skip to main | skip to sidebar

Wkramost

4 Kościoły: Gostyń, Tarnów, Jabłonna, Wejherowo-Piaśnica

sobota, 23 lutego 2019

Tylko mnie poproś do tańca

Ty co za nic garść marzeń mych masz

Za nic masz

Tak krótko trwa życie moje

Ty co dni w rok nie zliczasz czy wiesz

Czy ty wiesz

Co to jest strach u schyłku dnia

Ty nie chodzisz spać

A ja się boję

Coraz bliżej kroki słyszę

Jedną chwilkę jeszcze tylko...


Tylko mnie poproś do tańca

Ja na nic więcej nie liczę

Od krańca świata do krańca

Od piekła do nieba bram

Tylko mnie poproś do tańca

Jakbyś mnie kochał nad życie

Ja ci z nadziei różańca odpust dam

Tylko mnie poproś do tańca

Dopóki młoda godzina

Pożółknie zegara tarcza

Zanim wybije mój czas

Tylko mnie poproś do tańca

W którym się życie zatrzyma

Ta płyta chociaż już zdarta

Jeszcze gra


Ty co sny nam układasz do gry

Myśli me znasz

I za nic masz szanse moje

Ty co słońca rozwieszasz ty wiesz

Dobrze wiesz

Wszystko ma kres

Czy boisz się

Raz wysłuchaj mnie

Nie myśl o sobie


Tylko mnie poproś do tańca

Ja na nic więcej nie liczę

Od krańca świata do krańca

Od piekła do nieba bram

Tylko mnie poproś do tańca

Jakbyś mnie kochał nad życie

Ja ci z nadziei różańca odpust dam


Tylko mnie poproś do tańca

Dopóki młoda godzina

Pożółknie zegara tarcza

Zanim wybije mój czas

Tylko mnie poproś do tańca

W którym się życie zatrzyma

Ta płyta chociaż już zdarta

Jeszcze gra


Tylko mnie poproś do tańca


Odczytajcie ten tekst metafizycznie - jak Pieśń nad pieśniami. Rok później od czasu tego nagranego (1979) wykonania piosenki powstałej w 1978 roku, Anna Jantar zginęła w katastrofie samolotu wracającego z USA 14 marca 1980 roku.

  Inna słynna katastrofa wydarzyła się nad Lasem Kabackim - może widziałem ten samolot wśród innych startujących z Okęcia, z balkonu naszego mieszkania w piękny wiosenny dzień, 9 maja 1987 roku, przed południem. Często patrzyliśmy na samoloty unoszące się nad lasem w korytarzu ścieżki startowej. I jeszcze jedno - siostra Marii, Monika miała lecieć tym samolotem, ale z braku biletów zabukowała lot na wcześniejszy tydzień (2 maja). Ktoś tam czuwa nad Narewskimi, bo w kwietniu 2010 roku, Stefan, brat mojej żony był już prawie zakwalifikowany na "prezydencki" lot do Smoleńska jako przedstawiciel bardzo aktywnej warszawskiej Rodziny Katyńskiej, dzwonił kilka razy do odpowiedniej kancelarii, ale typowo polski bałagan uniemożliwił jego wylot.   
Autor: Piotr Prejbisz o 08:34 Brak komentarzy:

piątek, 22 lutego 2019

System was fed 45 million pages

OpenA.I. program takes this to a new level: the system was fed 45 million pages from the web, chosen via the website Reddit. And in contrast to most language algorithms, the OpenA.I. program does not require labeled or curated text. It simply learns to recognize patterns in the data it’s fed.

By Will Knight

Here’s some breaking fake news …
"Russia has declared war on the United States after Donald Trump accidentally fired a missile in the air.
Russia said it had “identified the missile’s trajectory and will take necessary measures to ensure the security of the Russian population and the country’s strategic nuclear forces.” The White House said it was “extremely concerned by the Russian violation” of a treaty banning intermediate-range ballistic missiles.
The US and Russia have had an uneasy relationship since 2014, when Moscow annexed Ukraine’s Crimea region and backed separatists in eastern Ukraine."


That story is, in fact, not only fake, but a troubling example of just how good A.I. is getting at fooling us.

That’s because it wasn’t written by a person; it was auto-generated by an algorithm fed the words “Russia has declared war on the United States after Donald Trump accidentally …”

The program made the rest of the story up on its own. And it can make up realistic-seeming news reports on any topic you give it. The program was developed by a team at OpenA.I., a research institute based in San Francisco.

The researchers set out to develop a general-purpose language algorithm, trained on a vast amount of text from the web, that would be capable of translating text, answering questions, and performing other useful tasks. But they soon grew concerned about the potential for abuse. “We started testing it, and quickly discovered it’s possible to generate malicious-esque content quite easily,” says Jack Clark, policy director at OpenA.I.

Clark says the program hints at how A.I. might be used to automate the generation of convincing fake news, social-media posts, or other text content. Such a tool could spew out climate-denying news reports or scandalous exposés during an election. Fake news is already a problem, but if it were automated, it might be harder to tune out. Perhaps it could be optimized for particular demographics — or even individuals.

Clark says it may not be long before A.I. can reliably produce fake stories, bogus tweets, or duplicitous comments that are even more convincing. “It’s very clear that if this technology matures — and I’d give it one or two years — it could be used for disinformation or propaganda,” he says. “We’re trying to get ahead of this.”

Such technology could have beneficial uses, including summarizing text or improving the conversational skills of chatbots. Clark says he has even used the tool to generate passages in short science fiction stories with surprising success.

OpenA.I. does fundamental A.I. research but also plays an active role in highlighting the potential risks of artificial intelligence. The organization was involved with a 2018 report on the risks of AI, including opportunities for misinformation (see “These are the ‘Black Mirror’ scenarios that are leading some experts to call for secrecy on AI”).

The OpenA.I. algorithm is not always convincing to the discerning reader. A lot of the time, when given a prompt, it produces superficially coherent gibberish or text that clearly seems to have been cribbed from online news sources.

It is, however, often remarkably good at producing realistic text, and it reflects recent advances in applying machine learning to language.

OpenA.I. made the text generation tool available for MIT Technology Review to test but, because of concerns about how the technology might be misused, will make only a simplified version publicly available. The institute is publishing a research paper outlining the work.

Progress in artificial intelligence is gradually helping machines gain a better grasp of language. Recent work has made progress by feeding general-purpose machine-learning algorithms very large amounts of text. The OpenA.I. program takes this to a new level: the system was fed 45 million pages from the web, chosen via the website Reddit. And in contrast to most language algorithms, the OpenA.I. program does not require labeled or curated text. It simply learns to recognize patterns in the data it’s fed.

Richard Socher, an expert on natural-language processing and the chief scientist at Salesforce, says the OpenA.I. work is a good example of a more general-purpose language learning system. “I think these general learning systems are the future,” he wrote in an e-mail.

On the other hand, Socher is less concerned about the potential for deception and misinformation. “You don’t need A.I.to create fake news,” he says. “People can easily do it :)”
Autor: Piotr Prejbisz o 20:26 Brak komentarzy:

czwartek, 21 lutego 2019

Naftalinowy atak na dinozaura

Jakże do tego pasuje:
https://wpolityce.pl/polityka/435035-tusk-dziennikarka-tvn24-i-je-taime-film-robi-furore
Autor: Piotr Prejbisz o 18:41 Brak komentarzy:

AI w natarciu

(z Polityki) https)://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1783126,1,gpt-2-algorytm-do-tworzenia-tekstow-tak-dobry-ze-az-tajny.read

GPT-2: algorytm do tworzenia tekstów tak dobry, że aż tajny
Czy istnieją algorytmy zbyt niebezpieczne, aby je udostępnić ogółowi? Twórcy nowego oprogramowania GPT-2 twierdzą, że tak.

Z pozoru brzmi to dość niewinnie – organizacji OpenAI wspieranej finansowo przez miliardera Elona Muska udało się stworzyć algorytm (nazwany GPT-2), który po otrzymaniu próbki tekstu jest w stanie napisać dłuższy i spójny tekst w tym samym stylu. Na swojej stronie twórcy z OpenAI wyjaśniają, że GPT-2 stworzono z prostym zamysłem: aby przewidywał następne słowo na podstawie poprzednich słów w otrzymanej próbce. W tym celu algorytm wcześniej „nakarmiono” danymi pochodzącymi z kilku milionów stron internetowych.

Czytaj także: Prawda miliardera, czyli Elon Musk ogłasza projekt oceniania mediów

Plotki, newsy, literatura piękna – GPT-2 świetnie sobie radzi
Oprogramowanie okazało się niezwykle skuteczne. Na podstawie jednego zdania może wygenerować teksty na niezwykle szeroki zakres tematów: od plotek z życia celebrytów, przez bieżące wydarzenia polityczne i odkrycia naukowe, po prozę inspirowaną np. twórczością Tolkiena. I są to teksty poprawne językowo i niezwykle spójne stylistycznie. Próbki można znaleźć »TU«.

Jak piszą sami twórcy algorytmu, mógłby zostać wykorzystany do tworzenia wprowadzających w błąd lub szkodliwych treści. Oczywiście takie teksty – szkodliwe lub wprowadzające w błąd – codziennie popełniają miliony użytkowników internetu, komentując artykuły czy zamieszczając posty w mediach społecznościowych. Istnieją już prostsze, zdolne do sklecenia spójnego zdania, programy, zwane botami (większość kont na Twitterze prowadzą właśnie one).

Więcej niż bot
Siłą nowego oprogramowania jest jednak jego biegłość językowa i stylistyczna. Dotychczasowe generatory tekstu były niezbyt sprawne, nie radziły sobie ze składnią dłuższych zdań, a w połowie akapitu potrafiły „zapomnieć”, o czym piszą i zmienić temat. Automaty były na tyle mało skuteczne, że spam od ważnego maila z łatwością po stylistyce i błędach językowych odróżniał każdy.

Czytaj także: Wskazówki i zmyłki. Co z nami robią algorytmy

Nowy program jest tych wad pozbawiony. Zdarzają mu się co prawda, jak przyznają programiści, powtórzenia czy błędy wynikające z braku podstawowej wiedzy o świecie. Jednak generuje bardzo przekonujące teksty niezwykle szybko. Dotychczas, aby wyprodukować taki tekst, potrzeba było człowieka, a ten potrzebował czasu. Aby przeprowadzić kampanię dezinformacyjną opartą na wielu tekstach, potrzeba było wielu osób i znacznie więcej czasu. GPT-2 mógłby wyprodukować setki spójnych stylistycznie i przekonujących, a wprowadzających w błąd tekstów dowolnej długości w zasadzie w okamgnieniu – i do tego za darmo.

Czytaj także: Ukryci za (prawicowym) portalem
Jeszcze więcej doskonałych fake news?
Mrowie pisanych na zamówienie, entuzjastycznych recenzji produktów, stronniczych komentarzy do wydarzeń politycznych, nieprawdziwych wiadomości, które są nie do odróżnienia od tekstu poddanego weryfikacji i redakcji? To wszystko już znamy – w internecie trudno się przed takimi treściami uchronić. Jednak skuteczny automatyczny generator tekstu sprawiłby, że proporcja prawdy do fałszu byłaby jeszcze mizerniejsza. Utonęlibyśmy w powodzi fikcji, półprawd i propagandy już zupełnie.

Czytaj także: Jak uchronić demokrację przed fejkami
GPT-2 tylko w okrojonej wersji. Jak długo?
Sami twórcy GPT-2 postanowili ograniczyć dostępność oprogramowania i udostępniają jego okrojoną wersję. Jeśli jednak stosunkowo proste zadanie stworzenia oprogramowania i bazy danych udało się jednej grupie programistów, z pewnością tym śladem podążą kolejne. Oczywiście, jest to tylko narzędzie i od człowieka zależy, jak zostanie wykorzystane. Nie powinniśmy się jednak łudzić: internet niebawem zaleje (jeszcze większa) powódź półprawd i fałszu doskonale imitujących prawdę.
Autor: Piotr Prejbisz o 07:45 Brak komentarzy:

środa, 20 lutego 2019

Chinka cała z AI

I o czym rozmawiają nasi "głowacze"? Jak daleko jesteśmy za czołówką AI?
A za wojenną techniką Rosji?

Autor: Piotr Prejbisz o 19:18 Brak komentarzy:

niedziela, 17 lutego 2019

Komandor Romanowski



Spotkanie rodzinne w 1957 roku - wujek Stefan na stojąco, za komandorem jego córka
Autor: Piotr Prejbisz o 16:35 Brak komentarzy:

Morawiecki o roszczeniach

Fragment rozmowy z premierem Mateuszem Morawieckim po konferencji w Warszawie:

W środę sekretarz stanu USA Mike Pompeo podczas konferencji prasowej z szefem polskiego MSZ powiedział: „Doceniamy znaczenie rozwiązywania niezałatwionych spraw związanych z przeszłością i namawiam moich polskich kolegów do pójścia naprzód w sprawie kompleksowej restytucji prywatnej własności”. Jak się Pan odniesie do tej wypowiedzi? Czy faktycznie ta sprawa jest niezałatwiona i wymaga zmian ze strony Polski?
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Szef rządu: Sprawa zwrotu mienia obywatelom USA pochodzenia żydowskiego jest uregulowana. To my mamy prawo do odszkodowań
Do tej sprawy podchodzimy bardzo konsekwentnie i jednoznacznie, uwzględniając cały kontekst historyczny. Tłumaczymy, że oczekiwania, aby Polska zadośćuczyniła za niemieckie zbrodnie oparte są na fundamentalnym nieporozumieniu. Polska była ofiarą i Niemiec, i Związku Radzieckiego. Niemcy zniszczyli nasz kraj, chcieli wymordować niemal cały polski naród, a pozostałą część zamienić w niewolników. To my mamy prawo do tego, aby żądać odszkodowań.
Sprawa zwrotu mienia obywatelom amerykańskim pochodzenia żydowskiego jest zresztą całkowicie uregulowana – od lat mamy podpisaną w tej sprawie z Amerykanami umowę indemnizacyjną, która zwalnia nasz kraj z tej odpowiedzialności. Chcę to jasno podkreślić: nie ma obecnie tego tematu. Polska jest pod tym względem całkowicie bezpieczna. Polska była ofiarą, a nie katem. I przede wszystkim to Niemcy nigdy nie zrekompensowały Polsce strat, które spowodowała zbrodnicza polityka III Rzeszy.
W czwartek rozmawiał Pan także z wiceprezydentem Pencem, czy ten temat został poruszony?
Tak, cały czas konsekwentnie przekazujemy to stanowisko w rozmowach z naszymi partnerami. Straty Polski z tytułu niemieckiej agresji wynoszą według wstępnych jeszcze dziś szacunków ok. 650- 700 mld dolarów. To kwota, którą uzupełniają dodatkowo niemal całkowicie zniszczona Warszawa i setki innych polskich miast i miasteczek. A przecież to tylko materialny wymiar strat. Jak przeliczyć na pieniądze życie milionów naszych obywateli, którzy zostali wymordowani albo ciężko ranni, którzy byli zmuszani do niewolniczej pracy dla niemieckiej machiny wojennej? Jak przeliczyć straty terytorialne na wschodzie?
Pokazywałem też wiceprezydentowi Pence’owi zdjęcia wojennych zniszczeń Warszawy, opowiadałem mu o Witoldzie Pileckim. Widziałem, że był tym poruszony. Mówiłem mu także, że Niemcy nigdy nie zapłaciły Polsce za swoje zbrodnie. Zamiast odszkodowania dostaliśmy członkostwo w komunistycznym bloku. Straciliśmy na wojnie wszystko, co najważniejsze: ludzi, terytorium, majątek, niepodległość, przyszłość.
https://wpolityce.pl/polityka/434208-prof-kucharczyk-nie-nalezy-rezygnowac-z-reparacji
Autor: Piotr Prejbisz o 12:16 Brak komentarzy:
Etykiety: Dobra Sprawa Matysiaków

Powstańcy Wielkopolscy

Powstała baza:
http://powstancywielkopolscy.pl/pl/
jest niepełna (brak m.in. Zygmunta Preibisza, w okresie Powstania przewodniczącego Rady Ludowej na powiat Wągrówiec) - wpisano głównie odznaczonych Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym w latach od Powstania raczej odległych.

Wyniki

Znaleziono wyników: 3
  • Preibisz, Antoni  - ur. 1900.08.26 Budzyń - rodzice: Jan, Stanisława
  • Preibisz, Władysław Marian  - ur. 1899.06.29 Budzyń - rodzice: Jan, Stanisława
  • Preibisz lub Prebisz, Stefan  - ur. 1902.09.17 Mokronosy - rodzice: Zygmunt, Helena
Setefan Preibisz (urodzony 17IX1902):
"w sierpniu 1919  z baterią haubic zostaje przerzucony na front wschodni i bierze udział w ofensywie od Lidy aż po Połock. Zimą 1919/1920 jest na przyczółku nad Berezyną przed Bobrujskiem na obserwacji arytyleryjskiej. Jako najmłodszy żołnierz 14 dywizji Litewsko-Białoruskiej jest członkiem 15 osobowej delegacji oficerów i podoficerów, która pod przewodnictwem płk. Andersa udaje się 16 marca 1920 roku do Poznania, aby złożyć generałowi Dowbór-Musińckiemu życzenia i wręczyć od dywizji szablę, na której ostrzu wyryto nazwy zwycięskich bitew, oraz oprawny w złotogłów album fotograficzny" 
Fragment z naszej Kroniki Rodzinnej - do przemyślenia.
Autor: Piotr Prejbisz o 08:01 Brak komentarzy:

Hello




Cześć, to ja
Zastanawiałam się, czy po tych wszystkich latach chciałbyś się spotkać
By wszystko powtórzyć
Mówią, że czas leczy rany
Ale ja nie czuję się uleczona

Cześć, czy mnie słyszysz?
Jestem w Kalifornii, marząc o tych, którymi byliśmy
Gdy byliśmy młodsi i wolni
Zapomniałam jak to było, zanim świat upadł nam do stóp

Jest między nami taka różnica 
I milion mil

Witaj z drugiej strony
Musiałam dzwonić z tysiąc razy, by powiedzieć
"Przepraszam za wszystko, co zrobiłam"
Lecz gdy dzwonię, zdaje się, że nigdy nie ma Cię w domu
Witaj z zewnątrz
Przynajmniej mogę powiedzieć, że próbowałam
Powiedzieć Ci "przepraszam, że złamałam Ci serce"
Ale to nie ma znaczenia.
Najwyraźniej już nigdy więcej Cię to nie rusza

Cześć, jak się masz?
To dla mnie takie typowe, by mówić o sobie, przepraszam
Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie w porządku
Czy Kiedykolwiek opuściłeś to miasto
W którym nic się nigdy nie dzieje?

To żadna tajemnica, że nam obojgu kończy się czas

Więc witaj z drugiej strony (drugiej strony)
Musiałam dzwonić z tysiąc razy (tysiąc razy), 
By powiedzieć: "Przepraszam za wszystko, co zrobiłam"
Lecz gdy dzwonię, zdaje się, że nigdy nie ma Cię w domu
Witaj z zewnątrz (z zewnątrz)
Przynajmniej mogę powiedzieć, że próbowałam
Powiedzieć Ci "przepraszam, że złamałam Ci serce"
Ale to nie ma znaczenia
Najwyraźniej już nigdy więcej Cię to nie rusza

Ooooohh, nigdy więcej
Ooooohh, nigdy więcej
Ooooohh, nigdy więcej
Nigdy więcej

Witaj z drugiej strony (drugiej strony)
Musiałam dzwonić z tysiąc razy, by powiedzieć:
"Przepraszam za wszystko, co zrobiłam"
Lecz gdy dzwonię, zdaje się, że nigdy nie ma Cię w domu
Witaj z zewnątrz (z zewnątrz)
Przynajmniej mogę powiedzieć, że próbowałam
Powiedzieć Ci "przepraszam, że złamałam Ci serce"
Ale to nie ma znaczenia
Najwyraźniej już nigdy więcej Cię to nie rusza

Hello, is it me you are looking for...




Liczba wyświetleń na YouTube zmienionego przez Adele Hello to już 2 488 210 613. Pojawiło się więc zestawienie-parodia:
https://www.youtube.com/watch?v=yIr2viFiEn4
Autor: Piotr Prejbisz o 07:00 Brak komentarzy:

sobota, 16 lutego 2019

Wisła

lekarstwem na chandrę (dzisiejsza nazwa - depresja).
Autor: Piotr Prejbisz o 00:23 Brak komentarzy:

piątek, 15 lutego 2019

Kościuszko amerykańsko-polski

W miejscu dawnego placu handlowego stoi dzisiaj pomnik Kościuszki:
Na tablicy czytamy, że jest to kopia pomnika z roku 1910 wzniesionego w Waszyngtonie według projektu Antoniego Popiela.
Przywołane są na nim wojenne dokonania Kościuszki w Ameryce - bitwa pod Saratogą (1777) i obrona West Point,
jak również Bitwa pod Racławicami w czasie polskiej Insurekcji 1794 roku.


Jaki był Plac Żelaznej Bramy:
https://wkramost.blogspot.com/2018/11/plac-zelaznej-bramy.html
Autor: Piotr Prejbisz o 21:31 Brak komentarzy:
Etykiety: *Stowarzyszenie Spadkobierców PK2WS

czwartek, 14 lutego 2019

Sprawiedliwość po pięciu wiekach

Kilka lat temu pisano:

Epokowy akt zadośćuczynienia: potomkowie Żydów wygnanych z kraju przed pięcioma wiekami mogą odzyskać obywatelstwo.
Sefardyjczycy, których przodków wygnano z Półwyspu Iberyjskiego na przełomie XV i XVI w. z królestw Portugalii i Hiszpanii ("Sefarad" to po hebrajsku Hiszpania), mają trzy lata na zgłoszenie chęci uzyskania obywatelstwa. Powinni też wykazać swój związek z kulturą Hiszpanii. Może nim być typowe nazwisko (lista zawiera ich ponad 5 tys.), dokument potwierdzający pochodzenie od wypędzonych lub znajomość XV-wiecznej hiszpańszczyzny ladino, którą wielu ocaliło i używa jej do dziś. Związki kulturalne z krajem przodków mają sprawdzać rozsiane po świecie instytuty Cervantesa krzewiące kulturę Hiszpanii.

Żydzi sefardyjscy wracają do hiszpańskiej ojczyzny. Ale trudno im odzyskać obywatelstwo

Potomkowie wygnanych przed pięcioma wiekami Żydów w majestacie prawa mogą wracać na Półwysep Iberyjski. Ale wcale nie przybywają tak licznie, jak spodziewał się rząd Hiszpanii. Skarżą się, że trudnych egzaminów językowych nie zdałby nawet Miguel Cervantes.

W ciągu dwóch lat zaledwie 5 tys. potomków wypędzonych uzyskało – na mocy specjalnej ustawy – obywatelstwo tego kraju. Winne są skomplikowane procedury. Teraz Hiszpania postanowiła ułatwić je starszym ludziom: nie muszą już władać współczesnym hiszpańskim ani znać konstytucji.

Sprawiedliwość po pięciu wiekach

Przyjęta w 2015 r. ustawa zyskała uznanie w świecie jako szlachetny akt zadośćuczynienia potomkom Żydów wypędzonych w 1492 r. z Półwyspu Iberyjskiego. Najpierw królowie katoliccy, Izabela i Ferdynand, a kilka lat później król Portugalii Manuel I wygnali ze swoich krajów przeszło 200 tys. ludzi. Ci rozpierzchli się po Europie, Afryce Północnej, a spora część wyjechała do Ameryki Południowej właśnie kolonizowanej przez obie europejskie potęgi. Potomkami wypędzonych byli m.in. niderlandzki filozof Baruch Spinoza i angielski ekonomista David Ricardo, a w XX w. austriacki pisarz Elias Canetti.

W 2015 r. szacowano, że po pięciu wiekach wywodząca się ze średniowiecznej Hiszpanii i Portugalii diaspora liczy w sumie ok. 2 mln osób w blisko 100 krajach, a tych, którzy wciąż przechowują pamięć, język i tradycje dawnej ojczyzny, może być nawet ćwierć miliona.

Hiszpania i Portugalia, które w tym samym 2015 r. postanowiły chętnym przywrócić obywatelstwo, liczyły, że ci tłumnie ruszą po nowe paszporty, a może i zechcą osiedlić się w ojczyźnie przodków.

Początkowo rzeczywiście na to wyglądało. W hiszpańskich konsulatach w Izraelu, Turcji, na Bałkanach, w Maroku i krajach Ameryki Łacińskiej po informacje ustawiały się długie kolejki. Przywódcy mniejszości sefardyjskich cieszyli się, że doczekali się sprawiedliwości dziejowej.

– Jestem szczęśliwy, to wielki, symboliczny gest – mówił wtedy David Saltiel, przywódca sefardyjskiej kolonii w greckich Salonikach. – Hiszpania naprawia błąd swoich królów i wyrządzoną nam krzywdę. My wciąż pamiętamy hiszpańskie pieśni i rytuały. Jestem Grekiem i Europejczykiem, ale Hiszpania to moja ziemia.

– Hiszpania ma randkę z historią – mówił Isaac Querub, szef federacji Sefardyjczyków w Izraelu. – Co za radość!

A przywódca ich światowej federacji, Jose Benarroch, liczył, że o hiszpański paszport poprosi ponad 100 tys. osób.
Biurokratyczne kłody

Ale, jak się okazuje, wyniki są mizerne. Hiszpańskie paszporty otrzymało zaledwie 4 tys. 919 osób (po odpowiednie papiery zgłosiło się 8 tys. w 24 krajach). W dodatku prawie 4,5 tys. dostało je poza przewidzianą ustawą procedurą.
Powód? Biurokracja.

Hiszpania za wysoko zawiesiła poprzeczkę. Trzeba bowiem nie tylko dowieść pochodzenia od wypędzonych przodków, przedstawić zaświadczenie rabina albo Federacji Wspólnot Żydów Hiszpańskich, wykazać się znajomością dawnego hiszpańskiego (ladino), nazwiskiem z listy typowych nazwisk hiszpańskich Żydów bądź innymi związkami z wypędzonymi. Ponadto w jednym z rozsianych po świecie Instytutów Cervantesa (promują hiszpańską kulturę i język) zdać egzaminy ze znajomości w mowie i piśmie współczesnego hiszpańskiego, a także konstytucji. Na koniec – pojechać do Hiszpanii i uwierzytelnić papiery u notariusza.

Procedura okazała się tak żmudna, że większość chętnych się poddała. Tym bardziej że jej koszt waha się od 3 do 5 tys. euro.
Cervantes mógłby nie zdać tego egzaminu

O wiele więcej osób poprosiło o obywatelstwo Portugalii, bo tamtejsza ustawa jest mniej wymagająca, a przede wszystkim nie przewiduje egzaminów. Tym bardziej że po pięciu wiekach niektórym jest wszystko jedno – Hiszpania czy Portugala – bo dla wypędzonych ich dawna ojczyzna Sefarad (po hebrajsku) obejmowała cały Półwysep Iberyjski.

Dlatego teraz zaalarmowany rząd Hiszpanii przyznał w trybie nadzwyczajnym obywatelstwo z urzędu kilkuset potomkom, którzy poprosili o nie przed uchwaleniem ustawy, zwalniając ich z egzaminów; a potem uchylił je w ogóle dla osób powyżej 70. roku życia.

Karen Gerson Sarhon, szefowa towarzystwa Sefardyjczyków w Turcji, tłumaczy: – Nam łatwo jest się porozumieć w ladino, gdy rozmawiamy z dzisiejszymi Hiszpanami, ale w piśmie różnice są bardzo duże. Starsi ludzie już sobie współczesnego hiszpańskiego nie przyswoją. Wiek należałoby obniżyć jeszcze do 65 lat, to chętnych będzie więcej. Paradoks polega na tym, że Hiszpania chwali nas za kultywowanie hiszpańskiej kultury przez pięć wieków, ale nie zgadza się, by ladino, czyli nasza wersja starego hiszpańskiego, wystarczył. Pytanie, czy Miguel de Cervantes zdałby dziś egzamin z języka w Instytucie Cervantesa?

Ustawa o przywróceniu obywatelstwa miała obowiązywać trzy lata, czyli do 2018 r. Rząd może ją jednak przedłużyć jeszcze o rok. Albo zmienić tak, by łatwiej dało się spełnić jej wymogi.
Rekonkwista i wygnanie

Żydzi mieszkali na Półwyspie Iberyjskim od czasów pierwszych kolonii fenickich, tysiąc lat przed naszą erą; a potem przybywali za rzymskiej tam obecności, w II i I wieku p.n.e. Po zburzeniu Jerozolimy i Masady przez Rzymian, w I i II w. po Chrystusie, osiedliło się ich ok. 80 tys.

Przez blisko osiem wieków istnienia arabskiej al-Andalus (711-1492) Żydzi – jako jeden z ludów Księgi, obok muzułmanów i chrześcijan – zajmowali się handlem, finansami, poborem podatków i wymianą pieniędzy. Byli wykształceni, zajmowali się nauką: astronomią, medycyną, matematyką. Po zjednoczeniu Kastylii i Aragonii i ostatecznym odbiciu w 1492 r. królestwa Grenady z rąk arabskich królowie katoliccy wybrali wyznaniowe oblicze kraju i wypędzili ich. Przeszło sto lat później król Filip III wypędził także morysków, czyli ochrzczonych potomków muzułmanów.
Autor: Piotr Prejbisz o 06:39 Brak komentarzy:

wtorek, 12 lutego 2019

Z czym przegrywa AI?

Czy oni wiedzą o czym piszą? Co to jest "inteligencja emocjonalna"? Czy warto się nad takową pochylać, skoro jest ona bliższa ułomnościom niż zaletom umysłu ludzkiego?

SZTUCZNA INTELIGENCJA WCIĄŻ PRZEGRYWA Z INTELIGENCJĄ EMOCJONALNĄ

W San Francisco odbyła się pierwsza na świecie debata między człowiekiem a komputerem. Sztuczna Inteligencja IBM miała lepsze argumenty, ale nie przyczyniło się to do wygrania dyskusji.(?!)
12 lutego 2019 roku mógł być datą szczególną. Przeciwko sobie stanęli Harish Natarajan, finalista Światowych Igrzysk w Debatowaniu z 2016 roku, i Project Debater, system sztucznej inteligencji (AI) wyspecjalizowany w debatowaniu, opracowany przez IBM. To był pierwszy pojedynek człowieka i sztucznej inteligencji nie w grze, nie w łamigłówce, tylko w walce na argumenty.

Tematem transmitowanej na żywo debaty była edukacja, a dokładniej - czy przedszkola powinny być dotowane z funduszy publicznych. Obaj uczestnicy poznali go 15 minut przed rozpoczęciem spotkania. AI miało bronić tezy, człowiek ją odpierać. Wygrać miał ten, komu uda się przekonać najwięcej osób do swoich racji.

Debatujący mieli po 4 minuty na wygłoszenie mowy otwierającej, kolejne 4 minuty na kontrargumenty i po 2 minuty na mowę końcową.

Witam i przegrywam (?)

- Witaj, Harish - zaczął debatę Project Debater, od razu próbując przejść do lekkiego, trochę familiarnego tonu, charakterystycznego dla publicznych wystąpień w kulturze anglosaskiej. Potem jednak było już znacznie sztywniej. Monotonnym kobiecym głosem AI wykładała, że szkolnictwo przedszkolne pomaga przełamywać dziedziczenie biedy i choćby dlatego warto je finansować z publicznego budżetu. Mówiła pełnymi zdaniami, bardzo poprawnie, odwołując się do licznych danych i źródeł, raz na jakiś czas wrzucając zgrabnie dobrany cytat. Argumenty były klarowne i jednoznacznie potwierdzające bronionej tezy.

Przed debatą widzów w studio spytano, czy są za, czy przeciw dofinansowaniu dla przedszkolnej edukacji. Za subsydiami było 79 proc., przeciw opowiedziało się 13 proc. widzów. Po debacie dopłaty popierało już tylko 62 proc. widzów, a 30 proc. było im przeciwnych. Przy ocenie siły argumentów to dowód AI został wskazany jako bardziej wzbogacający wiedzę, ale sztuczna inteligencja i tak przegrała.

Co się stało, że Natarajan, który musiał bronić znacznie mniej popularnego poglądu, ostatecznie wygrał?

Mowa ciała

IMB pracuje nad Project Debater od 2012 roku. Wywodzi się on bezpośrednio z systemu Watson, który potrafił jako pierwszy zagrać w quiz Jeopardy!. Nowy system jest jednak o wiele bardziej zaawansowany w uczeniu maszynowym. Potrafi też korzystać ze sporej biblioteki zapamiętanych tekstów prasowych i naukowych. I to na niej bazuje w dyskusjach, bo nie jest podłączony do internetu.

Mimo to AI od IBM brzmiała, jakby recytowała Wikipedię. Wszystko bardzo poprawnie, dużo faktów, ale bez szczególnego zaangażowania w temat. W przeciwieństwie do Natarajana, który nie tylko wizualnie (okulary, garnitur z kamizelką), lecz także werbalnie (brytyjski akcent, umiejętna praca głosem, podkreślanie argumentacji) przekonywał do swoich racji. Może nie miał najlepszych argumentów pod względem merytorycznym, ale jako doświadczony mówca skupiał się na dotarciu do odbiorców z głównym przekazem.

Wyniki eksperymentu pokazały, jak ważne są miękkie elementy komunikacji. I choć Dario Gil, dyrektor działu badań w IBM, przekonuje w rozmowie z CNN, że Project Debater "przesuwa granice tego, jak bardzo systemy AI mogą wchodzić w relacje z ludźmi i nas lepiej zrozumieć", to jednak wciąż nie przesunął ich tak, by sztuczna inteligencja pokonała inteligencję emocjonalną(?!).
Autor: Piotr Prejbisz o 19:19 Brak komentarzy:

poniedziałek, 11 lutego 2019

Tablica Szancera

Image result for tablice na ulicy Karowej
Na tablicy czytamy:
W tym domu w latach 1957-1973 mieszkał i tworzył Jan Marcin Szancer - Ilustrator.

Dom, w którym mieszkał, przylegał do barierki kończącej skarpową część Karowej, a poniżej widoczna była Karowa podskarpowa, dochodząca do Wisły:

Może właśnie tam stojąc w dzień zimowy zobaczył unoszącą się nad ziemią Królową Śniegu?
Image result for jan marcin szancer ilustracje
do której sań przyłączył swoje saneczki malutki Kaj:
Image result for jan marcin szancer ilustracje
A może w tej zimowej scenerii ujrzał oczami wyobraźni na jakiejś ulicy sprzed stulecia niewyobrażalnie smutną Dziewczynkę z zapałkami:
Image result for jan marcin szancer ilustracje
Ale przecież po zimie przychodzi zawsze wiosna:

Image result for jan marcin szancer ilustracje
i odnajduje zgubione gąski Sierotki Marysi:
Image result for jan marcin szancer ilustracje
W letnim lesie czyha jednak na Czerwonego Kapturka oszukańczy Wilk:
Image result for jan marcin szancer ilustracje
ale może sobie też w lecie poużywać Calineczka:
Image result for jan marcin szancer ilustracje
Jeśli tylko nie damy się nabrać, jak Pinokio, na kraj "wiecznej zabawy", opisywany przez fałszywych przyjaciół:
Image result for jan marcin szancer ilustracje
to będziemy mieli szansę na bezkresną naukę w Akademii Pana Kleksa:
Image result for jan marcin szancer ilustracje
i podziwiać dobry obrót losu dla Kopciuszka:
Image result for jan marcin szancer ilustracje
a nawet Królewny Śnieżki:
Image result for jan marcin szancer ilustracje
Dużo inspiracji do pięknych ilustracji mógł zaczerpnąć Szancer z wyjątkowej drogi spacerowej:
https://wkramost.blogspot.com/2018/11/os-saska-dopeniona-karowa.html
Autor: Piotr Prejbisz o 21:45 Brak komentarzy:
Etykiety: Dobra Sprawa Matysiaków

sobota, 9 lutego 2019

Translatory

Częścią AI są translatory. Będziemy musieli umieć z nich korzystać. Najważniejsze będą translatory angielsko-polskie i polsko-angielskie. Wykorzystując wiki cytaty możemy wyrobić sobie jakiś pogląd na ich zalety i braki. Wystarczy otworzy jednocześnie:

translator angielsko-polski
https://www.google.com/search?q=translator+ang+polski&oq=translator+an&aqs=chrome.3.0j69i57j0l4.12777j0j7&sourceid=chrome&ie=UTF-8

oraz translator polsko-angielski
https://www.google.com/search?q=translator+polsko+angielski&oq=translator+polsko&aqs=chrome.1.69i57j69i59j0l4.21487j1j7&sourceid=chrome&ie=UTF-8

i zapisywać gdzieś otrzymywane tłumaczenia (w jedną i w drugą stronę).

Poniżej trzy cytaty z wszystkim znanego opowiadania "Stary człowiek i morze" Hemingwaya (są zapisane grubym drukiem):

My big fish must be somewhere.

Moja wielka ryba musi gdzieś być.

My big fish must be somewhere.


Let him think that I am more man than I am and I will be so.

Niech pomyśli, że jestem bardziej człowiekiem niż ja i tak będzie

Let him think that I am more human than I will be.


Luck is a thing that comes in many forms and who can recognize her?

Szczęście to coś, co ma wiele postaci i kto może ją rozpoznać?

Happiness is something that has many characters and who can recognize it?


Powyżej startowaliśmy ze zdań angielskich, ale warto przeprowadzić to samo ćwiczenie wychodząc od zdań polskich. Poniżej tłumaczenia trzech cytatów z "Popiołu i diamentu" Jerzego Andrzejewskiego:

Honor to nie jest wierność samemu sobie.

Honor is not fidelity to yourself.

Honor nie jest wiernością dla samego siebie.


Naprawdę interesujące są tylko te książki, których żadne zdanie nie zostało jeszcze napisane.

Only those books that have not yet been written are really interesting.

Tylko te książki, które nie zostały jeszcze napisane, są naprawdę interesujące.


Nie wybiera się przecież swojego czasu.

After all, you do not choose your time.

W końcu nie wybierasz swojego czasu.
Autor: Piotr Prejbisz o 19:47 Brak komentarzy:

czwartek, 7 lutego 2019

Etyczne podstawy rewindykacji i odszkodowań

Etyczne podstawy rewindykacji i odszkodowań, Ministerstwo Kultury i Sztuki. Prace i Materiały Wydziału Rewindykacji i Odszkodowań, nr 3, Warszawa 1945 r. Wersja angielska: Ethical bases of reparations, Warsaw 1945, Ministry of Culture and Art (Publications of the Reparations. Section Nr 3).

PEŁNY TEKST ESEJU PROF. WŁADYSŁAWA TATARKIEWICZA POD TYTUŁEM „ETYCZNE PODSTAWY REWINDYKACJI I ODSZKODOWAŃ”:
I
Jeszcze nie były uprzątnięte reszty ruin ze zbombardowanej Warszawy, gdy w październiku 1939 r. władze niemieckie przystąpiły do niszczenia i wywożenia tego, co w mieście z dobytku kulturalnego zostało. Nie tylko wywożono cenniejsze przedmioty muzeów, ale zabierano byle jakie mikroskopy z pracowni Politechniki i małe księgozbiory z seminariów Uniwersytetu. Niemca, profesora jednego z uniwersytetów Rzeszy, który jako przedstawiciel władz zabierał zbiory warszawskie (nazwisko jego było Petersen i był profesorem prehistorii w Uniwersytecie w Rostock), zapytał wówczas Polak, który mu je musiał wydawać, dlaczego wszystkie te rzeczy zabiera, i kiedy Rzesza posiada niezliczoną ilość takich samych i lepszych. „Posiada - odpowiedział tamten - ale po co mają tu zostawać, kiedy przecież w Warszawie szkół wyższych już nigdy nie będzie”. W tej Warszawie, która w owym 1939 roku liczyła znacznie więcej niż 20 tysięcy słuchaczów szkół wyższych. Odtąd zaś, ani książki, ani mikroskopy, ani jakiekolwiek zbiory nie miały w niej być potrzebne. Gdy zaś ów niemiecki profesor wyraził zdziwienie, że Polak niechętnie wydaje mu zbiory, ten mu powiedział: „Niech pan postawi się w naszą sytuację i pomyśli, że to Niemcy przegrały wojnę i zwycięzcy zabierają im ich warsztaty pracy naukowej”. „To jest niemożliwe - odparł Niemiec - to się nigdy stać nie może”.

W tych jego słowach znalazła wyraz podstawa postępowania niemieckiego: przekonanie o swej sile i wynikającej z niej bezkarności. Mając to przekonanie, niszczyli z całą bezwzględnością, planowo i systematycznie polskie mienie kulturalne. Rozpoczęli to dzieło zniszczenia od pierwszego dnia okupacji i nie przerwali go do końca.

1. Wszystkie wyższe uczelnie w całej Rzeczypospolitej Polskiej od początku okupacji zostały zamknięte, a majątek ich zabrany. A nawet nie były zamknięte, lecz zignorowane, potraktowane jak gdyby nigdy nie istniały. Profesorowie ich nie byli nawet zawiadomieni, że są złożeni z urzędu. Ty1ko w Krakowie zostali zaproszeni na odczyt niemiecki, a gdy się nań zebrali, zostali zaaresztowani i wywiezieni do obozu karnego w Rzeszy.

2. Zamknięte zostały od chwili wejścia Niemców do Polski także wszystkie szkoły średnie ogólnokształcące, tak iż została w kraju jedynie pewna ilość szkół zawodowych. I nie zostały otwarte aż do końca okupacji. Gmachy szkół zostały zajęte na cele niemieckie, np. wzorowa szkoła im. Batorego w Warszawie na gimnazjum niemieckie, a jej pracownie przyrodnicze wywiezione do Rzeszy. Przez pięć i pół lat kraj został bez szkół średnich, tak samo jak bez szkół wyższych.

3. Zamknięte zostały wszystkie stowarzyszenia i organizacje naukowe, ich majątek zaś został skonfiskowany. W szczególności została zamknięta Polska Akademia Umiejętności, sprzęty z jej siedziby wywieziono, gmach jej przemieniono ma czytelnię dla Niemców.

4. Zostały dla Polaków zamknięte wszystkie biblioteki publiczne. Dostępne pozostały tylko dla Niemców, a częściowo zostały przekształcone na czysto niemieckie. Książki z bibliotek publicznych i prywatnych zaczęły władze niemieckie przerzucać z jednej do drugiej. A wynikiem tych przemieszczeń było, że niemal wszystko, co Warszawa miała cenniejszego – 300 000 najstarszych druków polskich i 40 000 rękopisów — zostało zgromadzone przez Niemców w jednej bibliotece i - wszystko to Niemcy, wychodząc w 1944 r. razem spalili. A dodać należy jeszcze, że wszystkie większe księgarnie w całej Polsce zostały wywłaszczone przez Niemców i przekształcone na „Deutsche Buchhandlungen”. W tych zaś, które pozostały, zostały w 1940 r. skonfiskowane książki angielskie i francuskie, a w 1942 r. również i rosyjskie. W językach tych Polakom nie wolno było czytać (jeśli pominąć francuską prasę okupacyjną).

5. Wszystkie archiwa w Kraju zostały od pierwszego dnia okupacji uniedostępnione dla Polaków. Część ich została od razu wywieziona do Rzeszy. Z tych zaś, które zostały pozostawione w kraju, najważniejsze Niemcy wychodząc zniszczyli. W szczególności spalili całe Archiwum Akt Nowych, tj. archiwum władz centralnych Rzeczypospolitej Polskiej z lat 1918-39. A tak samo Archiwum Główne, zawierające akta władz centralnych dawniejszych czasów. W ten sposób Niemcy osiągnęli, że archiwa centralne całego kraju przestały prawie istnieć.

6. Uniemożliwiona została na czas okupacji publikacja jakiejkolwiek książki zarówno z zakresu nauki, jak i z zakresu literatury. Zamknięte zostały wszystkie czasopisma naukowe, literackie, codzienne, nie mówiąc o politycznych. Ukazywały się jedynie te, które wydawały same władze niemieckie, a były to pisemka na najniższym poziomie i usiłujące każdym słowem zatruć umysły polskich czytelników.

7. Zamknięte też zostały wszystkie muzea i wystawy sztuki. Z Muzeum Narodowego w Krakowie zrobiono kasyno niemieckie, z Muzeum Narodowego w Warszawie - magazyn dla SS-ów, z jednego gmachu wystawowego w Warszawie - „Haus Deutscher Kultur”, z drugiego - jadłodajnię żołnierską.Zbiory częściowo stłoczono w magazynach, uniemożliwiając ich konserwację, częściowo wywieziono. Z Muzeum Narodowego w Warszawie wywieziono całą sztukę średniowieczną, a w innych działach okazy najcenniejsze. Zanim jeszcze zniszczono Zamek warszawski, wywieziono znajdujące się w mim obrazy, między innymi 22 widoki Canaletta. Galerię pałacu Łazienkowskiego w Warszawie SS-i traktowali jako swoją własność i obraz ze szkoły Rembrandta, jaki się w niej znajdował, ofiarowali Genera1nemu Gubernatorowi Frankowi na urodziny. Dzieła sztuki nie odpowiadające swą treścią Niemcom były niszczone; poszukiwano specjalnie obrazu Matejki, przedstawiającego klęskę Niemiec pod Grunwaldem w 1410 r., a gdy go nie znaleziono, uwięziono zarząd galerii, do której należał.

8. Zabytki architektury były niszczone od początku okupacji. Zamek królewski w Warszawie, który wytrzymał oblężenie, został zdemolowany zaraz potem, od października do grudnia 1939 roku, zaminowany w 1940, wysadzony w powietrze w 1944. Po powstaniu 1944 roku spalono i wysadzano w powietrze kolejno, planowo jeden za drugim zabytki stolicy. Z milionowego miasta, pełnego zabytków historycznych, pozostał zaledwie jeden pałac, który zamieszkiwali Niemcy do końca i którego nie zdążyli już zniszczyć, oraz dwa stojące w pobliżu kościoły; wszystko inne przestało istnieć.

9. Pomniki były niszczone od chwili wejścia Niemców. W Poznaniu zostały od razu zniszczone wszystkie, tak samo w Łodzi. W Krakowie zwalono między innymi pomnik wielkiego poety polskiego Mickiewicza i bohaterskiego wodza z XVIII wieku, Kościuszki. W Warszawie zniszczono już w 1942 r. część pomników, między innymi Szopena ( dodać warto, że podczas całej okupacji nie wolno było wykonywać utworów Szopena, a także i innych kompozytorów polskich). Resztę zaś pomników warszawskich zniszczono podczas powstania i po powstaniu. Były między nimi dwa pomniki dłuta Thorwaldsena: Kopernika i Józefa Poniatowskiego.

10. Prywatne zbiory uległy podobnemu losowi jak publiczne, A tak samo urządzenia wielu mieszkań. W zachodnich ziemiach Polski przyłączonych do Rzeszy, były od razu wraz z majątkami darowywane Niemcom lub wywożone. W innych częściach Polski robiono to samo, tylko stopniowo. W szczególności mieszkania ludzi więzionych w obozach koncentracyjnych były konfiskowane, sprzęty zabierano do ostatniego. Najbardziej masowa akcja była dokonana w związku z wymordowaniem Żydów w 1943 roku: sprzęty z dziesiątków tysięcy mieszkań zostały zabrane, książki zwalono razem i sprzedano na makulaturę.

Zakończenie całej akcji niemieckiej nastąpiło w czasie powstania warszawskiego 1944 r. Ale podczas gdy w pierwszych latach okupacji szła ona ku przywłaszczeniu sobie polskiego dobra kulturalnego, to teraz - w pośpiechu i gniewie - już tylko ku jego zniszczeniu. W Warszawie, mieszczącej nieporównanie największą część naukowego i artystycznego majątku Polski, zniszczono teraz prawie wszystko, co było własnością prywatną. Zniszczenie tylko w małej części było skutkiem działań wojennych, w przeważnej - dziełem systematycznego, stopniowego palenia i wysadzania w powietrze jednego domu za drugim, w miarę jak były zdobywane przez Niemców. Moje doświadczenia w tym względzie były podobne do doświadczeń tysięcy Polaków. Pierwsze były już z 2 września 1939 r.: jedna z 29 bomb, jakie w dniu tym były zrzucone przez niemieckich lotników na cmentarz warszawski, zniszczyła mój grób rodzinny. Było to w drugim dniu wojny, gdy działania wojenne były daleko od stolicy, gdy nie było jeszcze mowy o jej obronie - już wtedy lotnictwo niemieckie rozpoczęło swe dzieło zniszczenia.

Ostatnie zaś doświadczenie było z dni powstanie warszawskiego z sierpnia 1944 r. Gdy wojska niemieckie opanowały dzielnicę, którą zamieszkiwałem, kazano nam niezwłocznie opuścić dom i spalono go od razu wraz z całym urządzeniem, zbiorami, biblioteką, warsztatem pracy naukowej. A przed nim i po nim płonęły inne domy, jeden za drugim. Wychodząc, zdołałem wziąć do walizki tylko nieco bielizny i rękopis pracy naukowej, nad którą pracowałem przez całą wojnę. W drodze, gdy nas gnano z płonącego domu do obozu, żołnierze odebrali z walizy bieliznę - został już tylko rękopis. Wtedy podszedł oficer niemiecki, otworzył walizę, znalazł rękopis. „Co to? praca naukowa - rzekł - Nie, n i e ma już polskiej kultury - es gibt keine polnische Kultur mehr”. I rzucił rękopis do rynsztoka. W tych jego słowach był zawarty cały stosunek Niemców do nas szczególniej zaś w tym ,”już me ma”: bo dotąd była, ale przez pięć lat dokonali, że już jej nie ma. Akcja ich chciała nie tylko zniszczyć polską kulturę, ale zatrzeć nawet jej ślady. Była robiona z premedytacją. Była wykonaniem osobistego rozkazu Hitlera. Ale rozkaz ten spełnili wszyscy i władze cywilne tak samo, jak ludzie prywatni, uczeni i artyści. Cały naród niemiecki brał udział w tym rabunku i zniszczeniu, cały jest zań odpowiedzialny.

II

Stan faktyczny jest, streszczając, taki:

1. Niemcy w ciągu 5-ciu lat okupacji niszczyli konsekwentnie i stale kulturę polską naukową talk samo, jak artystyczną, biblioteki i archiwa, szkoły i piśmiennictwo, tak samo jak muzea i pomniki, sprzęty i zbiory prywatne.Częściowo wywozili je do siebie, częściowo niszczyli od razu. Niszczyli zarówno wytwory kultury, jak jej warsztaty, które by mogły ją produkować w przyszłości. Niszczyli celowo i systematycznie. Niszczyli od początku, od pierwszego dnia wojny. A przygotowali się do tego wcześniej: szpiegowie niemieccy, którzy przed wojną studiowali pod różnymi pozorami stan posiadania polskiego w różnych dziedzinach życia, wkroczyli od razu wraz z armią niemiecką do Po1ski, by objąć w niej stanowiska i przystąpić do likwidowania tego posiadania - jak ów dr Dagobert Frey, historyk sztuki, profesor z Wrocławia, który poprzednio dla „badań naukowych” stale przyjeżdżał do Polski i korzystał z informacji koleżeńskich; już od września 1939 r. zjawił się w Krakowie, a w październiku w Warszawie przystąpił do wywożenia cenniejszych zabytków sztuki i dyrygował akcją demolowania Zamku warszawskiego. To przygotowanie do akcji i konsekwentne, nieustępliwe jej przeprowadzenie tłumaczy niezwykłe rozmiary zniszczenia, jakiego Niemcy mogli w ciągu niewielu lat dokonać.

2. Przeprowadzali zaś tę akcję do końca. Sabotowali nawet to, do czego zobowiązali się umową, mianowicie zabezpieczenie zbiorów publicznych, zapewnione przy akcie kapitulacyjnym powstańcom warszawskim. W praktyce robili wszelkie utrudnienia, aby uniemożliwić wykonanie tego zobowiązania i tylko ucieczka ich z Warszawy pod naporem wojsk sowieckich w styczniu 1945 r. uratowała część tych zbiorów. - Zabytki Krakowa były również zaminowane. W samym zamku wawelskim odnaleziono 111 min. I tylko dzięki szybkości ucieczki został on uratowany.

3. Akcja niszczycielska Niemców była tym ohydniejsza, że: a) nawet, gdy była najbardziej bezprawna, była ubrana w pozorne formy prawa, b) Akcja ich była pokrywana z całym cynizmem pozorami opieki na kulturą. Rozporządzenie z 1939 r. nakazywało oddawanie cenniejszych dzieł sztuki, będących w posiadaniu prywatnym, dla ich… , „zabezpieczenia”. Prastarą Bibliotekę Jagiellońską w Krakowie władze „Generalnej Guberni” zamknęły dla Polaków, a gdy ją otworzyły dla swoich, sławiły to jako „wybitny czyn kulturalny”, c) Przede wszystkim zaś była pokrywana propagandą nie liczącą się z prawdą, odwołującą się do ad hoc wymyślonych faktów i teoryj historycznych. W obwieszczeniach urzędowych, w publikacjach rzekomo naukowych, w dziennikach, wszystko, co jest cennego w kulturze polskiej, było przedstawiane jako wyłączne dzieło Niemców. Polskiego nie było w niej nic. W Polsce przybysze niemieccy byli w ciągu stuleci rzekomo jedynym twórczym artystycznie żywiołem. Kraków i Poznań były traktowane niezmiennie jako miasta „praniemieckie”, a tak samo Warszawa czy Lublin, Radom czy Tarnów. Każdy piękniejszy w nich zakątek, każdy stary kościół czy kamienica były publikowane jako „dzieła twórczego ducha niemieckiego”, wbrew uderzającemu właśnie faktowi, że w okresie tworzenia się państwa polskiego, tak samo jak w okresie nowożytnym - udział Niemców w polskiej sztuce, a zwłaszcza w architekturze, był znikomy, nieporównanie mniejszy, niż można by oczekiwać w normalnych sąsiedzkich stosunkach.

4. Pamiętać jeszcze należy i to: że Niemcy w ostatnich wiekach żyły w warunkach politycznych daleko pomyślniejszych niż Polska, która długo była pozbawiona niepodległości i opieki państwowej nad kulturą, która w wojnach i katastrofach dziejowych utraciła część tego, co wytworzyła lub zgromadziła. Tymczasem Niemcy, przeciwnie, żyli w warunkach wyjątkowo korzystnych, zdołali zgromadzić w swych muzeach, bibliotekach czy domach prywatnych znacznie więcej dóbr kulturalnych, niż wytworzyli sami.

III

1. Każdy stan rzeczy, na który można by reagować tak lub inaczej, który możemy utrzymać lub zmienić, wytwarza zagadnienie etyczne. Bo jeśli można go zmienić, to można go uczynić lepszym lub gorszym. Zagadnienie zaś etyczne polega najogólniej biorąc na tym: jak postępować, by przysporzyć jak najwięcej dobra, lub przynajmniej, jeśli inaczej nie można, usunąć jak najwięcej zła.

Tak jest i z tym stanem rzeczy, jaki wytworzyli Niemcy niszcząc i przywłaszczając sobie wytwory kultury innego narodu. Są ludzie, do których władzy należy reakcja na ten stan rzeczy, którzy mogą rzeczy przywłaszczone odebrać, a za zniszczone zażądać zadośćuczynienia. I ci, mogąc nań reagować, nieuchronnie muszą reagować - bo brak reakcji jest też rodzajem reakcji, mianowicie utrzymaniem istniejącego stanu rzeczy, usankcjonowaniem tego, że ci, którzy przywłaszczyli sobie cudze dobra, będą je nadal posiadali, a będzie ich brak tym, którym zostały zrabowane.

Najogólniej biorąc, stan rzeczy może być dwojaki: albo jest dobry (czy przynajmniej obojętny) i wtedy etycznie chodzi o to, by go uczynić jeszcze lepszym; albo jest zły, zło zostało już dokonane, a wtedy etycznie chodzi o to przede wszystkim, by je usunąć lub przynajmniej zmniejszyć. I taki jest właśnie stan obecny w stosunkach Niemiec i Polski: zło zostało wyrządzone.

2. Ktoś może jednak mieć wątpliwości: czy zło rzeczywiście zostało wyrządzone? Bo niejedno z tego, co w oczach ludzkich za zło uchodzi, nie jest nim naprawdę. Zwłaszcza [w oczach] ludzi poszkodowanych, a więc nie bezstronnych. Aby, jak w rozważaniach etycznych przystało, patrzeć ma rzeczy bezstronnie, potrzebne jest przede wszystkim obiektywne kryterium dobra i zła.

Kryterium takim nie jest często wymieniana zgoda powszechna, bo jej naprawdę w bardziej złożonej sprawie uzyskać niepodobna. Jest nim natomiast - oczywistość sądu. Co jest oczywiste, tzn. co do czego nie można pojąć, by mogło być inaczej, to jest pewne. I tylko to jest pewne. To jest jedyne niewątpliwe kryterium dobra i zła. Posługiwali się nim już starożytni, począwszy od Arystotelesa, a i myśliciele nowożytni, nawet najsubtelniejsi, innego nie wymyślili.

W świetle tego kryterium okazuje się, że mało jest o dobru i złu twierdzeń pewnych, bo mało jest oczywistych. Nawet zniszczenie cudzego mienia nie jest niewątpliwym złem, jeśli nastąpiło przypadkiem, w ogniu walki czy z konieczności obrony. Natomiast zniszczenie cudzego mienia dokonane z premedytacją i planowo jest właśnie złem oczywistym, niewątpliwym, nie dającym się kwestionować. A właśnie takie zło zostało przez Niemców wyrządzone. Polska została planowo i z premedytacją zniszczona ogniem i dynamitem. Zniszczenie zostało przeprowadzone z całą świadomością, z rozmysłem, przygotowaniem, systemem, metodą. Nie było przypadkiem, chwilowym impulsem, szałem wojennym, Jeśli to był impuls i szał, to trwał bez przerwy przez 5 i pół lat okupacji, opanował wszystkich Niemców, jacy byli w Polsce. A historia Niemiec wskazuje, że ilekroć mieli na to dość siły, było to zawsze ich metodą wobec przeciwnika.

Zło dokonane przez nich jest nawet podwójne. Jest najpierw złem natury duchowej, tkwi w samym zamyśle zniszczenia mienia kulturalnego innego narodu, A po wtóre jest to także zło materialne: zniweczenie pamiątek, siedzib, książek, dzieł sztuki, warsztatów pracy. Że to dzieło zniszczenia jest złem, to jest jasne jak słońce na niebie. Jeśli to nie jest złem, to nie ma zła na świecie.

3. Więc zło zostało wyrządzone, a w takim razie należy wobec niego interweniować, aby je usunąć, cofnąć, wyrównać, czy choćby zmniejszyć.Wynika to z samego pojęcia postępowania etycznego, jako zmierzającego do dobra. Jeśli zło istnieje i może być usunięte, to usunięte być powinno. Interwencja nie miałaby racji bytu tylko wtedy, gdyby zło nie mogło być usunięte, a zasługiwałaby na potępienie tylko wtedy, gdyby sama była złem i zamiast zło usuwać nowe jeszcze doń dodawała. Ale czyż zło nie może być usunięte i czyż interwencja musi operować złem? Co najwyżej zło duchowe nie podlega usunięciu; natomiast podlega mu materialne. A jeśli niektóre formy interwencji operują złem, to inne tego nie czynią.

Przypuśćmy nawet, że złem operuje interwencja jako odwet. A także interwencja jako kara. A nawet jako zabieg prewencyjny, jako zabezpieczenie. Ale istnieje interwencja, która nie jest ani odwetem, ani karą, ani prewencją. Zmierza jedynie do wynagrodzenia wyrządzonego zła. Taka interwencja nie posiada w sobie żadnego zarodka zła. Zastosowanie ma tam, gdzie zło wyrządzone przez jednego, drugiemu uczyniło krzywdę. Jeśli złu wyrządzonemu przez jednego (przez naród tak samo, jak przez jednostkę) odpowiada krzywda drugiego (narodu tak samo, jak jednostki), to krzywda ta wymaga wynagrodzenia. A tak jest w rozpatrywanym tu wypadku: przez działanie Niemców innym stała się krzywda. I krzywdę tę przynajmniej częściowo można wynagrodzić; jeśli nie można duchowej, to można w każdym razie wynagrodzić materialną.

Nasze poczucie moralne mówi z całą jasnością i oczywistością, że wynagrodzenie, jeśli tylko jest możliwe powinno być przeprowadzone. Jeśliby to zostało zakwestionowane, to w stosunkach etycznych nie pozostałoby nic oczywistego, to nie ma w nich żadnych norm, nie ma ładu moralnego, i niech każdy robi jak chce i jak mu jest wygodniej, byle miał siłę i władzę. Ale poczucie każdego bodaj człowieka mówi inaczej. Trzyma się najprostszej i najbardziej podstawowej zasady, mianowicie zasady sprawiedliwości. Ta najprostsza i najoczywistsza zasada przesądza sprawę odszkodowania.

Zasadzie tej można by przeciwstawić jedną tylko – zasadę wyrozumiałości. A właśnie w tym wypadku nie ma do wyrozumiałości podstawy. Bo zło zostało wyrządzone z premedytacją i uporem, było wyrazem pychy i poczucia bezkarności. Zresztą wyrozumiałość sędziego może być wszędzie słuszna, ale nie przy wynagradzaniu krzywdy. Bo tu byłaby nowa krzywda dla skrzywdzonego; wyrozumiałość byłaby niesprawiedliwością.

4. A tak samo nie można zasadzie sprawiedliwości przeciwstawić zasady szczęścia. Zapewne, szczęście ludzkie jest wielką rzeczą, jest słusznym etycznie celem postępowania. Jednakże wzgląd nań nie usprawiedliwia tego, co Niemcy robili, ani nie usprawiedliwiłby zaniechania wobec nich interwencji. Bo szczęście jest właściwym etycznie celem tylko z dwoma zastrzeżeniami: najpierw zasada szczęścia musi być uzupełniona przez zasadę sprawiedliwości.

Szczęście jednego człowieka nie jest mniej warte niż drugiego, jednego narodu mniej niż drugiego. Należy - jak dawniej mówili sami Niemcy - nie tylko żyć, ale i innym dać żyć. Toteż szczęście samych tylko Niemców nie usprawiedliwiłoby żadnej z krzywd, wyrządzonych innym narodom.

Po wtóre zaś zasada szczęścia musi być uzupełniona przez zasadę moralności. Bo szczęście jest dobrem niewątpliwie, ale nie jest jedynym. Innym dobrem jest wartość moralna człowieka.

John Stuart Mill, znany właśnie z tego, że szczęście uważał za dobro najwyższe, dodawał jednak, że lepiej jest być szczęśliwym Sokratesem niż szczęśliwym nikczemnikiem. Obu tym zastrzeżeniom Niemcy nie uczynili zadość: jeśli zabiegali o swoje szczęście, to kosztem nieszczęścia innych i bez żadnych względów moralnych. A warto przypomnieć, co o szczęściu sądzili najwybitniejsi z Niemców. Kant pisał: ,,Jakżeby można człowieka uczynić szczęśliwym, nie czyniąc go moralnym i mądrym”. A Fr. Hebbel mówił, że dla istoty, która nie jest szczęścia godna, szczęście gdyby przyszło, byłoby czymś najstraszniejszym, trudnym do zniesienia.

5. Te najprostsze i najogólniejsze zasady etyczne - zasady sprawiedliwości, szczęścia i moralności – nie tylko więc dopuszczają, ale nakazują rewindykację i odszkodowanie za mienie zniszczone, A do tego samego prowadzą też inne, bardziej szczegółowe zasady:

Pierwszą z nich jest ta, którą by mowa nazwać etyczną zasadą konsekwencji. Osnowa jej jest taka: jeśli ktoś przyjął jakiś pogląd i stosował go, gdy dlań to było korzystne, choć wiedział, że jest niekorzystne dla innych, to słuszne jest go stosować wobec niego dalej, gdy sytuacja uległa zmianie i pogląd przestał być dlań korzystny. Poglądem Niemców, póki byli silni, było, że silny ma prawo z siły swej korzystać i zabierać słabszemu, co zechce. Poglądu tego naturalnie nikt nie chciałby stosować tak, jak go stosowali Niemcy, nawet wobec nich samych. Ale daje on dodatkowe moralne upoważnienie do wynagrodzenia krzywd doznanych, nawet gdyby ten, kto krzywdy wyrządzał, się temu sprzeciwiał i trzeba było sprawiedliwość przeprowadzić siłą.

6. Drugą dodatkową zasadę można by nazwać zasadą mniejszej lub większej wytłumaczalności zła. Jeśli mianowicie każde zniszczenie lub przywłaszczenie cudzego dobra jest złem, to jednak jest złem większym, gdy ktoś zniszczył lub przywłaszczył sobie dobro od jednostki czy narodu mniej od siebie zasobnego.

A tak jest właśnie z Niemcami. Warunki polityczne ostatnich 150 lat spowodowały, że Niemcy wzbogacili się pod względem kulturalnym tak samo jak każdym innym, podczas gdy Polska pozbawiona niepodległości i państwowej opieki nad kulturą utraciła już przedtem znaczną część swego kulturalnego mienia.

7. Trzecią zasadę dodatkową nazwijmy zasadą powszechnej korzyści. Chodzi w niej o to, że pewne dobra, gdy znajdują się w pewnych rękach, stają się przez to dla powszechności ludzkiej wydajniejsze, korzystniejsze, i że przeto jest rzeczą etycznie słuszną przykładać się do tego, by właśnie w tych rękach, a nie w innych się znalazły. Otóż Niemcy i ich przyjaciele twierdzą, że z kultury świat korzysta najwięcej, gdy jest ona w rękach niemieckich, bo oni najintensywniej pracują naukowo, oni umieją najlepiej zorganizować muzea, biblioteki itd. A już specjalnie mniejsze i mniej zasobne narody me mogą rzekomo z nimi pod tym względem współzawodniczyć. Ale właśnie twierdzenie to jest wątpliwe. W Polsce np. w latach przedwojennych opieka nad sztuką i nauką, muzealnictwo, konserwatorstwo, organizacja archiwów, organizacja szkół, w szczególności artystycznych, wszystko to było jak najbardziej nowoczesne i racjonalnie rozwijało się, aż zostało unieruchomione przez okupantów. Ale także jest wątpliwe, czy Niemcy posiadają rzeczywiście wyższą kulturę, która by pozwalała im korzystać w jakiś lepszy sposób z nagromadzonych w ich kraju skarbów sztuki czy nauki. Wątpliwości co do tego mieli nawet niektórzy z Niemców. Nietzsche, sam Niemiec, był jednak zdania, że kultura Niemców jest tylko z pozoru wysoka, że naprawdę są oni w kulturze spóźnieni przynajmniej o dwa wieki i nigdy już tego opóźnienia nie zdołają odrobić.

8. Czwartą zasadą, którą by tu wymienić należało, jest zasada moralnego uprawiania. We dług niej, ten tylko kto ma pewien poziom moralny, ma prawo do roztaczania opieki nad wyższymi wartościami ludzkimi. Odczuwamy to jako niewłaściwe i złe, by ludzie źli patronowali dobrom tak szlachetnym, jak nauka i sztuka, by ludzie, którzy nie umieli i nie chcieli szanować cudzych muzeów, bibliotek, którzy je niszczyli bezlitośnie, mieli sami muzea i biblioteki najwspanialsze i w nich przechowywali dorobek narodów, które usiłowali zniszczyć.

9. Piątą zasadą byłaby zasada prawdziwej własności. Chodzi w niej o to, że z tego, co w prawnym znaczeniu jest własnością jednostki czy narodu, część należy do nich w głębszym, a część tylko w powierzchownym sensie. Inaczej należą do narodu dzieła, które sam stworzył, a inaczej te, które kupił, a zwłaszcza, które sobie przywłaszczył. Inaczej te, które są jego istotną potrzebą, i których zniszczenie staje na przeszkodzie dalszemu jego rozwojowi, a inaczej nadmiar bogactw, zbytek kulturalny osiągnięty z całego świata. Przy tym Niemcy ostatnich czasów, właściwie nie cenili tych niezliczonych zagranicznych dzieł sztuki i dzieł naukowych, jakie w swych zbiorach posiadali, bo cenili to tylko, co jest niemieckie. Prekursor dzisiejszych Niemiec, filozof Fichte już przed półtora wiekiem domagał się zamknięcia granic państwa, całkowitej jego izolacji dla uniknięcia zagranicznej zarazy. To samo nie tylko w teorii, ale i w praktyce uczynił dzisiejszy narodowy socjalizm. Utrata tego, czego się nie ceni, nie jest dotkliwa, nie będzie więc nią dla Niemców utrata obcych dzieł sztuki z muzeów i obcych książek z bibliotek.

10. Wreszcie szósta – zasada słusznego prawa. Zasada ta (na którą z upodobaniem powoływali się również prawnicy niemieccy) orzeka, że ustawa prawna, choćby formalnie była wydana najprawidłowiej, jeśli obraża uczucie słuszności i sprawiedliwości, nie ma naprawdę waloru; nie ma go, jeśli jest niezgodna z ius naturale i ius divinum. Niemcy będą oczywiście twierdzić, że wszystkie przywłaszczenia i zniszczenia, jakich dokonali, były zgodne z wydanymi przez nich ustawami. Ale zasada słusznego prawa dyskwalifikuje te ustawy.

IV

Zasady etyczne podane powyżej, mające charakter ogólny, znajdują zastosowanie w specjalnej sprawie rewindykacji i odszkodowania wojennego, należnego Polsce od Niemców.

1. Nie jest oczywiście etycznie słuszne złem oddawać za złe i niszczyć kulturę tym, którzy naszą kulturę zniszczyli. Ale także nie jest słuszne przywłaszczyć ją sobie, jak oni sobie naszą przywłaszczyli. A tym bardziej niszczyć zalążki i warsztaty przyszłej kultury. Bo wszystko to tworzyłoby nowe zło i pogłębiało zło istniejące, zamiast je usunąć. Taka była polityka Niemców wobec Polaków, ale nie może być polityką Polaków ani żadnego kulturalnego i ludzkiego narodu wobec nich (choćby nawet „zasada konsekwencji” zdawała się do tego upoważniać).

2. Natomiast jest etycznie słuszne domagać się i usiłować odzyskać to, co nam niesłusznie zostało odjęte. Jeśli zaś nie będzie mogło być odszukane, to etycznie słuszne jest wziąć jego ekwiwalent. A podobnie jest słuszne wziąć ekwiwalent za to, co zostało zniszczone. Przemawia za tym przede wszystkim zasada sprawiedliwości. Ale ubocznie również zasada „konsekwencji”.

A w wypadku, o który tu chodzi, także zasada „wytłumaczalności” bo ci, którzy przywłaszczyli sobie dobra artystyczne czy naukowe, nie tylko posiadali dóbr takich pod dostatkiem, ale posiadali ich więcej niż ci, od których je sobie przywłaszczyli. Broniąc się przeciw rewindykacji Niemcy nie mogą się powołać ani na zasadę „powszechnej korzyści”, ani na zasadę „słusznego prawa”. Zbiory, których część mają oddać jako odszkodowanie, nie stanowią ich „prawdziwej własności”. I nie mają oni naprawdę „moralnego uprawnienia” do ich posiadania.

3. Przy ustalaniu ekwiwalentów za mienie zniszczone lub zagubione byłoby etycznie niewłaściwe domagać się mienia, będącego „prawdziwą własnością” Niemców. Mianowicie takich przedmiotów, które są wytworem Niemców. Dla nich Rzesza jest właściwym miejscem. Natomiast jest rzeczą etycznie właściwą domagać się:

a) przedmiotów, które są związane z Polską, jak np. rzeźby Wita Stwosza, albo które dawniej należały do polskich zbiorów, jak nip. tondo Botticellego będące własnością galerii Raczyńskich, a zatrzymane przez muzeum berlińskie;

b) przedmiotów, które były nabywane przez Niemców za środki czerpane przynajmniej częściowo z ziem polskich, jak to było z obrazami skupowanymi przez Augustów saskich do galerii drezdeńskiej;

c) przedmiotów, które dostały się do zbiorów niemieckich drogą kupna, a nie są związane z kulturą niemiecką. Tak jest np. z dziełami sztuki greckiej lub włoskiej. Przedmioty te mogą być Niemcom odjęte, tym bardziej że zarówno politycy, jak niektórzy uczeni niemieccy znaczną ich część uważają za obcą, a nawet za niebezpieczną dla ducha niemieckiego. I będzie lepiej, gdy wielkie dzieła sztuki nie będą pozostawały w rękach, które cudzej sztuki i nauki uszanować nie umiały i nie chciały.

Etyczne podstawy rewindykacji i odszkodowań, Ministerstwo Kultury i Sztuki. Prace i Materiały Wydziału Rewindykacji i Odszkodowań, nr 3, Warszawa 1945 r. Wersja angielska: Ethical bases of reparations, Warsaw 1945, Ministry of Culture and Art (Publications of the Reparations. Section Nr 3).
Autor: Piotr Prejbisz o 20:12 Brak komentarzy:

środa, 6 lutego 2019

O psach

Po obejrzeniu filmu "O psie, który wrócił do domu" zadaje sobie pytanie: na ile Bella z tego filmu podobna jest do ogarów Polskich?
Image result for A Dog's Way Home pictures

Image result for A Dog's Way Home pictures

Image result for A Dog's Way Home pictures

Image result for A Dog's Way Home pictures
Sami oceńcie podobieństwo bohaterki filmu z powyższych stopklatek do ogarów polskich ze zdjęć w Internecie:
Image result for ogar polski zdjęcia

Image result for ogar polski zdjęcia

Image result for ogar polski zdjęcia

Image result for ogar polski zdjęcia

Image result for ogar polski zdjęcia

Image result for ogar polski zdjęcia


StojÄ…cy ogar polski

A poniżej zdjęcie rekonstrukcyjne czterech osób w strojach z XVII wieku, z czwórką ogarów polskich, z którą można już było wyruszyć na polowanie:
ogar a
Autor: Piotr Prejbisz o 21:34 Brak komentarzy:

sobota, 2 lutego 2019

Nędza prognozowania

Zanim uwierzymy w prognozy klimatologów (efekt globalnego ocieplenia), informatyków (zagrożenie sztuczną inteligencją) oraz biologów (okropieństwa biotechnologii) warto przyjrzeć się dotychczasowym osiągnięciom "zatroskańców" z naukowymi tytułami. A pierwszy Raport Klubu Rzymskiego powstał w roku 1972, czyli prawie pół wieku temu. Odczytywany dzisiaj brzmi jak wypiski humorystyczne z zeszytów szkolnych. Uczyłem studentów prognozowania statystycznego i analizowałem metodologię tego raportu - jest zupełnie prymitywna. Nie warto się nad tymi naukowcami z bożej łaski znęcać, ale dzisiaj nie dajmy się zwariować! Nie ma sposobu (i prawdopodobnie przez kilka dekad nie będzie) przewidywania nawet nieodległych wydarzeń, a co dopiero "ścieżki rozwoju ludzkości".

Stanisław Janecki (dziennikarz, ale fizyk z wykształcenia)

To nie obecnie rządzący czynią z Polski „XIX-wieczny peryferyjny grajdoł”, lecz tacy naukowcy jak prof. Radosław Markowski
„Ciemny” rząd PiS jest przygotowany na wyzwania XXI wieku, natomiast „jasna”, często antyrządowa polska nauka wręcz przeciwnie.

Polskie tzw. nauki społeczne, szczególnie politologia, mają się dobrze tylko wtedy, gdy się na nie patrzy. Kiedy je poddać obserwacji, jest z nimi tak jak z historycyzmem, co dawno temu opisał Karl R. Popper w książce „Nędza historycyzmu”. Najnowszy dowód to wywody prof. politologii Radosława Markowskiego, który poprzez Agnieszkę Kublik oświecił czytelników „Gazety Wyborczej”. Oświecił tak, że ciemno się robi przed oczami. Nie wiadomo, po co są te wszystkie doktoraty, habilitacje i profesury w naukach społecznych, skoro po ich uzyskaniu można pleść dowolne farmazony, mające tyle wspólnego z nauką, ile ma tzw. jasnowidzenie.

Prof. dr hab. Radosław Markowski powiada oto, że w Jarosławie Kaczyńskim „nie ma żadnej mądrości politycznej, brak jakiejkolwiek trafnej diagnozy problemów pierwszej połowy XXI wieku. Kaczyński żyje sporem Dmowskiego z Piłsudskim, tak mu się współczesny świat układa”. A przecież „największe zagrożenia, przed jakimi stoi ludzkość (w tym Polacy), nie mają nic wspólnego z peryferyjnym nacjonalizmem forsowanym przez jego ugrupowanie. Największe wyzwania XXI wieku to: niekontrolowany rozwój biotechnologii, wdzierająca się susami w nasze życie sztuczna inteligencja i najistotniejsze – zmiany klimatyczne i zagrożenie zewnętrzne, w tym globalna wojna nuklearna (o której nasze intelektualne lenistwo kazało nam zapomnieć, wszak zabiegi o wspieranie kibolstwa jako emanacji patriotyzmu zdają się ważniejsze)”. Można by odpowiedzieć na to, że w Radosławie Markowskim jako profesorze politologii jest wiele zabawnego patosu i nic więcej.

Gdy prof. Markowski mówi, jak ważne są biotechnologia, sztuczna inteligencja i zmiany klimatyczne, to od razu staje się mędrcem, choć mogę się założyć o duże pieniądze, że gdyby nawet napisał na ten temat 100 politologicznych książek, żadna z tych spraw nie zostanie rozwiązana, a nawet o milimetr nie zbliżymy się do jej rozwiązania. To po prostu puste apokaliptyczne gadanie, które swe początki ma w pierwszym tzw. raporcie rzymskim – „Granice wzrostu”, opublikowanym przez Klub Rzymski w 1972 r. Autorzy tego opracowania byli równie pełni patosu i zatroskania o losy świata jak prof. Radosław Markowski, tyle tylko, że już po kilku latach zdało się to „psu na budę”, gdyż realne zjawiska są znacznie bardziej skomplikowane niż sobie wyobrażają pełni patosu i zatroskania profesorowie oraz eksperci, szczególnie z tzw. nauk społecznych. Patos to jedno (nic nie kosztuje i do niczego nie prowadzi),. A rzeczywistość to coś zupełnie innego i znacznie bardziej skomplikowanego niż sobie wyobraża prof. Markowski.

Załóżmy, że Jarosław Kaczyński czy ktokolwiek inny z równym patosem jak Radosław Markowski mówi, że biotechnologia, sztuczna inteligencja i zmiany klimatyczne są o wiele ważniejsze niż bieżąca polityka. Bo przekonanie, że o losie Polski decydują dziś spory Dmowskiego z Piłsudskim to po prostu dziecinada. Na wielu bardzo wzniosłych i bardzo nadętych konferencjach czy sympozjach na okrągło mówi się o zagrożeniach wynikających z rozwoju biotechnologii, sztucznej inteligencji czy zmian klimatycznych, choć poza powieściowe spekulacje z książek Philipa Kindreda Dicka to nie wykracza, a nawet to on był bardziej sugestywny, co jest zapewne kwestią talentu. Nie ma nawet zgody co do tego, czy katastroficzne diagnozy wskazują rzeczywiste przyczyny problemów, nie mówiąc o środkach zaradczych. Jest tak nawet mimo realizowania konkretnych projektów np. w sprawach klimatu, szczególnie w Unii Europejskiej. Tym bardziej że państwa stwarzające największe zagrożenie (nawet wedle mainstreamowego paradygmatu) mają gdzieś patos i zaangażowanie w sprawy klimatu empatycznych elit oraz europejskich polityków.

Bardzo łatwo można sobie wyobrazić polityków mówiących prawie wyłącznie o zagrożeniach wynikających z rozwoju biotechnologii, sztucznej inteligencji czy zmian klimatycznych, i równie łatwo dowieść, że niczego to gadanie nie rozwiąże.Radosław Markowski takich polityków już zresztą znalazł: „Ostatnio z ogromną nostalgią słuchałem Ludwika Dorna, Michała Ujazdowskiego, Pawła Kowala i kilku innych polityków, niedawno bliskich współpracowników prezesa PiS. Dzisiaj jakość naszej polityki byłaby o niebo lepsza, a obywatelom takim jak ja (o odmiennych od ww. panów poglądach) miło by było żyć w kraju, gdyby Paweł Kowal był ministrem, a Aleksander Hall premierem”. Można by zapytać, dlaczego wszyscy oni są na marginesie, skoro są tacy świetni. I co w ich przeszłej działalności politycznej dowodzi, że są tacy świetni? Gadanie miłe sercu prof. Markowskiego? To skutek dziecinnego (z obowiązkowym patosem) wyobrażenia profesorów politologii (i nie tylko ich) o realnej polityce. A w tej realnej polityce trzeba rozwiązywać przede wszystkim banalne kwestie bytowe, zdrowotne i dotyczące bezpieczeństwa.

Rządzenie oczywiście polega także na tym, by stwarzać takie warunki materialne i cywilizacyjne, żeby możliwości reagowania na zagrożenia wynikające z rozwoju biotechnologii, sztucznej inteligencji czy zmian klimatycznych były w ogóle realne. To znaczy państwo musi być dostatecznie silne, rozwinięte i bogate.I nawet prof. Radosław Markowski nie jest w stanie zaprzeczyć, że rządy PiS, czyli tego strasznie zacofanego Jarosława Kaczyńskiego, w latach 2005-2007 oraz od listopada 2015 r. zrobiły więcej niż jakiekolwiek inne, żeby Polska stawała się silna, rozwinięta i bogata. Wystarczy spojrzeć na najważniejsze makrowskaźniki. I decyduje o tym nie podszyte tanim patosem gadanie, także profesorskie, tylko sprawność rządzenia i orientacja, na czym ono w ogóle polega i na czym powinno się skupić. Widząc wychwalanie przez prof. Markowskiego takich polityków jak Dorn, Hall, Kowal czy Ujazdowski mamy dowód, że profesor politologii nie ma o tym pojęcia. Ale nawet, gdy wejdziemy do G 20 oraz osiągniemy poziom zamożności Niemców, nadal nie będziemy w stanie rozwiązać problemów wynikających z rozwoju biotechnologii, sztucznej inteligencji czy zmian klimatycznych, choćbyśmy o tym gadali na okrągło.

Prof. Radosław Markowski jest oczywiście świadomy, że „żaden z tych problemów nie może być rozwiązany przez rząd kraju średniej wielkości. Problemy te mogą być rozwiązane tylko we wzajemnej współpracy największych graczy politycznych. W tych kwestiach to nie Rosja, Chiny czy nawet USA są liderem rozwiązań będących szansą dla naszego gatunku. To powolna, obecnie ponadnormatywnie skonfliktowana, mająca wiele problemów strukturalnych Unia Europejska – i ogólniej – Europa mają coś najistotniejszego do zaproponowania światu”. W rzeczywistości UE próbuje coś światu narzucić – ogromnym kosztem, w tym kosztem konkurencyjności, a świat udaje, że traktuje to serio, choć realnie cieszy się z przejadania przez Unię środków, które mogłaby wykorzystać na tworzenie różnych przewag. Jeśli dojdzie w świecie do zawarcia jakiegoś kompromisu, na realnych, a nie ideologicznych podstawach, taki kraj jak Polska powinien być tylko w stanie w tym uczestniczyć, na korzystnych dla nas warunkach. Nie ma najmniejszego znaczenia, czy politycy 24 godziny na dobę mówią o problemach wynikających z rozwoju biotechnologii, sztucznej inteligencji czy zmian klimatycznych. Znaczenie ma to, czy nauka w Polsce dysponuje stosowną wiedzą, żeby rządzący mogli zastosować odpowiednie narzędzia. I znowu mogę się założyć, że „ciemny” rząd PiS jest na to przygotowany, natomiast „jasna”, często jawnie antyrządowa polska nauka wręcz przeciwnie, i to mimo coraz większych nakładów na badania.

Prof. Radosław Markowski konkluduje, że „Polska polityka jest anachroniczna, względem żadnego z wyzwań XXI wieku nie tylko nie ma żadnej strategii działania, wręcz w ogóle zdaje się nie myśleć”. W efekcie „polityczna wiedza Kaczyńskiego czyni z Polski XIX-wieczny peryferyjny grajdoł”. Polska polityka jest akurat jak najbardziej nowoczesna, skoro osiąga te wszystkie cele, których wyrazem są najważniejsze wskaźniki, zarazem dowody określonego poziomu rozwoju. I nie jest ślepa na wyzwania, choć się tym nie podnieca w stylu pensjonarki, nawet w profesorskim przebraniu, i nie traci czasu na puste gadanie. Znacznie gorzej jest z polską nauką, szczególnie z tzw. naukami społecznymi, które z atakowania obecnie rządzących uczyniły ważniejszy cel niż z samych badań. A wręcz można odnieść wrażenie, że badania są kompletnie nieważne. Wystarczą ideologiczne bądź publicystyczne komentarze ludzi nauki, pokazujące tylko to, że są kompletnie oderwani od rzeczywistości, choć ze stosowną dawką patosu. Kto tu zatem „czyni z Polski XIX-wieczny peryferyjny grajdoł”?
Autor: Piotr Prejbisz o 13:56 Brak komentarzy:
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Etykiety

  • *Camino (60)
  • *Stowarzyszenie Spadkobierców PK2WS (342)
  • *Wielka Potrzeba Sztuki - Galeria (41)
  • *Wkramost łączy pokolenia (139)
  • Akademicy1830 (11)
  • Architekci porozumień (21)
  • Autorzy scenariuszy (23)
  • Dni Pamięci (51)
  • Dobra Krainą Lego i Konstrukcjonizmu (67)
  • Dobra Sprawa Matysiaków (205)
  • Doświadczyńskich Przypadki (34)
  • eHistoria (6)
  • eSzkoła Drogi (8)
  • eUniwersytet Trzech Miast (35)
  • Klub 25 grudnia (27)
  • Księgi Pamięci Rodziny Katyńskiej i Piaśnickiej (11)
  • Księgi Przyrody Marii mazowieckich (8)
  • Łamacze kodów (23)
  • Maj Obywatelski (8)
  • Mathematica4you (4)
  • maths4peace (5)
  • Przedszkole robotyki (5)
  • Rodzina Katyńska (18)
  • Rodzina Piaśnicka (85)
  • Scratch (25)
  • Studentki1920 (16)
  • Tajna oświata i kultura (9)

Archiwum bloga

  • ►  2023 (1)
    • ►  lipca (1)
  • ►  2022 (25)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (6)
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (7)
  • ►  2021 (83)
    • ►  grudnia (7)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (7)
    • ►  września (14)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (10)
    • ►  maja (10)
    • ►  kwietnia (6)
    • ►  marca (9)
    • ►  lutego (6)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2020 (128)
    • ►  grudnia (13)
    • ►  listopada (14)
    • ►  października (7)
    • ►  września (16)
    • ►  sierpnia (6)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (10)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (8)
    • ►  marca (15)
    • ►  lutego (6)
    • ►  stycznia (15)
  • ▼  2019 (183)
    • ►  grudnia (9)
    • ►  listopada (16)
    • ►  października (15)
    • ►  września (10)
    • ►  sierpnia (6)
    • ►  lipca (14)
    • ►  czerwca (10)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (19)
    • ►  marca (29)
    • ▼  lutego (19)
      • Tylko mnie poproś do tańca
      • System was fed 45 million pages
      • Naftalinowy atak na dinozaura
      • AI w natarciu
      • Chinka cała z AI
      • Komandor Romanowski
      • Morawiecki o roszczeniach
      • Powstańcy Wielkopolscy
      • Hello
      • Wisła
      • Kościuszko amerykańsko-polski
      • Sprawiedliwość po pięciu wiekach
      • Z czym przegrywa AI?
      • Tablica Szancera
      • Translatory
      • Etyczne podstawy rewindykacji i odszkodowań
      • O psach
      • Nędza prognozowania
      • Lew-Starowicz z ITD
    • ►  stycznia (25)
  • ►  2018 (167)
    • ►  grudnia (13)
    • ►  listopada (15)
    • ►  października (13)
    • ►  września (15)
    • ►  sierpnia (10)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (16)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (15)
    • ►  marca (15)
    • ►  lutego (17)
    • ►  stycznia (20)
  • ►  2017 (165)
    • ►  grudnia (25)
    • ►  listopada (24)
    • ►  października (16)
    • ►  września (28)
    • ►  sierpnia (11)
    • ►  lipca (10)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (13)
    • ►  kwietnia (7)
    • ►  marca (7)
    • ►  lutego (6)
    • ►  stycznia (10)
  • ►  2016 (154)
    • ►  grudnia (9)
    • ►  listopada (12)
    • ►  października (7)
    • ►  września (14)
    • ►  sierpnia (8)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (15)
    • ►  maja (19)
    • ►  kwietnia (30)
    • ►  marca (14)
    • ►  lutego (10)
    • ►  stycznia (10)
  • ►  2015 (417)
    • ►  grudnia (31)
    • ►  listopada (23)
    • ►  października (25)
    • ►  września (38)
    • ►  sierpnia (44)
    • ►  lipca (39)
    • ►  czerwca (25)
    • ►  maja (17)
    • ►  kwietnia (24)
    • ►  marca (49)
    • ►  lutego (41)
    • ►  stycznia (61)
  • ►  2014 (414)
    • ►  grudnia (45)
    • ►  listopada (50)
    • ►  października (45)
    • ►  września (44)
    • ►  sierpnia (45)
    • ►  lipca (23)
    • ►  czerwca (29)
    • ►  maja (44)
    • ►  kwietnia (11)
    • ►  marca (32)
    • ►  lutego (20)
    • ►  stycznia (26)
  • ►  2013 (266)
    • ►  grudnia (23)
    • ►  listopada (20)
    • ►  października (16)
    • ►  września (36)
    • ►  sierpnia (33)
    • ►  lipca (17)
    • ►  czerwca (17)
    • ►  maja (24)
    • ►  kwietnia (30)
    • ►  marca (19)
    • ►  lutego (19)
    • ►  stycznia (12)
  • ►  2012 (152)
    • ►  grudnia (14)
    • ►  listopada (13)
    • ►  października (13)
    • ►  września (1)
    • ►  lipca (12)
    • ►  czerwca (9)
    • ►  maja (13)
    • ►  kwietnia (16)
    • ►  marca (19)
    • ►  lutego (21)
    • ►  stycznia (21)
  • ►  2011 (177)
    • ►  grudnia (23)
    • ►  listopada (14)
    • ►  października (12)
    • ►  września (31)
    • ►  sierpnia (13)
    • ►  lipca (12)
    • ►  czerwca (5)
    • ►  maja (9)
    • ►  kwietnia (5)
    • ►  marca (8)
    • ►  lutego (15)
    • ►  stycznia (30)
  • ►  2010 (6)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (1)
  • ►  2009 (4)
    • ►  grudnia (4)
  • ►  2008 (7)
    • ►  listopada (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (2)
    • ►  maja (1)
  • ►  2007 (2)
    • ►  maja (2)
  • ►  2006 (7)
    • ►  stycznia (7)
  • ►  2005 (20)
    • ►  kwietnia (20)
  • ►  2004 (1)
    • ►  maja (1)
  • ►  2001 (20)
    • ►  grudnia (10)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (2)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (2)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (1)
  • ►  1988 (3)
    • ►  stycznia (3)

O mnie

Wyświetl mój pełny profil
 

Etykiety

  • *Camino (60)
  • *Stowarzyszenie Spadkobierców PK2WS (342)
  • *Wielka Potrzeba Sztuki - Galeria (41)
  • *Wkramost łączy pokolenia (139)
  • Akademicy1830 (11)
  • Architekci porozumień (21)
  • Autorzy scenariuszy (23)
  • Dni Pamięci (51)
  • Dobra Krainą Lego i Konstrukcjonizmu (67)
  • Dobra Sprawa Matysiaków (205)
  • Doświadczyńskich Przypadki (34)
  • eHistoria (6)
  • eSzkoła Drogi (8)
  • eUniwersytet Trzech Miast (35)
  • Klub 25 grudnia (27)
  • Księgi Pamięci Rodziny Katyńskiej i Piaśnickiej (11)
  • Księgi Przyrody Marii mazowieckich (8)
  • Łamacze kodów (23)
  • Maj Obywatelski (8)
  • Mathematica4you (4)
  • maths4peace (5)
  • Przedszkole robotyki (5)
  • Rodzina Katyńska (18)
  • Rodzina Piaśnicka (85)
  • Scratch (25)
  • Studentki1920 (16)
  • Tajna oświata i kultura (9)