poniedziałek, 27 listopada 2017

Sto Pomników Historii

Prezydent Andrzej Duda wpisał dziesięć zabytków na listę Pomników Historii. Dzięki temu powiększyła się ona do 70 obiektów. Wicepremier Piotr Gliński zapowiedział, że na stulecie niepodległości Polski liczba ta jeszcze wzrośnie: - Chcemy dobić do setki.
Uroczystość odbyła się w środę w Pałacu Prezydenckim. Andrzej Duda wręczył zaproszony na nią gospodarzom dziesięciu zabytków podpisane przez siebie rozporządzenia o uznaniu za Pomnik Historii.

- Po raz pierwszy jako prezydent Rzeczpospolitej mam przyjemność i zaszczyt ustanowić tak ważne dla dziedzictwa obiekty Pomnikami Historii. Każdy z tych obiektów jest elementem bezcennym, każdy niesie w sobie wielką historię, każdy jest w jakimś sensie perłą myśli technicznej i architektury, dziełem inżynierskim, a także przejawem twórczości artystycznej. W każdym jest artyzm - mówił prezydent. - Są wśród nich obiekty starsze, które widziały całe dzieje Rzeczpospolitej, 1150 lat naszej historii poczynając od chrztu Polski, poprzez te, które są znacznie młodsze, a niemniej są świadectwem dziejów, ważnej dla naszej historii wydarzeń, nie tylko dla społeczności lokalnych, ale dla całej Polski symbolem tego, co w naszych dziejach istotne - zaznaczył Andrzej Duda.
Wzorzec artystyczny i kulturowy

Rangę Pomników Historii uzyskały:
radiostacja w Gliwicach,
ewangelicko-augsburskie kościoły pokoju pw. Ducha Świętego w Jaworze i pw. Świętej Trójcy w Świdnicy,
katedra pw. św. Stanisława i św. Wacława w Świdnicy,
kościół pw. Nawiedzenia NMP w Klępsku,
żelazny łańcuchowy most wiszący w Ozimku,
założenie rezydencjonalno-urbanistyczne w Rydzynie,
zespół klasztorny na Świętym Krzyżu,
opactwa benedyktynów w Tyńcu i cystersów w Wąchocku.

Prezydent stwierdził, że zabytki te są swoistym wzorcem artystycznym i kulturowym również dla współczesnych twórców, a obecność na liście kościołów ewangelickich jest dowodem uznania dla bogactwa polskiego dziedzictwa.

Pomnik Historii to jedna z kilku form ochrony zabytków w Polsce. Status ten otrzymują - w drodze rozporządzenia prezydenta RP - obiekty i zespoły obiektów o szczególnej wartości historycznej, naukowej i artystycznej oraz o dużym znaczeniu dla dziedzictwa kulturowego naszego kraju. Wcześniej muszą być jednak wpisane do rejestru zabytków lub objęte statusem parku kulturowego. Status Pomnika Historii przyznawany jest od 1994 r., gdy prezydentem był Lech Wałęsa. Ma przede wszystkim znaczenie prestiżowe i nie wiąże się z nałożeniem dodatkowej ochrony. Przez 23 lata na liście pomników znalazło się 60 obiektów (od środy jest ich 70). Są to m.in.: rezerwat archeologiczny w Biskupinie, Ostrów Lednicki, katedry w Gnieźnie, Fromborku i Kamieniu Pomorskim, Jasna Góra, pola bitwy pod Grunwaldem i Racławicami, zamek w Malborku, kopalnie soli w Bochni i Wieliczce, kanały Augustowski i Elbląski, stare miasta w Gdańsku, Krakowie, Lublinie, Poznaniu, Toruniu, Wrocławiu i Zamościu. W samej Warszawie rangę tę mają: historyczny zespół miasta z Traktem Królewskim i Wilanowem, Stacja Filtrów oraz zespół cmentarzy na Powązkach.
Chcemy dobić setki

Niebawem lista Pomników Historii ma się znacznie powiększyć.
Na uroczystości w Pałacu Prezydenckim zapowiedział to wicepremier i minister kultury Piotr Gliński.
- Chcemy przyspieszyć nadawanie tytułów Pomników Historii. Przed obchodami stulecia niepodległości jeszcze raz się tu spotkamy - oznajmił wicepremier. - Chcemy dobić do setki.

Oznacza to, że w ciągu 20 miesięcy na listę Pomników Historii prezydent wpisze kolejnych 30 zabytków.

- To trochę megalomański pomysł rodem z PRL-u, kiedy na jakąś rocznicę trzeba było wykonać plan, bijąc przy tym rekordy wydajności pracy. Kojarzy mi się z hasłem z czasów Gomułki: „Tysiąc szkół na tysiąclecie Polski” - skomentował pracownik Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Przypomniał, że uznanie zabytku za Pomnik Historii jest poprzedzone procedurą trwającą niekiedy kilka lat.

Wniosek o objęcie tą formą ochrony kierowany jest przez właściciela obiektu do Departamentu Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury. Pośredniczy w tym wojewódzki konserwator zabytków, który załącza swoją opinię. Departament przesyła dokumentację do Narodowego Instytutu Dziedzictwa. NID ją weryfikuje i opiniuje zasadność uznania zabytku za Pomnik Historii. Następnie swoją opinię wyraża Rada Ochrony Zabytków. Jeśli jest pozytywna, departament ponownie przekazuje dokumenty NID, który tym razem przygotowuje projekt rozporządzenia prezydenta RP. Po ostatecznej akceptacji przez ministra kultury projekt trafia na biurko głowy państwa.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Kwartał-Reduta

Piotr Prejbisz                        Warszawa, 4 lipca 2016 r.
Dobra 31/30
Sekretarz SSPK2WŚ

Do Pani Barbary Jezierskiej
Mazowieckiej Wojewódzkiej Konserwator Zabytków


                                                     Podanie

 W imieniu Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów 2WŚ oraz aktywistów z Powiśla, proszę o otoczenie opieką konserwatorską historycznego zespołu budowlanego, znajdującego się na warszawskim Powiślu, pomiędzy ulicami:
1) Ulica Wybrzeże Kościuszkowskie od przedwojennego Domu Nauczycielskiego do niemieckiego bunkra na skrzyżowaniu z ulicą Leszczyńską (ok. 600 m).
2)Jakieś 150 metrów ulicy Leszczyńskiej do jej skrzyżowania z ulicą Dobrą, gdzie w czasie Powstania znajdowało się Atelier Falanga, miejsce montowania kronik i pobierania taśm filmowych przez powstańczych operatorów.
3)Ulica Dobra od skrzyżowania z Leszczyńską do ulicy Smulikowskiego odchodzącej prostopadle w kierunku Wybrzeża Kościuszkowskiego.
4)Odcinek ulicy Smulikowskiego i jego przedłużenie kończące się przejściem na Wybrzeże Kościuszkowskie przy Domu Nauczyciela.

 Powyżej opisany obszar w sierpniu 1944 był prawdziwą powstańczą redutą, świetnie udokumentowaną na zdjęciach i filmach, a również w książkach wspomnieniowych. Większość jego zabytkowych budowli jest w dobrym stanie technicznym.

 Blisko połowę tego kwartału zajmowała przed wojną Elektrownia Warszawska, której wybrane pozostałości objęte są opieka konserwatorską - niestety mało skuteczną. Dwa lata temu doszło do wyburzenia  zabytkowego budynku przy ulicy Zajęczej 4. Te pożałowania godne wydarzenie jest w dużym stopniu błędem Stołecznego Konserwatora Zabytków, który nie raczył poinformować mieszkańców Powiśla o zasadach ochrony zabytków z byłej Elektrowni.
 White Star Real Estate jest kolejną, już trzecią firmą, która w ciągu ostatnich pięciu lat zaczyna przebudowę Elektrowni. Konieczne jest niezwłoczne zwołanie zebrania aktywistów z Powiśla i ustalenie wraz z odpowiednimi Konserwatorami wspólnej polityki ochrony zabytków w opisanym kwartale.

 Rozpoznawalność temu Kwartałowi-Reducie może zapewnić odbudowana kamienica na rogu Dobrej i Zajęczej, dobrze widoczna z mostu Świętokrzyskiego i znajdująca się dokładnie pośrodku wspomnianego odcinka ulicy Dobrej. Należy się jej więc szczególna ochrona i pomoc w odbudowie.                                                                                                                  Piotr Prejbisz

Takie podanie złożyłem w dniu dzisiejszym, ale już ponad rok temu opisałem wycieczkę po granicach takiego kwartału:

Parę dni temu przedstawiłem moje wiadomości i zamierzenia odnośnie Rydzyny:

W broszurze Ecce Patria opisałem lokalizacje trzech pomników - Wejherowo, Borkowo i Jabłonna:
http://www.wkramost.com/ecce-patria.html

Oczywistym kandydatem na Pomnik Historii jest Zamek Książąt Mazowieckich w Ciechanowie:
Znalezione obrazy dla zapytania zamek w ciechanowie

niedziela, 26 listopada 2017

Warto czytać Zielonkę

Afery polityczne, seksualne, gospodarcze. Chaos w Wielkiej Brytanii udziela się Europie
Bałagan w Wielkiej Brytanii to dla reszty Europy bardzo niepokojąca wiadomość. Trudno wynegocjować nowe zasady wzajemnych relacji z partnerem, który jest na skraju załamania nerwowego.

Brytyjczycy postrzegają samych siebie jako ludzi pragmatycznych i rozsądnych. Obecnie jednak ich polityczny establishment przeżywa okres głębokiej trwogi, graniczącej wręcz z histerią. Cała ta nerwowa sytuacja ma trzy zasadnicze źródła: brexit, „Paradise Papers”(afera z rajami podatkowymi) i skandal seksualny w brytyjskim parlamencie. Każde z tych wydarzeń wywołało różne debaty, w których pełno było emocji, za to niewiele rozsądku.

Na ich tle doszło do podziałów politycznych, biznesowych i medialnych. Przy okazji ujawnił się też chaos w gabinecie Theresy May, której wszystko całkowicie wymknęło się spod kontroli. Dla reszty Europy jest to bardzo niepokojąca wiadomość. Trudno wynegocjować nowe zasady wzajemnych relacji z partnerem, który jest na skraju załamania nerwowego.

Wielka Brytania: afery bez konsekwencji
Afera „Paradise Papers” ujawniła fundamentalną słabość brytyjskiej wersji wolnego rynku. Theresa May – odkąd tylko przybyła na 10 Downing Street – próbowała wprowadzić łagodniejszą, miłosierną wręcz formę kapitalizmu, ale „Paradise Papers” dobitnie ukazała, że korzystają na tym wyłącznie tłuste koty. Zwyczajni pracownicy i mali przedsiębiorcy muszą płacić wszystkie podatki, podczas gdy bogacze i wielkie firmy bez problemu unikają fiskalnych obciążeń. Ta ostatnia grupa obejmuje tak znane osobistości i symbole Wielkiej Brytanii jak rodzina królewska, mistrz świata Formuły 1 i mój własny uniwersytet w Oksfordzie. Fakt, że podobne skandaliczne przypadki zostały ujawnione (bez większych konsekwencji) już dwa lata temu w trakcie afery „Panama Papers”, pokazuje, że system unikania podatków jest odporny na oburzenie opinii publicznej.
Nie ucichł również niedawny skandal z molestowaniem seksualnym w brytyjskim parlamencie. Pokazał on, że coś zasadniczo złego dzieje się w zakładach pracy, nie wyłączając matki brytyjskiej demokracji – Westminsteru. Śledztwem objęto polityków z różnych partii, którzy od wielu lat rozdawali rozmaite przywileje w zamian za usługi seksualne. Ofiarami tego poniżającego i niemoralnego traktowania padali nie tylko młodzi stażyści, ale też starsi ministrowie. Doniesiono między innymi, że minister obrony został zmuszony do dymisji, po tym jak była koleżanka z rządu ujawniła, że co najmniej kilkakrotnie, przy różnych okazjach, zachowywał się wobec niej niewłaściwie (ale też wobec dziennikarki „Daily Mail”).

Jeśli osoby pracujące w Westminsterze prezentują standardy moralne nie wyższe niż mieszkańcy Hollywood, to matka demokracji ma kłopoty. W pamięci brytyjskich wyborców wciąż świeże są wspomnienia dotyczące skandalu z 2009 roku, gdy wyszło na jaw, że za publiczne pieniądze (czyli ich pieniądze) parlamentarzyści dokonywali tak absurdalnych zakupów jak mała wyspa dla kaczek czy zestawy do obierania czosnku.

Ciągnące się skutki brexitu
Saga związana z brexitem ujawniła, że ​​osobiste ambicje polityków są dla nich ważniejsze niż zdrowie brytyjskiej gospodarki. Zatwardziali brexiterzy z radością uprawiają hazard za pieniądze zwykłych ludzi, byle tylko przejąć kontrolę nad brytyjskim gabinetem. Odmawiają zawarcia kompromisu z negocjatorami z Unii Europejskiej w obawie, że utracą wpływy. Twardy brexit jawi im się jako środek do wyeliminowania politycznej konkurencji i zabezpieczania najlepszych stanowisk. Ponieważ stanowią oni w parlamencie niewielką mniejszość, starają się głośno szczekać i jak najmocniej naciskać, powołując się na „wolę Brytyjczyków” oraz ignorując ostrzeżenia Banku Anglii i szefów wielkich brytyjskich firm. „Rewolucja musi trwać” to ich hasło – bez względu na to, jaka będzie tego cena.

Chaos, zamieszanie, niekompetencja i niemoc osób znajdujących się u szczytu hierarchii torysów są uderzające. Trudno przetłumaczyć na język polski słowa używane przez brytyjską prasę, aby opisać obecną sytuację: „bagno”, „niegodny, upokarzający bałagan”, „rząd zombie”, manifestujący „poziom farsy niemożliwy do przejęcia”. Niezależnie od zastosowanego opisu jedna rzecz jest jasna: Europa nie ma partnera do poważnych negocjacji. Stawianie Brytyjczykom jakichkolwiek warunków, proponowanie kompromisów czy ustalanie jakichkolwiek terminów jest aktualnie bezcelowe. Brytyjczycy są zajęci sobą i nie są w stanie zaangażować się w żaden znaczący dialog, nie mówiąc już o jakimkolwiek wspólnym projekcie.

Każdy kraj UE ma powody do wstydu
Mimo że większość tego bólu Brytyjczycy zadają sobie sami, nie ma sensu bawić się we wzajemne obwinianie. Brak porozumienia w sprawie brexitu będzie miał poważne konsekwencje nie tylko dla „perfidnego Albionu”, ale także dla całego starego kontynentu. Europa i Zjednoczone Królestwo są ze sobą ściśle związane, a UE nie potrzebuje kolejnego wstrząsu spowodowanego nagłym i poważnym zakłóceniem niezliczonych powiązań gospodarczych, edukacyjnych, kulturalnych i związanych z bezpieczeństwem. UE jest delikatną konstrukcją polityczną, która na obecnym etapie ma wiele innych problemów. Wprawdzie ból wywołany przez twardy brexit może być silniej odczuwany na Wyspach, ale równie dobrze Brytyjczycy mogą się okazać bardziej odporni niż wiele państw na kontynencie.

Ponadto Europejczycy nie znajdują się w pozycji, która upoważniałaby ich do udzielania Wielkiej Brytanii moralnych lekcji. UE jest kierowana przez człowieka postrzeganego jako symbol europejskiego systemu unikania podatków. W jednym z największych państw europejskich człowiek odpowiedzialny za orgie bunga-bunga prawdopodobnie powróci do władzy już po najbliższych wyborach. W jeszcze innym dużym europejskim państwie obserwowałem pochód dziesiątków tysięcy nacjonalistów, wyrzucających czerwone bomby dymne i palących flagę UE. I jak wytłumaczyć fakt, że nawet w najbardziej rozwiniętych krajach tak wielu ludzi głosowało na takie partie jak AfD czy FPÖ? Na całym kontynencie, nie tylko w Anglii, ludzie zaczęli gardzić UE. Nie znam jednak ani jednego urzędnika, który poczuwałby się do odpowiedzialności za ten stan. Być może ci, którzy patrzą na Brytyjczyków z pogardą, powinni najpierw spojrzeć w lustro. W całej Europie widzę wiele niepokojących inicjatyw, których przedstawiciele nie mają do zaproponowania niczego sensownego.

piątek, 24 listopada 2017

Rydzyna-Leszno

Leszno to ośrodek miejski o liczbie ludności ok. 60 tys. (było w dawnym podziale administracyjnym stolicą Województwa Leszczyńskiego), a Rydzyna to miasteczko z ok. 3 tys. ludności, które tak właściwie jest przedmieściem Leszna (kliknij mapkę):

Ale to właśnie Rydzyna jest wpisana na listę Pomników Historii Polski jako:
RYDZYNA – ZAŁOŻENIE REZYDENCJONALNO-URBANISTYCZNE

Ta sama mapka, z której zaczerpnąłem powyższy plan, po kilkusekundowym załadowaniu pokazuje jak wiele jest ciekawych historycznie obiektów w Rydzynie:

https://zabytek.pl/pl/mapa?id=25186

Rezydencja rydzyńska powiązana z otoczeniem urbanistycznym jest cennym i czytelnym do dziś przykładem kompozycji wiążącej przestrzennie kilka sprzężonych osiowo elementów ukształtowanych w XVII i XVIII wieku. Odznacza się wyjątkowymi wartościami historycznymi, urbanistyczno-architektonicznymi i naukowymi i należy do najwybitniejszych i najlepiej zachowanych realizacji tego typu w Polsce.
Dokładny obrys wszystkich obiektów wchodzących w skład rydzyńskiego Pomnika Historii można obejrzeć na 3 stronie poniższego PDF, o tytule:
Rozporządzenie Prezydenta RP o uznaniu założenia rezydencjalno-urbanistycznego w Rydzynie za Pomnik Historii (z dnia 15 marca 2017 r.)

https://zabytek.pl/public/upload/objects_media/58de5271cdff9.pdf

Całość materiału z listy Pomników Historii, wraz z wieloma świetnymi zdjęciami, znajduje się pod adresem:

https://zabytek.pl/pl/obiekty/rydzyna-zalozenie-rezydencjonalno-urbanistyczne-4055

O przedstawieniu Zamku w Rydzynie w książce Leona Preibisza pisałem w poście:
http://wkramost.blogspot.com/2017/03/rydzyna.html

Książka Leona Preibisza o kościele św. Stanisława jest dostępna pod linkiem:
https://drive.google.com/file/d/0B05HBY4ASCsJNFBrRlhRVjRFVDNVYkdQcWJDVUxrTThZYl8w/view
a moich planach związanych z Lesznem i Rydzyną w poście:
http://wkramost.blogspot.com/2017/10/horyzont-34-w-lesznie-i-rydzynie.html

I jeszcze na koniec - dobrze jest umiejscowić sobie Rydzynę i Leszno w sieci najbliższych czasowo przekształceń naszej gospodarki:

http://wkramost.blogspot.com/2017/11/polska-szerokopasmowa.html

czwartek, 23 listopada 2017

List otwarty profesora Nowaka

List otwarty do polityków - autor: prof. Andrzej Nowak

Padają w ostatnim czasie coraz gwałtowniejsze słowa. Prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, posiadający mandat wyborczy blisko 9 milionów obywateli, bywa łajany przez ludzi ze swojego obozu politycznego, przy wtórze publicystycznej nagonki, w której pojawiają się nieuczciwe sugestie i pomówienia pod Jego adresem. Podobne ataki spotkały doradzającą Panu Prezydentowi Zofię Romaszewską, osobę wyjątkową, której zasługi w służbie Rzeczypospolitej i wolności obywateli w Polsce trudno przecenić.

Pan Prezydent, zapewne pod ciśnieniem tej fali agresji, rzucił ostatnio nieopatrzne – i także niesprawiedliwe słowa pod adresem Ministra Antoniego Macierewicza. Zarzut „ubeckich metod” jest straszny. Po pierwsze dlatego, że nadużywa i banalizuje pojęcie, którego istotne znaczenie jest jedno: mordowanie i fizyczne torturowanie tysięcy polskich patriotów. To były rzeczywiste ubeckie metody. Te z lat 1944-1956. Po drugie dlatego, że zarzut ten skierowany został pod adresem jednego z najbardziej zasłużonych współtwórcy dobrych zmian w Polsce: co najmniej od KOR, po obecną służbę w MON. I chodzi tu o człowieka, który sam doświadczył wielokrotnie metod ubeckich, a potem esbeckich – od śmierci swego Ojca począwszy, poprzez liczne aresztowania, zatrzymania, inwigilacje, prześladowanie rodziny.

Apelujemy – do polityków, których wybraliśmy, aby naprawili Rzeczpospolitą – o zatrzymanie spirali wzajemnych pomówień.Niczyja godność osobista nie może być poniewierana. Jest też w Rzeczpospolitej hierarchia godności politycznej: tę najwyższą reprezentuje Prezydent – i to także jest największe zobowiązanie. Dla tych, którzy się do niego zwracają – i dla samego Prezydenta.

W rozpoczętym właśnie roku obchodów wielkiego jubileuszu odzyskanej Niepodległości, wspominając doświadczenia II Rzeczpospolitej, prosimy o wsparcie tego apelu przez wszystkich, którzy chcą tworzyć Rzeczpospolitą kolejnego stulecia.

Bohdan Cywiński

Andrzej Nowak

Bronisław Wildstein

środa, 22 listopada 2017

Polska szerokopasmowa

Najważniejsze wynalazki i wydarzenia współczesnego świata są generowane w pasmach cywilizacyjnych tworzonych wokół strun komunikacyjnych - linii kolejowych i autostrad, a dzisiaj doszły jeszcze równoległe linie światłowodowe.


Powstanie w ciągu najbliższej dekady Centralnego Portu Komunikacyjnego w pobliżu Grodziska, pomiędzy Warszawą a Łodzią, przybliża powstanie pierwszego pasma cywilizacyjnego w Polsce:
Łódź-Warszawa-Ciechanów (ok. 200 km w prostej linii).
W dalszej perspektywie do tego pasma może dołączyć pasmo Wrocław-Poznań-Łódź.
Taka, licząca ok. 500 km struna komunikacyjna, obudowana małymi i dużymi firmami oraz osiedlami, będzie dla Polski prawdziwym krokiem w nowoczesność.
Zauważmy, że koncepcja Polski szerokopasmowej całkowicie unieważnia koncepcję tworzenia makro-aglomeracji (miało ich być ok. 8) - bo ich struktura jest koncentryczna.

Dla jednego i drugiego pasma mam propozycje Dróg Jakubowych (znanych w Europie jako Camina), które muszą przebiegać w kierunku południowo-zachodnim:
http://wkramost.blogspot.com/2016/11/camina-mazowieckie-iii_5.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/10/camino-poznan-leszno.html

niedziela, 19 listopada 2017

Wspomnienie

Było to w roku 2001 - uroczysty jubileusz wydawnictwa WSiP (wcześniej PZWS), potentata na rynku podręczników szkolnych. Duże zyski w warunkach kapitalizmu pozwoliły na zorganizowanie uroczystości w Teatrze Polskim. Zaproszono (i opłacono) artystów. Była też Hania Banaszak. Siedziałem na widowni, w dość widocznym ze sceny miejscu i zapewne to się stało przyczyną, że śpiewając piosenkę "Ja dla pana czasu nie mam", Hania wskazywała właśnie na mnie, a ja starałem się delikatnie reagować - i nie było to wymuszone, zważywszy urodę Hani:

Inez


Znany wszystkim obraz...

...Norblina, przedstawiający wieszanie in effigie (w obrazie) w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej, wykonujące wyrok na przywódcach Konfederacji Targowickiej w dniu 29 września 1794:
"Mazurek pytał również swojego gościa o możliwe konsekwencje jakie poniosą europosłowie PO za głosowanie „za” rezolucją przeciwko Polsce. Schetyna zapowiedział, że wyciągnie konsekwencję wobec szóstki europosłów."
No i stało się:
Narodowcy powiesili zdjęcia polityków PO na szubienicach

sobota, 18 listopada 2017

Dobra 31 - pępek warszawskiego świata

100 metrów od kamienicy Dobra 31 powstaje centrum handlowo rozrywkowe, bez otoczenia mieszkaniowego, a więc czynne 24 godziny na dobę:
Handlowa część EC Powiśle wchodzi do gry
Za komercjalizację powierzchni handlowej w rewitalizowanym obiekcie odpowiada Cushman & Wakefield oraz JLL .
Elektrownia Powiśle to wielofunkcyjny projekt zakładający rewitalizację zabytkowej elektrowni, utworzenie trzech nowych budynków biurowych klasy A, powierzchni handlowej i gastronomicznej, luksusowych apartamentów oraz butikowego hotelu. Rewitalizowany obiekt znajduje się tuż przy biznesowym centrum miasta, w jednej z najlepiej skomunikowanych części Warszawy, tuż przy stacji II linii metra oraz w pobliżu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, Centrum Nauki Kopernik oraz Bulwarów Wiślanych.
- Rewitalizowane zabytkowe budynki Elektrowni Powiśle oraz cała otaczająca je infrastruktura to jeden z najciekawszych wielofunkcyjnych projektów w regionie CEE. Historyczna architektura tego miejsca w połączeniu z ponad 40 konceptami gastronomicznymi, w tym restauracjami, kawiarniami i barami oraz przestrzenią idealnie nadającą się do organizacji wydarzeń kulturalno-artystycznych sprawią, że niezwykle lubiane przez warszawiaków Powiśle zyska atrakcyjne, lokalne centrum. Projekt i jego założenia wpisują się niezwykły charakter architektoniczny tej dzielnicy, który wyróżnia duże zróżnicowanie stylów oraz przeznaczenia budynków. Ponadto Elektrownia Powiśle jest doskonałym magnesem dla zagranicznych marek zainteresowanych wejściem na polski rynek i poszukujących klimatycznych lokalizacji, tętniących życiem zarówno w dzień, jak i w nocy– mówi Ada Budynek, negocjator w dziale powierzchni handlowych, Cushman & Wakefield.
200 metrów od kamienicy Dobra 31, już za rok powstanie najciekawszy fragment Bulwarów Wiślanych:
Zwycięska wizja zagospodarowania warszawskich bulwarów wiślanych
Ma być przestrzenią inicjatyw kulturalnych i rozrywki.

A my, mieszkańcy zabytkowej kamienicy, jedynej już w tej części Powiśla, nie potrafimy się wpasować w program rewitalizacji Warszawy?
http://www.rewitalizacja.um.warszawa.pl/aktualnosci/projekt-zintegrowanego-programu-rewitalizacji-mst-warszawy-do-2022-roku

Czy wolno

Czy wolno niszczyć zabytek ?

http://wkramost.blogspot.com/2018/02/dobra-i-dobra.html

http://wkramost.blogspot.com/2018/01/powstanie-widziane-z-dobrej-20.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/12/powstanie-widziane-z-dobrej.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/12/stopklatki.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/12/kwarta-reduta-kandydatem-na-pomnik.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/12/zajecza-i-dobra-w-powstaniu-warszawskim.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/09/alianci-z-czasow-ii-ws.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/12/nowa-geopolityka.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/11/nie-mamy-prawa-do-reparacji.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/11/sto-pomnikow-historii.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/11/dobra-31-pepek-warszawskiego-swiata.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/11/poszukujemy-podpalaczy.html


http://wkramost.blogspot.com/2017/09/doaczmy-dobra-31-do-albumu.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/09/bac-sie-czy-nie-bac.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/03/tu-byo-tu-stao.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/02/komisja-weryfikacyjna.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/09/obtotowe-drzwi-reprywatyzacji.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/09/znaczenie-sowa-konserwacja.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/09/wniosek-nasuwa-sie-sam.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/07/kwarta-reduta.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/06/tylko-koni-zal.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/06/szkic-gry-miejskiej-do-pasty.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/05/styl-ulicy-dobrej.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/05/obrazki-do-gry-miejskiej.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/05/dobra31-pw.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/05/szkic-ulotki.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/04/dobra-31-w-ogniu-walk-powstanczych.html

http://wkramost.blogspot.com/2016/04/domy-i-ludzie-dobra-31.html

http://wkramost.blogspot.com/2017/11/czy-wolno.html

piątek, 17 listopada 2017

Marzeniem niewolnika...

...jest swobodny wybór pana.
Dokonuje go Marcin Meller pisząc na Facebooku:
W następnych i jeszcze następnych wyborach wybierzemy, czy chcemy być Rosją, czy Niemcami. W tym miejscu świata nie ma trzeciej opcji. Reszta, czyli tak zwane programy, to sranie w banie. Ja chcę do Niemiec.

Ten facet nie ma pojęcia o współczesnym świecie, gdzie życie się toczy nie po autostradach, ale w informatycznej chmurce. To jest świat naszej ostatecznej wolności! 

UE uber alles


wtorek, 14 listopada 2017

Nie mamy prawa do reparacji?

Leon Preibisz, stryj naszego Taty, zrobił wiele dla udokumentowania niemieckiego rabunku polskich dóbr kultury - p.strony 25-32, napisanej przez niego po wojnie broszury "Rydzyński kościół św. Stanisława 1410-1945:
Zapewne opisał też dewastację Zamku Królewskiego w Rydzynie, dokonaną przez Niemców i Rosjan, bo przecież był autorem przedwojennego, źródłowego opracowania "Zamek i klucz rydzyński". Niestety ciągle jako społeczeństwo nie rozumiemy rozmiaru tych strat w ZASOBACH, fascynując się wzrostem PKB, który jest z punktu widzenia ekonomii tylko STRUMIENIEM!
Usiłowania pani Magdaleny Ogórek naprawdę zasługują na wsparcie:

Niemcy jak weszli do kamienic, to brali wszystko, po srebrne łyżeczki. Wszystko pakowali do ciężarówek. Nie było rejestru kolekcji prywatnych, więc nie mamy skali tego rabunku— mówi w rozmowie z red. Maciejem Wolnym dr Magdalena Ogórek, które te zrabowane dzieła sztuki stara się dla Polski odzyskać . Publicystka przyznaje, że to bardzo trudne zadanie i w dużej mierze zależy od dobrej woli ich właścicieli.

Maciej Wolny: Stara się Pani odzyskać nasze polskie straty wojenne. Te dzieła sztuki, rzeźby, obrazy, której zostały nam skradzione podczas II wojny światowej to temat rzeka. Temat skomplikowany nie tylko jeżeli chodzi o pewne moralne zawiłości, ale przede wszystkim chyba prawne. Jaka jest skala naszych strat wojennych? Czy znamy liczbę skradzionych dzieł?

Dr Magdalena Ogórek: Pozwolę sobie rozszerzyć pytanie. Jeżeli postawimy przecinek po „obrazy, dzieła sztuki”, to musimy jeszcze pamiętać, że były cenne zbiory bibliofilskie, numizmaty, to była także porcelana. Niemcy, jak weszli do kamienic w Warszawie to brali wszystko, łącznie ze srebrną łyżeczką. Co można było podczas powstania warszawskiego jeszcze zabrać, to było rabowane. Rabowała nie tylko wierchuszka, rabował drugi, trzeci, czwarty garnitur. To ciężarówkami odjeżdżało z Warszawy często w nieznanym kierunku. Korzystałam też z różnych zeznań świadków – Niemcy pakowali rzeczy, które uznali za cenne. Mieli rozeznanie w tym aspekcie. My do dzisiaj nie jesteśmy w stanie dokładnie określić, co zabrali, ponieważ nie było rejestru kolekcji prywatnych. Dopiero niedawno historycy starali się, na podstawie różnych kwestionariuszy osób wracających do zrujnowanych domów po 1945 roku, dotrzeć do tego co ludzie mogli mieć w domach. Jeżeli nałożymy na to straty kościelne, straty z muzeów, z galerii na terenie Generalnego Gubernatorstwa, wychodzi horrendalna suma. Historycy sztuki szacują ją na ponad pół miliona, ale ja absolutnie uważam, że tę liczbę należy jeszcze zwiększyć właśnie z uwagi na brak świadomości tego, co rzeczywiście posiadalismy.

M.W.: A słyszymy tylko o pojedynczych przypadkach, tak jak w przypadku „Taniec wśród mieczów” Henryka Siemiradzkiego. Temat obrazu pojawił się dopiero kilka dni temu w londyńskim domu aukcyjnym.

Dr M.O. Powiem szczerze – koszmarna historia z tym obrazem. Po pierwsze, on został na aukcji przedstawiony jako malarstwo rosyjskie. Po drugie został wystawiony po znacznie zaniżonej wartości. Mamy do czynienia z typowym badaniem gruntu przez kolekcjonera, ale też przez dom aukcyjny Sotheby’s (podobnie Dorotheum), który bardzo często sprzedawał coś, co do czego były zastrzeżenia prawne. Zdarzało się już, że dzieła pochodziły z rabunku drugowojennego, że obraz ma krew na ramach. Powiedzmy sobie wprost, że chodzi nie tylko o polskie rzeczy, bo skala rabunku była przecież ogromna. Ucierpiało wielu Żydów, którzy też dzisiaj poszukują swoich dzieł sztuki, które pewnie nigdy do nich nie wrócą. I teraz Sotheby’s wystawia to dzieło, aukcja 28 listopada i gdyby nie czujne oko Polaków tam na miejscu, którzy zaalarmowali media, pewnie byłaby to kolejna kwestia, która umknęłaby naszym oczom. Na szczęście Ministerstwo Kultury, jak zwykle to ma w zwyczaju, reaguje – zabezpieczyło to dzieło. To jednak wcale nie znaczy, że ono do nas wróci.

M.W.: I tutaj pojawia się pytanie, jakie problemy prawne są z tym związane?

Dr M.O.: Po pierwsze dzieło należało i należy do niemieckiego kolekcjonera, do osoby prywatnej. Jesteśmy zależni od Sotheby’su, bo jeżeli dom aukcyjny zabezpieczy dzieło i uzna, że ono zostaje w Wielkiej Brytanii, w tym momencie strona polska może zacząć rozmawiać i dochodzić kwestii zwrotu tego dzieła. Jednocześnie musi przedstawić komplet dokumentacji. Ministerstwo oznajmiło, że teraz dokładnie bada losy wojenne obrazu, bo to jest to, o co my zawsze przegrywamy – że nie mamy wiedzy, bo jak ją mieliśmy mieć, jak Niemcy dbali, żeby wszystko zniszczyć, spalić, cenna dokumentacja przepadała.

M.W.: Czyli nie tylko chodziło o to, żeby wszystko zabrać, ale też zniszczyć wszelkie dokumenty potwierdzające, że te rzeczy należą do Polski?

Dr M.O.: Tak. Zawsze druga strona wymaga zdjęcia obrazu, często bywa tak, że się nie zachowało – czasem jest, czasem nie. Teraz Ministerstwo da to, co mamy i to przedłoży. Jeżeli Sotheny’s wycofa tylko obraz z aukcji i odda kolekcjonerowi, to szukajmy wiatru w polu, bo zgodnie z prawem kolekcjoner z naszym Siemiradzkim wraca do Niemiec i zostaje z tym obrazem u siebie w domu. I my nie możemy podjąć żadnych działań w stosunku do tego pana czy pani, żeby w ogóle zacząć rozmowy na ten temat. Z jednej i z drugiej strony jest to bardzo trudne.

M.W.: Czy wiadomo coś więcej na temat tego kolekcjonera?

Dr M.O.: Coś wiadomo, ale musimy mieć pewność, że nie mamy do czynienia z pewną dezinformacją. Są słuchy, że ten człowiek odziedziczył obraz po rodzicach czy po dziadkach, ale nie wiemy za wiele. Nie chcę stawiać jakiejś mylnej tezy – my wiemy, że jest to osoba prywatna. Mnie to szczególnie nie dziwi. Jak minął w Niemczech okres zasiedzenia, nagle na rozmaitych aukcjach, szczególnie w Niemczech, ale także na przykład na londyńskich aukcjach bardzo często, zaczęły wypływać dzieła sztuki zrabowane podczas drugiej wojny światowej także w Polsce. Ponieważ w tym momencie kolekcjonerom już niec nie groziło, mogą zacząć je upłynniać, teraz prawo absolutnie chroni ich własność – to już jest dzieło nabyte przez zasiedzenie, oni się nie muszą z tego tłumaczyć. I faktycznie tak zaczęły te dzieła krążyć.

M.W.: Chyba też jest tutaj trochę winy po stronie polskiej, bo od wielu lat nie robiła zbyt wiele, aby te dzieła odzyskiwać, by prowadzić w tym celu jakies działania?

Dr M.O.: Spuśćmy kurtynę na okres PRLu, bo jest to temat na osobną rozmowę. Mówmy o latach po 1989 roku. Oczywiście, że wiele spraw w kwestii odzysku dzieł sztuki oddaliśmy walkowerem, ale to też wynikało z ustalenia priorytetów. Na przykład Wydział Strat Wojennych w Ministerstwie Kultury czy osoby adekwatne w MSZ to było zawsze kilka osób. Kilka osób nie zmierzy się z bezmiarem naszych strat i krzywd. Nigdy żaden rząd wcześniej nie zwrócił uwagi, że należy ten obszar jakoś wzmocnić i dofinansować. Zaniedbań mamy mnóstwo i one cały się przejawiają na przykład w takich sytuacjach, jakie mieliśmy w Niemczech. Niemcy teraz z kolekcji Corneliusa Gurlitta, syna marszanda Hitlera, Hildebranda, zrobiły ogromną wystawę. To się w głowie nie mieści, bo to jest wystawa z dzieł zrabowanych. Ja rozmawiałam za czasów Platformy Obywatelskiej z jednym z wiceministrów w Ministerstwie Kultury i dostałam odpowiedź, że strona polska nie była w stanie sprawdzić, co w tej kolekcji Gurlitta mogło być polskie, a były tropy, że mogło być. Odpowiadając jeszcze raz na pańskie pytanie - my byśmy musieli zapytać, czy dyplomacja polska w minionych latach podejmowała takie rozmowy i takie starania i jak to wyglądało rzeczywiście w praktyce. Teraz jest to bardzo wdzięczny temat, bo rząd podjął bardzo słusznie kwestię reparacji, ale oczywiście, że można było zrobić więcej.

M.W.: A czy zdarza się tak, że sami kolekcjonerzy, sami właściciele takich dzieł zgłaszają się do państwa polskiego?

Dr M.O.: Tu znowu dotykamy takiej puszki Pandory, bo oczywiście jeszcze raz podkreślając, że te osoby które w Ministerstwie pracowały, na pewno robiły zawsze wszystko, żeby te dzieła do nas wracały, ale oczywiście kilka osób to za mało. Oczywiście, że były takie sytuacje, kiedy prywatni kolekcjonerzy zgłaszali się i nie wszystkie tropy czy działania Ministerstwo było w stanie podjąć. Ja wiem o takich sygnałach na przykład za rządów PO, że Ministerstwo otrzymywało je i niestety nie były one sprawdzane. Nie mnie to oceniać – może rzeczywiście z braku siły roboczej, może z innych powodów. Natomiast urzędnik nie pojedzie do domu takiego prywatnego kolekcjonera, gdzie będzie wisiał znowu nasz Siemiradzki i nie powie „porozmawiajmy o polskiej stracie”, bo pan ewentualnie powie: „Proszę mnie zostawić w świętym spokoju”. To są bardzo trudne rzeczy. Rozmawiałam z Horstem Wachterem, synem gubernatora dystryktu krakowskiego w czasie drugiej wojny światowej – trzy lata mi zajęło, żeby dojść do jakiegoś konsensusu.

M.W.: Rozmowy na pewno są bardzo trudne. To o czym Pani Doktor mówi stawia pytanie, czy nie powinien powstać na przykład zespół śledczych, złożony z policjantów, również pasjonatów, który by się zajmował tylko i wyłącznie śledzeniem polskich strat wojennych?

Dr M.O.: Oczywiście, że byłby on zasadny, bo na pewno wspomógłby urzędników z Ministerstwa Kultury. Wystarczy pokazać skalę. Po Corneliusie Gurlittcie - 1300 obrazów odkrytych u jednego właściciela – strona polska nie miała możliwości, żeby sprawdzić, czy tam jest coś polskiego. Pieter Menten, jeden z największych zbrodniarzy wojennych, Holender, który pracował na rzecz III Rzeszy, do śmierci pozostający jednym z najbogatszych ludzi w Holandii, wywiózł mnóstwo polskich dzieł sztuki. Nikt nigdy nie rozmawiał ani z nim, ani z jego spadkobiercami o możliwości odzyskania naszych dzieł.

M.W.: Zaniedbań w tej kwestii jest bardzo wiele. Pani Doktor pracuje nad tym jednak, aby choć trochę sytuację zmienić. A czy jest więcej osób takich, jak Pani?

Dr M.O.: Tak, na pewno jest jeszcze kilku pasjonatów, którzy z racji tego, że badają polskie straty, mają możliwość czy znalezienia jakiegoś tropu, czy pójść jakimś śladem. Historia, którą ja się zajęłam otworzyła spektrum i wachlarz kolejnych możliwości, bo ona na pewno pokazała mi, że jasna była deklaracja po stronie austriackiej i po stronie niemieckiej. W wielu tych domach są dzieła sztuki z Polski, to wiem na pewno.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Famous blue raincoat

Wybitnym muzykiem, odtwórcą piosenek Cohena jest Jan Kanty Pawluśkiewicz. Nikt lepiej nie przedstawił utworu Famous blue raincoat. 
Śpiewał tekst polski w tłumaczeniu Macieja Zembatego (38.50 poniżej):
Jest czwarta nad ranem, już kończy się grudzień.
List piszę do Ciebie: Czy dobrze się czujesz?
W New Yorku jest zimno, poza tym w porządku-
Muzyka na Clinton Street gra na okrągło.

Podobno budujesz swój własny dom
W głębi pustyni.
Od życia nie chcesz już nic,
Lecz musiałeś zachować wspomnienia.

A Jane do dziś kosmyk włosów ma Twych
Wiem, że gdy dawałeś go jej
Myślałeś o tym by zwiać,
Lecz niełatwo jest zwiać...

Gdy tu byłeś ostatnio, wyglądałeś jak starzec:
Podniszczyłeś swój słynny niebieski prochowiec.
Do każdego pociągu wychodziłeś na dworzec-
Bez swej Lili Marlen pojechałeś do domu.

Dałeś mojej kobiecie
Swego życia ledwie strzęp;
Nie jest już moją żoną
I Twoją też nie...

Ciągle widzę Cię z tą różą w zębach, choć wiem,
Ze to tani był greps,
Lecz spodobał się Jane...
Jane pozdrawia Cię też.

Cóż mam Ci powiedzieć, mój bracie, mój kacie?
Sam nie wiem, czy pisać, czy nie?
Brakuje mi Ciebie, przebaczam od siebie -
To dobrze żeś w drogę mi wszedł...

A może byś tak tutaj wpadł
Do mnie lub do Jane
Pomyśl, Twój wróg sypia twardo
A żona nudzi się

Więc dziękuję Ci, że
Wypędziłeś jej z oczu ten żal
Ja myślałem, że musi być tak
Nie starałem się więc

A Jane do dziś kosmyk włosów ma Twych
Wiem, że gdy dawałeś go jej
Myślałeś już o tym by zwiać

Tekst oryginalny:
It's four in the morning, the end of December
I'm writing you now just to see if you're better
New York is cold, but I like where I'm living
There's music on Clinton street all through the evening
I hear that you're building your little house deep in the desert
You're living for nothing now
I hope you're keeping some kind of record

Yes, and Jane came by with a lock of your hair
She said that you gave it to her
That night that you planned to go clear
Did you ever go clear?

On the last time we saw you, you looked so much older
Your famous blue raincoat was torn at the shoulder
You'd been to the station to meet every train
You came home without Lili Marlene
You treated my woman to a flake of your life
And when she came back she was nobody's wife
Well; I see you there with a rose in your teeth
One more thin gypsy thief
Well I see Jane's awake
She sends her regards

And what can I tell you, my brother, my killer
What can I possibly say
I guess that I miss you, I guess I forgive you
I'm glad you stood in my way
If you ever come by here, for Jane or for me
Well, your enemy is sleeping and his woman is free

Yes, and thanks for the trouble you took from her eyes
I thought it was there for good so I never tried
And Jane came by with a lock of your hair
She said that you gave it to her
That night that you planned to go clear

Sincerely,
L. Cohen

niedziela, 12 listopada 2017

Seweryna Doświadczyńskiego przypadki



Ponieważ już od dawna mam na swoim blogu zakładkę 
i wiele wyjaśni mój pierwszy post w tym cyklu:
a "rozprawa"? absorbująca grono pedagogiczne mojego, ukończonego 50 lat temu, Liceum im. Tadeusza Reytana, ciągnie się już 6(??!!) lat, dla pokrzepienia serc pozwalam sobie zamieścić dwa króciutkie rozdzialiki tego dzieła:

ROZDZIAŁ DWUNASTY
Zostawszy w domu, zacząłem z plenipotentem moim mówić o tym pierwszym kroku do sprawy, już szczęśliwie odbytym. Chwalił moją activitatem, a do innych rad, juk. dawniej użyczonych, przydał to, co mu był jeden z mecenasów przy konferencji powiedział, ażebyśmy się postarali o jaki dokument. dawny probujący, jako ta cząstka szlachecka ode mnie zajechana była z dawna atynencją wsi mojej pobliższej .
- Powiedziałem - rzecze dalej mój plenipotent - iż my to mamy; muszę więc teraz pójść do jednego z moich znajomych, który ma sekret stare charaktery ślabizować, zgadywać, a gdy trzeba, i składać; opowiem mu, jakiej nam trzeba transakcji, a w tym i dowcip, i sztuka, że takie tylko nam trzeba, taką on słowo w słowo wynajdzie.
Wrócił się w godzinę plenipotent z wesołą twarzą, oznajmując, iż już obstalował transakcje, jakich jeszcze potrzebujemy; będą gotowe za trzy dni.
- Takowe dokumenta - rzecze - nie tylko są użyteczne w sprawie, ale też zdobią ją. Spleśniały i ogryziony, pargaminowy szpargał piętno starożytnośći na sobie nosi i powagą swoją zasłania częstokroć oczewiste defekta.
Przyszedł ów dzień trzeci, pożądany dla dostąpienia pargaminowych dokumentów. Stawił się w słowie uczony nasz charakternik i opowiedziawszy mi, jakie miał zalecenie od mego plenipotenta do kwerendowania, dobył zza pazuchy trzech ekstraktów, o których mnie upewnił, iż są prawdziwie skarbem znalezionym, że służyć będą peremptorie do repliki i że zapewne przyniosą mi wygraną. Ucieszony tak miłą obietnicą rozwijam z niecierpliwością te transakcje porządkiem. Pierwszy ekstrakt miał w sobie oblatę przywileju na pergaminie księcia ruskiego Wasila Dawidowicza, który szlachetnemu Zejmundowi Łopata, Jadźwingowi, nadaje uroczysko nazwane Świni Róg, w granicach wsi Szumin, dziedzicznej wspomnionego Zejmunda, leżące. Drugi ekstrakt, stem lat późniejszy, miał w sobie wizją granic między praedium militare, alias folwarkiem nadanym do wsi Szumina, nad końcem puszczy Świni Róg nazwanej leżącym, a wsią książęcą Paprzyca nazwaną. Trzeci ekstrakt późniejszy znowu sto sześćdziesiąt trzy lat. Ten w sobie zawierał działy między prapradziadem moim a jego bracią zeszłe, przez które naddziadowi mojemu dostała się wieś Szumin (którą po dziś dzień ja posiadam), a folwark zwany Nadleśny (znać, że odmieniono nazwisko jego pierwsze) .dostał się bratu jego Szczęsnemu; dwaj inni bracia podzielili się sumami; siostry abrenunciarunt .
Odszedł nie bez podziękowania i obfitej nadgrody biegły mój kwerendarz. Wtem przychodzi do mnie jeden z poufałych deputatów i wziąwszy mnie na stronę, bo miałem gości, rzecze:
- Wszystko nasze ułożenie i ochota służenia waszmość panu upaść może na dniu jutrzejszym, jeżeli temu nie zapobieżysz. Sprawa, którą teraz sądziemy, nie zabawi, najdalej do godziny szóstej, po której według prawa weźmiemy regestr taktowy. Jak mam wiadomość, nie przypadną sprawy, które by nas zabawiły i zabrały cały dzień jutrzejszy. A zatem, gdy sprawa nie zajdzie, to jutro zapewne, jako przy czwartku, według ordynacji musi być wzięty regestr expulsionum, w którym waszmość pana sprawa jest trzecia. Wiem i to od patronów, że pierwsze dnie spadną per non sunt. Więc tu wietki strach i żaden z waszmość pana przyjaciół nie znajdzie sposobów do salwowania go, gdy mu ekspulsja dowiedziona będzie, czego sam zaprzeć nie możesz; nakażą więc reindukcją i według opisu prawa waszmość pana ukarzą. Nie widzę przeto innego sposobu, tylko żeby zerwać komplet zaraz od rana na dzień cały. Jest nas tu ośmiu siedzących świeckich, więc trzeba trzech koniecznie ukraść. Zaproś waszmość pan jaśnie wielmożnego N. N. na polowanie o trzy mile stąd; powiedz, że niedźwiedź pewny, wyleci za nim z ochotą. Temu zaś jaśnie wielmożnemu N.N. daj waszmość pan sto czerwonych złotych bez ceremonii, niby to pożyczając bez karty, żeby pojechał do Łęczny na jarmark; ja będę cały dzień chorował.
Wszystko się stało według naszego ułożenia: zerwaliśmy komplet szczęśliwie, mój adwersarz nadzieję stracił, jam uszedł wieży i grzywien.
Przebywszy więc czwartkowe niebezpieczeństwo upraszałem jaśnie wielmożnych sędziów, ażeby nadgradzając dzień opuszczony popędzili regestr wojewódzki, w którym do mojej sprawy było jeszcze wpisów dwieście trzydzieści dwa. Jakoż w następujący piątek spadło sześćdziesiąt, w sobotę ośmdziesiąt, reszta w poniedziałek i tegoż samego dnia wieczorem komparycja w mojej sprawie zapisana.
Gdym w nocy do siebie powrócił, powiada mi mój koniuszy, że ten deputat, który ze mną na polowanie jeździł, pytał się go schodząc z ratusza, jeżelibyś mu waszmość pan me przedał tej kolaski, którąście jechali, gdyż mu się podobała z letkiego noszenia, i obligował go, żeby mu dał rezolucją nazajutrz, gdyż wysyła do domu po powóz, a tak obszedłby się bez tego kosztu, ile mocno wycieńczony ekspensami trybunalskimi. Zmieszała mnie ta prośba, ile że już ten jeden powóz tylko mi się został; ale pomyśliwszy nieco; widząc, że już sprawa na stole, posłałem do mego tegoż koniuszego ofiarując kolaskę bez żadnej inszej pretensji, tylko żeby był na mnie łaskaw, a nie brał (uchowaj Boże) jakiej supozycji, że tą bagatelą tentuję sumnieme jego. Bardzo był kontent z podarunku, a jeszcze bardziej z komplementu, żem tego daru nie taksował korupcją i żem sumnienie jego tak bojaźliwie traktował.
Nazajutrz, gdy zasiedli jaśnie wielmożni do kontynuacji zaczętej mojej sprawy, strona przeciwna wnosiła cztery akcesoria na wyprobowanie (jak zwyczaj) duchów. Za każdym były ustępy, jedne mnie, drugie dłużej bawiące, wszystkie dla mnie pomyślne. Jak mi zaś potem jeden z deputatów powiadał, nad tym się osobliwej zastanawiano, jak by przypilnować szlachcica, żeby się nie wyniósł z Lublina, jak go grzywnami obłożą. Te tedy wszystkie akcesoria strona przegrała i zapadła sentencja: inducant negotium.
Przeglądał mój adwersarz, że podobno sprawę przegra, i już zamyślał się wzdać, ale mu poszepnął jego patron, ode mnie zobligowany, że zapewne byłby wielkimi grzywnami ukarany pro temerario recessu et extenuatione temporis. Nie umiejąc po łacinie, zląkł się tych brzmiących ekspresji i już, rad nierad, jak w wilczym dole trzymał się słupa.
Ja z tego regestru będąc aktorem, z mojej więc strony zaczął induktę u najcelniejszy co do wymowy i głosu mecenas. Zawołał woźny: "Uciszcie się" on tak mówił:
- Jeżeli przemoc majętnych zdaje się na pozór zagłuszać prawa, mieszać spokojność obywatelską i grozić równości krajowej, zważając pilniej jej wysilenie pxzyzna każdy, że taż sama moc majętnych w natężeniu swoim z czasem słabieje i na zmocnienie słabszych rozchodzi się. Jaśniej mówię, śmiałość, którą dostatki wznoszą, wątli się i niszczeje rozchodem tychże dostatków. Przeciwnie zaś, doświadczamy, że uboższego obywatela zuchwałość łatwo się zapala, przykłady zysków zdarzone w innych dają mu ponętę do próby, ubóstwo nie przywięzuje go do dobra pospolitego, do porządku, sprawiedliwości i prawa; nadzieje zysków niegodziwych jedynie bierze przed oczy, nie zraża go strata, bo przywykł do niedostatku, nadstawia się na hazard, bo z życiem niewiele traci, a nadwerężeniem zdrowia może przyjść do lepszego mienia.
Stawa w tym powaźnym areopagu, jaśnie oświecony trybunale, z uskarżeniem na zuchwałą napaść sąsiada waszmość pan Doświadczyński, własności swojej, od piąciu wieków sobie należącej, szukając w tym najwyższym sądzie twierdzy i umocnienia: victrix causa diis placuit, sed victa Catoni. Tak jest, jaśnie wielmożny marszałku i prezydencie, i wy, prześwietne świata polskiego luminarze, ingens gloria Dardanorum, stawa śmiele, bo niewinny; stawa z upragnieniem, bo sitiens iustitiam, stawa z rezygnacją, impavidum ,feriem ruinae, etc.
Pomijam dalszy wywód sprawy; gdy przyszło do eksplikowania sławnego owego przywileju nadania uroczyska od książęcia Wasila Zejmundowi Łopacie, Jadźwingowi, tak starożytny dokument zadziwił sędziów. Słyszałem, jak jeden pytał drugiego, który był w opinii wielkiej literatury, co by rozumiał przez tych Jadźwingów, czyli to była familia jakowa starożytna, czyli naród. Odpowiedział mędrzec z powagą:
- Mości panie, Jadźwingowie byli jedno co arianami albo janseniści teraźniejsi, przeciw którym gdy wypadły u nas konstytucje wygnania, wynieśli się z Polski i już ich teraz, chwała Panu Bogu, nie mamy.
Dosłyszał tego dyskursu jegomość ksiądz prezydent i odezwał się;
- Jaśnie wielmożny mości panie N.N., nie tak się rzecz ma: prowadzili oni wojny w Polszcze, to jest rokosze, i potem następowały sojusze, według zdania Duńczewskiego; musiała tedy to być znaczna jakaś familia, na kształt Chmielnickiego.
Oparł się zagadniony krytyce jaśnie wielmożnego prezydenta; i gdy coraz z większą zapalczywością zdania z obu stron popierali, nie mogąc znieść takowej zniewagi jegomość ksiądz prezydent prosił na ustęp. Trwał ten więcej jak dwie godziny. Sądy nazajutrz odwołano.

ROZDZIAŁ TRZYNASTY
Gdyśmy się z rana nazajutrz do ratusza zgromadzili, rozeszła się wieść, iż mój antagonista, pomiarkowawszy rzecz, w nocy, nikomu się nie opowiedziawszy, z Lublina uciekł. Patrona na ratuszu od niego nie było; posłano do stancji, gospodarz potwierdził tę wiadomość. Zmieszaliśmy się wszyscy niepomału, ubolewali jaśnie wielmożni nad szkodą skrzynki , stanął więc dekret in contwnaciam, tryumfalny dla mnie; ja zaś przez wdzięczność musiałem grzywny zastąpić salva sepetitione.
Po szczęśliwie zakończonej sprawie pytał mnie się mój plenipotent, co rozumiem o dowcipie wymowie mecenasów. Jam go wzajemnie zagadł, skąd tek wymowy, nauki i wiadomości czerpają, gdzie są szkoły formujące sukcesorów Cycerona; gdyż słyszałem, że to ma być nauka osobna, pracowita i potrzebująca wielkiej aplikacji... Rozśmiał się i rzekł:
- Szkół żadnych dla patrona nie masz u nas; przez te stopnie każdy przechodził, co i ja na przykład. Ojciec mój, po odebraniu mnie ze szkół nie mając sposobności dać mnie do dworu, oddał do kancelarii grodzkiej. Tam kazano mi wypisywać z ksiąg transakcje na ekstrakty, wpisywać manifesta, wizje, pozwy, kontrakty etc. Przez trzy lata tam się bawiąc dla zasycenia pamięci formularzami, zadał mi na koniec susceptant jak okupacją szkolną, ażebym z podanych materiałów manifest skoncypował. Niejedną pracę zdarł, nim przyszło do aprobacji. Ach, mości panie, nie lada to głowy trzeba na napisanie manifestu, tak jak się należy, cum boris, gais et graniciebus. Dwa lata strawiłem ja na tej próbie, a ledwo mi do tego przyszło, żem pojął formalitatem...
Oddał mnie zatem ojciec do palestry trybunalskiej. Byłem najprzód dependentem, a potem agentem u jednego mecenasa. Funkcja moja była spisywać dokładne sumariusze dokumentów w sprawach tych, których się pryncypał podjął, czytać je w izbie do eksplikacji, na konferencje z pryncypałem chodzić, papiery na ratusz nosić, a czasem do stancji flaszki. Po lat sześciu mój mecenas, podobno świadom owej doktorów maksymy: faciamus experimentum in anima vili, kazał mi stawać w sprawie jednego ubogiego szlachcica.
Gotowałem się dni kilka, ale gdy przyszło do indukty, zacząłem mówić drżącym głosem; pomyliłem się w słowie, sędziowie w śmiech, szlachcic w płacz; ledwom mógł konkluzją zadyktować. Łaską Pana Boga, nie moją elokwencją wsparty, wygrał ów nieborak sprawczynę swoją. Ja zaś, coraz bardziej w dalszych czasiech ośmielony, zacząłem się insynuować młodszym, osobliwie jaśnie wielmożnym, wchodzić ich imieniem w zyskowne targi, kartki nosić, a czasem i nie kartki. Na koniec, wsparty protekcją jaśnie wielmożnej jednej pani, która wiele w trybunałach mogła, zostałem mecenasem, jej plenipotentem, a z czasem i samego waszmość pana dobrodzieja.
Zapłaciwszy za dekret jaśnie wielmożnemu, przy którym był sentencjonarz, osobno pisarzowi, który był dla mojej sprawy pióra ustąpił, ogołocony z pieniędzy, z fantów, straciwszy większą połowę sum na cudze kraje zaciągnionych, znużony kilkotygodniowymi niewczasami, gdym już nie miał swojej, w pożyczonej kolasce księdza przeora dominikańskiego powróciłem do Warszawy z febrą tercjanną .
Trzeba było nowe znowu czynić przygotowania do podróży zagranicznej. Ów szlachcic folwarku Nadleśnego, mnie przysądzonego, oddać nie chciał i tentując na przyszły rok lepszej fortuny, uczynił manifest de noviter repertis documentis. Czas kontraktowy przeszedł - nie było skąd sum zaciągać. Trzeba więc było udać się do jednego bardzo pomocnego w okolicznościach podobnych człowieka. Dałem mu w zastaw srebra i klejnoty z prowizją z góry po dwanaście od sta, ostrzegając za rok wykupno zastawu pod przepadkiem. Dał kapitał dwa tysiące czerwonych złotych w monecie, rachując czerwony złoty po złotych szesnaście, groszy dwadzieścia dwa i pół, że zaś i monety za granicą udać bym nie mógł, do niego się udałem prosząc, żeby mi na złoto wymieniał. Podjął się mimo wielką trudność o złoto wyrobić ten interes u swego przyjaciela. Przyjaciel ten był zapewne własny jego worek. Przyszedł więc tenże jegomość do mnie nazajutrz, twierdząc, iż ów przyjaciel nie chce inaczej mieniać czerwone złote, jak po złotych ośmnaście. Zezwoliłem na oczewistą stratę i odebrawszy sumę takem się około podróży zakrzątnął, iż w dni dziesięć, oddawszy wprzód wizyty pożegnania, uczyniwszy plenipotentowi ogólną dyspozycją, z nieskończoną pociechą modą wyjechałem przecie do cudzych krajów.
Diariusz krótki, a w nim niektóre, jakie natenczas miewałem, uwagi dla ciekawości kładę.

Sąd rozsądzi - co z czym? Każdy, przeczytawszy ten świetny tekst początkujący literaturę narracyjną (pierwsza powieść polska!) przyzna, że nic nowego pod słońcem. Nigdy nie liczyły się elementarne zasady logiki, bo wszakże "każdy głupi ma swój rozum". Dobrze, że te czasy się kończą i nadchodzi czas SuperIntelgencji (nie Sztucznej ale prawdziwej - już zapadł w USA wyrok generowany przez program komputerowy).
http://wkramost.blogspot.com/2017/08/o-przyszej-konstytucji-uwag-kilka.html 

piątek, 10 listopada 2017

Poszukujemy podpalaczy!

Właśnie po raz kolejny wydaliśmy sporo pieniędzy na remont dachu. Kolejne remonty były i są koniecznością, bo ocalony z powstania budynek Dobra 31 nie został odbudowany:
 
Poniżej widzimy stopklatkę z filmu Powstanie Warszawskie:

Drugim słynnym filmem jest Miasto Ruin (jego wersja 3D jest do obejrzenia w MPW), czyli Warszawa po wykonaniu wyroku na mieście. I w pierwszym kadrze tego filmu - i w ostatnim - widoczna jest Wisła i rejon Elektrowni Warszawskiej (a więc też nasza kamienica). Dobrze wiemy, że podpaleniem "skrócono ją o głowę" - czyli dwa najwyższe piętra i hełm-wieżyczkę.

Ostatnie wydarzenia w staraniach o reparacje dają nam nadzieję, że dojdziemy do prawdy o podpalaczach naszej kamienicy, od których powinniśmy domagać się zadośćuczynienia:
Stworzenie i upublicznienie przez Archiwa Państwowe katalogu osób, które składały indywidualne wnioski o odszkodowania przyjmowane w latach 1945-1946 przez Wydziały Strat Wojennych w poszczególnych miastach, postuluje szef parlamentarnego zespołu Arkadiusz Mularczyk, poseł Prawa i Sprawiedliwości.
Arkadiusz Mularczyk - który jest przewodniczącym parlamentarnego zespołu ds. oszacowania odszkodowań należnych Polsce od Niemiec za szkody wyrządzone w trakcie II wojny św. - powiedział, że:
Wydziały Strat Wojennych poszczególnych miast rejestrowały w latach 1945-1946 indywidualne wnioski od obywateli polskich, którzy ponieśli straty na skutek działalności okupacyjnej państwa niemieckiego. W Warszawie takich wniosków złożono 70 tysięcy.
Wnosimy, aby Archiwa Państwowe przeprowadziły kwerendę w tym zakresie i aby utworzyły na swojej stronie internetowej imienny i terytorialny, publicznie dostępny katalog osób, które takie wnioski składały – dodał.
Stworzenie internetowego indeksu nazwisk oraz nagłośnienie tego faktu na stronach Archiwów Państwowych, byłoby znacznym ułatwieniem w odszukaniu przez rodziny poszczególnych osób, które złożyły takie wnioski (...) Wykonanie tego zadania, nawet w dłuższej perspektywie, ma ogromne znaczenie nie tylko w kontekście prac zespołu parlamentarnego, ale również na przyszłość, w celu dochodzenia odszkodowania na drodze prawnej od Niemiec.
Poseł PiS podkreślił w rozmowie z PAP, że dzięki utworzeniu katalogu, potencjalni spadkobiercy odszkodowań będą mogli sprawdzić, czy ich przodkowie składali wniosek o jego uzyskanie.
Wiele osób nie wie o tym, że rodzice czy dziadkowie takie wnioski złożyli, i że są one w polskich archiwach – dodał.
Zdaniem Mularczyka, wniosek mógłby też stanowić "podstawę dochodzenia roszczeń na drodze cywilnej od państwa niemieckiego".
Chcemy, aby obywatele polscy mieli możliwość pozywania państwa niemieckiego za indywidualne szkody wynikające z II wojny światowej. Zbrodnie wojenne nie ulegają przedawnieniu, a roszczenia o odszkodowanie z ich tytułu są dziedziczone. "Dzieci, wnukowie, mogą tymi dokumentami się posługiwać – podkreślił".

Prapradziadek moich wnucząt, Kalinowski, był szefem służby technicznej w najstarszym warszawskim hotelu Bristol i z powodu bliskości budowanej wtedy kamienicy Dobra 31 wynajął w niej mieszkanie w 1911 roku, kiedy tylko została ukończona.
Ich pradziadek mieszkał w tymże mieszkaniu od dzieciństwa, a będąc z wykształcenia inżynierem budowlańcem podjął przed wojną pracę w pobliskim Porcie Praskim. Jego umiejętności okazały się bezcenne w doprowadzeniu do stanu używalności tej kamienicy po wojnie, gdy trzeba było odtworzyć klatkę schodową zniszczoną przebiciem bomby, która dzięki Bogu nie wybuchła.
Można przypuszczać, że w okresie składania wniosków o odszkodowania (1945-1946), wobec dużego wysiłku w zabezpieczeniu pozostałych pięter kamienicy Dobra 31, taki wniosek złożył. 

czwartek, 9 listopada 2017

Hallelujah - flash mob i chór

Haendla:


Cohena:

Enigma w Poznaniu

Docelowe Muzeum Enigmy powstanie na przełomie 2018/2019 w Poznaniu.

Na razie można odwiedzać otwarty w ubiegłym roku Szyfrokontener – pawilon w kształcie gigantycznej skrzynki z uchylonym wiekiem (w podobnych, znacznie mniejszych, mieściła się Enigma). Wewnątrz znajduje się wystawa „Pogromcy Enigmy" – obok informacji o kryptologii, maszynie szyfrującej i pracy poznańskich matematyków przygotowano stanowiska komputerowe ze specjalnie opracowanymi grami i łamigłówkami. Głowy łamią sobie i dorośli, i dzieci.
Szyfrokontener stoi obecnie przed Zamkiem Cesarskim, w pobliżu pomnika kryptologów i – jak informuje „Rz" Szymon Dąbrowski, twórca koncepcji – odwiedzany jest przez 3–4 tysiące gości miesięcznie.
W tym budynku ma się mieścić Muzeum Enigmy
Ceniona na rynku krakowska firma New Amsterdam przygotuje koncepcję ideową i użytkową Muzeum Enigmy - Centrum Szyfrów w Poznaniu. Muzeum ma być gotowe na przełomie 2018/2019 r. i ma się znajdować w tym budynku.

Na 25 lipca 2019 ( http://wkramost.blogspot.com/2013/09/25-lipca-propozycja-nowaka.html ) należałoby uruchomić podobne muzeum w Pyrach. Poniżej opis drogi;
Jadąc ulicą Puławską wysiadamy przy skręcie w ulicę Kajakową i przechodzimy na światłach na drugą stronę Puławskiej.
Kilkusetmetrowa ulica Kajakowa dochodzi do Lasku Kabackiego.
Dalej, do Jednostki Wojskowej prowadzi zawsze pusta, bo zaślepiona, droga asfaltowa.
Na jej końcu, przy bramie wjazdowej do JW widzimy granitowy kamień,
a na nim świadectwo świetności międzywojennej polskiej myśli matematycznej.

środa, 8 listopada 2017

Was Niemcy...

Was Niemcy nikt nie lubi i co najważniejsze - nikt wam nie ufa. Na własne życzenie.
Świetny komentarz Krystyny Grzybowskiej do antypolskiej rezolucji niemieckich dziennikarzy:

Nie tylko Polska jest podzielona na dwa obozy polityczne, podzielona jest Europa i tzw. cywilizowany świat zachodni. I ten podział się pogłębia, choć zgodnie z planem elit postliberalnych miało być całkiem inaczej. Narody miały dostosować się do reguł narzuconych przez elity wywodzące się z inspirowanego i wspieranego przez Kreml ruchu studenckiego lat 60 - tych. Czy mamy do czynienia z powtórką z historii, której nie widzą lub nie chcą zobaczyć konsumenci zachodniego dobrobytu? „100 lat temu - napisał w swoim komentarzu redaktor naczelny „Sieci” Jacek Karnowski - wybuchła rewolucja bolszewicka w Rosji. Przyniosła niewypowiedziany ocean nieszczęść wielu narodom, w tym naszemu. Niestety, komunizm nigdy nie doczekał się swojej Norymbergi. Co więcej, wciąż nam zagraża, choć już nie w swojej formie klasycznej. Paradoksalnie jednak dziś pozostaje dla wolnego świata przeciwnikiem trudniejszym, bo często nierozpoznawalnym”. To prawda, ale żyjemy w czasach rewolucji informacyjnej, która coraz skuteczniej paraliżuje propagandę zła.

Tak jak w czasach dyktatury komunistycznej panującej w zniewolonych przez Kreml krajach dominują na Zachodzie lewicowe media, uprawiające propagandę sukcesu europejskiej demokracji, tak jak za komuny dla niepoznaki i zachowania pozorów wolności wyznania i poglądów dopuszcza się istnienie mediów prawicowych, pod warunkiem, że mają coraz mniejszy wpływ na opinię publiczną, atakowane i ośmieszane przez lewacką większość medialną. I tak jak moskiewska „Prawda” czy warszawska „Trybuna Ludu” te dominujące w systemie podobno demokratycznym przekaźniki informacji oraz opinii są ubezwłasnowolnione. Czy o tym nie wiedzą? Wiedzą, wiedzą, one się dobrowolnie poddały praniu mózgów, bo ich redaktorzy należą do pokolenia wyznającego relatywizm moralny, zapewniający życie lekkie, łatwe i przyjemnie, bez odpowiedzialności za słowa i czyny.

Media niemieckie są bardziej ubezwłasnowolnione od innych, bo są naznaczone symptomem germańskiego Ordnungu i posłuszeństwa wobec władzy. One to właśnie wiedzą jak należy żyć, w co wierzyć i z czym oraz z kim walczyć. Taki mają prikaz. Mają nie tylko wpajać innym narodom podziw dla wielkości gospodarczej i moralnej Niemców, mają też wtrącać się w wewnętrzne sprawy krajów UE, z ich mediami włącznie, a właściwie przede wszystkim. Oto Niemiecki Związek Dziennikarzy, DJVuchwalił rezolucję, w której ocenia krytycznie sytuację dziennikarzy w Europie Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem Polski.Według szefa tego związku Franka Uberalla (człowiek ma stosowne nazwisko do narodu, który jest Über Alles), w naszym kraju „Prawa podstawowe są deptane, zaś dziennikarze nie mogą niezależnie pracować”, ponadto „się ich zwalnia z pracy, niszczy materialną sferę egzystencji”, a „prawno - publiczne stacje zostały przekształcone w rozgłośnie państwowe”.

Do kogo skierowana jest ta rezolucja? Do polskich czytelników i widzów, do polskiego rządu czy do kolegów z mediów opozycyjnych? Chyba do tych ostatnich, bo polski obywatel nie tylko nie podporządkuje się niemieckiemu dyktatowi ale wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej znielubi sąsiada zza Odry. O to chodziło związkowi niemieckich mediów? One, tak jak większość liberalno - lewackiego ścieku medialnego w Europie żyją w wyimaginowanym świecie tzw. europejskich wartości i nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że z tego zaplanowanego przez elity chaosu wyłania się jednolity front sprzeciwu wobec dyktatury proletariatu, tego zbiorowiska miernoty i hipokryzji, które zamierza zmienić świat w orwellowską fermę świń.

Okazuje się, że ludzie już się nasycili niemieckimi parówkami i chcą czegoś więcej, chcą szacunku dla siebie i dla swoich rodzin. Dla swoich narodów. Można powiedzieć - wraca stare, ku przerażeniu politycznych decydentów o szczęściu. Wraca poczucie przynależności do narodowej kultury, tradycji i religii. Wraca Europa do Europy, na złość Merkel i jej towarzyszy z Brukseli, którzy dążą do ubezwłasnowolnienia narodów przy pomocy islamu. Od tego, od tych otwartych niemieckich drzwi wszystko się zaczęło. Drodzy koledzy żurnaliści z RFN, nie ośmieszajcie się, nie bądźcie głupsi niż policja pozwala - jak głosi niemieckie porzekadło. I nie wydurniajcie się broniąc żurnalisty, który musiał wybierać między telewizją prywatną, antypolską a radiem publicznym i wybrał komercję, bo lepiej płaci. Jego egzystencja nie została zagrożona, wręcz przeciwnie.Przypominam, że jest coś takiego, jak lojalność wobec pracodawcy, u was w Niemczech dziennikarz musi podpisywać deklarację lojalności i jej się trzymać, albo wylatuje z pracy.

Najwyraźniej modne jest uchwalanie oraz podejmowanie rezolucji w różnych sprawach, w tym całkiem bzdurnych, w czym celuje Bruksela i jej gremia. Kolegów z RFN pouczam uprzejmie: Polacy są jednym z najinteligentniejszych narodów Europy i świata, znacznie inteligentniejszym od Niemców, więc nie z nami te numery panie Überall. Nawet jeśli uważa pan, że jest „ponad wszystko”. Zapewniam, nie będzie powtórki z historii, ani tej sowieckiej ani tej hitlerowskiej, bo na to jesteście za głupi i zbyt zmanipulowani ideologicznie, żeby porwać tłumy, ba, narody. A przede wszystkim, żeby dać się lubić. Was Niemcy nikt nie lubi i co najważniejsze - nikt wam nie ufa. Na własne życzenie.

Cyberbezpieczeństwo

Science Muzeum (Muzeum Nauki) jest uznaną na całym świecie nazwą i nie wiadomo dlaczego w Warszawie mamy Centrum Nauki Kopernik.
Od ekspozycji w takich muzeach współczesne państwa starają się budować swoje cyberbezpieczeństwo:

https://www.nsa.gov/about/cryptologic-heritage/museum/

Obowiązkowym miejscem w takich muzeach jest salka poświęcona Enigmie. Anglicy idą dalej i jeżdżą po kraju prezentując historyczną Enigmę:
http://wkramost.blogspot.com/2011/12/to-powinno-byc-w-polskich-szkoach.html

W zameczku sąsiadującym z pomnikiem pogromców Enigmy jest mini wystawa o ich dokonaniach:
http://wkramost.blogspot.com/2017/10/camino-poznan-leszno.html

Warto uruchomić tam jakąś prostą zabawę w szyfrowanie:

http://wkramost.blogspot.com/2015/01/lego-szyfr-imienia.html

Napisałem w Scratch programy, który mogą pomóc nauczycielom w prowadzeniu zajęć w kodowaniu, czy szerzej w "propedeutyce cyberbezpieczeństwa":
1. kodowanie
https://scratch.mit.edu/projects/15405267/

2. dekodowanie
https://scratch.mit.edu/projects/15517774/

Poza Enigmą mieliśmy przecież wielkie osiągnięcia w łamaniu szyfrów w roku 1920:
http://wkramost.blogspot.com/2016/08/historyczne-zamanie-szyfru-rewolucji.html

wtorek, 7 listopada 2017

Cohen - rok już przeminął


Adam Cohen, syn Leonarda, zorganizował rocznicowy koncert (będzie chyba wkrótce na YouTube).
Adam Cohen contacted hundreds of artists to find the perfect cast and songs for Monday's Tower of Song: A Memorial Tribute to Leonard Cohen.


Grochowiak: "W rocznicę" 

Rok już przeminął. Rok przespałeś, ojcze, 
A my tę datę ubierzemy w ołtarz, 
Matka ją zliczy na złamanych palcach, 
Grabarz na kwitach 
Nadzianych na drut. 

Były trzy wojny lokalne – i były 
Cztery brzoskwinie na twym miłym drzewku, 
Pięć razy piorun uderzył tej zimy, 
Sześć pszczół tej wiosny usnęło w twym ulu. 

Więc śmiało w cyfry ... O miliony armie, 
O miliardy mrówki urosły w swych kopcach, 
Bądź łaskaw, ojcze, dla tych małych liczb, 
Bo czy znasz większe – 
Wiesz tylko 
Ty 
Jeden