Wędrówka Trzechkrólowa
(T.S. Eliot w tłumaczeniu Czechowicza)
Mroźną mieliśmy podróż.
Toż to najgorsza w roku pora
Na wędrowanie, na tak daleką wędrówkę!
Ta trudna droga, surowa pogoda,
Sam środek zimy...
Te wielbłądy kulejące, krnąbrne, rozproszone,
Pokładające się w wilgotnym śniegu...
Żal nam było niekiedy
Letnich pałaców na stokach wzgórz, tarasów,
Jedwabistych dziewcząt, co częstowały sorbetem...
Ci poganiacze wielbłądów z klątwami i narzekaniem
Uciekający, bo zachciało im się trunku i kobiet...
Ogniska nocne gasnące, bezdomność,
Te miasta wrogie, grody nieprzyjazne,
Te wioski brudne, a drożące się...
Trudny był dla nas ów czas...
Pod koniec milej nam było wędrować całą noc
A sypiać byle jak,
Podczas gdy głosy śpiewały nam w twarz:
-- To wszystko było szaleństwem...
Wreszcie o brzasku zstąpiliśmy w łagodną dolinę
Niżej granicy śniegów. Pachniało zielenią i wodą.
Tam bystra struga i młyn biły w ciemność,
Tam trzy drzewa na niebie nisko,
Tam stary siwosz gnał po łące.
Dotarliśmy potem do gospody, co miała ganek w
winorośli:
Sześć rąk w otwartych drzwiach rzucało kości o srebro,
A nogi kopały puste miechy po winie.
Nie dowiedzieliśmy się tam niczego. Przeto zdążaliśmy
dalej.
Kres wędrówki wypadł o zmierzchu, nie wcześniej.
Znaleźliśmy owo miejsce. Można rzec -- dobrze się stało.
Wszystko to, co pamiętam, działo się bardzo dawno.
Wędrowałbym raz jeszcze, ale zapiszcie w księgach,
Zapiszcie to:
"Czyli nas wiodła ta daleka droga
Po Narodziny czy po Śmierć? Bo tak, bo były Narodziny
Świadczymy, były. Bez wątpienia... Widziałem narodziny
i śmierć,
Lecz myślałem, że różnią się czymś. Te Narodziny były
dla nas
Jak ciężka i gorzka agonia, jak śmierć, nasza śmierć..."
Wróciliśmy do naszych krain, tych Królestw.
Ale nie było nam tak dobrze w nich jak ongi
Z obcym ludem, co w swe szpony chwyta bogów...
Rad bym był śmierci ponownej...
Rad bym był śmierci ponownej...
Znam ten wiersz prawie na pamięć w wersji angielskiej, tyle razy go słuchałem
w genialnej recytacji samego autora. Przekład Czechowicza jest kongenialny, oddaje cudownie doniosłość Objawienia, gdy po wędrówce królowie poczuli, że człowiek bez Boga jest tak z u b o ż o n y, iż "rad by był śmierci ponownej..."