niedziela, 28 czerwca 2015

Naomi Klein oczekiwana w Watykanie

Od zawsze nie widzialem sprzecznosci pomiedzy mysleniem lewicowym i chrzescijanskim - szczegolnie w jego franciszkanskiej odmianie. Ciesze sie wiec podwojnie z lipcowej konferencji ekologicznej w Watykanie: 
http://thischangeseverything.org/july-1-naomi-klein-at-the-vatican/
Naomi Klein visit Rome
She is one of the world’s most high-profile social activists and a ferocious critic of 21st-century capitalism. He is one of the pope’s most senior aides and a professor of climate change economics. But this week the secular radical will join forces with the Catholic cardinal in the latest move by Pope Francis to shift the debate on global warming.
Naomi Klein and Cardinal Peter Turkson are to lead a high-level conference on the environment, bringing together churchmen, scientists and activists to debate climate change action. Klein, who campaigns for an overhaul of the global financial system to tackle climate change, told the Observer she was surprised but delighted to receive the invitation from Turkson’s office.
“The fact that they invited me indicates they’re not backing down from the fight. A lot of people have patted the pope on the head, but said he’s wrong on the economics. I think he’s right on the economics,” she said, referring to Pope Francis’s recent publication of an encyclical on the environment.
Release of the document earlier this month thrust the pontiff to the centre of the global debate on climate change, as he berated politicians for creating a system that serves wealthy countries at the expense of the poorest.
Activists and religious leaders will gather in Rome on Sunday, marching through the Eternal City before the Vatican welcomes campaigners to the conference, which will focus on the UN’s impending climate change summit.
Protesters have chosen the French embassy as their starting point – a Renaissance palace famed for its beautiful frescoes, but more significantly a symbol of the United Nations climate change conference, which will be hosted by Paris this December.
Nearly 500 years since Galileo was found guilty of heresy, the Holy See is leading the rallying cry for the world to wake up and listen to scientists on climate change. Multi-faith leaders will walk alongside scientists and campaigners, hailing from organisations including Greenpeace and Oxfam Italy, marching to the Vatican to celebrate the pope’s tough stance on environmental issues.
The imminent arrival of Klein within the Vatican walls has raised some eyebrows, but the involvement of lay people in church discussions is not without precedent.
Ban Ki-moon, the UN secretary-general, delivered the keynote address at a Vatican summit in April on climate change and poverty. Anticipating the encyclical, he said he was depending on the pope’s “moral voice and moral leadership” to speed up action.
When it came to the presentation of the document itself, the pontiff picked a five-strong panel, including a Rome school teacher and a leading scientist. Hans Joachim Schellnhuber, who heads the Potsdam Institute for Climate Impact Research, used the time to give churchmen a lesson in climate science.
The pope has upset some conservatives for drawing people from outside the clergy into the heart of the debate, while critics have also argued the Catholic church should not be involved in an issue that should be left to presidents and policy-makers.
But Klein said the pope’s position as a “moral voice” in the world – and leader of 1.2 billion Catholics – gives him the unique ability to unite campaigners fighting for a common goal. “The holistic view of the encyclical should be a catalyst to bring together the twin economic and climate crises, instead of treating them separately,” she said.
Much of the pope’s discourse focuses on the need to give developing countries a greater voice in climate change negotiations, a view that sits uncomfortably among some in developed nations. “There are a lot of people who are having a lot of trouble in realising there is a voice with such global authority from the global south. That’s why we’re getting this condescending view, of ‘leave the economics to us’,” said Klein.
She views the rise of Francis as an environmental campaigner as marking a welcome shift not only in the international sphere but also at the Holy See: “We’re seeing the power base within the Vatican shift, with a Ghanaian cardinal [Turkson] and an Argentine pope. They’re doing something very brave.”
While the upcoming conference is centred on the pope’s encyclical, delegates will also be looking ahead to decisive international meetings this year. Before the Paris talks comes a UN summit, where states are due to commit to sustainable development goals, which will inevitably affect the environment.
The pope will fly into New York on the first day of the meeting and address the UN general assembly, reinforcing his message and emboldening countries worst affected by climate change.
For Klein, the papal visit will mark a much-needed change in the way negotiators discuss the environment. “There’s a way in which UN discourse sanitises the extent to which this is a moral crisis,” she said. “It cries out for a moral voice.”

Do Santiago 520 km

Marek Kaminski pisze:
Niesamowite miejsce San Juan de Ortega , chciałem isc dalej ale Coś mnie tu zatrzymało , w tym kościele po drodze do Santiago był tez prawdopodobnie Święty Franciszek z Asyżu , to wielki przywilej podążać takimi śladami 😊


Mądre słowo na sobotni poranek

sobota, 27 czerwca 2015

Kim jesteśmy? - pyta Prezes Sądu Najwyższego USA, John Roberts

Piotr Skwieciński (wPoliyce 27/06)

"Wydaje się nam, że kim jesteśmy?" Parę słów o decyzji amerykańskiego SN ws. tzw. małżeństw homoseksualnych


Przeciwko „małżeństwom” homoseksualnym, których zakaz Sąd NajwyższyUSA uznał w piątek za niekonstytucyjny, podniesiono już chyba wszystkie możliwe argumenty. Najpoważniejszy z nich – to oczywiście dobro dziecka (bo zgoda na formalizację związków jednopłciowych musi logicznie skończyć się zgodą na adopcję), wychowywanego bez obu wzorców, męskiego i żeńskiego, a przez to narażonego na szereg różnorakich zagrożeń.
Nie będę jednak przytaczał wszystkich tych, najczęściej słusznych, argumentów. Powiem może, dlaczego - niezależnie od nich - ja osobiście jestem gwałtownie przeciwny tej nowej instytucji.
Nie ze względu na niechęć wobec homoseksualizmu jako takiego. W odróżnieniu od wielu konserwatystów uważam, że tego rodzaju skłonności erotyczne są w wypadku wielu ludzi wrodzone (nieważne przy tym, czy mają podłoże genetyczne, czy inne). Historia ludzkości pokazuje nam, że seksualizm, zwrócony ku własnej płci, istniał zawsze i zawsze będzie istniał. Przy czym często nie kojarzył się z tym, z czym kojarzy się w naszej epoce – czyli z dekadencją i zniewieścieniem. Bywały narody bardzo wojownicze, wykuwające sobie imperia, w których był on bardzo powszechny (na przykład Grecy okresuAleksandra Wielkiego, Turcy osmańscy, czy – w znacznie mniejszym natężeniu i w bardziej ukrytej formie, ale jednak – XIX-wieczne elity angielskie).
Tylko że – i tu zaczyna się mój sprzeciw – nigdy jeszcze w historii żadnego poważnego i odnoszącego sukcesy społeczeństwa nie próbowano mieszać homoseksualizmu z heteroseksualną rodziną. Tak, ta heteroseksualna rodzina też bywała różna. Nie chodzi przy tym o to, że dobra lub zła, tylko że przybierała różne formy, w tym inne niż współczesna. Ale zawsze - była. Zawsze to w niej rodziły się i wychowywały dzieci. A homoseksualizm, w większym lub mniejszym natężeniu, bardziej lub mniej powszechny – istniał obok. To były plany, które raczej się nie przenikały. A o tym, żeby stały się tożsame – tego nikt nawet nie potrafił sobie wyobrazić.
Przez wieki zmieniało się wszystko. Religie, formy rodziny. Systemy gospodarcze. Zanikało i wracało niewolnictwo. Jedna rzecz się nie zmieniała – to, że rodzina i homoseksualizm funkcjonowały osobno.
Sądzę, że sam fakt iż dotąd nawet społeczeństwa, w których homoseksualizm był rozpowszechniony i wręcz otwarty nie próbowały zmienić tej sytuacji o czymś świadczy. O tym mianowicie, że dotykamy tutaj czegoś bardzo podstawowego i fundamentalnego.
Czegoś, czego zmiana - to jest zmiana rozmiarów niemal kosmicznych. To jest eksperyment na czymś kompletnie kluczowym.
Prezes Sądu Najwyższego USA (zarazem „Chief Justice”, czyli zwierzchnik całego federalnego systemu sądownictwa) John Roberts, nie zgadza się z podjętą większością głosów decyzją, zakazującą poszczególnym stanom uniemożliwianie zawierania jednopłciowych związków. I powiedział o tej większości, że manifestacyjnie odrzuciła ona fundamentalną dla prawa zasadę ostrożności oraz pokory, otwarcie powołując się na własne pragnienie zmieniania społeczeństwa zgodnie z własnymi, bardzo subiektywnymi poglądami. Inny bardzo znany sędzia amerykańskiego SN, Antonin Scalia, chyba właśnie to miał na myśli, gdy określił decyzję Sądu jako „prawny pucz”.
W rezultacie, Sąd unieważnia prawo małżeńskie ponad połowy stanów i nakazuje zmianę instytucji społecznej, która tworzyła podstawę ludzkiego społeczeństwa przez tysiąclecia, od Buszmenów z pustyni Kalahari po Chińczyków, od Kartagińczyków po Azteków. Wydaje się nam, że kim jesteśmy? (by poważyć się na dokonanie tak drastycznej zmiany? – PS)
— pyta retorycznie sędzia Roberts.
I dotyka tu chyba najważniejszego aspektu całej sprawy. Zaczęliśmy na ślepo demontować skomplikowany mechanizm, którego zasad działania nie znamy, ale który przez tysiąclecia zapewniał nam funkcjonowanie. Naprawdę jesteśmy tacy pewni siebie? Naprawdę mamy pewność, że sobie nie zaszkodzimy?
Chciałbym móc napisać, że podziwiam tych, którzy mają taką pewność. Ale byłby to pusty zabieg retoryczny. Ja ich nie podziwiam, ja się ich raczej boję.

Do Santiago 544 km

Marek Kaminski pisze i zamieszcza zdjecia:
Belorado , przed wyruszeniem w kolejny dzień życia 😊





czwartek, 25 czerwca 2015

Do Santiago 590 km

Marek Kaminski pisze:
"W miejscu, w którym droga wiatru przecina drogę gwiazd"
- taki napis widnieje na rzeźbie autorstwa Vincente Galbete.
Przedstawia ona wędrujących pielgrzymów (z różnych epok), którzy na górze Alto del Pedron przekraczają linię wiatraków!
Coraz bliżej Santiago, coraz bliżej gwiazd... Emotikon smile


Foto-przeslanie Marka: Badz jednym z nas!


środa, 24 czerwca 2015

Do Santiago 616 km

Mimo ostrego tempa marszu Marek Kaminski znajduje czas na facebookowa korespondencje: 

Agnieszka Kovee Panie Marku my już dotarłyśmy , ale to nie koniec drogi to początek !


Marek Kamiński Pięknie , ja dopiero w Logroño , w takim razie Buen Camino na dalszą drogę przez życie 
Czego nie warto ominąć miedzy Logroño a Santiago ?


Zdjecia z facebooka Marka:


Camino ....to także po prostu iść do przodu:


wtorek, 23 czerwca 2015

Do Santiago 688 km

Marek Kaminski pisze:
Puenta del Reina i pózniej ...może kiedyś bedzie czas aby to wszystko opisać


Wazne miejsce, bo tutaj dochodzi katalonska Cami de Sant Jaume (z Montserrat). Odcinek Montserrat - Puenta del Reina ma ok. 430 km.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Globalne rozdygotanie

Mialem napisac jeden post o tematyce spolecznej, bo obecnie blizszy jestem tematyce eschatologicznej i jej praktykowaniu na drogach do Santiago. I nagle, niespodziewanie natrafilem wlasnie dzisiaj, w dniu rozpoczynjajacym Lato, na teksty przekrojowo pokazujace polska i globalna goraczke, ktora zazwyczaj jest objawem jekies choroby. Lacze wiec je w jeden post:

I. Rozmowa o biednych w Polsce
Patrycja Maciejewicz: Według badań GUS 2,8 mln Polaków żyje w skrajnej biedzie. Mają mniej, niż wystarcza na najtańsze jedzenie i dach nad głową. Możemy być pewni tych liczb?

Prof. Ryszard Szarfenberg*: To statystyki oparte na badaniach budżetów gospodarstw domowych, które GUS prowadzi co roku na olbrzymiej próbie kilkudziesięciu tysięcy rodzin. To najlepsze badania, jakie mamy. Są tak dokładne, że możemy na ich podstawie porównywać sytuację w województwach. Europejskie badania EU-SILC już tak dobre nie są, tam możemy jedynie porównywać makroregiony, struktury wielkości kilku województw.

Ma Warmii i Mazurach w tej skrajnej biedzie żyje co szósty Polak. Na Śląsku co dwudziesty.

- W warmińsko-mazurskim są takie gminy, w których 30 proc. ludzi korzysta z pomocy społecznej, i takie, gdzie jest to mniej niż 5 proc. Wymaga ono spełnienia kryterium ubóstwa oficjalnego, daje nam to wyobrażenie o zróżnicowaniach wewnątrz jednego województwa.

To nic dziwnego, że mamy tak duże zróżnicowanie między województwami. Tak jak są biedne i bogate rodziny, tak też są biedne i bogate wsie, dzielnice, miasta, województwa, całe państwa. Ono wychodzi i w innych badaniach. Weźmy choćby zatrudnienie w rolnictwie, stopę bezrobocia czy PKB na mieszkańca. Województwo mazowieckie tak już wysforowało się do przodu, że w nowej perspektywie unijnej trzeba było dla niego inaczej przygotować program operacyjny, bo nie zalicza się już do najbiedniejszych regionów UE.

Jak wygląda mechanizm popychający w ubóstwo i co sprawia, że ludzie w nim tkwią?

- Im mniej osób w rodzinie pracuje w pełnym wymiarze czasu pracy i im więcej tam osób na utrzymaniu, a w szczególności dzieci, tym większe zagrożenie ubóstwem. Jest tak dlatego, że współczesne społeczeństwa oparte są na zasadzie, że praca powinna być głównym źródłem dochodu rodzin. Trzeba też pamiętać, że nawet stała praca na pełen etat jest lepiej opłacana w pewnych zawodach, a w innych dużo gorzej. Jeżeli więc mamy jedną osobę, która pracuje i ma niską płacę, to z trudem ona utrzyma siebie, nie mówiąc już o innych osobach. Jeżeli do tego świadczenia społeczne zastępujące lub uzupełniające dochody z pracy są niskie, to mamy przepis na ubóstwo.

W Polsce utarło się przekonanie, że bezrobocie jest główną przyczyną ubóstwa. Nie uwzględnia ono jednak tego, że część rodzin z osobami pracującymi jest również uboga, są też takie rodziny z osobami bezrobotnymi, które ubogie nie są.

Taka polaryzacja ubóstwa jest też w innych krajach?

- Tak. Niemcy wschodnie cały czas mocno różnią się od zachodnich, podobnie Włochy północne i południowe. Zawsze są regiony, które ciągną statystyki w górę, i takie, które ciężko wyciągnąć z dołka. Długo by trwało doprowadzenie do sytuacji, w której w całym kraju byłby równomiernie rozłożony dobrobyt. W USA mamy jeszcze dłuższą historię miejsc (region gór Appalachów, hrabstwa tam położone) które były biedne, są biedne i jeszcze długo biedne pozostaną.

Bieda to błędne koło? Da się z niej wyrwać?

- Da się z niej wyrwać, wiele osób i rodzin prędzej czy później wychodzi z biedy dzięki własnym wysiłkom. Przydaje się też sensowna pomoc znajomych, organizacji obywatelskich i w końcu państwa. W Polsce badania enklaw biedy w Łodzi dają pewne wyobrażenie o tym, że mogą występować zjawiska powielania sposobu życia. Nie prowadzi się jednak badań dla całego kraju. W Wielkiej Brytanii poszukiwano wielopokoleniowego pozostawania bez pracy. Okazało się, że odsetek takich rodzin był na poziomie 1 proc.

Co pomaga w skali małych obszarów takich jak niewielkie gminy wiejskie. Tam zwykle oczekuje się, że w końcu pojawi się inwestor, firma, która da miejsca pracy ludziom, i w końcu będzie lepiej. To intuicyjnie prawdopodobne. Tylko że zanim efekt ten dotrze do najbiedniejszych, może trwać to bardzo długo. To zależy, czy są tam osoby gotowe podjąć pracę, czy mają odpowiednie kwalifikacje. Pracownicy mogą być też dowożeni spoza gminy. Z kolei wyobrażenia o dużej liczbie miejsc pracy mogą się okazać złudzeniem. Pieniądze unijne też nie uczynią cudów. Drogi są ważne, ale kiedy i jak skorzystają z tego najbiedniejsze rodziny w gminie, nie wiadomo. Trzeba więc uruchamiać i dbać o lokalne siły, wzajemną pomoc, współpracę.

Mamy programy unijne, które mają popychać te najbiedniejsze regiony do przodu.

- W poprzednim okresie budżetowym UE (2007-13) ubóstwo nawet nie zostało wyodrębnione jako cel. Dopiero w Strategii UE Europa 2020 taki cel został umieszczony. Dodatkowo w rozporządzeniu o Europejskich Funduszu Społecznym również pojawił się nowy priorytet dotyczący ubóstwa, ale projekty finansowane z tego funduszu są realizowane dopiero od 2015 r. Nikt nie badał, jak finansowanie z UE wpłynęło na ograniczenie ubóstwa rodzin w Polsce do tej pory. Wnioski dotyczące rozwoju województw są tu mało użyteczne, ale też wynika z nich, że dystans między bogatymi regionami a biednymi się nie zmniejszyły.

Inwestorzy najczęściej idą do miejsc, które już przed nimi ktoś "odkrył", gdzie jest wiele firm. I konkurują o pracowników.

- Zastanówmy się, jaki miałaby interes średnia czy duża firma, żeby zainwestować w małym, odległym ośrodku? Inwestycje koncentrują się w takich miejscach, gdzie już jest jakiś rozwój, wykwalifikowani pracownicy. Silniejsi wygrywają tę konkurencję. Zwłaszcza duże miasta, bo one mają potencjał, by przyciągać kolejnych inwestorów. Kończą się potencjalni pracownicy? Kolejni dojadą z prowincji.

Ale są przykłady choćby Nowej Soli, czasami to np. władze lokalne muszą wykonać pierwszy krok, żeby przyciągnąć pierwszego inwestora.

- Taka logika jest obecna przy zakładaniu specjalnych stref ekonomicznych. Biznes dostaje przywileje i w związku z tym może być bardziej skłonny do inwestowania. Pytanie tylko, kiedy z tych inwestycji skorzystają ubogie rodziny, które mieszkają w danej gminie. A jeżeli już skorzystają, to czy w takim stopniu jak inne rodziny. Kiedy zamyka się kopalnię albo dużą fabrykę, to powrót do stanu sprzed takiej klęski może być długi i bolesny.

Dlaczego biedy nie ubywa, skoro poprawia się sytuacja przeciętnego Polaka?

- Spodziewałem się, że dane pokażą niewielką poprawę w 2014 roku. Ale jej nie było. Mało tego, od 2008 roku sytuacja stopniowo się pogarsza. W 2008 roku Polaków w skrajnej biedzie było 2,1 mln. Teraz jest 2,8 mln, w tym 700 tys. dzieci. W procentach nie jest to może wielka zmiana, ale jak popatrzymy na liczby, to jest 700 tysięcy osób poniżej minimum egzystencji więcej.

Dochód narodowy na mieszkańca to średnia. Rosnąca średnia nie pokazuje nierówności i ubóstwa. Ze wzrostu tego dochodu mogą korzystać w dużo większym stopniu rodziny, które i tak były w dobrej lub bardzo dobrej sytuacji, a nie biedne i najbiedniejsze.

Jak to możliwe, że rośnie liczba biednych, ale nierówności dochodowe się nie zwiększają?

- Pomijając to, że nierówność jest inaczej mierzona niż ubóstwo, w szczególności skrajne. Wpływ przyrostu ubóstwa na nierówności może być zrównoważony przez zmiany nierówności wśród rodzin nieubogich. Trzeba pamiętać, że odsetek rodzin skrajnie ubogich nawet po wzroście to jednak nie więcej niż jedna dziesiąta społeczeństwa. Zjawiska związane ze wzrostami i spadkami dochodów tych 90 proc. mają większy wpływ na wskaźnik nierówności.

Czy z zasiłków od państwa można żyć przynajmniej na poziomie minimum egzystencji?

- Badania GUS systematycznie pokazują, że wśród rodzin utrzymujących się z zasiłków ubóstwo skrajne jest najbardziej rozpowszechnione. Jasno z tego wynika, że te świadczenia, które mają chronić przed ubóstwem, nie są skuteczne. Mogą one zmniejszać i łagodzić ubóstwo, ale nie czynią tego doskonale skutecznie.

Najbardziej bolesne jest to, że setki tysięcy dzieci żyje w rodzinach o tak trudnej sytuacji materialnej. Mamy system zasiłków rodzinnych, który w Polsce jest skierowany głównie do ubogich rodzin, mamy uzupełniającą go pomoc społeczną i okazuje się to nieskuteczne w ochronie przed ubóstwem skrajnym. Działania rządu w tym zakresie są spóźnione i niewystarczające. Brak woli politycznej, Ministerstwo Finansów skutecznie zablokowało reformę pomocy społecznej.

Jak sobie poradzić z biedą?

- Przede wszystkim potraktować ten problem w sposób poważny. W rządzie dominuje wyobrażenie, że ubóstwo ogranicza się przy okazji osiągania innych celów, np. wzrostu gospodarczego czy wzrostu zatrudnienia w ogóle. Słyszałem poglądy, że rząd ma bardzo mały wpływ na ubóstwo. Ponadto większość działań na rzecz rodzin ubogich są to działania lokalne. My nawet nie wiemy, jakie jest ubóstwo na poziomie powiatów i gmin, jak więc władze lokalne miałby racjonalnie z nim walczyć. Wszystkie te zaniedbania są związane z tym, że ten problem nie jest priorytetem rządu i samorządu. Rozwój Polski ocenia się również po tym, jakie życie mają najbiedniejsi.

*Prof. Ryszard Szarfenberg jest członkiem Polskiego Komitetu Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu i wykłada w Instytucie Polityki Społecznej UW

II. Kiedy przestawienie zwrotnicy w polskiej i ukrinskiej propagandzie:
- Jestem generałem-majorem ukraińskich sił zbrojnych - tak na konferencji prasowej w Doniecku przedstawił się Aleksandr Kołomiejec, doradca ministra obrony, który razem z rodziną uciekł z Kijowa i opowiedział się po stronie rebeliantów.
- Moje ostatnie stanowiska to doradca ministra obrony Ukrainy i główny analityk ukraińskich sił zbrojnych - mówił Kołomiejec, siedzący w otoczeniu umundurowanych mężczyzn reprezentujących samozwańczą Doniecką republikę Ludową. Zapewniał, że potencjał ukraińskiej armii jest obecnie na bardzo niskim poziomie.

- Chodzi przede wszystkim o morale. Wszyscy generałowie i oficerowie, którzy widzą przestępczą działalność władz, nie chcą walczyć. A kto walczy? Tylko ochotnicze, nacjonalistyczne oddziały - mówił Kołomiejec. Zaznaczył przy tym, że wśród żołnierzy chęć do walki też jest coraz mniejsza. - Nie rozumieją tych, którzy wydają rozkazy zabijania cywilów - dodał. Kołomiejec podkreślił też, że "w najbliższym czasie wszystko się zmieni".

Kołomiejec wyjaśnił też, że wyjechał z Kijowa do Doniecka, bo w tym mieście przez 19 lat był dowódcą wojska w obwodzie donieckim. - Będę pracował dla dobra Donieckiej Republiki Ludowej - zadeklarował. Razem z nim do samozwańczej republiki przeniosła się rodzina.

Kolejna zdrada państwa

Aleksandr Kołomiejec nie jest jedynym wysokim rangą przedstawicielem ukraińskich służb, który ostatnio przeszedł na stronę rebeliantów. W ubiegłym tygodniu po stronie samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej opowiedział się Oleg Czernousow, szef służby celnej w obwodzie ługańskim.

- Wiadomo, czym zajmuje się służba celna; zbiera podatki i opłaty, które trafiają do budżetu państwa, a potem są wykorzystywane do finansowania tej operacji [operacji antyterrorystycznej]. Mnie z tym nie po drodze - oświadczył, uzasadniając swoją decyzję. Zaznaczył, że poparła ją jego rodzina.

- Nie zgadzam się na budowę takiego państwa, jakie próbują zrobić z Ukrainy. To państwo odrzuca całkowicie swoją historię, zajmuje się zabijaniem ludzi, którzy żyją na terytoriach "republik". To wszystko sprawiło, że nie będę dłużej uczestniczył w działaniach tego państwa - mówił Czernousow. Swoją decyzję podjął kilka dni po tym, gdy oficjalnie przeszedł na emeryturę.

III. Paul Krugman o Grecji  
Avoiding Apocalypse

Larry Summers has written a scary column warning that Greece may be on the verge of becoming a “failed state”. It’s a useful corrective to the extraordinary complacency I’m hearing from too many European officials. But I do think it’s worth pointing out that this need not happen, even if there is no deal.

What Summers seems to portray is a scenario in which Greek banks collapse and take down the economy with them. But what if Greece abandons the euro and issues its own currency to keep cash flowing?

For sure there would be a sharp devaluation, which would lead to a spike in inflation. But would hyperinflation follow? Remember that Greece is running a large cyclically adjusted primary surplus — that is, given even a modest economic recovery it would not need to roll the printing presses to pay its bills. And a a devaluation would, other things equal, promote recovery.

I know that many people are telling stories about immediate collapse due to inability to buy raw materials, complete failure of exports to respond, and so on. They could be right. But I actually can’t think of any historical examples that fit this story — in particular, all the hyperinflations I know about involved governments too weak to collect taxes, and believe it or not, that’s not true of Greece despite all you’ve heard.

So even if Greece goes over the edge in the next few days, there may be another off-ramp from the road to hell. And at that point the European problem would turn on its axis, as Wolfgang Munchau says, and become one of coping with the euro’s evident reversibility.

IV. Rysunkowy komentarz

Matt Kenyon illustration


niedziela, 21 czerwca 2015

forever

Marek Kaminski wystartowal od slynnego domu Kanta w Krolewcu, ktorego Immanuel prawie nie opuszczal - uwazal, ze widok z jego okna wystarczajaco go motywuje (gdy zasadzone pod oknem drzewo zaczelo zaslaniac ow widok, poprosil by je wycieto).
A bedac astonomem, fizykiem, matematykiem i filozofem widzial swiat caly:


Tolstoj byl w XIX wieku uznanym guru Europy:


Marek przytacza ich mysli, a sam proponuje wyprawe na:


Dobre mysli same przyjda, gdy tylko wlaczymy program z petla "forever":


sobota, 20 czerwca 2015

Marek juz w Hiszpanii

Marek pisze (19 VI):
Już Roncesvalles w Hiszpaniii , dziś przez Pireneje przekroczyliśmy granicę , piękna msza dziś i błogosławieństwo dla pielgrzymów , jest coś pięknego i mistycznego , coś co przekracza granice rozumu .Dobrze było dziś przystąpić do komunii ...


Rano - w droge (zdjecie z 20 VI):


zrodlo:
https://pl-pl.facebook.com/MarekKaminskiZdobywamyBieguny

MFW poszedl po rozum do glowy

W środę wieczorem w brukselskim Square Brussels Meeting Centre Christine Lagarde, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, wygłosiła płomienne przemówienie, nawołując w nim do walki z nierównościami dochodowymi.

Początek przemówienia był więcej niż efektowny. - W ubiegłym miesiącu omal nie udławiłam się moim porannym jogurtem, kiedy zobaczyłam pierwszą stronę wiodącej gazety ekonomicznej. Tam była tabela z listą najlepiej zarabiających zarządzających funduszami hedgingowymi. Pierwszy z listy zarobił 1,3 mld dol. w 2014 roku. Jeden człowiek 1,3 mld dol.! - tak zaczęła swój odczyt szefowaMFW. Po takim wejściu było oczywiste, że nawet dla szefowej MFW, a więc instytucji dotąd będącej bardziej ikoną brutalnego świata finansów niż symbolem społecznej wrażliwości, problem rosnących globalnych nierówności dochodowych zaczął być bardzo ważny.

Potem, poza znanym w środowisku finansistów żartem o ekskluzywnych jachtach bankierów i maklerów, na które nie stać ich klientów, pojawiło się wiele liczb. - W rozwiniętych krajach 1 proc. najbogatszych otrzymuje 10 proc. wszystkich przychodów. A kiedy zaczynamy mówić o majątku, to różnice pomiędzy bogatymi i biednymi stają się jeszcze bardziej wyraźne - mówiła Lagarde. Przypomniała np. ponurą prognozę organizacji Oxfam, według której w przyszłym roku majątek 1 proc. najbogatszych Ziemian będzie większy od majątku pozostałej części ludzkiej populacji. - W USA jedna trzecia bogactwa przypada na 1 proc. najbogatszych - dodała.

Nierówności są złe. Twardy dowód

Duże dysproporcje w podziale przychodów i majątkach nie prowadzą, zdaniem MFW, do niczego dobrego. Christine Lagarde powołała się tutaj na najnowsze wyliczenia ekonomistów Funduszu zaprezentowane kilka dni wcześniej, z których wynika, że jeżeli uda się podnieść ubogim i klasie średniej przychody o 1 punkt procentowy, to spowoduje to wzrost PKB o 0,38 punktu procentowego w ciągu kolejnych pięciu lat. Taki sam wzrost przychodów najbogatszych przekłada się na wzrost PKB tylko o 0,08 punktu procentowego.

Dlaczego tak jest? Bogaci wydają procentowo mniej od biednych i klasy średniej, tym samym wzrost ich przychodów nie wpływa w dużym stopniu na wzrost popytu.

Bez względu jednak na wyjaśnienie tego zjawiska jedno jest pewne. - Biedni i klasa średnia w największym stopniu napędzają gospodarkę. Niestety, teraz te dwa silniki ledwo pracują - twierdzi szefowa MFW.

Dlaczego bogaci są coraz bogatsi, a biedni biednieją?

Christine Lagarde w swoim przemówieniu precyzyjnie wymieniła przyczyny wzrostu nierówności dochodowych na świecie. Dwie najważniejsze i do tego dobrze jej zdaniem znane to rozwój technologiczny i postępująca finansowa globalizacja. - Te dwa czynniki poszerzają lukę w dochodach pomiędzy osobami o mniejszych i większych kwalifikacjach, szczególnie w krajach rozwiniętych - powiedziała szefowa MFW.

Kolejną przyczyną wzrostu nierówności, jak mówiła, jest przerośnięcie sektora finansowego w USA i Japonii. Oczywiście instytucje finansowe są niezbędne, znaczenie kredytu jest bezdyskusyjne. - Ale jest rosnąca liczba dowodów, w tym wyliczenia MFW, że zbytnia rozbudowa sektora finansowego zakłóca proces podziału przychodów, wpływa na korozję świata polityki i uderza we wzrost i stabilność gospodarki - mówiła w środę Lagarde. Zaskakujące słowa. Jeszcze całkiem niedawno wydawało się, że może je powiedzieć wyłącznie zaangażowany alterglobalista.

Z kolei w krajach rozwijających się rosnące nierówności dochodowe można wytłumaczyć w nierównym dostępie do tak ważnych dóbr, jak edukacja, opieka medyczna i usługi finansowo-bankowe.

Nie można też zapominać o niskiej mobilności społecznej. Mówiąc to, Lagarde miała na myśli utrzymujący się w większym lub mniejszym stopniu w różnych krajach na świecie podział na pewne grupy społeczne, których zmiana jest trudna lub wręcz niemożliwa.

- To wszystko prowadzi do świata, w którym miliony ludzi nie mają szans albo bardzo małe na wzrost swoich zarobków i powiększania swojego majątku. To jest "ekonomia wykluczenia" - powiedziała Lagarde, cytując tym samym określenie wcześniej użyte przez papieża Franciszka.

Koniec z ulgami podatkowymi dla bogatych, w dół koszty pracy

Znaczną część przemówienia dyrektor zarządzającej MFW zajęło przedstawienie pomysłów na to, jak walczyć z rosnącymi nierównościami. Pojawiły się tu wątki od dawna obecne w retoryce MFW oraz nowe, których jeszcze kilka lat temu nikt z Funduszu by nie zaproponował.

Po pierwsze, jak uważa Lagarde, nie można zapominać o trosce o stabilność makroekonomiczną. Polityka monetarna musi być odpowiednia, nie można też dopuścić do ogromnego zadłużenia budżetu państwa. W parze z tym idzie walka z korupcją i utrzymywanie silnej dyscypliny podatkowej.

Systemy podatkowe też wymagają zmiany. Lagarde mówiła między innymi o konieczności rezygnacji z wielu ulg podatkowych służących głównie najbogatszym - a więc np. na zakup akcji, opcji, innych instrumentów podatkowych oraz, co w Polsce może brzmieć szokująco, na kredyty związane z zakupem nieruchomości.

Przy tym należy rozważyć jej zdaniem, i jest to myśl w polskiej debacie publicznej obecna od dawna, zmniejszenie obciążeń podatkowych dotyczących pracy, w tym kosztów ubezpieczeń społecznych.

Szefowa MFW nawołuje poza tym, co też może zaskakiwać z punktu widzenia Kowalskiego, do rezygnacji z dotowania różnych źródeł energii - nieważne jakich. To prowadzi do ogromnego marnotrawstwa. - Z ostatnich wyliczeń MFW wynika, że rządy na całym świecie wydają na subsydiowanie kosztów zakupu ropy, gazu i węgla równowartość 5,3 bln dolarów. To tyle samo, ile rocznie wydają na opiekę medyczną - powiedziała Lagarde.

Zmniejszać nierówności można również, rozwijając edukację - ważny wątek przemówienia - reformując rynek pracy, tak by bardziej chronić pracownika, a nie miejsce pracy, oraz ułatwiając dostęp do usług finansowych.

I, co podkreślała Lagarde, to wszystko musi być prowadzone w zgodzie z tradycjami, kulturą i specyfiką danego kraju.

piątek, 19 czerwca 2015

Kupili nas za koraliki...

Koralikami byly zbedne w Europie Zachodniej samochody (tzw. rzechy):


Jak sie to ma do postulatow ekologow i ostatniej encykliki papieza?

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Encyklika-Laudato-si-papieza-Franciszka-Apel-o-ekologiczne-nawrocenie,wid,17645027,wiadomosc.html?ticaid=115132


Madrycka Droga św. Jakuba


Tysiacletnia droga do Santiago prowadzi z Madrytu. Ponizej klarowne, rysunkowe przedstawienie jej pierwszej czesci (321 km) do Sahagun - tam laczy sie ona z Droga Francuska.

Etap I




Etap II




Etap III




Etap IV




Etap V




Etap VI




Etap VII





Etap VIII






Etap IX





Etap X





Do Santiago de Compostella pozostaje jeszcze 368 km (lacznie z Madrytu 689).

SahagúnLeón368link= Miejsce styku z Camino de Madrid[58]
Calzada del CotoLeón365link=
Bercianos del Real CaminoLeón358link=
El Burgo RaneroLeón350link= [59]
ReliegosLeón337link= [60]
Mansilla de las MulasLeón331[61]
Villamoros de Mansilla (Mansilla Mayor)León327link=
Puente de Villarente (Villasabariego)León325link=
Arcahueja (Valdefresno)León320link=
Valdelafuente (Valdefresno)León318
LeónLeón311link= Miejsce styku z Camino Real oraz z alternatywną drogą Camino de Madrid.[62]
Trobajo del Camino (San Andrés del Rabanedo)León307
La Virgen del Camino (Valverde de la Virgen)León304link=
Valverde de la VirgenLeón300link=
San Miguel del Camino (Valverde de la Virgen)León297
Villadangos del PáramoLeón289link=
San Martín del Camino (Santa Marina del Rey)León285link=
Hospital de ÓrbigoLeón279link= [63]
Villares de ÓrbigoLeón276
Santibáñez de Valdeiglesias (Villares de Órbigo)León274
Estébanez de la Calzada (Villarejo de Órbigo)León272
San Justo de la VegaLeón266
AstorgaLeón262link= Miejsce styku z alternatywną drogą Via de La Plata.[64]
Murias de Rechivaldo (Astorga)León258link= [65]
Santa Catalina de SomozaLeón253link=
El Ganso (Brazuelo)León249link=
Rabanal del Camino (Santa Colomba de Somoza)León242link=
Foncebadón (Santa Colomba de Somoza)León236link=
Cruz de FerroLeón234
ManjarínLeón232link=
El Acebo (Molinaseca)León225link=
Riego de Ambrós (Molinaseca)León221link=
MolinasecaLeón217link= [66]
Campo (Ponferrada)León212
PonferradaLeón209link= [67]
Columbrianos (Ponferrada)León204
Fuentesnuevas (Ponferrada)León201
CamponarayaLeón199
CacabelosLeón193link= [68]
Villafranca del BierzoLeón186link=
Pereje (Torre del Bierzo)León179link=
TrabadeloLeón174link= [69]
La Portela de Valcarce (Vega de Valcarce)León170link=
Ambasmestas (Vega de Valcarce)León169link=
Vega de ValcarceLeón167link=
Ruitelán (Vega de Valcarce)León165link=
Las Herrerías (Vega de Valcarce)León164
La Faba (Vega de Valcarce)León160link=
La Laguna (Vega de Valcarce)León158link=
El Cebrero/O Cebreiro (Piedrafita del Cebrero)Lugo155link= Pierwsza miejscowość we wspólnocie autonomicznej Galisja. Językiem urzędowym język hiszpański i galisyjski.
Liñares (Piedrafita del Cebrero)Lugo152
Hospital (Piedrafita del Cebrero)Lugo150link=
Alto del Pollo/Alto do Poio (Piedrafita del Cebrero)Lugo147link=
Fonfría (Piedrafita del Cebrero)Lugo144link=
Viduedo/Lamas do Biduedo (Triacastela)Lugo141
TriacastelaLugo135link= [70]
San Cristóbal/San Cristovo (Samos)Lugo132
Renche (Samos)Lugo130
SamosLugo126[71]
Teiguín (Samos)Lugo122
AyanLugo118
SarriaLugo113link= Ostatnie możliwe miejsce uzyskania credencialu, a przez to uzyskania w Santiagocomposteli, którą otrzymuje się po przejściu 100 km[72]
Barbadelo (Sarria)Lugo109link=
Brea (Sarria)Lugo102
Ferreiros (Sarria)Lugo100link=
Fiz de Rozas (Puertomarín)Lugo98
Vilacha (Puertomarín)Lugo93
Puertomarín/PortomarínLugo91link= [73]
Gonzar (Puertomarín)Lugo84link=
Castromayor/Castromaior (Puertomarín)Lugo82
Hospital de la Cruz (Puertomarín)Lugo80
Ventas de Narón (Puertomarín)Lugo79link=
Ligonde (Monterroso)Lugo76link=
Eireche/Airexe (Monterroso)Lugo74link=
Avenostre (Palas de Rey)Lugo69
Palas de Rey/Palas de ReiLugo67link= Miejsce styku z Camino Primitivo.[74]
Casanova (Palas de Rey)Lugo61link=
Leboreiro (Mellid)La Coruña58link=
Furelos (Mellid)La Coruña54
Mellid/MelideLa Coruña52link= Miejsce styku z Camino del Norte.[75]
Boente (Arzúa)La Coruña46
Castañeda (Arzúa)La Coruña44
Ribadiso de Abajo/Ribadiso da Baixo (Arzúa)La Coruña42link=
ArzúaLa Coruña39link= [76]
Cerceda (El Pino)La Coruña28
Santa Irene (El Pino)La Coruña24
Rúa (El Pino)La Coruña22
Pedrouzo (El Pino)La Coruña20
Lavacolla (Santiago de Compostela)La Coruña10
San Marcos (Santiago de Compostela)La Coruña6
Monte del Gozo/Monte do Gozo (Santiago de Compostela)La Coruña5link= Europejskie Centrum Pielgrzymkowe, pomnik Jana Pawła II, miejsce celebrowania głównej Mszy podczas Światowych Dni Młodzieży w 1989 r.
Santiago de CompostelaLa Coruña0link= Możliwa kontynuacja trasy do Finisterry drogą Santiago – Finsterra.[77]