Nie zdziwiłem się, że Oliver Stone zrzucenie bomb atomowych w sierpniu 1945 uważa za początek Zimnej Wojny i nie wini Rosjan za niewycofanie wojsk z wywalczonych nieprawdopodobnym wysiłkiem i niewyobrażalnymi stratami ludzkimi (25 milionów!) rubieży.
środa, 31 grudnia 2014
Święty Ojciec Święty JP2
UCHWAŁA
SEJMU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
z dnia 5 grudnia 2014 r.
w sprawie ustanowienia roku 2015 Rokiem św. Jana Pawła II
W kwietniu 2015 roku będziemy przeżywać dziesiątą rocznicę śmierci i pierwszą rocznicę kanonizacji wielkiego Polaka,
Ojca Świętego Jana Pawła II. Jego ogromne zasługi i zaangażowanie w proces odradzania się niepodległości naszej
ojczyzny oraz ogromny wkład w propagowanie uniwersalnego przesłania o godności i prawach człowieka na zawsze pozostaną
w naszej pamięci. Jego życie było świadectwem wiary dla milionów ludzi na całym świecie, a bolesne odejście zjednoczyło
wszystkich Polaków niezależnie od wyznania i poglądów.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej postanawia ustanowić rok 2015 Rokiem św. Jana Pawła II w poczuciu moralnego obowiązku
i głębokiego szacunku wobec postaci, która wywarła tak znaczący wpływ na losy nie tylko naszego narodu, ale
i całego współczesnego świata.
Niech motywem przewodnim wszelkich inicjatyw wzbogacających ten Rok będą słowa Jana Pawła II wypowiedziane
przed laty na Jasnej Górze: „Czuwam – to znaczy także: czuję się odpowiedzialny za to wielkie, wspólne dziedzictwo, któ-
remu na imię Polska. To imię nas wszystkich określa. To imię nas wszystkich zobowiązuje…”.
Parę lat temu również uchwała sejmu stała się dla mnie impulsem do rozpoczęcia wpisywania postów na tym blogu - osobistych i historycznych refleksji. Chyba czas na przejście do drugiego etapu - działania w sferze tradycji JP2 i Siostry Alicji.
wtorek, 30 grudnia 2014
Wolność do samozniszczenia
Sądząc po reakcjach tzw. szerokich kręgów opiniotwórczych nic się nie zmienia w naszym podejściu do środowiska. Treść ostatniego posta Pierdzieć w niebiosa w całej rozciągłości potwierdza poniższy fragment raportu NIK (z wczoraj), a świetny felieton Michalskiego na temat (p. My i Europa) przeminął bez echa!
W opublikowanym w poniedziałek raporcie Najwyższa Izba Kontroli alarmuje, że Polska od lat nie spełnia standardów jakości powietrza, które są określone w prawie unijnym (tzw. dyrektywa CAFE). Konsekwencje mogą być nie tylko zdrowotne, ale także finansowe. Polsce grozi nawet 4 mld zł kary.
- Według informacji Europejskiej Agencji Środowiska aż sześć polskich miast znalazło się w pierwszej dziesiątce miast europejskich z największą liczbą dni w roku, w których przekroczono dobowe dopuszczalne stężenie pyłu PM10 (pozostałe cztery miasta są w Bułgarii) - czytamy w najnowszym raporcie Najwyższej Izby Kontroli.
Najgorzej jest w Krakowie, gdzie limity stężenia szkodliwego pyłu były przekroczone przez 150 dni w roku. Niewiele lepiej jest w innych miastach Małopolski czy na Śląsku. W Nowym Sączu limity były przekroczone przez 126 dni, w Zabrzu i Gliwicach - 125 dni, w Katowicach - 123 dni.
Nowy Sącz - normy przekroczone nawet 11-krotnie
Największym problemem jest ponadnormatywne stężenie dwóch związków. Pierwszym jest pył zawieszony (PM10 i PM2,5), którego wysokie stężenie powoduje i pogłębia choroby płuc i układu krążenia. Drugim związkiem jest silnie rakotwórczy benzo(a)piren [B(a)P]. We wszystkich kontrolowanych miastach w 2013 r. jego stężenie przekroczyło dopuszczalne normy średnio o 500 proc. Najwyższe stężenie odnotowano w Nowym Sączu - limity przekroczone 11-krotnie, a w Głubczycach w woj. opolskim - dziesięciokrotnie.
- W skali kraju w latach 2010-13 przekroczono dopuszczalne poziomy pyłu PM10 w ponad 75 proc. wszystkich stref, w których dokonuje się oceny jakości powietrza, a w przypadku benzo(a)pirenu w ok. 90 proc. stref - czytamy w raporcie.
Przyczyną wysokich stężeń tych związków są zanieczyszczenia pochodzące z pieców przydomowych czy lokalnych kotłowni węglowych, gdzie spalanie paliwa odbywa się w nieefektywny sposób. Sytuację pogarszają też zanieczyszczenia komunikacyjne. Przykładowo w Warszawie komunikacja była odpowiedzialna za 63 proc. wszystkich zanieczyszczeń.
A nasz nieoceniony (niedoceniany - szczególnie w Polsce) Szaweł-Paweł (Jeffrey Sachs) podpowiada nam świetne rozwiązanie problemu dekarbonizacji, oparte na niskiej cenie ropy naftowej (tekst zamieszczony w Project-Syndicate w dniu 26XII):
NEW YORK – The purpose of the global financial system is to allocate the world’s savings to their most productive uses. When the system works properly, these savings are channeled into investments that raise living standards; when it malfunctions, as in recent years, savings are channeled into real-estate bubbles and environmentally harmful projects, including those that exacerbate human-induced climate change.
The year 2015 will be a turning point in the effort to create a global financial system that contributes to climate safety rather than climate ruin. In July, the world’s governments will meet in Addis Ababa to hammer out a new framework for global finance.
The meeting’s goal will be to facilitate a financial system that supports sustainable development, meaning economic growth that is socially inclusive and environmentally sound. Five months later, in Paris, the world’s governments will sign a new global agreement to control human-induced climate change and channel funds toward climate-safe energy, building on the progress achieved earlier this month in negotiations in Lima, Peru. There, too, finance will loom large.
The basics are clear. Climate safety requires that all countries shift their energy systems away from coal, oil, and gas, toward wind, solar, geothermal, and other low-carbon sources. We should also test the feasibility of large-scale carbon capture and sequestration (CCS), which might enable the safe, long-term use of at least some fossil fuels. Instead, the global financial system has continued to pump hundreds of billions of dollars per year into exploring and developing new fossil-fuel reserves, while directing very little toward CCS.
Many investments in new fossil-fuel reserves will lose money – lots of it – owing to the recent fall in world oil prices. And many of the fossil-fuel reserves that companies are currently developing will eventually be “stranded” (left in the ground) as part of new global climate policies. The simple fact is that the world has far more fossil-fuel resources than can be safely burned, given the realities of human-induced climate change.
Though market signals are not yet very clear, this year’s more successful investors were those who sold their fossil-fuel holdings, thereby avoiding the oil-price crash. Perhaps they were just lucky this year, but their divestment decision makes long-term sense, because it correctly anticipates the future policy shift away from fossil fuels and toward low-carbon energy.
Several major pension funds and foundations in the United States and Europe have recently made the move. They have wisely heeded the words of the former CEO of oil giant BP, Lord Browne, who recently noted that climate change poses an “existential threat” to the oil industry.
More governments around the world are now introducing carbon pricing to reflect the high social costs inherent in the continued use of fossil fuels. Every ton of carbon dioxide that is emitted into the atmosphere by burning coal, oil, or gas adds to long-term global warming, and therefore to the long-term costs that society will incur through droughts, floods, heat waves, extreme storms, and rising sea levels. While these future costs cannot be predicted with precision, recent estimates put the current social cost of each added ton of atmospheric CO2 at $10-100, with the US government using a middle-range estimate of about $40 per ton to guide energy regulation.
Some countries, like Norway and Sweden, long ago introduced a tax on CO2 emissions to reflect a social cost of $100 per ton, or even higher. Many private companies, including major oil firms, have also recently introduced an internal accounting cost of carbon emissions to guide their decisions regarding fossil-fuel investments. Doing so enables companies to anticipate the financial consequences of future government regulations and taxation.
As more countries and companies introduce carbon pricing, the internal accounting cost of carbon emissions will rise, investments in fossil fuels will become less attractive, and investments in low-carbon energy systems will become more appealing. The market signals of CO2 taxation (or the cost of CO2 emission permits) will help investors and money managers steer clear of new fossil-fuel investments. Carbon taxes also offer governments a crucial source of revenue for future investment in low-carbon energy.
With international oil prices dropping – by a whopping $40 per barrel since the summer – this is an ideal moment for governments to introduce carbon pricing. Rather than let the consumer price of oil fall by that amount, governments should put a carbon tax in place.
Consumers would still come out ahead. Because each barrel of oil emits roughly 0.3 tons of CO2, a carbon tax of, say, $40 per ton of CO2 implies an oil tax of just $12 per barrel. And, because oil prices have declined by more than triple the tax, consumers would continue to pay much less than they did just a few months ago.
Moreover, new revenues from carbon taxes would be a boon for governments. High-income countries have promised to help low-income countries invest in climate safety, both in terms of low-carbon energy and resilience against climate shocks. Specifically, they have promised $100 billion in climate-related financing per year, starting in 2020, up from around $25-30 billion this year. New revenues from a CO2 tax would provide an ideal way to honor that pledge.
The math is simple. High-income countries emitted around 18 billion tons of CO2 this year – roughly half of all global emissions. If these countries earmarked just $2 per ton of CO2 for global financing organizations like the new Green Climate Fund and the regional development banks, they would transfer around $36 billion per year. By using part of that money to mobilize private-sector financing, the full $100 billion of climate financing could be reached.
Both Big Oil and Big Finance have made major mistakes in recent years, channeling funds into socially destructive investments. In 2015, these two powerful industries, and the world as a whole, can start to put things right. We have within our reach the makings of a new global financial system that directs savings where they are urgently needed: sustainable development and climate safety, for ourselves and for future generations.
W opublikowanym w poniedziałek raporcie Najwyższa Izba Kontroli alarmuje, że Polska od lat nie spełnia standardów jakości powietrza, które są określone w prawie unijnym (tzw. dyrektywa CAFE). Konsekwencje mogą być nie tylko zdrowotne, ale także finansowe. Polsce grozi nawet 4 mld zł kary.
- Według informacji Europejskiej Agencji Środowiska aż sześć polskich miast znalazło się w pierwszej dziesiątce miast europejskich z największą liczbą dni w roku, w których przekroczono dobowe dopuszczalne stężenie pyłu PM10 (pozostałe cztery miasta są w Bułgarii) - czytamy w najnowszym raporcie Najwyższej Izby Kontroli.
Najgorzej jest w Krakowie, gdzie limity stężenia szkodliwego pyłu były przekroczone przez 150 dni w roku. Niewiele lepiej jest w innych miastach Małopolski czy na Śląsku. W Nowym Sączu limity były przekroczone przez 126 dni, w Zabrzu i Gliwicach - 125 dni, w Katowicach - 123 dni.
Nowy Sącz - normy przekroczone nawet 11-krotnie
Największym problemem jest ponadnormatywne stężenie dwóch związków. Pierwszym jest pył zawieszony (PM10 i PM2,5), którego wysokie stężenie powoduje i pogłębia choroby płuc i układu krążenia. Drugim związkiem jest silnie rakotwórczy benzo(a)piren [B(a)P]. We wszystkich kontrolowanych miastach w 2013 r. jego stężenie przekroczyło dopuszczalne normy średnio o 500 proc. Najwyższe stężenie odnotowano w Nowym Sączu - limity przekroczone 11-krotnie, a w Głubczycach w woj. opolskim - dziesięciokrotnie.
- W skali kraju w latach 2010-13 przekroczono dopuszczalne poziomy pyłu PM10 w ponad 75 proc. wszystkich stref, w których dokonuje się oceny jakości powietrza, a w przypadku benzo(a)pirenu w ok. 90 proc. stref - czytamy w raporcie.
Przyczyną wysokich stężeń tych związków są zanieczyszczenia pochodzące z pieców przydomowych czy lokalnych kotłowni węglowych, gdzie spalanie paliwa odbywa się w nieefektywny sposób. Sytuację pogarszają też zanieczyszczenia komunikacyjne. Przykładowo w Warszawie komunikacja była odpowiedzialna za 63 proc. wszystkich zanieczyszczeń.
A nasz nieoceniony (niedoceniany - szczególnie w Polsce) Szaweł-Paweł (Jeffrey Sachs) podpowiada nam świetne rozwiązanie problemu dekarbonizacji, oparte na niskiej cenie ropy naftowej (tekst zamieszczony w Project-Syndicate w dniu 26XII):
NEW YORK – The purpose of the global financial system is to allocate the world’s savings to their most productive uses. When the system works properly, these savings are channeled into investments that raise living standards; when it malfunctions, as in recent years, savings are channeled into real-estate bubbles and environmentally harmful projects, including those that exacerbate human-induced climate change.
The year 2015 will be a turning point in the effort to create a global financial system that contributes to climate safety rather than climate ruin. In July, the world’s governments will meet in Addis Ababa to hammer out a new framework for global finance.
The meeting’s goal will be to facilitate a financial system that supports sustainable development, meaning economic growth that is socially inclusive and environmentally sound. Five months later, in Paris, the world’s governments will sign a new global agreement to control human-induced climate change and channel funds toward climate-safe energy, building on the progress achieved earlier this month in negotiations in Lima, Peru. There, too, finance will loom large.
The basics are clear. Climate safety requires that all countries shift their energy systems away from coal, oil, and gas, toward wind, solar, geothermal, and other low-carbon sources. We should also test the feasibility of large-scale carbon capture and sequestration (CCS), which might enable the safe, long-term use of at least some fossil fuels. Instead, the global financial system has continued to pump hundreds of billions of dollars per year into exploring and developing new fossil-fuel reserves, while directing very little toward CCS.
Many investments in new fossil-fuel reserves will lose money – lots of it – owing to the recent fall in world oil prices. And many of the fossil-fuel reserves that companies are currently developing will eventually be “stranded” (left in the ground) as part of new global climate policies. The simple fact is that the world has far more fossil-fuel resources than can be safely burned, given the realities of human-induced climate change.
Though market signals are not yet very clear, this year’s more successful investors were those who sold their fossil-fuel holdings, thereby avoiding the oil-price crash. Perhaps they were just lucky this year, but their divestment decision makes long-term sense, because it correctly anticipates the future policy shift away from fossil fuels and toward low-carbon energy.
Several major pension funds and foundations in the United States and Europe have recently made the move. They have wisely heeded the words of the former CEO of oil giant BP, Lord Browne, who recently noted that climate change poses an “existential threat” to the oil industry.
More governments around the world are now introducing carbon pricing to reflect the high social costs inherent in the continued use of fossil fuels. Every ton of carbon dioxide that is emitted into the atmosphere by burning coal, oil, or gas adds to long-term global warming, and therefore to the long-term costs that society will incur through droughts, floods, heat waves, extreme storms, and rising sea levels. While these future costs cannot be predicted with precision, recent estimates put the current social cost of each added ton of atmospheric CO2 at $10-100, with the US government using a middle-range estimate of about $40 per ton to guide energy regulation.
Some countries, like Norway and Sweden, long ago introduced a tax on CO2 emissions to reflect a social cost of $100 per ton, or even higher. Many private companies, including major oil firms, have also recently introduced an internal accounting cost of carbon emissions to guide their decisions regarding fossil-fuel investments. Doing so enables companies to anticipate the financial consequences of future government regulations and taxation.
As more countries and companies introduce carbon pricing, the internal accounting cost of carbon emissions will rise, investments in fossil fuels will become less attractive, and investments in low-carbon energy systems will become more appealing. The market signals of CO2 taxation (or the cost of CO2 emission permits) will help investors and money managers steer clear of new fossil-fuel investments. Carbon taxes also offer governments a crucial source of revenue for future investment in low-carbon energy.
With international oil prices dropping – by a whopping $40 per barrel since the summer – this is an ideal moment for governments to introduce carbon pricing. Rather than let the consumer price of oil fall by that amount, governments should put a carbon tax in place.
Consumers would still come out ahead. Because each barrel of oil emits roughly 0.3 tons of CO2, a carbon tax of, say, $40 per ton of CO2 implies an oil tax of just $12 per barrel. And, because oil prices have declined by more than triple the tax, consumers would continue to pay much less than they did just a few months ago.
Moreover, new revenues from carbon taxes would be a boon for governments. High-income countries have promised to help low-income countries invest in climate safety, both in terms of low-carbon energy and resilience against climate shocks. Specifically, they have promised $100 billion in climate-related financing per year, starting in 2020, up from around $25-30 billion this year. New revenues from a CO2 tax would provide an ideal way to honor that pledge.
The math is simple. High-income countries emitted around 18 billion tons of CO2 this year – roughly half of all global emissions. If these countries earmarked just $2 per ton of CO2 for global financing organizations like the new Green Climate Fund and the regional development banks, they would transfer around $36 billion per year. By using part of that money to mobilize private-sector financing, the full $100 billion of climate financing could be reached.
Both Big Oil and Big Finance have made major mistakes in recent years, channeling funds into socially destructive investments. In 2015, these two powerful industries, and the world as a whole, can start to put things right. We have within our reach the makings of a new global financial system that directs savings where they are urgently needed: sustainable development and climate safety, for ourselves and for future generations.
niedziela, 28 grudnia 2014
Niełatwy jest los globalnych Chrześcijan
Mapa prześladowania – kolor czerwony oznacza silne prześladowania.

„Obecnie w Chinach, tym największym pod względem liczby ludności kraju świata żyje około 100 mln chrześcijan, co przyćmiewa 86,7 mln członków partii komunistycznej” – donosi prestiżowy dziennik „Financial Times”, który niedawno kompleksowo zbadał sytuację chrześcijan w Chinach.

Fenggang Yang, dyrektor centrum badań nad religią i społeczeństwem Chin na amerykańskim Uniwersytecie Purdue, przekonuje na łamach „Financial Times”, że Chiny do 2030 r. będą miały większą liczbę chrześcijan niż jakikolwiek inny kraj na świecie. Komuniści też mają te dane. „Chińscy urzędnicy często powołują się na doświadczenia z Polski, gdzie ich zdaniem Kościół rzymskokatolicki pomógł zniszczyć komunizm. I choć te dwie sytuacje nie są tak naprawdę porównywalne, to partia wciąż postrzega chrześcijaństwo jako bardzo poważne zagrożenie, które trzeba powstrzymać” – uważa Yang.
„Obecnie w Chinach, tym największym pod względem liczby ludności kraju świata żyje około 100 mln chrześcijan, co przyćmiewa 86,7 mln członków partii komunistycznej” – donosi prestiżowy dziennik „Financial Times”, który niedawno kompleksowo zbadał sytuację chrześcijan w Chinach.
Fenggang Yang, dyrektor centrum badań nad religią i społeczeństwem Chin na amerykańskim Uniwersytecie Purdue, przekonuje na łamach „Financial Times”, że Chiny do 2030 r. będą miały większą liczbę chrześcijan niż jakikolwiek inny kraj na świecie. Komuniści też mają te dane. „Chińscy urzędnicy często powołują się na doświadczenia z Polski, gdzie ich zdaniem Kościół rzymskokatolicki pomógł zniszczyć komunizm. I choć te dwie sytuacje nie są tak naprawdę porównywalne, to partia wciąż postrzega chrześcijaństwo jako bardzo poważne zagrożenie, które trzeba powstrzymać” – uważa Yang.
Dzisiejsza Salome
Salome musiała być prawie dzieckiem - jej matka Herodiada niedawno wyszła po raz drugi za mąż. Matka miała nad nią całkowitą władzę - czy trochę starsza Salome też zażądała by głowy Jana Chrzciciela? Ale czar tańca jest ponadczasowy.
sobota, 27 grudnia 2014
Nasz Elementarz
Najbardziej wyraziście zapamiętałem jedną stronę z Elementarza Falskiego. Była to strona ze scenerią zimową - "koledzy Stefanka ulepili bałwanka". Stefanek był chory i leżał w łóżku, ale wyglądał przez okno i z tym bałwankiem było mu weselej. Ja też byłem chory i kopiowałem rysunek z Elementarza z pomocą "kalki technicznej", której obecnie z niewiadomych powodów w popularnych sklepach nie uświadczysz...
Fascynująca była droga Krauzego do kina. W łódzkiej filmówce kończył wydział operatorski. Po studiach trafia do Studia Małych Form Filmowych „Se-Ma-For”. Tam kręci raczej awangardowe krótkie formy: animacje, filmy posługujące się techniką found footage. W tych pierwszych krótkich filmach pojawiają się już tematy, które później powracać będą także w jego fabularnej twórczości: relacje dzieci z rodzicami, następstwo pokoleń, czas jako siła korodująca marzenia.
Widać to doskonale w Elementarzu, który wychodzi od obrazów i słów z najbardziej znanego powojennego podręcznika do nauki języka polskiego, tego z Alą i Asem.
Widać to doskonale w Elementarzu, który wychodzi od obrazów i słów z najbardziej znanego powojennego podręcznika do nauki języka polskiego, tego z Alą i Asem.
Krauze dopisuje dalszy ciąg biografii dzieci i ich najbliższych. As zdycha, rodzice się starzeją, nie rozumieją, czego ich dzieci uczą się na studiach, siedzą smutni w pustych mieszkaniach i piszą długie listy do swoich pociech. Dzieci zakładają rodziny, kończą studia, oddalają się od świata dzieciństwa, gnieżdżą się u rodziców, przenoszą na swoje, zbliżają się do emerytury, jakoś starają się przetrwać kolejne święta. Gdy przypominałem sobie dziś ten film, uderzyło mnie jego podobieństwo do Boyhood Richarda Linklatera. Oba dotykają tego, co najprostsze, a przy tym najbardziej fundamentalne. W obrazach samotnych matek, w pustych mieszkaniach po śmierci męża czy wyprowadzce dzieci widać też ten sam smutek.
piątek, 26 grudnia 2014
Dziennik powrotu do Palestyny
Betlejem jest świętym słowem-miejscem dla Chrześcijan. Palestyna stała się słowem współmiernym znaczeniowo określeniu "Polska" z przełomu ostatnich wieków (pamiętacie: "A kaz tyz ta Polska, a kaz ta" - zapytanie Panny Młodej z "Wesela" Wyspiańskiego). Dobrze, że są ludzie, dla których to słowo jeszcze coś znaczy:
http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/bliski-wschod/20141226/latos-palestyna-dziennik-powrotu
http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/bliski-wschod/20141226/latos-palestyna-dziennik-powrotu
Transcendencja w Narodzie
Wszyscy szukamy drogi do Transcendencji, czyli poczucia trwania dłuższego niż czasokres naszego życia. Można jej szukać w Sztuce, w Bogu, ale najłatwiej odnajduje się ją w Narodzie. Naród to niejako twór wręcz przykrojony dla zaspokojenia głodu Transcendencji. Ja przeminę, ale będą żyły moje (prawie)klony - następne pokolenia moich współplemienników, tożsamych w języku i tradycjach. Myśl jest prosta i nośna - bo dookreślona, nie wystawiająca nas na drżenie przed Bogiem, czy imperatyw kreatywności w Sztuce. Jestem kim jestem, a moi następcy niech też tacy będą.
Wszystkie grzechy Bandery wobec obcoplemiennych (Polaków, Żydów, Rosjan) nie mają znaczenia, bo wszakże przyświecał mu cel budowy Narodu. To On jest Ojcem ukraińskiej Transcendencji.
Czytaj:
Nikolas Kozloff
http://www.huffingtonpost.com/nikolas-kozloff/poland-embracing-multi-et_b_6380738.html?ncid=txtlnkusaolp00000592
Fragment powyższego tekstu:
During World War II, the UPA emerged as a nationalist guerrilla outfit which battled Soviet, Polish, and Czech forces in the name of independence. However, at one stage during the conflict the UPA also cooperated with the Nazis. Indeed, when Germans entered the western Ukrainian city of Lviv in June, 1941 Bandera's nationalists joined Nazi Einsatzgruppen in carrying out pogroms against the Jews. By war's end, it was said that both organizations which had been led by Bandera, that is to say the UPA as well as the Organization of Ukrainian Nationalists (OUN), engaged in atrocities against Poles, Jews and others.
Wszystkie grzechy Bandery wobec obcoplemiennych (Polaków, Żydów, Rosjan) nie mają znaczenia, bo wszakże przyświecał mu cel budowy Narodu. To On jest Ojcem ukraińskiej Transcendencji.
Czytaj:
Nikolas Kozloff
http://www.huffingtonpost.com/nikolas-kozloff/poland-embracing-multi-et_b_6380738.html?ncid=txtlnkusaolp00000592
Fragment powyższego tekstu:
During World War II, the UPA emerged as a nationalist guerrilla outfit which battled Soviet, Polish, and Czech forces in the name of independence. However, at one stage during the conflict the UPA also cooperated with the Nazis. Indeed, when Germans entered the western Ukrainian city of Lviv in June, 1941 Bandera's nationalists joined Nazi Einsatzgruppen in carrying out pogroms against the Jews. By war's end, it was said that both organizations which had been led by Bandera, that is to say the UPA as well as the Organization of Ukrainian Nationalists (OUN), engaged in atrocities against Poles, Jews and others.
czwartek, 25 grudnia 2014
wtorek, 23 grudnia 2014
Czy miłość to kajdany?
Kto przeczytał ostatni mini-wykład Žižeka musi odpowiedzieć twierdząco na to pytanie. A tu jeszcze jego dowód wzmacniają bardzo wysokiej próby wypowiedzi artystów (słowo wstępne - Poniedzielski, wykonanie piosenki - Radek):
Kochałem cię dziś rano
Ust naszych ciepła słodycz
Jak senna złota burza
Nade mną twoje włosy
Przed nami na tym świecie
Już inni się kochali
I w mieście albo w lesie
Też tak się uśmiechali
A teraz trzeba zacząć
Rozłączać się po trochu
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób
Na pewno cię nie zdradzę
Odprowadź mnie do rogu
Ty wiesz że nasze kroki
Zrymują się ze sobą
Twa miłość pójdzie ze mną
A moja tu zostanie
I tak się będą zmieniać
Jak brzeg i morskie fale
Czy miłość to kajdany ?
Nie mówmy lepiej o tym
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób
Kochałem cię dziś rano
Ust naszych ciepła słodycz
Jak senna złota burza
Nade mną twoje włosy
Przed nami na tym świecie
Już inni się kochali
I w mieście albo w lesie
Też tak się uśmiechali
Czy miłość to kajdany ?
Nie mówmy lepiej o tym
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób
tłumaczenie: M Zembaty
Poniedzielski śpiewając o kajdanach miłości był o trzydzieści lat młodszy, a prawda była ta sama. Dzisiaj Maleńka Radka zwyciężyłaby zapewne w konkursie na najlepszą interpretację piosenek Cohena.
Ust naszych ciepła słodycz
Jak senna złota burza
Nade mną twoje włosy
Przed nami na tym świecie
Już inni się kochali
I w mieście albo w lesie
Też tak się uśmiechali
A teraz trzeba zacząć
Rozłączać się po trochu
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób
Na pewno cię nie zdradzę
Odprowadź mnie do rogu
Ty wiesz że nasze kroki
Zrymują się ze sobą
Twa miłość pójdzie ze mną
A moja tu zostanie
I tak się będą zmieniać
Jak brzeg i morskie fale
Czy miłość to kajdany ?
Nie mówmy lepiej o tym
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób
Kochałem cię dziś rano
Ust naszych ciepła słodycz
Jak senna złota burza
Nade mną twoje włosy
Przed nami na tym świecie
Już inni się kochali
I w mieście albo w lesie
Też tak się uśmiechali
Czy miłość to kajdany ?
Nie mówmy lepiej o tym
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób
tłumaczenie: M Zembaty
Prezenty pod choinkę...
- Najlepsze są te z klocków Lego. Poniższy Titanic, ze względu na świetną orkiestrę taneczną grającą do samego końca, bardziej pasuje do świata dorosłych niż dzieci:
Również klocki przedstawiające postacie i treści z filmów mają duże wzięcie:
Ostatnio popularne stają się "płaskie" klocki:
Czekamy na ciekawe Lego-przygody z Hobbitem:
A także na Lego-obrazy.
Prezentem pod tegoroczną choinkę dla dorosłych- zainteresowanych filozofią - jest króciutki "wykład o wolności":
Dla dzieci są "zestawy" mieszczące się w pudełkach (pudłach):
Ale fascynacje wiążą się z dużymi modelami:
Albo klasycznymi kolejkami:
Ciekawość budzą modele historyczne:Również klocki przedstawiające postacie i treści z filmów mają duże wzięcie:
Ostatnio popularne stają się "płaskie" klocki:
Czekamy na ciekawe Lego-przygody z Hobbitem:
A także na Lego-obrazy.
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Duchowy Alzheimer Kościoła
To wystąpienie Papieża będzie zapewne jeszcze nieraz komentowane, ale warto je przytoczyć w relacji "na gorąco", gdy pewne mroczne sprawy oświetla niespodziewana błyskawica zapowiadająca burzę...

W przemówieniu do kardynałów z Kurii Rzymskiej papież Franciszek ostro skrytykował w poniedziałek postawę hierarchii kościelnej. Wymienił katalog 15 chorób Kurii i całego Kościoła, wśród nich: patologię władzy, „duchowego Alzheimera”, bogacenie się.
Papież odstąpił od tradycji, zgodnie z którą przedświąteczne spotkanie z kardynałami i biskupami z Kurii Rzymskiej, czyli szefami najważniejszych instytucji w Watykanie, było przez lata poprzednich pontyfikatów okazją do podsumowania mijającego roku w Kościele.
Franciszek w obszernym przemówieniu przestrzegał przed chorobami i pokusami, które - jak podkreślił - występują zarówno w Kurii, jak i wśród całej hierarchii kościelnej i chrześcijan. Nawoływał do rachunku sumienia wymieniając katalog chorób i szczegółowo je opisując.
Powiedział, że niektórzy cierpią na chorobę „poczucia nieśmiertelności, niezbędności”, a „patologię władzy” nazwał epidemią. Radził iść na cmentarz, gdzie - jak dodał - można zobaczyć nazwiska wielu osób, które uważały się za nieśmiertelne i niezastąpione.
Następnie papież mówił o „skamienieniu umysłowym i duchowym”, w rezultacie którego ludzie Kościoła stają się „maszynami” i „księgowymi”. Wspomniał o „chorobie nadmiernego planowania” i złej koordynacji. Inni, jak dodał Franciszek, cierpią na „duchowego Alzheimera”, czyli zapominają o swym powołaniu i spotkaniu z Bogiem. Wtedy można zamknąć się w swoich murach popadając w „kaprysy i manie” - zauważył.
Papież potępił też narcyzm, poczucie wyższości, rywalizację i próżność, „schizofrenię egzystencjalną”, prowadzenie podwójnego życia i duchową pustkę. Nie wypełnią jej, jak stwierdził, dyplomy i tytuły akademickie. Skrytykował duszpasterzy, którzy posługę zastępują ograniczeniem się do spraw biurokratycznych i są wymagający tylko wobec innych, a nie wobec siebie.
„Sami prowadzą zaś często rozwiązłe życie” - dodał Franciszek.
Wśród plag wskazał „terroryzm plotek” i obgadywanie innych za plecami. Franciszek piętnował oportunizm i „ubóstwianie” przełożonych, aby osiągnąć prywatne korzyści, a także obojętność wobec innych i myślenie wyłącznie o sobie. Skrytykował „pogrzebowe miny” i „teatralną surowość”, a także dodał, że potrzebna jest dawka humoru.
W dalszej części wystąpienia Franciszek skrytykował gromadzenie dóbr materialnych i wychwalanie się bogactwem oraz pogoń za zyskiem i coraz wyższą pozycją. W dążeniu do tego celu, jak powiedział, usprawiedliwia się czasem wszystkie środki.
Stwierdził, że niektórzy cierpią na „ekshibicjonizm” i są zadowoleni z tego, że widzą swoje nazwisko na pierwszej stronie gazety.
„Słyszałem kiedyś, że księża są jak samoloty, trafiają na czołówki mediów tylko wtedy, kiedy upadają” - oświadczył papież.
Franciszek zaapelował o wewnętrzną przemianę, a Kurii Rzymskiej, której reformę przygotowuje ze swymi doradcami, zarzucił złe funkcjonowanie, nieskuteczność i nadmierną biurokrację.
„Kuria, która nie dokonuje samokrytyki, nie zmienia się i nie poprawia, jest nieruchomym ciałem” - ostrzegł.
Po audiencji dla kardynałów papież spotkał się w Auli Pawła VI ze wszystkimi pracownikami Watykanu: kucharzami, ogrodnikami, woźnymi, urzędnikami i ich rodzinami. Złożył im życzenia, a następnie przeprosił za uchybienia i błędy swoje oraz swych współpracowników i za „skandale”, które - jak dodał - „bardzo bolą”.
Poniżej komentarz "na gorąco" Jarosława Makowskiego (Polityka-blog):
Gdybyśmy nie wiedzieli, że tak gorzkie słowa pod adresem księży padają z ust papieża, pomyślelibyśmy, że są to zarzuty zatwardziałego krytyka Kościoła
1.
Gdzie tkwi siła papieża Franciszka i skuteczność jego przesłania? Czy w tym, że pięknie mówi? Nie. Czy w tym, że jest wiernym synem Kościoła? Nie. A może w tym, że jest srogim nauczycielem? Też nie. Oczywiście to wszystko również charakteryzuje biskupa Rzymu. Ale nie czyni go wielkim przywódcą duchowym.
Co zatem?
Papież Franciszek jest słuchany przez szeregowych wiernych. Ba, jest podziwiany także przez nie-chrześcijan, gdyż – nim zacznie nauczać i pouczać innych – bije się we własne piersi. Bije się niejako w piersi Kościoła. Nie szczędzi sobie i swoim bliskim współpracownikom – szczególnie tym w sutannach i habitach – gorzkich słów. Mówi im wprost: jeśli chcecie nawracać innych, najpierw sami się nawróćcie.
2.
Nie wierzycie? No to posłuchajcie. Oto zamiast banalnej i nudnej gadki do kardynałów z Kurii Rzymskiej Franciszek przypominał proroka, który
woła o przemianę serc i umysłów. Bo, jak mówił, ludzie Kościoła cierpią na patologię władzy, dotyka ich „duchowy Alzheimer”, sprowadzają swoją posługę do biurokracji i księgowości, nie unikają „rozwiązłego życia”. Gdybyśmy nie wiedzieli, że tak gorzkie słowa pod adresem księży padają z ust papieża, pomyślelibyśmy, że są to zarzuty zatwardziałego krytyka Kościoła.
Jeśli Franciszek decyduje się na tak ostrą krytykę, to dlatego, że za dobrą monetę nie bierze frazy, którą wciąż próbuje się szantażować w Kościele krytycznych katolików: „Kościół jest matką. A matki się nie krytykuje”. Jeśli widzisz zło, także w Kościele – zdaje się sądzić Franciszek – i nie reagujesz, stajesz się współsprawcą tego zła. Dlatego jeśli kochasz Kościół, krytykujesz go.
3.
Czy jednak głos Franciszka nie przypomina wołania na puszczy – zwłaszcza gdy przyglądamy się rodzimemu Kościołowi?
Jednym ze znaków tego, że papież jest w Polsce ignorowany, szczególnie przez hierarchów, jest absolutna obojętność na jego słowa. Czy wyobrażacie sobie Państwo, że zamiast potępiać gender, ganić rządzących (choć oczywiście nie za to, że posłanki i posłowie w ramach gwiazdki przeznaczyli 16 milionów na Muzeum Jana Pawła II, czyli na Świątynię Opatrzności Bożej), krytykować nowoczesność – rodzimi biskupi w czasie pasterki dokonują samokrytyki w stylu Franciszka?
Albo jeśli nie są gotowi na samokrytykę, to choć z przekonaniem przywołują słowa Franciszka, który gani duchownych, że cierpią na „duchowego Alzheimera”, czyli zapominają o swym powołaniu i spotkaniu z Bogiem? A czyniąc tak, dodaje papież, zamykają się w swoich murach, popadając w „kaprysy i manie”?
Nie, oczywiście nic takiego się nie stanie. Papież Franciszek nie tylko, że nie jest w Polsce wzorem do naśladowania, ale nie jest nawet słuchany. Jego wystąpienia i przesłanie są w sposób doskonały ignorowane. Papieża Franciszka spotyka w Polsce los, jaki spotkał św. Pawła, gdy chciał mówić Grekom na Areopagu o Jezusie. Wtedy usłyszał: „Posłuchamy cię innym razem”.
4.
Nie jest aż tak, że Franciszek jest całkowicie nieobecny w polskim życiu kościelnym. Gdybym tak przekonywał, byłbym niesprawiedliwy.
Papież jest, i to znacząco, obecny w dyskusjach naszych biskupów, gdy chodzi o wybór polskich miast, jakie miałby odwiedzić w 2016 roku podczas Światowych Dni Młodzieży. Przyjazd Franciszka, jak się okazuje, sprowadza się do organizacji i logistyki, zamiast do wcielania w życie jego nauczania.
Gdy jednak nie ma żadnej poważnej strategii duszpasterskiej, gdy głoszenie Dobrej Nowiny przypomina mowę niewidomego o kolorach – nie dziwi, że rodzimym biskupom dużo łatwiej przychodzi budowa nowej bazyliki niż dzielenie się skutecznie Ewangelią.
Poniżej komentarz "na gorąco" Jarosława Makowskiego (Polityka-blog):
Gdybyśmy nie wiedzieli, że tak gorzkie słowa pod adresem księży padają z ust papieża, pomyślelibyśmy, że są to zarzuty zatwardziałego krytyka Kościoła
1.
Gdzie tkwi siła papieża Franciszka i skuteczność jego przesłania? Czy w tym, że pięknie mówi? Nie. Czy w tym, że jest wiernym synem Kościoła? Nie. A może w tym, że jest srogim nauczycielem? Też nie. Oczywiście to wszystko również charakteryzuje biskupa Rzymu. Ale nie czyni go wielkim przywódcą duchowym.
Co zatem?
Papież Franciszek jest słuchany przez szeregowych wiernych. Ba, jest podziwiany także przez nie-chrześcijan, gdyż – nim zacznie nauczać i pouczać innych – bije się we własne piersi. Bije się niejako w piersi Kościoła. Nie szczędzi sobie i swoim bliskim współpracownikom – szczególnie tym w sutannach i habitach – gorzkich słów. Mówi im wprost: jeśli chcecie nawracać innych, najpierw sami się nawróćcie.
2.
Nie wierzycie? No to posłuchajcie. Oto zamiast banalnej i nudnej gadki do kardynałów z Kurii Rzymskiej Franciszek przypominał proroka, który
woła o przemianę serc i umysłów. Bo, jak mówił, ludzie Kościoła cierpią na patologię władzy, dotyka ich „duchowy Alzheimer”, sprowadzają swoją posługę do biurokracji i księgowości, nie unikają „rozwiązłego życia”. Gdybyśmy nie wiedzieli, że tak gorzkie słowa pod adresem księży padają z ust papieża, pomyślelibyśmy, że są to zarzuty zatwardziałego krytyka Kościoła.
Jeśli Franciszek decyduje się na tak ostrą krytykę, to dlatego, że za dobrą monetę nie bierze frazy, którą wciąż próbuje się szantażować w Kościele krytycznych katolików: „Kościół jest matką. A matki się nie krytykuje”. Jeśli widzisz zło, także w Kościele – zdaje się sądzić Franciszek – i nie reagujesz, stajesz się współsprawcą tego zła. Dlatego jeśli kochasz Kościół, krytykujesz go.
3.
Czy jednak głos Franciszka nie przypomina wołania na puszczy – zwłaszcza gdy przyglądamy się rodzimemu Kościołowi?
Jednym ze znaków tego, że papież jest w Polsce ignorowany, szczególnie przez hierarchów, jest absolutna obojętność na jego słowa. Czy wyobrażacie sobie Państwo, że zamiast potępiać gender, ganić rządzących (choć oczywiście nie za to, że posłanki i posłowie w ramach gwiazdki przeznaczyli 16 milionów na Muzeum Jana Pawła II, czyli na Świątynię Opatrzności Bożej), krytykować nowoczesność – rodzimi biskupi w czasie pasterki dokonują samokrytyki w stylu Franciszka?
Albo jeśli nie są gotowi na samokrytykę, to choć z przekonaniem przywołują słowa Franciszka, który gani duchownych, że cierpią na „duchowego Alzheimera”, czyli zapominają o swym powołaniu i spotkaniu z Bogiem? A czyniąc tak, dodaje papież, zamykają się w swoich murach, popadając w „kaprysy i manie”?
Nie, oczywiście nic takiego się nie stanie. Papież Franciszek nie tylko, że nie jest w Polsce wzorem do naśladowania, ale nie jest nawet słuchany. Jego wystąpienia i przesłanie są w sposób doskonały ignorowane. Papieża Franciszka spotyka w Polsce los, jaki spotkał św. Pawła, gdy chciał mówić Grekom na Areopagu o Jezusie. Wtedy usłyszał: „Posłuchamy cię innym razem”.
4.
Nie jest aż tak, że Franciszek jest całkowicie nieobecny w polskim życiu kościelnym. Gdybym tak przekonywał, byłbym niesprawiedliwy.
Papież jest, i to znacząco, obecny w dyskusjach naszych biskupów, gdy chodzi o wybór polskich miast, jakie miałby odwiedzić w 2016 roku podczas Światowych Dni Młodzieży. Przyjazd Franciszka, jak się okazuje, sprowadza się do organizacji i logistyki, zamiast do wcielania w życie jego nauczania.
Gdy jednak nie ma żadnej poważnej strategii duszpasterskiej, gdy głoszenie Dobrej Nowiny przypomina mowę niewidomego o kolorach – nie dziwi, że rodzimym biskupom dużo łatwiej przychodzi budowa nowej bazyliki niż dzielenie się skutecznie Ewangelią.
niedziela, 21 grudnia 2014
Warto rozpowszechniać!
1| Forum miłośników matematyki

Na tym forum poruszane są wszelkie problemy i sukcesy królowej nauk. To wirtualny podręcznik matematyki, a także wielka baza zadań z rozwiązaniami (w tym zadań z matur i olimpiad). Jest też dział poświęcony młodszym użytkownikom oraz wszystkim tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z matematyką. Bardzo prosta, wręcz surowa szata graficzna kryje przebogatą treść. Jeśli czegoś nie wiesz, tu znajdziesz odpowiedź albo zapytasz bardziej wtajemniczonych.
Matematyka.pl
2| Niezbędnik gimnazjalisty i licealisty
Stronę stworzył Michał Budzyński, absolwent Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego. Są tu bardzo czytelne opracowania różnych zagadnień matematycznych z zakresu gimnazjum i liceum. Także programy obliczeniowe - kalkulator, program do ryzowania wykresów funkcji, do obliczania największego wspólnego dzielnika czy do dzielenia pisemnego liczb. Wielkim plusem jest kurs przygotowawczy do matury 2015. Jak pisze Michał Budzyński: "najlepszym sposobem na przygotowanie się do matury jest przerobienie jak największej liczby typowych zadań maturalnych". A poza tym podobają mi się umieszczone tu zagadki, np. taka: "Mamy do dyspozycji 3 pojemniki. Jeden z nich ma pojemność 8 litrów i jest cały wypełniony sokiem. Pozostałe dwa naczynia są puste i ich pojemność wynosi odpowiednio 5 i 3 litry. Żaden pojemnik nie jest wyskalowany. W jaki sposób - przelewając sok pomiędzy naczyniami - można sprawić, aby w naczyniu 8-litrowym i 5-litrowym znalazły się po 4 litry soku?"
Matemaks.pl
3| Khan Academy po polsku

To instytucja o ustalonej marce w Polsce, której już chyba specjalnie zachwalać nie trzeba. Jest tu biblioteka kilku tysięcy filmów z wykładami, obejmujących wszystko od arytmetyki, fizyki, informatyki, biologii, chemii i wielu innych dziedzin (nawet finansów). Na stronach Khan Academy znajdziemy setki zadań - to cały sprawdzony system zdobywania, testowania i utrwalania wiedzy, który na całym świecie ma swoich wielkich entuzjastów. W Polsce grupa wolontariuszy - pod kierunkiem prof. Lecha Mankiewicza, dyrektora Centrum Fizyki Teoretycznej PAN - niestrudzenie tworzy polskie wersje językowe, których jest już naprawdę sporo. http://www.edukacjaprzyszlosci.pl/
4| Gawędy matematyczne Bogdana Misia
"Nowe ślady Pitagorasa" - kanał na YouTube.com, na którym znajdziecie kilkadziesiąt kilkuminutowych gawęd o matematyce Bogdana Misia, członka zespołu Studioopinii.pl, seniora polskich popularyzatorów nauki. Wspaniale się tego słucha. "Nowe ślady Pitagorasa" - jak mówi Bogdan Miś w pierwszym odcinku - zostały pomyślane jako kontynuacja programu "Śladami Pitagorasa", półgodzinnego teleturnieju z łamigłówkami matematycznymi, który nasza TV nadawała w latach 60. zeszłego wieku. Dziś już takiego programu, niestety, nie ma. Ale na szczęście istnieje internet!
Nowe ślady Pitagorasa
5| Matematyczne zoo

Coś dla najmłodszych. W tym serwisie znajdziecie zadania dla uczniów szkół podstawowych, do rozwiązywania online, z podziałem na klasy od 1 do 6 oraz działy matematyczne. Bezcenna pomoc dla rodziców, których bezdennie mogą nudzić proste zadania, w których sprawdzają się pierwszo- czy drugoklasiści, np. dodawanie w zakresie do 6. Nawigacja jest niezwykle prosta, nikt tu się z pewnością nie zgubi. Poza tym ładna szata graficzna zachęca, by tu zajrzeć i spędzić trochę czasu na zabawie i nauce. Warto, choć nieco przeszkadzają natrętne reklamy.
Matzoo.pl
6| Wrocławski Portal Matematyczny

To wspólna inicjatywa prezydenta miasta dr. Rafała Dutkiewicza i rektora Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Leszka Pacholskiego (obaj z wykształcenia są matematykami). Znajdziecie tu wszystko: zadania i łamigłówki, ciekawostki, anegdoty i żarty, gry, matematyczną poezję, ściągawki dla uczniów i porady dla nauczycieli, a także kalendarz z wydarzeniami, które mają cokolwiek wspólnego z matematyką. Zawsze trafiam tam na coś ciekawego. Gdy ostatnio tam zajrzałem, wyniosłem anegdotę, którą powtarzają sobie studenci matematyki: "Co to jest 'pochodna imprezy'? Ilość alkoholu, który możemy kupić za sprzedane butelki pozostałe po imprezie. A co to jest 'udana impreza?' Jest to impreza o niezerowej drugiej pochodnej."
http://www.matematyka.wroc.pl/
Wybrał i opisał: Piotr Cieśliński
Na tym forum poruszane są wszelkie problemy i sukcesy królowej nauk. To wirtualny podręcznik matematyki, a także wielka baza zadań z rozwiązaniami (w tym zadań z matur i olimpiad). Jest też dział poświęcony młodszym użytkownikom oraz wszystkim tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z matematyką. Bardzo prosta, wręcz surowa szata graficzna kryje przebogatą treść. Jeśli czegoś nie wiesz, tu znajdziesz odpowiedź albo zapytasz bardziej wtajemniczonych.
Matematyka.pl
2| Niezbędnik gimnazjalisty i licealisty
Matemaks.pl
3| Khan Academy po polsku
To instytucja o ustalonej marce w Polsce, której już chyba specjalnie zachwalać nie trzeba. Jest tu biblioteka kilku tysięcy filmów z wykładami, obejmujących wszystko od arytmetyki, fizyki, informatyki, biologii, chemii i wielu innych dziedzin (nawet finansów). Na stronach Khan Academy znajdziemy setki zadań - to cały sprawdzony system zdobywania, testowania i utrwalania wiedzy, który na całym świecie ma swoich wielkich entuzjastów. W Polsce grupa wolontariuszy - pod kierunkiem prof. Lecha Mankiewicza, dyrektora Centrum Fizyki Teoretycznej PAN - niestrudzenie tworzy polskie wersje językowe, których jest już naprawdę sporo. http://www.edukacjaprzyszlosci.pl/
4| Gawędy matematyczne Bogdana Misia
"Nowe ślady Pitagorasa" - kanał na YouTube.com, na którym znajdziecie kilkadziesiąt kilkuminutowych gawęd o matematyce Bogdana Misia, członka zespołu Studioopinii.pl, seniora polskich popularyzatorów nauki. Wspaniale się tego słucha. "Nowe ślady Pitagorasa" - jak mówi Bogdan Miś w pierwszym odcinku - zostały pomyślane jako kontynuacja programu "Śladami Pitagorasa", półgodzinnego teleturnieju z łamigłówkami matematycznymi, który nasza TV nadawała w latach 60. zeszłego wieku. Dziś już takiego programu, niestety, nie ma. Ale na szczęście istnieje internet!
Nowe ślady Pitagorasa
5| Matematyczne zoo
Coś dla najmłodszych. W tym serwisie znajdziecie zadania dla uczniów szkół podstawowych, do rozwiązywania online, z podziałem na klasy od 1 do 6 oraz działy matematyczne. Bezcenna pomoc dla rodziców, których bezdennie mogą nudzić proste zadania, w których sprawdzają się pierwszo- czy drugoklasiści, np. dodawanie w zakresie do 6. Nawigacja jest niezwykle prosta, nikt tu się z pewnością nie zgubi. Poza tym ładna szata graficzna zachęca, by tu zajrzeć i spędzić trochę czasu na zabawie i nauce. Warto, choć nieco przeszkadzają natrętne reklamy.
Matzoo.pl
6| Wrocławski Portal Matematyczny
To wspólna inicjatywa prezydenta miasta dr. Rafała Dutkiewicza i rektora Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Leszka Pacholskiego (obaj z wykształcenia są matematykami). Znajdziecie tu wszystko: zadania i łamigłówki, ciekawostki, anegdoty i żarty, gry, matematyczną poezję, ściągawki dla uczniów i porady dla nauczycieli, a także kalendarz z wydarzeniami, które mają cokolwiek wspólnego z matematyką. Zawsze trafiam tam na coś ciekawego. Gdy ostatnio tam zajrzałem, wyniosłem anegdotę, którą powtarzają sobie studenci matematyki: "Co to jest 'pochodna imprezy'? Ilość alkoholu, który możemy kupić za sprzedane butelki pozostałe po imprezie. A co to jest 'udana impreza?' Jest to impreza o niezerowej drugiej pochodnej."
http://www.matematyka.wroc.pl/
Wybrał i opisał: Piotr Cieśliński
sobota, 20 grudnia 2014
Inspirująca rozmowa o zarządzaniu
Rozmawiają: Sutowski i Kostera.
Poniżej jej końcówka, a całość w Krytyce Politycznej http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20141218/kostera
Faktycznie, wszystko wskazuje na to, że nowa rewolucja nie będzie już czerwona: dramatyczna, gwałtowna i brutalna, rodem z tej dawnej, „stałej” nowoczesności, ale raczej zielona. To znaczy, że następował będzie radykalny recykling rzeczy-idei odrzuconych przez system.
Poniżej jej końcówka, a całość w Krytyce Politycznej http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20141218/kostera
Obecne ruchy społeczne mają poważny problem z wynalezieniem nowych form instytucjonalnych.
Wiedza naukowa sugeruje mi, że musi się najpierw skończyć interregnum – dopiero wówczas będą mogły one rozkwitnąć.
Ale to trochę błędne koło, bo interregnum kończy się wtedy, kiedy pojawi się jakaś zorganizowana siła, która ustali nowy porządek. Chyba że to przesąd z czasów „stałej” nowoczesności... Ale jeśli nie ruchy społeczne w jakiejś nowej formie, to kto ma ten system zmienić?
Faktycznie, wszystko wskazuje na to, że nowa rewolucja nie będzie już czerwona: dramatyczna, gwałtowna i brutalna, rodem z tej dawnej, „stałej” nowoczesności, ale raczej zielona. To znaczy, że następował będzie radykalny recykling rzeczy-idei odrzuconych przez system.
Zarządzanie przeżywało mnóstwo mód, to był ciągły rozwój: jak nie TQM, czyli „kompleksowe zarządzanie jakością”, to reeingenering, czyli gwałtowne przeprojektowywanie firmy... A potem oczywiście do kosza, na rzecz nowej koncepcji. Tymczasem można skorzystać z czegoś starego, czego już nikt w głównym nurcie nie chce stosować; tyle że na naszych warunkach i nie dla zysku. Zarządzanie jakością może na przykład znaczyć zarządzanie jakością pracy.
Jeśli dobrze rozumiem: nie myślimy o przebudowie całego systemu, co było istotą projektów „stałej” nowoczesności, tylko o rozproszonych działaniach oddolnych, nieskoordynowanych, których synergia przynosi, albo i nie, zmianę systemową?
Jeden z uczestników konferencji Kultura i rozwój porównał strukturę naszych działań do grzybni; ja bym to nazwała kłączem, za Deleuze'em i Guattarim. Widać to dobrze po współczesnym sposobie prowadzenia wojny. Może rewolucja społeczna też taka będzie?
W XIX i XX wieku zmiana społeczna polegała zazwyczaj na tym, że bardziej postępowa frakcja elity systemu wchodziła w sojusz, raczej tymczasowy, z jakimś oddolnym ruchem nacisku. Czy dziś taka frakcja w ogóle istnieje? A może system stracił możliwość takiej absorpcji oddolnego ruchu i już nie potrafi wykorzystać jego energii do reformy?
Na to właśnie wygląda, może z wyjątkami na poziomie lokalnym; znamy konstruktywne przykłady gmin, gdzie prowadzone są choćby sensowne konsultacje społeczne. Na szerszą skalę jest o to bardzo trudno – dlatego właśnie uważam, że do systemu pasuje dziś określenie, którego używano wobec PRL na przełomie lat 70. i 80. Chodzi oczywiście o słowo „niereformowalny”.
Może i niereformowalny, ale wciąż żyje; znajduje zresztą, choćby pod postacią rewolucji łupkowej, różne metody na podtrzymanie istnienia bez potrzeby reform.
Podtrzymanie istnienia, względnie przedłużenie agonii... Tak, to jest niewątpliwie jeden z możliwych scenariuszy – ale pocieszam się, że w latach 80. też myśleliśmy, że to wszystko na pewno się skończy, ale pewnie za pięćdziesiąt lat. Wszystko zależy od tego, jak mówił Vaclav Havel, jakie piosenki ludzie będą chcieli śpiewać w przyszłości. Ale jakie one będą, tego nie wiemy.
piątek, 19 grudnia 2014
Powoli ruszamy w dobrym kierunku
Tym dobrym kierunkiem są paliwa odnawialne, oparte o prawie wieczną (w horyzoncie czasowym Ludzkości) energię Słońca. Ale uwaga! Przejście na ich dominację w bilansie energetycznym wymaga czasu i dużych nakładów. W ciągu najbliższych dwudziestu lat musi funkcjonować rozwiązanie maksymalnie odciążające narastanie CO2 w atmosferze - energetyka jądrowa i ta oparta o gaz, jako najmniej z triady węgiel-ropa-gaz szkodliwa dla środowiska. Nie można z dnia na dzień zmienić całego, ponad dwustuletniego wzorca produkcji energii. Ale już teraz należy witać pierwsze jaskółki zmiany w myśleniu o naszej Matce Ziemi - niech węgiel i ropa pozostaną tam gdzie są!
Czasami najlepszym sposobem przekonania się o skuteczności danego posunięcia jest reakcja jego krytyków. Kiedy na początku października Australijski Uniwersytet Narodowy (ANU) poinformował o sprzedaży udziałów w siedmiu spółkach wydobywczych, wywołało to falę krytyki ze strony konserwatywnych polityków.
Rezygnacja z paliw kopalnych warunkiem lepszej przyszłości - Mike McGinn (były burmistrz Seattle, pierwszego miasta, które postanowiło ograniczyć zużycie paliw kopalnych.)
Ci tytularni obrońcy wolnego rynku świetnie wiedzieli, co uniwersytet powinien robić ze swoimi pieniędzmi. Australijski minister skarbu Joe Hockey bezlitośnie skrytykował decyzję ANU jako „oderwaną od rzeczywistości”. Szybko dołączyli inni, nazywając ją „haniebną”, „bardzo dziwną” oraz „krótkowzroczną i nieodpowiedzialną”. Nieważne, że chodziło o stosunkowo niewielkie sumy, stanowiące niespełna 2 proc. portfela inwestycyjnego uniwersytetu, szacowanego na miliard dolarów.
Ponieważ działania zmierzające do rezygnacji z paliw kopalnych wyraźnie nabierają tempa, taka histeria staje się coraz powszechniejsza. Oburzenie australijskich konserwatystów przypomina mi reakcję, z jaką w 2013 roku spotkało się moje wystąpienie w Kongresie Stanów Zjednoczonych, w którym stwierdziłem, że powinniśmy „trzymać nasz węgiel pod ziemią, czyli tam, gdzie jest jego miejsce”. David McKinley, republikański kongresmen z Wirginii Zachodniej, centrum amerykańskiego zagłębia węglowego, odpowiedział, że moje słowa „wywołały w nim dreszcze”, następnie zmienił temat i skierował dyskusję na wskaźniki przestępczości w Seattle, gdzie byłem burmistrzem.
Wstrząśnięty, jak się wydaje, jest nawet ExxonMobil. Niedawno firma opublikowała na blogu długi post będący reakcją na zjawisko opisane tam jako „pełne przyzwolenie” na rezygnację z paliw kopalnych. Jego autorką jest Mary Robinson, specjalna przedstawicielka sekretarza generalnego ONZ ds. zmian klimatu Ban Ki-moona. Sektor wydobywczy najwyraźniej traktuje ten trend jako zagrożenie polityczne – i słusznie. Kiedy wystarczająco dużo ludzi sprzeciwia się inwestycjom w paliwa kopalne, następnym krokiem musi być decyzja o pozostawieniu węgla, ropy naftowej i gazu pod ziemią.
Jeśli mamy uniknąć najbardziej niebezpiecznych konsekwencji zmian klimatu, to jest to działanie ze wszech miar niezbędne. Aby powstrzymać wzrost temperatury na świecie powyżej dwóch stopni Celsjusza (czyli progu, którego przekroczenie, jak twierdzą naukowcy, oznacza nieodwracalne skutki związane z globalnym ociepleniem), będziemy musieli pozostawić w stanie nienaruszonym około 80 proc. rezerw paliw kopalnych.
Firmy naftowe i węglowe oraz ich polityczni sojusznicy ostrzegają nas, że jeśli to uczynimy, to grozi nam katastrofa fiskalna – zupełnie, jakby fale upałów, susze, huragany oraz podnoszący się poziom mórz nie prowadziły do innego rodzaju katastrof społecznych i finansowych. Jako burmistrz Seattle wspierałem budowę energooszczędnych budynków, rozwój energii słonecznej, wiatrowej i wodnej. Byłem także orędownikiem chodzenia piechotą, jazdy rowerem oraz korzystania z transportu publicznego jako alternatywy dla jazdy samochodem – to strategie, które mogą pomóc w umocnieniu gospodarki oraz w stworzeniu realistycznych rozwiązań zastępujących paliwa kopalne. Ich zastosowanie nie może jednak zapobiec najgorszym przejawom globalnego ocieplenia, zwłaszcza jeśli rezultatem będzie sprzedaż węgla i ropy w innych miejscach globu.
Choć nasz system rządzenia jest niedoskonały, to w którymś momencie społeczeństwo i jego przywódcy mogą zażądać przyjęcia prawdy o globalnym ociepleniu. Wówczas wejdą w życie rozwiązania regulacyjne lub prawne niezbędne do gwałtownego ograniczenia zużycia paliw kopalnych.
Dlatego ostrożny inwestor powinien brać taką możliwość pod uwagę. Wartość akcji spółek wydobywczych – obecnie bazująca na założeniu, że firmy te będą w stanie eksploatować wszelkie odkryte złoża – poleci na łeb na szyję. Okazuje się, że inwestowanie w te spółki jest bardzo ryzykowne. Każdy, kto zajmuje się inwestycjami, wie doskonale, że „wyniki osiągane w przeszłości nie są żadną gwarancją podobnych rezultatów w przyszłości”.
I jest to kolejny argument za rezygnacją z wykorzystywania paliw kopalnych. Oczywiście, niektórzy będą twierdzić, że świat nigdy się nie zmieni i że na zawsze będziemy od tego typu zasobów uzależnieni. Ale wystarczy spojrzeć na Seattle, gdzie pary gejowskie biorą ślub w ratuszu miejskim i gdzie w specjalnych licencjonowanych sklepach sprzedawana jest marihuana, aby przekonać się, że ludzie naprawdę są w stanie zmienić tradycyjne założenia. Ostrożny inwestor oraz mądry lider biznesu będą przyglądać się, w jakim kierunku podąża gospodarka, a nie w jakim miejscu znajdowała się dotychczas.
Dla każdego, kto nie jest zniewolony przez firmy naftowe i gazowe, decyzja ANU jest bardzo rozsądna, a z czasem jej mądrość będzie widoczna jeszcze dobitniej. To dobrze. Kiedy w 2013 roku Seattle, którego byłem burmistrzem, zdecydowało o ograniczeniu zużycia paliw kopalnych, spotkało się to ze zrozumieniem przede wszystkim ludzi młodych. Przecież to oni będą musieli radzić sobie z konsekwencjami globalnego ocieplenia w przyszłości. Władze uniwersytetów, wbrew naciskom politycznym, również powinny przychylać się do opinii swych studentów.
Potrzebujemy więcej odwagi, podobnej do tej, którą wykazały się władze ANU. Liderzy tego uniwersytetu sprzeciwili się interesom sektora węglowego i naftowego, który w Australii jest naprawdę potężny. A skoro ich decyzja spotkała się z aprobatą, może się to udać także innym.
Ponieważ działania zmierzające do rezygnacji z paliw kopalnych wyraźnie nabierają tempa, taka histeria staje się coraz powszechniejsza. Oburzenie australijskich konserwatystów przypomina mi reakcję, z jaką w 2013 roku spotkało się moje wystąpienie w Kongresie Stanów Zjednoczonych, w którym stwierdziłem, że powinniśmy „trzymać nasz węgiel pod ziemią, czyli tam, gdzie jest jego miejsce”. David McKinley, republikański kongresmen z Wirginii Zachodniej, centrum amerykańskiego zagłębia węglowego, odpowiedział, że moje słowa „wywołały w nim dreszcze”, następnie zmienił temat i skierował dyskusję na wskaźniki przestępczości w Seattle, gdzie byłem burmistrzem.
Wstrząśnięty, jak się wydaje, jest nawet ExxonMobil. Niedawno firma opublikowała na blogu długi post będący reakcją na zjawisko opisane tam jako „pełne przyzwolenie” na rezygnację z paliw kopalnych. Jego autorką jest Mary Robinson, specjalna przedstawicielka sekretarza generalnego ONZ ds. zmian klimatu Ban Ki-moona. Sektor wydobywczy najwyraźniej traktuje ten trend jako zagrożenie polityczne – i słusznie. Kiedy wystarczająco dużo ludzi sprzeciwia się inwestycjom w paliwa kopalne, następnym krokiem musi być decyzja o pozostawieniu węgla, ropy naftowej i gazu pod ziemią.
Jeśli mamy uniknąć najbardziej niebezpiecznych konsekwencji zmian klimatu, to jest to działanie ze wszech miar niezbędne. Aby powstrzymać wzrost temperatury na świecie powyżej dwóch stopni Celsjusza (czyli progu, którego przekroczenie, jak twierdzą naukowcy, oznacza nieodwracalne skutki związane z globalnym ociepleniem), będziemy musieli pozostawić w stanie nienaruszonym około 80 proc. rezerw paliw kopalnych.
Firmy naftowe i węglowe oraz ich polityczni sojusznicy ostrzegają nas, że jeśli to uczynimy, to grozi nam katastrofa fiskalna – zupełnie, jakby fale upałów, susze, huragany oraz podnoszący się poziom mórz nie prowadziły do innego rodzaju katastrof społecznych i finansowych. Jako burmistrz Seattle wspierałem budowę energooszczędnych budynków, rozwój energii słonecznej, wiatrowej i wodnej. Byłem także orędownikiem chodzenia piechotą, jazdy rowerem oraz korzystania z transportu publicznego jako alternatywy dla jazdy samochodem – to strategie, które mogą pomóc w umocnieniu gospodarki oraz w stworzeniu realistycznych rozwiązań zastępujących paliwa kopalne. Ich zastosowanie nie może jednak zapobiec najgorszym przejawom globalnego ocieplenia, zwłaszcza jeśli rezultatem będzie sprzedaż węgla i ropy w innych miejscach globu.
Choć nasz system rządzenia jest niedoskonały, to w którymś momencie społeczeństwo i jego przywódcy mogą zażądać przyjęcia prawdy o globalnym ociepleniu. Wówczas wejdą w życie rozwiązania regulacyjne lub prawne niezbędne do gwałtownego ograniczenia zużycia paliw kopalnych.
Dlatego ostrożny inwestor powinien brać taką możliwość pod uwagę. Wartość akcji spółek wydobywczych – obecnie bazująca na założeniu, że firmy te będą w stanie eksploatować wszelkie odkryte złoża – poleci na łeb na szyję. Okazuje się, że inwestowanie w te spółki jest bardzo ryzykowne. Każdy, kto zajmuje się inwestycjami, wie doskonale, że „wyniki osiągane w przeszłości nie są żadną gwarancją podobnych rezultatów w przyszłości”.
I jest to kolejny argument za rezygnacją z wykorzystywania paliw kopalnych. Oczywiście, niektórzy będą twierdzić, że świat nigdy się nie zmieni i że na zawsze będziemy od tego typu zasobów uzależnieni. Ale wystarczy spojrzeć na Seattle, gdzie pary gejowskie biorą ślub w ratuszu miejskim i gdzie w specjalnych licencjonowanych sklepach sprzedawana jest marihuana, aby przekonać się, że ludzie naprawdę są w stanie zmienić tradycyjne założenia. Ostrożny inwestor oraz mądry lider biznesu będą przyglądać się, w jakim kierunku podąża gospodarka, a nie w jakim miejscu znajdowała się dotychczas.
Dla każdego, kto nie jest zniewolony przez firmy naftowe i gazowe, decyzja ANU jest bardzo rozsądna, a z czasem jej mądrość będzie widoczna jeszcze dobitniej. To dobrze. Kiedy w 2013 roku Seattle, którego byłem burmistrzem, zdecydowało o ograniczeniu zużycia paliw kopalnych, spotkało się to ze zrozumieniem przede wszystkim ludzi młodych. Przecież to oni będą musieli radzić sobie z konsekwencjami globalnego ocieplenia w przyszłości. Władze uniwersytetów, wbrew naciskom politycznym, również powinny przychylać się do opinii swych studentów.
Potrzebujemy więcej odwagi, podobnej do tej, którą wykazały się władze ANU. Liderzy tego uniwersytetu sprzeciwili się interesom sektora węglowego i naftowego, który w Australii jest naprawdę potężny. A skoro ich decyzja spotkała się z aprobatą, może się to udać także innym.
środa, 17 grudnia 2014
Jak Poczdam wyparował
Ustalony w Poczdamie pokój dla Europy nie przetrwał nawet tygodnia - konferencja skończyła się 2 sierpnia 1945 roku, a już 6 sierpnia USA zrzuciło bombę atomową na Hiroszimę, a trzy dni później na Nagasaki, aby pokazać kto rządzi światem (Japonia i bez tych bomb skapitulowałaby). I zaczęła się zimna wojna...
...która zawsze może przejść w gorącą.
Głos młodych
Są również młodzi wrażliwi:
"Staję się lepszy, gdy biorę córkę na ręce" - ja to samo mogę powiedzieć o wnuczce.
wtorek, 16 grudnia 2014
Wrecking Russia’s economy could be a disaster for the west
W końcu pojawiają się głosy ludzi kompetentnych:
http://www.theguardian.com/commentisfree/2014/dec/16/russia-economy-west-vladimir-putin
Czy nie za późno?
http://www.theguardian.com/commentisfree/2014/dec/16/russia-economy-west-vladimir-putin
Czy nie za późno?
Duszna poezja
Duszna, bo dusząca, nie dopuszczająca powietrza, przestrzeni. Obijająca się, gruchocząca w ciasnej klatce czaszki. Niby bliska doznaniom każdego JA, ale przecież jak najdalsza od jego duchowości, bo rejestrująca tylko ego-zachcianki (przejrzałem Facebook "poetki"). Gdyby Internet obfitował w przykłady dobrej poezji pisanej na bieżąco, nie stałby się zbiorem "dzienniczków" dojrzewającej młodzieży, w których pionowo zapisane zbitki wyrazowe pretendują do miana wiersza. Może ostatnia, mansonowska tragedia zwróci uwagę na chore umysły naszych nieodrodnych dzieci i wskaże drogi wspólnej - dla nas i dla nich - terapii.
Imagine
John Lennon zginął od kuli niepoczytalnego wielbiciela w grudniu 1980 roku, Gabriel Narutowicz też w grudniu ponad pół wieku wcześniej (16XII1922) - od kuli obłąkanego nacjonalisty. Obaj chcieli uczynić świat lepszym miejscem do życia...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)





















