rozporządzenia prezydenta RP. Po ostatecznej akceptacji przez ministra kultury projekt trafia na biurko głowy państwa.
poniedziałek, 4 lipca 2016
Kwartał-Reduta
Piotr Prejbisz Warszawa, 4 lipca 2016 r.
Dobra 31/30
Sekretarz SSPK2WŚ
Do Pani Barbary Jezierskiej
Mazowieckiej Wojewódzkiej Konserwator Zabytków
Podanie
W imieniu Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów 2WŚ oraz aktywistów z Powiśla, proszę o otoczenie opieką konserwatorską historycznego zespołu budowlanego, znajdującego się na warszawskim Powiślu, pomiędzy ulicami:
1) Ulica Wybrzeże Kościuszkowskie od przedwojennego Domu Nauczycielskiego do niemieckiego bunkra na skrzyżowaniu z ulicą Leszczyńską (ok. 600 m).
2)Jakieś 150 metrów ulicy Leszczyńskiej do jej skrzyżowania z ulicą Dobrą, gdzie w czasie Powstania znajdowało się Atelier Falanga, miejsce montowania kronik i pobierania taśm filmowych przez powstańczych operatorów.
3)Ulica Dobra od skrzyżowania z Leszczyńską do ulicy Smulikowskiego odchodzącej prostopadle w kierunku Wybrzeża Kościuszkowskiego.
4)Odcinek ulicy Smulikowskiego i jego przedłużenie kończące się przejściem na Wybrzeże Kościuszkowskie przy Domu Nauczyciela.
Powyżej opisany obszar w sierpniu 1944 był prawdziwą powstańczą redutą, świetnie udokumentowaną na zdjęciach i filmach, a również w książkach wspomnieniowych. Większość jego zabytkowych budowli jest w dobrym stanie technicznym.
Blisko połowę tego kwartału zajmowała przed wojną Elektrownia Warszawska, której wybrane pozostałości objęte są opieka konserwatorską - niestety mało skuteczną. Dwa lata temu doszło do wyburzenia zabytkowego budynku przy ulicy Zajęczej 4. Te pożałowania godne wydarzenie jest w dużym stopniu błędem Stołecznego Konserwatora Zabytków, który nie raczył poinformować mieszkańców Powiśla o zasadach ochrony zabytków z byłej Elektrowni.
White Star Real Estate jest kolejną, już trzecią firmą, która w ciągu ostatnich pięciu lat zaczyna przebudowę Elektrowni. Konieczne jest niezwłoczne zwołanie zebrania aktywistów z Powiśla i ustalenie wraz z odpowiednimi Konserwatorami wspólnej polityki ochrony zabytków w opisanym kwartale.
Rozpoznawalność temu Kwartałowi-Reducie może zapewnić odbudowana kamienica na rogu Dobrej i Zajęczej, dobrze widoczna z mostu Świętokrzyskiego i znajdująca się dokładnie pośrodku wspomnianego odcinka ulicy Dobrej. Należy się jej więc szczególna ochrona i pomoc w odbudowie. Piotr Prejbisz
Takie podanie złożyłem w dniu dzisiejszym, ale już ponad rok temu opisałem wycieczkę po granicach takiego kwartału:
Parę dni temu przedstawiłem moje wiadomości i zamierzenia odnośnie Rydzyny:
W broszurze Ecce Patria opisałem lokalizacje trzech pomników - Wejherowo, Borkowo i Jabłonna:
http://www.wkramost.com/ecce-patria.htmlOczywistym kandydatem na Pomnik Historii jest Zamek Książąt Mazowieckich w Ciechanowie:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















