czwartek, 25 sierpnia 2016

Uchodźcy ekologiczni

Czy niedawny "najazd" na Europę z Bliskiego Wschodu i Afryki jest początkiem przepowiadanego od kilkunastu lat kryzysu demograficzno-ekologicznego w skali globalnej? Gdzie pomieścić uchodźców ekologicznych, których najbardziej dotyka ocieplenie klimatu? Przecież nie oni są temu procesowi winni. Są na naszym globie tereny niedoludnione - takie jak prowincja Ontario w Kanadzie. Porównuję ją z dobrze znanym Polakom obszarem od Chorwacji do Estonii, rozciągającym się, podobnie jak Ontario, od 40-tego do 60 równoleżnika:
Ontario Powierzchnia 1mln 076395 km²

Populacja
• liczba ludności
11mln 874 400

• gęstość 13 os./km²


Od Chorwacji do Estonii Powierzchnia i ludność
Gęstość zaludnienia
Białoruś 207600 9608058
46
Bośnia i Hercegowina 51129 3871643
76
Bułgaria 110910 6924716
62
Chorwacja 56542 4470534
79
Czarnogóra 13812 650036
47
Czechy 78866 10627448
135
Estonia 45226 1257921
28
Litwa 65200 3505738
54
Łotwa 64589 2165165
34
Macedonia 25713 2091719
81
Polska 312679 38346279
123
Rumunia 238391 21729871
91
Serbia 88361 7209764
82
Słowacja 49035 5443583
111
Słowenia 20273 1988292
98
Węgry 93030 9919128
107
Cały obszar: 1521356  129809895
85






85 do 13 to proporcja gęstości zaludnienia
Ile razy większa?
6,6 Gęstość 6,6xOnt

czwartek, 18 sierpnia 2016

Keirin


Kometarz sportowy Jerzego Chromika:
"To było smutne. Wielu po raz pierwszy zobaczyło wyścig w keirinie i wielu po raz pierwszy klęło na czym świat stoi. Dali o sobie znać sędziowie. Nie po raz pierwszy w tych igrzyskach.
„Niepotrzebnie” do finału zakwalifikował się Damian Zieliński. To podgrzało emocje, bo zaczęli krzywdzić, chyba niechcący, naszego. Andrzej Piątek napisał po wyścigu, że po tym co się stało nasz kolarz jest „moralnym medalistą igrzysk”. Dlaczego? Bo po dwukrotnym przerwaniu wyścigu nie zdyskwalifikowano trzech jego konkurentów, choć przepisy nakazywały to jednoznacznie."

Welodromem zainteresowałem się w czasie poprzedniej olimpiady:
- głównie z powodu matematyczno-fizycznych możliwości jego analizowania.
O keirinie do ostatniego tygodnia nic nie wiedziałem, a to też świetny temat dla "matematyki hazardu", która zapoczątkowała współczesną teorię prawdopodobieństwa. Podaję poniżej wiadomości ze źródłowej strony japońskiej:

Zadziwia ciągła nieobecność przedstawicieli większej części świata:

niedziela, 14 sierpnia 2016

15 i 16 sierpnia nad Wkrą

15 sierpnia nad Wkrą

  Przełomowy dzień 15 sierpnia stał się Świętem Wojska  Polskiego. Rozkaz Sikorskiego z 14 sierpnia został wykonany - wyparto Rosjan za Wkrę, w godzinach popołudniowych zdobyto most w Borkowie. Z marszu do walki wchodzi Dywizja Ochotnicza - pod nieprzyjacielskim ogniem przechodzi Wkrę pod Zawadami i w ciężkich walkach zdobywa do wieczora część Cieksyna. Dwa pułki Brygady Syberyjskiej po całodziennej walce, wieczorem zdobywają Nowe Miasto.
  Wypad kawalerii na Ciechanów, gdzie znajdował się sztab IV armii rosyjskiej, okazał się najważniejszym w tej wojnie działaniem "kontrwywiadowczym", bo niszcząc radiostację, zerwał łączność tej armii ze sztabem Tuchaczewskiego. On sam, tak opisał  konsekwencje tego wydarzenia:
" Takie położenie, wprost potworne i nie do pomyślenia, pomogło Polakom nie tylko zatrzymać ofensywę armii 3-ej i 15-tej, ale jeszcze krok za krokiem wypierać je w kierunku wschodnim."
  Czy zdarzył się "cud nad Łydynią" (Łydynia przepływa przez Ciechanów), czy był to wypad zaplanowany po zebraniu danych wywiadu? Radiowywiad posiadał stacje goniometryczne umożliwiające lokalizację nieprzyjacielskich nadajników. Masztu stacji nadawczej nie da się ukryć, w Ciechanowie znajdował się on na terenie cukrowni, więc ktoś z polskiej siatki wywiadowczej (zawsze istniejącej w terenie) mógł podać o nim informację wojsku polskiemu. Jest to bardzo istotna kwestia, godna wnikliwego "śledztwa historycznego".
  W dniu 15 sierpnia przejęty został przez radiostację polową Nr 17 (stacjonującą gdzieś w okolicach Borkowa) ważny dla działań 5 armii Sikorskiego meldunek o stanie liczbowym IV i XV armii rosyjskiej. Meldunek ten przekazano do referatu radiowywiadu 5 armii, znajdującego się w Modlinie i na tym szczeblu, bez przesyłania go do radiostacji centralnej w Cytadeli Warszawskiej, nazajutrz odczytano. Tak więc rozszyfrowana "Rewolucja" była przesłana z centrali do niższych szczebli wywiadu, co zwiększało szybkość jego działania.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Historyczne złamanie szyfru Rewolucji

W lipcu 1920 roku do powstającej Armii Ochotniczej licznie zgłaszali się studenci Uniwersytetu Warszawskiego. Wielu nauczycieli akademickich zgłosiło swoje osoby do dyspozycji Dowództwa Wojska Polskiego. Byli wśród nich bardzo młodzi profesorowie matematyki: 38-letni Wacław Sierpiński, 34-letni Stanisław Leśniewski i 32-letni Stefan Mazurkiewicz. Prosili o przydział na front, ale skierowano ich do prac wywiadowczych - do rozszyfrowywania przechwytywanych radiodepesz rosyjskich pod kierunkiem Jana Kowalewskiego. Powstał w ten sposób najbardziej akademicki w dziejach zespół łamaczy kodów. Rosjanie zmieniali szyfry w odstępach kilkudniowych, co powodowało konieczność łamania kodów radiodepesz w ciągu kilku godzin, a nie kilku dni. Praca musiała trwać całą dobę na okrągło, potrzebni byli ludzie nawykli do wielogodzinnego, intensywnego wysiłku umysłowego, takiego jaki wkładają matematycy w dowodzenie twierdzeń. No i oczywiście musieli świetnie znać język rosyjski. Tutaj przydały się osiągnięcia w rusyfikacji, bo w zaborze rosyjskim szkoły musiały prowadzić zajęcia po rosyjsku, a w przypadku Leśniewskiego tak wówczas częste dla Polaków, zatrudnienie jego ojca w samej Rosji.

Dzień 12 sierpnia:



  Rewolucją w edukacji dla pokoju powinna być "Rewolucja" - szyfr rosyjski złamany 12 sierpnia 1920 roku. Powyższe zdjęcie (warto, klikając je powiększyć) powinno znajdować się w każdym szkolnym podręczniku historii! Poniżej wyjaśniam dlaczego:
  Pisze Jan Kowalewski: "12 sierpnia 1920 r. nasz radiowywiad przejął wielostronicowy szyfrowy telegram XVI Armii Sowieckiej. Był to rozkaz operacyjny, przy czym musiał być ważny, skoro użyto do niego nowego szyfru. Możecie sobie wyobrazić, z jakim napięciem zabraliśmy się do roboty. Szczęśliwie w niespełna godzinę szyfr zaczął się rozwiązywać. Jeszcze depesza ta nie była w pełni odczytana, gdy już wiedzieliśmy z fragmentów, że jest to wielki rozkaz o decydującym natarciu na samą Warszawę. (…) Jeszcze gorączkowo kończyliśmy „rozwiązywanie” szyfru, lecz już podaliśmy jego zasadniczą część do Belwederu, zapytując, czy mamy go przetłumaczyć. Marszałek Piłsudski zadowolił się jednak tekstem rosyjskim i wyraził zadowolenie z zamiarów przeciwnika, gdyż chodziło właśnie o to, by jak najbardziej związać bolszewików na froncie warszawskim."
  W przeddzień bitwy o Warszawę Polacy poznali plany przeciwnika! Nigdy przedtem i potem w historii nie było tak znaczącego dla polskiego wojska sukcesu wywiadowczego. Ten sukces był impulsem do późniejszego rozwoju kryptologii w międzywojennej Polsce (jako pierwsi na świecie nasi łamacze kodów stworzyli podstawy kryptologii matematycznej) i najsłynniejszego osiągnięcia obronnej myśli polskiej - złamania Enigmy. Niestety w 1939 roku nie starczyło czasu, aby łamanie kodu Enigmy mogło skutkować na polach wrześniowych bitew, ale nasz angielski sojusznik, wykorzystując polskie osiągnięcia, był w stanie wygrywać bitwy na Atlantyku.
  Złamania Rewolucji dokonali członkowie opisywanego wcześniej zespołu łamaczy kodów: Jan Kowalewski i Stefan Mazurkiewicz. W czasie II Wojny Światowej profesor Mazurkiewicz cały czas prowadził na wysokim poziomie zajęcia na tajnym Uniwersytecie Warszawskim - na podstawie swoich notatek z jego wykładów Jerzy Łoś, późniejszy wybitny matematyk, mógł po wojnie wydać bardzo nowoczesny podręcznikPodstawy rachunku prawdopodobieństwa(Stefan Mazurkiewicz niestety zmarł przed końcem wojny, w 1945 roku). Jan Kowalewski w czasie II Wojny Światowej prowadził tajne negocjacje dyplomatyczne przybliżające porozumienie w ramach operacji Trójnóg. Obaj więc są polskimi kombatantami II wojny światowej i nasze Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej ma obowiązek upowszechniać wiedzę o ich czynach.Mazurkiewicz, Sikorski i Kowalewski stali się dla mnie inspiracją do podjęcia tematu Jak walczyć bez karabinu, moim zdaniem kluczowego w edukacji dla pokoju, bo przedstawiającego całe spektrum działań, szczególnie na poziomie uniwersyteckim, a w uniwersytetach cała nadzieja na prawdziwą niezależność Polski.

środa, 10 sierpnia 2016

Scratch dla wszystkich dzieciaków - Mathematica dla milionów Dzieci Wszechświata

Do poznania matematyki nie prowadzi królewska droga - Euklides.

Nieźle trzeba się natrudzić, aby coś wykojarzyć z działania Enigmy. Ale należy zachęcać nawet dzieciaki do wejścia na taką nie-królewską drogę:
http://wkramost.blogspot.com/2015/11/enigma-do-szko.html
Już przymierzałem się do napisania e-książeczki o niekrólewskich drogach:
http://www.wkramost.com/uploads/2/3/1/8/23181080/makietakw.pdf
Pojawiają się cały czas ścieżki wsparcia (tu - zestawy z podstawkami 8x8 Lego More ToMath):
http://wkramost.blogspot.com/2015/12/szyfrowanie-dla-przedszkolakow.html
Więc chyba już nadszedł czas by wyruszać!

Parę dni temu na www.Wolfram.com pojawiło się powiadomienie o inauguracji już 11 edycji programu Mathematica. Ważnym krokiem do przodu jest udoskonalenie samego języka programowania i zaproszenie do współtworzenia progamów w tym języku. Ogólnie dostępny jest w Internecie www.wolframalpha.com i, jako jego część, generator zadań. Poniżej przedstawiam moje posty z jego wykorzystaniem:

http://wkramost.blogspot.com/2012/10/algebra-w-cieniu-drzew.html

http://wkramost.blogspot.com/2011/10/producent.html

http://wkramost.blogspot.com/2011/10/preferencje-konsumenta.html

sobota, 6 sierpnia 2016

Rocznica 1920



http://wkramost.blogspot.com/2016/08/cieksynska-szkoa-drogi.html

Zrozumieć Historię

Jakże podobny jest mój post:
http://wkramost.blogspot.com/2011/09/ani-tryumf-ani-zgon.html
do dzisiejszych refleksji Piotra Zaremby:
http://wpolityce.pl/historia/303595-historia-narodu-to-cos-wiecej-niz-zyski-i-straty-uwagi-po-marszu-wolskim
 Nie będę opisywał marszu upamiętniającego 72. rocznicę rzezi Woli, który odbył się wczoraj, bo relacja już się ukazała na portalu. Około 1000 osób przeszło od skweru przy styku ulic Leszno i Alei Solidarności, do wolskiego Parku Powstańców Warszawy będącego w istocie gigantyczną nekropolią.
Tradycja tych marszów jest młoda – to zaledwie drugi. Przypisałbym tu największe zasługi po pierwsze kombatantce AK Wandzie Traczyk-Stawskiej, która od lat zabiegała o upamiętnienie wydarzeń Woli, po drugie – muzeum Powstania Warszawskiego, które podjęło wielką akcję identyfikowania cywilnych ofiar z całej Warszawy, zgodnie z przekonaniem dyrektora Jana Ołdakowskiego, że ofiary nie mogą być bezimienne.
A po trzecie książce Piotra Gursztyna o rzezi Woli. Jej autor, dziś dyrektor TVP Historia przeszedł część drogi razem z marszem, a potem pojechał na rozmowę do TVP Info. Przypomniał tam istotną prawdę: to największa jednorazowa masakra ludności cywilnej podczas II Wojny Światowej.
Dla mnie ten marsz było szczególnie ważny. Na jego końcu czekało nas przejście pośród 96 podświetlonych słupów, na których umieszczono nazwiska ok. 60 tysięcy cywilów zabitych wtedy w Warszawie. Znalazłem na jednym z ostatnich nazwisko ciotki mego ojca, Julii Zaremby. Nie była ofiarą masakry wolskiej, ale jest tu, na Woli, ze wszystkimi innymi ofiarami.
Urodzona w roku 1874, niezamężna siostra mego pradziadka, mieszkała z rodziną swojego bratanka, a mego dziadka na Czerniakowskiej 136. Wtedy mieszkania były duże, a rodziny wielopokoleniowe. Według rodzinnej tradycji oddaliła się na moment i zginęła od pocisku czy bomby. Te opowieści, jak to ciocia na moment odeszła i już jej nie było, pozwala rozumieć ówczesnych Polaków lepiej niż jakiekolwiek opracowanie. Z ich wszystkimi traumami, lękami i fobiami. Mój ojciec jako dziecko wzrastał w aurze wszechobecnej śmierci.
A zarazem trudno nie poczuć wzruszenia, że stara kobieta została upamiętniona. Podobne odczucie miałem, kiedy zobaczyłem mego stryja Ryszarda Zarembę, z tej samej Czerniakowskiej 136, najpierw na murze przy Muzeum, a potem na stronie internetowej. Był w zgrupowaniu AK Kryska, zginął na Solcu, prawdopodobnie 10 sierpnia.
Grzegorz Kostrzewa-Zorbas napisał na twitterze, że nie da się kultywować pamięci o Powstaniu odwołując się przede wszystkim do masakr. Że młodzi to odrzucą. W marszu szło trochę ludzi młodych, choć niewątpliwie pojawiają się oni częściej tam, gdzie mówi się o bohaterach, co zginęli z bronią w ręku.
Rzecz w tym, że pamięci nie da się przystrzyc i poukładać według jednej recepty. Trochę odkryliśmy wolską rzeź, podczas której przede wszystkim nie bandyci Dirlewangera i nie ludzie ze Wschodu (choć oni także), a zwykli Niemcy, żandarmi nieprzydatni na froncie, zabijali jak automaty, także kobiety i najmniejsze nawet dzieci. Odkryliśmy ją później, kiedy Muzeum Powstania było już dawno gotowe. Pamiętamy nie dlatego, że jest nam to do czegoś potrzebne. Pamiętamy, bo mamy taką potrzebę serca. I dlatego, bo taki jest obowiązek wspólnoty wobec poprzednich pokoleń. Jeśli obowiązek ten zlekceważymy, staniemy się sowieckimi ludźmi, traktującymi dawne ofiary jako bezimienną masę.
Rzeź i w ogóle los ludności cywilnej podczas Powstania bywał argumentem w procesie rozliczania autorów tamtej decyzji. Jestem obrońcą nie tyle jej słuszności ile nieuchronności w tamtej konkretnej rzeczywistości, którą bardzo trudno jest oceniać z ciepłego fotela. A mimo to nie waham się przyłożyć swojej ręki do upamiętniania pomordowanych cywilów, bo tu po prostu nie może być jakiegokolwiek koniunkturalizmu.
Ta dyskusja skądinąd ciągle żyje, przekonałem się o tym przysłuchując się przez chwilę w czwartek debaty w Senacie o uczczeniu generała Tadeusza Bora-Komorowskiego. Pojawiają się nowe książki, ostatnio prof. Sowy, traktującej dowództwo AK i urzędników Polskiego Państwa Podziemnego, jak podsądnych. Choć tak naprawdę nie wiem, co nowego można jeszcze napisać. Wszystko zostało już powiedziane.
 Nie odmawiam nikomu prawa do własnego osądu, pod warunkiem, że nie brnie w efekciarstwo i poetykę skandalu, która do tamtej tragedii po prostu nie pasuje. Mam jednak wrażenie, że Powstanie stało się czymś więcej niż zwykłym zdarzeniem politycznym i wojskowym. I że tego już się nie odwróci – ani siłami „Gazety Wyborczej”, ani prawicowych rewizjonistów.
W minionym tygodniu rozmawiałem z nowym prezesem IPN Jarosławem Szarkiem. Jest on gorącym obrońcą tradycji powstańczej. Wywiad ukaże się w poniedziałek we wSieci, ale jeden jego fragment po prostu się nie zmieścił.
Doktor Szarek przypomniał jak to w 1963 roku prymas Stefan Wyszyński zareagował krytycznie na dyskusję w „Tygodniku Powszechnym: w ramach której katoliccy intelektualiści podważali Powstanie Styczniowe, może bardziej jeszcze beznadziejne i straceńcze. Prymas odpowiedział: bez niego nie przetrwalibyśmy jako naród.
A przecież kardynał Wyszyński nie był romantykiem. Raczej zalecał Polakom oszczędzanie własnej krwi. Ale zarazem rozumiał, że od pewnego momentu opis zdarzeń przeszłych powinien uwzględniać coś więcej niż prosty bilans szans i zaniedbań. Że historia jest również metafizyką.
Przetrwanie jako naród to coś więcej niż uratowanie iluś ludzi z danego pokolenia, co nie oznacza prostej pochwały marnowania ludzkiej krwi. Ale kiedy coś się już zdarzyło, mamy prawo pytać o różnorakie skutki, i o rolę danego zdarzenia na przyszłość. Może bez Powstania Warszawskiego bylibyśmy bogatsi, a może bylibyśmy jako naród dużo gorsi, bardziej ułomni? Życzę wszystkim mądrości Stefana Wyszyńskiego.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Cieksyńska Szkoła Drogi

Już kilka lat temu przedstawiałem ważną w naszej historii drogę związaną z mostem na Wkrze łączącym Borkowo z Cieksynem ("Wkramostem"):
http://wkramost.blogspot.com/2011/06/jak-zwyciezac-mamy.html

W zeszłym i tym roku rozwijam drugą "drogę cieksyńską" z Ciechanowa do Rokitna, która doskonale pasuje do zbioru polskich Camino (dróg do Santiago de Compostela):
http://wkramost.blogspot.com/2016/06/camino-to-szkoa-drogi.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/07/ciechanow-rokitno.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/07/raj-dantego.html


Od ponad roku rozwijam istotną drogę "z przeszłości w przyszłość", też przechodzącą przez Cieksyn:
http://wkramost.blogspot.com/2016/03/boska-czy-nie-boska-superinteligencja.html
Blisko z nią związana jest "nie-królewska" droga matematyki:
http://wkramost.blogspot.com/2016/08/scratch-dla-wszystkich-dzieciakow.html

Dla tak znaczącego miejsca jak Cieksyn proponuję zbudowania pomnika Ecce Patria - Brama Cieksyńska, wzorowanego na Ecce Patia - Bramie Piaśnickiej:
http://www.wkramost.com/ecce-patria.html
Sam pomnik w Wejherowie generuje dwie drogi: powszechnie znaną Wejherowską Drogę Krzyżową i Drogę Męczenników Piaśnicy.

Podobnie do wejherowskiego pomnika skierowany na cztery strony świata jest pomnik w Lichfield:
http://wkramost.blogspot.com/2016/04/cztery-strony-pomnika-w-lichfield.html
Dla uczczenia wkładu polskich marynarzy w zwycięstwo Aliantów w II Wojnie Światowej proponuję rejs (na razie wirtualny):
http://wkramost.blogspot.com/2016/04/rejs-sladami-komandora-romanowskiego.html
Drogę powstańczej łaczniczki z pomnika w Lichfield przedstawiłem w poście:
http://wkramost.blogspot.com/2016/06/szkic-gry-miejskiej-do-pasty.html
Oczywistą drogą z Lichfield jest ta wiodąca do Northolt, gdzie bazował Dywizjon 303:
http://wkramost.blogspot.com/2015/11/dywizjon-303-northolt-i-hillingdon.html
Historię Korpusu Andersa wspaniale przedstawił Norman Davies w formie własnie wędrówki Szlakiem Nadziei. Mniej ambitną będzie droga Lichfield - Edynburg:
http://wkramost.blogspot.com/2015/11/wojtek.html