wtorek, 30 kwietnia 2013

Na początku był rytm - Lauryn Hill

Istnieje, co istnieje.
Co ma być, się stanie.
Po każdej zimie, musi nadejść wiosna.
Chcesz, czy nie chcesz, nastąpi zmiana.

Piszę te słowa dla każdego,
kto będąc młodym, nie idzie z tłumem,
kto nie akceptuje fałszu 
w miejsce tego, co jest prawdą.
Wygląda na to, że przegrywamy mecz,
Zanim jeszcze rozpoczęliśmy grać.
Kto stworzył te reguły, że stajemy się zagubieni,
Łatwo zwodzeni na manowce?

Pozwól, że powiem,
Istnieje, co istnieje,
Istnieje, co istnieje,
Po każdej zimie, musi nadejść wiosna.
Istnieje, co istnieje.

Znam filozofię, a może nawet kilka języków obcych,
Robię bit jak abisyńska uliczna baptystka.
Piszę rymy na mocnym płótnie,
Od początku moje działania przekraczają atlas,
Rozpoczęłam handel w getcie na brudnym materacu
Nie możesz równać się z tą raperką i aktorką,
Potężniejszą niż sama Kleopatra 
Moje graffiti na grobie Nefretete 
MC nie gotowi zanieść go do Serengeti
Mój rym waży niczym mózg Sister Betty
L. Boogie celuje w gwiazdy i konstelacje
Potem zniża się na krótką pogaduszkę
Przystającą do króla, nie bój się ludzka istoto
Jedziesz z cherubinami do hali Nassau Coliseum
Usłysz tę mieszankę
W której hip hop łączy się ze świętą księgą
Przekształć negatywny w pozytywny obraz.

Istnieje, co istnieje.
Co ma być, się stanie.
Po każdej zimie, musi nadejść wiosna.
Chcesz, czy nie chcesz, nastąpi zmiana.

Czasem okazuje się, że mamy marzenie na wyciągnięcie ręki,
A ono ucieka lub droga długa.
Lecz ci, którzy chcą być na szczycie, nie ustaną w pogoni,
nawet jeśli obawiają się, że spadną.
Odnajdźmy w sobie miłość, a uda się nam
Stworzyć lepszą rzeczywistość.
Z czasem zobaczymy efekt,
Wszystko czego trzeba, to poświęcenie.

Pozwól, że powiem,
Istnieje, co istnieje,
Istnieje, co istnieje,
Po każdej zimie, musi nadejść wiosna.
Istnieje, co istnieje.

Istnieje, co istnieje.
Co ma być, się stanie.
Po każdej zimie, musi nadejść wiosna.Chcesz, czy nie chcesz, nastąpi zmiana.
Chcesz, czy nie chcesz, nastąpi zmiana.

[Lauryn]
Gotowy czy nie, nadchodzę, nie możesz się schować 
Znajdę Cię i wezmę Cię wolno
Gotowy czy nie, nadchodzę, nie możesz się schować 
Znajdę Cię i sprawię, że będziesz mnie chciał

[Wyclef]
Teraz uciekam, obudzony lunatyk 
Ci, którzy potrafili relacjonować wiedzą, że na świecie nie ma pieniędzy
Więzienne kraty to nie złote wrota
Ci, którzy są fałszywi, będą sprzątnięci
Kiedy spotkają kumpla ważącego 180 kg
Gdybym mógł rządzić światem
To oczywiste, że każdy w getcie miałby broń 
Tak więc weźmy ich heroinę
Sklejam rymy pijąc bimber
Wylewam łyk na beton, dla tych zmarłych 
Ale nie, nie płacz, Wyclef jest w stanie uśpienia 
Myślę o napadzie, który zrobiłem w ubiegłym tygodniu
Kasa w torbie, bankier wyglądał jak naćpany
Chcę grać z pelikanami, stąd do Bagdadu 
Wystrzał z broni, szybkie myślenie, chyba oberwałem 
Żeby zobaczyć, czy wciąż żyję, moja dziewczyna szczypała mnie po biodrach
Chyba nie, wyślę list do przyjaciół
Urodzić się na nowo chuliganem tylko po to, żeby znów być królem

[Lauryn]
Gotowy czy nie, nadchodzę, nie możesz się schować 
Znajdę Cię i wezmę Cię wolno
Gotowy czy nie, nadchodzę, nie możesz się schować 
Znajdę Cię i sprawię, że będziesz mnie chciał

Pogrywam z moimi wrogami tak jakbym grała w szachy, to mnie relaksuje
Bez stresu
Jeśli nie palisz marihuany, jakby co 
Muszę przyznać, że moim przeznaczeniem jest manifest
Jakiś Goretex się poci, robię coś, czego nie da się spieprzyć, jakbym była bezdomna 
Rapowe orgie z Porgy’m i Bess’em 
Łap swoich białasów* jak Eliot Ness, tak
Pozdrawiam Cię, jeśli reprezentujesz Fugess
Ale razem z kilkoma wiedźmami rzucę na Ciebie urok
Jeśli jesteś nikim , Voo Doo
Mogę zrobić to co Ty, spokojnie, uwierz mi 
Lekceważące czarnuchy dają mi szczęście, miłość, fiuta, narkotyki
Więc kiedy naśladujesz Al Capone 
Ja będę Niną Simone 
I sram na Twój mikrofon

Gotowy czy nie, nadchodzę, nie możesz się schować 
Znajdę Cię i wezmę Cię wolniej

Nie możesz uciec
Od mojego stylu, oh kochanie, hej kochanie 
Bo mam tego dużo, o tak
I gdziekolwiek pójdziesz
Moja cała ekipa dowie się, gdzie jesteś
Nie możesz ukryć się za blokami, o nie

[Pras]
Gotowy czy nie, uchodźcy przejmują kontrolę
Żołnierz Buffalo, rasta z dredami
W 12 godzinę przylecę moim bombowcem
Ekipy uciekają, żeby się ukryć, teraz wąchają kwiatki od spodu 
Świetnie, prawdziwe kłamstwa, zrób to albo zdechnij
Wznieś mnie wysoko – tylko mach trawy ziom
Z moją ekipą od marihuany
Kochanie, jestem uchodźcą z Guantanamo
Tańczę wokół granicy jakbym był Cassius’em Clay’em

[Lauryn]
Gotowy czy nie, nadchodzę, nie możesz się schować 
Znajdę Cię i wezmę Cię wolno
Gotowy czy nie, nadchodzę, nie możesz się schować 
Znajdę Cię i sprawię, że będziesz mnie chciał

Gotowy czy nie, nadchodzę, nie możesz się schować 
Znajdę Cię i wezmę Cię wolno
Gotowy czy nie, nadchodzę, nie możesz się schować 
Znajdę Cię i sprawię, że będziesz mnie chciał

Gotowy czy nie, nadchodzę, nie możesz się schować 
Znajdę Cię i wezmę Cię wolno
Gotowy czy nie, nadchodzę, nie możesz się schować 
Znajdę Cię i sprawię, że będziesz mnie chciał

*bounty oznacza kogoś, kto jest czarny a chce być biały. nie wiedziałam, jak to napisać po Polsku

Takie wyczucie rytmu i cudownie łagodny głos zrodziły prawdziwą perełkę muzyczną:

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Lego-Hobbit

Klocki Lego z figurkami dają wielkie pole do popisu w tworzeniu nowych opowieści hobbitowych. Można zrobić prequel do filmu: 

można opowiedzieć żart filmowy:
można też podszyć się pod samego producenta filmu, przedstawiając taki Lego-trailer:
A wszystko to powstaje metodą bardzo prostej Lego-animacji z zestawów klocków i figurek przygotowanych przez firmę Lego do dziecięcych zabaw w Hobbita i Władcę pierścieni (do obejrzenia 18 klockowych filmików instruktażowych).

czwartek, 25 kwietnia 2013

Empatia

  Pre-wiarą chrześcijaństwa jest empatia. Bez niej nie można miłować nieprzyjaciół i niemożliwe jest braterstwo. Jest to trudna sztuka - trudniejsza od sztuk walki. Potrzebujemy w niej Mistrzów stojących na czele Szkół, takich jak trzydziestoletni Grochowiak piszący sztukę "Chłopcy", o godności ludzi starych, i wiersz o cierpieniach wojennych Żydów:

Płacz Żyda

Gwiazdo gwiazdo gwiazdo gwiazdo
Żółta gwiazdo sześciokątna
Dom zburzono nam do szczętu
Trzy córeczki czarnowłose

Sypcie dołek niemaluśki
Ach ułóżcie kostki w dołek
W papier córki zawiniemy
Geszeft z ziemią uczynimy

Ja się pytam czemu Jahwe
Rachel pyta się po czemu
Wpierw Judasza powiesiłeś
Córki gwałcić psom oddałeś

A ta mniejsza Magdalene
A ta większa Egipcjanka
A największa najroślejsza
Ząbek miała szczerozłoty

Gwiazdo gwiazdo serca ranisz
Pójdę ślepy i o kiju
I napotkam psa jakiego
To ustąpię jemu drogi

Ludziom ręce będę lizał
Wszy otoczę służebnością
Wszę głaskając patrzę gwiazdo
Kto cię głaszcze gwiazdo gwiazdo

  Potrzeba wiele takich szkół i ludzi. Należeli do nich Beatelsi już na początku kariery śpiewający "Eleanor Rigby":

Spójrz na tych wszystkich samotnych ludzi,
Spójrz na tych wszystkich samotnych ludzi.

Eleanor Rigby
zbiera ryż w kościele, gdzie właśnie odbył się ślub.
Żyje we śnie,
Czeka w oknie,
z wyrazem twarzy, który zwykle trzyma w słoiku przy drzwiach,
ale na kogo?

Ci wszyscy samotni ludzie,
Skąd oni wszyscy pochodzą?
Ci wszyscy samotni ludzie,
Gdzie jest ich miejsce?

Ojciec McKenzie
Pisze słowa kazania, którego nikt nie usłyszy,
Nikt nie przyjdzie,
Patrz jak pracuje,
w samotności cerując po nocach swoje skarpetki.
Czym się tak przejmuje?

Ci wszyscy samotni ludzie,
Skąd oni wszyscy pochodzą?
Ci wszyscy samotni ludzie,
Gdzie jest ich miejsce?

Spójrz na tych wszystkich samotnych ludzi,
Spójrz na tych wszystkich samotnych ludzi.

Eleanor Rigby
Zmarła w kościele, a wraz z nią pochowano jej wspomnienie,
Nikt nie przyszedł,
Ojciec McKenzie
Odchodząc od grobu strzepuje z rąk ziemię,
Nikt nie został zbawiony.

Ci wszyscy samotni ludzie,
Skąd oni wszyscy pochodzą?
Ci wszyscy samotni ludzie,
Gdzie jest ich miejsce?

środa, 24 kwietnia 2013

Lego-filmowanie jest proste, ale czasochłonne

Poniżej jeden z najbardziej popularnych filmów instruktażowych o tworzeniu animowanych filmów z użyciem klocków Lego:
Warto obejrzeć chociaż kilka, spośród wielu tysięcy filmików nakręconych tym sposobem. Środowisko Scratcha dostarcza sporo dodatkowych narzędzi, umożliwiających np. ingerencję w fabułę, generującą kilka filmów w jednym (poprzez np. przygotowane rozwidlenia akcji).

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

McLuhan również w chmurce

Pamiętam, jaką inspiracją było dla mnie przeczytanie "Galaktyki Gutenbega" (chyba w 1969 roku, w oryginalnej wersji angielskiej). Poniższy artykuł z "Polityki" cytuje McLuhana wielokrotnie, dzięki czemu przenosi - w stylu McLuhana - osiągnięcia dzisiejszej technologii do sfery przyszłej kultury. 

Na horyzoncie widać nową generację konsol wideo. I nową zachętę: odbiorco, stań się twórcą!

  Gdyby nieodżałowany wizjoner nowych mediów Marshall McLuhan mógł wziąć udział w nowojorskiej prapremierze Sony PlayStation 4, zapewne nie byłby niczym zaskoczony. Nawet tym, że główna bohaterka gali w The Hammerstein Ballroom – jeszcze wiek temu sali operowej – niczym kapryśna diwa nie raczyła zaszczycić swoją obecnością przybyłych dla niej z całego świata dziennikarzy.
Pokazano jedynie nowy pad – kontroler, dzięki któremu gracz zanurza się w wirtualnym świecie: steruje swym awatarem, wydaje komendy. Skonsternowani goście w pierwszej chwili poczuli się jak spragnieni pędu kierowcy, którym pomachano przed nosem kluczykami do stacyjki, zamiast pokazać auto, ale autor „Galaktyki Gutenberga” pewnie nie okazałby rozczarowania. Będące w istocie interaktywnym wideo nowe medium postrzegałby pewnie jako jeszcze bardziej „dotykowe” i – według swej klasyfikacji – bardziej „zimne” (czyli wymagające wysokiej partycypacji, angażujące, „włączające”) niż wiodąca w jego czasach pod tym względem telewizja. Pad plus idea ilustrowana pokazem ruchomych obrazów z gier przyszłości? – czego chcieć więcej, konsola to tylko nieistotne pudełko schowane w szafce pod telewizorem.
  PlayStation 4 „włączy” i zaangażuje odbiorcę w jeszcze większym stopniu niż jakakolwiek konsola do gier w przeszłości. Silniej nawet niż Wii, które zmuszało do wstania z kanapy i wymachiwania pilotem jak rakietą w cyfrowej partii tenisa. I będzie to najpewniej cecha szczególna lokomotyw ósmej generacji konsol, po długich latach wyczekiwania spodziewanych na półkach sklepowych w tym roku. Także następny Xbox, o którym nie wiemy jeszcze wiele, musi się bardziej – mówiąc językiem McLuhana – „schłodzić”. Nie ma wyjścia, taki jest duch czasów. Odbiorca chce większej swobody i autonomii. Chce współuczestnictwa w kreacji. Chce zabrać głos.
Każda nowa technika jest biologiczną i ewolucyjną mutacją, otwierającą przed ludzkością nowe drzwi percepcji i nowe działania (1964)
   To bez dwóch zdań jest wydarzenie. Od debiutu poprzedniej PlayStation minęło już siedem lat. W świecie mediów elektronicznych to cała epoka (produkowany przez Microsoft Xbox 360 jest jeszcze o rok starszy). W tym czasie rozwinęły szeroko skrzydła serwisy społecznościowe z Facebookiem na czele, na Twitterze zaczęli ćwierkać nawet politycy i papież, eksplodowała moda na blogi. Bodaj po raz pierwszy w historii na skalę masową kreacja treści zaczęła bawić nas bardziej od ich konsumowania. Popularny bon mot, że dziś nikt nie czyta, bo wszyscy piszą, oddaje istotę rzeczy.
Świat interaktywnego wideo był w awangardzie zmian. Koneserzy gier komputerowych już dawno zaczęli je modyfikować, na zastanym szkielecie budując często zupełnie nowe, autonomiczne byty. Tak powstał choćby „Counter-Strike”, mod (od modyfikacja) przebojowego „Half-Life’a” (1998). Kolejne wersje tej gry sieciowej, już komercyjne, są szalenie popularne do dziś, a moderzy wciąż dodają do nich własne elementy: np. mapy, czyli obszary rozgrywki, lub nowe zasady rywalizacji. Gry komputerowe ze swoimi promującymi kooperację drużynowymi potyczkami sieciowymi, komunikacją w trybie czatu lub przez mikrofon, zakorzenionymi w tej kulturze forami i listami dyskusyjnymi dalece wyprzedziły również epokę dzisiejszych usług społecznościowych.
  W przeciwieństwie do komputerów konsole, które mają zamkniętą strukturę i zmieniają się skokowo, raz na parę lat, zaczęły jednak pod tym względem oddawać pole. Co prawda, nie to jest dziś głównym powodem żądań graczy nowej generacji – domagają się, zupełnie słusznie, przede wszystkim większej mocy obliczeniowej, pozwalającej tworzyć jeszcze wspanialsze światy, jeszcze sugestywniejsze symulacje – ale takie poprawki to oczywistość. By zdobyć przewagę lub choćby nie wypaść z gry, trzeba przy debiucie nowej konsoli zaoferować coś więcej. Sony postanowiło wpasować się w aktualne trendy.
Dzisiaj zaczynamy rozumieć, że nowe media nie są li tylko mechanicznymi gadżetami ułatwiającymi stwarzanie świata iluzji, lecz nowymi językami dającymi nowe i wyjątkowe możliwości wyrazu (1957)
  Jak to często bywa, za nową świetlaną ideą często stoi w mroku przymus ekonomiczny. Sony to dziś ledwie echo dawnej potęgi, nie ma szans na powrót czasów, gdy termin PlayStation był synonimem konsoli. PlayStation 2 sprzedała się w 150 mln egzemplarzy. PlayStation 3 znalazła dotąd 77 mln nabywców (z czego ponad pół miliona w Polsce) i choć producent wierzy, że dobrnie ze sprzedażą do pułapu 155 mln, może być to trudne. Nową PS4 czeka z pewnością jeszcze cięższa walka na bardziej niż kiedykolwiek konkurencyjnym rynku. Xbox 360 okazał się dla PS3 równorzędnym rywalem, a jego sukcesor może być dla PS4 nawet większym zagrożeniem, Microsoft ma bowiem obecnie o wiele głębsze zaplecze finansowe niż Sony.
  O czas i pieniądze amatorów gier walczą z powodzeniem, nieobecne na rynku jeszcze parę lat temu, a dziś wszechobecne smartfony i tablety.
Komputery jako platforma do gier oczywiście nie wyginęły, wbrew usilnie lansowanym prognozom. Przeciwnie. Łatwość tworzenia na nie gier, a przede wszystkim zupełnie nowe perspektywy, jakie zapewniły kanały cyfrowej dystrybucji, dały wielką szansę na zaistnienie małym studiom, a nawet samotnym twórcom z tzw. sceny indie(od independent), czyli niezależnej. A właśnie w tym środowisku ferment twórczy jest dziś największy, to tam koneserzy znajdują najpiękniejsze perły nowego medium, zwiastuny nowych kierunków. Indies nie boją się bowiem ryzyka związanego z poszukiwaniem nowatorskich form wyrazu i poruszaniem trudnych dla masowego odbiorcy tematów. Koszty produkcji wielkich hitów są już tak wysokie, że producenci redukują ryzyko plajty, powielając sprawdzone pomysły i rozwiązania. To dlatego w sklepach królują sequele gier, które dowiodły swej wartości rynkowej: kolejne „Tomb Raidery”, „Crysisy”, piłkarskie pewniaki z cyklu „FIFA”. W dodatku po tym, jak konsole wideo spopularyzowały się na rynku masowym, producenci odkryli, że mogą łatwo zarobić krocie na prostych familijnych zabawach: w karaoke, fitness, tańce przed ekranem.
Koneserzy gier tracą z tego powodu cierpliwość. Narzekają na monotonię, zachowawczość i niski poziom oferty. Sony wydaje się rozumieć ich lepiej niż Microsoft, który zafascynowany powodzeniem podłączanej do Xboxa 360 stereoskopowej kamery Kinect i tworzonych z myślą o niej prostych zabawach dla początkującego gracza, niemal zupełnie zaniedbał ostatnimi laty bardziej świadomych i wymagających użytkowników swojej konsoli. Sony okazjonalnie podejmuje ryzyko wydawania wysokobudżetowych tytułów poszerzających granice medium („Heavy Rain” studia Quantic Dream), wspiera też małe ambitne studia, jeszcze odważniej eksperymentujące z formą („Journey” studia Thatgamecompany zdobyła kilkanaście nagród dla najlepszej gry 2012 r.). Te wysiłki to jednak za mało. Dlatego celem projektantów PlayStation 4 było zachęcenie możliwie jak największej liczby ambitnych twórców do pisania gier na tę konsolę.
Każda nowa technika stwarza środowisko, które jest uznawane za zepsute i degradujące, ale mimo to nowe środowisko obraca poprzednie w formę sztuki (1964)
  Sercem PlayStation 3 był zaprojektowany specjalnie z myślą o niej, przy pomocy inżynierów IBM, procesor Cell. Wydajny, ale trudny do opanowania przez programistów. Z tego powodu adaptowanie na tę konsolę gry stworzonej z myślą o innej architekturze, np. komputerze PC, było szalenie pracochłonne, a co za tym idzie – kosztowne. W wielu przypadkach wręcz nieopłacalne. Dlatego PlayStation 4 będzie zbudowana z podzespołów komputerowych – moc obliczeniową zapewni jej lekko tylko zmodyfikowany na potrzeby Sony, ośmiordzeniowy procesor Jaguar produkcji AMD, ze zintegrowaną kartą graficzną również opartą na znanych z pecetów rozwiązaniach. Obniży to koszty tworzenia i adaptacji gier, ułatwi ich modyfikowanie. Sieciowy ekosystem Sony ma być – jeśli wierzyć nowojorskim deklaracjom – możliwie jak najbardziej przyjazny wszystkim, którzy chcą tworzyć gry na PS4 i udostępniać je innym. Może to być istotny impuls dla rozwoju sceny niezależnej, której dotąd świat konsol, mówiąc oględnie, nie hołubił nadmiernie.
  Przełomem w PlayStation 4 jest też, umieszczony na padzie, przycisk „Share”, umożliwiający automatyczną publikację w Internecie – np. na Facebooku – zapisu rozgrywki. Część użytkowników pochwali się poziomem swej cyzelowanej godzinami techniki i spektakularnymi osiągnięciami w grach sieciowych, ale wielu z pewnością wykorzysta to w bardziej ambitnych celach. Możliwości nowej konsoli Sony ułatwią choćby tworzenie i rozpowszechnianie machinim, czyli kreatywnych animacji (niektóre mają format pełnometrażowych filmów fabularnych), wykorzystujących graficzne środowisko gry. Integracja z serwisami społecznościowymi ułatwi też powiadamianie znajomych, w co gramy. PlayStation 4 pozwoli transmitować rozgrywkę „na żywo”. Znajomi, zaproszeni do kibicowania naszym zmaganiom – np. w ligowym meczu „Battlefielda” – będą mogli oglądać je nawet na ekranach smartfonów i tabletów, czyli wszędzie. Dzięki konsoli Sony e-sporty mają szansę zdobyć większą popularność.
  Znajomych zaprosimy nie tylko na transmisje lub do wspólnej zabawy. Gdy jakiś etap gry sprawi szczególne kłopoty, będziemy mogli poprosić zaufaną osobę o pomoc. Zdalnie wejdzie przez Internet do naszej osobistej kopii wirtualnego świata i rozwiąże problem.
Skutki działania nowych mediów na nasze życie zmysłowe przypominają skutki pojawienia się nowej poezji. Zmieniają nie nasze myśli, lecz strukturę naszego świata (1969)
  PlayStation 4 to śmiały krok w stronę „chmury”, czyli programów i usług udostępnianych przez sieć i przetwarzanych przez komputery gdzieś daleko stąd. Gdy korzystamy z „chmury”, nie jest ważne, jaką mocą dysponuje nasz komputer czy konsola, czy ma aktualne sterowniki, kompatybilną architekturę i system operacyjny etc. – jako użytkownik o nic się nie troszczymy, za wszystko odpowiada dostawca „chmury”. W ten sposób nabywcy PS4 będą mogli cieszyć się grami tworzonymi z myślą o starszych modelach PlayStation, a może nawet komputerach z informatycznego plejstocenu. Łącząc się przez Internet z „chmurą”, posmakują próbek gier przed decyzją o kupnie pełnej wersji. „Chmura” umożliwia też oferowanie gier, a także filmów, muzyki itp., w ramach innych modeli biznesowych, np. wypożyczania lub abonamentu. Sony już dziś eksperymentuje z powodzeniem na tym polu, oferując w abonamencie PlayStation Plus tani dostęp do dużej puli atrakcyjnych gier na PS3 oraz na kieszonkową konsolę PlayStation Vita – notabene zdolną odbierać sygnał z PS4, co pozwoli kontynuować grę w zaciszu łazienki, gdy domownicy przejmą abordażem telewizor. Wraz z premierą PlayStation 4 możemy zatem spodziewać się ciekawych ofert w „chmurze”.
  Konsola jest dostosowana do odtwarzania wideo w hiperrozdzielczości 4K Ultra HD, czyli 3840 x 2160 pikseli (najwyższy dzisiejszy standard to Full HD: 1920 x 1080). Z pewnością będziemy mogli kupować/wypożyczać filmy w tym standardzie – choć nie gry, te będą tworzone w rozdzielczości Full HD, co biorąc pod uwagę, że pierwsze telewizory 4K Ultra HD już trafiają do sklepów, jest potencjalnym atutem. Nowa konsola, tak jak i PS3, będzie odtwarzać płyty Blu-ray.
Tegoroczna premiera PS4 wzbudza zrozumiałe emocje. Fakt, że wkrótce zadebiutuje również nowy Xbox – także zbudowany z podzespołów komputerowych, zapewne o zbliżonej mocy co rywal od Sony – daje nadzieję na korzystny zakup. Jeśli nie cacek kolejnej generacji, na które w czasach kryzysu może być nam trudno wysupłać grosz, to mocno przecenionych PS3 i X360 z dużą biblioteką ciekawych tytułów. Bo przecież, jeśli telewizor ma dziś sens, to głównie jako monitor do filmów i gier. Choćby po to, by zapomnieć o tym, co pokazuje telewizja.

"Galaktyka Gutenberga" wieściła koniec ery papieru. Ale niektórzy dalej uważają, że papier trzyma się mocno:

Nikt nie jest doskonały

- To stwierdzenie wypowiedziane na zakończenie wszystkim znanego filmu "Półżartem, półserio" uznawane jest za najlepszą filmową pointę w historii kina:
Ten szlagwort pasuje do wielu sytuacji...

niedziela, 21 kwietnia 2013

Jarzębina czerwona

Poszukuję dla mojej wnuczki melodyjnych piosenek. Już namówiłem ją na Deszczową Piosenkę, a teraz chyba czas na Jarzębinę czerwoną:

Рябина кудрявая

Oczywiście z polskimi słowami:
Zapadł cichy wieczór , już ucichł wiatru wiew
Gdzieś w oddali słychać , harmonii tęskny śpiew
Biegnę wąską dróżką , co pośród gór się pnie
Bo pod jarzębiną dwóch chłopców czeka mnie

Jarzębino czerwona , któremu serce dać
Jarzębino czerwona , biednemu sercu radź

Jeden dzielny tokarz , a drugi , kowal zuch
Cóż mam biedna robić , podoba mi się dwóch
Obaj tacy mili , a każdy dzielny druh
Droga jarzębino , którego wybrać mów

Jarzębino czerwona ...

tylko jarzębina , poradzić może mi
Ja nie mogę wybrać , choć myślę tyle dni
Przeszła wiosna lato , już jesień złotem lśni
Już się ze mnie śmieją , dziewczęta z mojej wsi

Jarzębino czerwona ...

sobota, 20 kwietnia 2013

Szkoła Drogi ma przyszłość!

  Dotychczasowe spotkania z mapami Google na tym blogu nie mogły oczywiście oddać w pełni ich możliwości, bo mapkę warszawskiego spaceru można (i trzeba) multimedialnie dopracować. Ale od czegoś trzeba zacząć, a wizje podobne do przedstawionej przez Briana McCledona, technologicznego szefa Googla, Wkramost roztacza już od wielu lat - ich wirtualna realizacja nastąpi w ciągu najbliższego roku.


Brian McClendon


MOUNTAIN VIEW, CALIFORNIA – Noé Diakubama, an emigrant from the Democratic Republic of Congo who now lives in Paris, is one of this century’s intrepid pioneers. Using online mapmaking tools, he created the first map of his village, Mbandaka, which he and his wife have modified more than 100,000 times since 2009. Noé literally put Mbandaka – and the people who live there – on the map.



This illustration is by Dean Rohrer and comes from <a href="http://www.newsart.com">NewsArt.com</a>, and is the property of the NewsArt organization and of its artist. Reproducing this image is a violation of copyright law.
Illustration by Dean Rohrer

  Noé is not the only such pioneer. There is a vast and growing community of online mapmakers creating useful, accessible maps of lesser-known areas – and transforming people’s lives in the process.
  During the Age of Exploration, which extended from the fifteenth to the seventeenth century, adventurers like Christopher Columbus, Ferdinand Magellan, and James Cook embarked on dangerous journeys to distant lands, from New Zealand to Newfoundland, drawing detailed charts of their voyages. By advancing geographic knowledge, they broadened people’s worldview, enhanced trade, and helped to usher in the Industrial Revolution.
  Today, people like Noé are spearheading a second golden age of cartography, which promises to bring equally significant economic and social benefits. Indeed, accurate maps break down geographic barriers, empowering individuals to reach their desired destinations, enabling businesses to reach consumers anywhere, and enriching people’s outlooks.
  The Internet is transforming the way maps are made, enabling ordinary people – dubbed “citizen cartographers” – to work alongside intrepid adventurers and professional geographers. These cartographers – whose only common characteristic is Internet access – are embracing the opportunity to depict the places that they know and love, whether to help their neighbors get around or to give faraway people a glimpse of their local environments.
  Using online tools like Google Map Maker, they are contributing to the shared goal of building a digital map of the world. Some even host “mapping parties,” at which communities gather around computers, in schoolyards or church halls, to add layers of detail that extend beyond topography. By including human elements, such as popular cafés or local walking trails, they create comprehensive, useful tools for others, and enhance their understanding of their own community.
  Digital maps can be as dynamic as the communities that they depict. While paper maps can accurately portray static features like rivers and mountains, they cannot easily be updated when new buildings are constructed, roads are rerouted, or new restaurants open. By contrast, digital maps can be modified instantly, keeping locals apprised of developments in their area and helping visitors to feel like natives in unfamiliar places.
  Similarly, a digital map can be tailored to an individual’s interests or needs. A keen cyclist might want a map showing bicycle paths, including information about the terrain. But a tourist might prefer a map that highlights specific attractions or indicates public-transport links. Such customization leads to many millions of versions of the world – all of them accurate.
  Digital mapping technology is having the most profound impact on the world’s most remote and undeveloped regions. In Africa, for example, road coverage on Google Maps increased from 20% in 2008 to 75% last year, while the number of towns and villages for which detailed maps are available grew by more than 1,000%. This has not only facilitated trade and transport, but also translates into faster response times for emergency services, saving thousands of lives each year.
  In fact, modern tools like maps and satellite navigation contribute to annual savings of up to 3.5 billion liters of gasoline and more than one billion hours of travel time. As a result, farmers are better able to get their goods to market before they perish, and to build more efficient irrigation systems, which save the global agricultural industry $8-22 billion annually.
  The mapping movement’s growing momentum promises to result in the accurate and comprehensive representation of almost every inch of the world, including road data, photos, and business listings. This will create even more opportunities for economic growth, improve access to health care and other services, contribute to social development, and broaden – both figuratively and literally – people’s worldview.
  To advance the world’s geographic knowledge, explorers used to have to head out to sea, enduring inclement weather and debilitating disease, unsure of where they were going – or whether they would ever return home. While today’s online cartographers do not face the same risks, they, too, are embarking on a journey into the unknown in search of knowledge, excitement, and better lives.

Read more at http://www.project-syndicate.org/commentary/the-benefits-of-online-mapmaking-tools-by-brian-mcclendon#WwWAUSiDXIKeWShz.99 

piątek, 19 kwietnia 2013

Rewolucja tabletów ośmiela rodziców

  Już za 449 złotych można nabyć zupełnie przyzwoity tablet Acera. Niskie ceny i konieczne wymiany sprzętu w przypadku wielu dorosłych używających tabletów do pracy (czy nawet zabawy), spowodują w niedługim czasie powszechne udostępnienie ich dzieciom. Potencjał edukacyjny tabletów jest tak ewidentny, że rodzice wręcz wymuszą używanie ich w szkole, szczególnie w niższych klasach, które nie są jeszcze straszone sprawdzianami pisanymi na papierze. Rodzice w potrzebie, ci szukający szans edukacyjnych dla swoich autystycznych dzieci, już apelują o szerokie wprowadzenie tabletów. Poniżej zamieszczam wpis z blogu Hear our voices, prowadzonego przez rodziców:  

Children with Autism get Great 

Benefits from Using Computers


Children with Autism get Great Benefits from Computers
Simon Baron-Cohen is professor of Developmental Psychopathology in the Departments of Psychiatry and Experimental Psychology at the University of Cambridge in the United Kingdom.


Recent studies by Nottingham University and Carnegie Mellon University have shown the enormous benefits and functionality that those in the autism spectrum experience when using computers.
Children and adults with ASD struggle with both verbal and non-verbal communication, which affects their ability to learn in a traditional teaching environment. Many times parents and educators feel frustration or helplessness with respect to educating a child with ASD. While every ASD case is unique, studies have shown that computer interaction is one way those with ASD can learn and interact.
According to a new study by Nottingham University and Carnegie Mellon University, there are a number of reasons that computer learning is more beneficial for those with ASD.
  • ASD affects sensory processing, which for some limits writing ability but allows for typing.
  • The precision and predictability of computer-formatted information is very useful for those in the autism spectrum.
  • Those with ASD may require control over a variety of aspects, making classroom learning nearly impossible, but computer learning a good choice.
  • The sound effects and graphics that can be used through computers are engaging and stimulating for this in the autism spectrum.
  • Communication is processed in a simple and non-threatening manner that adds comfort to those with autism.
Professor Simon Baron Cohen, Director of the Autism Research Centre, acknowledged that the benefits for computers among this selection of users are profound. “We can use computers to teach emotion recognition and to simplify communication by stripping out facial and vocal emotional expressions and slowing it down using email instead of face-to-face real-time modes.”
The Apple iPad has been heralded as a wonder device for educating children with autism and helping them communicate.  Shema Kolainu – Hear Our Voices is trying to get iPads for our students. Please support our cause, or donate on our website.

czwartek, 18 kwietnia 2013

1 września 2014

  Już dziś wiadomo - na podstawie ilości zgłoszeń - że rodzice odwlekają start szkolny swoich pociech. Mimo akcji informacyjno-reklamowej Ministerstwa Edukacji Narodowej i przyzwolenia od dwóch lat na zapisywanie sześciolatków do pierwszej klasy, w roku 2013 pójdzie do szkoły ich mniej niż w roku 2012 - tylko 25-30 procent. Nieodwołalny początek reformy edukacyjnej ma przypaść na poniedziałek, 1 września 2014 roku. Prawie pewne jest więc, że tego dnia pójdzie do pierwszej klasy nie 500 tysięcy dzieci, ale 700 tysięcy. W najgorszej sytuacji znajdą się sześciolatkowie urodzeni w ostatnich miesiącach roku 2008. Mogą się znaleźć w tej samej klasie z dziećmi urodzonymi na początku roku 2007, co w skrajnych przypadkach oznacza aż 23 miesiące przewagi wiekowej! Moja wnuczka jest z listopada 2008 roku, więc ta przewaga może oznaczać 22 miesiące. Nic dziwnego, że rodzice dzieci urodzonych w nieszczęsnym roku 2008 żądają osobnych klas dla swoich latorośli. Małe są jednak na to szanse, bo skąd pieniądze? A zresztą, to tylko jeden rocznik będzie poszkodowany - co to znaczy wobec... (konieczności gonienia Europy? wspaniałej perspektywy dla innych dzieci? - aż nie chce się wymieniać podobnych frazesów). Dzieciaki z rocznika 2008 muszą dostać coś w zamian!
  1 września 2014, to również data 75 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej (1 września 1939 przypadał na piątek i wtedy dzieci nie poszły do szkoły...). Tamtą wojnę przegraliśmy z kretesem, wygrajmy chociaż tą nową, edukacyjną!
  Niewykluczone, że pod wpływem protestów rodziców, MEN rozłoży start obowiązkowego kształcenia sześciolatków na dwa roczniki: 2008 i 2009. Wówczas 1 września 2014 poszłyby do szkoły wszystkie dzieci urodzone przed dniem 1 lipca 2008 roku. Problem pozostałby, ale już mniejszy, bo dotyczyłby dwóch powiększonych roczników pierwszoklasistów, a nie z jednego - gigantycznego. Gdyby ktoś pomyślał, to sześciolatki mogłyby wchodzić do szkół zgodnie z kwartałami urodzin - przez cztery lata. Wzrost liczby pierwszaków byłby wówczas wręcz niezauważalny. MEN w długofalowych decyzjach zawiodło się na prognozach, które przewidywały wzrost urodzeń po 2011 roku (tzw. echo wyżowe), a nastąpił ich spadek poniżej 400 tysięcy rocznie (minimum w XXI wieku miało miejsce w roku 2002 - 354 tysiące urodzeń - a największymi rocznikami, odrobinę ponad 400 tysięcy - okazały się roczniki 2008, 2009 i 2010. Czyli strategia "wprowadzać sześciolatki do szkół zanim nadpłynie fala wyżowa" okazała się całkowicie błędna. Było dość czasu by ją zmienić, a nie wiedzieć czemu, ta w sumie bardzo pozytywna zmiana w systemie edukacji rodzi się ciężkich bólach.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Różdżka Gandalfa

  W grze komputerowej Komnaty króla goblinów  jej autorzy wykorzystali sugerowane przez Tolkiena możliwości laski, z którą chodzi Gandalf. Czyżby był to więc "czarodziej z różdżką", znany z wielu bajek? Nie. Tolkien w jednym ze swoich listów tak go określa: "Gandalf nie jest, oczywiście, postacią ludzką (człowiekiem czy hobbitem). Naturalnie nie istnieją precyzyjne współczesne terminy na określenie tego, czym był. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że był wcielonym 'aniołem' - dokładnie άγγελος "
  Jim Ware, autor właśnie wydanej książki "Znaleźć Boga w Hobbicie", tak rozwija wskazania Tolkiena:
"Gandalf, rozprawiając się z goblinami za pomocą iskier i płomieni oraz prowadząc towarzyszy w bezpieczne miejsce z pomocą czarodziejskiej różdżki, nie zachowuje się jak magik w popularnym znaczeniu tego słowa. Swych umiejętności nie zawdzięcza wiedzy ezoterycznej ani okultyzmowi. Przeciwnie, zachowuje się w ten sposób, ponieważ, hm… ponieważ jest Gandalfem. Jego uczynki są spójne z jego osobowością i władzą przypisaną do jego urzędu. Dysponuje mocą właściwą "wcielonym aniołom". Dlatego też spełnia swoją misję jako "sługa Sekretnego Ognia, włodarz Płomienia Anoru" (określenia Tolkiena z "Władcy Pierścieni").
  Czymś zupełnie innym jawią się diaboliczne sztuczki goblinów! Ich nie obchodzą sztuka, piękno czy też "wtór-twórcze" kreowanie świata. Jedyny ich cel to zastraszać i dominować. Na wzór Władcy Ciemności, któremu zawdzięczają swoje wynaturzone istnienie, zabiegają wyłącznie o moc, która umożliwi im okrucieństwo i zabijanie. Jak pisze Tolkien w "Hobbicie":
"Niewykluczone, że to właśnie gobliny były wynalazcami pewnych maszyn, które z czasem stały się utrapieniem świata, a przede wszystkim przemyślnych urządzeń do zabijania mnóstwa istot za jednym zamachem; gobliny bowiem lubią koła i mechanizmy, a nade wszystko gwałtowne wybuchy".
  Jest to ważne stwierdzenie, ponieważ czary - a przynajmniej te, które tak bezkompromisowo potępiane są w Biblii - opierają się na mechanicznym postrzeganiu świata i takim też naszym do niego stosunku. W rozumowaniu Tolkiena widać wyraźnie połączenie czarów z tym, co lubił nazywać "Machiną". Pisze w jednym z listów:
"Przez "Machinę" rozumiem wszelkie użycie zewnętrznych planów czy urządzeń (aparatu) w miejsce rozwijania wrodzonych wewnętrznych mocy czy talentów… Nieprzyjaciel zawsze "w naturalny sposób" zajmuje się czystą Dominacją, a więc jest Panem magii i machin."
  Istnieje tu pewne przesłanie dla nas, którzy pragniemy "znaleźć Boga". Moc pobożnego życia nie pochodzi z "zewnętrznych planów czy urządzeń". Zarówno post, jak i modlitwa, lektura Pisma Świętego czy chodzenie do kościoła, ewangelizacja czy uczenie się na pamięć fragmentów Biblii - są konieczne i dają życie, ale pod warunkiem, że przyłożymy do nich właściwą miarę. Gdy pokładamy w nich zbyt duże zaufanie, próbujemy jakby zawłaszczyć sobie Bożą łaskę, a tym samym padamy ofiarą "Machiny", czyli mechanicznego czy wręcz magicznego podejścia do bycia uczniem Jezusa.
  "Czary" Pana Boga to coś zupełnie innego. Moc Jego Ducha mieszka w nas i działa przez nas tylko wtedy, gdy - jak Gandalf i elfy - stajemy się tym, kim mamy być w Bożym zamyśle. Jest to kwestia istoty bycia, doświadczenia ponownego narodzenia się przez wiarę w Chrystusa. To dlatego Jezus nigdy nie zachęcał apostołów do obmyślania misternych planów czy strategii ewangelizacyjnych. Zamiast tego, po prostu ich zapewnił: "gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie jego moc i będziecie moimi świadkami (…)" (Dz 1,8).
  Prawdopodobnie ma to związek ze starszą definicją cnoty, która kiedyś znaczyła nie tylko "dobro", ale także "moc".
Warto wspomnieć, że Jim Ware wspólnie z Kurtem Brunerem napisał książkę "Znaleźć Boga we Władcy Pierścieni" (tłumaczenie polskie r. 2003), oraz nieprzetłumaczoną jeszcze na język polski książkę "Finding God in the Land of Narnia".

Krugman o euro-pułapce



Europe in Brief


Tim Duy asks, when can we all admit that the euro is a failure? The answer, of course, is never. Too much history, too many declarations, too much ego is invested in the single currency for those involved ever to admit that maybe they made a mistake. Even if the project ends in total disaster, they will insist that the euro didn’t fail Europe, Europe failed the euro.
But it it occurs to me that it might be a good idea for me to recapitulate my view of what really ails Europe, and what could yet be done.
So, start with Europe as it was in the late 1990s. It was a continent with many problems, but nothing resembling a crisis, and not much sign of being on an unsustainable path. Then came the euro.
The first effect of the euro was an outbreak of europhoria: suddenly, investors believed that all European debt was equally safe. Interest rates dropped all around the European periphery, setting off huge flows of capital to Spain and other economies; these capital flows fed huge housing bubbles in many places, and in general created booms in the countries receiving the inflows.
The booms, in turn, caused differential inflation: costs and prices rose much more in the periphery than in the core. Peripheral economies became increasingly uncompetitive, which wasn’t a problem as long as the inflow-fueled bubbles lasted, but would become a problem once the capital inflows stopped.
And stop they did. The result was serious slumps in the periphery, which lost a lot of internal demand but remained weak on the external side thanks to the loss of competitiveness.
This exposed the deep problem with the single currency: there is no easy way to adjust when you find your costs out of line. At best, peripheral economies found themselves facing a prolonged period of high unemployment while they achieved a slow, grinding, “internal devaluation”.
The problem was greatly exacerbated, however, when the combination of slumping revenues and the prospect of protracted economic weakness led to large budget deficits and concerns about solvency, even in countries like Spain that entered the crisis with budget surpluses and low debt. There was panic in the bond market — and as a condition for aid, the European core demanded harsh austerity programs.
Austerity, in turn, led to much deeper slumps in the periphery — and because peripheral austerity was not offset by expansion in the core, the result was in fact a slump for the European economy as a whole. One consequence has been that austerity is failing even on its own terms: key measures like debt/GDP ratios have gotten worse, not better.
At a couple of points, this ugly scene has threatened to create an immediate European meltdown, with political unrest causing a loss of financial confidence causing a run on sovereign debt causing a run on the banks, and so on into a vicious circle. So far, however, the ECB has managed to contain the threat of meltdown by intervening, indirectly or directly, to support sovereign debt. But while financial panic has been contained, the underling macroeconomics just keep getting worse.
What could Europe be doing differently? From early on in the crisis, critics like me urged a three-part response. First, ECB intervention to stabilize borrowing costs. Second, aggressive monetary and fiscal expansion in the core, to ease the process of internal adjustment. Third, a softening of austerity demands on the periphery — not zero austerity, but less, so that the human costs would be less. We eventually got part 1, more or less — but nothing on parts 2 and 3.
And European officials remain in deep denial about the fundamentals of the situation. They continue to define the problem as one of fiscal profligacy, which is only part of the story even for Greece, and none of the story elsewhere. They keep declaring success for austerity and internal devaluation, using any excuse at hand: a spurious surge in measured Irish productivity becomes evidence that internal devaluation is working, the decline in bond yields following ECB intervention is proclaimed as a vindication of austerity.
So that’s where we are. And it’s hard to envisage a happy ending.