środa, 29 lutego 2012

Okienka kreatywności

  Smagana batem testów nasza szkolna szkapa, do tego z klapkami "studiów" na oczach, coraz gorzej przygotowuje młodzież do wielkiej postmodernistycznej gry o prymat w światowej kulturze i nauce. Najwybitniejsi komputerowcy (Jobs i inni) nie kończyli przecież studiów, czołowi aktorzy - typowych szkół teatralnych, a przodujące uniwersytety kształcą przez udział w projektach badawczych. Gdy młodym już nie zagraża obowiązkowe wojsko, mogą oni szybciej próbować swoich sił na konkurencyjnym rynku, a w razie niepowodzenia dobierać sobie własne ścieżki dalszego kształcenia.
  Nowa podstawa programowa otwiera malutkie okienka w murze standardów edukacyjnych, nazywanych przedmiotami maturalnymi. W pierwszej klasie liceum przerabiana będzie przez wszystkich historia XX wieku, której nie będzie odtąd już w gimnazjum. Po pierwszej klasie uczniowie muszą wybrać swój zestaw przedmiotów maturalnych.  Dla tych uczniów, którzy nie wybiorą do zdawania historii lub innych przedmiotów humanistycznych, przewidziany jest przedmiot „historia i społeczeństwo”, na którym będą się uczyć historii powszechnej w ujęciu problemowym oraz zajmować się losami Polski i Polaków. Humaniści, dla odmiany, będą w podobny sposób poznawać przyrodę.
W przypadku przedmiotu „historia i społeczeństwo” celem jest przede wszystkim poszerzenie wiedzy z zakresu historii z elementami wiedzy o społeczeństwie i wiedzy o kulturze. Na zajęciach można będzie realizować wątek tematyczny albo chronologiczny. Wątek tematyczny realizowany jest poprzez wszystkie okresy historii, natomiast chronologiczny – nie zamyka się na konkretnej problematyce. W ciągu dwóch lat powinno się przeprowadzić cztery wątki (tematyczne lub chronologiczne do wyboru przez nauczyciela) niezależnie od kombinacji.
Jednym z takich wątków do wyboru może być oczywiście Edukacja dla pokoju, której głównie poświęcony jest mój blog. Dotychczasowe, trzyczęściowe 42 Dni Repetycji dla Pokoju poszerzę o cztery tygodnie "Polskiego Września", dochodząc tym samym do 70 dni repetycji. Taka, corocznie wzbogacana przez członków Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej opowieść stanie się bardzo atrakcyjną eHistorią dla ścisłych umysłów, bo zawiera problematykę łamania kodów, a wydarzenia historyczne są przedstawiane od strony ich uczestników. Również eSzkoła Drogi jako bardzo aktywna forma lokalizacji wydarzeń historycznych, dostarczy bodźców dla kreatywności jej odbiorców (tworzenie dokumentacji zdjęciowej, animacji komputerowych, internetowe wyławianie kontekstu kulturalnego, itp.). Poza Mazowiecką drogą i Majowym spacerem, do eSzkoły Drogi dołączę jeszcze trasę łączącą Opinogórę (Krasiński) i Krasne (Maria Skłodowska-Curie).
E-podręcznik "Edukacji dla pokoju" skierowany do 16-17-letnich młodych ludzi, przygotowanych przez roczny kurs historii XX wieku, będzie w stanie wzbudzić zainteresowanie w bardzo szerokich kręgach odbiorców, a szczególnie wśród przedstawicieli Polonii przybywających na lotnisko w Modlinie, gdzie rozpoczynają się trasy eSzkoły Drogi.
Elastyczność publikowania w Internecie umożliwia adaptację e-podręcznika: z jednej strony dla młodszych odbiorców (na Majowy spacer można zabierać przedszkolaki!), a z drugiej strony dla odbiorcy studenckiego (matematyczne przedstawienie tematu Łamaczy Kodów). Takie przekształcenia treści wymagają jednak niemałej wiedzy z psychologii rozwojowej (podejście konstrukcjonistyczne w edukacji) i z kryptologii (zapoznanie się z fragmentami teorii matematycznych). Wiele postów poświęconych obu tematom umieściłem już pod zakładką eUniwersytet Trzech Miast.

wtorek, 28 lutego 2012

Konkurujesz albo obumierasz

  Trzy dni temu (25 lutego) Krugman przedstawił dobrze udokumentowaną krytykę europejskich dróg wyjścia z obecnego kryzysu, którym dotknięte są w strefie Euro: Grecja, Irlandia, Portugalia, Hiszpania i Włochy (na poniższych wykresach zaznaczone czerwonymi słupkami).
A więc teoria pierwsza głosząca, że przyczyną kłopotów są zbyt wysokie wydatki publiczne i wystarczy je obciąć, a kryzys sam się zlikwiduje, nie daje się obronić w świetle danych z OECD Factbook za rok 2007 (ostatni przedkryzysowy rok):
Pogląd niemiecki, że wszystko wzięło się z niefrasobliwego podejścia do deficytu budżetowego w latach poprzedzających kryzys (1999-2007), też nie znajduje potwierdzenia w danych o średnim deficycie krajów strefy Euro z IMF WEO database (pamiętajmy, że wspólną walutę wprowadzono w 1999 roku):
Poza Grecją i Włochami wszystkie kraje zachowywały się wręcz wzorowo pilnując swoje deficyty. Gdzie więc tkwi źródło kłopotów? Spójrzmy na średni, bieżący bilans handlowy z lata 1999-2007. Widać, że to co wyeksportowała gospodarka niemiecka (cały czas na sporym plusie) zostało zaimportowane przez pięć obecnie "dołujących" gospodarek i stało się z upływem czasu prawdziwym źródłem ich kłopotów (dane z IMF j.w.):

Teraz moje podsumowanie (Krugman używa nieznanego jeszcze u nas pojęcia reflacji, więc nie bardzo wiedziałem jak zreferować jego wywód):
Bez wyrównania konkurencyjności wymiany handlowej nie uda się utrzymać jedności strefy Euro! Jak kiedyś Anglia podbijała świat swoim eksportem wymuszając siłą militarną otwarcie granic handlowych w Indiach, czy Chinach (słynne wojny opiumowe), to samo robią dziś Niemcy przy pomocy wspólnej waluty w Europie (granice sami otworzyliśmy). Przed podobnym problemem stanie niedługo Polska (nawet bez przyjmowania Euro), gdy wypłaty ze wspólnego unijnego budżetu zmaleją, a procedura akcesyjna zabroni zdewaluować złotego.
  Trawestując słynne "Maszerujesz albo umierasz" z czasów Legii Cudzoziemskiej przemierzającej pustynne obszary północnej Afryki, przyswoimy wreszcie sobie, że w obecnym świecie obowiązuje zasada: "Konkurujesz albo obumierasz". A najlepiej konkurować kreatywnością.

czwartek, 23 lutego 2012

Modlin 1920 i 1939

  Lata 1920-1939 to najdłuższy w XX wieku okres pełnej suwerenności narodu polskiego na całym jego terytorium. Granicami tego przedziału są dwie wojny. I w tej pierwszej - odzyskującej niepodległość, i w tej drugiej - twardo jej broniącej, wyróżnionym miejscem była twierdza modlińska. Dowódcami wojsk w twierdzy i jej okolicach byli najwybitniejsi polscy generałowie: w roku 1920 - generał Władysław Sikorski, a w roku 1939 - generał Wiktor Thommee. W ich życiorysach odnajdujemy nie tylko wspólną dla nich twierdzę, ale również wspólną im datę - datę roku urodzenia! Obaj urodzili się w roku 1881 i rok temu przypadała 130 rocznica ich urodzin. O generale Thommee ukazała się nieduża książeczka "Generał Wiktor Thommee. Życie i walka.", a Sikorski nadal czeka na swoją pełną biografię. W tym roku, 13 listopada mija 50 lat od śmierci generała Thommee. We wrześniu, tradycyjnie, w twierdzy modlińskiej ma miejsce jakaś okolicznościowa impreza - ostatnio nie wiadomo nawet według jakiego klucza wybierana. Ponieważ od popołudnia 13 września 1939 roku generał Thommee dowodził obroną Modlina, więc dobrym terminem uczczenia w twierdzy modlińskiej rocznicy jego śmierci jest sobota/niedziela najbliższa 13 września (15/16 IX - w tym roku). I oby nie skończyło się na kolejnej "rekonstrukcji". Z kolei 13 listopada powinno się odbyć składanie kwiatów i wieńców na jego grobie w Warszawie.
  W przyszłym roku upłynie 70 lat od katastrofy w Gibraltarze i dnia śmierci generała Sikorskiego. Też nie należy spodziewać się specjalnie wiele, bo historycy na Sikorskim się zawiedli - tyle pracy włożyli, na zarzuty się narazili, zwłok nie uszanowali - i figę dostali. Może wreszcie nadszedł czas, aby - nie czekając na rewelacje ze "skrzyni Sikorskiego", którą nie wiadomo kiedy otworzą Anglicy - o Sikorskim powstała sensowna książka niepomijająca jego wkładu w odzyskanie niepodległości (1918-1921). Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej nie może dłużej czekać na tzw. "ustalenia" historyków, bo dla nas generał Sikorski jest najważniejszym polskim kombatantem II wojny światowej i cały jego życiorys jest naszym, wspólnym Polaków dziedzictwem. Jest spadkiem, który musimy przyjąć i nie zmarnować. Będziemy wiedzę o nim zdobywać i rozpowszechniać na dostępną nam skalę.

środa, 22 lutego 2012

Popielec T.S. Eliota

  Pamiętam nasze zdziwienie, gdy w 1967 roku po raz pierwszy odsłuchaliśmy longplay "Ash Wednesday and other poems" podarowany nam przez zaprzyjaźnioną amerykańską rodzinę Morlandów wracającą do Stanów po rocznym pobycie w Hong Kongu. Mniej dziwne już były nawoływania kulisów z chińskiej ulicy na turystycznym, tłoczonym folderze "Sounds of Hong Kong". Miałem już wtedy niedawno kupione, dwujęzyczne, paxowskie wydanie Eliota, ale czytałem głównie jego polskojęzyczne strony - była więc bariera języka. Oceniałem więc samą recytację, o której wszyscy mówiliśmy, że T.S. Eliot czyta swoje utwory w dziwnie nieatrakcyjny sposób, bez aktorskich modulacji - wydawało się, że "kładzie" je od początku do końca. Ale niedługo potem zrozumiałem, że właśnie w ten sposób wydobywa ich sens:
Popielec
I
Albowiem nie mam nadziei na zwrot i zmianę
Albowiem nie mam nadziei zmian
Wstecz do pragnień czyichś talentów lub czyichś szans
Już nie robię wysiłków by dążyć do tych spraw
(Bo cóż miałby postarzały orzeł rozpinać skrzydła?)
Po cóż miałbym żałować
Zanikłej mocy zwykłego panowania?

Albowiem nie mam nadziei zaznać znów
Chwały kruchej pomyślnej godziny
Albowiem nie przypuszczam
Albowiem wiem naprawdę że nie zaznam
Owej prawdziwej władzy co przemija
Nie umiejący pić
Gdzie drzewo puszcza kwiat i biją źródła, bo tam
znów nie ma nic

Albowiem wiem, że czas to zawsze czas
A miejsce miejscem jest, niczym więcej
I co się dzieje, dzieje się tylko raz
W jednym miejscu
Z radością biorę rzeczy tak jak są i
Wyrzekam się uwielbionej twarzy
Wypieram się głosu
Albowiem nie mam nadziei na zwrot i zmianę
Więc raduję się, gdy mam zbudować coś
Z czego mógłbym się cieszyć

I modlić się do Boga aby miał litość nad nami
I modlę się bym mógł zapomnieć
Spraw o które sam z sobą biję się zbyt z myślami
Nadto je sobie wyjaśniam

Albowiem nie mam nadziei zwrotu i zmian
Zwól, by starczyło tych słów
I że co stało się, nie może być powtarzane
Niechże nie będzie nadto ciężkim sąd nad nami

Albowiem skrzydła te nie są już skrzydła do latań
A tylko jak wachlarze biją powietrze
Które już teraz jest na wskroś rozrzedzone i suche
Rzadsze i suchsze od woli
Naucz nas dbać i nie dbać
Naucz nas milczeć.

Módl się za nas grzeszników teraz i w godzinę śmierci
Módl się za nas teraz i w godzinę śmierci.

II
Pani, pod drzewem jałowca siedziały trzy białe lamparty
W chłodzie dnia, do sytości się nażarłszy
Na nogach mam serce wątrobę i to co się mieści
W pustej jamie czaszki. I Bóg rzekł
Czy mają kości te żyć? czy mają
Żyć te kości? I to co się mieści
W kościach (już suchych) rzekło grzechocące:
Gwoli dobroci tej Pani
I łaskawości jej temu, że
Oddaję cześć Dziewicy w rozmyślaniach,
Jasnością lśnimy. A ja, tutaj ukryty
Oddaję czyny zapomnieniu, miłość mą
Potomstwu pustyń i owocom dyni.
I to właśnie ocuca
Wnętrzności moje, włókna oczu, niestrawne ochłapy
Którymi gardzą lamparty. Odeszła Pani
W białej szacie, by rozmyślać, w białej szacie.
Niech biel kości pokutuje aż do niepamięci.
Życia w nich nie znajdziesz. Jak mnie przebaczono
Bo pragnę przebaczenia, tak i ja nie pomnę
W to wdałym, celu tego chciwym. I Bóg rzekł
Prorokuj w stronę wiatru, do wiatru tylko, bo jeden
Wiatr posłucha. I kości śpiewały grzechocące
Na modłę pasikonika tak mówiące

O Pani milczeń
W strapieniu cicha
Nienaruszona w rozdarciu
Różo pamięci
Różo przebaczeń
Wyczerpana a życie dająca
W udręczeniu spokój
Ta jedna Róża
Ogrodem stała się
Gdzie kres wszelkiej miłości
Gaśnie tortura
Miłości bez nasyceń
Tortura głębsza
Miłosnych zaspokojeń
Kresie bezkresnej
Wędrówki w próżnię
Rozwiązanie wszystkiego
Czemu brak rozwiązania
Mowo bezsłowna i
Słowo bezmowne
Chwała Macierzy
Za Ogród-kres
Wszelkiej miłości.

Pod drzewem jałowcowym śpiewały kości rozproszone a lśniące
Dobrze nam tak, żeśmy rozproszone, mało sobie czyniłyśmy dobrego
Pod byle drzewem w wystudły dzień na ławce piasku
Zapominamy siebie same i siebie nawzajem, pojednane
W ciszy pustyni. Oto jest kraj o który
Będziecie los miotali. Ale ni cząstka  ni całość
Nie znaczą. Oto jest kraj. Oto jest nasze dziedzictwo.

  Powyżej zamieściłem dwie pierwsze części Popielca (całość ma ich sześć). Proroctwo Ezechiela o dolinie wyschłych kości (Ezechiel 37) w poetyckim przetworzeniu Eliota odczytuję od tamtego czasu w każdy Popielec, dzień pamięci o tym, że "z prochu powstaliśmy i w proch się obrócimy"...

wtorek, 21 lutego 2012

Ostatki w kinie Paradiso

Ostatki czego? - Karnawału, czy może już chęci?
Ona jednak powraca - niech taśma się kręci!
Ten pan o sercu młodym, oszronionych skroniach
W myślach wiersz nowy składa - o złączonych dłoniach...

Co w tańcu się tak często jako flirt zaczyna:
A napotka pieśń w duszy o miłości i śmierci:
I gdy słowa uniosą ciężary uczucia (z małą pomocą poety):
Wówczas - przeznaczenie połączy śmiertelnych kochanków:

Projekcja skończona, archetyp wciąż żyje - na tafli lodowej (aż nazbyt prawdziwie), w nowym filmie, w dokonaniach niebanalnej sztuki ...

poniedziałek, 20 lutego 2012

Dysputa o Bogu (z Krytyki Politycznej)






Gra_ce  - pojmowanie Logosu |16.02.2012 19:40:04



Ja w Boga wierzę a nie "pojmuję". Ja się do boga modlę, buduję z nim
moją nieudolną pewnie relację, a nie analizuję i redukuję. Wiara to nie wiedza -
nie bez powodu jest to rozróżnienie. Oczywiście w ramach wiary są niedoskonałe
sposoby porozumiewania się, jest hermeneutyka Słowa, Ewangelii, Starego
Testamentu, ale to jest Otwarta Księga Logosu - który był na początku, a którego
nie przyjęliśmy. (Moim zdaniem pierwsze wersety Ewangelii św. Jana to taka
poetycka i lapidarna wersja opowieści o raju i jego utracie z Księgi Rodzaju).
Nie zawsze czułam Jego obecność, ale pojawił się czas w moim życiu, w którym
jescze nie czułam jej ale już jej chciałam, prosiłam o jej łaskę. I to się
zdarzyło. To było jak łagodny powiew wiatru, to nie było przeżycie emocjonalne,
nie umiem Ci tego wytłumaczyć, to było takie łagodne poruszenie świadomości, w
momencie, którego się nie spodziewałam. Od tego czasu przeżywam Jego obecność i
wierzę w nią. "Przeżywam"- używam tego słowa, z braku lepszego - to nie
jest z całą pewnością emocja, to nie jest zmysłowe, chciałoby się powiedzieć
"duchowe" zjawisko. Bóg przygodzi do każdego, kto zwróci szczerze w jego
kierunku twarz i poprosi o relację. Do każdego, bez wyjątku - wierzę to, na
granicy pewności. Trzeba TYLKO zaryzykować to, że wiele się potem zmieni i
rozumiem, że można tego nie chcieć. Czy pojmuję jego przekaz??? - NO cóż, mam na
ten temat intuicje i wierzę w dobrą wolę i wybacz mądrość zdrowego jądra
Kościoła - choć Jezus zbudował go na grzesznym i słabym Piotrze, którego na
pewnym etapie nazwał nawet "Szatanem", bo myślał ów Apostoł ludzkimi a
nie boskimi kategoriami. Piotr został podwaliną Kościoła; mimo że grzeszył,
potrafił przyznawać się do błędu, potrafił się PODNOSIĆ z upadku. I o tym jest
Kościół moim zdaniem - o wspólnym podnoszeniu się z upadku, z martwoty.








Spokojny  - Gra_ce |17.02.2012 12:45:15



Jeśli czujesz jakąś obecność, to muszę ci powiedzieć, że nie jest to szczególnie
trudne do osiągnięcia. Wystarczy się dobrze skupić i można poczuć cokolwiek co
się wcześniej zaplanuje. W niektórych buddyjskich szkołach się na przykład czuje
obecność duchowego nauczyciela. Po kilku tygodniach skupienia taka postać wydaje
się ciągle obecna. Można czuć tak wiele rzeczy. Na przykład że ma się raka, że
jest się w ciąży.. Nawet brzuch rośnie niektórym od tego. Coś sobie uroiłaś, ale
to nie moja sprawa, bo ja nie odnoszę się do twojego czucia tylko do twoich
słów. Kiedy mówisz "czuję obecność", to ja wierzę w pełni, że ty czujesz
obecność. Czułem już w życiu takie rzeczy że sobie nie wyobrażasz. Ale kiedy
mówisz na przykład "Bóg przemówił przez ewangelię i apostołów" albo
"Bóg nie reaguje w przestrzeni naszych wyborów" czy też "Bóg szanuje
nasze prawo wyboru" to to nie jest czucie obecności tylko pewne myśli i
wyobrażenia które masz, ponieważ ich się wyuczyłaś. I one są jak najbardziej
dyskutowalne bo one właśnie nie należą do sfery czucia czegoś tylko do sfery
treści. Są to twoje przekonania które mają treść dajacą się zapisać w słowach. I
wtedy nie ma różnicy czy napiszesz, że tak uważasz, "pojmujesz" czy że
tak wierzysz. Tak twierdzisz. Być może jest jakaś nawet duchowa istota która ci
towarzyszy. Może to demon? Może duch hrabiego Bebe? Za życia tyle nagrzeszył,
jadł cukierki przed obiadem.. Skąd wiesz kto to jest? Interpretujesz swoje
doznanie na podstawie systemu przekonań którego cię wyuczono i który jak
najbardziej jest dyskutowalny. Gdybyś miała się skupić tylko na samym czuciu,
nie możesz niczego mówić. Czucie samo nie podlega dyskusji i analizie. Słowa
tak. Kto chce mieć słuchaczy, ten ma i krytyków badających czy to co opowiada
trzyma się kupy. Coś za coś. Nie można mieć jednego bez drugiego.








Valentino  - @Jan |17.02.2012 16:23:17



Pytanie czy bóg jest dobry jest dość przewrotne. Odwraca uwagę, bo zakłada że
jest. Kto tutaj boga obarcza winą za wojny, głód, cierpienie, etc? Jak można
obarczyć kogoś za coś, jeśli tego kogoś nie ma? Kto się zastanawia czy bóg jest
dobry czy zły? Jeśli ktoś da głodującemu bułkę z szynką nie oznacza to, że bóg
jest dobry i że istnieje.
No ale dobra, podążę dalej Twoim tropem, czyli
załóżmy że jest. To czy się smuci i jest zraniony tym, co sobie ludzie nawzajem
gotują, jest życzeniowe. To Twoje życzenie widzieć w nieistniejącym bogu
zatroskanego ojca, który poczuł się zraniony, że dzieci się bawią zapałkami.
Zapewne sam się smucisz i czujesz się zraniony, że człowiek jest śmiertelny i że
w ogóle ktoś ma taki pomysł, żeby wyjmować innemu wątrobę przez jamę gębową. I
to jest normalne. Przenosisz na nieistniejące bóstwo towarzyszące Ci odczucia,
która powstają, gdy dociera do Ciebie, że jakaś grupa masowo wyrżnęła inną
grupę. Rozumiem, że jeśli postawię fabrykę, dam tysiącu ludzi robotę, cały zysk
po odjęciu od przychodów podatków, zusów, krusów, srusów i za stadion oraz
kosztów wszelkiej maści rozdam załodze, to w bogu wywołam radość, że swą
wolność, którą mi dał (dodajmy, że w łasce, bo wszystko co spływa na mnie jest
łaską) spożytkowałem odpowiednio?








@spokojny  - wyuczone martwe czy wyistoczone żywe? |17.02.2012 19:33:20



mogłabym Ci odpowiedzieć Twoimi słowami, że Twoja analiza moich słów również się
opiera na wyobrażeniach, których się wyuczyłeś. Jak tak dalej pójdzie, to zaraz
zaczniemy analizować istotę świadomości i intencjonalności, otrzemy się o
filozofię języka i źródła powstawania znaczeń. Mam jednak wrażenie, że ściągasz
rozmowę do Twojego świata pojęć, rozumiem to, bo to dość naturalne. Pozwól mi
jednak zostać przy moim przekonaniu, że to co przeżywają inni, a do czego ja nie
mam dostępu niekoniecznie jest urojeniem.
Dopuszczam istnienie bytów,
zjawisk,których nie są mi dostępne i nie są one tylko senną, permutacją
świadomości, urojeniem, mogą być czymś na co ja nie mam "zmysłów", nie
mam teraz przestrzeni w świadomości, nie jestem otwarta. Piszesz, że wyuczyłam
się twierdzeń, które cytuję. W jakimś sensie masz rację, wyuczyłam się na
podstawie swoich doświadczeń, rzeczywiście nie zdarzyło mi się, by Bóg swoją
ingerencją zabronił mi dokonywać jakichkolwiek wyborów… Czy wyuczyłam się
prawd wiary chrześcijańskiej? No cóż, chrześcijaństwo dotyczy ŻYCIA, wymaga
zawierzenia, zaryzykowania pewnej DROGI życia, to nie jest UMOWA na przyczyny i
skutki, to nie są zamknięte martwe twierdzenia.








Spokojny  - @ Gra_ce |18.02.2012 17:25:51


Poza tym mam wrażenie, że kiedy pytałem skąd wiesz czy pojmujesz przekaz swojego
Boga nie zrozumiałaś istoty mojego pytania. Bo tu żadne odpowiedzi o zdrowej czy
chorej części kościoła nie mają sensu. Ja mówię o najbardziej elementarnym
sposobie użycia pojęcia r o z u m i e n i a c z e g o ś, ponieważ to co
robicie razem z TP to żonglujecie tym jak wam wygodnie. Kiedy mowa o
uzasadnieniu cierpienia na świecie, okazuje się, że Boga nie można zrozumieć,
ale kiedy mowa o wieści, że on coś do nas powiedział to nagle się okazuje, że to
zrozumieć można.
Spróbuję to wyjaśnić na przykładzie. Załóżmy, że pszczoła
dostrzegła człowieka. No i ten człowiek robi takie ruchy, które w języku pszczół
odpowiadaja tanecznemu pszczelemu komunikatowi. Halo, halo, wielkie żarcie góra
cukru jakieś 50 metrów na lewo, lećcie tam. Ale to sygnalizuje swoimi ruchami
człowiek, nie pszczoła. Pszczoła to obserwuje. Co powinna zrobić? Polecieć 50
metrów w lewo, czy olać to? Pomyśleć, że człowiek się z nią bawi? Prowokuje do
czegoś? Testuje? Chce pomóc? Zastawił pułapkę? Może robi coś całkiem innego?
Niezależnie co pszczoła wykombinuje nie ma żadnych, najmniejszych nawet szans
żeby pojąć skąd ten komunikat i co znaczy. I nie ma żadnych podstaw by się
sensownie do tego ustawić. To, że ruchy człowieka przypominają taniec jej
koleżanek oznaczający "dobrą nowinę" nie znaczy nic. Równie dobrze może
to być frament tańca człowieka wcale nie do pszczoły skierowany, tylko do
dziewczyny na to patrzącej, może to być żart z pszczół, atak epilepsji, fragment
formy kung fu podejrzanej na filmie.. Cokolwiek o czym pszczoły nie mają
pojęcia. Ich zasięg intelektualny sięga tylko do tego, by się zastanawiać czy
ten tańczący człowiek który sygnalizuje "góra cukru 50 metrów w lewo"
miał na myśli "lewo" nadawcy czy "lewo" obserwatora i jak duża
góra cukru to będzie. W najbardziej podstawowym sensie pszczoła rozważając sens
ruchów człowieka błądzi totalnie. JEdyne co naprawdę miałoby sens w jej
przypadku, to spierniczać jak najdalej.
I kiedy ja cię pytam skąd wiesz że
rozumiesz co Bóg mówi do ciebie, to pytam o to w takim właśnie najbardziej
elementarnym sensie. Nawet gdybyś dostała list bezpośrednio od Boga z dokładną
instrukcją postępowania na jutro, to jak możesz zakładać, że to co powinnaś
zrobić to jest właśnie wykonanie tej instrukcji? To tak samo jak z tą pszczołą.
Czemu Bóg miałby napisać taki list? A czemu człowiek może tańczyć przed pszczołą
komunikat o cukrze? Jeśli zakładasz istnienie osoby o mentalności nieskończenie
wyższej niż twoja, to żadne próby interpretacji, zrozumienia, przypisywanie
cech, przypisywanie intencji, wiara, że się dostało jakąś wiadomość, że trzeba
ją wypełniać.. Wszystko to jest wówczas furą nonsensu. Czy jak człowiek wydziela
zapach kwasu mrówkowego, to mrówka mądrze zrobi próbując wspólnie z nim budować
mrowisko? Kukułka słysząca w lesie chłopaka wołającego "kuku" mądrze
zrobi próbując mieć z nim wspólne jajo? Jeśli cokolwiek takiego by istniało, być
może całym sensem czytania biblii jest dla tego czegoś szeleszczenie kartek?
Może on kolekcjonuje te szelesty? Lubi je, handluje nimi z jakimś innym podobnym
kolesiem z drugiego kosmosu? Albo może najbardziej dla niego liczą się zęby?
Zostawiam im przekaz - biblię - i patrzę, czy jej czytanie koreluje z ilością
traconych trzonowców. Czemu tak? A czemu nie? Czemu nieskończony umysł miałby
rozumować w takich kategoriach, w jakich rozumuje europejczyk z XXI wieku?
Równie dobrze całym celem twojej przygody z "obecnością" może być to,
żeby popatrzeć jak po przeczytaniu tego tekstu będziesz piła herbatę. Bo to dla
niego ładne..






Spokojny  - @ Gra_ce |18.02.2012 20:44:07


Ależ oczywiście, że to co piszę opiera się na wyobrażeniach. Bo na niczym innym
się przecież opierać nie może. Coś odczuwam, na przykład odczuwam świerzbienie
skóry i na podstawie tego czego się wyuczyłem interpretuję to. Mroźne powietrze
wysuszyło mi skórę. Ty odczuwasz obecność i na podstawie swojego systemu
twierdzeń którego się wyuczyłaś interpretujesz to w ten sposób, że to jest bóg
izraelitów, który wyprowadził ich z Egiptu, wcześniej stworzył świat w siedem
dni, wysłał na Ziemię Jezusa itd. i który jest miłością, ale w sensie tego słowa
którego się nie da zrozumieć bo żaden inny sens się nie da logicznie obronić.
Czucie obecności albo innych rzeczy w tym rodzaju nie jest problemem. Gdybyś
na przykład napisała tak:
"słuchajcie, od pewnego czasu czuję jakąś
obecność i jest to przyjemne uczucie" czytając to po prostu bym się
uśmiechnął. Kłopot w tym, że napisanie czegoś takiego nie daje żadnej władzy nad
umysłem słuchacza. Plasuje mówiącego w pozycji sympatycznego oszołoma. Dlatego
tworzy się coś więcej. Jakąś teorię dzięki której ze statusu autohipnozy czy
marzenia przechodzi się do statusu mistycznego wglądu. To teoria to daje, nie
samo przeżycie. Opowieść. Coś co można sprzedać.






Valentino  - @ Spokojny |18.02.2012 21:28:41


Gdybym był nastolatkiem, który swoich bohaterów szuka wśród ludzi czytelnie
argumentujących swoje zdanie, w dodatku piękną polszczyzną i z polotem i ciętym
dowcipem, to Twój plakat wisiałby u mnie w pokoju w centralnym miejscu. Beret z
głowy. Ale nie zawsze zgodzić się z Tobą mogę. Jestem w stanie wyobrazić sobie,
że istnieje bóstwo, cokolwiek, co stworzyło świat, wszechświat, układy gwiezdne,
czarną dziurę, czy co tam jeszcze i że to bóstwo wybiórczo przekazuje komunikaty
zrozumiałe dla jego odbiorców i że ma plan, którego pewne elementy nie muszą być
zrozumiałe, ale za to "spoko, spoko, zaufajcie mi, wiem co robię i tak nie
zrozumiecie, ale jak już mówiłem spoko, spoko". Innymi słowy, hobby takie
mam, że mam automat perkusyjny i robię na nim sample i żeby je użyć poza
bezpośrednim strumieniem, muszę użyć konwertera plików i wówczas ciach - jeden z
softwareów, który wykorzystuje zaczyna go rozumieć. Ale mam też sampler, stary
grzmot taki, który nie zamierza generować plików i jedyna możliwość to strumień
dźwięku. Całość, czyli plik w softwarze z automatu i strumień z samplera tworzyć
może spójną sekwencję.
Natomiast wierzę, że boga nie ma, a wszelkie
interpretacje np. Gra_ce traktuję jako nieudolne próby dopasowania
rzeczywistości do mitu.





Gra_ce  - Skąd wiem co Bóg mówi? |18.02.2012 21:41:10


Spokojny, ja nie wiem. Ja ryzykuję gdy szukam tej relacji. Dlaczego? Nie wiem.




"Dlaczego? Nie wiem." - pisze Grace. Dlaczego więc ryzykuje? Podpowiem nieśmiało, semantycznym neologizmem: bo człowiek bez Boga, to człowiek  z u b o ż o n y.