czwartek, 29 grudnia 2016

Życie na różowo

Od lat, lat uwielbiam "La Vie En Rose" w wykonaniu Luisa Amstronga
https://www.youtube.com/watch?v=OXAN-0fKse0

Warto na Nowy Rok nauczyć się polskich słów piosenki i pośpiewać ją sobie z towarzyszeniem niezrównanej trąbki wielkigo Satchmo (zaczynamy od "On"), aby potem przez cały rok nucić sobie, choćby w "głowie", o cudownym uczuciu miłości.

Życie na różowo (świetne wykonanie Michała Bajora)
https://www.youtube.com/watch?v=PwS-W4tKQrU

Łagodny wzrok, ściszony głos,
leciutki uśmiech w kątach ust,
to dobry portret – na mój gust,
oto ktoś, z kim twoj wiążesz los...

On
marzenia twoje zgadł
i życie twe, twój świat
ujrzałaś na różowo...

On
cię objął pierwszy raz
i nadał nowy blask
miłości wszystkim słowom...

On,
twych snów nieśmiały gość,
w twym sercu zbudził coś,
co czujesz wciąż na nowo...

On z tobą, dla niego ty
oto wzór,
pod serca wtór,
wzór na szczęśliwe życie...

Bo,
gdy on twą miłość ma,
pod jego serca rytm
twe serce gra...

Choć szczęście to przelotny ptak,
wiosenny śnieg, jesienny liść,
nie myślisz o tym, pragniesz dziś
z nim jednym być, znać szczęścia smak...

On
marzenia twoje zgadł
i życie twe, twój świat
ujrzałaś na różowo...

On
cię objął pierwszy raz
i nadał nowy blask
miłości wszystkim słowom...

On,
twych snów nieśmiały gość,
w twym sercu zbudził coś,
co czujesz wciąż na nowo...

On z tobą, dla niego ty
oto wzór,
pod serca wtór,
wzór na szczęśliwe życie...

Bo,
gdy on twą miłość ma,
pod jego serca rytm
twe serce gra...

poniedziałek, 26 grudnia 2016

niedziela, 25 grudnia 2016

sobota, 24 grudnia 2016

Wigilia


Rodzinne kolędowanie

  Po wigilijnej kolacji i wizycie Mikołaja zapalaliśmy świeczki na choince i zaczynało się Rodzinne Kolędowanie. Zazwyczaj od Bóg się rodzi , ulubionej kolędy polonistów, do których przecież należał tata. Jej słowa napisał wybitny poeta, Franciszek Karpiński i pełno w niej oksymoronów: ogień - krzepnie, blask - ciemnieje, ma granicę - nieskończony, wzgardzony - okryty chwałą, śmiertelny - król nad wiekami, słowo - ciałem się stało.
  Potem śpiewaliśmy Wśród nocnej ciszy  w interpretacji naszego taty - z dużym przyspieszeniem w połowie każdej zwrotki, aby oddać to "czym prędzej się wybierajcie, do Betlejem pospieszajcie". Jedno na osiem wykonań tej kolędy ma takie przyspieszenie (wiem, bo się naszukałem).
  Podobnie szybko, szybciej niż w prezentowanej wersji  Dzisiaj w Betlejem, tata prowadził następną kolędę. I o ile w poprzednich śpiewaliśmy wspólnie, to od tej kolędy tata przyjmował rolę "zapiewajły", co bardzo odpowiadało jego temperamentowi, ale nie jego kwalifikacjom muzycznym, które w naszej rodzinie posiadała jedynie mama, kiedyś zaliczywszy nawet pierwszy rok warszawskiego Konserwatorium.
  Te niedostatki taty wychodziły na jaw w kolędzie Gdy się Chrystus rodzi, kiedy wspinał się na "wysokości" w gloria, gloria, ale już czysto zejść w in excelsis Deo nie potrafił. Troszkę zawstydzony oddawał mamie prowadzenie w Lulajaże Jezuniu , ale zaraz odżywał w Pójdźmy wszyscy do stajenki. Za to Jezus malusieńki znowu należał do mamy, a już do nas wszystkich Cicha noc, najbardziej międzynarodowa i najspokojniejsza kolęda.

wtorek, 13 grudnia 2016

Ksiądz Bernard Preibisz

Miłośnik Tatr (pierwszy z lewej w najwyższym rzędzie):

i malarz:

Dlaczego Kościelisko? -Bo najbliżej z niego do źródeł Dunajca.

Kartonowy ORP "Dzik" i Komandor Romanowski



Znalezione obrazy dla zapytania Mały modelarz 2000

Znalezione obrazy dla zapytania Komandor Romanowski zdjęcia
Dlaczego Malta? - Bo tam bazował Dzik w 1943 roku.

niedziela, 11 grudnia 2016

Big Data w medycynie

Należy się spodziewać, że prawdziwy użytek z Big Data zrobi kiedyś SuperInteligencja. Waro śledzić jej "ścieżkę dojścia", która najwcześniej uwidoczni się zapewne w medycynie. Poniżej niedawny artykuł z Rzeczypospolitej:

Według raportu IBM na świecie jest ok. 16 tys. szpitali, które bez przerwy gromadzą informacje o pacjentach.
To bezcenna, ale niewykorzystywana do tej pory wiedza. Dzięki technologii Big Data i analizie ogromnych zbiorów danych, specjaliści będą w stanie badać zależności wpływające na przebieg chorób, ryzyko zapadalności a także prognozować rozprzestrzenianie się wirusów.

Już obecnie eksperci na podstawie danych z wyszukiwarki Google są wstanie określić w jakim miejscu na świecie wirus grypy jest najbardziej aktywny. Nic dziwnego, że medycyna staje się perspektywicznym obszarem do inwestycji z zakresu Big Data. Zdaniem ekspertów digitalizacja systemu leczenia oraz popularyzacja przenośnych urządzeń to dwa kluczowe trendy na najbliższy rok. Jak wynika z raportu Wearables Market 2015 liczba sprzedanych urządzeń ubieralnych sięgnęła 29 milionów sztuk w 2014 roku i będzie stale wzrastać, według prognoz do 172 mln w 2018r. Biorąc pod uwagę liczbę inteligentnych gadżetów, możemy założyć, że gromadzą one ogromne zasoby danych użytkowników, którzy codziennie monitorują swoje parametry. Jednak indywidualni użytkownicy, to nie jedyna grupa generująca dane medyczne. Cała służba zdrowia rozwija się w tym kierunku i monitoruje w zasadzie wszystko, co możliwe. Jak podaje Electronic Health Records, w samych tylko Stanach Zjednoczonych w latach 2009-2011 szpitale podwoiły bazy danych w swoich cyfrowych kartotekach medycznych. Z jakiego rodzaju danymi mamy więc do czynienia? Jak mówi Michał Jakubowski, jeden z pomysłodawców i twórców Remedizera – narzędzia do zdalnej opieki medycznej – do elektronicznych danych medycznych, gromadzonych również przez polskie placówki możemy zaliczyć karty pacjentów, wyniki badań, zdjęcia z RTG, EKG czy z tomografu komputerowego. – Próbując ocenić skalę tej medycznej e-rewolucji danych można pokusić się o przemnożenie liczby mieszkańców naszego kraju przez jeden plik ważący średnio 300 MB. A to dopiero początek, bo liczba digitalizowanych informacji będzie się zwiększać – wyjaśnia Jakubowski.

Duży udział w pozyskiwaniu danych medycznych mają mobilne aplikacje zdrowotne, których obecnie na rynku jest ponad 100 tys. Są one sposobem na gromadzenie informacji o przebiegu choroby i pozwalają na bieżąco monitorować podstawowe parametry pacjenta. Dobrym przykładem na polskim rynku może być rozwiązanie testowane aktualnie przez pacjentów z wszczepionymi pompami wspomagającymi pracę serca. Już teraz dzięki funkcjom Remedizera, podopieczni Instytutu Kardiologii w Aninie mogą przesyłać swoje pomiary i być pod stałą kontrolą lekarzy. – W ramach projektu pilotażowego podopieczni Instytutu Kardiologii są codziennie monitorowani w kilku obszarach. Dane zebrane przez aplikację są przesyłane bezpośrednio do koordynatorów w Instytucie, gdzie podlegają analizie i ocenie. Pacjenci szybko, bo średnio w ciągu dwóch godzin, otrzymują informację zwrotną na temat swoich wyników. W przypadku, gdy wyniki są niepokojące, koordynator natychmiast wysyła informację o konieczności wizyty u lekarza – wyjaśnia Michał Jakubowski.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że gruntowna informatyzacja opieki medycznej i wykorzystanie dużych zbiorów to spore wyzwanie. – Po pierwsze, przetwarzanych danych będzie coraz więcej, co wymagać będzie inwestycji w infrastrukturę informatyczną. Dane gdzieś trzeba przecież przechowywać, więc placówka medyczna albo będzie musiała rozbudować swoją serwerownię, albo zdecydować się na outsourcing tej wyspecjalizowanej powierzchni. Po drugie, pamiętajmy o tym, że dane medyczne to dane wrażliwe, które muszą być odpowiednio zabezpieczone przed niepowołanym dostępem. Ta kwestia staje się szczególnie istotna w dobie rosnącej liczby cyberataków w Polsce – zauważa Robert Mikołajski z firmy Atman, operatora krajowej sieci światłowodowej i centrum danych.

czwartek, 1 grudnia 2016

Przedszkole Superinteligencji

Na swoim blogu śledzę postępy Superinteligencji i dzisiejsze już obawy z nią związane: 
http://wkramost.blogspot.com/2016/10/werner-herzog-lo-i-stao-sie.html
http://wkramost.blogspot.com/2016/05/superinteligencja-jako-trybuna.html

Warto przeczytać, zamieszczony w Rzeczypospolitej, wywiad z profesorem Zybertowiczem:

Czy media społecznościowe i rewolucja technologiczna rzeczywiście mogą wpływać na wyniki wyborów?
Andrzej Zybertowicz, socjolog: Już wpływają. Wielu obserwatorów wskazuje, że masowo powielane na Facebooku nieprawdziwe informacje przyczyniły się do porażki Hillary Clinton. Jeszcze do niedawna, analizując sytuację polityczną, najczęściej zwracano uwagę na zjawiska polityczne, potem gospodarcze, a następnie kulturowe. Rzadko brano pod uwagę przemiany technologiczne. Tymczasem moim zdaniem istnieje głębsza przyczyna łącząca tak różne, zdawałoby się, sytuacje, jak: kryzys UE, agresja Rosji na Ukrainę, wojna w Syrii, fale terroryzmu, kryzys migracyjny, Brexit, nieoczekiwany sukces Donalda Trumpa. Sądzę, że ich głęboką przyczyną jest to, że postęp technologiczny wymknął się spod kontroli i tworzy liczne sytuacje, w których ludzie, instytucje i państwa nie potrafią się rozeznać. Należy oczekiwać dalszych zjawisk o konwulsyjnym charakterze. Gdy ludzie tracą zdolność rozumienia tego, co się dzieje z ich życiem, często reagują na oślep. Narasta chaos, który może doprowadzić do zniszczenia demokracji, nie tylko liberalnej.
Przecież technologia miała służyć do tego, by uporządkować nasze życie, ułatwić je.
Diagnozując współczesność, korzystam z koncepcji bezpieczeństwa ontologicznego znanego brytyjskiego socjologa Anthony'ego Giddensa. Jego zdaniem jedną z podstawowych – obecnych we wszystkich kulturach – potrzeb człowieka jest angażowanie się w powtarzalne działania dające poczucie sprawstwa i kontroli w odniesieniu do jakiegoś fragmentu rzeczywistości. W świecie, który się nieustannie zmienia, dla wielu osób np. kontrola nad własnym ciałem to jedyny obszar, w którym mogą zachować sprawczość. Stąd popularność biegania, chodzenia na siłownię etc. Poczucie bycia podmiotem dają też gry komputerowe i surfowanie po sieci. Bezpieczeństwo ontologiczne bywa niekiedy ważniejsze niż bezpieczeństwo fizyczne. Kiedyś byłem w Izraelu na kursie poświęconym zwalczaniu terroryzmu. Jeden z uczestników – praktyk, który łapał i zabijał terrorystów – twierdził, że terroryzm wyrasta z poczucia niższości. Wtedy wydało mi się to ogromnym uproszczeniem, ale im dłużej przyglądam się sprawie, tym więcej przyznaję mu racji. Ludzie różnych kultur, o różnym stopniu zamożności, zostali wrzuceni w świat, którego zupełnie nie rozumieją. Widzą, że inni odnoszą sukces – na przykład celebryci – bez jasnych reguł gry, bez związku między talentem i ciężką pracą a powodzeniem. Akt terrorystyczny, zabicie siebie i innych, może być niekiedy jedyną formą podmiotowości, jaką ktoś może okazać, jedyną szansą obrony swej godności. Wreszcie coś od mnie zależy: życie innych ludzi.
Ale na czym polega związek między terroryzmem, Brexitem a zwycięstwem Donalda Trumpa w USA?
Michael Moore, amerykański filmowiec, zwolennik demokratów, napisał w lipcu 2016 roku tekst o powodach, dla których Trump wygra. Wskazał m.in., że akt wyborczy to jedna z niewielu sytuacji w życiu, gdy nikt nie patrzy nam na ręce i możemy zrobić to, czego naprawdę chcemy. Głosując, można komuś utrzeć nosa. U części wyborców, którzy czują się zagubieni w świecie, bo go nie rozumieją, jest potężna chęć odreagowania.
Na kim albo na czym?
(śmiech). Proszę nie dać się zwieść żadnej prostej odpowiedzi na to pytanie. To w ogromnej mierze jest podświadome. Na systemie, na „onych"? Na „tej strasznej babie Clinton", jak mówiono. A może na wszystkim naraz?
W przypadku Brexitu chodziło o to, by utrzeć nosa Brukseli?
Nie tylko. Każdemu, kto zdaniem głosujących nie zachowuje się OK. Ludzie, którzy mają poczucie sukcesu, słabo pojmują, dlaczego pozostali są niezadowoleni. Tymczasem z tegorocznego raportu McKinsey Global Institute wynika, że mimo wzrostu gospodarczego i technologicznego ostatnich dekad, realne zarobki klasy średniej najnowocześniejszych gospodarek świata wcale nie rosły, a niekiedy malały. Owoce postępu technologicznego i globalizacji nie są równomiernie rozdzielane. Ludzie nie muszą znać danych, ale czują, że coś nie gra, a wśród sposobów, które im daje liberalna demokracja, by poczuć swą podmiotowość, jest utarcie komuś nosa przy urnie.
Do wyborów chodzą co parę lat, a co robią na co dzień?
Walczą o swoją godność, nie rozumiejąc, co się dzieje ze światem i nimi samymi.
Walczą za pomocą mediów społecznościowych?
Właśnie. Dlatego stały się one przestrzenią hejtu i trollowania. Nawet jeśli odejmiemy płatny trolling, kupowany przez korporacje, Rosjan, Chińczyków i PR-owców partii politycznych etc., to i tak mamy ogromne fale hejtu „amatorskiego" czy „rekreacyjnego". To odreagowanie braku bezpieczeństwa ontologicznego w realu. Hejt często daje poczucie sprawczości. Gdy kogoś obrażam, a ta osoba reaguje, albo gdy ktoś zauważa mój hejt i przesyła go dalej, przestaję być kimś bez znaczenia. Znajduję sobie pole podmiotowości. Ja, mały żuczek, przeskakując wszystkie szczeble drabiny społecznej, mogę zaatakować kogoś potężnego. Wystarczy, że zrobię mema, który się rozprzestrzeni...
I mogę obrazić prezydenta, premiera, szefa partii rządzącej lub opozycyjnej, popularnego aktora, celebrytę, znanego dziennikarza...
Tak. Robisz mem, ludzie go modyfikują, lajkują, przekazują dalej, masz wrażenie sprawstwa, sukcesu. A jednocześnie uczestniczysz w procesie, którego skumulowanych efektów nie jesteś w stanie ogarnąć.
Czyli staramy się – czy to w wyborach, czy to w mediach społecznościowych – utrzeć nosa systemowi. Ale czy ten sprzeciw naprawi to, co nam się w tym świecie nie podoba?
Sam z siebie nie. Chyba że zostanie właściwie odczytany jako znak czasu. Ludzkość przez technologię przekształca rzeczywistość w sposób, którego już nie rozumie. Złożoność dzisiejszych systemów technologicznych jest taka, że nikt tego nie ogrania, nawet ich twórcy. Systemy, które dziś powstają, wytwarzają niezamierzone efekty, które rozpoznajemy z dużym opóźnieniem. Znaki czasu mówią, że musimy spowolnić rozwój, osłabić tempo zmian.
Dlaczego?
Bo natłok problemów jest taki, że nie wiemy, w jakiej kolejności się za nie zabierać. Wyobraźmy sobie, że wraca pan do domu, a tam zniszczenia po jakiejś klęsce żywiołowej. Zabiera się pan za remont. Tymczasem słyszy pan, że zmienia się system opłat za materiały budowlane i są nowe normy energetyczne; że najlepiej byłoby, gdyby podczas remontu zmienił pan rodzaj okien, wymienił drzwi na automatyczne, ogrzewanie zmienił na ekologiczne, a jednocześnie bank się „unowocześnił" i zmienił system spłacania rat kredytu. Kanalizacja też nie może być po staremu, a najlepiej jeśli w ramach internetu rzeczy zamontuje pan elektroniczny system rozrywki łączący lodówkę z kinem domowym. I nim cokolwiek zacznie porządnie działać, jest pan zmuszany, by ciągle robić coś nowego. Kiedy jedno jest gotowe, to coś innego jest ogłaszane jako przestarzałe i mało bezpieczne. Nie da się naprawić systemu, którego warunki brzegowe nieustannie się zmieniają. Ludzkość jest w fazie, w której nie możemy rozwiązywać problemów, nie tworząc kolejnych. Wniosek: jeśli w skali świata nie spowolnimy tempa oraz zakresu rozwoju technologicznego, rzeczy całkiem wymkną się spod kontroli. A wtedy zaskoczenia a la Trump będą wspominane jako łagodna przestroga z przeszłości, której nie zrozumieliśmy.
Gdzie tu zagrożenie dla demokracji?
Niezdolność odróżnienia prawdy od fałszu to mało? A powstają technologie, które pozwalają czytać nasze emocje i nawet myśli. To może dać instrumenty do rozwoju autorytaryzmów nowej generacji. Gdyby XX-wieczne totalitaryzmy mogły korzystać z elektronicznych form nadzoru, to nie wiadomo, czy w ogóle by upadły. Już istnieją zautomatyzowane instrumenty badania poziomu emocji wpisów w mediach społecznościowych. Monitorując zapytania Google'a, można dziś wyłapać epidemię grypy, zanim zorientują się lekarze.
Ale to chyba nie jest złe wykorzystanie technologii?
Władza autorytarna może jednak dzięki takim samym instrumentom uprzedzać wybuch niepokojów społecznych. Nim obywatele zdążą się oddolnie zorganizować, można będzie namierzyć spontanicznie wyłaniających się przywódców i unieszkodliwić ich. Proszę zobaczyć, jaki wpływ ma Facebook. Nigdy w historii nie było tak, że jedna firma była pośrednikiem komunikacji, w której uczestniczy czwarta część ludzkości. Na razie większość algorytmów FB to niskiej generacji sztuczne inteligencje. Ale gdy one się rozwiną, władcy Facebooka będą w stanie w skoordynowany sposób inspirować myślenie setek milionów ludzi. Niedługo zaś powstaną technologie, o których już dziś powinniśmy dyskutować. Na przykład implanty, które dorosłych będą „chroniły" przed depresją, dzieci przed napadami agresji, a młodzież przed myślami samobójczymi.
Czip stymulujący system nerwowy?
Obiecane nam będzie mnóstwo korzyści zdrowotnych. Ale za jego pomocą będzie też można sterować ludzkimi zachowaniami. Kłopot w tym, że systemy technospołeczne ewoluują według własnej logiki. Nie tej, o której myślą ich twórcy. Stale nakładają się na siebie różne systemy. Konstruktor danego sytemu, wie do czego on służy i próbuje go opanować. Ale już sieć splątanych systemów daje nieoczekiwane skutki, wywołując chaos w miejscach, o których byśmy nawet nie pomyśleli. Seria zdarzeń, którą nazywamy kryzysem demokracji zachodniej, jest efektem sprowokowania przez nas samych nowych pól chaosu. Obalenie dyktatorów, takich jak Mubarak czy Kaddafi, wywołało skutki, których nikt nie planował. Liczba ofiar na Morzu Śródziemnym przekracza liczbę ofiar ich reżimów. Nie należy się łudzić, że zrozumiemy wszystkie mechanizmy społecznego świata. Wiedza o konsekwencjach naszych działań wobec innych kultur jest bardzo powierzchowna. Próbując ingerować w procesy, które rozwijały się przez dekady i stulecia, generujemy chaos i ofiary w miejscach zupełnie nieoczekiwanych.
W świecie realnym czy wirtualnym?
W obu. A interakcja tych dwóch światów wytwarza dodatkowe pola napięć i chaosu.
Wróćmy do demokracji. Arystoteles i Alexis de Tocqueville mówili, że funkcjonuje ona najlepiej, gdy ma pierwiastek arystokratyczny. Przyzwyczailiśmy się, że istnieją elity, które tłumaczą ludziom rzeczywistość. Dopóki ludzie ufają, że eksperci są ekspertami, to wszystko jakoś działa, ludzie wierzą, że pozwalają nam oni odróżniać prawdę od fałszu. Co się z nimi stało?
Instytucje, które sprawdzały, co jest prawdą, a co fałszem, co jest dobre, a co złe, co jest ważne, a co nieistotne, wraz z rozwojem internetu i mediów społecznościowych błyskawicznie straciły autorytet. Każdy może wygenerować informację, która będzie wyglądać wiarygodnie i mimo że jest kompletnym fejkiem, będzie jak burza szła po sieci. W odpowiedzi na kłamstwa polityków powołano do życia serwisy internetowe typu fact check – sprawdzające prawdziwość wypowiedzi polityków. Ale zgiełk informacyjny zrodzony przez stałe podłączenie do sieci sprawia, że fact checki nie są w stanie równoważyć zalewu informacji nie- lub półprawdziwych. Tu sprawdza się ekonomiczna teoria racjonalnej ignorancji, mówiąca, że gdy koszt dotarcia do wiedzy jest wysoki, a korzyści z jej posiadania są nieokreślone, człowiek rezygnuje z podjęcia wysiłku jej poszukiwania. Woli surfować po oceanie dezinformacji.
Wiek XIX i XX to był czas walki z cenzurą, walki o przejrzystość działania władz i prawo do informacji. Dziś mamy wiek dezinformacji. Transparentność demokracji stała się swoją własną ofiarą. Gdy paparazzi odsłaniają kulisy działania elit, które chciałyby jawić się jako odpowiedzialne i prospołeczne, widzimy, że są cwaniackie i działają głównie we własnym interesie. Wystarczy dobitnie ukazać, że część klasy politycznej to fałszywe autorytety, by zaczęły upadać wszystkie autorytety. Seriale typu „House of Cards" – Bill Clinton powiedział, że jest on w 99 proc. prawdziwy – pokazały ludowi, na czym polega polityka. Bismarck przestrzegał, że ludzie nie powinni wiedzieć dwóch rzeczy: jak się robi kiełbasę i politykę. Ten serial również przyczynił się do kryzysu demokracji. Okazało się, że prawda przedstawiona ludziom, którzy nie mają wiedzy kontekstowej, by zrozumieć, jak ukazany wycinek procesu funkcjonuje w szerszych ramach, może wraz z innymi czynnikami (dezinformacją i kłamstwem) prowadzić do destabilizacji całego systemu. Wygląda na to, że to właśnie miało miejsce w Stanach.
Serwis BuzzFeed porównał 20 prawdziwych i 20 fałszywych newsów w mediach społecznościowych podczas kampanii. Okazało się, że fałszywe były bardziej popularne...
To tylko część problemu. Wchodzi pan do mediów społecznościowych i czyta jakiś wpis, ale nie wie, czy to ktoś, kto chce z panem porozmawiać, czy płatny troll, który ma prowokować. Co więcej, nie wiemy, czy wpis został stworzony przez człowieka czy przez bota. Według badań, o których niedawno czytałem, znaczna część tweetów w amerykańskiej kampanii wyborczej była tworzona przez specjalnie zaprogramowane boty. Jedni wchodzą do sieci, by znaleźć przyjaciela, a inni – by komuś przywalić. Niebawem mało kto będzie potrafił odróżnić, czy bratnia dusza to nie jest bot psychoterapeutyczny. To jeszcze bardziej spotęguje zagubienie.
Dla kogo pracują te boty? Ktoś musiał je zaprogramować.
Niektóre stworzyły firmy. Inne hakerzy. Ale na przykład niektóre wirusy wymknęły się spod kontroli i żyją własnym życiem. Amerykańsko-izraelski wirus stuxnet, który z powodzeniem zaatakował irański program nuklearny, potem był przeprogramowywany i dokonywał spustoszeń w innych miejscach świata.
Da się ocalić prawdę w tym wszystkim? Gdy obywatele są zalewani fałszywymi informacjami, demokracja traci sens.
Zagadnienie ocalenia prawdy jest fascynujące. Niedawno uczestniczyłem w konferencji zorganizowanej przez MON i BBN na temat dezinformacji. Wystąpili eksperci z wielu krajów. Rekomendowali, by demaskować dezinformacje, prowadząc ofensywę prawdy. Ale powstaje pytanie, które z dezinformacji to infowar, czyli realna wojna informacyjna, toczona przez różne podmioty – wrogie państwa, grupy przestępcze albo organizacje terrorystyczne – a które to „tylko" infonoise, czyli spontanicznie wyłaniający się szum. Jeden z uczestników konferencji zaproponował, by ośmieszać rosyjską propagandę, bo autorytaryzmy boją się ośmieszania. Produkować np. memy przerysowujące rzeczywistość. Ale to tworzy dodatkową warstwę dezinformacji, nierzeczywistości. Ludzie nieznający kontekstu mogą taką nierzeczywistość wziąć za rzeczywistość. Wygląda na to, że w oceanie zgiełku mamy tyle różnych warstw, że ci którzy dezinformują, radzą sobie lepiej. W postfaktualnej demokracji wygrywa ten, kto najlepiej poruszy emocje odbiorców. Mózg przetwarza emocje trzy razy szybciej niż dokonuje logicznej analizy.
Elity umarły, demokracja umiera, prawda przestaje się liczyć. Nie jest pan optymistą.
Dlatego wskazuję, że musimy powstrzymać tempo zmian.
Ktoś jest podmiotem w tej grze? Państwa? Korporacje?
Jedne i drugie są podmiotami na swoich polach gry. Może największym ryzykiem jest zaburzenie równowagi między państwami a korporacjami. Dzięki państwom udało się wytłumić kryzys finansowy z 2008 roku. Gdy wielkie międzynarodowe korporacje sparaliżują organizmy państw, systemowi zabraknie buforu. Są analizy wskazujące, że wśród największych światowych firm ok. 150 jest ze sobą ściśle powiązanych finansowo, kadrowo itp. Taki rdzeń współczesnego kapitalizmu. Małe i średnie firmy walczą ze sobą na śmierć i życie o przetrwanie, a te rdzeniowe po cichu ustalają faktyczne reguły gry. Gdy jesteś oligarchą, banki będą się o ciebie zabijały i wszystko ci wybaczą. Jeśli jesteś małą firmą, nie wybaczą ci najmniejszego potknięcia. Duzi grają według innych reguł. Dlatego wiele osób czuje się oszukiwanych. I chcą komuś przytrzeć nosa.
To w takim razie, kto nami rządzi?
Zależy, o jaki poziom rzeczywistości chodzi, o jakie procesy. Ogromny wpływ mają giganty cyfrowe. W Warszawie Uberem kierują Ukraińcy, Białorusini, Bułgarzy. Z ich punktu widzenia to pewnie zbawienie – nie muszą w Polsce nikogo znać, tylko się logują, pracują i mogą żyć na przyzwoitym poziomie, wyższym niż u nich. To ma wiele zalet. Jest jednak „ale". 25 proc. z każdej transakcji idzie do Krzemowej Doliny w Kalifornii. Wartość Ubera na giełdzie przekroczyła 60 mld dol. Tymczasem firma ta zarobione pieniądze inwestuje m.in. w prace nad autonomicznym pojazdem, który odbierze pracę tym, dzięki którym dziś zarabia. Nauka w istocie jest bezradna. Nie jesteśmy w stanie opisać dzisiejszego świata w kategoriach, bo sens tracą podstawowe pojęcia. Na przykład pojęcie pracy. Wiele firm żeruje na nieopłaconych stażystach, ale istotniejsza jest kategoria prosumentów. Za usługi Google'a i FB nie wnosimy opłat. Ale nie są za darmo. Każda chwila, którą spędzamy z tymi serwisami, zwiększa rynkową wartość tych firm. Płacimy naszym czasem, uwagą, wreszcie danymi osobowymi. Praca: podstawowa kategoria stanowiąca fundament ludzkiego świata, zupełnie się zmienia. Stare teorie tego nie łapią, a nowe nie są w stanie dać sobie rady z różnorodnością, tempem i zakresem zmian. Przez wieki technologia służyła do podporządkowywania świata. Teraz technologia podporządkowuje sobie zarówno rzeczywistość pozaludzką, jak i swego twórcę. Benedykt XVI w Bundestagu wskazał, że jeśli w centrum nie postawimy ekologii człowieka, to będziemy zgubieni.
Czy da się więc człowieka jeszcze uratować?
Jako badacz mam poważne wątpliwości. Jako człowiek, chciałbym wierzyć, że sobie z tym poradzimy.
Prof. Andrzej Zybertowicz jest socjologiem, doradcą prezydenta Andrzeja Dudy. W ubiegłym roku wraz z zespołem wydał książkę „Samobójstwo Oświecenia? Jak neuronauka i nowe technologie pustoszą ludzki świat"

niedziela, 27 listopada 2016

Szkicowy spis treści do tematu "Niepodległa"

Wokół każdego z zamieszczonych pod linkami postów wstawię wiele już napisanych postów, a jeszcze inne dopiszę. Odnajdywać będzie je można wychodząc od posta z datą i klikając na samym jego dole na link "Starszy post" (lub "Nowszy post"), tak jak przykładowo można to wypróbować dla poniżej zamieszczonego linku z ...25-lipca.. w tytule.

I Daty narodowe
1. 3 Maj
w  1916 roku
http://wkramost.blogspot.com/2008/05/3-maja-1916-roku.html

2. 1 sierpień 1944  http://wkramost.blogspot.com/2008/08/1-sierpnia.html
- zdobycie Elektrowni (Lego, Cobi?),
-  łączniczka (Do Pasty)

3. 15 sierpień 1920 - Borkowo i łamanie szyfrów, wypad konnicy na Ciechanów http://wkramost.blogspot.com/2008/08/15-sierpnia.html

4. 11 listopad 1939 http://www.wkramost.com/ecce-patria.html
- Ecce Patria, Muzeum Piaśnica

II Szkoła Drogi
Czworokąt SN (Północne Mazowsze)
Od Jakuba do Jakuba - Camino Warszawskie (Do Pasty, Muzeum Powstania) - 25 lipca  http://wkramost.blogspot.com/2008/07/25-lipca-dzien-sw-jakuba.html
Camina Mazowieckie (reduta Powstania, Kopiec Powstania)
Boska Komedia/Nie-Boska Komedia - Jaka Superinteligencja?, Planowanie ograniczające (ekopolityka): Ciechanów - Opinogóra - Krasiniec/Szczuki - Cieksyn

III Dwa pomniki
Ecce Patria (11 XI) http://www.wkramost.com/ecce-patria.html
-Piaśnica
-tablica w Jabłonnej o LWP
Pomnik w Lichfield
- Dywizjon 303 15 września (+) http://wkramost.blogspot.com/2008/09/15-wrzesien-dzien-bitwy-o-anglie.html
- łączniczka
- dokonania Komandora Romanowskiego (12maja43 - Sokół dołączył do Dzika)
- Monte Cassino(18V44), niedźwiadek Wojtek (ScratchJr)

IV Dodatkowo; Rodzinne święta
Boże Narodzenie (Christmas Carol, obraz "Święta Rodzina" Bernarda Preibisz, pobyt Bernarda w Anglii - okoliczności)
Wielkopiątkowa Droga Krzyżowa w Wejherowie (Ecce Patria)

czwartek, 24 listopada 2016

Chełmy warszawskich kamienic

Na przełomie XIX i XX wieku dużo warszawskich kamienic przyozdabiano "chełmami" - wystarzy obejrzeć film:
http://www.warszawa1935.pl/

Przy odbudowie Warszawy, wobec dominującego w architekturze stylu modernistycznego, pomijano ich odbudowę. Na ocalałej z wojennych znisczczeń kamienicy na rogu Ząbkowskiej i Targowej od czasów przedwojennych do dziś możemy podziwiać taki chełm:
Ulica Ząbkowska - widok w kierunku Targowej 1963 NAC

Ząbkowska ok 2002/2003

Przecież nie ma żadnej przeszkody, by taki element architektoniczny przywrócić na naszej kamienicy!


środa, 23 listopada 2016

Nareszcie!

Niedawna (radosna dla Warszawiaków) wiadomość:

06.10.2016 16:25 BĘDZIE KONKURS NA NASTĘPCĘ
Stołeczny konserwator odwołany.

Kolejne zmiany na wysokich stanowiskach w ratuszu. Z funkcji stołecznego konserwatora zabytków odwołany został Piotr Brabander. Jego miejsce do czasu rozstrzygnięcia konkursu zajmuje jego dotychczasowy zastępca Michał Krasucki.

O zmianach poinformowała na Twitterze Hanna Gronkiewicz-Waltz. "Piotr Brabander został wicedyrektorem miejskiej Pracowni Planowania Przestrzennego. Michał Krasucki pełni obowiązki Stołecznego Konserwatora Zabytków, do czasu rozwiązania konkursu na to stanowisko" – napisała.

"Zasługi" pana Brabandera dla Warszawy są znane od lat (przytaczam ubiegłoroczny artykuł):
20.11.2015 06:37 OPINIA
Warszawskie zabytki potrzebują
konserwatora z charakterem

Do tego, że służby konserwatorskie kapitulują przed agresywnymi deweloperami dawno się już przyzwyczailiśmy. Nową "jakością" jest jednak konserwator zabytków, który nie zajmuje w tych sprawach stanowiska. Piotr Brabander nie podejmuje też dyskusji o tym, co można budować przy Trakcie Królewskim. A przed nami kolejna odsłona sporu o pomnik smoleński.

"Warszawska szkoła konserwacji" to ironiczne określenie burzenia historycznych budynków, które zyskuje popularność. Nic dziwnego - nie ma tygodnia, który nie przyniósłby kontrowersji: wyprucie Pałacyku Konopackiego, Smyka i Budynku Audytoryjnego na terenie kampusu UW, szklana czapa na dachu hotelu Europejskiego, zasłonięcie oryginalnej elewacji SWPS na Grochowie- to najgłośniejsze. Pożar "pekinu" na rogu Złotej i Żelaznej - to najnowsza, ale wcześniej płonęła też przecież garbarnia przy Okopowej, była seria pożarów przy Łuckiej. To Wola, a seriami płonęły też wille na Mokotowie i kamienice na Pradze.

To nie są sprawy jednego gatunku: niektóre wyburzenia są nieuniknione, za innymi kryją się poważne argumenty historyczne, o czym opinia publiczna dowiaduje się jednak zwykle wtedy, gdy już wybuchnie skandal. Podpalenia mogą być przypadkowe, spowodowane przez szukających schronienia bezdomnych lub celowe, lecz związane z innym narastającym problemem - roszczeniami. Są jednak takie sprawy, w których służby konserwatorskie po prostu nie patrzą inwestorom - komercyjnym i publicznym - na ręce. Owszem, prawo nie daje im zbyt wielu narzędzi, ale sporo zależy też od woli. A tej najwyraźniej brakuje.
Konserwator nie komentuje

Widać to nie tylko tam, gdzie zabytki niszczeją, ale też tam gdzie deweloperzy "idą na współpracę". Nowe biurowce przy Senatorskiej czy Bielańskiej budzą kontrowersje, choć powstały niemal pod dyktando konserwatora, po wielu miesiącach negocjowania wytycznych. A jednak nawet na terenie Pomnika Historii, jakim jest Trakt Królewski z otoczeniem, powstają "ghelamiaki" - zwyczajne, projektowane seriami biurowce, które in minus wyróżniałyby się nawet na Służewcu. W ochronie zabytków nie zawsze chodzi bowiem o to, by inwencję powstrzymać - czasem trzeba tylko wyznaczyć ramy, w których można pozwolić na więcej, niż współczesna makieta historycznej zabudowy.

Tego wszystkiego Piotr Brabander zagwarantować nie potrafi. Tam, gdzie warto poluzować, jego urząd kurczowo trzyma się doktryny i procedur, a tam gdzie trzeba zdecydowanie walczyć - poddaje front. W obu przypadkach w ogóle nie słychać jego głosu. Stołeczny Konserwator Zabytków takich spraw nie komentuje, nie zapowiada działań i nie zajmuje stanowiska.

Jest to nieoficjalna, ale konsekwentnie realizowana polityka. Przez pół roku próbowałem umówić się z Piotrem Brabanderem na rozmowę na temat Krakowskiego Przedmieścia - rzekomo skończonej całości, przy której nie można już postawić nic nowego. Takie stanowisko - w kontekście pomnika smoleńskiego - zajęła jego poprzedniczka, Ewa Nekanda-Trepka i na takie cały czas powołują się władze miasta. Nie przeszkadza to jednak urzędnikom godzić się na "szklarnię" na hotelu Europejskim ani dyskutować o projekcie nowego budynku w miejscu pałacu Karasia (planowanego zresztą przez tego samego inwestora, który postawił kontrowersyjny budynek przy Senatorskiej).

Konserwator nie odpisał na zaproszenie do rozmowy, a biuro prasowe ratusza zaproponowało, że na pytania ktoś odpowie mailem. Dziękuję bardzo; los warszawskich zabytków to rzecz zbyt poważna, by zajmował się nią urzędnik, który nie tylko nie broni własnego zdania, ale wydaje się go w ogóle nie mieć! Jego poprzedniczka też nie była ulubienicą obrońców zabytków, ale nie stroniła przynajmniej od dyskusji, a swoich decyzji chciała i umiała bronić. Jej następca nie mówi nic, a dziennikarzom "wystawia" swojego zastępcę.

Zasłanianie się podwładnym nie jest przypadkowe - tak jak Piotr Brabander kryje się za plecami Michała Krasuckiego, tak Hanna Gronkiewicz-Waltz zasłania się Piotrem Brabanderem w najgorętszym sporze o stołeczne zabytki - awanturze o pomnik smoleński. Nie wiadomo nawet, czy konserwator zgadza się z opinią, którą firmuje swoim nazwiskiem. Chciałem o to zapytać, podobnie jak o to, czy nie czuje się niezręcznie w roli tarczy prezydent miasta.
Czas podnieść poprzeczkę

Ostatnie pożary, budzące kontrowersje rozbiórki i coraz większa swoboda inwestorów pokazują, że konserwatorem stołecznych zabytków musi być ktoś z charakterem. Ktoś, kto swoje - czasem trudne - decyzje będzie umiał wyjaśnić warszawiakom, a tam gdzie to potrzebne - będzie miał odwagę bronić zbytków. I będzie miał do tego wystarczająco mocną pozycję, o co musi zadbać sama Hanna Gronkiewicz-Waltz. Najlepiej organizując otwarty konkurs na to stanowisko.

Prezydent Warszawy pokazała w ostatnich latach, że - jeśli w jakiejś dziedzinie traci - nie boi się zmian personalnych i sięgania po osoby z charakterem. Przykładem szef Zarządu Dróg Miejskich Łukasz Puchalski, który przełamał "niedasizm" i powoli pcha stołeczne ulice w stronę Europy czy szef wydziału estetyki Wojciech Wagner, który z nielegalnym reklamami walczy na tyle, na ile pozwala prawo, a tam gdzie ono nie sięga, wykorzystuje media społecznościowe, punktując firmy korzystające z nielegalnych nośników. Nagłaśnianie działa nawet na urzędników. To m.in. dzięki internetowej aktywności Wagnera ZDM wycofał się ze współpracy z hotelem MDM, który od lat oszpeca plac Konstytucji szmatami (nawiasem mówiąc, odwołanie właściciela hotelu było jednym z powodów wykreślenia całego MDM-u z rejestru zabytków!).

Czas na podobną zmianę w ochronie zabytków. Inwestorzy garną się do Warszawy, która pnie się w rankingach przyjazności dla biznesu; czas podnieść im poprzeczkę i zmusić do dbania o historię miasta, w którym chcą zarabiać.

Bez względu na to, czy w sprawie pomnika smoleńskiego Hanna Gronkiewicz-Waltz zamierza iść na otwarty konflikt z prezydentem Dudą, czy też będzie szukała kompromisu, tu też przyda się jej urzędnik z charakterem. A że kompromis będzie potrzebny, nie mam wątpliwości - w przeciwnym razie czeka nas kolejna odsłona żenujących przepychanek pod krzyżem. Wbrew temu, co ratusz powtarza za konserwatorem zabytków, historia Polski nie skończyła wraz z ostatnim remontem Krakowskiego Przedmieścia - najważniejsza ulica w stolicy kraju nigdy nie jest "tworem skończonym", naród ma prawo do rzeczowej dyskusji o nowym pomniku, a urzędnik bez własnego zdania sam się z niej wyklucza.

Karol Kobos

poniedziałek, 14 listopada 2016

Marsz na 102 (Piotr Prejbisz - organizator)

Niech się dzieje wola Googla! W dniu 2 maja tego roku otrzymałem taki email od Google:

Tytuł emaila w skrzynce:
Kalendarz Google    Powiadomienie: dziadek na czele pochodu - wt. 2016-05-03 (piotr.prejbisz@gmail.com)          2.05

Po otworzeniu emaila:
Kalendarz Google      2.05
do mnie 


dziadek na czele pochodu więcej szczegółów »

Kiedy wt. 2016-05-03
Kalendarz piotr.prejbisz@gmail.com
Kto • Piotr Prejbisz– organizator
Zaproszenie z Kalendarza Google

Wiadomość ta została wysyłana do Ciebie na adres piotr.prejbisz@gmail.com, ponieważ posiadasz subskrypcję na otrzymywanie powiadomień powiadomienia w kalendarzu piotr.prejbisz@gmail.com.

Aby zrezygnować z otrzymywania tych e-maili, zaloguj się na https://www.google.com/calendar/ i zmień ustawienia powiadomień dla tego kalendarza.

Jeśli przekażesz dalej to zaproszenie, każdy z jego odbiorców będzie mógł zmodyfikować Twoją odpowiedź. Dowiedz się więcej.


Nie zdołałem oczywiście, tak z dnia na dzień, zorganizować takiego marszu. Jedynie powieliłem post sprzed paru lat:
http://wkramost.blogspot.com/2016/05/tradycja-zobowiazuje-3-maja.html
(właśnie to regularne zamieszczanie postów o obchodach 3 Maja w 1916 roku zostało dostrzeżone przez jakiś algorytm Google - no i ten "dziadek na czele pochodu").
Realnym, i chyba wręcz obowiąkowym terminem, może być 3 maja 2018 - 102 rocznica największej mnifestacji polskiej jedności w Warszawie. Może to być "próba generalna" przed podobną manifestacją 11 listopada na 100-lecie Niepodległości.

wtorek, 3 maja 2016


Tradycja zobowiązuje - 3 Maja

Od paru lat 3 Maja w Warszawie jest obchodzony w skali mikro. Szczególnie w tym roku obchody zaniedbano zupełnie, mimo że akurat dzisiaj przypada 225 rocznica uchwalenia Konstytucji i 100 rocznica największych w dziejach Warszawy obchodów 3 Maja (p. linki do zdjęć). Na czele pochodu szła wówczas orkiestra Straży Obywatelskiej, a prowadził ją kapelmistrz Jan Kotowski - mój dziadek.

Zamieszczam więc moje zdjęcia z trzeciomajowego pochodu z 2012 roku robione z miejsc, w których prawdopodobnie stały na trójnogach aparaty fotografów w dniu 3 maja 1916 roku.


W atmosferze piknikowej podążali warszawiacy, aby obejrzeć główny punkt obchodów - paradną musztrę orkiestr - niestety najlepiej widoczną na telebimie, bo front oglądalności liczył zaledwie sto metrów. Inny  był zupełnie początek wielkiej uroczystości 3 Maja na Placu Zamkowym w roku 1916.
Wtedy, dosłownie cała Warszawa wyległa na ulice tworząc 200-tysięczną manifestację (przy 800 tysiącach mieszkańców miasta). Dziś maszerowały jedynie orkiestry, dawniej w pochód ruszyły wszystkie stany i warstwy ludności.
Porównajmy tylko moje ujęcie maszerującej grupy cyknięte spod pomnika Kopernika ze zdjęciem robionym zapewne z okna Pałacu Staszica, również z widokiem na kościół Św. Krzyża.
Albo uchwycony przeze mnie przemarsz następnej orkiestry Nowym Światem z podobnym, w lokalizacji,  ujęciem ówczesnego fotografa  na grupę weteranów 1863 r.
A tu już puściutko (orkiestry skręcały na most Poniatowskiego i dochodziły do Muzeum Wojska Polskiego). W 1916 roku fotograf uwiecznił w tym miejscu niesłychanie aktywnych w tym dniu studentów i profesorów Uniwersytetu Warszawskiego.
Popularny bieg uliczny Alejami Ujazdowskimi jest jedynie namiastką dawnych hucznych obchodów.
Tutaj trzeciomajowe święto w tym roku w ogóle nie zagościło. W roku 1916 pochód w tym miejscu dopiero skręcał w Bagatelę, by dojść do Marszałkowskiej i zacząć się rozchodzić po dojściu do Placu Zbawiciela. Sokolice na zakręcie są dobrą metaforą dążeń polskich kobiet próbujących w tamtych czasach dorównać aktywnością męskim grupom ze słynnego stowarzyszenia Sokół.
Domy przy ulicy Bagatela. Tu właśnie, jak wspominał mój dziadek - kapelmistrz orkiestry idącej na czele pochodu - z balkonów i okien posypały się kwiaty na maszerujący pochód.

niedziela, 13 listopada 2016

Czas przeszły dokonany

Rok temu umieściłem na blogu post:
http://wkramost.blogspot.com/2015/08/polska-kocha-cohena.html
Jeszcze prawdopodobny był jego kolejny przyjazd do Polski i koncert podobny do tego z roku 1985:
Dziś to już czas przeszły dokonany: Polska kochała Cohena.

piątek, 11 listopada 2016

Odwaga odchodzenia

Odszedł Leonard Cohen

https://www.youtube.com/watch?v=YD6fvzGIBfQ

Jeśli Ty rozdajesz karty
Ja jestem poza grą
Jeśli jesteś uzdrowicielem
To oznacza, że jestem rozbity i chromy
Jeśli Twoja jest chwała
Mój musi być wstyd
Chcesz, by było mroczniej
Zgasimy płomień

Wywyższony, uświęcony
Święć się Imię Twoje
Oczerniany i ukrzyżowany
W ludzkiej oprawie
Zapalono miliony świec
By dostać pomoc, która nigdy nie nadeszła
Chcesz by było mroczniej

Hineni, Hineni *
Jestem gotów, Panie

W tej historii jest kochanek
Jednak nic to nie zmienia
Jest kołysanka do cierpienia
I paradoks do zrzucenia winy
Lecz tak mówi Pismo
To nie czcze gadanie
Chcesz by było mroczniej
Zgasimy płomień

Ustawiają więźniów w szeregu
Strażnicy obierają cel
Walczyłem z demonami
Były z klasy-średniej, były oswojone
Nie wiedziałem, że mam pozwolenie
By kaleczyć i zabijać
Chcesz by było mroczniej

Hineni, Hineni
Jestem gotów, Panie

Wywyższony, uświęcony
Święć się Imię Twoje
Oczerniany i ukrzyżowany
W ludzkiej oprawie
Zapalono miliony świec
By dostać miłość, która nigdy nie nadeszła
Chcesz by było mroczniej
Zgasimy płomień

Jeśli Ty rozdajesz karty
Pozwól mi wyjść z gry
Jeśli jesteś uzdrowicielem
Jestem rozbity i chromy
Jeśli Twoja jest chwała
Mój musi być wstyd
Chcesz, by było mroczniej

Hineni, Hineni
Jestem gotów, Panie


Tłumaczenie: Krzysztof Brański
* Hineni po hebrajsku oznacza "Oto jestem". Słów tych używali między innymi Mojżesz, Abraham i Samuel w odpowiedzi na wezwanie Boga.

Ostatni wywiad Cohena:
https://www.youtube.com/watch?v=H4PqY-VgSsI

poniedziałek, 7 listopada 2016

Scratch do opisu doświadczeń

Dotykanie świata to jedyna droga do jego poznania. Internet wsparty Scratchem może zrealizować taką poznawczą pasję.
Za dokładnie rok będziemy obchodzili 150 rocznicę urodzin Marii Skłodowskiej-Curie. Już rozpocząłem na moim Google-dysku gromadzenie opisów doświadczeń umieszczanych w Internecie:
https://docs.google.com/document/d/1sUw7HwONb0LLFBOUP9APoYqWgle4HmQEoEyAAi9okL0/edit
Mając taki wyjściowy materiał wystarczy przenieść do Scratcha, najistotniejszą sekwencję zdjęć:
https://scratch.mit.edu/projects/123666995/
wykonać z dzieciakami pokazane doświadczenie wraz z podobnymi ujęciami fotograficznymi, a potem wymienić w programie zdjęcia i dodać dziecięce opisy obserwacji (dla maluchów mogą to być zarejestrowane ich opowieści słowne w ScratchJr).
http://wkramost.blogspot.com/2016/09/doswiadczenia-z-woda-linki.html
http://wkramost.blogspot.com/2016/09/150-doswiadczen-na-150-lecie-urodzin-msc.html

niedziela, 6 listopada 2016

Leśmian

To jest już zbrodnia wobec kultury polskiej!
"Senat odrzucił kandydaturę Bolesława Leśmiana na jednego z patronów 2017 roku, a wybrał Władysława Biegańskiego, gen. Józefa Hallera, Tadeusza Kościuszkę i Władysława Raczkiewicza."
Bolesław Leśmian urodził się w 1877 roku, a zmarł w 1937. Przyszły rok byłby więc podwójnie rocznicowy.
Jak popularna była jego poezja w dwudziestoleciu międzywojennym, a również w latach 1960-1980, opisałem w poście sprzed pięciu lat:

Decyzja o powstaniu

  Mimo dobrych efektów bojowego współdziałania z wojskiem rosyjskim przy zdobywaniu Wilna (7-13 lipca), w dniu 17 lipca Rosjanie podstępnie aresztowali polski oficerów. Dalsze wojowanie Polaków dopuszczali tylko w armii Berlinga, do której mieli wstępować dawni AK-owcy. Dowództwo AK widziało już tylko jedno rozwiązanie - samodzielne opanowanie Warszawy i wystąpienie wobec Rosjan w roli gospodarzy. Po porannej odprawie w dniu 25 lipca generał Bór-Komorowski wysłał do Londynu następującą depeszę: 
"Jesteśmy gotowi w każdej chwili do walki o Warszawę. Przybycie do tej walki Brygady Spadochronowej będzie miało olbrzymie znaczenie polityczne i taktyczne.
Przygotujcie możliwość bombardowania na nasze żądanie lotnisk pod Warszawą. Moment rozpoczęcia walki zamelduję."
Pozostawało więc już tylko ustalenie właściwego momentu rozpoczęcia powstania.

  Powyższe zdania mogłyby się znaleźć w wielu podręcznikach do historii, a moim celem nie jest przedstawianie historycznych wydarzeń, ale edukacja dla pokoju. Co z tego punktu widzenia jest istotne w powyższym zapisie? - Ludzie postawieni w sytuacji podobnej tragedii greckiej, kiedy właściwie brak wyboru, bo życie stało się igraszką losu (w Grecji personifikowanego przez zmowę, czy walkę bogów). Moja "przyszywana" ciocia Bronka, łączniczka w powstaniu, widząc jak z zapałem czytam Leśmiana, odtworzyła scenę, gdy ze skręconą stopą siedzi na krawężniku ostrzeliwanej ulicy, nie wie co dalej, a w głowie słyszy wiersz:

Za młodych lat szeptałem żarliwie i skrycie
Modlitwę o wydarzeń tragicznych przeżycie, —
O łzę, która się w oczach rosiście przechowa
Na pokarm dla mgieł nocnych i na treść — dla słowa.

I nastał dzień, co zgrozą poraził mi duszę, —
I musiałem go przeżyć… On wiedział, że muszę…
A już stało za drzwiami to Złe, co niweczy
Szumy mego ogrodu nad gęstwą wszechrzeczy.

Zasłuchany boleśnie w lada szmer na dworze, —
Nie wiem kto w drzwi zapuka? Kto jeszcze przyjść może?
I ze trwogą wspominam, sny tłumiąc bezsterne,
Nieoględnej modlitwy słowa łatwowierne.

Każdy z dowódców warszawskiego AK już 25 sierpnia musiał słyszeć w głowie słowa podobne do tego złowróżbnego dwuwiersza: "I nastał dzień, co zgrozą poraził mi duszę, — I musiałem go przeżyć… On wiedział, że muszę…"