piątek, 31 grudnia 2010

Pt31XII2010: Maria (s. Alicja) Kotowska

  Rok zerowy (0 z 2010) przyniósł uchwałę sejmową, która wręcz zobowiązuje mnie i moją rodzinę do poszukiwań historycznych w zupełnie nieporuszanym temacie udziału studentek Uniwersytetu Warszawskiego w wojnie 1920 roku.


UCHWAŁA
Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej
z dnia 24 września 2010 r.
 w sprawie uczczenia pamięci ofiar masowej zbrodni na Pomorzu Gdańskim 
– w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku

                 W 71. rocznicę wybuchu II wojny światowej Sejm Rzeczypospolitej Polskiej czci pamięć bohaterów i męczenników – ofiar masowej zbrodni niemieckiej, dokonanej na ludności cywilnej w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku.
                Miejsca te, w których dokonano pierwszych i największych na Pomorzu zbrodni ludobójstwa, pozostają szczególnym symbolem męczeństwa i martyrologii mieszkańców tego regionu.
                W Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku w okresie od jesieni 1939 r. do wiosny 1940 r., hitlerowcy ze szczególnym okrucieństwem zamordowali około 30.000 osób, w tym przedstawicieli miejscowej inteligencji, zwłaszcza duchowieństwa oraz działaczy polskiego ruchu narodowego.
                Szczególną orędowniczką ofiar jest zamordowana w Lasach Piaśnickich siostra Alicja Kotowska, przełożona Domu Zakonnego Sióstr Zmartwychwstanek w Wejherowie ogłoszona błogosławioną w gronie 108 męczenników z okresu II wojny światowej przez Ojca Świętego Jana Pawła II w dniu 13 czerwca 1999 r. w Warszawie.
                Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd bohaterom i męczennikom – ofiarom zbrodni w Lasach Piaśnickich, Lesie Szpęgawskim i Mniszku.                                                                                                                                      
MARSZAŁEK SEJMU

    Grzegorz Schetyna 

  Jeśli ktoś będzie poszukiwał informacji o bł. s. Alicji Kotowskiej w Wikipedii, to trafi na taką informację: "... będąc już studentką medycyny na Uniwersytecie Warszawskim, wzięła udział, jako sanitariuszka Czerwonego Krzyża, w I wojnie światowej."
  Może ta całkowicie mylna informacja była powodem pominięcia w powyższej uchwale jakże istotnych słów: "sanitariuszka na wojnie 1920 roku". Istotnych, bo tworzących klamrę dla całego pokolenia dojrzewającego wraz z II Rzeczpospolitą do szczytnych marzeń przodków, pokolenia pełnego entuzjazmu i zdolnego do niezwykłych poświęceń.
  Z okruchów wspomnień rodzinnych o siostrze mojej mamy - Marylce (takie było domowe imię późniejszej s. Alicji) zestawiłem trzy lata temu, taką impresję o jej życiu:
Zarys drogi życia Bł. Alicji Kotowskiej

Warszawa, poznawana od czasów nauki na pensji pani Hewelke. Czyimi jesteśmy uczniami, czego chcemy nauczyć innych? Pytania na całe życie. Po maturze studia na Uniwersytecie rozpoczęte w tym roku, gdy mężczyźni zrzucali płaszcze Konradów, a kobiety czarne suknie żałoby po Ojczyźnie. Świeżo wchłonięta wiedza medyczna staje się wkrótce dobroczynnym wyposażeniem szeregowej sanitariuszki podążającej w te i z powrotem przez nizinny krajobraz wraz z młodym wojskiem polskim.

Jabłonna po powrocie z wojny jest jak rajski ogród, o który modlili się umierający żołnierze. Może przygarnie ich wznoszony właśnie tu kościół?

Cieksyn od wieków ma kościół na wzniesieniu, do niego pielgrzymują liczne świeże groby. Po co taka wiedza o wynikach bitwy? Lepiej patrzeć na las i wierną w końcu rzekę.

Krasiniec, ten raczkujący początek jest już odległy o wieczność. A kres – nie ma kresu wieczności. Gdziekolwiek by się było.

Wejherowo, owe gdziekolwiek losem przypisane, a przecież wyróżnione wśród miejsc tej ziemi przepiękną, lasogórzastą drogą krzyżową.

Piaśnica lasem jeszcze piękniejszym kusi, aby tu zostać, gdy ucichną salwy... Miejsce nasze ostatnie - oto prawdziwy początek.

Po siedemdziesięciu latach w lesie piaśnickim wybudowano kaplicę...

czwartek, 30 grudnia 2010

Cz30XII2010:Hieronim Kajsiewicz

  Rok zerowy (0 z 2010) przyniósł internetową publikację:  Kazania
księdza Kajsiewicza. To o tych kazaniach, a także kazaniach drugiego Zmartwychwstańca - Kalinki, pisał Stanisław Brzozowski krytykując letnią wiarę współczesnych mu Katolików: "a macie wy żarliwość Kajsiewiczów i Kalinków?". Początkiem historii Zakonu Zmartwychwstańców było powstanie Listopadowe. Ponad połowa ojców założycieli Zakonu wywodziła się z Uniwersytetu Warszawskiego, a co trzeci z nich brał udział w powstaniu. Kajsiewicz wygłosił wiele kazań rocznicowych. Przytoczę tu fragment kazania z 29 listopada 1843 roku:


O walce i żołnierstwie duchowym - Na dzień 29 listopada 1843 roku.


Żołnierstwem jest życie ludzkie 
Hiob 7,1


  Wielka prawdę powiedział mąż Boży, której zaczerpnął z własnego krwawego doświadczenia: walką jest życie na ziemi. Dzieje duszy każdej i dzieje ludzkości aż nadto o tym świadczą. Walka wewnątrz i na zewnątrz, walka w ludziach i w ludach, między ludy i ludźmi; walka moralna i walka fizyczna, - z których pierwsza wszystko przysposabia, druga skutki tylko na zewnątrz odsłania; - w całej tej walce człowiek zawsze żołnierzem.
  Gdzie walka, tam muszą stać naprzeciwko siebie dwa wojska, dwie siły, dwie zasady; musi być dwóch panów, jak Chrystus nazywa. Nieczynnym być się nie godzi; kłamstwo, by można być obojętnym, bo jedno lub drugie kochać lub nienawidzić musisz. Nieczynnym być i obojętnym śród walczących, najniebezpieczniejsza; walczyć trzeba. Mądrość w dobrym wyborze sprawy a chorągwi, w zajęciu lub zatrzymaniu korzystnego stanowiska, i w uczciwej a niezłomnej jego obronie.
  Zwykła jest wodzom w tych wojnach ziemskich, jak to braterstwu waszemu, ludowi żołnierskiemu wiadomo, zwykła jest hetmanom po potrzebie, dopieroż po przegranej, a najbardziej przed spotkaniem się nowem, opatrywać stanowisko, ustawiać szyki, zagrzewać żołnierza; a przecież wodzowie ci są tylko wyrobnikami planów wyższych strategii i taktyki duchowej, wykonawcy ręcznemi sił i zasad walczących z sobą.
  Jednemu z najlichszych poruczników duchowych, zdało mi się użyteczną w dniu tym i stosowną, czego się już tędy i owędy przy pogodzie dotknęło, to zebrać i przedstawić w jednym obrazie, ba szkicu (z takim bowiem pośpiechem, tak niecierpliwie żyjem, że na obrazy nie stać), a obejrzeć się i po tym Bożym świecie i po tej Bożej i niebożej Słowiańszczyznie, by się nam samym znaleźć i obaczyć jaka sprawa najlepsza, czy wygra której bronimy; jaki wódz nasz przyrodzony, jaka chorągiew, jakie hasło a krzyk wojenny, jak tej myśli bronić wypada, jakiej zbroi a oręża zażywać, by i strawne mieć dobre w tej służbie doczesnej, i wiecznej też nie chybić.
  O Jezu! Najwyższy Wodzu a Hetmanie nasz! naucz mię w tej chwili mówić do ludu a żołnierstwa twego, do posłusznych i kornych, i do miłych Ci zawsze rokoszan twoich; niech mną nic ludzkiego nie włada, ale też nic mię ludzkiego nie hamuje; umorz w sercu mem a pamięci i nie puść na usta wszelkiego słowa które nie jest od Ciebie, któreć się nie podoba, a zastąp innem Twojem i wdzięcznem Tobie. O Maryo! która się niegdyś unosiłaś nad szykami praojców naszych, spojrzyj litościwem okiem na mnie i tych braci moich, wstaw się za nami, i pobłogosław.
(Pełny tekst:  Kazania strona 47)
W czwartki na blogu gościć będą: akademiccy powstańcy i późniejsi przywódcy Wielkiej Emigracji z lat 1831-1848.

środa, 29 grudnia 2010

Sr29XII2010: Kowalewski, Sikorski

Rok zerowy (0 z 2010) przyniósł uwieńczone powodzeniem amerykańsko-rosyjskie negocjacje rozbrojeniowe START. Stali za nimi jacyś "architekci porozumień" (tak tytułuję tę, środową część blogu). Poczynając od czasów wojny wietnamskiej i nagrodzonego pokojowym Noblem profesora politologii Henry'ego Kissingera, są to zazwyczaj akademicy-dyplomaci (Kissinger wspierał również tegoroczne podpisanie traktatu START). Z powodu powojennej "zimnej wojny" Jan Kowalewski nie miał szans przejść do działalności akademickiej. A miałby co zaprezentować:
Był z wykształcenia inżynierem chemikiem zmobilizowanym w czasie I wojny światowej, a potem dobrowolnie uczestniczącym w wojnie polsko-rosyjskiej w latach 1919-1920. Po jej zakończeniu pozostał w wojsku pełniąc bardzo odpowiedzialne funkcje: w latach 1928-1933 był attache wojskowym RP w Moskwie, a potem attache wojskowym w Bukareszcie (w latach 1933-37). We wrześniu 1939 ewakuowano go do Rumunii. Po upadku Francji znalazł się w Portugalii. Nawiązał bardzo liczne kontakty z podobnymi do niego “ludźmi półcienia” - np. z posłem rumuńskim Joanem Pangalem, który też pojawił się w Lizbonie po roku 1940. Rumuński dyplomata przekonał Kowalewskiego do pozostania w Lizbonie. Ludzie półcienia są wręcz bezcenni w razie wybuchu wojny - bez ich doświadczenia i powiązań nie można nawet planować sensownych gier dyplomatycznych. Taką naprawdę “wielką grą” prowadzoną przez Kowalewskiego w czasie II wojny światowej była operacja o kryptonimie “Trójnóg”. Były to kierowane do sfer dyplomatycznych Włoch, Węgier i Rumunii, stale ponawiane oferty przejścia na stronę aliantów.
Zimą 1940/1941 Kowalewski przedstawił satelitom Niemiec (poza wymienionymi państwami, były to jeszcze Finlandia i Bułgaria) ofertę “dobrych usług”. W 1942 pierwsze klęski Niemców były dogodnym momentem do prowadzenia rozmów sondażowych. Na początku 1943 roku władze polskie w Londynie (z generałem Sikorskim na czele) dały Kowalewskiemu pisemną decyzję do prowadzenie rozmów w ramach operacji “Trójnóg” - miał się skoncentrować na Włochach, Węgrach i Rumunii. Po śmierci generała Sikorskiego polskie kontakty straciły na znaczeniu - sprzeciwiał się im Stalin. Kowalewski opuścił Lizbonę w kwietniu 1944 roku. Pozostał na emigracji, aż do swojej śmierci (1965 r.).

wtorek, 28 grudnia 2010

Wt28XII2010: Sikorski, Klein

Rok zerowy (0 z 2010) był rokiem polskiej premiery filmu "Doktryna szoku". Książkę Naomi Klein przeczytałem z zapartym tchem już rok wcześniej. Jest naprawdę świetnie napisana, rozeszła się w wielkich nakładach, ale jak to książka - zacytuję zdanie z recenzji tego filmu pióra Jacka Żakowskiego: "Nawet najlepsza i najważniejsza książka dociera tylko do tych, którzy kultywują czytanie, a ich jest może dwa procent." Film jest nośnikiem dla masowego odbiorcy, a w dzisiejszych czasach - film DVD (taka wersja jest do kupienia od października 2010 roku). Podczas lektury "Doktryny szoku" nasunęło mi się skojarzenie z książką Władysława Sikorskiego "Przyszła wojna". Pomyślałem, że warto powrócić do tamtego scenariusza przyszłej wojny, powstałego w rok po dojściu Hitlera do władzy. Dlaczego wtedy, w Polsce książka przeszła bez rozgłosu i co będzie ze scenariuszem Naomi Klein?
Książka Sikorskiego wyszła w roku 1935 po francusku, w 1936 po rosyjsku, a w 1942 po angielsku. Niewątpliwie głównie za tę pracę Władysławowi Sikorskiemu nadano tytuł doktora honoris causa najstarszego szkockiego uniwersytetu St Andrews.
O tych dwóch scenariuszach będę pisał we wtorki, a dla zaostrzenia apetytu trzy fragmenty z "Przyszłej wojny":
Str. 10 „Nic przeto dziwnego, że książka kanclerza Hitlera „Mein Kampf” stała się w Niemczech prawdziwą Ewangelią. Siła jest tam przedstawiona, jako jedyne źródło prawa, i jako czynnik główny w stosunkach międzynarodowych, który rozstrzygnie o gruntownej rewizji Traktatu Wersalskiego."
Str. 12 powołując się na analogie z rewolucją 1789 r. Sikorski pisze: „Podobnie sowiecka armia miałaby przerzucić sztandary zwycięskiego komunizmu poza obszar sowieckiego imperium. Faktowi temu nie należy się dziwić, lecz należy go stwierdzić, licząc się z tym, że może on doprowadzić do podjęcia próby przekonania opornych siłą.”
Str.19 „W tych warunkach pokój jest niczym innym, jak tylko zawieszeniem broni, które trwać będzie tak długo, jak długo jego rzetelni zwolennicy będą w stanie bronić go w razie potrzeby siłą.”

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Pn27XII2010: Leśniewski, Mazurkiewicz, Sierpiński

Rok zerowy (0 z 2010) przyniósł bardzo wyczekiwany drugi tom książki "Zanim złamano Enigmę" Grzegorza Nowika. Nareszcie, po dziewięćdziesięciu latach mamy pełny obraz łamania rosyjskich szyfrów w czasie wojny 1920 roku. Szczególnie sierpniowe zmagania mogły mieć zupełnie inny przebieg bez udziału błyskawicznie wprowadzonych do zespołu łamaczy kodów, kierowanego przez Jana Kowalewskiego, profesorów: Stanisława Leśniewskiego, Stefana Mazurkiewicza i Wacława Sierpińskiego. O tym będę pisał w poniedziałkowym blogu, a dzisiaj naszkicuję jedynie uniwersytecki wkład w złamanie Enigmy:
Swój pierwszy sukces w łamaniu rosyjskiego szyfru Kowalewski odniósł zupełnie przypadkiem - nudząc się na zastępstwie w pomieszczeniu wywiadowczym. Takie “przypadki”, oczywiście mogą się przydarzyć tylko człowiekowi niezwykle inteligentnemu, ale w tamtych czasach nie musiał być to człowiek latami szkolony w sztuce kryptologii. Postęp w kodowaniu kombinacyjnym, wykorzystującym wielobębnowe maszyny elektryczne, wymusił pojawienie się nowych ludzi w wojsku - żołnierzy bez karabinów, bardziej naukowców niż wywiadowców. Wojsko polskie po sukcesach łamaczy kodów z wojny polsko-rosyjskiej nie zmarnowało entuzjazmu uczestników walki na szyfry. W oparciu o ich wiedzę zrobiono pierwszy na świecie krok w kierunku kryptologii matematycznej: zorganizowano w 1929 roku kurs kryptologii dla matematyków z Uniwersytetu Poznańskiego. Dodatkowym atutem w przyszłej pracy na kierunku niemieckim tych młodych absolwentów matematyki, była doskonała znajomość języka niemieckiego - wszak w szkołach, do których uczęszczali, język niemiecki był językiem nauczania aż do roku 1919. Młodzi matematycy spełnili pokładane w nich nadzieje - już w grudniu 1932 roku Marian Rejewski łamie po raz pierwszy na świecie szyfr Enigmy posługując się wyrafinowanymi narzędziami matematyki (teoria grup permutacji). Można powiedzieć, że pierwszym wyprzedzającym ruchem wojennym Polaków było przekazanie w dniach 25 i 26 lipca 1939 roku sojusznikom angielskim i francuskim urządzeń technicznych „Antyenigmy” (produkowanych w utajnionej polskiej fabryce Ava) i całej wiedzy o sposobach łamania kodów Enigmy. Sposobach dostatecznie szybkich, aby nadążyć za stałą wymianą szyfrów, która miała zapewnić praktyczną niezawodność tego sposobu szyfrowania.