wtorek, 29 kwietnia 2014

Kapitalizm nie działa

  Pamiętacie ożywcze myśli z zagranicznych tekstów publikowanych w tygodniku Forum? Było to prawdziwe okienko na świat. Dzisiaj taką rolę zaczyna pełnić  strona http://www.project-syndicate.pl/ .
  Ale nie tylko ona. Oto, zupełnie niedawno pojawił się w internetowym Guardianie świetny artykuł:
http://www.theguardian.com/commentisfree/2014/apr/12/capitalism-isnt-working-thomas-piketty
Nie minęło dwa tygodnie i stał się dostępny na stronie Krytyki politycznej:

Kapitalizm po prostu nie działa

Zamożni ludzie nie muszą już wspierać ambitnych innowacji ani inwestować w produkcję.
Oto nagle jakiś nowy ekonomista robi zamieszanie – i nie jest z prawicy. Na ostatniej konferencji zorganizowanej przez Institute of New Economic Thinking w Toronto książkę Thomasa Piketty'ego Capital in the Twenty-First Century wspominano co najmniej raz na każdej z sesji, w której brałem udział. Żeby znaleźć pojedynczego ekonomistę, który wywarłby takie wrażenie, trzeba się cofnąć do lat 70. i Miltona Friedmana.

Podobnie jak Friedman, Piketty jest człowiekiem swojego czasu. Lęki przed inflacją z lat 70. zastąpiła dziś troska z powodu wyłonienia się warstwy plutokratów oraz ich wpływu na gospodarkę i społeczeństwo. Piketty nie ma wątpliwości – jak mówi w wywiadzie dla „Observer” – że obecny poziom nierówności majątkowych, które mają przecież rosnąć jeszcze bardziej, zagraża przyszłości samego kapitalizmu. I dowodzi tego.

To teza zaskakująca i strasznie niewygodna dla tych, którzy sądzą, że kapitalizm i nierówności potrzebują się nawzajem.

Kapitalizm wymaga przecież nierówności majątkowych, głosi prawicowy argument, aby stymulować wysiłek i gotowość do ryzyka; rządy próbujące je ograniczyć poprzez opodatkowanie majątku, kapitału, spadków czy nieruchomości zarzynają kurę znoszącą złote jaja. Dlatego też panowie Cameron i Osborne wiernie propagują niższe podatki spadkowe, odmawiają reformy podatku od nieruchomości i szczycą się przyjaznym dla biznesu systemem niskich podatków od zysków kapitałowych i dochodów przedsiębiorstw.

Piketty wykorzystuje dane z dwustu lat, by dowieść im, że się mylą. Jak twierdzi, kapitał jest ślepy. Kiedy jego zwroty – z inwestycji w cokolwiek, od budowy mieszkań pod wynajem po nową fabrykę samochodów – przewyższają realny wzrost płac i produkcji (jak to zazwyczaj w historii było, z wyjątkiem kilku okresów, np. lat 1910–1950), wówczas wartość kapitału rośnie nieproporcjonalnie szybciej niż ogólny poziom produkcji. Nierówność majątkowa gwałtownie zatem wzrasta.

Zjawisko to pogłębia jeszcze dziedziczenie, a w USA i Wielkiej Brytanii także wzrost znaczenia suto opłacanych „supermenadżerów”. Płace najwyższej kadry kierowniczej nie mają nic wspólnego z jej realnymi zasługami, bo, jak wskazuje Piketty, w kontynentalnej Europie i Japonii są one dużo niższe. Stały się społeczną normą raczej w świecie anglosaskim, na co pozwoliła ideologia „merytokratycznego ekstremizmu”, a tak naprawdę samolubnej żądzy dotrzymywania kroku innym bogatym. To ważny element myślenia Piketty'ego: rosnąca nierówność majątkowa nie jest niezmienna. Społeczeństwa mogą ją tolerować bądź sie jej przeciwstawić.

Nierówność majątkowa w Europie i w USA jest z grubsza dwa razy większa niż nierówność dochodowa.

Górne 10 procent posiada między 60 a 70 procent całego bogactwa, ale tylko 25 do 35 procent wszystkich dochodów. Taka koncentracja majątków już osiągnęła poziom sprzed I wojny światowej, a zmierza do tych z końca XIX wieku, kiedy to dominującą kwestią życia gospodarczego i społecznego było to, kto i co będzie mógł odziedziczyć. Między majątkiem a dochodem zachodzi powtarzająca się interakcja: koniec końców wielki majątek pozwala dodać niezarobiony dochód z renty do dochodu zarobionego, jeszcze bardziej napędzając proces tworzenia nierówności.

Wydawało się, że rozrzutność i niebywałe napięcia społeczne Anglii edwardiańskiej, francuskiej belle époque czy Ameryki zbójeckich baronów nieodwołalnie odeszły w przeszłość. Piketty wskazuje jednak, dlaczego okres pomiędzy rokiem 1910 a 1950, kiedy nierówności się zmniejszały, był raczej odchyleniem od normy. Potrzeba było wojny i kryzysu, aby powstrzymać dynamikę rosnących nierówności, a potem wysokiego opodatkowania dużych dochodów, zwłaszcza tych niepochodzących z pracy, aby utrzymać społeczny pokój. Dziś nieunikniony fenomen ślepego kapitału, mnożącego się coraz szybciej w rękach coraz mniejszej grupy, powraca, i to na skalę globalną. A konsekwencje, jak pisze Piketty, są „potencjalnie przerażające”.

Przede wszystkim niemal żadne nowe przedsiębiorstwa, z wyjątkiem jednego czy dwóch efektownych start-upów z Doliny Krzemowej, nie są w stanie zarobić wystarczająco dużo, aby rzucić wyzwanie niesłychanie potężnej koncentracji już istniejących majątków. W tym sensie „przeszłość pożera przyszłość”. Wiele mówi fakt, że książę Westminsteru i hrabia Cadogan należą do najbogatszych ludzi w Wielkiej Brytanii. Zawdzięczają to wyłącznie działkom w Mayfair i Chelsea, które ich rodziny posiadały już sto lat temu, a także brakowi politycznej woli, by domknąć luki prawne pozwalające ich rodzinnym posiadłościom rosnąć coraz bardziej.

Każdy, kto ma możliwość posiadania w czasach, kiedy zwroty z własności przewyższają płace i zyski z produkcji, szybko będzie się stawał nieproporcjonalnie bogatszy; z czasem coraz bardziej.

Warto być raczej rentierem niż przedsiębiorcą podejmującym ryzyko: popatrzmy tylko na eksplozję budów mieszkań na wynajem. Nasze firmy i nasi zamożni nie muszą już wspierać ambitnych innowacji, nie muszą już nawet inwestować w produkcję: muszą tylko gromadzić zyski, korzystać z ulg podatkowych i rozmaitych form optymalizacji, a odsetki załatwią resztę.

Podkopana zostaje w ten sposób dynamika kapitalizmu. System dobijają jednak jeszcze inne siły. Piketty zauważa, że bogaci niezwykle skutecznie chronią swe majątki przed opodatkowaniem, w efekcie czego coraz większą część całkowitego obciążenia podatkowego biorą na siebie ludzie o średnich dochodach. W Wielkiej Brytanii wprawdzie górny 1 procent płaci jedną trzecią wszystkich podatków dochodowych, ale podatek dochodowy odpowiada za ledwie 25 procent wszystkich wpływów do budżetu: 45 procent pochodzi z VAT-u, akcyzy i powszechnych ubezpieczeń opłacanych przez masy ludności.

W efekcie ciężar finansowania dóbr publicznych, takich jak edukacja, ochrona zdrowia czy mieszkalnictwo, w coraz większym stopniu ponoszą przeciętni podatnicy, którzy nie mają środków wystarczających do ich utrzymania. Nierówność majątkowa staje się tym samym przepisem na spowalniającą, niechętną innowacjom gospodarkę rentierów, cięższe warunki pracy i pogorszenie jakości usług publicznych. Jednocześnie bogaci stają się coraz bogatsi i coraz bardziej oderwani od społeczeństwa, którego są częścią: nie poprzez zasługi czy ciężką pracę, ale po prostu dlatego, że mają szczęście posiadać kapitał przynoszący im zwrot wyższy od płac w tym samym okresie. Burzy się przy tym nasze zbiorowe poczucie sprawiedliwości.

Przeszłość uczy nas, że społeczeństwa próbują się bronić: zamykają granice, dokonują rewolucji – albo kończą na wojnie. Piketty obawia się powtórki. Jego krytycy twierdzą, że wraz z podniesieniem się poziomu życia resentyment wobec superbogatych nie będzie już tak wielki, a jego dane intensywnie sprawdza się w poszukiwaniu pomyłek. Jak dotąd trzymają się mocno.
Nie wygląda również na to, żebyśmy zawiesili na kołku immanentne dla ludzkich istot poczucie sprawiedliwości. Oczywiście, reakcje bywają różne w różnych epokach: podejrzewam na przykład, że część energii szkockiego nacjonalizmu wypływa z pragnienia stworzenia kraju, w którym toksyczne nierówności są mniej tolerowane niż w Anglii.

Rozwiązania: opodatkowanie najwyższych dochodów na poziomie 80 procent, skuteczny podatek spadkowy, właściwe opodatkowanie własności oraz, ponieważ problem jest globalny, globalny podatek majątkowy – są obecnie niewyobrażalne. Ale, jak mówi Piketty, zadaniem ekonomistów jest uczynić je bardziej wyobrażalnymi. Kapitał w XXI wieku z pewnością to czyni.
Przełożył: Michał Sutowski

Inny nowy - w Krytyce Politycznej - ale już sprzed miesiąca artykuł, to ciekawa analiza, w języku doktryny szoku, sprawy gazu łupkowego:
http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/wybory-europy/20140429/klein-jak-wykorzystac-ukraine-i-ugotowac-przy-okazji-planete

niedziela, 27 kwietnia 2014

Kto inny ma w sobie tyle żywotności?

Bardzo trafny komentarz Piotra Zaremby:
Pomysł Gazety Wyborczej” aby kanonizację Jana Pawła II uczcić czołówką autorstwa księdza Wojciecha Lemańskiego (w rzeczywistości fragmentem książki wydawanej dla niego przez Agorę) to krok dalej w stosunku do dotychczasowego proponowanego przez tą gazetę forsownego marszu.
Mamy od wielu miesięcy do czynienia z operacją „Franciszek” – polski ksiądz podważający i co gorsza wyśmiewający nauczanie Kościoła w takich kwestiach jak bioetyka, jest przedstawiany jako sojusznik, ba ulubieniec obecnego papieża. Choć nie ma na to nawet poszlak. Teraz ksiądz Lemański ma nam się kojarzyć również z Janem Pawłem II. Z jednej strony to on go „autoryzuje”. Z drugiej strony czytamy, że Jan Paweł II ponoć czekał na takich duchownych jak były proboszcz z Jasienicy.
Absurd nie zna granic – wystarczy się wczytać w nauczanie polskiego papieża i przypomnieć sobie, jakie miał stanowisko w sprawie kościelnej dyscypliny. Chodzi o jedno: obu papieży używa się jako .drągi, którymi okłada się po głowach obecnych polskich hierarchów. Choć przecież, jak przypomniał w TVN zresztą krytycznie, Paweł Śpiewak, obecny polski Kościół jest zbudowany w dużej mierze właśnie przez Jana Pawła II.
To wrażenie: Lemański i za jego plecami dwaj papieże, osiąga się za pomocąprzeinaczeń, słownych łamańców i oczywistych fałszerstw. Zresztą to używanie ma też swoje granice. Nie raz i nie dwa „Gazeta Wyborcza” wpisywała się w bardzo prymitywne akcje podgryzania Jana Pawła II – że przypomnę promowanie „rozważań” Tomasza Piątka, których trudno było nie zaliczyć do wykwitów antyklerylizmu tramwajowego. Nawet Franciszek nie jest bezpieczny. Gdy trzeba wybierać między nim a Ewą Wójciak, która naurągała obecnemu papieżowi najwulgarniejszymi słowami, Czerska nie ma wątpliwości, że trzeba kibicować aktywistce Ruchu Palikota.
Ta wrzawa, ten napór, wywołuje w wielu katolikach odruch fortyfikowania się, chronienia na ostatnich szańcach. Doskonale tę pokusę rozumiem, ale pamiętajmy o jednym. Dzisiaj kanonizowano dwóch papieży, którzy popchnęli Kościół na nowe tory. Którzy go otworzyli.
Jeśli dziś niektórzy konserwatyści obawiają się skutków rozmaitych zmian proponowanych przez Franciszka, to przypomnę, że postępuje on tylko drogą wytyczoną przez poprzedników. To Jan XXIII zaczął, a Jan Paweł II niesłychanie posunął do przodu choćby proces odzierania Kościoła z atrybutów fałszywej monarszej pozy (ten pierwszy mówił o „imperialnym pyle”) zastępując ją zupełnie nowym typem charyzmy. A to przecież drobna i tylko symboliczna część tego, co zaszło w Kościele ostatnich dziesięcioleci. Dziś nie czujemy już wagi takich zmian jak decyzja aby odprawiać mszę w językach narodowych czy aby odwrócić księdza odprawiającego tę mszę twarzą do wiernych. A była to wielka rewolucja komunikacyjna.
Świętymi zostali dziś człowiek, który rozpoczął wielkie dzieło Soboru Watykańskiego II i człowiek, który odegrał w tym dziele znaczącą rolę i w pewnym sensie je dokończył. Który przywiązanie do tego dzieła manifestował wszystkim, począwszy od wybranych papieskich imion. To na pewno nie są patroni konserwatyzmu bezdusznego, mechanicznego, nie dostrzegającego zza instytucji ceremonii człowieka.
Śmieszy mnie kiedy dzisiaj media dalekie od Kościoła żądają od niego nieustannie zmian, reformowania się, biegu, sobie, środowiskom przez siebie reprezentowanym takich celów bynajmniej nie podsuwając. Dla takich pism jak „Polityka” czy „Gazeta Wyborcza” polska transformacja to proces w dużej mierze skończony i bez mała idealny. Mamy podobno wspaniałe państwo, wspaniałe reguły gry. Księżom, biskupom, samemu papieżowi gra się za to nieustannie nad uchem pobudkę. Mają zdążyć. Mają zaspokajać żądzę zmiany formułowaną podobno przez świat. A przecież Kościół to instytucja, która przez ostatnie 50 lat zmieniała się jak nikt inny.
To niesprawiedliwa wrzawa, powiem więcej to wrzawa niemądra. Ale to nie znaczy, że Kościół nie ma prawa się zmieniać i że nie będzie się zmieniać. I że nie może się zmieniać w jakikolwiek sposób jego nauczanie. Kto powiedział, że zmiany czasówJana XXIII i Jana Pawła II były uprawnione, a jakiekolwiek następne już nie? Sens pojęcia „Kościół otwarty” trwa i trwać będzie, bo Kościół jest otwarty z samej natury, nawet jeśli otwarciem nie grzeszą niektórzy jego słudzy.
Przecież wiele elementów tego nauczania, łącznie z takimi aksjomatami jak celibat księży, było produktem konkretnych warunków historycznych. Można ich zawsze bronić, ale nie używając języka mechanicznej obrony każdej tradycji. Dlatego ja się dziś na przykład nie oburzam, gdy z otoczenia Franciszka padają nieśmiałe sugestie aby się zastanowić nad problemem nieudzielania komunii świętej rozwodnikom wstępującym w następne związki. Przecież nie chodzi o kościelną legalizację rozwodu jako takiego. Mówi się o komunii dla tych, którzy zostali porzuceni. Kościół postawiłby w ten sposób sam sobie pytanie, czy wymaganiaetyczne nie są stosowane zbyt mechaniczne. Ale same te wymagania nie zostałyby absolutnie zanegowane.
Co nie znaczy, że nie widzę problemu. Problem tkwi w tym, że bardzo wiele środowisk, z promotorami jasienickiego kapłana na czele, chce aby Kościół przyjął te zmiany na rozkaz. Żeby zaczął mówić językiem współczesnego świata jak najśpieszniej i bez zastrzeżeń. Tracąc raczej niż zyskując wiarygodność i nie ratując się bynajmniej przed kolejnymi żądaniami tych, którzy chcieliby, jak trafnie to ujął kiedyś profesor Ryszard Legutko, cały świat wyglądał jak jedna wielka redakcja z Czerskiej. Przy czym pod nazwę „Czerska” proszę sobie podstawić sto innych polskich i niepolskich redakcji, instytucji, stowarzyszeń czy partii.
Kościół ma poczucie, że dzisiaj każde ustępstwo wobec ducha nowoczesności będzie odbierane jak kapitulacja. Nie jak świadectwo jego mądrości, a świadectwo jego nieżyciowości i zacofania. To kwadratura koła. Przyznam szczerze, że sam nie mam tu żadnych prostych i łatwych rad w zanadrzu. Postawa odmowy negocjacji z duchowymi terrorystami wydaje mi się naturalna, ale też boję się, że przy okazji wylewa się z kąpielą nie jedno dziecko. Papież Franciszek budzący dziś zniecierpliwienie wielu tradycjonalistów stoi przed wyzwaniem ponad siły człowieka. Ale też dysponuje nienajgorszym instrumentarium. Kościół nie jest, bo być nie może instytucją spójną, ale to w gruncie rzeczy jego zaleta. W każdym razie bardziej zaleta niż wada. Zwłaszcza zmiany Soboru Watykańskiego II uczyniły z niego mieszaninę elementów demokracji i silnej nieomal monarszej władzy. Oba są przydatne w rozmaitych okolicznościach, choć nad każdym przypadkiem można dyskutować oddzielnie.
To instrumentarium dali obecnemu papieżowi jego poprzednicy: między innymi JanXXIII i Jan Paweł II. Na dokładkę wyposażyli go też w inną potężną tradycję: osobistego autorytetu opartego na ciepłej, osobistej, nieomal intymnej więzi ze światem. Kiedy się oglądało te setki tysięcy pielgrzymów w Rzymie, można było na wszelkie sposoby przypominać sobie o kryzysie, o kłopotach Kościoła Katolickiego. Ale też można było powtarzać pytanie: kto inny ma w sobie tyle żywotności? Kto równie skutecznie łączy ludzi na świecie? Wskażcie mi taką instytucję, z wszystkimi jej wadami i słabościami.
Piotr Zaremba

sobota, 26 kwietnia 2014

Koncert dla JP2 - 25IV

Zespół Raz Dwa Trzy:






Waglewski (motyle są prawdziwe!):


Zakopower:




Teksty:
Zakopower - Bóg wie gdzie:
Jestem latawcem co, nagle wypadł mu z rąk
I nie zwracam uwagi wcale na jego płacz.
Pędzę jak wiatr, jak balonik lecę gdzieś
Bóg wie gdzie x5

Te zabawki i gry, w kąt złożone to my
Lalki stworzone do zabawy;
Małpa i pies,
Tygrys i lew,
Żeby jego jasny śmiech zabrzmieć mógł.

REF
Choć go czasem zostawiamy, uciekamy,
Każdy jednak wie,
Najważniejsze, że chwil parę wieczny chłopiec dobrze nami bawił się..
bawił się.. bawił się.. bawił się..

Choć go czasem zostawiamy, uciekamy
Każdy jednak wie,
Najważniejsze, że chwil parę wieczny chłopiec nami bawił się.

Choć go czasem zostawiamy, uciekamy
każdy jednak wie,
najważniejsze, że chwil parę wieczny chłopiec dobrze nami bawił się,
Pobawił się.
Bawił się, bawił się, bawił się..

Waglewski - Bóg:
tak jak światło zmierzam w dół
woda sięga mi po szyję 
przez lasy ciągnie wiatr
teraz wiem, że żyję 

kiedy wsłucham się usłyszę
jak woła mnie przez wiatr
właśnie teraz czy mnie widzisz
kiedy stoję i się świecę

ciasny hotelowy pokój
tam gdzie centrum świata
bez Ciebie trudno mi zrozumieć 
bez Ciebie wciąż się miotam

kiedy wsłucham się usłyszę
jak woła mnie przez wiatr
teraz stoję i zapraszam
teraz stoję i się świecę

Raz Dwa Trzy -  Trudno nie wierzyć w nic:
Zapyta Bóg w swym niebie, 
co dałem Mu, od siebie.
Wierzyłem i kochałem,
i byłem tym, kim chciał bym był. 
I żyłem jak ,chciał bym żył
i byłem, kim miałem być.

Odpowiem mu od siebie, 
że spłacę dług tym lepiej,
Tym bardziej, 
bo wiedziałem, co znaczy,
że nadziei brakowało mi
I kilku chwil, kilku dobrych chwil,
Może powie, to niepotrzebne słowa.

Trudno nie wierzyć w nic, trudno nie wierzyć w nic.
Trudno nie wierzyć w nic, trudno nie wierzyć w nic. 

Zapyta Bóg w swym niebie, 
jak spłacę dług,
ja nie wiem.
Wierzyłem i kochałem, 
i byłem, tym kim chciał bym był.

Trudno nie wierzyć w nic, trudno nie wierzyć w nic.
Trudno nie wierzyć w nic, trudno nie wierzyć w nic.

Budowanie bezpieczeństwa c.d.

Straż Obywatelska

  Wydarzeniami roku 1920 interesowałem się przed wielu laty nie z powodu historii zwycięskiej wojny z Rosją, ale z powodu Polskiej Szkoły Matematycznej, która właśnie w tamtym roku objawiła się Europie publikując pierwszy tom Fundamenta Mathematicae. Profesor Kazimierz Kuratowski podjął się roli historyka tej szkoły publikując w moich czasach studenckich książkę "Pół wieku matematyki polskiej 1920 - 1970". Gdy w latach osiemdziesiątych ukazały się jego „Notatki do autobiografii” oczywiście też do nich zajrzałem. Znalazłem tam fascynujący opis wydarzeń sierpnia roku 1915 w Warszawie i listopadowego odrodzenia polskiego Uniwersytetu Warszawskiego, którego profesorowie po pięciu latach zainicjowali Polską Szkołę Matematyczną. Wtedy właśnie warszawiacy przeszli, w skróconym terminie, pierwszą "Szkołę Obywatelskości". Cytuję fragmenty:
„Huk wysadzanych mostów na Wiśle, o świcie 5 sierpnia 1915 r., obwieścił mieszkańcom Warszawy nową erę w dziejach Polski: wojska carskie opuściły Warszawę. […]  Straż Obywatelska była to bardzo popularna organizacja złożona w dużej mierze z młodszych i starszych przedstawicieli inteligencji warszawskiej. Na jej czele stał adwokat Leon Supiński. Inny bardzo znany adwokat, obrońca więźniów politycznych za czasów carskich, Stanisław Płatek (późniejszy minister spraw zagranicznych w Polsce Niepodległej), utkwił mi w pamięci, jak kierował ruchem ulicznym na rogu Nowego Światu i Chmielnej. Również mój starszy Roman, wówczas aplikant adwokacki, należał do Straży Obywatelskiej. Po jakimś czasie Straż Obywatelska (która pełniła swe funkcje honorowo) została przekształcona w normalną, płatną milicję miejską. Komendantem jej został ks. Franciszek Radziwiłł.”
  Warto pamiętać, że wprowadzając etatową milicję miejską władze niemieckie chciały same ustalać obsadę milicyjnych etatów, ale samorządowa strona polska stała twardo na stanowisku, że tylko Polacy sprawdzeni w Straży Obywatelskiej mogą zostać miejskimi policjantami - i tak też się stało. Mój dziadek zatrudniony jako kapelmistrz milicji miejskiej zawsze mówił, że dyrygował orkiestrą Straży Obywatelskiej:
„W Warszawie, po ewakuacji wojska rosyjskiego i wejściu Niemców, utworzyła się Straż Obywatelska na czele której staną Naczelnik, książe Franciszek Radziwiłł. Zapisałem się na członka Straży Obywatelskiej i otrzymałem stanowisko skarbnika. Po zapoznaniu się z moimi kwalifikacjami Ks. Naczelnik wzywa mnie do siebie i proponuje mi, abym zorganizował orkiestrę; otrzymałem lokal na naukę i próby. Pierwszy występ orkiestry wypadł w okresie, gdy zwrócono nam samorząd w Warszawie i obiecywano przywrócenie państwa polskiego. Straż Obywatelska i władze miasta w dniu 3 maja 1916 roku zorganizowały manifestację i cała ludność gremialnie wyległa, tworząc wspaniały pochód, którego entuzjazmu nie da się opisać. Na czele tego entuzjastycznego pochodu kroczyła orkiestra Straży Obywatelskiej pod moją dyrekcją, gdzie oklaski  i kwiaty sypały się jak z rogu obfitości. Entuzjazm jaki wzbudziły pieśni narodowe, przygotowane na tę uroczystość - Jeszcze Polska nie zginęła - odnosiły serca i wywoływały szalony, nie do opisania zapał. Naczelnik Straży Obywatelskiej od tej chwili polecił mi, aby orkiestra w każdą niedzielę i święto dawała koncerty w Łazienkach, w Pomarańczarni, w teatrze na wyspie, w rozmaitych punktach miasta: na placach, przed teatrem opery. Zespół mój był czynny także w operze.” (cały Życiorys Jana Kotowskiego znajduje się na stronie 41 Programu Integracyjnego).
  Co grała orkiestra w dniu 3 maja 1916 roku? Może uda się odnaleźć jej repertuar w jakiejś relacji z tamtego dnia, ale można z całą pewnością przyjąć, że znalazł się tam nagrodzony w 1898 roku, na konkursie w Londynie Marsz pod sztandarem pokoju Feliksa Nowowiejskiego.
  Wydarzenia opisane powyżej kształtowały postawy pokolenia urodzonego na przełomie XIX i XX wieku, którego liczni przedstawiciele zginęli wiele lat później w Katyniu i Piaśnicy. Gdy Polska znalazła się w roku 1920 w śmiertelnym zagrożeniu, młodzi gremialnie zgłaszali się do Armii Ochotniczej, a także do odtworzonej w lipcu 1920 roku Straży Obywatelskiej (w lipcu do Straży Obywatelskiej w Warszawie wstąpiło ok. 300 kobiet i 16 tys. mężczyzn, wstępowano na całym Mazowszu, np. w powiecie przasnyskim - 130 osób).
  W roku 1939 ponownie odrodziła się Straż Obywatelska, czego świadectwem jest tablica pamięci Janusza Regulskiego i członków  Straży Obywatelskiej 1939 u zbiegu ul. Czackiego i ul. Świętokrzyskiej, wmurowana tam we wrześniu 2004 roku.

piątek, 25 kwietnia 2014

Budowanie bezpieczeństwa

  Od blisko dziesięciu lat piszę o polskich tradycjach niepodległościowych. W roku 2008 na stronach Szkoły Wyższej im. Bogdana Jańskiego zamieściłem Program integracyjny , którego ważną częścią był esej zatytułowany: Jak zwyciężać mamy? ( http://wkramost.blogspot.com/2011/06/jak-zwyciezac-mamy.html  ). Gdy bliżej musiałem się zająć edukacją powszechną, jako osoba odpowiedzialna za edukację w Stowarzyszeniu Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej ( http://sspk2ws.org.pl/ ), dotychczasowe przemyślenia ująłem w zwięzły i dostępny już licealistom projekt "Jak walczyć bez karabinu?". Poniżej pierwsza jego część, którą już opracowałem w formie dostępnej nawet przedszkolakom, bawiącym się klockami Lego - proszę spojrzeć na pierwszą część makiety książki o roboczym tytule: "Wkramost łączy pokolenia" ( http://www.wkramost.com/aktualno347ci.html  ). Natomiast program kodujący obrazki napisałem w Scratchu i jest to już poziom informatyki licealnej.

Jak walczyć bez karabinu?

I  ŁAMACZE KODÓW

 O dzisiejszych łamaczach kodów dowiemy się najwcześniej za pięćdziesiąt lat. Podobnie było z Enigmą, przy której łamaniu w czasie II wojny zaangażowane były tysiące osób, a dopiero w 1973 dobiegający swoich lat były szef  wywiadu francuskiego, generał Gustave Bertrand ujawnił światu prawdę o jej łamaczach. Trochę z innych przyczyn - braku dostępu do archiwów rosyjskich - do roku 2000 nie znaliśmy prawdy o łamaniu szyfrów rosyjskich w latach 1919-20 przez Jana Kowalewskiego i jego współpracowników.

1. Amerykańska NSA (National Security Agency - Narodowa Agencja Bezpieczeństwa), powstała w 1952 roku, jest obecnie największym pracodawcą dla matematyków w USA (8 tys. zatrudnionych). Nie są znane ich nazwiska, ani tematy prac, które wykonują. Ale taka agencja musi mieć sposoby na werbunek swoich pracowników. Utworzono więc stronę dla dzieci (!), uczniów i studentów (adres internetowy http://www.nsa.gov/kids/ ; tytuł strony: America’s cryptokids - future codebreakers and codemakers), gdzie można dowiedzieć się o dawnych sukcesach kryptologii i dzisiejszych ścieżkach kariery w tej tajemniczej i trudnej dziedzinie.

2. Polscy uczniowie są w tej dobrej sytuacji, że pierwszą szkołą kryptografii mogą być dla nich osiągnięcia polskich łamaczy kodów - co oczywiście zwiększa motywację do poznawania dawnych technik szyfrowania. Odznaczając po wojnie polsko-rosyjskiej Jana Kowalewskiego generał Sikorski znacząco zrobił do niego “oko” i dość cicho powiedział: “To, za wygraną wojnę.”. Rzeczywiście, łamanie kolejnych szyfrów radzieckich (zmieniano je co tydzień) dawało taką przewagę informacyjną wojskom polskim, że wygrywały bitwy nawet przy niekorzystnej proporcji sił (w bitwie nad Wkrą 1:2,5).

3. Swój pierwszy sukces w łamaniu rosyjskiego szyfru Kowalewski odniósł zupełnie przypadkiem - nudząc się na zastępstwie w pomieszczeniu wywiadowczym. Takie “przypadki”, oczywiście mogą się przydarzyć tylko człowiekowi niezwykle inteligentnemu, ale w tamtych czasach nie musiał być to człowiek latami szkolony w sztuce kryptologii. Postęp w kodowaniu kombinacyjnym, wykorzystującym wielobębnowe maszyny elektryczne, wymusił pojawienie się nowych ludzi w wojsku - żołnierzy bez karabinów, bardziej naukowców niż wywiadowców. Wojsko polskie po sukcesach łamaczy kodów z wojny polsko-rosyjskiej nie zmarnowało entuzjazmu uczestników walki na szyfry. W oparciu o ich wiedzę zrobiono pierwszy na świecie krok w kierunku kryptologii matematycznej: zorganizowano w 1929 roku kurs kryptologii dla matematyków z Uniwersytetu Poznańskiego. Dodatkowym atutem w przyszłej pracy na kierunku niemieckim tych młodych absolwentów matematyki, była doskonała znajomość języka niemieckiego - wszak w szkołach, do których uczęszczali, język niemiecki był językiem nauczania aż do roku 1919. Młodzi matematycy spełnili pokładane w nich nadzieje - już w grudniu 1932 roku Marian Rejewski łamie po raz pierwszy na świecie szyfr Enigmy posługując się wyrafinowanymi narzędziami matematyki (teoria grup permutacji). Można powiedzieć, że pierwszym wyprzedzającym ruchem wojennym Polaków było przekazanie w dniach 25 i 26 lipca 1939 roku sojusznikom angielskim i francuskim urządzeń technicznych „Antyenigmy” (produkowanych w utajnionej polskiej fabryce Ava) i całej wiedzy o sposobach łamania kodów Enigmy. Sposobach dostatecznie szybkich, aby nadążyć za stałą wymianą szyfrów, która miała zapewnić praktyczną niezawodność tego sposobu szyfrowania.
Całość:
http://wkramost.blogspot.com/2011/06/jak-walczyc-bez-karabinu.html


Uwaga:  Termin "budowanie" jest przeze mnie używany jako przybliżenie koncepcji "konstrukcjonizmu".
Dojście do konstrukcjonistycznej wzji edukacji dokonało się w ostatnich latach (charakterystyczna jest zmiana nazwy bianualnej europejskiej konferencji z Eurologo na Konstrukcjonizm). Ja też zaczynałem od Logo (w 1990 wydałem książkę "Zanim siądziesz do komputera"), a potem przyjąłem wyznanie konstrukcjonistyczne, dla którego ważniejsza niż sama informatyka jest społeczna aktywność wspierana komputerami ( http://www.wkramost.com/konstrukcjonizm.html ). Ostatni produkt Wkramostu, powstały we współpracy z moim bratem Krzysztofem, jest już całkowicie konstrukcjonistyczny, co podkreśla jego forma - listu otwartego:

Budujące budowanie

Do Wszystkich Zainteresowanych,
witamy i zapewniamy, że każdy poczuje się patriotycznie podbudowany budując wirtualny pomnik Ecce Patria:
https://drive.google.com/folderview?id=0B05HBY4ASCsJQWpXQlAzT0VSbEE&usp=sharing 
Gdzie budować:
Jak budować:
https://drive.google.com/folderview?id=0B05HBY4ASCsJTElmVmU0b25PUms&usp=sharing

Uwaga: Prosimy nie publikować (jest taka opcja na stronie buildwithchrome), bo przepisy wewnętrzne tej strony przewidują usuwanie nadmiernej ilości kopii tej samej budowli.
Inne adresy do Ecce Patria:
oraz do makiety książki, której częścią ma być Ecce Patria:

Pozdrawiamy,
Piotr i Krzysztof
autorzy strony http://www.wkramost.com

  Każdy Czytelnik, rozwiniętych internetowo powyższych tekstów, zauważy, że zarówno "kodowanie obrazków" jak i "budujące budowanie" najlepiej się lokują w Cieksynie, gdzie bezzwłocznie trzeba uruchomić odpowiednią placówkę edukacyjną.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Kieżun o Janie Pawle II

  Witold Kieżun to ten sam człowiek, którego jako młodego, uśmiechniętego chłopaka ze zdobycznym karabinem maszynowym w ręku widzimy w 40 sekundzie zwiastuna filmu Powstanie Warszawskie . Już dziewięćdziesięcioletni profesor Kieżun udzielił niedawno wywiadu o swoich spotkaniach z Janem Pawłem II:
Jak twierdzi prof. Kieżun Jana Pawła II poznał w 1949 roku, w domu wypoczynkowym dla księży w Kuźnicach.
Wczesnym rankiem przyszliśmy na śniadanie, a przy jednym ze stolików w stołówce siedział jakiś ksiądz. Przywitał się serdecznie, a redaktor Turowicz przedstawił mi ks. Karola Wojtyłę, który studiował w Rzymie, a wówczas był wikariuszem w kościele św. Floriana w Krakowie. Zaczęliśmy rozmowę, potem okazało się, że mamy wielu wspólnych znajomych, m.in. moja krewna działała w Teatrze Rapsodycznym, z którym związany był młody Karol Wojtyła
—relacjonuje prof. Kieżun. Według niego przyszły papież „bardzo zainteresował się moimi przeżyciami wojennymi i powojennymi, opowiadałem Mu o obozie, pobycie w krakowskich więzieniach”.
Skończyło się na tym, że pojechaliśmy razem na Kasprowy Wierch, tam znowu usiedliśmy w restauracji i do wieczora rozmawialiśmy. To było bardzo ciekawe doświadczenie. To był mój okres szkolny, bardzo wówczas się interesowałem filozofią, teologią. W czasie młodości stale szukamy prawdy, dyskutujemy rozmaite koncepcje, a ks. Wojtyła był wybitnym umysłem. Na tym jednak skończyła się nasza znajomość
—ciągnie dalej. Z papieżem spotkał się ponownie w 1990 roku. Wówczas był kierownikiem projektu Organizacji Narodów Zjednoczonych w Burundi.
Kilka lat wcześniej nawiązałem bliski kontakt z nuncjuszem apostolskim w tym państwie i namawiałem go, by zaprosić Papieża do Burundi. […]Papieża witała m.in. córka Polki i Burundyjczyka, którzy poznali się na studiach w Pradze i zamieszkali później w Burundi. Ta śliczna Murzyneczka, ubrana w strój krakowski, podeszła do Papieża i nienaganną polszczyzną powiedziała: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Ojciec Święty zaskoczony stwierdził: „Jak ty pięknie mówisz po polsku”. A ona na to: „Bo ja jestem Polka”. Wtedy ja też powiedziałem moje „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Papież popatrzył na mnie, zdziwił się i raptem mówi: „Witold, co ty tu robisz?”. Po tylu latach pamiętał mnie
—opowiada prof. Kieżun. Oraz podkreśla, że był wtedy bardzo zaniepokojony sytuacją w Polsce.
Od zagranicznych biznesmenów słyszałem opinie, że Polska to eldorado, gdzie można kupować fabryki, przedsiębiorstwa za jedną czwartą ceny. Dziwili się, że ja siedzę w Afryce, zamiast nad Wisłą robić interesy. Mówiłem Papieżowi o swoich obawach, że Polska jest wykupywana. Papież bardzo się zaniepokoił. Zapamiętałem Jego stwierdzenie, że z jednej strony dobrze, że Polska przechodzi na system kapitalistyczny, ale otwiera to furtkę do priorytetu „mieć” nad „być”. Na tę konkluzję Ojciec Święty położył bardzo mocny akcent w naszych rozmowach
—dodaje ekonomista. Według niego kwestię proporcji „mieć” i „być” Papież poruszał w swoich dwóch encyklikach.
Moim zdaniem, to jest obecnie kluczowy problem światowy. Aż nie chce się wierzyć wdane zaprezentowane na konferencji w Davos, że pięć najbogatszych rodzin na świecie posiada majątek równy majątkowi połowy biedniejszej części ludzkości. Jan Paweł IIbył bardzo ostrożny, jeśli chodzi o ocenę wartości wolnego rynku, m.in. dlatego, że bał się priorytetu „mieć” nad „być”. Podstawową Jego troską była dysproporcja bogactwa i walka o to, by biedne narody miały sprawiedliwy udział w światowym bogactwie. Coraz większa kompromitacja „wolnego” rynku jedynie dowodzi, jak właściwe były Jego wnioski

niedziela, 20 kwietnia 2014

Budujące budowanie

Do Wszystkich Zainteresowanych,
witamy i zapewniamy, że każdy poczuje się patriotycznie podbudowany budując wirtualny pomnik Ecce Patria:
https://drive.google.com/folderview?id=0B05HBY4ASCsJQWpXQlAzT0VSbEE&usp=sharing 
Gdzie budować:
Jak budować:
https://drive.google.com/folderview?id=0B05HBY4ASCsJTElmVmU0b25PUms&usp=sharing


Inne adresy do Ecce Patria:
oraz do makiety książki, której częścią ma być Ecce Patria:

Pozdrawiamy,
Piotrek i Krzysiek,
autorzy strony http://www.wkramost.com

czwartek, 17 kwietnia 2014

Przerwa c.d.

Małymi krokami, ale jednak główna działalność internetowa przenosi się na stronę wkramost.com:
http://www.wkramost.com/ecce-patria.html

wtorek, 15 kwietnia 2014

W stronę Snowdena

Tegoroczna nagroda Pulitzera w kategorii służby publicznej przypadła amerykańskiej wersji brytyjskiego "Guardiana" - "Guardian US" - oraz dziennikowi "The Washington Post" za publikacje poświęcone Edwardowi Snowdenowi.
Oba tytuły nagrodzono za materiały na temat zakrojonego na szeroką skalę programu inwigilacji elektronicznej prowadzonej przez amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), które pomogły opinii publicznej zrozumieć mechanizmy ochrony bezpieczeństwa kraju oraz sprowokowały debatę o powiązaniach między rządem a opinią publiczną w kwestiach bezpieczeństwa i prywatności - napisano w uzasadnieniu prestiżowej nagrody. Program został ujawniony przez byłego współpracownika NSA Edwarda Snowdena.
"Guardian US" jest dostępną jedynie w internecie wersją brytyjskiego dziennika; ukazuje się od 2011 roku.
Powyższe to cytat z polskiej wersji Newsweeka.
Na moim blogu kibicowałem Snowdenowi od początku ujawnianych rewelacji próbując je wiązać z polskimi osiągnięciami w łamaniu szyfrów:

http://wkramost.blogspot.com/2013/06/jak-walczyc-bez-karabinu-zestawienie.html

http://wkramost.blogspot.com/2013/09/25-lipca-propozycja-nowaka.html

http://wkramost.blogspot.com/2013/07/sobieradek.html

http://wkramost.blogspot.com/2013/09/spiskowa-teoria-dziejow.html

piątek, 4 kwietnia 2014

Przerwa w blogowaniu

"Dalszy ciąg" blogu na stronie http://www.wkramost.com/ . Powstaje tam książka "Wkramost łączy pokolenia" wraz z jej internetowym otoczeniem. Kibicowanie mile widziane. Komentarze do treści i wyglądu przyszłej książki proszę wpisywać poniżej.

środa, 2 kwietnia 2014

2IV - Dzień pamięci JP2 i Wiedzy o Autyzmie


  Dziewiąta rocznica śmierci Jana Pawła II była obchodzona dość skromnie, w porównaniu z obchodami siódmej rocznicy. Nowym, dobrym pomysłem były balony z polską flagą i papieskim podpisem. Po godzinie 21.37 odleciały do nieba...


  Dobrze się stało, że zaczęto obchodzić w Polsce Światowy Dzień Wiedzy o Autyzmie. Poniżej podaję niezbędne wiadomości i załączam zdjęcie niebieskiego Pałacu Kultury:
2 kwietnia - Światowy Dzień Wiedzy o Autyzmie
2 kwietnia, w Światowym Dniu Wiedzy o Autyzmie, wiele budynków w Polsce i na świecie 
zostanie podświetlonych na niebiesko. Ogólnoświatowa inicjatywa "Na niebiesko dla autyzmu" rozpoczyna obchody Światowego Miesiąca Wiedzy na Temat Autyzmu.

W Polsce Światowy Dzień Wiedzy na temat Autyzmu (World Autism Awareness Day, WAAD) organizuje m.in. fundacja SYNAPSIS.
Każdy, kto chce przyłączyć się do akcji, 2 kwietnia może np. ubrać się na niebiesko (to międzynarodowy kolor autyzmu). Fundacja SYNAPSIS zachęca też do innych działań: - Po drugie przez cały kwiecień poszerzaj i dziel się wiedzą na temat autyzmu i innych całościowych zaburzeń rozwojowych. Po trzecie: wspieraj lokalne organizacje pozarządowe niosące pomoc osobom z autyzmem i ich rodzinom.
Prezes zarządu fundacji SYNAPSIS i przewodniczący Porozumienia AUTYZM-POLSKA Michał Wroniszewski, podkreślił, że w Polsce jest jeszcze wiele do zrobienia m.in. w obszarze wczesnego wykrywania autyzmu oraz opieki nad dorosłymi.
- Niezwykle ważnym zadaniem jest stałe zwiększanie poziomu wiedzy na temat autyzmu, dlatego gorąco zachęcamy wszystkich do włączenia się w kwietniowe obchody Miesiąca Wiedzy na Temat Autyzmu – zaznaczył.
Celem akcji jest pomoc w zrozumieniu tej choroby i uwrażliwienie na problemy osób chorych na autyzm. Jak podaje SYNAPSIS, zaburzenie to dotyka obecnie co najmniej jedno na 300 dzieci w Polsce i aż jedno na 68 w USA. Zajmujące się tematem organizacje wskazują, że rozbieżność statystyk wynika z różnic w dostępie do diagnozy, jej jakości, a także świadomości społeczeństwa w zakresie autyzmu.
Tegoroczne obchody Miesiąca Wiedzy na Temat Autyzmu realizowane są pod honorowym patronatem Małżonki Prezydenta RP Anny Komorowskiej.
2 kwietnia w Warszawie na niebiesko podświetlone zostaną: Pałac Kultury i Nauki, Most Śląsko–Dąbrowski, Muzeum Narodowe oraz budynek Sejmu. W Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki - dostępna będzie ekspozycja CUBE, czyli instalacja sensoryczna pozwalająca zwiedzającym przekonać się, w jaki sposób osoby z autyzmem odbierają świat. 2 kwietnia galeria zaangażuje też odwiedzających w tworzenie niebieskich symbolicznych przypinek. Do akcji przyłączyło sie też Centrum Nauki Kopernik - odwiedzający otrzymają tam niebieskie bransoletki.
Ponadto w stolicy na Placu Defilad o godz. 20 rozbłyśnie na niebiesko kilkumetrowa żarówka, a rodzice dzieci z autyzmem z Fundacji JiM wykonają taneczne show.
W kraju podświetlony będzie m.in. Zamek w Lublinie, Ratusz Miejski w Białymstoku, a także ratusz w Płocku. W Novym Kinie Przedwiośnie w Płocku odbędzie się w środę projekcja filmu "Rain Man". Ponadto zostanie otwarta tam wystawa "Autyzm - moje życie" zorganizowana przez Zespół Szkół Ogólnokształcących Specjalnych nr 7 w Płocku, gdzie uczą się i uczestniczą w terapiach dzieci dotknięte autyzmem. Jedna z płockich korporacji taksówkowych 2 kwietnia będzie przewoziła rodziny i dzieci dotknięte autyzmem ze zniżkami. Auta korporacji będą w tym dniu oznaczone niebieskimi wstążkami.
Przez cały miesiąc odbywać się będą w różnych miejscach w Polsce m.in. spotkania i warsztaty dla rodziców, konferencje, wystawy i pokazy filmowe. Informacje o inicjatywachmożna znaleźć na stronie internetowej www.naniebiesko.pl.

naniebiesko2014 1


List Pierwszej Damy z okazji Światowego Dnia Wiedzy na temat Autyzmu

Do Uczestników
Światowego Dnia Wiedzy
na temat Autyzmu
Szanowni Państwo,
Zwracam się do Państwa w z okazji Światowego Dnia Wiedzy na temat Autyzmu, który Organizacja Narodów Zjednoczonych ustanowiła kilka lat temu, dając tym samym wyraz troski i potrzeby pochylenia się nad rosnącym problemem występowania tego zaburzenia na całym świecie. Szczególnie ciepło chciałabym dzisiaj zwrócić się do osób dotkniętych autyzmem i ich rodzin, życząc dużo wytrwałości i nadziei.
Badania naukowe, jak i doświadczenia praktyków jednoznacznie pokazują, że im wcześniej postawiona diagnoza i im szybciej rozpoczęta terapia, tym szansa na poprawę funkcjonowania autystycznego dziecka rośnie, dlatego niezmiernie ważne pozostaje rozpowszechnianie, w szczególności wśród rodziców i osób sprawujących opiekę nad dziećmi i młodzieżą, informacji pozwalających na wczesne rozpoznawanie niepokojących objawów. Istotne jest także szerzenie wiedzy na temat autyzmu w społeczeństwie i tworzenie dogodnych warunków dla rozwoju, edukacji i pracy osób z autyzmem. Namawiam do wspierania osób i instytucji działających w tym obszarze. 
Cieszę się, że w Polsce z roku na rok coraz więcej miejsca w debacie publicznej poświęca się zagadnieniu autyzmu oraz sytuacji osób dotkniętych tym zaburzeniem. Jest jednak jeszcze bardzo wiele do zrobienia. Gorąco popieram wszelkie działania, które służą podnoszeniu świadomości na temat zaburzeń ze spektrum autyzmu, ale też do poprawy systemu diagnozowania i opieki dla tej grupy osób. W ostatnim roku uczestniczyłam w wydarzeniach poświęconych tej tematyce, dlatego z radością objęłam swoim patronatem akcje prowadzone w ramach nie tylko Dnia, ale i całego Miesiąca Wiedzy na temat Autyzmu przez organizacje zrzeszone w ramach Porozumienia Autyzm-Polska.
Życzę Państwu, by rozpoczynające się dziś obchody Miesiąca Świadomości na Temat Autyzmu stały się kolejną okazją do zwrócenia uwagi na problemy osób dotkniętych autyzmem i przyczyniły do poprawy ich sytuacji.