niedziela, 31 lipca 2011

Pytanie, Jestem tutaj

  Na zakończenie tego ośmiodniowego przeglądu poezji Tadeusza Gajcego zamieszczam Pytanie - wiersz wczesny w bardzo fajnym opracowaniu muzycznym zespoł Maleo, a także jeden z ostatnich wierszy, któremu Gajcy nie zdążył nawet nadać tytułu (jako tytuł przyjęto pierwsze słowa wiersza - Jestem tutaj):
      *** 
Jestem tutaj, ot, niedbały
pewnie, że większy od ważki, ale znikomy wobec
cienkiego dymu, co ma kształt zapałki
nad malinowym moim domem.


Za mną, nikłym, słońca pięta
tropi wiernie, i niebiosa
jak powieka odemknięta
kuszą smutnie, bym pozostał!


Próg mnie więzi, zwiera szczęki:
tylko tutaj — oznajmia — bądź
jak ja martwy i ciągle niewielki
choć i we mnie jest jasność i noc;


nie poradzisz rzeczy zuchwałej
kiedy serce trwożliwe kląska,
zostań, pozwól, niech kocha ciało,
choć grom jeszcze krwawe ma dziąsła


i uparcie innym nuci — lulaj;
lecz ty, popatrz — pogodne światła
nad planetą w istocie malutką
zataczają się sennie jak wiatrak.


Księżyc biały uderza skrzydłem
i dom jasny, w który patrzysz teraz
przywołuje: sen jest twą ojczyzną —
a najtrudniej sennemu umierać.


  Zamieszczone wiersze i ich opisy mają być, w moim zamierzeniu, łatwo dostępnym materiałem dla chętnych do wzięcia udziału w konkursie recytatorskim. Starłem się na początek przedstawiać wiersze, do których dopisano już muzykę, aby mogła być ona wsparciem w ich interpretacji. Dobrych do recytacji wierszy Gajcego jest dużo więcej - jest z czego wybierać. Wsparciem może być też inteligentna i wrażliwa interpretacja wierszy Gajcego przedstawiona przez Borysa  Szyca na drugiej płycie wydanej w Projekcie Gajcy. Szczególnie polecam cały poemat "Do potomnego" - niestety muzykę napisano do bardzo przekształconej (dodaniem nie istniejących w poemacie słów: "Dokąd ucieka czas, dokąd biegnie") wersji.

sobota, 30 lipca 2011

Grom powszedni, Schodząc, Bajka

  Wiersze pisane po tragicznym w skutkach składaniu kwiatów pod pomnikiem Kopernika w 400 rocznicę jego śmierci (24 maj 1943), są przepojone zapowiedziami ostatecznego domknięcia losów tamtego pokolenia - niestety kasandrycznie prawdziwymi:


Schodząc


Mówię: powietrza mszał
niech się odemknie jak róża
lub ręka trwożna -
Nitka świecąca w marmurze
zakwita cierniem i żal
pali się skąpo w niebiosach.


Wejdę. Gwiaździsty lichtarz
dnieje proroczo w głębi,
gwoździ czerwonych kilka
i kość złamana nad nimi,
dno tu jest albo światła
skupiona, cierpka glina,
co kwiatem głaz przygniata
i noc piorunem przeklina.


Mówię: królestwo moje
z barw licznych i dłoni dwu.
Skowronek błyska jak płomień,
zwisa jak śpiewny sznur;
ale jest czas miłości
i ciemność gra jak hejnał,
by ciałem oraz głosem
wyrastać z zapomnienia.


Powiedzą: smutny kraj
i trumna głowie twarda,
bo jakaż miłość jest,
co ziarno daje puste -


Lecz grom powszedni gra
jak fletnia mi przy wargach
i ognia czarny cierń
jest jak bolesny uśmiech.


  Dwie ostatnie zwrotki tego wiersza stały się dla rówieśnych Gajcemu przepustką do historii, ich hasłem i odzewem w dniach powstania, gdy trzeba było przywitać się rozpaczą. Jakże szybko musieli dojrzeć i jak daleko odejść od pogodnej Bajki z tomiku poprzedzającego ostatni zbiór poezji  "Grom powszedni", o tytule tożsamym z metaforą z wiersza Schodząc.

piątek, 29 lipca 2011

Widma, Droga tajemnic, O szukaniu

  Na pierwszy tomik poetycki Gajcego składało się siedem wierszy i poemat Widma - od tytułu poematu pochodził tytuł całego zbioru. Poemat zaskakuje niebywałym nagromadzeniem poetyckich obrazów (poniżej fragment): 


Miasta pogięte jak muszle na czarnoziemnych wybrzeżach,
w których się echo strzępiaste wylewa pod strumień wiatru -
oto latarnie uliczne w ślimaki skręcone leżą
i wieże ciekną ku ziemi w ceglasty zimny stalaktyt.

Marszczy się skóra globu, lasami zapada i pęka,
w szczelinach grzmoty podziemne niebo kaleczą niskie,
ziewają krwiste zachody przy ziemi rozwartym pyskiem
i czarne słońce zmalało do kształtu serca człowieka.

Do tak bogatego tekstu ekstremalnie trudno jest napisać muzykę - ciekawy czy ktoś się porwie kiedyś na takie zadanie? Utwór Droga tajemnic jest dość bliski nastrojowi Widm:
Błękitniejący umarłych proch
rośnie w ziemi mocny jak żywioł
i na oczach pisze co noc
kręte znaki jak mróz na szybie.

Białą czaszką kołysze księżyc,
stosy planet utkanych z kości,
zagubisz się, pomylisz - w tym tokowisku zwierząt
szklistym włosem porosłych.

Łasi się grom i ciemność
do twych stóp: skuś się tylko i poddaj,
a zarośniesz jak liściem - ziemią
i zaleje cię ogień i woda.

Usta z lęku zwiotczałe jak gąbka
schylisz, poznasz: misterny znak
pisze w oczach ręką jak lotka,
który kości umarłych zna.

Będzie syczeć wapno i fosfor,
każdy ślad twój pokryje węgiel,
ale gwiazdy w kopule nocy
wzejdą bliskie i jakże piękne.

I wywiedzie cię z trwogi gęstej,
w zimnej skórze zamkniętego jak w łusce,
który ognia lub kwiatu szelestem
sen odmyka - jakże obcy i pusty.

Tomik Widma kończy Wiersz o szukaniu - dużo pogodniejszy, oniryczny i ponadczasowy:

Ile rąk, ile spojrzeń,
ile melodii trzeba w śnie -

Nie wiem ja i ty nie wiesz
i nikt wiedzieć nie może,
ile rąk, ile spojrzeń,
ile melodii -
                kto wie?

Czy na łodydze z zapachu i barwy,
czy na liściu płaskim, który wyrzeźbił wiatr
i czy naprawdę zielonym blaskiem, czy naprawdę -
przez jedną chwilę czy przez wiele lat?

A przez westchnienia leniwych żmij
zwiniętych płasko w księżycowej mgle,
a przez usta syczące jeżyn,
a przez kwiaty wysokie i prężne
iść źle.

Więc śpij -

Czy wcześniej, czy później nocą ci się przyśni
koronkowy fosforyczny kształt -'
Nikły płomyk leśny biały sen wyciśnie
i obudzisz się z otwartą dłonią, jakbyś zerwać i pogonić chciał.

Więc śpij -

Pożeglujesz powiekami wstecz
i ramiona wyrzucisz za krawędź -
a tam - z puchu księżycowy mlecz
tańczy w igłach drzew chwiejnych i barwnych.
Mchy spienione suną jak obłoki 
przygwożdżone łodygami grzybów -
nie odróżnisz - płomyk jest podobny
do malutkich owadów nieżywych.

Pożeglujesz powiekami naprzód
i ramiona utulisz jak dziecko -
może zawołasz do kwiatu, lecz nie odpowie ci na to -
i zapłaczesz
w księżycowym mleczu.

Ale to nic, tak trzeba,
tak trzeba, abyś nie wiedział,
ile rąk, ile spojrzeń,
ile melodii w śnie -
aby znaleźć, aby dotrzeć
i oprzeć powieki najprościej
o koronkowy fosforyczny kształt.

Więc śpij -

Przecież nikt wiedzieć nie może,
a ty byś chciał?

czwartek, 28 lipca 2011

Moja mała

Rok rocznie, można powiedzieć - tradycyjnie, na placu Krasińskich, lub Zamkowym, w przeddzień rocznicy Powstania Warszawskiego odbywają się duże, świetnie przygotowane koncerty. Byłem już na kilku - w roku ubiegłym na tłumnie oglądanej inscenizacji "Sztandary 44". Z podobnego koncertu, sprzed paru lat pochodzi urokliwe wykonanie piosenki Moja mała do słów wiersza Tadeusza Gajcego: 

Moja mała, do widzenia już,
Jeszcze raz buzi daj,
A wywalczę ci kraj,
Wielki kraj pełen zbóż.

Po powrocie ofiaruję ci,
W mej manierce ten cud,
Rybkę ze słonych wód
Lub korale z mej krwi.

Moja mała, otrzyj łzy,
Będę listy pisał ci,
O wojence nie myśl źle,
Moja mała, moja mała,
Mój ty śnie.

Po powrocie dam ci, jeszcze dam,
Śniegu z wysokich gór,
Wiatru z zielonych pól,
Szybek z nieznanych miast.

Więc bogata będziesz, że aż strach,
Ja przy tobie jak król,
W domku drobnym jak ul,
Będę śpiewał ci tak:

Moja mała otrzyj łzy,
Będę listy pisał ci,
O wojence nie myśl źle,
Moja mała, moja mała,
Mój ty śnie.

Na płycie Gajcy, zespół Żywiołak wykonuje piosenkę o tym samym tytule, ale z dodanym przez siebie tekstem:
Dzisiaj pal dzisiaj wal
Spruje ciała szybka stal
Dzisiaj pal, dzisiaj rąb
Częstuj ogniem, sznurem bomb

Dzisiaj rzeź, dzisiaj miecz
Dzisiaj bij i rąb i siecz
Ręka noga mózg na ścianie
Ostra jazda - zabijanie

Łączenie takich tekstów z wierszami Gajcego to jakiś ponury żart historii.


środa, 27 lipca 2011

Wczesne wiersze Gajcego

  Piosenka zespołu Hetane skomponowana do wiersza Czarne okna dobrze oddaje wizyjność i mroczność poezji Gajcego obecną od początku jego twórczości. Są w niej jakby brązy Rembrandta tworzące głębię krajobrazu dla heroicznej codzienności domagającej się uczynku miłosiernego Samarytanina. Ale wiele jest w tej poezji również groteski rodem z przedwojennego Gałczyńskiego, wybijającej się na plan pierwszy np. w wierszu Modlitwa za rzeczy, bardzo dowcipnie prezentowanego w piosence Kazika:


Modlitwa za rzeczy


Uspokój serca zegarów,
zmęczone są -
żarówkom przygaś powieki, za długo patrzą na nas,
tramwajom pozwól odpocząć,
niechaj nie drepcą wciąż
i domom zabroń się wspinać
w miastach obłych jak w dzbanach.

Zdyszanym kołom pociągów
kwietny spoczynek nakaż,
płuca motorów napełnij ciszą wonną od gwiazd,
trupim wydechem spalin
niech się więcej nie żali
kominów wysoki pochód w nieodgadniony czas.
Sprzętom naszym milczącym głos zamarły wyzwól,
piórom ześlij wytchnienie, papier zostaw bez liter,
niech przemówią znad półek książki kurzem przybite,
krajobrazy więzione na płótnach
niech zejdą w pokoje nasze -

Za wszystkie rzeczy smutne,
za wszystkie serca maszyn
prosimy Cię, Panie.


  W początkowym okresie twórczości Gajcego nie mogło zabraknąć prostych, emocjonalnych wierszy - takich jak Śpiew murów -  będących reakcją młodego człowieka na okropności wojny:


Śpiew murów


Nocą, gdy miasto odpłynie w sen trzeci,
a niebo czarną przewiąże się chmurą,
wstań bezszelestnie, jak czynią to dzieci,
i konchę ucha tak przyłóż do murów.


Zaledwie westchniesz, a już cię doleci
z samego dołu pięter klawiaturą
w szumach i szmerach skłębionej zamieci
minionych istnień bolesny głos chóru.


"Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz
pniemy się nocą na dachy i sen,
tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz,
nucąc wrześniami żałobny nasz tren."


- Biegłam rankiem po chleb do piekarni
(a chleba dotąd czekają tam w domu),
a ja leżę z koszykiem bezradnie,
tuż za rogiem, nie znana nikomu...


- Właśnie ręką chwytałem za granat,
żeby czołgi przywitać nim celnie,
ziemia była spękana, zorana -
nagle świat mi się zaćmił śmiertelnie...


- Myśmy obie wyniosły na noszach,
jeszcze kocem okryły mu nogi,
bo krzyczeli dokoła, że pożar...
Ja na świstku pisałam: "Mój drogi..."


"Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz
pniemy się nocą na dachy i sen,
tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz,
nucąc wrześniami żałobny nasz tren."


Słuchaj tych głosów żałosnych żarliwie,
nim brzask poranny uciszy je w niebie
i nowe miasto w napiętej cięciwie
dni tryumfalnych na nowo pogrzebie.


Słuchaj tych głosów, bo po to szczęśliwie
ocalon został w tragicznej potrzebie,
byś chleb powszedni łamał sprawiedliwiej
i żył za tamtych i za siebie lepiej.


Jak nie kochać strzaskanych tych murów,
tego miasta, co nocą odpływa,
kiedy obie z greckiego marmuru -
i umarła Warszawa, i żywa.

wtorek, 26 lipca 2011

Wiersze miłosne Gajcego

W poemacie "Do potomnego" Gajcy pisał:
"Kochałem tak jak ty zapewne,
ale mi serca dano skąpo
na miłość moją niepotrzebną,
bowiem stawały nad epoką,
której imiona dajesz teraz
olbrzymia śmierć i przerażenie."

  Poemat "Do potomnego" jest przesłaniem dla nas - żyjących, ale przede wszystkim krystalicznym świadectwem stanu uczuciowego Kolumbów. Tylko przy takiej skali doznań mogą współistnieć dwa wiersze: Miłość bez jutra i Nad ranem - rozpięte pomiędzy gorzką samoświadomością i nieświadomą nadzieją:

Miłość bez jutra

Mój sen śmiertelny ciałem spełniasz
i słowem płochym w śnie poczętym:
puszysta włosów twoich perła
jak promień krągły w pościel spływa,
gdzie dłoń pierzasta jak z igliwia
rozdziela cienie ciał od lęku.

Mówimy szeptem krwi łagodnej
słuchając w sobie: niech w nas płynie,
niech niesie — światło jak w roślinie
prześwietli serc planety małe
i obudzimy się słuchając
szelestu chmur i grania wody.

Bo tyle tylko jest w nas ciepła,
co dłoń zdziwiona objąć zdoła,
i trwogi tyle, co zakrzepła
wyryje w twarzy łza jak z ognia,
i głosu w nas, co wydać może
w kielichu warg języka ostrze.

Niech płynie w nas — mówimy jeszcze
ten szmer ciemności, póki księgę
obłoków wiatr przegina miękką.
Bo tyle tylko wiary w pieśni,
ile obrazu pod powieką
ziemi odbitej ostatecznie.

Nad ranem

Od mego serca do twego
droga jak listek długa,
a przecież budzi nas echo
grając w nas jak kukułka:
ciebie o słowo za późno,
mnie o pół nuty za wcześnie,
więc w twarz ci patrząc jak w lustro
podwojony sam sobie jestem:

Wiewiórczy ogień mnie znaczył
i kropla żelaza lecąc
krzyżyk nad czołem jak dzwonek
wieszała, albo jak pieczęć,
abym dotknięty ogniem
dłonie zaciskał obie
jedną o młodość za późno,
drugą za wcześnie o wieczność.

I obłok, co się zatrzymał
we mnie jak w sennej rzece
albo w wieczornej roślinie
ciemność łagodną przędzie,
abym jak ryba świecąc
w powietrzu błądził i ustom
słowo dla ciebie - zbyt wcześnie
podawał - albo za późno.

Od mego ciała do twego
droga jak ręka prosta,
lecz ciągle dzieli nas echo
w sercu podwójnym i głosach,
bo dym, co niebo przybliżył
jak kogut nad snem moim pieje
o żałość twoją - za późno,
za wcześnie o moją nadzieję. 

poniedziałek, 25 lipca 2011

Wczoraj to dziś

  Smutne wydarzenia w Norwegii i głupoty przedstawiane o nich w mediach wołają o komentarz. A ja niby piszę o historii, ale tak naprawdę piszę o sprawach dzisiejszych. Wybitne dokonania artystyczne z czasów minionych więcej mówią o świecie współczesnym, niż jesteśmy w stanie powiedzieć my - tu i teraz żyjący. Wiersz Wezwanie Tadeusza Gajcego uważam za ponadczasowy, skończenie doskonały utwór poetycki i trochę mi go szkoda na amunicję dla aktualnych kampanii, ale inni jego odbiorcy mogą to czynić bez zahamowań. Zresztą, to dopiero ostatnia zwrotka Wezwania nadaje mu wymiar eschatologiczny, a w wykonaniu zespołu Made in Poland (Hajdasz, Pawłowski, Leniart) ta zwrotka została pominięta - i słusznie, bo konieczna byłaby dla niej zupełnie inna melodia. Gajcy pomaga więc Palestyńczykom, odważni ludzie dobrej woli próbują przełamać blokadę Strefy Gazy, a Breivik zabija młodzież odczuwającą Essential Feeling, uczucie niezbędne dla przetrwania ludzkości. Jak dobrze, że wybitny film Skolimowskiego może być naszym wkładem w przyszłe dyskusje.

Wczorajszemu i Legenda o Homerze

  Jesienią 1942 roku Gajcy zdobył w konkursie poetyckim trzecią nagrodę za wiersz Wczorajszemu, i ten wiersz uznał za pierwszy w swojej dojrzałej twórczości poetyckiej:

Wczorajszemu

Ufałeś: na niebo jak na strunę miękko złożysz dłoń,
muzykę podasz ustom, utoczysz dotknięciem,
łukiem wiersza wysokie księżycowe tło
wprowadzisz w bezmiar dolin –
Modlitwę nocnych cieni rozwiesisz jak więcierz
na słodkich oczach dziewann i szumach topolich.

Ufałeś: trzepot ptaków rozsiejesz ziarnisty,
rozległą piersią ujmiesz horyzonty, w których świat
pływa mały jak z dzieciństwa okręcik.

Klechda z omszałych lat
– świty w klechdzie powiewały krwawe –
do snu kołysała dzieci.

Taką klechdą przełamał się dzień
walczącej
Warszawy.

Wtedy –
             rozwiodły się nad miastem ornamenty łun
na złotych kolcach wieżyc i bełkocie Wisły,
muzyka – lecz nie nieba – krążyła jak sen,
dziś wiesz:
to skowyt strzałów na brukach się wił,
otaczał, chodził wokół jak zbłąkany zwierz.

A tobie – dni wczorajsze w oczach nie ostygły,
ufałeś...
Księżyc sierpem zmrużone rzęsy kosił,
wśród krzyży zwijał światła purpurową nitkę;
żołnierze nieśli drżące, spokorniałe oczy
na sfruwającą powietrzem
białą Nike.

Falował spokój w ciepłej darni,
kiedy młodzi plecami wsparci o wieczność
odchodzili w głębokie posłania.
Więc nakryły ich obłoki podobne kulistym mleczom
i wiatr, któremuś wierzył – składał pocałunki umarłym.

Nie wiedziałeś, że dłoń, którą uczyłeś śpiewać,
potrafi nienawidzić i pięścią grubieć pełną,
gniewu unosić żagiew –
Ufałeś. Nie ukoił twoich ust śpiew drzewa
i oczu blask nie zajął pod kopułą hełmu,
i serca nie nasycił krzyk wbity na bagnet.

Dzień rozbrój z woni siana. Sandały zielone
niech zostawi przed progiem, na którym go czekasz –
odejmij pustkę oczom, gdy w smutku zatoną,
i nie daj mówić wiatrom o liliowych zmierzchach.

Bo kłamią. Bo śpiewają gorejącą lawą,
że znowu dłoń na niebo jak na strunę złożysz,
muzykę podasz ustom –

Dzisiaj –
w piaskach cmentarzy
powiędły echa strzałów,
wiruje błękit niski jak wczoraj łaskawy,
jak lustro.

Każ trawie, by milczała. Jej śpiew cię zadławi,
spowije watą wzruszeń i ciśnie w niepamięć.
Nim ockniesz się, już serce zagubisz w obrazie
i dłonie w przerażeniu milcząco załamiesz.

Dzisiaj
inaczej ziemię witać!
Wierzyłeś: słowiczym pieniem wierszy popłynie sława harda
i wzejdzie w barwnych tęczach, obudzi się w mitach.

Nie tak.

Nazbyt duszno jest słowom na wargach
ciosanym z łun i żalu o wadze kamienia –
Myślałeś: będzie prościej.
A tu słowa, śpiewne słowa trzeba zamieniać,
by godziły jak oszczep.

  Dopiero po przeczytaniu całego wiersza można właściwie ocenić ekspresyjne, heavy metalowe wykonanie tego utworu przez Armię.
  W pierwszy tomiku poetyckim Gajcego, zatytułowanym "Widma", znalazł się też wiersz Legenda o Homerze - wiersz wyciszony, będący zapowiedzią utworu scenicznego "Homer i Orchidea":

Legenda o Homerze

Na wzorzystym jarmarku, gdzie farby nierówne
korali i lusterek - tam
kupił drewniany instrument
pełen dzwoniących gam.

Lutnię podobno. Więc uczył
struny niezwykle cienkie
wielu łagodnych nutek
przejęty bólem i lękiem.

Na wybrzeżu, gdzie chudy chart
nozdrza podał ku górze i smyczę
ściągał twardo - on grał
i uciszał rośliny nieliczne.

Tańczyła sól. Wiatry krzepły,
ptaki zaczęły płonąć,
wielkie łodzie pękały jak miażdżone orzechy
i zsuwała się ziemia ku domom.

Ptak uderzył o wodę, gdzie Odys
wracał wsparty plecami o maszt,
a już wtedy płonęła młodość
i żałosny lament wśród miast.

Wrzask obłoków krążył nad głową,
falowało powietrze, kamień,
bursztyn w rzęsach sosen pionowo
spadał hucząc i trawy łamał.

Więc zatrzymał struny i przez
wybrzeże szedł o wyspach śniąc foczych;
tylko wiatr grał na smyczy, gdy pies
jak ster prowadził mu oczy.

niedziela, 24 lipca 2011

Gajcy w MPW

  Po dwóch wspaniałych płytach: Lao Che i Agi Zaryan, płytach jednak autorskich, Muzeum Powstania Warszawskiego zainicjowało samodzielnie Projekt Gajcy, zapraszając do współpracy wiele różnych grup i indywidualnych twórców. Powstałą płytę zainspirowały przede wszystkim cudowne i mądre wiersze Gajcego. Do niego, a także Baczyńskiego, Krahelskiej i wielu innych odnoszą się słowa profesora Wyki: "strzelaliśmy brylantami". Ze wszystkich młodych pisarzy z pokolenia Kolumbów, Gajcy był twórcą najbardziej wszechstronnym - staram się na tym blogu dobitnie to udowodnić. Poszukując własnego wyrazu Gajcy, jak każdy twórca, próbował różnych konwencji poetyckich. Na pierwszej płycie Projektu Gajcy znajduje się kongenialnie opracowana i wykonana przez zespół Pogodno piosenka do futurystycznie niepokojącego wiersza O szewcu zadumanym. Muzeum Powstania pozyskało sponsorów, w wyniku czego powstały profesjonalne video klipy (autorem większości jest Paweł Bogocz) - niektóre przedstawiają tylko fragment nagranej na płytę piosenki. Wielkim artystycznym odkryciem Projektu Gajcy stała się Karolina Cicha, piosenkarka i kompozytorka, obecnie zapraszana przez wielu piosenkarzy do śpiewania w duecie, gdyż cechuje ją niebywała muzykalność i wyczucie stylu. Tutaj prezentuję krótki klip z jej wykonania Nocy Wigilijnej 1942, w której Gajcy sięgnął z kolei do poetyckiej narzędziowni ekspresjonizmu:

1942. Noc wigilijna

Wieczorny szatan monetę zimną
ważył na dłoni...
                   Parzyła izby zamieć świeczek,
kiedy śmieszne figurki zatargały jak w dzwonnicach sznurkiem,
uniosły stopy na bojaźliwy centymetr -
nie mogły odlecieć.

Wplatał lepkie palce w oczy śnieg,
no i szeptał, uporczywie szeptał;
szatan załkał w szubienicę jak w flet
i rozwiesił płacz w drzewie jak szkiełka.

Więc choinka. - A na sznurku pajacyk,
kolędować Małemu, niech krzepnie,
pójdź - złóż dary - nie wystarcza popatrzeć -
drzewko smutne, a u ciebie świece.

Lulajże w powrozie, lulajże na haku,
niech się wyśni obrus biały i błyszcząca jodła.

Szept przygarnął - z tego szeptu twój opłatek
i ojczyzna ciemniejąca w nagłych gwiazdach z ognia.

sobota, 23 lipca 2011

Kobiecość i pacyfizm

  Wraz z płytą Umiera piękno tradycja Powstania Warszawskiego wzbogacona została o kobiecą czułość. Bo najbardziej nas wzruszające od lat sześćdziesiątych wiersze wojenne Baczyńskiego, mimo że śpiewała je Ewa Demarczyk, były jednak bardzo żołnierskie. Dopiero Aga Zaryan sięgnęła po wiersze poetek wojennych i zaśpiewała je do niezwykle delikatnie prowadzonej linii melodycznej, uzyskując niespotykany dotąd, prawdziwie kobiecy wyraz artystyczny. Kobiecość z natury jest pacyfistyczna - matka nigdy nie będzie nakłaniała syna do bohaterstwa, powie mu po prostu: synku nie daj się zabić. Marlena Dietrich w czasie wojny śpiewała na przyfrontowych występach dla amerykańskich żołnierzy może najsłynniejszą pieśń pacyfistyczną o kwiatach zbieranych przez dziewczęta, które stają się dziewczynami chłopców, którzy stają się żołnierzami, którzy idą do grobów, które pokrywają kwiaty, które zbierają dziewczęta...i tak bez końca - póki się nie nauczymy żyć inaczej. Ta sama pieśń stała się hymnem pacyfistycznej młodzieży amerykańskiej w czasach wojny wietnamskiej, a w najbardziej znanym wykonaniu Joan Baez do dziś służy następnym pokoleniom pacyfistów .

piątek, 22 lipca 2011

Zakochać się w warszawiance

Czy łatwo jest zakochać się w Warszawie?
A w warszawiance, która pozowała do przedwojennego pomnika Syrenki?


Nietrudno jest pokochać tamtą warszawiankę, która pisała tak pięknie o miłości, która żołnierzom-partyzantom i żołnierzom-powstańcom dała hasło: Hej chłopcy, bagnet na broń!
Hej chłopcy, bagnet na broń!
Długa droga, daleka przed nami,
Mocne serca, a w ręku karabin,
Granaty w dłoniach i bagnet na broń!

Ciemna noc się nad nami
Roziskrzyła gwiazdami
Białe wstęgi dróg w pyle, długie noce i dni,
Nowa Polska zwycięska jest w nas i przed nami
W równym rytmie marsza - raz, dwa, trzy!

Hej chłopcy, bagnet na broń!
Długa droga daleka, przed nami trud i znój,
Po zwycięstwo my młodzi idziemy na bój,
Granaty w dłoniach i bagnet na broń!

Jasny świt się roztoczy,
Wiatr owieje nam oczy
I odetchnąć da płucom i rozgorzeć da krwi.
I piosenkę, jak tęczę, nad nami roztoczy
W równym rytmie marsza - raz, dwa, trzy!

Hej chłopcy, bagnet na broń!
Bo kto wie, czy to jutro, pojutrze czy dziś,
Przyjdzie rozkaz, że już, że już trzeba nam iść!
Granaty w dłoniach i bagnet na broń!

Zakochać się w warszawiance - chyba wszyscy zgromadzeni dla wspólnego śpiewania, w pogodny wieczór 1 sierpnia 2010  żywiliśmy to uczucie do warszawianki i poetki Krystyny Krahelskiej śmiertelnie rannej już w pierwszej godzinie powstania.

czwartek, 21 lipca 2011

Koncert Lao Che w MPW

  Dzień 31 lipca 2005 roku był bardzo upalny, byliśmy więc z żoną wręcz zadowoleni z nocnej pory koncertu w Muzeum  Powstania Warszawskiego - rozpoczęcie zapowiedziano na godzinę 22. Tam po raz pierwszy grupa Lao Che przestawiła utwory ze swojej płyty Powstanie Warszawskie. Reakcja w większości młodzieżowej widowni była entuzjastyczna, a płyta osiągnęła rekordy sprzedaży. Koncert można obejrzeć w Internecie -  trwa ponad godzinę w opcji "odtwarzaj całość", ale korzystając z innej opcji odtwarzania można wybrać poszczególne piosenki - polecam Czerniaków i Kanały.



CZERNIAKÓW
Płakałem wczoraj raz, dziś dwa razy.
Nigdy nie było dobrze między Nami, a Gapami
Jak na imię mam, żadna z Nich nie zapyta,
Gapie Soldaty wołają mnie polski bandyta.

Czekałem na Ciebie Czerwona Zarazo,
Byś była zbawieniem witanym z odrazą.
(Józef "Ziutek" Szczepański)

Czerwonych z Nami nie ma, jest za to Czerwonka
Hej że, hej że ha, nasza ostatnia Wieczornica
Chociaż lewi jesteście na prawym rzeki brzegu kucnęliście
Druzia... skurwysyny, nie przyszliście.


KANAŁY
...do zobaczenia na "WOLNYM" powietrzu...

Klapa nad łbem się zamyka, w dół do Podziemia drabinka,
Tu się opornym urodziłem, dla sprawy żyły otworzyłem.

Tramwajem jadę na wojnę... na pętli u Boga wysiądę,
Padnij, powstań, zgiń, zmartwychwstań, gorączkuję, spluwam, zdycham.

[Niech żyje armia, lotnictwo i marynarka polska
Niech żyją żołnierze polskiej armii podziemnej
Niech żyje wolna, niepodległa Polska]

Kto tu asy?, a kto biesy?, komu tutaj gębę cieszyć?
Zbuntowane miasto - było, od ołowiu płuco zgniło.

Wanda czeka na sygnał z Centrali,
czy iść za Niemca, to się aby chwali?
Nie zawracaj dupy!,
nie stój boso z kosą,
przecież nie ucieknę,
nogi już nie niosą.

[Niech żyje armia, lotnictwo i marynarka polska
Niech żyją żołnierze polskiej armii podziemnej
Niech żyje wolna, niepodległa Polska]

...anioły bierzta mnie...byle nie na przesłuchanie...
...w dołek i pod kościołek...

ANIOŁY BIERZTA MNIE.