Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księgi Pamięci Rodziny Katyńskiej i Piaśnickiej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księgi Pamięci Rodziny Katyńskiej i Piaśnickiej. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 lipca 2019

Kotowska

Muzeum Piaśnickie (w finalnej organizacji):
http://muzeumpiasnickie.pl/
przygotowało kilka filmików - jednym z nich jest "Kotowska":
https://www.youtube.com/watch?v=UdMHjUkkDQA&t=00s

Wmontowano w nim kilka naszych rodzinnych zdjęć (słodki dwulatek na zdjęciu całej rodziny - to nasza mama). Zdjęciem z tego samego roku (1917) jest ten portret dziadka Kotowskiego:


W środę, 24 lipca 2019 roku przypada setna rocznica powołania Policji Polskiej. W stolicy powołano w 1916 roku Policję Warszawską, municypalną - pod zarządem niemieckim, ale Polakom udało się wprowadzić do niej całą Straż Obywatelską, która powstała oddolnie w sierpniu 1915 roku, po wycofaniu się Rosjan z Warszawy (nasz dziadek prowadził orkiestrę dętą już w ochotniczej Straży Obywatelskiej). Z datą 24 lipca 1919 Policja Warszawska stała się częścią Policji Polskiej.
https://wkramost.blogspot.com/2019/07/orkiestry-dete-na-krakowskim.html
Niewątpliwie przykład ojca był drogowskazem życiowym dla jego córki Marylki.

wtorek, 1 września 2015

Od Jakuba do Jakuba

http://wkramost.blogspot.com/2015/08/od-jakuba-do-jakuba-cz1.html

http://wkramost.blogspot.com/2015/08/od-jakuba-do-jakuba-cz2.html

http://wkramost.blogspot.com/2015/08/od-jakuba-do-jakuba-cz3.html

Ze względu na wygodny dojazd warszawskie Camino rozpoczynam w Tarchominie Kościelnym. Ale zainteresowani mieszkańcy północnej Warszawy i terenów z nią sąsiadujących mogą zaczynać trasę od Jabłonnej z pięknym ogrodem i pałacem:
kościołem Matki Bożej Królowej Polski:
Powiększ zdjęcie
w którym znajduje się tablica:


Spacer wałem nadwiślańskim z Jabłonnej do kościoła św. Jakuba w Tarchominie trwa zaledwie godzinę. Nieraz tamtędy chodziła bł. Siostra Alicja Kotowska, chodziła nasza mama i inni członkowie naszej rodziny. Dziadek Jan urodził się 11 grudnia 1869 roku, a jego najmłodsza córka (nasza mama) - 1 września 1915 roku. Od roku 1921 rodzina Kotowskich zaczęła przemieszkiwać (głownie wiosną i latem) w Jabłonnej, pielęgnując i dosadzając kolejne drzewa i krzewy owocowe na półtorahektarowej działce. Wiele rodzin warszawskich prowadziło takie "podwójne" życie, gdyż z Jabłonnej do Warszawy prowadziła wygodna linia kolejowa, nazywana Nadwiślańską - jadąc wzdłuż Wisły dojeżdżało się nią do Mostu Poniatowskiego.

sobota, 13 września 2014

Projekt finalny

Projekt Wkramostu
Dla Juniorów, Seniorów i Pedagogów
z użyciem Lego-Scratch-Google

  Zgodnie z postulatami konstrukcjonizmu komputery mają sens, gdy się je stosuje w w grupie społecznej. Dlatego doskonalenia technik informatycznych nie wolno oddzielać od ważnych dla edukacji, a jeszcze lepiej - dla całych grup społecznych, działań i problemów (Przekaźnik jest przekazem - hasło wizjonera multimediów, McLuhana).

Poniżej przedstawiamy zakres naszych multimedialnych przekazów:

1) Hobbici - od legendarnych praczasów Europy do dziś

2) 1050-lecie Chrztu Polski

3) Stulecie Warszawy Matysiaków (od roku 1915)

  Istotę konstrukcjonistycznego podejścia do takich i podobnych tematów przedstawiliśmy w makiecie książki; Wkramost łączy pokolenia ( http://www.wkramost.com/aktualno347ci.html ), skierowanej do Juniorów i Seniorów.

4)Jak walczyć bez karabinu?

  Ten ostatni temat, trudny nawet dla doświadczonych pedagogów, warto - dla poznania metod konstrukcjonizmu - możliwie szeroko rozwinąć:

I  ŁAMACZE KODÓW

 O dzisiejszych łamaczach kodów dowiemy się najwcześniej za pięćdziesiąt lat. Podobnie było z Enigmą, przy której łamaniu w czasie II wojny zaangażowane były tysiące osób, a dopiero w 1973 dobiegający swoich lat były szef  wywiadu francuskiego, generał Gustave Bertrand ujawnił światu prawdę o jej łamaczach. Trochę z innych przyczyn - braku dostępu do archiwów rosyjskich - do roku 2000 nie znaliśmy prawdy o łamaniu szyfrów rosyjskich w latach 1919-20 przez Jana Kowalewskiego i jego współpracowników.

1. Amerykańska NSA (National Security Agency - Narodowa Agencja Bezpieczeństwa), powstała w 1952 roku, jest obecnie największym pracodawcą dla matematyków w USA (8 tys. zatrudnionych). Nie są znane ich nazwiska, ani tematy prac, które wykonują. Ale taka agencja musi mieć sposoby na werbunek swoich pracowników. Utworzono więc stronę dla dzieci (!), uczniów i studentów America’s CryptoKids (
https://www.nsa.gov/kids/home.shtml ), gdzie można dowiedzieć się o dawnych sukcesach kryptologii i dzisiejszych ścieżkach kariery w tej tajemniczej i trudnej dziedzinie.

2. Polscy uczniowie są w tej dobrej sytuacji, że pierwszą szkołą kryptografii mogą być dla nich osiągnięcia polskich łamaczy kodów - co oczywiście zwiększa motywację do poznawania dawnych technik szyfrowania. Odznaczając po wojnie polsko-rosyjskiej Jana Kowalewskiego generał Sikorski znacząco zrobił do niego “oko” i dość cicho powiedział: “To, za wygraną wojnę.”. Rzeczywiście, łamanie kolejnych szyfrów radzieckich (zmieniano je co tydzień) dawało taką przewagę informacyjną wojskom polskim, że wygrywały bitwy nawet przy niekorzystnej proporcji sił (w bitwie nad Wkrą 1:2,5).

3. Swój pierwszy sukces w łamaniu rosyjskiego szyfru Kowalewski odniósł zupełnie przypadkiem - nudząc się na zastępstwie w pomieszczeniu wywiadowczym. Takie “przypadki”, oczywiście mogą się przydarzyć tylko człowiekowi niezwykle inteligentnemu, ale w tamtych czasach nie musiał być to człowiek latami szkolony w sztuce kryptologii. Postęp w kodowaniu kombinacyjnym, wykorzystującym wielobębnowe maszyny elektryczne, wymusił pojawienie się nowych ludzi w wojsku - żołnierzy bez karabinów, bardziej naukowców niż wywiadowców. Wojsko polskie po sukcesach łamaczy kodów z wojny polsko-rosyjskiej nie zmarnowało entuzjazmu uczestników walki na szyfry. W oparciu o ich wiedzę zrobiono pierwszy na świecie krok w kierunku kryptologii matematycznej: zorganizowano w 1929 roku kurs kryptologii dla matematyków z Uniwersytetu Poznańskiego. Dodatkowym atutem w przyszłej pracy na kierunku niemieckim tych młodych absolwentów matematyki, była doskonała znajomość języka niemieckiego - wszak w szkołach, do których uczęszczali, język niemiecki był językiem nauczania aż do roku 1919. Młodzi matematycy spełnili pokładane w nich nadzieje - już w grudniu 1932 roku Marian Rejewski łamie po raz pierwszy na świecie szyfr Enigmy posługując się wyrafinowanymi narzędziami matematyki (teoria grup permutacji). Można powiedzieć, że pierwszym wyprzedzającym ruchem wojennym Polaków było przekazanie w dniach 25 i 26 lipca 1939 roku sojusznikom angielskim i francuskim urządzeń technicznych „Antyenigmy” (produkowanych w utajnionej polskiej fabryce Ava) i całej wiedzy o sposobach łamania kodów Enigmy. Sposobach dostatecznie szybkich, aby nadążyć za stałą wymianą szyfrów, która miała zapewnić praktyczną niezawodność tego sposobu szyfrowania.

II AUTORZY SCENARIUSZY

1. Generał Władysław Sikorski był wojskowym przyszłości sięgającej w XXI wiek, gdy w roku 1934 pisał „Przyszłą wojnę”. Oczywiście nie idzie tu o aktualność zawartych w niej myśli. Chodzi o nam współczesny sposób widzenie świata i pojawiających się na nim zagrożeń. Książkę tą można określić jako dzieło politologiczne najwyższej próby, przedstawiające spodziewane wydarzenia najbliższej (ówczesnemu momentowi historycznemu) dekady. W rozdziale czwartym, zatytułowanym: „Powszechny charakter przyszłej wojny (prawdopodobieństwo wojny światowej)” przedstawia jakże trafną - potwierdzoną potem przez historię - prognozę:
 „Jeżeli bowiem program, ogłoszony przez kanclerza Hitlera, w jego dziele „Mein Kampf”, nie jest programem wyborczym, i jeżeli Trzecia Rzesza przygotowuje się istotnie do „zdruzgotania i zniszczenia Francji”, a następnie do „rozszerzenia Trzeciego Imperium na Wschód” […], jeżeli pierwszym etapem tego planu ma być przeprowadzenie „Anschlussu”, po którym miałoby nastąpić utworzenie „Zwischeneuropy” i odebranie niemieckich kolonii, a następnie nawrót do starogermańskich tradycji i odbudowa Pierwszego Imperium – to zamiary te wystarczyłyby same przez się całkowicie, ażeby nie tylko utrzymać Europę w stanie stałego oblężenia, ale i doprowadzić z czasem nieuchronnie do nowej wojny powszechnej, podobnie, jak to miało miejsce w 1914 roku.”

2. Urodzona w 1970 roku w Kanadzie Naomi Klein, mieszkająca obecnie w Toronto, jest dzisiaj najbardziej znaną autorką scenariuszy możliwych konfliktów. Napisana przez nią w 2007 roku „Doktryna szoku” została przetłumaczona na 27 języków i wydana w milionach egzemplarzy. Powstał również film na jej podstawie.
 Scenariuszowym zagrożeniem opisanym przez Klein jest zbiór poglądów “szkoły chicagowskiej” Miltona Friedmana i jego uczniów. Szkoła ta pod hasłami „wolnego rynku” propaguje światową supremację kasty bankowo-menedżerskiej, realizowanej w razie potrzeby metodą „szoku” militarnego, powiązanego z narzuceniem “jedynie słusznego” systemu gospodarczego. Szczególnie trafny jest przedstawiony przez nią opis wojny w Iraku.

III  ARCHITEKCI POROZUMIEŃ

1. Za wynegocjowanie porozumienia amerykańsko-wietnamskiego, umożliwiającego „honorowe” zakończenie wojny w Wietnamie, Henry Kissinger i Le Duc Tho otrzymali w roku 1972 pokojową nagrodę Nobla. Przez wiele lat Kissinger (urodzony w 1923 roku w Niemczech) był dla dwóch kolejnych prezydentów USA doradcą do spraw bezpieczeństwa narodowego. Pracowicie nawiązywał oficjalne i mniej oficjalne kontakty z wpływowymi ludźmi z różnych krajów i dzięki temu, stał się architektem wielu międzynarodowych porozumień.

2. Wspominany już Jan Kowalewski był z wykształcenia inżynierem chemikiem zmobilizowanym w czasie I wojny światowej, a potem dobrowolnie uczestniczącym w wojnie polsko-rosyjskiej w latach 1919-1920. Po jej zakończeniu pozostał w wojsku pełniąc bardzo odpowiedzialne funkcje: w latach 1928-1933 był attache wojskowym RP w Moskwie, a potem attache wojskowym w Bukareszcie (w latach 1933-37). We wrześniu 1939 ewakuowano go do Rumunii. Po upadku Francji znalazł się w Portugalii. Nawiązał bardzo liczne kontakty z podobnymi do niego “ludźmi półcienia” - np. z posłem rumuńskim Joanem Pangalem, który też pojawił się w Lizbonie po roku 1940. Rumuński dyplomata przekonał Kowalewskiego do pozostania w Lizbonie. Ludzie półcienia są wręcz bezcenni w razie wybuchu wojny - bez ich doświadczenia i powiązań nie można nawet planować sensownych gier dyplomatycznych. Taką naprawdę “wielką grą” prowadzoną przez Kowalewskiego w czasie II wojny światowej była operacja o kryptonimie “Trójnóg”. Były to kierowane do sfer dyplomatycznych Włoch, Węgier i Rumunii, stale ponawiane oferty przejścia na stronę aliantów.
 Zimą 1940/1941 Kowalewski przedstawił satelitom Niemiec (poza wymienionymi państwami, były to jeszcze Finlandia i Bułgaria) ofertę “dobrych usług”. W 1942 pierwsze klęski Niemców były dogodnym momentem do prowadzenia rozmów sondażowych. Na początku 1943 roku władze polskie w Londynie dały Kowalewskiemu pisemną decyzję do prowadzenie rozmów w ramach operacji “Trójnóg” - miał się skoncentrować na Włochach, Węgrach i Rumunii. Po śmierci generała Sikorskiego polskie kontakty straciły na znaczeniu - sprzeciwiał się im Stalin. Kowalewski opuścił Lizbonę w kwietniu 1944 roku. Pozostał na emigracji, aż do swojej śmierci (1965 r.). 

IV DOKUMENTALIŚCI I REKONSTRUKTORZY WYDARZEŃ

 Ludzkość łaknie informacji z wiarygodnych źródeł. Szczególnie w konfliktowych czasach. Chcemy dokumentacji wydarzeń. Ale nie bylibyśmy w stanie oglądać przez kilka godzin obrazu z kamery ustawionej na skrzyżowaniu ulicy, nawet w rejonie walk. Konieczny jest montaż materiałów źródłowych. A co zrobić, gdy mamy wielu wiarygodnych świadków, ale żadnego zdjęcia? Ich relacje nigdy nie będą takie same. Konieczna jest rekonstrukcja wydarzenia na podstawie całej posiadanej przez nas informacji.
  Wzorem dobrej roboty reporterskiej mogą być dokumentaliści z Powstania Warszawskiego. ( https://www.youtube.com/watch?v=SnCoUvE3zuQ ) Rekonstrukcje powstańczych akcji (widziałem dwie takie - pierwszą w scenerii Czerniakowa i drugą w pobliżu Wytwórni Papierów Wartościowych) mają swój emocjonalny wymiar, ale zawsze są fragmentaryczne. Na świecie bardzo popularne są rekonstrukcje ważnych historycznych wydarzeń w postaci Lego-filmów.

V STRAŻNICY SPOKOJU SPOŁECZNEGO

 Okresy zagrożenia wojną, czy przemarszów wojsk łączyły się z niepokojami społecznymi i obniżeniem poczucia bezpieczeństwa osobistego. Potrzebni są wówczas ludzie nie poddający się panice i widzący sposoby jej zapobiegania. Historycznym wzorem naboru i działania takich grup odpowiedzialnych za siebie i innych członków społeczności była Straż Obywatelska (poniżej cytuję mój kwietniowy post o "budowaniu bezpieczeństwa"): 
Straż Obywatelska
  Wydarzeniami roku 1920 interesowałem się przed wielu laty nie z powodu historii zwycięskiej wojny z Rosją, ale z powodu Polskiej Szkoły Matematycznej, która właśnie w tamtym roku objawiła się Europie publikując pierwszy tom Fundamenta Mathematicae. Profesor Kazimierz Kuratowski podjął się roli historyka tej szkoły publikując w moich czasach studenckich książkę "Pół wieku matematyki polskiej 1920 - 1970". Gdy w latach osiemdziesiątych ukazały się jego „Notatki do autobiografii” oczywiście też do nich zajrzałem. Znalazłem tam fascynujący opis wydarzeń sierpnia roku 1915 w Warszawie i listopadowego odrodzenia polskiego Uniwersytetu Warszawskiego, którego profesorowie po pięciu latach zainicjowali Polską Szkołę Matematyczną. Wtedy właśnie warszawiacy przeszli, w skróconym terminie, pierwszą "Szkołę Obywatelskości". Cytuję fragmenty:
„Huk wysadzanych mostów na Wiśle, o świcie 5 sierpnia 1915 r., obwieścił mieszkańcom Warszawy nową erę w dziejach Polski: wojska carskie opuściły Warszawę. […]  Straż Obywatelska była to bardzo popularna organizacja złożona w dużej mierze z młodszych i starszych przedstawicieli inteligencji warszawskiej. Na jej czele stał adwokat Leon Supiński. Inny bardzo znany adwokat, obrońca więźniów politycznych za czasów carskich, Stanisław Płatek (późniejszy minister spraw zagranicznych w Polsce Niepodległej), utkwił mi w pamięci, jak kierował ruchem ulicznym na rogu Nowego Światu i Chmielnej. Również mój starszy brat, Roman, wówczas aplikant adwokacki, należał do Straży Obywatelskiej. Po jakimś czasie Straż Obywatelska (która pełniła swe funkcje honorowo) została przekształcona w normalną, płatną milicję miejską. Komendantem jej został ks. Franciszek Radziwiłł.”
  Warto pamiętać, że wprowadzając etatową milicję miejską władze niemieckie chciały same ustalać obsadę milicyjnych etatów, ale samorządowa strona polska stała twardo na stanowisku, że tylko Polacy sprawdzeni w Straży Obywatelskiej mogą zostać miejskimi policjantami - i tak też się stało. Mój dziadek zatrudniony jako kapelmistrz milicji miejskiej zawsze mówił, że dyrygował orkiestrą Straży Obywatelskiej:
„W Warszawie, po ewakuacji wojska rosyjskiego i wejściu Niemców, utworzyła się Straż Obywatelska na czele której staną Naczelnik, książe Franciszek Radziwiłł. Zapisałem się na członka Straży Obywatelskiej i otrzymałem stanowisko skarbnika. Po zapoznaniu się z moimi kwalifikacjami Ks. Naczelnik wzywa mnie do siebie i proponuje mi, abym zorganizował orkiestrę; otrzymałem lokal na naukę i próby. Pierwszy występ orkiestry wypadł w okresie, gdy zwrócono nam samorząd w Warszawie i obiecywano przywrócenie państwa polskiego. Straż Obywatelska i władze miasta w dniu 3 maja 1916 roku zorganizowały manifestację i cała ludność gremialnie wyległa, tworząc wspaniały pochód, którego entuzjazmu nie da się opisać. Na czele tego entuzjastycznego pochodu kroczyła orkiestra Straży Obywatelskiej pod moją dyrekcją, gdzie oklaski  i kwiaty sypały się jak z rogu obfitości. Entuzjazm jaki wzbudziły pieśni narodowe, przygotowane na tę uroczystość - Jeszcze Polska nie zginęła - odnosiły serca i wywoływały szalony, nie do opisania zapał. Naczelnik Straży Obywatelskiej od tej chwili polecił mi, aby orkiestra w każdą niedzielę i święto dawała koncerty w Łazienkach, w Pomarańczarni, w teatrze na wyspie, w rozmaitych punktach miasta: na placach, przed teatrem opery. Zespół mój był czynny także w operze.” Cały Życiorys Jana Kotowskiego znajduje się na stronie 41 Programu Integracyjnego ( http://www.janski.edu.pl/file/uploadFck/program_integracyjny.pdf ).
  Co grała orkiestra w dniu 3 maja 1916 roku ( http://www.biblioteka.warszawa1939.pl/tygodniki.php?rok=1916&numer=19 )? Może uda się odnaleźć jej repertuar w jakiejś relacji z tamtego dnia, ale można z całą pewnością przyjąć, że znalazł się tam nagrodzony w 1898 roku, na konkursie w Londynie Marsz pod sztandarem pokoju ( https://www.youtube.com/watch?v=esT2GNosusg ) Feliksa Nowowiejskiego.
  Wydarzenia opisane powyżej kształtowały postawy pokolenia urodzonego na przełomie XIX i XX wieku, którego liczni przedstawiciele zginęli wiele lat później w Katyniu i Piaśnicy ( http://wkramost.blogspot.com/2011/08/trzy-rodziny.html ). Gdy Polska znalazła się w roku 1920 w śmiertelnym zagrożeniu, młodzi gremialnie zgłaszali się do Armii Ochotniczej, a także do odtworzonej w lipcu 1920 roku Straży Obywatelskiej (w lipcu do Straży Obywatelskiej w Warszawie wstąpiło ok. 300 kobiet i 16 tys. mężczyzn, wstępowano na całym Mazowszu, np. w powiecie przasnyskim - 130 osób).
  W roku 1939 ponownie odrodziła się Straż Obywatelska, czego świadectwem jest tablica pamięci Janusza Regulskiego i członków  Straży Obywatelskiej 1939 u zbiegu ul. Czackiego i ul. Świętokrzyskiej, wmurowana tam we wrześniu 2004 roku.

niedziela, 31 sierpnia 2014

31 sierpnia 1939

Ostatni dzień pokoju

  Próbuję sobie wyobrazić ten ostatni dzień - 31 sierpnia 1939 roku - na podstawie opowiadań moich rodziców:
  Rodzina mamy, z rodzicami (moimi dziadkami), trzema siostrami i piątką małych dzieci, zebrała się w Cieksynie, czekając na rozwój wydarzeń i ciesząc się pogodnym latem. Wszyscy dorośli, poza mamą, która urodziła się w 1915 roku, pamiętali dobrze dramatyczne dni I wojny światowej, kiedy to na wozach uciekali przed Niemcami z Krasińca. W Cieksynie była więc przygotowana duża bryczka, którą miała powozić mama, studentka SGGW. O wojnie się nie rozmawiało, mówiło się raczej o rodzinnym spotkaniu z okazji przypadających 1 września urodzin mojej mamy - dzieciaki czekały na tort.
  W Warszawie 31 sierpnia odczuwało się wielkie napięcie. Tata tego dnia był na zebraniu nauczycieli Liceum Batorego - następnego dnia miały rozpocząć się lekcje. Tata uczył w Batorym polskiego, angielskiego i przysposobienia wojskowego - miał stopień podporucznika rezerwy. Tydzień wcześniej, 22 sierpnia, obchodził trzydzieste urodziny, jak opowiadał, w bardzo podłym nastroju ("nigdy później nie czułem się tak stary"), bo jeszcze nie zdążył założyć rodziny, a tu już nadchodzi wojna i ...co dalej?, czy będzie jakieś "dalej"?. Jego ojciec, a mój dziadek, Wojciech Prejbisz (1876-1918), wraz z wybuchem wojny internowany przez Rosjan jako obywatel niemiecki (do Warszawy przybył z Wielkopolski w roku 1904), miał już dwóch synów, urodzonych w 1909 i 1913 roku. Pięcioletni Antoś widział go przed wyjazdem do Heringsdorfu nad Bałtykiem na początku wakacji 1914 roku, a potem już tylko słyszał, że jest gdzieś w Orenburgu, aż do tragicznej wiadomości o jego śmierci w 1918 roku gdzieś pod Semipałatyńskiem, gdy próbował wracać do rodziny przez Azję jako żołnierz Polskiej Brygady Syberyjskiej (tej samej, która po powrocie, 14 sierpnia roku 1920 walczyła w Cieksynie, a 15 sierpnia zdobyła Nowe Miasto). Wiek mojego taty, a także zawód nauczyciela sprawiały, że podlegał mobilizacji dopiero w dalszym rzucie. Ale w razie wybuchu wojny, już od września był przewidziany na opiekuna pomocniczego oddziału chłopców z II klasy liceum, których szkolił w ramach PW, z lokalizacją na ulicy Ratuszowej na warszawskiej Pradze.
  Od dnia publikacji w dniu 9 kwietnia 1939 roku, bardzo popularny stał się wiersz Broniewskiego "Bagnet na broń", określany mianem poetyckiej karty mobilizacyjnej. Wielu uczniów taty znało go na pamięć. Tata miał dobrą pamięć do wierszy, wyćwiczoną studiami polonistycznymi i anglistycznymi, więc pamiętał go również:

Kiedy przyjdą podpalić dom,
ten, w którym mieszkasz - Polskę,
kiedy rzucą przed siebie grom
kiedy runą żelaznym wojskiem
i pod drzwiami staną, i nocą
kolbami w drzwi załomocą -
ty, ze snu podnosząc skroń,
stań u drzwi.
Bagnet na broń!
Trzeba krwi!

Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
obca dłoń ich też nie przekreśli,
ale krwi nie odmówi nikt:
wysączymy ją z piersi i z pieśni.
Cóż, że nieraz smakował gorzko
na tej ziemi więzienny chleb?
Za tę dłoń podniesioną nad Polską-
kula w łeb!

Ogniomistrzu i serc, i słów,
poeto, nie w pieśni troska.
Dzisiaj wiersz-to strzelecki rów,
okrzyk i rozkaz:
Bagnet na broń!

Bagnet na broń!
A gdyby umierać przyszło,
przypomnimy, co rzekł Cambronne,
i powiemy to samo nad Wisłą.

sobota, 26 kwietnia 2014

Koncert dla JP2 - 25IV

Zespół Raz Dwa Trzy:






Waglewski (motyle są prawdziwe!):


Zakopower:




Teksty:
Zakopower - Bóg wie gdzie:
Jestem latawcem co, nagle wypadł mu z rąk
I nie zwracam uwagi wcale na jego płacz.
Pędzę jak wiatr, jak balonik lecę gdzieś
Bóg wie gdzie x5

Te zabawki i gry, w kąt złożone to my
Lalki stworzone do zabawy;
Małpa i pies,
Tygrys i lew,
Żeby jego jasny śmiech zabrzmieć mógł.

REF
Choć go czasem zostawiamy, uciekamy,
Każdy jednak wie,
Najważniejsze, że chwil parę wieczny chłopiec dobrze nami bawił się..
bawił się.. bawił się.. bawił się..

Choć go czasem zostawiamy, uciekamy
Każdy jednak wie,
Najważniejsze, że chwil parę wieczny chłopiec nami bawił się.

Choć go czasem zostawiamy, uciekamy
każdy jednak wie,
najważniejsze, że chwil parę wieczny chłopiec dobrze nami bawił się,
Pobawił się.
Bawił się, bawił się, bawił się..

Waglewski - Bóg:
tak jak światło zmierzam w dół
woda sięga mi po szyję 
przez lasy ciągnie wiatr
teraz wiem, że żyję 

kiedy wsłucham się usłyszę
jak woła mnie przez wiatr
właśnie teraz czy mnie widzisz
kiedy stoję i się świecę

ciasny hotelowy pokój
tam gdzie centrum świata
bez Ciebie trudno mi zrozumieć 
bez Ciebie wciąż się miotam

kiedy wsłucham się usłyszę
jak woła mnie przez wiatr
teraz stoję i zapraszam
teraz stoję i się świecę

Raz Dwa Trzy -  Trudno nie wierzyć w nic:
Zapyta Bóg w swym niebie, 
co dałem Mu, od siebie.
Wierzyłem i kochałem,
i byłem tym, kim chciał bym był. 
I żyłem jak ,chciał bym żył
i byłem, kim miałem być.

Odpowiem mu od siebie, 
że spłacę dług tym lepiej,
Tym bardziej, 
bo wiedziałem, co znaczy,
że nadziei brakowało mi
I kilku chwil, kilku dobrych chwil,
Może powie, to niepotrzebne słowa.

Trudno nie wierzyć w nic, trudno nie wierzyć w nic.
Trudno nie wierzyć w nic, trudno nie wierzyć w nic. 

Zapyta Bóg w swym niebie, 
jak spłacę dług,
ja nie wiem.
Wierzyłem i kochałem, 
i byłem, tym kim chciał bym był.

Trudno nie wierzyć w nic, trudno nie wierzyć w nic.
Trudno nie wierzyć w nic, trudno nie wierzyć w nic.

środa, 25 kwietnia 2012

Ecce Patria w Cieksynie (*)

Każdy z dwóch pomników Błogosławionej Siostry Alicji Kotowskiej:

mógłby się znaleźć w Cieksynie, miejscu tak związanym z nią i jej rodziną.
  Cieksyn jest miejscem wybitnie historycznym - most przez Wkrę łączący Cieksyn z Borkowem był najbliższym twierdzy Modlin mostem przeprawowym dla żołnierzy i armat. Maszerowały przez most i jego okolice różne wojska: z zachodu na wschód i ze wschodu na zachód - francuskie(1806 i 1813 rok); z południa na północ i z zachodu na wschód(1831 i 1920 rok) - polskie; ze wschodu na zachód (1831 i 1945 rok) - rosyjskie; z północy na południe - niemieckie (1915 i 1939 rok).
  Najwłaściwszym pomnikiem dla takiego miejsca jest więc pomnik nie jednego wydarzania, ale pomnik na wyższym poziomie ogólności, obejmujący wiele aspektów naszej niełatwej historii, taki właśnie jak pomnik Ecce Patria, który w Wejherowie przybrał nazwę Bramy Piaśnickiej, a tutaj stałby się Bramą Cieksyńską:
  Krzyż-drogowskaz wskazywałby jednym ramieniem na Mogiłę Żołnierską, a drugim na Głazy Pamięci - miejsca upamiętniające ofiarność Narodu walczącego o byt niepodległy w latach 1918-1920. Prochy w trumience-relikwiarzu pochodziłyby z czterech miejsc: Katynia, Piaśnicy, Treblinki i Palmir.
  Morderstwo katyńskie było przecież odwetem za zwycięski dla Polaków rok 1920, a w tym za wygranie Bitwy nad Wkrą.
  Prochy z Piaśnicy byłyby symbolicznym - za sprawą Błogosławionej Siostry Alicji - połączeniem obu historycznych miejsc (Wejherowa i Cieksyna). Mimo upływu siedemdziesięciu lat niemieckie zbrodnie na Pomorzu, których symbolem jest Piaśnica, pozostają nieznane w innych częściach Polski - może to niepojęte milczenie o największym na terenie obecnej Polski miejscu rozstrzelań przełamie najnowszy film, dostępny w Internecie w dwóch częściach: 1 i 2.
  Prochy z Treblinki upamiętniałyby żydowskich mieszkańców Mazowsza - nie tylko z Warszawy, ale przede wszystkim z najbliżej położonych miasteczek: Nasielska, Nowego Miasta i Płońska, o których wielokrotnie pisałem (p. zakładka eUniwersytet Trzech Miast).
  Palmiry były miejscem rozstrzelań Polaków w ramach tej samej niemieckiej Akcji AB (likwidacji polskich elit), która rozpoczęła się w październiku 1939 roku w Wejherowie, trwała przez cały 1940 rok na terenie zajętym przez Niemców, a w roku 1941 rozszerzyła się na Lwów i pozostałe tereny przedwojennej Polski, by w końcówce wojny zamienić się w podobną, rosyjską akcję zwalczania "wrogów ludu", do której przygrywką był Katyń.
  Pomnik Ecce Patria swoją symboliką obejmuje cały Świat przez wpisanie w okrąg, a przez uwidocznienie czterech kierunków Róży Wiatrów i przypisanie im tumb z tablicami pamięci o polskiej historii, symbolicznie staje się pomnikiem wspólnego wysiłku wojennego i powojennego polskiego Narodu, który po pięćdziesięciu latach (1939-1989) wybił się znowu na niepodległość. Ta symbolika jest uniwersalna i równie zrozumiała na Pomorzu jak i na Mazowszu.
  Z całym przekonaniem dla pomnika w Wejherowie użyłem nazwy Brama Piaśnicka - budowla myśli JP2. Na myślach można budować! I to trwalsze gmachy niż z kamienia, czy współcześnie - cementu. Pomnik Ecce Patria w swojej najistotniejszej treści myślowo-symbolicznej zbudowany jest na słowach Jana Pawła II przekazującymi pokój, którymi dzielimy się w czasie Mszy Świętej, a skierowanymi do jego i naszej Ojczyzny: Pokój Tobie, pokój z Tobą Polsko, Ojczyzno moja. Pod baldachimem Bramy Piaśnickiej znajdują się jeszcze cztery cytaty z wystąpień Jana Pawła II, a tylko jeden odnosi się bezpośrednio do ziemi gdańskiej - i ten należałoby zastąpić odpowiednim przekazem skierowanym do mieszkańców Mazowsza.

Księgi Pamięci Rodziny Katyńskiej i Piaśnickiej

  Księgi Pamięci Rodziny Katyńskiej i Piaśnickiej - konstrukcjonizm w edukacji dla pokoju. Tak brzmiałby pełny tytuł "chmurkowej" książki, będącej odpowiedzią na zapotrzebowanie drugiej, przyrodniczo-matematycznej klasy licealnej i całego gimnazjum.
  Użycie nazwy Księgi Pamięci podkreśla humanistyczno-konstrukcjonistyczne podejście do imperatywu zapobiegania wojnie, zgodnie z którym edukacja jest wspólnym angażowaniem się w problem. W tym ujęciu temat jest konkretny i nam wszystkim, młodym i starym, zadany! - musimy odrobić tę lekcję, aby katyńska i piaśnicka ofiara życia nie poszła na marne: "Niech Historia zapomni o nas, jeśli my zapomnimy o nich".
  Musimy przywołać Pamięć, która buduje przyszłość - nie abstrakcyjne chciejstwo dobra, ale empatyczną odpowiedź na Zło przez nas i przez innych uczynione:
  Od piosenki Imagine rozpocząłem pisanie 42 Dni Repetycji dla Pokoju (przedstawiane potem według chronologii historycznej), które teraz przedłużę do 70 Dni Repetycji dla Pokoju, aby objąć nimi również Polski Wrzesień. 
  Repetycje dla Pokoju, razem z biografią Błogosławionej Siostry Alicji Kotowskiej (Rodzina Piaśnicka) i przedstawieniem drogi życia i twórczości katyńskiego poety, Władysława Sebyły (Rodzina Katyńska), będą stanowiły zręby eHistorii - najważniejszej części mojej, chmurkowej e-ksiązki.
  Jak już pisałem o możliwościach konstrukcjonizmu, dla średnio zainteresowanego daną tematyką ucznia, najlepszą szkołą mogą być trasy wycieczek opisanych w eSzkole Drogi. Na dwóch opisanych przeze mnie trasach - Mazowiecka droga i Majowy spacer - każdy je przechodzący (przejeżdżający) odkryje coś ważnego dla siebie, a zarazem dla grupy (społeczności), w której chce współodczuwać swoje doznania. Jest na tych trasach wiele przyrodniczo atrakcyjnych miejsc i dużo dotykalnej historii. Wystarczy mieć aparat fotograficzny i zrobić z niego właściwy użytek. Kolejne, mazowieckie trasy eSzkoły Drogi będę dopisywał, a trasy dla innych regionów dopiszą inni konstrukcjoniści.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Katyń, Ostaszków

Zdjęcie z Kościoła Garnizonowego z nazwiskiem Jana Bajońskiego (początek listy ofiar z grobów Katynia): 

Żoną Jana Bajońskiego i matką jego dwóch córek była Józefa Preibisz, siostra stryjeczna mojego taty. Znali się od dzieciństwa, a już szczególnie zbliżył ich wspólnie przeżyty dramatyczny okres od września 1914 do września 1915 roku, kiedy to moja babcia, Zofia Prejbisz z dwójką synów nie mogąc przez linie frontu wrócić do Warszawy z letniska nad morzem, mieszkała przez rok (do zajęcia Warszawy przez Niemców) u brata męża, Zygmunta Preibisza w Mokronosach, pod Poznaniem. Józka w roku 1928 roku bierze ślub z Janem Bajońskim, docentem ginekologii w Poznaniu. Bajoński po służbie wojskowej w I wojnie, Powstaniu Wielkopolskim i  wojnie 1920 roku ma stopień majora (a także order Virtuti Militari i Krzyż Walecznych). Zmobilizowany w 1939 roku dostaje się do niewoli rosyjskiej. Początkowo przebywa w Ostaszkowie, a potem w Kozielsku. W maju 1940 roku zostaje rozstrzelany w Katyniu przez Rosjan, a żona Józefa zostaje wypędzona z mieszkania przez Niemców już w październiku 1939 roku (potop szwedzki był na szczęście kilka wieków wczesniej).

Czy w Ostaszkowie, więziony tam dziadek mojej żony, Wincenty Narewski spotkał się z doktorem Janem Bajońskim? Jeżeli dopadła go jakaś niemoc zdrowotna, to jest to całkiem możliwe.
Starszy posterunkowy z Różana, Wincenty Narewski do dnia rozstrzelania w twierdzy twerskiej przebywał w Ostaszkowie, kiedyś pięknym zespole klasztornym - po wypędzeniu mnichów popadającym w ruinę.
Pustelnia Niłowo-Stołobieńska
Widok monasteru na pocz. XX wieku (fotografia Prokudina-Gorskiego)

Właśnie odnowiony, klasztorny Ostaszków jawi mi się jako miejsce polsko-rosyjskiego pojednania, gdzie wspólnie odprawiona msza święta (w obu obrządkach) przeniosłaby traumy obu narodów w inny, eschatologiczny wymiar:

Przywoływany często na tym blogu, świetny zespół Lao Che potrafi na kanwie tragedii katyńskiej zadać najważniejsze pytanie: Powiedz, czy człowiek jestem?

środa, 7 marca 2012

Siostra Alicja Kotowska

Od pierwszego zapisu o siostrze Alicji przybyło na tym blogu tak wiele dotyczących jej postów, że postanowiłem je zestawić w formie życiorysu:

  Maria (Alicja) Kotowska urodziła się w Warszawie w 1899 roku. Co sprawiło, że dzieciństwo i wczesną młodość spędziła w Krasińcu? Bez powstania w tamtejszej cukrowni zakładowej orkiestry, Kotowscy tam by się nie znaleźli - ojciec rodziny, Jan Kotowski musiał przecież wykonywać zawód muzyka. O taką orkiestrę apelował Bolesław Prus w "Emancypantkach".
  Aby móc studiować, Polki z zaboru rosyjskiego wyjeżdżały do Paryża, a wiele z nich musiało jeszcze zarobić na te studia. Cierniową drogę do światowej nauki przeszła Maria Skłodowska. W Krasińcu, na początku XX wieku żywe były jeszcze wspomnienia o niej, jako guwernantce dzieci rodziny Żórawskich, jak również o jej darmowych lekcjach czytania i pisania dla miejscowych dzieci.
  Wybuch I Wojny Światowej przerywa spokojne życie Kotowskich. W Warszawie po odejściu Rosjan mają miejsce wydarzenia o wyjątkowym znaczeniu dla wszystkich Polaków. Powstaje Straż Obywatelska, a 3 maja 1916 roku polskie władze samorządowe organizują największy w historii 3-cio Majowy pochód. Jest oczywiście na nim, w grupie młodzieży szkolnej, szesnastoletnia Maria, a na jego czele maszeruje Jan Kotowski - dyrygent orkiestry Straży Obywatelskiej.
  W tym czasie Maria Kotowska jest już zdecydowana podjąć studia medyczne na przywróconym do życia w listopadzie 1915 roku Uniwersytecie Warszawskim. Ale jeszcze jako uczennica szkoły pani Hewelke bierze 12 grudnia 1916 bardzo czynny udział w spontanicznym powitaniu Piłsudskiego przez młodzież warszawską.
  Studia medyczne na UW rozpoczyna w roku 1918. Gdy w roku 1920 rozpoczyna się wojna z Rosją, Maria wstępuje ochotniczo do służby medycznej. Wielu jej kolegów z Uniwersytetu znajdzie się w Dywizji Ochotniczej, której szlak bojowy poznaje później z opowieści uczestników tamtych zmagań. Gdy jej ojciec w roku 1921 kupuje dużą działkę z domem w Jabłonnej, od początku współuczestniczy we wznoszeniu kościoła, tak potrzebnego w szybko rozwijającej się miejscowości.
  Przeżycia wojenne i głęboka religijność kierują ją na ścieżkę służby bożej w Zakonie Zmartwychwstanek. Po dwóch latach nowicjatu w Kętach, powraca do Warszawy, by tam mieszkając w domu zakonnym na Sewerynowie kontynuować studia na Uniwersytecie Warszawskim. Jest teraz siostrą Alicją, mającą się jak najlepiej przygotować do roli nauczycielki w znanym w Warszawie, Gimnazjum Sióstr Zmartwychwstanek. Funkcję nauczycielki pełni już od dnia przyjazdu w Seminarium Nauczycielskim prowadzonym przez siostry. W roku 1929 uzyskuje tytuł magistra Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego UW.
  W Gimnazjum Zmartwychwstanek szybko zyskuje renomę świetnego nauczyciela fizyki i chemii - już w 1934 jest rozważana jej kandydatura na dyrektorkę tego liceum. Ale niespodziewanie, wiosną 1934 roku pojawia się możliwość założenia szkoły średniej  w Wejherowie i tam udaje się siostra Alicja z sześcioma Zmartwychwstankami. W ciągu kilku lat dyrektorce szkoły i zarazem przełożonej domu zakonnego udaje się doprowadzić do matury pierwsze dwa roczniki dziewcząt, a również dobudować dwa piętra w budynku szkolnym. W planach były pracownie przyrodnicze.
  W roku 1934 rozpoczyna się również gospodarowanie w majątku rolnym w Cieksynie nabytym przez Jana Kotowskiego. W czasie krótkich pobytów w Warszawie siostra Alicja nie omieszkała zajrzeć tam choćby na parę godzin. Była tam też w sierpniu 1939 roku, kiedy wszystko zmierzało ku wojnie.
  Po wkroczeniu Niemców zaczęły się aresztowania osób umieszczonych na wcześniej przygotowanych listach w ramach Akcji AB (likwidacji potencjalnych polskich liderów ruchu oporu). Siostra Alicja została aresztowana 24 października i uwięziona w wejherowskim więzieniu. Miejscem jej rozstrzelania stał się w dniu 11 listopada 1939 roku, Las Piaśnicki - największe miejsce rozstrzelań niemieckich w całej II Wojnie Światowej (na terenie obecnej Polski).
  Las Piaśnicki, podobnie jak Las Katyński, dał nazwę Rodzinie Piaśnickiej. Jej siedzibą na północy Polski jest Wejherowo, a mam nadzieję, że w Cieksynie uda się utworzyć mazowiecką siedzibę. Budowane jest muzeum na siedemdziesiątą piątą rocznicę wybuchu II Wojny i trzeba zadbać by Wejherowo w muzeum II Wojny Światowej było obecne wraz z pamiątkami z Lasu Piaśnickiego, bo  brakuje w społeczeństwie elementarnej wiedzy o Piaśnicy i istniejących tam miejscach pamięci. W kwietniu tego roku ukończona zostanie Brama Piaśnicka przy głównej drodze w Wejherowie, widoczna także z pociągu.
  Warto na zakończenie wspomnieć o ciekawym związku przestrzennym łączącym błogosławioną siostrę Alicję, błogosławioną Celinę Borzęcką i jej córkę Jadwigę, Bogdana Jańskiego, Piotra Semenenkę oraz Hieronima Kajsiewicza. Wszyscy oni spędzili wiele kształtujących lat w dolinie trzech rzek połączonych Kanałem Augustowskim w jedną drogę wodną z Warszawy do Kowna. W porządku czasowym, te najważniejsze dla tradycji zmartwychwstańczej osoby, należy wymienić w następującej kolejności: Jański, Kajsiewicz, Semenenko, Celina i Jadwiga Borzęckie, siostra Alicja Kotowska.

niedziela, 22 stycznia 2012

Poeta Rodziny Katyńskiej

W 65 rocznicę zbrodni katyńskiej, 13 kwietnia 2005 roku, w pierwszym programie Polskiego Radia nadano słuchowisko poetyckie oparte na wierszach Władysława Sebyły oraz wspomnieniach żony poety, Sabiny Sebyłowej w adaptacji Krzysztofa Zaleskiego, a zatytułowane "Ostatni wiersz epoki":

I znowu tupot nóg sołdackich,
i grzmiących sotni gwizd kozackich,
gwiaździsty nad Europą but,
i mrowi się ludami wschód.

A na zachodzie werbli trzask,
rozgwar motorów z nieboskłonu
i krok miarowy – wzywa łask
boga mocniejszych batalionów.

Ojczyzno moja, a ty trwasz
w żelaznym pogrążona gwarze,
światowidową mroczną twarz
zwracając w cztery strony wraże.

I marzy ci się chleb i miód,
i szklane domy w rodnych sadach,
i szczęśliwości pełen trud,
pod gałęziami lip biesiada.

A niebo wokół się czerwieni,
ocknął się kontuszowy trup,
przystają mędrcy przerażeni,
opustoszały widząc grób.

I znów? Czy znów? Kołowrót dziejów
w płonący krąg porywa nas,
skończyły się sny kołodziejów,
stalowy szumi groźny las.

Żelazne dęby dudnią głucho,
toczy się mur, żelazny bór.
Nad konarami, zawieruchą
znów szumi wiatr, znów śpiewa chór.
O mój rozmarynie...

O tymże wierszu tak pisze Miłosz w swoim "Traktacie poetyckim":

Ostatni wiersz epoki był w druku.
A jego autor, Władysław Sebyła,
Lubił wieczorem wyjąć z szafy skrzypce
Kładąc futerał przy tomach Norwida.
Haftki munduru wtedy miał rozpięte
(Bo na kolei pracował, na Pradze).
W tym swoim wierszu, jakby testamencie,
Do Światowida przyrównał ojczyznę.
Zbliża się do niej świst i werbli trzask
Od równin wschodu i równin zachodu
A ona śni o brzęku swoich pszczół,
O popołudniach w hesperyjskich sadach.
Czy za to strzelą w tył głowy Sebyle
I pochowają go w smoleńskim lesie?


Sebyła i Miłosz, znali się dobrze, obaj prowadzili w przedwojennym radiu swoje autorskie audycje, krytycy zaliczali ich do "poetów katastroficznych". Władysław Sebyła zginął mając 38 lat, a jego twórczość o trudnym rytmie i rymie, przepojona metafizyką i empatią, wchodziła dopiero w południowe godziny. Do niedawna był poetą mało znanym ("za trudny" dla lektur szkolnych), teraz za sprawą takich audycji, jak wspomniane wyżej słuchowisko poetyckie Krzysztofa Zaleskiego, przyjaciela moich przyjaciół, Sebyła wraca na należne mu miejsce.