poniedziałek, 30 listopada 2015

Moje półwiecze z Eliotem

  Pamiętam nasze zdziwienie, gdy w 1967 roku po raz pierwszy odsłuchaliśmy longplay "Ash Wednesday and other poems" podarowany nam przez zaprzyjaźnioną amerykańską rodzinę Morlandów wracającą do Stanów po rocznym pobycie w Hong Kongu. Mniej dziwne już były nawoływania kulisów z chińskiej ulicy na turystycznym, tłoczonym folderze "Sounds of Hong Kong". Miałem już wtedy kupione w listopadzie 1966 roku, dwujęzyczne, paxowskie wydanie Eliota, ale czytałem głównie jego polskojęzyczne strony - była więc bariera języka. Oceniałem więc samą recytację, o której wszyscy mówiliśmy, że T.S. Eliot czyta swoje utwory w dziwnie nieatrakcyjny sposób, bez aktorskich modulacji - wydawało się, że "kładzie" je od początku do końca. Ale niedługo potem zrozumiałem, że właśnie w ten sposób wydobywa ich sens:
Popielec
I
Albowiem nie mam nadziei na zwrot i zmianę
Albowiem nie mam nadziei zmian
Wstecz do pragnień czyichś talentów lub czyichś szans
Już nie robię wysiłków by dążyć do tych spraw
(Bo cóż miałby postarzały orzeł rozpinać skrzydła?)
Po cóż miałbym żałować
Zanikłej mocy zwykłego panowania?

Albowiem nie mam nadziei zaznać znów
Chwały kruchej pomyślnej godziny
Albowiem nie przypuszczam
Albowiem wiem naprawdę że nie zaznam
Owej prawdziwej władzy co przemija
Nie umiejący pić
Gdzie drzewo puszcza kwiat i biją źródła, bo tam
znów nie ma nic

Albowiem wiem, że czas to zawsze czas
A miejsce miejscem jest, niczym więcej
I co się dzieje, dzieje się tylko raz
W jednym miejscu
Z radością biorę rzeczy tak jak są i
Wyrzekam się uwielbionej twarzy
Wypieram się głosu
Albowiem nie mam nadziei na zwrot i zmianę
Więc raduję się, gdy mam zbudować coś
Z czego mógłbym się cieszyć

I modlić się do Boga aby miał litość nad nami
I modlę się bym mógł zapomnieć
Spraw o które sam z sobą biję się zbyt z myślami
Nadto je sobie wyjaśniam

Albowiem nie mam nadziei zwrotu i zmian
Zwól, by starczyło tych słów
I że co stało się, nie może być powtarzane
Niechże nie będzie nadto ciężkim sąd nad nami

Albowiem skrzydła te nie są już skrzydła do latań
A tylko jak wachlarze biją powietrze
Które już teraz jest na wskroś rozrzedzone i suche
Rzadsze i suchsze od woli
Naucz nas dbać i nie dbać
Naucz nas milczeć.

Módl się za nas grzeszników teraz i w godzinę śmierci
Módl się za nas teraz i w godzinę śmierci.

II
Pani, pod drzewem jałowca siedziały trzy białe lamparty
W chłodzie dnia, do sytości się nażarłszy
Na nogach mam serce wątrobę i to co się mieści
W pustej jamie czaszki. I Bóg rzekł
Czy mają kości te żyć? czy mają
Żyć te kości? I to co się mieści
W kościach (już suchych) rzekło grzechocące:
Gwoli dobroci tej Pani
I łaskawości jej temu, że
Oddaję cześć Dziewicy w rozmyślaniach,
Jasnością lśnimy. A ja, tutaj ukryty
Oddaję czyny zapomnieniu, miłość mą
Potomstwu pustyń i owocom dyni.
I to właśnie ocuca
Wnętrzności moje, włókna oczu, niestrawne ochłapy
Którymi gardzą lamparty. Odeszła Pani
W białej szacie, by rozmyślać, w białej szacie.
Niech biel kości pokutuje aż do niepamięci.
Życia w nich nie znajdziesz. Jak mnie przebaczono
Bo pragnę przebaczenia, tak i ja nie pomnę
W to wdałym, celu tego chciwym. I Bóg rzekł
Prorokuj w stronę wiatru, do wiatru tylko, bo jeden
Wiatr posłucha. I kości śpiewały grzechocące
Na modłę pasikonika tak mówiące

O Pani milczeń
W strapieniu cicha
Nienaruszona w rozdarciu
Różo pamięci
Różo przebaczeń
Wyczerpana a życie dająca
W udręczeniu spokój
Ta jedna Róża
Ogrodem stała się
Gdzie kres wszelkiej miłości
Gaśnie tortura
Miłości bez nasyceń
Tortura głębsza
Miłosnych zaspokojeń
Kresie bezkresnej
Wędrówki w próżnię
Rozwiązanie wszystkiego
Czemu brak rozwiązania
Mowo bezsłowna i
Słowo bezmowne
Chwała Macierzy
Za Ogród-kres
Wszelkiej miłości.

Pod drzewem jałowcowym śpiewały kości rozproszone a lśniące
Dobrze nam tak, żeśmy rozproszone, mało sobie czyniłyśmy dobrego
Pod byle drzewem w wystudły dzień na ławce piasku
Zapominamy siebie same i siebie nawzajem, pojednane
W ciszy pustyni. Oto jest kraj o który
Będziecie los miotali. Ale ni cząstka  ni całość
Nie znaczą. Oto jest kraj. Oto jest nasze dziedzictwo.

  Powyżej zamieściłem dwie pierwsze części Popielca (całość ma ich sześć). Proroctwo Ezechiela o dolinie wyschłych kości (Ezechiel 37) w poetyckim przetworzeniu Eliota odczytuję od tamtego czasu w każdy Popielec, dzień pamięci o tym, że "z prochu powstaliśmy i w proch się obrócimy"...

niedziela, 29 listopada 2015

Oratorianie angielscy i polscy

Gandalf




Powyżej Gandalf z filmów o Hobbitach.
Gandalf the Black by Benco42
Widziano w nim postać bardziej znaczącą niż samo przestawienie filmowe, a pojawił się też pogląd, że Gandalf to Newman.

Tolkien musiał znać powyższy wizerunek kardynała Newmana. Ale skąd broda i kapelusz? Może przebywający w Anglii ksiądz Bernard Preibisz sporządził nieduży obraz św. Wojciecha?




W każdym razie istnieje jakiś związek (zgadza się np. rodzaj używanego uzbrojenia) pomiędzy tolkienowską opowieścią o Hobittach i przekazami o błogosławionych i świętych chrzczących nieromańskie ludy europejskie.

Pomnik św. Wojciecha i jego brata Radzima Gaudentego w Libicach.

Poniżej moja żartobliwa animacja z Gandalfem:

https://scratch.mit.edu/projects/16427081/#editor

A dzisiejsi  męczennicy?
http://www.pch24.pl/chrzescijanie-gina--a-europa-milczy--w-krakowie-trwa-europejski-kongres-w-obronie-chrzescijan,39684,i.html

sobota, 28 listopada 2015

Opowieść Wgilijna i Nawrócony

Nowela Christmas Carol stała się inspirującym wzorem dla różnych opowiadań i filmów. Poniżej zamieszczam napisany przez mojego tatę "Wstęp" do edukacyjnego, angielskiego wydania tego opowiadania (musiałem oczywiście to angielskie "Introduction" taty przetłumaczyć). Myślę, że dobrze objaśnia on kontekst historyczny powstania tej noweli:  
 Korol Dickens (1812-1870), najwybitniejszy angielski powieściopisarz jako chłopiec miał życie trudne i surowe. Swoje wczesne doznania opisał później w autobiograficznej powieści “Dawid Copperfield”, dobrze znanej polskim czytelnikom. Ojciec Dickensa, rządowy urzędnik niskiego szczebla, trafił do więzienia dla dłużników, i chłopiec musiał utrzymywać siebie i matkę pracując w fabryce. Rodzinna nędza uniemożliwiła mu zdobycie nawet podstaw wykształcenia, szybko rzucając go na głęboką wodę szkoły życia. W tej to szkole nauczył się wyżej cenić prostych ludzi, dla niego ciekawszych i bardziej godnych zaufania, niż wykształconych i bogatych ówczesnego świata. A nade wszystko poznał tajemnicze czary i powaby ulic, szczególnie ulic londyńskich “pełnych mgły, śniegu, gradu i szczęścia”, które uczynił nieusuwalnym tłem swoich Opowiedań Wigilijnych. Pełno było też na nich sadzy wylatującej z niezliczonych kominów fabrycznych…
 Była bowiem epoka Karola Dickensa czasem wielkich przemian niesionych wraz z Rewolucją Przemysłową. Błyskawicznie zmieniał się wygląd Wielkiej Brytanii i podobnie szybko zmieniało się życie jej mieszkańców. Wesoła Stara Anglia, której cechy na próżno chciał przywracać sam Dickens, znikała jakby pod uderzeniami potężnych młotów mechanicznych w chmurach pary wypuszczanej z maszyn pracujących dla zysku fabrykanta i kapitalisty. Klasy pracujące zdradzone i spętane przez bogaczy Aktem Reformy z 1832 roku cierpiały z powodu niskich płac i bezlitosnej konkurencji: “diabeł porywa zostających z tyłu” było powiedzeniem tamtych czasów. W takich warunkach ludzie pokroju Scrooge’a i Marley’a czuli się jak ryby w wodzie.
 Karol Dickens, wielki zwolennik zasad Rewolucji Francuskiej, stał się liderem obrońców biednych i odrzuconych od samego początku kariery literackiej. Jako urodzony optymista wierzył w postęp i dobrą wolę wszystkich ludzi. Pragnął obudzić w ludziach ducha braterstwa i tej szerokiej, a prostej otwartości na innych, którą nieodmiennie łączymy z Bożym Narodzeniem. Walczył o prawo ubogich do obchodzenia swoich świąt, bo przecież nikt nie potrafi cieszyć się  bardziej z rzadkich chwil wytchnienia niż ludzie tacy jak Chrachitowie, górnicy z odległych kopalń w swoich osobnych domkach, czy marynarze płynący nocą po głębokich morzach.
 Jak to ujął inny angielski pisarz (Gilbert Chesterton):" “Kolęda wigilijna” jest historią nawrócenia anty-bożonarodzeniowej postaci". Nawet przed swoim nawróceniem Scrooge nie wydaje się beznadziejnym przypadkiem. To czyni jego nawrócenie podejrzanie szybkim, a trzy duchy mają łatwe zadanie wybijając ze starej głowy skąpstwo. Jego polski odpowiednik, skąpiec  Łukasz z krótkiego opowiadania “Nawrócony” Prusa, jest prawdziwą ludzką pijawką, i, niestety, wydaje nam się bardziej prawdopodobnym portretem ludzkiego charakteru. Ale to nie Scrooge jest głównym bohaterem opowiadania Dickensa. “Nastrój Świąt Bożego Narodzenia jest ważniejszy zarówno od Scrooge’a, jak i duchów”. To ten niepowtarzalny nastrój opanowuje czytelników swym czarem, pozostawiając niezniszczalny ślad do końca życia, a przynajmniej nawiedzając ich w czasie kolejnych świąt. Przeczytawszy  “Kolędę wigilijną” czują się lepszymi ludźmi. Krytycy literaccy odnajdą niezręczności w fabule, psychologowie nieprawdopodobieństwo postaci, ale i tak opowieść “zachowuje tą samą artystyczną jedność, która cechuje nasze sny”, a tchnienie geniusza Dickensa czyni wszystko wiarygodnym, nawet bardziej wiarygodnym od samego życia.
 “Kolęda wigilijna”, opublikowana w 1843 roku, należy do pierwszego okresu twórczości Dickensa razem z “Klubem Pickwicka” (1836), “Oliwierem Twistem” (1836-1837), i kilkoma innymi najbardziej znanymi utworami. W tym okresie Dickens puszczał wodze fantazji, nie powstrzymując jej w niczym. Pracował wściekle, jakby chciał powetować sobie nieszczęśliwe dzieciństwo. Zanim zdobył szturmem wysoką pozycję w literackim świecie “Klubem Pickwicka”, był kolejno robotnikiem, reporterem, prelegentem i wydawcą mniej lub bardziej udanych czasopism - dziennikarzem i prelegentem pozostał zresztą do końca. Mówiono o nim, że pracuje przez cały dzień i spaceruje przez całą noc. Było tak istotnie, przynajmniej w przypadku pisania “Kolędy wigilijnej”, pierwszego i najbardziej popularnego utworu z pięciu “Opowiadań bożonarodzeniowych” (“Głos dzwonów” i “Świerszcz za kominem” są dwoma następnymi, dobrze znanymi opowiadaniami). “Opowiadania bożonarodzeniowe” ukazujące się przed świętami w kolejnych latach, były pisane z zamierzeniem “obudzenia w ludziach dobroci i łagodności”. Były częścią dickensowskich zmagań z życiowym ponuractwem i walnie przyczyniły się do obrony najbiedniejszych. “Kolęda wigilijna” od początku była wielkim sukcesem jej autora. Ukazała się kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, a do nowego roku zdążono wydrukować już trzecie wydanie!
 Drugi, wyróżniany, okres w twórczości Dickensa rozpoczyna “David Copperfield” (1849-1850). W tym okresie powstały takie arcydzieła jak “Bleak House” (1852-1853), “Ciężkie czasy” (1854), “Mała Dorrit” (1857-1858), “Opowieść o dwóch miastach” (1859) oraz “Wielkie oczekiwania” (1860-1861). Były one bardziej dojrzałe z artystycznego punktu widzenia, aczkolwiek, w mniemaniu niektórych krytyków, utraciły coś z tej pierwotnej, żywiołowej wyobraźni zachwycającej nas w utworach z pierwszego okresu.
 Lecz Dickens był nie tylko genialnym pisarzem, którego powieści i opowiadnia stały się znane na całym świecie - był też reformatorem, a co więcej: skutecznym reformatorem. To dzięki niemu naprawiono wiele zła, a ze świadomości społecznej wymazano niektóre fałszywe poglądy. Jego wiara w demokrację, nieuleczalny optymizm i niezrównany humor położyły kres, lub zreformowały takie instytucje jak więzienia za długi, domy pracy, sierocińce i publiczne egzekucje. Walczył bezpardonowo i skutecznie z wadliwymi Prawami Ubogich i uświadomił ludziom, że “największą rzeczą jest szczęście nieszczęśliwych”.
 Dickens pisał dla wszystkich. Podzielał gust zwykłego człowieka z ulicy. To on był bohaterem jego książek docierających do mas przeciętnych czytelników. Obdarowywał tych ludzi wybornymi tworami serca i wyobraźni. “Sprawiał, że ciało im drżało, a mięśnie bolały”.

Pełny tekst Nawróconego

czwartek, 26 listopada 2015

Enigma do szkół!

  Uniwersytet Cambridge prowadzi Millenium Mathematics Project dostępny dla wszystkich, a szczególnie skierowany do uczniów w wieku 5-19 lat. W ramach tego projektu szkoły zapraszają przeszkolonych prelegentów, którzy potrafią np. objaśnić działanie niemieckiej Enigmy i wprowadzić w tajniki maszynowego szyfrowania:
  Enigma na filmiku jest oryginalną maszyną szyfrującą z tajnej wytwórni niemieckiej (z 1936 roku). Oczywiście do prezentacji w szkołach nie używa się muzealnych egzemplarzy, bo jest ich bardzo niewiele. Ale przecież podobne (identycznie działające) maszyny była w stanie wytworzyć przed wojną polska Ava! Oto kluczowy dla naszych dziejów dzień 25 lipca 1939 roku w opisie Marka Grajka: "... już o siódmej rano podstawione przez polski sztab samochody przewiozły angielskich i francuskich kryptologów do siedziby radiowywiadu w Lasach Kabackich. Po oficjalnych powitaniach, uczestników zaproszono do podziemnej części budynku, gdzie przygotowano praktyczną część pokazu. Tam, z teatralnym wyczuciem efektu, polscy oficerowie zdjęli zasłony z czekających na stołach urządzeń i oczom gości ukazała się Enigma. Na nieuniknione pytanie Bertranda: "Skąd to wzięliście?" Langer z wyraźną satysfakcją odpowiedział: "Sami zrobiliśmy!" Polacy przygotowali dla obu sojuszniczych delegacji po jednym egzemplarzu Enigmy oraz dokumentację pozostałych urządzeń i używanych przez polskich kryptologów metod analizy."
  Dlaczego dziś daliśmy się wyprzedzić Anglikom, dlaczego z nimi nie współdziałamy w upowszechnianiu wiedzy o Enigmie?

środa, 25 listopada 2015

Dywizjon 303 - Northolt i Hillingdon

Wersja z polskim lektorem poniższego filmu angielskiego jest dostępna pod adresem:

https://www.youtube.com/watch?v=oA6wyhXbWNc

Polski Park Pamięci w Hillingdon





Swoją walecznością i odwagą polscy piloci przyczynili się 75 lat temu do wygranej aliantów – mówił Witold Sobków, polski ambasador w Londynie. Obchody zorganizowano w Northolt pod Londynem, niedaleko bazy Royal Air Force (Królewskich Sił Powietrznych), pod pomnikiem ku czci polskich lotników poległych w latach 1940-1945. Tamtejsze lotnisko było w czasie wojny miejscem stacjonowania polskich dywizjonów, między innymi legendarnego Dywizjonu 303.
W walkach o Anglię walczyło 145 Polaków. – Okazali się jednymi z najlepszych pilotów wśród obrońców Wysp Brytyjskich – podkreślił dyplomata. – To dzięki ich wsparciu odnieśliśmy zwycięstwo nad Niemcami – dodał Ray Puddifoot, przewodniczący rady tutejszej gminy Hillingdon.
W uroczystości wzięła udział polska delegacja lotników na czele z gen. dyw. pil. Janem Śliwką, Inspektorem Sił Powietrznych DG RSZ.

Z okazji tegorocznych obchodów obok pomnika otwarto Polski Park Pamięci. – To miejsce będzie upamiętniać wkład naszych pilotów w walki w czasie II wojny – podkreślił Sobków.
Obchody zakończył apel pamięci odczytany przez podchorążych dęblińskiej „Szkoły Orląt” oraz złożenie wieńców pod pomnikiem. W delegacji Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych uczestniczyli: por. Grzegorz Buśko, sierż. pchor. Michał Karpeta, sierż. pchor. Maciej Grzywa, sierż. pchor. Krystian Bujak, sierż. pchor. Przemysław Malczewski, sierż. pchor. Dominika Nycz, sierż. pchor. Filip Ostrowski, sierż. pchor. Mateusz Ochal, sierż. pchor. Michał Sobiś, sierż. pchor. Konrad Gowin, st. kpr. pchor. Kamil Szafrański.
Bitwa o Anglię była pierwszą poważną porażką Niemców podczas II wojny. W walkach, które trwały od 10 lipca do 31 października 1940 roku, wzięło udział 2900 lotników alianckich z czternastu krajów. Wśród nich było 145 polskich pilotów. W Wielkiej Brytanii powstały też cztery polskie dywizjony – dwa myśliwskie (302 i 303) i dwa bombowe (300 i 301). Na 1733 zniszczonych samolotów wroga nasi lotnicy zestrzelili 203. Z tego 126 maszyn strącił Dywizjon 303, najskuteczniejsza z 66 formacji myśliwskich tej bitwy. W walkach nad Anglią zginęło 29 polskich pilotów.
Arkady Fiedler jeszcze w 1940 roku, na gorąco rozmawiając z lotnikami napisał "Dywizjon 303". W roku 1943 wyszły w warszawskiej podziemnej drukarni trzy wydania tej książki. Poniżej całość książki w postaci dwóch Audiobooków:
Audiobook drugi:

wtorek, 24 listopada 2015

Zrzuty angielskie przed Powstaniem Warszawskim

Już w lipcu 1940 r. rząd brytyjski powołał do życia tajną organizację SOE (Special Operations Executive) - Kierownictwo Operacji Specjalnych. Jej celem było ożywienie i nasilenie podziemnego ruchu oporu w krajach okupowanych przez Niemców. Między innymi w SOE została utworzona sekcja polska.
          Dla zabezpieczenia możliwości dostarczania zbrojnemu podziemiu niezbędnego uzbrojenia i wyposażenia SOE podporządkowano specjalne lotnictwo. W sierpniu 1940 r. powołano w Newmarkt w środkowej Anglii Stację Lotniczą RAF, gdzie zorganizowała się specjalna jednostka lotnicza - eskadra 1419.
          W sierpniu 1941 r. zadania eskadry przejął 138 dywizjon do zadań specjalnych RAF. We wrześniu 1941 r. do dywizjonu zostały przydzielone trzy polskie załogi. Od tej chwili polscy lotnicy rozpoczęli służbę w operacjach specjalnych, trwającą prawie 4 lata. Wszyscy piloci byli ochotnikami i mieli niezbędne doświadczenie operacyjno-bojowe (30 lotów bojowych w momencie przydziału do jednostki).
          1 kwietnia 1943 r. w ramach 138 dywizjonu powstała polska eskadra w składzie 6 załóg + 1 zapasowa i personel techniczny. Wyposażenie eskadry stanowiły 3 Halifaxy i 3 Liberatory. Eskadrze przydzielono numer 301 dla upamiętnienia dywizjonu bombowego o tym numerze, który został rozwiązany w wyniku dużych strat podczas nalotów bombowych nad III Rzeszę.
          W czasie pobytu jednostki na terenie Anglii SOE przeprowadziło 103 operacje wspierające podziemie w Polsce, z których 72 zakończyły się powodzeniem. Zrzucono 194 cichociemnych i około 80 ton zaopatrzenia. Stracono przy tym 10 samolotów.
          Ponieważ przeloty drogą północną stały się trudne i niebezpieczne (we wrześniu 1943 r. w czasie dwóch nocnych operacji stracono 8 samolotów) - jesienią 1943 r. eskadra została przerzucona do Tunisu a następnie w grudniu 1943 r. na lotnisko Campo Casale koło Brindisi we Włoszech. Siły lotnicze SOE ciągle wzrastały. Polska eskadra otrzymała numer 1586 wchodząc w skład 138 dywizjonu 334 Skrzydła do Zadań Specjalnych RAF.
          Przeniesieniu bazy na południe było trafnym posunięciem. Po początkowych niepowodzeniach w ciągu kwietnia i maja 1944 r. przerzucono do Polski 104 osoby oraz 172,5 tony zaopatrzenia a więc ponad dwa razy więcej niż w ciągu 3 poprzednich lat operowania ze Zjednoczonego Królestwa. Stracono w tym okresie 5 samolotów.

Z okresu tamtych, przedpowstaniowych zrzutów pochodzi trochę zabawna opowieść mojego taty:
  Tydzień przed wybuchem drugiej wojny światowej tata ukończył 30 rok życia. Ze względu na wiek i zawód nauczyciela (języka polskiego i angielskiego, a także...przysposobienia wojskowego) nie został powołany pod broń, mimo posiadanego stopnia podporucznika. Szybko znalazł się w strukturach państwa podziemnego - tajnym nauczaniu i zaczątkach Armii Krajowej. Do czasu wydzielenia oddzielnych służb wywiadu, powierzano mu okazjonalnie nasłuch radia angielskiego. W późniejszym okresie wojny uczestniczył w siatce ludzi opiekujących się angielskimi lotnikami, którzy ratując się skokiem na spadochronie po zestrzeleniu nad Polską, uniknęli niemieckiej niewoli. Jeden z nich zakochał się w Polce, no i była z tym niezła polka… Tata jeździł z nim przez miasto na spotkania z tą dziewczyną, oczywiście nie jako tłumacz - w tych sprawach wystarcza “body language” -  ale jako przewodnik. Anglikowi, w razie złapania, groził pobyt w obozie jenieckim, a tacie w najlepszym razie - w Oświęcimiu. Ale czego się nie robi dla miłości - nawet cudzej. Poza tym musiał brać pod uwagę również to, że wpadka nauczyciela tajnych kompletów mogła mieć tragiczne skutki dla jego uczniów - z tego powodu państwo podziemne rygorystycznie wyłączało nauczycieli tajnego nauczania z wszelkich akcji bojowych.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Propozycja szkolnego hymnu

Moja wnuczka od września uczęszcza do Szkoły Podstawowej im. Bohaterów Monte Cassino. Szkolnym hymnem tej podstawówki są "Czerwone maki" - piękna piosenka, ale niezbyt odpowiednia dla małych dzieci (... poszli zabijać i mścić...). Lepsza byłaby piosenka o Wojtku - też bohaterze Monte Cassino.
http://wkramost.blogspot.com/2015/11/wojtek.html

niedziela, 22 listopada 2015

Antony i Cohen

GOŚCIE

Jeden po drugim goście wciąż
Nadchodzą z różnych stron
Wielu z otwartym sercem
Z pękniętym mało kto

I nie wie nikt dokąd noc prowadzi
I po cóż im płynie wino z kadzi?
Ja chcę kochać
Kochać
Kochać
Kochać
Chcę kochać dziś

Ci, którzy tańczą - nuże tańczyć
Ci, którzy płaczą - łkać
-Witajcie wszyscy - woła głos
Do środka proszę was

I nie wie nikt...

I wchodzą potykając się
Samotni, pełni smutku
I mówią: -Odsłoń wreszcie twarz!
Lub: -Czemuś mnie opuścił?

I nie wie nikt...

W blasku pochodni wielkie drzwi
Otwarły się na oścież
Jeden po drugim wchodzą więc
Targani namiętnością

I nie wie nikt...

I biesiadują spiesząc się
Bo pałac znika już
Jeden po drugim wrócą przez
Ten ogrodowy mur

I nie wie nikt...

Ci, którzy tańczą - nuże tańczyć
Ci, którzy płaczą - łkać
A ci, którzy zbłądzili
Znów błądzą jeszcze raz

I nie wie nikt...

Jeden po drugim goście wciąż
Nadchodzą z różnych stron
Wielu z pękniętym sercem
Z otwartym mało kto

I nie wie nikt...

/autor tłum.: Maciej Zembaty/

JEŚLI WOLA TWA

Jesli wola Twa
To umilknę znów
I uciszę głos
Tak jak kiedyś już
I w milczeniu tym
Będę czekał aż
Znowu wezwiesz mnie
Jeśli wola Twa

Jeśli wola Twa
Prawdą zabrzmi głos
I z Kalwarii tej
Pieśń zaśpiewam swą
I z Kalwarii tej
Modły w górę wzniosą się
Jeśli wola Twa
Zaśpiewam pieśń

Jeśli wola Twa
Jeśli wybór masz
Rzekom wodę daj
Wzgórzom radość daj
Litościwy bądź
Dla płonących w piekle serc
Jeśli wola Twa
To ulecz je

I mocniej nas zwiąż
I bliżej weź
W wojennym rynsztunku
Wszystkie dzieci Twe
W świetlistych łachmanach
Gotowe na kaźń
I zakończ tę noc
Jeśli wola Twa
Jeśli wola Twa

/autor tłum.: Maciej Zembaty/

sobota, 21 listopada 2015

Trwoga historyczna

Wielka trwoga
Łukasz Turski jest od czasu powstania polskiej wersji Project Syndicate najbardziej cenionym przeze mnie polskim autorem:

http://wkramost.blogspot.com/2015/08/polak-potrafimyslec.html

W dniach Trwogi też staje na wysokości zadania:

WARSZAWA – We wrześniu 2013 r. zastanawiałem się na łamach Project Syndicate Polska, jaki świat chcemy zostawić naszym dzieciom i wnukom: świat Voyagerów (będący symbolem sukcesu ludzkości) czy dmuchaczy w wuwuzele (targany zamieszkami). Sugerowałem, że jeszcze możemy o tym zdecydować.

Przez te dwa lata robot Voyager sam jeden w obcym świecie poza Układem Słonecznym ciągle przeprowadza doświadczenia naukowe i słabnącym „głosem” swej radiostacji przekazuje na Ziemię coraz to nowe wiadomości, które pomagają nam lepiej zrozumieć budowę Wszechświata. Zaś ryki wuwuzeli na ulicach miast są dziś, jak się wydaje, niewinnymi igraszkami w porównaniu z wydarzeniami sprzed kilku dni, do jakich doszło na ulicach Paryża, Bejrutu, Ankary czy na pustyni na Synaju.

Przewalająca się przez południe Europy fala ludzka prąca na zachód i północ Starego Kontynentu, obrazy z wybrzeży wysepek, niegdyś rajów wypoczynkowych, przerażone twarze zwykłych ludzi na ulicach miast, jęk syren policyjnych samochodów, mundury strażników przed wejściami do świątyń wszystkich wyznań, żołnierze strzegący Wieży Eiffla, opóźnione odloty samolotów, pracujące na najwyższych obrotach serwery obsługujące portale społecznościowe przepełniające się milionami nerwowych wpisów. Wszystko to przybliża nas do stanu trwogi historycznej, powoli ogarniającej cały zglobalizowany świat. Przekracza on jednak wyobraźnię twórcy tego pojęcia Paula Ricoeura. Nasza dzisiejsza trwoga historyczna nie jest bowiem spowodowana przez upowszechnienie ambiwalencji pojęć, jakimi posługuje się zglobalizowane społeczeństwo, ale powszechne niezrozumienie większości pojęć niezbędnych do poprawnego i spójnego rozwoju. Wywołany tym u wielu ludzi chaos pojęciowy ułatwia nie tylko powstawanie grup dążących do zbrojnego opanowania świata w imię ich własnych fantasmagorii, ale i szybkie rozszerzanie zakresu działania takich ugrupowań.

Zasadniczym powodem niezrozumienia pojęć podstawowych jest dysfunkcyjność systemów edukacyjnych. Zaczynamy codziennie, w sposób wyjątkowo okrutny, odczuwać konsekwencje błędów popełnionych w systemach edukacyjnych nie tylko Europy, ale również (choć w mniejszym stopniu) Stanów Zjednoczonych. Jednak przede wszystkim jest to efekt stanu edukacji powszechnej w wielu krajach niegdyś Trzeciego Świata, które zostały, rzec by można, katapultowane w globalny świat przepływu informacji w charakterze wyłącznie użytkownika oraz taniej siły roboczej.

Nieumiejętność przystosowania treści i procedur nauczania powszechnego zaczęła odgrywać rolę destrukcyjną w globalnej sytuacji społecznej już pod koniec XX wieku. Przykładem może tu być faktyczne zastąpienie szkolnictwa świeckiego szkolnictwem wyznaniowym w kilku krajach Azji. W ten sposób w wizji świata, jakby zaczerpniętej z Wehikułu czasu Herberta George’a Wellsa, oprócz pięknych i uprzejmych, leniwych oraz potwornie głupich Elojów i pracujących na ich rzecz wstrętnych, okrutnych, zarządzających światową technologią Morloków, pojawili się Oni – rządzący całym systemem talibowie, umiejący korzystać z pracy Morloków i głupoty Elojów.

Europejski rozkład szkolnictwa, zapoczątkowany błędnymi decyzjami podjętymi przez polityków wszelkich maści w końcu lat 60. ubiegłego wieku, doprowadził do tego, że nasz kontynent zamiast kolejnych rewolucji naukowo-technicznych wniósł do rozwoju światowej nauki, po 1968 roku, niewiele więcej niż kostkę Rubika. Doprowadził do sytuacji niemal kabaretowej, w której Komisja Europejska zajmuje się wprowadzaniem kolejnych zakazów, ponoć w imię jakości życia Elojów. Nakazała wycofanie z rynku żarówek typu Edisona, ustaliła limity mocy silników odkurzaczy, określiła reguły dotyczące emisji silników samochodowych, które obejść można za pomocą kilkudziesięciu linijek kodu komputerowego zamówionego u sprzedajnych Morloków.

To dramatyczne rozwarstwienie społeczne na Elojów i Morloków z talibami w tle ujawniło się w całej swej destrukcyjnej mocy w momencie, gdy liczba Elojów wzrosła do poziomu przekraczającego możliwości utrzymania ich na dotychczasowym luksusowym poziomie życia – bez konieczności łamania mniej lub bardziej sensownych reguł ochrony środowiska naturalnego i narzucenia Morlokom pewnych ograniczeń, by sprostać zadaniu dalszego podtrzymywania status quo.

Świat Elojów pozostał głuchy i ślepy na wszelkie sygnały płynące z pogardzanego świata Morloków i nadal nie dopuszczał większości „innych” do wymarzonego eldorado elojskiego dobrobytu, proponując im w zamian substytut hojnych zasiłków. Świat talibów tylko czekał na „podaż” dobrze wykształconych, głęboko zawiedzionych w swych ambicjach i pozbawionych skrupułów Morloków.

Wizjonerskie obrazy stworzone przez autorów futurystycznych filmów o zdegenerowanej cywilizacji toczącej dzikie wojny za pomocą najnowocześniejszej technologii niewiele różnią się od prowadzonej dziś przez ISIS wojny na pustyni iracko-syryjskiej. Wielkie koło cywilizacji rozumu i piękna, już raz z trudem odbudowane po rozpadzie Cesarstwa Rzymskiego, zaczęło buksować w od lat nieoliwionym rozsądkiem łożysku. Jeszcze stoi w pionie, ale jak długo?

To, że dziś musimy stanąć siłą przeciw zbrodniczym działaniom ISIS, nie oznacza, że wygrywając tę bitwę, usuniemy powody ogarniającej nas trwogi historycznej. Bez gruntownego przebudowania systemu edukacji powszechnej – który musi uwzględnić globalny przepływ wiedzy i wszelkie konsekwencje już toczącej się na świecie nowej rewolucji technologicznej oraz informatycznej, a nie wymuszać powrót do XIX-wiecznej szkoły – nie uda się usunąć powodów metastazy nękającej nas pandemicznej głupoty. Tak więc pytanie, którym zakończyłem felieton trzy lata temu, jest nadal aktualne.

Jeżeli zależy nam na tym, by świat naszych dzieci był światem Voyagerów i braku podziału na Elojów i Morlokow, bez zagrożenia ze strony talibów, to musimy zacząć budować nowe systemy edukacji od zaraz. Jest to naszym obowiązkiem, jeżeli nie chcemy, by zagubiony w piasku pustyni pen-drive z nagraniami zbrodni ISIS był jedynym świadkiem naszej cywilizacji dla lądujących na spalonej eksplozjami jądrowymi planecie Ziemi podróżników z innych niż nasz, niekoniecznie lepszych, światów.

  Niespójność poznawcza w globalnym świecie zawsze musi prowadzić do destrukcji systemu globalnej edukacji. To wyświechtane zadanie nabiera mocy po dzisiejszej wrocławskiej premierze sztuki "Śmierć i dziewczyna". Możemy mieć różne komentarze, ale spróbujmy tę "awangardę" myślowo przenieść do innych kultur, jak proponuje komentator po jej wystawieniu:


Marek 81.132.78.*

Wysłać ich na gościnne występy z tą właśnie sztuką do jakiegokolwiek kraju muzułmańskiego.

I kto jest czemu winny? - Może Ty, a może Inny?

http://wkramost.blogspot.com/2015/06/kim-jestesmy-pyta-prezes-sadu.html
  

piątek, 20 listopada 2015

Tetris i inne polygamie

Tetris - gra tak prosta, a zarazem niebanalna, jak określenie trójkąta przez Euklidesa, wygrywa i na miejscu siódmym i na pierwszym w rankingu "polygame". Szukajmy kodu kulturowego ludzkości, a nie chwilowych i chwytliwych ewenementów!
http://polygamia.pl/Polygamia/12,95387,19217763.html#BoxVidImg

środa, 18 listopada 2015

Angielski sojusznik

Mimo wszystko, to jedynie Anglików możemy nazywać naszym prawdziwym sojusznikiem w czasach II Wojny Światowej.
Anglicy potrafią docenić nasz wkład w walkę z Niemcami:
http://wkramost.blogspot.com/2014/11/polski-pomnik-w-brytyjskim-arboretum.html
W tym roku uwieczniono w parkowym otoczeniu dokonania polskich lotników w Bitwie o Anglię:
http://wkramost.blogspot.com/2015/09/polski-park-pamieci-w-hillingdon.html
a, dosłownie w ostatnim miesiącu, drogę II Korpusu generała Andersa:
http://wkramost.blogspot.com/2015/11/wojtek.html

wtorek, 10 listopada 2015

Wojtek



Niedźwiedź Wojtek doczekał sie własnego pomnika w Szkocji. Stało się tak dzięki wysiłkom Fundacji Niedźwiedzia Wojtka i lokalnym urzędnikom.
W Edynburgu odsłonięto (7 XI) wykonany z brązu pomnik Niedźwiedzia Wojtka. Został on umieszczony w prestiżowym Princess Street Gardens w centrum miasta. Memoriał jest nie tylko hołdem dla Wojtka lecz też dla wszystkich polskich żołnierzy służących w Wielkiej Brytanii w czasie wojny. Pomnik przedstawia niedźwiedzia Wojtka idącego razem z opiekunem.
Pierwszy pomnik Wojtka widziałem kilka lat temu w londyńskim Instytucie im. Władysława Sikorskiego, gdzie rozmawiałem też z przewodniczką, starszą panią, która wracała z ZSRR w grupie polskich dzieci z armią Andersa. Polskie ślady w Wielkiej Brytanii jeszcze nie zwietrzały...

niedziela, 8 listopada 2015

Pierwszy traktat nowej ery

Javier Solana
http://project-syndicate.pl/artykul/punkt-klimatycznego-prze%C5%82omu,4038.html


MADRYT – Jeśli chodzi o zmianę klimatu, świat dotarł do punktu, z którego nie ma powrotu. Może to brzmieć złowieszczo, ale nie mamy wyjścia: nie jesteśmy w stanie dalej dreptać w miejscu, musimy świadomie wytyczyć drogę w przyszłość.
Ważny pierwszy krok zrobimy na szczycie klimatycznym ONZ (COP 21) w Paryżu w listopadzie i grudniu, gdzie przywódcy uzgodnią najważniejszy od ponad 20 lat międzynarodowy traktat o zarządzaniu klimatem. Ale trzeba będzie podjąć jeszcze wiele ważnych decyzji, by wytyczyć kurs w stronę nowej i dynamicznej gospodarki niskoemisyjnej, która przez długi czas będzie w stanie wspierać szybko rosnącą i coraz bogatszą globalną populację.
Obywatele, firmy i rządy na całym świecie w końcu zaczynają rozumieć uniwersalną naturę zmiany klimatu, więc perspektywy tegorocznej konferencji są znacznie lepsze niż przed poprzednią próbą osiągnięcia globalnego porozumienia, w 2009 r. na szczycie w Kopenhadze (COP 15). Owszem, wyzwanie, jakie stoi przed nami, jest ogromne i złożone, ale coraz wyraźniej widać, że przestawienie gospodarki na niskie emisje przyniesie znaczne korzyści ekonomiczne.
Weźmy choćby urbanizację. W ciągu kolejnych 15 lat światowe miasta rozwiną się drastycznie i będą mieścić 60 proc. z 8,5 mld ludzi. To, jak owe miasta będą projektowane, będzie miało znaczenie i dla środowiska, i dla gospodarki.
Najlepiej widać to w różnicach między Atlantą i Barceloną. Oba miasta mają zbliżoną liczbę mieszkańców, ale emisje dwutlenku węgla ze środków transportu są w Atlancie sześciokrotnie wyższe niż w Barcelonie. Główny powód to rozmiary miasta: tereny zabudowane są tu 12-krotnie większe niż w Barcelonie. Atlanta wyraźnie zachęca do powszechnego korzystania z prywatnych samochodów, co zwiększa emisje, korki i zanieczyszczenie powietrza.
Kompaktowe, dobrze skomunikowane miasta z wydajnymi systemami transportu publicznego – takie jak Barcelona – są zdrowsze i bardziej zrównoważone. Co więcej, Globalna Komisja ds. Gospodarki i Klimatu szacuje, że takie metropolie mogą obniżyć potrzeby kapitałowe dla miejskiej infrastruktury o ponad 3 bln dolarów w ciągu kolejnych 15 lat.
Nowoczesne osiągnięcia technologiczne – np. w dziedzinie energii odnawialnej czy aut elektrycznych i hybrydowych – będą niezbędne, by takie miasta (i szerzej: czysta oraz wydajna gospodarka) mogły powstawać. Choć przed nami jeszcze wiele badań, takie technologie są coraz bardziej dostępne. Jednak aby dokonać zmiany, trzeba stanąć w szranki z zasiedziałymi interesariuszami.
Podważenie status quo nie będzie łatwe. Jak ostrzegł niedawno gubernator Banku Anglii Mark Carney, kiedy świat na poważnie zacznie zabierać się do powstrzymania zmian klimatu – na co zanosi się w grudniu – potężne aktywa związane z paliwami kopalnymi zostaną odstawione na boczny tor. To, że owe aktywa stanowią kluczowe elementy portfeli inwestycyjnych, to nieunikniona rzeczywistość, a nie powód, by się rozmyślić.
Na szczęście świadomość społeczna skutków wykorzystywania paliw kopalnych rośnie coraz bardziej. Na poziomie makro Światowa Organizacja Zdrowia zrewidowała niedawno szacunki liczby przedwczesnych zgonów z powodu zanieczyszczeń powietrza do siedmiu milionów rocznie. Na poziomie mikro najbardziej widocznym znakiem konieczności zmian są maski noszone powszechnie w najbardziej zanieczyszczonych miastach, np. w Chinach.
Kolejne wyzwanie wiąże się z globalną naturą zmiany klimatu. To klasyczny problem dóbr publicznych – co do zasady, we własnym interesie poszczególnych krajów jest nierobienie niczego, gdy reszta świata coś robi. Aby było jeszcze trudniej, korzyści z dzisiejszych działań przyniosą efekty dopiero w odległej przyszłości.
Tu również nowe postrzeganie problemu zmian klimatycznych daje nową nadzieję na postęp. Zachęcone rosnącą społeczną świadomością i coraz liczniejszymi dowodami, że krajowe gospodarki mogą skorzystać na polityce ograniczania zmian klimatycznych, rządy na całym świecie obiecują działania – i chwalą się tymi zobowiązaniami na forach międzynarodowych.
Do tej pory 155 krajów – w tym wielcy emitenci – podpisało się pod planami ONZ, podając swoje „zadeklarowane wkłady krajowe” (INDC) w walkę ze zmianami klimatu. Indie, trzeci co do wielkości emitent, obiecały ograniczyć intensywność emisji o 33-35 proc. w stosunku do poziomów z 2005 r. oraz do 2030 r. wytwarzać 40 proc. energii ze źródeł innych niż paliwa kopalne. Brazylia deklaruje, że w 2025 r. jej emisje gazów cieplarnianych będą o 37 proc. niższe niż w 2005 r., a w 2030 r. o 43 proc. mniejsze. Z kolei Unia Europejska zobowiązała się ograniczyć emisje co najmniej o 40 proc. w stosunku do poziomów z 1990 roku.
Być może najważniejsze jest to, że Stany Zjednoczone i Chiny – dwaj najwięksi emitenci, wspólnie odpowiadający za ponad jedną trzecią globalnej emisji gazów cieplarnianych – w końcu się ocknęli i we wspólnym oświadczeniu na początku tego roku zapowiedzieli konkretne zobowiązania klimatyczne. To znacząco przyspieszyło globalne działania klimatyczne. W październiku chiński prezydent Xi Jinping poszedł krok dalej, obiecując stworzyć do 2017 r. narodowy rynek, który ustali ceny pozwoleń na emisję dwutlenku węgla.
Dokument podpisany w Paryżu będzie pierwszym traktatem nowej ery. Jego hybrydowa struktura administracyjna – łącząca elementy odgórne (głównie w dziedzinie monitoringu i weryfikacji) z oddolnymi (dobrowolne INDC) – jest rewolucyjna, bo pozwala uniknąć klinczu, tak często zdarzającego się przy wielkich międzynarodowych projektach administracyjnych. Ten nowy model już pomógł zwiększyć udział poszczególnych krajów i przejrzystość działania, bo narodowe polityki publikowane są otwarcie na stronie ONZ-owskiej Komisji ds. Zmian Klimatu.
Ale bez odpowiedzi pozostaje nadal kluczowe pytanie: jak dopilnować, by owe dobrowolne indywidualne zobowiązania wspólnie stworzyły rozwiązanie globalnego problemu? Z obecnych kalkulacji wynika, że jeśli wdrożone zostaną zadeklarowane INDC, obejmujące blisko 90 proc. światowych emisji, to globalne ocieplenie prawdopodobnie i tak przekroczy 2 stopnie Celsjusza – czyli próg, powyżej którego rozpoczną się najbardziej drastyczne konsekwencje zmiany klimatu.
Ważne jest więc, by negocjatorzy w Paryżu wspólnie określili, jak zwiększyć ambicje polityczne. W obecnym punkcie, z którego nie ma już powrotu, musimy połączyć narodowe plany z globalnymi celami – i upewnić się, że idziemy we właściwym kierunku.
pełnił funkcję wysokiego przedstawiciela UE ds. wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, sekretarza generalnego NATO oraz ministra spraw zagranicznych Hiszpanii. Obecnie jest prezesem ESADE Center for Global Economy and Geopolitics oraz członkiem honorowym Brookings Institution.