czwartek, 31 sierpnia 2017

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Mariny w Elblągu?

http://plus.dziennikbaltycki.pl/polska-i-swiat/a/rosjanie-bedzie-polski-kanal-baltycki-wizualizacje,12025392
Rosjanie: będzie Polski Kanał Bałtycki [WIZUALIZACJE]
Fot. mat. prasoweWizualizacja przekopu Mierzei Wiślanej



Rosyjska telewizja przygotowała materiał o planach budowy kanału przez Mierzeję Wiślaną. Dziennikarze odwiedzili m.in. Krynicę Morską i Elbląg, który ma być głównym beneficjentem tej inwestycji

Mądre, geopolityczne rozwiązanie czy marnowanie pieniędzy w antyrosyjskim projekcie?

- pytają dziennikarze stacji Russia 1 w materiale dotyczącym planów polskiego rządu, chcącego budować kanał żeglugowy przez Mierzeję Wiślaną.

Materiał był częścią wieczornego programu informacyjnego rosyjskiej stacji.

Dziennikarze informują o podpisie prezydenta Andrzeja Dudy pod specustawą, która ma przesądzić m.in. o terminach budowy kanału i formalnych ułatwieniach dotyczących inwestycji. Trzeba bowiem zaznaczyć, że kanał ma przeciąć tereny unijnego programu Natura 2000, chroniącego cenne przyrodniczo tereny. -


Warszawa jest gotowa kopać kanał przez Mierzeję Wiślaną, teren chroniony, by umożliwić statkom żeglugę do portu w Elblągu z pominięciem rosyjskich wód terytorialnych

- mówił prezenter rosyjskiej stacji.














poprzedninastępnypomoc


Zaznaczmy, od końca II wojny światowej Mierzeja Wiślana i Zalew Wiślany podzielony jest między Polskę i Rosję (niegdyś ZSRR). Jedyne bezpośrednie wejście z Bałtyku na Zalew wiedzie przez Cieśninę Pilawską, po rosyjskiej stronie akwenu. Polscy żeglarze, armatorzy jednostek pasażerskich od lat 90. skarżyli się na ogromne utrudnienia w dostępie do cieśniny (w czasach komunistycznych rejon ten był dla biało-czerwonej bandery zamknięty całkowicie). Plany przekopu uzasadniają budowę właśnie zapewnieniem swobodnej żeglugi do portów w polskiej części zalewu, głównie Elbląga. Tymczasem materiał w rosyjskiej TV wskazuje szlak żeglugowy przez rosyjskie wody do Elbląga. Zaznaczmy, jesienią 2016 roku minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk stwierdził, iż ma informacje, że nasi wschodni sąsiedzi będą próbowali zablokować przekop, m.in. poprzez wspieranie protestów ekologicznych. Trzeba jednak przyznać, że argument środowiskowy przeciwko budowie kanału pojawiał się w dyskusjach na długo przed tym, jak plany zaczęły nabierać realnych kształtów. Niemniej w rosyjskim materiale pada stwierdzenie, że „unijni eksperci określają plan mianem niebezpiecznego przedsięwzięcia, z uwagi na zagrożenie dla unikatowego ekosystemu Zalewu Wiślanego”. Używany jest również argument stosowany przez mieszkańców Krynicy Morskiej, miasta na mierzei, które zostanie po wschodniej stronie przekopu, dotyczący zanikania plaż po budowie przekopu i zniszczenia lokalnej turystyki. Reporterzy rosyjskiej stacji odwiedzili zresztą Krynicę. - Nie rozmawiałem z rosyjskimi dziennikarzami, ich materiał może być odbierany jako element wielkiej polityki - mówi Krzysztof Swat, burmistrz nadmorskiego miasta. - Nas wielka polityka nie interesuje. My sprzeciwiamy się przekopowi, bo uważamy go za groźny dla naszego bezpieczeństwa, między innymi ekonomicznego. Tak samo protestowalibyśmy, gdyby kanał chciały budować rządy PO, Kukiza, SLD czy innej partii.

Jest Kubuś!

Firma Cobi, udanie rekonstrująca polskie uzbrojenie wojskowe, wypuściła zestaw ok. 200 klocków składjących się na model powstańczego Kubusia (składałem przez 2 godziny):

Przypominam mój post o słynnym rajdzie Kubusia w dniu 2 września 1944 roku (pisany w Hiszpanii - przepraszam za brak polskich znaków):

Dzielny Kubus

Dwa pojazdy – Kubus i Jas (pozniej nazywany Szarym Wilkiem) - tworzace zalazek Kolumny Motorowej Wydra w zgrupowaniu Krybar, wyruszyly 23 sierpnia na akcje, kwadrans przed czwarta rano. Pierwszy pod brame glowna Uniwersytetu podjechal transporter kolowo-gasiennicowy, ktory Niemcy wzieli za swoj. Mimo zaskoczenia nie udalo sie wjechac na silnie obsadzony teren.
Drugi atak zaplanowano na dzien 2 wrzesnia 1944 roku. Ustalono nastepujace zalozenia taktyczne: 1) Oba pojazdy podjada pod bramy Uniwersytetu od strony ulicy Oboznej. Kubus skieruje sie do bramy pierwszej, wjezdzajac od ulicy Karasia. 
2) Transporter Szary Wilk, zmodernizowany i dopancerzony, skieruje sie do drugiej bramy wjezdzajac od ulicy Sewerynow.

Kubus wyjechal z ulicy Okolnik okolo godz. 16, staranowal brame na wysokosci dzisiejszej Harendy i prowadzil wymiane ognia z ze zgrupowaniem niemieckim. Walka byla zacieta, ale powstancom konczyla sie juz amunicja, a ponadto Kubus oberwal w opone i niebezpiecznie sie przechylil. Musial wycofac sie tylem do Krakowskiego Przedmiwscia, a potem juz przodem wrocil na Okolnik.









Juz widac Uniwersytet:



"Harenda" - tu byla brama dla pojazdow dostawczych.









Dwa ostatnie zdjecia przedstawiaja ulice Sewerynow.

sobota, 26 sierpnia 2017

ЛЮБЭ - Luna


Nie spodziewałem się tak poważnego tekstu w tej niezwykle pięknej muzycznie piosence:

stary już jestem prosto starzyk
ot stary pierdziel stary pryk
dawno się skończył czas mych pięknych snów
bojowy zew dawno zacichł
bólem odpłacam każdy krzyk
i coraz trudniej biegać mi z młodymi wraz na łów

lecz gdy wyliżę rany swe
ja jeszcze stadu przydam się
dopóki czuję krew wywiodę w las pomylę trop
to nic że jestem stary słaby
to nic że bolą mnie koślawe łapy
ja swoim wyciem odciągnę ich daleko daleko w bok

[u...a u...a u...a skowyt po lesie niesie się
u...a u...a u...a księżyc i wilk w ciemnym lesie
kiedy zabierzesz wreszcie mnie ]-bis
luna

jestem już stary jestem już pryk
ale ja myśleć jeszcze nie odwykł
ja czuję nosem gdzie kto gdzie co gdzie płynie krew
i nawet gdy mnie dławi głód
ostrożny jestem sprawdzam wprzód
czy człowiek gdzieś nie kryje się wśród starych drzew

rzuciłem się odważnie w mrok
wiedziałem że jedynie tylko to
mogę dziś zrobić i pomóc im mym braciom braciom mym
za drzewem młody człowiek stał
wyszedłem śmiało mu na strzał
dałem im czas ostatni raz rozległ się trzask rozwiał się dym
Da, staia, ia starik,
Ia slovno stiortyj klyk,
Ne peregryzt' mne pamiat' vol'nykh snov,
V nikh pyl davno zatikh,
I bol'no b'iut poddykh
Glaza moikh druzej, glaza moikh druzej - volkov!

Ia rany zalizhu,
Ia s proshlym zaviazhu,
Kapkan uvizhu i s tropy svernu,

Ne potomu, chto slab,
A potomu chto krov' ne greet starykh lap,
Nochami dolgo-dolgo voiu na lunu.

Pripev:

Luna, luna, luna,
Vzryvaia voem tishinu,
Luna, luna, luna,
Luna i volk v nochnom lesu.

Voz'mi k sebe menia...

Luna, luna, luna,
Vzryvaia voem tishinu,
Luna, luna, luna,
Luna i volk v nochnom lesu.
Voz'mi k sebe menia, luna...

Da, staia, ia starik,
No dumat' ne otvyk,
Ia nosom chuiu tam, gde l'iotsia krov'.
I golod nas davil,
V tuguiu dal' manil,
No byl obmankoj chelovechij krov.

Ia brosilsia vo mrak,
Ia znal, chto tol'ko tak,
Iz kozhi von ia dolzhen vas spasat'.
No molodoj vozhak
Postavil tochku tak...
Uzhe zadumal, kak menia ubrat'.

czwartek, 24 sierpnia 2017

O przyszłej konstytucji uwag kilka

Zdanie, Myśl, SuperInteligencja - językowa Niepodległość


Dobrym testem na poziom obecnego googlowskiego tłumaczenia z języka polskiego na angielski jest podsuwanie do tego algorytmicznego programu polskich zdań źle zbudowanych, takich “potworków” językowych. Sprawdziłem, że program potrafi często wyprostować takie błędne zdanie i nawet udanie zinterpretować “co autor miał na myśli”.
Są więc w tym programie elementy, które kiedyś staną się nieodłączną i oczywistą cechą SuperInteligencji (nie definiując zawczasu jej istoty i głębi).


Komeniusz odniósł wielki sukces przedstawiając podręcznik języka łacińskiego w formie zbioru dobrze zbudowanych zdań łacińskich, niosących jakiś ciekawy przekaz, które uczeń mógłby traktować jako wzorce do budowy innych podobnych zdań łacińskich.


Dużą ilość (ok. 300) atrakcyjnych zdań angielskich zamieścił mój Tata, Antoni Prejbisz w III części Gramatyki angielskiej w ćwiczeniach, poświęconej właśnie zdaniom. Wzorcowe zdania wyszukiwał w utworach wybitnych pisarzy angielskich. Poniżej przedstawiam ich (mini)wybór:


Zdanie przeczące
Nobody knew where it was. (Dickens)
There was no reason for remembering it. (Wells)
There was no chance for any word. (Galthworthy)
That will take you nowhere. (Galthworthy)
The clerks were there, but nobody was doing anything. (Dickens)
In London there are no neighbours, nobody knows, nobody cares. (Wells)


It jako podmiot zdania
It is a good thing to have a friend. (Conrad)
It was remarkable that she seldom thought of Gerald. (Bennet)
It’s trade that makes the world go round. (Wells)


Konstrukcje bezokolicznikowe
He stood a moment to take his breath. (Galsworthy)
You go to Charleston to make a constitution. (Fast)
He felt something touch him. (Twain)
I like you to tell me you love me. (Hardy)


Zdania podrzędne
What he says is clear enough. (Galthworthy)
Whatever tends in any country to raise the price of manufactured produce tends lower the price of rude produce of the land. (A. Smith)
When I am found, I shall hang. (Twain)
I’ll be lonely here when she is gone, Jo. (Galthworthy)
She was never out of disgrace, so it did not matter to her how she sat. (Dickens)


Okresy warunkowe
If you are going my way, I can give you a lift. (Galthworthy)
Never could I forget the change that came upon his face, if I were to live five hundred years. (Dickens)
If you are ready, you may do it now. (Wells)
It is not as if we profited in any way. (Galthworthy)


W roku 2010 badacze z Uniwersytetu Harvarda i Google oszacowali liczbę angielskich słów na 1 022 000 obserwując jednocześnie, że przybywa ich kilka tysięcy rocznie. Ocenia się, że język polski dysponuje zbiorem około 150 000 słów. Potencjalnie można z tych słów utworzyć (i polskich i angielskich) nieskończoną liczbę zdań, ale większość z nich byłaby niestrawna. Liczą się zdania kiedyś użyte, drzemiące na końcu języka i ich nowe wersje. Czyli głównie zasób zdań z literatury i nauki.
Oczywiście SuperInteligencja będzie znała je wszystkie (we wszystkich językach).
Aby powstrzymać odchodzenie od rodzimego języka, czyli obronić językową Niepodległość, potrzebna jest olbrzymia i bardzo świadoma praca. Chyba bezpowrotnie utracili tę niepodległość Irlandczycy, mimo prób uczynienia ich rodzimego języka obowiązkowym drugim językiem w szkołach po odzyskaniu niepodległości politycznej w roku 1921. Słowa były, ale nie powstały nowe, nośne zdania (np. Irlandczyk Yoyce pisał po angielsku, podobnie jak wcześniej Shaw i Swift). Dbajmy więc o rozwijanie bazy zdań polskich!


Na dniach mają ruszyć spotkania, na których Polacy będą proponować poprawki do Konstytucji. Materia to skomplikowana, ale ostatecznie będą to propozycje pewnych zdań. Zbiór zdań konstytucyjnych w wyobrażalnej przyszłości stanie się jakby aksjomatami, na podstawie których SuperInteligencja będzie mogła ocenić logiczną zgodność z nimi każdej nowej ustawy. Czyli wykonać bezbłędnie czynność, którą, często z małymi błędami, wykonuje Trybunał Konstytucyjny.


Może warto, jako ćwiczenie, zbadać z użyciem algorytmów możliwie największy zbiór zdań, logicznie opartych na bardzo ograniczonej liczbie zdań-zasad przedstawionych rodakom jako fundamentalne przez Adama Mickiewicza:
Skład zasad.
1. Duch chrześcijański, w wierze świętej katolickiej rzymskiej, jawiony czynami wolnymi.
2. Słowo Boże, w Ewangelii zwiastowane, prawem narodów, ojczystym i społecznym.
3. Kościół stróż Słowa.
4. Ojczyzna pole życia Słowu Bożemu na ziemi.
5. Duch polski Ewangelii sługa, ziemia polska ze swym społeczeństwem ciało. Polska zmartwychwstaje w ciele, w którym cierpiała i złożona została w grobie przed laty stu. Polska w osobie wolnej i niepodległej staje i Sławiańszczyźnie dłoń podaje.
6. W Polszcze wolność wszelkiemu wyznawaniu Boga, wszelkiemu obrzędowi i zborowi.
7. Słowo wolne, wolnie objawiane, z owoców przez prawo sądzone.
8. Wszelki z narodu jest obywatelem, wszelki obywatel równy w prawie i przed urzędami.
9. Wszelki urząd obieralny, wolnie dawany, wolnie brany.
10. Izraelowi, bratu starszemu, uszanowanie, braterstwo pomoc na drodze ku jego dobru wiecznemu i doczesnemu. Równe we wszystkim prawo.
11. Towarzyszce żywota, niewieście, braterstwo i obywatelstwo, równe we wszystkim prawo.
12. Każdemu Słowianinowi, zamieszkałemu w Polszcze, braterstwo, obywatelstwo, równe we wszystkim prawo.
13. Każdej rodzinie rola domowa pod opieką gminy. Każdej gminie rola gromadna pod opieką narodu.
14. Wszelka własność szanowana i nietykalnie pod straż urzędowi narodowemu oddana.
15. Pomoc polityczna, rodzinna, należna od Polski bratu Czechowi i ludom pobratymczym czeskim, bratu Rusowi i ludom ruskim. Pomoc chrześcijańska wszelkiemu narodowi jako bliźniemu.
Rzym, dnia 29 marca 1848 roku

środa, 23 sierpnia 2017

Niemiecki kamień filozoficzny

Marek A. Cichocki: "Skłonność do imperializmu jest w dalszym ciągu bardzo silnie obecna w niemieckim myśleniu"

W pewnym sensie skłonność do imperializmu, która ma swój wyraz w niemieckim uniwersalizmie, w dążeniu do absolutnej syntezy, do wykluczania jakichkolwiek niespójnych z ich wyobrażeniami form życia w Europie, jest w dalszym ciągu bardzo silnie obecna w niemieckim myśleniu

– mówi prof. Marek A. Cichocki w wywiadzie dla „Teologii Politycznej Co Tydzień”.

Pytany o metapolityczne podłoże niemieckiej chęci przywództwa w Europie, Cichocki mówi:

Niemcy są przekonani o tym, że udało im się rozprawić a tym samym zapanować nad własną historią, której momentem kulminacyjnym jest nazizm, III Rzesza, II wojna światowa i zbrodnie, które zostały dokonane przez Niemców w Europie

– mówi Cichocki.

To przekonanie o zapanowaniu nad własną historią jest jednym ze źródeł myślenia Niemców o sobie samych w dzisiejszej Europie, jako narodzie szczególnie predestynowanym do ustanawiania wspólnych norm dla reszty kontynentu, ponieważ potrafił wyciągnąć właściwe lekcje z własnej historii – pokonać mroczną spuściznę własnej przeszłości i przekształcić to doświadczenie we współczesne Niemcy

– dodaje profesor.

Cichocki przekonuje, że nieuprawnionym jest twierdzeniem, że to państwo niemieckie jest reprezentantem współczesnej Europy.

Nie ma żadnych przesłanek ku temu, żeby uważać współczesne Niemcy za reprezentanta współczesnej Europy. Współczesne Niemcy są tylko tym, kim są – częścią europejskiej wspólnoty, częścią europejskiej kultury. Nie tworzą żadnej uniwersalnej normatywnej ramy dla europejskich społeczeństw. To jest mit, wymysł, pewien rodzaj uzurpacji - zresztą bardzo niebezpieczny. Jeśli pojawi się próba jego faktycznego urzeczywistnienia może przynieść wyłącznie szkody. Zarówno Niemcom, jak i reszcie Europy

– powiedział.

Niemcy apelują o solidarność europejską, w tym samym czasie realizując wraz z Rosją Nord Stream 2.

W tych podwójnych standardach i kamuflażu nie ma niczego szczególnego. Nie postrzegałbym też tego jako zagrożenia. Unia Europejska składa się z podwójnych standardów i z kamuflażu. Każde państwo wykorzystuje i powinno wykorzystywać integrację europejską do tego, żeby realizować swoje własne cele. Oczywiście, należy robić to tak, aby nie destruować swoich partnerów w UE. To, że współpraca europejska opiera się na ucywilizowanych, narodowych egoizmach nie jest niczym nadzwyczajnym

– stwierdził Cichocki.

Problem zaczyna się wtedy, gdy np. Niemcy zaczynają postrzegać realizację swoich interesów pod kamuflażem integracji europejskiej jako wyraz tego normatywnego, etycznego, europejskiego uniwersalizmu, do którego wszyscy powinni się dostosować. Inaczej mówiąc, kiedy Niemcy nie widzą już różnicy między swoją zrozumiałą, egoistyczną hipokryzją w realizowaniu polityki europejskiej i swoimi narodowymi interesami; kiedy nie widzą różnicy między swoimi i europejskimi przekonaniami; kiedy uważają, że istnieje możliwość stworzenia absolutnej syntezy między niemieckim i europejskim interesem; między niemiecką oraz europejską opinią publiczną; kiedy zaczynają postrzegać te kategorie jako te same, a nawet więcej, tożsame – wówczas zaczynamy wchodzić w obszar prawdziwego zagrożenia.

Powyższa celna charakterystyka obecnego państwa niemieckiego przypomina dawną apologetykę (również tuzów myśli zachodniej) ZSRR. Pamiętacie określenie "miłujący pokój Związek Radziecki"? 

wtorek, 22 sierpnia 2017

Śpiochy

W 2016 roku weszła w życie ustawa, zgodnie z którą:
Art. 214b. 1. W sprawach dotyczących rozpatrzenia wniosków, o których mowa w art. 7 ust. 1 dekretu z dnia 26 października 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy umarza się postępowanie, jeżeli nie jest możliwe ustalenie stron postępowania lub ich adresów. 2. Podstawa umorzenia, o której mowa w ust. 1, zachodzi gdy organ wezwał wnioskodawcę oraz jego ewentualnych następców prawnych do uczestnictwa w postępowaniu przez ogłoszenie, a w sprawie nie wpłynęło żadne inne pismo pochodzące od strony oprócz wniosku, o którym mowa w ust. 1. Organ wydaje decyzję o umorzeniu postępowania, jeżeli w terminie sześciu miesięcy od dnia ogłoszenia nikt nie zgłosił swych praw albo zgłosiwszy je, nie udowodnił ich w terminie kolejnych trzech miesięcy lub nie wskazał swego adresu. 3. Ogłoszenie zawiera: 1) imię, nazwisko oraz ostatnie znane organowi miejsce zamieszkania wnioskodawcy; 2) informację o złożonym wniosku; 3) wskazanie nieruchomości objętej złożonym wnioskiem; 4) wezwanie, aby wnioskodawca lub jego następcy prawni w terminach, o których mowa w ust. 2 zdanie drugie, zgłosili i udowodnili swe prawa, gdyż w przeciwnym razie postępowanie zostanie umorzone. 4. Ogłoszenie zamieszcza się w dzienniku o zasięgu ogólnokrajowym a ponadto w prasie lokalnej obejmującej swym zasięgiem miejsce ostatniego zamieszkania wnioskodawcy, a także na okres 30 dni na stronie internetowej właś- ciwego urzędu. 5. Decyzja o umorzeniu postępowania stanowi podstawę do ujawnienia tytułu własności do nieruchomości Skarbu Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego w księgach wieczystych prowadzonych dla budynku i dla lokali wydzielonych z tego budynku jako odrębnych nieruchomości oraz do zamknięcia powyższych ksiąg.”

wiadomość z sierpnia 2017:
W tym roku(od lutego) władze Warszawy opublikowały także listę stu piętnastu „śpiochów”. Są to nieruchomości objęte roszczeniami, których właściciele od lat nie podjęli działań w celu ich odzyskania. Jeśli przez pół roku nikt się nie zgłosi, budynki zostaną przejęte przez miasto.

luty, marzec:

Asfaltowa 2b, Bałuckiego 35, Barkocińska 15 (obecnie Barkocińska 28), Bartycka, Belwederska, Białobrzeska 9, Birżańska, Birżańska 1, 12, Boguszewska, Brylowska i Sławińska, Bugaj 13, Chotomowska 7, Ciechocińska 33, 48, 50, 52, Cmentarna 34, Cynowa 1, Cześnikowska 1, Damasławska 8, Dwernickiego 14, Dziennikarska, Elbląska 22, Elekcyjna, Elsnera 5, Jasińskiego 10, Karolkowa 70, Kleczewska 59, Kobzowa,
Kotliny 57, Kopernika 37, Ksawerów 14, Lenartowicza 27, 29, Lewiczyńska 1, Lidzka 1, Ludowa 8, Łochowska 58, Mariensztat 22 i Źródłowa, Matejki 7, Mierosławskiego 12 (obecnie Mierosławskiego 22), Nadwiślańska, Omulewska 17, Osiecka 54, Ożarowska 3, Pańska 74, Poniatowskiego 3D, Peszteńska 53, 55, 57 (obecnie Niekłańska 42), Pływacka 8, Podchorążych 81, Podchorążych róg Projektowanej, Puławska 162, Racławicka 11, Radomska 17, Raduńska 27, Różana 18, Siedlecka 22. nieruchomość dawnej Kolonii Siekierki, Skalbmierska 43, Słotwińska, Szczygla 6, Wawerska 20, Wejnerta 8, Woronicza 41, Zagościniec


kwiecień:

Bartycka dz.
 nr 175
Białobrzeska 23
Chemiczna 5
Dalanowska 34
Dźwińska 10
Grodziska 9
Iwicka 52
Kaszubska 13
Kaszubska 19
Kitowicza 17
Kiwerska róg Raduńskiej
nieruchomość: Kolonia Siekierki dz. nr 151
Krochmalna 51
Lewiczyńska 1
Motycka 4
Nadwiślańska 9
Narbutta 75
Nowolipie 63
Radzymińska 140
Słotwińska dz. nr 651
Syrokomli 45/4

Pół roku dla następnych "śpiochów" (tych zgłoszonych od maja) upływa dopiero w listopadzie.

Kto ty jesteś?

- w czasach cywilizacji obrazkowej, odpowiedź na to pytanie sprowadza się do wyboru pomiędzy dwoma przekazmi plastycznymi:

autor: Mishka / legionisci.com

środa, 16 sierpnia 2017

Ezopowy Biernat

No prawdziwy Ezop: "oświadczenie dotyczące (nie)złożenia przeze mnie oświadczenia majątkowego"!



Znaleziony obraz
Ten dzisiejszy Biernat nie pochodzi z Lublina. ale z Tarnowa i reprezentuje "nadzwyczajną kastę".

czwartek, 3 sierpnia 2017

Głos rozsądku




Obchody 73. rocznicy Powstania Warszawskiego w Warszawie (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)


WYWIAD GAZETA.PL
Marcin Napiórkowski: Powstanie Warszawskie pożerają ''żołnierze wyklęci''

Gdyby to była giełda, postawiłbym na akcje "żołnierzy wyklętych". One będą zwyżkować - tak o polskiej polityce historycznej mówi Marcin Napiórkowski z Uniwersytetu Warszawskiego.
Co ma wspólnego Powstanie Warszawskie z katastrofą smoleńską?

- Zacznę od nawiązania do naszych sąsiadów z Ukrainy. Niedawno spotkałem się z ukraińskim politykiem, który opowiadał mi o Majdanie. Majdan wymusił współdziałanie tradycjonalistów i proeuropejskich liberałów. Zawarli pewien kompromis, w ramach którego podzielili się różnymi obszarami społecznymi, także historycznymi. Liberałom wydawało się, że zrobili świetny interes, bo tradycjonaliści wzięli sobie obszar polityki historycznej i tożsamościowej, który, jak się wydawało, nikogo nie interesował. Liczy się przecież przyszłość.

Nie znam się na Ukrainie i nie wiem, na ile ten podział faktycznie wszedł tam w życie, ale mam wrażenie, że ta diagnoza jest niesamowicie prawdziwa, jeśli chodzi o Polskę.

Proszę dokładniej wyjaśnić, co ma pan na myśli.

- Pokazuje to ogólny trend, w ramach którego prawica konserwatywna bierze i zagospodarowuje niechciane przez innych poletko. Liberałowie powiedzieli: "My się zajmiemy gospodarką", lewica: "My się zajmiemy sprawiedliwością społeczną, a prawica niech się bawi w przeszłości, która nikogo nie obchodzi". I nagle się okazuje, że ta przeszłość jest bardzo ważna, bo stanowi klucz do zrozumienia teraźniejszości. I tu możemy przejść do meritum sprawy.

Przejdźmy.

- Wykorzystywanie pamięci w polityce jest niezbędne. Największy błąd, jaki można popełnić, to mówienie, że nie powinniśmy czy nie możemy tego robić. Ilekroć zdarza się w teraźniejszości coś, z czym nie potrafimy sobie poradzić, coś wyjątkowego, bezprecedensowego, to próbujemy to sobie wyjaśnić właśnie poprzez analogię z przeszłością. Taki mechanizm możemy postrzegać jako zawłaszczanie czy cyniczne wykorzystywanie historii, pamięci w bieżącej polityce. Ale bez niego trudno się obyć.

Połączenie apelu smoleńskiego z obchodami rocznicy Powstania Warszawskiego jest tego przykładem. Mamy wydarzenie współczesne, czyli katastrofę smoleńską, które można interpretować na różne sposoby - jako nieszczęśliwy wypadek, zamach czy zbrodnię porównywalną ze zbrodnią katyńską.


Kielce. Uroczysty marsz w ramach Tygodnia Katyńskiego (fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta)

Nie do końca rozumiem.

- Z mojej perspektywy, jakkolwiek to może być gorszące czy obrazoburcze, zestawianie powstania i katastrofy to logiczne działanie. To taki rodzaj metafory czy wręcz zagadki - katastrofa smoleńska, mimo że wydaje wam się zupełnie różna, jest zarazem podobna do Powstania Warszawskiego. Musicie tylko znaleźć wspólny element, czyli zgadnąć dlaczego.

No właśnie - dlaczego?

- Na przykład - w proponowanej przez PiS wersji - w oba wydarzenia były zaangażowane jakieś siły obce. Możemy zbudować analogię między katastrofą smoleńską, w tym przypadku rozumianą jako zamach smoleński, a Powstaniem Warszawskim, sugerując, że o Smoleńsku nie można mówić prawdy, tak jak przez lata nie można było mówić o Powstaniu Warszawskim. Ten topos pamięci wykluczonej, pamięci zabronionej, wydaje mi się kluczowy w zrozumieniu mechanizmu wykorzystanej tu pamięciowej analogii.

Czy ten mechanizm nie funkcjonuje na granicy cynizmu i manipulacji?

- Nie wiem, jakimi kryteriami można oceniać cynizm i manipulację. Ja mogę tylko ocenić, czy to jest działanie skuteczne, czyli czy powiększa elektorat, czy też nie. Czy istnieją podobne analogie w przeszłości. Czy to jest cynizm, czy nie, każdy musi rozważyć sam.

A co w sytuacji, kiedy analogiom, które pan opisuje, są przeciwni uczestnicy tamtych wydarzeń? Mam na myśli Powstańców Warszawskich.

- Oczywiście, poddawanie Powstania Warszawskiego pod takie czy inne dyktando polityczne jest znacznie trudniejsze niż w przypadku bitwy pod Grunwaldem. Ale z mojej perspektywy mamy do czynienia z pewną ciągłością, jeśli przyjrzymy się chociażby temu, w jaki sposób Powstanie Warszawskie było rozgrywane po wojnie, w latach 60. czy 80. Za każdym razem mamy rywalizujące ze sobą interpretacje. Zaraz po wojnie mówiono, że Powstanie było zrywem wspieranym z Londynu. Cała ówczesna historiografia czy propaganda były podporządkowane właśnie tej tezie.

Z kolei w latach 60. mamy do czynienia ze wzmożeniem patriotycznym podobnym w gruncie rzeczy do tego, co się teraz dzieje. Oczywiście była wtedy narzucona pewna interpretacja Powstania Warszawskiego, która wpisywała je w propagandową narrację, ale mówiono o nim i je celebrowano. Podporządkowując je bardzo antyniemieckiemu nurtowi pamięci.


Obchody 73. rocznicy Powstania Warszawskiego w Warszawie (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Nie zaskakuje to pana?

- Wielu współczesnych działaczy politycznych, aktywnych także w czasach Solidarności, mocno wyraża swoje oburzenie, gdy na Powązkach pojawiają się gwizdy i buczenie. To jest niesamowicie smutne - ja w ogóle nie lubię buczenia i gwizdania gdziekolwiek - a na cmentarzu nosi to już wszelkie znamiona profanacji, ale nie jest prawdą, co mówi wiele osób, że coś podobnego nigdy nie miało miejsca.

W latach 80. 1 sierpnia na Powązkach regularnie urządzano silne manifestacje polityczne, na których upamiętnianie Powstańców łączono z Katyniem i ofiarami pacyfikacji strajków. A skandowano na przykład "Lech Wałęsa". Zdarzało się, że buczano czy gwizdano na oficjalne delegacje. Ta ciągłość, z punktu widzenia badacza, jest fascynująca.

Czyli to, co się dzieje dziś, nie jest nowe.

- Tak. Choć my lubimy myśleć: "Mój Boże, czegoś takiego jeszcze nie było".

A było.

- I są na to źródła. Dzięki uprzejmości SB, która starannie nagrywała tamte wydarzenia. Można to zobaczyć również na materiałach wideo dostępnych w IPN. W zeszłym roku, kiedy po raz pierwszy włączono do obchodów apel smoleński, powiedziałem, że to rodzaj "wampiryzmu pamięciowego".

Nie znam tego określenia.

- To znaczy, że katastrofa smoleńska w symboliczny sposób wbija kły i żywi się energią, którą zbudowano wcześniej wokół Powstania. Zresztą bardzo umiejętnie.

Z kolei gdy prześledziłem hasła wyszukiwane w internecie 1 sierpnia, zaobserwowałem coś, co można nazwać "kanibalizmem pamięciowym". W jego ramach Powstanie Warszawskie pożerają "żołnierze wyklęci". W niektórych kręgach Powstanie jest postrzegane jako zbyt centrowe.

Gdzie jeszcze prowadzi pan badania?

- Lubię jeździć na festyny i obserwować stragany z koszulkami. Dziesięć lat temu rządziły takie z napisami "Piwo to moje paliwo" albo "Kocham swoją żonę" czy "Lubię disco polo". Pięć, sześć lat temu zaczęła się pojawiać odzież patriotyczna. Na początku królowała kotwica Polski Walczącej, nie wiedzieć czemu utożsamiana tylko z Powstaniem Warszawskim.

Od dwóch lat tę przestrzeń przejmują Narodowe Siły Zbrojne oraz wilk z mottem z wiersza Zbigniewa Herberta: "Ponieważ żyli prawem wilka, historia o nich głucho milczy". Trudno o lepszy przykład kanibalizacji Powstania nawet w sferze handlu koszulkami patriotycznymi.


Marsz Powstania organizowany przez środowiska narodowe (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

To dla pana niepokojące czy normalne?

- Nie potrafię się ustosunkować do tego, jak wygląda norma. Z moich rozmów z ukraińskimi znajomymi wynika, że tam mechanizm jest podobny - Bandera na przykład funkcjonuje jako taki Che Guevara - symbol buntu, choć wielu młodych ludzi nie wie, kim był. To trochę tak jak u nas - do worka z napisem "żołnierze wyklęci" wrzuca się rotmistrza Pileckiego i zwykłych bandytów.

Wie pani, możemy odnieść mylne wrażenie, że w polityce historycznej chodzi tylko o bliskie nam wydarzenia. Że Powstanie elektryzuje, bo żyją jeszcze jego ostatni weterani. "Żołnierze wyklęci" elektryzują, bo nie oddano im hołdu. Przyjrzyjmy się Grunwaldowi - dlaczego odniesienia do niego mogą się pojawić w reklamie operatora komórkowego? Dlaczego każdy rozpoznaje dwa nagie miecze? Może nam się wydawać, że to bezpośrednia ciągłość między nami a Grunwaldem, ale to oczywiście nieprawda. W XVII czy XVIII wieku Grunwald wcale nie był punktem odniesienia. Potem niby Matejko go namalował, ale przecież namalował też dziesiątki innych obrazów.

Dlaczego Grunwald wciąż jest dla nas ważny?

- Polityka pamięci PRL-u była silnie zbudowana na antyniemieckości i na wizji "odwiecznego konfliktu". Jeśli się pojedzie do Szczecina czy na Ziemie Odzyskane, co druga ulica nawiązuje tam do historii. A to Wały Chrobrego, a to plac Grunwaldzki, jak nie Piastowska, to Jagiellońska. To budowało odpowiednią narrację. Choć bitwa pod Grunwaldem w gruncie rzeczy niczego nie przesądziła, była niesamowicie ważna jako symboliczny punkt, który pokazuje coś, co jest odwieczne. Polacy od zawsze walczyli z Niemcami, ci Krzyżacy to prawie naziści, prawda?

No a poza tym pod tym Grunwaldem wygraliśmy, prawda?

- Wygraliśmy, ale jak widać na przykładzie Powstania Warszawskiego czy "żołnierzy wyklętych" wygrana wcale nie jest aż tak superważna, nie jest kluczowa. Można przecież odnieść "zwycięstwo moralne", mając po prostu rację. Chodzi o ciągłość narracji historycznej. My sobie nawet nie zdajemy sprawy, jak to, że każde dziecko zna datę 1410, jest produktem polityki historycznej, która nawarstwiała się przez długie lata.

Potrafi pan przewidzieć, jaką rolę w polityce historycznej odegra za jakiś czas katastrofa smoleńska?

- To jest bardzo trudna sprawa. Katastrofa przedstawiana jest za pomocą silnej narracji powstańczo-narodowowyzwoleńczej, do której jednak nie będzie nigdy pasować. Bo o ile łatwo daje się zestawić powstanie kościuszkowskie z listopadowym i styczniowym, a nawet z Solidarnością, o tyle z katastrofą smoleńską już nie bardzo. Być może z Katyniem, z oczywistych względów.

Jest jeszcze jednak płaszczyzna form celebracji. I na niej to, co obserwujemy, na przykład w formie miesięcznic, jest bardzo wyraźną kontynuacją pewnych historycznych praktyk.


Warszawa. Wspólne śpiewanie pieśni powstańczych (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

To znaczy?

- Polska polityka pamięci tworzyła się w bardzo specyficznych okolicznościach. Kiedy w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii w XIX wieku powstawały zręby pamięci narodowej poprzez budowanie pomników czy naukę w szkołach, z oczywistych względów w Polsce, która wtedy na mapach nie istniała, ta polityka musiała być budowana inaczej. Niesamowicie ważne były oddolne formy kultywowania pamięci. Ludzie wychodzili na ulice i manifestowali swoje przywiązanie do różnych wydarzeń historycznych. Ale nie znaczy to, że nie byli manipulowani przez różne siły.

Gdy prześledzi się zwłaszcza okres późnego PRL-u, szokujące jest, jak bardzo opozycja demokratyczna budowała swoją tożsamość na ulicznym upamiętnianiu 11 listopada czy Powstania Warszawskiego. To był w zasadzie jedyny środek, jakim mogli budować konkurencyjną dla rządowej politykę historyczną. "Prawdziwą" pamięć robiło się na ulicy i na cmentarzach, zawsze w opozycji do jakichś "obcych". Wydaje mi się, że dziś padamy ofiarami tego dziedzictwa, tego brzemienia.

Jak to dziedzictwo na nas wpłynęło?

- Ponieważ przez 200 lat uczyliśmy się, że zawsze ktoś z zewnątrz robi oficjalną politykę pamięci, to nie ufamy pomnikom. Nie ufamy muzeom, choć może Muzeum Powstania Warszawskiego jest tutaj wyjątkiem. Wydaje nam się, że taka prawdziwa pamięć "od serca" jest na koszulkach, na naklejkach, na zderzakach, w przestrzeni publicznej po prostu.

Ale jak się mają do tego miesięcznice smoleńskie?

- Jakiś czas temu, jeszcze za rządów poprzedniej ekipy, zestawiałem wszystkie przemówienia Jarosława Kaczyńskiego z miesięcznic. Ta analiza była dla mnie niesamowicie ciekawa, bo one w pewnych obszarach zachowują ciągłość. Zastanawiałem się, co się stanie, gdy Prawo i Sprawiedliwość wygra wybory, bo przecież ich narracja była prosta: my tworzymy oddolną pamięć, bo jacyś "oni" nie pozwalają nam na uroczystości państwowe.


Warszawa, Krakowskie Przedmieście. 87. miesięcznica smoleńska (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Władza się jednak zmieniła.

- Niestety, trzeba bardzo uważać, gdy jako badacz wypowiada się życzenia. I co się stało, gdy PiS wygrało wybory? Nic się nie stało. To niesamowite, prawda? Dalej można opowiadać tę samą historię. Przejęliśmy już wszystko w Polsce, ale "oni" są jeszcze potężniejsi. Wcale nie zniknęli. Jest jeszcze jakiś wróg. Zewnętrzny czy wewnętrzny. Może Soros, może Unia? W każdym razie wciąż stoją na przeszkodzie temu magicznemu, rytualnemu dotarciu do prawdy.

Ale żeby było zupełnie jasne - jestem jak najdalszy od oskarżania o manipulację jakichś konkretnych polityków. Z mojej perspektywy, badacza, politycy po prostu wsiadają do łódki, która i tak płynie z prądem. A ten prąd jest dużo silniejszy od nich. W najlepszym wypadku - mądrze wykorzystują do swych celów istniejące trendy. W najgorszym - są tylko pacynkami, którymi poruszają potężne siły historii. To nie Jarosław Kaczyński pisze linie swoich przemówień. To pewna historia pamięci napisała je za niego. A on tylko wychodzi na plac i przemawia.

Teraz rozumiem, dlaczego moje pytanie o cynizm czy manipulację polityków było nieco chybione.

- Nie do końca. Pewnie jest gdzieś jakaś grupa cwaniaków, która być może czytała moją książkę - na coś by się wreszcie przydała - albo śledzi te same historyczne trendy. I może oni kombinują, że aby zdobyć dodatkowe 2 procenty poparcia, muszą włączyć w swoją politykę na przykład Romana Dmowskiego, bo on pozwoli przejąć część niezagospodarowanych jeszcze prawicowych wyborców. Ale działania tych cwaniaków są bardzo ograniczone, bo by były skuteczne, muszą się wpisać w skumulowaną przez kilka wieków pamięć historyczną.

Czy wśród tych "cwaniaków" jest na przykład Jarosław Kaczyński?

- Nie sądzę. Może moje wyobrażenie jest naiwne, rodem z "House od Cards", ale wydaje mi się, że zdobywaniem wyborców raczej zajmują się sztaby specjalistów. A stoją one za wszystkimi stronami politycznymi. Może taki sztab specjalistów od pamięci przydałby się właśnie dzisiejszej opozycji?

Bo najgłupsze, co mógłby zrobić ktoś, kto chciałby mądrze i poważnie rywalizować z Jarosławem Kaczyńskim, to wyśmiewać miesięcznice, mówiąc: "Jacy oni są głupi, że tak każdego 10 wychodzą, że się tak fiksują na tej przeszłości", czy obrażać ich słowami "niech się idą leczyć". To totalny strzał w stopę.

Oczywiście, jeśli ktoś chce obrażać prezesa PiS, jego sprawa. Ale jeżeli jego przeciwnikom politycznym zależy nie na samym obrażaniu, a na wygraniu wyborów, to muszą zrozumieć mechanizmy rządzące zbiorową pamięcią i zacząć budować mądrą politykę w tym zakresie. Politykę pamięci, która pokazuje jako wartość demokrację, równouprawnienie, która uczy szacunku do instytucji państwowych, demonstruje, dlaczego teraz milionom ludzi jest lepiej niż np. w fetyszyzowanej szlacheckiej Rzeczpospolitej.

Wbrew pozorom nietrudno pokazać, dlaczego - właśnie z punktu widzenia pamięci - powinniśmy budować Polskę sprawiedliwą, wrażliwą, otwartą na świat. Żeby wygrać, trzeba mieć dla wyborców równie atrakcyjną propozycję. Jeżeli opozycja chce zwyciężyć, musi odzyskać pamięć, zdominowaną dziś przez konserwatywno-narodową prawicę.


87. miesięcznica smoleńska. Wieczorne uroczystości przed Pałacem Prezydenckim z udziałem Jarosława Kaczyńskiego i polityków PiS (fot. Sławomir Kaminski / Agencja Gazeta)

Potrafi pan przewidzieć, jakie wydarzenia historyczne będą nowym paliwem dla polityków?

- Oczywiście. Może to zabrzmi dziwnie, ale da się to zmierzyć wykresami. Posługuję się narzędziem, które nazywa się kommemogram. Dokładnie na nim widać, co jest w danym momencie chętniej upamiętniane, co właśnie pikuje, a co ma słabszą pozycję. Gdyby to była giełda, postawiłbym na akcje "żołnierzy wyklętych". One będą zwyżkować. Będzie się też pewnie pojawiać kryzys migracyjny, który prawica próbuje wyjaśniać przy pomocy kalek historycznych. Polska jawi się więc jako przedmurze chrześcijaństwa, a w tej narracji pojawiają się dwa wydarzenia o gigantycznym potencjale.

Proszę zdradzić jakie.

- Odsiecz wiedeńska, która już jest eksploatowana w debacie o uchodźcach, i bitwa warszawska, której stulecie się zbliża. Mam silne przeczucie, że wizja nadciągających nad Polskę bolszewickich hord z czerwoną gwiazdą i nożem w zębach z plakatów propagandowych z roku 1920 może niebawem zdominować naszą politykę historyczną.

Polska jest w tej narracji ratunkiem dla nieświadomej zagrożenia Europy. Przecież gdyby, jak mówi popularny w naszej pamięci mit, Piłsudski i Matka Boska nie zatrzymali nad Wisłą tej hordy, to cały świat poddałby się bez walki. Zresztą kiedy marszałek Piłsudski sam się zastanawiał, jak budować politykę pamięci o bitwie warszawskiej, sięgnął do Sobieskiego. Medale upamiętniające tę bitwę miały na awersie właśnie tego króla.

Po co?

- Wpisywało się to w topos, że oto po raz kolejny uratowaliśmy Europę przed siłami z zewnątrz. I kiedy przychodzi kryzys, można liczyć na prawdziwych Polaków.