skip to main | skip to sidebar

Wkramost

4 Kościoły: Gostyń, Tarnów, Jabłonna, Wejherowo-Piaśnica

sobota, 29 grudnia 2018

Tak trzeba!

Pikieta pod ambasadą Niemiec. Uczestnicy wezwali Merkel do spłacenia odbudowy Pałacu Saskiego. 
W południe (29 grudnia) przed ambasadą RFN w Warszawie odbyła się pikieta z inicjatywy Ruchu Kontroli Wyborów Pawła Zduna i KPN-NIEZŁOMNI Adama Słomki. Uczestnicy domagali się przystąpienia Niemiec do uregulowania reparacji wojennych wobec Polski. Złożono również petycję, by pierwszym aktem ze strony Berlina była odbudowa Pałacu Saskiego.

Żądamy, by na dobry początek Niemcy zapłacili za odbudowę Pałacu Saskiego, który III Rzesza Niemiecka zrównała z ziemią
— ogłosili inicjatorzy akcji. Pikietę zorganizowano w rocznicę wysadzenia w powietrze przez żołnierzy niemieckich Pałacu Saskiego w Warszawie.

View image on Twitter
https://wkramost.blogspot.com/2017/11/poszukujemy-podpalaczy.html
Autor: Piotr Prejbisz o 17:46 Brak komentarzy:
Etykiety: *Stowarzyszenie Spadkobierców PK2WS, Dobra Sprawa Matysiaków

środa, 26 grudnia 2018

Bach vs Vivaldi



Autor: Piotr Prejbisz o 13:06 Brak komentarzy:

wtorek, 25 grudnia 2018

Najważniejsza historyczna trasa w Polsce!

Szczególnie w roku 2019 - roku 80. rocznicy wybuchu II Wojny i 75. rocznicy Powstania Warszawskiego.
Do przejścia dla każdego w ciągu godziny!
Pamiętajmy - miejscem postojowym autokarów wycieczkowych jest ulica Królewska, równoległa do Osi Saskiej.
Przez tory tramwajowe widać początek dawnej Osi Saskiej, gdzie stoi obecnie pomnik Tadeusza Kościuszki:
https://wkramost.blogspot.com/2019/02/kosciuszko-amerykansko-polski.html
A to już niedawno wmontowana tablica rozpoczynająca obecną Oś Saską i Ogród Saski (uwaga: aby powiększyć zdjęcie, należy na nie kliknąć)

Dalej Ogród Saski i Grób Nieznanego Żołnierza:

Napis na tablicy marszałka Piłsudskiego Ogród Saski


A taki będzie Pałac Saski:
Za Pałacem - Plac Marszałka Piłsudskiego:


Przedłużeniem Osi Saskiej jest ulica Karowa przebiegająca na Skarpie i pod nią:







Karowa przecina ulicę Dobrą, równoległą do Wisły:

Powyższa zdjęcie w północnym kierunku ulicy Dobrej zostało zrobione z okna budynku już nie istniejącego, ale odległego nie więcej niż o kilkadziesiąt metrów od ocalałego Szarego Domu:

Od południowej strony budynku znajdującej się przy ulicy Wiślanej znajduje się tablica opisująca jego historię:














Dokładnie pod drugiej stronie ulicy znajduje się Biblioteka Uniwersytecka:



W miejscu dzisiejszej Biblioteki Uniwersyteckiej (jej dach jest idealnym miejscem do oglądania tego fragmentu Warszawy) stała jeszcze w czasie powstania fantazyjna kamienica.

Niemieckie bombowce nad jej dachem filmował być może ten operator, albo któryś z jego kolegów:


Bo na rogu Dobrej i Leszczyńskiej mieściło się od przedwojnia filmowe Atelier Falanga, gdzie w sierpniu 1944 roku montowano Kroniki Powstańcze.

Niestety w końcu sierpnia zniszczone zostało pociskiem, którego ślad (i zniszczenia wewnątrz budynku) zarejestrowali operatorzy.

W szkole na Drewnianej (widoczną dziurę w elewacji pozostawiono na pamiątkę Powstania):




działał szpital bestialsko potraktowany przez Niemców:



Dramatyczne wydarzenia stały się udziałem kamienicy Dobra 31:

Tą "malowniczą", a tak naprawdę okropną i niebezpieczną dziurę w jezdni wyrwała bomba, która spadła 20 metrów od wejścia na podwórko tej kamienicy:

A dalej już ulica Tamka, w drodze do pomnika Syreny (centralnego punktu Bulwarów Nadwiślańskich) i jej róg z poprzeczną ulicą Smulikowskiego:


pamiętający zbrodnicze rozstrzelanie rannych i ich kapelana:





którym był błogosławiony ksiądz Michał Czartoryski, wyniesiony na ołtarze 13 czerwca 1999 roku (dniem pamięci wszystkich 108 męczenników II Wojny jest dzień 12 czerwca).


Tylko na Powiślu zdołano przeprowadzić zaskakującą Niemców akcję zdobycia Elektrowni Warszawskiej rozpoczętą dokładnie o godzinie 17 w dniu 1 sierpnia 1944.


Modelem dla rzeźby Syreny Warszawskiej była Krystyna Krahelska, śmiertelnie raniona w rozpaczliwym ataku na siedzibę Gestapo w dniu 1 sierpnia.

Pod Syrenką znajduje się tablica domykająca całą historyczną trasę:
Znalezione obrazy dla zapytania tablica przed syrenkÄ… warszawskÄ…
(korzystając z Metra wrócimy błyskawicznie w pobliże ulicy Królewskiej)

Powiązane linki:
https://wkramost.blogspot.com/2018/11/saski-ozywi-warszawe.html
https://wkramost.blogspot.com/2018/11/os-saska-dopeniona-karowa.html
https://wkramost.blogspot.com/2018/11/plac-zelaznej-bramy.html
https://wkramost.blogspot.com/2018/12/gra-o-tron-w-polsce.html
https://wkramost.blogspot.com/2018/12/dzien-narodzin-matysiakow.htm
https://wkramost.blogspot.com/2018/02/w-szarym-domu.html
https://wkramost.blogspot.com/2017/09/zadoscuczynienie-powislanskie.html
https://wkramost.blogspot.com/2018/12/wspolnota-losu.html
https://wkramost.blogspot.com/2016/05/dobra31-pw.html
https://wkramost.blogspot.com/2019/01/dobra-31-w-2019-roku.html
https://wkramost.blogspot.com/2018/12/tak-trzeba.html
Autor: Piotr Prejbisz o 17:53 Brak komentarzy:
Etykiety: *Stowarzyszenie Spadkobierców PK2WS, Dobra Sprawa Matysiaków

wtorek, 18 grudnia 2018

Wspólnota losu

Postać bł. Siostry Alicji wyróżnia się wśród 107 Męczenników II Wojny Światowej, uwiecznionych na fresku po dwóch stronach kaplicy znajdującej się w Muzeum Powstania Warszawskiego. Jako jedyna, nie jest sama - trzymają się jej rąk żydowskie dzieci:

WEJHEROWO
Sobota, 13 listopada 1999 r.
Parafia Świętej Trójcy
Słowa ks. dziekana Bogusława Żurawskiego, proboszcza parafii Świętej Trójcy:
[…]
Tegoroczne czerwcowe nawiedziny Ojca Świętego były dla nas, Polaków, szczególnie jednak dla nas Kaszubów szczodrym darem niebios.
W tej Najświętszej Ofierze szczególnie pragniemy złożyć Bogu nasze podziękowanie za beatyfikację s. Alicji Kotowskiej. To jej wyniesienie na ołtarze tak licznie zgromadziło nas, kapłanów zakonnych, jak i diecezjalnych, siostry zakonne, zwłaszcza Zgromadzenia Pana Naszego Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego z m. generalną z Rzymu, s. Dolores, przedstawicieli władz samorządowych powiatu, miasta, gmin, miast sąsiadujących z nami, organizacji społecznych, a także młodzieżowych. Ale nade wszystko wiernych naszego grodu i okolic. Są tu wśród nich ci, którzy pamiętają s. Alicję Kotowską. Oni wszyscy pragną wyśpiewać w tej Ofierze Miłości pieśń uwielbienia Bogu - Ciebie Boga wysławiamy.
To pierwsza Błogosławiona z naszej wejherowskiej ziemi, naszego grodu Wejhera. Tym większa nasza radość, tym większe nasze dziękczynienie.
Ekscelencjo, w poprzedzającym  Ofiarę Mszy św. sympozjum, wiele mówiono o bł. s. Alicji. Dlatego tylko pragnę na jeden szczegół z jej życia zwrócić uwagę, na jeden charyzmat, którym się szczególnie wyróżniała.
Była już aresztowana i w więzieniu wejherowskim oczekiwała na pewną śmierć. Na placu więziennym stała grupka żydowskich dzieci. Zapłakanych pełnych lęku i obawy. Nikt do nich nie podszedł, nikt nie podał im ręki. Podeszła do nich, wyprowadzona z celi więziennej s. Alicja. Dzieci żydowskie - ona zakonnica katolicka, Polka. A w naszym grodzie Żydzi byli wówczas bardzo piętnowani. W latach międzywojennych w miejscowej prasie ukazywały się bardzo przykre ogłoszenia: Nic u Żydów nie kupować, z  Żydami nie rozmawiać, nie pozdrawiać ich. Ona wszystkie przytuliła do siebie, najbliższym podała rękę i razem z nimi, uśmiechnięta wchodziła do ciężarowego samochodu, który je wszystkie powiózł do pobliskiej Piaśnicy. W tej Ofierze Mszy św. powiało atmosferą, tą ciszą, tą głębią Lasu Piaśnickiego. Możemy się przenieść nad tą mogiłę, przy której stanęła s. Alicja w otoczeniu dzieci żydowskich. Dodawała im mocy, otuchy. Nie wiemy, co im mówiła. Kojąco na nie wpływała. I razem z dziećmi tam została zamordowana przy wykopanej mogile. Nawet w obliczu własnej śmierci miłość była jej dominantą. To właśnie charyzmat jej życia. Zawsze kierowała się miłością. O tym wspominają ci wszyscy, którzy ją pamiętają.
Powiada św. Jan Ewangelista: My wiemy, żeśmy przeszli ze śmierci do życia, bo miłujemy braci /J 13,14/. Ona przeszła do życia, bo umiłowała tych, którzy jak ona byli skazani na niewinną śmierć. Ona śmierć ciała przezwyciężyła miłością. W Lesie Piaśnickim ona dała jeszcze raz świadectwo, że nikt nie ma większej miłości nad tę, kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich /J 15,13/. Oddała życie, aby być mocą dla tych dzieci. W tej najtragiczniejszej chwili ona była ich matką duchową. Bóg ją powołał do krainy wiecznej szczęśliwości, do wiecznej miłości. Za ten wielki akt tej swojej heroicznej miłości, dzisiaj wyróżniona zostaje wyniesieniem na ołtarze.
Obyśmy my tu wszyscy zgromadzeni posiedli umiejętność takiej miłości. Dziś, gdy tyle w świecie zawirowań, gdy tyle dantejskich scen dzieje się za naszych dni. Piaśnica - sześćdziesiąt lat temu. A czy dziś jest inaczej? W ilu krajach te same sceny się powtarzają, w świecie rzekomo cywilizowanym, kulturalnym, na przełomie tysiącleci.
Ekscelencjo, swoją posługą podczas tej Eucharystii umacniaj nas w świadczeniu miłości wobec Boga i bliźnich. Swoim Arcypasterskim słowem rozpal nasze serca żarem miłości. Niech w tym grodzie Wejhera nie będzie żadnych skłóceń i zawiści. Niech wszyscy trwają w zgodzie i jedności. Niech nam przewodzi w tym bł. s. Alicja. Naszą powinnością jest dawać świadectwo miłości, szczególnie teraz, gdy stajemy u drzwi nowego wieku, nowego Tysiąclecia. Tylko ta jest droga do Boga i tylko ta jest droga do naszego szczęścia tu na ziemi, do odnowy świata, odnowy naszej Rzeczypospolitej. Innej drogi nie ma. Dzisiaj świat potrzebuje ludzi na miarę s. Alicji.

Zmartwychwstanka, bł. Alicja Kotowska była starszą siostrą mojej mamy. Moja rodzina, przez wiele lat mieszkająca na polsko-żydowskiej ulicy Nowolipki, będącej naturalną sceną wydarzeń dla przedwojennego (1937) i powojennego (1985) filmu o tym samym tytule: "Dziewczęta z Nowolipek", opartych na tak samo zatytułowanej powieści Poli Gojawiczyńskiej, zawsze odczuwała wspólnotę losu z Żydami, naszymi starszymi braćmi w wierze:
http://www.wkramost.com/uploads/2/3/1/8/23181080/broszura_a5b.pdf

Na ulicy Dobrej od przedwojnia istniał "Szary dom" Sióstr Urszulanek - przystań dla wszystkich pokrzywdzonych przez los (głównie sierot):
https://wkramost.blogspot.com/2018/02/w-szarym-domu.html
Jego losy w czasie II wojnie światowej często były obecne w radiowych Matysiakach, co wypływało z osobistych przeżyć autorki największej liczby odcinków radio-noweli Matysiakowie, Dżennet Połtorzyckiej:
https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/dzennet-poltorzycka-stampf-l,3132.html
Autor: Piotr Prejbisz o 17:50 Brak komentarzy:
Etykiety: Dobra Sprawa Matysiaków

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Haiku generator

W napisanej na prawie uniwersyteckim poziomie książce Exploring Language with Logo znajduje się rozdział zatytułowany A Grammar of Simple Poetry (można jego 8 podwójnych stron wydrukować z PDF-u:
https://drive.google.com/drive/folders/1O1cUcDd3VHGw1ieJKxsgftFaicvt_-Zh)
Na stronie 36 znajduje się Eksploracja 2.4, gdzie czytamy polecenie: Utwórz generator dla haiku.
Taki cel próbuję zrealizować w poście:

Haiku leszczyńskie

Stanisław Grochowiak urodził się w Lesznie 24 stycznia 1934 roku, a właśnie w Lesznie przez dobrych dwadzieścia lat mieszkał nauczał i tworzył podręczniki Jan Amos Komeński. Najsłynniejszym dziełem Komeńskiego jest jego podręcznik do nauki języka łacińskiego Janua linguarum reserata, napisany w 1629 roku, wydany po raz pierwszy w Lesznie w 1631 w wersji łacińsko-czeskiej. W następnych latach nastąpił istny wysyp innych wersji językowych - np. w 1633 roku wyszły drukiem wersje: łacińsko-polska i łacińsko-angielska.
Leszczyńskie tradycje lingwistyczne liczą już kilkaset lat, a najnowsze związane są z twórczością Grochowiaka (ma w Lesznie swój pomnik i muzeum) i jego poezją lingwistyczną najpełniej dostrzegalną w formie wierszy haiku.

Nasz Tata (filolog anglista i nauczyciel) przełożył na język angielski cztery poniższe haiku Grochowiaka:

Pies

Delikatny ból żeglarza w bocianim gnieździe

Mokasynowy taniec Eskimosa z córką w igloo

Raniony pies który z trawy wyłuskuje potrzebne mu zioła


Zen- drugie

Zen- ręka dziecka wsunięta w garść mężczyzny

Droga jest piaszczysta i pełna delikatnego igliwia

Już zachód warzy dla nas jaśminową herbatę


Sokrates

Świat jest bliski zniszczenia- pytanie

Świat jest bliski zniszczenia- odpowiedź

A przecież Sokrates mlaskał pijąc cykutę


Ryba

Jej znak wyprzedził symbolikę Krzyża

Jej wnętrze zwiedzał Jonasz z latarką

Jej blady uśmiech spod prześwietlonej tafli unieruchamia mężczyzn


Ja dodaję poniżej kilka dalszych haiku do przekładu:

Bogoszukańcy

Jak niemowlęta ssają- aż do starości- palec

Przecież miał Bóg być na spodzie

Widmo dzieciństwa naprzeciw śmierci jest tak nikczemne


Ważka

Ważka w opisaniu ucznia Bascho

Jest skrzydlatym strąkiem papryki

U nas oczyma ogromnymi jak żarna rzucone w trzciny


Pająk

Po winorośli- nocą- wspinają się pająki

Nuże podaj rękę druhu popatrzymy w okno

Gospodarz czy śpi- gospodyni czy młoda


Poezja

Od rana zawiązuję biały kitel śniegu i hajda do gawry

Śpiący niedźwiedź wynajął mnie jako pedicurzystę

Piłując okrwawione pazury myślę: Cóż za podniecający zawód


Zen

O Zen- nie zadławiaj w nas węża i lisa

O Zen- uratuj w nas delikatną naturalność szakala

Pomówiliśmy zwierzęta o nas samych- a one nas nie odepchnęły


Holandia

Chłop- półgłówek utacza bałwana z nitek babiego lata

Pastor usiłuje nawrócić dym z komina cytatami z szyldów rzeźnika

Dlaczego ma być wszystko uporządkowane jak w brylancie Spinozy

Leszczyńskie haiku mogą więc być przekładami (z użyciem Translatora Google) i zapożyczeniami z haiku Grochowiaka, ale mogą też sięgać po zasób 1000 zdań Komeniusza!


 DRZWI JĘZYKÓW OTWORZONE.
Komeński, osiadłszy w Lesznie, dla użytku tutejszej szkoły opracował podręcznik do nauki łaciny (Janua linguarum reserata, 1631), w którym pragnął połączyć naukę słów z nauką rzeczy. W 100 ustępach, omawiających wszelkie dziedziny, z którymi się człowiek styka, zamieścił 1000 zdań łacińskich i około 8000 słów, z których każde miało zaznajomić ucznia z nową rzeczą. Do tekstu łacińskiego dodał w następnych wydaniach niemiecki i polski, aby czytanka łacińska mogła stać się zarazem pierwszą książka języka ojczystego.
http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=452656&from=publication
Zamieszczam dla przykładu dwa ustępy z Janua tylko w tekście polskim, którego autorem był rektor szkoły leszczyńskiej Andrzej Węgierski (Gdańsk 1633).

27.   O ZMYSŁACH  WEWNĘTRZNYCH 
340. Abyś czuł, że czujesz, wewnętrzne zmysły dane są trzy, które w mózgu miejsce mają.
341. Mianowicie pod ciemieniem zmysł wspólny, który rzeczy widzianej, słyszanej, kosztowanej etc. wyrażenie przyjmuje.
342. Ten we śnie od pary bywa zatkany, stąd nieczułość.
343. Pod wierzchem głowy ma byt swój fantazja, która różność rzeczyrozsądza.
344. Ta w ustawicznym jest poruszaniu, stąd myślenia, sny i rozmaite imaginacje.
345. Pod tyłem głowy pamięć jest, która rzeczy pojęte i rozeznane na przyszłe używanie chowa.
346. Owe rzeczy podobieństwa (lub dawno lub świeżo wbite w pamięć) ku spatrzeniu [2] znowu brać, wspamiętywać sobie jest.
347. Te jeśli zapamiętane[3] są, zapomnieniem nazywamy.
348. Przeto na co stale pamiętać chcemy, na to często wspominamy.
349. Czegom zapomniał, kto pamiętny jest, niech mi przypomni.
350. Niespanie zbytnie mózg wysusza, spanie pokrzepia, przeto że odwilża.
351. Ani tak bardzo niejedzenie mdli jako niespanie.
352. Komu się chce spać, ziewa i przeciąga się, drzemiący głową kiwa, śpiący sapie albo chrapie.
68.  O SZKOLE I  ĆWICZENIU
724. Ponieważ uczeni do wszystkiego sposobni są, prostacy zaś mało społeczności ludzkiej pożytku przynoszą, Szkół, gdzie by nie ćwiczonych ćwiczono, potrzeba.
725. Lecz te nie są (jako bezrozumni rozumieją) katownie, ale gra[5] by tylko uczeń dowcipny biegłego i mądrego dostał nauczyciela.
726. On bowiem jeśli się uczy dobrowolnie, wypytuje się chciwie, a słucha pilnie; ten jeśli uczy chętnie, ćwiczy opatrznie, a przypomina ustawicznie, oba mają wyborną uciechę.
727. Czego Rektorowie (rządcy) i szkolnych Mistrzów pomocnicy Pedagogowie (dzieciowodzowie) pilnują — dla kwartałów [6] (zapłaty).
728. Przyłożyć jednak trzeba do ćwiczenia karności, to jest obyczajów złych ganienia i rózgi, żeby albo rozpusta albo niedbalstwo nie weszło w obyczaj.
729. Kto na napominania nie dba, niech będzie bity.
730. Katedra dla nauczającego jest, ławki dla uczących się.
731. Piórkiem, którego wrąb nożykiem przyprawiają, piszemy na papierze albo na pergaminie, rylcem na książkach kamiennych[7], aby się wymazać mogło.
732. Co nauczyciel powiada, ty pisz po nim; on błędy pokazując poprawi, jeśli co źle położono; abyś się, czego cię oducza, oduczył.
733. Na pamięć czego się chcesz nauczyć, czytaj częstokroć: nie prędko, przemijając i niedbale, ale na rzeczy pilny wzgląd mając, a tak będzie tkwiło.
734. Powtarzanie ciche jest, na pamięć mówienie (czytanie) głośne; doświadczenie (ekzamen) każdodzienne albo nadzwyczajne.
735. Jeśli chcesz szczęśliwie w naukach postępować, cośkolwiek teraz pojął, drugiemu rozpowiedz.
736. Słuszna bowiem pokazującego pilnie naśladować, spółuczniom ubiegając się nie dać naprzód.
737. Z pospolitych szkół po stopniach pomknieni bywamy do Szkół więtszych (gimnazjum), stamtąd do Akademii, które bakałarze, mistrze i doktory czynią.

Poniżej, w formie zabawy, zestawiłem dwa haiku ze zdań Komeniusza:

Szkoła 

Pod wierzchem głowy ma byt swój fantazja

Szkół, gdzie by nie ćwiczonych ćwiczono, potrzeba.

Czegom zapomniał, kto pamiętny jest, niech mi przypomni.


Nauka

Pomknieni bywamy do Szkół więtszych

drzemiący głową kiwa, śpiący sapie albo chrapie

cośkolwiek teraz pojął, drugiemu rozpowiedz  
 Najprostszy generator Haiku widzę jako losowanie cyfr 0-9 (np. poprzez otworzenie w przypadkowym miejscu jakiejś książki i odczytanie końcowej cyfry numeru strony np. parzystej) i wybranie w ten sposób zdania z jednej ze 100 kategorii. Potem następne zdanie z innej kategorii i trzecie z jeszcze innej.

Więcej o japońskim haiku w poście:http://wkramost.blogspot.com/2018/01/przykady-i-wiedza-o-haiku.html
Autor: Piotr Prejbisz o 21:37 Brak komentarzy:

sobota, 15 grudnia 2018

Dzień narodzin Matysiaków

Pierwszy odcinek powieści radiowej "Matysiakowie" nadano 15 XII 1956 roku na antenie Programu II o godzinie 20.35. Odnotowany został na taśmie nr 992. Powieść gościła odtąd w radiowym eterze w każdą sobotę o godz. 19.30 w Programie I i była powtarzana w niedzielę o 19.30 w Programie II. W te dni wszyscy słuchacze stawali się gośćmi rodziny Matysiaków w ich mieszkaniu w Warszawie, przy ulicy Dobrej. Nikt wtedy w najśmielszych marzeniach nie wyobrażał sobie sukcesu i skutków społecznych jakie może wywołać ta bezpretensjonalna w formie i treści audycja cykliczna. Cotygodniowe spotkania z rodziną Matysiaków, z kolejnymi jej pokoleniami, stały się dla wielu ludzi w Polsce swoistą tradycją obyczajową.

W zeszłym roku (3 czerwca) pisałem :

Zbrodnia to niesłychana...

Przerwano życie kasztana!
Przed południem byłem dzisiaj na Pikniku Nauki i uczestniczyłem w nagraniu dla radiowej Jedynki fragmentu audycji Matysiakowie. Byłem kolejnym Stachem Matysiakiem, a Wisia Matysiak wciąż była ta sama! Śpiewaliśmy znany refren piosenki Abratowskiego "Gdy mi ciebie zabraknie". Ten kasztan był ulubionym drzewem radiowej Wisi i nieraz o nim w matysiakowym gronie rozmawiano - i śpiewano (pamiętacie: W złotym słońcu złote włosy, w złotym słońcu złoty liść, kasztan się pod nogi toczy, jak to dobrze z tobą iść). Przyszły mi do głowy słowa do melodii Abratowskiego:
Gdy mi drzewa zabrakło,
Gdy zabrakło kasztana,
Trudno usnąć wieczorem,
Nie ma po co wstać z rana.
Przygotujmy "reality show" o naszym smutku po utracie ukochanego drzewa! Mam zapewnioną pomoc ze strony radiowych Matysiaków.
Nasze szanse na reparacje przedstawiłem w poście:
http://wkramost.blogspot.com/2017/11/poszukujemy-podpalaczy.html
Powszechnie się mówi o żądaniu reparacyjnym od Niemców funduszy na odbudowę Pałacu Saskiego wysadzonego w akcie bezsensownej zemsty w grudniu 1944 roku. I to bez czekania na końcowe rozstrzygniecie sposobu płacenia reparacji! - czyli nadszedł czas na wystąpienie o fundusze niemieckie dla naszej kamienicy!
Autor: Piotr Prejbisz o 18:49 Brak komentarzy:
Etykiety: Dobra Sprawa Matysiaków

piątek, 14 grudnia 2018

Gra o tron w Polsce

Toż to jest gotowy scenariusz fascynującego filmu!

Odcinek I
Kiedy 17 czerwca 1696 r. w Wilanowie zmarł król Jan III Sobieski, w Rzeczypospolitej zaczęto przygotowywać się do kolejnej, jak się okazało - ostatniej już w XVII wieku elekcji. Na samym początku następnego roku swoją kandydaturę do polskiej korony zgłosił elektor saski książę Fryderyk August ze starej niemieckiej dynastii Wettinów. Pierwszym krokiem wykonanym dla pozyskania sobie głosów szlacheckich było przejście na wiarę katolicką, co wywołało od razu powszechne niezadowolenie w jego rodzinnej, luterańskiej Saksonii.
Najpoważniejszym przeciwnikiem elektora był wówczas książę Franciszek Ludwik Conti, bratanek wybitnego dowódcy Wielkiego Kondeusza i kuzyn króla Francji Ludwika XIV. Francuz zdołał pozyskać sobie co prawda szerokie poparcie w Rzeczypospolitej, z prymasem Michałem Radziejowskim na czele, jednakże elektor cieszył się za to zaufaniem europejskich mocarstw, polskich sąsiadów: Rosji, Austrii i Brandenburgii, którzy bali się wzrostu francuskich wpływów w tym rejonie. W końcu za ich wpływem również papież Innocenty XII wyraził swoje poparcie dla Fryderyka Augusta, którego wsparł 400 tysiącami dukatów. W wyniku burzliwych obrad na polach Woli pod Warszawą 27 czerwca 1697 r. doszło do podwójnej elekcji - skupiona wokół Radziejowskiego większość wyznaczyła na króla francuskiego księcia, jednak pozostała na polu mniejszość pod wodzą biskupa kujawskiego Stanisława Dąbskiego opowiedziała się za kandydatem saskim. Teraz wszystko uzależnione już było od rozgrywki między pretendentami.
Fryderyk August zareagował bardzo szybko i już w połowie lipca przybył do Polski, gdzie zaprzysiągł pacta conventa i odnowił swoje katolickie wyznanie wiary w sanktuarium w Piekarach Śląskich. 31 lipca uroczyście wkroczył do Krakowa i zamieszkał w pałacu królewskim na Łobzowie, a 15 września koronował się na króla w katedrze wawelskiej (koronatorem był bezprawnie biskup Dąbski), przyjmując imię Augusta II. Tymczasem książę Conti dopiero wybierał się do swojego nowego królestwa, a do Gdańska dobił 26 września - półtora tygodnia po krakowskich uroczystościach. Widząc jednak swoje małe szanse na uzyskanie tronu, poddał się i powrócił do Francji, pozostawiając tu osamotnionych przeciwników Augusta skupionych przy boku prymasa, którzy jednak już niedługo, w czasie Wielkiej Wojny Północnej, mieli znowu czynnie sprzeciwić się panowaniu Sasa.

Odcinek II
Wojna północna

August II rozpoczął starania o nabytki nadbałtyckie. Już w podpisanych pactach conventach zobowiązywał się do odzyskania utraconych ziem Rzeczypospolitej. Po odzyskaniu dla Polski Podola (pokój karłowicki w 1699 roku), uwagę swą skierował na Inflanty. Państwa tworzące Ligę północną zmierzały do osłabienia pozycji Szwecji nad Bałtykiem. August II liczył na odzyskanie Inflant, które miały stanowić dziedziczne władztwo Wettynów. Król zamierzał dzięki tej zdobyczy wzmocnić władzę monarszą w Polsce. Elektor saski wszedł w sojusz z Danią i Rosją.
W 1700 r. saski atak na Inflanty rozpoczął III wojnę północną. August II przystąpił do wojny bez zgody sejmu. Rzeczpospolita nie była oficjalnie stroną konfliktu. Król Szwecji Karol XII bardzo szybko pobił Duńczyków i skierował się przeciwko Rosji, którą pokonał w bitwie pod Narwą. W 1701 r. armia szwedzka wkroczyła w granice Rzeczypospolitej.

Odcinek III
Pierwsza elekcja Stanisława Leszczyńskiego

Szlachta koronna podzieliła się na dwa wrogie obozy – na początku 1704 r. przeciwnicy Augusta zawiązali konfederację warszawską i ogłosili bezkrólewie, a nieco później zwolennicy Sasa utworzyli konfederację generalną w Sandomierzu. W lipcu grupa przeciwników Augusta II pod militarną presją Szwedów, obrała królem wojewodę poznańskiego Stanisława Leszczyńskiego.

Okupacja elektoratu Saksonii przez Szwedów zmusiła Augusta do abdykacji w pokoju w Altranstaedt w roku1706. Gdy latem 1709 Piotr I pokonał Szwedów w bitwie pod Połtawą, Leszczyński pozbawiony pomocy Karola uszedł do Szczecina.

Odcinek IV
W grudniu 1712 Leszczyński udał się przez Jassy do Benderów, gdzie miał nadzieję spotkać króla Szwecji. Stamtąd podjął próbę destabilizacji Rzeczypospolitej i obalenia Augusta II. W czerwcu 1713 przez Wrocław wysłał do kraju swojego wysłannika z pieniędzmi przeznaczonymi na wywołanie zamieszek. Na czele kilkudziesięciu tysięcy Tatarów chana Qaplana I Gireja, wojsk tureckich i dragonów szwedzkich przeprawił się przez Prut i stanął pod Chocimiem. Ostrzeżony hetman wielki koronny, Adam Mikołaj Sieniawski rozpoczął przygotowania obronne. Wyprawa zakończyła się fiaskiem na skutek nacisków dyplomacji cesarskiej i rosyjskiej.

Odcinek V
Zachowanie stacjonujących wojsk saskich w dotkniętej nieurodzajami Rzeczypospolitej doprowadziło do spięć ze szlachtą, która od 1714 roku zaczęła zawiązywać lokalne konfederacje przeciwko Sasom. W listopadzie 1715 zawiązano konfederację tarnogrodzką, która za cel działania miała usunięcie wojsk saskich i Augusta II z Polski. Dzięki mediacji rosyjskiej 6 listopada 1716 roku doszło do zawarcia porozumienia w Warszawie, potwierdzonego przez Sejm Niemy 1-ego lutego 1717 roku.

Odcinek VI
W 1725, dzięki wstawiennictwu Markizy de Prie, jego córkę Marię poślubił król Francji – 15-letni wówczas Ludwik XV, młodszy od swej wybranki o 6 lat. Ludwik XV angażował się później bezpośrednio, wszak bez powodzenia, w powrót swego teścia na tron Polski, zwolniony przez śmierć Augusta II w 1733. Mianowicie Stanisław Leszczyński pojechał wtedy na elekcję do Warszawy, mocno wspierany pieniędzmi przez swego zięcia. 12 września 1733 w Warszawie wybrany został przez 11 697 szlachty królem Polski. Za jego kandydaturą wotowali: prymas Teodor Potocki i 8. biskupów, 120. senatorów świeckich, ministrów i dygnitarzy, domy Potockich, Mniszchów, Jabłonowskich, Szembeków, Załuskich, Rzewuskich i Poniatowskich z Czartoryskimi.

5 października 1733 roku stronnicy Sasa pod osłoną korpusu rosyjskiego generała Piotra Lacy ogłosili Augusta III królem Polski we wsi Kamion na Pradze. Augusta III poparło 906 stronników. Sasa poparli biskupi Jan Aleksander Lipski i Stanisław Józef Hozjusz, 19. senatorów, ministrów i dygnitarzy, domy pańskie: Wiśniowieckich, Radziwiłłów, Sanguszków, Lubomirskich, Branickich, Zawiszów. Ponowny wybór Leszczyńskiego stał się powodem wojny o tron polski. Nastąpiła zbrojna interwencja Rosji, Austrii i Saksonii, za których protekcją obwołany został królem August III. Stronnictwo Leszczyńskiego stawiło większy opór jedynie w Gdańsku, licząc tam na pomoc francuską. Faktycznie przybył niewielki francuski oddział interwencyjny pod dowództwem hrabiego Plelo, ale został rychło rozbity przez Sasów i Rosjan, zaś Gdańsk skapitulował po kilkumiesięcznym oblężeniu.

Odcinek VII
Stronnicy Leszczyńskiego uznali wówczas Augusta III, natomiast on sam przebrany za chłopa uciekł do Królewca w Prusach Książęcych. Wówczas zawiązała się nowa zbrojna konfederacja dzikowska w obronie jego elekcji. Po jej rozbiciu w Puszczy Kurpiowskiej w 1735 i po porozumieniu się Francji i Austrii – Stanisław Leszczyński zmuszony został do zrzeczenia się korony i powrócił do Francji. O tym, że chciał wzmocnienia władzy centralnej, zniesienia poddaństwa chłopów, ograniczenia liberum veto itp. zaświadczył tylko w swej książce Głos wolny wolność ubezpieczający, datowanej na 1733, ale wydanej w 1748.

Epilog - Polska nierządem stoi
Państwa ościenne oraz Francja przeznaczały znaczne sumy na opłacanie polskich polityków działających na zlecenie obcych dworów. Polscy magnaci chętnie brali pieniądze od obcych, gdyż oczekiwania dworów były zgodne z ich interesem – nie dopuścić do wzmocnienia władzy monarszej, powiększyć swoje wpływy i majątek. Mocarstwa wpływające na losy Środkowej Europy pragnęły zachować wewnętrzną i międzynarodową słabość Polski. Ponieważ wpływy obce równoważyły się szlachta uważała, że stanowi to gwarancję i nienaruszalność granic. Hasło Polska nierządem stoi wyrażało zgubne przeświadczenie, że sąsiedzi będą tolerować istnienie Rzeczypospolitej słabej, nie zagrażającej ich interesom. Militarna słabość Polski spowodowała, że przez jej tereny przechodziły obce wojska, zachowując się jak w kraju zdobytym.

SCENOGRAFIA
Zamek i pałac

Zamek w Rydzynie zbudowany został w końcu XVII w. na murach zamku gotyckiego z pierwszych lat XV wieku, wzniesionego dla Jana z Czerniny Rydzyńskiego. Zamek barokowy jest dziełem Włochów osiadłych w Polsce, Józefa Szymona Bellottiego i Pompeo Ferrariego. Pierwszymi jego właścicielami byli Leszczyńscy. Wraz z parkiem i przyległymi terenami stanowił najokazalszą rezydencję magnacką w Wielkopolsce. W latach 1705-1709 zamek w Rydzynie był rezydencją króla Polski Stanisława Leszczyńskiego.W czasie wojny północnej, w 1709 r. zamek został częściowo spalony przez wojska carskie. Na szczęście, nie uległy całkowitej dewastacji wspaniałe sztukaterie i freski zdobiące sale paradne, były one dziełami najwybitniejszych włoskich artystów pracujących w tym czasie w Polsce. Przyniosły rydzyńskiej rezydencji zasłużoną sławę. Król Stanisław Leszczyński po utracie korony udał się na emigrację. Po latach zasłynął w Europie jako książę Lotaryngii, władca światły i dobroczynny. Jego córka Maria była królową Francji, żoną Ludwika XV.

Swój rydzyński zamek król Stanisław Leszczyński sprzedał Aleksandrowi Józefowi Sułkowskiemu (w roku 1736?). Nowy właściciel doprowadził Zamek w Rydzynie do dawnej świetności. Architektem i realizatorem prac budowlanych był Karol Marcin Frantz. Zamek otrzymał wówczas nowe dachy, rokokowy wystrój elewacji, okazały zespół głównego wejścia. Prace nad upiększeniem zamku i jego otoczenia kontynuował syn Aleksandra Józefa, książę August. Klasycystyczne fasady otrzymały wówczas zamkowe oficyny, w tym samym stylu ozdobiono Salę Balową. Wzniesiono budynki Pomarańczarni oraz stylowe pawilony w parku. Książęca rezydencja Sułkowskich w Rydzynie w latach osiemdziesiątych XVIII w. promieniowała na całą Wielkopolskę jako ośrodek kulturalny (znany teatr dworski Sułkowskich) oraz ośrodek edukacji (gimnazjum księży pijarów). Jeden z budynków tej szkoły istnieje jeszcze dzisiaj i jest szkołą publiczną.
Więcej o Rydzynie:
https://wkramost.blogspot.com/2017/03/rydzyna.html


Pałac Saski
Pierwotnie na miejscu pałacu stał dwór Tobiasza Morsztyna. Jego spadkobierca Jan Andrzej Morsztyn na miejscu dworu i części Wału Zygmuntowskiego wybudował po 1661 roku piętrowy barokowy pałac z czterema wieżami. Pałac ten zakupił w 1713 roku król August II Mocny, który rozpoczął jego przebudowę ukończoną w 1724 roku. Pracami kierowali Carl Friedrich Poeppelmann i Joachim Daniel Jauch. Przebudowany pałac stanowił jedno z założeń urbanistycznych Osi Saskiej ciągnącej się od Krakowskiego Przedmieścia do Koszar Mirowskich. Od 1716 roku Sala Teatralna pałacu stanowiła wraz z amfiteatrem położonym w Ogrodzie Saskim i miejsce organizowania przedstawień teatralnych – Warszawa nie posiadała wówczas specjalnego budynku teatralnego. Autorem dekoracji pałacu był Louis de Silvestre.
Przebudowa pałacu wraz z kształtowaniem założenia architektonicznego Osi Saskiej przebiegała w trzech etapach: pierwszym – od 1713 roku do początków lat 20. XVIII wieku, drugim – do śmierci Augusta II Mocnego w 1733 roku (z powodów finansowych i politycznych król zmuszony był znacznie spowolnić prace budowlane), i ostatecznie trzecim, kiedy w latach 30. i 40. XVIII wieku August III ukończył przebudowę kompleksu.

Pałac Saski w naszych czasach:
https://wkramost.blogspot.com/2018/11/saski-ozywi-warszawe.html
Autor: Piotr Prejbisz o 18:25 Brak komentarzy:

wtorek, 11 grudnia 2018

Polska flaga na Marsie

NASA opublikowała zdjęcia przesłane przez bezzałogową sondę InSight. Na niektórych z nich widać polską flagę, umieszczoną na tabliczce na zewnętrznej powłoce lądownika.
Polska flaga znajduje się pośród kilku innych umieszczonych na tabliczce, m.in. Stanów Zjednoczonych, Francji, Niemiec czy Japonii. Jak informuje NASA, zdjęcia zostały wykonane 9 grudnia.
.

.
Skąd polska flaga na lądowniku? Otóż w misji NASA InSight wykorzystywany jest polski komponent - mechanizm napędowy do urządzenia "Kret HP3". Został on zaprojektowany i wykonany m.in. przez inżynierów z polskiej firmy Astronika. "Kret HP3" jest penetratorem gruntu, który wbije się na 5 metrów w głąb Marsa. Jeszcze nikt nigdy nie wbił się tak głęboko pod marsjańską powierzchnię.
- To wielkie wydarzenie dla Astroniki, ale też duży sukces krajowego przemysłu kosmicznego, bo po raz pierwszy w historii polska firma stworzyła kompletny mechanizm na misję kosmiczną - mówił przed startem sondy Bartosz Kędziora, prezes Astroniki.
Misja NASA InSight z "Kretem" na pokładzie wylądowała na Marsie 26 listopada br., po ponad półrocznym locie, w trakcie którego przebyła ok. 483 miliony kilometrów. Sonda wystartowała z bazy wojskowej Vandenberg w Kalifornii 5 maja br. (w przestrzeń kosmiczną wyniosła ją rakieta Atlas V-401, największa rakieta międzyplanetarna).
NASA InSight pierwsza misja, podczas której będą prowadzone badania wnętrza Czerwonej Planety. Ma potrwać około dwóch lat. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to polski mechanizm zacznie pracę w styczniu 2019 roku.
Autor: Piotr Prejbisz o 07:09 Brak komentarzy:

sobota, 8 grudnia 2018

Co nas łączy, co nas dzieli w UE

Grzegorz Górny - wPolityce :
https://wpolityce.pl/polityka/424336-europe-nadal-dzieli-mur-nie-jestesmy-wspolnota-losu

Europę nadal dzieli mur. Nie jesteśmy wspólnotą losu, pamięci, wartości


Skoro Europa jest jednością, to co dziś nas łączy? Co wspólnego łączy Europejczyków ze wschodu i zachodu naszego kontynentu? Jaka jest zasada nas jednocząca. Jakie wspólne wartości?


Nie jesteśmy wspólnotą losu. Mamy inne doświadczenia historyczne. Niemal wszystkie kraje położone pomiędzy Rosją a Niemcami mają za sobą długi okres niebytu państwowego – i to doświadczonego całkiem niedawno. Dotyczy to Polski, Węgier, Czech, Słowacji, Łotwy, Litwy, Estonii, Chorwacji, Rumunii, Mołdawii, Słowenii, Bułgarii, Ukrainy, Białorusi, Serbii, Macedonii czy Czarnogóry. Świadomość, jak krucha jest niepodległość, wpisana została w nasz kod kulturowy. Dlatego inaczej niż na Zachodzie patrzymy na muzułmańskie fale imigracji czy centralistyczne ambicje eurobiurokratów.

Nie jesteśmy wspólnotą pamięci. Wciąż jeszcze pamiętamy grozę i nędzę komunizmu, którego nie doświadczyły kraje Zachodu. Większość naszych antykomunistycznych bohaterów dla nich nie jest bohaterami. Marksizm nie jest dla nas nadzieją ludzkości, lecz raczej ślepym zaułkiem. Dlatego jesteśmy szczególnie uwrażliwieni na utopijne projekty inżynierii społecznej.

Czy jesteśmy wspólnotą wartości? Sporo mówią na ten temat opublikowane ponad miesiąc temu wyniki badań przeprowadzonych przez renomowany ośrodek socjologiczny Pew Research Center. Przeprowadzono je między 2015 a 2017 rokiem na próbie 56 tysięcy ankietowanych w 34 krajach Europy Zachodniej, Środkowej i Wschodniej. Pytania dotyczyły sfery wartości, a ich rezultaty – odzwierciedlone na mapie geograficznej – ukazują w sprawach aksjologicznych radykalny podział między wschodem a zachodem naszego kontynentu. Linia graniczna przebiega natomiast dokładnie tam, gdzie jeszcze trzy dekady temu znajdowała się „żelazna kurtyna”.

Żeby zobrazować zjawisko, przytoczmy zaledwie trzy pytania. Czy jesteś za lub przeciw legalnym „małżeństwom” homoseksualistów? Szwecja (88 proc. za – 7 proc. przeciw), Dania (86 – 9), Holandia (86 – 10), Belgia (82 – 10), Hiszpania (77 – 13), Wielka Brytania (77 – 20), Niemcy (75 – 23). Spośród krajów Europy Zachodniej najmniejsze poparcie dla „homo-związków” panuje we Włoszech (59 – 38).

Odwrotnie przedstawia się natomiast sytuacja na wschodzie. Wymieńmy kilka krajów: Mołdawia (5 proc. za – 92 proc. przeciw), Ukraina (9 – 85), Litwa (12 – 85), Estonia (23 – 71), Węgry (27 – 54), Polska (32 – 59).

Analogiczny podział obserwujemy w przypadku pytania: czy zaakceptowałbyś muzułmanina jako członka własnej rodziny? Akceptacja jest największa na zachodzie kontynentu: w Holandii – 88 proc., w Norwegii – 82, Danii – 81, Szwecji – 80, Belgii – 77, Hiszpanii – 74, Portugalii – 70, Francji – 66. Najmniejsza jest natomiast na wschodzie: np. w Czechach – 12 proc., na Litwie – 16, na Węgrzech – 21, na Ukrainie – 25, w Polsce – 33.

Z podobną sytuacją mamy do czynienia, gdy pytamy Europejczyków o to, czy chrześcijaństwo jest ważnym elementem ich tożsamości narodowej. Zgadzają się z tym np. Rumuni (74 proc. za – 25 proc. przeciw), Bułgarzy (66 – 33), Polacy (64 – 33), Chorwaci (58 – 42). Odwrotnie myślą natomiast o tym np. Szwedzi (15 proc. za – 84 proc. przeciw), Belgowie (19 – 80), Francuzi (32 – 65), Niemcy (34 – 65) czy Brytyjczycy (34 – 64).

W tym przypadku mapa duchowa Europy nie przedstawia się tak jednolicie, ponieważ mamy jeszcze kilka narodów zachodnich, gdzie chrześcijaństwo nadal pozostaje istotnym czynnikiem tożsamości narodowej (np. dla Portugalczyków czy Włochów), a także kilka narodów wschodnich, gdzie przestało być istotne (np. Łotysze, Estończycy czy Czesi).

Podobne rezultaty otrzymujemy w przypadku innych pytań. Wynika z nich, że Europejczyków ze wschodu i zachodu nie łączy już wspólnota wartości. Nie jest nią ani religia chrześcijańska, ani tradycyjna moralność, ani normalna rodzina. Coraz bardziej rozjeżdżamy się w sprawach podstawowych.

Co nas więc łączy? Od polityków słyszymy niezmiennie: „europejskie wartości”. Gdy prosimy o doprecyzowanie, najczęściej padają słowa: tolerancja i otwartość. Problem polega na tym, że tu i tam inaczej rozumiemy te pojęcia.

W trakcie swej pielgrzymki do Polski w 1997 roku Jan Paweł II podczas homilii w Gnieźnie powiedział:
„Runął mur dzielący Europę. W pięćdziesiąt lat po rozpoczęciu II wojny światowej jej skutki przestały żłobić oblicze naszego kontynentu”

Zaraz potem powiedział jednak:
„Czyż nie można powiedzieć, że po upadku jednego muru, tego widzialnego, jeszcze bardziej odsłonił się inny mur, niewidzialny, który nadal dzieli nasz kontynent — mur, który przebiega przez ludzkie serca? (…) Do prawdziwego zjednoczenia kontynentu europejskiego droga jeszcze jest daleka. Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha.

Jest jednak pytanie: jakiego ducha? Ów niewidzialny mur, o którym mówił papież, zniknie dopiero, gdy Europa stanie się wspólnotą wartości. Jakich jednak wartości? Jeżeli mamy być jednością, ktoś kogoś musi przekonać do swoich. Oni nas, czy my ich?
Autor: Piotr Prejbisz o 17:07 Brak komentarzy:

piątek, 7 grudnia 2018

Porwane losy kamienic warszawskich

  Kamienica Siewierska 3 została nabyta przez moich dziadków, Jana i Zofię Kotowskich, w roku 1929. Jak wiele innych warszawskich kamienic została zniszczona w czasie wojny, ale pozostał po niej bardzo cenny plac, co poświadcza Zaświadczenie z 1949 roku Sądu Grodzkiego sporządzone na podstawie  Księgi Wieczystej:

Dziadkowie przez cztery lata zabiegali o uzyskanie prawa własności do działki, ale w latach pięćdziesiątych wszystko stawało się państwowe, a więc również ta działka, pozostała po kamienicy. Dopiero w 1990 roku moja mama skierowała do burmistrza Ochoty podanie o zwrot działki (uwaga: na drugiej stronie podania jest jeszcze kilka zdań, ale odnoszą się one do czasów późniejszych):

I co? Wszystko bez rezultatu.
Jakże podobnie stało się w latach pięćdziesiątych z kamienicą Dobra 31, w której mieszkam obecnie. Została nabyta za 230 000 złotych przez małżeństwo Faterów i całkowicie bezprawnie przejęta przez Skarb Państwa w roku 1955:

Czy można sobie wyobrazić stwierdzenie nieistnienia prawnych spadkobierców po 10 latach od zakończenia wojny? Może na podstawie rzetelnych, niemieckich list Żydów spalonych w Treblince? (w sierpniu 1943 doszło tam do powstania - spośród około 840 więźniów, którzy przebywali w obozie w momencie wybuchu powstania, kilkuset poległo w walce, a blisko czterystu zdołało zbiec). A kto szukał spadkobierców spokrewnionych? Wszystkie tzw. podstawy prawne decyzji musiały być tak samo wyssane z palca jak uzasadnienia przejęcia własności placu moich dziadków. Obecnie również pożydowskie mienie bezspadkowe uzyskało ochronę zgodnie z uchwałą 447 Kongresu USA, obowiązującą od dnia 10 maja 2018 roku.
Autor: Piotr Prejbisz o 15:37 Brak komentarzy:
Etykiety: Dobra Sprawa Matysiaków

Nie było nas - był las...

Bardzo ciekawe i istotne dla przyszłości Ziemi!
  Dziś rozpoczną się na COP dyskusje (w polskim pawilonie) na temat zalesiania, jako metody zapobiegającej przyrostowi ilości dwutlenku węgla w atmosferze. Jest to pomysł, który Polska jak najsłuszniej forsuje. Sam przedstawiałem te koncepcję na łamach „Wpisu” prawie trzy lata temu, opracowałem też książkę przedstawiającą to zagadnienie w skali całego globu, która niebawem się ukaże w Białym Kruku. Trzeba wiedzieć, że zmniejszenie zawartości dwutlenku węgla w atmosferze można osiągną bez dekarbonizacji (czyli ograniczania węgla), na przykład przez tzw. pochłanianie.
W pochłanianiu CO2 niezwykle przydatne są lasy, choć nie wszędzie trzeba zalesiać, bo nie w każdej strefie klimatycznej las rósł naturalnie. Zalesianie w nieodpowiedniej strefie klimatycznej, na przykład w strefie prerii, spowodowałoby degradację gleby dlatego, że drzewa wtedy wybierają na zewnątrz wszystko co jest w próchnicy w celu wzrostu, następnie same zaczynają się rozpadać w klimacie, który ma niedostateczną ilość wody. W konsekwencji następuje uwalnianie węgla do atmosfery. Formacja trawiasta utrzymuje w strefach stepowych glebę i atmosferę w równowadze, nie jest tam ani za wilgotno, ani za sucho. W całej dyskusji o zmianach klimatycznych zapomniano także o wielkich borealnych torfowiskach euroazjatyckich i północnoamerykańskich oraz o tropikalnych torfowiskach np. na Borneo, kumulujących ogromne ilości metanu – gazu mającego 72 razy silniejsze działanie cieplarniane niż dwutlenek węgla.

Generalnie zalesianie sensownie zaplanowane w skali całego globu byłoby zbawienne dla klimatu i działalności człowieka, ponieważ jest to jedyna naturalna metoda powrotu do czasów, jak to się mówi „przed człowiekiem”. Oczywiście nie zalesimy wszystkiego, co utracone, ale jest bardzo wiele terenów do tego się nadających. Najpierw niezbędna jest ochrona tego, co jeszcze mamy; najpierw koniecznie musimy objąć ochroną lasy tropikalne. One są już nadgryzione. Zwłaszcza w Afryce i Azji południowo-wschodniej, mniej w Ameryce Południowej, ale wszystko co zostało, powinno być już zostawione absolutnie w spokoju, także ze względu nawet na cyrkulację powietrza i zasoby wody atmosferycznej w strefie wokół równikowej. Zaś odtwarzanie lasów w strefach od podrównikowej po umiarkowaną, to bardzo efektywny element wychwytywania CO2, tym bardziej, że następuje tu optymalne tworzenie się gleb leśnych, które świetnie pochłaniają dwutlenek węgla. Chodzi o to, by w takich klimatach, jak śródziemnomorski, podzwrotnikowy, podrównikowy, czy umiarkowany ciepły, lasy wróciły w te miejsca, gdzie człowiek wyrąbał drzewa doszczętnie.

Dziś tereny do zalesiania są w pewnym stopniu wykorzystywane rolniczo, np. jako tereny pasterskie; pasterzom, rolnikom trzeba by w jakiś sposób rekompensować ingerencję w ich gospodarkę. My na przykład nie chcemy dekarbonizacji, i słusznie, bo kraj nasz siedzi na węglu, ale należy zrozumieć, że takie kraje jak choćby Brazylia, w pewnym stopniu żyją z wyrąbywania lasów Amazonii, to jest potężny kawał ich gospodarki i jeżeli tego wyrębu im się zabroni, to ten kraj zubożeje. Chodzi o północną Amazonię, od strony pogranicza Wenezueli i Gujany, gdzie latyfundyści wypalają lasy, na ich miejsce tworzy się następnie formacja trawiasta i tam jest wypasane bydło. Tyle, że na tych obrosłych trawą wyrębach wypasać można tylko przez 3-4 lata. Gleba w tamtejszym klimacie jest cienka i jałowieje, tworzą się wielkie nieużytki i pustkowia. Latyfundyści je porzucają i posuwają się dalej, a potem znów dalej… Ale na porzuconych terenach już nie powstanie las tropikalny taki, jak był, tylko rosną jakieś krzewy, byliny itp., to już nie będzie ta puszcza, która kształtowała się tam od 5 milionów lat. W naszych warunkach klimatycznych jest inaczej, bo mamy grubą warstwę gleby brunatnej, która przechowuje nasiona wielu gatunków roślin i możemy ten dawny las mimo wszystko odtworzyć, choćby w formie nieco zubożałej.

W strefie tropikalnej, gdzie gleba praktycznie się nie odkłada, jest inaczej. Już setki tysięcy hektarów wycięto w Amazonii. Człowiek nic nie będzie miał z tej nowej formacji trawiastej, bo ona po prostu nie jest w stanie produkcyjnie utrzymać dużej ilości bydła czy innych zwierząt hodowlanych. Na przykład w dolnym odcinku Amazonii, pojawiły się wydmy takie jak u nas nad morzem w Słowińskim Parku Narodowym. Powstały ruchome wydmy, tam gdzie był las tropikalny. Dodajmy jako ciekawostkę, że Słowiński Park Narodowy powstał na terenie, który został pierwszy na naszym wybrzeżu zdewastowany, jakieś 2500 lat temu przez człowieka. Stało się to w wyniku osadnictwa. Tam rosły wielkie lasy bukowe i bukowo-dębowe i osadnicy zaczęli je na potęgę wyrąbywać uruchamiając niechcąco procesy niestabilnego podłoża; jeszcze dziś wydmy odsłaniają olbrzymie pnie spod piasku naniesionego tu przez Bałtyk.

I teraz wracając do zalesiania; ponieważ społeczność międzynarodowa tego oczekuje, więc społeczność musi za to zapłacić. Najlepszą metodą nie jest przeliczanie na tony dwutlenku węgla i handel jego emisjami. Potrzebny jest sposób prosty, ale jednoznacznie skuteczny: ustalamy stawkę ile płacimy danemu krajowi od kilometra kwadratowego za przekazanie takiego obszaru pod zalesianie lub bierną ochronę. Gdyby przyjąć stawkę prymitywną, ale jasną, np. 1000 dolarów od kilometra kwadratowego, to przy 4 milionach kilometrów kwadratowych w samej Brazylii, trzeba było by 4 miliardy dolarów rocznie zapłacić na utrzymanie takiego lasu. To nie są wielkie pieniądze i w skali Brazylii, i tym bardziej w skali świata.

Handel emisjami to jest zwykłe oszustwo. Deklaracja paryska mówi o zalesianiu i to jest o tyle dobre, że dzięki niej został wyznaczony nowy, bardzo ważny kierunek myślenia i działania. Ja proponuję system dobrowolny zalesiania i działanie bez zwłoki, system powinien jak najszybciej zacząć funkcjonować, najpierw jako program pilotażowy w różnych miejscach świata. Na przykład uważam, że w Afryce najważniejsze jest zachowanie lasów tropikalnych i zalesianie Madagaskaru, który ma większą różnorodność flory i fauny, niż pół Afryki mimo, że jest stosunkowo niedużą wyspą, przekracza pół miliona kilometrów kwadratowych. Niedużą, ale większą znacznie od całej Polski, jednak w porównaniu do całego kontynentu Madagaskar nie jest wielki.

Tam występują jeszcze dziko gatunki, które gdzie indziej już wymarły, np. lemury, jednak żeby one mogły przetrwać, to musimy ten zielony płaszcz rozpostrzeć na całą wyspę. Teraz na Madagaskarze zostało około 15 proc. tych lasów, które jeszcze 200, 300 lat temu tam rosły. Tylko 15 procent – to dramatyczny stan. Tam odtworzenie lasów możemy śmiało zrealizować na 150 tysiącach kilometrów kwadratowych. A to już dałoby – oprócz odtworzenia flory i fauny - naprawdę duży efekt w postaci zmian klimatycznych, korzystnych nie tylko dla całej wyspy, która jest bardzo przesuszona w tej chwili.

W koncepcji zalesiania nie chodzi tylko o regiony tak od nas odległe, bo np. Europie też są tereny, które należy poddać zalesianiu. Choćby Góry Dynarskie, łańcuch górski położony wzdłuż wschodniego wybrzeża Adriatyku, ciągnący się na przestrzeni 700 km przez kilka krajów, od Bośni i Hercegowiny po Albanię. Kiedyś była tam bogata roślinność leśna, która jednak została totalnie zubożona przez działanie człowieka, głównie poprzez wyrąb drzew oraz masowy wypas kóz i owiec.

Skoro nie ma jeszcze planu globalnego zalesiania, nic chyba nie stoi na przeszkodzie, aby wyszedł on np. z Polski. Pomysł zalesiania zawarty w deklaracji paryskiej musi zostać jak najszybciej skonkretyzowany w formie systemu. Skoro Polska jest najbardziej zainteresowana odrzuceniem planów dekarbonizacji (w czym instytucje Unii Europejskiej łatwo nie odpuszczą), powinna jako pierwsza i jako kraj wiodący zająć się zalesianiem. Nie tylko na swoich terenach, bo u nas z lasami nie jest tak źle. Konieczny jest międzynarodowy system tworzenia kontynentalnych obszarów klimatyczno-wodnych. Nie zapominajmy bowiem, że chodzi w tym wszystkim również o wodę słodką, której ludzkość potrzebuje coraz więcej. Niby o tym się mówi od dawna, ale nikt ze światowych decydentów, polityków jakby nie chciał tego słyszeć. A przecież sprawa klimatyczna może posłużyć jako katalizator polepszenia warunków bytowania człowieka w wielu zaniedbanych regionach świata. Posłuży także sprawie ratowania przyrody w skali globalnej.

Dr Jerzy Kruszelnicki, miesięcznik Wpis.
Autor: Piotr Prejbisz o 06:50 Brak komentarzy:

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Arytmetyka dwójkowa manualnie

Poniżej mnożenie 103 x 109:
A na następnym zdjęciu dzielenie 13 078 463 : 4127





Autor: Piotr Prejbisz o 23:04 Brak komentarzy:

niedziela, 2 grudnia 2018

Hau-hau

Coś jak "Pochwała głupoty" Erazma z Rotterdamu - świetna analiza kulturowa współczesnej komunikacyjnej aberracji w ujęciu Stanisława Janeckiego:

Krótki traktat o zgłupianiu polityki – polskiej, europejskiej i światowej

Jeśli przekaz zostanie sprowadzony do „hau-hau!”, uczestnikom tego szczekania może być wszystko jedno, kogo aktualnie obszczekują.
W polskiej i europejskiej polityce całkiem już trwały jest proces, który nazywam „zgłupianiem”. Zgłupianie nie jest oczywiście wygłupianiem się, lecz polega na tym, że politycy, komentatorzy polityki oraz tzw. liderzy opinii coraz bardziej upraszczają swój przekaz, a właściwie prymitywizują. Robią to przekonani, że w czasach dominacji krótkich komunikatów, czyli swego rodzaju warknięć, ludzie nie zauważają nic więcej niż nagłówki, czyli właśnie owe warknięcia. Oczywiście można warknąć mniej lub bardziej inteligentnie. Oparcie komunikacji na warknięciach doprowadzi jednak do tego, że w końcu przejdzie ono w szczekanie, w którym już nie będzie żadnego komunikatu poza samym szczekiem. I najważniejszy będzie akcent stawiany na poszczególne szczeki oraz intonacja, bowiem w obiegu pozostanie wyłącznie rodzime „hau-hau!” lub w bardziej międzynarodowej wersji „woof-woof!” i „ruff-ruff!”(angielskiej), „wo-wo! (chińskiej kantońskiej), „wang-wang!”(chińskiej mandaryńskiej), „bow-bow!” (hindi), „guau-guau!” (hiszpańskiej), „wan-wan!” (japońskiej), wuff-wuff!” (niemieckiej) czy „wouaff-wouaff!” (francuskiej).

Zgłupianiem polityki rządzi mechanizm sprzężenia zwrotnego lub (używając języka matematyki) są to klasy samozwrotne. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że politycy (oraz komentatorzy i liderzy opinii) uważają wyborców (społeczeństwo) za coraz głupszych, dlatego „zgłupieniu” podlega komunikacja miedzy nimi, gdyż innej by nie zrozumieli. Z drugiej strony wyborcy (społeczeństwo) wnioskują, że skoro komunikaty polityków są coraz prymitywniejsze, to oni stają się coraz głupsi i „zgłupiają” tych, którzy mają ich popierać oraz wybierać.

Dla wielu „zgłupianie” polityki, szczególnie po stronie tych, którzy korzystają z biernego prawa wyborczego, jest oczywiście wybawieniem, bowiem mogą na szersze procesy przerzucić odpowiedzialność za własne niedostatki intelektualne. Mogą więc mówić: jesteśmy dużo mądrzejsi niż mogłoby się wydawać, ale dostosowujemy się do reguł gry. Na razie jesteśmy na etapie komunikacji zawieszonej gdzieś miedzy równoważnikami zdań a warknięciami. Osobną grupę komunikatów stanowi tzw. strumień świadomości (nieświadomości), czyli obszerny przekaz, w którym jest bardzo mało treści, o sensie nie wspominając. Osobną grupę stanowią też przekazy łopatologiczne (politgramota), które w mniemaniu polityków (komentatorów i liderów opinii) są dobrą formą zwierania szeregów, a z drugiej strony – są wygodnym narzędziem do łomotania politycznych przeciwników.

„Zgłupianie” nakłada się na szersze procesy cywilizacyjne. Pierwszym procesem jest postępująca infantylizacja dyskursu publicznego. Wynika ona w dużej mierze z rozpowszechnienia przekonania, że wszystko musi być lekkie, łatwe i przyjemne, gdyż inaczej nie zostanie zaakceptowane. A pewien trud, na przykład w zdobywaniu wiedzy, jest niczym nieuzasadnioną szykaną, a wręcz torturą.

Drugim szerszym procesem jest szybko postępująca tendencja do ignorowania wiedzy źródłowej. Nie chodzi tylko o powszechne wręcz ignorowanie oryginalnych tekstów (przekazów) kultury i myśli, lecz nawet informacji z pierwszej ręki. Współczesny kanon wiedzy czy kompetencji kulturowej to rzeczy zasłyszane z trzeciej, czwartej, a nawet piątej ręki. Nawet nie z antologii tekstów, tylko z zestawów grepsów bądź najgłupszych plotek. Najgorsze jest w tym procesie odchodzenia od wiedzy źródłowej to, że dotyczy on w coraz większym stopniu naukowców oraz twórców kultury.

Trzecim procesem jest coraz większe przeideologizowanie przekazu, nawet prostych komunikatów informacyjnych. Wszystko ma być krótkie i ideologiczne niczym uderzenie młotkiem. A jeśli tak, to ideałem byłyby tu plakaty propagandowe w sowieckiej Rosji czy hitlerowskich Niemczech. I to się wiąże z procesem czwartym – przemoralizowaniem wszystkiego, i to na poziomie moralnego pałkarstwa zamiast argumentacji. Ideałem jest, żeby każda wypowiedź zawierała ostry sąd moralny, wgniatający przeciwnika w glebę albo robiący z niego to, co walec robi z pomidora.

Piątym procesem nakładającym się na „zgłupianie” polityki jest szybko postępujące przekształcanie obywatela w konsumenta. Konsument ma tylko wiedzieć, co jest modne bądź „na topie” i bezrefleksyjnie to kupować. A całe jego życie ma być nastawione na pogoń za towarami (ewentualnie usługami) czy okazjami. Jego życie ma też być nastawione na pożądanie towarów (usług), czyli ma być tak zorganizowane, żeby zaspokoić maksymalne aspiracje konsumenckie. A politycy mają mu tylko pomagać te konsumenckie aspiracje zaspokajać. Polityka jest tu takim samym zjawiskiem jak konsumpcja.
Pozornie może się wydawać, że „zgłupienie” polityki jest wygodne i efektywne, bowiem upraszcza polityczny przekaz, ułatwia decyzje oraz nie wymaga wielkiego wysiłku intelektualnego czy organizatorskiego. Faktycznie „zgłupienie” wszystko spłyca i relatywizuje, w tym motywacje wyborcze. Jeśli przekaz zostanie sprowadzony do „hau-hau!” z odpowiednim akcentem i intonacją, w pewnym momencie uczestnikom tego szczekania może być wszystko jedno, kogo aktualnie obszczekują. Byleby się wyszczekać. Życie polityczne sprowadziłoby się wtedy do watah czy stad, które w zmiennych konfiguracjach się obszczekują między kolejnymi posiłkami (polowaniami na okazje). Tylko po co nam wtedy cały ten wielowiekowy bagaż kulturowy i cywilizacyjny? „Hau-hau!”, „woof-woof!”, „ruff-ruff!”, „wo-wo!, „wang-wang!”, „bow-bow!”, „guau-guau!”, „wan-wan!”, wuff-wuff!”, „wouaff-wouaff!”.
Autor: Piotr Prejbisz o 16:32 Brak komentarzy:
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Etykiety

  • *Camino (60)
  • *Stowarzyszenie Spadkobierców PK2WS (342)
  • *Wielka Potrzeba Sztuki - Galeria (41)
  • *Wkramost łączy pokolenia (139)
  • Akademicy1830 (11)
  • Architekci porozumień (21)
  • Autorzy scenariuszy (23)
  • Dni Pamięci (51)
  • Dobra Krainą Lego i Konstrukcjonizmu (67)
  • Dobra Sprawa Matysiaków (205)
  • Doświadczyńskich Przypadki (34)
  • eHistoria (6)
  • eSzkoła Drogi (8)
  • eUniwersytet Trzech Miast (35)
  • Klub 25 grudnia (27)
  • Księgi Pamięci Rodziny Katyńskiej i Piaśnickiej (11)
  • Księgi Przyrody Marii mazowieckich (8)
  • Łamacze kodów (23)
  • Maj Obywatelski (8)
  • Mathematica4you (4)
  • maths4peace (5)
  • Przedszkole robotyki (5)
  • Rodzina Katyńska (18)
  • Rodzina Piaśnicka (85)
  • Scratch (25)
  • Studentki1920 (16)
  • Tajna oświata i kultura (9)

Archiwum bloga

  • ►  2023 (1)
    • ►  lipca (1)
  • ►  2022 (25)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (6)
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (7)
  • ►  2021 (83)
    • ►  grudnia (7)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (7)
    • ►  września (14)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (10)
    • ►  maja (10)
    • ►  kwietnia (6)
    • ►  marca (9)
    • ►  lutego (6)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2020 (128)
    • ►  grudnia (13)
    • ►  listopada (14)
    • ►  października (7)
    • ►  września (16)
    • ►  sierpnia (6)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (10)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (8)
    • ►  marca (15)
    • ►  lutego (6)
    • ►  stycznia (15)
  • ►  2019 (183)
    • ►  grudnia (9)
    • ►  listopada (16)
    • ►  października (15)
    • ►  września (10)
    • ►  sierpnia (6)
    • ►  lipca (14)
    • ►  czerwca (10)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (19)
    • ►  marca (29)
    • ►  lutego (19)
    • ►  stycznia (25)
  • ▼  2018 (167)
    • ▼  grudnia (13)
      • Tak trzeba!
      • Bach vs Vivaldi
      • Najważniejsza historyczna trasa w Polsce!
      • Wspólnota losu
      • Haiku generator
      • Dzień narodzin Matysiaków
      • Gra o tron w Polsce
      • Polska flaga na Marsie
      • Co nas łączy, co nas dzieli w UE
      • Porwane losy kamienic warszawskich
      • Nie było nas - był las...
      • Arytmetyka dwójkowa manualnie
      • Hau-hau
    • ►  listopada (15)
    • ►  października (13)
    • ►  września (15)
    • ►  sierpnia (10)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (16)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (15)
    • ►  marca (15)
    • ►  lutego (17)
    • ►  stycznia (20)
  • ►  2017 (165)
    • ►  grudnia (25)
    • ►  listopada (24)
    • ►  października (16)
    • ►  września (28)
    • ►  sierpnia (11)
    • ►  lipca (10)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (13)
    • ►  kwietnia (7)
    • ►  marca (7)
    • ►  lutego (6)
    • ►  stycznia (10)
  • ►  2016 (154)
    • ►  grudnia (9)
    • ►  listopada (12)
    • ►  października (7)
    • ►  września (14)
    • ►  sierpnia (8)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (19)
    • ►  kwietnia (30)
    • ►  marca (14)
    • ►  lutego (10)
    • ►  stycznia (10)
  • ►  2015 (417)
    • ►  grudnia (31)
    • ►  listopada (23)
    • ►  października (25)
    • ►  września (38)
    • ►  sierpnia (44)
    • ►  lipca (39)
    • ►  czerwca (25)
    • ►  maja (17)
    • ►  kwietnia (24)
    • ►  marca (49)
    • ►  lutego (41)
    • ►  stycznia (61)
  • ►  2014 (414)
    • ►  grudnia (45)
    • ►  listopada (50)
    • ►  października (45)
    • ►  września (44)
    • ►  sierpnia (45)
    • ►  lipca (23)
    • ►  czerwca (29)
    • ►  maja (44)
    • ►  kwietnia (11)
    • ►  marca (32)
    • ►  lutego (20)
    • ►  stycznia (26)
  • ►  2013 (266)
    • ►  grudnia (23)
    • ►  listopada (20)
    • ►  października (16)
    • ►  września (36)
    • ►  sierpnia (33)
    • ►  lipca (17)
    • ►  czerwca (17)
    • ►  maja (24)
    • ►  kwietnia (30)
    • ►  marca (19)
    • ►  lutego (19)
    • ►  stycznia (12)
  • ►  2012 (152)
    • ►  grudnia (14)
    • ►  listopada (13)
    • ►  października (13)
    • ►  września (1)
    • ►  lipca (12)
    • ►  czerwca (9)
    • ►  maja (13)
    • ►  kwietnia (16)
    • ►  marca (19)
    • ►  lutego (21)
    • ►  stycznia (21)
  • ►  2011 (177)
    • ►  grudnia (23)
    • ►  listopada (14)
    • ►  października (12)
    • ►  września (31)
    • ►  sierpnia (13)
    • ►  lipca (12)
    • ►  czerwca (5)
    • ►  maja (9)
    • ►  kwietnia (5)
    • ►  marca (8)
    • ►  lutego (15)
    • ►  stycznia (30)
  • ►  2010 (6)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (1)
  • ►  2009 (4)
    • ►  grudnia (4)
  • ►  2008 (7)
    • ►  listopada (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (2)
    • ►  maja (1)
  • ►  2007 (2)
    • ►  maja (2)
  • ►  2006 (7)
    • ►  stycznia (7)
  • ►  2005 (20)
    • ►  kwietnia (20)
  • ►  2004 (1)
    • ►  maja (1)
  • ►  2001 (20)
    • ►  grudnia (10)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (2)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (2)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (1)
  • ►  1988 (3)
    • ►  stycznia (3)

O mnie

Wyświetl mój pełny profil
 

Etykiety

  • *Camino (60)
  • *Stowarzyszenie Spadkobierców PK2WS (342)
  • *Wielka Potrzeba Sztuki - Galeria (41)
  • *Wkramost łączy pokolenia (139)
  • Akademicy1830 (11)
  • Architekci porozumień (21)
  • Autorzy scenariuszy (23)
  • Dni Pamięci (51)
  • Dobra Krainą Lego i Konstrukcjonizmu (67)
  • Dobra Sprawa Matysiaków (205)
  • Doświadczyńskich Przypadki (34)
  • eHistoria (6)
  • eSzkoła Drogi (8)
  • eUniwersytet Trzech Miast (35)
  • Klub 25 grudnia (27)
  • Księgi Pamięci Rodziny Katyńskiej i Piaśnickiej (11)
  • Księgi Przyrody Marii mazowieckich (8)
  • Łamacze kodów (23)
  • Maj Obywatelski (8)
  • Mathematica4you (4)
  • maths4peace (5)
  • Przedszkole robotyki (5)
  • Rodzina Katyńska (18)
  • Rodzina Piaśnicka (85)
  • Scratch (25)
  • Studentki1920 (16)
  • Tajna oświata i kultura (9)