Pamiętam nasze zdziwienie, gdy w 1967 roku po raz pierwszy odsłuchaliśmy longplay "Ash Wednesday and other poems" podarowany nam przez zaprzyjaźnioną amerykańską rodzinę Morlandów wracającą do Stanów po rocznym pobycie w Hong Kongu. Mniej dziwne już były nawoływania kulisów z chińskiej ulicy na turystycznym, tłoczonym folderze "Sounds of Hong Kong". Miałem już wtedy kupione w listopadzie 1966 roku, dwujęzyczne, paxowskie wydanie Eliota, ale czytałem głównie jego polskojęzyczne strony - była więc bariera języka. Oceniałem więc samą recytację, o której wszyscy mówiliśmy, że T.S. Eliot czyta swoje utwory w dziwnie nieatrakcyjny sposób, bez aktorskich modulacji - wydawało się, że "kładzie" je od początku do końca. Ale niedługo potem zrozumiałem, że właśnie w ten sposób wydobywa ich sens:
Popielec
I
Albowiem nie mam nadziei na zwrot i zmianę
Albowiem nie mam nadziei zmian
Wstecz do pragnień czyichś talentów lub czyichś szans
Już nie robię wysiłków by dążyć do tych spraw
(Bo cóż miałby postarzały orzeł rozpinać skrzydła?)
Po cóż miałbym żałować
Zanikłej mocy zwykłego panowania?
Albowiem nie mam nadziei zaznać znów
Chwały kruchej pomyślnej godziny
Albowiem nie przypuszczam
Albowiem wiem naprawdę że nie zaznam
Owej prawdziwej władzy co przemija
Nie umiejący pić
Gdzie drzewo puszcza kwiat i biją źródła, bo tam
znów nie ma nic
Albowiem wiem, że czas to zawsze czas
A miejsce miejscem jest, niczym więcej
I co się dzieje, dzieje się tylko raz
W jednym miejscu
Z radością biorę rzeczy tak jak są i
Wyrzekam się uwielbionej twarzy
Wypieram się głosu
Albowiem nie mam nadziei na zwrot i zmianę
Więc raduję się, gdy mam zbudować coś
Z czego mógłbym się cieszyć
I modlić się do Boga aby miał litość nad nami
I modlę się bym mógł zapomnieć
Spraw o które sam z sobą biję się zbyt z myślami
Nadto je sobie wyjaśniam
Albowiem nie mam nadziei zwrotu i zmian
Zwól, by starczyło tych słów
I że co stało się, nie może być powtarzane
Niechże nie będzie nadto ciężkim sąd nad nami
Albowiem skrzydła te nie są już skrzydła do latań
A tylko jak wachlarze biją powietrze
Które już teraz jest na wskroś rozrzedzone i suche
Rzadsze i suchsze od woli
Naucz nas dbać i nie dbać
Naucz nas milczeć.
Módl się za nas grzeszników teraz i w godzinę śmierci
Módl się za nas teraz i w godzinę śmierci.
II
Pani, pod drzewem jałowca siedziały trzy białe lamparty
W chłodzie dnia, do sytości się nażarłszy
Na nogach mam serce wątrobę i to co się mieści
W pustej jamie czaszki. I Bóg rzekł
Czy mają kości te żyć? czy mają
Żyć te kości? I to co się mieści
W kościach (już suchych) rzekło grzechocące:
Gwoli dobroci tej Pani
I łaskawości jej temu, że
Oddaję cześć Dziewicy w rozmyślaniach,
Jasnością lśnimy. A ja, tutaj ukryty
Oddaję czyny zapomnieniu, miłość mą
Potomstwu pustyń i owocom dyni.
I to właśnie ocuca
Wnętrzności moje, włókna oczu, niestrawne ochłapy
Którymi gardzą lamparty. Odeszła Pani
W białej szacie, by rozmyślać, w białej szacie.
Niech biel kości pokutuje aż do niepamięci.
Życia w nich nie znajdziesz. Jak mnie przebaczono
Bo pragnę przebaczenia, tak i ja nie pomnę
W to wdałym, celu tego chciwym. I Bóg rzekł
Prorokuj w stronę wiatru, do wiatru tylko, bo jeden
Wiatr posłucha. I kości śpiewały grzechocące
Na modłę pasikonika tak mówiące
O Pani milczeń
W strapieniu cicha
Nienaruszona w rozdarciu
Różo pamięci
Różo przebaczeń
Wyczerpana a życie dająca
W udręczeniu spokój
Ta jedna Róża
Ogrodem stała się
Gdzie kres wszelkiej miłości
Gaśnie tortura
Miłości bez nasyceń
Tortura głębsza
Miłosnych zaspokojeń
Kresie bezkresnej
Wędrówki w próżnię
Rozwiązanie wszystkiego
Czemu brak rozwiązania
Mowo bezsłowna i
Słowo bezmowne
Chwała Macierzy
Za Ogród-kres
Wszelkiej miłości.
Pod drzewem jałowcowym śpiewały kości rozproszone a lśniące
Dobrze nam tak, żeśmy rozproszone, mało sobie czyniłyśmy dobrego
Pod byle drzewem w wystudły dzień na ławce piasku
Zapominamy siebie same i siebie nawzajem, pojednane
W ciszy pustyni. Oto jest kraj o który
Będziecie los miotali. Ale ni cząstka ni całość
Nie znaczą. Oto jest kraj. Oto jest nasze dziedzictwo.
Powyżej zamieściłem dwie pierwsze części Popielca (całość ma ich sześć). Proroctwo Ezechiela o dolinie wyschłych kości (Ezechiel 37) w poetyckim przetworzeniu Eliota odczytuję od tamtego czasu w każdy Popielec, dzień pamięci o tym, że "z prochu powstaliśmy i w proch się obrócimy"...
pełnił funkcję wysokiego przedstawiciela UE ds. wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, sekretarza generalnego NATO oraz ministra spraw zagranicznych Hiszpanii. Obecnie jest prezesem ESADE Center for Global Economy and Geopolitics oraz członkiem honorowym Brookings Institution.


