Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *Wielka Potrzeba Sztuki - Galeria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą *Wielka Potrzeba Sztuki - Galeria. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 marca 2019

Gaudi

Rozmowa portalu wPolityce.pl z Przemysławem Słowińskim, autorem książki „Antoni Gaudi. Czarodziej architektury”.

wPolityce.pl: Sagrada Familia stała się symbolem Barcelony. Miliony turystów, którzy każdego roku licznie odwiedzają Barcelonę zwiedzają czarodziejski budynek katedry dzieło wspaniałego architekta Antonio Gaudiego. Ale Gaudi to nie tylko Sagrada Familia. To także inne wspaniałe budowle, park Guell, Casa Battlo czy siędmiopiętrowa kamienica Casa Mila zbudowana bez żadnego kąta prostego. Skąd Gaudi czerpał swoje inspiracje?

Przemysław Słowiński: Sztuka Gaudiego - paradoksalnie - narodziła się z choroby. Od dzieciństwa bowiem dokuczał mu reumatyzm. Zamiast chodzić do szkoły, całe dni spędzał na obserwowaniu świata. Przypuszcza się, że to właśnie w tym okresie wyrobił sobie niespotykaną wyobraźnię, co pozwoliło mu potem stwarzać przełomowe projekty w architekturze. Po latach spostrzeżenia te zamknął w jednej z najsławniejszych definicji własnej sztuki: „W naturze nie ma przypadków. Każda roślina rozwija się w funkcjonalny dla niej sposób” - stwierdził. I tak właśnie, wzorując się na miękkich, naturalnych formach, zaprojektował na przykład swoje słynne, wspomniane przez pana modernistyczne budowle: Casà Batllo, park Güell, czy Casà Milà. Sekretem jego architektury było inteligentne obserwowanie natury stworzonej przez Boga. W naturze znajdował modele struktur i dekoracji. Większa część prac Gaudiego, to właśnie hymn ku czci świata natury. Pod koniec życia, po długich latach obserwacji i eksperymentów doszedł do syntezy, która odzwierciedla geometryczne prawa rządzące naturą, gdyż – jak powtarzał – „wszystko rodzi się w wielkiej księdze przyrody”.

Wydaje się, że czerpał swą siłę ze słabości. Od dziecka cierpiał na reumatyzm. Choroba nie przeszkodziła mu jednak dokonać rzeczy wielkich. Jego siłą była Wiara?

Niewątpliwie. Gaudi w sposób niezwykle głęboki traktował swoją wiarę chrześcijańską, stając się: „współpracownikiem Ojca w stworzeniu” i „współpracownikiem w zbawczej misji Syna”. W pewnym momencie zrozumiał, że grzech, cierpienie i śmierć – chociaż zostały pokonane przez zmartwychwstałego Chrystusa – istnieją jeszcze na świecie i mogą być pokonane również przez nas samych poprzez celebrowanie – w Eucharystii i codziennym życiu – śmierci i zmartwychwstania Zbawiciela. W swej działalności artystycznej żył aktywną i twórczą nadzieją oraz heroizmem ewangelicznych błogosławieństw; zrozumiał, że przemiana świata dokonuje się poprzez budowanie cywilizacji miłości.

Czy styl stworzony przez Gaudiego da się określić, zdefiniować, przyporządkować do jakiegoś nurtu architektonicznego? Czy też jest to coś niepowtarzalnego? Coś, co można nazwać stylem Gaudiego?

Przez niektórych Gaudi zaliczany do secesjonistów, przez innych do prekursorów tak zwanego ekspresjonizmu, jaki wtargnął do architektury po zakończeniu pierwszej wojny światowej. W rzeczywistości jest właściwie osobną pozycją między bardzo bujnym romantyzmem a rozwichrzoną secesją. Urzekła go też logika konstrukcji gotyckiej, którą mieszał ze swoiście ujmowaną formą roślinną. Charakterystyczna dla jego późnych obiektów „ciastowatość” form najwyraźniej przejawia się w słynnej kamienicy Casà Milà o falistych balkonach, falistych gzymsach i dziwacznie poskręcanych wieżyczkach kominów, zgodnie z jego własnym twierdzeniem, że „linia prosta jest ludzka, krzywa natomiast pochodzi od Boga”. Śmiało rzec można, iż Antoni Gaudí wyprzedził swój czas. Nikt przed nim nie budował czegoś podobnego, po nim zresztą też nie. Czegoś, co przeczy zasadom urbanistyki i gdzie na pierwszy rzut oka nic nie ma uzasadnienia. Stworzył własny, osobisty styl, którego nikt nie potrafił i do dziś nie potrafi naśladować.

Czego uczą nas budowle Gaudiego? Co za pomocą swoich budowli i projektów, które nie zostały zrealizowane chciał nam przekazać?

Odpowiedź na to pytanie wiąże się z odpowiedzią na zadane przez pana pytanie numer dwa. Czy jego siłą była wiara? Oczywiście, Gaudi tak jak każdy architekt, zajmował się liniami, formami, kolorem, akustyką i detalami konstrukcji w ich wymiarze architektonicznym, kulturalnym i dekoracyjnym. W jego dziełach jednak, te detale są znakami lub symbolami, poprzez które artysta pragnął zmusić nas do refleksji i przybliżyć do Boga. Pod wpływem jego sztuki przeszedł na przykład na katolicyzm, koreański buddysta Yun Young - Joo, który w 1998 roku napisał :

„Architekturę Gaudíego cechuje artystyczne piękno. Łączy ona w sobie elementy sztuki klasycznej i gotyckiej, lecz – według mnie – należałoby zwrócić większą uwagę na występujące w niej elementy natury, które ukazują piękno Boskiego stworzenia. Gaudí, ciągle poszukując prawdy, tworzył dzieła, w których czuje się »oddech Boga«. Nie mogę zapomnieć mojej wizyty w kościele Świętej Rodziny w Barcelonie, którą odbyłem w ramach przygotowywania wystawy Gaudíego w Korei. Pozostawiła ona w moim sercu niezatarty ślad. Dzięki sztuce Gaudíego oraz z pomocą Bożą uwierzyłem w istnienie Boga i nawróciłem się na katolicyzm, chociaż byłem do tej pory buddystą. Gaudí ewangelizuje świat za pośrednictwem swojej sztuki, a artystów nakłania do ciągłego poszukiwania Boga”.

Natomiast prace, których nie zdążył już zrealizować, stanowią swoistą ciekawostkę. Wśród wielu tego typu prac, pozostawił między innymi projekt drapacza chmur – hotelu „Attraction” w Nowym Jorku. Kilkadziesiąt lat później projekt ten podobno zainspirował Daniela Libeskinda do rekonstrukcji World Trade Center po katastrofie z 11 września 2001 roku.

Na budowlach Gaudiego pojawiły się również symbole wolnomularskie i satanistyczne. Czy Gaudi był masonem?

Przeciwnicy Gaudiego podkreślają fakt, że swoich dziełach mistrz Antoni nie zawsze wielbił Stwórcę. Chociażby słynny park Güell… Tuż za bramą ustawił piec alchemika z kamieniem filozoficznym w środku. Bramę do pawilonu parku zdobią smoki rodem z Atlantydy Jacinto Verdaguera. Pod mozaiką przedstawiającą odwrócony krzyż spotykają się dziś w parku barcelońscy sataniści. Na niemal wszystkich budowlach Gaudíego znaleźć można symbole masońskie i różokrzyżowe. Również na budowlach sakralnych! Kiedy w końcu zostanie już ukończona, w bliżej nieokreślonej przyszłości Sagradę Familię ozdobi – zgodnie z jego projektem – sześcioramienny krzyż, charakterystyczny symbol masoński. Stąd przypuszczenia, że sam Gaudi był masonem. Nie ma na to jednak żadnych dowodów, a trudno uwierzyć, że człowiek, który z takim zapałem budował i restaurował budynki kościelne, prowadził podwójne życie. Osąd ten wywodzi się z opinii, jakoby artysta „obracał się w masońskim środowisku”. I owszem, Josep Fontseré i Mestre sympatyzował z masonerią, ale w żaden sposób nie świadczy to automatycznie, że Gaudí, jako jego bliski przyjaciel, również należał do tego ugrupowania. Nigdy nie sądźmy człowieka po jego przyjaciołach. Judasz, na ten przykład, miał nienagannych…

Dlaczego architekci nie zdecydowali się naśladować stylu Gaudiego? Był za trudny?

Można tak powiedzieć. Przede wszystkim Gaudi improwizował na poczekaniu i nieustannie zmieniał swoje projekty i… ciągle poprawiał. Jak prawdziwy artysta. Porzucił technikę, by oddać się tworzeniu. Mistrzowie zen uczą, że można wyciągnąć palec, by wskazać księżyc, ale kiedy już rozpozna się księżyc, powinno się zapomnieć o palcu. Domy i inne budowle Gaudíego są jak palce, które wskazują nam gwiazdy, księżyc, duszę… Ale my ciągle patrzymy na palec. Być może właśnie z tego powodu nikt, żaden architekt po Gaudím, nie odważył się kontynuować jego dzieła.

piątek, 3 kwietnia 2015

W Tarnowie i w Wejherowie

Dzisiaj (Wielki Piątek) jestem myślami w Tarnowie i w Wejherowie.
Dużych wymiarów obraz Męki Pańskiej, do umieszczenia na głównym ołtarzu, namalował ksiądz Bernard Preibisz, zapewne w latach osiemdziesiątych XIX wieku:

Ile czasu go malował? Czy wzorował się na jakimś znanym obrazie? Dla mnie ważne jest jedno - jego intencja umacniania wiary chrześcijańskiej:
http://wkramost.blogspot.com/2013/08/wielka-potrzeba-sztuki.html

Mamy zdjęcie naszej mamy zrobione w Wejherowie. Idzie chodnikiem z Siostrą Alicją i ciocią Jadzią. Czy mama i ciocia przyjechały do swojej starszej siostry tylko w odwiedziny, czy też może by wziąć udział w Drodze Krzyżowej?
http://www.wejherowo360.pl/kalwaria/
Błogosławiona Alicja Kotowska brała udział w wejherowskim misterium Męki Pańskiej wielokrotnie przed 1939 rokiem. Kalwaria Kaszubska była wtedy miejscem tradycyjnych pielgrzymek Kaszubów, a mieszkańcy nowo zbudowanej Gdyni szukali tam duchowych korzeni Polaków. Modlono się żarliwie, szczególnie o pokój. Dzisiejsi Misternicy Kaszubscy dodają modlitwom wymiar sztuki performatywnej:
http://wejherowo.naszemiasto.pl/artykul/misterium-meki-panskiej-2015-na-kalwarii-wejherowskiej,3331347,artgal,14829631,t,id,tm,zid.html

Patrząc inaczej na istotę przesłania Wielkiego Piątku, pomyślmy czy cierpiąca Ziemia nie potrzebuje dzisiaj nowej Dobrej Nowiny?
http://www.theguardian.com/global-development-professionals-network/gallery/2015/apr/01/over-population-over-consumption-in-pictures


Rozmowa:
Anna Dobiegała: Grzechy, za które Jezus Chrystus umierał 2 tys. lat temu na krzyżu, różnią się od tych, z których się dzisiaj spowiadamy?

Ks. dr Krzysztof Niedałtowski: Myślę, że natura ludzka się nie zmienia. Zarówno chęć dominacji, jak i pokusa władzy, konsumpcji, lenistwa czy wygodnictwa jest i była taka sama. Być może teraz mamy łatwiejszy dostęp do pokus. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga i w sobie samych musimy wykonać pracę, by przezwyciężyć swoje słabości i odrodzić w sobie to, co dobre i szlachetne.

Historia nie zmienia natury ludzkiej, może zmienia okoliczności i zakres pokus, natomiast niezależnie od czasów grzechy są te same i te same są szanse. Chciałbym zwrócić uwagę, że ten czas jest czasem wielkiej szansy, którą możemy duchowo dobrze wykorzystać.

Podoba się księdzu zdjęcie na okładce? Uczestnik Ekstremalnej Drogi Krzyżowej przeszedł z Gdańska Matemblewa do Kalwarii Wejherowskiej z drewnianym krzyżem na plecach...

Na pewno jest to zapis jakiegoś autentycznego przeżycia młodych, jak widzimy, ludzi. Tego typu wydarzenia odzwierciedlają jakiś rodzaj zapotrzebowania duchowego, potrzebę wyrażenia duchowych emocji, które siedzą w ludziach. Na EDK czy misteria Męki Pańskiej patrzę bardzo pozytywnie jako na ożywienie kultywowania bardzo starej tradycji drogi krzyżowej, jest to przecież nabożeństwo z głębokiego średniowiecza. Dla młodych ludzi dodatkową zachętą jest to, że jest ekstremalnie, że trzeba się ze sobą zmierzyć, że trzeba coś pokonać. Młodzi ludzie bardzo lubią wyzwania, lubią przekraczać siebie samych, a EDK nosi w sobie ten rodzaj zaproszenia czy wyzwania.

Mnie cieszy zwłaszcza to, że odnawiają się misteria Męki Pańskiej. Dramat Chrystusa jest nie tylko czytany w zaciszu domowym, ale wychodzi na zewnątrz. Jest to przeżycie czegoś, doświadczenie, jest w tym bardzo silna ekspresja. W Poznaniu w Misterium Męki Pańskiej bierze udział 20 tys. osób, 300 aktorów. Wychodzenie na ulicę z tego typu wydarzeniami jest zjawiskiem stosunkowo nowym, pokazuje ogromne zaangażowanie ludzi świeckich w przeżywanie Wielkiego Postu i Wielkiej Nocy.

Trochę mi się to kojarzy z tradycją hiszpańską. Podróżując po Hiszpanii, widuję, jak młodzi ludzie z wielką dumą noszą na ramionach platformy z rzeźbami ukrzyżowania czy ostatniej wieczerzy. Funkcję "nosiciela" dziedziczy się po ojcu czy dziadku. Ci młodzi ludzie są wykolczykowani, wytatuowani, gdybym ich zobaczył w ciemnym kącie, tobym się ich przestraszył, byłem bardzo zaskoczony, z jaką dumą i gorliwością dźwigali na sobie też żywe obrazy Męki Pańskiej. To świadczy o tym, że ludzie mają jednak potrzeby duchowe, mają oczekiwania na poziomie ducha, a nie tylko zakupów świątecznych.

Skąd w ludziach potrzeba takich ekstremalnych doznań?

Z tego samego bierze się pielgrzymowanie. Swego czasu niesamowicie modna zrobiła się pielgrzymka do Santiago de Compostela. Idąc tam przed paru laty, spotykałem ludzi z całego świata: Francuzów, wydawałoby się bardzo laickich Niemców, Szwajcarów, Polaków. Szlakiem św. Jakuba prowadzą bardzo indywidualne pielgrzymki, to nie to, co wielkie, grupowe wyjścia do Częstochowy.

Pielgrzymka oznacza wyjście z domu, z tego, co oswojone, bezpieczne i własne, i zmierzanie do celu, który nas przekracza. Santiago de Compostela to była i ciągle jest pokusa dojścia do końca świata. Jeden dzień drogi dalej jest przylądek Cabo Fisterra, czyli koniec świata, jak rozumiano to w czasach przed Kolumbem. Pielgrzymka to wyzwanie, żeby dojść do kresu swoich możliwości, a jednocześnie tam, u kresu, czeka nas spotkanie z kimś bardzo ważnym.

Potrzeba brania udziału w tego typu wydarzeniach niewątpliwie w człowieku istnieje. Ten rodzaj wyzwania fizycznego wiąże się również z próbą ducha. Wydaje mi się to bardzo uzasadnione, normalne, ludzkie i dobrze, że się odnawia.

Dlaczego co roku chcemy oglądać ukrzyżowanie Chrystusa? Patrzeć na jego krew i cierpienie?

Ludzie chcą przeżywać Misterium Męki Pańskiej również na zasadzie zmysłowej. Z zewnątrz może się to wydawać okrutne. Gdyby np. ktoś przyleciał z Marsa i zobaczył nas uczestniczących w takim wydarzeniu, mógłby się zdziwić, że celebrujemy jakiś rodzaj morderstwa, wieszania kogoś na drzewie, by posłużyć się innym językiem niż ten, do którego przywykliśmy. Jest w tym na pewno pewnego rodzaju solidarność z tym, którego krzyżują.

Kiedy Mel Gibson zrobił "Pasję", podniosło się wiele głosów, że film jest zbyt krwawy, zbyt okrutny. Mnie też wydawał się w paru miejscach za bardzo hollywoodzki, ale miał jeden duży walor - środkami współczesnej techniki filmowej rozbił bezpieczną szybę, za którą siedzimy i oglądamy mękę Jezusa, zapakowaną w tradycję. Gotyckie figury przedstawiające mękę Pańską są wprawdzie przejmujące, ale jednak wykonane z drewna. To nas znieczula. Tymczasem uczestniczenie w ulicznych misteriach męki Pańskiej jest niebywałym doświadczeniem.

Mogę się tu podzielić własną obserwacją z rozmów z aktorami, którzy odgrywali postać Jezusa Chrystusa. W Pasji, którą zrobiliśmy wspólnie z Wojciechem Misiuro w kościele św. Bartłomieja, Chrystusa grał młody człowiek. Nie spodziewałem się, że tak mocno to na niego zadziała. Najpierw miał wielki opór, żeby wcielić się w Jezusa, a potem mówił o przemianie duchowej, jakiej dzięki temu doświadczył.

Każdy z nas wielokrotnie czytał tekst Ewangelii o męce Pańskiej, mniej lub bardziej już to po nas spływa. A tu człowiek, która gra Jezusa, przybiera na siebie jego tożsamość, nagle umiera za innych ludzi, może to przeżyć i doświadczyć. Aktorzy amatorzy grający w misteriach mają przed sobą z pewnością wielkie zadanie, podobnie tłum, który stoi i krzyczy. Jeśli uczestnik misterium wczuwa się w swoją rolę, to jest to coś, co go odmienia, co sprawia, że jest o wiele mniej obojętny.

Gdańsk też dźwiga swój krzyż?

Nie chciałbym tutaj mówić o doświadczeniach związanych z trudem codziennego życia. Doświadczamy go w każdym mieście. Krzyż można tu rozumieć symbolicznie jak coś, co wynika z historii tego miasta, ale nie obciąża, a paradoksalnie wzmacnia. Taka jest trochę logika krzyża.

W Gdańsku zaczęła się druga wojna światowa, stąd papież Jan Paweł mówił, że każdy powinien mieć swoje Westerplatte rozumiane jako rodzaj doświadczenia pasyjnego. To tutaj dokonała się bezkrwawa rewolucja Solidarności i to jest to dla nas rodzaj zadania, które powinniśmy kontynuować i przekazywać następnym pokoleniom - filozofię zmieniania czegoś nie przemocą, nie agresją, nie siłą, tylko trwaniem przy wartościach.

Jan Paweł II mówił, że solidarność znaczy: jedni drugich brzemiona noście. Na tym polega właśnie krzyż Solidarności, żeby nie myśleć tylko o sobie, ale żeby zrezygnować z własnej wygody i własnych przywilejów, wziąć ciężar innego człowieka i solidarnie się nim podzielić. Tak w kategoriach symbolicznych można zdefiniować ten gdański krzyż czy gdańską pasję.

Za co współczesny Kościół powinien posypać sobie głowę popiołem?

Myślę, że też jest podobnie jak przed wiekami. Jeśli Kościół przestaje być podobny do Mistrza z Nazaretu, to powinien wykonywać dużą, ciężką pracę nad przywróceniem tego zatraconego podobieństwa. A przestaje być podobny wtedy, kiedy szuka władzy zamiast służby, kiedy obrasta w przywileje zamiast dzielić się solidarnie z tymi, którzy są ubodzy czy też dotknięci przez los. Kościół traci z horyzontu swojego Mistrza, jeśli tylko napomina i grozi palcem, a nie pociesza i podnosi. Zdarzało się to i w czasach średniowiecza, i w czasach renesansu, i na szczęście zawsze przychodzili jacyś prorocy, którzy wysyłali nowe impulsy do tego, żeby wracać do źródeł.

Myślę, że w naszych czasach niewątpliwie papież Franciszek jest taką postacią, która używa tego najprostszego języka, która nie tylko mówi, ale daje takie właśnie znaki całemu Kościołowi, nie tylko duchowieństwu. Jeśli ktoś mu zarzuca, że tylko na pokaz, to powinien się przyjrzeć jego wcześniejszym latom kapłańskim i biskupim w Argentynie. Tego się nie da udawać, on tak po prostu żył i tak żyje dalej, takie ma dla nas orędzie i myślę, że warto z tego skorzystać. Jego wybór można czytać w kategoriach socjologicznych, ale ja chciałbym go czytać również w kategoriach duchowych jako znak, który ma być znakiem odnowienia i oczyszczenia Kościoła.

niedziela, 8 lutego 2015

Gdy ludzie słuchają...



Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie.

Miałem sen, iż pewnego dnia ten naród powstanie, aby żyć wedle prawdziwego znaczenia swego credo: „uważamy za prawdę oczywistą, że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi”.
Miałem sen, że pewnego dnia na czerwonych wzgórzach Georgii synowie dawnych niewolników i synowie dawnych właścicieli niewolników będą mogli zasiąść razem przy braterskim stole.(...)
Miałem sen, iż pewnego dnia moich czworo dzieci będzie żyło wśród narodu, w którym ludzi nie osądza się na podstawie koloru ich skóry, ale na podstawie tego, jacy są.

I have a dream that one day this nation will rise up and live out the true meaning of its creed: "We hold these truths to be self-evident, that all men are created equal."
I have a dream that one day on the red hills of Georgia, the sons of former slaves and the sons of former slave owners will be able to sit down together at the table of brotherhood. (…)
I have a dream that my four little children will one day live in a nation where they will not be judged by the color of their skin but by the content of their character.
Martin Luther King - słowa wygłoszone 28 sierpnia 1963 na wiecu w Waszyngtonie.

Można powiedzieć, że wszystko się dobrze skończyło - wszak Ameryka ma czarnego prezydenta (dzięki m.in. ofierze życia Martina Luthera Kinga). Niby tak, ale przecież olbrzymie połacie Globu są w stanie gorączki. I tak jak dwa tysiące lat temu trzeba wskazywać i zwalczać zagrożenia kreowane ludzkim złem. Nie bez powodu Jezus w dopełnieniu do Ośmiu Błogosławieństw wypowiedział też siedmiokrotne "biada":

Pierwsze „biada" - przeciw zamykającym dostęp do królestwa (23, 13)

Drugie „biada" - przeciw tragicznym następstwom prozelityzmu (23, 15)

Trzecie "biada" - przeciw nadużyciom w składaniu przysiąg (23, 16-22)

Czwarte „biada" - przeciw obłudnej praktyce dziesięciny (23, 23-24)

Piąte „biada" - przeciw fałszywej zewnętrzności (23, 25-26)

Szóste „biada" - przeciw obłudzie i przewrotności (23, 27-28)

Siódme „biada" - przeciw wrogości wobec wysłanników Boga (23, 29-33)

sobota, 7 lutego 2015

Daj mi Panie rozpoznanie - Pedagogika


"Daj mi Panie rozpoznanie, czy ja z dobrych czy ze złych?" Tak zapytują siebie Protestanci, a Katolicy od niedawna (od 2000 r. ) mają bardzo wyraźnie sformułowaną odpowiedź w doktrynie Miłosierdzia Bożego. W tym poście chcę jedynie zwrócić uwagę, że teologiczne rozważania dorosłych muszą przenikać do dziecięcej wyobraźni (bo każdy Kościół musi prowadzić swoją Pedagogikę). Czy dzisiaj Bajki braci Grimm powinny być uładzane?
Przeczytajcie:



Straszne bajki braci Grimm
„Baśnie dla dzieci i dla domu” braci Grimm wzięli już na warsztat nawet psychoanalitycy. Inspirują też fotografów.
Kilian Schönberger, rocznik 1985, jest fotografem i geografem, pochodzi z Niemiec. Fotografuje – jak przyznaje na swojej stronie internetowej – mimo że nie rozpoznaje kolorów. Daltonizm (albo: zaburzenie rozpoznawania barw) przekuwa jednak w atut. Pracuje instynktownie. Kiedy wykonuje zdjęcie w lesie – ignoruje odcienie, których nie odróżnia. Koncentruje się na fakturze drzew, kształtach. „Lubię surowe piękno – wyznaje. – i melancholię, które je otacza”.
Poniższa seria nosi tytuł „Wędrówki braci Grimm”. Zdjęcia powstawały w Europie.
Z jednej strony Schönbergera inspiruje zatem fantastyczność świata baśni uchodzących za niezwykłe i przerażające jednocześnie. Z drugiej – zgodnie z przyjętą twórczą metodą przypomina, jak dobrze czasem przepaść dla pięknych krajobrazów i zapomnieć o technologii. „Chcę robić zdjęcia, które przenoszą odbiorcę w rzeczywistość, którą przedstawiają”.
Do tego niniejszym zachęcamy.
*
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
.
Kilian Schönberger/mat. pr.
.
*
Ale o baśniach braci Grimm trudno powiedzieć, że są dedykowane dzieciom. Fascynują dlatego, że przerażają. Nic dziwnego, że dzieło wzięli na warsztat psychoanalitycy. Więcej o tym, co w nich wyczytali, w poniższym tekście (ukazał się w POLITYCE w 2012 r.).

Orgia okrucieństwa

Kto z dorosłych sięgnie dziś do oryginalnych „Baśni dla dzieci i dla domu” braci Grimm – ich staranne dwutomowe wydanie ukazało się w nowym przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej (Media Rodzina, 2010 r.) – ten będzie poruszony orgią okrucieństwa. W jednej z baśni ojciec odrąbuje ręce własnej córce. W drugiej dziewczynka tańczy w rozpalonych do czerwoności trzewiczkach. W trzeciej chłopiec nocą na cmentarzu uczy się, co to strach. W jeszcze innych jedna macocha truje swą pasierbicę, a druga każe córkom okaleczyć sobie stopy... Wszędzie krew, gwałt i śmierć.
Czyż te obrazy, od pokoleń wsączane do głów niemieckich dzieci, nie zdeformowały ich podświadomości? Czy nie znieczuliły ich i nie uczyniły zdolnymi do tego, co Niemcy wyprawiali w czasie III Rzeszy? Po wojnie to pytanie traktowano ze śmiertelną powagą. Nie jest prawdą, że brytyjskie władze okupacyjne zabroniły w 1945 r. wydawać te baśnie. Ale w Polsce w 1951 r. cenzura nie dopuściła do ich wznowienia. A zachodnioberliński „Tagesspiegel” w 1947 r. nazwał je „przedszkolem okrucieństwa”.
Tak zresztą został odebrany pierwszy wybór baśni. Wzbudził niesmak i gwałtowną krytykę. Ukazał się 16 grudnia 1812 r., gdy resztki armii Napoleona zamarzały w odwrocie spod Moskwy, a w Niemczech panowała cisza przed burzą wojny 1813 r. Zwykle baśnie braci Grimm uważa się za jeden z najlepszych wykwitów niemieckiego biedermeiera, mieszczańskiej kultury umysłowej między Napoleonem i Wiosną Ludów 1848 r., kiedy to w przygnębiającej atmosferze Świętego Przymierza w niemieckich państwach cofano demokratyczne reformy, wprowadzano cenzurę i represjonowano niepokornych.
Jednak te baśnie były także odpryskiem napoleońskiego szoku. Pomysł ich wydania zrodził się w 1806 r., po klęsce Prus pod Jeną. Patriotyczny poeta Clemens von Brentano, wydawca ludowych pieśni, poprosił o kwerendę heskiego bibliotekarza Jacoba Grimma. W 1810 r. dostał od niego i jego brata Wilhelma 48 tekstów, ale zajął się już czymś innym, więc zostawił braciom wolną rękę, jeśli chodzi o ich opracowanie i publikację.
Do 1858 r. bracia – głównie Wilhelm Grimm – zredagowali wiele wersji tych samych baśni, które ukazywały się też w różnych zbiorach. W czasach bardziej „narodowych” trzeba było usunąć te (jak „Kot w butach”), których pierwsze wersje zostały spisane po francusku. Zresztą francuskie wpływy są w tych baśniach siłą rzeczy duże, bo pochodzą one z Hesji, gdzie żyło wielu hugenotów, protestanckich uchodźców z Francji.
Jacob i Wilhelm Grimm
AKG/EAST NEWS
Jacob i Wilhelm Grimm
Wbrew romantycznej legendzie wiele z tych baśni o tyle nie jest ludowych, że bracia spisali je ze starych ksiąg. Zresztą, sami nie chodzili po wsiach z kajetami, odwiedzając stare bajarki, robili to za nich inni i też nie bardzo wiadomo, co ich współpracownicy (najczęściej kobiety) spisali, a co dodali. Z czasem głównymi dostarczycielami tekstów stała się szlachecka rodzina von Haxthausen z Westfalii.
Spisywano też bajania furmanów, służby, chłopów, przez co wprawdzie docierano do ludowych motywów, ale – na co dziś z naciskiem zwracają uwagę badacze – to oczytane mieszczanki tym baśniom nadawały pierwszy literacki szlif. Bajarze, z wyjątkiem emerytowanego rotmistrza dragonów Johanna Friedricha Krausego, który się nie hamował, z pewnością gryźli się w język, zanim obcym kobietom opowiedzieli te sprośności, które opowiadali we własnym środowisku. Również bracia redagowali teksty na własną modłę. Trudno dociec, co i jak, ponieważ swoje archiwum spalili. Mimo to porównanie różnych wydań odsłania znaczące zmiany.

Poprawność polityczna

Ze względu na „poprawność polityczną” bracia Grimm – zresztą nie tylko oni – w wielu bajkach zmienili oryginalne wątki. Pierwotnie tą złą w rodzinie była matka, ale wygodniej tą rolą było opatrzyć obcą w rodzinie, macochę. „W wielu bajkach tym złym był początkowo ojciec. To były bajki o molestowaniu”, mówi austriacki pisarz i wydawca baśni i mitów Michael Köhlmeier.
Jego zdaniem, baśń to podobnie jak marzenie senne „czysta literatura duszy, a właściwie opowieść duszy”. Nie ma znaczenia, gdzie i kiedy się rozgrywa, czy jej postaci mają imiona czy nie (większość bajkowych książąt nie ma żadnych imion). Dlatego też psychoanalitycy tak uwielbiają bajki – jest w nich miłość, seks, śmierć, walka dobra ze złem, i wezwanie: Poznaj siebie!
W baśni akcja toczy się jak w maszynie. Postaci działają jak w transie. Nie mają alternatywy, a w każdym razie nie zdają sobie z niej sprawy. Idą za swym popędem. I – czytając baśnie – podejrzewamy, że być może podobnie jest z nami, że mimo całej naszej masy mózgowej jesteśmy niewolnikami swoich popędów. Poza tym – wywodzi Köhlmeier – baśnie pomagają stać się dorosłym, zrozumieć, że każdy ma w sobie część losu migranta.
Jaś rusza z węzełkiem w świat, Czerwony Kapturek idzie przez las. „Odkrycie, że świat ciebie nie chce, może być traumatyzujące. Jest jednak częścią pejzażu naszej duszy. Być może tylko baśń pozwala o tym opowiedzieć”. Albo o traumie biedy: zła macocha nalega na wyprowadzenie Jasia i Małgosi do lasu, ponieważ rodzice nie mogą ich wyżywić. Raz móc się najeść do syta, przynajmniej raz w życiu, codzienny głód zmienia się w marzenie o krainie miodem i mlekiem płynącej, dla nas w czasach tanich supermarketów niepojęte...
Pozostaje jednak pytanie o krwiożerczą brutalność i zgrozę w baśniach. Ile jej i jak zniesie dziecko? Porównanie tych samych baśniowych motywów w redakcji obu Niemców w XIX w. i Francuza Charles’a Perraulta 150 lat wcześniej, w epoce Ludwika XIV, pokazuje, że władcy absolutni lubią bajki wygładzone. Jakby poddani bać się mieli władcy realnego, a nie baśniowego. Podobnie było w bajkach wydawanych w czasach radzieckich. Głupi Iwanuszka leżał sobie na piecu, a kije-samobije sprawiały, że zostawał carem, ale zgrozy żadnej. Realna zgroza stalinizmu nie brała się z baśni. A nazizmu?
Akurat człowiek, który w 1938 r. był więźniem hitlerowskich obozów koncentracyjnych w Dachau i Buchenwaldzie, austriacki psychoanalityk Bruno Bettelheim, bronił baśni braci Grimm. Ta brutalność to nie żadna deprawacja, to pomoc w odnalezieniu się w życiu – dowodził w 600-stronicowym studium „Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach baśni” (PIW, 1985 r.). Autor – głośny swego czasu ze swych sukcesów w terapii dzieci z ciężkimi urazami psychicznymi, autyzmem – twierdził w niej, że bajkowa brutalność pomaga dzieciom „przezwyciężyć chaos ich podświadomości”.
Drzeworyt Gustavea Dore do „Czerwonego Kapturka”.
AKG/EAST NEWS
Drzeworyt Gustavea Dore do „Czerwonego Kapturka”.
Wprawdzie zbrodnia i sadyzm, kanibalizm i sodomia to zwykły repertuar tego cudownego czarno-białego świata, jednak bohater zwykle w końcu zwycięża. „Dzieci potrzebują baśni”, twierdził Bettelheim. Baśnie podlegają podobnej interpretacji jak marzenia senne i powinny być pojmowane jako ludowe sny na jawie. Jednak w odróżnieniu od marzyciela, który jest poetą własnych problemów indywidualnych, baśnie ze względu na wielosetletnią tradycję odsłaniają uniwersalne zjawiska psychiczne. Tylko te są opowiadane z pokolenia na pokolenie, które zawierają świadome i nieświadome ludzkie żądze.
Pokazują „nierealistycznie, co nie znaczy nieprawdziwie” konflikty oralne i edypalne, fantazje fallicznej przemocy, lęk przed seksualizmem i kastracją, upokorzeniem przez innych lub autodestrukcją oraz największy strach człowieka – przed rozstaniem, strach wywodzący się z najwcześniejszej fazy kształtowania osobowości, nacechowanej lękiem przed takimi zagrożeniami, jak porzucenie czy zagłodzenie.
Równocześnie baśń podsuwa obietnicę szczęśliwego zakończenia. Jest „czarodziejskim lustrem, w którym odbijają się pewne aspekty naszego wewnętrznego świata i faz, które przechodzimy w rozwoju, od niedojrzałości do dojrzałości”. Jest dla dzieci „ważną pomocą w życiu”, bo pozwala się uporać z chaosem napięć podświadomości. Baśń ma logiczną budowę i otwiera fantazji nowe, zwykle przesłonięte pola skojarzeń.

Twórcza destrukcja

Ponieważ wszystkie dzieci wierzą w czary – skrzypiącym drzwiom przypisują złą duszę, a szumiącym drzewom piękną mowę, więc baśnie odpowiadają ich potrzebie cudowności i ich lękowi przed zgrozą. O ile czarownice zrodzone z własnych lęków prześladują dziecko, o tyle czarownica baśniowa właśnie dlatego, że zostaje wrzucona do własnego pieca, oddziałuje na dziecko wyzwalająco.
Zdaniem Bettelheima okrutne baśnie, przez wielu rodziców trzymane pod kluczem, mają przewagę nad nowoczesnymi wygładzonymi opowieściami, w których dawny smok zmienił się w dobrotliwego Dino. Dziecko jest w swych fantazjach „pełne przemocy, destrukcji, a nawet sadyzmu”, ma „marzenia mordercze” i ten potwór, który jest w nim samym, sprawia mu wiele kłopotów. Natomiast w świecie baśniowym znajduje pośrednie wyjaśnienia swoich własnych zmór – jak choćby w opowieści o złym duchu zamkniętym w butelce, który swego przyszłego wyzwoliciela najpierw chce uczynić bogatym, potem, po dalszych wiekach oczekiwania, chce już tylko zabić. Nawet jeśli taki zły duch jest sprzeczny z moralnością dorosłych, to dla dziecka zostawionego samotnie w pokoju typowa jest przemiana tęsknoty za rodzicami w agresję wobec nich. Z baśni natomiast dowiaduje się, że zrodzone z lęku potwory można sprytem znów zamknąć w butelce.
Destrukcyjne skłonności dziecka są twórcze, co dorośli nie zawsze rozumieją. Gdy myśliwy rozcina wilkowi brzuch i pomaga Czerwonemu Kapturkowi znów się narodzić, to napięcie psychiczne ulega rozładowaniu, a pierwiastek niszczycielski zmienia się w konstruktywny. Również zła macocha ma swoje dobre strony, tłumaczy psychiatra: dziecięce spojrzenie na świat jest spolaryzowane, czarno-białe postaci odpowiadają strukturze umysłowości pozbawionej jeszcze bardziej zróżnicowanych uczuć. Bezpardonowe, drastyczne kary w baśni pozwalają dziecku opanować własną burzę uczuć, kiedy to własną matkę w jednym momencie uważa za dobrą wróżkę, a zaraz potem za złą macochę, która zakazuje i karze.
Z tą huśtawką uczuć łatwiej się dziecku uporać – twierdził Bettelheim – gdy swój gniew przerzuca na złą macochę, która truje Królewnę Śnieżkę. A okrutne fantazje są o tyle niegroźne, że są abstrakcyjne. Dziecko, którego nierealistyczne lęki wymagają nierealistycznych nadziei, czuje się tym lepiej, im surowiej Zło zostało ukarane.
I odwrotnie: dobre zakończenie baśni, gdy bohaterowie żyją „długo i szczęśliwie”, wzmacnia optymizm, którego dziecko potrzebuje, ponieważ bardzo często samo uważa siebie za żałosne i nieudolne. Fantastyczne i gwałtowne triumfy bajkowych postaci pozwalają dziecku wyobrazić sobie, że kiedyś samo będzie miało przewagę nad rodzicami i ich zastąpi.
Nonsensem jest obwinianie bajek o wychowywanie do okrucieństwa, twierdził Bettelheim. Jest wręcz przeciwnie: dziecięce ucieczki w świat irracjonalnej przemocy to warunek dochodzenia do „zasady rzeczywistości”. To właśnie dzieci, które – między innymi dzięki bajkom – nie poznały myślenia abstrakcyjnego, nagle wpadają w świat narkotycznych marzeń, idą za jakimiś guru, wierzą w astrologię, fascynują się czarną magią... są zmuszone widzieć rzeczywistość na sposób dorosły.
Ponury baśniowy las jest według tej teorii szyfrem nieprzeniknionego świata naszej podświadomości, a jeśli bohater długo błądząc, w końcu zdobywa królestwo, to znaczy, że zapanował nad swoim ego.
Słuchanie baśni – ma rację Bettelheim – to pierwsza psychoterapia w życiu, co jak na dłoni widać w baśniach z 1001 nocy. Oto szach, którego żona zdradziła z czarnoskórym niewolnikiem, przeżywa traumę i mści się na kobietach. Co dzień każe sobie przyprowadzić nową dziewicę, by ją rano zgładzić. Szeherezada w poczuciu obowiązku moralnego postanawia wyleczyć zneurotyzowanego władcę. Co noc opowiada nową baśń, uzyskując odroczenie kaźni. Po trzyletnim seansie psychoanalitycznym – po tysiącu opowiedzianych baśni – konflikt psychiczny zostaje rozwiązany. Popęd śmierci i literackie superego terapeutki pozwoliły władcy wrócić do równowagi psychicznej.

Bajkowa psychoterapia

Gdzie psychoterapia, tam stłumiona erotyka i seks. W prawdziwą ekstazę freudowskiej psychoanalizy Bettelheim wpada przy lekturze „Kopciuszka”. To bajka uniwersalna, badacze naliczyli jej 345 wersji. Jej tematem są udręki rywalizacji między rodzeństwem i – tak u psychoanalityka! – zazdrość matki (macochy) o molestowaną przez ojca córkę. Ucieczkę z balu Bettelheim tłumaczy jako potrzebę bycia zaakceptowaną także w poniżeniu, przy popielniku. Kropką nad i Kopciuszkowej psychoanalizy ma być zgubiony na schodach pantofelek: w wielu wersjach – ze szkła. Dla Bettelheima sprawa prosta. Pantofelek to kruchy, zatem nierozciągliwy, symbol waginy zamkniętej błoną dziewiczą, a wkładanie doń stopy to akt płciowy. Przyrodnie siostry, kalecząc swoje stopy, uprzytomniają księciu jego lęk przed kastracją. Dopiero Kopciuszek okazuje się tą prawdziwą, wymarzoną, ponieważ nikogo nie chce kastrować. Lęk księcia jest przełamany, co czyni go dorosłym.
Żabę z pierwszego tomu „Baśni braci Grimm” (w pierwszej wersji potrafiła się nadymać) Bettelheim tłumaczy jako penis, a także jako embrion. Król żab nalega, by królewna wzięła go do łóżka. Gdy księżniczka rzuca nią o ścianę, żaba zmienia się w królewicza. Niedojrzały stał się mężczyzną.
Uff, czy nie za dużo tych freudyzmów?
Kto chce, może jeszcze więcej przykładów między bajki włożyć, bo przy prostej strukturze są jak worek bez dna. Każdy znajdzie w nich jakieś odbicie otchłani swojej własnej podświadomości.
Kilka lat po śmierci Bettelheima wyszło na jaw, że i on w baśniach szukał przede wszystkim odreagowania własnych urazów. Wkrótce po jego samobójstwie w 1990 r. „Newsweek” nie tylko podważył jego teorie o przyczynach i terapii autyzmu wśród dzieci (teoria zimnych matek), ale i ujawnił, że sam terapeuta znęcał się nad powierzonymi mu dziećmi.
Czy to zmienia coś w jego interpretacji baśni braci Grimm? Niewiele. Jeśli je potraktować jako ludowe sny na jawie, to rzeczywiście pomagają dziecku uporać się z burzą popędów. Co nie znaczy, by w każdym pantofelku należało się dopatrywać waginy, a w każdej napuszonej żabie – erekcji.
W każdym razie z niespełna dwustu baśni, jakie w latach 1812–58 wydali bracia Grimm, tak naprawdę znanych jest dziś kilkanaście. Ale te są na stałe wbite do naszej podświadomości. Najlepszym dowodem pytanie niespełna trzyletniej Zosi po lekturze bajki „Córka rybaka” ze zbioru baśni arabskich „Aisha i wąż”, przełożonych przez Iwonę Taidę Drózd i Ufuka Kobasa Sminka (Media Rodzina, 2012 r.): „Dlaczego tutaj królewicz nazywa się sułtan, a Kopciuszek – Salama?”. No właśnie. Dlaczego?
„Jaś i Małgosia”. Zło zostaje ukarane.
AKG/EAST NEWS
„Jaś i Małgosia”. Zło zostaje ukarane.
J&W
Jacob i Wilhelm Grimm to w dziejach kultury niemieckiej instytucja. Jako autorzy zbioru baśni mogliby mieć swój polski odpowiednik w – powiedzmy – Marii Konopnickiej czy kolekcjonerze pieśni ludowych Oskarze Kolbergu. Z kolei jako autorzy pierwszego słownika języka niemieckiego przypominają raczej Samuela Lindego. Studiowali prawo, ale z zamiłowania byli bibliotekarzami i językoznawcami. Uchodzą za ojców filologii germańskiej.
Pochodzili z Hesji w Niemczech Środkowych, z mieszczańskiej rodziny protestanckich kaznodziejów. Nie byli bliźniakami, choć całe życie mieszkali razem. Jacob (ur. w 1785 r., zm. w 1863 r.) był starym kawalerem, a Wilhelm (ur. w 1786 r., zm. w 1859 r.) – żonaty. Jako studenci zainteresowali się średniowieczną poezją miłosną, co w okresie mody na epos rycerski otworzyło im drzwi do wielu bibliotek znanych ludzi. Te kontakty z czasem bardzo się przydały.
Mimo że żyli w epoce niemieckiego romantyzmu i dobrze potrafili się dostosować do sentymentalnego nastroju, byli ludźmi racjonalnymi, twardo stojącymi na ziemi i dobrze dbającymi o swe interesy wydawnicze.
Zarazem jednak mieli wyraźne liberalno-demokratyczne poglądy, dla których – co rzadkie w ponapoleońskich Niemczech – gotowi byli zaryzykować łaskę władcy. W 1837 r. – jako dwaj z tzw. Getyńskiej Siódemki – podpisali protest przeciwko uchyleniu przez króla Hanoweru liberalnej konstytucji. Obaj zostali usunięci z uniwersytetu, a Jacoba, wraz z dwoma innymi sygnatariuszami protestu, deportowano do Hesji.
Ten akt odwagi wywołał falę solidarności z represjonowanymi, którzy przez kilka lat utrzymywali się z publicznych składek w środowiskach demokratycznych. W czasie Wiosny Ludów 1848 r. Jacob był deputowanym do ogólnonarodowego parlamentu we Frankfurcie, gdzie wraz z bratem przygotowywał liberalne ustawy.
W 2010 r. Günter Grass poświęcił braciom swój alfabet „Słowa Grimmów. Wyznanie miłości”. Gdański noblista, jak wielu niemieckich twórców, też czuje się ich dłużnikiem. 

niedziela, 28 grudnia 2014

poniedziałek, 31 marca 2014

Matka Boża z Guadalupe


Objawiła się Aztekowi św. Juanowi Diego Cuauhtlatoatzinowi na wzgórzu Tepeyac, obecnie w granicach miasta Meksyk. Jak głoszą przekazy, w ostatnim dniu objawień, 12 grudnia 1531 roku dojść miało do powstania obrazu Matki Bożej z Guadalupe. Jest to najstarsze objawienie maryjne oficjalnie uznane przez Kościół katolicki.

poniedziałek, 24 marca 2014

Dzieci - Jan Paweł II

images_of_jesus_with_kids
Dorastają znienacka przez miłość, i potem tak nagle dorośli
Trzymając się za ręce wędrują w wielkim tłumie -
(serca schwytane jak ptaki, profile wzrastają w półmrok).
Wiem, że w ich sercach bije tętno całej ludzkości.
Trzymając się za ręce usiedli cicho nad brzegiem.
Pień drzewa i ziemia w księżycu: niedoszeptany tli trójkąt.
Mgły nie dźwignęły się jeszcze. Serca dzieci wyrastają nad rzekę.
Czy zawsze tak będzie - pytam - gdy wstaną stąd i pójdą?

Albo też jeszcze inaczej: kielich światła nachylony wśród roślin
Odsłania w każdej z nich jakieś przedtem nie znane dno,
Tego, co w was się zaczęło, czy potraficie nie popsuć,
Czy będziecie zawsze oddzielać dobro od zła?

poniedziałek, 17 marca 2014

Nad studnią w Sychem - Jan Paweł II


Popatrz - tam łuską srebrzystą nieustannie się woda
odrywa, oto głębi brzemieniem drży
jak źrenica czując dno obrazu.
Woda jednak miejsca zmęczone wokół twych oczu przemywa,
gdy odbiciem szerokich liści dosięga twojej twarzy.
Tak daleko do źródła -
Te oczy znużone to znak,
że ciemne wody nocy płynęły w słowach modlitwy
( nieurodzaj, nieurodzaj dusz )
a teraz światło studni pulsuje głęboko w tych łzach,
które - pomyślą przechodnie - wycisnął podmuch snu...
A tymczasem -
ta studnia otwiera w twym wzroku tylko migot liści i łuską odbitej zielem zasnuwa
miękko twą twarz tam - w głębi.
Czy daleko jeszcze do źródła?
Przecież w Tobie drży tylu ludzi
prześwietlonych blaskiem Twoich słów -
jak źrenice prześwietla blask wody...
Tych ludzi znużeniem zarazem i światłem znasz.

poniedziałek, 10 marca 2014

Kazanie na Górze: Carl Heinrich Bloch, Ewangelia Mateusza


Miłość nieprzyjaciół
  Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

poniedziałek, 3 marca 2014

Wojna postu z karnawałem - Pieter Bruegel, Jacek Kaczmarski



Niecodzienne zbiegowisko na śródmiejskim rynku
W oknach, bramach i przy studni, w kościele i w szynku.
Straganiarzy, zakonników, błaznów i karzełków
Roi się pstrokate mrowie, roi się wśród zgiełku.

Praca stała się zabawą, a zabawa - pracą:
Toczą się po ziemi kości, z kart się sypią wióry,
Nic nie znaczy, ten co nie gra, ci co grają - tracą
Ale nie odróżnić w ciżbie, który z nich jest który.

W drzwiach świątyni na serwecie krzyże po trzy grosze,
Rozgrzeszeni wysypują się bocznymi drzwiami.
Klęczą jałmużnicy w prochu pomiędzy mnichami,
Nie odróżnić, który święty, a który świętoszek.

Oszalało miasto całe,
Nie wie starzec ni wyrostek
Czy to post jest karnawałem,
Czy karnawał - postem!

Dosiadł stulitrowej beczki kapral kawalarzy
Kałdun - tarczą, hełmem - rechot na rozlanej twarzy.
Zatknął na swej kopii upieczony łeb prosięcia,
Będzie żarcie, będzie picie, będzie łup do wzięcia.

Przeciw niemu - tron drewniany zaprzężony w księży,
A na tronie wychudzony tkwi apostoł postu.
Już przeprasza Pana Boga za to, że zwycięży,
A do ręki zamiast kopii wziął Piotrowe Wiosło.

Prześcigają się stronnicy w hasłach i modlitwach,
Minstrel śpiewa jak to stanął brat przeciwko bratu.
W przepełnionej karczmie gawiedź czeka rezulatu,
Dziecko macha chorągiewką - będzie wielka bitwa.

Oszalało miasto całe...

Siedzę w oknie, patrzę z góry, cały świat mam w oku,
Widzę co kto kradnie, gubi, czego szuka w tłoku.
Zmierzchem pójdę do kościoła, wyspowiadam grzeszki,
Nocą przejdę się po rynku i pozbieram resztki.

Z nich karnawałowo-postną ucztą jak się patrzy
Uraduję bliski sercu ludek wasz żebraczy.
Żeby w waszym towarzystwie pojąć prawdę całą:
Dusza moja - pragnie postu, ciało - karnawału!

poniedziałek, 24 lutego 2014

Sąd Ostateczny - Michał Anioł, JP2







4. Sąd

W Kaplicy Sykstyńskiej artysta umieścił Sąd.
W tym wnętrzu Sąd dominuje nad wszystkim.
Oto kres niewidzialny stał się tutaj przejmująco widzialny.
Kres i zarazem szczyt przejrzystości —  
Taka jest droga pokoleń.

Non omnis moriar —  
To co we mnie niezniszczalne,
teraz staje twarzą w twarz z Tym, który Jest!
Tak zaludniła się ściana centralna sykstyńskiej polichromii.
Pamiętasz, Adamie? On na początku ciebie pytał «gdzie jesteś?»
A ty odrzekłeś: «Ukryłem się przed Tobą, bo jestem nagi».
«Któż ci powiedział, że jesteś nagi?»... 
«Niewiasta, którą mi dałeś» podała mi owoc... 

Ci wszyscy, którzy zaludniają ścianę centralną sykstyńskiej
 polichromii,
niosą w sobie dziedzictwo twojej wówczas odpowiedzi!
Tego pytania i tej odpowiedzi!
Taki jest kres waszej drogi.

Fragment "Tryptyku rzymskiego"

poniedziałek, 17 lutego 2014

Pożegnanie Jezusa z matką - El Greco, Rilke



Przed męką

O jeśliś tego chciał, nie powinieneś
z niewieściego ciała przyjść na świat:
wśród gór by trzeba szukać zbawicieli,
tam gdzie się kruszec odkuwa od skał.
Czy cię nie boli też, że miłą swą dolinę
pustoszysz tak? O wejrzyj na mą słabość;
cóż oprócz mleka - tylko łez strumienie,
a w tobie była niepojęta całość.
Z takim mi byłeś spadkiem obiecany.
Dlaczegoś mi się dziki nie narodził?
Jeśli chcesz, by cię zęby tygrysa szarpały,
po cóż mnie w domu chowano wdrożonym,
by tkać dla ciebie suknie miękkie, czyste,
tak by cię nawet najdrobniejszy wzgórek
nie drażnił szwu: – to było moje życie,
a teraz nagle odwracasz naturę.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozmowa z Bogiem - Matejko, Mickiewicz


Plik:Jan Matejko-Astronomer Copernicus-Conversation with God.jpg













  Nawet nie wiedziałem, że pełny tytuł słynnego obrazu Matejki brzmiał: "Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem"
O spotkaniu z Bogiem mówi "Rozmowa wieczorna" Adama Mickiewicza:
1
Z Tobą ja gadam, co królujesz w niebie,
A razem gościsz w domku mego ducha;
Gdy północ wszystko w ciemnościach zagrzebie
I czuwa tylko zgryzota i skrucha,
Z Tobą ja gadam! słów nie mam dla Ciebie:
Myśl Twoja każdej myśli mej wysłucha;
Najdalej władasz i służysz w pobliżu.
Król na niebiosach, w sercu mym na krzyżu.

I każda dobra myśl, jak promień, wraca
Znowu do Ciebie, do źródła, do słońca,
I nazad płynąc, znowu mię ozłaca,
Śle blask, blask biorę i blask mam za gońca.
I każda dobra chęć Ciebie wzbogaca,
I znowu za nię płacisz mi bez końca.
Jak Ty na niebie, Twój sługa, Twe dziecię
Niech się tak cieszy, tak błyszczy na świecie.

Tyś król, o cuda! i Tyś mój poddany!
Każda myśl podła, jako włócznia nowa,
Otwiera Twoje nie zgojone rany,
I każda chęć zła jest gąbka octowa,
Którą do ust Twych zbliżam zagniewany.
Póki Cię moja złość w grobie nie schowa,
Cierpisz, jak sługa panu zaprzedany.
Jak Ty na krzyżu, Twój pan, Twoje dziecię
Niechaj tak cierpi i kocha na świecie.

2

Kiedym bliźniemu odsłonił myśl chorą
I wątpliwości raka, co ją toczy,
Zły wnet ucieczką ratował się skorą,
Dobry zapłakał, lecz odwracał oczy.
Lekarzu wielki! Ty najlepiej widzisz

Chorobę moją, a mną się nie brzydzisz!
Gdym wobec bliźnich dobył z głębi duszy
Głos przeraźliwszy niżli jęk cierpienia,
Głos wiecznie grzmiący w piekielnej katuszy,
Cichy na ziemi - głos złego sumnienia!
Sędzio straszliwy! Tyś ognie rozdmuchał
Sumnieniu złemu - a Tyś mnie wysłuchał.

3

Gdy mię spokojnym zowią dzieci świata,
Burzliwą duszę kryję przed ich okiem,
I obojętna duma, jak mgły szata,
Wnętrzne pioruny pozłaca obłokiem;
I tylko w nocy - cicho - na Twe łono
Wylewam burzę, we łzy roztopioną.