3.49
49 Jestem Piccarda; tu, gdzie inni święci,
W błogosławieństwie siedzę, sama święta,
W sferze, która się najpowolniej kręci.
52 Władzę uczucia jedyna nam pęta
Miłość Świętego Ducha; w naszym bycie
W taką rozkoszy normę jest ujęta.
55 Los nasz pozornie uboższym widzicie,
A jest nam dany, bośmy zaniedbali
Lub nie spełnili ślubów należycie".
5.100
100 Jako w sadzawce cichej i przezroczej,
Śród potworzonych od żeru pierścieni,
Tysiące rybek ściąga się i tłoczy,
103 Taką ujrzałem rzeszę jasnocieni;
A głos dolatał z każdego zjawiska:
„Oto, który w nas miłość rozpłomieni".
106 W każdej jasności, gdym się przyjrzał z bliska,
Tkwił cień; ja przedtem rzeczy nieświadomy
Poznałem, że to z niego radość tryska.
8.49
49 „Śród ziemi waszej — odrzekł — żyłem mało;
Bogdajbym dłużej tam pomieszkał żywo,
Wiele by złego pewnie się nie stało.
52 Uciecha duszna osłania pokrywą
Promieniejącą kształty mej postaci,
Jak jedwabnicę kokonu przędziwo.
55 Tę miłość, jaką za miłość się płaci,
Dałeś mi; gdybym trwał między ziemiany,
Byłbyś z niej ujrzał coś więcej prócz naci.
14.10
10 „Choć on nie wyrzekł jeszcze, czego życzy,
Ani chęć nawet w głowie mu nie świta,
Potrzeba jemu nowych prawd zdobyczy:
13 Blask, którym wasza substancja zakwita,
Wiecznie-li będzie trwał, czy też docześnie,
Póty aż się wiek wypełni do syta?
16 A jeśli przetrwa dzień, gdy człowiek wskrześnie,
Jakim sposobem, w ciele cierpiętliwem
Płonąc, nie będzie ócz raził boleśnie?"
19 Jak uniesiony radosnym porywem,
Pląsając w kole, cały chór taneczny
Objawia afekt swój gestem i śpiewem,
22 Tak po tej prośbie naglącej i grzecznej
Zawirowały z radosnymi głosy
Dwa święte kręgi obręczy słonecznej.
14.82
82 Czułem, że wzrok mój nowych sił dostaje
I że jak gdyby potężnymi pióry
Jestem z mą panią rwany w wyższe raje.
85 Czułem to, żeśmy lecieli do góry,
Po roześmianiu gwiazdy purpurowym,
Czerwieńszym niż ton jej zwykłej purpury.
88 Modlitwą serca, tym spólnym duchowym
Językiem, Bogu składałem ofiary
Po Jego łaski objawieniu nowym.
91 A nie ostygły jeszcze we mnie żary
Całopalenia, gdym miał niewątpliwy
Dowód, że przyjął Bóg me korne dary.
94 Bo tak szkarłatny, światły nad podziwy
Zalśnił kształt w głębi tęczowego kręga,
Żem wołał: „Helios, jakżeś urodziwy!"
14.100
100 Tak pośród Marsa pełen majestatu
Znak mi się jawił, złożony w te linie,
Co razem tworzą przekątnie kwadratu.
103 Tutaj ma sztuka z pamięcią się zminie,
Bo w krzyżu raz w raz wybłyskał znak Chrysta:
Wszelka wybłysków modła wobec ginie.
106 Lecz kto krzyż bierze, naśladując Chrysta,
Przebaczy mowie mojej niedojrzałej,
Gdy kiedyś ujrzy sam łyskanie Chrysta.
109 W ramionach krzyża, tam gdzie się mijały
Lub gdzie schodziły święte błyskawice,
Zaraz się skrzyło żywszymi zapały.
16.34
34 „Od dnia, gdy Marii anioł przyniósł wieści,
Do dnia, gdy matce mojej, dzisiaj świętej,
Przyszło mię rodzić w lęku i boleści,
37 W obiegu po raz pięćset pięćdziesiąty
Trzydziesty gwiazda, co przed tobą płonie,
Głowicą swoją Lwiej dotknęła pięty.
40 Dom nasz stał w miejscu, gdzie w dorocznym gonie
Na ostateczną trafiają dzielnicę
Do swojej mety rozpędzone konie.
18.88
88 Ujrzałem tedy pięć razy siedmioro
Głosek wiązanych ognistym zaplotem:
Rozpalają się kolejno i górą.
91 „Diligite justitiam" — z swym przedmiotem
Słowo wybłysło w tej pierwszej kwaterze;
„Qui judicatis terram " — stało potem.
94 Gdy wiersz dopełnił kresu na literze
M, wtedy Jowisz zdał się srebrny cały,
A tylko złotem tkane miał obrzeże.
97 Na szczyt owego M pozlatywały
Iskry i pieśnią zaczęły wymownie
Sławić Moc, co je wiodła do swej chwały.
18.106
106 A gdy iskrami całe tło wyszyje,
Tedy patrz: gwiazda utkana przy gwieździe
Złożyły głowę orlicy i szyję.
109 Ten, kto tam jeździ, wodza swojej jeździe
Nie zna; sam wozi, wydzielając onę
Moc, co się formą czyni w każdym gnieździe.
112 Chór, co skwapliwie układał koronę
Z lilij ponad M, kilkoma obroty
Spłynął w orlicy kształty spłomienione.
18.118
118 Więc błagam kornie Myśl, z której się rodzi
Twój ruch i władza, niech odpędza chmurę
Złości, bo cień jej twoim łunom szkodzi.
121 Niechaj zapłonie gniewem po raz wtóry
Na tych, co hańbią kupczeniem Dom Boży,
Z męczeństw i cudów mający swe mury.
124 Wojska niebieskie, przed wami się korzy
Duch mój: módlcie się za ten ród człowieczy,
Co pod złym wodzem błądzi śród bezdroży.
20.10
10 Bo nagle mrowie ogników zadrżało
I zabłysnąwszy, wzniosło antyfonę,
Już dzisiaj w mojej pamięci zwątlałą.
13 Kochanie słodkie, w uśmiechu oponę
Zasnute, jakie rzucałoś płomienie
Skroś pieśni duchów tchnących w Bożą stronę!
16 Skoro już drogie, jarzące kamienie,
Którymi iskrzy się płaneta szósty,
Na rajskich nutach pokładły milczenie,
21.1
1 Ja tedy, oczy znów wiążąc z obliczem
Mej pani, ducha mego za nią wodzę —
W zachwycie myśleć nie mogę o niczem.
4 Zahamowała swego śmiechu wodze
I mówi do mnie: „Jeśli się zaśmieję,
Zginąłeś, jako Semele w pożodze,
7 Bo piękność moja, krocząc przez wierzeje
Pałaców wiecznych, wciąż rośnie widomie
I jak oglądasz, coraz potężnieje.
10 Jeśli bijących z niej skier nie uskromię,
To moc twa ziemska w ostrzu jej promieni
Pęknie jak gałąź w piorunowym gromie.
13 Do siódmej gwiazdy jużeśmy wzniesieni,
Co pod piersiami Lwa gorejącego
Swoim i jego żarem się płomieni.
16 Zatem w trop oczu niechaj myśli biegaj
Źrenice uczyń tych widzeń zwierciadłem,
Co się w zwierciadle planety zażegą".
21.28
28 Z barw złota pełnych słonecznego świtu
Wysnuta, biegła ku górze Drabina
Taka, że wzrok mój nie dobiegał szczytu.
31 Patrzę, po szczeblach zstępuje drużyna
Świetlana; rzekłbyś, że w swe kształty bierze
Wszelaką jasność, co się w niebie wszczyna.
34 Jak kawki, nocne porzuciwszy leże,
Swoim zwyczajem kupiąc się u sioła,
Aby się rozgrzać, potrząsają pierze;
37 Te odlatują, by nie wrócić zgoła,
Te, skąd wzleciały, ściągają z powrotem,
Inne na miejscu zataczają koła —
40 Takim przede mną wzlatywały lotem
Gromadnie owe migotliwe roje,
Aż na swych szczeblach przystanęły potem.
26.1
1 Gdym nad ślepotą moją stał w żałobie,
Z ognia, którego uległem pożodze,
Tchnął duch i ciągnął uwagę ku sobie,
4 Mówiąc: „Zanim twój zmysł odzyska wodze,
Co się od blasku mojego podarły,
Stratę rozmową tobie wynagrodzę.
7 Mów: na jakim się fundamencie wsparły
Kochania twoje? Niech cię nie przestrasza
Ciemność; omdlały wzrok twój, nie umarły.
10 Bo pani, co cię w te światy zaprasza,
Ma w swoim wzroku moc, którą na chore
Źrenice miała dłoń Ananijasza". —
13 „Niechże uleczy — rzekłem — w każdą porę
Oczy me dla niej jak wrota otwarte,
Którędy wniosła ogień, co nim gorę.
16 Dobro, na ten dwór wszystek rozpostarte,
Jest mego ducha alfą i omegą,
Ilekroć Miłość tchnie na jego kartę".
27.1
1 Ojca i Syna, i Świętego Ducha
Raj cały zabrzmiał niemilknącą chwałą:
Upajać musi zmysły, kto jej słucha.
4 Uśmiechem mi się wszechświata wydało
To, com oglądał; słodkie upojenie
Przez wzrok i przez słuch we mnie wstępowało.
7 O radość, szczęście, o niewysłowienie
Piękny kochania i miru żywocie!
O wolne żądzy i bezpieczne mienie!
10 Stały przede mną, zatlone w ochocie,
Cztery pochodnie. I jęła ta, która
Pierwsza przybyła, rzucać iskier krocie.
28.49
49 Ale w granicach, dokąd rozum sięga,
Im sfera dalsza jest centralnych zniczy,
Tym obrót szybszy od kręga do kręga.
52 Więc gdy spragniony duch mój poznać życzy
Wszystek ład w dziwnym tym anielskim chramie,
Który z miłością i światłem graniczy,
55 Spytam: przecz prawom przyrodzonym kłamie
Obraz, gdy wzoru nie odtwarza wiernie?
Nad tym na próżno myśl moja się łamie".
58 „Jeśli twe palce na taki misternie
Splątany węzeł za słabe — nie dziwo:
Niedotykany, zaciął się niezmiernie —
61 Tak rzecze pani ma i doda: — Żywo!
Mą wiedzą nasyć głód, co cię pożera,
Wyostrz rozumu władzę przenikliwą:
64 Każda niebiosów tych widzialna sfera
Ma obwód różny wedle mocy Bożej,
Która we wszystkie ich części przeziera.
67 Gdzie większa dobroć, tam i szczęścia sporzej;
Sporsze z obfitszych źródeł się wyłania,
Lecz żadna cząstka nie smakuje gorzej.
70 Więc niebo, które w swoje wirowania
Wciąga świat cały, kołu odpowiada
Najpełniejszemu wiedzy i kochania.
73 Kto ład tutejszy wedle mocy bada,
Nie według tego, jak szerokim kołem
Każdy z tych światów swą istność wykłada,
76 Ujrzy świat duchów i materii społem
Krążące: z niższym mniejszy, z wyższym większy,
A każdy okręg za swoim Aniołem".
31.19
19 Jako rój pszczelny raz po raz się wkwieci
I znów polata nad pąkiem koliście,
Miód urabiając z kwiatu słodkiej śnieci,
10 Tak owy hufiec między piękne liście
Wpadał i wzlatał, i ginął w bezmiarze,
Gdzie miłość jego mieszka wiekuiście.
13 Z płomieni żywych były jednych twarze,
A skrzydła złote; drugi huf był w bieli:
Żadna biel śnieżna z nim nie stanie w parze.
16 Stopień po stopniu schodzili anieli
W głąb Róży: gońce miru i pogody,
Które powiewem skrzydeł wciąż garnęli.
19 Nie stanowiły dla wzroku przeszkody
Ani dla światła te przez blasków morze
Ciągle płynących aniołów pochody.
22 Bo skroś wszechświata wnika Światło Boże
I wedle zasług różnie się rozdziela,
A nic mu stanąć oporem nie może.
25 Owo królestwo ciszy i wesela,
W lud starożytny i w lud nowy strojne,
Wzrok i myśl swoją w jeden cel zestrzela.
28 O ty w jedynej skrze światło potrójne,
W którym się miłość duszyczek zażega,
Spójrz, w jaką padół nasz wplątany wojnę!
31.64
64 „Gdzie ona?" — pytam, widząc, że zniknęła.
„By ci ukoić ostatnie tęsknoty,
Z siedzib mię moich Beatrycze pchnęła —
67 Tak rzekł i dodał: — Spójrz w szczyt Róży złotej;
Tam w rzędzie trzecim ujrzysz ją na tronie,
Który zdobyła zasługą swej cnoty".
70 Milcząc ku owej obracam się stronie:
Widzę ją w blasku, co naokół krąży,
I w świateł własnych ognistej koronie.
Warto jeszcze raz obejrzeć obrazy Raju słuchając trzeciej części symfonii Liszta, zatytułowanej Magnificat (rozpoczyna się od 42 minuty trwania utworu).
